Dodaj do ulubionych

Czy polityka może być moralna

24.02.06, 22:41
powinna być ! Bez moralności polityka jest wyłącznie walką każdego z każdym
i stołki a z pola widzenia znika dobro drugiego człowieka rodziny
narodu...myślę ze w polskiej polityce ostatnie 60 lat takie włąśnie było i
dlatego mamy tak jak mamy...
Obserwuj wątek
    • cogito.ergo.zum Czy polityka może być moralna - pytanie retoryczne 24.02.06, 22:54
      Moze i moze. Jakkolwiek, moim zdaniem jest to praktycznie nie do wykonania.
      Powod - glupota elektoratu. Nie tylko polskiego, ale na calym swiecie.
      Ludzie chca slyszec pewne rzeczy i slysza. Wiekszosc jest zbyt leniwa, aby
      zajac sie wlasnym losem, liczy na opieke 'panstwa'. A 'panstwo'zapewnia
      niby-opieke wzamian za dostep do zloba grupie ludzi nazywajacych sie politykami.
      Najlatwiej rzadzi sie poprzez manipulacje, a nie poprzez rozumne rzadzenie. Do
      tego ostatniego potrzeba wiedzy teoretycznej i praktycznej, uczciwosci,
      zdolnosci myslenia analitycznego i przewidywania zdarzen. Stad, polityka
      powinni zajmowac sie najmadrzejsi ze starszego pokolenia. Poprzez manipulacje,
      czyli mowiac rzeczy popularne , mile dla elektoratu mozna stac sie politykiem
      i miec realna wladze i realne korzysci. Charaktery ludzkie sa ulomne i
      najlatwiej lamia sie najslabsi i najgorsi, z minimum lub bez kregoslupa
      moralnego. Do tego dochodza wszelkiej masci psychopaci gotowi rekompensowac
      swoje osobiste ulomnosci poprzez rzadzenie innymi.
      Brak podstawowych zasad moralnych u politykow i calkowita biernosc elektoratu,
      czyz moze byc gorsza sytuacja?
      Dlaczego po tylu latach komuny, ludzie wybrali Pieknego Olka na prezydenta?
      Dlaczego glosowali na SLD? Dlaczego tolerowali rzady Millera? Dlaczego nie
      walneli piescia i powiedzieli DOSC?
      Bo tak naprawde elektorat jest niemoralny i skorumpowany. Obywatel dba o
      wlasny interes wpierw, potem rodziny, grupy. Na myslenie obywatelskie nie ma
      czasu i ochoty. Niech ONI to zrobia za mnie. Obywatel nie liczy, ile go taka
      przyjemnosc kosztuje?
      Obywatel nie protestuje gdy biurokracja rosnie, gdy sedziowie, politycy i
      inne osoby publiczne kreca, kradna.
      Obywatel nie korzysta ze swego prawa do wyboru. Nie usuwa elementy szkodliwe
      czy kryminalne. na zlosc tacie odmroze sobie uszy - zaglosuje na zlosc iksowi
      czy igrekowi. Mozna i tak. To uczy X, Y i reszte alfabetu, ze dla sukcesu
      musza manipulowac glupim, leniwym elektoratem.
      Istnieja jednostki madre czy uczciwe, ale jest ich malo, zbyt malo aby miec
      wplyw. Do polityki sie dostana, poniewaz polityka jest opanowana na miernoty i
      cwaniakow. Albo jestes z nami, albo przecwko nam. Albo kradniesz z nami, albo
      nie ma dla ciebie miejsca.
      W realnym swiecie, obecnie, dla uczciwych ludzi w polityce miejsca nie ma.
      Nawet gdyby ich wybrali podobnie myslacy, to szybko sie spala. Uklad zrobi
      wszystko aby im sie nie powiodlo.
      Moimzdaniem naprawa warstwy politycznej jest mozliwa pod warunkiem poprawy
      ogolnej koralnoscu spoleczenstwa. Jakie spoleczenstwo, tacy politycy. Czyli,
      mamy to na co zaslugujemy.
      Skoro artykul jest artykulem sponsorowanym - nie, PiS nie spelnia norm rzadu
      sprawiedliwego, praworzadnego, efektywnego, kompetentnego. Do jeszcze jedna
      zbieranina cwaniaczkow, ktorzy chca sie ustawic w zyciu lub odreagowac kompleksy.
      Jak widze takich politykow z "misja", to wiem czego oczekiwac.
      Pewnego dnia zobaczymy ich w pozycji misyjnej, dymajacych nasz wspolny interes
      dla wlasnej przyjemnosci.
      • cogito.ergo.zum Re: Czy polityka może być moralna - pytanie retor 24.02.06, 22:57
        powinno byc elementow szkodliwych.
        • cogito.ergo.zum Re: Czy polityka może być moralna - pytanie retor 24.02.06, 22:58
          powinno byc - do polityki sie NIE dostana.
      • inna_pora Re: Czy polityka może być moralna - pytanie retor 26.02.06, 13:22
        cogito.ergo.zum napisał:

        >> Skoro artykul jest artykulem sponsorowanym "

        Chciałabym wiedzieć co cogito.ergo.zum ma na myśli pisząc te słowa, czy
        sugeruje,że Pani Profesor pisze na zamówienie i w zależnosci od zamawiającego
        raz czarne jest czarne a innym razem białe???
        Gdybym miała okazję to powiedziałabym:Pani Profesor,ja osobiście życzę Pani
        a tym samym i sobie by jak najczęściej mogła Pani się dzielic z nami swoimi
        przemyśleniami i by nie był to głos wołającego na puszczy.

        Osobiście cierpnę gdy słyszę , że cel uświęca środki .
        • inna_pora Re: Czy polityka może być moralna - pytanie retor 26.02.06, 13:31
          I jeszcze uwaga nie tylko do cogito.ergo.zum :społeczeństwo czyli elektorat
          jest zawsze "przypadkowy" , pogardliwe wyrażanie się
          o jakimkolwiek elektoracie nie ma nic wspólnego nie tylko z etyką ale po prostu
          zwyczajnie oznacza brak "kindersztuby" i to niestety nie tylko na tym forum
    • lutekstg Re: Z polityki znika dobro a pojawia się Ziobro 24.02.06, 23:32
    • gw_klamie Gdybyśmy mieli polityka na miarę Aleksandra 24.02.06, 23:52
      to musiałby wyciąć w pień całą dawną esbecję na czele z pani ukochaną GW-nianą gadzinówką. Tylko wtedy można by zbudowac Polskę a nie prezioland, który zostawil po sobie prezio Kwasniewski.Nie te czasy droga pani.
    • cogito.ergo.zum Wybiorcza sciemnia 25.02.06, 00:34
      o 23 wszystko bylo inne, nagle pojawily sie inne teksty, inny uklad a opinia p
      Skargi zniknela z pierwszej strony. Ale to nic.

      W starozytnej Grecjii obywatele pelnili swa powinnosc dla dobra ogolnego
      (spoleczenstwa) i mialo to bardzo wysoka range.
      Reprezentowali interes spoleczny.
      Obecnie przyjal sie system patyjny, ze wszystkimi jego wadami. Celem partii
      (kazdej) jest dorwanie sie do wladzy i koryta. KAZDEJ!!!!
      Wobec takiego celu, srodki sa usprawiedliwione skutecznoscia. Tylko silna partia
      kadrowa moze liczyc na sukces. Potrzebni sa WIERNI, umiejetnosci raczej
      przeszkadzaja. Stad maly udzial liczacych sie naukowcow, trudno pogodzic
      logiczne, merytoryczne myslenie ze skutecznoscia polityczna. Szef partii nie
      bedzie nagradzam madrych i uczciwych, ale wiernych i calkowicie oddanych
      wodzowi. Im bardziej niezalezny, tym wiekszy klopot. Partia takich nie toleruje.
      Stad wieksza skutecznosc partii lewicowych, gdzie ideologia bierze gore nad
      pragmatyzmem. Partie liberalne dopuszczaja dyskusje wewnatrz partii, co odbija
      sie na jej spojnosci.
      Partie reprezentuja interes grupowy partii, jej zarzadu, natomiast elektorat
      jest narzedziem (nie celem). I to wlasciwie wszystko. W takiej sytuacji
      najnizsze instynkty wygrywaja z uczciwoscia czy skrupulami.
      Elity maja male szanse na dojscie do wladzy wobec sztuczek populistow. Elity
      moga wygrywac poprzez efektywne ujawnianie nicosci warstwy rzadzocej. Dlatego
      niezbedne sa wolne, niezalezne media. Nie ma znaczenia kto jest wlascicielem,
      jak dlugo kazdy mze gazete zalozyc i wydawac. System licencji na stacje radiowe
      i telewizyjne jest kryminogenny. Jak kazdy system licencji, czy to media, czy
      prawnicy, czy szewcy.
      Ja bym sie posunal do stworzenia stacji RTV, gdzie kazdy moglby wynajac
      okreslony czas antenowy, nie wiecej niz ustalony limit tygodniowy. W ten sposob
      mniejsze grupy mialyby dostep do szerokiego audytorium bez koniecznosci
      inwestowania w infrastrukture. Chociaz ten system tez by podlegal manipulacji.
      Wniosek - polityka jest i bedzie brudna. Politycy sa i beda skorumpowani wladza
      i pieniedzmi. Ratunkiem sa wolne media i prawdziwie niezawisle sady.
      Prezesowi radze sie od mediow od...zwyczaic.
      Jak rozwiazac sprawe stajni Augiasza czyli polskiego sadownictwa? Wyciac
      wiekszosc "zasluzonych" i przyjac wiecej mlodych, mniej skazonych korupcja i
      JESZCZE CHCACYCH prawnikow. Zlamanie monopoli w zawodach prawniczych i
      okoloprawnicztch to dobry poczatek. Sedziowie powinni byc niezawisli, ale to nie
      oznacza, ze sa poza kontrola i poza krytyka. Jak wszedzie, nalezy patrzec na rece.
      • maria291 Re: Wybiorcza sciemnia 25.02.06, 12:46
        Sa wypowiedzi z ktorymi nie sposob dyskutowac, a jedynie wysluchac i zastanowic
        sie do czego moze doprowadzic nieuctwo i lekcewazenie autorytetow. Do takich
        nalezal wyklad Pani Prof.Barbary Skargi. Pomyslmy nad tym co powiedziala i
        zastanowmy sie co mamy robic,zebysmy mogli miec dla siebie szacunek.
        Dziekuje nie tylko Pani Profesor ale takze wladzom UW gdzie byl wygloszony i
        Gazecie za to,ze go wydrukowala w calosci.
      • ar.co Re: Wybiorcza sciemnia 25.02.06, 19:54
        Tylko nie zapominaj, kto w Grecji miał prawo głosu i jak niewielki procent
        społeczeństwa stanowili ci uprawnieni. Nie mówiąc już o tym, że w ogóle
        pojęcie "Grecji" jest nadużyciem - możemy w tym kontekście mówić co najwyżej o
        Atenach (w takiej choćby Sparcie wyglądało to zgoła inaczej, a o innych
        państewkach w zasadzie niewiele wiadomo), i to w dodatku o Atenach z konkretnej
        epoki, czyli okresu klasycznego, który stanowił zaledwie część, i to wcale nie
        największą, jej historii. A i wówczas nie wyglądało to najlepiej - dlaczego w
        końcu wygnano Arystydesa? - bo rozmaici niepiśmienni pasterze kóz mieli dosyć
        słuchania, jaki to jest doskonały. Jak się skończyły wojny w Grecji w V czy IV
        wieku? Ano tak, że strona przegrywająca wzywała przeciw przeciwnikowi (czyli
        innemu państwu greckiemu, czyli również przeciw Grecji) - Persję; czy
        rzeczywiście tak bardzo różni się to od postawy PiS-u, wzywającego przeciw PO
        ma pomoc Samoobronę czy LPR?
        Nie daj się zasugerować pięknemu obrazowi, stworzonemu przez renesansowych i
        klasycystycznych wielbicieli starożytności; "Grecja" nie była żadnym krajem
        obywatelskiej cnoty tylko zbiorowiskiem małych, brudnych miasteczek, których
        mieszkańcy tylko patrzyli, jak napaść i złupić sąsiednie państewko, a między
        wyprawami prowadzili rónie brudne jak oni sami interesy doglądając pilnie, aby
        któryś z sąsiadów nie miał lepiej od reszty. Tyle tylko, że znalało się wśród
        nich paru zdolnych rzeźbiarzy, architektów czy pisarzy, których jednostkowe
        osiągnięcia rzutują do dzisiaj na nasze podejście do antyku.
    • leszek.sopot a kto uczy moralności? 25.02.06, 02:04
      Jedyną lekcję, która pobieraja politycy, to lekcja pragmatyzmu i skuteczności.
      Taką też lekcję co dnia odrabia społeczeństwo. Świat Aleksandra był światem
      uporządkowanym o nienaruszalnej strukturze. Nie było zasad wolnego rynku,
      marketingu i reklamy. Przełomowe hasła XX wieku to "po pierwsze gospodarka,
      durniu", co nie ma przecież nic wspólnego z etyką i moranością. Współczesny
      świat jest do głębi materialistyczny i nastawiony na efektywność i zysk. Jak
      długo tak będą wyglądały cele indywidualne i grupowe, tak długo moralność
      będzie uzależniona od skuteczności i każdy, kto przekona się, że moralność i
      etyka nie pomaga w osiąganiu sukcesu i uznania, wyrzuci je na śmietnik.

      Tekst przeczytaem z wielką przyjemnością, a swoją drogą wolę czytać Bergsona
      niż słuchać bełkotu specjalistów od burzenia kościołów mędrców czy oczyszczenia
      moralnego. Szkoda, że wyborcy, którzy głosują na tych bełkoczących polityków
      nie wiedzą kto to był Bergson, ale, że sprafrazuję, cóż po filozofie w czasie
      marnym...

      [...]
      Tylko gdzież one są? Gdzie jeszcze kwitną te słynne
      Korony świętego czasu? — Ateny i Teby zwiędły.
      W Olimpii igrzysk już nie ma: nie brzęczy oręż, nie słychać,
      Jak pędzą złote rydwany. Któż zdobi korynckie okręty?
      I czemu cisza panuje w antycznych, świętych teatrach?
      Dlaczego się nie tańczy, aby wyrazić radość?
      Czemu bóg już nikomu nie znaczy czoła jak dawniej,
      Dlaczego nie odciska owego piętna wybraństwa?
      W końcu przybył tu sam i przybrał postać człowieczą,
      I, przynosząc pociechę, uwieńczył niebiańskie święto.

      7
      Ale my, przyjacielu, przychodzimy za późno.
      Bogowie niby wciąż żyją, ale gdzie indziej: tam, w górze;
      Działają w innym świecie i tak nas chcą oszczędzić,
      Że zgoła nie zważają, czy w ogóle żyjemy.
      Nieczęsto kruche naczynie zdolne jest ich pomieścić;
      Człowiek tylko chwilami znosi pełnię boskości,
      A resztę życia śni o niej. Niemniej błądzenie, jak sen,
      Pomaga; noc i niedola hartuje nas i wzmacnia,
      Nim w tej kolebce ze spiżu dorosną bohaterowie
      O sercach, co siłą, jak dawniej, dorównają Niebianom.
      Gdy przyjdą, będzie grzmiało. Tymczasem jednak dość często
      Myślę, że lepiej już spać, niż żyć tak w osamotnieniu
      I wiecznie czekać; i nie wiem, co robić ani co mówić,
      I w ogóle na co komu w tym marnym czasie poeci?
      [...]
      (Hölderlin "Chleb i wino")
      • paskudaprawdziwa Re: a kto uczy moralności? 26.02.06, 19:35
        dziekuje ze przypomnienie Hölderlin "Chleb i wino", urzeka jak zawsze, a w tym
        kontekscie nabiera jeszcze jakiegos szeczegolnego znaczenia.

        Z tym co napisalems od siebie nie zgadzam sie zupelenie.
        Mysle ze wieksze i piekniejsze niz filozofia, niz poezja jest samo zycie...

        co wiecej sadze ze faktycznie standard ekonomiczy, w tym edeukacyjny decyduje o
        potedze i nosnosci ducha.

        Cywilizacje nie kwitnie (nie rodzi najwyzszych lotow sztuki, w tym foilozfoii)
        gdzie bieda. Tam gdzie bieda, tam sa peryferie cywilizacyjne. Niestety tak sie
        dzieje nasza ludzka historia...

        Zbiorowo i jednostkowo jest podobnie, czy raczej wrecz tak samo. Nie mowie tu
        zreszta nic nowego, to znane od starozytnosci a dzisiejszych czasach
        roztrabione przez Marksa i marksistow nie stracilo nic z aktualnosci.

        Posmodernistyczne tesknoty rownorzednosci , ralatywnosci kultur jest jeszcze
        jednym glosem -wolaniem o sprawiedliwosc, ale tylko tym. Prawdziwe w wymiarze
        ludzkiej teleologii, nieprawdziwe w wymiarze zycia takiego-jakie-ono-jest.

        Mysle, ze gdyby p. prof. Skarga zahaczyla co nieco o postmodernizm Jej
        refleksje bylyby jeszcze bardziej "nosne".

        dziwi mnie bark dyskusji, bo temat szalenie wazny dzisiaj w Polsce.



        • leszek.sopot Re: a kto uczy moralności? 27.02.06, 14:06
          paskudaprawdziwa napisała:

          > Z tym co napisalems od siebie nie zgadzam sie zupelenie.
          > Mysle ze wieksze i piekniejsze niz filozofia, niz poezja jest samo zycie...


          Nie pisałem, że życie jest brzydsze od poezji i filozofii, ale że bełkoczący
          politycy są brzydsi od poezji i polityki. Zresztą i życie może być brzydsze - z
          reguły jest, szczególnie w "czasie marnym". W życiu są chwile, dłuższe lub
          krótsze, gdy można czuć się jak w raju i zachwycać się jego różnorodnością,
          barwą, rozdygotaną emocjonalnością lub otrzeźwiającym spokojem i dostojeństwem.
          Trzeba tylko umieć patrzeć aby dostrzec piękno świata i życia, byle tylko inni
          ludzie nie trudzili się zbytnio, aby mnie uszczęśliwić, nawrócić czy okraść.
          Nie pisałem o życiu. Raczej o tym jak ludzie kształtują sobie społeczne
          zależności, jaki wpływ na nich ma aktualny "trend", co powoduje, że komuś
          wiedzie się lepiej a komuś innemu gorzej. Lepiej wiedzie się "cwaniakom" czy
          ludziom moralnym i etycznym? Jeśli lepiej cwaniakom, to dlaczego im? Odpowiadam
          sam sobie, że dlatego, że cała współczesna cywilizacja rządzi się przede
          wszystkim zasadami marketingu, a ekonomia, która w "zamierzchłych" czasach była
          częścią filozofii nie ma z nią nic wspólnego. Ekonomiści uczą tylko jak
          osiągnąć maksymalny zysk a o ludziach wypowiadają się "zasoby ludzkie",
          zrównując ludzi do złóż węgla, rud, ropy naftowej itd. Staliśmy się we
          współczesnym świecie przedmiotem, drobinką nic nie znaczącego pyłu. Świat
          starożytny był zupełnie inny. Hölderlin już współczesny mu świat oceniał bardzo
          nisko i dlatego tak dramatycznie wygląda to zderzenie starożytności i
          współczesności. Starożytność bowiem, w co chemy wierzyć, było uzależnione od
          wartości moralnych i one decydowały w dużo większym stopniu o ułożeniu
          stosunków społecznych.


          > Cywilizacje nie kwitnie (nie rodzi najwyzszych lotow sztuki, w tym
          foilozfoii) gdzie bieda. Tam gdzie bieda, tam sa peryferie cywilizacyjne.
          Niestety tak sie dzieje nasza ludzka historia...


          Starożytne cywilizacje to dzieje władców i podbojów: wojen o bogactwo,
          zwycięstwa i klęski. Bogactwo służyło władcom dla osiągnięcia większych
          sukcesów. Czym innym było wówczas bogactwo. Ono decydowało o tym, czy ktoś
          będzie miał pieniądze na własną armię czy nie. Kraje biedne upadały, a w
          krajach bogatych, takich jak cesarstwo rzymskie, syn cieśli z Nazaretu
          pocieszał biednych, że ich życie nie jest piekłem, że są stworzeni dla miłości
          a po śmierci będą w raju.
          • paskudaprawdziwa Re: a kto uczy moralności? 28.02.06, 06:41
            Nie da się nie lubic/cenic/szanowac tego co napisałeś, a jednak mysle,
            ze idealizujesz przeszłość, a dezawuujesz teraźniejszość,
            mysle tez ze transofgramcja w Polsce tak zbiera tak swoje zniwo
            i mam tez chec powiedziec nie skladaj jej siebie w ofierze.

            Cisna mi się rozne mysli i jak to najkrócej powiedziec?
            Moim zdaniem w przeszlosci zycie było bardziej rygorystyczne i okrutne niż
            dzisiaj,a człowiek był bardziej przedmiotowo traktowoany niż dzisiaj ,

            mysle ze kompletnie nie mial racji Jan Jan Jakub Rousseau --
            „nie ma i nigdy nie było szlachetnych dzikusów,
            zawsze było wielkie i nieugięte życie skazanych na śmiertelną
            potęgą żywiołów, głodu, chłodu, sępich oczu, wilczych kłów…”

            Uwazam, ze w przeszłości zycie było mniej moralne niż dzisiaj,
            ze było zdecydowanie gorsze etycznie. A dlaczego?
            Bo NORMA było staranne oddzielanie od siebie bogactwa od nedzy,
            bo koegzystowaly obok one siebie tworząc w ten sposób „lad społeczny” ,
            co wiecej owa nedza miala taki standard ze jest nie-do-uwierzenia dzisiaj,

            bo nieporównywalna, razaco niesprawiedliwa była kondycja zycia : bogatych
            elit i szerokich biednych mas ludzkich,
            bo ta spoleczna przepasc była zaprobowana i USWIECONA norma…
            bo była ona moralną oczywistością.

            Inaczej mowiac bogate i edukowane elity okazywaly się kompletnie etycznie
            ślepe - nie mialy swaidmosci niemoralnosci przywileju zycia w zbytku
            tuz obok cierpiacych i umierających z powodu pospolitych, elementryncyh
            ludzkich brakow – codziennego glodu,
            niedozywnienia brudu, nedzy i braku dachu nad glowa… Tuz obok!

            Elity nie mialy swadomosci (nie chcialy/nie mogly mieć) i
            kosztow swoje przywileju. Cywilizacyjny wysilek był wiec także
            budowalniem przepasci miedzy bogatym,i i biednymi.

            RÓŻNICOWANIE idzie tak daleko, ze staje się patologia zycia moralnego
            –wielkim zbiorowym grzechem wszystkich czasow - moralnym zezwalaniem garstce
            ludzi zyc kosztem innych, uznaniem tego za „normalność” ludzka,
            za cywilizacyjna oczywostosc-osiagniece.

            Elity nie tylko nie mialy owej wrażliwości moralnej, poczucia
            współodpowiedzialności i solidarności z okrucieństwem biedy,
            ale co gorsza uznawaly się za „wyższe sfery” , za cos lepszego
            to z racji pochodzenie, to z racji posiadania, to z racji obywatelstwa, rasy…

            I taka jest ludzkość, z takiej się wywodzimy, na tej tradycji budujemy
            i szczycimy się osiagniecaimi … podczas gdy istocie nasze ludzkie
            dzieje , a zwłaszcza historia elit jest jedank bardziej
            dziejami wielkiej MAŁOŚCI moralnej niż jakiekolwiek
            „wielkości”.

            Cywilizacyjna wielkość ma w sobie to piętno… My ludzie, nosimy to pietno w
            sobie. Nic co ludzkie nie jest doskonale.

            Ale trzeba z tym zyc i cos zrobic z darem zyciem ,
            zachowac dzielność i budowac na tym co już zbudowane,
            z nadzieja /znawstwem/ dyscyplina/potrzeba
            myslenia dzialania w strone jednak jakiegos idealu doskonalosci…
            przez caly czas głowiąc się co to takiego w isotcie rzeczy,
            czym jest ta prowadzaca nas jednak tesknota (program?) "doskonałości"
            skoro przez caly czas tak niedoskonale ja osiagamy…

            POSUMOWUJAC ---------Mysle wiec, ze wspolczensosc jest lepsza, z prawami
            człowieka,
            z zachodnia demokracja, z kultura masowa… nawet przy wszystkich mankamentach
            kultury masowej.

            Co wiecej wrażliwość etyczna osagnela dzisiaj takei swoje apogeum, ze
            jednym inaczej głównych dzisiejszych moralnych osiągnięć staje się zadanie
            zbliuzenia „otherness”
    • sim.gishel B. Skargi głos w próżnię......? 25.02.06, 13:45
      problem w tym, że w społeczności, przechodzenie do własnego ogródka staje się
      czynem pozytywnym moralnie, widzę to bagno i spadam. zrozumienie i potakiwanie
      sąsiadów. z drugiej strony, ewentualny ostracyzm to duży kij na mniej opornych
      na komentarze, lepiej kłamać, że się nie ma z tym nic wspólnego.
      B. Skarga słusznie pokreśla polityczny "chwyt" obywateli "na religię". W tym
      kraju inaczej nie będzie. Moim zdaniem. frakcje w polskim Kościele już są
      faktem; w najgorszym wypadku dojdzie do wojny totalnej - Kościół będzie się
      ścierał sam w sobie, do tego politycy. a najzabawniejsze jest to, że starsi
      ludzie proszą młodych by wracali "jak wyjadą", bo kto tu będzie mieszkał? Gdyby
      tak samo łatwo było zostać tutaj, jak wyjechać, to by nie było problemu. nie
      wiem ilu młodym podoba się, że nad jego budującą się od wewnątrz jaźnią moralną
      stoją panowie od polityki. bo "polityk" to dla tych ludzi, którzy dominują w tym
      białym cyrku to tytuł nieosiągalny. Frustracja, któa się powiększa, widząc tą
      bezczelność, prymitywizm, jaskrawą maluczkość panów od nie od polityki a
      "pilotyki" (biorąc pod uwagę element - szybki, upraszczający język
      telewizyjno-medialny, który u tych Neosarmatów dominuje) którzy podpisują "ważne
      i doniosłe" dokumenty, mówi ludziom "spadaj, póki czas, są normalne miejsca na
      świecie i nie musisz sobie wmawiać że to właśnie tutaj".
      ten kraj to obecnie autodestrukcja, forma autodestrukcji ten kraj przeszywa na
      wskroś.
    • paskudaprawdziwa tylko moralna polityka moze byc skuteczna. 25.02.06, 20:09
      Dzialania polityczne nie sa przecież wyjaśnianiem świata, ale ochroną ludzi,
      budowaniem ich doborbytu i tylko tak długo istnieja, jak długo, to jest ich
      celem.

      Upadnie, zniszczone wiec bedzie to co nie sluzy ludziom, tylko cena jaka za to
      placa konkretni ludzie jest za wysoka.
    • sam_sob Re: Czy polityka może być moralna 26.02.06, 08:29
      Pod warunkiem, że pani profesor uzna twierdzenia swego kolegi etyka prof.
      Tadeusza Kotarbińskiego wyrażone w taki oto sposób:
      - "Co do mnie, rad zaliczam do ludzkości psy, a nie zaliczam hyclów".
      - " ... sylwetka opiekuna spolegliwego pełna bywa rysów tragicznych: oto
      bowiem, niejednokrotnie chroniąc jedne istoty musi porywać za broń przeciwko
      innym. Określił to jako "Wężowisko wrogich zazębień"".
      Moim zdaniem, zdaniem zwykłego człowieka nie jest właściwy taki stan rzeczy aby
      nas obarczać trafnym wyborem, przy tak istotnych różnicach w sprawach, co jest
      etyczne w kwestiach walczyć czytolerować zło. Czynię to w sytuacji, kiedy słowa
      K. Kąkolewskiego: "Ludzie połączeni wspólną zbrodnią czy stosowaną przemocą są
      ze sobą bardziej solidarni niż ci, którzy są uczciwi i prawi. Zło spaja silniej
      niż dobro", przemawiają z powodu faktów bezspornych i powszechnie znanych.
      Rację bowiem miał prof. Adam Strzęmbosz kiedy apelował "Winnych zbrodni
      sądowych - pod sąd", a nie maiał wtedy, kiedy podpisywał się pod apelem
      utrudniającym ściganie sprawców narażania powagi Rzeczypospolitej na szwank, z
      powodu wyroku, który tak rażąco narusza zasady postępowania sądowego i miał
      bezpośredni wpływ na zdarzenia w sprawie śmierci 65 osób i narażenia jeszcze
      większej liczby ludzi na nieludzkie cierpienia.
    • sobekx dlaczego tak mało jest takich głosów? 26.02.06, 14:47
      wspaniały artykuł pani profesor; szkoda, że dziś młodzi ludzie nie chcą się
      uczyć od starszych;
      przydałby się taki eksperyment: niech każdy wysłucha tego głosu pani Skargi, i
      przemyśli go w kontekście działalności polityków i partii, z którymi
      sympatyzuje - jeśli będziemy uczciwi, to każdy z nas spokornieje, bez wyjątku
      • irenuk Re: dlaczego tak mało jest takich głosów? 27.02.06, 10:39
        Nie taki z ciebie - Sobku - sobek, jak się okazuje. A pani prof. też nie ta sama, co przed laty. Kiedyś sekowała tego rodzaju głosy jako zagrażające jedności ideowo moralnej katolickiego narodu. Aż dojrzała, gdzie zguba, której nie widział jej stryjeczny prapradziad czy tylko imiennik (albo nie chciał widzieć, bo mu nie o nas chodziło, tylko o światowy rząd dusz pod jezuicko papieskim przewodem).
        Tak czy owak, chwała jej za to, że wreszcie robi użytek ze swego moralnego i profesorskiego autorytetu - niezależnie od tego, że pieski jej nogi obsikają. Ktoś o niepodważalnym tytule do szacunku (niezależnie od tego, z czyjej ręki odbierał nominację) musi powiedzieć wreszcie - tak jak to zrobił Kotarbiński w międzywojniu - nie mogę dłużej tłumić krzyku! On jednak wziął i założył Stowarzyszenie Wolnomyślicieli. A tak się złożyło, że przystąpili do niego w sam raz ci co szybciej myślą niż średnia krajowa.
        Teraz mamy podobne stowarzyszenia, lecz brakuje w nich ludzi niepokalanych - w każdym razie podług rozpowszechnionych dzisiaj kryteriów poczynania się w jedynie słusznej, prawej i sprawiedliwej partii.
        Może więc pani prof. Barbara Skarga założy swoje Stowarzyszenie? A jeśli się obawia (np. ze względu na brzmienie nazwiska), że ci, o których nam chodzi - tj. współcześni racjonaliści w duchu Kotarbińskiego - mogą jej nie zaufać (obawiając się np., że mogłaby ich sprzedać, jak to zrobiła Platforma z wieloma swoimi przygodnymi elektorami, kościołowi), to niech połączy siły ze swoją imienniczką (nazwisko również na S - ale broń boże nie na Sz!) i wtedy zadamy bobu ciemnogrodowi. Bo dochodzi do tego, że ciemnogród się szczyci swoim nieuctwem!
        W każdym razie dzięki, "sobku", za otuchę. Jest nas jeszcze paru!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka