niewyspany_pawian 18.05.06, 11:15 To już się staje nudne, nieprawdzaż? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
critic Czy ktoś im każe pracować? 18.05.06, 12:06 Ciągle zapomina się o jednym: nie mamy przymusu pracy. Skoro uważam, że w danej pracy zarabiam za mało, to tką pracę zmieniam. Powinno to dotyczyć wszystkich obywateli, dlatego nie można tworzyć uprzywilejowanych grup. Odpowiedz Link Zgłoś
ciebie Re: Czy ktoś im każe pracować? 18.05.06, 12:13 Nie mamy przymusu pracy, ale mamy chyba prawo do strajku. Czy coś się w prawie zmieniło i już go nie mamy? To taka forma negocjacji i nic więcej. Odpowiedz Link Zgłoś
travel_wawa Re: Czy ktoś im każe pracować? 18.05.06, 13:43 > Ciągle zapomina się o jednym: nie mamy przymusu pracy. Skoro uważam, że w danej > pracy zarabiam za mało, to tką pracę zmieniam. Dokładnie. I zmieniają. W Wielkiej Brytanii, w Irlandii, w Szwecji i innych rejonach Unii Europejskiej, której członkiem jest Polska (niektórzy działają i myślą tak, jak przed 1 maja 2004 roku) jest wiele atrakcyjnych miejsc pracy dla polskich lekarzy. Odpowiedz Link Zgłoś
soft_breeze Re: Czy ktoś im każe pracować? 18.05.06, 14:24 A powiedz mi, czy chciałbyś zostawić pracę, którą lubisz, a co gorsza swoich pacjentów, za których większość lekarzy czuje się odpowiedzialna? Chciałbym, żeby całe wykrztałcenie, dzieki któremu chciałeś pomagać ma się zmarnować? Nie... Lekarze nie chcą odchodzić od łóżek pacjentów, nie chcą zostawić ich bez opieki. Wolą strajkować narazie nie zwalniaąc się z pracy, ale w końcu do tego doprowadzą politycy. Jeśliby wyborcy choć trochę pomyśleli, to wiedzieliby, że zwolnienie się z pracy lekarzy grozi katastrofą i chcieli aby "za przeproszeniem" rząd się tym zajął, ale nie za pomocą "kamaszy", ale żeby stworzył godziwe warunki pracy dla białego personelu. Personel medyczny był i jest taką uprzywilejowaną grupą - tak samo jak powinni być nią naukowcy, nauczyciele, wykładowcy etc. Tak samo jak w organiźmie człowieka takim uprzywilejowanym organem jest mózg, tak i w społeczeństwie takimi VIPami są wymienione wyżej grupy społeczne. Dlaczego? Nie powinienem tego wyjaśniać, ale powiem - to tak jak powiedzieć nauczycielom - poradzimy sobie bez Was, my będziemy uczyć własne dzieci, nie potrzeba nam do tego Waszej wiedzy. Jak człowiek umrze to włosy mu jeszcze parę dni rosną. Utniesz kurze głowę, to nie od razu przestanie się ruszać. Ale gdy utniesz głowę i podłączysz do sztucznego krążenia (takie eksperymenty robili tuż po wynalezieniu gilotyny) to będziesz sie mógł z nią nawet dogadać. Daleko to społeczeństwo nie zajdzie, gdy inteligenja nie będzie uprzywilejowana. A jak narazie jest "pod obstrzałem". Więc: Lekarze, możecie się zwalniać, poradzimy sobie bez Was, w końcu Goździkowa pomorze. P.S. Lekarzy i tak brakuje już w polsce. Szczególnie specjalistów. Część szpitali dalej działa dzieki starzystom i studentom. P.S. 2. Masz rację, że nie ma przymusu pracy, ale nie oznacza to, że jak ktoś chce coś robić, to tzreba mu kłąść kłody pod nogi i twierdzić, że wyżyje samym chlebem - w imię powołania???????????? Odpowiedz Link Zgłoś
critic Re: Czy ktoś im każe pracować? 19.05.06, 10:10 I może te wszystkie strajki są "dla dobra pacjentów"? Śmieszne. Dane GUSu wskazują, że średnia pensja brutto w środowisku lekarskim to 3200. Dodatkowo można dorobić prywatnie - legalnie, we własnym zawodzie - inni nie zawsze mają taką możliwość. Odpowiedz Link Zgłoś
soft_breeze Re: Czy ktoś im każe pracować? 19.05.06, 11:25 critic napisał: > I może te wszystkie strajki są "dla dobra pacjentów"? Śmieszne. > > Dane GUSu wskazują, że średnia pensja brutto w środowisku lekarskim to 3200. > Dodatkowo można dorobić prywatnie - legalnie, we własnym zawodzie - inni nie > zawsze mają taką możliwość. Nie wydaje mi się, że lekarz powinien pracować na paru etatach, bo będzie przepracowany -> popełni więcej błędów. Historia oparta na faktach. Polski lekarz wyjechał do Anglii pracować. Całkiem niezła pensja, dużo wolnego czasu. Co zrobił? Postanowił dorobić :) Jak to Polak. Co zrobił pracodawca gdy się o tym dowiedział? "Ja widocznie za mało Panu płacę. Podniosę pensję, ale proszę nie dorabiać nigdzie, tylko odpoczywać" A co do GUSu... O ile pamiętam to liczyli przychody z kilku etatów jako z jednego. Nie wymaga komentarza. Po drugie nie mówimy tylko o pensji ordynatora, który też musi dorabiać i wraca do domu o 23, ale także o pensji młodego lekarza, którego MUSZĄ utrzymywać rodzice. Nie ma nawet za co się szkolić, a to Ci młodzi będą kiedyś leczyć. Chyba powinno się w nich inwestować, a nie dawać im głodowe pensje... Też nie wymaga komentarza. Trzeba się postarać tylko zrozumieć... Odpowiedz Link Zgłoś
critic Re: Czy ktoś im każe pracować? 19.05.06, 21:40 > Po drugie nie mówimy tylko o pensji ordynatora, który też musi dorabiać i wraca > do domu o 23, ale także o pensji młodego lekarza, którego MUSZĄ utrzymywać > rodzice. Nie ma nawet za co się szkolić Problem dotyczy nie tylko młodych lekarzy. Jest cała masa młodych ludzi, o niegorszym wykształceniu, którzy zarabiają lichą pensję i muszą korzystać z pomocy rodziców. Dlaczego tylko jedna grupa ma być uprzywilejowana? Jeśli już mamy inwestować w młodych ludzi, to dajmy szansę wszystkim. Piszesz, że trzeba postarać się zrozumieć. Sorry, ale kiedy czytam w gazecie (bodajże sprzed tygodnia) wypowiedź lekarki, która najpierw sama przyznaje że zarabia 3000 na rękę + 6000 z prywatnej praktyki i narzeka jak to ma źle, a z drugiej strony widzę przykłady opiekunek w domach pomocy społecznej, kobiety po studiach na akademii medycznej (!) zarabiające 600zł miesięcznie (a ich praca to zajmowanie się zniedołężniałymi ludźmi 24 godziny na dobę!) i nie organizujące żadnych strajków, to chyba mogę sądzić, że coś tu jest nie tak ? Odpowiedz Link Zgłoś
soft_breeze Re: Czy ktoś im każe pracować? 20.05.06, 11:24 critic napisał: > > Po drugie nie mówimy tylko o pensji ordynatora, który też musi dorabiać i > wraca > > do domu o 23, ale także o pensji młodego lekarza, którego MUSZĄ utrzymywa > ć > > rodzice. Nie ma nawet za co się szkolić > > Problem dotyczy nie tylko młodych lekarzy. Jest cała masa młodych ludzi, o > niegorszym wykształceniu, którzy zarabiają lichą pensję i muszą korzystać z > pomocy rodziców. Dlaczego tylko jedna grupa ma być uprzywilejowana? Jeśli już > mamy inwestować w młodych ludzi, to dajmy szansę wszystkim. > > Piszesz, że trzeba postarać się zrozumieć. Sorry, ale kiedy czytam w gazecie > (bodajże sprzed tygodnia) wypowiedź lekarki, która najpierw sama przyznaje że > zarabia 3000 na rękę + 6000 z prywatnej praktyki i narzeka jak to ma źle, a z > drugiej strony widzę przykłady opiekunek w domach pomocy społecznej, kobiety po > studiach na akademii medycznej (!) zarabiające 600zł miesięcznie (a ich praca t > o > zajmowanie się zniedołężniałymi ludźmi 24 godziny na dobę!) i nie organizujące > żadnych strajków, to chyba mogę sądzić, że coś tu jest nie tak ? A z drugiej strony sprzątaczka w NFZ... Można tak ciągnąć w nieskończoność i zawsze będzie jakaś niesprawiedliwość społeczna, nawet jakby rządzący poprawili się o 1000%. Nie będzie tak nigdzie, a szczególnie w Polsce. Ten kraj jest szczególny pod wieloma wzgledami, bo my zamiast wykożystywać szanse, kłócimy się np. dlaczego to ON a nie JA. Wystarczy przejrzeć podręczniki historii :) Nie wiem jaki jest problem opieki społecznej, więc nie będę się na ten temat wypowiadał. Widzę jednak to tak: dom buduje się od fundamentów, potem stawia się ściany, etc. Wystarczy popatrzeć na wykresy przedstawiające liczbę ludności. Skok jest spowodowany w większej części rozwojem medycyny. Gdyby nie ona (czyli lekarze) nie byłoby problemu przeludnienia. Więc... jeśli chce się zachować przyrost demograficzny (co jest jednym z celów naszego rządu) trzeba zapewnić dzieciom, matkom i ojcom opiekę medyczną na dobrym poziomie. Czyli trzeba zatrzymać lekarzy w kraju - stworzyć warunki które są w jakimś stopniu konkurencyjne w stosunku do reszty UE. I to zatrzymać młodych lekarzy! Nie tych starszych, bo oni ciężka pracą są już w stanie utrzymać rodzinę. Ale Ci młodzi chcą wyjeżdżać za chlebem - może znam 2, 3 odoby które chciałyby zostać w kraju, jeśli nic się nie zmieni. Z 20 osobowej grupy... Dalej: społeczeństwo się starzeje. Ta liczba lekarzy, która jest teraz jest już niewystarczająca, a co dopiero za parę lat. Nie mogę więc zrozumieć jak niektórzy mogą myśleć, że jest "nadprodukcja lekarzy". Na eksport może i tak, ale to są koszty wstąpienia do UE. I znów trzeba stworzyć konkurencyjne warunki dla rozwoju lekarzy. Kiedyś wystarczyło płacić tylko wojownikom i nikim innym się nie przejmować. Teraz się to zmieniło, ale jest bardziej uniwersalna prawda: "płać tylko pożytecznej inteligencji". Czyli naukowcom - potencjalne odkrycia mogą dużo zmienić, a zaawansowanie technologiczne bezpośrednio przekłada się na siłę państwa i dobrobyt narodu. Na studia - umożliwienie zdobywania wiedzy jest identyczny jak poprzedni, z tą różnicą, że tyczy się następnego pokolenia. Wojsku - tego nie muszę wyjaśniać (ale nie mam na myśli ciągłych zbrojen, tylko dążenie do posiadania nowoczesnej i skutecznej armii). Sędziom - bo od ich decyzji zależy sprawiedliwość. Oraz na końcu lekarzom - od ich decyzji zależy nieraz życie i zdrowie pacjenta. Nie znam innych grup społecznych, którzy powinni być również tak chołubieni przez państwo. (Może obrońcy z urzędu, ale w mniejszym stopniu). Spytasz może dlaczego: żeby dobrze działał organizm jakim jest społeczęństwo potrzebne są dobre elity. A to można zapewnić dzięki tem wiele osób będzie do tych elit chciało należeć - będzie duża konkurencja. A duża konkurencja zapewnia, że na danym rynku działają tylko najlepsi. Ekonomii się nie oszuka :) Próbowali już tego komuniści i chyba im nie wyszło, nie sądzisz? Możesz się nie zgadzać, z moimi poglądami, które zrównują ludzi prawie do rangii konkurujących o pokarm lwów, ale niestety lepiej się mile zaskiwać, niż mieć problemy takie jak zatwardziali socjaliści - czyli inaczej mówiąc "jeśli ja sobie sam nie wezmę, to nikt mi nie da", zamiast "poczekam aż mi dadzą, w końcu mi się należy". Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
critic Re: Czy ktoś im każe pracować? 20.05.06, 11:47 Nie sądzisz więc, że domaganie się 100% podwyżki od przyszłego roku, w świetle przykładu jaki podałem (600zł zarobku opiekunki w DPSie) wydaje się co najmniej nieetyczne? Rozważmy jednak trochę inną kwestię. Czy jeśli lekarze dostaliby podwyżkę, której się domagają, to zmieniłoby się ich podejście do pacjenta? Od jakiej pensji pacjent może liczyć na uczciwe i kulturalne traktowanie? Być może przemawiają tu przeze mnie osobiste uprzedzenia, jednak to właśnie postawa większości lekarzy z jakimi miałem do czynienia spowodowała, że mam takie a nie inne zdanie na ten temat. Czy podwyżka sprawi, że pacjent przychodzący na wizytę nie będzie traktowany tak, jakby jaśnie wielmożnemu lekarzowi przeszkadzał? Poza tym, czy na pewno wszyscy lekarze zasługują na taką podwyżkę? Kiedy moja żona od kilku dni czuła się strasznie osłabiona i w końcu poszła do swojego lekarza zakładowego, została zwymyślana, że z takimi głupotami się nie przychodzi. Po wizycie u innego lekarza okazało się, że to nie żadna "głupota" lecz anemia. I co? Lekarka, która nie potrafiła poprawnie zdiagnozować choroby nadal pracuje na swoim stanowisku. Czy taka osoba zasługuje na podwyżkę? Nie sądzę. Jest jeszcze inna kwestia. Czy podwyżka sprawi, że pacjenci nie będą musieli czekać na wykonanie zabiegu kilka miesięcy? Skoro już ma być wprowadzona taka podwyżka, to jednocześnie powinno się zakazać prywatnej praktyki z wykorzystaniem publicznego sprzętu - aby nie dochodziło do sytuacji, w której na zabieg czeka się pół roku, ale jeśli zapłaci się kilka tysięcy, to zrobią to od ręki. Odpowiedz Link Zgłoś
soft_breeze Re: Czy ktoś im każe pracować? 20.05.06, 12:52 Czy nie powiedziałem, że poprzez podniesienie pensji powiększy się konkurencyjność (oczywiście nie od razu). Większa konkurencyjność sprawi, że lekarze będą walczyć o pacjenta. Teraz jest inaczej - to pacjent walczy o zabieganego lekarza, który musi dorabiać, bo żona jest w ciąży. Chcesz analogii? Może odległa, ale jest - TPSA. Rozwiązanie? Zwiększyć konkurencyjność. Co zresztą jakoś przebiega. To samo trzeba zrobić z opieką medyczną, i z wszystkimi elitami. Gdy będzie duża konkurecja zostaną tylko co najmniej dobrzy. A jak będzie się płaciło coraz mniej - zostaną co najwyżej przeciętni, bo reszta wyjedzie. A co do prywatnej praktyki z państwowym sprzętem - o ile pamiętam taki proceder jest np. legalny we Francji, aby lekarze mogli łatwo dorobić do szpitalnej pensji i nie opuszczali swojego zawodu. O łapówkach proszę nic nie mów, jeśli sam nie dałeś. Ja się dotąd nie spotkałem z tym procederem. Odpowiedz Link Zgłoś
critic Re: Czy ktoś im każe pracować? 20.05.06, 15:52 Nie mówię o łapówkarstwie, tylko "normalnej" praktyce, jaką uprawia się w szpitalach. Jeśli się zapłaci odpowiednią kwotę, to nagle zabieg, na który najbliższy termin był za cztery miesiące można wykonać już jutro. Byłem świadkiem takich zagrań, więc mogę się na ten temat wypowiadać. Czy to jest uczciwe, to już pozostawiam do oceny sumieniu każdego człowieka. Piszesz o potrzebie zwiększenia konkurencyjności. Ale w jaki sposób wpłynie na to podniesienie pensji wszystkim? Naprawdę nie sądzę, żeby lekarze zaczną wtedy walczyć o pacjentów, zwłaszcza że sam wcześniej napisałeś, że mamy starzejące się społeczeństwo i niedobór lekarzy przy nadmiarze pacjentów. Konkurencyjność zwiększyłaby się tylko w jeden sposób - poprzez zlikwidowanie ubezpieczenia zdrowotnego i wprowadzeniu opłat za usługi medyczne. Wówczas, kiedy źródłem dochodu lekarza byłyby wizyty pacjentów (a nie odgórnie przypisana pensyjka) nastąpiłaby swojego rodzaju selekcja ponieważ pacjenci wybieraliby najlepszych lekarzy, co wo obecnej chwili jest niemożliwe (lepsi i gorsi lekarze mają ustalony taki sam limit pacjentów, których mogą przyjąć). Odpowiedz Link Zgłoś
soft_breeze Re: Czy ktoś im każe pracować? 20.05.06, 16:25 Czyli uważasz, że liczba lekarzy powinna jeszcze spaść? Powinna chyba wzrosnąć. Pacjenci za kilka lat (po hipotetycznej prywatyzacji) i tak nie wybiorą lepszych lekarzy - to tylko sprawi, że dla 90% społeczeństwa koszty wizyty będą zbyt duże u dobrego lekarza. Pozostaną im tylko prawdziwe nieuki. Wtedy już nie będzie narzekania pacjentów, tylko masowe umieranie. Po drugie, nie można sprywatyzować usług medycznych od tak. Potrzeba na to kilku lat, a tyle czasu nie ma - młodzi, obiecujący specjaliści dawno już wyjadą, kolejnych trzeba będzie długo i kosztownie szkolić, lub sciągnąć specjalistów z zagranicy. Jeśli tych zza wschodniej granicy, to na pewno po zdobyciu nostryfikacji dyplomu w polsce wyjedzie dalej na zachód. A dokładnie jak wpłynie? Tak jak to opisałem wcześniej: więcej osób będzie chciało zostać lekarzami, więc więcej się na nie nie dostanie. Jeśli próg na studia wynosi teraz załóżmy 180/300 pkt. będzie wynosił 220/300. Wierz mi - jest to duża różnica. Jeśli na studia pójdą lepsi ludzie, będą też lepszymi lekarzami. Wystarczy zachęcić do praktykowania tego zawodu, a nie ciągle do niego zniechęcać. Co do "normalnej praktyki" - może to jest bardzo ryzykowne stwierdzenie, ale to daje obraz jak bardzo kosztowne jest zdrowie, a dokładniej praca lekarza. Pacjent w państwowej służbie zdrowia musi być konkurencyjny w stosunku do pacjentów prywatnych, więc musi dopłacić. Zabawne jest jednak w tym wszystkim to, że w ten sposób wprowadzono oddolną reformę zdrowia - NFZ tylko współfinansuje usługi medyczne, pacjent dopłaca, żeby szpital wyszedł na zero, a politycy mogą się dwojako wykazać: w zwalczaniu łapówkarstwa (czasem któregoś publicznie złapią i skażą - sukcej oczywiście ministra sprawiedliwości), a "służba zdrowia" nadal pozostaje darmowa. Bardzo ważny czynnik wpływający na stopień poparcia społecznego. Odpowiedz Link Zgłoś
critic Re: Czy ktoś im każe pracować? 21.05.06, 15:48 > Pacjent w państwowej służbie zdrowia musi być konkurencyjny w stosunku do > pacjentów prywatnych, więc musi dopłacić. I to jest sytuacja patologiczna - bo niby dlaczego mam dwa razy płacić za to samo? Piszesz, że dla 90 % społeczeństwa koszty wizyty u dobrego lekarza będą zbyt duże. Nie dojdzie do tego, jeśli nie dopuścimy do "dzikiej" prywatyzacji - np. ustalając odgórnie koszt wizyty u lekarza. Jeśli wizyta u dobrego i miernego lekarza będzie kosztowała tyle samo, to wybór pacjentów będzie oczywisty i doprowadzi do eliminacji lekarzy, którzy się nie sprawdzają - co nie jest możliwe obecnie, bo każdy lekarz podpisujący kontrakt z NFZ ma zagwarantowaną określoną ilość pacjentów. Poza tym spróbujmy rozważyć sytuację potencjalnego lekarza z trochę innej strony: 1. Jeśli traktuje swój zawód jako powołanie, to przecież pieniądze nie są chyba najważniejsze? 2. Jeśli jednak zależy mu tylko na pieniądzach, to po co idzie na studia medyczne, skoro zdaje sobie sprawę, że w Polsce lekarz (rzekomo) zarabia niewiele? Odpowiedz Link Zgłoś
soft_breeze Re: Czy ktoś im każe pracować? 21.05.06, 21:39 critic napisał: > > Pacjent w państwowej służbie zdrowia musi być konkurencyjny w stosunku do > > pacjentów prywatnych, więc musi dopłacić. > > I to jest sytuacja patologiczna - bo niby dlaczego mam dwa razy płacić za to sa > mo? Nie jest to sytuacja patologiczna - płacisz raz jako podatek, z czego leczenie masz WSPÓŁFINANSOWANE. Szkopół taki, że jest to nielegalne, dzięki pilotykom. > Piszesz, że dla 90 % społeczeństwa koszty wizyty u dobrego lekarza będą zbyt > duże. Nie dojdzie do tego, jeśli nie dopuścimy do "dzikiej" prywatyzacji - np. > ustalając odgórnie koszt wizyty u lekarza. Jeśli wizyta u dobrego i miernego > lekarza będzie kosztowała tyle samo, to wybór pacjentów będzie oczywisty i > doprowadzi do eliminacji lekarzy, którzy się nie sprawdzają - co nie jest > możliwe obecnie, bo każdy lekarz podpisujący kontrakt z NFZ ma zagwarantowaną > określoną ilość pacjentów. A wiesz o tym, że dobry lekarz nie jest cyborgiem? Przyjmie najwięcej 20 dziennie i powie "dość". Jeśli będzie czekało na niego 50, to powinien podnieść cenę. Chcesz blokować prawa rynku? To co Ty proponujesz będzie miało skutek dokładnie odwrotny - pacjent będzie pozbawiony nawet takiej możliwości weryfikacji umiejętności lekarza. Po cenie - droższe częściej jest lepsze niż gorze od tańszego. Odgórnie sterowana gospodarka już kiedyś padła. Miło się z Tobą dyskutuje, ale teraz to włosy mi dęba staneły. Zamień raczej tamto zdanie na takie: państwo współfinansuje każdą wizytę kwotą X zł, pacjent dopłaca resztę. Jeśli chce pójść do świetnego lekarza dopłaci więcej, jeśli do dobrego, dopłaci niewiele. Proste? > Poza tym spróbujmy rozważyć sytuację potencjalnego lekarza z trochę innej stron > y: > > 1. Jeśli traktuje swój zawód jako powołanie, to przecież pieniądze nie są chyba najważniejsze? Ważne jest to, żeby móc się spokojnie kształcić dalej nie martwiąc się tym, że nie masz za co wykupić prenumeraty pisma. Aby móc założyć rodzinę i żyć godnie jak na lekarza. Za uczciwą i ciężką pracę należy się odpowiednie wynagrodzenie. Czyli 3 - 5 krotność średniej krajowej, za ratowanie komuś życia. Po drugie, powołaniem się nie najesz, powołaniem nie zatrudnisz sobie prawnika, nie kupisz sobie samochodu, domu, etc. Za tak ciężką i odpowiedzialną pracę należy się takie wynagrodzenie, by lekarza było na to stać. Obudź się - niewolnictwo dawno już zniesiono! Za usługę trzeba zapłaci tyle ile jest ona warta. Sądzisz, że praca lekarza, który opiekuje się chorymi jest warta 3 zł/h? Dla mnie raczej 30. Tylko po to, żeby lekarz wiedział, że mi zależy na moim zdrowiu. > 2. Jeśli jednak zależy mu tylko na pieniądzach, to po co idzie na studia > medyczne, skoro zdaje sobie sprawę, że w Polsce lekarz (rzekomo) zarabia > niewiele? Młody tyle zarabia. MŁODY lekarz, czyli ten, który ma zastąpić tego, który za 5 lat odejdzie na emeryturę. MŁODY lekarz ma to do siebie, że może bez problemów wyjechać, bo dzieci jeszcze nie ma (przeważnie, choć już powinien mieć - kolejny powód dlaczego powinien byc lepiej wynagradzany, bo ma mniejsze szanse założenia rodziny, a dzieci to w końcu najwieksza inwestycja). Po drugie medycyna to fajny zawód. Jeden z nielicznych naprawdę konkretnych zawodów. Jest obecny już od czasów przed Chrystusem. Ale to, że ktoś lubi swój zawód nie znaczy, że ma go wykonywać za darmo! Bycie lekarzem to zawód taki sam jak inny. Sprzedajesz usługę i chcesz za nią uczciwą zapłatę. A jest ona warta chyba więcej niż tipsy, nie? Przechodziłem koło salonu dzisiaj - usługa ta kosztuje zaledwie 150 zł :) W imię czego miałbyś za wiedzę lekarza płącić mniej? Chyba jest ważniejsza od tej jak zrobić tipsy... Odpowiedz Link Zgłoś
critic Re: Czy ktoś im każe pracować? 22.05.06, 09:24 > Nie jest to sytuacja patologiczna - płacisz raz jako podatek, z czego leczenie > masz WSPÓŁFINANSOWANE. Czyli po prostu inna nazwa na łapówkę. > Ważne jest to, żeby móc się spokojnie kształcić dalej nie martwiąc się tym, że > nie masz za co wykupić prenumeraty pisma. Aby móc założyć rodzinę i żyć godnie > jak na lekarza. Za uczciwą i ciężką pracę należy się odpowiednie wynagrodzenie. > Czyli 3 - 5 krotność średniej krajowej, za ratowanie komuś życia. > Po drugie, powołaniem się nie najesz, powołaniem nie zatrudnisz sobie prawnika, > nie kupisz sobie samochodu, domu, etc. Za tak ciężką i odpowiedzialną pracę > należy się takie wynagrodzenie, by lekarza było na to stać. Podajesz argumenty, które można dopaswać do każdego. Nie jestem lekarzem, ale mam za sobą 5 lat studiów magisterskich, przede mną jeszcze cztery - w sumie 9 lat kosztownej, pracochłonnej nauki. Nie stać mnie na mieszkanie, bo bank twierdzi że nia mam zdolności kredytowej. Nie mogę kupić samochodu ani zatrudnić prawnika. Po czterech latach doktoratu prawdopodobnie niewiele się zmieni, a na pewno nie będę zarabiał więcej od lekarza. Opiekunki z Domu Pomocy Społecznej tym bardziej nie będzie stać na te rzeczy. A przecież ona też ma za sobą 5 lat studiów. Przecież ona też wykonuje bardzo odpowiedzialną i bardzo ciężką pracę. Tyle że w jej przypadku, oraz w przypadku większości grup zawodowych obowiązuje następująca zasada: jeśli dana praca mi nie odpowiada, to zmieniam ją na lepiej płatną. To też jest jedno z praw rynku, jeśli już na to się powołujemy. Odpowiedz Link Zgłoś
soft_breeze Re: Czy ktoś im każe pracować? 22.05.06, 22:26 Zanim odpowiem na Twój post zapytam jeszcze raz: czy uważasz, że liczba lekarzy powinna zmniejszyć się? Ja widzę jedną "małą" różnicę między Tobą, opiekunką z domu pomocy społecznej a lekarzem. Tylko ta 3 z kolei osoba ratuje CODZIENNIE ludzie życie. Zgadzem się, że też powinieneś zarabiać, tak samo jak i ta opiekunka więcej, znacznie więcej. Ale te pieniadze zabrali górnicy. Z lekarzami jest jeszcze taki problem, że oni nie zmieniają pracy, ale jej miejsce. Godzi to bezpośrednio w bezpieczeństwo obywateli, także Twoje. Wiesz w jakim celu jest współfinansowanie? Po to, aby Twoje pieniądze z ubezpieczenia nie trafiały na leczenie innych. Jeśli inny jest chory, Ty tylko częściowo za niego płacisz. Z niewydanymi pieniędzmi zrobisz to co chcesz. > Tyle że w jej przypadku, oraz w przypadku większości grup zawodowych obowiązuje > następująca zasada: jeśli dana praca mi nie odpowiada, to zmieniam ją na lepiej > płatną. To też jest jedno z praw rynku, jeśli już na to się powołujemy. Chyba zatoczyliśmy koło? Odpowiedziałem już na to na samym początku dyskusji. Odpowiedz Link Zgłoś
critic Re: Czy ktoś im każe pracować? 23.05.06, 13:34 > Chyba zatoczyliśmy koło? Odpowiedziałem już na to na samym początku dyskusji. Owszem, odpowiedziałeś, jednak twoja argumentacja była mało przekonująca. Dlatego uważam tę kwestię za aktualną. > Po to, aby Twoje pieniądze z > ubezpieczenia nie trafiały na leczenie innych. Tu się zgadzamy, proponowałem również trochę inne rozwiązanie tej kwestii: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=902&w=41501678&a=41516045 Nadal uważam za dobry pomysł wprowadzenie odgórnie ustalonych stawek za konkretne zabiegi. Napisałeś wcześniej, że lekarz maksymalnie może przyjąć 20 osób dziennie. OK - ustawmy stawkę za wizytę u lekarza rodzinnego na 20 zł (zdaje się, że to jest więcej niż obecna stawka NFZ). 20 zł razy 20 osób = 400zł. 400 zł razy 5 dni w tygodniu = 2000zł. 2000 zł razy cztery tygodnie = 8000 zł w ciągu miesiąca - bardzo przyzwoita suma. Zakładając, że dobry lekarz przyjmowałby od 10 do 20 osób dziennie daje to nam widełki 4000-8000. Odpowiedz Link Zgłoś
soft_breeze Re: Czy ktoś im każe pracować? 23.05.06, 15:30 Sam więc widzisz, że pensje lekarzy są strasznie niskie zatrudionych w państwowym zakładzie. Drugie pytanie to to, czy byłoby to na czysto czy nie - badania osztują bardzo dużo. Lepiej więc, żeby każdy opłacał je z własnej kieszeni, a lekarz dostawałby dla siebie na czysto 10-15 zł za pacjenta. Mówię o lekarzu rodzinnym, który jak chce wcal nie powinien mieć ograniczeń ile osób przyjmie. Inaczej ma się z prawa z tą częścią medycyny, która nic nie ma wspólnego z katarem, ani innymi lekkimi schorzeniami. Wizyta prywatna u specjlisty kosztuje ponad 50 zł. Nie jest to dużo, biorąc pod uwagę wiedzę takiego lekarza. On też powinien móc przyjąc ile chce i za ile. Taki lekarz może jednak przyjąc mniej pacjentów, bo często jeszcze operuje, a to zajmuje dużo czasu. Biorąc pod uwagę to, że jego praca jest trudniejsza niż lekarza rodzinnego, to powinien zarabiać.. 2 razy wiecej? W końu jeden milimetr w tą i ten człowiek już nigdy nie ruszy ręką, bo uszkodzony został nerw. 16 tys zł miesięcznie to bardzo duża kwota jak na polskie realnia, lecz jak widzisz, zaczęło się od 20 zł dla rodzinnego za 1 wizytę, co nie wydaje się wcale tak wiele. Wnosek: czy lekarze chcą tak dużo, żeby lekarz specjalista miał zagwarantowaną pensję 5 tys zł miesięcznie? Plus możliwość dorobienia prywatnie? Jak dla mnie to bardzo uczciwe warunki. Wracając jeszcze do tego, że nie chcą odchodzić z pracy. Nie mam w zasadzie nic do dodania. Po prostu: to świetny zawód, którego nie chcą zmienić. Nie poto szli na medycynę, aby teraz prowadzić hurtownię. Ciężko tą wiedzę zdobyli, i chcą by była użyteczna. Nie rozumię więc dlaczego wytyka się lekarzom to, że nie chcą odejść z pracy, zamiast dziekować im, że jeszcze starają się pomagać pacjentom. Zabawne jest jednak to, że nasz wspaniały rząd chce wprowadzić przepis, który zobowiązuje szpital do przyjęcia chorych w określonym teminie i pozbawić lekarzy prawa do strajku. Nie zdziwię się, gdy to przyspieszy masowe zwolnienia lekarzy. Wtedy nie daj Boże zobaczysz, jakie to będzie miało skutki. Ponawiam pytanie: sądzisz, że lekarze powinni się zwolnić z pracy (powinno ich być mniej), w obecnej sytuacji? Mimo, że zapotrzebowanie na usługi medyczne będzie stale rosło? Odpowiedz Link Zgłoś
critic Re: Czy ktoś im każe pracować? 24.05.06, 16:06 > Drugie pytanie to to, czy byłoby to na czysto czy nie - badania osztują bardzo > dużo. Lepiej więc, żeby każdy opłacał je z własnej kieszeni, a lekarz dostawałb > y > dla siebie na czysto 10-15 zł za pacjenta. Mój przykład dotyczył lekarza rodzinnego, u którego najczęściej diagnozuje się przeziębienia grypy itp., co nie jest związane z dodatkowymi kosztami. Przy bardziej specjalistycznych zabiegach ceny musiałyby być odpowiednio uzupełnione o koszt danego badania + dodatkowy przelicznik ile takich badań można dziennie wykonać - tak aby specjalista wykonujący tego rodzaju analizy mógł mieć zarobki na podobnym poziomie co lekarz rodzinny przy hipotetycznej stawce 20 zł za pacjenta. Odgórne podniesienie pensji w moim odczuciu nie poprawi jakości świadczonych usług - ponieważ podwyżkę dostaną wszyscy, zarówno lekarze wybitni, jak i niebezpieczni osobnicy pokroju tych pielęgniarek, które sprzedawały szczepionkę na Heinego-Medina jako szczepionkę przeciwkrztuścową. Rozwiązanie, które zaproponowałem wcześniej ma (moim zdaniem) tę przewagę, że przy nieograniczonej limitami swobodzie wyboru lekarza pacjenci będą częściej wybierali tych lepszych, skutkiem czego ich właśnie zarobki wzrosną. Poz tym znika tu również problem odkładania pieniędzy z ubezpieczenia "do wspólnej kasy", gdzie nagle okazuje się ich być za mało, bo raz że nie wszyscy płacą składki, a dwa ,że trzeba przecież finansować z tego źródła nowe luksusowo wyposażone biura NFZu. Jeśli równowartość składki ubezpieczeniowej zamiast lądować w NFZowski worku bez dna byłaby odkładana na indywidualnym koncie każdego pracownika (możliwa do podjęcia jedynie na potrzeby opłacenia leczenia) to nagle mogłoby się okazać, że opłacenie wizyty lekarskiej nie jest problemem, zwłaszcza że nie choruje się przecież codziennie, a kosztowne zabiegi wykonuje się nie częściej niż raz na kilka-kilkanaście lat. Próba pozbawienia przez ustawodawcę lekarzy prawa do strajków jest niezbyt uczciwym lekarzem. Zwróć jednak uwagę na to, że strajk uderza przede wszystkim w pacjentów - i jeśli pacjent, któremu odmówiono przyjęcia na wizytę pójdzie ze skargą do prokuratora to nie mam mu nic do zarzucenia (zwłaszcza jeśli pół roku wcześniej zapisał się na zabieg i na dodatek musiał przejechać 300km tylko po to żeby się dowiedzieć że zabiegu nie będzie). Czy uczciwe jest na przykład odmawianie przyjmowania chorych dzieci w strajkująch oddziałach pediatrycznych. Poszerzając trochę przykład niskich zarobków można w zasadzie powiedzieć, że większość osób z wyższym wykształceniem powinna zarabiać co najmniej 2 razy tyle niż zarabiają obecnie - bo oni też się napracowali, zdobywając wiedzę i pragną pracować w wymarzonym zawodzie. Jednak realia mamy takie a nie inne i mało prawdopodobne jest to że w najbliższym czasie zajdą tu jakieś poważne zmiany. Na pytanie, czy lekarze powinni się zwolnić odpowiem w ten sposób: bardzo bym chciał, aby zrezygnowała większa część z tych, których znam - wyszłoby to na zdrowie ich pacjentom. Co do skutków masowych zwolnień - no cóż, zobaczymy jak będzie jeśli rzeczywiście do nich dojdzie, aczkolwiek nie sądzę aby skończyło się to tak tragicznie jak niektórzy przypuszczają. P.S. Muszę przyznać że przyjemnie jest powymieniać poglądy z kimś, kto nie używa argumentów w rodzaju "chciałbym żebyś trafił do mnie na stół". Odpowiedz Link Zgłoś
soft_breeze Re: Czy ktoś im każe pracować? 24.05.06, 18:34 Wydaje mi się, że stoisz przed problemem, który od wielu lat trapi opiekę medyczną w Polsce. Chcesz zjeść jajko i mieć jajko. Dlaczego. Najpierw piszesz, że powinno się wprowadzić z góry ustalone ceny na usługi medyczne. Dodam, że w państwowej służbie zdrowia. Do tego limit przyjęć. Teraz wyobraź sobie, że jest 5 lekarzy. Każdy przyjmie po max 20 pacjentów. 1 jest świetnym lekarem, a każdy kolejny trochę gorszym. Do kogo myślisz skieruje się większość osób? Do tego pierwszego. Skutek? Tamten przyjmie ich dopiero za rok/umrą lub pójdą do gorszego. Jeśli jeszcze będzie tych pacjentów zbyt dużo to w końcu zlińczują albo samych lekarzy (tłum niestety nie myśli), albo... no przecież nie pójdą ze skargą na NFZ - w końcu oni uczciwie im płacą. Dlatego obtuję za takim rozwiązaniem, czyli za współfinansowaniem. Jest to najlepsze możliwe wyjście. Lekarz będzie brał tyle ile chce, jeśli tylko ktoś będzie chciał do niego przyjść. Tymczasem usługi będa współfinansowane z płaconej przez wszystkich składki. Po to, aby firmy pogrzebowe nie miały przez następne kilkanaście lat wielkich obrotów i aby cmentarze tak szybko się nie zapełniły. Z czasem państwo powinno całkowicie się od opieki medycznej odczepić i zostawić to rynkowi - prywatne firmy ubezpieczeniowe. Z dwoma wyjątkami - powinno pilnować porządku, tak jak to robi teraz z wszystkimi innymi ubezpieczycielami oraz powinno pomagać w leczeniu osób starszych, lub chronicznie chorych. Dlaczego? Swoiste ubezpieczenie - jeśli coś by sie komuś stało, i nikt nie mógłby mu pomóc, bo nikogo takiego by nie miał, to powinno mu pomóc państwo. Choćby po to, żeym nie umierał na ulicy. Nie próbuj nawet mnie od tego przekaonać, bo to będzie tylko strata czasu :) W 99% przypadków rynek najlepiej reguluje się sam, bez kierownictwa w potaci polityków - jeśli jakieś pieniądze są Twoje, to lepiej o nie zadbasz, niż państwo. A jeśli nawet nie, to cóż... takie są niestety prawa natury - słabszy przegrywa. Wracając do pensji lekarzy. Może masz i rację, że podniesienie pensji nie poprawi sytuacji. Na pewno nie od razu. Ale niepodniesienie ich z pewnością sprawi, że będzie jeszcze gorzej. Ponawiam pytanie: liczba lekarzy powinna wzrosnąć, czy zmaleć? Zwrócę Ci jeszcz uwagę na jedną rzecz. Lekarze od wielu lat, świecą oczami przed pacjentami, ponieważ politycy nie mają odwagi zreformować systemu opieki zdrowotnej. To nie lekarz jest winny, że walczy o swoje. Całe szczęscie JESZCZE zajmują się przypadkami bezpośrednigo zagrożenia życia. Czy przestaną - nie wiem. Nie chciałbym tego. Tak się niestety w Polsce dzieje ciągle. Nie obwinia się prawdziwego prowodyra, ale pierwszego z kolei, który się nawinie. Często chodzę koło szpitala i wypatruję tych mercedesów lekarzy. Widzę 3,4 fajne bryki - reszta to 4,5 letnie sedany średniej klasy. Ci co je mają są już uznanymi medykami, są konsultantami, mają wykłady na uczelniach, duże prywatne praktyki etc. Pracują na państwowym, bo tam się tylko robi bardzo ciężkie przypadki. A takie coś może kosztować nawet grubo ponad 100.000 zł za tydzień pobytu. Uzbierałbyś taką kwotę ze swojej składki? Chyba nie. Zachodnie społeczeństwa to wiedzą i dbają o swoje zdrowie. W Polsce, alkohol, papierosy, brak ruchu... Pacjenci gdyby to wiedzieli, dbaliby o zdrowie bardziej, bo od nich by ono zależało. Chcesz mieć dobry samochód? Nikt Ci go nie da, musisz na niego zarobić. A w Polsce za zdrowie człowieka X jest odpowiedzialny lekarz, który tego człowieka X na oczy nie widział. I jak lekarz zaczął strajkować to człowiek X podnosi larmo, bo niby mu się coś nalerzy. Za co? Nikt za darmo zdrowia/samochodu nie da. Jeśli matki się denerwują, że za składkę, którą płacą lekarze nie chcą leczyć ich dzieci, to... nie jest wina lekarzy. Ale poliyków. A Ci gdy zmądrzeją powiedzą - radź sobie człeku sam. Grozi to jednak najpierw spadkiem poparcia o 75%. Dopiero po kilku latach mogłoby być nawet wyższe. Tak daleko jednak ich wzrok nie sięga. P.S. Nie używam takich argumentów, bo to by przypomianło konflikt Palestyński - czyli coraz głośniej bym musiał krzyczeć, ażbym padł. Tę polemikę prowadzę także dlatego, że uważam iż warto mówić o tym, że nie jest winą lekarzy to co się dzieje w polsce, tylko polityków. Ciekawe tylko kiedy przestanie im się udawać wmawiwać ludziom - "co złego to nie my". P.S.2 Nie miałem czasu odpowiedzieć na wszytskie Twoje argumenty, bo jutro mam ciężki dzień i się do niego przygotowuję. Postaram się to zrobić później. Pozdrawiam. Odpowiedz Link Zgłoś
critic Re: Czy ktoś im każe pracować? 25.05.06, 09:51 Trochę się zagalopowałeś. Przede wszystkim niegdzie nie napisałem, że ma być limit przyjęć - wręcz przeciwnie, z moich wypowiedzi wynika coś innego. 20 pacjentów zaczerpnąłem od ciebie, bo sam napisałeś, że jest to maksymalna ilość pacjentów jaką lekarz rodzinny potrafi obsłużyć w ciągu jednego dnia. Co do twojego przykładu z 5 lekarzami - proponuję odwrócić sytuację i rozpatrzyć ją zakładając, że nie ma ustalonych stawek i każdy lekarz stawkę wyznacza sam, Wówczas na wizytę u najlepszego większość pacjentów nie będzie stać - w efekcie tłumy ludzi będą przychodzić do tańszych odpowiedników - efekt ten sam, bo czas oczekiwania na wizytę ponownie się wydłuży - z kolei najlepszy lekarz będzie się nudził, bo przyjdzie do niego mało pacjentów. Jak sądzisz, w którym przypadku większa ilość pacjentów zostanie wyleczona? > W 99% przypadków rynek najlepiej reguluje się sam, bez kierownictwa w potaci > polityków - jeśli jakieś pieniądze są Twoje, to lepiej o nie zadbasz, niż > państwo. Dlatego właśnie proponuję wprowadzenie indywidualnych kont, na których każdy będzie odkładał składkę dla siebie. > Całe szczęscie JESZCZE > zajmują się przypadkami bezpośrednigo zagrożenia życia. Czy przestaną - nie > wiem. Sorry, ale w tym gdyby do tego doszło to jest to sprawa dla prokuratora. Są pewne granice, których nie wolno przekraczać, a które w moim odczuciu już zaczynają być przekraczane - np. odmawianie przyjmowania dzieci w placówkach. Wracając na chwilę do rządowego projektu uniemożliwienia lekarzom strajkowania - nie byliby oni pierwszą grupą pozbawioną tego "przywileju". Strajkować nie wolno m.in. pracownikom administracji - np. urzędnikom wojewódzkim. Zastanów się czyj potencjalny strajk niesie ze sobą większe niebezpieczeństwo - lekarzy, odmawiających przyjmowania pacjentów, czy pracowników urzędu? Odpowiedz Link Zgłoś
soft_breeze Re: Czy ktoś im każe pracować? 25.05.06, 15:46 Oki, nie zrozumiałem Cię, jeśli chodzi o te 20 osób. Opisałeś w poprzednim poście opiekę medyczną, która właśnie jest najbardziej wydajną :) Tak, może to i paradok, ale to, że ten którego nie stać idzie do tańszego, a ten którego stać do droższego jest według mnie jedynym dobrze prosperującym systemem. Załatwiałoby to następujące sprrawy: -wiadomo, kto jest dobrym lekarzem, a kto nie -pacjent ma wybór, do kogo się udać -pacjent wie, ile kosztuje jego leczenie - bierze rachunek, NFZ zwraca mu część kosztów, lub ich całość -lekarz nie ma poczucia bycia popychadłem, co zwieksza jego zadowolenie z pracy -lekarz stara się o pacjentów Mógłbym tak długo wyliczać. Takiej reformy nie wprowadzi się w 1 miesiąc - to byłby za duży szok. Wyjściem z kryzysu pozostaje więc podniesienie pensji lekarzon i pielęgniarom. System opisany przez Ciebie, mimo, że nie byłoby limitów przyjęć, jak błędnie sądziłem ma następujące wady: -lekarz, żeby zarobić więcej (ceny są z góry ustalone) albo musi rzyjąć więcej pacjentów, albo musi dorabiać gdzieś indziej, itp. itd. co rodzi patologie w stylu przyjdzie Pan do mnie prywatnie, to zrobię Panu operację w szpitalu. -chory nadal nie będzie się czuł odpowiedzialny za swoje zdrowie - płacę tyle ile wyliczyli eksperci, więc mi się nalerzy. Co z tego, że lekarza nie ma, bo dorabia, ma być i koniec. -gdzie tu pełna konkurencja? Jeden lekarz wycenia swoją pracę tyle, inny tyle. No i koronny argument: -wiesz ile będzie kosztowało utrzymanie takiego systemu przez państwo? Tyle co i obecnego, czyli za dużo. Wniosek: w Twoim systemie taka sama liczba pieniędzy zostałaby w wiekszej części zjedzona przez administrację, niż w mojej (bo by jej nie było). Koszty utrzymania firmy prywatnej są niewspółmiernie niższe, niż urzędu wykonywującego to samo zadanie. Zysk: więcej przyjętych pacjentów za te same pieniądze. Dobry lekarz zapewniam Cię nie będzie bezczynnie czekał na pacjentów - są w tym kraju bogaci ludzie, uczciwie zarabiający. Co do indywidualnych kont - lepiej opłacać chyba ubezpieczenie? Po roku zbierania po 200 zł, masz 2400, czyli tak naprawde niewiele - wyrostek + parę badań. Ty powinieneś mieć wybór - pieniądze są Twoje i zrobisz z nimi co chesz, konto w NFZcie, ubezpieczenie prywatne, lub bez niczego. Lekarze i ubezpieczyciele patrzyliby sobie wzajemnie na ręce pamiętając, że bez pacjentół nie zarobią - dbaliby o nich. Opieka państwa nad słabszymi owocuje tym, że tymi słabszymi chce być coraz wiecej. Dlaczego bogatszy nie ma mieć lepszej opieki zdrowotnej? W końcu ciężko pracuje i coś mu się za to należy. Dlaczego pijak, z rentą ma mieć darmową służbę zdrowia? Bo załatwił sobie kiedyś rentę? W imię czego? Solidarności społecznej? Raka się wycina a nie odżywia. A co do strajków - zupełnie nie wiem, co miałby ten prokurator zrobić. W końcu można się zwolnić z pracy? To nie jest karane. A do zwolnień polski rząd usilnie namawia... P.S. A te 20 osób to przykłąd - każdy lekarz wie ile może przyjąć. CHodzi o to, żeby lekarze nie pracowali 340 godzin miesięcznie. Odpowiedz Link Zgłoś
critic Re: Czy ktoś im każe pracować? 27.05.06, 10:13 Nie rozumiem dlaczego większa część pieniędzy miałaby być zjedzona przez administrację - przecież chodzi mi o to aby właśnie zlikwidować NFZ. Indywidualne konta byłybe zakładane w ramach już istniejących instytucji - banków; miałoby to także tę zaletę, że banki konkurowałyby między sobą oferując jak najlepsze warunki prowadzenia takiego konta. Przy hipotetycznej stawce 20 zł za pacjenta, jaką wcześniej założyłem, zarobki przeciętnie wahałyby się w granicach 4000-8000 zł. Czy to jest tak mało? No ale zwykle chciwość ludzka nie zna granic. > Co do indywidualnych kont - lepiej opłacać chyba ubezpieczenie? Po roku > zbierania po 200 zł, masz 2400, czyli tak naprawde niewiele - wyrostek + parę > badań. Przecież nikt nie robi sobie cor roku operacji wyrostka! Ja zwykle jakieś 2-3 razy w roku łapię solidne przeziębienie, z którym muszę iść do lekarza (i mam wtedy bardzo duże problemy, bo mój lekarz rodzinny jest w innym mieście), więc moje wydatki na leczenie zamknęłyby się w kwocie 40-60 zł w ciągu roku. A reszta pieniędzy leżałaby na koncie, łapała oprocentowanie i czekała na moment, w którym (nie daj Boże) trzeba by wykonać jakiś poważniejszy zabieg. > A co do strajków - zupełnie nie wiem, co miałby ten prokurator zrobić. W końcu > można się zwolnić z pracy? To nie jest karane. Pewnie, że można się zwolnić. Jednak strajkujący nie zwalniają się z pracy tylko odmawiają udzielenia pomocy chorym, doprowadzając w ten sposób do umyślnego narażania zdrowia i życia - a za to grozi prokurator. > P.S. A te 20 osób to przykłąd - każdy lekarz wie ile może przyjąć. CHodzi o to, > żeby lekarze nie pracowali 340 godzin miesięcznie. Zakłądając, że wizyta jednego pacjenta u lekarza rodzinnego trwa 20 minut, to przez 8 godzin pracy zdoła on przyjąć 24 pacjentów. 8 godzin dziennie * 5 dni w tygodniu * 4 tygodnie w miesiącu = 160 godzin miesięcznie. Czyli chyba nie tak strasznie? A zarobek 8000 zł. Wracając na chwilę do potencjalnych masowych zwolnień lekarzy - jest to argument grubymi nićmi szyty. Mało prawdopodobne jest, żeby nagle większość polskich lekarzy wyjechała pracować za graniecę, bo: 1. nie wmówisz mi, że każdy lekarz jest takim poliglotą, aby oprócz języka polskiego i łaciny znać również (do wyboru) włoski, francuski, hiszpański... Większość zapewne zna jeszcze angielski na poziomie średniozaawansowanym. Tymczasem aby móc pracować jako lekarz w którymś z państw Unii, trzeba biegle znać język tego kraju. 2. czy aby na pewno państwa unijne tak na gwałt poszukują lekarzy, że przyjmą każdego przyjeżdżającego z Polski? Nie, na pracę prawdopodobnie mogłoby liczyć jakieś 10% wyjeżdżających - znających biegle język i będących naprawdę wybitnymi specjalistami. Odpowiedz Link Zgłoś
zlakobieta Re: Czy ktoś im każe pracować? 27.05.06, 11:53 > Przy hipotetycznej stawce 20 zł za pacjenta, jaką wcześniej założyłem, zarobki > przeciętnie wahałyby się w granicach 4000-8000 zł. Czy to jest tak mało? No ale > zwykle chciwość ludzka nie zna granic. Zarobi 8000 ale kto miałby zapłacić podatek, czynsz za gabinet, sprzątanie, pielęgniarkę wykonującą zlecone zabiegi, no i materiały - jednorazowe rękawiczki, strzykawki, igły, środki czystości itp...? Moznaby to przerzucic na pacjenta ale wtedy poniósłby koszt większy niż te 20zł. > Przecież nikt nie robi sobie cor roku operacji wyrostka! Ja zwykle jakieś 2-3 > razy w roku łapię solidne przeziębienie, z którym muszę iść do lekarza (i mam > wtedy bardzo duże problemy, bo mój lekarz rodzinny jest w innym mieście), więc > moje wydatki na leczenie zamknęłyby się w kwocie 40-60 zł w ciągu roku. A reszt > a > pieniędzy leżałaby na koncie, łapała oprocentowanie i czekała na moment, w > którym (nie daj Boże) trzeba by wykonać jakiś poważniejszy zabieg. Masz rację. Ja odprowadzam składki, a u lekarza nie byłam jakieś 10 lat. Jest jednak jedno ale. Wystarczy, że na poczatku swojej kariery zawodowej, a więc na przykład po dwóch latach (przypominam, że nie chorowałeś i odłożyłeś 4800zł) wykrywają u Ciebie w trakcie badań okresowych finansowanych przez pracodawcę załóżmy białaczkę. Skąd weźmiesz pieniądze na kosztowne leczenie, hospitalizację, czy w końcu przeszczep szpiku? Co zrobisz? Wiem, wiem, nie chorujesz ale czy masz 100% pewności, że nie zachorujesz cięzko np. za miesiąc? Czy zdajesz sobie sprawę ile kosztuje terapia w nowotworze płuc? To może być np. 6500 miesięcznie. Łatwo obejrzeć się wstecz i sprawdzić, że udało mi się nie chorować przez 20 lat. Czy jednak potrafisz przewidzieć swoją przyszłość choćby na 1 dzień w przód? Odpowiedz Link Zgłoś
soft_breeze Re: Czy ktoś im każe pracować? 27.05.06, 12:45 Zlakobieta :) ma rację - dokładnie o to mi chodzi. Co do wyjazdów. Wiesz - wystarczy, że ze 100 ludzi w szpitalu wyjedzie 3 anestezjologów i nawet to, że zostali świetni chirurdzy nie zmieni faktu, że operacje się nie odbędą. Nie będzie miał kto znieczylać - to tak, jakby w 600 konnym silniku zepsuła się pompa paliwowa. Pojedzie? O strajkach powiem tak: -nikt nie zabronił im strajkować -to lekarze są winni temu, że chcą godnie zarabiać? Rząd oszukuje ludzi, że ma za co wykupić świadczenia medyczne a lekarze to pijawki. To jest niemoralność. Lekarze nie mają już innych środków niż odchodzić od łóżek pacjentów w nadzieji, że to pacjenci zaczną wymagać działań naprawczych od rządu. A że robią to strajkując a nie zwalniając się z pracy to nie jest kwestia moralności a ich wolnego wyboru. Zresztą przypominam, że niektórzy się już zwaliają. Jakby zrezygnowali z pracy powiedziałbyś: "Nie jest moralne zostawiać swoich pacjentów w ten sposób. Przecież jakoś trzeba im zapewnic opiekę a za to odpowiedzialny jest lekarz"? Jakby się zwolnili to nie byłoby nawet ostrych dyżurów - to jest prawda o której się nie mówi. Odpowiedz Link Zgłoś
critic Re: Czy ktoś im każe pracować? 28.05.06, 16:16 > Jakby zrezygnowali z pracy powiedziałbyś: "Nie jest moralne zostawiać swoich > pacjentów w ten sposób. Przecież jakoś trzeba im zapewnic opiekę a za to > odpowiedzialny jest lekarz"? Próbujesz wkładać w moje usta słowa, których absolutnie bym nie powiedział. O czym pisałem na początku? Nie ma przymusu pracy. Jeśli lekarz zwolni się z pracy, bo np. znalazł coś lepszego to nikt nie ma prawa mieć pretensji. Ale odmawianie przyjmowania pacjentów w ramach tzw. strajku i jeszcze próba wmawiania, że to wszystko dla dobra właśnie pacjentów to co najmniej hipokryzja. Wracając do wyjazdów - bardzo wątpię by doszło do sytuacji, w której na miejsce tych 3 anestezjologów nie znalazł się choćby jeden chętny, który ich z powodzeniem by zastąpił - w końcu bezrobocie mamy duże, a absolwentów wyższych uczelni nie brakuje. Do zlejkobiety: moja propozycja jest następująca: równowartość rocznego podatku, jaki lekarze musieliby odprowadzić od swoich zarobków zamiast do fiskusa poszłaby właśnie na opłaty związane z prowadzeniem gabinetu. Odpowiedz Link Zgłoś
soft_breeze Re: Czy ktoś im każe pracować? 28.05.06, 17:14 To było pytanie, a nie stwierdzenie. > Wracając do wyjazdów - bardzo wątforum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=305&w=42523092pię by doszło do sytuacji, w której na miejsce > tych 3 anestezjologów nie znalazł się choćby jeden chętny, który ich z > powodzeniem by zastąpił - w końcu bezrobocie mamy duże, a absolwentów wyższych > uczelni nie brakuje. I właśnie tu tkwi problem - anestezjolog może się i znajdzie, ale skądś będzie się musiał zwolnić. Z małomiasteczkowego szpitala? Ci z dużych miast wyjeżdząją. Młodzi i starzy wyjeżdżają. Lekarzy zaczyna brakować. Przeczytaj: forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=305&w=42523092 Medycyna to nie jest fach, którego się nauczy w 2 lata. 6 lat studiów to dopiero wstęp - przez wiele lat pracuje się pod okiem lekarzy z wieloletnim starzem. Zresztą sądzisz, że ekonomista może leczyć? Nie generalizuj... Odpowiedz Link Zgłoś
aquinus Re: Czy ktoś im każe pracować? 25.05.06, 00:03 critic napisał: > Ciągle zapomina się o jednym: nie mamy przymusu pracy. Skoro uważam, że w danej > pracy zarabiam za mało, to tką pracę zmieniam. Powinno to dotyczyć wszystkich > obywateli, dlatego nie można tworzyć uprzywilejowanych grup. Święta prawda! Dlatego nie dziw się, że coraz więcej lekarzy i pielęgniarek wyjeżdża za granicę. Odpowiedz Link Zgłoś
aron2004 Re: Rozszerza się protest lekarzy na Śląsku 20.05.06, 11:37 niech konowały pokażą jakimi samochodami jeżdżą. Odpowiedz Link Zgłoś
soft_breeze Re: Rozszerza się protest lekarzy na Śląsku 20.05.06, 11:39 Przejdź się po parkingu przed dużym szpitalem to zobaczysz. Nie jesteś zresztą urzędem skarbowym, żeby Ci się musieli spowiadać. Odpowiedz Link Zgłoś