elephant_tusk
13.07.06, 07:53
Czy jest gorzej niż w latach poprzednich?
Myślę, że wreszcie zaczęto podchodzić do matur rzetelniej niż przedtem, ale
mam wątpliwości, czy już wszystko jest rzeczywiście ustawione obiektywnie,
bez podpowiadania i sciągania. Może właśnie tych 60 % to są osoby, które
zasługują na maturę, a z reszty, zwłaszcza nieprzystępujących do niej,
znaczna większość by oblała - pewnie właśnie dlatego nie przystępuje do
matury. No, może część ze względów życiowo-materialnych. Czyli - wreszcie
mamy prawie prawdziwy obraz naszej oświaty. Etap prawdy.
Kwestia sformułowania pytań - mam nadzieję, że pani minister Dzierzgowskiej
chodzi TYLKO o sformułowanie, a nie - o zaniżenie poziomu. Ale nie jestem
pewna.
Likwidacja techników niewiele poprawi sytuację. Mniej zdolna młodzież, która
tam trafia, trafiając do liceum zaniży poziom w liceach. A może zawodówki nie
są wcale takim złym wyjściem? Dla młodzieży, która nie ma ochoty lub nie jest
w stanie uczyć się materiału na nieco wyższym poziomie abstrakcji, są szansą
zdobycia zawodu atrakcyjnego u nas lub w "starych" krajach Unii. Pod
warunkiem, że rzeczywiście będzie się ją uczyć na kierunkach potrzebnych. Ja
wiem, że ładna statystyka poprawia samopoczucie decydentów, ale czy naprawdę
80 % ludzi MUSI mieć maturę? I czy naprawdę większość ludzi musi mieć studia
wyższe? Kwestia znalezienia pracy wydawała się poważnym argumentem dopóty,
dopóki miejsca pracy nie zostały zajęte. Teraz bardzo drogo produkujemy
nowych bezrobotnych, tyle że bardziej sfrustrowanych, bo przekonywano ich, że
studia są gwarancją otrzymania pracy, i to dobrej i dobrze płatnej.
Czy program jest przeładowany? Bardzo trudno odpowiedzieć na to pytanie
jednoznacznie. Wydaje się, że program dawnego liceum czteroletniego jest,
pomijając nieliczne udziwnienia, programem niezbędnym dla człowieka z grubsza
wykształconego. Kluczem do rozwiązania sytuacji jest chyba podwyższenie
poziomu gimnazjum. Ale to z kolei kłóci się z jego powszechnością. Jakoś to
trzeba wyważyć.
Nie jestem zwolenniczką ograniczania materiału. I mam wątpliwości, czy
logicznego myślenia można nauczyć wszystkich, nawet jeśli by się zrezygnowało
z połowy materiału. Zresztą podstawą logicznego myślenia jest także pewien
zasób wiedzy. Ludzie różnią się poziomem inteligencji. Poniżej pewnego
poziomu niewiele można zrobić.
Być może na tle innych permisywnych krajów polska szkoła nie wygląda na
rozsprzężoną. Pewnie jest u nas lepiej pod względem dyscypliny niż w Stanach
Zjednoczonych czy większości krajów Europy zachodniej. Ale na tle np. Japonii
czy Korei wyglądamy bardzo źle. Szkoła japońska ma jeden z najwyższych
poziomów na świecie. Ale podobnie - szkoły w dość permisywnych krajach
skandynawskich. Warto by zbadać, czym się różni charakter polskiej szkoły od
szkoły czeskiej, a zwłaszcza węgierskiej. Jak to jest, że w krajach o
podobnych tradycjach i historii i mających tylko trochę lepszą sytuację
materialną, poziom nauczania jest wyraźnie lepszy?