trzecie.dno
31.01.05, 19:12
Gorące emocje jakie rozbudzila lista IPN-u, ochrzszczona jako lista
Wildsteina, a dla rozumiejących-inaczej “lista ubecka”, nie spowodowała
dyskusji na temat znacznie ważniejszy.
Mamy wolną prasę. Pomijając tendencyjne publikacje GW do czego każda gazeta ma
prawo oraz jawną jej manipulację do czego żadna gazeta nie ma prawa, w związku
z tą sprawą, zasadnicze pytanie brzmi czy można już mówić o w pełni sprawnych
mediach w IIIRP.
Wiadomo, że lista żyje swoim życiem nie od momentu “sensacyjnego” sobotniego
artykułu GW. Dla osób mniej zorientowanych od póltora tygodnia istnienie jej
jest publiczną tajemnicą. Można Bronkowi przypisywać dobrą i złą wolę, dorbry
lub zły gust. Dziwi mnie mechanizm jaki stoi za tą cała sensacją.
“Wyzwoliciel” Wildstein bardzo chciał, aby wiedza o liście zasobów IPN stała
sie wiedzą publiczną. I tak się stało. Dziwnie późno. Zastanawiając się
dlaczego tak późno wniosek staje się oczywisty. Chyba mediom zabrakło odwagi
(wylączając Prześwietlików z TVN24, którzy zajeli się sprawą). Przez poand
tydzień TVN nie podjeło ponowmie tematu. Mało tego, żadna gazeta tym się nie
zajeła. Nikt nie chciał sparzyć się gorącym kartoflem. I z jakim skutkiem? Po
tygodniu przebywnia w popiołach kartofel jest jeszcze gorętszy w postaci
“ubeckiej listy”, a przecież kartofel nadawał się do konsupcji już wcześniej.
Wystarczyło, żeby Rzepa poinformowała o charakterze i możliwości korzystania
z listy zasobów IPN przy pomocy terminala w archiwum tej instytucji.
Wystarczyłaby notka przy okazji jakiegoś artykułu o lustracji lub IPN-ie.
Konsekwencje takiej informacji byłyby jednoznaczne. Sprawa była wyjasniana i
ochrzczona. GW razem z Jackiem Zakowskim nie mialo by szansy wywołać
sztucznej histerii. Lista Wildsteina przestała być odkryciem, a robienie z
niej senacji byłoby nawet dla fanów GW manipulacją najczystszej wody. No bo
jak wyjasniać wyjaśnioną historię “ubeckiej listy”? Lista okazała się zwykłym
katalogiem bibliotecznym IPN-u i zwykłe gazety i inne media powinny pisać o
tej zwykłej liście.. Niezwykłość tej listy mogłaby tylko dostrzec niezwykła
gazeta. Sceptycy z pewnością dostrzegliby ową niezwykłość listy, ale
lansowanie ubeckiej nazwy byłoby już za dużym poetyckim natchnieniem i zbyt
późno podjętą próbą jak na głowy szanownych redaktorów czytających konkurencje
z zawodowego obowiązku. Wyszliby na idiotów bez żadnego alibi. Konkurencja
skorzystałaby natychmiast, a biedne społeczeństwo nie powiesiłoby się na hak
swego ograniczenia.
Widać po raz kolejny jak oczywiste działania mogą być storpedowane strachem
przed lustracją. Media bały się zneutralizować sprawę w oczywisty sposób.
Publikując prawdę! Okazuje się, że lustratorzy i lustratorzy-inaczej tak byli
pochłonięci samolusrowaniem i lustrowaniem innych, że nie wiedzieli, że
istnieje taka pomoc w lustracji jak lista inwentaryzacyjna zasobów IPN.
Dziennikarze śledczy pochłonięci śledztwem nie zauważyli, że stoją pod latarnią.
Skoro strach przed lustracją potrafił spętać umysły i ręce czwartej władzy, to
usunięcie wrzodu nieprzeprowadzonej lustracji trzeba zrobić chirurgicznie. I
byc może Bronek widział hipokryzje zainteresowania lustracją i permanentnne
konsekwencje jej braku. Zachowanie jego jest kwestią smaku. Tylko, że on chyba
jedyny zauważył i przyznał się do braku smaku. Za to inni tego nie zrobili i
próbują go weksmitować z salonu jako enfant terrible.
Triumf Czuchnowskiego, Wronskiego, Stasińskiego i koleżków nad Wilsteinem
będzie ostatecznym
dowodem jaki to jest smak. Jeśli Bronek wyleci z Rzepy, to może będzie to
dowód na jakieś standarty (ocierające się o hipokryzje), ale nie wszędzie
nawet takie standarty obowiązują.
Gdzie były wolne media przez ten czas, odkąd ta lista funkcjonowła w
szlachetnym dziennikarskim środowisku? Wszyscy pochowali głowy w piasek.