exist
30.04.05, 02:00
Abstrahujac od glownego watku, ale jednak o lajdakach...
Dopiero wczoraj porozmawialem z moimi rodzicami nt strajkow '80 i '89.
Okazalo sie, iz moj ojciec w czasie gdy konczyl sie w Polsce komunizm byl
jednym z ostatnich ok300gornikow na kopalni Manifest Lipcowy (dzis Zofiowka),
ktorzy nie zrezygnowali dobrowolnie ze strajkowania.
Kiedy bylo jasne, ze wladza chce rozmawiac zorganizowano blizej nieokreslony
'OBIAD'.
Udalo sie tam ok12 osob i 6 z nich nie usiadlo przy stole razem z niedawnymi
kolegami, lecz z przedstawicielami wladzy.
Jak to moj ojciec ujal: "Wszystko dla mnie stalo sie w tym momencie jasne".
Dotychczas z wielkim dystansem podchodzilem do 'rewelacji' o rzekomym ukladzie
z wladzami komunistycznymi. Moze nawet przy Okraglym Stole nie bylo takich
rozmow. Faktem natomiast jest, ze ludzie bezposrednio wspolpracujacy z
uczestnikami spotkan w Magdalence ze strony Solidarnosci nie mieli czystych
intencji. Moze nawet Ci bezposrenio uczestniczacy w rozmowach nie mieli
pojecia o 'sprzedanych idealach'. Wladza 'kupila' regionalnych dzialaczy, a
wiekszosc ze szczytow Solidarnosci nie miala pojecia, ze uczestniczy w
teatrzyku odgrywanym na potrzeby historii.
Co mnie najbardziej bulwersuje, to nie zlo, ktore czynili Ci "ludzie".
Poraza mnie bezczynnosc dobrych. Smutne, ze po raz kolejny sprawdza sie znane
powiedzenie. Te 6osob (w tym moj ojciec i chrzestny) powinni byli poinformowac
ta reszte z 300walczacych do konca gornikow, ze dokonala sie zdrada. Powinni
byli walczyc. Byc moze wladze komunistyczne nie poszly na takie ustepstwa i
zginelo by od kul wiecej gornikow, ale ten system by i tak w koncu upadl, a
tak czuje tylko niesmak.
pozdrawiam