• aeromonas Re: Karton 21.10.11, 07:40
      Tak. Po to jest właśnie aborcja, żeby oszczędzić traum rodzicom, a w szczególności dzieciom. Lepiej unicestwić niczego nieświadomy zarodek na wczesnym etapie rozwoju niż potem skazywać siebie na wyrzuty sumienia (albo na społeczny ostracyzm - z powodu wychowywania upośledzonego dziecka lub oddania go), dziecko na cierpienie (nawet najbardziej kochane i zadbane będzie zawsze upośledzone) i społeczeństwo (koszty!).
      Na skutek restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej, powszechnego łamania prawa do aborcji nawet w tych przypadkach, kiedy jest ona prawnie dozwolona (ciężkie uszkodzenie płodu, zagrożenie zdrowia i życia kobiety, ciąża z gwałtu) oraz kościelnego prania mózgu ("mordowanie dzieci") za kilkanaście-kilkadziesiąt lat będziemy mieli w Polsce największy na świecie procent niedorozwiniętych i upośledzonych, w większości w zakładach opiekuńczych. Obawiam się, że koszty społeczne i materialne tego "eksperymentu" będą nie do uniesienia. Nie mówiąc już o tym, że pomimo kościelnego prania mózgu - jak się okazuje - osoby wychowujące upośledzone dzieci nadal są społecznie nieakceptowane.
      • opornik4 Re: Karton 22.10.11, 01:47
        aeromonas napisała:

        >. Po to jest właśnie aborcja, żeby oszczędzić traum rodzicom, a w szczególno
        > ści dzieciom. Lepiej unicestwić niczego nieświadomy zarodek na wczesnym etapie
        > rozwoju niż potem skazywać siebie na wyrzuty sumienia

        Abstrahując już o szacunku do każdego ludzkiego życia - w tym przypadku chodzi o co najmniej 4 miesięczny płód, który niczym już nie różni się od noworodka, najczęściej jednak są to dzieci jeszcze starsze 5 miesięczne, teoretycznie zdolne żyć poza organizmem matki.
        Czyli, w takim przypadku aborcja to nic innego, jak okrutny mord maleńkiego, bezbronnego człowieczka. Ale o tym różnego typu "esteci" wolą nie myśleć.
        Postulujący dziś prawo do eliminacji upośledzonych płodów, nie cofną się przed podobnym postulatem dotyczącym dzieci upośledzonych np. podczas porodu lub gdy upośledzenie zostanie zdiagnozowane później.
        Mentalność na miarę nazistów III Rzeszy.

        Pozostaje tylko współczuć rodzicom, którzy wychowali tego typu potwory, czeka ich straszna starość.

        • iluminacja256 Re: Karton 22.10.11, 10:30
          >W tym przypadku chodzi o co najmniej 4 miesięczny płód, który niczym już nie różni się od >noworodka,

          Rozni sie wszystkim . Przede wszystkim tym,że jak dotąd nie istnieje ZADEN 4 miesieczny płód, który żyje , urodzony w 4 miesiącu życia płodowego. Poronionych są miliony.
    • gordon_3 Karton 21.10.11, 07:50
      Nie rozumiem tego, jesli ścierasz nasienie ze ściany bo własnie skończyłeś sie zabawiać to czym to sie różni od 2 dniowej zygoty ? Oszołomstwo panoszy się w Polsce.
      • opornik4 Re: Karton 22.10.11, 01:54
        gordon_3 napisał:

        > Nie rozumiem tego, jesli ścierasz nasienie ze ściany bo własnie skończyłeś sie
        > zabawiać to czym to sie różni od 2 dniowej zygoty ?

        Pomijając już kwestię, iż nasienie to jednak coś innego, aniżeli poczęta istota ludzka, nawet taka 2 dniowa - nie ma jeszcze możliwości medycznych, aby móc zbadać u bardzo wczesnego płodu czy jest upośledzony umysłowo i w jakim stopniu.
        W przypadku ZD mówimy o aborcji - czyli zamordowaniu - dziecka, którego świadomość istnienia niczym nie różni się od świadomości zdrowego noworodka.

    • ilpadrino666 Małpy też zostawiają chore potomstwo 21.10.11, 07:54
      Inne zwierzęta również, Ludzie nie zastawiają.
    • canicattinese Karton 21.10.11, 07:57
      Co za idiotka?.Wszystko w zyciu ma isc zgodnie z planem,hehehe,niestety w zyciu nie wsystko idzie zgodnie z planem i podejrzewam ze to dopiero poczatek rozczarowan.Nie moge niekiedy wyjsc z podziwu dla ludzkiej glupoty i zezwierzecenia,malo tego ,podnosza sie glosy ze nie rozumiem dlaczego artykul jest w takim oburzonym tonie,od tego jest aborcja i.t.p.Wiec decydujac sie na dziecko trzeba zdawac sobie sprawe z konsekwencji jakie mozna poniesc,to nie maskotka,a istnienie ludzkie ktore trzeba bedzie uksztaltowac,a uprawiajac seks i nie majac zamiaru wychowywac dzieci po prostu trzeba uwazac na to co sie robi wiec od tego jest antykoncepcja,a i tak trzeba miec swiadomosc tego ze mimo wszystko moze pokapowac wypadek jak ciaz,i co wtedy?.Najlepiej zabic lub porzucic jak odpad,nie?.Gdzie czlowieczenstwo i odpowiedzialnosc,nawet gadac mi sie juz nie chce.
    • buszel Karton 21.10.11, 08:00
      Jak ja mam dość tego moralizatorskiego tonu.
      I tego że PRL ludzie byli lepsi.

      Gereralnie chodzi o to że redaktor i osoby wypowiadające się nie mogą się pogodzić ze szczerością ludzi. Że nie kłamią że muszą oddać bo mąż pije, bije, że nie mają pieniędzy.

      Z tym PRL to są jakieś żarty, moje pokolenie 30-35 latków to jest pokolenie ludzi dla których rodzice nie mieli czasu. Gdzie dziecko podrzucało się babci i po nie nie wracało miesiącami.

      Oburzające jest iż dyskusja ta jest w takim oskarżycielskim tonie. Czy autorka nie zdaje sobie sprawy co to znaczy wychowywać upośledzone dziecko.

      I co się z tym dziecekiem dzieje w naszym niewydolnym systemie opiekuńczo-edukacyjnym jeśli rodzice nie mają worka pieniędzy? I co się z tym dzieckiem stanie jak rodzice odejdą? Kto się nim zajmie? Czy nie będzie tak że trzeba będzie go oddać do ośrodka? I to nie będzie ośrodek osoby wielkego serca jak Anna Dymna, tylko powiatowy w Koziej Wólce gdzie poziom agresji wśród mieszkańców i patologia są porażające?

      Durna ustawa antyaborcyjna każe rodzić upośledzone dzieci, również te które są głęboko uposledzone. Ale ma głęboko w d... że ludzie muszą przestać normalnie funkcjonować jeśli takie dziecko im się urodzi. Że nie mają pieniędzy, że się im życie rozpada, bo wszystko podporządkowane jest już na całe życie choremu dziecku. I są skazani na pozoztsawienie takiego dziecka na pastwę losu gdy odejdą.

      Usiłuje powiedzieć iż redaktorzy wypowiadają się o temacie bez wrażliwości ludzkiej. Guzik wiecie o wychowywaniu upośledzonych dzieci. Więc się nie mądrzcie ze swoimi morałami.

      • villianna Re: Karton 21.10.11, 08:27
        Cieszę się, że po pojawieniu się tematu na stronie głównej komentują również myślący ludzie, a nie tylko ptasie móżdżki, które najchętniej zlinczowałyby "idiotkę".

        Niech sobie wszystkie osoby, które tak chętnie krytykują Magdę, wyobrażą siebie żyjącego z zasiłków, poświęcającego całe swoje życie upośledzonemu dziecku. Nadal tak łatwo rzucać osądami?
        • basiek_inc Re: Karton 21.10.11, 16:51
          Cały pic polega niestety na tym, że te osoby nie są w stanie sobie tego wyobrazić. Zastanawiam się czasami, kto pisze podobne komentarze. Nastolatki? 30-latkowie żyjący na utrzymaniu rodziców albo ciągle mieszkający w swoim dawnym dziecinnym pokoju i wydający całą pensję na pierdoły? Ludzie wypowiadają się jakby zupełnie życia nie znali. To chyba tak jest jak się jest za długo niesamodzielnym i nie ma się prawdziwych problemów.
      • iluminacja256 Re: Karton 21.10.11, 15:53
        Mogę się podpisać pod każdym slowem.

    • ambrozkaj Karton 21.10.11, 08:04
      Sześć lat temu z opisywanego Domu Dziecka wzięłam do swojej rodziny chłopca z Zespołem Downa, tym samym zaprosiłam go do swojego życia i całej mojej rodziny na zawsze. Bardzo się wszyscy kochamy i cieszymy z naszej pięcioosobowej rodzinki. Nie potępiam nikogo, kto oddaje dziecko. Ale rozglądam się wokół siebie szukając ludzi, którzy mają otwartość zaprosić do swojego życia, domu czyjeś dziecko na jakiś czas lub na zawsze. To jest jak danie drugiego życia. Zachęcam :)
      • nantek Re: Karton 21.10.11, 14:12
        Strasznie się cieszę z Twojego postu i z tego jaką podjęliście decyzję 6 lat temu. Mam nadzieję, że takich rodzin jak Wasza będzie coraz więcej.
        Chylę czoła, jesteście wspaniałymi rodzicami i mam nadzieję, że przykładem dla wielu ludzi.
    • wanda4943-0 Karton 21.10.11, 08:08
      Kobieto chyba nie wiesz co robisz ,powody dla których chcesz oddać to dziecko są absurdalne i wyobraz sobie że kiedyś będziesz miała to normalne dziecko , wychowasz , będziesz z niego dumna , no i ciężko , zachorujesz ,lub już będziesz stara i wówczas nie będziesz pasowała do planów swojego dziecka , do wystroju mieszkania i wówczas spakuje Cię w kartonowe pudło i hajda do domu starców w najlepszym razie , lub idz gdzie chcesz i na to sobie pracujesz , opamientaj się
    • jan_sobczak1 Żałosne to usprawiedliwianie 21.10.11, 08:12
      Nowoczesna jeuropiejka domaga się od państwa aby najpierw ją "zapłodniło" bo ona ma taką zachciankę a jak dziecko będzie nieładne, koślawe albo głupie to się pozbędzie. Dziecko to nie samochód ani odkurzacz. Zresztą jeśli tak będziemy się rozleniwiać to jeszcze ta kobieta dożyje czasów że staruchów będzie nowoczesna EU zamykać w ośrodkach i usypiać.
    • joankb Karton 21.10.11, 08:20
      W jakimś sensie rozumiem tę dziewczynę... Wilcze mamy czasy, słabi nie mają szans.
      W ciągu dwóch, trzech, góra pięciu lat pewnie byłoby tak:
      Na 95% samotne rodzicielstwo i samotność na dobre. Dzieci porzucają tylko suki, ale matkę z dzieckiem porzucają normalni, którzy chcieli ułożyć sobie życie.
      Na 80-90% brak pracy. Nikt nie będzie "trzymał" kogoś kto niespodziewanie pójdzie na parę tygodni zwolnienia.
      Alternatywa - znaczne obniżenie dochodów. Opiekunce na ok. 10 godzin dziennie trzeba zapłacić jakieś 2300-2500 miesięcznie. Ukrainki są nieco tańsze, ale niewiele.
      Wyprowadzka z mieszkania. Pokolenie trzydziestolatków ma na ogół kredyty. Ma też często niesprzedawalne mieszkania.
      Czyli powrót do rodziców, być może gdzieś na prowincji, albo wynajem czegoś malutkiego za duże pieniądze.
      Brak przedszkoli i szkól, jeśli w ogóle okaże się to możliwe. Brak rehabilitacji, bo za droga, albo płacenie za nią dodatkowym, olbrzymim wysiłkiem.
      Dziewczyna z mojej dawnej pracy wytrzymała 9 lat. Depresja, próba samobójcza - ona jest wrakiem z lumpenproletariatu, dziecko i tak jest w domu dziecka.
      To nie matki są sukami. To całe społeczeństwo zagryza słabszych.
    • whitestorm Karton 21.10.11, 08:41
      Jestem Dyrektorem. Pracuję w Korporacji. Mam dziecko z Zespołem.
      I co...?
      I nic się w moim życiu nie zmieniło na gorsze.
      Jeżeli już...to na lepsze!
      I niech przestana pieprzyc Ci, co mówią o poświęceniu.
      Trzeba miec charakter i tzw "jaja" aby zabrać życie w garść i tak ułozyć, aby i dziecko i rodzice żyli tak, jak tego pragną.
      Razem z mężem nie wyobrażamy sobie dni bez naszego skarbu - tak skarbu! Jest cudownym uśmiechniętym dzieckiem. I co z tego, że trzeba ganiać na rehabilitację, że na zajęcia, że do lekarzy... że ludzie się gapią? I co z tego?
      Pracujemy oboje, niczego nie poświęcamy. Nadal realizujemy swoje pasje, często wyjeżdżamy - a maluch zawsze jest z nami. Nasi przyjaciele jakoś wcale nas nie opuścili. Rodzina jeszcze bardziej wspomaga.
      Owszem - nie będę nikogo oceniać. Jak ktoś sie nie nadaje, to lepiej niech odda malucha do domu dziecka. Ale szczerze powiem - taka osoba dla mnie to dupa życiowa i po części tchórz.

      Tak...i nikt tego nie zrozumie dopóki sam nie będzie miał dziecka z Zespołem Downa.
      Nie pojmie, że to jest taki sam skarb jak inne dzieci. Tylko bardziej szczęśliwy i usmiechnięty.
      • hilusrenalis Re: Karton 21.10.11, 09:40
        nie będę oceniać postępowania tej pani, bo czasy takie, że nie wypada. w końcu każdy ma prawo do własnych wyborów ( nie jest to prawdą niestety, ze ich sami dokonujemy)
        jednak pozwolę sobie na zwócenie uwagi na tą część mówiącą o zaplanowanym życiu i pracy w korporacji. to jest charakterystyczne dla naszych czasów,że ludzie planuja swoją karierę i życie a zwłaszcza w korpo, gdzie mówi się,ze brak planu równa się zaplanowaniu klęski.
        ludzie tacy jak ona nie dopuszczają myśli,że coś może nie pójść zgodnie z planem i to dla nich tragedia. Sama byłam w takiej sytuacji, ciężka choroba syna zmusiła mnie do przeanalizowania wartości, ktorymi kieruję się w życiu. Ta choroba nie wymagała ode mnie odejścia z pracy ale odsunęła mnie od życia korporacyjnego.pokazała,też że liczą się dla mnie inne rzeczy po prostu. do takich deczyji trzeba dojrzeć albo jak napisal mój przedmówca mieć "jaja"
        • jael53 Re: Karton 21.10.11, 10:21
          W tych "złotych, dawnych czasach" ułomne dzieci trzymano różnych w komórkach, ukrywając, ile można nawet przed najbliższymi sąsiadami. Którzy zresztą mieli całkiem niezłe z tej okazji używanie. Dociekali (zajęcie na długie lata), za czyje to grzechy i w której rodzinie taki "dopust" się trafił. Jeśli takie dzieci oddawano, to raczej do fabryk aniołków. lub - gdy podrosły, a były jakoś "malownicze", posyłano na zarobek. Po odpustach choćby.
          Dopiero wredna komuna, ingerując w święte sprawy rodziny, wymuszała choćby posyłanie takich "odmieńców" do szkół.
          Powoli wszystko wraca do normy; są całe gminy, gdzie nie uświadczy się ani jednej szkoły integracyjnej. Dzieci niepełnosprawne są więc nadal izolowane i traktowane jako "dopust", kwitowane sąsiedzkim "i po co takie żyje". Bez współczucia - bo to z dziada pradziada wiadomo, że takie dzieci są za karę.
      • mangosz Re: Karton 26.10.11, 07:02
        Brawo. Jestem pełen podziwu.
        Życzę wszystkiego najlepszego dla Waszej Rodziny.
    • momoneymoproblems Karton 21.10.11, 10:15
      w tej dyskusji często pojawia się stwierdzenie: "nie podołam", "nie dam rady", "to mnie przerosło". Niestety są to bardzo niedojrzałe stwierdzenia: człowiek da radę w każdej sytuacji. I to jest prawda.Ze środków masowego przekazu, z całej naszej kultury płynie wizja szczęśliwego świata, pięknych i zdrowych ludzi, bogatych, szczęśliwych, uśmiechniętych. Czy ktoś nam zapewnił że nasze życie będzie jak z reklamy płatków śniadaniowych? Czy nasze życie jest zaprogramowane na bajkę? Życie nie jest bajką. Widać to na każdym kroku, tylko trzeba mieć otwarte oczy i patrzeć całościowo nie wybiórczo. Trzeba zrozumieć, że nie żyjemy tylko i wyłącznie dla radosnej konsumpcji. Życie to coś więcej. Nie, nie twierdzę że cierpienie uszlachetnia, ale na pewno wiele potrafi nas nauczyć. Cierpienie, troski przeplatające się z radością i pięknymi chwilami tworzy właśnie prawdziwe życie. Nie można się poddawać, powiedzieć: uciekam, bo mnie to przerosło. Bo nie zawsze można uciec. Bo ucieka się tylko do czasu. Do następnego zakrętu za którym mogą czaić inne "nieprzewidziane" wydarzenia nie pasujące do naszej bajki. Czy jeśli za kilka/kilkanaście lat Magda zachoruje na nieuleczalną chorobę, będzie mogła powiedzieć: "nie dam rady, ta choroba nie pasuje do mojego perfekcyjnego życia?". Co wtedy zrobi?
      Odpowiedzialność za nasze własne życie to nie tylko instynkt przetrwania życia w jak najwygodniejszych warunkach.
      Taka decyzja jak ta jest niewątpliwie trudna. I każdy ma prawo do decydowania. Nie osądzam, nie potępiam, nie radzę. Nie jestem od tego. Po prostu chciałam zwrócić uwagę że to nie my sami decydujemy czy podołamy życiowym zakrętom. Na szczęście.
      • jael53 Re: Karton 21.10.11, 10:23
        Zgoda co do szkodliwości fiksowania się na bajkach o zyciu. Zastanów się tylko, co w Twoim przykładzie ta kobieta, gdyby nieuleczalnie zachorowała, miałaby jeszcze zrobić z niepełnosprawnym dzieckiem?
        • hilusrenalis Re: Karton 21.10.11, 10:35
          co miałabym zrobić z nieuleczalnie chorym dzieckiem, które zachorowało w wieku 9 lat ?
          oddać?
      • gepal Re: Karton 21.10.11, 10:47
        Witam
        w powyższej dyskusji najbardziej mnie wkurzają wypowiedzi osób, które nigdy nie były w sytuacji takiej, jak bohaterki artykułu/ nie mają podobnego problemu w rodzinie albo wśród znajomych/ a wiedzę swą czerpią tylko z seriali wzglednie czytanek dla dzieci.
        Ja akurat dobrze wiem jak wygląda opieka nad dzieckiem niepełnosprawnym - choć na szczęście w bardzo łagodnym stopniu
        Mamy 3-letnią, bystrą, piękną i mądrą córeczkę, która - najprawdopodobniej z powodu błędów lekarzy przy porodzie (co oczywiście jest nie do udowodnienia) cierpi na mózgowe porażenie dziecięce. Ma częściowo niesprawną rączkę i nóżkę. Na szczęście chodzi samodzielnie, jej niepełnosprawność jest też w dużej mierze możliwa do skorygowania, ale przez minione 3 lata dobrze zdołaliśmy poznać realia polskiej służby zdrowia i opieki nad takimi dziećmi.
        Okazało się, że nasze opiekuńcze państwo jest nam w stanie zafundować rehabilitację raz na dwa tygodnie, miesięcznie 153 złote zasiłku oraz wizytę u neurologa i ortopedy po odczekaniu 6-8-miesięcznej kolejki.
        I puenta - obecnie rehabilitujemy córkę 4 razy w tygodniu, prywatnie, po 70-80 zł od godziny. Do tego dochodzi koszt wyjazdów na basen, sprzętu rehabilitacyjnego, ew. turnusów rehabilitacyjnych, prywatnych wizyt lekarskich itd.
        Pracujemy oboje z mężem, zarabiamy nieźle i nie musimy oglądać się na niczyją łaskę. Na szczęście też nasza córeczka będzie mogła normalnie funkcjonować w społeczeństwie i w przyszłości, po naszej śmierci, nie będzie zdana na państwową opiekę.
        Natomiast przy okazji rehabilitacji napatrzyłam się na dzieci z ciężkimi porażeniami, z całkowitym brakiem kontaktu, bez żadnych szans na poprawę, przywożonych przez umęczonych rodziców (w moich akurat doświadczeniach pojawiają się równie często ojcowie).
        I wiem jedno - nikt, kto nie był w takiej sytuacji, nie ma prawa oceniać. Ani ludzi, którzy zdecydowali się na wychowanie upośledzonego dziecka, ani tych, którzy temu nie podołali.
        Łatwo jest moralizować, gdy ma się dobrą sytuację materialną, piękne i zdrowe dzieci oraz ustabilizowane życie.
        • iluminacja256 Re: Karton 21.10.11, 16:06
          Gorąco pozdrawiam i życżę dużo sił do pracy przy rehabilitacji!

          Mam znajomą po porażeniu, która przeszła podobną drogę jak wy- w zasadzie wszystko musi być prywatnie. W tym roku kończy studia, dobrze sobie radzi, wprawdzie o kulach, ale jest w 90% samodzielna i to duży sukces.
    • qulag wymówki egoistycznych świń 21.10.11, 11:40
      cała ta gadanina o niemożności "poświęcania całego życia" by wychować upośledzone dziecko to jeden wielki stek bzdur by jakoś wytłumaczyć te swoje paskudne zachowanie...

      wytłumaczcie mi jedno - co stoi na przeszkodzie by taka matka po urodzeniu wróciła do pracy i kontynuowała karierę? przecież od opieki są opiekunki, jeżeli matka w ogóle nie chce zajmować sie dzieckiem bo to ją przerasta to niech wynajmie opiekunki na 2 etaty - na 16 godzin! jeżeli robi tak niesamowitą karierę w pracy to razem z mężem na pewno mają grubo ponad 10 tysięcy netto - więc co to za problem oddać te 5 tysięcy na opiekunki?

      matka niech tylko wróci z pracy i choćby będzie gdzieśtam przy dziecku, pojawi się, uśmiechnie, przeczyta bajkę (15min) - zawsze to coś, zawsze to lepiej niż całe dzieciństwo spędzić w koszmarnym domu dziecka bez rodziców! I czy taka forma byłaby bardzo przeszkadzająca w karierze? szczerze wątpię - jeżeli ktos decyduje się na dziecko to chyba bierze pod uwagę, że choćby 1 czy 2 godziny dziennie będzie musiał na nie poświęcić? a różnica miedzy zdrowym a uposledzonym będzie wynikała tylko z tego, że wraz z wiekiem nadal będzie potrzebowało opiekunki - więc będzie kosztowało... będzie kosztowało a efektu nie będzie - nie będzie "popisu" dzieckiem przed koleżankami, "lansowania się" po plażach i sklepach i wysłuchiwania komplementów "jakie piękne dziecko" - będzie koszt a nie będzie spodziewanego efektu (bo zakładam, że takie pustaki jak opisane w tekście czy wypowiadające się tu na forum chcą dziecka tylko po to, by popisywac sie nim przed znajomymi i rodziną)

      i tu jest chyba pies pogrzebany - to sie nie kalkuluje - upośledzone dziecko wymaga nakładów (jak nie czasowych to pieniężnych) a nie daje efektu - nie zostanie "księżniczką", "małą miss", nie będzie zbierała komplementów by podbić ego chorej "mamuśki"

      tu wcale nie chodzi o to, że ciężko jest wychować takie dziecko - bo każde jest ciężko! zawsze kariera ucierpi jeżeli naprawdę chcemy je wychować - ale przy zdrowym kalkulacja jest inna bo egoistyczny bilans zysków i strat wychodzi na równo lub nawet daje zysk! (nie będę już tłumaczył jaki) dziecko w tym wszystkim liczy sie oczywiście najmniej - to przedmiot, taki sam jak samochód czy dom - jeżeli się popsuje lub wyjdzie z mody to po prostu wyrzucamy je na śmietnik... to jest właśnie ta nowa generacja (sam jestem młody więc niby moja) - konsumpcjonizm w czystej postaci!


      trzeba być potworem bez serca by własne dziecko skazać na tak koszmarny los - jak ono będzie się czuło? nie tylko upośledzone ale jeszcze odrzucone przez rodziców z powodu swojej choroby? dla mnie to okrutniejsze niż zabicie tego dziecka i zakopanie w ogródku - to tortura na całe życie... to już lepiej byłoby chyba dokonać aborcji niż po prostu je odrzucić... zostawić bez wsparcia emocjonalnego i finansowego...

      ludzie, którzy się na to decydują mając środki na utrzymanie dziecka to czystej krwi potwory - egoistyczne, skupione tylko na sobie monstra...


      Cytując Shakespeare'a:
      "Bestia najgorsza zna nieco litości, lecz ja jej nie znam, więc nie jestem bestią" - ludzie odrzucający chore dzieci z powodów estetyczno-materialnych są czymś gorszym od bestii :/
    • gh83 Re: Karton 21.10.11, 14:32
      "Nie usunę, ale w życiu dziecka nie będę uczestniczyć. To nie jest zbrodnia."

      Owszem, to jest zbrodnia, ty pie...ny fiucie. Ale tobie, żyjącemu jak pączek w maśle, do łba nigdy to nie przyjdzie.
    • mayyaa Re: Karton 21.10.11, 17:03
      rozumiem i nie potepiam, niby dlaczego "dobre" zycie dla dziecka ma zostac zrealizowane kosztem, zycia rodziciow , bo dla nich to koniec zycia( kuzynka to prezywa, jest wrakiem siebie mimo ze od poczatku stara sie widziec tylko dobre storny) krzyczycie za dzieckiem a z ajego rodzicami juz nie? Bo oni se "nazyli"? . Nie ma tu latwych rozwiazan ale nigdy nie potępię czlowieka ktory chce uciec od wizji spedzenia reszty zycia jakby ono juz sie skonczylo.
      • opornik4 Re: Lepszy karton, aniżeli ... 23.10.11, 07:33
        - podobny los, jaki spotkał Tima

        Tim miał umrzeć, ponieważ cierpiał na zespół Downa. Przeżył jednak swoją aborcję i nieczułość lekarzy, którzy przez 10 godzin po „zabiegu” nie udzielali mu pomocy. 6 lipca skończył 13 lat.

        Wszystko wydarzyło się 6 lipca 1997 roku. Niemieckie małżeństwo postanowiło zabić swojego nienarodzonego syna, ponieważ wykryto u niego zespół Downa. Wyrok wykonywali „lekarze” z Oldenburga, którzy będącej w 25. tygodniu ciąży matce podali środek wywołujący skurcze porodowe.

        Chłopiec jednak przeżył swoją aborcję. Lekarze nie wiedzieli, co w tej sytuacji robić – zostawili go więc na leżance, by umarł. Jednak mały Tim (takie imię nadali mu później rodzice zastępczy) miał wielką wolę życia i przez dziesięć godzin nie chciał dać satysfakcji swoim dręczycielom. W końcu jedna z pielęgniarek zlitowała się nad nim i zaopiekowała noworodkiem.

        Dziecko rychło znalazło kochającą rodzinę zastępczą, która opiekuje się nim do dziś. Państwo Berndt, biologiczni rodzice dwóch synów, odebrali telefon z Urzędu ds. Dzieci i Młodzieży (Jugendamt) niedługo po tym, jak skończyli kształcenie na rodziców zastępczych. – To była decyzja chwili. Chcieliśmy mu pomóc – mówi tata Axel. Drobinka ważyła wówczas 630 gram i mierzył 32 cm.

        Tutaj skończyło się szczęśliwie, ale w wiele takich dzieci umiera odłożonych gdzieś na bok.
        W Polsce umierały na szafce.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka