Dodaj do ulubionych

Studenci się skarżą

26.02.12, 18:23
Pani Kudrycka, a gdzie podwyzki za 2011, za 2012? Gwarantowane kiedys tam.
Inflacja po zboju, a zrec trzeba.
To jest w calosci kpina to co robicie ze szkolnictwewm wyzszym i nauka.
Podstawoiwki i zerdnie leza, matura to zarcik.
Zostalo jeszcze szlolnictwo wyzsze
Co potem? Co by tu jeszcze spieprzyc?
Obserwuj wątek
    • wawak1 Studenci się skarżą 27.02.12, 13:14
      Kudrycka bezczelnie kłamie. Dostęp do środków z grantów jest ograniczony. Można składać wnioski, ale co z tego, skoro są odwalane nieraz przez ludzi nie rozumiejących o co w tych badaniach chodzi (wystarczy poczytać sobie uzasadnienia). Środki na tzw. działalność statutową są obcinane. W 2012 roku trzeci rok z rzędu. Już szykują się zwolnienia jakich nie było od lat 90-tych. Paradoksalnie najbardziej ucierpią na tym młodzi - pracownicy niesamodzielni - ci, którzy nie wchodzą do tzw. minimum kadrowego. Polska nauka wchodzi w kolejną zapaść.

      Reformy są niezbędne, dobrze,że zostało podjętych szereg czynności klarujących niejasne sytuacje, ale nie może to się łączyć w obcinaniem funduszy. To spowoduje wzmocnienie szkolnictwa prywatnego i upadek jednostek badawczych o wieloletnich tradycjach, które mogą profesorom zapewnić tylko pensję sprzątaczki.
    • ar.co Studenci się skarżą 27.02.12, 18:44
      Ciekawe, jak wspaniale brzmiące idee pani minister mają się do faktu, że sama pani minister zatrudniona jest na dwóch etatach - na Uniwersytecie w Białymstoku i Wyższej Szkole Administracji Publicznej w Białymstoku (pomijając oczywiście drobną fuchę w ministerstwie nauki). Fakt, żadna z tych uczelni nie może uchodzić za "prestiżową", ale może reformy warto by zacząć od siebie? Zwłaszcza, że pensja profesora - nie mówiąc już o ministerialnej - nieco różni się od pensji adiunkta, i z jednej też się da wyżyć.
    • tymon99 Re: Studenci się skarżą 27.02.12, 18:49
      spróbuj napisać jeszcze raz to samo, gdy będziesz trzeźwy i już nauczysz się robić polskie litery, ok? jestem ciekawy twojej wypowiedzi, ale jej forma uniemożliwia czytanie starszemu człowiekowi.
      • kluska11 Re: Studenci się skarżą 27.02.12, 21:47
        A to my na "ty" jestesmy starszy czlowieku?

        Bo jakos, no nie wiem, mimo ze w pijackim amoku, to chyba jednak nie mialem przyjemnosci...
        • tymon99 Re: Studenci się skarżą 27.02.12, 21:53
          a tak bez pieprzenia i do rzeczy?
    • m_zen Re: Studenci się skarżą 28.02.12, 03:55
      Hej kluska, gdzie leza te zerdnie?
      Narzekasz na poziom szkolnictwa, cos mi sie wydaje, ze jestes jego pierwsza ofiara, tak patrzac na gramatyke, interpunkcje oraz sens Twojego postu.
    • buj_w_chutach Re: Studenci się skarżą 28.02.12, 11:05
      Po tych całych reformach polskiej nauki Kudrycka będzie mogła z satysfakcją stwierdzić: kuracja się udała. Pacjent zmarł.
    • eryk2 Re: Studenci się skarżą 02.03.12, 01:32
      kluska11 napisał:

      > Pani Kudrycka, a gdzie podwyzki za 2011, za 2012? Gwarantowane kiedys tam.
      > Inflacja po zboju, a zrec trzeba.

      Jeszcze za czasów Buzka przyjęto zapis, że profesor ma otrzymywać 3 średnie krajowe, adiunkt - 2, asystent - 1. Jakoś do dzisiaj nie spotkałem jeszcze żadnego adiunkta, który miałby pensji ok. 4 tys. ... Dodajmy do tego likwidację funduszy na tzw. badania własne (czyli kwot rzędu KILKUSET ZŁOTYCH na cały rok kalendarzowy, za które trzeba było w owym roku pojechać na 2-3 konferencje naukowe i zakupić bieżącą literaturę przedmiotu - czyli wydać, lekko licząc, ok. 2-3 tys. złotych, a więc jedną całą pensję adiunkta) - i mamy obraz nędzy i rozpaczy nauki polskiej...
      • bool_a Re: Studenci się skarżą 03.03.12, 21:49
        eryk2 napisał:

        > Jeszcze za czasów Buzka przyjęto zapis, że profesor ma otrzymywać 3 średnie kra
        > jowe, adiunkt - 2, asystent - 1.

        niby gdzie był ten zapis?
        • eryk2 Re: Studenci się skarżą 04.03.12, 16:09
          > niby gdzie był ten zapis?

          W ustawie.
    • same.zalety Studenci się skarżą 02.03.12, 09:56
      właśnie kończę studia, rzekomo na jednej z lepszych uczelni w Polsce.

      nie spotkałam się z profesorami prowadzącymi zajęcia, zwykle przysyłają asystentów/doktorantów/cholera wie kogo.

      nie mają konsultacji, albo na nich nie bywają.

      właściwie to niektórych nigdy nie widziałam na uczelni.

      ale wypłatę biorą.
    • flamengista absurd: kto się skarży? 02.03.12, 16:49
      W tym artykule skarży się paru wielbicieli chałtury i łatwych pieniędzy, którzy z badaniami naukowymi już dawno nie mają nic wspólnego. To nie są reprezentatywne osoby dla społeczności akademickiej w Polsce.

      Jako młody adiunkt właśnie chciałbym tej dydaktyki mieć mniej i to pracując na jednym etacie (co obecnie robię). Za to warto, by była to dobra dydaktyka bo tylko taka ma sens. Sens ma praca z max. 8-10 seminarzystami przy pracach dyplomowych: większa ich ilość zamienia nas w fabrykę dyplomów. Robienie z nimi projektów badawczych, współpraca z firmami, organizacja staży, szkoleń i praktyk.

      Tylko do tego trzeba zmienić system finansowania, a nie retorykę. Pani Minister nic w tej kwestii nie zmieniła: nadal im więcej przyjętych, tym więcej pieniędzy. Nie ma funduszy na poprawienie jakości dydaktyki.

      Druga sprawa: badania. Bardzo ładnie się mówi: niech naukowcy zamiast chałturzyć zaczną zarabiać na badaniach. Piękne, sam temu przyklasnę. Ale środków na badania jest mniej, nie więcej. W dodatku ministerstwo piętrzy bariery administracyjne.

      Przykład?

      2 lata temu realizowaliśmy naprawdę spory grant unijny. Jego wyniki oceniono bardzo wysoko: co z tego, skoro 20% kwoty na wynagrodzenia przepadły; nie było szans wyrobić się z procedurami na zamówienia publiczne w ramach harmonogramu. Te pieniądze nie zostały na uczelni: one "wyparowały", czyli wróciły do Brukseli. Ile do tego się nachodziłem za papierkami, ile czasu zmarnowałem na kolekcjonowanie pieczątek i podpisów.

      W zeszłym roku realizowałem już projekt badawczy dla prywatnej firmy. Pieniądze podobne, jak w przypadku grantu unijnego - za to zero stresu. Podpisałem umowę, dostałem dane do analizy i termin, w którym miałem zdążyć z badaniami. Papierkami zajmowali się już oni: wyprodukowałem raport, a dzień po jego dostarczeniu i zaakceptowaniu pieniądze wpłynęły na konto. Oczywiście ten sam grant można by teoretycznie zrobić na naszej uczelni: ale bez wsparcia administracyjnego jest to w praktyce niemożliwe. Nie dość, że nikt nam nie pomoże przy pisaniu wniosku, to jeszcze będą nam piętrzyć przeszkody przy jego realizacji. Na zachodnich uczelniach pracownicy administracyjni są na usługach naukowców, u nas odwrotnie.

      Znam kilka ośrodków badawczych, które już nie wytrzymały nerwowo i zakładają prywatne fundacje, by obejść uczelnianą administrację.

      Takimi problemami niech się zajmie Pani Minister. Pieniędzy będzie zawsze za mało; tu chodzi raczej o to, by ludziom którzy mają umiejętności, chęci i ambicję nie rzucać ciągle kłód pod nogi!
      • chilly Re: absurd: kto się skarży? 02.03.12, 19:52
        Nie warto po raz kolejny zaczynać dyskusji jakim naukowcem jest pani Minister. ale pieniądze umie liczyć. Dlaczego więc mówi o podwyżce? Na uczelniach od kilku lat nie było podwyżek (w niepublicznych - obniżki), a tu pada obietnica, że już za rok (!) zaczną nam podnosić. Żeby za 3 lata podwyżka wyniosła w sumie 30%. Jeśli jednak przez kilka lat (7? 8?) nie było żadnej podwyżki, to przy kilkuprocentowej inflacji rocznej pensje chyba realnie znów się zmniejszyły? Może policzysz to dokładnie fla, a uznam cię za mistrza procentu składanego?
        A dla odprężenia:
        demotywatory.pl/3596032/System-edukacji
      • kotek.filemon Re: absurd: kto się skarży? 02.03.12, 20:21
        flamengista napisał:

        Chłopie, znam to wszystko z autopsji. Najlepszym rozwiązaniem jeśli chcesz nadal bawić się w naukę jest znalezienie post-doca w normalnym kraju i ucieczka z Zielonej Wyspy(TM). Będąc jeszcze w Polsce miałem zawsze wrażenie, że biurokracja wzrasta z roku na rok, przy czym po 2004 zaczęto to oczywiście tłumaczyć "wymogami unijnymi". Zawsze wychodziło to zabawnie, jak się jakąś bzdurę tego typu tłumaczyło gościowi z cywilizowanego kraju europejskiego i gdy dochodziło się do tych "wymogów unijnych" to koleś robił minę "U fuckin' kiddin' me".

        > Znam kilka ośrodków badawczych, które już nie wytrzymały nerwowo i zakładają pr
        > ywatne fundacje, by obejść uczelnianą administrację.

        Bo problem uczelni polskich jest taki, że rządzi nimi administracja. Ogon merda psem.
        • zybben Re: absurd: kto się skarży? 04.03.12, 12:50
          kotek.filemon napisał:

          > Chłopie, znam to wszystko z autopsji. Najlepszym rozwiązaniem jeśli chcesz nada
          > l bawić się w naukę jest znalezienie post-doca w normalnym kraju i ucieczka z Z
          > ielonej Wyspy(TM).

          Dziwny trafem wszyscy tak mówią, a nikt nie ucieka. A wiesz, dlaczego? Bo tam trzeba coś umieć, a nie tylko mieć doktorat (często przy tym napisany i obroniony dzięki znajomościom). Co polski naukowiec będzie robił w tym "naukowym raju", jak często nawet nie zna dobrze angielskiego?
          • flamengista jak to nie? 04.03.12, 20:05
            Ależ ucieka. Z naszego zespołu 2 osoby w ostatnich 5 latach. Pracują na Zachodzie, w niezłych uczelniach. Kilka osób przeszło do firm prywatnych.

            Resztę przed emigracją trzyma na ogół rodzina. To np. przypadek mojego szefa, którego przyjmą z pocałowaniem ręki w większości niezłych Zachodnich uczelni.
            • zybben Re: jak to nie? 04.03.12, 20:57
              flamengista napisał:

              > Ależ ucieka. Z naszego zespołu 2 osoby w ostatnich 5 latach. Pracują na Zachodz
              > ie, w niezłych uczelniach. Kilka osób przeszło do firm prywatnych.

              No faktycznie, 2 osoby z jednego zespołu to cały krajowy świat akademicki. Gdzie cię uczono logicznego myślenia?

              > Resztę przed emigracją trzyma na ogół rodzina

              A tych, którzy nie założyli jeszcze rodziny, to mamusia z wujkiem?

              > To np. przypadek mojego szefa, k
              > tórego przyjmą z pocałowaniem ręki w większości niezłych Zachodnich uczelni.

              I znowu szef miernikiem nastrojów w akademickim światku... :D
              • karl-raimund Re: jak to nie? 06.03.12, 18:22
                @zybben

                Przepraszam, że się wcinam, ale Zybben, to chyba Ty masz spory problem z logiką.
                Twierdzenie brzmiało: nikt nie ucieka na Zachód. Flamengista zakwestionował jego prawdziwość, podając przykład 2 z 5 naukowców, którzy uciekli. Jeśli to jest prawdą, to twierdzenie "nikt nie ucieka" jest fałszywe.

                A ty, ni stąd ni zowąd, wyskakujesz z generalizacją na "cały krajowy świat akademicki".
                • aeogameo Re: jak to nie? 06.03.12, 22:25
                  Ty, "logik", spróbuj najpierw zrozumieć, o czym toczy się dyskusja, a potem filozofuj, OK? 2 z 5 naukowców - faktycznie reprezentatywny przykład.
                  • karl-raimund Re: jak to nie? 07.03.12, 13:25
                    Szydzenie nie sprawi, że nagle będziesz miał rację.

                    Przejrzałem dyskusję raz jeszcze. I zdanie podtrzymuję.

                    • aeogameo Re: jak to nie? 07.03.12, 14:49
                      Przejrzałeś? To dobrze. Ale to za mało.

                      Przejrzyj jeszcze raz, skoro z czytaniem ze zrozumieniem są kłopoty.
          • kotek.filemon Re: absurd: kto się skarży? 05.03.12, 20:36
            zybben napisał:

            > Dziwny trafem wszyscy tak mówią, a nikt nie ucieka. A wiesz, dlaczego? Bo tam t
            > rzeba coś umieć, a nie tylko mieć doktorat (często przy tym napisany i obronion
            > y dzięki znajomościom). Co polski naukowiec będzie robił w tym "naukowym raju",
            > jak często nawet nie zna dobrze angielskiego?

            Napisałem chyba, że znam z autopsji. W poprzedniej mojej katedrze (Szwecja) było troje Polaków, teraz (Niemcy) też troje. A że nie wszyscy wyjeżdżają? Bardzo dobrze - uważam, że selekcja do studiów doktoranckich w PL jest fatalna, a połowa doktoratów robionych obecnie na mojej macierzystej uczelni to nieco lepsze magisterki. Wyjeżdżają ci, co chcą i mogą oraz coś umieją...
            • aeogameo Re: absurd: kto się skarży? 06.03.12, 12:39
              Z autopsji to ja znam np. ciocię, co ma wąsy. I nie wyciągam na tej podstawie wniosków, że ciocie mają wąsy. Sam więc widzisz, ile są warte twoje argumenty.
              • kotek.filemon Re: absurd: kto się skarży? 07.03.12, 14:13
                Ależ ja nie roszczę sobie pretensji do reprezentatywności moich argumentów dla ogółu polskiego światka naukowego. Ja tylko odpowiedziałem na zarzut zybbena "nikt nie wyjeżdża, bo ćwoki nic nie umio". Z konieczności dowodem anegdotycznym, bo nie prowadzę badań w tej sprawie. Ktoś inny odpowiedział innym dowodem anegdotycznym. Dla zaprzeczenia stwierdzenia "nikt nie wyjeżdża" wystarczy...
                • aeogameo Re: absurd: kto się skarży? 07.03.12, 14:51
                  kotek.filemon napisał:

                  > Ja tylko odpowiedziałem na zarzut zybbena "nikt nie wyjeżdża, bo ćwoki nic nie umio".

                  Chyba sam sobie dopowiadasz, co chciałbyś usłyszeć, bo zybben niczego takiego nie napisał.
                  • kotek.filemon Re: absurd: kto się skarży? 07.03.12, 15:35
                    forum.gazeta.pl/forum/w,904,133724322,133929254,Re_absurd_kto_sie_skarzy_.html
                    • aeogameo Re: absurd: kto się skarży? 07.03.12, 18:05
                      No i gdzie tam jest napisane o "ćwokach", co to "nic nie umio"?
      • zybben Re: absurd: kto się skarży? 04.03.12, 12:47
        flamengista napisał:

        > Druga sprawa: badania. Bardzo ładnie się mówi: niech naukowcy zamiast chałturzy
        > ć zaczną zarabiać na badaniach. Piękne, sam temu przyklasnę. Ale środków na bad
        > ania jest mniej, nie więcej. W dodatku ministerstwo piętrzy bariery administrac
        > yjne.

        A propos grantów (w tym unijnych): wiesz, jakie jest aplikowanie o granty unijne wśród polskich naukowców? Najgorsze w całej Unii Europejskiej!

        Więc nie pisz, że nie ma pieniędzy, bo one leżą, tylko trzeba je dostrzec, a przede wszystkim pozbyć się komunistycznych nawyków, że państwo wszystko daje, a my łaskawie bierzemy i - jak nie da się zrobić przekrętu - wykorzystujemy z właściwym przeznaczeniem.
        • flamengista to zastanów się dlaczego? 04.03.12, 20:03
          te granty są do wzięcia, zgadzam się w 100%. Tylko że rywalizujemy o nie z kolegami z Zachodu. Koledzy ci mają do dyspozycji zespół co najmniej kilkuosobowy, złożony z kompetentnych pracowników administracyjnych. Tam pracownicy naukowi mają realne wsparcie techniczne.

          Robimy granty europejskie we współpracy z pewnym solidnym ośrodkiem zachodnim. Oni są na ogół koordynatorem, my jednym z partnerów. Tam ich szef ma do pomocy 4-5 świetnych pracowników, którzy się zajmują tylko administracją i badaniami. Każdy z nich zna angielski perfekt, do tego min. dodatkowy język obcy. Sam szef ma zero obciążeń dydaktycznych - jest menedżerem, większość czasu poświęca na lobbing w Brukseli, zbieranie informacji i wyrabianie kontaktów.

          Napisanie solidnego wniosku o grant europejski to gigantyczna praca do wykonania. U nas nie ma do tego ludzi! Na ogół szef katedry ma do dyspozycji paru adiunktów, maksymalnie obciążonych dydaktyką, kilku "zielonych" doktorantów, którzy hobbistycznie przebywają na uczelni a pracują poza oraz ew. sekretarkę na pół etatu.

          Szef kiedyś spędził kilkadziesiąt godzin na przygotowanie grantu europejskiego - dał do odpowiedniej jednostki w administracji by wyliczyli koszty pośrednie. Tak sp%@$ robotę, że właśnie z tego powodu wniosek został odwalony na starcie.

          Takie mamy "wsparcie" w administracji.

          Póki sytuacja się nie zmieni, jesteśmy skazani na współpracę z ośrodkami z Zachodu, którzy mają odpowiednią organizację pracy. Oczywiście w roli podwykonawców, żeby nie użyć niepoprawnego politycznie określenia.
          • zybben Re: to zastanów się dlaczego? 04.03.12, 21:05
            flamengista napisał:

            > te granty są do wzięcia, zgadzam się w 100%. Tylko że rywalizujemy o nie z kole
            > gami z Zachodu. Koledzy ci mają do dyspozycji zespół co najmniej kilkuosobowy,
            > złożony z kompetentnych pracowników administracyjnych. Tam pracownicy naukowi m
            > ają realne wsparcie techniczne.

            Nikt nie stoi na przeszkodzie, żeby polscy naukowcy też tworzyli kilkunastoosobowe zespoły, zatrudniały kompetentną administrację i mieli wsparcie techniczne. Nieudacznikowi zawsze wiatr wieje w oczy.

            > Napisanie solidnego wniosku o grant europejski to gigantyczna praca do wykonani
            > a. U nas nie ma do tego ludzi! Na ogół szef katedry ma do dyspozycji paru adiun
            > któw, maksymalnie obciążonych dydaktyką, kilku "zielonych" doktorantów, którzy
            > hobbistycznie przebywają na uczelni a pracują poza oraz ew. sekretarkę na pół e
            > tatu.
            >
            > Szef kiedyś spędził kilkadziesiąt godzin na przygotowanie grantu europejskiego
            > - dał do odpowiedniej jednostki w administracji by wyliczyli koszty pośrednie.
            > Tak sp%@$ robotę, że właśnie z tego powodu wniosek został odwalony na starcie.
            >
            > Takie mamy "wsparcie" w administracji.

            A u mnie na przykład na uczelni jest ok. 2-krotny przerost zatrudnienia w administracji (różne pociotki wpływowych osób i inne znajomki). I też wszyscy narzekają, że nie ma kompetentnej administracji. Tak jest na większości publicznych uczelni w Polsce.

            Dlaczego ich nie zwolnić i nie zatrudnić o połowę mniej, ale kompetentnych, przy tym płacąc im dwa razy więcej? Znowu jest to wina min. Kudryckiej, czy raczej nepotyzmu i kolesiostwa, powszechnych na polskich uczelniach?

            > Póki sytuacja się nie zmieni, jesteśmy skazani na współpracę z ośrodkami z Zach
            > odu, którzy mają odpowiednią organizację pracy. Oczywiście w roli podwykonawców
            > , żeby nie użyć niepoprawnego politycznie określenia.

            Współpracę? Jaką współpracę?
            • toddd Re: to zastanów się dlaczego? 06.03.12, 02:02
              zybben napisał:


              > Nikt nie stoi na przeszkodzie, żeby polscy naukowcy też tworzyli kilkunastoosob
              > owe zespoły, zatrudniały kompetentną administrację i mieli wsparcie techniczne.
              > Nieudacznikowi zawsze wiatr wieje w oczy.

              Obawiam się, że to nadmiar optymizmu. Przyjmijmy dla potrzeb argumentu, że przy obecnym stanie rzeczy może jeden na dziesięciu pracowników naukowych jest zainteresowany prowadzeniem badań i utrzymywaniem się z grantów, a nie chałturzeniem w dziesięciu różnych miejscach (nie zapominajmy przecież, że dodatkowa umowa o pracę to tylko jedno ze źródeł dochodów; są jeszcze przecież, w zależności od branży, tłumaczenia, ekspertyzy, recenzje, wydawnictwa, etc., etc., które chętnie zapłacą w formie umowy o dzieło) - bazując na doświadczeniach, nie sądzę, by była to ocena zbyt ostra. Jeżeli tak osamotniony adiunkt, aystent, a nawet i profesorów, wystąpi do rektora z postulatem reorganizacji i urynkowienia pracy pionu administracyjnego, może u tego ostatniego wywołać najwyżej zajady od śmiechu. Poza oczywistym efektem zniechęcającym (choć oparcie się frustracji i pokusie pójścia przetartym szlakiem, tj. dorabiania na boku, sam w sobie jest wyczynem), absolutny przerost, niewydolność i niekompetencja* uczelnianej adminstracji, biurokracji i bzdurnych przepisów, zabiera zwyczajnie cenny czas, który mógłby zostać wykorzystany w znacznie lepszy sposób - na aplikowanie o granty i wykonywanie konkretnej pracy.

              Drugim efektem kultury "prześlizgiwania się" i dorabiania jest zwykły brak ludzi, z którymi można współpracować. Koledzy z katedry najczęsniej zajęczi są zarabianem pieniędzy na jeden lub kilka z ww. sposobów, doktorantom, trochę na zasadzie błędnego koła, niewiele można zaproponować, nie należy więc się dziwić, że każdy i każda z nich próbuje ułożyć sobie życie i ustabilizować swoją sytuację finansową na swój sposób, przez co energii do pracy naukowej zostaje tylko tyle, aby wykonać niezbędne minumum - o poważnym skupieniu się nad jakimś zagadnienem badawczym ujętym w grancie najczęsciej nie ma więc mowy.

              Dlatego też nie zgodzę się, że "nieudacznikom zawsze wiatr w oczy" - wiem, ile czasu wymaga nie tylko przygotowanie, ale i bieżące administrowanie projektem naukowym i wiem, jakie wsparcie, administracyjne, logistyczne, techniczne i finansowe, dostaje się na zachodnich, a jakie przeszkody trzeba pokonywać na naszych, uczelniach. Jest to różnica między np. otrzymaniem przykładowo wypełnionych wniosków i kompetentnym doradztwem a traceniem godzin w rektoratach na prostowaniu sprzecznych instrukcji i przełymawaniu postawy "nie da się"; między dofinanoswywaniem wyjazdów, konferencji, publikacji, zakupów literatury a usprawiedliwianiem w setkach podań każdego drobnego wydatku. Dlatego nie dziwi mnie wcale, że "nieudaczników", którzy po prostu rezygnują z tej całej walki (o wcale, muszę nadmienić, nie tak niebotyczne, nawet przy projektach, pensje) na rzecz prostych, przyjemnych - i cóż z tego, że nienaukowych - zarobków. To "udaczników" należy hołubić i podziwiać.

              > A u mnie na przykład na uczelni jest ok. 2-krotny przerost zatrudnienia w admin
              > istracji (różne pociotki wpływowych osób i inne znajomki). I też wszyscy narzek
              > ają, że nie ma kompetentnej administracji. Tak jest na większości publicznych u
              > czelni w Polsce.
              >
              > Dlaczego ich nie zwolnić i nie zatrudnić o połowę mniej, ale kompetentnych, prz
              > y tym płacąc im dwa razy więcej? Znowu jest to wina min. Kudryckiej, czy raczej
              > nepotyzmu i kolesiostwa, powszechnych na polskich uczelniach?
              >

              To jest chyba ideał, o którym wszycy marzymy;) - zatrudnić do zarządzania uczelnią zewnętrzną, profejsnolaną firmę menedżerską. Myślę, że nie jest to wina tylko min. Kudryckiej, ale narosłych od lat przyzwyczajeń i standardów postępowania - choć i Pani Minister niewiele, jak się zdaje, zrobiła, aby zwiększyć kontrolę i w efekcie poprawić jakość zarządzania i wydajność administracji uczelni publicznych. Można prognozować, ze obrońcy "niezależności uniwersytetów" przy próbach zmiany tego stanu rzeczy podnieśliby rwetes, ale tu akurat głosy środowisk akademickich można by chyba zignorować.

              > Współpracę? Jaką współpracę?

              Współpracę w ramach grantów międzynarodowcyh nie- i współfinansowanych - jest taka kategoria wnisków systemie Obługi Systemów Finansowania NCN i, wierz lub nie, takie wnioski do systemu trafiają i takie granty są przyznawane. Współpraca jest możliwa, chociaż, faktycznie, rzadko w roli koordynatora (bo zapleczem kadrowym i technicznym z kolegami z Zachodu w większości przypadków nie możemy nawet próbować się równać), a zazwyczaj podwykonawcy (czytaj - dysponowanie dziesiątą częścią środków, które trafiają do koordynatora).

              Reasumując, dróg ku poprawie sytuacji widzę kilka. Po pierwsze, radykalne usprawnienie administracji, tak, aby była ona pomocą, a nie przeszkodą w realizacji, często międzynarodowych, kontraktów**.

              * Moje dwa ulubione przykłady to (1) notoryczne dostarczanie przez biruo przetargów sprzętu niezgodnego ze specyfikacją (jak się łatwo domyślić, na niekorzyść), a przy tym o 10% droższego niż analogiczna oferta w dowolnym hipermarkecie - od kolegów z innych uczelni wiem, że nie jest to jednostkowy przypadek; (2) odgórnie ustalane sztuczne limity zarobków (dla krytyków - aż do etapu profesora na poziomie średniej krajowej), sprawiające, że niezależnie od wartości projektu, każda dodatkowa godzina pracy naukowej staje się w pewnym momencie zajęciem czysto hobbistycznym.

              ** Kilka propozycji - sprawne i bezproblemowe rozliczanie umów i przekazywanie środków dla podwykonawców w projekcie - tak, czasami trzeba komuś z zewnątrz wypłacić pieniądze za zrobienie badań, co notorycznie konfunduje kadry w rektoracie i skutuje godzinami przesiadywanymi na korytarzach i kilogramami niepotrzebnie drukowanych i poprawianych papierów; wprowadzenie systemu informatycznego umożliwiającego śledzenie swojego "impact factor", wymaganego w każdym wniosku projektowym, a póki co wyliczanego za każdym razem przez wnioskodawców poprzez Google; wyznaczenie w centralnej administracji uczelni osób odpowiedzialnych za organizacyjną i sprawozdawczą obsługę projektów (godziny spędzone przez pracowników naukowych na formatowaniu dokumentów i wpisywaniu odpowiednich osiągnięć w poszczególne przegródki naprawdę mogłbyby być spożytkowane w znacznie lepszy sposób).

              Pozdrawiam,
              • eryk2 Re: to zastanów się dlaczego? 06.03.12, 10:09
                absolutny przerost, niewydolność i niekompetencja* uczelnianej adminstrac
                > ji, biurokracji i bzdurnych przepisów, zabiera zwyczajnie cenny czas
                zatrudnić do zarządzania uczel
                > nią zewnętrzną, profejsnolaną firmę menedżerską
                traceniem godzin w rektoratach na prostowa
                > niu sprzecznych instrukcji i przełymawaniu postawy "nie da się"; między dofinan
                > oswywaniem wyjazdów, konferencji, publikacji, zakupów literatury a usprawiedliw
                > ianiem w setkach podań każdego drobnego wydatku

                Cztery kwiatki z tej samej łączki:
                - uczelniana biurokacja nie jest w stanie wypłacić 240 zł za tłumaczenie kilku stron dokumentów przez TRZY miesiące (od połowy grudnia do początku marca) - a w każdym pokoju działu finansowego oraz działu płac siedzą po trzy pańcie (i tych pokoi jest nie dwa czy trzy, tylko kilkanaście);
                - za to od grudnia do marca trwa pałowanie sie pracowników naukowo-dydaktycznych z Krajowymi Ramami Kształcenia, czyli przepisywanie bzdurnych tabelek, które oddane w środę, we czwartek trafią do kosza na śmieci - ludzie biegają z obłędem w oczach, bo nikt nic nie wie;
                - przez miesiąc nie udaje sie ustalić w dziekanacie, kadrach i u radcy prawnego, czy w sytuacji wygaszenia kierunku pracownik, który zostanie wówczas zwolniony, musi oddać stypendium naukowe (nie zdążył napisać i obronić habilitacji, bo mu kierunek zamknęli i pozbawili godzin) - jeśli tak, to w jakiej wysokości (każdy mówi coś innego: 100%, 50% albo jeszcze mniej);
                - wisienka na torcie: konieczność napisania po powrocie z wyjazdu zagranicznego podania do prorektora o ...zgodę na ten wyjazd, bo inaczej nie będzie można pobrać pieniędzy z puli badań statutowych (zanim wypłacono pieniądze i prawidłowo naliczono diety - bo najpierw naliczono je, oczywiście, źle - minęły dwa miesiące od powrotu z wyjazdu).
                Niedługo, aby pracować na uczelni, trzeba będzie brać kredyt, bo biurokracja będzie już tak niewydolna, że zaczną się opóźniać z wypłatą pensji co miesiąc...
                • aeogameo Re: to zastanów się dlaczego? 06.03.12, 13:00
                  Dodaj jeszcze jeden, kluczowy argument: jaka ta administracja jest, taka jest, ale to wy, naukowcy, ją zatrudniacie. Nieudolna i niekompetentna administracja jest pochodną nepotyzmu i kolesiostwa na polskich uczelniach, a zarazem najlepszym dowodem na istnienie tego typu zjawisk. Jak się dokładnie prześledzi proces zatrudniania, to się okazuje, że prawie każdy albo jest spowinowacony z jakimś ważnym profesorem, albo jakiś dobry znajomy, albo - w najlepszym przypadku, gdy nie ma na etat "lepszych" chętnych - ulubiony absolwent dostał ciepłą posadkę w nagrodę za ładne uśmiechy do profesora. A później płacz, że administracja nie potrafi rozliczyć grantów, opóźnia wypłacanie pensji czy jej robotę muszą wykonywać adiunkci. Ktoś powie, że to nie nasza wina, tylko władz uniwersytetu, ale jakie jest zainteresowanie np. kandydowaniem na rektorów i ich wyborem, pokazują choćby obecne wybory we Wrocławiu. Praktycznie we wszystkich uczelniach (publicznych) jest tylko jeden kandydat, w większości ten sam, który do tej pory był rektorem. Czyli błędne koło: bierni pracownicy naukowi i administracyjni, zupełnie niezainteresowani tym, żeby coś zmienić na uczelni -> nieudolne władze (bardziej z przymusu niż chęci) -> fatalna polityka zatrudniania (zarówno pracowników administracyjnych, jak i naukowych), w ogóle nie nastawiona na dobro instytucji -> bierni pracownicy naukowi i administracyjni... Tak wygląda demokracja na polskich uczelniach.

                  Jedyną reakcją jest tzw. filozofia spychania: szeregowi pracownicy spychają winę na władze (i na odwrót), naukowcy na administrację (i na odwrót), ścisłowcy na humanistów (i na odwrót), pracownicy uniwersytetu na studentów (i na odwrót), adiunkci na profesorów (i na odwrót), brakuje jeszcze tylko tego, aby obie płcie żarły się między sobą, czy za syf na uczelniach odpowiedzialny jest, dajmy na to, kobiecy kurzy móżdżek czy męskie hormony...
              • ewaw25 Re: to zastanów się dlaczego? 08.03.12, 19:02
                Piszecie jakie to wsparcie administracyjne, logistyczne, techniczne i finansowe dostaje sie na zagranicznych uczelniach, ale to zalezy od uczelni i dziedziny. W naukach spolecznych kazdy profesor (czy doktorant) sam pisze i sklada wnioski o grnaty. Zajmuje to mnostwo czasu i cierpi na tym praca dydaktyczna. Ci co spedzaja mnostwo czasu na badaniach, nie maja czasu dla studentow. Ci co sie poswiecaja dydaktyce, nie maja czasu na badania. I tak zle i tak niedobrze. Trzeba znalezc zloty srodek.
                Oczywiscie zdarzaja sie tez prace zbiorowe w zespolach, ale te wlasnie zespoly sa finansowane z pieniedzy z wczesniej uzyskanch grantow (a nie ludzi odgornie zatrudnianych przez uczelnie). Wiec zeby urzymac swoj zespol trzeba pisac granta za grantem.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka