Dodaj do ulubionych

Wyrok-symbol w sprawie o zabójstwo włamywacza. ...

11.01.06, 07:14
Jak tak dalej pójdzie to trzeba będzie jeszcze pomagać złodziejowi znosić
własny telewizor aby nie spadł z nim ze schodów.
Obserwuj wątek
    • dzieciatko_o_dyrektora Re: Wyrok-symbol w sprawie o zabójstwo włamywacza 11.01.06, 07:30
      Gdyby sad w Strasburgu mogl go skazac , pewnie by sie nie odwolywal .
      • dean08 Re: Wyrok-symbol w sprawie o zabójstwo włamywacza 11.01.06, 08:59
        Wyrok wygląda na "zasadniczo" prawidłowy (chociaż bez czytania akt, słuchania
        świadków to trochę takie gdybanie): gdyby włamywacz został raniony/zabity w
        trakcie walki to byłaby to czysta obrona konieczna i uniewinnienie. W sytuacji
        gdy już uciekał (a było to ewidentne - w końcu zawisł na płocie) to nie było
        potrzeby go dodatkowo dźgać. Z drugiej strony cios nożem nie był w plecy czyli
        nie był zadany z zamiarem uśmiercenia (chyba, że dźgnął w to co jeszcze mógł).
        Facet był w nerwach i zasadnie sąd przyjął, że karać go za to nie należy.
        Ciekawe co byście powiedzieli na taki scenariusz: włamywacz chce coś ukraść z
        podwórka, właściciel wychodzi z bronią, włamywacz w nogi, zawisa na płocie i
        kulka w "dolne" plecy - włamywacz się wykrwawia. Nadal czysta sytuacja ? Inna
        sprawa, że postawienie mu zarzutu zabójstwa było ewidentnie błędne i sprawa
        powinna się skończyć już w prokuraturze.
        • gogol66 Re: Wyrok-symbol w sprawie o zabójstwo włamywacza 11.01.06, 09:11
          nóż należał do bandyty
          • adamskilew Re: Wyrok-symbol w sprawie o zabójstwo włamywacza 11.01.06, 15:19
            tak jak i jegfo dupa, przecież nie chciał choinki wyrwać a ją wyciąć i wązył o
            połowę mniej od tego hipopotama, iiii,- uwagą- nie lubiuę złodzieji
            • tuskogiertych załóżmy że postkomuch okradł Poskę na 100 mil. !! 13.01.06, 15:18
              i załóżmy że postkomuch okradł Poskę na 100 mil.
              i uciekając przez granicę
              zostaje śmiertelnie
              postrzelony przez wopistę ...
              no i co ???
        • wielki_czarownik Dla mnie czysta 11.01.06, 12:19
          Bandyta chciał mnie napaść i nie żyje. Nie ma znaczenia czy uciekał, czy nie. Kto narusza moje prawo do życia, zdrowia, wolności lub własności musi się liczyć z tym, że zostanie zabity.
          • mn7 jeszcze się przechwalasz swoim nieuctwem? 11.01.06, 12:23
            wielki_czarownik napisał:

            > Bandyta chciał mnie napaść i nie żyje.

            Nie, w tej sprawie nie było żadnego bandyty lecz drobny złodziejaszk i nikog
            nie napadał, lecz chciał ukraść choinkę z ogrodu.

            > Nie ma znaczenia czy uciekał, czy nie.

            Nie ma? Jeszcze się przechwalasz swoim nieuctwem?

            • wielki_czarownik Re: jeszcze się przechwalasz swoim nieuctwem? 11.01.06, 12:58
              mn7 napisała:

              >
              >
              > Nie, w tej sprawie nie było żadnego bandyty lecz drobny złodziejaszk

              Bandyta. Chciał ukraść wiec bandyta.

              > i nikogo nie napadał, lecz chciał ukraść choinkę z ogrodu.

              Własność jest święta. Dzisiaj choinkę, jutro samochód a za tydzień zabije. A nóż miał pewnie po to aby drzewo tym nożem obciąć. Prawda?


              > Nie ma? Jeszcze się przechwalasz swoim nieuctwem?

              Ile ci można powtarzać, że nie interesują mnie obecne regulacje prawne ale coś co się nazywa SPRAWIEDLIWOŚĆ.

              Chciał ukraść i zginął. Doskonała nowina. Właściciel choinki powinien jeszcze medal dostać.

              >
            • wladyslaw.studnicki Choinkę chciał sciąć nożem? Buahahahaha. 11.01.06, 13:07

              • manhu Re: Choinkę chciał sciąć nożem? Buahahahaha. 11.01.06, 13:44
                Nie buhahaha, ale tak, jako doświadczony GAJOWY wiem, że po choinkę to tylko z nożem, takim do masła ofkors.

                A bez żartów bandzior nie przyszedł po chionkę (z innych tekstów wiem, że złodziei było chyba trzech). Po choinkę idzie się z siekierą, a to by ostudziło zapał Banasiaka. BARDZO WAŻNE: Banasiak przesiedział za to 8 miesięcy w areszcie i to jest dopiero zwyrodnialstwo.

                Nikogo (oprócz przypadków psychiatrycznych mn7 i innych prawników) nie obchodzi dobro złodzieja. Ja bym nie był takim frajerem jak Banasiak i bym gościa zdjął z tego płotu, zmasakrował kijem bejsbolowym, ciało porąbał siekierą i zakopał w lesie. A tak Banasiak ma za głupotę. Takie sprawy będą się zdarzać dopóki sędziowie zwyrodnialcy będą bezkarni, ja po tych 8 mies. w areszcie udałbym się do domu sędziego i ...
                • mn7 na szczęście mylisz się 11.01.06, 16:36
                  manhu napisał:


                  > Nikogo (oprócz przypadków psychiatrycznych mn7 i innych prawników) nie
                  obchodzi
                  > dobro złodzieja.

                  Na szczęście mylisz się. W hierarchii dóbr konstytucyjnie chronionych życie
                  ludzkie stoi najwyżej. Podobnie jest w Konwencji Praw Człowieka. I w ogóle w
                  naszej cywlizacji.

                  • dean08 Re: na szczęście mylisz się 11.01.06, 17:03
                    Bezpośrednie zastosowanie teorii wielkiego_czarownika zezwalałoby na strzelanie
                    w celu zabicia nawet do dzieci kradnących jabłka (no bo moje mienie jest
                    zagrożone) - chyba nie o to chodzi.
                    • xiazeluka I bardzo słusznie 11.01.06, 18:29
                      Na tym właśnie polega świętość własności prywatnej - nie Twoje, to nie rusz.
                      Jak ruszysz - to ponosisz konsekwencje.

                      Czarownik ma rację z jeszcze jednego powodu - otóż idiotyzmem prawnym jest
                      regulacja "przekroczenie obrony koniecznej": albo coś jest obroną, albo nie,
                      o "przekroczeniu" nie może być mowy w relacji napadanięty - napastnik. Zasada
                      prawna powinna być jedna: wszelkie konsekwencje napaści ponosi agresor. I tyle.

                      Jeśli więc ktoś nie chce, by sąsiad mu dzieciaka ze swojej jabłoni zestrzelił,
                      to niech zawczasu nauczy gó..arza, że nie wolno naruszać cudzej własności,
                      zamiast potem wylewać krokodyle łzy i skręcać bat na własne dupsko - bełkot
                      o "przekroczeniu obrony koniecznej" to znakomity bicz sądowy na uczciwych
                      ludzi, chcących obronić swoją własność, zdrowie lub życie (autentyczny
                      przypadek: pewien jegomość stanął w obronie młodego człowieka, napadniętego
                      przez dwóch chuliganów. Skazano go za "udział w bójce").

                      Generalna uwaga - w mentalnośći postpeerlowskiej nie zakorzenił się jeszcze
                      szacunek dla Własności, podstawowego (obok Wolności) naturalnego prawa
                      człowieka. Nadal funkcjonuje powszechne, milczące przyzwolenie na złodziejstwo,
                      naruszanie cudzej własności drogą "pożyczenia", "krótkotrwałego zaboru", "małej
                      szkodliwości" etc. Z takich drobiazgów buduje się następnie postawę w
                      stylu "tak, ale...", czyli w naszym konkretnym przypadku brania w obronę
                      napastnika (wdarł się na cudzy teren) i postponowania właściciela,
                      odpierającego napaść. Ta krótkowzroczna głupota uderza następnie w Was samych,
                      państwo socjaliści, tyle, że wówczas nie jesteście skojarzyć przyczyny ze
                      skutkiem.
                      • afik42 Co to jest obrona konieczna? 11.01.06, 20:21
                        Obrona konieczna - jak sama nazwa wskazuje - to obrona w zakresie niezbednym do
                        odparcia ataku napastnika.

                        Naturalnie, nie jest to takie proste ustalic gdzie ta granica dokladnie sie
                        znajduje. Jednym z powodow takiej trudnosci jest to, ze trudno czesto
                        przewidziec co zamierza napastnik dalej zrobic. Jego odstapienie od ataku moze
                        okazac sie byc jedynie manewrem taktycznym.

                        W omawianym przypadku wydaje sie, ze jednak napastnik porzucil zamiar dalszego
                        napadu (rabunku) i rzucil sie do ucieczki. Jezeli jego zachowanie bylo w
                        oczywisty sposob jednoznaczne, ze probowal uciec (probowal przeskoczyc
                        spowrotem plot i zbiec), czyli porzucil uprzedni zamiar popelnienia
                        przestepstwa - obrona przed napastnikiem przestala byc konieczna. Poszkodowany
                        mial obowiazek (prawny) powstrzymac sie od atakowania, czyli - nie mial prawa
                        zadac ciosu nozem.

                        Obrona konieczna, w podanej definicji, nie jest bynajmniej wymyslem PRL-owskim;
                        jest to koncepcja dosc raczej szeroko przyjeta w prawie karnym w Europie i nie
                        tylko.

                        Co nie zaprzecza bynajmniej pogladowi o nadal szeroko panoszacym sie "PRL-
                        owskim" stosunku do wlasnosci prywatnej w Polsce.
                        • wielki_czarownik Inaczej 11.01.06, 20:40
                          Oczywiście, że w przypadku kiedy bandzior ucieka powinniśmy się wstrzymać. Powinniśmy ale nie musimy. Bo dlaczego my mamy respektować prawa bandyty? Czy on respektował nasze? NIE! To już jest nasza dobra wola, czy okażemy bandycie łaskę, czy nie.
                          Kolejna sprawa jest taka, że nie możemy się martwić o bandziora. On atakuje - on ponosi ryzyko. I jeżeli dostanie nożem w dupsko albo ołowiem w potylicę to jest to jego problem. Nie można obciążać broniącego się tym aby dbał o dobro napastnika! To absurd!
                          • afik42 Re: Inaczej 11.01.06, 20:59
                            No tak, ale czy rozpatrujemy to na gruncie etyki (jak byc powinno), czy
                            obowiazujacego prawa?

                            My tu sobie mozemy rozmaicie dyskutowac; sad mial obowiazek rozpatrzyc sprawe w
                            swietle (na podstawie i w zgodzie z) obowiazujacego kodeksu karnego. A ten, o
                            ile mi wiadomo, przyjmuje w miare waskie rozumienie obrony koniecznej. Nie
                            wydaje mi sie tedy, aby sad mial tam wielkie pole manewru.

                            ***
                            Swoja droga, brzmi to (tragi) komicznie, ze cios, za przeproszeniem, w du..,
                            mogl okazac sie - smiertelny. Tego nie pojmuje. Rznac zboja w du.., wyslal go
                            na tamten swiat. Sytuacja nie do przewidzenia.
                            • wielki_czarownik Re: Inaczej 11.01.06, 21:32
                              afik42 napisał:

                              > No tak, ale czy rozpatrujemy to na gruncie etyki (jak byc powinno), czy
                              > obowiazujacego prawa?

                              Etyki. Albo raczej postulatów. Prawo jest jakie jest - fatalne.

                              >
                              > My tu sobie mozemy rozmaicie dyskutowac; sad mial obowiazek rozpatrzyc sprawe w
                              >
                              > swietle (na podstawie i w zgodzie z) obowiazujacego kodeksu karnego. A ten, o
                              > ile mi wiadomo, przyjmuje w miare waskie rozumienie obrony koniecznej. Nie
                              > wydaje mi sie tedy, aby sad mial tam wielkie pole manewru.

                              To inna sprawa. Ale nie zmienia to faktu, że moim zdaniem taki wyrok jest niesłuszny. A że zgodny z prawem? Wiele okropności było zgodnych z prawem.

                              >
                              > ***
                              > Swoja droga, brzmi to (tragi) komicznie, ze cios, za przeproszeniem, w du..,
                              > mogl okazac sie - smiertelny. Tego nie pojmuje. Rznac zboja w du.., wyslal go
                              > na tamten swiat. Sytuacja nie do przewidzenia.

                              Fakt.
                              • afik42 Re: Inaczej 11.01.06, 22:00
                                > To inna sprawa. Ale nie zmienia to faktu, że moim zdaniem taki wyrok jest
                                > niesłuszny. A że zgodny z prawem? Wiele okropności było zgodnych z prawem.

                                Niesluszny, znaczy - niezgodny z etyka? Czyja?

                                Sad nie ma innego wyboru i musi orzekac w zgodzie z obowiazujacymi przepisami
                                prawa. Jesli to prawo jest zle - nalezy je zmienic. Ale to rola parlamentu, nie
                                sadow. W przeciwnym razie zapanuje jeszcze wiekszy haos niz to jest, byc moze,
                                obecnie. Krotko mowiac - bezprawie. Bo co, jezeli nie obowiazujace prawo, nawet
                                jesli wadliwe, bedzie bral sad za podstawe orzekania? Wlasne widzi mi sie?
                                Poglady "xluki", Twoje, moje?
                                -)

                                • wielki_czarownik Re: Inaczej 11.01.06, 22:53
                                  afik42 napisał:

                                  >
                                  > Niesluszny, znaczy - niezgodny z etyka? Czyja?

                                  Dobre pytanie. Ja tu odrzucam etykę. Pozostaje czysta odpowiedzialność - wolna od ideologii. Przestępca nauszając prawo (rozumiane jako pewne obowiązujące i niebudzące kontrowersji normy w stylu "nie zabijaj" czy "nie kradnij") bierze na siebie odpowiedzialność za wszelkie skutki tej decyzji. Skutki takie, że ukradnie coś ale i takie, że właściciel wyjmie broń i go zastrzeli.
                                  Rozumiesz? Zasada pełnej odpowiedzialności za swoje czyny i pełnego prawa do obrony własnych praw i wolności.
                                  Czy to ideologia? Chyba nie - to po prostu uczciwy układ.
                                  >
                                  > Sad nie ma innego wyboru i musi orzekac w zgodzie z obowiazujacymi przepisami
                                  > prawa. Jesli to prawo jest zle - nalezy je zmienic. Ale to rola parlamentu, nie
                                  >
                                  > sadow. W przeciwnym razie zapanuje jeszcze wiekszy haos niz to jest, byc moze,
                                  > obecnie. Krotko mowiac - bezprawie. Bo co, jezeli nie obowiazujace prawo, nawet
                                  >
                                  > jesli wadliwe, bedzie bral sad za podstawe orzekania? Wlasne widzi mi sie?
                                  > Poglady "xluki", Twoje, moje?
                                  > -)
                                  >

                                  Widzisz - ja krytykuję cały system a nie sam sąd który jest tylko elementem.
                                  • xiazeluka Czarownik i afik 12.01.06, 09:40
                                    Etyka nie jest winna za cokolwiek, Czarowniku. Zresztą sam jej nie odrzucasz,
                                    skoro powołujesz się na zapisy dekalogu. Istota rzeczy leży w zrozumieniu, że
                                    etyka i prawo to systemy stanowione, natomiast pierwotnym ich źródłem powinny
                                    być prawa naturalne, czyli wolność i własność. Bazując na tym punkcie wyjścia
                                    możemy oceniać cudze postępowanie, jakość prawa (w tym kraju to raczej lewo) i
                                    zgodność jednego i drugiego z etyką. Odpowiedzialność jest silnie związana
                                    zarówno z prawami naturalnymi, jak i moralnością, nie da się jej wykroić jako
                                    autonomiczny kawałek tortu.

                                    Co do naszego prawa - owszem, afiku, w świetle obowiązujących przepisów sąd
                                    musiał postanowić tak, jak postanowił, jednak nie ulega wątpliwości, że
                                    zwrot "obrona konieczna" wymaga natychmiastowej rewizji w kierunku "wszelkie
                                    konsekwencje napaści spoczywają na napastniku". W tym naszym konkretnym
                                    przypadku bandziora dźgnietego w zadek nie powinno być mowy o "przekroczeniu"
                                    obrony koniecznej (idiotyczny zwrot - co to takiego "obrona niekonieczna"?
                                    Ofiara napaści broni się z całych sił, a skandalem jest zobowiązywanie jej do
                                    zachowywania umiaru w chwili niezawinionego zagrożenia życia!), ponieważ zbir
                                    cały czas znajdował się na terenie cudzej własności. O "przekroczeniu" obrony,
                                    a ściślej rzecz biorąc - przejściu do ataku, można byłoby mówić dopiero wtedy,
                                    gdyby właściciel podjął pościg poza swoimi włościami. Dopóki agresor znajdował
                                    sie na posesji swej ofiary, dopóty stanowił zagrożenie, nawet jeśli sprawiał
                                    wrażenie uciekającego. Ofiara napaści nie jest od rozstrzygania czy napastnik
                                    faktycznie rejteruje, czy też wprowadza podjął pozorne działania, będące
                                    wstępem do kontrataku.

                                    I na koniec - jeżeli prawo jest marne, to należy je krytykować i domagać się
                                    zmian, stanowisko "taki mamy kodeks i już" jest poglądem niewolnika.
                                    • mn7 Re: Czarownik i afik 12.01.06, 13:39
                                      xiazeluka napisała:

                                      > Co do naszego prawa - owszem, afiku, w świetle obowiązujących przepisów sąd
                                      > musiał postanowić tak, jak postanowił, jednak nie ulega wątpliwości, że
                                      > zwrot "obrona konieczna" wymaga natychmiastowej rewizji w kierunku "wszelkie
                                      > konsekwencje napaści spoczywają na napastniku".

                                      Czy to znaczy, że mógłbyś np. zabić kogoś, kto Cię rok wcześniej okredł?
                                      Oczywiście nie.

                                      > W tym naszym konkretnym
                                      > przypadku bandziora dźgnietego w zadek nie powinno być mowy o "przekroczeniu"
                                      > obrony koniecznej

                                      Jeżeli ktoś "nie zmieścił" się w granicach obrony koniecznej, to je
                                      przekroczył.

                                      > Ofiara napaści broni się z całych sił, a skandalem jest zobowiązywanie jej do
                                      > zachowywania umiaru w chwili niezawinionego zagrożenia życia!)

                                      A ktoś ją zobowiązuje? Walczysz z jakąś karykaturą.


                                      > I na koniec - jeżeli prawo jest marne, to należy je krytykować i domagać się
                                      > zmian, stanowisko "taki mamy kodeks i już" jest poglądem niewolnika.

                                      Proszę bardzo - krytyjuj - podaj KONKRETNE propozycje.
                                      Tyle, że do tego trzeba ZNAĆ obowuiązujące prawo a nie jego karykaturę kreśloną
                                      tu wciąż przez smarownika i jemu podobnych.

                                      • xiazeluka O, znowu ten głuptasek 12.01.06, 14:23
                                        Kolego, naucz się czytać ze zrozumieniem - wyraźnie wytyczyłem granicę między
                                        obroną i atakiem, dlatego pytanie o zabicie kogoś po roku jest niedorzeczne.
                                        To samo dotyczy pozostałych Twoich wątpliwości, tudzież postulatów - propozycje
                                        JA podałem, w dokładnie tym samym poście, którego nie zdołałeś zrozumieć.

                                        Natomiast pisanie, że obrona konieczna do niczego mnie nie zobowiązuje w
                                        kontekście upierania się, że istnieje coś takiego jak jej "przekroczenie",
                                        dowodzi braku elemnetarnej zdolności logicznego wnioskowania. Przy okazji
                                        nadmienię, że w obowiązującym lewie istnieje coś takiego jak wymóg zastosowania
                                        środków obrony adekwatnych do zagrożenia (czyli w prawniczej teorii nie
                                        strzelania do nieuzbrojonego przeciwnika, co w oczywisty sposób oderwane jest
                                        od praktyki dnia codziennego: przerażona ofiara po prostu się broni, bez
                                        zwracania uwagi na właściwą eskalację metod defensywnych), co przecież wprost
                                        świadczy o pełnej niezborności wewnętrznej pojęcia "obrona konieczna".
                                        • mn7 twoje nieuctwo i brak kultury logicznej groteskowe 12.01.06, 14:34
                                          xiazeluka napisała:

                                          > Natomiast pisanie, że obrona konieczna do niczego mnie nie zobowiązuje w
                                          > kontekście upierania się, że istnieje coś takiego jak jej "przekroczenie",

                                          Co to znaczy "upierania się". Jeśłi istnieje granice obrony koniecznej (a
                                          niewątpliwie istnieją) to w sposób konieczny istnieć musi tez ich
                                          przekroczenie. To zależność o charakterze logicznym - jeśłi tego nie rozumiesz,
                                          to przykre.

                                          > przerażona ofiara po prostu się broni, bez
                                          > zwracania uwagi na właściwą eskalację metod defensywnych)

                                          Tego dotyczy art. 25 par. 3 k.k. (oczywiście też cio nieznany) i własnie z
                                          dokładnie tego powodu sprawca uniknął WSZELKIEJ kary. A więc po prostu nie
                                          wiesz o czym dyskutujesz.

                                          • wielki_czarownik Re: twoje nieuctwo i brak kultury logicznej grote 12.01.06, 15:29
                                            mn7 napisała:

                                            >
                                            > Co to znaczy "upierania się". Jeśłi istnieje granice obrony koniecznej (a
                                            > niewątpliwie istnieją) to w sposób konieczny istnieć musi tez ich
                                            > przekroczenie. To zależność o charakterze logicznym - jeśłi tego nie rozumiesz,
                                            >
                                            > to przykre.

                                            Zamach (jak już pisałem) ustaje w momencie poddania się bandyty albo jego niezdolności do walki. Jeżeli ucieka to nie ma nic do rzeczy. Może biegnie po kumpli? Albo do samochodu po pistolet?
                                            Jak długo bandyta się nie podda albo nie padnie bez przytomności tak długo trwa zamach!

                                            >
                                            > Tego dotyczy art. 25 par. 3 k.k. (oczywiście też cio nieznany) i własnie z
                                            > dokładnie tego powodu sprawca uniknął WSZELKIEJ kary. A więc po prostu nie
                                            > wiesz o czym dyskutujesz.
                                            >

                                            Ale to nie przeszkodziło prokuraturze przez 8 lat ciągać człowieka po sądach. Należy zweryfikować przydatność odpowiedzialnych za to prokuratorów do dalszej pracy. Mam nadzieję, że Ziobro ich zwolni.
                                            • mn7 Re: twoje nieuctwo i brak kultury logicznej grote 12.01.06, 15:35
                                              wielki_czarownik napisał:

                                              > mn7 napisała:
                                              >
                                              > >
                                              > > Co to znaczy "upierania się". Jeśłi istnieje granice obrony koniecznej (a
                                              >
                                              > > niewątpliwie istnieją) to w sposób konieczny istnieć musi tez ich
                                              > > przekroczenie. To zależność o charakterze logicznym - jeśłi tego nie rozu
                                              > miesz,
                                              > >
                                              > > to przykre.
                                              >
                                              > Zamach (jak już pisałem) ustaje w momencie poddania się bandyty albo jego
                                              niezd
                                              > olności do walki.

                                              w tym więc przypadku ustanie zamachu nie budziło najmniejszej nawet
                                              wątpliwości.

                                              • wielki_czarownik Bredzisz 12.01.06, 15:37
                                                Bandyta się ani nie poddał ani nie padł bez ducha. Wciąż był zdolny do walki. Fakt, że w danej chwili uciekał nie ma nic do rzeczy. Jeszcze raz powtarzam - albo poddanie się albo utrata kontroli nad ciałem (utrata przytomności). Wszelkie inne formy aktywności nie powodują ustania zamachu.
                                                • mn7 nie kłam, zrób przynajmniej tyle 12.01.06, 15:40
                                                  wielki_czarownik napisał:

                                                  > Bandyta się ani nie poddał ani nie padł bez ducha. Wciąż był zdolny do walki.

                                                  Nie kłam.


                                                  • wielki_czarownik Kłamię? 12.01.06, 15:41
                                                    W czym kłamię? Proszę wskazać.
                                                    Czy nie był w stanie zejść z płotu i zaatakować ponownie?
                                                    Czy podniósł ręce do góry i czekał na przyjazd policji?
                                                  • mn7 tak i to wyjątkowo bezczelnie 12.01.06, 15:44
                                                    wielki_czarownik napisał:

                                                    > W czym kłamię? Proszę wskazać.

                                                    W tym, żę z maniackim uporem potarzasz o jakiejść "ucieczce" i o tym, że ktoś
                                                    go gonił. Niczego takiego w tej sprawie nie było. Facet załapał złodzieja
                                                    (skądinąd kolegę ze szkoły, kazał mu opuścić swą działkę, tamtem to bez
                                                    szemrania robił, gdy już był prawie na\ zewnątrz - został niespodziewania
                                                    zabity.

                                                    > Czy nie był w stanie zejść z płotu i zaatakować ponownie?

                                                    Czy gdyby ciotka miała wąsy to by była wujkiem?

                                                  • wielki_czarownik Re: tak i to wyjątkowo bezczelnie 12.01.06, 15:47
                                                    mn7 napisała:

                                                    >
                                                    > W tym, żę z maniackim uporem potarzasz o jakiejść "ucieczce" i o tym, że ktoś
                                                    > go gonił. Niczego takiego w tej sprawie nie było. Facet załapał złodzieja
                                                    > (skądinąd kolegę ze szkoły, kazał mu opuścić swą działkę, tamtem to bez
                                                    > szemrania robił, gdy już był prawie na\ zewnątrz - został niespodziewania
                                                    > zabity.

                                                    Jego problem. Mógł domagać się wezwania policji. Zresztą jak widać sąd uznał, że zabicie było uzasadnione.

                                                    >
                                                    > Czy gdyby ciotka miała wąsy to by była wujkiem?
                                                    >

                                                    Rozmawiamy o ciotce czy o złodzieju?
                                                  • mn7 Re: tak i to wyjątkowo bezczelnie 12.01.06, 15:51
                                                    wielki_czarownik napisał:

                                                    > Zresztą jak widać sąd uznał, ż
                                                    > e zabicie było uzasadnione.

                                                    A to co to znowu za dziwaczny pomysł? Nie stwierdził, że nie było to działanie
                                                    w o.k.? Nie wstyd ci znowu używać takich pseudoargumentów? A może ty napradę
                                                    nie znasz znaczenia słów?


                                                  • wielki_czarownik Re: tak i to wyjątkowo bezczelnie 12.01.06, 15:51
                                                    Skoro facet nie poniósł kary to jak widać sąd stwierdził, że nie było to zabójstwo. Więc zabicie było mniej lub bardziej uzasadnione.
                                                  • mn7 wracaj do nauki 12.01.06, 15:53
                                                    wielki_czarownik napisał:

                                                    > Skoro facet nie poniósł kary to jak widać sąd stwierdził, że nie było to
                                                    zabójstwo.

                                                    Wracaj do podręczników. A przynajmniej przeczytaj sobie art. 25 par. 3 k.k.


                                                  • wdakra Re: tak i to wyjątkowo bezczelnie 12.01.06, 16:24
                                                    mn7 napisała:

                                                    > wielki_czarownik napisał:
                                                    >
                                                    > > W czym kłamię? Proszę wskazać.
                                                    >
                                                    > W tym, żę z maniackim uporem potarzasz o jakiejść "ucieczce" i o tym, że ktoś
                                                    > go gonił. Niczego takiego w tej sprawie nie było. Facet załapał złodzieja
                                                    > (skądinąd kolegę ze szkoły, kazał mu opuścić swą działkę, tamtem to bez
                                                    > szemrania robił, gdy już był prawie na\ zewnątrz - został niespodziewania
                                                    > zabity.

                                                    To chyba mówisz o jakiejś innej sprawie, bo w artykule wyraźnie napisano, że
                                                    złodziej został ugodzony nożem w trakcie ucieczki.
                                                  • mn7 Re: tak i to wyjątkowo bezczelnie 12.01.06, 16:32
                                                    wdakra napisała:


                                                    > To chyba mówisz o jakiejś innej sprawie, bo w artykule wyraźnie napisano, że
                                                    > złodziej został ugodzony nożem w trakcie ucieczki.

                                                    O sprawie tej bardzo obszernie pisano. Złodziej został ugodzony w chwili, gdy
                                                    opuszczawszy - zgodnie z żadaniem niedoszłej ofiary - jego działkę przez
                                                    ogrodzenie, zahaczył się na tym ogrodzeniu i nie mógł zejść w żadną stronę.
                                                  • wielki_czarownik Jasne 12.01.06, 18:43
                                                    Nie kłam może. Sąd chyba lepiej wiedział skoro nie skazał człowieka za zabójstwo. Chyba, że wiesz lepiej niż SN.
                                          • xiazeluka Nie płacz, minus7 12.01.06, 16:55
                                            Nie przystoi się tak mazać publicznie. Weź się w garść.

                                            Powtórzę powoli i wyraźnie: omawiane są dwie sprawy - obecnie obowiązujące lewo
                                            i propozycje jego zmiany w kierunku uczynienia z niego prawa. Nadążasz?

                                            Z powodu numer 2 poddałem krytyce przepisy lewa, wykazując ich oderwanie od
                                            rzeczywistości i sprzeczność wewnętrzną oraz podkreślając, że nie istnieje coś
                                            takiego jak "granica obrony koniecznej" (obrona kończy się tam, gdzie się
                                            zaczyna atak; nie można obronić się połowicznie, tak samo jak nie można jechać
                                            częściowo tramwajem), zresztą "obrona konieczna" to także pojęcie rodem z
                                            jaskiniowego komunizmu - bronimy się bez zwracania uwagi na wydumane "granice".
                                            To jakieś horrendum, że ofierze stawia się warunki, wedle jakich ma traktować
                                            napastnika!

                                            Rewelacje, które wypisujesz na zakończenie dowodzą, że masz lepsze rozeznanie w
                                            sprawie od Wysokiego Sądu, który "morderstwa" się nie dopatrzył.

                                            Co do art. 25 kk - toż masz w nim jak na dłoni, kolego niepoczytalny, absurd
                                            lewa: ustawodawca łaskawie zezwala sądowi na możliwość (a nie obowiązek)
                                            złagodzenia kary lub odstąpienia od niej, jednak par. 2 i 3 są tak
                                            sformułowane, że z miejsca robią z ofiary podejrzanego, zmuszając go do
                                            wystawienia sobie samemu alibi ("Tak, wysoki sądzie, kiedy zobaczyłem karabin
                                            maszynowy wymierzony w moje nieletnie dzieci, to się trochę zdenerwowałem i
                                            zabiłem tych sympatycznych panów z Al-Kaidy. Przepraszam! Już więcej nie będę!
                                            Biorę valium!")

                                            Paragrafy 2 i 3 powinny być zastąpione jednym: "Wszelkie konsekwencje
                                            odpierania bezprawnego zamachu spoczywają na napastniku" zamiast bełkotu
                                            o "przekraczaniu" działania, którym jest po prostu chęć ocalenia życia.
                        • manhu Re: Co to jest obrona konieczna? 12.01.06, 13:39
                          afik42 napisał:
                          > Obrona konieczna - jak sama nazwa wskazuje - to obrona w zakresie niezbednym > do
                          > odparcia ataku napastnika.
                          No właśnie, ale co z tego wynika?
                          Przykłady:
                          1.Jeśli ktoś chlaśnie np. mi dziecko nożem, czy mam prawo mu oddać? Wcale się nie bronię przecież, ponadto skąd wiem czy nie przestał na tym ciosie nożem i czy zada następny? A wtedy co by nie mówić to byłby odwet, a nie obrona.
                          2.Jeśli ktoś do mnie strzela, to czy mam prawo strzelić do niego, jeśli mogę to znaczy, że nie trafia i może strzela na postrach i odpowiedź z broni to przesada?
                          3.Wpada do mnie Mariusz Pudzianowski z Andrzejem Gołotą i chcą mnie okraść, jeden trzyma za pazuchę a drugi się rozgląda, czy np.matka ma prawo użyć broni (przecież oni są nieuzbrojeni mn7 zapłacze "przesada"), no nie to przekroczenie granic obr.kon., powinna więc użyć stosownej siły czyli siły pięści (pewnie wygra:)

                          Ponownie:
                          > Obrona konieczna - jak sama nazwa wskazuje - to obrona w zakresie niezbednym > do
                          > odparcia ataku napastnika.
                          No właśnie jaki jest "zakres niezbędny" w przyp.3 (trochę przegiętym, ale zwykle tak to wygląda, że bandyci mają przewagę)?
                          • mn7 Re: Co to jest obrona konieczna? 13.01.06, 10:28
                            manhu napisał:

                            > afik42 napisał:
                            > > Obrona konieczna - jak sama nazwa wskazuje - to obrona w zakresie niezbed
                            > nym > do
                            > > odparcia ataku napastnika.
                            > No właśnie, ale co z tego wynika?
                            > Przykłady:
                            > 1.Jeśli ktoś chlaśnie np. mi dziecko nożem, czy mam prawo mu oddać?

                            Oczywiście.

                            > Wcale się nie bronię przecież

                            Czemu tak uważasz?

                            > 2.Jeśli ktoś do mnie strzela, to czy mam prawo strzelić do niego, jeśli mogę
                            to
                            > znaczy, że nie trafia i może strzela na postrach i odpowiedź z broni to
                            przesada?

                            Jeśłi to konieczne dla obronienia się, to oczywiście możesz strzelać.

                            > 3.Wpada do mnie Mariusz Pudzianowski z Andrzejem Gołotą i chcą mnie okraść,
                            jed
                            > en trzyma za pazuchę a drugi się rozgląda, czy np.matka ma prawo użyć broni
                            (pr
                            > zecież oni są nieuzbrojeni

                            Oczywiście, że można użyć broni.

                            > mn7 zapłacze "przesada"

                            A to ciekawe. Niby dlaczego?

                            >
                            > Ponownie:
                            > > Obrona konieczna - jak sama nazwa wskazuje - to obrona w zakresie niezbed
                            > nym > do
                            > > odparcia ataku napastnika.
                            > No właśnie jaki jest "zakres niezbędny" w przyp.3 (trochę przegiętym, ale
                            zwykl
                            > e tak to wygląda, że bandyci mają przewagę)?

                            Taki, żeby odeprzeć bezpośredni bezprawny zamach na twoje dobro prawne.
                            To nie budzi żadnych watpliwości, nie ma też żadnych wątpliwości, że napadnięty
                            nie musi używać "takich samych" środków jak napastnik. To elementarna wiedza,
                            jaką powinien kazdy posiadać.


                    • wielki_czarownik Źle prawisz 11.01.06, 20:15
                      Nie ma znaczenia co kradnie. Dzisiaj gnojek kradnie jabłka, jutro samochody a pojutrze będzie zabijał. Mało to 12 latków ma na sumieniu życie człowieka?
                      • dean08 Re: Źle prawisz 11.01.06, 23:10
                        Zgodnie z tym za każde przestępstwo należy się kara śmierci - bo każdy złodziej
                        jabłek z sadu będzie kiedyś zabijał ludzi. Znam kilku 12-latków i jakimś cudem
                        żaden z nich jeszcze nikogo nie zabił - ja to mam szczęście...
                        • wielki_czarownik Nie :) 11.01.06, 23:17
                          Chodzi o to, aby to przestępca ponosił PEŁNĄ odpowiedzialność za skutki swego działania. Nie można obciążać ofiary odpowiedzialnością za sprawcę.
                  • wladyslaw.studnicki Prawo własności nie stoi niżej. 11.01.06, 18:25

                    • mn7 oczywiście stoi 11.01.06, 19:22
                      urodziłeś się o 200 lat za późno...
                      • wielki_czarownik Masz w domu popiersie Lenina? 11.01.06, 20:23
                        Zapewne dzień w dzień się modlisz do wielkiego wodza rewolucji i przeklinasz tych co mają coś na WŁASNOŚĆ.
                        • mn7 Re: Masz w domu popiersie Lenina? 12.01.06, 13:41

                          Odpowiem ci krótko prymitywie:

                          Jeśłi ktoś jest chrzescijaninem, prymat ochrony życia ludzkiego nie może budzić
                          u niego żadnej wątpliwości.
                          Jeśli ktoś wyznaje któryś ze "świeckich" systemów moralnych dominujących we
                          współczesnym świecie - także.
                          Co do tego współczesne systemy moralne są akurat zgodne. Ty masz jakiś własny.
                          • wielki_czarownik Ha. 12.01.06, 15:31
                            Trzy kwestie:
                            1. Skoro bandyta łamie normy czemu ja mam ich przestrzegać?
                            2. Prymat życia? Proszę bardzo. Bandyta się poddaje i życie jest mu darowane. Od bandziora zależy czy wykorzysta tę szansę.
                            3. Moralność jest jak dupa - każdy ma swoją.
                            • mn7 Re: Ha. 12.01.06, 15:37
                              wielki_czarownik napisał:

                              > Trzy kwestie:
                              > 1. Skoro bandyta łamie normy czemu ja mam ich przestrzegać?

                              Na przykład dlatego, że okreśłone normy (morlane, prawne) wiążą cię i to, że
                              inni ich nie przestrzegają nie m oże być dla ciebie ŻADNYM usprawiedliwieniem.

                              > 2. Prymat życia? Proszę bardzo. Bandyta się poddaje i życie jest mu darowane.

                              W tym wypadku poddał się, opuszczał z pomocą sprawcy jego działkę, wtedy
                              jednak, kiedy zaczepił się na ogrodzeniu i był całkowicie bezbronny, spraca
                              nagle zaczął go maskarrować nożem.
                              Zachowanie godne najwyższego szacunku. (u takicgh dresiarzy jak ty).

                              > 3. Moralność jest jak dupa - każdy ma swoją.

                              bez komentarza.

                              • wielki_czarownik Re: Ha. 12.01.06, 15:40
                                mn7 napisała:

                                >
                                > Na przykład dlatego, że okreśłone normy (morlane, prawne) wiążą cię i to, że
                                > inni ich nie przestrzegają nie m oże być dla ciebie ŻADNYM usprawiedliwieniem.

                                Pytam po raz kolejny. Dlaczego? Dlaczego mnie to nie usprawiedliwia. Oczekuję racjonalnej i uzasadnionej odpowiedzi a nie scholastycznej manipulacji.


                                >
                                > W tym wypadku poddał się, opuszczał z pomocą sprawcy jego działkę, wtedy
                                > jednak, kiedy zaczepił się na ogrodzeniu i był całkowicie bezbronny, spraca
                                > nagle zaczął go maskarrować nożem.
                                > Zachowanie godne najwyższego szacunku. (u takicgh dresiarzy jak ty).

                                Nie rozumiesz znaczenia słowa "poddać się". Poddanie w naszej kulturze polega na odrzuceniu broni i podniesieniu rąk do góry (ewentualnie wymachiwaniu białą flagą). Ucieczka NIE jest poddaniem się. Ucieczka to działanie mające na celu uniknięcie walki a nie uznanie się za pokonanego.
                                • mn7 nie odwracaj kota ogonem 12.01.06, 15:42
                                  wielki_czarownik napisał:

                                  > mn7 napisała:
                                  >
                                  > >
                                  > > Na przykład dlatego, że okreśłone normy (morlane, prawne) wiążą cię i to,
                                  > że
                                  > > inni ich nie przestrzegają nie m oże być dla ciebie ŻADNYM usprawiedliwie
                                  > niem.
                                  >
                                  > Pytam po raz kolejny. Dlaczego?

                                  Nie mnie pytaj. Tak jest we WSZYTSKICH systemach prawnych i we WSZYSTKICH
                                  systemach etycznych.
                                  Różnią się one w szczegółach, ale co do tego róznicy nie ma.

                                  > > W tym wypadku poddał się, opuszczał z pomocą sprawcy jego działkę, wtedy
                                  > > jednak, kiedy zaczepił się na ogrodzeniu i był całkowicie bezbronny, spra
                                  > ca
                                  > > nagle zaczął go maskarrować nożem.
                                  > > Zachowanie godne najwyższego szacunku. (u takicgh dresiarzy jak ty).
                                  >
                                  > Nie rozumiesz znaczenia słowa "poddać się".

                                  Ty go użyłeś, więc nie odwracaj kota ogonem.

                                  • wielki_czarownik Re: nie odwracaj kota ogonem 12.01.06, 15:46
                                    mn7 napisała:

                                    >
                                    > Nie mnie pytaj. Tak jest we WSZYTSKICH systemach prawnych i we WSZYSTKICH
                                    > systemach etycznych.
                                    > Różnią się one w szczegółach, ale co do tego róznicy nie ma.

                                    1. W moim systemie tak nie jest. A więc nie jest we WSZYSTKICH. Spójrz zresztą na komentarze na forum.
                                    2. Nadal pytam. Skoro coś twierdzisz to chyba potrafisz to jakoś uzasadnić a nie odpowiadać niczym automat "bo tak jest". Tylko idiota powtarza frazesy nie potrafiąc ich uzasadnić. W średniowiecznej szkole by cię za to pochwalili ale scholastyka już dawno przestała być stosowana.

                                    >
                                    > Ty go użyłeś, więc nie odwracaj kota ogonem.
                                    >

                                    Więc je tłumaczę. Poddać się = odrzucić broń, podnieść ręce i zdać się na łaskę przeciwnika.
                                    • mn7 Re: nie odwracaj kota ogonem 12.01.06, 15:49
                                      wielki_czarownik napisał:

                                      >
                                      > Więc je tłumaczę. Poddać się = odrzucić broń, podnieść ręce i zdać się na
                                      łaskę
                                      > przeciwnika.

                                      Dokładnie to się stało. Oddał nóż, przeprosił. Łaska przeciwnika polegała na
                                      tym, że ten polecił mu "sp...". Po dłuższej chwili, choć złodziej robił
                                      dokładnie to, co mu sprawca kazał (łącznie z tym, że przełaził z powrotem przez
                                      ogrodzenie a nie przez furtkę, bo tego sobie okradany zażyczył), znienacka
                                      został zabity. Plugawe, ale tobie to właśnie imponuje.



                                      >
                                      >
                                      • wielki_czarownik Re: nie odwracaj kota ogonem 12.01.06, 15:51
                                        A powinien zażądać wezwania policji - wtedy by przeżył.
                                        • mn7 Re: nie odwracaj kota ogonem 12.01.06, 15:53
                                          Policja była już wezwana.
                  • wielki_czarownik Życie... 11.01.06, 20:14
                    Życie... Tylko czemu u nas najpierw jest życie bandyty, potem długo, długo nic a na końcu życie uczciwego człowieka? Patrz podwrocławski przypadek restauratora którego prokuratura oskarżyła o zabójstwo bo zastrzelił gnojka który razem z kilkoma uzbrojonymi kolegami go napadł (wcześniej bijąc barmana i demolując lokal).
                    • wladyslaw.studnicki Pytaj światłego mn7. On ci nawet uzasadni że Żydzi 11.01.06, 20:18
                      winni są holokaustowi, Polacy Katyniowi. A Naziści i NKWD to takcy skauci,
                      których nie wolno o nic oskarżać. Prawda mn7?
                      • mn7 lorneta, żal mi ciebie 12.01.06, 13:43
                        Ty natomiast sam jesteś winien swojej potwornej głupocie i chamstwu.
                        Jak zwykle : zero argumentów odnoszących się do meritum. WYŁACZNIE chamskie
                        napaści na mnie.
                        • wladyslaw.studnicki Ja tylko na moment przyjąłem twój bolszewizm 12.01.06, 15:28
                          intelektualny, który pozwala ci z bandyty robić ofiarę, a z ofiary bandytę. Nic
                          więcej nie zrobiłem. Tak, zgodnie z twoją logiką, winni Katyniowi są polscy
                          oficerowie, a Szoach, żydzi. Ty tak myślisz.
                          • mn7 jesteś chamem i kretynem 12.01.06, 15:33
                            • wladyslaw.studnicki Ach, ta logiczna, prawnicza argumentacja. 12.01.06, 15:34

                              • mn7 Re: Ach, ta logiczna, prawnicza argumentacja. 12.01.06, 15:38
                                Ja w każdym poscie podaje przejrzyste, czytelne argumenty. Ty nie robisz tego
                                NIGDY. WYŁACZNIE obrażasz przeciwnika.

                                Użyj kiedyś jakiegoś argumentu. CHOĆ JEDNEGO. CHOĆBY NAJGŁUPSZEGO.


                                • wladyslaw.studnicki Re: Ach, ta logiczna, prawnicza argumentacja. 12.01.06, 15:41

                                  >
                                  > Użyj kiedyś jakiegoś argumentu. CHOĆ JEDNEGO. CHOĆBY NAJGŁUPSZEGO.


                                  Użyję najgłupszego jaki znam na tym forum - MN7.
                                  >
                                  >
                                  • mn7 Re: Ach, ta logiczna, prawnicza argumentacja. 12.01.06, 15:45
                                    Mam nadzueję, że pdo nowym nickiem zostanie szybciej zabanowany. Dla takich
                                    mend jak ty nie ma miejsca w społeczeństwe a już na pewno na forum.
                                    • wladyslaw.studnicki Z twoim poziomem moralnosci, nie mam najmniejszych 12.01.06, 15:49
                                      wątpliwości, że kiedyś skończysz jako złodziejka, mam nadzieję że natrafisz na
                                      takiego Banasiaka i facet nauczy cię szacunku do prywatnej włsności.
                                      • mn7 Re: Z twoim poziomem moralnosci, nie mam najmniej 12.01.06, 15:52
                                        Przy twoim posiomie prymitywnej dresiarskiej agresji i chamstwa umysłowego nie
                                        mam wątpliwości, że4 to ty źle skończysz, i to prędzej, niż ci się wydaje.
                                        Mojej pozycji społecznej i szacunku u uczciwych ludzi nie osiągniesz nigdy.
                                        • wladyslaw.studnicki Szacunek u ludzi? Jakich? Pasztet? Baranina? 12.01.06, 15:54
                                          Salceson? Uchal? Iwan? Masa?
                                          • mn7 Uczciwych ludzi 12.01.06, 15:58
                                            Znasz to słowo, dresiarzu?
                                            • wladyslaw.studnicki Pasztetowi, Uchalowi, Salcesonowi zarzucasz 12.01.06, 16:00
                                              nieuczciwość? A ich dobra osobiste? A ich prawa człowieka? Skandal!
                    • mn7 kłamiesz, jak zwykle 12.01.06, 13:42
                      wielki_czarownik napisał:

                      > Życie... Tylko czemu u nas najpierw jest życie bandyty, potem długo, długo
                      nic
                      > a na końcu życie uczciwego człowieka?

                      Nie. Nie ma takiego "wartościowania".

                      Jeśłi czyjeś życie jest zagrożone przez napastnika - ma prawo go zabić. Nie
                      budzi to żadnej atpliwości. Nawet przy zagrożeniu zdrowia można napastnika
                      zabić.


                      • wielki_czarownik Jeden problem 12.01.06, 15:23
                        Ma prawo zabić. Owszem - teoretycznie ma. Ale w praktyce prkurator oskarża wtedy człowieka o zabójstwo (jak w tym wypadku) i człowiek latami biega po sądach. I nawet jeżeli go po 8 (!!) latach w końcu koszmar się skończy to czy ktoś mu zwróci czas jaki spędził w areszcie (tutaj aż 9 miesięcy!) czy ktoś mu zwróci zdrowie które stracił słuchając prokuratora który chce go wsadzić na resztę życia do ciupy? Czy tkoś mu zwróći nerwy które kosztowała go walka z polskim wymiarem sprawiedliwości?
                        Prawo powinno stać po stronie uczciwych ludzi! Każdy człowiek broniący się przed bezprawną napaścią powinien wiedzieć, że za nim stoi wymiar sprawiedliwości który mu pomoże a nie będzie starał pognębić!
                        Prawo to jedno ale jego wykonywanie w Polsce to drugie. I duża w tym zasługa prawników których jedyną zaletą jest "dobre urodzenie".
        • adamskilew Re: Wyrok-symbol w sprawie o zabójstwo włamywacza 11.01.06, 15:17
          dokładnie, prawniku
    • xvart sprawa jest chyba dośc oczywista 11.01.06, 09:33
      włamywacz zaczął uciekać więc po co było go dźgać nożem? Facet jest winny
      przekroczenia granic oborny koniecznej i tyle bo w chwili zadani aciosu jego
      życie nie ani zdrowie ani nawet mienie nie było juz zagrożone (włamywacz
      uciekał).
    • mn7 pieniacz 11.01.06, 09:52
      W tej sprawie uniewinnienie w ogóle nie wchodziło w grę. Obrona twierdziła, że
      doszło do - drastycznego co prawda - ale przekroczenia granic obrony
      koniecznej. Oskarzenie twierdziło, że nie mogło byc mowy o obronie koniecznej.
      W końcu sąd orzekł w zgodzie w twierdzeniami obrony. W tej sytuacji żądanie
      uniewinnienia miało zerowe szanse powodzenia. Pomysł odwoływania się do
      Sztrasburga jest przykładem pieniactwa faceta, który uzyskał wszystko, co mógł
      uzyskać. W ogóle nie został ukarany, nawet symbolicznie. Sąd uznał, że było to
      jednak działanie z przekroczeniem obrony koniecznej (jak twierdziła obrona),
      choć było to bardzo wątpliwe.
      • wladyslaw.studnicki Racja mn7. Facet powinien uprzejmie poczęstować 11.01.06, 13:06
        bandytę herbatką, wydać mu wszystkie oszczednosci i kuczyki do samochodu. Gdyby
        ciebie napadnięto, napewno byś tak zrobił.
        • mn7 znowu kłamiesz 11.01.06, 16:38
          wladyslaw.studnicki napisał:

          > bandytę herbatką, wydać mu wszystkie oszczednosci i kuczyki do samochodu.
          Gdyby
          >
          > ciebie napadnięto, napewno byś tak zrobił.

          Nie kłam. Wiem, że to dla ciebie trudne, ale spróbuj.
          Tu chodziło o kradzież choinki. Złodziej został zamordowany przez niedoszłego
          okradzionego, długi czas po ustaniu zagrożenia dla jego mienia.
          • wladyslaw.studnicki Obrabowany winien, złodziej niewinien. Tak może 11.01.06, 18:24
            myśleć:
            - upośledzony człowiek, i ten jako jedyby jest usparwiedliwiony,
            - polski sędzia,
            - bolszewik.
          • xiazeluka A Ty bredzisz 12.01.06, 09:46
            mn7 napisała:

            > Tu chodziło o kradzież choinki.

            I co z tego? Kradzież choinki to rzecz etycznie do zaakceptowania, w
            przeciwieństwie do kradzieży elektrowozu albo lotniska? Cóż za bolszewicka
            mentalność - relatywizacja kradzieży. Za peerelu surowiej karano za zabór tzw.
            mienia społecznego, ruchomości prywatne aż tak chronione nie były. Jak widać
            pozostało w główkach niektórych osób przekonanie, że nie liczy się akt
            złodziejstwa, lecz to, co ulega kradzieży.

            > Złodziej został zamordowany

            Poniósł konsekwencje swojego zachowania. "Morderstwo", mój drogi, to zabójstwo
            z premedytacją. Nie zarzucaj innym "kłamstw", skoro nie rozumiesz znaczenia
            podstawowych pojęć.

            > długi czas po ustaniu zagrożenia dla jego mienia.

            Nieprawda - bandzior nadal przebywał na cudzym terenie, a dopóki się tam
            znajdował, to stanowił zagrożenie dla właściciela.
            • mn7 spójrz w lustro 12.01.06, 13:46
              xiazeluka napisała:

              > mn7 napisała:
              >
              > > Tu chodziło o kradzież choinki.
              >
              > I co z tego? Kradzież choinki to rzecz etycznie do zaakceptowania, w
              > przeciwieństwie do kradzieży elektrowozu albo lotniska?

              Daje więc prawo do zamordowania niedoszłego złodzieja. bo próbując ukraść
              choinkę postąpił nieetycznie?


              > Cóż za bolszewicka
              > mentalność - relatywizacja kradzieży.

              Stwierdzenie oczywistego faktu, że kradzież nie upoważnia do zamordowania
              złodzieja to "relatywizacja kradzieży"?????????????????????//

              >
              > > Złodziej został zamordowany
              >
              > Poniósł konsekwencje swojego zachowania.

              Bycie zamordowanym to akceptowalna konsekwencja usiłowania kradzieży?

              • xiazeluka Często to robię, podziwiam tego faceta 12.01.06, 14:16
                Nikt tu nikogo nie zamordował, przedszkolaku. Kiedy zaczniesz uczęszczać do
                szkoły na lekcje języka ojczystego, to po kilkunastu latach ciężkiej pracy być
                może to zrozumiesz.
                Intencje agresora nie mają znaczenia - wtargnął uzbrojony na teren prywatny w
                ewidentnie wrogich zamiarach. Właściciel terenu stawił opór. Konsekwencje mogą
                obciążać wyłacznie napastnika. Usprawiedliwianie agresora słowanmi "to tylko
                choinka, to tylko kradzież" dowodzą, że nie potrafisz pojąć doniosłości
                świętości własności prywatnej - ot, co tam, choinka, podoba mi się, to se ją
                wezmę. W porządku, mój drogi - wejdę do Twojego mieszkania i wezmę sobie
                wszystko, co mi się spodoba, a Ty mie waż się mi przeszkadzać. Obiecuję, że
                okradę Cię na nie więcej niż 299,99 PLN, czyli nawet szkoda Twojego trudu z
                fatygowaniem się na policję. Będę tak wpadał po kolejne przedmioty o wartości <
                299,99 co tydzień, zgoda?

                Obrona własności prywatnej jest wystarczającym uzasadnieniem zabicia agresora.
                Jeśli dobre samopoczucie złodzieja stawiasz wyżej od ochrony własności, to
                znaczy, że masz wykolejoną etykę, szczerze powiedziawszy - komunistyczną.
                Ochrona własności upoważnia mnie do zastosowania wszelkich metod, co oczywiście
                nie ma nic wspólnego z infantylnym zarzutem "kradzież nie upoważnia do
                zamordowania".
                • mn7 jesteś ciężko chory 12.01.06, 14:29
                  xiazeluka napisała:

                  > Intencje agresora nie mają znaczenia

                  Mają. Fundamentalne. Pozbawić życia napastnika wolno wtedy, gdy godzi w życie
                  lub zdrowie ludzkie. W przeciwnym razie obrona konieczna nie usprawiedliwa
                  świadomego pozbawienia życia napastnika. Jeśłi na przykład ktoś kogoś obraża,
                  nie można go zabić.


                  > Konsekwencje mogą obciążać wyłacznie napastnika.

                  Wszlkie? Łacznie z byciem zamorrdowanym eweidentnie PO ustaniu zagrożenia dla
                  mienia?

                  Usprawiedliwianie agresora słowanmi "to tylko
                  > choinka, to tylko kradzież" dowodzą, że nie potrafisz pojąć doniosłości
                  > świętości własności prywatnej - ot, co tam, choinka, podoba mi się, to se ją
                  > wezmę.

                  Czyżby? Nie słyszałeś o tym, że kradzież jest przestępstwem? Czy gdziekolwiek
                  wyraziłem pogląd, że nie należy karać za kradzież? Wiec po co uciekasz się do
                  tak plugawego sposobu "dyskutowania"?


                  W porządku, mój drogi - wejdę do Twojego mieszkania i wezmę sobie
                  > wszystko, co mi się spodoba, a Ty mie waż się mi przeszkadzać.

                  Niedoczekanie. Mam prawo ci przeszkadzać - to się nazywa obrona konieczna.
                  Obowiazkiem zaś państwa jezst cię surowo ukarać.


                  > Obrona własności prywatnej jest wystarczającym uzasadnieniem zabicia
                  agresora.

                  W żadnym wypadku. Wyraźnie zresztą wynika to nie tylko z jednomyśłego poglądu
                  wszystkich, którzy się tym zajmowali przez ostatnie kilkanaście lat, ale także
                  z przepisów prawa międzynarodowaego, które sa dla Polski wiążące.

                  > Jeśli dobre samopoczucie złodzieja stawiasz wyżej od ochrony własności

                  Gdzieś napisałem coś takiego? Wstyd ci przynajmniej?

                  • xiazeluka Jestem zdrowy, mądry i bogaty 12.01.06, 17:19
                    Intencje napastnika nie mają żadnego znaczenia - zapominasz, towarzyszu, o
                    pewnym detalu: ofierze. Ofiara napaści nie jest od zastanawiania się nad
                    motywacją atakującego bandyty, tylko przystępuje odruchowo do obrony, nie
                    zważając na okoliczności zewnętrzne (czyli nie przeprowadzając wywiadu z
                    gangsterem, czy aby nie miał trudnego dzieciństwa). Ofiara jest przerażona,
                    zdezorientowana, trzymana w okowach atawistycznych odruchów. Domaganie się od
                    ofiary, by analizowała intencje napastnika dowodzi, że jesteście, towarzyszu,
                    zmarzliną etyczną. O braku umiejętności logicznego rozumowania nie wspominając.

                    "Obrażanie", które lekkomyślnie wspomnieliście w charakterze ilustracji swoich
                    dziecinnych wywodów, jest oczywiście nie na temat: jeśli nawę
                    towarzyszu "głupkiem", to nie naruszam w ten sposób Twojej wolności lub
                    własności. Jeżeli to stwierdzenie faktu Cię boli, to możesz szukać
                    sprawiedliwości w sądzie. "Obrażanie" nie wymaga bezpośredniej reakcji
                    obronnej, nie jest agresją fizyczną lub zaborem mienia.

                    Powtórzę po raz trzeci: obrona kończy się z chwilą odparcia napaści. Jeśli w
                    trakcie obrony napastnik zostanie zgładzony, to dobrze mu tak, poniósł
                    konsekwencje. Jeśli jednak przystąpię do odwetu po tygodniu od ustania napaści,
                    to nie jest to przedłużenie obrony, lecz zupełnie nowa sytuacja, ofensywna.
                    Przypomnę również po raz trzeci, że broniący się nikogo nie morduje, co
                    najwyżej - zabija agresora. Radzę jednak poczytać słownik języka ojczystego.

                    Dziecinko, kradzież to zamach na cudzą własność, a to oznacza, że każdy
                    właściciel może swoich maneli bronić. Jeśli złodziej poniesie śmierć, to ma za
                    swoje. Usiłowałem Ci wytłumaczyć, że wolność i własność to podstawowe prawa
                    człowieka, pierwotne wobec kodeksów stanowionych, więc zarówno prawo, jak i
                    praktyka, winny szczególnie chronić te wartości. Złodziej godzi więc w Twoje
                    najbardziej istotne przymioty istoty ludzkiej, dlatego też do obrony własności
                    można użyć wszelkich dostępnych środków.
                    Poza tym, towarzyszu, istnieje coś takiego jak odpowiedzialność za swoje czyny -
                    do kogo powinien mieć pretensję idiota, który wbiegł na jezdnię pod koła
                    rozpędzonego tira?

                    O, zamierzasz mi przeszkadzać podczas wynoszenia cennych sprzętów z Twojej
                    meliny? No i co - zabijesz mnie, jeśli okażę się silniejszy?

                    Natomiast nie jest prawdą, że "wszyscy" mają jednakowe zdanie i że jednakowe
                    jest prawo międzynarodowe (czyli stosując Twoją manierę polemiczną: "Kłamiesz,
                    że..."), zresztą powoływanie się na niezidentyfikowanych wszystkich dowodzi
                    jasno, że skończyły Ci się argumenty (nie jesteś, jak mniemam, panem Bogiem,
                    towarzyszu, zatem nie znasz zdania "wszystkich" na określony temat). Nieprawdą
                    jest to także z tego powodu, że, jak widać, nie wszyscy podzielają Twoje
                    komunistyczne przekonania odnośnie świętości własności prywatnej. Logicznie
                    rzecz biorąc - gdyby "wszyscy" byli jednakowego zdania, to ta dyskusja by się
                    nawet nie rozpoczęła.

                    W Stanach Zjednoczonych było co najmniej kilkadziesiąt tego typu spraw:
                    właściciel sadu zastrzelił małoletniego złodzieja jabłek, farmer ubił turystę,
                    który pomylił drogę lub ją sobie skracał itp., we wszystkich tych przypadkach
                    zatriumfowało prawo, czyli zabójców uniewinniono. I to jest właśnie właściwa
                    metoda postępowania, akcentująca ochronę własności i wolności oraz
                    podkreślająca odpowiedzialność za swoje czyny. Bez takiej surowej edukacji
                    długo jeszcze będę zmuszony wysłuchiwać postępowego szlochu "Biedny złodziej!
                    Zamordował go okrutny właściciel samochodu!"

                    Czy zrozumiałeś choć 1/3 z powyższego, kulturalny (wedle własnego oświadczenia
                    i przekonania) towarzyszu?
                    • mn7 Re: Jestem zdrowy, mądry i bogaty 13.01.06, 09:32
                      Twoja moralność jest głęboko zdegenerowana.
                      • xiazeluka Nie udawaj więcej jurysty, towarzyszu 13.01.06, 09:42
                        Po Twoich odpowiedziach wyraźnie widać, żeś prezentujesz sobą wartość robaka z
                        puszki wędkarza.
      • adamskilew Re: pieniacz 11.01.06, 15:25
        nie wiem kim jesteś mn 7, ale bardzo mnie pociągasz, jak widzę tego hipopotama
        w tv- czyli banasiaka, mam odruch wymiotny,- zwykły pieniacz i żeby było jasne,-
        z analizy wszystkich informacji wynika, że zadźgał nożem uciekjącego
        złodziejaszka tylko mało kto wie, że ran na plecqach złodziej miał kilkanaście
    • lodzermensz Re: Wyrok-symbol w sprawie o zabójstwo włamywacza 11.01.06, 11:19
      W znanym nam zamorskim kraju można w swoim mieszkaniu, garażu, lub ogródku
      położyć trupem uzbrojonego bandytę zanim ucieknie lub nas zabije - lub też
      zabije a potem ucieknie. Potem już tylko szeryf wzywa miejscowe MPO, aby
      pozamiatało.
      Równocześnie jednak egzekutorzy bankowi mają prawo odebrać np. samochód
      klientowi, który przez dwa miesiące nie spłaca rat zaciągniętego kredytu. Robią
      to podstępem, najczęściej śledzą klienta banku, włamują się do pozostawionego
      na chwilę auta i odjeżdżają szybko z „łupem”.
      I właśnie w stanie Mississipi, o czym donosiła Fox News wiosną ub. roku, pewien
      stateczny obywatel, właściciel jednorodzinnej nieruchomości, zauważył osobnika
      włamującego się do jego stojącego przed domem NA ULICY samochodu. Wziął więc
      dubeltówkę i wygarnął do włamywacza z obu rur. Pozbawił go życia uszkadzając
      nieodwracalnie twarzoczaszkę. Był to jednak egzekutor miejscowego banku i
      stateczny obywatel poszedł siedzieć. Ale w drugiej instancji, już w sądzie
      stanowym, wybronił się. Sąd uznał bowiem , że obywatel miał prawo podejrzewać,
      że ubrany w brudny podkoszulek osobnik, który właśnie rozbija kijem bejsbolowym
      boczną szybę jego auta jest złodziejem.
      Wystarczyło więc uzasadnione podejrzenie.

      Może dlatego tak tęsknimy do USA?
      • dean08 Re: Wyrok-symbol w sprawie o zabójstwo włamywacza 11.01.06, 11:46
        Kto teskni, ten tęskni ;-)
        A serio - jakiś namiar na tą informację ? Przegląd google nie pomógł.
    • wielki_czarownik Tragedia! Jak tu się bronić przed bandytami? 11.01.06, 12:17
      Po raz kolejny skazuje się człowieka za to, że ośmielił się bronić swojego dobytku! Jak długo jeszcze to bandyta będzie górą w tym kraju? Kiedy człowiek będzie mógł się obronić wiedząc, że prawo stanie po jego stronie?

      Inna sprawa, że prokurator który wymyślił "zabójstwo" powinien pożegnać się z zawodem raz na zawsze!
      • mn7 smarownik, przestrań kłamać 11.01.06, 12:21
        wielki_czarownik napisał:

        > Po raz kolejny skazuje się człowieka

        Nie udawaj, że nie zauważyłeś, iż chodzi o sprawę, o której wypowiaałeś się na
        forum co najmniej 6 razy - przy różnych okazjach.

        W tej sprawie przyjęcie, że facet działął z przekroczeniem granic o.k. i
        zastosowanie art. 25 par 3 k.k. to było max tego, co mógł uzyskać i jeszcze
        drugie tyle, bo na zdowy rozum było już dawno po jakimkolwiek ataku (aresztą -
        na mienie, na pewno nie na życie ani zdrowie), więc była to ewidentna zemsta na
        złodzieju.
        • wielki_czarownik A ty dalej się kompromitujesz. 11.01.06, 12:55
          Czy nir eozumiesz, że ja krytykuję cały obecny system prawny? Nie zarzucaj tu "paragrafami" bo to na nikim nie robi wrażenia. Problem tkwi między innymi w tych "paragrafach". Sprawa musi być jasna - kto łamie prawo ponosi wszystkie tego konsekwencje. Wszystkie - łącznie z tym, że właściciel choinki wyjdzie z domu ze strzelbą i odstrzeli śmiecia. I winny temu jest tylko złodziej.
          • adamskilew Re: A ty dalej się kompromitujesz. 11.01.06, 15:32
            wielki czarowniku- najlepiej ustaw szubienice przy hipermarketach- dla
            dzieciaków kradnących batony
            • xiazeluka Kolego Adamiebezbrew 11.01.06, 18:20
              Zechciej może nie wtrącać się w dyskusje, z których nic nie rozumiesz. Kolega
              czarownik wyraźnie wytyczył granice odpowiedzialności, więc bełkot o dzieciach
              z batonami jest nie na miejscu.
        • adamskilew Re: smarownik, przestrań kłamać 11.01.06, 15:31
          gościu- nawet jeśli jesteś facetem- coraz bardziej mnie pociągasz!
          najzwyczajniejszy samosąd
          jak chciałby nasz bohater- to złodziej wisząc na płocie zagrażał mu pośladkami
      • adamskilew Re: Tragedia! Jak tu się bronić przed bandytami? 11.01.06, 15:28
        czarownik, - zostań przy swoich czxarach skoro nawet czytać nie umieesz-----
        odstąpiono od wymierzenia kary!
        tRAGEDIA!
        SAM JESTES TRAGEDIĄ
        • wladyslaw.studnicki Tragedią jest to, że po takim wyroku, wiele osób 11.01.06, 18:27
          widząc coś złego, napad, pobicie, bójkę, odwróci oczy i nie zainterweniuje,
          nawet na policję nie zadzwoni. Bo będzie miało świadomość, że mże ich coś złego
          spotkać. Że lepiej opatrezć w inną stronę i pozwolić na zakatowanie kolejnego
          bezbronnego człowieka. Śmiecie jesteście a nie prawnicy.
          • mn7 Re: Tragedią jest to, że po takim wyroku, wiele o 12.01.06, 13:46
            Po jakim wyroku? Facet uniknął kary, choć niewątpliwie zabił
            • wielki_czarownik CZŁOWIEKU!! 12.01.06, 15:32
              Po ilu latach?? Po 9 latach procesu i 9 miesiącach w areszcie! Kto będzie ryzykował?
              • mn7 ... 12.01.06, 15:39
                Jeszcze go mieli po głowce pogłaskać, że zabił poddającego się złodziejaszka w
                chwili, gdy ten z jego pomocą opuszczał jego działkę.
                • wielki_czarownik To mówi prawnik?? 12.01.06, 15:43
                  Czyli co? Wedle ciebie to był rodzaj kary? A ja myślałem, że areszt i proces to nie jest kara. Sprawa powinna zostać rozpatrzona w rozsądnym czasie. Albo skazać człowieka albo uniewinnić. Ale szybko! A nie przez 9 lat!!
                  • wladyslaw.studnicki Może mn7 sądził? W takim przypadku, dobrze że 12.01.06, 15:47
                    roces nie trwał 19 lat, a tylko 9. Tak to jest z "prawnikami", którzy
                    podostawali się na aplikacje bo tatuś albo ciocia byli już sędziami. Zero
                    kompetencji, zero moralności, tylko w gębie i bezczelnosci silni.
        • wielki_czarownik Do podstawówki marsz 11.01.06, 20:19
          Został uznany WINNYM. To się liczy. Brak kary nie ma tu nic do rzeczy. Fakt jest taki, że sąd uznał BRONIĄCEGO się za winnego.
          • mn7 smarownik, naucz się znaczenia słów 12.01.06, 13:55
            wielki_czarownik napisał:

            > Został uznany WINNYM. To się liczy.

            Jego wina nie budziła wątpliwości. Był tłum świadków po ogrodzeniem, sam nie
            zaprzeczał sprawstwu. Nie mógł nie być uznany winnym, bo taki wyrok nie mógłby
            się utrzymać w II instancji.

            > Brak kary nie ma tu nic do rzeczy.

            Brak kary to było MAXIMUM tego, co mógł uzyskac i uzyskał.

            > Fakt jest taki, że sąd uznał BRONIĄCEGO się za winnego.

            Nie, ponieważ NIE BYŁ on broniącym się. Obrona już dawno ustała. Zabił
            napastnika w długi czas po ustaniu jakiegokolwiek "zamachu".

            • wielki_czarownik Re: smarownik, naucz się znaczenia słów 12.01.06, 15:26
              mn7 napisała:


              >
              > Jego wina nie budziła wątpliwości. Był tłum świadków po ogrodzeniem, sam nie
              > zaprzeczał sprawstwu. Nie mógł nie być uznany winnym, bo taki wyrok nie mógłby
              > się utrzymać w II instancji.

              A ty znowu o naszym prawie.


              > Brak kary to było MAXIMUM tego, co mógł uzyskac i uzyskał.

              Czy ty nie rozumiesz, że ja nie mówię co mogło być w obecnym stanie prawnym, ale jak powinno być? Przekracza to twoje możliwości?

              >
              > Nie, ponieważ NIE BYŁ on broniącym się. Obrona już dawno ustała. Zabił
              > napastnika w długi czas po ustaniu jakiegokolwiek "zamachu".
              >

              Zamach ustaje w momencie kiedy bandyta się poddaje albo przestaje być zdolny do stawiania oporu. Odrzuca broń, podnosi ręce do góry i krzycy "poddaję się". Wtedy ustaje zamach. Do uciekającego bandyty należy strzelać! Szczególnie jeżeli ucieka z łupem.
              • mn7 przecież ty w ogóle nie znasz stanu faktycznego! 12.01.06, 15:32
                wielki_czarownik napisał:

                > > Brak kary to było MAXIMUM tego, co mógł uzyskac i uzyskał.
                >
                > Czy ty nie rozumiesz, że ja nie mówię co mogło być w obecnym stanie prawnym,
                al
                > e jak powinno być?

                Jak "powinno" być? Tak, że niedoszła ofiara kradzieży może z zemsty zabić
                złodzieja, [powołać się na obronę konieczną a sąd da sobie taki kit wcisnąć?
                Tak "powinno być"? Lecz się.


                > Zamach ustaje w momencie kiedy bandyta się poddaje

                Tutaj poddał się, poszli razem do ogrodzenia, chwilę rozmawiali (byli ze sobą
                na ty, znali się od podstawówki). Następnie nagle, bez powodu jeden drugiego
                zaczął masakrowac nożem. Widział to tłumek świadków.

                > Do uciekającego bandyty należy strzelać! Szczególnie jeżeli
                > ucieka z łupem.

                Tutaj ani nie uciekał z łupem, ani nikt go nie gonił, ani fakt zakończenia
                zamachu nie budził najmniejszej nawet wątpliwości.


                • wielki_czarownik Re: przecież ty w ogóle nie znasz stanu faktyczne 12.01.06, 15:50
                  mn7 napisała:


                  >
                  > Jak "powinno" być? Tak, że niedoszła ofiara kradzieży może z zemsty zabić
                  > złodzieja, [powołać się na obronę konieczną a sąd da sobie taki kit wcisnąć?
                  > Tak "powinno być"? Lecz się.

                  Tak by było idealnie.


                  > Tutaj poddał się, poszli razem do ogrodzenia, chwilę rozmawiali (byli ze sobą
                  > na ty, znali się od podstawówki). Następnie nagle, bez powodu jeden drugiego
                  > zaczął masakrowac nożem. Widział to tłumek świadków.

                  Nie czujesz że to śmierdzi? Facet wyprowadza kumpla i nie otwiera mu bramki tylko przerzuca przez płot? Świadek to żaden dowód (tego uczą na pierwszym roku studiów).

                  >
                  > Tutaj ani nie uciekał z łupem, ani nikt go nie gonił, ani fakt zakończenia
                  > zamachu nie budził najmniejszej nawet wątpliwości.
                  >

                  Jak widać po wyroku - budził.

                  >
                  • mn7 Re: przecież ty w ogóle nie znasz stanu faktyczne 12.01.06, 15:57
                    > mn7 napisała:
                    >
                    > Lecz się.
                    >
                    > Tak by było idealnie.

                    Idealnie to było, gdyby to leczenie coś dało.


                    > > Tutaj poddał się, poszli razem do ogrodzenia, chwilę rozmawiali (byli ze
                    > sobą
                    > > na ty, znali się od podstawówki). Następnie nagle, bez powodu jeden drugi
                    > ego
                    > > zaczął masakrowac nożem. Widział to tłumek świadków.
                    >
                    > Nie czujesz że to śmierdzi? Facet wyprowadza kumpla i nie otwiera mu bramki
                    tyl
                    > ko przerzuca przez płot?

                    Uznał, że powinien wrócić tą samą drogą, tak zresztą twierdził przed sądem. Co,
                    nie wierzysz mu???


                    > Tutaj ani nie uciekał z łupem, ani nikt go nie gonił, ani fakt zakończeni
                    > a
                    > > zamachu nie budził najmniejszej nawet wątpliwości.
                    > >
                    >
                    > Jak widać po wyroku - budził.

                    Ciężko się coś tłumaczy kompletnemu analfabecie prawnemu, ale po raz ostatni:

                    Gdyby zamach jeszcze trwał, byłaby to obrona konieczna. Uznająć, że było to
                    przektroczenie granic obrony koniecznej sąd uznał (m.in.), że zamach dawno
                    ustał.
                    Nie budziło to wątliwości w tym procesie.

                    • wielki_czarownik Re: przecież ty w ogóle nie znasz stanu faktyczne 12.01.06, 18:45
                      mn7 napisała:


                      >
                      > Idealnie to było, gdyby to leczenie coś dało.

                      Źle mi się wtedy zacytowało :)


                      >
                      > Uznał, że powinien wrócić tą samą drogą, tak zresztą twierdził przed sądem. Co,
                      >
                      > nie wierzysz mu???

                      Nie wierzę tobie. Prawnika poznać po tym, że kłamie jak tylko otwiera usta.


                      >
                      > Ciężko się coś tłumaczy kompletnemu analfabecie prawnemu, ale po raz ostatni:
                      >
                      > Gdyby zamach jeszcze trwał, byłaby to obrona konieczna. Uznająć, że było to
                      > przektroczenie granic obrony koniecznej sąd uznał (m.in.), że zamach dawno
                      > ustał.
                      > Nie budziło to wątliwości w tym procesie.
                      >

                      I wydał taki wyrok mimo, iż zamach dawno ustał i nie było ABSOLUTNIE żadnych powodów do atakowania bandyty? Czyli SN usankcjonował morderstwo? To chcesz powiedzieć? Odważna teza.
                      • mn7 Re: przecież ty w ogóle nie znasz stanu faktyczne 13.01.06, 09:31
                        Przeczytaj sobie tłumoku art. 25 par. 3 k.k. to wreszcie pojmiesz jak to jest
                        możliwe, że ktoś jest skazany za zabójstwo, ale sąd odstępuje od wymierzenia
                        kary.
                        • xiazeluka Nie opowiadajcie bzdur, towarzyszu 13.01.06, 09:46
                          Art. 25 odnosi się do obrony koniecznej i jej tzw. przekroczenia, a nie do
                          zabójstwa, dlatego z tego artukułu nikogo za zabójstwo skazać nie można
                          ("przekroczenie" przecież nie musi polegać na ukatrupieniu napastnika,
                          niedołężny umysłowo towarzyszu). Przewertuj swój kodeks karny i znajdź sobie
                          odpowiednie paragrafy w stylu "kto pozbawia życia człowieka..."
                          • mn7 twoje nieuctwo jest niebywałe 13.01.06, 10:17
                            xiazeluka napisała:

                            > Art. 25 odnosi się do obrony koniecznej i jej tzw. przekroczenia, a nie do
                            > zabójstwa,

                            obrona konieczna jest okolicznością wyłączającą bezprawność (np. czynu, który
                            byłby zabójstwem, gdyby nie o.k.)

                            > dlatego z tego artukułu nikogo za zabójstwo skazać nie można

                            Z tego artykułu w ogóle nie można nikogo skazać, jest to bowiem art,. mówiący o
                            tym, że sąd obligatoryjnie odstępuje od wymierzenia kary jeśli przekroczenie
                            granic o.k. wynikało z pewnych okoliczności.
                            Masz dość elementarne braki.

                            > ("przekroczenie" przecież nie musi polegać na ukatrupieniu napastnika,

                            Oczywiście. Dlatego też przepis ten znajduje zasosowanie także w sprawach np. o
                            ciężki uszkodzenie ciała, pobicie itd.

                            Bolszewicka zacikłóść, jaką prezentujesz, to trochę za mało. Dobrze by było,
                            gdybyś wiedział, czym (ontologicznie) jest obrona konieczna - okolicznością,
                            której zajście wyłącza bezprawność danego zachowania i przez to je legalizuje.
                            Art. 25 par. 3 pozwala natomiast (zgoła nakazuje) odstąpić od wymierzenia kary
                            przy skazywaniu sprawcy, który co prrawda przekroczył granice o.k. (z więc NIE
                            BYŁA to o.k.) ale zrobił to z powodów, jakie uważa się za usprawiedliwione.
                            • mn7 Re: twoje nieuctwo jest niebywałe 13.01.06, 10:31
                              Podstawą skazania za zabójstwo jest oczywiście art. 148 par. 1 (lub 2) k.k.
                              Art. 25 par. 3 jest natomiast podstawą odstąpienia od wymierzenia w takim
                              przypadku kary.
                              Ja wiem, że nie każdy musi się na tym znać, ale zabierając się do dyskusji o
                              okoloicznościach wyłaczających bezprawność dobrze by było odróżniać przepisy
                              części ogólnej k.k. od przepisów częśći szczególnej, typizujących poszczególne
                              przestestwa.
                              Dobrze byłoby też wiedzieć, że nie ma i nigdy nie było takiego przestępstwa,
                              jak "przekroczenie granic obrony koniecznej" i nikt nigdy ni ebył za nic
                              takiego skazany.
                              • xiazeluka Towarzyszu, prosiłem - przestańcie udawać jurystę 13.01.06, 12:11
                                ...ponieważ nawet nie udajecie, że znacie się na czymkolwiek. Pospieszne
                                przewertowanie kodeksu karnego plus szybka kwerenda w guglu to trochę za mało,
                                by mądrzyć się na tematy Was przerastające, towarzyszu.

                                Przykładem jest powoływanie się wyłącznie na art. 148, choć odebranie komuś
                                życia podpada także pod art. 155 lub 158 - niechlujnie szukaliście, więc poza
                                art. 148 nie dotarliście, towarzyszu. Ponadto nie rozumiecie, że aby wymierzyć
                                komuś karę z art. 148 należy mu udowodnić premedytację czyli musi zachodzić
                                umyślność w akcie odbierania życia. Nie potraficie odróżnić umyslnego odebrania
                                życia (kara od 8 do 25 lat lub dożywocie) z nieumyślnym (kara od 3 miesięcy do
                                5 lat), a spowodowane jest to, że w omawianej sprawie kierujecie się
                                uprzedzeniami, towarzyszu, bełkocząc coś o "zabójstwie" w sensie morderstwa.

                                Wracając zatem do art. 25 - towarzyszu, nie umiecie czytać: stwierdziliście,
                                że "sąd obligatoryjnie odstępuje od wymierzenia kary jeśli przekroczenie granic
                                o.k. wynikało z pewnych okoliczności" - nieprawda, towarzyszu, sąd "może"
                                odstąpić od wymierzenia kary, ale nie musi tego zrobić "obligatoryjnie". Macie
                                poważne braki, towarzyszu.
                                Jeżeli zabicie człowieka zostanie uznane za postępowanie w granicach art. 25,
                                to sprawa się kończy, nie ma tu przestępstwa zabójstwa z art. 148, jak to
                                fałszywie opowiadaliście. "Wyłączenie" odpowiedzialności jest przecież jasno
                                opisane: "Nie popełnia przestępstwa..." Ja rozumiem, że po kilku miesiącach
                                wieczorowych studiów prawniczych w jakiejś prowincjonalnej akademii macie
                                potrzebę pochwalenia się zdobytymi (aczkolwiek nie do końca zrozumianymi)
                                informacjami, jednak mierzcie siły na zamiary, towarzyszu Wyszyński, i
                                skończcie opowiadać pompatyczne frazesy.

                                Ponawiam apel: kupcie sobie słownik języka polskiego, z jego lektury dowiecie
                                się, że "może" nie oznacza "zgoła nakazuje", towarzyszu.
                                • mn7 co za kretyn... 13.01.06, 13:33
                                  xiazeluka napisała:

                                  > Ponadto nie rozumiecie, że aby wymierzyć
                                  > komuś karę z art. 148 należy mu udowodnić premedytację czyli musi zachodzić
                                  > umyślność w akcie odbierania życia.

                                  Premedytacja to dla ciebie to samo, co umyślność. No pięknie. W takim razie
                                  musisz jeszcze sobie przeczytać ze zrozumieniem art. 9 k.k. A przynajmniej
                                  jakiś słownik języka polskiego.


                                  > Wracając zatem do art. 25 - towarzyszu, nie umiecie czytać: stwierdziliście,
                                  > że "sąd obligatoryjnie odstępuje od wymierzenia kary jeśli przekroczenie
                                  granic
                                  > o.k. wynikało z pewnych okoliczności" - nieprawda, towarzyszu, sąd "może"
                                  > odstąpić od wymierzenia kary

                                  Kłamiesz. Art. 25 par. 3 nakazuje w pewnych okolicznościach OBLIGATORYJNIE
                                  odstapić.
                                  Jest to zresztą jedyny przypadek obligatoryjnego odstąpienia od wymierzenia
                                  kary w k.k.
                                  Kłamstwo twoje ma krótkie nogi. Przecież każdy sobioe może znaleźć w sieci i
                                  przeczytać ten przepis. Po co więc to robisz?

                                  > Jeżeli zabicie człowieka zostanie uznane za postępowanie w granicach art. 25,
                                  > to sprawa się kończy, nie ma tu przestępstwa zabójstwa z art. 148

                                  Jeśłi natomiast - jak w tym przypadku - sprawca nie działał w obronie
                                  koniecznej lecz z przekroczeniem jej granic - odpowiada za dane przestestwo,
                                  ale art. 25 par. 2 pozwala złagodzić jego odpowiedzialność, zaś art. 25 par. 3 -
                                  nawet nakazuje odstąpić w pewnych przypadkach (jak w tej sprawie) od
                                  wymierzenia kary.

                                  Już dawno przestałbym tracić czas na tłumaczenie ci tego, co jest jasne dla
                                  każdego studenta II roku studiów prawniczych. Chodzi mi jednak o osoby, które
                                  być może to czytają i są skłonne nabrać się na podawane przez ciebie kłamstwa.

                                  • xiazeluka Cóż za asertywność... 13.01.06, 15:49
                                    Ciekawe, towarzyszu minus7 - macie manierę zarzucania innym niewłaściwego
                                    zachowania, a sami bez żenady sobie folgujecie. Jakaś refleksja przychodzi Wam
                                    może do głowy...?

                                    Z tym słownikiem języka ojczystego - to naprawdę już nie dobra rada, lecz
                                    konieczność! Wy nie rozumiecie słowa pisanego, więc i kontekst jest dla Was
                                    ezoteryką. Przestudiujcie dokładnie moją wypowiedź, to może zrozumiecie, co
                                    napisałem o winie umyślnej. Często się obrażacie jak rozkapryszony
                                    dwunastolatek, kiedy zwraca się Wam uwagę na niedołęstwo polemiczne?

                                    Przy okazji dygresja - jeśli ktoś w dobrej wierze coś do Was mówi (jak np. w
                                    tym wątku relacjonuje wydarzenia na podstawie opisu z gazet), to nazywanie
                                    tego "kłamstwem" świadczy o ogromnych brakach w kulturze osobistej.
                                    Koniec dygresji.

                                    Napisaliście, towarzyszu:

                                    "Z tego artykułu w ogóle nie można nikogo skazać, jest to bowiem art,. mówiący
                                    o tym, że sąd obligatoryjnie odstępuje od wymierzenia kary jeśli przekroczenie
                                    granic o.k. wynikało z pewnych okoliczności."

                                    Teraz zaś piszecie:

                                    "Kłamiesz. Art. 25 par. 3 nakazuje w pewnych okolicznościach OBLIGATORYJNIE
                                    odstapić."

                                    Jak widać nie potraficie odróżnić "artykułu" od "paragrafu" - pierwotnie
                                    pisaliście o artykule, teraz zawężyliście wypowiedź do "paragrafu". No i
                                    oczywiście nadal nie macie racji, towarzyszu: wymogiem odstąpienia jest
                                    dodatkowy warunek (strach i wzburzenie), a nie obligatoryjny wymóg. O ile
                                    bowiem rzeczywiście silne emocje towarzyszą gwałtownym aktom, to wcale nie jest
                                    powiedziane, że zachodzą w każdym rozpatrywanym przypadku i że nie można
                                    podważyć takiej linii obrony. Kolejnym świadectwem potwierdzającym moje zdanie
                                    jest treść par. 2, gdzie odstąpienie od wymierzenia kary jest warunkowe.

                                    Tak to jest, kiedy student zaoczny zaczyna czytać paragrafy w odwrotnej
                                    kolejności... Widzicie, towarzyszu, par. 3 zamyka artykuł (innymi słowy:
                                    koronuje sens przepisu0, natomiast nie jest autonomiczny. Art. 25 należy
                                    rozumieć tak:
                                    1. Nie popełnia się przestępstwa odpierając zamach.
                                    2. Jeśli przy odpieraniu przekroczy się granice, to itd.
                                    3. Jeśli jednak to przekroczenie granic było usprawiedliwone tym i tamtym, to
                                    wtedy dopiero odstępuje się od wymierzenia kary.

                                    Jak więc widać, par. 3 uzupełnia zapis par. 2, a nie, jak to usiłuje nam wmówić
                                    towarzysz minus7, jest przepisem obligatoryjnym. Rozpoznanie sprawy nie zaczyna
                                    się od końca...

                                    Kolejna bzdura:

                                    "Jeśłi natomiast - jak w tym przypadku - sprawca nie działał w obronie
                                    koniecznej lecz z przekroczeniem jej granic"

                                    "Sprawca" działał w obronie koniecznej, lecz, zdaniem sądu, przekroczył jej
                                    granice. Gdyby nie chodziło o przekroczenie tzw. granic OK, to sąd w ogóle nie
                                    brałby pod uwagę art. 25.

                                    PS. Zauważyłem, że pochwaliliście się wiedzą rozleglejszą od studenta II roku.
                                    Czy to znaczy, że studiujecie na III roku? Imponujące - tak daleko zajść nie
                                    mając żadnych predyspozycji...
                                    • mn7 czy ta masz forumowiczów za idiotów? 13.01.06, 17:55
                                      xiazeluka napisała:

                                      > Ciekawe, towarzyszu minus7 - macie manierę zarzucania innym niewłaściwego
                                      > zachowania, a sami bez żenady sobie folgujecie. Jakaś refleksja przychodzi
                                      Wam
                                      > może do głowy...?

                                      Tak. Że niepotrzebnie zniżyłem się na twój poziom. Bo takiego kogoś jak ty i
                                      tak nie przegadam.

                                      Czy przeczytałeś już sobie art. 9 k.k.? A zrozumiałeś?
                                      A co z art. 25 k.k.?
                                      Przeczytasz, zrozumiesz, zabieraj się do dyskusji.

                                      Jeszcze jedno. Nie jestem twoim towarzyszem. Tak to się zweracaj do sobie
                                      podobnych kolegów z samoobrony albo sld.

                                      > O ile
                                      > bowiem rzeczywiście silne emocje towarzyszą gwałtownym aktom, to wcale nie
                                      jest
                                      > powiedziane, że zachodzą w każdym rozpatrywanym przypadku

                                      Dlaego też obligatoryjne odstąpienie od wymierzenia kary zachodzi wyłacznie
                                      wtedy, gdy strach i wzburzenie były usprawiedliwone okolicznosciami zamachu.
                                      Tak właśnie uznał sąd w tym przypadku i odstąił od wymierzenia kary.
                                      Twoje udawanie, że niczego nie potrafisz pojąć jest żenujące.

                                      > Kolejna bzdura:
                                      >
                                      > "Jeśłi natomiast - jak w tym przypadku - sprawca nie działał w obronie
                                      > koniecznej lecz z przekroczeniem jej granic"
                                      >
                                      > "Sprawca" działał w obronie koniecznej, lecz, zdaniem sądu, przekroczył jej
                                      > granice.

                                      To "zdanie sądu" jest jednak w tym przypadku wiążące. Tak się składa, że to sąd
                                      decyduje a nie ty.

                                      > Gdyby nie chodziło o przekroczenie tzw. granic OK, to sąd w ogóle nie
                                      > brałby pod uwagę art. 25.

                                      A to ciekawostka. Jeśli sprawca powoływał się na obronę koniezcną, to sąd by to
                                      zignorował i nie rozważał w ogóle obrony koniecznej???
                                      Czy ty masz czytelników tego forum za idiotów?

                                      • xiazeluka Wszystkich nie, jednego na pewno 14.01.06, 23:30
                                        Piszecie, że zniżyliście się do mojego poziomu. Może zechcecie zacytować
                                        dowolny mój post, w którym wyraziłem się o towarzyszu w stylu zaprezentowanym
                                        przez towarzysza, czyli, cytuję, "kretynie"?
                                        No właśnie.

                                        No, a co poza tym? Kupiliście już sobie słownik języka polskiego? Nie
                                        omieszkajcie go przewertować, znajomość kilku haseł stanowczo wyjdzie Wam na
                                        dobre, wtedy nawet gwara prawnicza kodeksu karnego stanie się nieco
                                        czytelniejsza.
                                        Kiedy skończycie nadrabiąc braki w wykształceniu klasycznym, dajcie znać -
                                        znowu się pośmiejemy, towarzyszu. Ach, miało nie być "towarzyszu"? A dlaczego
                                        nie? Wasza komsomolska natura chyba nie wzdraga się przed należnym
                                        uszanowaniem? Wasze kom,unistyczne przemyślenia uprawniają mnie do użycia tego
                                        uprzejmego zwrotu, porzućcie fałszywą skromność, towarzyszu.

                                        Fałszywą skromność oraz skłonność do wygłaszania górnolotnych banałów - art. 25
                                        był już cytowany, wzmacnianie argumentacji powtarzaniem w kółko tego samego
                                        jest bezcelowe, tym bardziej, że nie rozumiecie multiplikowanej treści; kiepsko
                                        u Was z dyscypliną polemiczną, młody człowieku: omówienie art. 25 to jedno, a
                                        przyłożenie go do konkretnej sprawy to drugie. Średnio inteligentny worek na
                                        odpadki nie miałby zapewne trudności z wytyczeniem tej granicy w moich postach,
                                        Wy, rozchełstany emocjonalnie towarzyszu, jeszcze tej umiejętności nie
                                        posiedliście w stopniu zadowalającym. Zrozumieliście czy też mam przejść na
                                        zdania proste?

                                        Jeżeli sprawca powołuje się na jakieś okoliczności, to obowiązkiem sądu jest
                                        dotrzeć do obiektywnej prawdy (przynajmniej w teorii), samo "powoływanie się"
                                        nic nie znaczy, może to być przecież linia obrony, którą w postępowaniu się
                                        obali. Pozwany nie jest przecież od decydowania o paragrafach, które wysoki sąd
                                        ma wziąć pod uwagę - jak widać towarzysz ma pojęcie o rozprawach sądowych
                                        wyniesione z serialu "M jak miłość". Towarzyszowi wydaje się zapewne, że
                                        powołanie się na art. 25 "obligatoryjnie" kończy sprawę... Towarzyszu, jeśli
                                        szukacie tu jakiegoś idioty, to spieszę Was poinformować, że jeden jest całkiem
                                        niedaleko, rozejrzyjcie się uważnie, rzućcie okiem w lustro... O, jest, prawda?
    • afik42 Temat do d... 11.01.06, 17:22
      Wydaje sie dosc jasne, ze zadajac cios nozem osobie, ktora w chwili zadawania
      tego ciosu usilowala wlasnie uciec przeskakujac ogrodzenie - sprawca
      rzeczywiscie przekroczyl granice obrony koniecznej.

      Swoja droga, brzmi to (tragi) komicznie, ze cios, za przeproszeniem, w du..,
      mogl okazac sie - smiertelny. Tego nie pojmuje.

      I tu - linia obrony: sprawca smierci nie mogl przewidziec, ze rznac zboja w
      du.., wysle go na tamten swiat.
      • mn7 Re: Temat do d... 12.01.06, 13:57
        afik42 napisał:

        > Wydaje sie dosc jasne, ze zadajac cios nozem osobie, ktora w chwili zadawania
        > tego ciosu usilowala wlasnie uciec przeskakujac ogrodzenie - sprawca
        > rzeczywiscie przekroczyl granice obrony koniecznej.

        W rzeczywistości było całkiem inaczej. Złodziej przechodził przez ogrodzenie Z
        POMOCĄ sprawcy, byli bowiem kolegami z podstawówki. W pewnym momecie sprawcy
        coś odbiło i zadał mu kilka ciosów nożem.

        > Swoja droga, brzmi to (tragi) komicznie, ze cios, za przeproszeniem, w du..,
        > mogl okazac sie - smiertelny. Tego nie pojmuje.

        Niby dlaczego - przeciął tętnicę udową. To powoduje wykrwawienie nawet w
        kilkanaście sekund.

    • burakiprlu smiertleny cios w dupe, Brawo!!!! 14.01.06, 23:56
      teraz sadzic debilnego sedziego ktory wydal wyrok wiezienia na niewinnego
      czlowieka. nie dla bandytow!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka