toja3003
06.08.07, 08:41
Byłem w moim (jeszcze) banku. Chcę podjąć pieniądze, suma niewielka, mogę z
bankomatu ale zapomniałem pinu (straszne!). Zdarza się, choć poprzedniego
dnia „szalałem” na moim koncie w internecie. Komputer nie robił problemów
(pin miałem na kartce). Czujna panienka z okienka robi. Podejrzliwie ogląda
mój dokument tożsamości (jest całkowicie w porządku), wypytuje o nazwisko
panieńskie matki i zadaje parę innych pytań. Niby zdaję ten egzamin, mam
nawet ostatni wyciąg z konta a jednak pieniędzy nie chce mi wypłacić.
Dlaczego? Bo „u nich w bazie danych jest błąd w moich danych osobistych i ona
musi wyjaśnić to z centralą”. Proponuję żeby wypłaciła pieniądze i sobie
potem te błędy uregulowała. Nie chce. Mam przyjść następnego dnia. Nie pytam
czy pożyczy mi 10 złotych na bar mleczny idę kawałek dalej do innej filii
banku, od wejścia ”gram” lekko roztragnionego ale budzącego 100% zaufanie
sympatycznego klienta, rozbrajająco zagajam na temat wypłaty, wykładam na
ladę wszelkie kwity, karty, dokumenty tożsamości, jakie mogą mieć cokolwiek
wspólnego z jakąkolwiek bankowością tudzież moją osobą. Robi wrażenie.
Dostaję kasę. Ale czy to jest metoda? To już wolę pogadać sobie z komputerem.
Niechby i z awatarem.