Dodaj do ulubionych

NIEWYGODNY

12.07.05, 13:44
Bronisław GEREMEK (ADLE, PL) wyraził ogromną satysfakcję spowodowaną faktem,
że "wystąpiła w tej tak ważnej sprawie, jak sprawa ukraińska, jedność
stanowisk między Radą, Komisją Europejską i Parlamentem Europejskim". Ale
jego zdaniem to Parlament Europejski, jako pierwszy "zrozumiał czym jest
kolor pomarańczy w Europie" i dzięki temu "dzisiaj Parlament Europejski w
kolorze pomarańczy wpisuje się w historię Europy". Bronisław GEREMEK
przypomniał początki ruchu Solidarność "który jest także u podstaw istnienia
Europy". Bronisław GEREMEK wyraził życzenie "aby głos polskiego parlamentu
był także w tym obecny. Polski parlament był pierwszym, który przyjął
oficjalnie przedstawiciela ukraińskiej opozycji" i protestował przeciwko
poczynaniom władzy.


Zaapelował do Parlamentu Europejskiego aby "powiedział jasno, że kłamstwa i
fałszu nie akceptuje i wyborów nie uzna, że oczekuje iż prawda, zasada
państwa prawa zwycięży także w Ukrainie i że nikt przemocą jej pognębić nie
może. I że wobec tego PE wyraża solidarność z tymi, którzy na ulicach Kijowa
w chłodzie czekają na wynik, który dałby im satysfakcję". Podsumowując swoje
przemówienie poseł Bronisław GEREMEK powiedział: "Ukraina otworzyła się na
Europę. Panie i Panowie Europa się musi otworzyć na Ukrainę".

Filip ADWENT (IND/DEM, PL) zarzucił deputowanym Parlamentu
Europejskiego "tendencję do zbytniego upraszczania widzenia sytuacji na
Ukrainie". Mówił nawet o "oślepieniu". "Jeden obóz przedstawiany jest jako
całkiem czarny, drugi jako całkiem biały. Kiedy pragnie się dawać lekcje
demokracji i mówić o standardach, należy postępować tak, aby ta demokracja
obowiązywała wszystkich" powiedział. Na poparcie swojej tezy o
nacjonalistycznych i rasistowskich wypowiedziach niektórych zwolenników
Wiktora Juszczenki cytuje ulotki wyborcze z zachodniej Ukrainy. Poseł Filip
ADWENT zakończył swoje przemówienie słowami: "niech żadne państwo nie wtrąca
się już w sprawy wewnętrzne Ukrainy".

Michał KAMIŃSKI (UEN, PL), który przemawiał po nim, ostro skrytykował słowa
posła ADWENTA. Przypomniał, że Unia Europejska "nie wtrąca się w wewnętrzne
sprawy Ukrainy i nie popiera danego kandydata na prezydenta, lecz popiera
wolność". Nie zgodził się z zarzutami dotyczącymi nacjonalistycznych wątków w
kampanii wyborczej Wiktora Juszczenki i zaproponował, aby skupić się na
przypadkach antysemityzmu i nacjonalizmu, które zdarzają się w Polsce.

W imieniu posłów Niezrzeszonych Marek CZARNECKI (NI, PL) wyraził poparcie
dla "tych, którzy walczą o to, co dla nas jest chlebem powszednim: wolność".
Przypomniał niedawne wydarzenia w Serbii i w Gruzji, które są dowodem na
to, "że można odwrócić rezultat sfałszowanych wyborów". Skrytykował brak
reakcji Unii Europejskiej, która dopiero po drugiej, sfałszowanej turze
wyborów prezydenckich zaczęła wydawać "piski protestu". Zdaniem posła
dzisiejsza postawa Parlamentu Europejskiego "ratuje honor Europy".

Posłanka Grażyna STANISZEWSKA (ADLE, PL) pochwaliła "zdecydowane działania
Unii Europejskiej w sprawie kryzysu ukraińskiego". Jest to dowód na to,
że "warto było wejść do Unii Europejskiej", ponieważ "dzięki temu jesteśmy w
grupie, która jest w stanie obronić naród, który stara się wybić na
niezależność".

Jerzy BUZEK (PPE/DE, PL) podkreślił silne zaangażowanie ukraińskiego
społeczeństwa obywatelskiego. Dowodem tego zaangażowania była bardzo wysoka,
ponad 80% frekwencja wyborcza. Teraz, "po 10 dniach spędzonych w chłodzie, to
społeczeństwo jest wyczerpane i niecierpliwe", dlatego też Parlament
Europejski powinien "zająć jasne stanowisko w tej sprawie". Zaapelował do
władz ukraińskich o zorganizowanie drugiej, prawdziwie demokratycznej tury
wyborów i o wysłanie dużej liczby niezależnych obserwatorów. "1000
obserwatorów jest potrzebnych, wnoszę zatem o ustalenie takiej liczby. Będzie
to dowód na to, że otwieramy się na Ukrainę".

Bogdan KLICH (PPE/DE, PL) mówił o "zaraźliwym pomarańczowym bakcylu
wolności", który zaatakował ukraińskie społeczeństwo i w bardzo szybkim
tempie rozprzestrzenił się po Parlamencie Europejskim. Mówił także o
podwójnym trudnym egzaminie, przed którym stoi społeczeństwo ukraińskie i
Unia Europejska. "Społeczeństwo ma zdać egzamin dojrzałości politycznej a my
musimy stanąć na wysokości zadania". Dlatego też poseł proponuje utworzenie
stałej misji poselskiej Parlamentu Europejskiego w Kijowie.

Dział Prasowy

Parlamentu Europejskiego





Obserwuj wątek
    • sredni4 Re: NIEWYGODNY 12.07.05, 14:13
      Ciężarówka z wzmocnioną kabiną i kierownicą po prawej stronie, wspinając się
      powoli na wiadukt skręciła nagle na prostym odcinku drogi przed wiaduktem na
      jadące naprzeciwko samochody i kompletnie zniszczyła dwa z nich. Na drodze nie
      było żadnych śladów hamowania czy przeciwreakcji jej kierowcy. Polski kierowca
      ciężarówki który jak wykazują obecne badania nie spał za kierownicą i był
      trzeźwy ,po stwierdzeniu że nie wie jak to się stało został wypuszczony . W
      wyniku wypadku zmarli Filip Adwent ,jego ojciec ,matka ,19 letnia córka i dwaj
      pasażerowie drugiego jadącego za nim samochodu. Pogrzeb Europosła na cmentarzu
      w Milanówku był wielka manifestacją pamięci i wdzięczności współrodaków. Obecni
      na nim byli liczni polscy i europejscy politycy oraz delegacje społeczne.
      Szkoda jednak, że nie potrafiono wznieść się ponad partyjne podziały i pogrzebu
      tego nie uhonorowano obecnością przedstawicieli regionalnej władzy Podkarpacia
      dla którego człowiek ten tak wiele uczynił
    • sredni4 Re: NIEWYGODNY 12.07.05, 14:58
      Filip Adwent dodawał: „Społeczeństwa w ogromnej większości nie chcą żywności
      genetycznie modyfikowanej. Będą więc szukały i kupowały produkty tam, gdzie nie
      ma podejrzeń o dokonywanie manipulacji genetycznej. To wielka szansa dla
      polskiego rolnictwa”.
    • sredni4 Re: NIEWYGODNY 12.07.05, 15:01
      Bez wątpienia atutem Filipa Adwenta jest biegła znajomość języka francuskiego,
      niemieckiego i angielskiego. Znajomość problematyki unijnej potwierdził w
      swoich książkach. m.in. „Dlaczego UE jest zgubą dla Polski”, oraz „Wyprzedaż
      polskiej ziemi”. Myślę, że z tych powodów F. Adwent będzie dużym wsparciem dla
      polskich europosłów.
    • sredni4 Re: NIEWYGODNY 12.07.05, 15:08
      Ignorancja nie jest usprawiedliwieniem – List Filipa Adwenta do „Paris Match”
      Szanowny Pan

      Redaktor Naczelny "Paris Match"



      Szanowny Panie Redaktorze,

      Pragnę stanowczo zaprotestować przeciwko kłamliwym twierdzeniom, zawartych w
      czasopiśmie "Paris Match", numer 2906 z 27 stycznia 2005 r. Podpisy pod dwoma
      zdjęciami, które przedstawiają mężczyzn w mundurach w trakcie działań
      represyjnych w stosunku do Żydów, mówią o "polskich milicjantach", a następnie
      o "Granatowej Policji".

      Po pierwsze, zdjęcia absolutnie nie przedstawiają Polaków. Od licznych osób w
      Polsce, którym przesłałem wspomniane zdjęcia, otrzymałem tę samą odpowiedź:
      chodzi tu o formację słowacką pod nazwą Hlinkowa Garda, a zdjęcia pokazują
      moment aresztowania Żydów ze wsi Michalovce w 1942 r.

      Pani nie wie, czym była okupacja Polski
      Po drugie, nigdy nie było „milicjantów” w Polsce w czasie II Wojny Światowej.
      Taka formacja nie istniała. Jeśli chodzi o Granatową Policję – wyrażenie
      dosłowne użyte w podpisie to "la police bleu marine", będące aluzją do koloru
      munduru – którą mylnie utożsamiliście Państwo ze wspomnianymi milicjantami
      (mylnie, ponieważ ci nigdy nie istnieli), odnosi się do policji państwowej
      istniejącej w Polsce przed wojną. Po najeździe Niemców na Polskę we wrześniu
      1939 r., okupant zmusił wszystkich niższych rangą policjantów polskich do
      pozostania na swoich stanowiskach. W razie nieposłuszeństwa ryzykowali
      natychmiastowym aresztowaniem ich rodzin. W konsekwencji policjanci
      przyjmowali, jak każda istota ludzka, bardzo różne postawy. Jest rzeczą pewną,
      iż niektórzy podporządkowywali się tym nakazom, inni, niezwykle liczni,
      włączali się do Ruchu Oporu. W każdym razie, należy zrozumieć, że była to
      formacja całkowicie podporządkowana rozkazom niemieckim, z tego prostego
      względu, że jej członkowie nie mieli żadnego możliwego wyboru. A szczególnie
      należy zrozumieć, że Polska nie istniała w tym czasie (ponieważ formalnie
      została podzielona między Niemcami i Związkiem Radzieckim) i że ta policja była
      w istocie policją Generalnego Gubernatorstwa (rodzaj terytorium nie
      zaanektowanego przez Rzeszę Niemiecką, traktowanego jako doraźny zasób
      podludzi, których można było eksploatować). Nie można zatem mówić o polskiej
      policji sensu stricto. Otóż bardzo trudno jest rzucić kamieniem w kogoś z
      powodu jego przynależności do policji GG, z tej prostej przyczyny, powtarzam,
      że przedwojenni policjanci nie mieli prawa odejść ze służby.

      Po trzecie, stwierdzam, że, jak zwykle na Zachodzie, gdzie na przykład przyjęło
      się mówić ze skandaliczną lekkością o "polskich obozach koncentracyjnych"
      zamiast o "niemieckich obozach koncentracyjnych utworzonych w okupowanej
      Polsce" (czy kiedykolwiek napisano chociażby raz, że obóz Struthof w Wogezach
      był obozem francuskim?), nikt nie odnotowuje istnienia policji żydowskiej w
      gettach, szczególnie w getcie warszawskim. W tym to getcie, były setki
      policjantów żydowskich na terytorium o powierzchni kilkunastu hektarów. Kiedy
      czyta się wspomnienia Żydów, którzy ocaleli, są oni bezlitośni w oskarżaniu
      członków tej policji, przeprowadzała ona łapanki na terenie getta i wysyłała
      swoich rodaków do obozów śmierci. Czy chociażby raz wspomnieliście Państwo o
      tym? Jednakże, chcę to z całym naciskiem podkreślić, nie jest w żadnym razie
      moją intencją rzucać w tych żydowskich policjantów kamieniem. Ze względu na to,
      że byli w policji, ich rodziny unikały deportacji. W 2005 r. bardzo łatwo
      udzielać nam lekcji zachowania, ale czy jesteśmy w stanie powiedzieć, co
      zrobilibyśmy na ich miejscu w okupowanej, wojennej Warszawie? Być może
      zachowalibyśmy się tak, jak ci policjanci żydowscy. I jak policjanci polscy.

      Jesteście ignorantami
      Na następnej stronie Państwa pisma, po artykule ze zdjęciami, znajduje się
      bardzo interesujący wywiad. Interesujący, ponieważ ustawia rzeczy na właściwym
      miejscu. Chodzi o wywiad z Romą Ligocką, "dziewczynką w czerwonym płaszczu",
      znaną na całym świecie od czasów filmu "Lista Schindlera", która odpowiada na
      pytania jednej z Państwa dziennikarek. Na marginesie – odnotowuję liczbę pytań,
      jakie zadała, aby podkreślić antysemityzm polski (aktualnie jest to trend quasi
      obowiązkowy w mediach, wrócę jeszcze do tego): "Sądzi Pani, jak Daniel Cohn-
      Bendit, że Polacy ponoszą cześć odpowiedzialności za Shoah?" – „Nie można
      zaprzeczyć, że odbywały się u nich (u Polaków) już pogromy zanim Niemcy zajęły
      Polskę?" – „No przecież istniał antysemityzm w Polsce"... Na te pytania Roma
      Ligocka odpowiada w sposób godny podziwu, podkreślając absolutną niestosowność
      ustanawiania jakiejkolwiek paraleli między Polakami i Niemcami. Proszę jeszcze
      raz uważnie przeczytać jej słowa: "Nie ma [we Francji – F.A.] wystarczającego
      stanu wiedzy o tym, jak naziści zachowywali się w Polsce. Nie ma to nic
      wspólnego z sytuacją w okupowanej Francji. Był to reżim oparty na terrorze".
      Proszę zwłaszcza nie zapominać o zdaniu figurującym w tytule Państwa
      artykułu: "Polska była jedynym krajem, w którym ukrywanie Żydów było karane
      śmiercią".

      Powtarzam, nigdy nie potępiłbym Polaka za to tylko, że należał do policji tak
      zwanej polskiej, ani Żyda, za to tylko, że należał do policji żydowskiej w
      getcie, ponieważ – gdyby porównywalna sytuacja wydarzyłaby się dzisiaj – nie
      jestem w stanie powiedzieć, co zrobiłbym na ich miejscu. Mimo mojej obecnej
      determinacji w dążeniu do zachowania się jak "bohater". Ale prawdziwe pytanie
      brzmi: jak ten policjant zachował się konkretnie jako człowiek? Odpowiedź jest
      indywidualna.

      Żałuję bardzo, że poprzez komentarz umieszczony pod zdjęciami przestawiającymi
      mężczyzn w mundurach represjonujących Żydów, "Paris-Match" wpisuje się w
      kontekst kampanii prowadzonej od kilku lat w mediach zachodnich, polegającej na
      deprecjonowaniu – w sposób niemal systematyczny – wszystkiego, co polskie.
      Wydaje się w istocie, że rzecz polega na upokarzaniu Polaków na wszystkich
      płaszczyznach: ich zachowania się podczas wojny, ich religijności, itp. Gdyby
      podobne kłamstwa kierowano i upowszechniano przeciwko innym narodom, proszę mi
      wierzyć, występowano by masowo z procesami o zniesławienie, i to od dawna.
      Media zachodnie miały, na ich szczęście, do czynienia z władzami polskimi zbyt
      wstrzemięźliwymi w reakcjach wobec wspomnianych kłamstw. Dziś widzimy tego
      konsekwencje.

      Zrobiłby mi Pan wielką przyjemność czytając książkę świeżo napisaną przed dwóch
      amerykańskich dziennikarzy, niestety dostępną jedynie po angielsku i po
      polsku: "A Question of Honour" – „Sprawa honoru". Przeczytałby Pan w niej, w
      jak nadzwyczajny sposób Polska walczyła podczas II Wojny Światowej, i w jaki,
      nie mniej przykładny sposób – można by powiedzieć – została zdradzona przez
      swoich zachodnich sojuszników.

      Polska się nie zhańbiła
      Pragnę zwrócić również Pańską uwagę na książkę trochę wcześniejszą, tym razem
      francuską, napisaną przez Teresę Prekerową, zatytułowaną: „Żegota, komisja
      pomocy Żydom”. Książka jest poświęcona polskiej organizacji pomocy Żydom, nie
      mającej odpowiednika w całej okupowanej Europie. Wstęp napisany przez Pana
      Apfelbauma (który zechce mi wybaczyć, jeśli przekręcam jego nazwisko – cytuję z
      pamięci) jest absolutnie godna polecenia. Nie pamiętam nazwy wydawcy
      francuskiego, ale odnajdzie ją Pan bez trudu. Namawiam gorąco do lektury tych
      dwóch książek, aby mógł wyrobić sobie Pan bardziej sprawiedliwą opinię o tym,
      czym była walka Polaków o własne przetrwanie między 1939 a 1945 r. Ponieważ
      zaplanowano również holocaust polski...

      Łajdacy i zdrajcy istnieją wszędzie, i niestety, jest to stwierdzenie banalne.
      Polska oczywiście miała własnych łajdaków i zdrajców i nie jest z nich dumna.
      Ale Polska nigdy nie skapitulowała. Nigdy nie utworzyła rządu kola
      • sredni4 Re: NIEWYGODNY 12.07.05, 15:10
        Polska się nie zhańbiła
        Pragnę zwrócić również Pańską uwagę na książkę trochę wcześniejszą, tym razem
        francuską, napisaną przez Teresę Prekerową, zatytułowaną: „Żegota, komisja
        pomocy Żydom”. Książka jest poświęcona polskiej organizacji pomocy Żydom, nie
        mającej odpowiednika w całej okupowanej Europie. Wstęp napisany przez Pana
        Apfelbauma (który zechce mi wybaczyć, jeśli przekręcam jego nazwisko – cytuję z
        pamięci) jest absolutnie godna polecenia. Nie pamiętam nazwy wydawcy
        francuskiego, ale odnajdzie ją Pan bez trudu. Namawiam gorąco do lektury tych
        dwóch książek, aby mógł wyrobić sobie Pan bardziej sprawiedliwą opinię o tym,
        czym była walka Polaków o własne przetrwanie między 1939 a 1945 r. Ponieważ
        zaplanowano również holocaust polski...

        Łajdacy i zdrajcy istnieją wszędzie, i niestety, jest to stwierdzenie banalne.
        Polska oczywiście miała własnych łajdaków i zdrajców i nie jest z nich dumna.
        Ale Polska nigdy nie skapitulowała. Nigdy nie utworzyła rządu kolaborantów.
        Nigdy nie zorganizowała „milicji”. Nigdy nie planowała ani nie budowała obozów
        śmierci. Nigdy nie dostarczała żołnierzy do oddziałów SS dla Niemiec
        nazistowskich – podczas gdy inne narody to robiły, o czym się często zapomina.
        Nawet mała Łotwa miała swoją dywizję SS "Lettland". Nacjonaliści ukraińscy
        stworzyli dywizję SS "Galizien". Nawet Francja miała swoją dywizję SS "Karol
        Wielki", a jej żołnierze znajdowali się wśród ostatnich obrońców Berlina...

        Trochę więcej pokory i dokładności w prezentacji Historii nigdy nikomu nie
        zaszkodziło, a już na pewno nie tak znaczącemu pismu jak Pańskie.



        Proszę przyjąć, Szanowny Panie Redaktorze, wyrazy szacunku

        Bruksela, 1 marca 2005 r.

        Filip Adwent

        Poseł do Parlamentu Europejskiego, Polska

        • u-boot_88 Nie jestem psychiatrą... 12.07.05, 15:27
          .. ale rozmowa z samym sobą to chyba objaw paranoi.
          • sredni4 Bądz człowiekiem 12.07.05, 15:38
            Paranoją jest, że wielu wartosciowych ludzi ginie w tajemniczych wypadkach bez
            żadnego echa bohaterowie giną a geremki brylują na salonach
            • u-boot_88 Nie chcę być złośliwy.. 12.07.05, 15:49
              .. ale widać jeszcze jeden objaw - manię prześladowczą. Spiskowa teoria
              dziejów. Akurat sądzę, że śp. pan Adwent był postacią zbyt małego kalibru, by
              polowała na niego światowa żydokomunistyczna masoneria. Swoja droga
              tajemniczych zgonów troche jest: Papała, Falzmann...
              • sredni4 Spiskowa praktyka dziejów.Hitler-Stalin. 12.07.05, 15:58
                J. F. Kennedy - pieniądze i śmierć.

                Lichwa, gdy raz dostanie się do władzy, każdy Naród zrujnuje i doprowadzi do
                upadku. Nie warto mówić o suwerenności Parlamentu i demokracji dopóki rząd nie
                odzyska władzy emisji pieniądza i kredytu, i dopóki nie uzna się, ze jest to
                jego podstawowa i nienaruszalna powinność.
                William Lyon Mackenzie King (1935) – kanadyjski premier.



                John Fitzgerald Kennedy był najmłodszym prezydentem Stanów Zjednoczonych. Był
                także najmłodszym z nich wszystkich, kiedy umierał.

                Urodził się w Brookline, Massachusetts, 9 maja 1917 roku w zamożnej rodzinie. W
                1940 r. ukończył studia na prestiżowym Uniwersytecie w Harvard i od razu
                zaciągnął się do marynarki wojennej. W 1943 roku, łódź patrolowo – torpedowa
                (PT-109), którą dowodził, została staranowana przez japoński niszczyciel.
                Pomimo ciężkich ran, Kennedy do końca komenderował rozbitkami aż do czasu,
                kiedy zostali uratowani przez okręt Stanów Zjednoczonych.

                Po powrocie z wojny, z ramienia partii Demokratów, rozpoczął karierę jako
                zawodowy polityk. W 1961 roku, po publicznych debatach z Richardem Nixonem,
                które śledziła cała Ameryka, został wybrany trzydziestym piątym prezydentem
                Stanów Zjednoczonych. To właśnie z jego inauguracyjnego przemówienia pochodzą
                słynne już słowa: „Nie pytaj, co kraj może dla ciebie zrobić. Pytaj, co Ty
                możesz zrobić dla kraju”.

                Wkrótce po objęciu urzędu, Kennedy został zmuszony do podejmowania trudnych
                decyzji, od których zależał nie tylko los Stanów Zjednoczonych ale także i los
                całego świata. 13 sierpnia 1961 roku Sowieci ukończyli budowę muru
                berlińskiego. W odpowiedzi, prezydent Kennedy podwoił amerykański garnizon w
                Berlinie Zachodnim oraz zapowiedział znaczne powiększenie budżetu obronnego
                Stanów Zjednoczonych. To, jak się wydaje, do pewnego stopnia złagodziło
                sowiecki despotyzm w rejonie Europy Środkowej. Niemniej nie trwało długo, kiedy
                Moskwie zachciało się nowych awantur, tym razem w postaci szmuglowania na Kubę
                rakiet nuklearnych średniego zasięgu. W październiku 1962 roku cały świat
                wstrzymał oddech, kiedy z Białego Domu w Waszyngtonie wyszło
                ultimatum: „radzieckie okręty zawrócą z powrotem do ZSRR albo lotnictwo bojowe
                Stanów Zjednoczonych je zatopi”. Po pełnych napięcia kilkunastu godzinach,
                Moskwa zdecydowała zastosować się do rady prezydenta USA i zawróciła transport
                broni nuklearnej, w związku z czym cały świat znowu odetchnął z ulgą. Tyle
                tylko, że jak pamiętam, potem przez kilka lat jedliśmy sól z wielkiego worka,
                który mama kupiła na wypadek wojny.

                Natomiast wracając do głównego tematu dzisiejszego felietonu, to w listopadzie
                1963 roku J. F. Kennedy odwiedził Dallas, w Teksasie, w ramach nadchodzących
                wyborów prezydenckich, które miały odbyć się następnego roku. Około 12:30, na
                placu Dealey został śmiertelnie postrzelony. Zmarł 24 minuty później. Sylwetka
                prezydenta nie byłaby pełna, gdyby nie wspomnieć o książce, którą napisał w
                1957 roku: „Postacie odwagi” (Profiles in Courage) W tej pozycji, J. F. Kennedy
                opisuje dzieje ośmiu senatorów amerykańskich, którzy w imię prawdy i
                sprawiedliwości ryzykowali nie tylko swe kariery ale także i same egzystencje.

                Wszystkie te dane są powszechnie znane, jako, że pisano na ten temat wiele a
                dyskutowano w niemalże każdym kraju na kuli ziemskiej nawet więcej. Natomiast
                mniej znanym wydarzeniem z życia i działalności byłego prezydenta Stanów
                Zjednoczonych był fakt podpisania przez niego 4 lipca 1963 roku „Specjalnego
                rozporządzenia” (Executive Order) numer 11110.

                Treścią i zamiarem tego zarządzenia było przywrócenie prawa do emisji dolara
                amerykańskiego dla rządu Stanów Zjednoczonych. Jak zapewne PT. szanowni
                czytelnicy „Akcentu Polskiego” wiedzą (pisałem o tym w felietonie „Globalny
                Pacht”) pieniądze w USA są drukowane przez prywatną organizację, znaną pod
                nazwą „Federalny Bank Rezerw”. Jakie to ma czy też może jeszcze mieć
                konsekwencje dla całego amerykańskiego społeczeństwa – nie muszę chyba
                przypominać. Wystarczy tylko pomyśleć, że na przykład pieniądze potrzebne do
                kolejnej agresji międzynarodowej trzeba pożyczać od prywatnych właścicieli
                mennicy. Stąd zresztą tyle tych agresji, szczególnie w ostatnim stuleciu, wszak
                za każdą z nich stały w cieniu finansowe korporacje, wyławiające z rzeki krwi i
                łez tryliony dolarów, funtów, franków i dziesiątki innych walut. Natomiast
                rozporządzenie 11110 z dnia na dzień odbierało prawo do emisji pieniędzy przez
                prywatną organizację i, zgodnie zresztą z konstytucją Stanów Zjednoczonych”,
                przekazywało to prawo rządowi. Od tej pory dolar amerykański miał być oparty na
                srebrze i wolny od długu – to znaczy, że każdy cent miał mieć pokrycie w tym
                metalu, którego zasoby znajdowały się w skarbcu USA. (Dolary Federalnego Banku
                nie maja w ogóle pokrycia) W rezultacie, ponad 4 miliardy dolarów zostało
                wprowadzonych w obieg, w dwu i pięciodolarowych banknotach. Bilety dziesięcio –
                i dwudziestodolarowe były już wydrukowane ale nigdy nie weszły w obieg – śmierć
                dosięgła prezydenta J. F. Kennedy wcześniej.

                Porównując banknoty z napisem „Federal Reseve Note” oraz „United States Note”
                na pierwszy rzut oka nie widać większych różnic. Tyle tylko, że Federalne
                banknoty mają zieloną pieczęć i numer seryjny a te wydane przez rząd Stanów
                Zjednoczonych – czerwone.

                Momentalnie, po śmierci prezydenta, nowe banknoty zaczęto wycofywać z obiegu i
                dziś mają je już tylko kolekcjonerzy.

                Tak więc istotą rozporządzenia 11110 było zatrzymanie gwałtownie narastającego
                długu narodowego Stanów Zjednoczonych. Rzecz w tym, że Federalny Bank Rezerw
                jest w stanie wydrukować każdą ilość pieniędzy bowiem cały koszt
                przedsięwzięcia to papier i farba drukarska. Niemniej, na przykład na potrzeby
                wojny z Irakiem, pieniądze te są pożyczane rządowi Stanów Zjednoczonych na
                odpowiedni procent. I właśnie spłaty tych procentów osiągnęły obecnie tryliony
                dolarów. Ponoć nikt już nie wie, ile tak naprawdę Ameryka jest winna Bankowi
                Federalnemu bowiem nikt nie ma odwagi pytać. Mowa jest o trylionach dolarów i
                miliardach dziennych spłat, które są tylko procentami od procentów. Doszło już
                bowiem do tego, że Ameryka zaciąga pożyczki żeby spłacać odsetki od procentów.
                Tyle tylko, że pożyczki i spłaty wciąż są dokonywane w jednym i tym samym
                miejscu.

                Jeśli dodać do tego, że „główny księgowy” ministerstwa skarbu w 1963 roku
                (comptroller), zresztą osobiście nominowany przez J. F. Kennedy – James J.
                Saxon, prowadził politykę osłabiającą wpływy Banku Federalnego (głównie poprzez
                faworyzowanie banków nie zrzeszonych w FRB) obraz śmierci prezydenta staje się
                coraz bardziej klarowny.

                I ciekawa rzecz, Specjalne Rozporządzenie numer 11110 obowiązuje do dnia
                dzisiejszego. Tyle tylko, że każdy następny prezydent Stanów Zjednoczonych,
                poczynając od Lyndona Johnson, po prostu je ignoruje, i dalej zaciąga pożyczki
                z Banku Federalnego żeby spłacać odsetki. No, ale jak mawiał pewien ojciec,
                kiedy dzieci zanudzały go o kieszonkowe: „pieniądze nie liście i nie chcą
                rosnąć na drzewach”. I dlatego ci obywatele Stanów Zjednoczonych, którym się
                zdaje, że płacąc podatki budują świetlaną przyszłość swego kraju, są w grubym
                błędzie. To znaczy budują świetlaną przyszłość ale na pewno nie swojego kraju.



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka