przemek05
08.07.06, 01:42
Niejaki pan G zredagowal oficjalne pismo, ktorego tresc kompromituje go,
ujawniajac nieznajomosc historii (zamiast nazwy nazistowskiego
pisma "Stuermer" pojawia sie... Steiner) oraz jezyka polskiego (uzycie slowa
obcego pochodzenia "dewolutywny" niezgodnie z jego znaczeniem). I co? I nic,
pan G, zamiast sie schowac i ze wstydu nosa nie wychylac, pojawia sie przed
kamerami TV, jak gdyby nic sie nie stalo.
Najwyrazniej ujawnienie nieuctwa nikomu w sferach wladzy nie szkodzi.
Zreszta, czemu ja sie dziwie? Niegdys pewien minister wypisal czek na sume
1000 razy wieksza niz powinien, bo pomylil mu sie milion z miliardem. Pytany
przez dziennikarza, ila razy wiekszy jest miliard od miliona, uchylal sie od
odpowiedzi, a sluchacze radia zanosili sie ze smiechu. Ten fakt nie
przeszkodzil owemu niedouczonemu ministrowi w objeciu stanowiska premiera.
Chodzi o Leszka M.