Dodaj do ulubionych

Węgry: wybory przebiegają bez zakłóceń

01.10.06, 18:19
Dziś Budapeszt, jutro Warszawa!
Obserwuj wątek
    • fraglesi67 A nam przyjdzie jeszcze poczekać 01.10.06, 18:22
      do wykopków ;-)
      • aferal.z.so Zobaczysz, ciulu, wykopki!!! 01.10.06, 18:38
        fraglesi67 napisał:

        > do wykopków ;-)
        • kelowna Aferal.z.so - jestes zwyklym chamem!!! 01.10.06, 19:30
          • aferal.z.so I szczycę się tym, szlachcic z urodzenia 01.10.06, 21:06
            cham z wyrachwania. A ty chłopku kim jesteś, nawet do chama nie dorosłeś.
            • pe1 Re: I szczycę się tym, szlachcic z urodzenia 01.10.06, 21:06
              ciebie chamie też wykopiemy, razem z kartoflami utytłanymi w szambie
            • koloratura1 Re: I szczycę się tym, szlachcic z urodzenia 01.10.06, 21:37
              Chyba bardzo, bardzo szaraczkowy...
              • aferal.z.so Re: I szczycę się tym, szlachcic z urodzenia 01.10.06, 22:08
                koloratura1 napisała:

                > Chyba bardzo, bardzo szaraczkowy...
                Nie szaraczkowy, głupie ku..szcze, herbu Brodzic!!!
    • megasceptyk Emeryci wychowani na komunie 01.10.06, 19:52
      są u nich tak samo durni jak u nas mohery.
      • pies_na_lewizne Re: Emeryci wychowani na komunie 01.10.06, 23:42
        megasceptyk napisał:

        > są u nich tak samo durni jak u nas mohery.

        Gwaltu rety, mega septyk obrazil 80% spoleczestw wegierskiego ORAZ
        polskiego ;)!!!
    • an9991 Węgry: wybory przebiegają bez zakłóceń 01.10.06, 20:56
      mam pewien kłopot ze słowami gyurcsanya. niby jednoznacznie trzeba je potępić,
      ale jest w nich jednak coś moralnie czystego. premier węgier chciał skończyć z
      jakąś uwierającą go fikcją. przyznał się do kłamstwa nieprzymuszony i wyraźnie
      się go wstydząc a wręcz czując do niego odrazę. to daje jakąś nadzieję na to że
      czyste intencje w polityce jednak istnieją. na razie na węgrzech. może i u
      nas??
      • chudymisio tak, przyznał się 01.10.06, 21:17
        Ja jednak zwróciłem większą uwagę na jego gotowość do reform. Więc myślę, że tym
        różnimy się od Węgrów. U nas jakoś nie widzę tych reform (chyba, że reformy
        odwrotne). Chyba jeszcze ciągle u nas za dobrze ;)
        • silezius.monachijski u nich też reform nie będzie 01.10.06, 21:32
          po 2 latach bezwładu już się chyba nie da zrobić reform... Tylko na początku
          kadencji. To już nawet zgniły AWS zaczął wręcz rewolucyjnie patrząc na
          dzisiejszy bezruch.
        • dem-leftist radze zapoznac sie z pelnym tekstem premiera 01.10.06, 21:39
          Wegier

          oto link
          serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,3633578.html
          jego slowa zostaly zmanipulowane!!!
          Wegrzy nie dali sie nabrac prawicy!!!
          Brawo Wegierska lewico :)))
      • silezius.monachijski gyurcsany do dymisji 01.10.06, 21:31
        może to element negocjacji koalicyjnych, jak jaruś-kaczuś niby-przeprosił by
        zaspokoić Waldka. Wyjściem honorowym i moralnym jest dymisja, a w niektórych
        kulturach (Japonia, II Rzeczypospolita) jeszcze strzelenie sobie w łeb.
        • koloratura1 Re: gyurcsany do dymisji 01.10.06, 21:40
          silezius.monachijski napisał:

          > może to element negocjacji koalicyjnych, jak jaruś-kaczuś niby-przeprosił by
          > zaspokoić Waldka. Wyjściem honorowym i moralnym jest dymisja, a w niektórych
          > kulturach (Japonia, II Rzeczypospolita) jeszcze strzelenie sobie w łeb.

          W japoni się szlachtowali!
    • silezius.monachijski kwakom się marzy wojna domowa 01.10.06, 21:28
      kwaki mieszają z rozkazu Wołodii jak niegdyś Repnin z rozkazu carycy. Zero
      pozytywnego programu. Agentów SB już mało, trochę lat minęło, trzeba wymyśleć
      agentów WSI.

      Ale już wkrótce PiS wyrzucimy na śmietnik historii, już tam się rozkłada SLD i
      Unia Wolności...
    • dem-leftist Premier Wegier jest niewinny 01.10.06, 21:40
      padl ofiara manipulacji,
      ale na szczescie Wegrzy nie dali sie oszukac przez prawicowy Fidesz!!!

      polecam zapoznac sie z pelnym tekstem premiera

      serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,3633578.html
      • zoska11 Premier Wegier kłamał z premedytacją 01.10.06, 22:13
        W telewizyjnej debacie przed wyborami do parlamentu premier Gyurcsany zarzucił
        Viktorowi Orbanowi kłamstwo (chodziło o opłaty za wypisywanie recept, a teraz
        właśnie rząd Gyurcsanya przewiduje m.in. wprowadzenie takich opłat - w
        ramach "reformy służby zdrowia"). Kilka tygodni później - już po wyborach - w
        przemówieniu do partyjnej "wierchuszki" przyznał się do kłamstwa w kampanii
        wyborczej. Fakty mówią same za siebie.
        • dem-leftist Re: Premier Wegier kłamał z premedytacją 01.10.06, 22:35
          zadam jedno pytanie...
          czy czytalas PELNY tekst przemowienia premiera Wegier???
          oczywiscie nie.


          Jesli chodzi o tego OSZOLOMA Orbana,to tylu glupot co on naobiecywal w trakcie
          kampanii,nie mozna do niczego porownac-byl to skrajny populizm!!!
          No a teraz ubiera sie w szaty meza opatrznosciowego.
          Prowokowal zamieszki-fakty mowia same za siebie.
          • zoska11 Re: Premier Wegier kłamał z premedytacją 02.10.06, 00:18
            dem-leftist napisał/napisała:
            > zadam jedno pytanie...
            > czy czytalas PELNY tekst przemowienia premiera Wegier???
            > oczywiscie nie.

            Tak, i to w oryginale, nie tylko polskie tłumaczenie. Jeśli chcesz, prześlę ci.


            dem-leftist napisał/napisała:
            Jesli chodzi o tego OSZOLOMA Orbana,to tylu glupot co on naobiecywal w trakcie
            > kampanii,nie mozna do niczego porownac-byl to skrajny populizm!!!
            > No a teraz ubiera sie w szaty meza opatrznosciowego.
            > Prowokowal zamieszki-fakty mowia same za siebie

            No, nie. Orban nie obiecywał gruszek na wierzbie, no i nie kłamał.
            A skąd wiesz, że to on, że prowokował zamieszki? Przecież jego partia odwołała
            wiec wyborczy - właśnie, żeby nie dać pola do prowokacji-żadnych incydentów.
            A na placu Kossutha byliśmy - czyżbyś też miał/miała osobiste doświadczenia?
            • dem-leftist Re: Premier Wegier kłamał z premedytacją 02.10.06, 00:52
              > No, nie. Orban nie obiecywał gruszek na wierzbie, no i nie kłamał.

              to twoje zdania daje do zrozuminia,ze nie ma sensu prowadzic z Toba dyskusji.
              Nacjonalistyczny populizm Fideszu odbil sie glosnym echem po calej Europie,
              przycmiewal nawet bzdury ktore wypowiadali socjalisci...
              Nie klamal???Czyli te obiecanki Orbana byly mozliwe do spelnienia(kosztowalo to
              bodajze 14 mld euro)-no coz Dobranoc :)

              > A na placu Kossutha byliśmy - czyżbyś też miał/miała osobiste doświadczenia?

              Moja przyjaciolka,z ktora studiowalem na tej samej uczelni w Szwecji,jest
              Wegierka.Mam takze znajomego Polaka,ktory studiuje w Budapeszcie.Jestem wiec
              dobrze poinformowany.

              > A skąd wiesz, że to on, że prowokował zamieszki?

              W pierwszych dniach,po ujawnieniu przez radio publiczne Kossuth, sympatyzujące
              raczej z konserwatystami,slow premiera,opozycjia podgrzala jeszcze
              temperature,a prawicowi bandyci poczuli,ze ich dzialania beda zaakceptowane
              przez ogol Wegrow.
              Nie jest to spontaniczne powstanie narodowe. Mniej więcej połowa społeczeństwa,
              związana z obozem lewicy, nadal popiera rząd. Nieznaczna większość Węgrów
              pragnie, aby premier Ferenc Gyurcsány pozostał na stanowisku. Protestują tylko
              zwolennicy partii Fidesz, których po cynicznym wystąpieniu szefa gabinetu łatwo
              było zmobilizować do antyrządowych wystąpień.Viktor Orban jednak się
              przeliczył. W ostatnich latach jego ugrupowanie wchłonęło całe prawicowe i
              skrajnie prawicowe skrzydło. Teraz nie potrafi opanować motłochu.
    • matrioszka25 na taczke z tym neoliberanym 01.10.06, 22:04
      szubrawcem! Wegrrzy do bronii, bierzcie przyklad z reform Kaczynskiego w Polsce.
    • jerry.uk u nas tak się nigdy nie stanie! 01.10.06, 22:21
      gdyby w Polsce prezydent był reprezentantem CAŁEGO narodu a nie tylko kalką
      premiera, to też by wezwał Parlament do odwołania premiera. Ale w Polsce klika
      dorwała się do władzy, to rządzi!
    • pashow.von Można tylko Węgrom pozazdrościć 01.10.06, 22:38
      Mają przynajmniej normalnego prezydenta.
    • krawat23 Re: Węgry: wybory przebiegają bez zakłóceń 01.10.06, 22:48
      Jesli muzułmanie czekają, a nie moeduja to nie jest jeszcze tak źle.
    • tarot1 Nie szczuć!!! 01.10.06, 23:26
      Po co szczujecie? My nie mieszkamy w Budapeszcie, a lewicowe bojówki,które
      pojawiły sie pod Sejmem w Warszawie maja tylwe do powiedzenia co mysz w
      potrzasku!!!
      Do roboty!!
      Dość szczucia przez postkomunę!!!
      • pies_na_lewizne Re: Nie szczuć!!! 01.10.06, 23:46
        tarot1 napisał:

        > Dość szczucia przez postkomunę!!!

        nie powinnismy nigdy tracic nadziei, jakkolwiek nierealnym to sie wydaje...
    • dem-leftist prawda o Wegrzech !!! 02.10.06, 01:19
      Nie będę udawał, że jestem znawcą Węgier. W dodatku, niestety, nasze
      doniesienia gazetowe, jakie poczęły się ukazywać po wybuchu budapeszteńskich
      zamieszek ulicznych, nie pozwoliły mi uzupełnić wiedzy o tym kraju. Najpierw
      więc czytałem, że premier Węgier, Ferenc Gyurcsany – Bóg jeden wie, jak się
      wymawia to nazwisko – oszukał wyborców, obraził naród węgierski, a więc
      natychmiast musi odejść. Wydawało mi się to dosyć dziwne, ponieważ wówczas – a
      było to jeszcze przed wielkim skandalem z PiS i posłanką Beger – wszyscy w
      Polsce zdawali sobie sprawę, że premier Jarosław Kaczyński też oszukał
      wyborców, obiecując 3 mln mieszkań, błyskawiczną budowę autostrad i
      konsekwentną politykę prospołeczną, następnie zaś powołał do rządu prof.
      Gilowską, aby wycofała się rakiem z tych obietnic. A przecież nasz premier nie
      zbierał się wcale do odejścia.
      Później okazało się, że zamieszkami przed węgierskim parlamentem dyryguje
      skrajna prawica, coś w rodzaju LPR, a demonstrantom chodzi o obalenie rządów
      partii socjalistycznej, jedynej, która w krajach postkomunistycznych dwukrotnie
      zdobyła większość wyborczą. Sprawa więc okazała się nieco jaśniejsza.
      Na koniec wreszcie temat Węgier zaczął nieco przygasać i do prasy przedostała
      się tylko wiadomość, że mimo tego wszystkiego w nadchodzących wyborach
      samorządowych na Węgrzech połowa wyborców znów zamierza głosować na
      socjalistów. A więc wygląda na to, że nie dowiedzieliśmy się jednak czegoś
      ważnego, o czym powinniśmy wiedzieć. Nie znam się więc na Węgrzech, nie
      interesowałem się też premierem Gyurcsanym, ale przeczytałem w „Gazecie” bardzo
      dokładnie jego przemówienie, które stało się powodem tej całej awantury. I
      przyznam się, że człowiek ten mi zaimponował. Nie widziałem nigdy premiera,
      który by z taką pasją i taką determinacją mówił, że kłamał nie tylko on, lecz i
      jego partia i że ma już tego dosyć. Kłamanie w kampaniach wyborczych jest
      praktyką powszechną...

      ...W czym kłamał rząd węgierski? Czytając przemówienie Gyurcsanyego, można się
      domyślać, że obiecał więcej, niż było na to stać Węgry, i to obiecał wszystkim
      klasom społecznym naraz. Bogatym obiecał obniżenie podatków, biednym politykę
      opiekuńczą, a te dwie sprawy nie dają się pogodzić. ...

      ...Nie wiem, w którą stronę chce teraz pójść Gyurcsany i jego partia, coś
      wzmiankuje on o konieczności „zaciśnięcia pasa”, ubolewa, że będzie pewnie
      musiał wprowadzić płatne wyższe uczelnie i płatną służbę zdrowia. A więc być
      może mówiąc o „reformach”, które koniecznie musi wprowadzić, ma na myśli to
      samo, co wszyscy używający tego terminu – przyciśnięcie niezamożnych,
      poluzowanie wolnemu rynkowi i jego niewidzialnej ręce, słowem powrót do szeregu
      innych reformatorów w Europie Wschodniej.
      Ale jednak coś go gnębi i poczytuję mu to za zasługę. Mówi, że obecny system
      oświaty na Węgrzech pomaga tym, którzy pochodzą z zamożnych rodzin, i „klasa
      uprzywilejowana powstaje ponownie za publiczne pieniądze”. Mówi, że „Cyganie
      mają dziesięć razy gorszą opiekę zdrowotną niż ja” i że jego matkę w
      przychodniach „też traktują lepiej, ku.. mać!”. Mówi, że ewentualna
      kompromitacja rządu „to jest problem kilkuset osób, ich rodzin i znajomych, to
      jest nasz problem”, który nie jest najważniejszy. Coś się więc w nim gotuje, co
      nie często ogląda się w premierach. „Interesuje mnie, czy robimy coś wielkiego –
      mówi. – Czy powiemy: cholera jasna, przyszło kilku takich, którzy mieli odwagę
      coś zrobić i nie pieprzyli się, jak rozliczą koszty podróży. Nie zastanawiali
      się, czy zdobędą miejsce w samorządzie lokalnym, czy nie, tylko zrozumieli, że
      w tym pieprzonym kraju chodzi o coś innego”.
      Wiadomo, wystarczy poczytać polskich ekonomistów, Sadowskiego, Kowalika,
      Kołodkę, aby zrozumieć, że mimo szumnych obecnie obchodów weteranów KOR
      spieprzyliśmy – mówiąc językiem Gyurcsanyego – szansę polskiej transformacji.
      Że chodziło o coś innego, a więc o wprowadzenie mechanizmów gospodarki rynkowej
      przy zachowaniu podstawowych elementów państwa sprawiedliwości społecznej. Na
      niespełnieniu tej obietnicy wypłynął kaczyzm, który po roku rządów też zwija w
      pośpiechu swoje hasła wyborcze społeczeństwa solidarnego, zakładając w jego
      miejsce państwo policyjne z IPN w roli najwyższego sędziego ludzkich losów. Nie
      wiem, w którą stronę pójdą Węgry, czy przyjrzą się także temu polskiemu
      doświadczeniu, i nie jest to moje największe zmartwienie, szczerze mówiąc. Ale
      ów epizod z premierem Ferencem Gyurcsanym nie jest tylko kawałkiem pikantnej
      literatury. Pokazuje on ważny dylemat, przed którym stają wszyscy politycy i
      działacze lewicy. Może im także opłacałoby się czasem „zrobić coś wielkiego”,
      nie oglądając się na osobiste ryzyko, zaproponować program, którego jeszcze nie
      było, spróbować eksperymentu, zdolnego przywrócić to, czego dotąd nie udało się
      zrobić? Nie wiem, czy w chwili, kiedy to piszę, tłum stoi jeszcze przed
      węgierskim parlamentem, wiem, że zbiera się przed naszym Sejmem oburzony
      korupcją, którą po ustanowieniu Centralnego Biura Antykorupcyjnego wprowadziła
      do parlamentu rządząca partia jako uprawniony instrument mechanizmu
      politycznego. Niewykluczone, że węgierski tłum został zmanipulowany,
      niewykluczone, że podobnie stanie się z tłumem, który zamierza (a piszę to w
      środę, 27 września) zebrać na ulicy Platforma Obywatelska. W PRL nazywało się
      takie momenty „kryterium ulicznym”, a więc momentem, kiedy kończyła się
      urzędowa gadanina i ludzie własną obecnością pokazywali swoje poglądy. Po
      każdym, często krwawym, „kryterium ulicznym” w Polsce przez jakiś czas działo
      się nieco lepiej. Było to jak czyszczenie zatkanego zlewu przy użyciu żrących
      środków chemicznych. Często za bardzo, zbyt boleśnie żrących.
      Ale zlew IV RP trzeba koniecznie przetkać, bo śmierdzi już z niego
      niemiłosiernie.

      Całość felietonu w drukowanym wydaniu "Przeglądu"
      • zoska11 Re: prawda o Wegrzech !!! 02.10.06, 15:23
        Ja wcale nie mówię, że mam monopol na prawdę. Po prostu chciałam napisać parę
        zdań "z placu boju". Dziś rano, patrząc na poranną mgłę, nie czuło się gorącej
        atmosfery. Ale nawet na przystanku, przed szkołą, na placu zabaw, przy
        piaskownicy, w sklepie, itp., ludzie rozmawiają o konsekwencjach wyborów. W
        mojej dzielnicy, na obrzeżach Pesztu, pozostały "goździki". Ale w Śródmieściu -
        V Dzielnica, właśnie okolice Parlamentu - zwyciężył kandydat Fideszu. Patrząc
        stąd, sytuacja na Węgrzech wydaje mi się jeszcze bardziej skomplikowana. Przede
        wszystkim ze względu na przepaść pomiędzy zwolennikami lewicy i prawicy.
        Natomiast nie ma konfliktów na tle wyznaniowym. Przed Parlamentem przemawiało
        wielu ludzi, czasem "z ulicy". W ciągu dnia przychodzą ludzie z dziećmi, na
        chwilę, albo na dłużej, z krzesełkiem, z wózkami dziecięcymi, sama też byłam z
        córką, przyniosłyśmy kilkanaście białych róż. Akurat wtedy przemawiał jeden z
        największych autorytetów moralnych, pastor László Tőkés (Timisoara ´89).
        Wczoraj wieczorem (byłam krótko) zebrani odśpiewali węgierski hymn narodowy,
        wspólnie modlili się, powiewały flagi w kolorach narodowyh (tu dygresja:
        dopiero w tych wyborach także partia socjalistyczna zaczęła używać
        trójkolorowych barw narodowych na plakatach, do tej pory opozycja była
        krytykowana, że to przejawy "nacjonalizmu". O ile wiem, nie było ekscesów
        chuligańskich. Ani (pseudo)kiboli. To po prostu demonstracja patriotyzmu.

        P.S. Teraz na Węgrzech
        > w PRL nazywało się
        > takie momenty „kryterium ulicznym”, a więc momentem, kiedy kończyła
        > się
        > urzędowa gadanina i ludzie własną obecnością pokazywali swoje poglądy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka