Dodaj do ulubionych

Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabryki...

23.04.12, 07:21
Trochę racji w tym jest, ale tylko trochę. 2 miliony głównie młodych ludzi za granicą mówią same za siebie. W Polsce byli kiepscy, źle wykształceni lub dla odmiany za wysoko wykształceni a teraz za granicą jakoś pracują a i pracodawcy za bardzo się nie skarżą. Kiedyś, tak zresztą jest nadal w zachodnich państwa, żeby zostać np. sekretarką czy konsultantem klienta nie trzeba było mieć jakiegoś super wykształcenia, wystarczy chęć do pracy i odbycie kursu organizowanego przez firmę. Kiedyś młodzi byli przyuczani przez pracodawców, dziś pracodawcy chcą mieć wszystko podane na tacy. Tymczasem nie ma takiego zawodu do którego nie trzeba przeszkolenia praktycznego. Każde stanowisko pracy, nawet w tej samej branży jest specyficzne, są odmienne wymogi.
Obserwuj wątek
    • totapis500 Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 07:38


      Czy do prac za granicą typu;sprzątanie,mycie garów,praca na rzeźni,czy jako kierowca potrzeba dyplomu polskiej uczelni, to świadczy o tym co one są warte.Pajaca który zlikwidował szkoły zawodowe jeszcze dziś oddałbym pod TS.
      • wejsunek42 masz rację 23.04.12, 08:25
        mamy tysiące absolwentów od cholera wie czego a ślusarza co tokarkę potafi obsłużyć ani na lekarstwo...kiedyś był prosty dobór naturalny... zawodówka..technikum liceum.... i w rezultacie na wyższe uczelnie trafiali ludzie mniej więcej się do tytułu magistra kwalifikujący...
        • miguell Re: masz rację 23.04.12, 08:30
          To po co ja przez 15 lat wysyłam dzieci do szkoły ?!
          • big.ot zależy co rozumiemy przez "umiejętności" 23.04.12, 08:39
            Dla jednych to pracownik, który przyjdzie w piątek i od poniedziałku będzie w pełni wydajny, a dla innych to osoba z potencjałem, posiadająca odpowiednią "mieszaninę" niezbędnej wiedzy, z umiejętnościami tzw miękkimi.

            Od razu odpowiadam, że nie ma na świecie systemu edukacji, który kształci tych pierwszych. Co do drugiego przypadku, to zamiast narzekać na uczelnie, należałoby najpierw zacząć od góry, zmienić sposób finansowania uczelni i umożliwić pełną autonomię w ustalaniu programu nauczania.
            • dr.lechkeller Re: zależy co rozumiemy przez "umiejętności" 23.04.12, 09:10
              Obawam sie ze polskie wyzsze uczelnie panstwowe nie dorosly do tego, aby samodzielnie gospodarowac pieniedzmi, jakie otrzymuja one z budzetu czyli od podatnikow, oraz nie sa w stanie samodzielnie ukladac programow nauczania. O prywatnych lepiej zas nie mowic, gdyz to sa obecnie w 99% sklepiki z (nic nie wartymi) dyplomami..
              • von_seydlitz "sukeces" lewackiego szkolnictwa! 23.04.12, 09:32
                Już od podstawówki dzieci uczą "posłuszeństwa" i "ostrożności" więc czego chcą?

                A drugą bolączką jest "konkurs świadectw" zamiast egzaminów, co zamiast walki uczy spolegliwości, a tu trzeba tworzyć a nie czekać na pochwały!
                • von_seydlitz Brak egzaminów, durne MEN... 23.04.12, 09:33
                  To i studenci durni.... i
                  • xabc123 Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 10:15
                    Towarzystwo przyzwyczajone do komuny. Najpierw studiują, a potem uciekają pracować za granicę. A niby dlaczego polski podatnik ma to finansować? I jeszcze się dziwią, że uczelnie niedoinwestowane.

                    Przekręciarze z PZU powinni siedzieć cicho.
                    • ultimate.strike Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 10:21
                      A potem za szkołę podstawową. Czesne we wszystkich szkołach powinno być na tyle wysokie, żeby dzieci z biedniejszych domów się do nich nie pchali i nie robili konkurencji tym z domów bogatych.
                      • xabc123 Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 11:59
                        Nie próbuj sprowadzać wszystkiego do absurdu. Szkolnictwo podstawowe jest i będzie gwarantowane przez państwo, bo w jego interesie i w interesie całego społeczeństwa jest, żeby nie było analfabetów. Natomiast kształcenie na studiach wyższych powinno być współfinansowane przez obywateli. System stypendiów i preferencyjnych kredytów powinien wspomagać najlepszych studentów, a jak ktoś chce być wiecznym studentem albo studiować wiele kierunków, to już za własne pieniądze.
                        • mydeer Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 12:06
                          Oczywiście. Mało, że ludzie po studiach muszą brać 30-letnie kredyty na mieszkanie i samochód - dowalmy im jeszcze spłacanie kredytu za studiowanie.
                          • xabc123 Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 12:43
                            Nikt nic nie musi. Sprawa studiów to swego rodzaju inwestycja obarczona ryzykiem. Jeśli się trafi dobrze, to można liczyć na niezłe zarobki i szybką spłatę kredytu. Nie ma powodu, żeby ryzyko błędnych decyzji jednostek ponosiło całe społeczeństwo. Pisałem też o stypendiach i kredytach na preferencyjnych warunkach, ale tylko dla zdolnych studentów i na kierunkach potrzebnych polskiej gospodarce. To też powinno być obwarowane odpowiednimi przepisami, bo niby dlaczego Polska ma kształcić specjalistów dla USA albo Niemiec?
                            • mydeer Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 13:10
                              Tyle, że w ten sposób biedni są dyskryminowani - bogatego nawet bez stypendium i kredytu będzie stać na studia a biednego nie, chociaż jest tak samo głupi. Dlatego lepiej po prostu... Zmniejszyć liczbę miejsc na uczelniach. Jeśli chcemy mieć lepszych studentów to kryterium powinny stanowić wiedza i umiejętności a nie zawartość portfela.
                              • xabc123 Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 13:16
                                Nie. Biedny i mądry powinien dostać stypendium, a przynajmniej pomoc na start. Jak się rozkręci, to potem nawet i kredyt spłaci. A dlaczego martwi Cię, że bogatego głupka stać na studia? Czyżby zawiść? Nie ma co zazdrościć głupoty.

                                Zmniejszyć liczbę miejsc na uczelniach? Tak. Poprzez pozamykanie kiepskich uczelni, których mamy więcej niż Chiny.
                                • mydeer Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 13:22
                                  > Nie. Biedny i mądry powinien dostać stypendium, a przynajmniej pomoc na start.
                                  > Jak się rozkręci, to potem nawet i kredyt spłaci. A dlaczego martwi Cię, że bog
                                  > atego głupka stać na studia? Czyżby zawiść? Nie ma co zazdrościć głupoty.

                                  Czemu akurat bogaty głupek ma mieć szansę? Niech idzie do zawodówki, jak biedniejszy. Studia mają być dla utalentowanych a nie dobrze urodzonych.

                                  > Zmniejszyć liczbę miejsc na uczelniach? Tak. Poprzez pozamykanie kiepskich ucze
                                  > lni, których mamy więcej niż Chiny.

                                  I wtedy problem w dużej mierze rozwiąże się sam.
                                  • najlepszygeorge Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 14:14
                                    Co by nie wymyślić to bogatsi i tak będą mieli łatwiejszy start od biedniejszych, dlatego należy skupić się na wyrównywaniu szans dla tych drugich.
                                • rydzyk_fizyk Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 15:52
                                  Chcesz dmuchać bańkę edukacyjną jak w Stanach?

                                  Nasze obecne problemy ci nie wystarczą?
                            • niewinna Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 14:52
                              Dzień dobry,

                              I zaraz pewnie się okaże, że ci najzdolniejsi to ci którzy mają najszersze" PLERY".
                              Jak to w grajdołku.

                              Pozdrawiam
                        • ultimate.strike Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 12:08
                          Wykształcenie obywateli, także w zakresie szkoły wyższej, leży zwykle w interesie państwa. Inną sprawą jest, ze nie w Polsce, my mamy np. zbyt wielu inzynierów budownictwa, prawników, lekarzy, stąd utrudnienia w dostępie do ww. zawodów, na przykład.
                        • meteorr Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 13:23
                          Ktos tu widze nie zauwazyl ironii :D

                          Bezplatne studia nie sa najgorszym pomyslem, jak juz wspomnieli inni - mozna potraktowac jako inwestycje Panstwa w przyszlego podatnika.

                          Kretynstwem za to jest to, ze panstwo nie kontroluje ilu absolwentow danego kierunku sie szkoli - obecnie placi sie zdaje sie "za studenta" od lebka bez zadnych wiekszych limitow. Stad wlasnie patologie w stylu tysiecy bezrobotnych inzynierow marketingu i zarzadzania jadacych na zmywak. A wystarczyloby, zeby Panstwo placilo uczelniom np. 50 PLN za studenta marketingu a 200 za informatyka (zamiast 120 za kazdego - takie byly kiedys stawki, teraz moze sie nieco zmienily). Uczelnie ksztalcace poszukiwanych pracownikow mialyby wiecej kasy np. na lepszy sprzet, a fanatycy zostania "manageirem" musieliby sie ksztalcic za wlasna kase.
                          • xabc123 Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 13:32
                            > Ktos tu widze nie zauwazyl ironii :D

                            Zawsze można się tak bronić, ale najlepiej unikać ironii w tym temacie.

                            > Bezplatne studia nie sa najgorszym pomyslem, jak juz wspomnieli inni - mozna po
                            > traktowac jako inwestycje Panstwa w przyszlego podatnika.
                            >Kretynstwem za to jest to, ze panstwo nie kontroluje ilu absolwentow danego
                            > kierunku sie szkoli

                            No i sam widzisz, że państwo nie jest zbyt dobrym gospodarzem. Planowanie centralne nie zawsze się sprawdza. Czyli lepiej, żeby to obywatel był tym inwestującym i ponoszącym ryzyko błędnego wyboru kierunku kształcenia. Jak źle wybierze, to straci tylko on. Gdy złego wyboru dokonuje państwo, to stratę ponosi całe społeczeństwo.

                            A te pomysły z płaceniem wybiórczym też mogą prowadzić do patologii.
                            • meteorr Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 14:17
                              Wbrew pozorom, prywatne nauczanie wcale nie jest lepsze - za to staje sie elitarne. Poza tym gwarantem jakosci i adekwatnosci oferty tez nie jest - w dobie pogoni za pieniadzem wazne jest tylko wcisniecie kandydatowi jakie kapitalne studia skonczy. Uczestniczylem ostatnio w rekrutacji na stanowisko z niskimi kwalifikacjami (sekretarka). Ponad 1000 odpowiedzi i zdecydowana wiekszosc z dyplomami.... uczelni prywatnych! Zarzadzanie, bankowosc, kosmetologia - bylo w czym wybierac. Z panstwowych uczelni pojawialy sie raptem filologia [tu wpisz] no i marketing.

                              Ja to widze tak: obecnie panstwo probuje inwestowac w podatnika oplacajac mu studia - jakos logika podpowiada ze minimalnym kosztem (analiza ofert pracy i zarejestrowanych bezrobotnych) mogloby zmniejszyc ryzyko straty pieniedzy na uczenie tych, ktorzy podatkow placic nie beda... Owszem, bezwladnosc systemu jest jak i miejsca do naduzyc. Ale moze Panstwo powinno wrecz kontraktowac na uczelniach nauke specalistow i wyniki absolwentow (% zatrudnionych w zawodzie) brac pod uwage przy kolejnych kontraktach?
                    • galeski Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 11:25
                      Nie wiem czy wiesz, ale podatnik to też np. rodzice delikwenta który wyjechał za granice.
                      Wiec wywlekanie tego argumentu jest nieco nie na miejscu.
                      • xabc123 Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 11:53
                        Nie wiem czy wiesz, ale w Niemczech absolwenci uczelni zobowiązani są pracować przez kilka lat w kraju, a jak nie, to zwracają koszty studiów.

                        Pewnie też nie wiesz, że podatki które płaci Kowalski nie w pełni pokrywają koszty studiów jego dzieci, a Nowak, którego dzieci nie studiują, albo Adamiak, który dzieci nie posiada, też muszą płacić.
                        • mydeer Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 12:08
                          Nie wiem czy wiesz, ale w Niemczech absolwenci mają możliwość by w ogóle to zobowiązanie wypełnić. Myślisz że ci Polacy co wyjeżdżają za granicę robią to, bo ich życiowym marzeniem jest zmywanie garów w Londynie?
                          • ar.co Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 12:44
                            Wyjeżdżają, bo po swoich wspaniałych studiach do niczego innego niż do zmywania garów się nie nadają, a w Londynie lepiej im za to zmywanie płacą.
                            • xabc123 Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 12:49
                              > Wyjeżdżają, bo po swoich wspaniałych studiach do niczego innego niż do zmywania
                              > garów się nie nadają

                              Dzisiaj na studia przyjmuje się każdego z ulicy. Nawet takiego, co tylko zmywania garów nauczyć się może.
                          • xabc123 Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 12:48
                            Jeśli jadą tylko po to, żeby zmywać gary, to finansowanie im studiów przez państwo jest pozbawione sensu, a jeżeli znajdą po studiach pracę w swojej specjalności, to powinni podzielić
                            częścią swoich zarobków, tak aby choć częściowo spłacić koszt studiów. Najlepiej, żeby płacili już w trakcie studiów. To wcale nie muszą być bajońskie kwoty.
                            • okulele99 Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 13:00
                              nauka w polsce, w tym studia, nie sa odpłatne, są darmowe. to nie są szkoły prywatne więc dlaczego ktoś ma zwracać koszt studiów ? jak ma dobrą pracę to zwraca z nawiązka do dobrze zarabia i płąci większe podatki.
                              --
                              i wszystko jasne.
                              • xabc123 Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 13:11
                                > i wszystko jasne

                                A właśnie, że nie jasne. Nie zgadza się bilans. Polska wydaje bardzo mało na badania naukowe, a uczelnie dostają mało pieniędzy na swoją działalność edukacyjną. Państwa nie stać na utrzymanie systemu szkolnictwa wyższego z samych tylko podatków.

                                A jeśli ktoś po studiach dobrze zarabia, to niekoniecznie w Polsce płaci podatki od tych zarobków. Lepiej żeby zapłacił od razu za usługi edukacyjne. Za wszystko ktoś musi w końcu zapłacić. Nie ma nic za darmo. Ustrój komunistyczny, który głosił takie hasła, nigdzie się nie sprawdził.
                            • mydeer Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 13:11
                              Daj im taką pracę w Polsce to będą się dzielić płacąc podatki.
                              • xabc123 Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 13:20
                                > Daj im taką pracę w Polsce to będą się dzielić płacąc podatki.

                                Znowu to wyciąganie ręki ze słowem daj. Kto ma dać? Niech ludzie ryzykują i zakładają innowacyjne firmy, to wtedy powstaną nowe miejsca pracy. Państwo ma przede wszystkim tworzyć dobre warunki dla biznesu, poprzez uczciwe prawo i niskie podatki.
                                • mydeer Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 13:25
                                  > Znowu to wyciąganie ręki ze słowem daj. Kto ma dać? Niech ludzie ryzykują i zak
                                  > ładają innowacyjne firmy, to wtedy powstaną nowe miejsca pracy. Państwo ma prze
                                  > de wszystkim tworzyć dobre warunki dla biznesu, poprzez uczciwe prawo i niskie
                                  > podatki.

                                  Czekaj - krytykujesz wyciąganie ręki po pracę a sam wyciągasz rękę po ich zarobek, bo rzekomo są coś dłużni? ;) Skoro państwo samo ich wypycha za granicę (i jeszcze ciesząc się przy tym, że bezrobocie spadnie) to oni są całkowicie usprawiedliwieni, że płacą podatki do obcego budżetu i tam fundują publiczną edukację.
                                  • xabc123 Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 13:39
                                    Nie. Doskonale wiesz, że ja wcale nie wyciągam ręki po ich zarobek. Chodzi tylko o wyrównanie rachunku za ich kształcenie w Polsce. To było także z moich podatków. Nikt im nie robi wyrzutów, że płacą podatki do obcego budżetu, ale nie ma powodu, żeby Polska miała za darmo kształcić siłę roboczą dla obcego budżetu.

                                    • mydeer Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 13:44
                                      No więc tłumaczę, jak krowie na rowie, że przeważająca większość z nich chętnie by ten rachunek wyrównała tylko że NIE MA JAK. A ty jako remedium proponujesz jakieś białoruskie przymusy "wyrównywania rachunku" zamiast dostrzec sedno problemu...

                                      Tak z ciekawości, jak byś sobie wyobrażał w praktyce takie ściganie absolwentów którzy wyjechali za granicę? Służby specjalne mają ich wyłapywać i w workach na głowach przewozić do kraju?
                                      • xabc123 Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 14:07
                                        No nie, kolego! Tylko bez białoruskich aluzji. Tak rozmawiać nie będziemy. Najwyraźniej tracisz klasę.

                                        Wiem, że mógłbyś tu wynajdywać setki różnych haczyków, żeby mnie złapać. Powiem tylko tyle. Nie ma systemów idealnych i super-sprawiedliwych. Sam sobie rusz głową, żeby zaproponować coś sensownego.
                                        • galeski Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 14:51
                                          A taki scenariusz ze Ci w Polsce swietnie wyedukowani popracuja pare lat za granica i wrócą do Polski z wiedza, doświadczeniem i pieniedzmi nie wchodzi, rozumiem, w gre?
                                        • mydeer Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 15:26
                                          Oczywiście że nie ma, ale to żaden argument. Trzeba się starać :)

                                          Dyskusja, jak sądzę, rozbija się o pojęcie "sensowności". Dla mnie pomysł wystawiania rachunków za wykształcenie jest bez sensu, głównie dlatego, że jak już ktoś wyjedzie za granicę to i tak się z niego nie ściągnie a jeśli nawet miał zamiar wrócić to dajemy mu kolejny powód, by tego nie robił.

                                          Rozwiązaniem byłaby całkowita prywatyzacja szkolnictwa wyższego, ale jestem jej przeciwnikiem z uwagi na to, o czym już pisałem - taki system daje nierównie wysokie szanse bogatym głupkom.
                                    • comrade Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 13:51
                                      Jest to oczywiste. Tyle że w Polsce w ciągu ostatnich 20 lat wykształciło się pełno mitów n/t edukacji

                                      Mit 1: Wyższe wykształcenie gwarantuje pracę, nieźle płatną.
                                      Mit 2: Im więcej studiujących tym lepiej dla kraju
                                      Mit 3: Studia powinny być bezpłatne (by wspierac Mit 2)

                                      Powinna być jakaś kampania w tv w której rzad wybijałby ludziom z głowy studiowanie a zachęcał do logicznego i racjonalnego oceniania swoich możliwości. Studia powinny być płatne, dla zdolnych - granty i stypendia. Tytuł magistra powinien odzyskać swoją własciwą rangę - tytułu NAUKOWEGO a nie 'papierka' który 'się robi'
                                      • xabc123 Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 14:11
                                        Przynajmniej jeden komentarz zgodny ze zdrowym rozsądkiem. Mitów w Polsce niestety ciągle przybywa, głównie dzięki naszemu członkostwu w UE.
                                        • najlepszygeorge Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 14:19
                                          "Mit 1: Wyższe wykształcenie gwarantuje pracę, nieźle płatną. "

                                          Oczywiście, że nie gwarantuje, ale generalnie zarobki i perspektywy zawodowe idą w parze z wykształceniem.

                                          "Mit 2: Im więcej studiujących tym lepiej dla kraju "

                                          Wykształcone społeczeństwo jest lepsze od niewykształconego. Z czym tu dyskutować?

                                          "Mit 3: Studia powinny być bezpłatne (by wspierac Mit 2)"

                                          Tu masz rację, w Polsce studiujący powinny w większym stopniu finansować studiowanie, bardziej bezpośrednio niż przez podatki.
                                    • galeski Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 23.04.12, 14:48
                                      Czyli jesli czyiś rodzice zarabiaja bardzo dużo i płacili wysokie podatki całe życie może on wyjechać nic nie płacąc bo nie musi nic wyrównywać natomiast dziecko biedaków już bedzie musiało pieniżki oddawać?:)
                        • schwarzwaldmaedel Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 24.04.12, 12:44
                          mieszkam w Niemczech i skonczylam tam studia i nigdy o czyms takim nie slyszalam. Niemieccy absolwenci tez wyjezdzaja za granice do pracy, bo dla humanistow w BRD pracy tez nie ma......
                          • mydeer Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 24.04.12, 16:19
                            > mieszkam w Niemczech i skonczylam tam studia i nigdy o czyms takim nie slyszala
                            > m.

                            Pewnie dlatego że dla Niemców niskie bezrobocie jest czymś normalnym, nie tak jak u nas.
                            • schwarzwaldmaedel Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 24.04.12, 17:37
                              mialam na mysli obowiazek pozostaniu w kraju po ukonczeniu studiow. Chociaz polityka edukacyjna jest w Niemczech zdecentralizowana i odpowiadaja za nia poszczegolne landy, nie moge sobie tego jakos wyobrazic....
                              • mydeer Re: Najpierw zapłać za studia, jeden z drugim! 25.04.12, 02:37
                                Aha - to przepraszam, źle zrozumiałem kontekst :)
                • gandalph Zgadza się 23.04.12, 11:28
                  Przywrócić egzaminy wstępne na uczelnie (likwidując przy okazji zupełnie zbędną maturę) i od razu zweryfikuje się wartość świadectw z poszczególnych szkół.
                  Druga sprawa: wyższe uczelnie są i powinny być przeznaczone dla, góra, 10% każdego rocznika. Dyplomy nie są dla każdego! Wyższe uczelnie są dla elity. Ale oprócz tego potrzebni są ślusarze, hydraulicy, murarze itd. itd. Pytam: gdzie są szkoły zawodowe?
                • mcgi Re: "sukeces" lewackiego szkolnictwa! 23.04.12, 12:36
                  Może i lewackiego, ale największy bałagan wprowadziły rządy mieniące się prawicowymi z min Handke jako ministrem edukacji na czele
            • gaissa Re: zależy co rozumiemy przez "umiejętności" 23.04.12, 10:06
              Zacznijmy może od tego, że ze szkół wychodzą teraz stadami półtumany, zdające maturę na 30% - bo tyle wystarczy.
              • lucusia3 Re: zależy co rozumiemy przez "umiejętności" 23.04.12, 12:56
                Półtumany się nie biorą znikąd. Sa przez te szkoły produkowane - nie przez idiotyczne programy, ale idiotycznych nauczycieli i system ich chroniący. Jeśli nie da się zwolnić osoby całkowicie niekompetentnej, bo ja chroni Karta Nauczyciela, to ona tresuje tumany, gdyż nie będzie w stanie wymagać zrozumienia materiału - tego nie może sprawdzić, bo sama nie rozumie, ale jego wyrecytowanie. Więc hoduje się jednostki nauczone, że jakakolwiek modyfikacja, logiczne czy rozumowe podejście do zagadnienia kończy się karą. Trzeba powielać definicję podyktowana przez nauczyciela i NIC WIĘCEJ. Dobrzy nauczyciele też sobie odpuszczają - w końcu są inteligentnie, więc widzą, że jakikolwiek wysiłek poza minimum nie jest konieczny do pracy w szkole. No to go nie robią. Gdy trafi się ambitniejsza szkoła, to i tak nie może przyjąć więcej uczniów, bo ma limity zabezpieczające zatrudnienie złych nauczycieli w beznadziejnych szkołach.
                Na studiach nie jest inaczej - przecież trzeba by było zwolnić setki bezproduktywnych wykładowców, powielających co semestr nikomu nie potrzebne zajęcia - ale oni nic innego nie umieją, nie chcą umieć, do emerytury spokojnie dojadą, a że marnują czas i szansę młodych i pieniądze publiczne, to władz uczelni nie rusza.
                Jeśli nie zaczniemy weryfikować uczących - tak jak są weryfikowani wszyscy inni pracownicy, nie mamy szans na dobra edukację. Histeryczne zmiany programów nic tu nie pomogą.
                • niewinna Re: zależy co rozumiemy przez "umiejętności" 23.04.12, 15:04
                  Słusznie napisane!
            • kosmiczny_swir Uczelnie to nie szkoly zawodowe 23.04.12, 10:49
              Uczelnie to nie szkoly zawodowe. Oczywiscie, da sie wyksztalcic ludzi przystosowanych do jednego konkretnego stanowiska i to by pewnie odpowiadalo naszym pracodawcom, ale w ten sposob daleko bysmy nie zaszli. Technologie sie zmieniaja, zmieniaja sie specjalizacje i stanowiska i wiedza specjalistyczna dzisiaj moze byc nic nie warta jutro. Absolwenci musza miec przede wszystkim dobre podstawy - w kierunkach inzynieryjnych musza miec dobre podstawy z matematyki i fizyki. Jesli to beda mieli, to przystosuja sie do kazdej technologii.

              Oczywiscie, to przystosowanie musi miec miejsce w pracy, ale prawda jest taka, ze polscy pracodawcy nie maja najmniejszego zamiaru inwestowac w pracownikow.
              • rjazwiec Re: Uczelnie to nie szkoly zawodowe 23.04.12, 12:41
                Problemem jest, że opuszczając polskie uczelnie często nie mają nawet tego.
                Pracuje w instytucie PAN i co roku mam jednego lub dwóch magistrantów pod opieką z PW lub UW (chemia, biologia, biotechnologia).
                Jeśli ktoś dotrwał do magisterki na chemii nie potrafiąc przygotować roztworu o określonym stężeniu to to chyba nie jest normalne.
                Drugi przykład: osoba, której wyniki wychodzą zawyżone o dwa rzędy wielkości i nie widzi w tym nic niepokojącego, pomimo, ze cała literatura raportuje tego typu analizy na znacznie niższym poziomie, a jej odzysk* wyszedł 10000%. Na moją prośbę o to by jednak przyjrzała się dokładniej tym wynikom i spróbowała znaleźć gdzie jest błąd usłyszałem, że jestem czepialskim seksistowskim skansenem (w sumie jestem o całe 10 lat od niej starszy ;)) i ona napisze na mnie skargę do dziekanatu (sic!).
                I tak mógłbym jeszcze długo bo rzadko zdarza się rok, żebym takich kwiatków nie dostawał.
                Nawet wydawałoby się bardzo dobre uczelnie państwowe produkują absolwentów, którzy nie tylko nie mają żadnej wiedzy praktycznej to dodatkowo podstawy mają bardzo dziurawe...


                * Dla nieanalitycznych wyjaśnienie: to parametr metody analitycznej mówiący ile procent analitu występującego w próbce tracimy w wyniku naszych procedur (a w zasadzie ile procent donosimy do końca). Jak łatwo się domyśleć dla absolutnie bezstratnej metody wynosi 100%.
            • tylkojo Re: zależy co rozumiemy przez "umiejętności" 23.04.12, 10:50
              Autonomia w ustalaniu programu nie wystarczy. Uczelnie, beznadziejna kadra uczelni, w pogoni za pieniądzem, nadal będą utrzymywać za wszelką cenę miernych studentów. Nabór na uczelnie bez egzaminów wstepnych, z marnymi wynikami.
          • pawelekok po to, żeby ich ktoś pilnował 23.04.12, 08:47
            jak Ty będziesz w pracy, żeby im żadne głupoty do glowy nie przychodziły. Szkoła jest głównie po to.
          • nauczyciel_pl Re: masz rację 23.04.12, 08:50
            Zapytaj rządzących, gdzieś niżej jest mój post jak wygląda teraz edukacja.

            Co do szkół zawodowych to kilkanaście lat temu gdy rozwalono szkolnictwo zawodowe zniszczone też często zostały warsztaty szkolne, sprzęt nieraz poszedł na złom. Teraz gdy jest niby reaktywacja tych szkół to o ile szkoła nie znajdzie sobie sponsora w postaci dużej firmy to jest szkołą techniczna jedynie z nazwy bo od państwa nie otrzymuje pieniędzy na wyposażenie ponownie swoich warsztatów, nie ma pomocy dydaktycznych, możliwości ćwiczenia w praktyce umiejętności.
            Ale co jakiś czas rzuci się haslo, że to wina nauczycieli i trzeba się za nich wziąć i ludzie są zadowoleni.
            • mara571 a moze wziac przyklad z Niemcow? 23.04.12, 09:14
              Oni maja system dualny: zawodu uczysz sie w firmie, teorii w szkole.
              Warsztaty niepotrzebne, a firmy przygotowuja sobie przyszlych pracownikow.
              • ultimate.strike Re: a moze wziac przyklad z Niemcow? 23.04.12, 10:12
                > Warsztaty niepotrzebne, a firmy przygotowuja sobie przyszlych pracownikow.

                Polskie firmy w wiekszości nie potrzebuja przyszłych pracowników, one działają tu i teraz, pracowników chcą mieć teraz, bo za tydzień likwidacja firmy. To samo jest z absolwentami uczelni, mało który pracodawca zgodzi się zatrudnić absolwenta i dać mu szansę nabrać doświadczenia. Wiec niech sobie marudzą, że nie ma ludzi, wszystko zaczyna się od tego, ze w Polsce nie ma ludzi przygotowanych do pełnienia funkcji managerskich.
                • disoprivan Re: a moze wziac przyklad z Niemcow? 23.04.12, 11:55
                  tez odnosze takie wrazenie. firm, ktore mialyby tradycje i plany na przeszlosc, firm zainteresowanych "mlodymi-zdolnymi", ktorych zza granicy "sie sciaga" (jak, np.siemens) w polsce nie uswiadczysz. "jan skorupa- import-export-przetworstwo. sznurek mydlo i powidlo. i numer na komorke.
                  • go_bsh Re: a moze wziac przyklad z Niemcow? 23.04.12, 15:35
                    Zacząłbym od tego, że wypowiadający się w tym artykule powinni jako pierwsi uderzyć się w piersi.
                    - PZU - na prowincji to jest praca tylko dla ludzi po układach, z koneksjami, w dodatku opanowana przez klany także emerytowanych pracowników.
                    - HP - a co to jest HP w Polsce? Centrum handlowe i outsourcingowe, nic nie produkuje, niczym poważnym nie zarządza, więc nie potrzebuje super kadry. Z tego co słyszałem to w outsourcingowym kołhozie słabo płacą, sporo wymagają, więc specjaliści omijają ich szerokim łukiem.

                    W Polsce niestety wszystko jest problemem, dla 70% społeczeństwa średnia pensja jest legendą miejską, bo zarabiają w pobliżu najniższej pensji. Ta niska pensja blokuje cały rozwój w Polsce i popyt wewnętrzny. Pracowdawcy rękami i nogami wzbraniają się przed jej podniesieniem, bo to jest ich JEDYNA przewaga konkurencyjna, innowacyjność jest na Zachodzie. Po za tym, przy tak zmiennej rzeczywistości biznesowej to pracowdawcy nawet nie są w stanie zagwarantować czy będą na rynku za 2 lata, a co dopiero z jakąkolwiek szkołą czy uczelnią zbudować program praktyk i staży. Nie mówiąc już o późniejszym zatrudnieniu. Jedyne co się * w miarę * sprawdza to program szkoleń z urzędu pracy pod konkretnego pracodawcę i z jego udziałem, ale z kolei tego typu szkoleń jest najmniej.
                    Szkoły niestety przeżywają to samo co uczelnie. Związane są różnego rodzaju układami oraz prawnym gorsetem. Wszyscy walczą o byt i przetrwanie. Jak porozmawiacie z nauczycielami to nikt już nawet nie ukrywa, że wszyscy muszą zaliczyć, nikogo nie można zostawić, a broń boże, żeby wyleciał ze szkoły (średniej) lub uczelni. Bo dotacja idzie na głowę.
                    Zaś o polskiej nauce nie ma co się już znęcać - to jest obraz nędzy i rozpaczy. Nauki techniczne, chluba PRLu, przez ostatnie 30 lat bardzo zjechały z jakością kształcenia (poza JEDNOSTKAMI). A przez permamentne nidofinansowanie nie są w stanie nic nowego zaproponować (pomijam śmieszne granty na rzeczy, które przestają być potrzebne w momencie przyznania kasy i "projekty", które służą tylko dorobieniu do marnych pensji). Polskich nauk społecznych praktycznie nigdy nie było na światowych salonach (tzw. polskojęzyczny skansen, co rękami i nogami broni się przed światłem dziennym światowej nauki). A to przekłada się na brak polskich uczelni w czołówkach światowych rankingów.

                    Czy coś jeszcze nam trzeba?
                    • schwarzwaldmaedel Re: a moze wziac przyklad z Niemcow? 24.04.12, 12:51
                      podsumowales to w tak trafny sposob ze nic juz nie trzeba dodac. Ale nasi wybitni "naukowcy" i "profesorowie" nadal wciskaja studentom bzdury typu nasze dyplomy sa uznawane za granica, mamy wyzszy poziom niz na Zachodzie itp. A glupi studenci chca w to wierzyc i dopiero po wejsciu na rynek pracy nastepuje gwaltowne przebudzenie...
              • nauczyciel_pl Re: a moze wziac przyklad z Niemcow? 23.04.12, 10:18
                mara571 napisała:

                > Oni maja system dualny: zawodu uczysz sie w firmie, teorii w szkole.
                > Warsztaty niepotrzebne, a firmy przygotowuja sobie przyszlych pracownikow.

                trzeba by do tego przekonać pracodawców, teraz oczekują, że po skończonej szkole młody będzie pracował przynajmniej tak samo dobrze jak stary pracownik, do tego za połowę stawki starego

                są w Polsce szkoły, które współpracują z firmami, firmy te oferują szkolenia i praktyki dla uczniów wiedząc, że szkolą sobie pracowników tanim kosztem, ale nie są to niestety częste przypadki, wiele firm nie chce nawet słyszeć o przyjmowaniu uczniów na praktyki trwające miesiąc, a gdy już przyjmie to często uczniowie ci przez cały miesiąc są darmową siłą sprzątającą
            • zochazb Re: masz rację 23.04.12, 13:40
              @nauczyciel_pl
              > kilkanaście lat temu gdy rozwalono szkolnictwo zawodowe
              > zniszczone też często zostały warsztaty szkolne,
              > sprzęt nieraz poszedł na złom.
              Jakieś 30 lat temu chodziłem do technikum - i miałem styk z tymi "warsztatami szkolnymi"
              Na całej hali były DWIE (!!) w miarę sprawne maszyny - oscyloskop do ustawiania zapłonu i tokarka do wałów korbowych. Pilniki przynosiłem z domu, bo tymi "warsztatowymi" można było co najwyżej podłubać w d(...).
              Pierwszą praktykę miałem w państwowych zakładach autobusowych - nauczyłem się opierać o miotłę.
              Drugą załatwiłem sobie sam - w prywatnym warsztacie samochodowym. Zasuwałem na dwie zmiany bez taryfy ulgowej (inna sprawa, że sam tego chciałem), bo prywaciarz potrzebował ludzi do roboty a nie do leżenia na workach. W miesiąc nauczyłem się więcej niż na "warsztatach szkolnych" przez cztery lata.

              > o ile szkoła nie znajdzie sobie sponsora w postaci dużej firmy
              > to jest szkołą techniczna jedynie z nazwy
              Od tego jest dyrekcja, żeby sobie tych sponsorów poszukać i stworzyć odpowiednie warunki do nauki zawodu.
              Do brania pieniędzy za "nic" równie dobrze nadaje się woźny po podstawówce.

              Syn idzie w tym roku do gastronomika - szkoła mała, ale obrotna. Dyrekcja potrafiła dogadać się z okolicznymi hotelami i pensjonatami, coby poupychać uczniów na praktyki. Od dwóch lat wchodzą na rynek catcheringu dla szkół (młodzi mają praktykę, szkoła kasę na dalszy rozwój).
              Można ?
              !! MOŻNA !!
              Jak się chce i potrafi....
              Ale lepiej ponarzekać, i co jakiś czas rzucić hasło, że nauczyciele są święci a to wszystko wina rządu/Żydów/masonów/cyklistów i ludzie są zadowoleni...
              • nauczyciel_pl Re: masz rację 24.04.12, 00:22
                Ale żeś mi dowalił, ale spróbuję odpowiedzieć bo ma wrażenie, że źle zrozumiałeś moje intencje z którymi pisałem ten post.

                > Jakieś 30 lat temu chodziłem do technikum - i miałem styk z tymi "warsztatami s
                > zkolnymi"
                > Na całej hali były DWIE (!!) w miarę sprawne maszyny - oscyloskop do ustawiania
                > zapłonu i tokarka do wałów korbowych. Pilniki przynosiłem z domu, bo tymi "war
                > sztatowymi" można było co najwyżej podłubać w d(...).

                Współczuję, gdy 15 lat temu chodziłem do podobnego technikum w małym mieście, obecnie powiatowym była na warsztatach cała hala sprawnych tokarek, blacharnia, lakiernia, hala napraw na której cały czas szła praca, myjnia, stacja obsługi, stacja diagnostyczna. Obecnie tego już nie ma bo ktoś stwierdził, że takie technikum to przeżytek.

                > Od tego jest dyrekcja, żeby sobie tych sponsorów poszukać i stworzyć odpowiedni
                > e warunki do nauki zawodu.
                > Do brania pieniędzy za "nic" równie dobrze nadaje się woźny po podstawówce.

                > Można ?
                > !! MOŻNA !!
                > Jak się chce i potrafi....
                > Ale lepiej ponarzekać, i co jakiś czas rzucić hasło, że nauczyciele są święci a
                > to wszystko wina rządu

                Tak się składa, że pracuję w takiej szkole, gdzie współpraca jest rozwinięta z kilkoma dużymi firmami, do tego szkoła sprawnie pozyskuje fundusze unijne. Więc chyba chcemy i potrafimy. Ale nie ma w tym zasługi rządu.
          • barbarella1980 Re: masz rację 23.04.12, 10:35
            żeby nauczyciele mieli robote i oświata, to że masz masz dzieci świadczy że jestes przykładnym obywatelem i teraz płac na nie , nie ważne czy masz pieniądze bo rządu to nie obchodzi ważne że można zarobic na Tobie
        • lechujarek_wolski Re: masz rację 23.04.12, 08:38
          To dość zabawne gdy szef PZU krytykuje system szkolnictwa :)
          Polacy od jakiegoś czasu przypominają stado gęsi, które gęgają bez sensu.

          Czy ten osobnik nie rozumie, że ci ludzie nie mają gdzie pracować, gdyż w PRL-bis zlikwidowano niemal wszystkie środki produkcji. W efekcie Polska stała się dostarczycielem taniej siły roboczej dla Zachodu. Urzędy sklepy, magazyny, przedstawicielstwa firm, banki, montownie i producenci koszyków z wikliny - ot i miejsca pracy dla tych młodych ludzi, ot i polska "gospodarka".
          • krzynio_s Re: masz rację 23.04.12, 08:57
            nic misiu nie rozumiesz. na zachodzie (a właściwie we wszystkich krajach rozwiniętych) nikt nie potrzebuje 'taniej siły roboczej'. tania siła robocza jest problemem z którym nie wiadomo co zrobić. potrzebni są dobrze wykwalifikowani fachowcy. a tych nasze uczelnie (oraz zlikwidowane technika i szkoły zawodowe) nie kształcą. jest tez problem proporcji - jeśli uczelnie wypuszczają 5 razy więcej managerów, socjologów itp niż gospodarka potrzebuje to jest oczywiste ze 80 procent z nich skończy na zmywaku.
            • dr.lechkeller Re: masz rację? 23.04.12, 09:14
              Wbrew temu co pisze 'krzynio', prywatni pracodawcy, kierujac sie dazeniem do maksmalizacji zysku w krotkim okresie czasu, szukaja glownie nisko platnej, a wiec tez i slabo wyksztalconej sily roboczej. Stad tez i wysoko rozwinietych krajach mamy dzis rzesze bezrobotnych absolwentow szkol wyzszych, w tym tez i bezrobotnych inzynierow...
              • meteorr Re: masz rację? 23.04.12, 10:52
                Wbrew temu, co pisze 'dr.lechkeller' poszukiwanie slabo wyksztalconych byle najtanszych jest domena chyba tylko wlascicieli spozywczakow (i nie dziwie sie, skoro na ogloszenie o pracy bez kwalifikacji odpowiedzi splywaja tysiacami). Szanujaca sie firma produkcyjna, zwlaszcza tam gdzie trzeba najpierw produkt wymyslic lub zmodernizowac, bedzie szukala przede wszystkim fachowcow - a z tymi wcale nielatwo, nawet za duze (powyzej sredniej krajowej) pieniadze.

                Co gorsze, w dobie "kierunkow zamawianych" otwieranych przez uczelnie nie majace czesto odpowiedniej do nauczania kadry, ci "zamawiani" kandydaci w 80% nie znaja podstaw (dane z autopsji). Rozumiem, ze biorac gosci po studiach nie powinienem wymagac, zeby umieli wszystko, ale @#$% powinni chociaz podstawy znac - takie jak w dowolnej ksiazce do _podstaw_ przedmiotu.
                • mydeer Re: masz rację? 23.04.12, 13:18
                  Strasznie dużo mamy tych spożywczaków (żart) za to strasznie mało szanujących się firm produkcyjnych (to już nie żart). Z jakiegoś powodu ci fachowcy zwykle pracują na śmieciówce bo też mają konkurencję - kierunki których absolwenci są rozchwytywani na rynku pracy można policzyć na palcach jednej ręki. A i to za parę lat się zmieni.

                  Kalkulacja pracodawcy jest prosta - po co ma zatrudniać kolejnych pracowników, skoro ci których ma z pocałowaniem ręki popracują więcej za te same pieniądze?
                • niewinna Re: masz rację? 23.04.12, 15:22
                  Spróbuj poprowadzić kolego spożywczak zawłaszcza mały a porozmawiamy :-) Nie wiem kto musi mieć więcej sprytu, oleju w głowie, siły w barach i cierpliwości do klienta firma produkcyjna czy Jan Kowalski właściciel osiedlowego spożywczaka. W mojej okolicy popłynęło już wielu cwaniaczków, którym się wydawało, ze spożywczak vel warzywniak to każdy potrafi poprowadzić. Zdolny, pracowity i inteligentny KTOŚ poprowadzi dobrze i spożywczak, kiosk czy większą firmę. Zasady dla każdego biznesu są identyczne specyfika branży wymaga dokształcenia i poznania.
                  • meteorr Re: masz rację? 25.04.12, 15:08
                    Ale ja pisze o _pracownikach_ spozywczaka i firmy produkcyjnej a nie ich _wlascicielach_!

                    Przy obecnym bezrobociu, zwlaszcza wsrod niewykwalifikowanej sily roboczej smiesznie latwo znajdziesz kogos milego, pracowitego i wystarczajaco zmotywowanego do zapie... w niedziele i swieta za place ponizej minimalnej krajowej.

                    Dobrego(!) inzyniera IT za dwie srednie bedzie problem znalezc, a o jego pracy w weekendy (przynajmniej regularnej) mozesz zapomniec. Jak w handlu - niska podaz i wysoki popyt, to wysoka cena (ale tez i zdecydowanie wiekszy zarobek od "sztuki").
        • ultimate.strike Re: masz rację 23.04.12, 10:08
          > mamy tysiące absolwentów od cholera wie czego a ślusarza co tokarkę potafi obsł
          > użyć ani na lekarstwo...

          Znam kilku bezrobotnych slusarzy po zawodówkach. Rzecz w tym, że wiekszość firm już dawno wprowadziła CNC.

          > kiedyś był prosty dobór naturalny... zawodówka..technik
          > um liceum.... i w rezultacie na wyższe uczelnie trafiali ludzie mniej więcej s
          > ię do tytułu magistra kwalifikujący...

          1000 lat temu było jeszcze prościej, uczelni nie było wcale więc nie było też problemu z absolwentami.
      • insmy Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 08:32
        Właśnie, to jest problem naszego kraju!
      • ksaniak Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 09:08
        Głupoty gadasz.

        Może nikt od razu nie zostaje kierownikiem czy dyrektorem, ale już praca ambitniejsza znajdzie się bez problemu. Polscy inżynierowie i informatycy są rozchwytywani. Zresztą wystarczy popatrzeć co robią zagraniczne firmy w takim Wrocławiu, gdzie powstają centra outsourcingowe.

        Sam mam znajomego który po studiach wyjechał do Irlandii. Zaczynał w jakimś barze i szukał pracy. Potem przeniósł się do hotelu na recepcję, pomagał w księgowości i zastąpił tamtą księgową, kiedy ona zmieniła pracę. W międzyczasie dokształcił się z księgowości, bo miał wykształcenie inżynierskie. Ale nikt nie rzucał mu kłód pod nogi i pracodawca nie bał się w niego zainwestować i postawić na lojalnego i zdolnego pracownika. U nas nie ważne czy jesteś obrotny, inteligentny i chętny do pracy. Jak w CV nie masz znanego nazwiska, super doświadczenia i "znajomości w branży" to możesz mieć i dyplom Harvardu... Dla zagranicznych korporacji chcesz za dużo, dla Polskich jesteś zbyt wykształcony, a w spółkach PZU czy PKO BP nie masz czego szukać. Zresztą z takim wykształceniem to lepiej zakładać własną firmę niż pracować dla jakiejś kiepskiej, lokalnej firmy gdzie masz pracować po 12 godzin, ale masz 200PLN limitu na telefon...

        Sporo jest racji w tym, że Polskie uczelnie kiepsko uczą, ale też Polska rzeczywistość nie potrzebuje ekspertów... Dużo ludzi kształci się samemu, szybko się uczą i szukają pracy na poziomie... w gruncie rzeczy lepiej pracować za 1000 euro na zmywaku niż za 1000 złoty na słuchawce w PZU

        A to że prezesi wielkich korporacji nie wiedzą co się dzieje na dole to inna sprawa...
        • angielski_kochanek Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 09:17
          ksaniak napisał:
          > w gruncie rzeczy lepiej pracować za 1000 eu
          > ro na zmywaku niż za 1000 złoty na słuchawce w PZU

          I to jest święta prawda.
        • pawelekok Ile lat ma Twój znajomy? 23.04.12, 09:19
          Zapewne skończył edukację co najmniej kilkanaście lat temu. Nie był więc jeszcze ofiarą reformy edukacji. Ze szkół wyniósł dobrą wiedzę ogólną, a szkoły wyższe za komuny działały tak, że ambitny student musiał sam się dokształcać i siłą wydzierać wiedzę od wykladowców, dla których działalność dydaktyczna była tylko przyczynkiem do głównej, za jaką uważali prowadzenie badań. W rezultacie ci studenci wykazywali się zaradnością i samodzielnym mysleniem i dawali sobie razdę na Zachodzie. Byli też studenci leniwi, większość, oni prześlizgiwali się i otrzymywali dyplom niczego z uczelni nie wynosząc. Dzisiejsi polscy studenci już niestety sobie tak nie poradzą. Ich edukacja ogólna jest na o wiele niższym poziomie, mają za mało podstaw by na nich bazować. Wiekszość czasu ich studiowania to dokształcanie w tym co powinni umieć po skończeniu szkoły średniej, a nie umieją. Na kształcenie wyższe nie ma już czasu. Oni nie mają tez kiedy nauczyć się samodzielnego myslenia.
          • ksaniak Re: Ile lat ma Twój znajomy? 23.04.12, 09:40
            Ma tyle co ja czyli 30 lat.
            Ale był z tych ambitniejszych - zawsze się starał.

            Ja byłem z tych buntowników - studia "aby się prześlizgnąć", a nauka tego co mnie interesuje samemu... Z mojego punktu widzenia - zmarnowałem 5 lat. No ale edukację ogólną miałem dobrą bo chodziłem do dobrego liceum i miałem dobrych nauczycieli, a rodzice też od nas wymagali. Nasz matematyk zawsze powtarzał, że zadania "rzemieślnicze" to mamy rozwiązywać w pracy domowej, a na lekcjach uczymy się myślenia. No i było wielu o wiele lepszych ode mnie, co mobilizowało ... uczenie się z lepszymi od siebie zawsze ciągnie Cię do góry. Więc jakoś sobie radzę...

            A zresztą co tu o Polsce mówić. Najlepiej być tutaj lekarzem, prawnikiem albo politykiem... Może studia nie najłatwiejsze, "dużo materiału" do nauki i zrozumienia, ale pieniądze przynajmniej dobre. Informatycy to coraz częściej pracownicy korporacji, które można porównać z pracownikami fabryk z XIX wieku - klepacze kodu. Niektórzy dorabiają się lepszych lub gorszych stanowisk i mogą być całkiem zadowoleni. Czasami trafia się do małej firmy gdzie są ambitne projekty i jak ma się farta to firma jest niszowa i można zarobić pieniądze. Nie mówię już o pracownikach fizycznych czy inżynierach pracujących na budowach. Tam trzeba mieć albo niezłe zdrowie psychiczne albo olewać niektóre sprawy, aby jakoś żyć.
            Niektórzy ambitniejsi chcą prowadzić własne firmy, dawać innym pracę - ale to dopiero droga przez mękę. Albo się ginie albo dostosowuje do istniejących warunków, zmieniających przepisów i układów. Dają wtedy pracę głównie urzędnikom, prawnikom, doradcom podatkowym i lekarzom.
            • lauren6 Re: Ile lat ma Twój znajomy? 23.04.12, 10:23
              > A zresztą co tu o Polsce mówić. Najlepiej być tutaj lekarzem, prawnikiem albo p
              > olitykiem... Może studia nie najłatwiejsze, "dużo materiału" do nauki i zrozumi
              > enia, ale pieniądze przynajmniej dobre. Informatycy to coraz częściej pracownic
              > y korporacji, które można porównać z pracownikami fabryk z XIX wieku

              Nie do końca się zgodzę. I po medycynie i po prawie możesz być dziadem zarabiającym grosze jak nie zrobisz specjalizacji lub aplikacji. A tu wchodzą znajomości. Z informatyką się zgodzę, ale tu przynajmniej wyciągniesz średnią płacę dla danego regionu. Jedyna opłacalna opcja to polityk z topowej partii - wtedy to nawet jak jest siano w głowie obsadzą na dobrej posadzie.

              Co do wcześniejszego posta niestety się zgadzam. Pamiętam sytuację z banku gdzie pracowałam, gdy był jeden wakat. Pracodawca wymagał znajomości systemu jaką się zdobywa po przeszkoleniu i ok. 3 miesiącach pracy. Pieniądze dał takie, że zgłaszało się dużo ludzi prosto po studiach, ale nikt znający w/w system nie przyszedłby za taką stawkę. Wakat sobie wisiał, pracownicy musieli zasuwać za brakującą osobę, a dyrekcji do głowy nie przyszło by dać szansę zdolnemu absolwentowi by się podszkolił. Myślę, że nie jest to odosobniony przypadek i właśnie tyle są warte te narzekania prezesów, którzy nie mają pojęcia co się dzieje u nich w firmie na niższym szczeblu.
              • ksaniak Re: Ile lat ma Twój znajomy? 23.04.12, 10:47
                Zgadzam się, że lekarz i prawnik musi zrobić specjalizację czy aplikację.
                Ale to się da zrobić będąc bardzo dobrym. Dużo się uczyć i da się wcześniej lub później.

                Aby zarabiać dużo w korporacji to trzeba na początku zapieprzać po 12h i nie pewności nie ma, czy ktoś cwańszy się nie wciśnie. Całkowita rezygnacja z życia prywatnego i rodzinnego, a później zdziwienie, że taki mały przyrost naturalny...
                • bogda35 Re: Ile lat ma Twój znajomy? 23.04.12, 11:16
                  żeby być w Polsce politykiem nie trzeba żadnego wykształcenia ,wystarczy"wyksztacenie' na poziomie pana s.p.Leppera .Chyba wiekszośc polityków jest na poziomie tego słynnego juz młodziana - posła dla ktorego powstanie Warszawskie wybuchło w 1982 roku. Sadząc po aprobacie teorii Maierewicza- wiekszośc nie skaziła sie znajomościa logiki czy fizyki.Do bycia politykiem potrzebne sa układy,tupet, donosny i chamski głos oraz fantazja w składaniu obietnic wyborcom.To chyba najlepsze fucha w tym kraju !
          • kosmiczny_swir Z tego co piszesz to uczelnie w PRL dzialaly 23.04.12, 10:55
            Z tego co piszesz to uczelnie w PRL dzialaly dobrze. W krajach skandynawskich i w Niemczech glownym zajecie pracownikow uniwersytetow i politechnik sa badania, dydaktyka to moze 20% czasu pracy, przynajmniej tak wynika z mojego doswiadczenia. Ale oczywiscie w styropianowej Polsce wszystko trzeba bylo robic na odwrot niz za komuny, nie wazne czy te akurat rzecz komuna robila dobrze czy zle.
            • kotek.filemon Re: Z tego co piszesz to uczelnie w PRL dzialaly 23.04.12, 11:22
              kosmiczny_swir napisał:

              > Z tego co piszesz to uczelnie w PRL dzialaly dobrze. W krajach skandynawskich i
              > w Niemczech glownym zajecie pracownikow uniwersytetow i politechnik sa badania
              > , dydaktyka to moze 20% czasu pracy, przynajmniej tak wynika z mojego doswiadcz
              > enia.

              Bingo! A Kudrycka się dziwi, że z badaniami naukowymi cienko, tylko przegapia fakt, że adiunkt w Polsce ma co najmniej dwa razy tyle zajęć co na uczelni w cywilizowanym kraju. Przy czym trend idzie w kierunku dalszego zwiększania pensum i liczebności grup studenckich.
      • pikkollo Czy prezes PZU sam się oskarża ? 23.04.12, 09:27
        Kiepsko widzę przyszłość firmy, które prezes publicznie narzeka na swoich zwerbowanych pracowników
        • pawelekok Re: Czy prezes PZU sam się oskarża ? 23.04.12, 09:38
          Czytałeś nieuważnie. On zatrudnił dobrych pracowników, tylko nie po tych uczelniach. Okazuje się, że te wszystkie wyższe szkoły marketingu są psu na budę warte.
          • najlepszygeorge Re: Czy prezes PZU sam się oskarża ? 23.04.12, 14:27
            Absurdalne jest określanie prezesa tej instytucji jako pracodawcy lub jako kogoś kto zatrudnia. Ten Pan nikogo nie zatrudnia, sam został zatrudniony w państwowym molochu gdzie o słowach 'wydajność' czy 'konkurencyjność' mało kto słyszał.
      • januszz4 Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 09:46
        totapis500 napisał: >
        >Pajaca który zlikwidował szkoły zawodowe jeszcze dziś oddałbym pod TS.

        Szkoły zawodowe i technika.
        • pawelekok Szkoda przede wszystkich techników 23.04.12, 09:52
          Najlepsi inzynierowie się z nich wywodzili. Oczywiście po zaliczeniu po drodze politechniki.
      • kropka9991 Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 09:47
        "Pajaca który zlikwidował szkoły zawodowe jeszcze dziś oddałbym pod TS".

        Szkoły zawodowe zlikwidowały się same - uczniowie nie chcieli tam się uczyć. Skoro nie ma naboru albo ilość kandydatów jest mniejsza niż ilość nauczycieli to jasne jest że taka szkoła nie ma racji bytu.

        Obecny system produkujący tabuny magistrów to nic innego jak wytwarzanie społecznych frustratów - skoro mają 'studia' to dajcie im teraz pracę. A skąd ma się nagle wziąć w Polsce pięćdziesiąt tysięcy etatów politologa, osiemdziesiąt tysięcy etatów specjalisty ds. stosunków międzynarodowych, sto tysiecy magistrów od marketingu czy dwadzieścia tysiecy etatów geodety? Tę listę można zresztą przedłużać w nieskończoność...
        • tylkojo Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 11:13
          kropka9991 napisała:

          > "Pajaca który zlikwidował szkoły zawodowe jeszcze dziś oddałbym pod TS".
          >
          > Szkoły zawodowe zlikwidowały się same - uczniowie nie chcieli tam się uczyć. Sk
          > oro nie ma naboru albo ilość kandydatów jest mniejsza niż ilość nauczycieli to
          > jasne jest że taka szkoła nie ma racji bytu.
          >
          > Obecny system produkujący tabuny magistrów to nic innego jak wytwarzanie społec
          > znych frustratów - skoro mają 'studia' to dajcie im teraz pracę. A skąd ma się
          > nagle wziąć w Polsce pięćdziesiąt tysięcy etatów politologa, osiemdziesiąt tysi
          > ęcy etatów specjalisty ds. stosunków międzynarodowych, sto tysiecy magistrów od
          > marketingu czy dwadzieścia tysiecy etatów geodety? Tę listę można zresztą prze
          > dłużać w nieskończoność...
          zlikwidowały się, bo do liceów i techników przyjmowano słabych w podstawówce. Ja do technikum musialem zdawać egzamin wstępny, ale to bylo w 1964 roku. Potem następowała kolejna weryfikacja, słabi powtarzali rok, nadal slabi wylatywali ze szkoły. Kolejny etap przyzwoita matura. Egzamin wstępny na studia. Na studiach nie bylo" przeproś".
      • andy-bara Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 15:11
        Racja likwidacja szkół zawodowych i przyzakładowych odbija się naszym Tuzom od edukacji czkawką! Chcieli na gwałt zrobić naród magistrów, to mają miernota, Które nie umieją wbić gwoździa nie mówiąc o umiejętności samego prawidłowego trzymania młotka w ręce!!!
    • warsz-awka Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 07:41
      Bardzo przepraszam, ale jak wyższe uczelnie (na jednej z nich pracuję) mają przez 3-5 lat nauczyć samodzielnego myślenia, którego w polskiej szkole oducza się już od przedszkola (mam dziecko w szkole podstawowej)? Cały proces edukacji przed-uczelnianej nastawiony jest na to, by dało się łatwo weryfikować wiedzę a jakiekolwiek samodzielne myślenie ucznia jest tu tylko przeszkodą. A potem na studia trafiają ludzie, którzy poszukują wiedzy pewnej, zawartej w jednej krótkiej formułce, którą da się łatwo wykuć na pamięć. Kiedy w trakcie zajęć zadaję pytanie wszyscy rzucają się do kserokopii lektur, żeby znaleźć to jedno zdanie będące odpowiedzią. Jak mówię, że to tak nie działa, tylko trzeba pomyśleć, to słyszę - "to po co ja to czytałem/am?". To, że odpowiedź może być zawarta w lekturze, ale nie w konkretnym zdaniu, już ciężko się w głowach mieści. Moi obecni studenci (z którymi gorzej się pracuje niż kilka lat temu) nie są głupi - ktoś ich tylko bardzo skutecznie przez cały ich proces edukacji przekonywał, że to na tym polega "zdobywanie wiedzy", a ich własne, twórcze myślenie jest przeszkodą w zaliczaniu kolejnych stopni edukacji (nie mieści się w odpowiedziach testowych).
      • postnihilism Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 08:04
        Masz 100% racji. Polska szkoła idzie na łatwiznę. Testy zamiast wypracowań, rankingi, ściganie się. Jakakolwiek kreatywność jest zabijana najczęściej w zarodku. Jakby istniał w MEN jakiś idealny wzorzec przyszłego obywatel i za wszelką cenę starano się każdego wpasować w ten wzorzec. Jest to wygodne zarówno dla władz, jak i szkół.
        Pomijając już aspekt niedopasowania do rynku pracy, w ten sposób produkuje się bezmyślnych ludzi, którzy łatwo dają się manipulować, bo nie są w stanie krytycznie pomyśleć o otaczającej ich rzeczywistości. Jak ktoś od dziecka słyszy, że ma być taki ja inni, to trudno od niego oczekiwać buntu i samodzielności w życiu dorosłym. A o to chodzi i władzy i biznesowi.
      • xaliemorph Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 08:16
        Dziękuję żeś zwrócił uwagę na ten problem. Nawet na uczelniach istnieje ten sam problem ale już część kadry stara się to zwalczać. I ta bardziej świadoma część kadry zawsze powtarza że ludzi po nauczaniu domaturalnym trzeba zawsze ponownie uczyć myśleć. Młodzi ludzie boją się pytać, młodzi ludzie boją się być ciekawymi. Dlaczego? Bo w szkole za ciekawość, trudne pytania dostaje się karę a nie nagrodę. Wszelaka szkoła do poziomu matury w PL mentalnie w zasadzie siedzi głęboko w PRL, ma tworzyć jednostki posłuszne a nie jednostki innowacyjne. Uczeń bierny ale wierny jest ceniony, uczeń piszący pod klucz wg. schematu jest ceniony. Uczeń ciekawy, uczeń o alternatywnym postrzeganiu świata jest tępiony i ganiony. Nie dziwne że u nas nie ma wysokich innowacyjnych technologii gdyż od małego uczy się nas pełnej bierności, apatii, ukrywania się. Dlatego zamiast być dostarczycielami pracowników wysokich technologii etc. głównie dostarczamy konserwatorów powierzchni płaskich do całej EU. Ten co sprząta ma siedzieć cicho a w tym jesteśmy bardzo dobrzy bo uczą nas tego od małego.
      • olena.s Rozmawiałam z nauczycielką 23.04.12, 08:25
        która uczyła parę lat w amerykanskiej szkole w Polsce, teraz uczy w szkole w Katarze. Interesowało mnie, jak wygląda porównanie uczniów, którzy dołączają do tamtego systemu po paru latach nauki w szkołach polskich.
        - Mają dużą wiedzę, znają więcej faktów - powiedziała - ale ni cholery nie wiedzą, co z nimi zrobić. Nie są twórczy.
        Pomijam inne kwestie, jak ściąganie, podpowiadanie, budowanie opozycji uczniowie-nauczyciel.
        W szkole mojego dziecka nie ma kucia, nie ma jedynie słusznych odpowiedzi, jest mnóstwo pracy zespołowej (przy czym zespoły nie sa stałe, toteż dzieci uczą się kooperacji z różnymi osobowościami). Dzieci mają wyższą samoocenę, nie ma wytykania, upokarzania, podkreślania na czerwono.
        Inny świat.
        • jan.fils Re: Rozmawiałam z nauczycielką 23.04.12, 08:30
          Przepraszam Cię bardzo, ale akurat Twoja wypowiedz jest raczej świadectwem ignorancji niż jakichkolwiek rzetelnych informacji. Próbujesz agitować na zasadzie, że za granicą to panie takie cuda...

          Akurat powszechny system kształcenia w USA to totalna porażka. Ogólny poziom społeczeństwa jest denny. W USA szkoły publiczne kształcą idiotów. Powoływanie się na przykład kształcenia w USA to zupełne nieporozumienie, bo statystycznie szkoły w Polsce są znacznie lepsze.
          • nowotka1 Re: Rozmawiałam z nauczycielką 23.04.12, 08:40
            jan.fils napisała:

            W USA szkoły publiczne kształcą idiotów. Powoływanie si
            > ę na przykład kształcenia w USA to zupełne nieporozumienie, bo statystycznie sz
            > koły w Polsce są znacznie lepsze.

            A najlepiej świadczy o tym liczba noblistów.
            • trzy.14 Re: Rozmawiałam z nauczycielką 23.04.12, 08:45
              nowotka1 napisał:

              > jan.fils napisała:
              >
              > W USA szkoły publiczne kształcą idiotów. Powoływanie si
              >
              > A najlepiej świadczy o tym liczba noblistów.

              Ilu noblistów pobierało naukę w amerykańskich szkołach publicznych?
              • nick_do_pyskowania Ilu noblistów ukończyło szkoły publiczne 23.04.12, 09:22
                To rzeczywiście trzeba być lekko spowolnionymw w mysleniu, aby strzelić czymś takim. W pracy też wrzucasz takie perełki, zamiast samemu sprawdzić fakty? Baranku, dla twojej wiadomości, 2 z 3 zeszłorocznych laureatów Nobla z fizyki uczyło się w publicznych szkołach średnich. Aby to napisać musiałem oczywiście to wygooglować. A ty jesteś raczej (nie chce mi sie nawet wyzłośliwiać, bo na ciebie szkoda i takiego wysiłku)
                • trzy.14 Re: Ilu noblistów ukończyło szkoły publiczne 23.04.12, 10:06
                  Zadałem pytanie, w odpowiedzi dostałem bluzg.
                  W jakiej szkole tego Cię uczyli?
                  • langsam Re: Ilu noblistów ukończyło szkoły publiczne 23.04.12, 10:59
                    No ale pytanie było postawione z podtekstem, a odpowiedź łatwo uzyskać (tym samym tracąc prawo do podtekstu).
            • kotwtrampkach Re: Rozmawiałam z nauczycielką 23.04.12, 09:05
              albo liczba osób, które wiedzą co chca robić po zakończeniu edukacji, albo jak /gdzie zdobyć wymarzony zawód i zatrudnienie.
              Dziś młodzież ze szkół średnich najczęsciej mówi o pójściu na studia (pod warunkiem zdania matury z mat- czyli, jak się uda sciąganąć). Zapytajcie ich na jakie studia chcą pójść... Im jest bez róznicy, istotny jest fakt "studiowania"...
              • nieprzyjazny Re: Rozmawiałam z nauczycielką 23.04.12, 10:20
                Otóż to! Oni się nie chcą uczyć - oni chcą studiować...
            • jan.fils Re: Rozmawiałam z nauczycielką 23.04.12, 09:08
              Jak to na forum można się wypowiedzieć, nie posiadając kompletnie żadnej wiedzy w temacie.

              Jest zupełnie czymś innym powszechny system kształcenia i ogólny poziom kształcenia, a zupełnie czym innym jest selektywność, kształcenie jednostek i kształcenie elitarne.

              To co w USA jest wyjątkowe, to system wyłapywania i kształcenia jednostek wybitnych.
            • leigh7 Re: Rozmawiałam z nauczycielką 23.04.12, 09:12
              Amerykańskie szkoły wyłapują największe talenty i w nie inwestują, stąd niedoedukowane masy oraz wybitne jednostki, których wspiera się wszystkimi siłami w drodze do Nobla.
              Polskie szkoły równają na siłę do średniej - jednych za uszy do góry, innych w dół.
              • olena.s Re: Rozmawiałam z nauczycielką 23.04.12, 09:17
                Jeżeli wierzyć badaniom PISA, systemy egalitarne dają lepsze efekty, niż systemy elitarne (stąd Finlandia jest coś o 12 pozycji wyżej niż USA), aczkolwiek są tu różne szkoły myślenia.
            • pak4 Re: Rozmawiałam z nauczycielką 23.04.12, 09:21
              Lista noblistów świadczy o rozwiniętych i dobrze dofinansowanych studiach doktoranckich.
          • olena.s Re: Rozmawiałam z nauczycielką 23.04.12, 08:46
            Bardzo proszę, przyjemnie jest konwersować z kimś, kto uprzejmie przeprosi nim nazwie cię kretynem :)
            Serio mówiąc: zacytowałam opinię kobiety, porównującej dzieci będące w szkole amerykańskiej od początku, z dziećmi przychodzącymi do niej po pewnym stazu w szkołach polskich.
            Sama mam obserwacje, w zasadzie - nadzwyczaj aprobujące - jednej szkoły, amerykańskiej ale niepublicznej, w dodatku nie w Stanach ale kraju trzecim. I o tym mogę mówić z względną pewnością, nie o systemie, który zresztą nie jest federalny ale stanowy, bardzo zróznicowany. Niemniej obserwacje z tej jednej szkoły mam, jakie mam: szkoła bez ściągania i oszustw, szkoła, do której dziecko idzie z radością, szkoła nie wymagająca od rodziców nauczania dziecka, w której problemy rozwiązuje się, a nie spycha, a uczy się samodzielności, kooperacji, kreatywności.
            Mam jeszcze mikre dziecko, 4 klasa podstawówki, ale na razie uczą je fantastycznie wszystkiego - uwaga - poza językiem obcym. Tu szkoła radzi sobie słabo. Obstawiam, że język obcy nauczany w umiarkowanym zakresie (2h/tydzień) musi być uczony wkuwaniem. A szkoła wkuwania nie uczy - uczy przemyśleń, wnioskowania, współpracy, selekcji faktów. Ich zapamiętywania na bazie kucia - nie. Kurczę, oni nawet tabliczkę mnożenia przyswoili bez wkuwania!
          • nick_do_pyskowania jan.flis plecie duby smalone 23.04.12, 08:47
            "Akurat powszechny system kształcenia w USA to totalna porażka."

            Akurat jan.flis popisa się totalną ignorancją. Czy znaFca flis napisałby też, że "powszechny system kształcenia w Unii Europejskiej to totalna porażka"? Nie? Co innego Finlandia a co innego południe Włoch? Ale 310 milionów Amerykanów ma do wyboru wyłącznie 100% dennych szkół? ZnaFca wychował się w malutkim kraiku wielkości jednego stanu i prUbUje uogólniać znanymi sobie kluczykami.
            Podaj panie flis chociaż jeden amerykański kod pocztowy jako przykład tej edukacyjnej porażki amerykańskiej a podam ci przykład szkoły położonej albo w tym samym albo w pobliskim kodzie pocztowym, która jest na poziomie najlepszych szkół w Polsce ... i to napisałem miłosiernie, bo jest duża szansa, że będzie na nieosiągalnym w Polsce poziomie. Oczywiście publiczna. Nawet nie chce mi się rozszerzać tego porównania na szkoły prywatne.
          • mrarm Re: Rozmawiałam z nauczycielką 23.04.12, 09:02
            Katar jest najbogatszym pańtwem świata. Chyba najbogatsze państwo świata stać na dobrą edukację, nie uważasz? Szczególnie, że zapewne jest płatna ;D
            • olena.s Re: Rozmawiałam z nauczycielką 23.04.12, 09:12
              Masz rację i jej nie masz.
              Katar, mimo swoich kroci, w ostatnich testach PISA miał o ile pamiętam 4 miejsce od końca...
              Szkoła, która obserwuję jest płatna, ale między nami mówiąc zalety, które najwyżej w niej cenię, nie zależą ani od super budynku, ani od własnego basenu. No, bibliotekę mają dobrą, komputery i sporo możliwości kserowania. Mogą sobie tez w miarę swobodnie wymieniać nauczycieli. Jednak żaden z tych kosztownych dodatków nie wpływa na meritum, czyli praca zespołowa, brak kucia, organizacja pracy, program szkolny, priorytety nauczycielskie, rdzeń moralny.
              Zresztą cytowałam opinię osoby z amerykańskiej szkoły w Polsce, do której umówmy się, nie trafiają dzieci bezrobotnych z PGR, tylko bardzo nielicznych osób mających środki na upiorne czesne, a więc dzieci jakoś tam mocno wyselekcjonowane społecznie. I efekt obserwowany przez cytowaną przeze mnie nauczycielkę był jak opisany wyżej: fakty znają, wykorzystać ich - nie umieją.
      • nauczyciel_pl Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 08:58
        warsz-awka napisała:

        Cały proces edukacji pr
        > zed-uczelnianej nastawiony jest na to, by dało się łatwo weryfikować wiedzę a j
        > akiekolwiek samodzielne myślenie ucznia jest tu tylko przeszkodą. A potem na st
        > udia trafiają ludzie, którzy poszukują wiedzy pewnej, zawartej w jednej krótkie
        > j formułce, którą da się łatwo wykuć na pamięć.

        Zgadzam się, nie wiem na którym etapie jest największy błąd, ale stawiam na początek podstawówki. Uczę w szkole średniej i sami uczniowie oczekują, że podyktuję im treści, które oni wkują i dostaną za to ocenę. Jakiekolwiek samodzielne myślenie 90% uczniów sprawia wielki problem i ból. Mimo to staram się ich zmuszać choć często spotykam się z ich protestami.

        Zresztą na uczelniach jest tak samo, sam gdy kilka lat temu byłem studentem wiedziałem, że oczekuje się ode mnie jedynie wkucia książki na pamięć. Wystarczyło, że profesor był autorem książki i zajęcia u takiego wyglądały dokładnie punkt po punkcje jak w książce a na egzaminie najlepiej było pisać słowo w słowo to co w książce. Miałem dwa takie przypadki. Studia tez niestety nie uczą myślenia, są jednostkowe przypadki gdy prowadzący zachęca do tego studentów.
        • pak4 Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 09:26
          Miewam kontakty ze studentami. Ostatnio musiałem przygotować parę zadań na kolokwium. Wyniki? Tam, gdzie trzeba było ruszyć głową, większość studentów nie próbowała nawet odpowiedzi. Tam, gdzie trzeba było coś przytoczyć z notatek
          • gregviii Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 09:49
            bo tak to zrobili. Testy, jedyne i słuszne odpowiedzi.
            Nawet na studiach są konserwy wymuszające na studentach dokładne cytaty z wykładu czy idealne definicje jakiegoś zagadnienia.

            A spróbuj własnymi słowami wyjaśnić jakieś zjawisko czy rozwiązać problem inaczej niż na wykładzie podali. Ndst. i proszę się nauczyć następnym razem albo dost. i no cóż bo odpowiedzi nie były takie jak powinny i nie będziemy o tym dyskutować.

            cóż przyznam, że kucie na pamięć było moją słabą stroną to też musiałem się pogodzić z 'docenianiem' podejścia rozumowego do postawionego pytania czy zagadnienia.
      • lord.wiader Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 08:59
        Ot, madrze napisane. Po reformie gimnazjalnej zauwazylem, ze o ile na calym roku dalej byly 1-2 osoby wybitne (= z wiedza + ciekawskie + kreatywne + skuteczne), to poziom tzw. "tla" obnizyl sie niemilosiernie w stosunku do ostatnich rocznikow 8-klasowej podstawowki. Oznacza to mniej wiecej tyle, ze jak ktos jest dobry za sprawa cech wrodzonych i zaangazowania rodzicow, to system edukacji mu w rozwoju nie przeszkadza. Ale "sredniakow" system spycha do poziomu bruku.
      • mark211 Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 09:08

        AGH, wydział elektryczny skończyłem 1983. Uważam, że uczelnia bardzo dobra. Poziom nauczania znakomity. Ale.. brak porządnych praktyk zawodowych. W ramach praktyk przerzucaliśmy ziemię łopatami zamiast przyuczać się do przyszłego zawodu we właściwych firmach. Następna sprawa nie mniej ważna to kwalifikacje zawodowe. Świeżo upieczony inżynier nie ma żadnych uprawnień: projektowych, budowlanych a nawet SEP. To po prostu żenada. Tego typu uprawnienia moim zdaniem powinno się nabywać w ramach praktyk wakacyjnych a może i nie tylko wakacyjnych. Rozumiem jednak, że istnieją potężne lobby czerpiące korzyści z różnego rodzaju egzaminów , które nie mają zamiaru tej sytuacji zmienić. W końcu Polska jest mistrzem świata w ilości zawodów wymagających dodatkowych uprawnień. A mistrzem Polski jest lobby telekomunikacyjne, które do odbioru instalacji telefonicznej, która jest prosta i bezpieczna wymaga uprawnień budowlanych. Aby zaś zdobyć takie uprawnienia trzeba być absolwentem telekomunikacji, odbyć dwuletni staż na budowie i zdać bardzo trudny egzamin państwowy. Kuriozum! I cóż jest wart inżynier w Polsce?
        • pak4 Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 09:31
          Widziałem, że wyższa uczelnia (prywatna) zamawiała kurs z uprawnieniami (nieobowiązkowy, ale darmowy). I studenci na to szli.
          Ale generalnie rzecz biorąc masz rację
        • bogda35 Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 11:28
          mark211 napisał:

          >
          > AGH, wydział elektryczny skończyłem 1983. Uważam, że uczelnia bardzo dobra. Poz
          > iom nauczania znakomity. Ale.. brak porządnych praktyk zawodowych. W ramach pra
          > ktyk przerzucaliśmy ziemię łopatami zamiast przyuczać się do przyszłego zawodu
          > we właściwych firmach. Następna sprawa nie mniej ważna to kwalifikacje zawodowe
          > . Świeżo upieczony inżynier nie ma żadnych uprawnień: projektowych, budowlanych
          > a nawet SEP. To po prostu żenada. Tego typu uprawnienia moim zdaniem powinno s
          > ię nabywać w ramach praktyk wakacyjnych a może i nie tylko wakacyjnych. Rozumie
          > m jednak, że istnieją potężne lobby czerpiące korzyści z różnego rodzaju egzami
          > nów , które nie mają zamiaru tej sytuacji zmienić. W końcu Polska jest mistrzem
          > świata w ilości zawodów wymagających dodatkowych uprawnień. A mistrzem Polski
          > jest lobby telekomunikacyjne, które do odbioru instalacji telefonicznej, która
          > jest prosta i bezpieczna wymaga uprawnień budowlanych. Aby zaś zdobyć takie upr
          > awnienia trzeba być absolwentem telekomunikacji, odbyć dwuletni staż na budowie
          > i zdać bardzo trudny egzamin państwowy. Kuriozum! I cóż jest wart inżynier w P
          > olsce?
          jestem "starym" inżynierem.Dyplom w 1958 r.Egzamin na uprawnienia budowlane cięższy od pbrony dyplomu,zdawany przez cały dzien przed pięcioma komisjami złożonymi z prawdziwych fachowców.Dopiero 1,5 roku na budowie na stanowisku majstra oraz 1,5 r.w biurze projektów na stanowisku asystenta projektanta zrobiło że mnie (ze studiami włącznie,oczywiście) materiał na fachowca- ale dopiero material. Kazda budowa była inna i kazda wymagała ciąłego uczenia sie - w sumie przez całe życie .Jak poparcujesz to nabierzesz pokory co do swojej wiedzy i zrozumiesz że Politechnika to dopiero poczatek.
      • tijgertje Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 09:25
        warsz-awka, mialam "przyjemnosc" doswiadczyc na wlasnej skorze tego, co opisujesz. Ze wzgledu na nietypowy sposob myslenia (zwany zaburzeniami) mysle obrazami, widze inne rzeczy niz wiekszosc i czesto znajduje nietypowe rozwiazania. Szkola to byl koszmar, bo na sile upychano mnie w ramki, w ktore nijak sie nie miescilam. Mialam na szczescie kilku madrych nauczycieli, ktorzy dopasowywali wymagania do moich mozliwosci, ale trafilam na kilka koszmarow. Np ostatnie lata w liceum mialam matematyke z nauczycielka, ktora zupelnie zabila we mnie zamilowanie do tego przedmiotu. Zanim zrobilam na tablicy zadanie, musialam wyklepac kropka w kropke definicje i twierdzenia z ksiazki, odnaszace sie do danego zagadnienia. Jako, ze mysle obrazami, czytajac twierdzenie widzialam je, wiedzialam o co chodzi i moglam zrobic kazde zadanie. Co z tego, skoro pani sie w glowie nie moglo pomiescic, ze wkucie wszystkiego na pamiec to istny koszmar i zjechalam na slabe 3:/ Na koniec udalo mi sie dobic do 4, na maturze wszystko robilam sama i zadania dodatkowego na 6 mi nie uznano, bo "nie tym sposobem". Po szkole krazyly sciagi i calkiem spora grupa osob dostala oceny celujace, choc nikt sie tego nigdy po nich nie spodziewal. Ja nigdy nie potrafilam sciagac, za bardzo sie balam;) Nigdy tez nie czulam sie tak niesprawiedliwie potraktowana. Zrozumialabym, gdybym popelnila chocby jakis blad w wyliczeniach, ale jedynym wytlumaczeniem nauczyciela bylo "bo to nie tym sposobem mialo byc". W opisie zadania o sposobie nic nie bylo, ale nikt nie wiedzial co zrobic z niestandardowym mysleniem:/
        Super za to wspominam moje dyskusje na egzaminach na uczelni, gdy przekonywalam wykladowce, ze nie ma racji;) Nie dosc, ze mnie nie wyrzucali, to jeszcze to cenili:)

        Moj mlody chodzi do holenderskiej szkoly. Wprawdzie to dopiero poczatek, ale widze, jak inne jest podejscie. Jak nauczycielce tlumaczylam, ze dziecko nie umie na pamiec tabliczki mnozenia, tylko robiac zadania przy swoim stoliku wie, gdzie znalezc wynik (dzieki czemu isiaga ponadprzecietne rezultaty), to jeszcze sie ucieszyla,ze on taki kreatywny;)
        • pawelekok Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 09:35
          Ciekawe, że wszyscy zachwalają tu szkoły zachodnie za rozwijanie kreatywności i samodzielności myślenia. Mój znajomy gdzieś okolo 10 lat temu pomógł w Niemczech córce swego kolegi rozwiązać trudne zadanie z pracy domowej. Nauczyciel matematyki pofatygował się do rodziców osobiście i powiedział, że zadanie było rozwiązane w sposób niestandardowy, nie taki jak on nauczał i on nie życzy sobie by rodzice tak córkę uczyli. On chce mieć klasę pod kontrolą, a nie poradzi sobie z tym, jesli każdy będzie wyskakiwał z jakimiś innowacjami.
        • nauczyciel_pl Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 10:44
          > moglo pomiescic, ze wkucie wszystkiego na pamiec to istny koszmar i zjechalam
          > na slabe 3:/ Na koniec udalo mi sie dobic do 4, na maturze wszystko robilam sam
          > a i zadania dodatkowego na 6 mi nie uznano, bo "nie tym sposobem". Po szkole kr
          > azyly sciagi i calkiem spora grupa osob dostala oceny celujace

          Jak to przeczytałem to jakbym siebie zobaczył, historia identyczna, zmiana w 5 klasie technikum nauczyciela matematyki z doświadczonego na świeżo upieczona absolwentkę matematyki, zjazd z 5 na 3, ocena na maturze 4, ale w moim przypadku zdawałem egzamin łączony na politechnikę i praca była oceniana jeszcze raz ale na uczelni i politechnika oceniła ją na 6. Jedyna różnica to taka, że w całej szkole nikt nie dostał 6 na maturze :)

          Też mam problemy z pamięciowym "opanowaniem" materiału więc od uczniów tego nie wymagam.
    • m.godwin Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabryki... 23.04.12, 07:54
      Jeśli PZU (firma od ubezpieczeń) należy do "największych polskich pracodawców", to sytuacja gospodarcza jest dramatyczna.

    • fifrock Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabryki... 23.04.12, 07:59
      wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,11491243,Uczelnie_polskie_i_amerykanskie__kosmiczna_przepasc.html
      I tyle w temacie.
      • extrafresh Co produkuje PZU? 23.04.12, 08:03
        Z doświadczenia wiem, że firma ta (jak i inni ubezpieczyciele) żyje z dymania
        ubezpieczonych i niewypłacania należnych świadczeń.
        • leming666 Re: Co produkuje PZU? 23.04.12, 08:13
          I o to tu chodzi.
          Każdy pracownik musi myśleć samodzielnie i indywidualnie dymać ubezpieczonych aby czasem nie dostali odszkodowania lub ewentualnie jak najniższe :)
          Coś w temacie jest ale, że akurat PZU z nim wyskoczył to dla mnie jest kuriozum :)
        • szatek100 Re: Co produkuje PZU? 23.04.12, 08:29
          extrafresh napisał:

          > Z doświadczenia wiem, że firma ta (jak i inni ubezpieczyciele) żyje z dymania
          > ubezpieczonych i niewypłacania należnych świadczeń.

          You made my day :) Rzeczywiście, o ile nawet banki i "fundusze inwestycyjne" obracają jednak jakimiś wartościami, o tyle rolą firm ubezpieczeniowych jest przede wszystkim sprzedawanie dobrego samopoczucia - do czasu wypadku oczywiście :)
    • xaliemorph Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabryki... 23.04.12, 08:01
      Pełna zgoda z małym ale. Jak i uczelnie dziś odstają od potrzeb rynku i kształcą młodych ludzi bujając w obłokach bądź zastaniach jeszcze z czasów PRL tak pracodawcy żądają za nic 100% oszlifowanego produktu końcowego nie chcąc dać nic w zamian. Niestety taka prawda że do tanga trzeba dwojga. Więc zarówno i uczelnie ale również i pracodawcy winni współpracować. Kiedyś, w innych krajach to bardziej normalne, nie było niczym dziwnym jak pracodawca wyszkalał nowych pracowników i inwestował w ich rozwój. Dziś mamy postawę roszczeniową obu stron. Uczelnie chcą produkować studentów niczym w manufakturze a pracodawcy chcą pracowników wyszkolonych za darmo, oczekując finalnego produktu który jest gotów pracować na 200% przez trzy lata a potem wymiana.
      • ipta Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 08:06
        Polskie uczelnie ,może i produkują taśmowo ~~ buble .
        Ale dzięki temu Ich pracownicy maja pracę.
        I o to chodzi.
        • bogda35 Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 11:40
          ipta napisał:

          > Polskie uczelnie ,może i produkują taśmowo ~~ buble .
          > Ale dzięki temu Ich pracownicy maja pracę.
          > I o to chodzi.
          jedno pytanie - czego chca od studiów studenci ? miłych pięciu lat t.zw."studenckiego zycia" na koszt rodziców z pełna nieopowiedzialnościa ? zdania egzaminów byle były zdane, prac pisanych z internetu? czy- zdobycia rzetelnej wiedzy,świadomości że uczy sie dla poznania tej wiedzy a nie zdanego egzaminu,że egzamin to sprawdzian własnej samooceny,praca samodzielna pomaga ta wiedze stosowac i przyswajac ? sądze że to ostatnie kryterium jest ostatnim co wielu studentom przychodzi do głowy.Oni maja wbity schemat - papierek "dyplomu" w ręće = dobra płaca i dobra praca ,i za odpowiada zły rząd że tak to w zyciu nie dziala.
      • a.lojewska Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 08:07
        xaliemorph napisał:

        > Pełna zgoda z małym ale. Jak i uczelnie dziś odstają od potrzeb rynku i kształc
        > ą młodych ludzi bujając w obłokach bądź zastaniach jeszcze z czasów PRL tak pra
        > codawcy żądają za nic 100% oszlifowanego produktu końcowego nie chcąc dać nic w
        > zamian. Niestety taka prawda że do tanga trzeba dwojga. Więc zarówno i uczelni
        > e ale również i pracodawcy winni współpracować. Kiedyś, w innych krajach to bar
        > dziej normalne, nie było niczym dziwnym jak pracodawca wyszkalał nowych pracown
        > ików i inwestował w ich rozwój. Dziś mamy postawę roszczeniową obu stron. Uczel
        > nie chcą produkować studentów niczym w manufakturze a pracodawcy chcą pracownik
        > ów wyszkolonych za darmo, oczekując finalnego produktu który jest gotów pracowa
        > ć na 200% przez trzy lata a potem wymiana.
        Pełna zgoda z małył ale:) Dyskutowaliśmy przez ok. 2 godz. ważny projekt; cały zespół był kreatywny, wspaniały, etc. ale doszło już do tworzenia projektu, mój asystent: "to co mam w tę kratkę wpisac":(
        • a.lojewska Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 08:08

          > Pełna zgoda z małył ale:) Dyskutowaliśmy przez ok. 2 godz. ważny projekt; cały
          > zespół był kreatywny, wspaniały, etc. ale doszło już do tworzenia projektu, mój
          > asystent: "to co mam w tę kratkę wpisac":(
          • gregviii Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 09:41
            skoro "kratka" miała mętny opis to co się dziwisz, że asystent nie wiedział co ma autor na myśli.

            tak ogólnie to NIC twój opis nie mówi, nic! Czym innym jest kreatywność a czym innym bezmyślne wypełnianie tysiąca rubryczek bo komuś to jest potrzebne [nie koniecznie wtajemniczając co konkretnego i gdzie wpisać].
      • pawelekok Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 09:50
        Kiedyś pracodawcy udzielali studentom stypendiów w zamian za obowiązek iluś lat pracy w ich firmie po skończeniu studiów. Taki system posypał sie w latach 80-tych, kiedy to była nadprodukcja studentów, zaczęło się już faktyczne bezrobocie i kryzys gospodarczy, pracodawcy nie byli zainteresowani rozwojem a utrzymaniem się na powierzchni. A potem jeszcze przyszły przemiany ustrojowe, zmiana struktury własnościowej i gospodarczej, jeszcze większe bezrobocie. Dziś okazuje się, że w Polsce zaczyna brakować fachowców. Odchodzi pokolenie tych wykształconych za komuny i nie ma kim ich zastąpić. Pracodawcy chcieliby kształcić ich sami, ale muszą mieć dobry produkt wyjściowy, człowieka, który po skończonych studiach ma przynajmniej podstawową wiedzę w danej branży, umie samodzielnie myśleć, chce się uczyć i rozwijać, chce pracować. Inaczej jego przysposobienie jest zbyt kosztowne, a gdy pracodawca chce trochę odzyskać zainwestowanych w wykształcenie takiego pracownika środków (wolniejsze podwyżki płac), to on odchodzi do konkurencji. Większość dzisiejszych absolwentów nie nadaje się nawet na zmywak, bo tam trzeba zasuwać, a oni oczekują nie wiadomo czego. Tzn. wiadomo, pensji prezesa, nie zdają tylko sobie sprawy jak mało potrafią i jak są mało przydatni dla pracodawcy.
    • panibalcerkowa Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 08:02
      Ta fabryka niestety zaczyna się już na wcześniejszym etapie. Absolwent szkoły wyższej lub "wyższej" jest uwieńczeniem całego cyklu edukacji - to produkt radosnych reform ostatniego dziesięciolecia.
    • art.usa.live Ważne żeby uczyli się podrabianej histori. 23.04.12, 08:05
      Bo inaczej nieroby ociemniałe tu Polscy historycy, nie będą mnieć pracy.
      Przykładowo taki student z Polski musi opowiadać bzdury historyczne,
      na zachodnim rynku.
      I taki student, może być i inteligenty, ale jak zacznie pieprzyć takie głupoty,
      to nikt go nie będzie brał poważnie.
      Inwestycje państwowe w dzieci są przyszłością państwa.
      Ale pieniądze można wydać tylko raz;- Czyli szkolnictwo Polskie,
      musi od korzeni być zreformowane.

      Kto depcze tylko w swe ślady nie wyprzedzi nikogo.

      Jest prawie nie możliwe pochodnie prawdy,
      przez tłum nieść, by komuś brody nie podpalić.
      (Georg Christoph Lichtenberg)
    • pzgr Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabryki... 23.04.12, 08:06
      1. Na pocz. lat 90-tych studiowało 17% każdego rocznika. Dziś ponad 50%.
      Prosta statystyka wskazuje, że dzisiaj studiują ludzie, którzy kiedyś skończyliby zawodówkę.
      2. Program szkół średnich dziś zbliżony jest do owej zawodówki, i dlatego na studiach uczy się "teorii i podstaw". Ale wybaczcie, jak uczyć statystyki ludzi, którzy nie mieli wcześniej rachunku prawdopodobieństwa (ja miałem w podstawówce i liceum).
      3. Może by tak jeszcze ktoś zauważył, że nakłady na szkolnictwo wyższe i naukę realnie maleją od wielu lat, a doktorat zapewnia pensję na poziomie sprzątaczki.

      Te trzy rzeczy oznaczają, że niedopłacani wykładowcy hurtowo uczą niezbyt lotnych studentów tego, czego nie nauczono ich w podstawówce.
      To i co się dziwić.
      • trzy.14 Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 08:41
        Ad 1. Zgoda.
        Ad 2. Pewien (niezmienny w czasie) odsetek młodzieży otrzymuje edukację średnią na takim samym poziomie, jak 20 lat temu (o czym świadczą wyniki olimpiad przedmiotowych), jednak większość młodzieży w klasach "masowych" idzie po linii najmniejszego oporu i na maturze zdaje WoS / geografię, a potem wybiera studia adekwatne do swojego fantastycznego przygotowania ogólnego. To dlaczego ktoś się dziwi, że lądują na bezrobociu?
        Ad 3a. Kto ma zapewnić "godziwą" pensję doktorowi, szczególnie doktorowi historii czy pedagogiki, socjologii? Chyba nie "państwo", które już i tak 21 lat łożyło na jego wykształcenie? Przypominam, że studia doktoranckie to studia 3. stopnia i tylko niewielki odsetek ich absolwentów ląduje na państwowych posadach w państwowym szkolnictwie wyższym i instytutach badawczych.
        Ad 3b. Nakłady na naukę od 2-3 lat idą w górę dzięki środkom unijnym, to jest fakt bezsporny
        4. Za produkcję bezrobotnych w dużym stopniu odpowiada organizacja uczelni państwowych. Po pierwsze, samorządność akademicka doprowadziła do sytuacji, gdy wydziały są niezależnymi księstwami zazdrośnie strzegącymi swoich aktywów - etatów. Dlatego np. zajęcia "infomatyzujące" na studiach społeczno-humanistycznych są odwalane "po łebkach", niemal jako dopust boży (nie znam przypadku wydziału społecznego, na którym istniałby jakikolwiek plan tych zajęć - im wystarczy, że przyjdzie ktoś z instytutu informatyki(/mat/fiz) i coś tam przez semestr powie do grupy 30 studentów siedzących przy 10 komputerach). Jeśli robi się statystykę, to najchętniej własnymi siłami. Potem taki absolwent nie tylko nie rozumie tej statystyki (co najwyżej używa gotowych recept w standardowych sytuacjach), ale ma kłopoty z tak elementarnymi umiejętnościami, jak czytanie wykresów (!) [wykresy logarytmiczne to abrakadabra] czy ich elementarna analiza (ekstrapolacja, interpolacja, aproksymacja).
        5. U nas był realizowany projekt ze środków unijnych na dostosowanie umiejętności absolwentów do potrzeb rynku pracy. Koszmarne pieniądze, zaangażowanie wielu osób z uczelni i firm. Projekt wypracował pewne rozwiązania, jednak nikt na uczelni ich nie wdrożył, patrz punkt 4. Teraz ten sam projekt realizowany jest na sąsiedniej uczelni i efekt będzie TAKI SAM, czyli scenariusz grecki.
        • pak4 Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 09:39
          > Ad 3a. Kto ma zapewnić "godziwą" pensję doktorowi, szczególnie doktorowi histor
          > ii czy pedagogiki, socjologii?
          Rozumiem, że przedmówcy nie chodziło o pensję doktora w przemyśle prywatnym, czy nawet w IPN, a o stawki uczelniane.

          > Ad 3b. Nakłady na naukę od 2-3 lat idą w górę dzięki środkom unijnym, to jest f
          > akt bezsporny
          A pytałeś kiedyś na co idą?
          Bo ja widzę spore inwestycje, od dobrej dekady, na szkolnictwo wyższe (nie mylić z nauką). Ale większość inwestycji idzie w budynki: nowe kampusy z wyposażeniem i infrastrukturą. Czasem w laboratoria (wyraźny przypływ gotówki). I tu jest właściwie kropka
      • aeromonas Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 08:49
        Masz w 100% rację, Według mnie masowy dostęp do "wyższego wykształcenia" spowodował dramatyczny spadek jego poziomu, a hasło "pieniądze idą za studentem" doprowadziło do katastrofy. W efekcie - pieniądze żadne, studenci mniej niż słabi, a kadra przepracowana i wciąż zastraszana redukcją - paradoksalnie - pomimo kilkukrotnego wzrostu liczby studentów i prawie niezmienionej liczbie nauczycieli akademickich jest nas "za dużo".
        Z drugiej strony, czego "praktycznie" można nauczyć studentów np. biologii? Oni mają znać i rozumieć przyrodę. Przy okazji uczą się korzystać z pewnych metod badawczych.
        Nad tym, żeby byli twórczy, uczyli się stawiać pytania i na nie odpowiadać w oparciu o dostępną wiedzę, a także sami ją tworzyć pracujemy przez 2 lata studiów magisterskich. Niestety, z tych studiów także już robi się szkółkę i na samodzielną pracę badawczą, a potem porządkowanie jej wyników w postaci pracy magisterskiej zostaje już coraz mniej czasu. Doskonale wiem, ile go potrzebuję dla swoich 5-6 magistrantów i to jest wielokrotnie więcej niż zapisane w moim pensum. Także sami studenci są coraz mniej zainteresowani studiowaniem, bo są zajęci innymi sprawami. Oni chcieliby "przyswoić widzę" w kilku prostych punktach. Samodzielne dochodzenie do wiedzy, analizowanie i porządkowanie informacji ich nie interesuje.
        • pak4 Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 09:43
          Co do praktycznego uczenia
    • maksiu110 ! 23.04.12, 08:10
      "Tak im zależy, byś ty był konsument
      Nie myślał, działał jak instrument "

      "' bo im tylko o to chodzi abyś sam nie mógł mysleć, abyś sam nie mógł chodzić"...

      Całe życie w Polsce jest tak zorganizowane, by tyrać jak najwięcej i płacić jak największe podatki. Ponadto jesteś po to, by zagłosować na partię, która non-stop mówi, że jest dobrze, fajnie i coraz lepiej.
      A jak już zagłosujesz to możesz młodo umrzeć, by nie zawracać dupy jakąś emeryturą...
    • apolog To oczywista oczywistosc 23.04.12, 08:11
      Nauczono mnie szablonowej wiedzy, obejmujacej teoretyczne, naukowe podstawy, ktore miast 5 lat mozna by przekazac w pierwszym roku. Studia zbyt długie, które przekazuja zbedna wiedze i ucza bezmyslnych formulek i definicji. Czas dokonac rewolucji w oswiacie.
    • jacekzwawy Pracodawcy wycwanili się 23.04.12, 08:12
      Jak już ktoś zauważył nie w tym problem, że polscy absolwenci są źle przygotowani, lecz w ogromnym bezrobociu w Polsce. Przez to bezrobocie pracodawcy wycwanili się i zrezygnowali z przyuczani do zawodu w firmie, chcą mieć wszystko na gotowe, chcą tylko pracowników z wieloletnim doświadczeniem zawodowym. To się nie zmieni, dopóki bezrobocie w Polsce nie spadnie co najmniej o połowę. Muszą jeszcze wyjechać ze 4 miliony Polaków zagranicę.

      Jak to jest zagranicą? Np. w dobrze mi znanych Niemczech kandydat na recepcjonistę w hotelu przychodzi przez pierwszy tydzień ZA PIENIĄDZE, NIE ZA DARMO do pracy na zmianę innych kolegów i ci koledzy z pracy pokazują mu jak obsługiwać program komputerowy hotelowy HS 3, jak drukować dokumenty z programu (meldunek, rachunki), jaz robić rezerwacje itd. I ten tydzień wystarczy by opanować wszystko. Z kolei kandydat na maszynistę kolejowego w prywatnych kolejach operujących w Nadrenii-Północnej Westfalii przechodzi 9-miesięczne przeszkolenie, za które płaci Job Center i w tym czasie otrzymuje zasiłek na życie.
      Nauka zawodu, podczas której uczeń zawodu otrzymuje od firmy pieniądze (Ausbildung) odbywa się generalnie w firmach, a nie w szkołach zawodowych, ale najważniejsze, że miejsc nauki zawodu w firmach (Ausbildungsplätze) jest pod dostatkiem.

      Można wiec polskim pracodawcom odpowiedzieć: skoro chcecie mieć pracowników z dobrymi umiejętnościami, to ich sobie wykształćcie. A jak nie, to zamknijcie buzie cwaniaki, którzy korzystając z bezrobocia w tuskowym raju chcielibyście mieć wykształconego pracownika za darmo!
      • xaliemorph Re: Pracodawcy wycwanili się 23.04.12, 08:25
        Cieszę się że więcej ludzi zwraca uwagę na ten problem. Problem bezrobocia w Polsce też istnieje z powodu ściany jaką napotyka przyszły pracownik. Ściany wymagań. Ergo w Polsce nie ma problemu ze znalezieniem pracowników bo jak widać pracodawcom odpowiada dzisiejsza sytuacja i ani się nie kwapią korzystać ze wzorców z innych krajów gdzie normalnym jest przyuczanie do zawodu. Wniosek? Z kraju muszą wyjechać jeszcze ze dwa pokolenia zanim elyty i polityczne jak i biznesowe otworzą oczy ze zdziwienia i staną sami pod ścianą. Albo imigranci albo plajtujemy.
    • pumpernik Dziwne. 23.04.12, 08:14
      Częściowo Klesyk ma rację, dziwne tylko,
      że chwali się ukończeniem kursu księgowości MBA,
      ale nie chwali się tym, że ukończył KUL.
      • bolek33 Re: Dziwne. 23.04.12, 09:53
        Pumpernik - dzięki! podejrzewałem, że coś z tym Panem Klesykiem jest nie tak, ale wyjasniłeś mi wszystko...

        Otóz Panie Klesyk - jezeli chcesz Pan mieć dobrych ludzi do pracy, to niech Twoja firma:
        - finansuje studenckie konferencje z zakresu prawa ubezpieczeniowego,
        - organizuje seminaria z przedstawicielami firmy dla studentów,
        - wspiera studencki ruch naukowy,
        - umożliwia odbywanie płatnych i bezpłatnych staży w firmie,
        - organizuje warsztaty z zakresu prawa ubezpieczeniowego,
        - ustanawia stypendia dla studentów zainteresowanych ubezpieczeniami,
        - i jeszcze 10 innych rzeczy.

        Tak robią firmy podatkowe i audytorskie - zamiast strugania z siebie wielkiego menedżera po KUL-u - i nie nie narzekają na niedouczonych czy tez oderwanych od praktyki studentów.

        Dziwne, ze menedżer po MBA i NBA nie wie takich podstawowych rzeczy... Tam tego nie uczyli?

        Ale po artykule wszyscy wiedzą, co Pan ukończył - i juz z tego powodu - warto pisać1
        • 1borgia Re: Dziwne. 23.04.12, 10:19
          dyrektor pzu ma racje, ale najwiecej do powiedzenia maja bezrobotni siedzacy przed kompem.
          oni beda wyznaczac standardy jakosci, beda mowic o zdolnosciach praktycznych, beda wypowiadac sie o przyszlosci polskiej mlodziezy i te przyszlosc ksztaltowac.

          oni- siedzacy przed komputerem powiedza dyrektorowi zarzadzajacemu 12 tys. zespolem pracownikow majacym miedzynarodowe doswiadczenie, co ma robic.

          brawo polsko! brawo!

          92 % maszyn na calym swiecie pochodzi z niemiec. merkel otwierajac wczoraj targi w hanoverze podkreslila koniecznosc dalszej zwiekszonej inwestycji w badania i technologie. ktos slusznie napisal, ze w pl ksztalci sie marketingowycow czyli specjalistow od niczego. moze wreszcie warto zaczac ksztalcic specjalistow od czegokolwiek?

          borgia
          • najlepszygeorge Re: Dziwne. 23.04.12, 14:33
            "oni- siedzacy przed komputerem powiedza dyrektorowi zarzadzajacemu 12 tys. zespolem pracownikow majacym miedzynarodowe doswiadczenie, co ma robic. "

            Poprawka, po pierwsze ten Pan zaczynał karierę w zupełnie innej rzeczywistości gospodarczej (obecnie MBA już jest przeżytkiem), a po drugie PZU to moloch ze zbudowaną marką oraz pokaźną grupą klientów, więc ostrożny byłbym co do kompetencji i osiągnięć tego Pana.
    • degust Polacy dajcie se spokój. 23.04.12, 08:16
      To są mrzonki, że polska będzie innowacyjnym krajem. Mrzonki rozpylane przez ministra boniego są takimi samymi mrzonkami jak sny o wielkiej polsce, roztaczane przez prezesa kaczyńskiego. Dajcie se spokój polacy z tymi nierealnymi marzeniami. Róbcie swoje, ale nie rzucajcie się tak, więcej pokory i realnej pracy.
      Kultura, Nauka, Przemysł, Jedzenie... wszystko to wtórne albo pośledniejsze wobec zachodu, tygrysów azjatyckich itp.
      Już nawet rosjanie są bardziej charakterni.
    • droch Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 08:16
      A z drugiej strony, można by zapytać, co zrobił w tej sprawie Pan Prezes? Czy Pan Prezes mógłby uzupełnić swoją wypowiedź, ile warsztatów PZU odbyło ze studentami, ile praktyk z realną możliwością podjęcia pracy zaproponowało, ile stypendium dla zdolnych studentów ufundowało? Czy PZU ma jakiś problem rekrutowania najlepszych? A może jedyne, co mogą zaproponować dla wybitnego studenta, to 1'800 brutto?
      • szatek100 Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 08:42
        Nie od dziś wiadomo, że W takich dużych, dochodowych państwowych firmach (przeważnie monopolistach) płaca i warunki pracy są średnio najlepsze w całej gospodarce. Problemem jest to, że zwykle połowa najlepszych stołków i tak jest zarezerwowana dla "krewnych i znajomych królika". Sam widzę takie przypadki, gdzie ludzie pozbawieni doświadczenia i wykształceni na słabiutkich uczelniach- lecz "powiązani", dostają dobre posady w firmach gazowniczych czy energetycznych z pensją na początek przekraczającą średnią krajową, natomiast ludzie ze znacznie wyższymi kwalifikacjami całują klamkę- czy w PZU jest inaczej?
      • vogon.jeltz Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 10:30
        > A może jedyne, co mogą zaproponować dla wybitnego studenta, to 1'800 brutto?

        Podejrzewam, że ich przeceniasz. Zapewne na początek jest to darmowy staż.
    • 10robo10 Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabryki... 23.04.12, 08:16
      Jakie prezes PZU ma wykształcenie?
      Ile umiał gdy zaczynał?
      Czy jego stanowisko wynika z jego zdolności i wiedzy czy z innych przyczyn?

      • lignan Brawo... doskonały post o klesyku... 23.04.12, 08:23
        a co on takiego zrobił w pzu..??? korzysta z monopolu po molochu jakim było pzu i ciagle traci udziały, zaniża odszkodowania a poziom serwisu jest żenujący... i on smie pouczać innych...
    • an59za Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabryki... 23.04.12, 08:18
      Pan Klesyk powiedział prawdę, lecz także również ... o sobie. Sam jest nieudacznikiem nomenklaturowym. Dobrze byłoby, gdyby zaczął od siebie i podał się do dymisji.
    • jan.fils Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 08:20
      Autorzy chyba nie zauważyli jednego, dość podstawowego faktu. Otóż w chwili obecnej jest bardzo wyraźny podział na uczelnie, które uczą i uczelnie, które zarabiają na głupocie studentów.

      Osobiście nie słyszałem, aby jakikolwiek absolwent dziennego kierunku na MIMUW miał jakikolwiek problem z pracą. Ale tam jest selekcja przy naborze, ostry zapierdziel i selekcja na studiach. To przynosi wymierny efekt.

      Jak ktoś pójdzie na zaoczną politologię, gdzie przyjmują wszystkich jak leci, a następnie golą z kasy, to niech nie ma pretensji do nikogo, oprócz siebie, że później nie ma pracy.
      • wypisz-wymaluj Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 08:42
        > Jak ktoś pójdzie na zaoczną politologię, gdzie przyjmują wszystkich jak leci, a
        > następnie golą z kasy, to niech nie ma pretensji do nikogo, oprócz siebie, że
        > później nie ma pracy.

        No tak, ale czy myślenia można nauczyć? Przeciętniak nie zmieni się w bystrzaka tylko dlatego, że skończy kierunek na MIMUW.
        • jan.fils Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 09:05
          Mylisz - przyczyna => skutek.

          To nie jest tak, że (nie poszedł na MIMUW) => (pozostał głupi), tylko (był głupi) => (nie poszedł na MIMUW).
          • wypisz-wymaluj Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 09:24
            O tym właśnie mówię. Powszechnie namawia się do studiowania kierunków ścisłych, bo po politologii nie ma pracy. A prawda jest taka, że jak ktoś nie jest wystarczająco inteligenty to skończenie "lepszego" kierunku mu nie pomoże. Co widzę doskonale po absolwentach informatyki (i innych kierunków ścisłych), którzy przychodzą na stanowisko helpdesk, bo "programowanie" to oni nie bardzo...
    • wejsunek42 głupotą była likwidacja matmy na maturach 23.04.12, 08:22
      co ludzi myślenia oduczyło... drugą głupotą były szkoły prywatne gdzie uczniowie i rodzice faktycznie terroryzowali (kasa..kasa) nauczycieli ..trzecią głupotą wyższe szkoły typu słońce i pogoda..( też kasa).....
      Przeciętny maturzysta sprzed 30 lat zjadłby wiedzą i myśleniem większość dzisiejszych absolwentów szkół wyższych.....
      • big.ot bzdury 23.04.12, 09:02
        wejsunek42 napisał:

        > co ludzi myślenia oduczyło... drugą głupotą były szkoły prywatne gdzie uczniowi
        > e i rodzice faktycznie terroryzowali (kasa..kasa) nauczycieli ..trzecią głupotą
        > wyższe szkoły typu słońce i pogoda..( też kasa).....

        Człowieku, sam fakt uczenia się RACHUNKÓW (bo tym w większości matematyka na poziomie liceum) nie świadczy o tym, że ktoś rozumie matematykę (na poziomie liceum oczywiście). Problem nie polega na ilości godzin matematyki albo na jej absencji w programie i na maturze tylko na tym CZEGO się na niej uczy, a PRÓBUJE się uczyć tego co uczyło się jeszcze za czasów PRL i tu jest pies pogrzebany.


        > Przeciętny maturzysta sprzed 30 lat zjadłby wiedzą i myśleniem większość dzisie
        > jszych absolwentów szkół wyższych.....

        Czy to "cudowne" pokolenia wykształconych w PRL, nie są przypadkiem właśnie u władzy dając popis swojej wiedzy (BUL Komorowskiego, hymn Kaczyńskiego itd. itp). Czy to przypadkiem nie oni są odpowiedzialny za autostrady na Euro (a raczej ich brak). Czy to nie ich przenikliwe myślenie spłodziło kontrakty dające GWARANTOWANĄ premię (znajomym?). Czy to przypadkiem nie oni ukrywają listę nieuczciwych przedsiębiorców fałszujących żywność solą drogową ? Czy to nie przypadkiem oni dowodzą "naukowo", że w Smoleńsku był zamach ?

        Można tak jeszcze długo ....
        • radon13 Re: bzdury 23.04.12, 09:12
          A kto ich wybierał ? Zapewniam że bedzie jeszcze gorzej, nadprodukcja pseudomagistrów powoduje frustracje.
          • big.ot Re: bzdury 23.04.12, 09:20
            radon13 napisał:

            > A kto ich wybierał ?

            Hmmmm w znacznej mierze przez dzieci boomu powojennego...kształcone w PRL ;) Nie mówię tylko o PO mówię o całej szajce POPiSLD
        • vogon.jeltz Re: bzdury 23.04.12, 10:41
          > Człowieku, sam fakt uczenia się RACHUNKÓW (bo tym w większości matematyka na po
          > poziomie liceum)

          Teraz - tak. Ale jeszcze 20 lat temu tak nie było. Rachunek prawdopodobieństwa, pochodne, całki i liczby zespolone - to nie są rachunki, a wszystko to miałem w LO (fakt, że mat-fiz).

          > Czy to "cudowne" pokolenia wykształconych w PRL, nie są przypadkiem właśnie u
          > władzy dając popis swojej wiedzy (BUL Komorowskiego, hymn Kaczyńskiego itd. itp)

          Przecież to są humaniści (aka "logiczne myślenie jest mi obce")! A pozostałe przykłady podane przez ciebie mają tyleż wspólnego z poziomem edukacji, że faktycznie nie uczy się właściwych postaw etycznych i obywatelskich, od najwcześniejszych lat szkolnych przymykając oko na oszustwa w postaci ściągania.
          • big.ot Re: bzdury 23.04.12, 11:43
            > Teraz - tak. Ale jeszcze 20 lat temu tak nie było. Rachunek prawdopodobieństwa,
            > pochodne, całki i liczby zespolone - to nie są rachunki, a wszystko to miałem
            > w LO (fakt, że mat-fiz).

            Niby rozumiesz, a jednak nie do końca. Sam fakt istnienia w programie rachunku prawdopodobieństwa, pochodnych, całek i liczba zespolonych (obecnie w zasadzie oprócz całki i liczb zespolonych to JEST w programie rozszerzonym) nijak się ma do ich rozumienia przez uczniów.

            Naprawdę można liczyć całki i pochodne nie rozumiejąc ich pojęć. Z resztą całki na dobrą sprawę liczy się już w gimnazjum (kiedyś w 7-8 klasie podstawówki), a jednak jak zapytasz dziecko czy policzyło w życiu całkę idę o zakład, że odpowiedź będzie brzmiała nie. Pochodne tez można z powodzeniem liczyć nie mając zielonego pojęcia czym są.

            Wniosek jest taki, że ilość materiału nijak się ma do rozumienia otaczającego nas świata. Myślałem, że to właśnie rozumienie świata i umiejętność wyciągania zeń potrzebnych wniosków jest celem edukacji, a nie realizowanie minimum programowego sprzed 20 lat ...

            > Przecież to są humaniści (aka "logiczne myślenie jest mi obce").

            Ale co to ma za znaczenie? To kolejny stygmat polskiego społeczeństwa - sztuczny podział edukacji na "ścisłą" i "humanistyczną".
            • vogon.jeltz Re: bzdury 23.04.12, 12:23
              big.ot napisała:

              > Naprawdę można liczyć całki i pochodne nie rozumiejąc ich pojęć. [...]
              > Pochodne tez można z powodzeniem liczyć nie mając zielonego pojęcia czym są.

              Ale przecież nie chodzi o to, żeby rozumieć definicję pochodnej czy całki, tylko żeby wiedzieć, do jakich zjawisk można je zastosować. Np. że pochodna to nie jest jakiś tam limes przy delta iks zmierzającym do zera, tylko że w świecie rzeczywistym obrazuje ona szybkość zmiany jakiejś wielkości. Przykład z mojego liceum (które realizowało archaiczny program sprzed 20 lat): pojęcie pochodnej wprowadziła nauczycielka fizyki, bo było jej po prostu potrzebne, żeby coś objaśnić - wszyscy najpierw zrobili wielkie oczy... Po czym gdy przyszła kolej na pochodne na matematyce, większość już intuicyjnie wiedziała, co to jest i dlaczego tak.

              > Wniosek jest taki, że ilość materiału nijak się ma do rozumienia otaczającego
              > nas świata. Myślałem, że to właśnie rozumienie świata i umiejętność wyciągania
              > zeń potrzebnych wniosków jest celem edukacji

              Dzisiejszej edukacji w Polsce?! Chyba cię pogięło. Celem dzisiejszej edukacji podstawowej i średniej jest rozwiązywanie testów. Co jest celem edukacji wyższej - sam się czasem zastanawiam...
    • vibhisana Prezes PZU kaprysi... 23.04.12, 08:23
      i dlatego niech otworzy swoją wyższą uczelnię i pokaze jak kształcić. Jakby usłyszał co w swoim życiu zawodowym robiłem, to by sie zamknął "pierdzistołek". Stare koncepcje kształcenia i zatrudniania sie przeżyły. Dzisiaj zwykły malarz czy murarz musi posiadać trochę wiedzy interdyscyplinarnej i jednocześnie specjalistycznej. A Klesyk zamiast pieprzyć farmazony niech się weźmie do roboty, a nie zrzuca jej na uczelnie, które w polskich warunkach nie są w stanie zgadnąć gdzie znajdą prace ich absolwenci.
    • szatek100 Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 08:25
      Widać mamy kolejną odsłonę akcji pt. "jak wyjaśnić fenomen, iż bezrobocie wśród osób młodych zbliża się powoli do 30% a wśród tych, którzy już jakimś cudem mają pracę, ok 65% pracuje na umowach śmieciowych". Dlaczego na stanowiskach, na które w Polsce bezskutecznie dobijają się osoby z dwoma dyplomami, w Wielkiej Brytanii z powodzeniem pracują ludzie po maturze? Czy rzeczywiście w naszej typowo bananowej gospodarce bez R&D, siedzib zarządu, laboratoriów na gwałt potrzeba ludzi wykształconych? Moim zdaniem - pytanie retoryczne.

      Pan Prezes niech lepiej się zajmie swoją niezbyt dobrze ocenianą firmą, zamiast tracić czas na rzeczy, za które mu nie płacą.
    • wejsunek42 tysiące absolwentek od zarządzania i marketingu 23.04.12, 08:27
      moga sobie zarządzać... zawartością majtek... tylko paradoksalnie ludzi do roboty brakuje
    • nowotka1 Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabryki... 23.04.12, 08:28
      Wyższa uczelnia, to nie kurs przysposobienia zawodowego. Studia wyższe nie są nauką zawodu, tylko kształceniem świadomości. Nigdy i nigdzie nie było tak (i nie jest), że absolwent zaraz po studiach obejmuje stanowisko odpowiadające swojemu wykształceniu i doskonale sobie z tym radzi (w każdym razie, jeśli się to zdarza, to niezmiernie rzadko i dotyczy raczej artystów, a nie inżynierów). Na studiach zdobywa się wiedzę, a na stażu – umiejętność jej wykorzystania w konkretnych sytuacjach, specyficznych dla danego stanowiska i przedsiębiorstwa.
      • koles_ziom Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 08:50
        Piszesz bzdury. Jakieś 20 lat temu było właśnie tak jak napisano, wychodził człowiek z tytułem magistra (szczególnie uczelni technicznej) i można go było rzucić na głęboką wodę, bo doskonale dawał sobie radę. A aktualny system kształcenia rodem z USA - kraju debili i wtórnych analfabetów - produkuje właśnie takich niemyślących "magistrów" którzy 20 lat temu mieliby problem z ukończeniem szkoły zasadniczej, lub innej zawodówki.
        Prosty przykład, w pewnej firmie powiązanej pośrednio z przemysłem, szanowny Pan Magister uczelni technicznej, nie potrafił wykonać najprostszych działań matematycznych mając w ręku długopis i kawałek kartki, ponieważ nie widział ile to jest pierwiastek z 2, stwierdził, że bez kalkulatora nie jest w stanie policzyć potrzebnych wartości. Było to wprost żenujące i kariera Pana Magistra zakończyła się na okresie próbnym, a aktualnie powiększa grono bezrobotnych, uciskanych przez system. Zadaj to pytanie gimnazjalistom z ostatniej klasy, tak samo z liceum o profilach innych niż mat-fiz, też nie będą tego wiedzieli...
        Jest to żałosne, ale takie mamy szkolnictwo.
      • eti.gda Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 23.04.12, 14:21
        nowotka1 napisał:

        > Wyższa uczelnia, to nie kurs przysposobienia zawodowego. Studia wyższe nie są n
        > auką zawodu, tylko kształceniem świadomości. Nigdy i nigdzie nie było tak (i ni
        > e jest), że absolwent zaraz po studiach obejmuje stanowisko odpowiadające swoje
        > mu wykształceniu i doskonale sobie z tym radzi (w każdym razie, jeśli się to zd
        > arza, to niezmiernie rzadko i dotyczy raczej artystów, a nie inżynierów). Na st
        > udiach zdobywa się wiedzę, a na stażu – umiejętność jej wykorzystania w k
        > onkretnych sytuacjach, specyficznych dla danego stanowiska i przedsiębiorstwa.

        Otóż to! Ja tak miałem. Najpierw staż (w PRL obowiązkowy), potem pierwsze poważne zadania, po 3 latach stanowisko kierownicze średniego szczebla. Gdybym zapisał sie do PZPR, może zostałbym dyrektorem. Ale też nie narzekam. Na stanowisku specjalisty też miałem niezła pensję, potem, już za "demokracji" nawet bardzo dobrą. Tylko że było pewne "ale": moje wykształcenie to nie była jakaś tam "politologia", "socjologia" czy inna bujdologia, tylko konkretna specjalność techniczna - elektronika i telekomunikacja. Co prawda w tamtych czasach nikomu nie śniło się o takich urządzeniach, jak dzisiaj, ale podstawy teoretyczne już były. Potem wystarczyło tylko samemu douczać się tak teoretycznie, jak i praktycznie.
      • equipage Re: Prezes PZU oskarża polskie uczelnie: To fabry 08.05.12, 23:47
        nowotka1 napisał:

        > Wyższa uczelnia, to nie kurs przysposobienia zawodowego. Studia wyższe nie są n
        > auką zawodu, tylko kształceniem świadomości. Nigdy i nigdzie nie było tak (i ni
        > e jest), że absolwent zaraz po studiach obejmuje stanowisko odpowiadające swoje
        > mu wykształceniu i doskonale sobie z tym radzi (w każdym razie, jeśli się to zd
        > arza, to niezmiernie rzadko i dotyczy raczej artystów, a nie inżynierów). Na st
        > udiach zdobywa się wiedzę, a na stażu – umiejętność jej wykorzystania w k
        > onkretnych sytuacjach, specyficznych dla danego stanowiska i przedsiębiorstwa.

        To nie zawsze prawda. Studiowałem na WAT i PG - różnica kolosalna. Skończyłem Wydz. Budowy Maszyn Okrętowych lecz bez dyplomu, bo promotor kazał mi robić jego pracę poleconą a ja chciałem swoją siłownię. W pół roku z projektanta przeskoczyłem na kierownicze stanowisko w stoczni i działałem tak 14 lat. Odszedłem za granicę, bo kazali mi realizować "spieprzoną" dokumentację. Po roku linia wyleciała w powietrze za ... 700 mil starych złotych. Winnych nie ma, ale ja w tym nie uczestniczyłem. A kilku magistrów inżynierów wysłałem do warsztatu. Niestety nic nie mogłem zrobić z podobnymi dyrektorami z nasłania partyjnego.
    • ja_niezyczliwy A co dają od siebie pracodawcy? 23.04.12, 08:28
      Pomijam sprawę "odmóżdżania" w szkołach, i poziom kształcenia na wyższych uczelniach.. o tym już było wcześniej..
      Ale mam jedno pytanie?
      Jak uczyć praktyki?
      Uczelnie nie mają kasy na laboratoria i stworzenie np. linii produkcyjnej.. (mam na myśli uczelnie techniczne) zresztą nie zawsze się da. Odpowiecie: "Można nawiązać współpracę z dużymi zakładami i organizować praktyki w trakcie studiów."
      Tak. Tylko, że większość pracodawców nie wpuści na halę produkcyjną studentów, aby im pokazać jak ona wygląda, nie mówiąc już o praktykach.. Wiem bo próbowałem coś takiego załatwić. Normy, przepisy, zakazy. kiedyś nawet w podstawówce chodziło się "zwiedzać" różne wytwórnie/przetwórnie.. teraz nie wolno. Do tego dochodzi strach, że po studiach ktoś pójdzie do konkurencji i "sprzeda" tajemnice firmy..
      czyli potrzebne są:
      a.) regulacje prawne dopuszczające "osoby postronne" do produkcji.. - to oczywiście uogólnienie
      b.)chęci pracodawców do szukania kontaktu z uczelniami i współpracy - na uczelniach (przynajmniej u mnie) taka chęć jest..
    • 1_monterro skończyłem uczelnię techniczną 23.04.12, 08:31
      na 4 roku zacząłem szukać pracy w zawodzie. I od większości szefów firm usłyszałem, że jestem nikim bo nie mam kilkuletniego doświadczenia.
      Wymagania większości pracodawców:
      młody zaraz po studiach z 10 letnim doświadczeniem :))))
      ale fakt, że studia dały teorii dużo, a staże w okresie letnim niewiele uczą praktyki.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka