Dodaj do ulubionych

Magister analfabeta

04.04.07, 00:16
Świetnie opisany żałosny stan szkolnictwa wyższego. Tylko czy to do kogoś
przemówi, czy coś się zmieni?
Obserwuj wątek
    • pjpb Magister analfabeta 04.04.07, 09:01
      swietny artykul. akademiccy wykladowcy bronia status quo, bo on im daje
      pieniadze - w szczegolnosci za opieke nad magistrantem, czysto iluzoryczna przy
      100 magistrantach. przy powszechnych plagiatach nieuchronnie beda sie pojawialy
      pytania, za co profesor x czy docent y wzial pieniadze jesli praca ktora sie
      rzekomo opiekowal jest nieporadnie sklejonym wyborem z podrecznika lub
      przekopiowana praca cudza. stad tez sam pomysl zniesienia prac pagisterskich -
      aby mogl byc zysk bez ryzyka.
      doskonale tez jest zauwazona masowosc ksztalcenia w polsce - gdzie stopien
      licencjacki pozostaje zasadniczo mitem, bo magisterium dostaja prawie wszyscy -
      nierzadko pracujacy przez ostatnie lata studiow na pelnym etacie
      • mokrysedes Re: Magister analfabeta 05.04.07, 14:20
        > doskonale tez jest zauwazona masowosc ksztalcenia w polsce - gdzie stopien
        > licencjacki pozostaje zasadniczo mitem, bo magisterium dostaja prawie wszyscy -
        > nierzadko pracujacy przez ostatnie lata studiow na pelnym etacie

        Ale takie podejście jest obecnie wielce pochwalane. Kto nie pracuje w czasie
        studiów jest uważany niemal za skończonego frajera.
        • camell_ek Ladny tekst 05.04.07, 16:20
          Dobrze ujete, skomentowalem tu:
          camell.blox.pl/2007/04/Naukowy-analfabetyzm.html
          • swistak336 Dyslektyczka po "ogrodniku" prawnikiem? 05.04.07, 18:21
            Moja znajoma, absolwentka Technikum Ogrodniczego (klasa o profilu zieleń miejska) poszła na wieczorowe magisterskie studia na kierunku: prawo w jednej z przywatnych "uczelni wyższych". Egzaminu nie było, decydowała ocena z języka polskiego (był to ostatni rok starej matury). Wymagano "dostatecznej" z polskiego. Znajoma ową dostateczną miała (jako że legitymowała się zaświadczeniem o dysleksji). Na "studiach" nie miała dotąd ani jednego egzaminu pisemnego, ani jednego ustnego - wyłącznie testy (A, B, C, czasem D).

            Płacąc za poprawki studiowała bez szczególnych problemów (nie przystępowała do egzaminów w terminie pierwszym, bo i tak nie zdawał nikt, natomiast w poprawce, po opłacie niemal wszyscy; poprawki ewentualnie można było poprawiać).

            Obecnie dziewczyna jest na piątym roku i zgłosiła się do mnie z prośbą, bym napisał jej pracę magisterską. Odmówiłem, tłumacząc brakiem czasu, więc zaczęła poszukiwać stosownego biura.

            I w ten sposób technik ogrodnik, dyslektyczka nie potrafiąca złożyć słów w zdanie w mowie i na piśmie zostanie magistrem prawa. Nasze formalne wykształcenie będzie identyczne - ja zakuwałem po nocach do 5 nad ranem, ona płaciła.
            • ned_pap Re: Dyslektyczka po "ogrodniku" prawnikiem? 05.04.07, 19:00
              Nie łam się. Różnica poajwi się, gdy Twoja znajoma zechce zacząć pracę w
              zawodzie prawnika. Na szczęście czasy, kiedy wystarczył sam papier, należą już
              do przeszłości. Dobry fachowiec zawsze wypłynie, miernota będzie co najwyżej
              dryfowała gdzieś w toni, bliżej dna niż powierzchni. Mnie też wkurzało, kiedy
              widziałem, jak studia na tym samym kierunku co ja (politechniczne) kończyli
              jacyś dresiarze albo laski-barbiszony. Ale ja teraz pracuję w zawodzie, i mam
              sie nie najgorzej, natomiast dresiarze albo pracują jako akwizytorzy (pardon -
              przedstawiciele handlowi), a blond-pink barbiszonki głównie bawią dzieci, jedna
              pani magister inżynier jest nawet za ... bibliotekarkę :-D.
              • zywiolak Elitarność wyższego szkolnictwa to mit. 06.04.07, 13:22
                Nie ma już odwrotu; wraz z masowością przyszła dewaluacja. Jedynym rozwiązaniem jest wprowadzenie płatnego szkolnictwa wyższego. W Wielkiej Brytanii doskonale zdaje to egzamin, nie dochodzi do absurdalnych sytuacji gdzie do pracy w recepcji potrzebne jest wyższe wykształcenie z zakresu turystyki. Teraz w Polsce jak nie masz magistra to często nawet jako pomoc kuchenna się nie zatrudnisz. W Anglii liczy się na niższtch szczeblach zatrudnienia chęć do pracy, otwartość, zaangażowanie, doświadczenie - i to nie koniecznie.
              • vilya137 Re: Dyslektyczka po "ogrodniku" prawnikiem? 06.04.07, 16:32
                Tak zupelnie na marginesie: to dyslektycy to bardzo inteligentni ludzie.
                Dyslektyk ma zawsze wysokie IQ. Jezeli nie ma to nie jest dylektykiem tylko tumanem.
        • sztuka.latania Re: Magister analfabeta 05.04.07, 17:45
          Studiuje na Uniwersytecie Gdanskim, pracuje, bo mam duzo wolnego czasu, 4 dni
          zajec w tygodniu (jednego dnia tylko jeden wyklad), gdybym sie postarala,
          ulozylabym tak zajecia, ze mialabym 2 dni zajec. Czy to nie smieszne?
          Czemu jest tak niski poziom? Wlasnie dlatego, ze brakuje kadry, a ta ktora jest,
          nie potrafi uczyc, nie potrafi przekazac posiadanej wiedzy. Od studentow
          niewiele sie wymaga, wiec studenci niewiele robia. Brakuje kadry, brakuje
          programu i pomyslu, co zrobic. A studenci z tego korzystaja, pracujac i
          zaliczajac kolejne semstry z palcem w nosie.
          • ford.ka Re: Magister analfabeta 05.04.07, 19:18
            Masz tyle zajec, ile przewiduje minimum programowe dla Twojego kierunku
            studiow. Nie masz wiecej, bo nie ma na to pieniedzy. Jesli Ci to przeszkadza,
            moze zwroc sie bezposrednio do ktoregos z panow premierow, ktorym przeszkadzaja
            wyksztalciuchy.
            • desymulant Re: Magister analfabeta 05.04.07, 20:14
              A czy nie jest tak, że studia to powinno być coś więcej niż chodzenie na lekcje? Osobiście uważam, że zajęć nie powinno być za dużo, żeby był czas na samodzielne studiowanie tematu, na biblioteke, na badania, eksperymenty. I jak z tym pogodzić prace? Co to za studia, dwa dni w tygodniu a 5 pracy? Z dziennych studiów robią nam się wieczorowe. Gdy to odkryłem, rzuciłem studia. Niestety dopiero na trzecim roku. Wolę samodzielnie zgłębiać interesujące mnie tematy i podnosić swoją wiedzę i kfalifikacje zawodowe.
      • jasio_siekierka U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 14:28
        Na Politechnice Warszawskiej na zdecydowanej większości wydziałów w tym takich elitarnych jak elektroniki, chemii , fizyki jest po trzech maksymalnie studentów a zwykle 2 na promotora. Więc chyba jednak się da! Liczba 100 to jakieś dewianctwo :D
        • hub123 Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 14:34
          Bo miałeś okazję studiować kierunek techniczny na chyba najlepszej polskiej uczelni. Pomyśl jednak, co dzieje się na kierunkach ekonomicznych na uczelniach prywatnych, gdzie przyjmuje się wszystkich od góry do dołu, nikogo przy tym nie wywalając (o ile płaci).
          I o tym zapomniał autor artykułu (dość niezłego zresztą). Polskie szkolnictwo wyższe prywatne produkuje magistrów na zasadzie "płacę-żądam tytułu".
          A co wy na to, by na przykład robić przesiew na pierwszym semestrze i do kształcenia dopuścić tylko tych, którzy naprawdę są w stanie na wykształcenie wyższe zasłużyć?
          W tym roku kończę studia magisterskie i... wstyd mi, że tytuł ten (naukowy, bądź co bądź) dzielić będę z tysiącami nierobów, których widzę wokół.

          hbrt
          • zygzag3 Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 14:51
            hub123 napisał:

            > Bo miałeś okazję studiować kierunek techniczny na chyba najlepszej polskiej ucz
            > elni. Pomyśl jednak, co dzieje się na kierunkach ekonomicznych na uczelniach pr
            > ywatnych, gdzie przyjmuje się wszystkich od góry do dołu, nikogo przy tym nie w
            > ywalając (o ile płaci).
            > I o tym zapomniał autor artykułu (dość niezłego zresztą). Polskie szkolnictwo w
            > yższe prywatne produkuje magistrów na zasadzie "płacę-żądam tytułu".
            > A co wy na to, by na przykład robić przesiew na pierwszym semestrze i do kształ
            > cenia dopuścić tylko tych, którzy naprawdę są w stanie na wykształcenie wyższe
            > zasłużyć?
            > W tym roku kończę studia magisterskie i... wstyd mi, że tytuł ten (naukowy, bąd
            > ź co bądź) dzielić będę z tysiącami nierobów, których widzę wokół.
            >
            > hbrt

            Tak jest wszedzie nawet za granica. Ja studiuje w UK (nauki scisle - teraz
            fizyke) na dobrym uniwersytecie, na ktory bardzo trudno sie dostac jezeli sie
            nie wykazesz. Przyjmuja garstke uczniow. Co innego dzieje sie na mniej
            prestizowych uczelniach. Trzeba tylko zaplacic i dostac srednie oceny z
            ''matury.''
            • australopitecus Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 15:49
              Jeden z moich bardzo dobrych znajomych inzynier Anglik wykszytalcony w Angli
              nie wiedzial jaka jest roznica miedzy kilogramem masy i kilogramem sily. W
              encyklopedii Brytannica z konca lat 80-tych jest bledna definicja Newtona,
              pamietam, ze bledow bylo duzo wiecej. Zaden z kolegow w biurze, wszyscy z
              uniwersyteckim wyksztaleceniem nie slyszali o Balzaku, co nie dziwi zreszta, bo
              wiadomo Francuz. Przykladow mozna by mnozyc. Dzieci po skonczeniu szkoly
              podstawowej, nie potrafia pisac i czytac. Znajomosc tabliczki mnozenia uwazana
              jest za sukces. To sa fakty publikowane przez rzady Stanow, Australii, czy w
              Polsce juz jest gorzej? Chyba nie.
              • szatan33 Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 16:27
                Szanuj zasady ortografii w języku polskim. To uwłacza tytułowi technika a co
                dopiero magistra.
                • simr1979 Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 16:42
                  szatan33 napisała:

                  > Szanuj zasady ortografii w języku polskim. To uwłacza tytułowi technika a co
                  > dopiero magistra.

                  Brak opanowania składni języka polskiego jest dowodem braku oczytania,
                  dyskwalifikującego nawet osobę bez żadnego tytułu, nie mówiąc już o kimś, kto
                  zawodowo zajmuje się pisaniem i sprzedażą prac dyplomowych.
              • very.martini Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 19:48
                > Jeden z moich bardzo dobrych znajomych inzynier Anglik wykszytalcony w Angli
                > nie wiedzial jaka jest roznica miedzy kilogramem masy i kilogramem sily. W
                > encyklopedii Brytannica z konca lat 80-tych jest bledna definicja Newtona,
                > pamietam, ze bledow bylo duzo wiecej. Zaden z kolegow w biurze, wszyscy z
                > uniwersyteckim wyksztaleceniem nie slyszali o Balzaku, co nie dziwi zreszta, bo
                >
                > wiadomo Francuz. Przykladow mozna by mnozyc. Dzieci po skonczeniu szkoly
                > podstawowej, nie potrafia pisac i czytac. Znajomosc tabliczki mnozenia uwazana
                > jest za sukces. To sa fakty publikowane przez rzady Stanow, Australii, czy w
                > Polsce juz jest gorzej? Chyba nie.

                Wiesz co, czasy, w których Polacy faktycznie byli wyedukowani i faktycznie mieli dość szeroką wiedzę o
                świecie odeszły bezpowrotnie. Jestem teraz na pierwszym roku studiów - dziennych, acz może nie tak
                obleganych jak prawo:) - na UW, a nie w Wyższej Szkole Bansu i Lansu. Dzieciaki nie bardzo już wiedzą,
                skąd był Ghandi i co takiego zrobił (myślę, że następne roczniki w ogóle nie będą wiedziały, KTO to
                był) albo czym się różni Korea Północna od Południowej (serio!). Przeczytanie kilkunastu stron po
                polsku sprawia im ból, a na zajęciach z pisania (studia są obco-filologiczne) marudzą, że AŻ 300 słów.
                Trzysta, nie trzy tysiące.
                Powoli dobijamy do tego, o czym tak krytycznie piszesz, widać taka kolej rzeczy. Pamiętam, jak kilka
                lat temu opublikowano wyniki testu, który OECD przeprowadziła na uczniach szkół średnich albo
                gimnazjów, nie pomnę. I nagle okazało się, że Polacy, którzy wyśmiewają ignorancję Amerykanów, są
                na szarym końcu w teście na czytanie ze zrozumieniem. Szczerze mówiąc, wolę, żeby lekarz, który ma
                mnie operować, nie znał położenia geograficznego Gruzji, ale przebrnął przez swoje medyczne
                podręczniki:)
              • fryderyk2007 Re: U nas było max 3 studentów na promotora 06.04.07, 17:32
                A dlaczego ty siebie/nas porownujesz do tych ponizej, tych ktorzy maja jeszcze
                gorzej? Co to za dziwne podejscie w ogole? Ja sie staram porownywac do tych, u
                ktorych jest lepiej i znalezc odpowiedzi na to, jak mozna poprawic sytuacje u
                nas zeby belo lepiej niz jest teraz. Ale cieszyc sie, ze glupiejemy w tym kraju,
                ale jeszcze nie jestesmy tak glupi jak kraj X czy Y? To jakas totalna chora bzdura.
          • sadusx Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 14:58
            > W tym roku kończę studia magisterskie i... wstyd mi, że tytuł ten (naukowy, > bądź co bądź) dzielić będę z tysiącami nierobów, których widzę wokół.

            Pamietam, ze jeden swiezy doktor, niemlody wiekiem, przekonywal nas, ze w Polsce mamy 2 tytuly naukowe, doktor i doktor hab. Mgr i prof. do takich tytulow nie zaliczyl.
            • hub123 Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 15:00
              Skłaniam się ku tej tezie :->
              • australopitecus Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 15:52
                I czesciowo mial racje. Profesor nie jest tytulem naukowym lecz zawodowym. To
                jest poprostu stanowisko.
            • p1001a Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 15:29
              To właśnie doktor i doktor habilitowany nie jest tytułem naukowym, ale stopniem
              naukowym. Natomiast magister i profesor to jak najbardziej tytuły naukowe
              • ewa357 Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 16:56
                Tytułem naukowym jest tylko profesor (tzw. belwederski, ponieważ poza tym można
                być jeszcze profesorem tzw. uczelnianym, ale to tylko stanowisko) i spotykany na
                akademiach medycznych docent. Magister i doktor to stopnie naukowe
                • lukask73 Re: U nas było max 3 studentów na promotora 06.04.07, 14:46
                  Magister to tytuł zawodowy. Podobnie jak np. technik samochodowy albo lekarz
                  weterynarii. Stopień naukowy otrzymuje osoba zajmująca się pracą naukową, np.
                  doktor.

                  Żeby nie było wątpliwości, jestem magistrem.
          • simr1979 Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 15:19
            hub123 napisał:


            > A co wy na to, by na przykład robić przesiew na pierwszym semestrze....

            Na dobrym wydziale renomowanej uczelni przesiew odbywa się na egzaminach
            wstępnych - nie wiem czy słyszałeś o czymś takim...? ;)

            • hub123 Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 15:34
              Uprzejmie Ci powiem, że tak, słyszałem. O egzaminach, rzecz jasna.
              Ale żeby to był przesiew gdziekolwiek? To nie ;-) A do tego dochodzi jeszcze pula miejsc dla krewnych i znajomych rektora, dziekana, ważnych profesorów itp. itd.
              Prawda jest taka, że dostać tytuł w Polsce to rzecz prosta i tyle...
              Szkoda...

              hbrt
              • cornellius Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 19:28
                HUB ciekawe gdzie ty studiujesz cos taki madry. dostac (nie tytul) ale stopien moze i jest latwo, ale zareczam ci, ze to gdzie go dostales jest rownie wazne. dodatkowo sam jestem zwolennikiem tezy o pozniejszej weryfikacji ludzi po studiach w praktyce-nie po dyplomie. bardzo, ale to bardzo czesto prymusi z mojej uczelni (UJ) zupelnie nie nadawali sie do zwyklego zycia i pracy poza murami uczelni. z kolei ludzie po "prywatnych" uczelniach byli znakomici. studiuj dalej, placz nad tym, ze nie tylo ty bedziesz magistrem, a pozniej przybij dyplom na scianie i czekaj na oferty pracy :) - tak robi wiekszosc znanych mi "magistrów naukowcow" lub zaczynaja kolejne studia, bo stypendium to "prawie jak praca". a propos dresow, to do wielu z tych ludzi mam ogromny szacunek, ze mimo wielu problemow chca wyrwac sie wyzej - choc towarzystwo nazywa to pseudo studiowaniem. ci ludzie najczesciej musza pracowac w miedzyczasie i wysluchiwac obelg pijanego ojca. jak mawial jeden z moich profesorow: samo studiowanie ma niebagatelne znaczenie dla rozwoju czlowieka, niezaleznie od stopni jakie uzyskuje. wazne jest miedzy innymi samo obcowanie z takimi ludzmi jak profesura.sam pamietam jak pierwszy raz urzeklo mnie to, jak ci ludzie potrafia mowic i co kryje si w ich glowach. pozdrowienia dla wszystkich chcacych studiowac i ducha nie gascie przez malkontentow jak wielmozny hub
            • gadery Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 15:45
              > Na dobrym wydziale renomowanej uczelni przesiew odbywa się na egzaminach
              > wstępnych - nie wiem czy słyszałeś o czymś takim...? ;)
              I tak jest. Tyle, że od kilkudziesięciu lat powoli wycofuje się matematykę i
              fizykę ze szkół średnich. Przypominam, że teraz egzaminem na studia jest matura.
              Efekt jest taki, że na kierunkach technicznych wielu (nawet 60%) odpada podczas
              pierwszego roku nauki. Tak to jest skoro na kierunki techniczne dostają się
              teraz osoby bez umiejętności nie tylko całkowania ale nawet liczenia pochodnych
              innych niż pierwszego stopnia.
              Te 60% pewnie już jest nieaktualne (tak było kilka lat temu) bo MEN podobno
              płaci tylko za tych studentów którzy dotrwali do końca 2 roku.
              • starybaca Powszechnośc wykształcenia => spadek jego jakości 05.04.07, 16:24
                gadery napisał:

                > Tak to jest skoro na kierunki techniczne dostają się
                > teraz osoby bez umiejętności nie tylko całkowania ale
                > nawet liczenia pochodnych innych niż pierwszego stopnia.

                W takim razie pocieszę cię: w niektórych krajach "zachodnich" większość
                studentów przyjmowanych na kierunki ścisłe i techniczne nawet nie słyszało
                o pochodnej czy całce w szkole średniej. Spotkałem studenta matematyki w
                USA, który uważał, że pierwiastek z a^2+b^2 jest równy a+b.

                Jeżeli ktoś po szkole średniej umie policzyc całkę z wielomianu, to już
                geniusz :-)

                Zresztą powiedzmy sobie prawdę: rozkład inteligencji w społeczeństwie jest
                taki sam w praktycznie każdym kraju. Jest to, z grubsza biorąc, rozkład
                Gaussa. Tak więc tylko bardzo niewielki procent populacji jest np.
                w stanie dogłębnie zrozumieć elementarne pojęcia analizy matematycznej
                (takie jak pojęcie pochodnej). Osobiście oceniam że ok. 1% populacji
                to potrafi. Jeżeli nagle zażądamy, aby np. 20% uczniów szkół średnich
                opanowała podstawy rachunku różniczkowego i całkowego, to choćbyśmy
                nawet stanęli na głowie, to i tak nic z tego nie będzie.

                Powszechność wykształcenia MUSI oznaczać spadek jego (średniego) poziomu.
                Nie mozna tego obejść - chyba, że wymślimy jakiś "wzmacniacz inteligencji" :-)
                • thauramarth Re: Powszechnośc wykształcenia => spadek jego 05.04.07, 16:44
                  Tylko, ze w Ameryce duze znaczenie ma jaka uczelnie konczysz. Po drugie,
                  studenci na uniwersytetach pracuja o wiele wiecej niz w Polsce, bo musza
                  nadrobic braki z liceum. Dla przykladu kazdy musi wziac kurs Calculusa (algebre
                  zreszta chyba tez). W Polsce ksztalci sie teraz glabow (do tego mamy slabych
                  nauczycieli), ktorzy po przyjsciu na uniwerek nie potrafia sie poprawnie
                  wyslowic, nie wspominajac o nauczeniu sie czegokolwiek. Do tego kadra naukowa
                  goni za forsa gdzie sie tylko da.
              • cornellius Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 19:31
                gadery napisał:

                > > Na dobrym wydziale renomowanej uczelni przesiew odbywa się na egzaminach
                > > wstępnych - nie wiem czy słyszałeś o czymś takim...? ;)
                > I tak jest. Tyle, że od kilkudziesięciu lat powoli wycofuje się matematykę i
                > fizykę ze szkół średnich. Przypominam, że teraz egzaminem na studia jest matura
                > .
                > Efekt jest taki, że na kierunkach technicznych wielu (nawet 60%) odpada podczas
                > pierwszego roku nauki. Tak to jest skoro na kierunki techniczne dostają się
                > teraz osoby bez umiejętności nie tylko całkowania ale nawet liczenia pochodnych
                > innych niż pierwszego stopnia.
                > Te 60% pewnie już jest nieaktualne (tak było kilka lat temu) bo MEN podobno
                > płaci tylko za tych studentów którzy dotrwali do końca 2 roku.

                wedlug mnie to dobra metoda. egzamin jest czesto loteria. wystarczy,ze ktos maslabszy dzien i moze polec. mysle, ze w ciagu calego roku latwiej jest przetestowac ludzi wielopoziomowo :)
            • wrr2 Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 16:42
              > Na dobrym wydziale renomowanej uczelni przesiew odbywa się na egzaminach
              > wstępnych - nie wiem czy słyszałeś o czymś takim...? ;)

              Chyba jednak nie zawsze wstępne to przesiew. Politechniki na I rok przyjmują
              często ponad 300, dodaj do tego niezbyt wysoki poziom kandydatów i już wychodzą
              takie kwiatki jak próg równy niecałe 20% (39/200 pkt) - sytuacja sprzed paru lat
              z PW.
              • ready4freddy Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 19:38
                zalezy od kierunku. na moim byl "konkurs swiadectw", czyli "musisz byc naprawde przepotwornym tlumokiem, zeby sie nie dostac". pierwszy semestr zweryfikowal marzenia wielu, jeszcze przez Bozym Narodzeniem (tak tak!) odpadla... polowa. bardziej ambitnych gluptaskow wykonczyla matematyka, fizyka i chemia, i mowimy tu o pierwszej, gora drugiej sesji :)
              • jsegit Re: U nas było max 3 studentów na promotora 06.04.07, 22:05
                To, ze na PW przyjmuja na studia z minimalna liczba punktow nie jest zle. Znam
                jedna osobe, ktora dostala wlasnie w okolicach zera, tj 30kilka punktow, a na
                trzecim roku byla juz najlepsza w pewnych dziedzinach (typu mechanika płynów,
                byle idiota tego nie przyswoi) i bez zadnych zaleglosci, w sytuacji gdy z reszty
                około 25% studentów poległo w juz po pierwszym semestrze, po drugim kolo 30%
                pozostalych :) . Po prostu studia daja wieksza mozliwosc wykazania sie, w
                przeciwienstwie do losowania, zwanego egzaminem wstepnym.

                Metoda selekcji w trakcie studiow jest moim zdaniem dobra, o ile oczywiscie na
                studiach panuje normalna atmosfera a nie wzajemne dosrywanie jak na prawie na UW..
            • eti.gda Re: U nas było max 3 studentów na promotora 06.04.07, 10:35
              simr1979 napisał:

              > hub123 napisał:
              >
              >
              > > A co wy na to, by na przykład robić przesiew na pierwszym semestrze....
              >
              > Na dobrym wydziale renomowanej uczelni przesiew odbywa się na egzaminach
              > wstępnych - nie wiem czy słyszałeś o czymś takim...? ;)

              Za moich czasów przesiew był dwukrotny: raz na egzaminach wstępnych
              (przedmioty: matematyka pisemny i ustny, fizyka ustny i język obcy pisemny. Do
              wyboru rosyjski, niemiecki, angielski, francuski), a drugi raz na 1 semestrze.
              Kto nie zaliczył pierwszego semestru, nie mógł brać "dziekanki", tylko był
              skreślany z listy studentów. Jeżeli chciał jednak studiować na tej uczelni,
              musiał ponownie składać papiery, zdawać egzamin wstępny, itd.
          • tom_zola Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 15:26
            W tym roku kończę studia magisterskie i... wstyd mi, że tytuł ten (naukowy, bąd
            > ź co bądź) dzielić będę z tysiącami nierobów, których widzę wokół.

            Panie/Pani przyszły magistrze, mgr to tytuł zawodowy, dr stopień naukowy a
            prof. tytuł naukowy.
            • hub123 Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 15:36
              Hmm.. A ja całe życie byłem przekonany, że zostanę wreszcie naukowcem :-P Przepraszam, sprawdziłem w słowniku i w pełni zgadzam się i przyznaję do błędu.
              Cóż, będzie trzeba pójść na studia doktoranckie, by naukowcem zostać ;-)

            • xaliemorph Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 15:51
              A czym/kim w takim razie jest inżynier ?
              • xaliemorph Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 16:01
                No, jakbyco nadrobiłem swoje zaległości, niepotrzebne było to me wcześniejsze zapytanie.
            • australopitecus Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 16:03
              Nie ma roznicy pomiedzy stopniem i tytulem. Naukowe sa od najnizszego:
              magister, doktor i doktor habilitowany. Asystent, adiunkt, docent, profesor
              nadzwyczajny i zwyczajny to stopnie zawodowe na uniwersytetach. Dawniej bywali
              profesorowie z stopniem naukowym magister. Bywali tez docenci z magisterskimi
              stopniami naukowemi, szczegolnie po marcu 1968. Obserwujac to, co sie w Polsce
              dzieje, mysle ze tamte czasy powoli wracaja.
              • simr1979 Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 16:09
                australopitecus napisał:

                > Dawniej bywali
                > profesorowie z stopniem naukowym magister.

                Tak jest....:)
                Powiem nawet więcej - kilkakrotnie uwalał mnie na egzaminie z technologi śp
                Profesor Inżynier ;)
              • jan65536 Re: U nas było max 3 studentów na promotora 06.04.07, 23:42
                > Nie ma roznicy pomiedzy stopniem i tytulem. Naukowe sa od najnizszego:
                > magister, doktor i doktor habilitowany. Asystent, adiunkt, docent, profesor
                > nadzwyczajny i zwyczajny to stopnie zawodowe na uniwersytetach. Dawniej bywali
                > profesorowie z stopniem naukowym magister.

                Bredzisz i tyle.

          • saga_sikora Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 18:16
            mgr to tytul ZAWODOWY, a nie naukowy
            • vilya137 Re: U nas było max 3 studentów na promotora 06.04.07, 17:00
              > mgr to tytul ZAWODOWY, a nie naukowy

              TAK??? To jaki zawod ma ktos kto ma przed nazwizkiem mgr?
        • ready4freddy Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 15:33
          na Slaskiej pare lat temu, kiedy sie bronilem, tez bylo nas po 2-3 na promotora.
          rozumiem "kliku", ale juz kilkunastu to niezly horror, a co dopiero 100.. czy
          aby na pewno chodzilo im o ilosc zdajacych _rownoczesnie_ przypadajacych na
          promotora? brzmi to malo wiarygodnie.
          • tygrysio_misio Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 15:50
            to nie jest wiarygodne..u mnie na uczeni panuje taki przepis,ze profesor moze
            miec max 6 dyplomantow....dr hab. 4...dr starszy starzem 2-3 a od tego roku dr
            zwykly (mlody) tylko 1

            moze autorzy podadza nazwe uczelni w ktorej profesor moze miec 100 dyplomantow.

            choc tak teraz pomsylam,ze jesli wliczy se w liczbe dyplomanto rofesora doktora
            habilitoanego inzyniera rozniez dyplomantow jego astystentow to czemu nie..moze
            byc ich nawet i 1000
            • ready4freddy Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 19:33
              mozliwe, ale nawet liczac w ten sposob u mnie szef katedry mialby ich gora kilkudziesieciu ( i to blizej 50 niz 90), liczac przyszlych magistrow i kolegow robiacych tylko dyplom inzyniera, bez mgr.. a i to chyba nie, jak dobrze policze. na wiekszych katedrach moze, ale nawet do tej setki trudno dociagnac.
        • aeromonas Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 17:52
          No więc właśnie! Cały czas mówi się o patologiach typu 100 magistrantów na 1
          profesora i plagiaty. Tymczasem na kierunkach przyrodniczych takie sytuacje są
          niemożliwe (choć i tu zdarza się, że profesor ma kilkunastu magistrantów,
          podczas gdy powinien mieć max. 5-6) - praca magisterska powstaje na podstawie
          wyników wykonanych eksperymentów lub badań terenowych. Badania te magistrant
          prowadzi wspólnie z promotorem i asystentami, pod ich czujnym okiem. Nie ma tu
          możliwości popełnienia plagiatu czy jakichś innych machlojek. Faktem jest
          jednak, że nawet w takim przypadku - jeśli magistrantów jest zbyt wielu - nie
          zawsze mają oni szans uczestniczenia w wartościowych badaniach. Tak czy owak,
          aby zapobiec dalszemu spadkowi poziomu kształcenia trzeba znacząco zwiększyć
          nakłady na badania i dydaktykę oraz liczebność kadry. Tymczasem dzieje się
          odwrotnie (nie wspominając już o nękaniu nauczycieli akademickich
          tzw. "lustracją").
        • 5obserwator Re: U nas było max 3 studentów na promotora 05.04.07, 18:20
          Politechnika? kto tam pójdzie, jak 5% maturzystów umie podstawy matematyki.
          Reszta analfabeci, więc idą na pedagogikę i inne oblegane kierunki.
          • eti.gda Re: U nas było max 3 studentów na promotora 06.04.07, 11:10
            5obserwator napisała:

            > Politechnika? kto tam pójdzie, jak 5% maturzystów umie podstawy matematyki.
            > Reszta analfabeci, więc idą na pedagogikę i inne oblegane kierunki.

            Oczywiście. Za moich czasów (k..., chyba się starzeję!), kiedy matematyka
            (pisemny i ustny) była na maturze przedmiotem obowiązkowym nawet w liceach o
            profilu humanistycznym, łatwiej było poradzić sobie na egzaminie wstępnym.
            Chociaż, pamiętam, wolałbym zdawać jeszcze raz maturę, niż egzamin wstępny z
            matematyki na PG, ale i tak uzyskałem 45 pkt na 50 możliwych.
        • eti.gda Re: U nas było max 3 studentów na promotora 06.04.07, 10:04
          jasio_siekierka napisał:

          > Na Politechnice Warszawskiej na zdecydowanej większości wydziałów w tym
          takich
          > elitarnych jak elektroniki, chemii , fizyki jest po trzech maksymalnie
          studentó
          > w a zwykle 2 na promotora. Więc chyba jednak się da! Liczba 100 to jakieś
          dewia
          > nctwo :D

          Ale tak jest na studiach technicznych, gdzie najczęściej oprócz części
          teoretycznej jest również część praktyczna, gdzie trzeba skonstruować jakieś
          urządzenie, napisać program dla komputera, przeprowadzić doswiadczenia, wykonać
          pomiary, zinterpretować wyniki... Trudniej jest popełnić plagiat. Za naszych
          czasów (rok 1969) promotor miał nas 7 w grupie. Na jakiej uczelni i wydziale to
          było-zgadnij z mojego nicka.
          Na wydziałach humanistycznych i innych nietechnicznych prace magisterskie to
          najczęściej kompilacje tekstów z różnych dzieł i artykułów oraz z innych prac.
      • cirrus4 Re: Magister analfabeta 05.04.07, 14:51
        pjpb napisał:

        > swietny artykul. akademiccy wykladowcy bronia status quo, bo on im daje
        > pieniadze -


        Brednie. U mnie ani pensum, ani pieniadze nie wzrastaja za opieke nad magistrantami. Jest wrecz obowiazek ich przyjmowania.
        cirr
      • ralfzs Re: Magister analfabeta 05.04.07, 15:54
        To nie jest tak do końca prawda, wcale nie zależy im na wielkiej liczbie
        studentów ale płace są tak żałosne, ze chwytają się każdej metody dodatkowego
        dochodu. Dodam tylko jedno - wielka ilość studentów to świadome działanie władzy
        - po prostu mielibyśmy o wiele więcej bezrobotnych po szkole średniej bez zawodu
        a tak jeszcze 3-4 lata płacą za nich rodzice i Państwo z naszych podatków a oni
        i tak nic sie nie nauczą. Przy 0,34 % dochodu narodowego na naukę ścigamy się z
        Czadem i Bangladeszem ...
      • szatan33 Re: Magister analfabeta 05.04.07, 16:25
        Napisanie porządnej pracy magisterskiej to jest mrówcza praca. Zależy to od
        kierunku studiów, uczelni itp. Problem z natury złożony. Sam napisałem kilka
        prac licencjackich i magisterskich, dobrych kilkanaście przepisałem.
        Najbardziej utkwiła mi w pamięci praca magisterska z kryminalistyki.
        Fantastyczne fotografie i rysunki, które trzeba było odpowidnio obrobić, żeby
        były czytelne. Fachowe sformułowania, które wymagały sprawdzenia w wielu
        źródłach. Dlatego uważam, że zniesienie prac magisterskich jest największą
        głupotą. Internauci wypowiadający sie na tym forum w większości nie mają
        zielonego pojęcia co to znaczy napisanie i obrona pracy. Zgodnie z zasadą, że
        prochu nie wymyślisz, musisz korzystać z dotychczasowych publikacji wzelkiego
        rodzaju. Problem w tym, jak to ubrać we własne słowa. To cała tajemnica prac. I
        aż tajemnica. Dlatego tych nie mających pojęcia w temacie prac proszę
        owstrzymanie się od komentarzy.
      • najila1 HEJ! Magister analfabeta 05.04.07, 18:17
        Ludzie zapominacie że tytuł mgr to nie tylko jakaś praca dyplomowa ale także 5
        lat intensywnej nauki (w moim wypadku:P ) tak samo licencjat!
      • reverie Re: Magister analfabeta 06.04.07, 08:51
        pjpb napisał:

        > stad tez sam pomysl zniesienia prac pagisterskich -
        > aby mogl byc zysk bez ryzyka.

        To nie jest dobry pomysł. Być może pokaże, jak promotorzy kiepsko prowadzili
        studentów, ale po fakcie, a nie przed. Pieniądze na tę edukację zostaną
        zmarnowane i tak. Zastanowić się trzeba nad tym, jak poprawić sytuację, a nie
        pokazywać jeszcze dobitniej znane błędy.
      • irenuk1 Re: Magister analfabeta 06.04.07, 18:15
        Kiedy ja studiowałem, moi profesorowie mieli poczucie, że magisterium nobilituje. Większość z nich z nich kończyła studia przed wojną, a wówczas nawet matura nobilitowała. Wobec tego stawiali nam takie wymagania, że i my czuliśmy mniej więcej tak samo. Podawali np. literaturę w paru językach obcych i nie było zmiłuj się ("przecież mógł pan wybrać inną drogę życiową" - mówili).
        Teraz zaś się tak porobiło, że profesorowie nie umieją się wyrażać po polsku, tak w mowie jak w piśmie, a większość doktorów z pewnością nie wie, co to znaczy nobilitacja. Habilitacja - owszem. Pieniądze.
      • drojb Re: Nie narzekajcie, bo Pis zacznie "naprawiać"! 06.04.07, 19:18
        I wtedy z pyszna się będą miały wykształciuchy! A szkoły wyższe upodobnią się
        poziomem do publicystyki w TVdawniejP.
    • cybulski.t bardzo dobry tekst 04.04.07, 09:57
      Ale zamiast myśleć nad podniesieniem poziomu cały czas myśli się jak tu ułatwić
      studentom życie. A przecież to już nie są dzieci, nikt ich nie zmuszał do
      studjowania.
      • seidr Re: bardzo dobry tekst 04.04.07, 21:42
        "studjowanie" w istocie potrzebne, by choć błędów ortograficznych uniknąć.
        • t000mek Re: bardzo dobry tekst 05.04.07, 14:16
          A ja znam takich, co ze man na roku sa i nie wiedza jak sie pisze zarzadzanie,
          dodam tylko, ze to 4 rok:)
          • mariuszdd Re: bardzo dobry tekst 05.04.07, 15:13
            > A ja znam takich, co ze man na roku sa i nie wiedza jak sie pisze zarzadzanie,
            > dodam tylko, ze to 4 rok:)

            Znałem takiego ,który skończył studia ,ale nie wiedział jaki kierunek ! :)
            • sadusx Re: bardzo dobry tekst 05.04.07, 16:57
              > Znałem takiego ,który skończył studia ,ale nie wiedział jaki kierunek ! :)

              A czy to nie poslanka Lyzwinska, ktora to nie potrafila okreslic co studiuje. Krecila cos, ze to taki kierunek, gdzie bada sie ile jest w zywieniu czegos. Po dluzszej pomocy pani redaktor udalo sie ustalic, ze chodzilo o technologie zywienia. Buhahahaha - jako byly mieszkaniec DS na swej drodze spotkalem "wybitnych naukowcow" :)
        • cybulski.t Re: bardzo dobry tekst 05.04.07, 14:35
          przepraszam, mam dysortografię
          • stoova Re: bardzo dobry tekst 05.04.07, 15:03
            To się wstydź, a nie chwal.
            • cybulski.t Re: bardzo dobry tekst 05.04.07, 15:04
              Przepraszam... a czemu mam się wstydzić?
              A jakbyś niezauważył,nie chwalę się, tylko tłumaczę.
              • stoova Re: bardzo dobry tekst 05.04.07, 15:07
                Nie tłumaczysz się - masz wymówkę. W dodatku słabą... zainstaluj Firefoxa -
                sprawdzi twoją pisownię i nie będziesz się musiał ułomnościami zasłaniać.
                • cybulski.t Re: bardzo dobry tekst 05.04.07, 15:18
                  Już bardzo dawno temu przywykłem do błędów w tym co piszę... często ludzie
                  zwracają mi uwagę, do tego jakoś trudno jest mi przywyknąć.
                  Czy dysortografia to wymówka, to Twoja opinia. Czy ułomność? Nie sądzę :)
                  Chociaż niekiedy bywa uciążliwa.
                  ...mówisz, że firefox ma jakąś taką nakłądkę... hmmm :) Muszę poszukać.
                  • daflippi Re: bardzo dobry tekst 05.04.07, 15:28
                    > Już bardzo dawno temu przywykłem do błędów w tym co piszę...

                    no... fajnie. ale co z tego niby wynika?
          • daflippi Re: bardzo dobry tekst 05.04.07, 15:05
            > przepraszam, mam dysortografię

            nie ma czegoś takiego jak dysortografia. to tylko "unaukowiona" fanaberia
            ograniczonych umysłowo ludzi.
            • cybulski.t Re: bardzo dobry tekst 05.04.07, 15:12
              Ciekawe co na tą definicję powiedzieli by moi koledzy, albo wykładowcy. Pewnie
              troszkę by im szczęki poopadały :)
              • stoova Re: bardzo dobry tekst 05.04.07, 15:15
                • cybulski.t Re: bardzo dobry tekst 05.04.07, 15:28
                  Tak, 'tę'. Zciągam sobie ten Toolbar do sprawdzania pisowni...
                  • ready4freddy Re: bardzo dobry tekst 05.04.07, 15:38
                    tu nie pomoze sprawdzanie pisowni, potrzebna bylaby korekta gramatyki. ale nie
                    przejmuj sie - najgorzej maja wypowiadajace sie tu czesto-gesto rozmaite
                    tlumoki, ktorym potrzebna bylaby funkcja sprawdzania semantyki i zwiazkow
                    frazeologicznych ROTFL :)
                    • cybulski.t Re: bardzo dobry tekst 05.04.07, 15:53
                      Dzięki.
                      Już zaczynałem się dołować.
          • sai_mon Re: bardzo dobry tekst 05.04.07, 15:13
            A ja myślę, że to normalne dysmóżdże.
    • krwawy.zenek Re: Magister analfabeta 04.04.07, 10:33
      Tekst znakomity i trafny.
      • inmyeyes Re: Magister analfabeta 05.04.07, 15:19
        Bardzo trafnie Autor opisuje kondycje polskiego szkolnictwa wyższego, ale można się przyczepić do kilku rzeczy. Mianowicie za ten stan obarcza przede wszystkim system demokratyczny - atrybutami demokracji są jak wiadomo równość, powszechność edukacji, etc. W demokracji główna rolę ogrywa rząd, który stoi za redystrybucją środków poprzez dynamicznie powiększający swoje rozmiary system podatkowy. Z drugiej strony Autor postuluje, aby na jednego promotora prac magisterskich przypadało maksymalnie kilku magistrantów, czyli rzecz polega na zwiększeniu zatrudnienia tych pierwszych. Pytanie tylko jak odbije się to na kosztach funkcjonowania państwowych uczelni wyższych? Takie rozwiązanie będzie potrzebowało jeszcze większych pieniędzy z budżetu państwa, który w rękach polityków służy do żonglowania pomiędzy realizowaniem żądań poszczególnych grup społecznych, w celu zapewnienia sobie jak najlepszego wyniku w sondażu wyborczym. Przez to szkolnictwo wyższe (publiczne) stanie się jeszcze droższe, każdy obywatel (niezależnie od statusu społecznego i materialnego) będzie doń dopłacał więcej. Faktem jest, że na państwowych uczelniach raczej (oczywiście zdarzają się wyjątki) studiują osoby wywodzące się z bogatych rodzin, z większych miast, więc system obecnego szkolnictwa wyższego musi być zaprzeczeniem idei parytetowego, demokratycznego dostępu do edukacji na poziomie wyższym.
        Ktoś wcześniej napisał o miałkiej kondycji prywatnych uczelni, w obecnym systemie inaczej być nie może, po prostu zachwiana zostaje konkurencja pomiędzy uczelniami, jedne w dewiacyjny sposób faworyzowane są przez państwo - poprzez właśnie te dotacje z publicznych środków (pieniądze od "ludu", za które "gwarantuje" mu się "bezpłatną" edukację).
        Aby więc uzdrowić sytuację w szkolnictwie wyższym należy tę konkurencję pomiędzy uczelniami przywrócić, poprzez prywatyzację uczelni państwowych, i nie chodzi tu tylko o konkurowanie między sobą (co najlepiej zawsze stymuluje rozwój poszczególnych podmiotów, w tym wypadku uczelni), ale przede wszystkim o pozycję konsumenta (studenta), który, jak wiadomo najlepiej czuję się w realiach gospodarki prawdziwie wolnorynkowej (konkurencji doskonałej).
        Konkludując rozsądnym wyjściem z sytuacji nie jest, jak się zwykło przyjmować wzmocnienie roli i prestiżu uczelni państwowych poprzez większe uzależnienie od budżetu państwa, lecz poprzez odwrócenie tego modelu, a więc prywatyzację szkolnictwa wyższego
    • fc_pl za plagiaty magisterek odp. promotorzy 04.04.07, 13:57
      jak w temacie - z ciekawosci sprawdzilem, czy jakas firma podjelaby sie
      napisania mojej magisterki (temat: klasyczny i wspolczesny anarchoindywidualizm
      wobec instytucji panstwa). zadna nawet nie podjela tematu. a z drugiej strony
      na roku byly tematy jak np. 'wojna jom kippur 1973'. zaden klopot zeby plagiat
      uskutecznic.
    • bokassa Magister analfabeta 04.04.07, 13:59
      Panie gadacz, nie zagada nas pan,polska nauka tak jak polscy uczeni to
      wwiekszości fikcja,elita naukowa to z komunistycznego nadania skundlone
      miernoty często współpracujące w przeszłóści z bezpieką i kolaborujące za
      karierę z komuną.Akademickie środowisko to świat fikcji,nowomowy i całkowitego
      rozminięcia się z moralnością i etyką:przykłady-prawnicy i medycy,a nielepiej
      jest w innych dyscyplinach,szczególnie humanistycznych [to ironia].
      • dantolinio Re: Magister analfabeta 05.04.07, 16:16
        Panie bokassa, weź leki proszę Cie boś chyba zapomniał. Całe nieszczęście
        Polski polega na istnieniu takich sierot po komunie jak Ty, mam dośc juz
        wysłuchiwania o ubekach, agentach itp. Weźże Panie bokassa kup sobie razem z
        Macierewiczem i innymi bilety na jakąś wyspę, byle daleko stąd i tam sobie
        dekomunizujcie. Jestem młodą osobą i historia tego kraju jest dla mnie bardzo
        ważna ale ciągłe pieprzenie o komunistycznym nadaniu i tego typu bredniach
        zmęczyło juz mnie bardzo. A co do rozminięcia się z moralnością, to mnie
        moralność spod znaku Radia Maryja nie interesuje, myslę że doskonale
        odnalazłyby sie w niej postaci z "Moralności pani Dulskiej". Jestem częścią
        środowiska akademickiego, w dodatku prawniczego i żadnego upadku obyczajów tu
        nie widzę. Widzę za to bojówki Pisiorów szukające za wszelką cenę wroga.
        • karatakus Re: Magister analfabeta 05.04.07, 16:29
          Chłopie, pomijając gadkę o ubekach itd (teorie spiskowe mimo wszystko nieraz się
          sprawdzają), powrzucaj w googla nazwiska ludzi ze swojej uczelni i sprawdź ile
          razy były cytowane. Okaże się, że pomijając nielicznych naukowców z powołania,
          iększość to miernoty, których artykuły wydrukował co najwyżej nasz dziennik,
          fakt czy inny badzie, a na konferencje zapraszano ich co najwyżej do Pcimia
          Dolnego...

          Mechanizm w gruncie rzeczy za wiele się nie zmienił. Nie ważny twój pomysł czy
          potencjał naukowy (bo średnią 4,5 - 5,0 zwłaszcza na kierunkach humanistycznych
          nieciężko mieć na koniec studiów). Grunt, żeby jakiś prof kandydata promował.
          Nikt cię nie popiera? Zapomnij o asystenturze czy studiach doktoranckich, nie
          ważne co byś superhiper twórczego i mega innowacyjnego wymyślił...

          Jak przypomnę sobie niektórych asystentów prowadzących ćwiczenia, którzy
          pie...lili takie głupoty, że człowiek czuł jak mu bruzdy na mózgu się wygładzają
          , to mi się nóż w kieszeni otwiera. Raczej ze względu na swój potencjał
          naukowy ich nie przyjęto...
          • dantolinio Re: Magister analfabeta 05.04.07, 16:34
            Ale ja nie muszę wrzucać niczego w google'a. Większośc profesorów z mojego
            wydziału to osoby uznane i cytowane w wiekszości ważnych dla środowiska
            prawniczego pozycjach, dodam tutaj że jestem z UMK. Zgadzam się, że nie wszyscy
            są wybitni, że są i miernoty ale to jest margines.
    • taglinda Magister analfabeta 04.04.07, 15:17
      Szanowny Panie Profesorze,

      problem polega właśnie na tym, że współczynnik skolaryzacji ma być wysoki, a
      wyształcenie - powszechne. Stwierdzenie, że już matura nie jest obowiązkowa, nie
      ma wtedy racji bytu.

      Pan Bóg z powodów Sobie znanych nie podzielił IQ równo, tylko sprawiedliwie. Z
      jednej strony szkoda, ale z drugiej - na szczęście.

      łaczę ukłony
      adiunkt
    • seidr Magister analfabeta 04.04.07, 16:58
      Mój profesor (wybitny umysł) miał tylko (łącznie ze mną) 6 prac magisterskich.
      Rok wcześniej również 6. Więcej nie bierze, ponieważ, jak twierdzi, nie mógłby z
      większą ilością sobie dać rady, a należy każdą potraktować poważnie i rzetelnie.
      Jest taki problem, że za każdego dyplomanta profesorowie kasę mają. Więc jak
      ktoś mi mówi, że ma 100 prac magisterskich, to mnie śmiech ogarnia, bo w tym
      przypadku widać, o co właściwie chodzi. Tu nie chodzi o 100 prac, tu chodzi o
      100 x pewna suma pieniędzy. Poza tym nikt im nie każe mieć 100 dyplomantów.
      • ubawiony111 byli lepsi uczeni 04.04.07, 17:53
        Na Wydziale Zarządzania i Administracji Akademii Świetokrzyskiej w Kielcach na
        jednego pracownika razem z wożnymi i sprzataczkami przypadało srednio po 30
        prac dyplomowych. www.nfa.pl/articles.php?id=64&page=3. To ta setka na
        jednego profesora to chyba była.
        • seidr Re: byli lepsi uczeni 04.04.07, 21:40
          Widocznie w Kielcach tak jest.
          Ja opisuję przykład z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Jeden
          bierze 30 dyplomantów, bo kasę liczy, a inny 6 i nie narzeka. To indywidualna
          sprawa, zależy od profesora. W zasadzie to ciekawa jestem poziomu owych 100 prac.

          Ale w tym systemie prace magisterskie wyglądają różnie. Niektóre mają 200 stron,
          a inne 15 i też przejdą. Co do wartości merytorycznej również istnieją różnice
          między uczelniami.
          • xaliemorph Re: byli lepsi uczeni 05.04.07, 16:07
            > Ale w tym systemie prace magisterskie wyglądają różnie (...) a inne 15 i też
            > przejdą.

            ??? 15 stron ??? Rozumiem że nie trzeba się bawić w lanie wody by wystarczająco przedstawić jakiś temat ale sam jestem ciekaw jakości takiej pracy. Czy było to 15 naprawdę dopracowanych stron jako czysto tekstowego komentarza do np. aplikacji czy multimedialnej strony www, czy to było 15 stron ... niewiadomo czego.
            • bruna77 Re: byli lepsi uczeni 06.04.07, 01:07
              he he, ja byłam świadkiem sytuacji, gdy dziewczyna z mojego roku obroniła pracę
              liczącą 30 stron :D. Dla mnie niebywałe! Taką pojemność miał sam tylko wstęp
              moje pracy magisterskiej :D Dla ścisłości dodam, że studiowałyśmy na wydziale
              biologii szacownego UMK :D.
              • seidr Re: byli lepsi uczeni 06.04.07, 17:55
                Moja praca bez bibliografii miała 197 stron. UAM, filologia polska, studia
                dzienne, specjalność: edytorsko-wydawnicza (nie żadna nauczycielska, po
                filologii nie tylko można być nauczycielem). Praca składana w programie Page
                Maker, bo tego ode mnie wymagano, ze ściśle określonymi wielkościami marginesów,
                wcięć akapitowych, interlinii itp. Oprócz tego dodam, że recenzent odnalazł w
                mojej pracy jeden brakujący przecinek i oddał mi do korekty. Oto jak można
                rzetelnie postąpić z pracą magisterską. Napracowałam się i jestem dumna z mojego
                "dziełka". Ocena z pracy: 5. Obrona: 5.
            • seidr Re: byli lepsi uczeni 06.04.07, 17:50
              Z tego, co widziałam było to 15 stron z językoznawstwa. Ale nie na uniwerku
              rzecz jasna. Była to wyższa szkoła czegośtam, studia zaoczne. I taki magister
              być może, tylko co z poziomem jego wiedzy?
    • danuta49 Wybiórcza reklamowała magisterkę dla każdego!!!;-) 04.04.07, 19:40
      A to są tylko skutki - nie każdy, zwłaszcza w warunkach stworzonych przy takim
      finansowaniu 1 studenta na jakie stać budżet, ma dosyć zdolności i motywacji
      żeby porządnie studiować na prawdziwych studiach, a nie w wyższych szkołach
      czegoś i czegoś!!!!
    • gsb projekty zamiast prac 05.04.07, 14:20
      Nie jest tak tragicznie z ta nasza edukacja. Po prostu zmienia sie jej profil.
      Coraz czesciej chodzi o praktyke a nie o >wazka dyskusje nad problemami
      humanistyki<. Mysle ze rozwiazaniem byloby zastapienie teoretycznych prac,
      projektami. Np. na prawie niech to bedzie anliza cazusu, na socjologii badanie
      albo analiza problemu. Ale skupiajac sie na konkrecie, a nie na wielkiej
      teoretycznej podbudowie. Mnie to drazni jak piszac prace o wspolczesnych
      reformach promotor kaze mi mielic Arystotelesa. Ja to mialem w liceum... Bardzo
      sie przydalo, ale na jakims wczesniejszym etapie rozwoju intelektualnego:)
      • hub123 Re: projekty zamiast prac 05.04.07, 14:38
        Poszukaj więcej u Arystotelesa, może nie wszystko zostało odkryte w liceum.

        hbrt
        • 328i Re: projekty zamiast prac 05.04.07, 15:07
          On miał to w liceum, co mu profesor gitarę zawraca?
      • id999 "mielić Arystotelesa" 05.04.07, 15:45
        hehe wykształciuchostwo w pełnej krasie :)

        nie lubie Dorna, ale wymyslony przez niego kultowy termin - jako obserwacja
        społeczna, a nie polityczne kategoryzowanie ludzi - był bardzo trafny
      • gwiezdny_kupiec Re: projekty zamiast prac 05.04.07, 15:46
        Twój głos powalił mnie na kolana.

        Odnosząc się do Twoich argumentów:
        1. W socjologii w ramach porządnej pracy magisterskiej bardzo często
        przeprowadza się badania, analizuje wyniki itp. Czyli jest projekt + część
        teoretyczna. Podobnie jest np. w informatyce. Przygotowuje się projekt i część
        teoretyczną. To czy zrobi się to porządną i mającą związek z rzeczywistością
        pracę magisterską zależy głównie od magistranta i promotora. Jest to dosyć
        przykre bo to powinno być minimum bez którego się nie otrzymuje dyplomu. Działa
        też demoralizująco. Jeśli można dostać magistra za nic to po co się przykładać ?

        2. Jeśli Arystotelesa zrozumiałeś w liceum to przed 30-ką powinieneś zostać
        profesorem. W Polsce marnujesz swój talent, może spróbuj aplikować do np. London
        School of Economics ?
    • lady_godziwa Magister analfabeta 05.04.07, 14:27
      "Magister analfabeta: Tadeusz Gadacz,
      Przewodniczący Komitetu Nauk Filozoficznych PAN


      Żaden profesor nie jest w stanie prowadzić rzetelnie 100 prac. magisterskich.
      Rozwiązaniem nie jest jednak zniesienie prac, lecz zatrudnienie kolejnych
      czterech pracowników naukowych.

      Od kiedy magistranci i profesorowie sa pracownikami naukowymi?

      Wezmy nas przykład panią "profesor" Joanne Senszyn!

      To noe naukowiec, i nie profesor a zwuyykła chamka której PZPR jako partia
      polityczna dała tytuł "profesor".

      Po za tym PAN (Polska Akademia Naukowa" nie zatrudnia naukowców a idiokratów !
      • micro5 Re: Magister analfabeta 05.04.07, 15:30
        Wiesz a ja znam świętych wielu co im dali tytuły profesorów belwederskich za
        leżenie krzyżem w kościele
      • ewa357 Re: Magister analfabeta 05.04.07, 17:02
        A można zapytać, jakie prace p. prof. Senyszyn przeczytałeś? Bo - jak mniemam -
        opinię o jej poziomie naukowym wypowiadasz na podstawie faktów, a nie emocji i
        nastawienia. Pozdrawiam.
      • kiddy Re: Magister analfabeta 05.04.07, 19:05
        PAN to Polska Akademia Nauk. Warto wiedzieć, o czym się pisze :-/ .
        • lady_godziwa Re: Magister analfabeta 05.04.07, 22:40
          kiddy napisała:

          > PAN to Polska Akademia Nauk. Warto wiedzieć, o czym się pisze :-/ .

          Wiem o czym pisze, o baranach ktorzy udaja ze sie ucza! :)

          To relik komunizmu, ludzie którzy udawali naukowców, chocoiaz sami nie
          wiedzieli co tyo znaczy!

          Pozyc je raczej idiokratycznew niż naukowe!
    • magda9911 Magister analfabeta 05.04.07, 14:32
      nie zdadzam sie i zgadzam.zgadzam sie ze produkujemy magistrów w naszym kraju
      ale czlowiek ktory to pisal nie ma swiadomosci.niech wybierze kierunki jak np
      anglistyka u.warszawskiego gdzie chetnych co roku jest po 25 osob na
      miejsce ,kierunki gdzie licencjat osiaga sie z wielkim trudem bo sa prestizowe
      i nigdy ale to nigdy nie beda sie rownaly z polonistyka na panstwowej uczelni
      badz handlem na prywantych.takich ludzi weryfikuje zycie.ja mam TYLKO licencjat
      prestizowej uczelni zdobytej w pocie czola a moje kolezanki magistra z kilku
      kierunków panstwowych i zarabiaja po 700 zl.a ja trzaskam ile wlezie i ciagle
      powtarzaja jakam madra :) takze kierunek kierunkowi nie jest rowny,tak samo jak
      uczelnia uczelni.po 2) czy umiejetnosc elokwentnego wypowiadania sie jest
      przypisana tylko ludziom inteligentnym? bzdura.ktos moze byc Einsteinem a
      zdolnosci wypowiadania sie marne,i co nie przyjmiemy tej osoby na studia?
      • simr1979 Re: Magister analfabeta 05.04.07, 14:37
        magda9911 napisała:

        > nie zdadzam sie i zgadzam.zgadzam sie ze produkujemy magistrów w naszym kraju
        > ale czlowiek ktory to pisal nie ma swiadomosci.niech wybierze kierunki jak np
        > anglistyka u.warszawskiego gdzie chetnych co roku jest po 25 osob na
        > miejsce ,kierunki gdzie licencjat osiaga sie z wielkim trudem bo sa prestizowe
        > i nigdy ale to nigdy nie beda sie rownaly z polonistyka na panstwowej uczelni
        > badz handlem na prywantych.takich ludzi weryfikuje zycie.ja mam TYLKO licencjat
        >
        > prestizowej uczelni zdobytej w pocie czola a moje kolezanki magistra z kilku
        > kierunków panstwowych i zarabiaja po 700 zl.a ja trzaskam ile wlezie i ciagle
        > powtarzaja jakam madra :)

        Z powyższego tekstu niezbicie wynika, że wyszedł on spod "pióra" absolwenta SRW
        (Szkoły Rzekomo Wyższej)....;)
        • magda9911 Re: Magister analfabeta 05.04.07, 14:39
          pudlo.u.warszawski
          • magda9911 Re: Magister analfabeta 05.04.07, 14:41
            nie mam czasu siedziec,dumac i ukladac wszystko w piekne zdania.zarabiam
            wlasnie kase wiec nie mysle nad forma
            • simr1979 Re: Magister analfabeta 05.04.07, 14:45
              magda9911 napisała:

              > (...).zarabiam
              > wlasnie kase

              To po kiego Ci studia - trzeba się było na tym skoncentrować najpóźniej od
              momentu uzyskania pełnoletności, wiesz ile byś przez ten czas kasy "natrzepała" ...?
              • magda9911 Re: Magister analfabeta 05.04.07, 15:01
                nie wiem czlowieku marny kim Ty jestes ale szkoda mi na Ciebie czasu.widac moja
                krytyka urazila Twoje przerosniete do granic mozliwosci ego bo zadna wyjatkowa
                erudycja nie blyskasz.
                • hub123 Re: Magister analfabeta 05.04.07, 15:02
                  Magdo, nie warto ;+) Tak przejrzałem to "drzewko" forum i... nie warto się irytować. Szkoda czasu, jak napisałaś.

                  hbrt
            • 328i Re: Magister analfabeta 05.04.07, 15:21
              wiesz, jesli "na szybko" prezentujesz taki poziom, to nawet w "pocie czola" duzo
              wyzej nie podskoczysz. Trudno, ale za to chociaz my sie posmiejemy :)
      • mica14 Re: Magister analfabeta 05.04.07, 15:28
        Magdo,
        jasne - medium forow internetowych, tych publicznych zwlaszcza, frazy
        mickiewiczowej nie wymaga. stylistyka, ortografia, interpunkcja - kto ma na to
        czas? ale... Twoj tekst jest, powiedzmy, szalenie hermetyczny. a mowiac wprost:
        trudno zorientowac sie, co probujesz przekazac (a wierz mi, staralem sie!). w
        rezultacie dosc ostry osad: potrenuj klarowne wyrazanie swych mysli.

        odnoszac sie natomiast do Twoich uwag, na ile je rozumiem:
        autor tekstu nie neguje ani wartosci pracy podczas studiow, ani wartosci
        poszczegolnych studentow. generalizujac zdaje sobie na pewno sprawe (bo pracujac
        w srodowisku naukowym trudno sobie wyobrazic, zeby sobie nie zdawal), ze na
        roznych kierunkach i uczelniach poziom jest rozny (zreszta o tym pisze). Zauwaza
        natomiast, ze w ogolnym przypadku poziom ow sie obnizyl, a opiera swoj osad na
        wlasnych obserwacjach, czyli sila rzeczy wydzialach humanistycznych, ot i stad
        takie a nie inne asocjacje.
        Zauwaz tez, ze nie zajmuje sie on kwestia mozliwosci finansowych po takiej czy
        innej uczelni, lecz raczej zwraca uwage na wartosc wiedzy przekazywanej na
        studiach samej w sobie, ze szczegolnym uwzglednieniem wyszszych stopni
        naukowych. Ty po licencjacie mozesz byc niezlym fachowcem (mowmy szczerze:
        kandydatem na fachowca - studia jeszcze nigdy nikogo nie nauczyly zawodu), ale o
        pracach naukowych pojecie bedziesz miec niewielkie. Niezaleznie od Twoich zdolnosci.
        Stad Twoje uwagi, jakkolwiek sluszne, niewiele maja wspolnego z trescia artykulu.
        aha: gdzie powiedziano, ze elokwentne osoby sa inteligentne. podobnie: dlaczegoz
        madrosc mialaby implikowac umiejetnosc skladnego wyrazania mysli?
        • magda9911 Re: Magister analfabeta 05.04.07, 16:02
          jasno i dobitnie:żeby kierunek byl prestizowy i ceniony musi byc
          oplacalny.jakosc niknie poniewaz duzo mlodych osob po takich wlasnie kierunkach
          siedzi na bezrobotnym.Jest malo chetnych na jedno miejsce wiec najczesciej sa
          to osoby przypadkowe,ktorym nie powiodlo sie gdzie indziej.Wiadomo ze jesli
          masz 30 studentow na jedno miejsce to tam nie trafi osoba z przypadku tylko
          prawdziwy pasjonat i to on w jakims stopniu podniesie jakosc nauki.a jak sa
          niedobory to uczelnia musi przyjac odpowiednia ilosc studentow zeby prowadzenie
          kierunku bylo oplacalne dla Panstwa.tak naprawde wykladowcy jesli nie dostaja
          ambitnych studentow to sami rowniez czesto czuja sie zdegustowani i znudzeni.i
          stad wlasnie moj trafny osad.jesli uczelnia dostaje osoby o duzej wiedzy i z
          checia do nauki to poziom jest wysoki.jesli dany kierunek nie jest popularny to
          niestety czesto jest traktowany jako substytut a jakosc cierpi
          • mica14 Re: Magister analfabeta 05.04.07, 16:30
            jasno, dobitnie i z sensem.
            mimo to:
            1) przy 30/1 rzesza pasjonatow sie NIE dostanie. co z nimi? rozwiazanie, w
            ktorym mnostwo swietnych ludzi nie moze sie realizowac, bo "trzymamy wysoki
            poziom" rowniez szkodzi - nie tylko tym ludziom, ale nam wszystkim, bo w kraju
            braknie fachowcow, a beda frustraci.
            2) uczelnie techniczne, bo ktorych jest dobrze platna praca, cierpia aktualnie
            na brak kandydatow i faktycznie przyjmuja jak leci (z koniecznosci zmniejszajac
            limity przyjec). praca jest, kierunek ceniony, chetnych brak.
            3) wykladowca chetnie popracowalby z inteligentymi ludzmi. ale wykladowca jest
            tez pracownikiem naukowym i prowadzi badania. niestety na dzien dzisiejszy
            'dydaktyka' zajmuje coraz wiecej casu i o tym miedzy innymi jest artykul.
            dydaktyka zajmuje tyle czasu nie dlatego, ze wykladowca to lubi, tylko dlatego,
            ze lubi pieniadze :) ergo - podniesmy stawki pracownikom naukowym.
            4) nie do konca rozumiem, co chcesz powiedziec poprzez traktowanie kierunku jako
            substytutu. oczywiscie, sa i takie kierunki, ale artykul opisuje raczej problem
            popularnych kierunkow, na ktore jest mnostwo chetnych a za malo pracownikow
            naukowych zdolnych do pracy ze studentami.
            • magda9911 Re: Magister analfabeta 05.04.07, 16:46
              1)tak.moja kolezanka tez jest super studentka,jest najlepsza na roku i co z
              tego jak tylko ona jedyna i jeszcze kilku takich co na palcach policzyc.wiec
              jesli masz 100 ludzi polowicznie w temacie a jedna pasjonatke to raczej daje
              marne efekty.jest niczym w porownaniu do 100/100.
              2)zalezy jakie uczelnie techniczne.ekonomia tez jest swietnym
              kierunkiem.tysiace uczelni pastwowych i prywatnych (Tych jak grzybow po
              deszczu),pracy pelno,a tylko SGH i kilka innych ma uznanie.tak jest rowniez z
              uczelniami technicznymi.renomowane nadal maja zapotrzebowanie,a gorsze biora co
              popadnie
              3)to jest wybor wykladowcy czemu poswieca swoj czas.a ze prawie kazdy lubi miec
              to juz inna sprawa.za podniesieniem plac jestem jak najbardziej za,bo stawki
              rzeczywiscie sa smieszne.
              4)kierunki humanistyczne sa rozne.jesli masz na mysli polonistyke to tylko moze
              2,3 renomowane uczelnie sie licza.reszta powiewa kicha.biora co popadnie i
              dlatego jest tam tyle osob.latwo skonczyc wiec kazdy moze miec mgr z pracy
              zywcem sciagnietej z netu.( swoja droga w Wlk.Brytanii czy USA plagiat to
              praktycznie przestepstwo,kazda praca jest inwigilowana przez system i jesli ten
              znajdzie za duzo jednakowych zdan konsekwencje sa nieodwolalne)
              • mica14 Re: Magister analfabeta 05.04.07, 17:30
                1) pierwsze - jak widze Twoja propozycje: "poniewaz nauczycieli akademickich
                jest malo, studentow za duzo, a wiekszosc z nich nie nadaje sie na studia, to
                zmniejszmy liczbe uczelni". dobrze to ujmuje? tylko znow: co zrobic z tymi,
                ktorzy sa ciut gorsi, ale jednak chcieliby sie ksztalcic? z tymi, ktorzy godza
                sie zaplacic za swoje studia? zamknac prywatne uczelnie? zamknac kierunki
                zaoczne (na ktorych opieraja sie budzety uczelni)? przeciez tak na prawde
                kiepska jakosc nauczania jest nie na dziennych, tylko wlasnie na platnych...
                Jesli chodzi o Twoja kolezanke - brutalnie, nie mogla pojsc na lepsza uczelnie?
                Jednoczesnie masz racje, ze sa kierunki nawet na najlepszych uczelniach, gdzie
                jest kilkanascie procent sensownych studentow. Uczelnie sie reformuja, ale to
                powolny proces.
                2) Nie znam sytuacji uczelni ekonomicznych. Studenci publicznych z reguly mnie
                nie zachwycaja, acz bywaja wyjatki. Z ludzmi z prywatnych to mozna zrobic fajna
                impreze. Tyle. Tylko, ze nie zgodze sie, ze ekonomia jest swietnym kierunkiem.
                Co te tysiace ekonomistow ma robic? Ale dobrze - SGH ma swietnych studentow,
                uczelnie prywatne kiepskich. Fakt. Czego to dowodzi?
                3) z tym wyborem to bywa tak, ze sie nie ma wyboru :) no... mozna zawsze nie
                jesc :)
                4) ok. zgadzam sie. niemniej zauwaz - sytuacja jest jasna. wiesz, na co sie
                decydujesz. idziesz na taka uczelnie i kierunek, na jaki jestes sie w stanie
                dostac. pracodawca widzi, ze skonczylas taka a nie inna uczelnie i tez na
                podstawie tego podejmuje decyzje o zatrudnieniu. problem jedynie w tym, ze
                wykladowcy z dobrych uczelni dorabiaja rowniez na slabszych uczelniach - ale co,
                ustawowo zamknac uczelnie prywatne?
                5) (pozwole sobie dodac) tak na prawde komentowany tekst ma jeden cel -
                zaprotestowac przeciw koncepcji zniesienia mgr i ustawowego obnizenia poziomu
                edukacji. nie neguje problemu. przestrzega tylko przed latwymi rozwiazaniami i
                zacheca do dyskusji. no i brak w nim propozycji rozwiazan, ale to w koncu
                humanista pisal ;)

            • aeromonas Re: Magister analfabeta 05.04.07, 18:06
              "...'dydaktyka' zajmuje coraz wiecej casu i o tym miedzy innymi jest artykul.
              dydaktyka zajmuje tyle czasu nie dlatego, ze wykladowca to lubi, tylko dlatego,
              ze lubi pieniadze... "
              To nieprawda. Dydaktyka zajmuje bardzo dużo czasu dlatego, że studentów jest
              zbyt dużo, a nauczycieli zbyt mało. Aby temu zaradzić, zamiast zwiększyć liczbę
              kadry, z roku na rok obniża się liczbę godzin zajęć i powiększa do absurdu
              grupy studenckie... jednocześnie na ślepo likwidując etaty. Skutek jest taki,
              że część jednostek (które prowadzą ważne przedmioty) ma nadgodziny, a pozostałe
              (prowadzące przedmioty anachroniczne lub zgoła niepoważne) - niedobór. A w
              ogóle to ma być taniej. Brniemy w paranoję i końca nie widać.
              • mica14 Re: Magister analfabeta 05.04.07, 18:21
                fakt. to bylo zbyt duze uproszczenie.
                ale nadal bede twierdzil, ze motywem sa tu finanse:
                - uczelni - ktora, zeby moc przyjac wiecej 'zaocznych', zwieksza limity na
                dziennych.
                - pracownika naukowego przyjmujacego wiecej niz jeden etat. jednostka maciezysta
                + jakas prywatna uczelnia.
                zwiekszyc liczbe kadry? chyba jednak nie jest tak prosto znalezc samodzielnych
                pracownikow naukowych dla popularnego kierunku, gdzie taki pracownik z latwoscia
                znajdzie zatrudnienie w biznesie? (ostatnio zreszta nalozono rowniez
                ograniczenia na zatrudnianie asystentow bez doktoratu, co dodatkowo komplikuje
                sytuacje).
                dydaktyka zajmuje coraz wiecej czasu chyba rowniez dlatego, ze pracownicy musza
                coraz wiecej uwagi poswiecic studentowi, co akurat moim skromnym zdaniem jest
                dobra tendencja.
    • zygzag3 Re: Magister analfabeta 05.04.07, 14:34
      Nasi politcy, miedzy innymi nasz ukochany i szanowany Pan Giertych, zamiast
      koncentrowac sie nad rozwojem szkolnictwa, bo przeciez naszym krajem bedzie
      kierowalo mlodsze pokolenie kiedy my bedziemy na emeryturze, poluja na
      komunistow, chronia zycia nienarodzonego, walcza z feministkami itd. itd.
      Wazniejsze rzeczy zostaja zgarniete pod 'dywan' niespelnionych obietnic. Ale ja
      widze w tym wszystkim ten jeden plus, za kilka lat nikt nie bedzie musial
      wyjezdzac do Ameryki...
      Nie chce mi sie juz pisac. ..
    • noteb ajajaj jak boli bo trzeba pracować.... 05.04.07, 14:37
      polecam ten fragment:

      "Jeszcze 25 lat temu, kiedy jako asystent rozpoczynałem pracę dydaktyczną, wystarczyło na pierwszych zajęciach przedstawić grupce studentów przedmiot i zakres zajęć albo podać im napisaną na maszynie do pisania bibliografię. Obecnie już w semestrze wiosennym trzeba przygotować syllabusy zajęć na semestr jesienny, i to w kilu różnych wersjach, pisać na bieżąco opinie studentom ubiegającym się o rozmaite stypendia i wymiany zagraniczne, przygotowywać sprawozdania z ich bieżących osiągnięć, oddać do dyspozycji numer telefonu i adres mailowy, odpowiadać na prośby, pytania i komentarze. "


      zdaje się od tego ten Pan tam jest - do dyspozycji studentów

      gdyby to zależało ode mnie, to po takim tekście bym go wywalił na zbity pysk z roboty
      • simr1979 Re: ajajaj jak boli bo trzeba pracować.... 05.04.07, 14:40
        noteb napisała:



        >
        > zdaje się od tego ten Pan tam jest - do dyspozycji studentów
        >
        > gdyby to zależało ode mnie, to po takim tekście bym go wywalił na zbity pysk z
        > roboty

        Poskarż się tatusiowi, który płaci ratalnie za Twój dyplom...
        • noteb wsadź sobie swoje "przezywanki" wiesz gdzie 05.04.07, 15:40
          simr1979 napisał:


          > Poskarż się tatusiowi, który płaci ratalnie za Twój dyplom...


          co to za szczeniacki tekst ?

          jak się temu Panu nie podoba praca na uczelni, to niech się zwolni

          tylko kto zatrudni filozofa ?

          z wdzięczności, że ma pracę powinien po d..., każdego płacącego podatki obywatela całować, bo to z ich kasy ma chleb



          p.s.
          studiowałem zaocznie na "bezpłatnej" państwowej uczelni
          za swój dyplom sam zapłaciłem
          1) podatkami
          2) czesnym
          • simr1979 Re: wsadź sobie swoje "przezywanki" wiesz gdzie 05.04.07, 15:54
            noteb napisała:


            > p.s.
            > studiowałem zaocznie.....
            No właśnie .....
            "Studia" zoaczne to twór, który należałoby jak najszybciej zlikwidować -
            niestety, bez nich "publiczne" uczelnie padłyby, ponieważ samymi...

            > 1) podatkami.....
            ...nie dałoby się ich "wyżywić" :(


            > za swój dyplom sam zapłaciłem
            > 2) czesnym

            W tym rzecz :( . IMHO za dyplomy nie powinno się płacić, ponieważ w ten sposób
            ze swiadectwa umiejętności przekształcają się w towar....
            • noteb sztuka dla sztuki 05.04.07, 22:19
              simr1979 napisał:

              > > studiowałem zaocznie.....
              > No właśnie .....
              > "Studia" zoaczne to twór, który należałoby jak najszybciej zlikwidować -


              ja bym poszedł dalej:
              zlikwidować w ogóle studia
              "żeby nie było niczego" (c) Kononowicz :)

              gwoli ścisłości - zliwkwidować państwowe uczelnie



              > niestety, bez nich "publiczne" uczelnie padłyby, ponieważ samymi...

              > > 1) podatkami.....
              > ...nie dałoby się ich "wyżywić" :(


              jakby znakomita cześć tych uczelni padła, to nic złego by się nie stało
              90% z nich kształci późniejszych sfrustrowanych barmanów w UK
              tylko po jaką cholerę do tego 5 lat ?
              roczny intensywny kurs angielskiego to nawet za dużo...



              > > za swój dyplom sam zapłaciłem
              > > 2) czesnym
              >
              > W tym rzecz :( . IMHO za dyplomy nie powinno się płacić, ponieważ w ten sposób
              > ze swiadectwa umiejętności przekształcają się w towar....


              to był oczywiście tzw. skrót myślowy - miałem na myśli "edukację na wyższej uczelni zakończoną uzyskaniem dyplomu"

              być może nie powinienem stosować skrótów myślowych i nie powinienem liczyć na inteligencję ludzką - bardzo przepraszam, mimo zaocznych studiów zawsze "kręciłem się" w środkowiskach ponadprzeciętnie bystrych ludzi - powinienem zejść na ziemię

              ;)
              • ar.co Re: sztuka dla sztuki 06.04.07, 14:19
                Oj, chyba te zaoczne studia nadal bolą. A kto inny po prostu zdał lepiej
                egzamin i nie musiał płacić, nie? Ale to, że niektórzy nie dostają się na
                bezpłatne studia dzienne, to nie powód, żeby te studia dzienne likwidować.
          • dantolinio Re: wsadź sobie swoje "przezywanki" wiesz gdzie 05.04.07, 16:24
            Najbardziej żałośni są Ci, którzy myślą, że jak płacą to i wymagać od razu
            mogą. Uczelnia to nie salon fryzjerski tłumoki!!!
            • noteb żałosne to są niedojdy z uniwersytetów... 05.04.07, 22:00
              dantolinio napisał:

              > Najbardziej żałośni są Ci, którzy myślą, że jak płacą to i wymagać od razu
              > mogą. Uczelnia to nie salon fryzjerski tłumoki!!!


              tylko, że rozgarnięta fryzjerka rozumie zasady rynkowe i dlatego zarobi 5 x tyle co jakiś niedowartościowany asystent na uczelni odreagowywujący swoje kompleksy na forum gazeta.pl


              p.s.
              nazywanie ludzi tłumokami tylko dlatego, że mają inne zdanie jest na poziomie gościa po CONAJWYŻEJ zasadniczej zawodowej
          • ylemai widać że zaocznie. 05.04.07, 17:00

            • noteb to super, że widać - jestem z tego dumny ;-) 05.04.07, 21:53
              pozdrawiam








          • irenuk1 Re: wsadź sobie swoje "przezywanki" wiesz gdzie 06.04.07, 19:49
            Do Note'booka (jak się domyślam).
            Zarzucasz polemiście szczeniactwo, a twój tekst nie wiele lepszy ("co to za szczeniacki tekst ? jak się temu Panu nie podoba praca na uczelni, to niech się zwolni tylko kto zatrudni filozofa ? z wdzięczności, że ma pracę powinien po d..., każdego płacącego podatki obywatela całować, bo to z ich kasy ma chleb").
            Wygląda na to, że nie zrozumiałeś prawie niczego, natomiast pyszczysz w chórze na wykształciuchów, szczególnie na filozofów.
            Tymczasem prof. Gadacz jest mądrym człowiekiem, a ty nie.
            On uszanował dorobek intelektualny ludzkości, uczył się od innych i czegoś się nauczył. A tak się dotąd składało, że tworzyli ten dorobek właśnie filozofowie, których dzisiaj nikt nie chce zatrudniać, bo jak wszyscy są tacy mądrzy, po co im się uczyć systematycznego myślenia?
            Ty zaś sprawiasz wrażenie, jakbyś się uczył wyłącznie od siebie, ewentualnie trochę też od podobnych do ciebie ignorantów.
            Błędne koło się zamknęło: rządzą nami ludzie bez pomyślunku, ponieważ tego - racjonalnego i składnego myślenia - nie ma kto uczyć. Bo mądrzy sami z siebie dzielą wspólne środki inaczej (u nas 0,34%, gdzie indziej koło 3%). Do tego układają "podstawę programową" podług swojej oceny potrzeb, a ta jest jak wyżej - bez długofalowego myślenia. Zostaną w końcu sami prawnicy (widzimy w życiu publicznym, jaki użytek robią ze swojego wykształcenia), specjaliści od zarządzania (widzimy, jak im to wychodzi - 140 miliardów długu zewnętrznego i tyleż samo wewnętrznego zadłużenia) i angliści (robiący elementarne błędy rzeczowe z niewiedzy, ale za dużą kasę).
            Prof. Gadacz przypomina w wielu swoich wystąpieniach, że to ślepa uliczka.
            A ty mu ubliżasz, nie rozumiejąc, o co chodzi.
            Ale to tylko tobie i podobnym do ciebie tak się wydaje, że ktoś, komu okazujesz pogardę, na takie traktowanie istotnie zasługuje. Ale wy stanowicie ciągle większość.
            Większość sędziów głosowała ponad 2400 lat temu za skazaniem Sokratesa na śmierć, uważając, że jego filozofowanie deprawuje młodzież. Na szczęście dla Greków i dla całej Europy już następne pokolenie pojęło, że to był gruby błąd. Dzięki temu zrozumieniu błędu ignorowania filozofii mamy wszystkie dzisiejsze dyscypliny naukowe, bo z niej się one wyodrębniały jedna po drugiej.
            Dzisiaj mamy - u nas - inaczej: teologia prym wiedzie i rosną dzięki temu dziwolągi w rodzaju tajemnych "nauk", którym powoli, coraz częściej jednak, zaczyna hołdować wielu pracowników szkolnictwa wszystkich szczebli. Wkrótce będzie się pisało prace "naukowe" o dyslokacji lądowisk ufoludków. Obawiam się, że najwięcej ich będzie - tych prac i tych lądowisk - w słynnym pasie biblijnym (USA) i wokół Klewek.
            Życzę wszystkiego dobrego, w szczególności zdrowia.
            • danuta49 Od doktorów filozofii uchowaj nas Panie!;-) 06.04.07, 19:59
              Sokrates był mądrym człowiekiem, a nie mgr dr czy nawet dr hab filzofii. Nie
              sądzę by przymusowa nauka zyciorysów wybitnych filozofów i recytacja ich
              poglądów w jakimkolwiek stopniu wpłynęła na wzrost społecznej mądrości.Środki
              na to wdane będą zmarnowane, a zużyty czas-stracony!!!
              Tak naprawdę filozofom chodzi o środki dla siebie wyciągane od społeczeństwa na
              różne sposoby w zależności od rangi i pozycji takiego darmozjada!!!
              Nie mają oni zielonego pojęcia o większości współczesnych problemów, a
              eksperyment fizyka Sokala("Modne bzdury" pokazał, że nawet uchodzący za
              najwybitniejszych z nich tworzą nadęty bełko, którego sami nie rozumieją;-)))))
      • hub123 Re: ajajaj jak boli bo trzeba pracować.... 05.04.07, 14:41
        On nie od tego jest.
        Naukowiec jest od prowadzenia prac badawczych, nie od użerania się ze studentami, którzy łaskę robią, gdy pojawiają się na zajęciach lub "piszą" egzaminy ze ściąg i gotowców.
        • 1410_tenrok Uniwersytecki profesor jest od nauczania! I tyle! 05.04.07, 15:21
          A dydaktyka to są obowiązki, a nie olewactwo.
          Wiesz co to jest system "szafa"?

          Asystent przychodzi z plikiem prac do domu i z odległości 4 m. rzuca je w
          kierunku szafy. Zagadka! kto zdał? TAK JEST! Prace tych, które wylądowały na
          szafie.

          Od tego sie to zaczyna.
          • piskoala Uniwersytecki profesor jest od nauczania! I t 05.04.07, 18:43
            1410_tenrok napisał:
            > A dydaktyka to są obowiązki, a nie olewactwo.
            > Wiesz co to jest system "szafa"?
            ...
            i takie są doświadczenia naszych wykształciuchów.

            A ktoś może mi w krótkich, żołnierskich słowach wyjaśnić,
            co w ogóle znaczy NAUCZANIE?

            ----
            poTworki, PiSekciarze, PRLe
          • 5obserwator Re: Uniwersytecki profesor jest od nauczania! I t 05.04.07, 18:45
            A ja współczuję asystentom. To nie od nich zależy poziom kształcenia, tylko od
            wytycznych z góry. Kto wprowadził powszechne kształcenie licealne i średnie
            szkoły bezstresowe? Skąd te mobbingi na nauczycielach szkół i asystentach? Dziś
            każdy kończy liceum, nic nie umie, a do pracy fizycznej nie pójdzie.
          • ar.co Re: Uniwersytecki profesor jest od nauczania! I t 06.04.07, 14:21
            To co opowiadasz o szafie i pracach, to jest anegdota z taaaaką długą brodą.
            Jak odkryto grób Tutenhamona, to mumia faraona trzymała w ręku papirus, na
            którym zapisano twoją opowieść.
        • starybaca Od czego jest profesor 05.04.07, 18:29
          To, od czego jest profesor, musi być jasno określone.

          Na uczelniach w systemie anglosaskim przeważnie reguły gry są bardzo jasne.
          Przykładowo, 40% etatu to dydaktyka, 40% praca naukowa, 20% administracja.
          Każdy z tych składników musi być traktowany serio, bo inaczej będą problemy
          z odnowieniem kontraktu, uzyskaniem "tenure", promocją, etc.

          W Polsce za czasów moich studiów (schyłkowy PRL) profesor często olewał
          studentów. Mógł potraktować studenta jak śmiecia, mógł nie przyjść na wykład
          bez powiadomienia nikogo, mógł postępować wobec studentów w sposób urągający
          elementarnym zasadom sprawiedliwości - to wszystko było niezbywalnym prawem
          profesora (mówię tu o bardzo prestiżowej i znanej uczelni, gdyby ktoś miał
          wątpliwości).

          Od tego czasu niby wiele sie zmieniło, ale za każdym razem, kiedy przyjeżdżam
          do Polski, słyszę niezmiennie podobne opowieści od osób, które studiują
          obecnie. Tak jakbym słyszał
          "Wróciłeś, a nic się nie zmieniło bracie" :-)

          Polska nauka potrzebuje radykalnej, dogłębnej reformy. Ale taka pewnie
          nigdy nie nastąpi, bo każdy młody naukowiec, który przejrzy na oczy, zmyka
          czym prędzej za granicę...

      • kiddy Re: ajajaj jak boli bo trzeba pracować.... 05.04.07, 19:09
        Nie, nie od tego jest. Profesor ma kierować studentem, a nie odwalać za niego
        cała robotę. Student to nie przedszkolak. Pracuję na uniwerku i jak widzę, jak
        roszczeniowa postawę mają studenci to krew mnie zalewa. A to mu skseruj, a
        tamto wrzuc na stronę, bo sie nie chce iść do biblioteki, to mu sprawdź, bo on
        biedny zajęty, i jeszcze dostosuj godziny dyżurów do jego widzimisię.
    • terminator_t1000 Magister analfabeta 05.04.07, 14:39
      Cóż - nic dodać nic ująć.
      Studenci wykazują co raz mniejsze zdolności myślenia abstrakcyjnego, a także
      brak czegoś co nazwałbym "wysokokontekstowością". Nawiązania i aluzje, cytaty i
      odniesienia trafiają do nielicznych - większość z nich prezentuje wiedzę ogólną
      na poziomie ucznia 7-8klasy szkoły podstawowej z lat 80-tych. Ich pojmowanie
      świata bardzo często zamyka się w ramach najbliższego otoczenia, a słowo pisane
      znane im jest bardzo często z "bryków","ściąg","konspektów".
      Słysząc na wykładach : "a będzie to w necie?", "a trzeba to pisać?", "a pan nie
      mówił że trzeba notować" zaczynam wątpić w całą tą dydaktykę. Mając ponad
      dziesięcioletnie doświadczenia prowadzenia zajęć ze studentami widzę jak
      następuje powolna deprecjacja jakości/poziomu/znaczenia już nie tylko matury i
      dyplomu magisterskiego ale - co zatrważające prac doktorskich.
      Już na innych forach pisałem iż zamierzenia MNiSW dotyczące upowszechnienia
      wyższego wykształcenia wśród obywateli są bzdurą - chyba że ma być to
      "papierowe" wykształcenie. Kiedyś poziom obecnie reprezentowany przez studentów
      dyskwalifikowałby ich z możliwości zdawania matury.
      T1000
    • elfryda Re: Magister analfabeta 05.04.07, 14:42
      "Obecni kandydaci na studia wyższe mają podstawowe problemy czytania ze
      zrozumieniem i pisania."

      Wygląda na to, że autor tekstu takoż, szczególnie to ostatnie...
      • maugohaha Re: Magister analfabeta 05.04.07, 14:48
        Ja się z artykułem zgadzam. Studiowałam dobry kierunek na dobrej uczelni.
        Niektórzy studenci na 3 roku pisali "bódżet"... A co do pracy mgr to trochę się
        zawiodłam. Wybrałam znanego bardzo mądrego profesora, ale było 25 seminarzystów,
        doktoranci, wywiady, dodatkowa praca, i w konsekwencji popełniłam byka, który
        promotor wybitny specjalista miał wyłapać, ale nie przeczytał mojej pracy i tego
        byka wyłapał dopiero recenzent na obronie i mi cała ocena ze studiów poleciała w
        dół:/
        De facto - recenzent, który stestował mnie jakbym była już profesorem i znała i
        wiedziała wszystko, miał syna w moim wieku, studiującego ze mną na roku, a synek
        ten dostawał wycieczki na Teneryfę, nowiutki samochód, za każdym razem jak
        mówił, ze chce wziąć dziekankę i jarać zioło całe dnie. Nie chcę chyba nawet
        wiedzieć, jak ten synek zdawał egzaminy...
    • olias Magister analfabeta 05.04.07, 14:45
      czas już w swoim cv pisać: "mgr z czasów komunizmu". Żeby było wiadome że znam
      wszystkie litery polskiego alfabetu, a nawet wiem coś ponad to.
      Wysłali armię młodzieży na nikomu niepotrzebne studia żeby odwlec ich
      bezrobocie. Dziś mamy co mamy. Dywizje pancernych łbów z tytułami mgr, brak
      spawaczy, murarzy, operatorów obrabiarek numerycznych, rozwalone szkolnictwo
      wyzsze.
      • 1410_tenrok Chyba kpisz kolego, i to mocno 05.04.07, 15:09
        Ja jest też mgr. z tamtych czasów. Zaden prestiżowy uniwersytet. Ot taki
        prowincjonalny, ale z wyższej półki. A pozniej pare uniwersytetów na zachodzie.
        I moge powiedzieć, że ten pan nie ma racji. Kiedyś nic nie robił. Zajmował sie
        tym, co chciał, a teraz okazało sie, że szkoła wyższa ma również swoje
        wymagania w zakresie obsługi studenta. Pierwszy raz, tak na marginesie,
        dowiedziałem się o tym, że profesor służy studentom, kiedy zacząłem studia na
        zachodzie. To był szok! W Polsce jedyne konsultacje, które znałem - to
        tabliczki na drzwiach, które z reguły były zamknięte.
        W Polsce istnieje dziwny zwyczaj. Należy napisac wielką prace. A z powodu?
        Jeżeli przyjeto by system anglosaski, z dokładnie określoną ilością znaków w
        pracy seminaryjnej, pracy licencjacjkiej, pracy magisterskiej, pracy
        doktorskiej to 75% problemu znikłoby natychmiast. Ale u nas trzeba koniecznie
        napisac opusy na 350-550-700 i więcej stron (to humanistyka). Jest to oczywisty
        bezsens.
        Dalej, pan ubolewa na brakiem nawiązań do Iliady i Odysei. Umówmy sie, że
        polskie tłumaczenia tych dzieł można zapomniec. Można ubolewac, że nie uczy się
        greki ałbo łaciny, wtedy moznaby czytać i dlektowac sie oryginałem.
        A propos języków (na koniec). Kiedy zacząłem studia, znajomość języków była
        zerowa. Moi profesorowie nie znali żadnych w formie do czytania bez słownika.
        Będąc już na zachodzie, znając języki, że bez kłopotu mogłem sie w to i w tamto
        zaczytywać..... Boże wielki! To był szok! Niektóre rzeczy był rwane na żywca,
        jak u dentysty. Nie będę cytował nazwisk koryfeuszy mojego zawodu, bo po co! W
        Polsce plagiaty były zawsze, to był kiedyś taki kawalerski sport.
        A nauka, wedle tygodnika WPROST jest na 54 miejscu na świecie. Należałoby sie
        zastanowić nad tym, dlaczego.
        Jest wiele do roboty, czas zakasać rękawy i ALL HANDS ON DECK!
      • eti.gda Re: Magister analfabeta 06.04.07, 10:09
        olias napisał:

        > czas już w swoim cv pisać: "mgr z czasów komunizmu". Żeby było wiadome że
        znam
        > wszystkie litery polskiego alfabetu, a nawet wiem coś ponad to.
        > Wysłali armię młodzieży na nikomu niepotrzebne studia żeby odwlec ich
        > bezrobocie. Dziś mamy co mamy. Dywizje pancernych łbów z tytułami mgr, brak
        > spawaczy, murarzy, operatorów obrabiarek numerycznych, rozwalone szkolnictwo
        > wyzsze.

        Nie wiem, czy bezpiecznie byłoby pisać "mgr z czasów komuny", bo a nuż
        przyjdzie panu G. pomysł, że dyplomy z czasów PRL mają być unieważnione bądź
        będą musiały być nostryfikowane na naszych jedynie słusznych uczelniach, np.
        Ojca Rydzyka?
    • glosybaltyku Pan profesor nie dostrzega zmiany ustroju... 05.04.07, 14:50
      Pochodze z rodziny naukowcow i nauczycieli. Rowniez nie cieszy mnie sytuacja w
      polskim szkolnictwie. Ale trzeba spojrzec na sprawe i innej perspektywy -
      rynkowej. Nie uda sie, nawet gdyby powolac 100 nowych komisji d/s kontroli,
      wymusic tej prostej zaleznosci miedzy tytulem/stopniem zawodowym/naukowym a
      rzeczywistymi kompetencjami. W obecnej sytuacji wiedza i dyplom (stopien) sa
      niestety dwoma ROZNYMI TOWARAMI.

      Jest grupa klientow, ktorzy chca "kupic" dyplom, a nie chca zdobyc wiedzy. Bo
      albo maja juz dobra prace i wiedza akademicka nie jest im specjalnie potrzebna
      (a tytul akurat z jakichs powodow jest), albo sa to dzieciaki bogatych rodzicow,
      ktore zostaly poslane do szkoly, ale uczyc sie nie zamierzaja, bo rodzice zawsze
      wszystko za nich zalatwiali (prywatne uczelnie pekaja w szwach od takiej
      bananowej mlodziezy). Swiem twierdzic, ze wiekszosc prywatnych uczelni swiadczy
      uslugi typu "dyplom za czesne", co nie jest oczywiscie ich zamierzeniem, ale
      wymusza to rynek. Jesli szkoly te podnioslyby poziom, straciliby klientow.

      Jest rowniez nieliczna grupa, ktora pragnie zdobyc wiedze, a dyplom jest tylko
      dodatkiem. I nawet dla tych ludzi jest kilka prywatnych szkol o bardzo wysokim
      poziomie. Podaz dostosowuje sie do popytu.

      Rynku edukacyjnego nie sposob uregulowac. Trzeba zaakceptowac kilka rzeczy. W
      tej chwili o kompetencjach zawodowych nie swiadczy juz tylko tytul/stopien,
      swiadczy o nich: po pierwsze doswiadczenie (udzial w projektach, publikacje,
      doswiadczenie komercyjne), po drugie konkretna ukonczona szkola - bo szkoly juz
      podzielily sie na te z wysokim i niskim poziomem i ten podzial bedzie sie
      poglebial. Powszechnosc edukacji jest mitem. Powszechne stalo sie tylko
      rozdawnictwo tytulow i dyplomow. Przeciez nagle nie przybylo nam geniuszy w
      narodzie. Ludzie "starej daty" musza zrozumiec, ze dobra szkola UCZY, a nie DAJE
      DYPLOM.

      A swoja droga urzekajaca jest tesknota Pana Profesora do etatow asystenckich.
      Nawet nie ukrywa on, ze asystent sluzyl jako podaj/przynies/pozamiataj Pana
      Profesora. W systemie studiow doktoranckich dosc skutecznie zlikwidowano
      wyslugowanie sie asystentami. Doktorant to teraz student, ktory ma obowiazki
      zwiazane z praca naukowa i nieduza liczba godzin praktyk dydaktycznych. Za
      dodatkowa prace doktoranta na rzecz uczelni trzeba juz placic.



      • maugohaha Re: Pan profesor nie dostrzega zmiany ustroju... 05.04.07, 14:55
        Jeszcze dodam, że upadek edukacji jest nie tylko na uczelniach wyższych. Siostra
        starsza o 10 lat chodziła do liceum i miała 4 za naprawdę ciężką pracę, dużo
        nauki. Gdy ja chodziłam do tego liceum koleżanka z klasy miała 6 bo zawsze miała
        na zajęciach wszystkie obowiązujące lektury!! Gdy ja odwiedziłam liceum po paru
        latach, dzieciaki stały pod samymi drzwiami szkoły, jarały szlugi, żaden z
        nauczycieli nie reagował, młodsza siostra koleżanki miała 5 za przynoszenie
        papużkom jedzenia.
      • simr1979 Re: Pan profesor nie dostrzega zmiany ustroju... 05.04.07, 14:57
        Owszem, pan profesor dostrzega.
        To Ty nie dostrzegasz na czym ten ustrój m.in polega:

        cyt:
        "Ale właśnie w Stanach Zjednoczonych istnieje taka skokowa różnica w
        wykształceniu. Istnieje także jasno określona hierarchia college'ów i
        uniwersytetów. W Polsce taka hierarchia długo jeszcze nie zaistnieje w
        świadomości społecznej,...."
        • glosybaltyku Re: Pan profesor nie dostrzega zmiany ustroju... 05.04.07, 15:18
          > "Ale właśnie w Stanach Zjednoczonych istnieje taka skokowa różnica w
          > wykształceniu. Istnieje także jasno określona hierarchia college'ów i
          > uniwersytetów. W Polsce taka hierarchia długo jeszcze nie zaistnieje w
          > świadomości społecznej,...."

          No to cytuj do konca, jak juz cytujesz:

          "W Polsce taka hierarchia długo jeszcze nie zaistnieje w świadomości społecznej,
          dlatego poziomu wykształcenia muszą bronić wysokie standardy. Do takich
          standardów zaliczam także obronę pracy magisterskiej."

          Rzecz w tym, ze NIE DA SIE droga administracyjna i prawna utrzymac tych
          mitycznych "wysokich standardow". Tak samo, jak nie dalo sie utrzymac przy zyciu
          realnego socjalizmu. A podzial szkol na pierwsza, druga i kolejne ligi juz jest
          widoczny i jak najbardziej trafia do swiadomosci spolecznej. Zapewniam, ze i
          rodzice i studenci doskonale wiedza w jakiej szkole mozna zdobyc wyksztalcenie,
          a w jakiej "dyplom za kase".
          • simr1979 Re: Pan profesor nie dostrzega zmiany ustroju... 05.04.07, 15:34
            glosybaltyku napisał:

            > A podzial szkol na pierwsza, druga i kolejne ligi juz jest
            > widoczny i jak najbardziej trafia do swiadomosci spolecznej.

            Może i trafia, ale jest z niej skutecznie (jak dotąd) wypierany, czemu sprzyjała
            (jak dotąd) poprawność polityczna elit, nie ustających w zachwytach nad wzrostem
            liczby studentów w Polasce....

      • piskoala zmiana ustroju czy W Y S T R O J U 05.04.07, 18:58

        od której i towarzysząceg temu zjawisku POMPY
        dostajemy wszyscy R O Z S T R O J U.

        Żadnych zmian nie ma są tylko ich zewnętrzne przejawy
        (symptomy a raczej ich zewnętrzne atrybuty) --
        ZMIENIAMY TAK BY SIĘ PRZYPADKIEM NIC NIE ZMIENIŁO --

        To punkt widzenia (siedzenia) STARCÓW, którzy od dawna już nie pamiętają,
        CO ZNACZY UCZYĆ SIĘ I MARKUJĄ NAUCZANIE (co to takiego???)
        ----
        poTworki, PiSekciarze, PRLe
    • nionczka Re: Magister analfabeta 05.04.07, 14:54
      Moj promotor na magisterskich mial 3 osoby pod opieka (Uniwersytet Warszawski).
      Na podyplomowych (ta sama uczelnia) sytuacja wygladala podobnie. Nie wiem skad
      wiec te liczby 100 studentów na promotora, ale mam nadzieje, ze nie chodzi o
      panstwowe uczelnie.

      Ze slyszenia wiem jednak, ze w prywatnych szkolach plagiat jets na porzadku
      dziennym. I dotyczy to nie tylko prac magisterskich czy licencjackich
      studentów, ale rowniez prac "naukowych" ich profesorów.
      Moim zdaniem studia magisterskie nie powinny byc dla kazdego. Ktos kto nie ma
      zaciecia naukowego i zainteresowan nie powinien pchac sie na uniwessytet.
      wystarzczy jakas szkola zawodowa (pomaturalna) albo licencjat przygotowyjacy do
      pracy. Potem tylko frustracja, ze pan/i magister nie ma pracy albo robi
      fotokopie.

      Podobnie niedopuszczalne wydaje mi sie pracowanie na pelnym etatcie przez
      studentów dziennych. U mnie na szczescie tylko dorabiali bo program i panujace
      normy nie pozwalaly na niechodzenie na zajecia. Ale byly osoby, ktore
      bezczelnie uzasadnialy nieprzygotowanie do zajec faktem, ze pracuja. Rozumiem,
      ze nie wszytskich stac na studiowanie. Dla tych osob sa wlasnie studia
      wieczorowe i licencjackie. Magsietrskie dzienne powinny byc elitarne, na
      wysokim poziomie i oferowac studentom mozliwosc intelektualnego rozowju i nauki
      pod opieka prawdziwych naukowców, specjalistów w swojej dziedzinie.


      • hiena_cm Re: Magister analfabeta 05.04.07, 16:33
        Wszystko świetnie, zgadzam się, że student powinien się zajmować głównie
        studiowaniem, a nie pracą zawodową, jest jednak pewne ale. Po pierwsze -
        zajęcia studiów wieczorowych odbywają się, przynajmniej na Uniwesytecie
        Łódzkim, często od godziny 12.00. Proszę o wskazanie pracodawcy, który będzie
        akceptował fakt, że pracownik musi o 11 wyjść z pracy. Po drugie - wiele
        kieruków nie ma studiów wieczorowych pierwszego stopnia (licencjackie),
        proponują za to na przykład kolegium języków obcych, gdzie na filologii
        angielskiej na pierwszym roku przygotowują do FCE (sic!), a na niemieckiej
        poziom jest jeszcze ciekawszy. Po trzecie - zmiana ustroju dotknęła nie tylko
        wykładowców, ale również studentów. Wielu pracodawców wymaga doświadczenia
        zawodowego, nawet zamiast dyplomu, ponieważ, jak kiedyś usłyszłam, to nie
        dyplom ma się zajmować klientem, tylko pracownik, a umiejętności i tak "wyjdą w
        praniu". Samo studiowanie jest bardzo dobre, o ile chce się zostać pracownikiem
        naukowym uniwersytetu.
      • jackass_1 Re: Magister analfabeta 05.04.07, 19:13
        nionczka napisała:

        > Moj promotor na magisterskich mial 3 osoby pod opieka (Uniwersytet
        Warszawski).
        >
        > Na podyplomowych (ta sama uczelnia) sytuacja wygladala podobnie. Nie wiem
        skad
        > wiec te liczby 100 studentów na promotora, ale mam nadzieje, ze nie chodzi o
        > panstwowe uczelnie.

        To ciekawe, bo ja w tej chwili kończę pisać magisterkę na Uniwersytecie
        Warszawskim i mój obecny promotor ma kilkanaście magisterek dziennych i
        kilkadziesiąt zaocznych do obsłużenia. Poprzedni promotor to samo. Żaden z nich
        ani razu nie udzielił mi konkretnych porad dotyczących treści pracy,
        szczególnie wtedy, gdy miałam poczucie, że błądzę w materiale i potrzeba było
        ukierunkowania - konsultacje z każdym miałam w sumie dwie i żaden nie splamił
        się przeczytaniem tego, co w danym momencie miałam napisane. Ograniczali się do
        przeczytania planowanego spisu treści pracy. Jeśli tak wygląda "prowadzenie"
        pracy magisterskiej, to ja dziękuję. Dodam, że w końcu obecny promotor
        stwierdził, że chce dostać całośc pracy, a potem się będziemy martwić, czy jest
        dobrze napisana i trzyma poziom. :(((
      • eti.gda Re: Magister analfabeta 06.04.07, 10:14
        nionczka napisała:
        ...Dla tych osob sa wlasnie studia
        > wieczorowe i licencjackie. Magsietrskie dzienne powinny byc elitarne, na
        > wysokim poziomie i oferowac studentom mozliwosc intelektualnego rozowju i
        nauki
        >
        > pod opieka prawdziwych naukowców, specjalistów w swojej dziedzinie.

        Oj, nie wiem, czy nie chcesz powrotu sytuacji z PRL, bo wtedy tak właśnie było!
    • kapitan_stopczyk Podobno mamy najwyższy poziom nauczania na świecie 05.04.07, 14:56
      Często słyszymu opowiastki jacy to głupcy opuszczają uczelnie wyzsze na
      Zachodzie, a zwłaszcza w USA.
      Tylko my, Polacy trzymamy poziom i gorujemy na głupimi Amerykanami.
      A tu nagle okazuje się, że to wszystko ściema.
      Wielka d..pa - jak z każda dziedziną życia w Polsce.



      -------------------------------------------------------
      - Czy jest pan gotów stać na straży porządku prawnego odnowionej,
      demokratycznej Rzeczypospolitej Polskiej?
      - Bezapelacyjnie. Do samego końca. Mojego lub jej.
      • maugohaha Re: Podobno mamy najwyższy poziom nauczania na św 05.04.07, 14:58
        Ale trochę racji jest w tym, bo nasze nauczanie jest szerokie, w USA nie wiedzą
        gdzie leżą inne kraje poza USA (kolega opowiadał, jak to w Stanach pytali się, z
        Polski? To w Berlinie leży?), ale też np. na wymianie w Niemczech w II klasie
        liceum nie mogli uwierzyć, że twierdzenie pitagorasa braliśmy w 6 klasie
        podstawówki.
        • kapitan_stopczyk Szerokie nauczanie - tylko co z tego wynika? 05.04.07, 15:01
          Co z tego, że wiemy jak rozmnaża się stułbia, skoro nie umiemy np. wypełnić
          zeznania podatkowego?
          Może przeciętnemu Jankesowi nie jest do niczego potrzebna wiedza gdzie leży
          Polska?
          A zresztą - to , że większośc Polaków wie gdzie leży USA wynika z naszego
          zamiłowania do ich dolarów. W drugą stronę ta zasadza nie działa.


          -------------------------------------------------------
          - Czy jest pan gotów stać na straży porządku prawnego odnowionej,
          demokratycznej Rzeczypospolitej Polskiej?
          - Bezapelacyjnie. Do samego końca. Mojego lub jej.
          • maugohaha Re: Szerokie nauczanie - tylko co z tego wynika? 05.04.07, 15:37
            No ja uważam, że jednak ogólna wiedza na poziomie liceum powinna być, a dopiero
            potem wąskie specjalizacje, bo ja naprawdę cieszę się, że znam geografię,
            biologie, potrafię dzieki temu inteligentnie porozmawiać na różne tematy. Przy
            tym jakoś nie mam problemów z wypełnieniem deklaracji. Gdyby mieć system USA
            nauczania, to ostatnio był w internecie film pokazujący ich wiedzę - rarytaski
            to np. państwo na U - Utah, albo pokazywali na Australię, że tam Korea leży, a
            Tony Blair okazywał się skaterem..
            • kapitan_stopczyk Myslisz, że w Polsce nie ma takich matołów..... 05.04.07, 20:25
              ...co to Australii beda szukali w Kanadzie?
              Skąd to przekonanie, że jesteśmy tacy inteligentni?
              Skąd to się bierze?
              Kompleksy wobec Ameryki?



              -------------------------------------------------------
              - Czy jest pan gotów stać na straży porządku prawnego odnowionej,
              demokratycznej Rzeczypospolitej Polskiej?
              - Bezapelacyjnie. Do samego końca. Mojego lub jej.
        • 1410_tenrok I co z tego wynika? 05.04.07, 15:12
          Absolutnie nic! Nauka polska znajduje sie na 54 miejscu na świecie. Zadnych
          sensownych nobli.
          A innych krajach uznaje sie, że nie wszystko należy wiedziec. Bo i po co?
          A Amerykanin nie wiedział nic, nie tylko o Polsce ale o wielu innych krajach.
          • kapitan_stopczyk Amerykanie optymalizują wiedzę i to daje rezultaty 05.04.07, 15:15
            A u nas się ładuje do głów wszystko, mnóstwo na pamięć i zero wiedzy
            praktycznej.
            Cieszymy się, że "zaginamy" tych z Zachodu na duperelach, ale tak naprawdę to
            oni nad nami górują we wszystkim.
            W nauce też.
            Nam zostaje tylko fałszywa satysfakcja i poczucie naukowej wyższości.



            -------------------------------------------------------
            - Czy jest pan gotów stać na straży porządku prawnego odnowionej,
            demokratycznej Rzeczypospolitej Polskiej?
            - Bezapelacyjnie. Do samego końca. Mojego lub jej.
            • 1410_tenrok Polacy - very strendż najszyn! 05.04.07, 15:17
              Są kraje, nawet w Europie, gdzie nie jest ważne, aby ktos był geniuszem. Ale
              nie w Polsce. Szkoda tylko, że do tej pory brak jest takich w nauce.
        • eti.gda Re: Podobno mamy najwyższy poziom nauczania na św 06.04.07, 10:16
          maugohaha napisała:

          > Ale trochę racji jest w tym, bo nasze nauczanie jest szerokie, w USA nie
          wiedzą
          > gdzie leżą inne kraje poza USA (kolega opowiadał, jak to w Stanach pytali
          się,
          > z
          > Polski? To w Berlinie leży?), ale też np. na wymianie w Niemczech w II klasie
          > liceum nie mogli uwierzyć, że twierdzenie pitagorasa braliśmy w 6 klasie
          > podstawówki.

          Coś w tym chyba jest, bo jeden znajomy Kanadyjczyk polskiego pochodzenia, który
          zdawał maturę w Polsce w 1957 roku mówił, że jego dzieci w Kanadzie na maturze
          nie musiały umieć nawet połowy tego, co on musiał wiedzieć w Polsce!
          • kapitan_stopczyk Dlaczego więc jesteśmy tak bardzo do tyłu.... 06.04.07, 15:20
            ...ze wszystkim, skoro jesteśmy tak bardzo "wyuczeni"?




            -------------------------------------------------------
            - Czy jest pan gotów stać na straży porządku prawnego odnowionej,
            demokratycznej Rzeczypospolitej Polskiej?
            - Bezapelacyjnie. Do samego końca. Mojego lub jej.
            • danuta49 Bo my lubimy fikcję,lubimy oszikiwać się sami! 06.04.07, 15:45
              Te dęte procenty scholaryzacji na wszystkich poziomach, ten zachwyt nad bujnym
              rozkwitem wyższych szkół czegoś i czegoś, ta narętna ideologia matury dla
              każdego!No i jesteśmy gdzie jesteśmy.Nie kazdy musi mieć dyplom i nie ma też
              takiej potrzeby żeby miał.U nas jednak profesorowie i dziennikarze wmawiają
              wszyskim, że jest przeciwnie.
    • true_seller Magister analfabeta 05.04.07, 14:58
      Witam. Prawda jest taka, że jeżeli student chce się czegoś nauczyć to tak się
      stanie nie zależnie od uczelni na której będzie studiował.

      Fakt sam widzę, że młodzi ludzie studiują tylko po to aby mieć papier ale jednak
      zawsze jest ta część studentów, którzy studiują kierunki które są dla nich pasją
      i dla tego on podnoszą standardy.

      Rozwodzenie się nad tym nie ma sensu, jeżeli nawet poziom na uczelniach zostałby
      podniesiony to i tak znajdą się prywatne fabryki magistrów, które wypełnią lukę.
      Dlatego ta sytuacja jest nie do zmiany natomiast całe to zjawisko weryfikuje
      życie. Wystarczy pierwsza rozmowa kwalifikacyjna i od razu wszystko wiadomo.
      Tylko na prawdę dobre osoby nie mają problemów po skończeniu studiów ze
      znalezieniem pracy. Ponieważ w chwili obecnej mimo iż jest duże zapotrzebowanie
      na pracowników to jednak poszukuje się fachowców a nie tych, którzy zostali w
      Polsce tylko dla tego, że w Anglii ich nie chcieli.

      Dlatego każdy kto ma chociaż odrobinę rozumu. Jak już poświęca 5-6 lat na studia
      to stara się wykorzystać ten czas jak najlepiej.

      Pozdrawiam
    • oleandii Magister analfabeta 05.04.07, 14:59
      studia skończyłam w ubiegłym roku
      w napisanie mojej pracy mgr włożyłam całe serce i mnóstwo trudu
      (temat nowy, rzadki w literaturze)
      z efektów jestem bardzo zadowolona
      niestety mój prof nie raczył jej nawet przeczytać!
      nie chciał oglądać poszcvzególnych rozdziałów
      zażądał całej pracy i z głowy (jego)!!!
      a recenzent poznał jej tytuł dopiero na obronie!!!
      zatem napisałam pracę mgr tylko dla siebie
      szkoda że nikt mnie ani nie pochwalił ani nie zganił...
      bo te dwie piątki takie z kosmosu...
      ja się postarałam a ktoś inny odwalił a efekt na dyplomoe ten sam
      jaki więc sens???
      • olgam8 Re: Magister analfabeta 05.04.07, 15:21
        Poszczególne kierunki różnią się poziomem nauczania. Owszem, studenci dzielą sie
        na takich, których nic nie interesuje i chcą jakoś przebrnąć, żeby uzyskać tytuł
        i na tych, którzy świadomie wybrali kierunek i chcą się czegoś nauczyć.
        Pamietajmy jednak, że podobny podział dotyczy pracowników naukowych. Stosunek do
        pracy dydaktycznej i poziom wiedzy są czasem żenujące. Żaden promotor nie jest w
        stanie rzetelnie poprowadzić 100 prac magisterskich, ale niestety niektórzy nie
        potrafią nawet kilku! Mam porównanie, bo kończę drugi kierunek studiów
        magisterkich i mój obecny promotor: nie pamięta swoich magistrantów (czterech),
        nie przychodzi na dyżury, gubi oddane mu rozdziały, nie pamięta o czym piszemy
        prace, zna się tylko na jednym temacie i chciałby, żeby ten temat stanowił część
        teoretyczną każdej pracy. Jeśli uniwersytety nie poradzą sobie jakoś z brakami
        kadrowymi i dużą liczbą studentów, to jakość nauczania będzie coraz niższa i w
        takiej sytuacji pisanie prac magisterskich powinno być zastąpione jakimś
        egzaminem, bo te prace to marnotrawstwo czasu i papieru.
      • eti.gda Re: Magister analfabeta 06.04.07, 10:20
        oleandii napisała:

        > studia skończyłam w ubiegłym roku
        > w napisanie mojej pracy mgr włożyłam całe serce i mnóstwo trudu
        > (temat nowy, rzadki w literaturze)
        > z efektów jestem bardzo zadowolona
        > niestety mój prof nie raczył jej nawet przeczytać!
        > nie chciał oglądać poszcvzególnych rozdziałów
        > zażądał całej pracy i z głowy (jego)!!!
        > a recenzent poznał jej tytuł dopiero na obronie!!!
        > zatem napisałam pracę mgr tylko dla siebie
        > szkoda że nikt mnie ani nie pochwalił ani nie zganił...
        > bo te dwie piątki takie z kosmosu...
        > ja się postarałam a ktoś inny odwalił a efekt na dyplomoe ten sam
        > jaki więc sens???

        Współczuję! Nasz promotor kazał sobie na bieżąco podawać notatki, przrglądał
        brudnopisy, przyglądał się, jak konstruujemy urządzenie będące przedmiotem
        pracy, dosłownie "wtrącał się". Ale to był rok 1969, dla większości
        dzisiejszych studentów to prawie prehistoria. Ale wielu moich kolegów ze
        studiów jest profesorami na uczelniach krajowych i zagranicznych, dziekanami,
        itp.
    • cortez_i_pizarro Wyborca PO 05.04.07, 15:02
      nie szkodzi, ze analfabeta. Czyta GW, nie lubi "katoli i moherow', glosuje na
      PO. Czego ci jeszcze, Michniku, trzeba?
      • 1410_tenrok Wy to jednak lekko zboczeni jestescie, 05.04.07, 15:16
        jak w tym dowcipie o tym, jak w szkole angielskiej miano napisac rozprawke o
        słoniu. Różni ludzie pisali o budowie słonia, o hodowli słoni, o sposobie
        rozmnażania sie słoni, a Polak napisał rozprawke na Temat: "Słoń a sprawa
        polska".
        Artykuł o szkolnictwie wyższym, a nie o produkcji wełny na berety, historii
        partii PO, o katalykach czy o michniku.
        Czego ci jeszcze, koleś, trza?
        • dantolinio Re: Wy to jednak lekko zboczeni jestescie, 05.04.07, 16:40
          Nawet nie próbuj zrozumieć. Dla takich ludzi każda wypowiedź rozpoczyna się
          od: "Balcerowicz musi odejść", a drugie zdanie od " Nie może byc tak, żeby
          emeryci nie mieli na leki".
    • p.kolanowski Magister analfabeta 05.04.07, 15:03
      prac magisterskich nikt nie czyta - znajoma oddawała swoją w pospiechi i po
      oddaniu dopiero oddała się starannej lekturze; jakież było jej przerażenie, gdy
      się okazało, że w kilku miejscach zdania sa urwane i brakuje danych...
      Zgadnijcie, czy ktoś to zauważył?
    • bluestone Re: Magister analfabeta 05.04.07, 15:03
      Czy autor przeprowadził na ten temat jakieś badania, że tak łatwo rzuca
      uogólnieniami? Denerwuje mnie wrzucanie wszystkich do jednego worka.
      Jeżeli rzeczywiście na jakichś kierunkach promotor ma w grupie 100 osób, to juz
      patologia, bo ile jest w takim razie ludzi na roku? U mnie jest 150 na roku,
      promotorzy mają w grupie od kilku do max. 25 studentów. Nie znam ani jednej
      osoby, która by "kręciła" z magisterką, wszyscy się boją jak ognia posądzenia o
      plagiat i pilnują pisania przypisów. Pewnie są wyjątki.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka