Dodaj do ulubionych

Teologia w pułapce strachu

02.09.05, 20:24
Jeśli się nie mylę, to Chrystus polecił Swemu następcy: "Paś owieczki moje".
Nie powiedział nic w stylu "zwołaj je na naradę".
Obserwuj wątek
    • aby Twórcze błędy czy błędna twórczość 03.09.05, 21:01
      Jak odróżnić "błędy twórczych teologów" od 'twórczości błędnych teologów"? Czy
      dla autora to odróżnienie ma jeszcze jakieś znaczenie?
      • jozikan1 Re: Twórcze błędy czy błędna twórczość 03.09.05, 23:35
        Nie wiem jak dla autora, ale dla mnie twórczość to twórczość, a brak twórczości
        to większy błąd niż "błędna twórczość".
    • janl70 Sfrustrowany księżulek marzy o salonach 03.09.05, 23:22
      Trzeba by zapytać: Co z pragnieniem nieba u tego wielebnego? I jak on chce się
      tam dostać pisząc takie rozpaczliwe bzdety.
      Po przeczytaniu tekstu ks. Bartosia psychologowie mieliby wiele do powiedzenia.
      Ten księżulek ogrywa własną frustrację i tylko wszędzie widzi zagrożenie dla
      wolności myśli i słowa.
      Ciekawe kto sponsoruje tego sfrustrowanego księdza?
      • jozikan1 Re: Sfrustrowany księżulek marzy o salonach 03.09.05, 23:34
        Ale ty muuundry jesteś. I o tyle lepszy od "księżulka" co?
      • yellowhead Re: Sfrustrowany księżulek marzy o salonach 06.09.05, 14:53
        Pytanie, o Twoj stan psychiczny. Czy jest w ogóle ktoś, kto mógłby Ci pomóc
        kretynie.
      • wierzynek80 Re: Sfrustrowany księżulek marzy o salonach 10.10.05, 17:10
        Po co ludzie tacy jak Ty się w ogóle udzielają w sprawach o których nie mają
        pojęcia. Wiesz ty w ogóle co to paradygmat pozytywistyczny w nauce szary
        człowieczku?Wyznawcy radiomaryjnej teorii spisku dajcie sobie spokój z
        komentowaniem ks.Bartosia. To za wysoko dla was postawiona poprzeczka!
    • don.camillo Hipoteza czy twierdzenie? 03.09.05, 23:34
      Wygląda na to, że ks.Bartoś nie potrafi rozróżnić między hipotezą a
      twierdzeniem.
      Hans Kung został pozbawiony prawa nauczania w imieniu Kościoła katolickiego nie
      dlatego, że ktoś mu zabronił poszukiwań teologicznych ani za to, że stawiał
      różne hipotezy.
      Kung „poleciał” za nieuczciwość intelektualną, bo swoje prywatne teorie i
      hipotezy, często sprzeczne z nauczaniem Kościoła, przedstawiał jako
      obowiązującą wykładnię wiary Kościoła katolickiego.
      Nie chcąc zauważyć nieuczciwości Hansa Kunga, Ks. Bartoś sam popełnia
      nieuczciwość. Manipuluje prawdą i teologicznego oszołoma próbuje kreować na
      męczennika za wiarę.

      • awlasnie Re: Hipoteza czy twierdzenie? 14.10.05, 23:26
        Bardzo słuszna uwaga. Zastanawia mnie wytrwałośc Kunga ( w sumie bezczelna
        wytrwałość) przedstawiania swojej osoby jako teologa katolickiego, mimo
        pozbawienia go misji kanonicznej przez Stolicę Apostolską i swojej wierności
        kościołowi. W tym kontekscie jego "Weltethos" to już raczej ciekawostka...
        • awlasnie Re: Hipoteza czy twierdzenie? 14.10.05, 23:28
          errata: i ciągłe opowiadanie o swojej wierności Kościołowi.
    • js23 Niech sobie ksiądz założy swój kościół protestanck 04.09.05, 13:51
      i po "kłopocie" - pełna wolność

      Ksiądz sobie wprowadzi w nim kapłaństwo kobiet, nie będzie się zajmował "utrzymaniem stanu posiadania w postaci frekwencji na nabożeństwach" , znikną troski o "utrzymymanie i poszerzanie sfery wpływów" , a głoszenie Ewangelii przestanie być "walką o rząd dusz, o władzę nad człowiekiem".

      W takim kościele ksiądz będzie oczywiście podchodził "relatywnie" ['oczywiście' to co innego niż relatywizm] do sposobu przedstawiania "prawdy Ewangelii" przez poszczególnych kapłanów z księdza koscioła. Przecież duchowni nie "powinni mówić jednym głosem" - to zapewni księdza kościołowi pełną "wiarygodność" i "autentyzm" zamiast obecnej "martwoty i sztuczności" !

      ps. może ksiądz się odczepi do Radia Maryja i przestanie powtarzać brednie ? bo mam wrażenie , że ksiądz jest cokolwiek niespójny - z jednej strony ksiądz chce pełnej wolności dla siebie , a z drugiej nie szanuje tych którzy mają inny sposób widzenia świata...

      ps2. co się porobiło z tymi Dominikanami, to już wygląda na V kolumnę
      • jozikan1 Re: Niech sobie ksiądz założy swój kościół protes 04.09.05, 16:22
        Przepraszam, bo ja niepojętny jestem. V kolumna w stosunku do czego?
        • js23 Re: Niech sobie ksiądz założy swój kościół protes 04.09.05, 18:47
          > Przepraszam, bo ja niepojętny jestem. V kolumna w stosunku do czego?

          do Kościoła ma się rozumieć, pojmowanego w staromodny sposób , czyli inaczej niż go pojmują Księża-Michnikowcy

          ps. oczywiście uogólnienie nie dotyczy wszystkich dominikan
          • jozikan1 Re: Niech sobie ksiądz założy swój kościół protes 04.09.05, 19:57
            Rozumiem, ale pozwól, że jeszcze raz zapytam naiwnie? A dlaczego "inaczej niż
            Księża-Michnikowcy" miałoby być lepiej? Bo może jest tak, że ani "staromodni"
            ani "michnikowcy" sobie wzajemnie podsyłają V kolumny, albo nawet VI kolumny,
            VII kolumny i w ogóle kolumny, a kościół jest na kolumny odporny?
            • jozikan1 Re: Niech sobie ksiądz założy swój kościół protes 04.09.05, 19:59
              trochę mi nie wyszło stylistycznie, ale to dlatego, że się obok mnie XIX kolumna
              obaliła i ogłuszony jestem lekko. W każdym razie rozumiecie, o co mi chodzi?
              • js23 Re: Niech sobie ksiądz założy swój kościół protes 04.09.05, 21:14
                > trochę mi nie wyszło stylistycznie, ale to dlatego, że się obok mnie XIX kolumn
                > a
                > obaliła i ogłuszony jestem lekko. W każdym razie rozumiecie, o co mi chodzi?

                nie :-(
                • jozikan1 Re: Niech sobie ksiądz założy swój kościół protes 04.09.05, 22:37
                  ja tylko tak, bo mne te kolumny rozczuliły, począwszy od piątej, dominikańskiej.
                  jak zacząłem liczyć, to doszedłem do XIX, ale już jest chyba z XXI. łomot taki
                  jak padają, że człowiek głupieje. A to wszystko nic przy prawdziwym kościele.
                  Ten dopiero łomoce!
                • jozikan1 Re: Niech sobie ksiądz założy swój kościół protes 04.09.05, 22:44
                  Biedny ty jakiś jesteś js23. Nie wiesz, że prawdziwy kościół to wojska w kolumny
                  dobrze ustawione - znaczy się acies bene ordinata? Michał Archanioł na przedzie,
                  a łomot taki robią, że diabły czmychają. A ojciec Bartoś w V kolumnie stoi razem
                  z resztą braci kaznodziejów. Tomasz Akwinata sam potężny jak kolumna nad ziemią
                  się unosi i pęścią w stół wali, a heretycy giną w oczach. A ty js23 tu defetyzm
                  siejesz, że V kolumna dominikańska niesprawna i takie tam. Nawróć się kolego i
                  zajmij swoje miejsce. Do której kolumny przydzielony jesteś? Jeśli nie wiesz, to
                  zapytaj Gabeiela, archanioła, bo on przydziela. Chyba że cię do ciur
                  przydzielili, co by mnie nie zdziwiło.
      • jozikan1 Re: Niech sobie ksiądz założy swój kościół protes 04.09.05, 20:04
        A jeszcze mam pytanie: protestancki to niedobry jakiś? Bo ja bym chciał do
        dobrego, ale jak tyle cudzysłowów widzę w czyjejś wypowiedzi to się boję, że
        mnie też w cudzysłów wezmą. A protestanci może by mnie uszanowali? A prawosławni
        to chyba w ogóle bez cudzysłowów mówią, tacy cwani!
    • jazg1 Kościół ma dbać o prawdę, a nie o człowieka 04.09.05, 16:24
      Autor artykułu, chociaż zakonnik, opowiada brednie. Jeżeli Kościół ma dbać o
      człowieka, to po co jest państwo? Kościół ma nauczać Prawdy Objawionej oraz
      prowadzić ludzi do zbaawienia. Jeżeli ktoś uważa, iż dogmaty Kościoła są
      błędne, to zawsze może wstąpić do Kościoła, w którym dogmaty są wedle niego
      poprawne. Jeżeli autorowi nie podobają się dogmaty katolickie, to niech wystąpi
      z zakonu i wstąpi do Kościoła który spełnia jego oczekiwania, a nas -
      katolików - niech zostawi w spokoju. Dość majstrowania przy Kościele -
      laicyzacja państw, gdzie wprowadzono wcześniej niż w Polsce różne posoborowe
      zmiany (niemające nic wspólnego z ostatnim soborem) powinna być poważnym
      ostrzeżeniem dla tych, którzy Kościół traktują jako ważne dla nich dobro.
      • jozikan1 Re: Kościół ma dbać o prawdę, a nie o człowieka 04.09.05, 22:45
        no tak. kościół po ludziach ma deptać, a państwo niech ich potem zbiera. Czy tak?
      • jozikan1 Re: Kościół ma dbać o prawdę, a nie o człowieka 05.09.05, 18:07
        Wiesz jazg, co mnie najbardziej rozczuliło w twoim poście? Że autor artykułu "c
        h o c i a ż z a k o n n i k, opowiada brednie". Kochaaaany ... ilu ja
        bredzących zakonników w życiu widziałem!
    • tadeuszosinski48 znakomity tekst ksiedza dominikanina 04.09.05, 19:30
      Chrystus Jezus powidzial,ze nie jest czescia swiata jak i jego nasladowcy nie sa
      czescia swiata.W zaden sposob Chrystus Jezus nie bratal sie z panstwowymi
      wladzami/polityka.Jego uczniowie nie byli biskupami polowymi/generalami
      "leszkami flaszkami glodziami" w armii rzymskiego wladcy,nie kropili/wyswiecali
      zadnych budynkow panstwowych/szkol... Chrystus Jezus choc mial moc od Boga do
      czynienia cudow nie wybudowal ani jednej swiatynii,ani palacu papieskiego czy
      bazylik czy...bo wiedzial ze "Bog ktory stworzyl swiat i wszystko na nim.On
      ktory jest Panem nieba i ziemi nie mieszka w swiatyniach zbudowanych reka
      ludzka"-Biblia Tysiaclecia/Dzieje Apostolskie 17:24.
      ks.Tadeusz Bartoś napisal"Wbrew Ewangelii,wbrew nauce Jezusa,ktory sam byl
      w konflikcie z prawem religijnym Izraeala i jego literalnymi interpretacjami".
      Swieta racja.Nalezy czytac codziennie Kazanie na Gorze wygloszone przez
      Chrystusa Jezusa zawarte tylko w trzech rozdzialach-5,6,7-Ewangelii wg Mateusza
      by nabrac pokory do czytania takze codziennie wszystkich wypowiedzi Chrystusa
      Jezusa i pojac sens Jego nauczania.
      Moje uznanie dla odwagi autora tekstu"Teologia w pulapce strachu"-argumentacja
      wrecz znakomita.
      • jozikan1 Re: znakomity tekst ksiedza dominikanina 04.09.05, 20:29
        Argumentacja taka sobie. Ale przynajmniej chłop ma jaja i mówi swobodnie, co
        jest. A to bractwo, co tu wyzywa od księżulków, protestntów, V kolumn itd.
        wygląda na znerwicowane jakieś.
        • jozikan1 Re: znakomity tekst ksiedza dominikanina 04.09.05, 22:46
          najśmieszniesze jest to, że tylko mi się chce tu gadać!
          • janl70 Re: Tylko szkoda chłopie... 04.09.05, 23:10
            ... że gadasz tak bez sensu!
            • jozikan1 Re: Tylko szkoda chłopie... 04.09.05, 23:17
              Zestaw sobie, a sens się w oczy rzuci. Ukryty dla gawiedzi. Niech oko twe go
              wyśledzi, boś bystry mój Janie, a mało takich na stanie.
    • indris Ks. Bartoś w pułapce stereotypów 05.09.05, 09:23
      Autor w jednym zdaniu hurtem ładuje do jednego worka "wojny krzyżowe,
      prześladowania i okropne poniżanie Żydów". Jest to powielanie czarnego
      stereotypu na temat krucjat. Chciałby zwrócić uwagę, że w żadnym razie nie
      mozna zrównywać krucjat z prześladowaniami religijnymi. Krucjaty były
      KONTROFENSYWĄ wobec zbrojnego naporu islamu. Jak sie miały do nauki Jezusa ?
      Tak jak każda wojna OBRONNA. Równie dobrze można by zapytać: jak sie miała do
      nauki Jezusa wojna przeciw Hitlerowi.
    • tsn Re: Teologia w pułapce strachu 05.09.05, 10:10
      Doskonały tekst, świetna argumentacja, powiew nowego ducha! Czy intelektualiści
      katoliccy, w tym hierarchowie podejmą rzecową i rzetelną dyskusję?
      • jozikan1 Re: Teologia w pułapce strachu 05.09.05, 10:14
        Nie podejmą, jak widać.
    • liberty_mike Re: Teologia w pułapce strachu 05.09.05, 12:26
      To co w artykule, to jedynie muśnięcie ważnych problemów, odniesienie spraw
      religii do zmian, jakie dokonywały się i dokonują w patrzeniu na prawdę,
      dogmaty, odkrycia. Może i zbyt pośpieszne to przedstawienie problemów, zasianie
      wielu wątpliwości, względnie zostawienie miejsca dla niedopowiedzeń, które
      pozwalają snuć interpretacje o naruszanie dogmatów czy prawd uznanych za
      ostateczne (przez wielu, ale czy przez wszystkich?:). Dla mnie osobiście kilka
      elementów tej wypowiedzi jest dosyć istotnych- konieczność nieustannego
      dociekania, relatywność i względność uzyskanych efektów dociekania, zawodność
      ludzkiej logiki, ograniczony charakter poznania i możliwość uzyskania różnych
      efektów w zależności od przyjętych założeń. Czy to równa się względny, zmienny,
      być może nie do końca możliwy do rozpoznania charakter prawdy? W mojej ocenie
      tak, dla wielu to herezja, ale czy to przywiązanie do prawd ostatecznych i
      jedynych nie jest zbyteczne? :)
      • andzia.to Re: Teologia w pułapce strachu 05.09.05, 13:02
        Wreszcie jakiś rozsądny i zrównoważony głos.
    • jabeta Ogrom spraw 05.09.05, 14:25
      słusznie postawionych, z konieczności pobieżnie rozebranych. Zastanówmy się nad
      nimi kolejno, proponuję na tapetę wziąć np. wolność uprawiania teologii. Wór z
      rozstrzygnięciami rzeczywiście zamknięty? Kto potrzebuje rozstrzygnięć
      oczywistych: wierny czy instytucja? Czy jest możliwa wolna teologia?


      • andzia.to Re: Ogrom spraw 05.09.05, 17:12
        Pomysł doskonały. Tu rzeczywiście trzeba powoli, gruntownie i systematycznie.
        Tak więc zacznijmy. Ja nigdy nie przyjmę do wiadomości takiej teologii, która by
        sądziła, że w zasadzie wszystko wiadomo - bo doktryna Kościoła jest ustalona. I
        że pozostaje tylko nieskończone powtarzanie tego samego w różnych wariantach
        językowych.
        Wbrew pozorom nie ma też "zamknięcia wora" od góry - czyli od strony instytucji.
        Zwróćcie uwagę, jak mało jest w istocie przypadków odgórnego przywoływania
        teologów do porządku. i to nie dlatego, że mało jest ludzi, którzy mogliby
        powiedzieć coś nieprawomyślnego. Wielu jest takich, ale nie mówią ...
        Problem leży gdzie indziej. Najgorszy policjant, to policjant wewnętrzny.
        Największym wrogiem wiary i jej rozumienia jest lęk. To ludzie sami sobie
        zabraniają pewnych rodzajów pytań i odpowiedzi. Nie tylko teologowie, ale
        teologowie oczywiście też. I to wcale nie zawsze z oportunizmu wobec instytucji
        czy "prawa", jak pisze o. Bartoś. Niestety częściej z obawy przed własnym
        ryzykiem - przed tym, na które naraża się każdy, kto schodzi ze ścieżek utartych
        i "bezpiecznych".
        Piszę "bezpieczne" w cudzysłowie, bo to złudzenie, że wiara ucukrowana i uleżana
        jest bezpieczna. Jest tylko mdła.
      • jozikan1 Re: Ogrom spraw 05.09.05, 17:24
        Nareszcie!
        • jabeta Re: Ogrom spraw 05.09.05, 19:49
          Jozikanie, półtora roku temu w Arce Noego miała miejsce ciekawa wymiana poglądów
          między o. Bartosiem i ks. Witczykiem. Głównie na temat wolności sumienia ( "Gdy
          sumienie nie słucha głosu", "Gdy sumienie nie słucha nakazów"). Na forum
          buzowało- zatem są tacy, co dyskutują. Ale zgoda, że "i to mało".

          Andzia słusznie wskazała na dwie płaszczyzny problemu: wolności instytucjonalnej
          i wolnosci wewnętrznej ( jak chciał swego czasu Bartoś- pozytywnej). Nie ma
          pierwszej bez drugiej. To podstawa. Uszczegółowiając: w jakim zakresie możliwa
          jest wolność pozytywna w ramach instytucji? Jak to się ma do dogmatu? Czy
          możliwa jest osobista "hermeneutyka" teologiczna? I co w takim razie z
          niepokornymi ( Dewermann, Kung, de Mello)?

          Niemniej pytanie Andzi o osobistą odwagę, gotowość ryzyka, wierność sobie,
          pozostaje.
          • andzia.to Re: Ogrom spraw 05.09.05, 20:04
            Ja się wiele razy zastanawiałam, skąd się biorą represje instytucji wobec
            niepokornych. Bo tylko w części tłumaczy się to naturalnym dla wszystkich
            wielkich instytucji dążeniem do "wprzęgania" wszystkiego i wszystkich na własną
            służbę i obcinaniem wszystkiego, co odstaje.
            Powiem wam, co myślę: "Paliwem" represji wobec mniejszości jest konformizm
            większości. Inaczej mówiąc, im więcej ludzi wewnętrznie wolnych, tym mniej
            zdolnści do ich zwalczania. Ale nie na prostej zasadzie proporcji sił. Nie wiem,
            czy potrafię to dobrze wytłumaczyć. Ale o jakiejkolwiek represji decyduje zawsze
            konkretny człowiek. I tym łatwiej decyduje, im bardziej czuje się bezpieczny w
            swojej decyzji. Właśnie dlatego czasem wystarczy dwu lub trzech blisko niego, o
            których wie, że jego decyzji nie akceptują, i komfort decydowania pryska.
            Niestety skutki takiej sytuacji bywają różne. Większość przedstawicieli władzy
            na "dyskomfort decyzyjny" reaguje jeszcze większą agresją. Taką agresję może
            zatrzymać tylko tak wielki dyskomfort, z którym już się nie zdołają uporać
            żadnymi represjami. Dlatego zadanie ludzi mądrych wobec instytucji kościelnych -
            i nie tylko kościelnych oczywiście - polega na mnożeniu w ich okolicach ludzi
            prawdziwie wolnych.
            Pofilozofawałam sobie. Ale wiem, o czym mówię. Mam nadzieję, że mnie rozumiecie.
            • jabeta Re: Ogrom spraw 05.09.05, 20:45
              Tak, Andziu!
              Wolność, choć rodzi się w pojedynczym człowieku, nie istnieje wyłącznie dla
              niego i przez niego. Gdyby istniała wyłacznie przez jednostkę i dla jednostki,
              tak naprawdę nie istniała by wcale. Innymi słowy- jest relacyjna. Dopiero
              wolność innych ( lub jej brak) czyni ją naprawdę istniejącą.
              Wzajemne pomnażanie się tej wolności jest z pewnością cudem "najbardziej
              możliwym"- do skutecznego obywatelskiego nieposłuszeństwa włącznie. Cudem, który
              moralnie sam się ustanawia. Czy zatem możliwe jest obywatelskie nieposłuszeństwo
              w kościele?
              • tadeuszosinski48 "Wytracę mądrość mędrców" 05.09.05, 21:23
                potwierdzajcie prosze swoje wywody filozoficzne cytatami biblijnymi.
                Biblia Tysiaclecia/Pierwszy List do Koryntian 1:19"Napisane jest bowiem:Wytrace
                madrosc medrcow,a przebieglosc przebieglych zniwecze.Gdzie jest medrzec?
                Gdzie uczony?Gdzie badacz tego co doczesne?Czyz nie uczynil Bóg glupstwem
                madrosci swiata?".
                • andzia.to Re: "Wytracę mądrość mędrców" 05.09.05, 22:43
                  Widzisz miły Tadeuszu, nam Pan Bóg poza Pismem też własne łebki stworzył i
                  dlatego ich używamy. Z całym szacunkiem dla Pisma. Może sobie poczytaj w wolnych
                  chwilach Mdr 6,12-25.
              • andzia.to Re: Ogrom spraw 05.09.05, 22:51
                Ja bym chciała tylko jednego: żeby wszędzie, gdzie używa się słowa "kościół"
                można je było spokojnie i bez żadnej straty zastąpić określeniem "społeczność
                ludzi wolnych". Podkreślam (zwłaszcza i szczególnie na użytek wszystkich
                znerwicowanych obrońców "prawdziwego" kościoła): bez żadnej straty. I nie uważam
                tego za marzenie nieosiągalne. Choć wiem, gdzie żyję. Dodam jeszcze, że
                "społeczność" to dla mnie nie jest organizacja ani instytucja tylko czynne
                ukochanie innych ludzi wolnych.
                • jozikan1 Re: Ogrom spraw 05.09.05, 22:58
                  Andzia, rozumiem! Ale na samej wolności daleko w Kościele nie zajdziesz.
                  • andzia.to Re: Ogrom spraw 05.09.05, 23:00
                    Zajdę nie zajdę, ale chcieć chyba wolno?
                    • anta2005 Re: Ogrom spraw 05.09.05, 23:09
                      Chcieć nie tylko wolno,ale trzeba,bo inaczej nie ma motywacji do wyruszenia w drogę i podążania nią pomimo przeszkód, których nie brakuje.
                    • tad9 A ja chcę być twórczym feministą 05.09.05, 23:10
                      Jestem niepokornym feministą. Twierdzę oto, że kobieta powinna siedzieć w domu
                      i rodzić dzieci. A teraz oczekują, że feministki zaproszą mnie do
                      redakcji "Zadry". Wszak - jeśli są przyjaciółkami wolności - winny gromadzić
                      niepokornych przy sobie.
                  • anta2005 Re: Ogrom spraw 05.09.05, 23:14
                    Jeśli uważasz,że na samej wolności daleko w Kościele nie można zajść, to ja wiem,że bez wolności nie ma szans,żebyś się w ogóle ruszył zmiejsca,bo niby jak.
                    • jozikan1 Re: Ogrom spraw 05.09.05, 23:21
                      Anta, ja też jestem wolny i chcę być. Moje ostrzeżenie dla Andzi wynika jedynie
                      z przykrych doświadczeń z ludźmi, którzy wolność uważają za rzecz głęboko i z
                      zasady "niekościelną". Tu paru takich przemawiało przed nami. Trochę ich
                      wykpiłem i sobie poszli, ale inni nachodzą. Np. tacy jak wyżej się
                      wypowiadający tad9, który rozumie z tego wszystkiego tylko tyle, że wszystkich
                      trzeba powkładać do odpowiednich szufladek, a będzie porządek i spokój.
                      • anta2005 Re: Ogrom spraw 05.09.05, 23:58
                        To taki schemat,że wolność i wiara się kłócą,nie jest to biblijne przesłanie, bo ludzie otrzymali od Boga zupełną wolność wyboru.Jak mieliby wybrać Boga,gdyby nie mogli wybierać?Do dziś jest to aktualne.O.Bartoś próbuje przywołać religię wolnego wyboru nie religię nakazu.Taki kościół,w którym można swobodnie myśleć i oddychać,poszukiwać prawd wiary bez absolutyzowania wyników tychże poszukiwań.Twórczość i wiara w tym rozumieniu wzajemnie się inspirują.Dla mnie to jest bliskie.
                      • tad9 Re: Ogrom spraw 06.09.05, 22:21
                        jozikan1 napisał:

                        > Anta, ja też jestem wolny i chcę być. Moje ostrzeżenie dla Andzi wynika
                        jedynie
                        >
                        > z przykrych doświadczeń z ludźmi, którzy wolność uważają za rzecz głęboko i z
                        > zasady "niekościelną". Tu paru takich przemawiało przed nami. Trochę ich
                        > wykpiłem i sobie poszli, ale inni nachodzą. Np. tacy jak wyżej się
                        > wypowiadający tad9, który rozumie z tego wszystkiego tylko tyle, że
                        wszystkich
                        > trzeba powkładać do odpowiednich szufladek, a będzie porządek i spokój.


                        Co znaczy powkładać wszystkich do szufladek? Chcę być po prostu twórczym
                        feministą, i pragnę, by feministki to uszanowały i mnie doceniły.
                        • andzia.to Re: Ogrom spraw 06.09.05, 23:56
                          Uszanują i docenią, kiedy się im szczerze przedstawisz.
                          • tad9 Re: Ogrom spraw 07.09.05, 15:42
                            andzia.to napisała:

                            > Uszanują i docenią, kiedy się im szczerze przedstawisz.

                            Naprawdę? I uznają za "hipotezę alternatywną" równie dobrą jak ich koncepcje?
                            Jesteś pewna?
                            • andzia.to Re: Ogrom spraw 07.09.05, 16:54
                              Czyli jednak szufladki? Szkoda.
    • twardowskizksiezyca Re: Teologia w pułapce strachu 06.09.05, 00:46
      Nareszcie zaczyna sie jakas dyskusja i myslenie nad intencja tekstu. Tekst O.
      Bartosia boli tych, ktorzy wyrosli z katolicko-polskich duszpasterstw gdzie
      KULT przerasta zdrowy rozsadek i myslenie. Ciesza ostatnie glosy w tej debacie.
      Zamiast ataku na autora (co za odwaga w ojczyznie boskiego JP II pisac takie
      artykuly!!!! Panowie i Panie: czapki z glowy przed autorem, ktory na starosc
      bedzie utrzymywany przez fundusze zakonne) pojawia sie wola myslenia z
      perspektywy teologicznej wolnosci danej nad od Boga Wiekszego niz np. kosciol
      katolicki, Jan Pawel II i obecny Pryncypal. Jako Twardowski, siedzac na
      ksiezycu, pijac piwo na wyspach Fidzi, glosze chwale Bartosiom i innym. Wiecej
      takich tekstow i szacunek dla glosow z ostatnich przypisow.
      Pan Twardowski
      • beta65 Zakres funkcjonowania koscioła wolnego. 06.09.05, 08:56
        Frapuje mnie myśl, w jakim zakresie mogłaby taka wspólnota ludzi wolnych
        funkcjonować. Skoro nie byoby rozstrzygnięć co do np. dogmatów, co scalałoby tę
        grupę? Jaka przestrzeń? Jaka idea czy praktyka? Poszukiwanie? Spotkanie w imię
        woli?
        Wyznam, iż pociągajacy wydaje mi pomysł takiego spotkania: PO PROSTU. Różne
        byłoby to "po prostu": jedni w jego (boga) imię, drudzy w imię ludzi, inni
        jeszcze dla jakiejs idei społecznej. Z takiego spotkania mogłoby wiele
        pożytecznego wyniknąć choćby dlatego, że maksymalnie otwarta formuła przy
        minimalnym opisie jej "podstaw" pozwala uczestniczącym w niej wnosić tak
        maksymalny wkład, na jaki ich tylko stać. Wtedy wiekszość spraw jest "w
        procesie", a nie w stagnacji przyjmowania ( na dodatek przyjmowania
        usztywnionego niemożnością odrzucania),i w odpowiedzialnosci osobistej za
        przyjmowane i wyrażane. Wówczas też do głosu dochodziłyby sprawy naprawdę
        istotne, by nie rzec- istotowe.
        Czy taki kościół ( spotkanie) byłby możliwy?
        • jabeta Beta65 to to ja- jabeta 06.09.05, 09:00
          Pardon, stary login się czasem włączy. Ot, nieporadność...
        • andzia.to Re: Zakres funkcjonowania koscioła wolnego. 06.09.05, 10:02
          Taka wspólnota jest, bo są ludzie, dzięki którym ona się tworzy - albo może
          raczej ujawnia. Ja takich znam i to jest wielka rzecz! Pytanie brzmi natomiast,
          jak się to ma do tego "co wszyscy nazywają Kościołem"? Dla mnie to, co
          najważniejsze w mojej wierze, jest źródłem takiej właśnie społeczności. Ale
          widzę, jak z tej samej wiary wyrastają (albo przynajmniej tak się wydaje że z
          niej właśnie wyrastają) rzeczy zupełnie inne.
          Powiem coś prostego: tak trzeba patrzeć na wspólnotę, jak się patrzy na
          kochanego człowieka. Umieć widzieć rzeczy dobre (nie tylko dlatego, że się nam
          podobają) i rzeczy złe (też nie tylko dlatego, że się nam nie podobają). Umieć
          powiedzieć, co jest złe - i nie bać się własnego głosu, ani bólu. Ale też pomóc
          sobie i innym z tego, co złe wychodzić. Jedno z największych nieszczęść życia
          "kościelnego" w zwykłym sensie tego słowa polega na nieumiejętności obchodzenia
          się z własnym nieszczęściem. Ale to sprawa na wielką dyskusję. Może i o tym
          potrafimy rozmawiać?
        • andzia.to Re: Zakres funkcjonowania koscioła wolnego. 07.09.05, 10:59
          Coś dałam niżej, co jest próbą odpowiedzi. Nie traktuję tego oczywiście
          dogmatycznie, ale mówię, jak myślę.
      • andzia.to Re: Teologia w pułapce strachu 06.09.05, 10:41
        Ale ty się z nami tym piwem też podziel! Poza tym fajnie jest.
    • twardowskizksiezyca Re: Teologia w pułapce strachu 06.09.05, 10:33
      Czy taka wolnosc teologiczna nie jest cecha na przyklad Unitarian? Zob.:
      www.uu.jest.pl/info.htm
      • anta2005 Re: Teologia w pułapce strachu 06.09.05, 18:46
        Być może tak,nie mam na ten temat (unitarian) większej wiedzy.
        Ja staram się odnaleźć wolność w katolicyzmie.
        Ks.T.Halik w prelekcji z 2002r.wyróżnił "katolicyzm" i "katolickość".Koniec "katolicyzmu", tradycjonaliści oskarżają o to Vaticanum II,nie oznacza końca Kościoła ani też utraty jego tożsamości tylko przemijanie jego jednej z historycznie uwarunkowanych form.Przez "katolicyzm" Halik rozumie mentalność obronną w Kościele,która powstała jako reakcja na europejską nowożytność,reformację i proces modernizacji,gdy Kościół czuł się zagrożony."Katolickością" nazywa powołanie Kościoła do powszechności,do radykalnej otwartości na pełnię Objawienia."Chrystus jako Logos,którego ziarna są - wg nauczania Ojców Kościoła - rozsiane wszędzie tam ,gdzie ludzie uczciwie poszukują prawdy".Raczej tylko tam.O tym wg mnie pisze właśnie o.Bartoś.
        Wg.Karla Rahnera - każdy człowiek,który uczciwie przyjmuje i urzeczywistnia swoje człowieczeństwo jako dar i zadanie,ma już przez to uczestnictwo w tajemnicy Wcielenia, własnie przez swoje człowieczeństwo,a nie tylko wtedy,kiedy przyjmuje w spoób rozumny wiarę w Jezusa Chrystusa jako Zbawiciela.
        Staram się - zresztą w dużym stopniu inspirowana słowami o.Bartosia - szukać przestrzeni wolności w Kościele Katolickim.Z nazwy "powszechny" wydaje mi się bardzo pojemny na przeróżne sposoby przeżywania i wyrażania wiary.Mnie np.interesuje przede wszystkim,jak to nazywa Bartoś,nauka Jezusa jako miejsce ludzkich poszukiwań egzystencjalnych.Do tego są mi potrzebni twórczy teolodzy.Tacy,co łączą wiarę z otwartym umysłem i sercem.I księża,którzy dbają o indywidualny rozwój duchowy wiernych,a nie o praktyki religijne jako cel sam w sobie.Nie boją się samodzielnie myśleć,nie boją się zadawać trudnych pytań,nie boją się nowoczesności,są otwarci na ludzi bez względu na ich wyznanie.Odczytują Ewangelię na nowo,czyli tak,by ożywiała serce współczenego człowieka.Szukam chyba Kościoła w kościele,to jest bardzo mozolne zajęcie.Ale nikt nie powiedział,że ma być łatwo,a wręcz przeciwnie,trudno,ale nie beznadziejnie.
        • andzia.to Re: Teologia w pułapce strachu 06.09.05, 19:32
          Anta, dobrzy ludzie są blisko i jest ich wielu. Z nami są. A my z nimi.
          • anta2005 Re: Teologia w pułapce strachu 06.09.05, 20:39
            Tak,chyba dlatego rozmawiamy ze sobą.
            • andzia.to Re: Teologia w pułapce strachu 06.09.05, 21:15
              Choć czasem ciężko bywa.
        • teresa81 Re: Teologia w pułapce strachu 06.09.05, 22:19
          Czytając artykuł O. Bartosia – skądinąd niezmiernie ważny głos w dyskusji nad
          przyszłością Kościoła – myślałam o jakiejś (niesłychanej wręcz) niezdolności
          dostrzeżenia kwestii dość zasadniczej dla rozpoznania tej rzeczywistości jaką
          jest chrześcijaństwo i Kościół Jezusa Chrystusa. Kwestia ta dotyczy związku
          Kościoła (a także kościoła) ze strukturami państwowymi i społecznymi. O. Bartoś
          postrzega Kościół – podobnie zresztą jak wielu chrześcijan, w tym również
          teologów – jako instytucję religijną, a co za tym idzie, podlegającą rozwojowi,
          który czasem może być błędny, czasem niedoskonały. Dzięki temu potrafił wskazać
          dość wyraźnie punkt w którym zaczyna się całe nieszczęście (dzieło Konstantyna
          Wielkiego) oraz sfery błędów i wypaczeń.
          To co zostało powiedziane jest faktem i mogę tylko podziękować Autorowi że
          zechciał te trudne sfery wskazać. Ale prawdziwe rozumienie problemu pojawiło
          się dopiero w dzisiejszej dyskusji (andzia.to; beta; anta) – Kościół to
          jest „społeczność ludzi wolnych”!!!
          Dzieje Kościoła to nie dzieje nowej religii, ale to dzieje takiej ludzkiej
          wspólnoty, która nade wszystko miłuje Prawdę i która ma odwagę iść tak daleko,
          żeby nawet „zaprzeć się samego siebie”. Dlatego dzieje i życie Kościoła to nie
          tylko dzieje chrześcijaństwa, ale to coś znacznie więcej.
          Jezus żył i działał w środowisku, w którym religia stanowiła integralną część
          życia społecznego i politycznego; w którym była źródłem kultury. Taki świat
          znamy z historii Europy, ale takie światy znamy poprzez obecność islamu czy
          hinduizmu. Takimi były kultury starożytnego Bliskiego Wschodu, w których
          wierzenia stanowiły podwalinę politycznego ładu. Konstantyn nie uczynił nic, co
          nie przynależałoby do tradycji i kultury świata w którym żył. A fakt, że
          społeczność chrześcijańska odpowiedziała z radością na jego decyzję też wynikał
          z tego, że kultura wynika z ludzkiej natury.
          Bóg Izraela, Bóg Jezusa Chrystusa nie dlatego nie jest jednym z wielu bogów, bo
          potrafi „więcej i lepiej”, ale dlatego, że nie przynależy do natury – w
          najbardziej szerokim tego słowa znaczeniu. Nasz Bóg jest tym, który zbawia nas
          od nas samych; od naszych nawyków, od budowania „pałaców na piasku” i
          od „rozsiadania się w drodze”; On czyni nas tak wolnymi, że możemy naprawdę
          spotkać innych ludzi, a nawet spotkać siebie samych!
          Czy taki Kościół istnieje? Jestem przeświadczona, że TAK. Istnieje zarówno w
          instytucjach jak i ponad nimi, i poza nimi; istnieje wszędzie tam, gdzie ludzie
          mają odwagę być wolnymi i kochać siebie i innych.
          • andzia.to Re: Teologia w pułapce strachu 07.09.05, 00:06
            Zgoda Tereso, chociaż nie rozumiem, co to znaczy "istnieje zarówno w
            instytucjach jak i ponad nimi, i poza nimi". Instytucje to w gruncie rzeczy
            tylko sposób postępowania ludzi z samymi sobą i z innymi. Bywa potrzebny i
            dobry, bywa (niestety częściej) zupełnie niepotrzebny i paskudny. Jak jest w
            konkretnym wypadku, to właśnie decyduje się w ludziach i w ich odniesieniu
            najpierw do siebie samych. Ludzie wolni w stosunku do siebie, są wolni w
            stosunku do innych - i wtedy umieją kochać. A jeśli nie są wolni, to tak czy
            inaczej jest z tego nieszczęście i dla nich i dla tych, którzy są od nich zależni.
            • anta2005 Re: Teologia w pułapce strachu 07.09.05, 09:40
              Tak,Andzia,najważniejsze jest,żeby zawsze pamiętać,że wszystko jest sposobem postępowania konkretnego człowieka wobec innych konkretnych ludzi i wobec samego siebie.Jeśli się czuje swoją wolność,odczuwa się też swoją odpowiedzialność.Wtedy nic SIĘ samo nie robi, tylko JA lub INNY człowiek coś robi.Nie można zrzucać odpowiedzialności na kościół czy inne instytucje z pominięciem własnego sumienia.Jesteśmy indywidualnyni osobami,sami swoimi wyborami określamy siebie.Wolność nie bierze się znikąd tylko z ludzkich wyborów, czyli z ludzkiego serca i umysłu.Może dodam cytat z kazania o.Bartosia,który potrafi,krótko,prosto i w duchu Ewangelii wyrazić sedno sprawy:"Wolność człowiek tworzy w sobie,gdy wybiera - kierując się prawdą,a nie swoim lękiem.Szukanie prawdy o tym co dobre i odwaga pójścia za tym wyzwala ludzkiego ducha.To jest męstwo bycia,odwaga,by żyć zgodnie z prawdą o sobie.Opis kuszenia Jezusa jest dla nas drogowskazem.Jest przykładem postawy człowieka wolnego,w którym zwycięża prawda"
              Lepiej myśleć,że ludzie w ten czy w inny sposób postępują niż używać bezosobowej nazwy instytucji.Jednak język ma swoje ograniczenia i skrótowo łatwiej mówić np.kościół,państwo itp.Przez takie odjednostkowienie łatwo zagubić świadomość własnej wolności.
              • andzia.to Re: Teologia w pułapce strachu 07.09.05, 10:42
                Anta (i wszyscy, którzy chcecie tu być z nami). Coś tu przytoczę, co można
                potraktować jako dobro wspólne, a zarazem jako osobiste zobowiązanie. Ja to tak
                traktuję. To dotyczy bardziej spotkań i rozmów ludzi, którzy znają swoje imiona
                i twarze, ale przecież może też dotyczyć rozmowy na forum, takiej jak ta, która
                tu się toczy.
                1. Rozmawiamy szczerze, otwarcie i o wszystkim, co czujemy, z ludźmi, do których
                mamy zaufanie.
                2. Tworzymy w ten sposób kręgi przyjaciół, w których możemy swobodnie powiedzieć
                i zrobić, to co uważamy za słuszne i potrzebne w dziedzinie wiary i życia.
                3. W sprawach wiary i życia sakramentalnego nie boimy się mówić inaczej niż "się
                mówi" oficjalnie, ale przy zachowaniu następujących prostych reguł: 1’ nie
                formułujemy własnych poglądów świadomie przeciwko innym ani nawet na zasadzie:
                "jak ty tak, to ja tak"; 2’ nie boimy się poglądów odbiegających od tego, co
                inni uważają za oczywiste albo obowiązujące, i nie rezygnujemy z ich
                wypowiadania, kiedy czujemy, że nie podobają się naszym rozmówcom; 3’ chcemy się
                porozumieć, w poczuciu, że wszystko, co komuś dyktuje jego wiara i sumienie jest
                cenne i nie powinno być z góry odrzucane i przekreślane; 4’ nie poddajemy się
                żadnemu przymusowi, ale rozumiemy wymagania płynące z obecności innych i własne
                ograniczenia; 5’ wierzymy, że nikt, kto został wezwany do wiary i wspólnoty
                zbawionych, nie musi z niej zostać wyłączony - a tym samym wierzymy, że
                decydujące jest wezwanie i Ten, który wzywa, a nie to, jacy ludzie jak (lepiej
                lub gorzej) temu wezwaniu odpowiadają.
                4. Zdajemy sobie sprawę z tego, że będzie wielu takich, z którymi się nie
                porozumiemy, ale nie przekreślamy więzi z nikim. Budujemy więzi z tymi bliskimi
                nam, z którymi się najlepiej rozumiemy, ale staramy się też świadomie otwierać
                własne "kręgi porozumienia" i w ten sposób tworzyć sieć "kręgów porozumienia",
                która ma szansę objąć ludzi i postawy bardzo od siebie odległe, bynajmniej nie
                zmuszając wszystkich do przyjęcia jednego munduru i zunifikowanych poglądów i
                zachowań.
                Gdyby, kto mnie zapytał, kto stoi za tymi zasadami, odpowiem: każdy kto zechce
                je przyjąć jako swoje. Ja je przyjęłam. I tyle. Żadna instytucja, organizacja,
                siła, "ruch", porozumienie, "platforma" czy coś w tym stylu. Każdy za siebie,
                ale w poczuciu, że nikt nie jest i nie musi być sam.
                • teresa81 Re: Teologia w pułapce strachu 07.09.05, 20:39
                  To co piszę teraz ma pewien związek z moim poprzednim postem, ale z innej
                  perspektywy. Andziu, to co napisałaś wyżej, jako swoistą deklarację, jest
                  propozycją tworzenia "wspólnoty ludzi wolnych" właśnie poza - i ponad
                  instytucją. Taka wspólnota będzie bezsprzecznie miała ogromny wpływ na
                  rzeczywwistość, czyli na dzieje tego świata, ale jej wpływ nie da się zmierzyć,
                  opisać; nie będzie można go korygować inaczej, jak poprzez osobiste decyzje i
                  wybory.
                  W jakimś sensie to właśnie chciałam powiedzieć w moim pierwszym liście, kiedy
                  mówiłam, że chrześcijaństwo nie jest religią w prostym sensie tego słowa, gdyż
                  jego istota wyraża się w Kościele, jako o rzeczywistości niesprowadzalnej do
                  instytucji - czyli takiego zorganizowania społeczności, aby łączące je relacje
                  były przewidywalne.
                  Przyjęcie proponowanej przez Ciebie deklaracji prowadzi do zgody na tajemnicę
                  drugiej osoby; na afirmację obecności tak, jak ona sama siebie daje. A więc
                  jest to - ni mniej ni więcej - zgoda na wyrzeczenie się budowania "własnego
                  imperium"; sfery własnej dominacji.
                  Mogę tylko dodać, że taka postawa jest sprzeczna z jakimkolwiek systemem
                  religijnym. Biblia jest świadectwem jak trudno było ludziom pojąć boga, który
                  tak objawiał się człowiekowi. Historia Kościoła potwierdza tylko ten fakt.
                  • andzia.to Re: Teologia w pułapce strachu 07.09.05, 21:26
                    Tereso, wielkie dzięki i zgoda.
                    "System" w zwyczajnym rozumieniu tego słowa, a więc także i zwłaszcza "system
                    religijny" opiera się na podwójnej próbie zapanowania nad ludźmi:
                    1. żeby od góry opisać i uregulować ich działanie według przyjętej "hierarchii
                    wartości" - a kto działa inaczej niż w opisie (np. nie przestrzega szabatu),
                    jest be.
                    2. żeby od dołu wymusić miniumum zachowań pożądanych - tzn. spełnianie tzw.
                    obowiązków religijnych. A ponieważ od wszystkich nie można oczekiwać maximum, to
                    wyegzekwujmy chociaż minimum (stąd m.in. karteczki, kwitki itp., a także
                    beztroskie przedstawianie spełniania obowiązków religijnych jako istoty życia
                    człowieka wierzącego).
                    Skutkiem jednego i drugiego jest rosnąca nieodpowiedzialność wszystkich, którzy
                    w takiej "systemowej" religii uczestniczą. Ale jedno i drugie prędzej czy
                    później kończy się nieszczęściem i upadkiem. Przykładów mamy dość, począwszy od
                    klęsk dawnego Izraela, a skończywszy na najnowszych objawach załamania dotąd
                    "zdrowych" religijnie społeczności.
                    Ja dlatego mówię do siebie i do innych o tym, o czym napisałam wyżej. Ale
                    równocześnie sama mam z tym trudność. Bo to po pierwsze, wymagające, po drugie
                    ryzykowne, po trzecie jest w tym też pewna sprzeczność - nie chcę systemu, ale
                    muszę próbować powiedzieć czego od siebie i innych oczekuję albo nawet wymagam.
                    Rzeczywiście trzeba rezygnować z własnych imperiów, jeszcze zanim zaczną
                    kiełkować. Siłę do tego można mieć tylko razem.
                    • teresa81 Re: Teologia w pułapce strachu 08.09.05, 11:55
                      Andziu, w tym niezupełnie się zrozumiałyśmy. Ja używam słowa "system" w sensie
                      neutralnym i rozumiem to jako aspekt naturalnego bytowania jakiegokolwiek
                      zespołu bytów (wataha wilków, czy państwo, jako formy organizowania się różnych
                      bytów). natomiast stawiam sobie pytanie, czy to co Ty podnosisz należy do
                      wynaturzeń systemu, czy też do jego natury.
                      Każdy byt - w tym także taki zespół bytów, który można określić mianem systemu -
                      chce trwać. Jeżeli to o czym piszesz jest wynaturzeniem, to mamy do czynienia
                      ze swoistą "rakowatością"; narośl, która żywi siebie samą nie bacząc na to, że
                      uśmiercając swego żywiciela wkrótce umrze sama. można tu postawić pytanie -
                      skąd w stworzeniu pojawia się taka krótkowzroczność? można też pójść dalej i
                      zapytać - jak ten typ krótkowzrocznośći ma się do aktywnośći ludzkiej?
                      Tu pojawiają się problemy, które wymieniasz.
                • anta2005 Re: Teologia w pułapce strachu 07.09.05, 22:32
                  Andzia,takie zasady są bardzo pomocne w kontakcie nastawionym na wymianę myśli.Uważam,że warto się ich trzymać,choć w praktyce jest to bardzo trudne(jak widać z powyższego tekstu szczerość i otwartość w dyskusji teologicznej często oznacza wykluczenie,a to zaboli każdego - już sama taka perspektywa wywołuje w człowieku strach),ale warto w tym kierunku podążać.Dla mnie jest to kierunek uczciwych,twórczych spotkań z innymi ludźmi,a tym samym z Bogiem.Według Ks.Rodzaju człowiek podobny jest do Boga.Jeśli się nad tym głębiej zastanowić,zachęca to wszystkich poszukujących Boga do uważnego słuchania i uważnego patrzenia na człowieka (na siebie,na innych).
                  Czy to forum jest w stanie tym zasadom sprostać? Nie wiem.
                  Ważne,że są takie głosy potrzebujące dla siebie jakiejś przestrzeni wolności,w której można szczerze rozmawiać o sprawach przeżywania i wyrażania swojej wiary pozostając przy tym w zgodzie ze sobą.
                  • andzia.to Re: Teologia w pułapce strachu 07.09.05, 22:36
                    Anta, dzięki. Mi się przypomina fragment starej piosenki (chyba Marka Grechuty):
                    "nie ma się czego bać ..."
            • teresa81 Re: Teologia w pułapce strachu 07.09.05, 13:44
              ... co to znaczy „istnieje zarówno w instytucjach jak i poza nimi”.
              To jest ważne pytanie i to jest sedno tego, co chciałam powiedzieć, a co jest
              mi dość trudno ująć w słowa. Napisałam wcześniej, że wezwanie płynące od Boga
              Izraela i Jezusa przekracza porządek tego świata – a wraz z nim to, co
              zwykliśmy utożsamiać z „ludzką naturą”, czyli tymi aspektami człowieczeństwa,
              które współgrają z naturą całej przyrody. Z takiego właśnie doświadczania
              otaczającego świata i siebie samych w tym świecie płynie naturalna religijność,
              ujawniająca się m.in. w strukturach instytucji. „Przyprawiająca o zawrót głowy”
              (tw) oryginalność Boga Izraela – tzn. Boga Jezusa Chrystusa – polega na tym, że
              ukazuje naturę ludzką jako odmienną (przerastającą, przewyższającą) naturę
              świata. Właśnie „to coś” (odmienne, przerastające, przewyższające), coś co
              sprawia, że człowiek jakkolwiek przynależy do całej reszty kosmicznego ładu i
              kształtuje swoje życie właśnie w odniesieniu do tego ładu, nie może ostatecznie
              w nim się zamknąć.
              Instytucje rozumiem jako integralny element bytowania człowieka w harmonii z
              przyrodą. Zarówno na poziomie molekuł jak i najwyższych ssaków obserwuje się
              tendencje do tworzenia trwałych struktur oraz ich zachowywania. Dlatego w
              każdej ludzkiej wspólnocie istnieje naturalna tendencja do tworzenia
              instytucji – tendencja dobra, bo zakorzeniona w naturze kosmicznego ładu. Jeśli
              jednak natura człowieka nie zamyka się (nie ogranicza) do natury przyrody, to
              musi istnieć w człowieku taki impuls, który popycha go nie tylko do
              reformowania struktur instytucji (dostosowywanie obserwuje się już w
              przyrodzie), ale nade wszystko do ich przekraczania.
              „Instytucje to sposób postępowania z samym sobą i z innymi” – tak, ale jest to
              sposób dążący do ukształtowania trwałych struktur; trwałych zasad dotyczących
              porozumiewania się ludzi (bytów) między sobą. To jest konieczne dla całego
              świata, ale to jest niewystarczające dla CZŁOWIEKA, którego istnienie nie
              zamyka się w egzystencji, ale w pełni realizuje się w relacji. Stąd,
              nieprzewidywalność LUDZKIEJ PRZYSZŁOŚCI, a zatem, niemożność definitywnego
              ukształtowania trwałych zasad życia wspólnotowego, albo inaczej, totalna
              otwartość na spotkanie. Chyba czujesz, że to jest właśnie kwestia wolności i
              miłości – „to coś” czego brakuje przyrodzie.
              Kiedy mówię o istnieniu „czegoś” poza i ponad instytucjami, mam na myśli
              osobowy i wolny wybór, podyktowany unikalnym doświadczeniem „tej właśnie
              chwili”; spotkania z tym oto człowiekiem, w tym właśnie czasie, spotkania,
              które już nigdy się nie powtórzy.
              • tad9 Zakon Pod Wezwaniem Adama Michnika 07.09.05, 21:08
                Tekst Bartosia jest typowym tekstem serwowanym przez "GW" w "Arce Noego", jeśli
                zaś popatrzymy na przekaz "Arki", okaże się, że mamy do czynienia nie z
                postulowaną przez Bartosia "wolnością", ale z wcale dobrze określoną ortodoksją
                na straży której stoją wypromowani przez "GW" inkwizytorzy ze
                środowiska "Krytyki Politycznej", tacy jak np. pan Jarosław Makowski (tekst
                Bartosia jest właściwie tożsamy z tekstem "Teolog na linie" Makowskiego -
                patrz: "Rzeczpospolita" 21.01.2005). "Krytyka Polityczna" jest zaś pismem tego
                rodzaju, w którym znaleźć można rozważania o tym, czy aby nie powrócić do
                leninowskich wzorów w budowie partii lewicowej, czy też do wyzwalającego
                aspektu praktykowanych w latach 70-tych eksperymentów z "erotyzmem dziecięcym"
                (dziś zwie się to pedofilią). Otóż, nie jestem aż tak mocno wierzący, by
                uwierzyć, że lewacy z "GW" i "Krytyki Politycznej" dobrze życzą katolicyzmowi.
                KK jest dla nich jeszcze jedną "strukturą władzy" podtrzymującą "system", którą
                należy znieść w imię wyzwolenia człowieka. Postacie takie jak Bartoś OP są zaś
                dla nich albo "pożytecznymi idiotami", albo członkami V kolumny wewnątrz "obozu
                wroga" (myślę, że wiem co tutaj usłyszę w odpowiedzi - o ile coś usłyszę).
                Producent syfonów zbankrutowałby w ciągu roku, gdyby preparował swój przekaz do
                klienta w sposób zgodny z recepturą, jaką ks. Bartoś proponuje KK. Zastosowanie
                takiej receptury w instytucji takiej jak KK, to znaczy instytucji opartej na
                pewnej doktrynie oznacza rozpieprzenie tej instytucji. Jeśli komuś nie
                odpowiada termin "rozpieprzenie instytucji" mogę stosować przywołany gdzieś
                wyżej termin księdza Halika (kolejna gwiazda w Zakonie Pod Wezwaniem Adama
                Michnika) - "koniec katolicyzmu". Oczywiście, można powiedzieć, że wyjdzie to
                wszystkim na zdrowie, rzecz w tym, że z góry wiadomo jak się to skończy.
                Skończy się to tak, jak skończyło się to w przypadku protestantyzmu. Czy wie
                ktoś ile jest obecnie "protestanckich kościołów?" Zdaje się, że codziennie o
                kilka więcej. Różnica będzie może jedna - to zbiorowisko określać się będzie
                zbiorczą nazwą "Kościół Katolicki".
                • jozikan1 Re: Zakon Pod Wezwaniem Adama Michnika 07.09.05, 21:36
                  Powodzenia w świecie zorganizowanym i poszufladkowanym. Choć proponuję jeszcze
                  trochę popracować nad oddzieleniem "krytyki politycznej" od "syfonów"
                  i "erotyzmu dziecięcego" od "księdza Halika". To naprawdę różne szufladki.
                  Ale najśmieszniejsze jest to, że i bez "rozpieprzenia instytucji" jak to
                  elegancko ujął tad9, i on i ja, ze wszystkim co nas różni, już jesteśmy
                  w "zbiorowisku określanym zbiorczą nazwą Kościół Katolicki".
                • anta2005 Re: Zakon Pod Wezwaniem Adama Michnika 07.09.05, 23:34
                  Po pierwsze: ks.Halik pisząc o końcu katolicyzmu odnosił się do dokumentów Soboru Watykańskiego II,którego przecież nie zwołał,jak to ujmujesz, Zakon Michnika tylko Jan XXIII.

                  Po drugie: za o.Bartosiem stoi przede wszystkim duch Ewangelii, a nie duch Michnika. Nie sądzę,żeby Naczelny GW wpłynął na jego powołanie zakonne.

                  Po trzecie: to zbiorowisko,jak piszesz,określane zbiorczą nazwą KK o ile będzie jednoczyć wiara w Jezusa,wcielonego Boga i Zbawiciela będzie prawdziwym KK.

                  Pewnie lewacy nie życzą religii katolickiej dobrze,ale świat się zmienia. Jeśli uważasz,że KK ma pozostać taki,jaki był np.w XIX wieku - skoro każda zmiana ma go "rozpieprzyć",to lepiej,żeby trwał nawet jako relikt bezużyteczny duchowo dla współczesnych.

                  Jeśli słowa Jezusa potraktować serio Jego nauka przetrwa do końca wieków.Ale Kościół będzie się zmieniać,bo ludzie się zmieniają,a to oni są Kościołem.

                  Chyba zakładasz,że każda zmiana ma na celu wyłącznie zniszczenie Kościoła,a nie jego odnowienie.

                  • andzia.to Re: Zakon Pod Wezwaniem Adama Michnika 08.09.05, 15:11
                    Anta, czy zechcesz się ze mną skontaktować na mail: andzia.to@gazeta.pl ?
              • andzia.to Re: Teologia w pułapce strachu 08.09.05, 13:38
                Tereso, jak widać nakładają nam się na siebie różne języki i pojęcia, które
                każda rozumie trochę inaczej. To może utrudnić rozmowę w takiej postaci, w
                jakiej w ogóle możliwa jest na forum.
                Problem polega chyba na tym, że bardzo trudno nam myśleć i mówić w kategoriach
                innych niż znane nam z własnego doświadczenia i z obrazu świata, który
                przyjmujemy mniej lub bardziej spontanicznie. Ja staram się w zasadzie unikać
                takich słów i pojęć, które mają już za sobą długą historię i w związku z tym
                masę najróżniejszych konotacji. Bo to sprawia, że często stają się przyczyną
                nieporozumień, bo słowo niby to samo, a to, co ktoś z nim wiąże, może być u
                różnych osób bardzo odmienne. Do takich słów należą na pewno pojawiające się tu
                "instytucja", "natura", "system", a także - co rozmowę taką jak nasza utrudnia
                niepomiernie - "religia", "kościół" i "Bóg". Nie da się rozmawiać bez słów, ale
                można próbować tak mówić, żeby raczej opisywać sposób doświadczania takiej czy
                innej rzeczy, niż przywoływać rzecz samą gotowym słowem. Przepraszam, że tak się
                tu wymądrzam, ale to w trosce o szanse naszej dalszej rozmowy.
                Dopowiem to jeszcze na przykładzie przejaskrawionym, ale może właśnie dlatego
                pomocnym. Zwróćcie uwagę, na czym polega trudność rozmowy z kimś takim jak tad9.
                On mianowicie już ma ustalony pogląd na większość osób i spraw, które pojawiają
                się w tej rozmowie - krótko mówiąc ma etykietki (albo jak to nazwał jozikan -
                szufladki) i po prostu nakleja. Cała rozmowa polega wtedy na potwierdzaniu raz
                za razem, że to czy tamto należy do tej czy tamtej szufladki. To karykatura i
                czujemy od razu, że z tego rozmowy nie będzie, choć i jemu trafiają się ciekawe
                ziarna, jak tej ślepiej kurze. Ale coś podobnego dzieje się w naszej rozmowie
                też - na trochę bardziej subtelnym i mniej karykaturalnym poziomie.
                Powiedziałam o tym, nie żeby zniechęcać do rozmowy, ale żebyśmy sobie zdawali
                sprawę z prawdziwych trudności.
                Wiem, że to jeszcze nie jest odpowiedź na to, co napisałaś Tereso o niezwykłości
                ludzi w stosunku do natury i jej systemów czy instytucji, ale wydało mi się
                potrzebne powiedzieć najpierw o tym.
    • jabeta Re: Teologia w pułapce strachu 08.09.05, 14:11
      Jak widzicie, rozmawiamy, i to mimo niezadowolenia Tada, że "Michnikowcy"
      obradują i psują świat. Trudno, Tadzie, musisz się pogodzić z tym, że wśród
      budowniczych są i tacy, których Ty uważasz za psujów (i nie jest to wcale trop
      masoński, jakby co...).
      Teresa, opisując życie spoleczne od strony socjologicznej, powołała się na
      zasadę organizacji materii. Można się z nią w części zgodzić, jednakże nie do
      końca. Znamy bowiem także zasadę wzrostu entropii, która już cokolwiek przeczy
      zasadzie organizacji. Mnie się zdaje, że to wszystko jest cokolwiek bardziej
      skomplikowane, niż by na to wskazywały opisy "porządkujące" czy "entropiczne".
      Oba modele się dopełniają i raczej jest tak, że aby istniała rónowaga, działać
      muszą naraz- może to właśnie miałą na myśli Teresa, pisząc, iż instytucje należy
      przekraczać. Znajduję dwie analogie opisowe: jedna -to podział na klasyków i
      barbarzyńców istniejący wzorcowo w sztuce, druga -nierozwiązywalność węzła
      politycznego: wolność-instytucja. Obie wskazują na węzeł sprzeczności ( bo jak
      pogodzić nowe i stare, poukładane i rozwichrzone), jednakże jednocześnie węzeł
      uwikłań koniecznych, bo zwyczajnie nie mogących się bez siebie obejść.
      Problem mym zdaniem leży nie w tym, czy wykluczyć którąkolwiej opcję z życia
      społecznego, bo tego się nie da ,ale w ich wzajemnych proporcjach . Stąd
      wynikało moje wcześniejsze pytanie o fundament instytucji kościoła, umownie tu
      nazwanego wolnym. co byłoby tym fundamentem? Ważne dla mnie jest też ustawienie
      wektorów- raczej blizej minimum niż maximum w tym względzie. Innymi słowy
      instytucja powinna okreslać się przez absolutne minimum założeń i niezbędna jest
      tu nieustanna czujność, by instytucja w swych kompetencjach nie rozrastała (
      vide: biurokracja).
      Zatem: na czym budować taką wspólnotę ludzi wolnych? Co uczynić jej fundamentem?
      A może całą umiescić w polu działania "barbarzyństwa", czyli świadomego
      działania skierowanego przeciw "fundamentalizowaniu" - byłaby wówczas swoistą
      re-akcją, odpowiedzią na akcję "dogmatyzowania"? To jest pytanie o model i
      proporcje.
      Nie mam w tej chwili gotowej odpowiedzi. Byłabym jednak skłonna rozwazyć, czy
      samo spotkanie nie wystarczy. Bo, czy naprawdę trzeba dociekać, w co kto wierzy?
      Jak wierzy? I czy w ogóle wierzy? Można o tym w pełnej dobrowolności rozmawiać.
      Ale nie trzeba. Tym bardziej nie trzeba czynić tego podstawą jakichkolwiek
      systemów. Co oczywiście nie oznacza, że nie można, ale to już ze świadomością CO
      się wybiera w sensie dogmatyzowania i jego proporcji do sfery wolności.
      Zatem, nie wiem, czy do sfery "fundamentu" należałoby stwierdzenie o
      nadprzyrodzonym charakterze istoty boga i człowieka ( dla mnie akurat wielkość
      boga, jakkolwiek pojmowanego, leży w jego przykrojeniu do materii, ale to na
      inną dyskusję). To właśnie kwestia owych proporcji, tak istotna dla życia
      społecznego , i o tym własnie m.in.napisał Bartoś, jeśli dobrze zrozumiałam.
      Pozdrawiam wszystkich.

      • wera7 Re: Pozdrawiam! 12.09.05, 20:31
        Pozdrawiam serdecznie wszystkich z Kościoła Wolnych Ludzi!
        Zauważcie, kochani, że to forum stało się, tak samoitnie, Waszym Kosciołem. Czy
        to nie piękne? To Kościół dla feministów także, pod warunkiem, że nie chcą
        zniewalać innych, twierdząc, że ich wyzwalają z okowów wychodzenia z kuchni i
        porodówki. To również kościół tradycjonalistów, którzy nie narzucają na siłę
        swoich przekonań innym, w przeświadczeniu o jedynie im objawionej prawdzie.
        Pozdrawiam i przepraszam, że nie mogę więcej, bo czas goni i zniewala
        obowiązkami życia codziennego.
        I jeszcze jedno. Wczoraj minęła 110 rocznica urodzin Ostada Elahi - wielkiego
        myśliciela irańskiego, który całym swoim zyciem udowadniał, że wszyscy możemy
        należeć do jednego kościoła, bez zgrzytów dogmatycznych. Bo najwazniejszym
        dogmatem winno być czynienie Dobra.

        "Gdy człowiek zaczyna zastanawiać się nad swoim pochodzeniem, swoim
        przeznaczeniem i powodami, dla jakich znalazł się na tym swiecie, rozpoczyna
        etap poznawania siebie. Warunkiem sine qua non poznawania własnej jaxni jest
        osiągnięcie statusu człowieczeństwa - to znaczy stanu, w którym dla innych
        pragnie tego samego dobra, co dla siebie. Stosowanie tej dewizy prowadzi
        człowieka do punktu, w jakim wszystkie wartości właściwe człowieczeństwu
        zaczynają z niego emanować. Ostad Elahi".
        Tylko tyle i aż tyle. Wera
        • andzia.to Re: Pozdrawiam! 12.09.05, 22:11
          Wera,
          dzięki, że jesteś!
      • tad9 Re: Teologia w pułapce strachu 13.09.05, 18:06
        jabeta napisała:

        > Jak widzicie, rozmawiamy, i to mimo niezadowolenia Tada, że "Michnikowcy"
        > obradują i psują świat. Trudno, Tadzie, musisz się pogodzić z tym, że wśród
        > budowniczych są i tacy, których Ty uważasz za psujów (i nie jest to wcale
        trop
        > masoński, jakby co...).


        Co nie zmienia faktu, że masoni istnieją i działają ....
        • andzia.to Re: Teologia w pułapce strachu 13.09.05, 19:28
          Pewnie! A ja też istnieję i działam.
          • tad9 Re: Teologia w pułapce strachu 13.09.05, 19:50
            andzia.to napisała:

            > Pewnie! A ja też istnieję i działam.

            A czy Twoim zdaniem KK ma wrogów?
            • andzia.to Re: Teologia w pułapce strachu 13.09.05, 21:09
              Tad, powiem tak:
              wrogów nie, chociaż może nieprzyjaciół. Ale ja tak w ogóle to nie myślę w
              kategoriach "KK" i inni. Bo co to jest, tak naprawdę KK? Jesteś w stanie to
              zdefiniować? Ja wolę zawsze myśleć o ludziach, w miarę konkretnie, i nie używać
              nazw ogólnych, gdzie nie muszę. W KK są ludzie, których ciężko znoszę, a oni
              mnie pewnie też, ale co z tego? I są ludzie, bez których żyć nie mogę. Grunt, że
              jesteśmy!
              • tad9 Re: Teologia w pułapce strachu 13.09.05, 21:57
                andzia.to napisała:

                > Tad, powiem tak:
                > wrogów nie, chociaż może nieprzyjaciół. Ale ja tak w ogóle to nie myślę w
                > kategoriach "KK" i inni. Bo co to jest, tak naprawdę KK? Jesteś w stanie to
                > zdefiniować? Ja wolę zawsze myśleć o ludziach, w miarę konkretnie, i nie
                >używać nazw ogólnych, gdzie nie muszę.

                Cóż - być może ci nieprzyjaciele potrafią zdefiniować KK. Kogo (czy co) masz na
                myśli mówiąc o nieprzyjaciołach?

                • andzia.to Re: Teologia w pułapce strachu 14.09.05, 07:28
                  Co Ty wciąż z tym definiowaniem? Nieprzyjaciele nie są od definiowania.
                  • tad9 Re: Teologia w pułapce strachu 14.09.05, 16:02
                    andzia.to napisała:

                    > Co Ty wciąż z tym definiowaniem? Nieprzyjaciele nie są od definiowania.


                    Masz kłopot ze zdefiniowaniem KK, masz kłopot ze zdefiniowaniem nieprzyjaciół
                    KK (aczkolwiek uważasz, że tacy istnieją). A co z przyjaciółmi KK? Są tacy?
                    • andzia.to Re: Teologia w pułapce strachu 14.09.05, 17:07
                      Ja się definiowaniem po prostu nie zajmuję. Kłopot jest wyłącznie po Twojej
                      stronie. Na tym proponuję zakończyć rozmowę o definiowaniu.
                      • tad9 Re: Teologia w pułapce strachu 14.09.05, 18:21
                        andzia.to napisała:

                        > Ja się definiowaniem po prostu nie zajmuję. Kłopot jest wyłącznie po Twojej
                        > stronie. Na tym proponuję zakończyć rozmowę o definiowaniu.

                        Dobrze, ale wypada chyba wiedzieć o czym się rozmawia. Nie potrafisz (nie
                        chcesz?) zdefiniować KK, nie jesteś w stanie zdefiniować nieprzyjaciół KK,
                        odmawiasz zdefiniowania przyjaciół KK. Wybacz, ale w tej sytuacji trudno mi
                        zbyt poważnie traktować, to, co masz do powiedzenia o KK, jego nieprzyjaciołach
                        i przyjaciołach.
                        • andzia.to Re: Teologia w pułapce strachu 14.09.05, 22:54
                          Zaproponowałam, teraz konsekwentnie wykonuję. Koniec rozmowy.
                        • wera7 Re: Teologia w pułapce strachu 15.09.05, 11:28
                          Masz rację, Tadzie, z Andzią nie warto rozmawiać o KK, bo w ogóle na tym się
                          nie zna. W tajemnicy powiem Ci, że jest krawcową / całkiem niezłą/, ostatnio
                          uszyła mi śliczna sukienkę.
                    • wera7 Re: Umiejętność definiowania 15.09.05, 11:24
                      to tragiczna zdolność ludzkości doprowadzająca zawsze do tego samego: albo
                      jesteś z nami, albo przeciwko nam; czarne albo białe

                      śmiertelny manicheizm
                      /śmiertelny, bo doprowadzający tych po przeciwległej stronie barykady do
                      śmierci - to wyjaśsnienie na wypadek gdybyś znowu nie zrozumiał/
                      • andzia.to Re: Umiejętność definiowania 15.09.05, 12:07
                        Wera, dzięki! Fajnie jest i idziemy! Coś Ci przy okazji powiem o krawiectwie moim.
                      • tad9 Re: Umiejętność definiowania 15.09.05, 17:52
                        wera7 napisała:

                        > to tragiczna zdolność ludzkości doprowadzająca zawsze do tego samego: albo
                        > jesteś z nami, albo przeciwko nam; czarne albo białe
                        > śmiertelny manicheizm

                        Macie chyba skłonność do zamykania rozmowy przy pomocy krótkich formuł,
                        które ... no właśnie, które co? Czy wyjaśniają cokolwiek?
                        Dlaczego "manicheizm"? Skoro instytucja X ma nieprzyjaciół - a np. KK ich ma,
                        jak pisała Andzia - to powiedzenie tego, nie jest "manicheizmem", lecz
                        stwierdzeniem pewnego faktu.
                • wera7 Re: definicja nieprzyjaciół 14.09.05, 10:57
                  Pozwolę sobie, drogi Tadzie, przypomnieć opinię ks. Tischnera, który twierdził,
                  że nie zna ani jednego, który by odszedł z Kościoła po przeczytaniu Marksa,
                  natomiast zna wielu, którzy to zrobili po kontakcie z głupim proboszczem.
                  Pozdrawiam! Wera
                  • tad9 Re: definicja nieprzyjaciół 14.09.05, 16:03
                    wera7 napisała:

                    > Pozwolę sobie, drogi Tadzie, przypomnieć opinię ks. Tischnera, który
                    >twierdził, że nie zna ani jednego, który by odszedł z Kościoła po przeczytaniu
                    >Marksa, natomiast zna wielu, którzy to zrobili po kontakcie z głupim
                    >proboszczem.

                    I co chcesz przez to powiedzieć?



                    > Pozdrawiam!
                    • wera7 Re: definicja nieprzyjaciół 15.09.05, 11:16
                      Nie zrozumiałeś?
                      No trudno, to już Twój problem.
    • wierzynek80 Re: Teologia w pułapce strachu 10.10.05, 17:49
      Bardzo interesujący artykuł,chciałbym aby częściej można było spotykać takich
      księży.
    • wierzynek80 Re: Teologia w pułapce strachu 10.10.05, 18:10
      Zadziwiające jak wielu tu wypowiadających się ludzi postrzega ks. Bartosia jako
      zagrożenie dla Kościoła nie widząc takiego w działalności księży którzy jawnie
      głoszą nienawiść i nietolerancję.I jak wielu śpieszy pouczać mądrzejszych od
      siebie w sprawach o których nie mają pojęcia. Co gorsze takich "katolików"
      kształtuje często sam Kościół.
      • andzia.to Re: Teologia w pułapce strachu 13.10.05, 10:51
        Ale zwróć uwagę, że są tu także inni.
        • wierzynek80 Re: Teologia w pułapce strachu 14.10.05, 12:09
          Na szczęście są.I oby więcej ich było.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka