Dodaj do ulubionych

Kluzik-Rostkowska uchyla rąbka tajemnicy

17.11.06, 20:25
Nie do wiary. W kaczym rządzie widzę normalną i światłą kobietę. Brawo pani
Rostkowska !
Obserwuj wątek
    • navaira Bez przesady 17.11.06, 21:05
      Ja rozumiem, że na tle Giertycha i Kartoffeln-Bros nawet miotła wygląda na
      inteligentną, ale bez przesady. Normalna być może, światła
      • stasio_paluch To nie przesada. Szacunek dla Pani Minister. 17.11.06, 21:17
        Nie dość że pani Kluzik-Rostkowska zna się na rzeczy (owszem, związek z dostępem do antykoncepcji i podziemiem aborcyjnym widzi każdy średnio inteligentny człowiek) to jeszcze w dodatku dysponuje czymś niemal niespotykanym w obecnej rzeczywistosci!!! Odwagą cywilną!

        Ma swoje poglądy, jest przekonana co do ich słuszności i nie ma zamiaru dla bieżących korzyści politycznych z nich rezygnować!!! Warto być przyzwoitym!

        I dlatego nie waham się również nazwać Pani minister światłą osobą.
        Brawo Pani minister, wielki szacunek!!!

        • dziennikustaw Re: To nie przesada. Szacunek dla Pani Minister. 18.11.06, 09:54
          > związek z dostępem
          > antykoncepcji i podziemiem aborcyjnym widzi każdy średnio inteligentny

          zgadzam sie, ci z wyzszą inteligencją juz wiedzą ze to bujda.
      • tepetoja Jest nadzieja, że są jeszcze normalni ludzie 17.11.06, 22:34
    • karolana Re: Kluzik-Rostkowska uchyla rąbka tajemnicy 17.11.06, 23:59
      Na tle naszego rządu pani Kluzik - Rostkowska faktycznie wygląda na "wojującą
      feministkę" , jak ją zresztą kiedyś nazwano ;))... jest po prostu jedynie trochę
      mądrzejsza niż "średnia rządowa", co w zasadzie trudne nie jest... natomiast
      warte uwagi jest jak mało znaczące zajmuje ta "w miarę normalna", a przynajmniej
      nie zacietrzewiona osoba stanowisko, jak mało ma do powiedzenia, jak jej głos
      niknie wśród całego tego giertchowsko-lepperowska-kaczkowskiej jazgotu :(
      Podsekretarz stanu w ministerstwie... żadnej mocy sprawczej... niestety :((
      • katatolik Ten rząd to przecież nie Marsjanie... 18.11.06, 03:57
        Z grubsza wiadomo, skąd wziął się rząd - były jakieś wybory.
        Których większość jakby w ogóle nie zauważyła.

        A teraz są niezadowoleni? Oceny rządu, premiera, prezydenta - żałosne. Ocena
        parlamentu - dno.

        A gdzie byli rok temu wszyscy ci "dziś zniesmaczeni"? Taka piękna pogoda była w
        obie wyborcze niedziele...
      • kolargolo Re: Kluzik-Rostkowska uchyla rąbka tajemnicy 19.11.06, 23:24
        moim zdaniem ojciec Rydzyk powinien wyznaczyc kogos rozsadnego na to stanowisko.
    • jrjrjr Re: Kluzik-Rostkowska uchyla rąbka tajemnicy 18.11.06, 04:16
      Żal mi pani Kluzik-Rostkowskiej. Kaczory ja zadziobią.
    • jazg1 [...] 18.11.06, 09:27
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • meg303 Re: Podziemie aborcyjne to mity 18.11.06, 11:01
        Prowokacja;)?Jeśli naprawdę wierzysz w to co piszesz żal mi cię..Zajrzyj do
        pierwszej lepszej gazety, tam gdzie ogłaszaja się ginekolodzy,jak zadzwonisz
        dowiesz sie ile to kosztuje.Ci lekarze nie działają wśród marsjan,ale w naszym
        kraju!
    • wimsey Re: Kluzik-Rostkowska uchyla rąbka tajemnicy 18.11.06, 09:51
      Też jestem zdziwiona. TAAAAAKIE rzeczy, w rządzie PiS... Kaczki albo ją wyrzucą albo nie dopuszczą, żeby uzyskała jakikolwiek realny wpływ na rozwój wypadków.
      A swoją drogą, nie popadajmy w przedwczesny zachwyt. Jaki tam piękny argument przeciwko debacie nt. aborcji pada - że mogłaby doprowadzić do liberalizacji... Obawy Pani Rzecznik wydają mi się, niestety, grubo przesadzone.
      • sodoma33 [...] 18.11.06, 10:47
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
        • meg303 Re: Dajcie kobietom dobrze platna prace nie aborc 18.11.06, 11:03
          A mnie sie dobrze powodzi i nie zamierzam mieć więcej dzieci,mam jedno
          13letnie...nie będę wiecej rodzic!
          • uu1 Re: Dajcie kobietom dobrze platna prace nie aborc 18.11.06, 11:43
            Co właściwei chciałeś powiedzieć?
            • meg303 Re: Dajcie kobietom dobrze platna prace nie aborc 20.11.06, 12:23
              Dokładnie to,co napisałam:)Nie jest tak,ze dobre warunki życia automatycznie
              powodują większy przyrost naturalny.Mój czas na dzieci już minął,teraz mam inne
              priorytety,mam do tego prawo.
    • luceat MITyczny Kompromis aborcyjny 18.11.06, 14:45
      Co to jest ten kompromis wokół ustawy aborcyjnej? Żeby można było mówić o
      kompromisie, to musimy mieć wszystkie strony spory wokół wspólnie
      wyprowadzonego stanowiska na temat aborcji. Tymczasem żaden kompromis tak
      naprawdę nie istnieje. Ile razy słyszeliśmy z ust polityków lewicy, ze należy
      zmienić prawo aborcyjne, uczynić je bardziej liberalnym. To jest kompromis? Do
      tej pory nie wiem o jaki kompromis chodzi politykom, którzy sprzeciwią się
      wpisaniu do konstytucji takich regulacji, które pozwolą chronić życie.
      • myfed Re: MITyczny Kompromis aborcyjny 18.11.06, 16:17
        Owszem, kompromis jest - między częścią polityków, a kościołem. Społeczeństwo
        nie jest jego uczestnikiem, ale kogo to obchodzi...

        A na miejscu Jarosława Kaczyńskiego zdymisjonowałabym Kluzik-Rostkowską za
        niesubordynację. Sprzedawać ministerialne plany prasie przed skonsultowaniem ich
        z premierem, to skandal. I byłby nim w każdym rządzie.
      • adam02138 Re: MITyczny Kompromis aborcyjny 21.11.06, 10:25
        Jest to kompromis na 'koscielny' przyczulek do calkowitego zakazu. Na szczescie moze wszyscy co
        maja troche oleju w glowie nie wyjada i nidgy do tego nie dojdzie, zeby faceci w sukienkach decydowali
        o nakazie rodzenia.


        luceat napisał:

        > Co to jest ten kompromis wokół ustawy aborcyjnej? Żeby można było mówić o
        > kompromisie, to musimy mieć wszystkie strony spory wokół wspólnie
        > wyprowadzonego stanowiska na temat aborcji. Tymczasem żaden kompromis tak
        > naprawdę nie istnieje. Ile razy słyszeliśmy z ust polityków lewicy, ze należy
        > zmienić prawo aborcyjne, uczynić je bardziej liberalnym. To jest kompromis? Do
        > tej pory nie wiem o jaki kompromis chodzi politykom, którzy sprzeciwią się
        > wpisaniu do konstytucji takich regulacji, które pozwolą chronić życie.
        >
    • m-nocny Wyrazy szacunku dla Pani Minister 20.11.06, 00:27
      Wyrazy szacunku dla Pani Minister. Marzyłoby mi się, żeby ktoś równie
      kompetentny pojawił się w Ministerstwie Edukacji...
    • naczteryrece Kluzik-Rostkowska uchyla rąbka tajemnicy 20.11.06, 11:44
      Zgadzam sie we wszystkich punktach. Ten wywiad pokazuje wyraznie, ze nie wolno -
      jak sie to ostatnio coraz czesciej w miediach i nie tylko zdarza - sadzic
      ludzi po etykietce partyjnej. Trzeba tez, co pani Rostkowska podkresla,
      rozrozniac inicjatywy poszczegolnych poslow lub ich grup z inicjatywami rzadu.
      Nie zawsze to, co wymysli szeregowy parlamentarzysta jest od razu stanowskiem
      gabinetu, a niestety dziennikarze coraz czesciej tego nie zauwazaja lub dla
      efektownosci newsa nie umyslnie nie biora tego pod uwage.

      Pozdrawiam,
      Marcin Maciocha
      • meg303 Re: Kluzik-Rostkowska uchyla rąbka tajemnicy 20.11.06, 14:44
        Oczywiscie masz rację,ale pani minister nie ma poparcia w rzadzie i
        parlamencie.Pewnie jej pomysły pozostaną na papierze....
    • xinu Ufff... 20.11.06, 19:04
      Bardzo dziękuję za ten wywiad. Po raz pierwszy od dłuższego czasu czytałam wypowiedź polityka (i mówię tu nie tylko o naszym wspaniałym rządzie), która była spójna, rozsądna i nie przyprawiała mnie o nerwowe drgawki. Rozsądek górą!!!!!
      • adam02138 Re: Ufff... 21.11.06, 10:20
        Ot kraj troglodytow, osoba co mowi ze obecna ustawa aborcyjna to 'rozsadny kompromis' jest chwalona
        za bycie normalna. Wstyd za taki zascianek.
    • kalina1 Kluzik-Rostkowska uchyla rąbka tajemnicy 03.12.06, 18:38

      --------------------------------------------------------------------------------

      Chciałam cię oddać nie porzucić ..
      --------------------------------------------------------------------------------
      ----
    • kalina1 Kluzik-Rostkowska uchyla rąbka tajemnicy 03.12.06, 18:39
      Po kilku latach nieskutecznego leczenia podjęliśmy decyzję o adopcji.
      zgłosiliśmy się do OA w .. na początku maja 2003 r.
      Ekspresem zgromadziliśmy dokumenty, tydzień później mieliśmy odwiedzinki w domu
      i praktycznie zaczeliśmy spotkania indywidualne z częstotliwością - 2 w
      tygodniu.
      2 czerwca przed 8.00 dostaliśmy telefon ze szpitala .., że właśnie urodziła się
      dziewczynka i matka jest zdecydowana ją zostawić w szpitalu. za namową lekarza
      ekspresem udaliśmy się do tego szpitala . Tam p. ordynator podała nam dowód
      osob. dziewczyny z prośbą o skserowanie, ponieważ chciała ona jeszcze w tym
      dniu opuścić szpital.
      nie mieliśmy zielonego pojęcia jak do tej sprawy się zabrać. to wszystko tak
      szybko się działo.
      wspomnę jeszcze, że wcześniej podczas spotkań w ośrodku pytaliśmy czy mogą
      pomóc przy zrzeczeniu blankietowym jeśli my wskażemy dziecko. Nasz OA wykluczył
      taką możliwość, przestrzegając nas i nastawiając, że takie działanie może być
      obarczone ryzykiem kontaktu z matką (perspektywa nachodzenia przez całe życie),
      a poza tym matka ma 6 tyg. na podjęcie ostatecznej decyzji. co za tym idzie -
      może się rozmyślić, a wtedy ból kontaktujących się z dzieckiem niedoszłych
      rodziców adopcyjnych .jest nie opisywalny. Szczerze mówiąc takie tłumaczenie
      wydawało się być jak najbardziej logiczne.
      Dlatego też, póki nie byłam pewna, że będę mogła adoptować to dziecko nie
      widziałam go.
      ale mój mąż tak. w dniu jej urodzin.
      nie mieliśmy pojęcia co robić, o adopcji ze wskazaniem nic nie słyszeliśmy -
      jedyny pomysł jaki nam się nasunął to próbować dyskutować w OA .
      Tak też zrobiliśmy. poinformowaliśmy ośrodek o narodzinach dziecka, o naszej
      chęci adopcji i ku naszemu olbrzymiemu zaskoczeniu dyrektor tegoż OA w drodze
      wyjątku zadeklarował pomoc,.ale cały czas uprzedzał, że matka ma 6 tygodni.
      spakowaliśmy tegoż urzędnika do samochodu wraz z pracownikiem socjalnym i
      zawieźliśmy do szpitala by mogli porozmawiać z matką biologiczną.
      oczywiście zadeklarowaliśmy wszelaką pomoc dla dziecka - do OA dostarczaliśmy
      pieluchy, mleko, ubranka, pokrywaliśmy koszty badań i szczepień, wizyt lekarza -
      na podstawie przedstawianych nam rachunków.
      Wiedzieliśmy, że mała umieszczona jest w pogotowiu rodzinnym, że matka nie
      kontaktuje sie i pewnie nie zmieni zdania.
      strasznie dłużył nam sie ten czas - 43 dni. w ich trakcie dokończyliśmy
      szkolenia w OA W …. ..,uzyskaliśmy kwalifikację ,przekazaliśmy dokumenty do OA
      w G …i kupiliśmy wszystkie niezbędne rzeczy potrzebne dziecku.
      kiedy nastał ten magiczny dzień byłam cała w skowronkach, jakież było moje
      zaskoczenie kiedy p.dyrektor oznajmił, że matka nie zgłosiła się do sądu a oni
      nie mają prawa jej do niczego zmuszać i musimy czekać.
      tydzień, dwa, trzy, cztery - zero ruchu ze strony matki czy OA. Paranoja! a
      dziecko niech czeka, jaka to różnica - miesiąc czy dwa.
      postanowiliśmy działać.
      znając dane matki - wysłaliśmy list z prośbą o kontakt - i nasz numer komórki.
      Maria zadzwoniła, całą noc rozmawiałyśmy. ona badała nas a my ją. prosiłam ją
      by poszła do sądu jeśli chce naprawdę oddać małą. Poznałam całą historię jej
      życia a ona moją, nie widziałam jej na oczy, nie widziałam dziecka a czułam, że
      nas coś łączy. tego nie da się opisać.
      te nasze telefoniczne rozmowy trwały jeszcze 2 dni. Maria kazała mi obiecać, że
      jak podpisze papiery to mała trafi na pewno do nas - przyrzekłam jej.
      trzeba ty też wspomnieć, że nie miała żadnej pomocy od OA. nie wiedziała nawet
      gdzie jest mała.
      19sierpnia o 11.00 dostałam sms: "Anna Maria - takie Waszej córce dałam imiona,
      przytul ją mocno".

      Poinformowaliśmy OA, że matka podpisała dokumenty w sądzie, na pytania skąd o
      tym wiemy odpowiedzieliśmy ., że znamy parę osób w sądzie rodzinnym w ….
      Ponieważ mąż akurat miał szkolenie w pracy sama pojechałam do ośrodka by
      wiedzieć jak mamy dalej postępować.
      Dyrektor potwierdził, że faktycznie matka była w sądzie, teraz jako ośrodek
      muszą zwołać komisję by zakwalifikować rodzinę.
      oczywiście zdumiona zapytałam dlaczego - na to usłyszałam odpowiedź, że taka
      jest procedura ale "jego głos jest decydujący - on jako dyrektor decyduje o
      doborze rodziny". w tych słowach zawarł całą prawdę, tyle, że ja go nie
      zrozumiałam. podziękowałam pięknie, myśląc, że mamy w nim wsparcie i
      powiedziałam, że zadzwonię koło 17.00 - wtedy miało zakończyć się to zebranie -
      by umówić się na pierwsze spotkanie z maleństwem.
      tak też zrobiłam, jakież było moje zdziwienie gdy usłyszałam że jednak zostala
      wyznaczona inna rodzina, że pewne okoliczności przemówiły na korzyść innej
      pary.
      i w tym momencie dotarło do mnie - zrozumiałam sens jego słów, zrozumiałam jak
      można wpłynąć na jego decyzję - całe moje jak najlepsze zdanie na temat tych
      ludzi, wiara w sens ich pracy szlak trafił.
      ale ja szybko się nie poddaje. kontakt z prawnikiem - co można zrobić,
      dowiadujemy się o możliwości adopcjji ze wskazaniem, kontaktujemy się z Marią -
      obiecuje pomóc.
      ale jest już 18.00 - sąd nieczynny. umawiamy się z Marią o 7.00 następnego
      dnia. o 7.30(tak otwierają OA) odbieramy nasze dokumenty i pędem z osrodka do
      innego miasta do Sądu.
      Maria anuluje podpisane wcześniej zrzeczenie, piszemy wnioski o adopcje ze
      wskazaniem i składamy na dzienniku podawczym. następnie po konsultacji z
      sędziną (super babka) piszemy prośbę o tymczasową pieczę. to wszystko rozgrywa
      się bardzo szybko, zanim stworzyliśmy to drugie pismo podchodzi do nas sędzina
      i mówi, że mamy duże szczęście. gdybyśmy spóźnili sie 5 minut - byłoby po
      sprawie, bo wpłynął wniosek z OA a Maria przecież podpisała wcześniej blankiet.
      5 minut. cud.
      od razu dostaliśmy zgodę na preadopcję, łącznie z pismem wystosowanym do OA o
      przekazanie dziecka.
      w trójkę udaliśmy się spowrotem do OA - jednak w ośrodku adopcyjnym
      usłyszeliśmy tylko, że jak zaczeliśmy załatwiać wszystko sami to napewno
      świetnie damy sobie radę bez ich udziału,
      adres, gdzie przebywa Ania otrzymaliśmy dopiero w PCPR.
      Jedziemy. ja szczęśliwa i jednocześnie pełna obawy, że Maria jak zobaczy Anię
      to zmieni zdanie. jednocześnie świadomość mojej nieopisanej radości że zaraz
      zobacze moja córkę, że zaraz będę mogla ją przytulić - a z drugiej strony
      świadomość tragedii i bólu Marii.
      nigdy nie zapomnę tej chwili. i wiesz co, w pierwszym momencie patrzyłam na
      reakcję matki biologicznej - cholernie się jej bałam.
      niestety to nie koniec - rodzina opiekująca się małą nie może nam jej oddać bez
      pisemnej zgody MOPS.
      Powrotem, wyprawa do innego miasta do AO, kolejne biurokratyczne schody - MOPS
      nie wyda zgody bez odpowiedniego pisma z sądu. na wycieczkę do sądu w innym
      miescie brakuje czasu - telefon, nasza kochana sędzina wydaje wymagany papier i
      przesyła faksem. oryginał wysłany jest pocztą. Opornie ale w końcu dostajemy
      zgodę. wracamy po nasz Skarb,.
      już w czwórkę odwozimy Marię do domu, przy okazji poznajemy rodzeństwo Ani ,
      jeszcze trochę rozmawiamy i w drogę do domku.
      I czekanie na sprawę adopcyjną - cholerny strach, chociaż wtedy już nikomu nie
      oddałabym mojej córki. zwiałabym z nią na koniec świata.
      12 grudnia - Ania jest nasza!
      na szczęście wszystko dobrze się skończyło, Maria miała jeszcze co prawda
      sprawę o porzucenie dziecka i pokrycie kosztów pobytu małej w pogotowiu - ale
      wszystko Sąd umorzył.
      5 minut zadecydowało o losach tylu osób. Szczęście? Przeznaczenie?
      teraz to nieistotne, sporo przeszliśmy ale dziękuję Bogu za to. Ból,
      cierpienie - ponoć z tego rodzą się największe miłości i przyjaźnie. i
      faktycznie tak jest.
      Często słyszę, ale czy to, że mamy kontakt z matką biologiczną jest dobre dla
      Ani ? nie wiem, bo i skąd.
      ale zadaje sobie pytanie czy "podwójna porcja macierzyńskiej miłości" może
      zaszkodzić? Ania nie ma w swoim życiu tego "Pustego" rozdziału. w każdej chwili
      gdy tylko poczuje potrzebę poznania swoich korzeni będzie miała tą możliwość.
      dla mnie mat
    • kalina1 Kluzik-Rostkowska uchyla rąbka tajemnicy 03.12.06, 18:41
      dla mnie matki adopcyjnej to na pewno będzie trudne, ale tu nie chodzi o mnie,
      tu chodzi o dziecko. jestem po to by być i ją wspierać, moim zadaniem jest
      dawać jej poczucie, że jest potrzebna, ważna i kochana bo tylko wtedy wyrośnie
      na pewną siebie, szczęśliwą kobietę.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka