vibhisana
05.01.07, 13:42
Dziękuję za mądry artykuł na temat opozycyjnej roli Kościoła w PRL.
Rzeczywiście taka była proza naszego życia. Należy odróżnić mądry zasadniczy
heroizm od podskakiwania fanatyków. Gwałt na ulicy nic nie daje tylko podsyca
agresję i kończy się tragedią. Pisowska wizja tamtych czasów eksponuje obrazy
bicia, ranienia i zabijania opozycjonistów. Brak w niej Tych tłumów, które
protestowały pokojowo ale stanowczo z mądrymi transparentami. Lech Wałęsa
uważany kiedyś przez PZPR za wywrotowca, dziś uważany jest co najwyżej
za "miękkiego opozycjonistę"(jeśli nie zdrajcę). Mówią to albo "chore głowy",
z którymi nikt rozsądny wtedy nie trzymał, albo młodziki(roczniki 70-te),
którzy w 80-tych latach biegali obszczani z koszulami w zębach, a dzisiaj są
Katonami gazet pt. "Dziennik"(vide Karnowski) i "Fakt". Ja byłem na paru
manifestacjach, ale kamieniami nie rzucałem, bo nie zniósłbym myśli, że
trafiłem jakiegoś Zomowca w głowę i uczyniłem kaleką. Pozdrawiam.