maruda.r
25.05.06, 07:09
Nasi rozmówcy są zdania, że mimo woli prezydenta Lecha Kaczyńskiego do
spotkania z prezydentem Władimirem Putinem raczej nie dojdzie do końca roku.
**********************************************
Sęk w tym, że żadnej woli nie ma i nie było. Propozycja Jastrzembskiego jest
konsekwencją braku polskiej polityki zagranicznej, którą wbrew Konstytucji
zawiaduje Lech Kaczynski. Czekanie w nieskończoność na propozycje Putina jest
zwyczajnie smieszne i musiało sie skończyć tak, jak się skończyło.
Nic nie wskazuje na to, by Kreml chciał uznać jakieś swoje winy w konlikcie z
Warszawą. Zajmuje obecnie taką pozycję, że może sobie kpić z poczynań
Waszyngtonu. Chowanie się z gaciami Wuja Sama zupełnie nie wzrusza Rosji.
Jeżeli przyjmiemy, że jest własnie tak i Rosja jest dużym, silnym i zupełnie
niezależnym (nawet od BŚ i MFW) państwem, to raczej trudno oczekowiac, że jej
prezydent będzie dotąd biegał za kaczym kuprem, aż ten się łaskawie namyśli.
Kaczyński przygotowywał się do spotkania z Putinem, niczym pretendent do walki
o mistrzowstwo świata. A tu tak surpiza: nie będzie meczu w Szwajcarii, który
przyciągnie rozentuzjazmowany tłum, tylko szkoleniowy sparring w remizie
strażackiej na Białorusi.
Kaczyński z oślim uporem kontynuuje politykę Kwaśniewskiego i Millera.
Gdybyśmy mieli politykę wobec Rosji w czasach, gdy to Putinowi na nas
zależało, to dziś Kaczyński miałby propozycję spotkania choćby w Davos, a
bałtycka rura byłaby literacką fikcją. Bez żadnego serwilizmu ze strony RP.