Dodaj do ulubionych

Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polonistki

10.09.07, 22:05
Zasmucił mnie ten list, ponieważ świadczy o tym, że to co sam obserwowałem w
liceum (jeszcze przed reformą) tylko się pogłębiło.
Wydaje mi się, że każdy kulturalny człowiek powinien mieć chociaż minimalne
pojęcie o literaturze. W tej chwili jestem studentem ścisłego kierunku i
zajmuje się przede wszystkim matematyką i pochodnymi naukami, więc z
praktycznego punktu widzenia wiedza o literaturze nie jest mi potrzebna,
jednak zapoznanie się w czasie szkoły z podstawowym kanonem lektur (zaznaczam,
że byłam w klasie informatycznej, więc mój program był nieco ograniczony)
znacznie poszerzyło moje horyzonty i otworzyło czy na wiele spraw.
Wydaje mi się, że dzięki temu mogę być bardziej wartościowym człowiekiem.
Szkoda jednak, że nie jest to powszechne przekonanie. Wydaje mi się, że zubaża
to społeczeństwo pod względem kapitału ludzkiego.
Czy na pewno idziemy w dobrym kierunku, skoro uczniowie nie chcą uczyć się ani
polskiego (o czym świadczy ten artykuł) ani matematyki, o czym świadczy to, że
coraz rzadziej wybiera się ją na maturze?
Obserwuj wątek
    • skiskiski czy nauczycielka ma prawo używać słowa "ryj"? 11.09.07, 09:33
      • fedorczyk4 Re: czy nauczycielka ma prawo używać słowa "ryj"? 11.09.07, 09:38
        A niby dlaczego ma nie uzywac. Gorzej natomiast ze "uderzyla w ryja"
        a nie w "ryj". A ze uderzyla to tez mnie nie dziwi w najmniejszym
        stopniu. Artykul ponury. Moja corka jest w liceum i ze strachem
        patrze na program i to nie tylko z polskiego.
        • mageillusionist Etam 13.09.07, 10:35
          Ja tam LO skończyłem nową maturą w 2002 i pamiętam że było fajnie. Pomimo że
          jestem informatykiem, byłem na profilu informatycznym i przeczytałem 4.5 lektury
          w ciągu 4 lat liceum to polski wspominam przyjemnie. A czytałem nie to co mi
          kazali, a to co mi się podobało. I czytałem dużo, bo lubiłem czytać - ale nigdy
          to, do czego mnie zmuszali. Wg mnie lepiej by było jakby lektury były wybierane
          przez danego nauczyciela. Tak, żeby i sami uczniowie mogli wpłynąć na ich listę.
          • nekropedofil Re: Etam 13.09.07, 10:37
            niedoczekanie...
            • nikodem_73 Re: Etam 13.09.07, 10:54
              Nooo - uczniowie by wybrali - "przegląd sportowy" i "bravo girl" ;)
              • mageillusionist Re: Etam 13.09.07, 12:02
                Raczej myślałem o opcji dostajemy recenzje X książek i uczniowie sami wybierają
                co ich interesuje. No ale to taka moja utopia :P
                • flash3r nie każdy musi mieć maturę 13.09.07, 12:22
                  O tym już chyba wszyscy zapomnieli, a później idzie taka sierota do LO i jest
                  jak jest. Co gorsza widzę, że takie myślenie przenosi się teraz na uczelnie -
                  całe szczęście, że uczelni nie krępuje kuratorium więc, może spokojnie
                  eliminować takie osobniki.

                  Naprawdę nie wiem skąd bierze się to przekonanie, że wszyscy muszą mieć maturę.

                  Zgadzam się w stu procentach z autorką, w sprawie tzw "uwalania". Jak ktoś kto
                  nic nie robi cały rok może zdobywać promocję? Przecież to policzek w kierunku
                  tych którzy cokolwiek robią. To też bierze się ze złego podejścia - wszyscy
                  traktują powtarzanie roku jak karę! Już chyba nikt nie pamięta, że nie jest to
                  kara, a możliwość ponownego powtórzenie materiału w celu opanowania go !
                  • mario-radyja Gospodarka potrzebje również nieoczytanych roboli 13.09.07, 13:56
                    Spawacze dostają 3500-4000 NA RĘKĘ*, więc przestańmy udawać, że
                    Liceum Ogólnokształcące daje jakąś przewagę na rynku pracy i jest do
                    czegokolwiek potrzebne.

                    --
                    * wiarygodne dane z wczoraj. Co więcej, przy takich stawkach trudno
                    jest znaleźć pracownika.
                    • lmblmb Z humanistami na argumenty nie wygrasz. 13.09.07, 14:42
                      mario-radyja napisała:

                      > Spawacze dostają 3500-4000 NA RĘKĘ*, więc przestańmy udawać, że
                      > Liceum Ogólnokształcące daje jakąś przewagę na rynku pracy i jest
                      > do czegokolwiek potrzebne.

                      Z humanistami na argumenty nie wygrasz. Do nich musisz emocjonalnie trafić.
                      Napisz jakiś poemat jak to klawo spawaczem być, to może odpuszczą.
                      • rhodigines Re: Z humanistami na argumenty nie wygrasz. 13.09.07, 15:10
                        Walenty Roździeński, Officina ferraria, abo huta y warstat z
                        kuźniami szlachetnego dzieła żelaznego, 1612 ;)
                        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Czy ta pani zwariowała??? 13.09.07, 16:47
                          Kto, tyrając przez cały dzień, jeszcze będzie czytał 200 stron dziennie??

                          Ani pracujący dorosły, ani młodzież ucząca się w szkole. Czy ona nie wie, ile
                          nauki mają teraz uczniowie ze wszystkich przedmiotów?

                          I ja się im nie dziwię, że wykorzystują każdą lukę w wymaganiach nauczyciela. Bo
                          inaczej szkoły nie da się przeżyć. Gdyby ktoś chciał spełniać od A do Z
                          wszystkie wymagania ze wszystkich przedmiotów, to by zwariował.
                          • concerta Re: Czy ta pani zwariowała??? 13.09.07, 17:27
                            Nie, nie zwariowała. Po prostu wypełnia swoje obowiązki. Jak z jej
                            wypowiedzi wynika, sama uważa, że to czyste szalenstwo i rzecz nie
                            do zrealizowania. Ale z realizacji tego programu będą ją rozliczać.
                            Przeczytaj jej opowieść jeszcze raz, a zrozumiesz KTO oszalał:)
                            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Czy ta pani zwariowała??? 14.09.07, 10:39
                              O nie, ona mówi, że SAMA czytała po 200 stron, więc dziwi się, że teraz młodzież
                              da radę najwyżej 50.
                              • rs_gazeta_forum Re: Czy ta pani zwariowała??? 14.09.07, 15:49
                                anuszka, wygląda, że jako przedstawicielka młodego pokolenia zachowujesz się tu
                                dość typowo: wydajesz opinie nie czytając dość dokładnie tekstu, opinia
                                ogranicza się w dużej mierze do łapania za słówka, bo to nie wymaga syntezy i
                                wysiłku, a jedynie jakiej takiej inteligencji, zaś po zwróconej Ci słusznej
                                uwadze starasz się przekonać (kogo? siebie?), że ta uwaga Ci się nie należy.
                                Ale nawet łapać za słówka należy umieć - a Ty imputujesz tej polonistce jakieś
                                "zdziwienie", które powstało wyłącznie w Twojej wyobraźni.

                                Spróbuję Ci wytłumaczyć, cytując wspomniany fragment:
                                "A teraz dołożyli im tyle lektur, że musieliby czytać tysiąc stron na tydzień.
                                Ja byłam w stanie przeczytać 200 stron dziennie. Ale dla nich 50 to szczyt
                                możliwości. A jeszcze te kłopoty ze zrozumieniem: inny świat, obce nazwiska,
                                obcy język. Zostaje mi wpisywać fikcyjne tematy do dziennika."
                                Autorka nie wyraża zdziwienia możliwościami uczniów, a jedynie przekazuje
                                informacje o powstałej sytuacji i swój osąd. Informacja o jej możliwościach ma
                                pokazać przykład maksymalnej ilości stron, jakie był w stanie przyswoić sobie
                                dziennie przyszły polonista, a nie zwykły uczeń, i służyć do porównania z 1000
                                stron, jakich zdaje się wymagać obecny minister. Wnioski autorka zostawia do
                                wyciągnięcia osobie czytającej te zestawienia, a jeśli dalaj nie dajesz rady z
                                interpretacją tego tekstu, zwróć się do swojej byłej polonistki (z prośbą, nie z
                                pretensją).
                  • danek84 Re: nie każdy musi mieć maturę 13.09.07, 14:00
                    bledem wprowadzajacych reforme szkolnictwa z konca ubieglego wieku bylo
                    zalozenie ze jak najwieksza czesc spoleczenstwa musi mie mature, nie zwazajac na
                    jej wartosc. konflikt jakosci z iloscia. i tak oto mamy maturzystow (w
                    przyslosci magistrow) ktorzy nie maja zielonego pojecia co to jest mesjanizm,
                    pytaja sie czy Erazm z Rotterdamu piszemy wielka litera ( bo przeciez moze
                    chodzi o jakies niepospolite slowo a nie o jedno z najistotniejszyh dla
                    zachodniej cywilizacji imion), a na pytanie "ktory z POLSKICH pisarzy urodzil
                    sie w Drohobyczu?" odpowiadaja smiertelnie powaznie FIODOR DOSTOJEWSKI!!!! znam
                    tegorocznych maturzystow ktorzy bez zenady przyzaja, ze przez trzy lata liceum
                    przeczytali tylko Medaliony i ze w ich klasach nikt ani lektur ani ksiazek nie
                    czyta. po co?
                    przeciez za to nie placa-odpowiedz wielu z nich.
                    nie chodzi o to zeby informatycy znali siedem tomow "W poszukiwaniu straconego
                    czasu" Prousta ale o to zeby kazdy wyksztalcony czlowiek reprezentowal soba
                    chociaz minimalny poziom wiedzy z zakresu literatury i kultury, by moc normalnie
                    funkcjonowac w spoleczenstwie.
                    zanosi sie nam zywot w kraju wyksztalconych chamow, magistrow-maszynek do
                    robienia pieniedzy, ktorzy nie maja zielonego pojecia o czymkolwiek poza swoja
                    dzialka.

                    pozdrawiam staromaturzystow (jedna z kolezanek ze stara matura w ubieglym roku
                    rozpoczela drugi kierunek studiow_filozofia. profesorowie sa wniebowzieci, z en
                    aroku znalazlo sie kilkoro staromaturzystow bo z tymi mlodszymi z nowa matura
                    nie ma o czym rozmawiac. nie tylko dlatgeo ze nic nie wiedza. rowniez dlatego ze
                    zapomniano w ich procesie socjalizacji o kindersztubie i elementarnej wiedzy z
                    zakresu savoir-vivre'u)
                    • lmblmb To nie "być" jest dla mas istotne, a "mieć". 13.09.07, 14:40
                      > bledem wprowadzajacych reforme szkolnictwa z konca ubieglego wieku
                      > bylo zalozenie ze jak najwieksza czesc spoleczenstwa musi mie
                      > mature, nie zwazajac na jej wartosc. konflikt jakosci z iloscia.

                      Nie ma konfliktu, bo jakość nie jest istotna. Błędem jest przekonanie Polaków że
                      to głównie nauka decyduje o sukcesie w życiu. Pan/i powyżej twierdzi, że jakość
                      matury jest ważna w ogóle nie zastanawiając się nad argumentami za i przeciw. To
                      tak, jakby to było oczywiste. A nie jest.

                      Druga rzecz to archaiczność polskiej szkoły. Byłem "tu i tam" i muszę
                      powiedzieć, że sukces odniosłem MIMO polskiej szkoły, a nie dzięki. To
                      oczywiście wyolbrzymienie, ale ilość zbędnych, czy wręcz _szkodliwych_ elementów
                      jest ogromna, a nie ma rzeczy praktycznych, potrzebnych (przynajmniej nie było
                      za tzw. moich czasów).

                      > i tak oto mamy maturzystow (w przyslosci magistrow) ktorzy nie
                      > maja zielonego pojecia co to jest mesjanizm,

                      I całe szczęście! To jest właśnie jeden z tych zbędnych elementów. Pytania z
                      poziomu doktoratu zostawmy doktorantom. Kierowca i sprzedawca nie dość, że nie
                      musi znać mesjanismu, na, nie powinien! I tak nie będzie kontynuować nauki, po
                      co więc obniżać czyjeś ego?

                      > na pytanie "ktory z POLSKICH pisarzy urodzil sie w Drohobyczu?"
                      > odpowiadaja smiertelnie powaznie FIODOR DOSTOJEWSKI!!!!

                      To straszne ;) Na szczęście ci ludzie w przyszłości zajmą się wymyślaniem nowego
                      typu telewizora i o pani zapomną. Bez obrazy, ale proszę zejść na ziemię. To nie
                      "być" jest dla mas istotne, a "mieć". Za to pierwsze nigdy jeszcze nie było
                      rewolucji.

                      > zapomniano w ich procesie socjalizacji o kindersztubie i
                      > elementarnej wiedzy z zakresu savoir-vivre'u)

                      Zamiast savoir-vivre'u mieli survival, czego wielu starszym brakuje.

                      Cieszę się, że mój syn nie będzie chodził do szkoły w Polsce.
                      • flash3r Re: To nie "być" jest dla mas istotne, a "mieć". 13.09.07, 15:22
                        Właśnie o takie podejście mi chodzi. Jeżeli ktoś chce się uczyć pożytecznych
                        rzeczy niech idzie do szkoły zawodowej - tam uczą konkretów. Nie mówię tego
                        złośliwie. Jak już ktoś wcześniej zaznaczył, obecnie spawacze czy zawodowi
                        kierowcy zarabiają często więcej niż absolwenci studiów.

                        Chodzi o to żeby wybierać szkoły z myślą o tym co się chce robić, a nie pod
                        przymusem rodziców i społeczeństwa, że "bez matury to nie wypada"
                      • osobiennosti Re: To nie "być" jest dla mas istotne, a "mieć". 13.09.07, 15:40
                        lmblmb napisał:

                        > Nie ma konfliktu, bo jakość nie jest istotna. Błędem jest przekonanie Polaków ż
                        > e
                        > to głównie nauka decyduje o sukcesie w życiu. Pan/i powyżej twierdzi, że jakość
                        > matury jest ważna w ogóle nie zastanawiając się nad argumentami za i przeciw. T
                        > o
                        > tak, jakby to było oczywiste. A nie jest.

                        I to właśnie jest smutne. Oczywiście możemy przyjąć, że jakość matury nie jest
                        wartością oczywistą. Że nauka w życiu nie jest istotną wartością. Tylko jakim
                        społeczeństwem się staniemy przy takim podejściu? Ja wiem, że można być świetnym
                        specjalistą w swojej dziedzinie bez znajomości lektur i szeroko rozumianej
                        kultury. Ale myślę, że równie ważne jest bycie watościowym, ciekawym
                        człowiekiem, który dysponując szeroką wiedzą, może wybrać co z niej stosuje w
                        życiu, co jest przydatne. Ponadto, (tu chyba całkiem zapomniany fakt) przywołane
                        w artykule czytanie książek, to nie tylko zdobywanie wiedzy (ktoś napisał
                        książkę o takim tytule, główni bohaterowie są tacy, a główne wątki takie), ale
                        także kształtowanie osobowości. Także książki które nie są dla człowieka ciekawe
                        mogą na niego wpłynąć. Więc argument, że "ktoś czytał dużo, ale lektur to nie
                        tknął", to dla mnie trochę jak twierdzenie, że zapoznałem się z zastosowaniem
                        słowa "dziękuję", ale "proszę" uznałem za zbędne. Bo tak.


                        > > i tak oto mamy maturzystow (w przyslosci magistrow) ktorzy nie
                        > > maja zielonego pojecia co to jest mesjanizm,
                        >
                        > I całe szczęście! To jest właśnie jeden z tych zbędnych elementów. Pytania z
                        > poziomu doktoratu zostawmy doktorantom. Kierowca i sprzedawca nie dość, że nie
                        > musi znać mesjanismu, na, nie powinien!

                        Hmm... To chyba zależy, a jakiej szkole mówimy. Owszem, nie każdy musi
                        dysponować szeroką wiedzą ogólną. Czym innym jest szkoła zawodowa, czym innym
                        zawodowe licea i technika, a jeszcze czymś innym liceum ogólnokształcące.
                        Niestety, podejście o zbędności wielu elementów w procesie nauczania zakorzenia
                        się również w liceach ogólnokształcących - to nieporozumienie! Jak sama nazwa
                        wskazuje, absolwent takiej szkoły powinien być wszechstronnie wyedukowany i
                        jeśli się z tym nie zgadza, to chyba pomylił szkoły.

                        >
                        > > zapomniano w ich procesie socjalizacji o kindersztubie i
                        > > elementarnej wiedzy z zakresu savoir-vivre'u)
                        >
                        > Zamiast savoir-vivre'u mieli survival, czego wielu starszym brakuje.

                        I dlatego młode pokolenie jest, jakie jest. Nie jest to komplement.

                        • lmblmb Mickiewicza w ogóle nie powinno być na liście lekt 14.09.07, 17:27
                          osobiennosti napisała:

                          > I to właśnie jest smutne. Oczywiście możemy przyjąć, że jakość
                          > matury nie jest wartością oczywistą. Że nauka w życiu nie jest
                          > istotną wartością. Tylko jakim społeczeństwem się staniemy przy
                          > takim podejściu?

                          Zachodnim? :)


                          > Ja wiem, że można być świetnym specjalistą w swojej dziedzinie bez
                          > znajomości lektur i szeroko rozumianej kultury. Ale myślę, że
                          > równie ważne jest bycie watościowym, ciekawym człowiekiem, który
                          > dysponując szeroką wiedzą, może wybrać co z niej stosuje w
                          > życiu, co jest przydatne.

                          Oczywiście! Tylko niech to będzie wybór. Do niedawna w Polsce nie było wyboru:
                          musisz być kulturalny i koniec kropka.


                          > Ponadto, (tu chyba całkiem zapomniany fakt) przywołane
                          > w artykule czytanie książek, to nie tylko zdobywanie wiedzy (ktoś
                          > napisał książkę o takim tytule, główni bohaterowie są tacy, a
                          > główne wątki takie), ale także kształtowanie osobowości.

                          Fakt, jest tylko "ale". Moim zdaniem w obecnej formie lektury szkolne
                          zniechęcają większość uczniów do książek. Lektury są nudne lub wręcz bardzo
                          nudne. Spośród wielu książek, które przeczytałem poza szkołą tylko jedna była
                          lekturą (Rok 1984). Jeśli ktoś ma przeciętne towarzystwo, które nie czyta nic
                          poza lekturami, to nie będzie o książkach w ogóle rozmawiać.

                          > Także książki które nie są dla człowieka ciekawe mogą na niego
                          > wpłynąć.

                          Dlaczego nie ma więc ich na liście lektur? Chyba rozsądek jest przesłonięty
                          przez polski nacjonalizm. Mickiewicza w ogóle nie powinno być na liście lektur.

                          > > Pytania z poziomu doktoratu zostawmy doktorantom.
                          > > Kierowca i sprzedawca nie dość, że nie musi znać mesjanismu,
                          > > ba, nie powinien!
                          >
                          > Hmm... To chyba zależy, a jakiej szkole mówimy.

                          Uśrednionej.

                          > Owszem, nie każdy musi dysponować szeroką wiedzą ogólną. Czym innym
                          > jest szkoła zawodowa, czym innym zawodowe licea i technika, a
                          > jeszcze czymś innym liceum ogólnokształcące.

                          Prawie wszyscy teraz idą do liceum.

                          > Niestety, podejście o zbędności wielu elementów w procesie
                          > nauczania zakorzenia się również w liceach ogólnokształcących - to
                          > nieporozumienie! Jak sama nazwa wskazuje, absolwent takiej szkoły
                          > powinien być wszechstronnie wyedukowany i jeśli się z tym nie
                          > zgadza, to chyba pomylił szkoły.

                          Nie rozumiem tego argumentu. Ekonomiści i socjologowie mówią, że obecne zjawisko
                          - masowego przechodzenia do liceów zamiast do zawodówek, a dale na studia - jest
                          bardzo pozytywne. Mamy więc tym ludziom stawiać pod nogi kłody tylko dlatego, że
                          szkoła nazywa się "Liceum ogólnokształcącym"?

                          Zmieńmy więc nazwę.

                          > > > zapomniano w ich procesie socjalizacji o kindersztubie i
                          > > > elementarnej wiedzy z zakresu savoir-vivre'u)
                          > >
                          > > Zamiast savoir-vivre'u mieli survival, czego wielu starszym
                          > > brakuje.
                          >
                          > I dlatego młode pokolenie jest, jakie jest. Nie jest to komplement.

                          Proszę o argumenty! Ja mam odmienne zdanie. Cenię młodszych od siebie za bardzo
                          racjonalne spojrzenie na świat (pardon, Pani tego bardzo brakuje - teorie się
                          argumentuje, nie wyraża), za materializm (większości Polaków tego brakuje), za
                          pewność siebie.

                          Co do kultury to nie jest gorzej, a tak samo jak za moich czasów. Teraz widać
                          więcej chamstwa, bo jak wiemy większość tych, którzy kiedyś wybierali zawodówkę
                          idzie do liceum. Na uniwersyterach też to widzę: szczególnie pierwsze roczniki
                          pełne są buraków. Ale to zjawisko zawsze istniało, tylko Pani (i moje?)
                          pokolenie zachowywało się typowo po polsku zamiatając brudy pod dywan (dzieląc
                          ludzi na lepszych i goszych = zawodówka). Była Pani kiedyś w zawodówce za czasów
                          ich świetności? Ja miałem okazję być na początku lat 90-tych. To był dopiero
                          obraz polskiej kultury.
                      • bussie Re: To nie "być" jest dla mas istotne, a "mieć". 13.09.07, 16:30
                        ale żeby "mieć" trzeba choć troche "być".
                        czy w CV nie wpisujemy czym sie interesujemy? czy właśnie to nie
                        określa nas jako nie tylko kompetentnego ale i interesującego
                        pracownika. to że ktoś twierdzi że interesuje się fotografią, bo
                        kupił sobie superwypasioną cyfrówkę i mnoży zdjęcia z prędkością
                        światła, ale nie wie co to jest kontrast albo panorama, czy nie zna
                        żadnych nazwisk uznanych fotografów już nawet nie jest śmieszne.
                        bo dziś to że sie interesuje nie znaczy już że cokolwiek wiem na ten
                        temat. bo założyłem kiedyś że szkoła to nuda więc nie zauważyłem że
                        można sie tam czegoś ciekawego dowiedzieć.
                        i jak pojade na Kretę grzać się na plaży to nie przyjdzie m do głowy
                        że może warto sprawdzić czy pałac w knossos był rzeczywiście takim
                        labiryntem że uciec można z niego było tylko na skrzydłach. można
                        zwiedzać świat z dobrymi książkami zamiast przewodników w rękach ale
                        mi to nie przyjdzie do głowy bo po prostu takich książek nie znam.
                        smutne jest to że dzieciaki nie chcą się uczyć, że już ich nie
                        obchodzi dlaczego coś jest jakie jest. ale smutniejsze jest to że my
                        dorośli nie widzimy w tym wielkiego problemu. jakby to nie był nasz
                        kłopot tylko garstki nauczycieli. smutno mi bo myślałam że jeżeli
                        zostajemy rodzicami to podejmujemy odpowiedzialność za życie naszych
                        dzieci, a nie tylko za to żeby miały ładny mundurek i wypasione
                        gadżety w plecaku zamiast podręczników (bo byłam świadkiem rozmowy w
                        autobusie, gdy w jednym zdaniu matka oświadczyła, że nie stać jej
                        żeby pomagać córce w kontynuowaniu nauki po szkole średniej, a w
                        następnym informowała że jedzie właśnie nabyć dla młodszego syna
                        najnowszą playstation)
                        chciałam niedawno zrobić prezent mojemu trzyletniemu synowi i
                        zapytałam czy chciałby dostać zabawkę, czy książkę. odpowiedział że
                        chce książkę i mam nadzieję że ten apetyt na książki długo mu nie
                        przejdzie.
                        pozdrawiam
                        • lmblmb Nie rozumiem się z Polakami. 14.09.07, 09:11
                          bussie napisała:

                          > ale żeby "mieć" trzeba choć troche "być".

                          Nie myśl o sobie, o nas, tylko o masach.

                          > czy w CV nie wpisujemy czym sie interesujemy?

                          Jeśli szef działu HR zatrudni kogoś, bo również lubi fotografię, to ten szef
                          nadaje się do zwolnienia.

                          > czy właśnie to nie określa nas jako nie tylko kompetentnego ale
                          > i interesującego pracownika.

                          Wybacz, ale to właśnie ta polska cecha, która jest błędna. Pracownik ma być
                          wydajny, nie ciekawy. Jakoś z doświadczenia widzę że czym człowiek mniej
                          głęboki, tym mniej problemowy. Stąd lepiej żeby nie wiedzieli co to mesjanizm.

                          > to że ktoś twierdzi że interesuje się fotografią, bo
                          > kupił sobie superwypasioną cyfrówkę i mnoży zdjęcia z prędkością
                          > światła, ale nie wie co to jest kontrast albo panorama, czy nie zna
                          > żadnych nazwisk uznanych fotografów już nawet nie jest śmieszne.

                          Śmiać się czy ręce załamywać? Fotografuję od lat, a nazwisk uznanych fotografów
                          nie znam. Co więcej, nie chcę znać.

                          > i jak pojade na Kretę grzać się na plaży to nie przyjdzie m do
                          > głowy że może warto sprawdzić czy pałac w knossos był rzeczywiście
                          > takim labiryntem że uciec można z niego było tylko na skrzydłach.

                          Mniej wiesz, mniej się przejmujesz. Erazm parafrazowany.

                          Dobry pracownik pracuje, a nie rozmyśla czy na Krecie widział labirynt.

                          > smutne jest to że dzieciaki nie chcą się uczyć,

                          To nie jest smutne, to bardzo dobry znak. Świadczy o tym, że młodzi mają więcej
                          oleju w głowie od reszty Polaków i wiedzą czego chcą. "To nie mądrymi chcemy
                          być, a bogatymi." Mnie taka postawa nie szokuje, ale ja chodziłem do szkoły poza
                          Polską. Wierz mi, to jest nie tylko normalne, to jest dobre.

                          Nie rozumiem na jakiej podstawie Polacy oceniają takie podejście jako złe? Z
                          zazdrości że są biedni?

                          > że już ich nie obchodzi dlaczego coś jest jakie jest.

                          I bardzo dobrze. Takie rzeczy zostawiamy naukowcom (czyli mi ;)

                          > ale smutniejsze jest to że my dorośli nie widzimy w tym wielkiego
                          > problemu.

                          Poproszę o argument, bo nie widzę dlaczego to jest smutne.

                          > (bo byłam świadkiem rozmowy w
                          > autobusie, gdy w jednym zdaniu matka oświadczyła, że nie stać jej
                          > żeby pomagać córce w kontynuowaniu nauki po szkole średniej, a w
                          > następnym informowała że jedzie właśnie nabyć dla młodszego syna
                          > najnowszą playstation)

                          Takie jest nastawienie większości społeczeństwa. Polacy z tym walczą metodą "kij
                          rzeką nawrócę", a mądre narody wiedzą, że z motłochem się nie walczy z powodu
                          jego masy, więc dostosowują się do rzeczywistości i kształcą tych ludzi tak,
                          żeby jak najlepiej weszli do społeczeństwa. Szkoda, że zgubiłem książkę do
                          matematyki z Kanady, pokazałbym Ci jak wygląda dobra nauka dla mas.

                          Polskim błędem jest właśnie próba stworzenia społeczeństwa na wzór siebie.
                          Sorry, ale większość ludzi na imprezach domowych nie będzie rozmawiać o
                          literaturze.

                          > chciałam niedawno zrobić prezent mojemu trzyletniemu synowi i
                          > zapytałam czy chciałby dostać zabawkę, czy książkę. odpowiedział że
                          > chce książkę i mam nadzieję że ten apetyt na książki długo mu nie
                          > przejdzie.

                          Mój syn jest wychowywany z jednym i drugim. Zabawek ma tyle, że nie wiem co mu
                          na urodziny kupić, a jednocześnie po cichu pokiem wciskam mu wiedzę. Książki
                          zamiast zabawki mu nie kupię, bo nie będę go ranił czyniąc go odmiennym w młodym
                          wieku.

                          > pozdrawiam

                          również.
                          • rs_gazeta_forum Re: Nie rozumiem się z Polakami. 14.09.07, 16:00
                            lmblmb napisał:
                            > > czy w CV nie wpisujemy czym sie interesujemy?
                            >
                            > Jeśli szef działu HR zatrudni kogoś, bo również lubi fotografię,
                            > to ten szef nadaje się do zwolnienia.

                            Szanowny lmblmb, Twój komentarz świadczy o tym, że wykształcenie, jakie
                            odebrałeś, choć nie przeszkodziło Ci w osiągnięciu sukcesu w życiu, to nie jest
                            ono wystarczające, byś był poważnie traktowany jako dyskutant i nie daj Boże
                            decydent. Nie tłumaczę dlaczego, to nie szkoła.
                            Natomiast osoby rozumiejące słowo "ogólnokształcący", a o takiej szkole jest
                            mowa, rozumieją też, że słowo "życiowy sukces" ma wiele znaczeń, w szczególności
                            można być królem motłochu, jeśli jest się jego doskonałym przykładem.
                            • lmblmb Re: Nie rozumiem się z Polakami. 14.09.07, 16:51
                              rs_gazeta_forum napisał:

                              > Natomiast osoby rozumiejące słowo "ogólnokształcący", a o takiej
                              > szkole jest mowa, rozumieją też, że słowo "życiowy sukces" ma wiele
                              > znaczeń, w szczególności można być królem motłochu, jeśli jest się
                              > jego doskonałym przykładem.

                              Czy pobluzganie sobie na mnie zwiększyło twoje ego? Gdyby jednak to nie o ego
                              chodziło, to mógłbyś mi przybliżyć w czym mieszam się z motłochem? Jakoś nie
                              mogę sobie głupoty zarzucić, ale jak sam wiesz, czyjeś wady widzi się wyraźniej
                              od swoich.
                              • rs_gazeta_forum Re: Nie rozumiem się z Polakami. 14.09.07, 22:09
                                Ależ jestem daleki od bluzgania, dałem przykład prawie skrajny z możliwych
                                interpretacji sukcesu życiowego, by zaznaczyć, jak dalece Twoja opinia o
                                wyższości kształcenia praktycznego nad ogólnym w kontekście życiowego sukcesu
                                jest uproszczona i nieprawdziwa. I niepotrzebnie odniosłeś to bezpośrednio do
                                siebie.
                                Natomiast w cytowanej poprzednio przeze mnie wypowiedzi Ty dałeś przykład, jak
                                kształcenie praktyczne, jakie jak rozumiem promujesz swoim przykładem, zabija
                                możliwość porozumienia z ludźmi i powoduje złą ocenę sytuacji poprzez
                                nieumiejętność zrozumienia tego, co piszą inni. Tam rzeczywiście odniosłem się
                                bezpośrednio do Ciebie. Oczywiście nawet taki brak zrozumienia nie powoduje
                                koniecznie u osoby nierozumiejącej braku sukcesu życiowego, rozumianego jako
                                zadowolenie z siebie i ze swojego losu. Natomiast ma to konsekwencje - w
                                szczególności publiczne zabieranie zdania i wyrażanie opinii może napotkać
                                uśmieszki i powodować lekceważenie.
                          • bussie Re: Nie rozumiem się z Polakami. 26.09.07, 19:19
                            masz rację, że "nie rozumiesz się z Polakami".

                            "to że ktoś twierdzi że interesuje się fotografią, bo kupił sobie
                            superwypasioną cyfrówkę i mnoży zdjęcia z prędkością światła, ale
                            nie wie co to jest kontrast albo panorama, czy nie zna żadnych
                            nazwisk uznanych fotografów już nawet nie jest śmieszne."

                            "Śmiać się czy ręce załamywać? Fotografuję od lat, a nazwisk
                            uznanych fotografów nie znam. Co więcej, nie chcę znać."

                            Nie chce, żebyś znał nazwiska fotografów. Rób sobie zdjęcia na kopy,
                            ale nie twierdź, że interesujesz sie fotografią, bo
                            czasownik "interesować się" znaczy coś więcej niż zwalnianie
                            migawki (choć cyfrówki chyba tego nie mają).

                            "Książki zamiast zabawki mu nie kupię, bo nie będę go ranił czyniąc
                            go odmiennym w młodym wieku."

                            To żart, prawda? Czy mam rozumieć, że jesteś tak wyspecjalizowany w
                            swojej dziedzinie, że nie przebiła się do Ciebie wiedza o tym, że
                            czytanie dzieciom stymuluje rozwój ich zdolności twórczych, a bez
                            umiejętości wykorzystania których specjalistami nie zostaną w żadnej
                            dziedzinie. Ale może jesteś nieśmiertelny i inni potrzebni ci są
                            tylko do wykonywania poleceń (choć i czasem kreatywność się przydaje)

                            Mój smutek wynika z tego, że ludziom brak ciekawości świata, brak
                            pomysłu na swoje miejsce w nim, a to raczej ważne, aby każdy
                            wiedział jaki sens ma jego życie. Nie rezerwuj przywileju myślenia
                            tylko dla naukowców. Żadna przyjemność spotykać ludzi, którzy żyją,
                            jakby ich nie było. Ale Tobie spotkania z ludźmi chyba w ogóle nie
                            są potrzebne.

                            Właściwie to nie wiem, po co tyle piszę, skoro to stare forum i
                            pewnie juz tu i tak nie zaglądniesz.
                      • danek84 Re: To nie "być" jest dla mas istotne, a "mieć". 13.09.07, 19:06

                        Błędem jest przekonanie Polaków ż
                        > e
                        > to głównie nauka decyduje o sukcesie w życiu.


                        a nie uwaza Pan ze nauka jest jednym z czynnikow, ktore obok ciezkiej pracy,
                        wygranej na loterii genetycznej albo dobremu wychowaniu deyduja o sukcesie w zyciu?
                        miec jest wazniejsze dla mas niz byc-pisze Pan. to dobrze?
                        to dobrze ze mamy cale tabuny ludzi ktorzy nie widza swiata poza robieniem
                        zakupow i zdobywaniem nowych przedmiotow? pisze Pan ze kierowcy ni ejest
                        potrzebna wiedza o ot jest mesjanizm. a kto mowie ze jest. zadaniem kierowcy
                        jest dobrze prowadzic samochod lub autobus. jesli robi to dobrze i potrafi
                        powiedziec prosze i dziekuje-chwala mu za to!!. ale nie o kierowcach tutaj mowa
                        prosze Pana. tylko o ludziach z wyzszym wyksztalceniem, ktorzy wczesniej
                        zaliczyli n aswojej edukacyjnej drodze przystanek pt.: "liceum
                        OGOLNOKSZTALCACE". nie mam na mysli stolarzy czy tokarzy (przy calym
                        gigantycznym szacunku dla ich uczciwej pracy i zdolnosci), ktorzy koncza szkoly
                        zawodowe, gdzie ucza sie wykonywania okreslonego zawodu i tyle. a przezciez
                        studia na uniwerstytecie czy politechnice to nie tylko przygotowanie do zawodu;
                        nauczenie studentow prawa co to jest postepowanie przygotowawcze w procedurze
                        karnej czy studentow filozofii czym sie rozni idealizm od materializmu. chodzi o
                        UNIVERSITAS. o wychowanie ludzi ktorzy oprocz konkretnej i spejalistycznej
                        wiedzy zwiazanej z ich zawodem beda reprezentowac poziom na tyle wysoki, ze
                        bedzie o nich mozna powiedziec nie tylko: "oto czlowiek wyksztalcony i bogaty"
                        ale takze "kulturalny z bogatym wnetrzem".
                        no chyba ze Panu chodzi tylko o to zeby wszyscy Polacy w liceum i na studiach
                        uczyli sie li tylko rzeczy zwiazanych z ich zawodem. nie uczyli sie jezykow
                        obcych jesli te ni eprzydadza sie w pracy, nie poznawali swojej historii i
                        historii innych bo przeciez nikt za to nie palci. jelsi Pan tak uwaza-Panskie
                        swiete prawo i zrobie wszytsko zeby mogl je Pa w nieskrepowany sposob wyrazac w
                        demokratycznym panstwie prawnym urzezcywistniajacym zasady sprawiedliwosci
                        spolecznej. ale przeciwko takiemu mysleniu stanowczo protestuje!!! LO i studia
                        to nie tylko przedsionek w poczekalni do kariery. to takze a moze przede
                        wszystkim formacja-choc jest to mzoe myslenie troche sprzed wojny. ale szczerze
                        powiem takie szkoly jak te sprzed wojny mi sie marza-przygotowac kulturalnych i
                        etycznych fachowcow.

                        co do survivalu zamiast savoir-vivre'u. ni ewiedze zwiazku. sam jestem mlody i
                        przyznaje ze zycie mlodego czlowieka w kapitalistycznym spoleczentwie
                        dorobkiewiczow czesto jest nie do wytrzymania. pewnie dlatego ze dominuje
                        Frommowski modus miec nad byc. dla Pana to dobrze-Panskie prawo. dla mnie to
                        powod do smutku. pozdrawiam
                        • lmblmb Re: To nie "być" jest dla mas istotne, a "mieć". 14.09.07, 17:07
                          danek84 napisał:

                          >
                          > > Błędem jest przekonanie Polaków że
                          > > to głównie nauka decyduje o sukcesie w życiu.
                          >
                          > a nie uwaza Pan ze nauka jest jednym z czynnikow, ktore obok
                          > ciezkiej pracy, wygranej na loterii genetycznej albo dobremu
                          > wychowaniu deyduja o sukcesie w zyciu?

                          Zdecydowanie. Nie napisałem, że nauka nie jest ważna, a że nie jest
                          _najważniejsza_. W sumie to sam się teraz muszę poprawić i dopowiedzieć że mam
                          na myśli wiedzę (samą teorię), a nie całą edukację. Teorii jest w polskiej
                          szkole za dużo.

                          > miec jest wazniejsze dla mas niz byc-pisze Pan. to dobrze?

                          Nie. Fajnie jest być wśród ludzi inteligentnych. Wiem jednak, że większość ludzi
                          szuka czegoś inego w życiu. Z tłumem nie wygrasz, rozumiesz to chyba.

                          > to dobrze ze mamy cale tabuny ludzi ktorzy nie widza swiata poza
                          > robieniem zakupow i zdobywaniem nowych przedmiotow?

                          Czy ja coś takiego piszę?

                          > pisze Pan ze kierowcy ni ejest potrzebna wiedza o ot jest
                          > mesjanizm. a kto mowie ze jest. zadaniem kierowcy
                          > jest dobrze prowadzic samochod lub autobus. jesli robi to dobrze i
                          > potrafi powiedziec prosze i dziekuje-chwala mu za to!!.
                          > ale nie o kierowcach tutaj mowa prosze Pana. tylko o ludziach z
                          > wyzszym wyksztalceniem, ktorzy wczesniej zaliczyli n aswojej
                          > edukacyjnej drodze przystanek pt.: "liceum
                          > OGOLNOKSZTALCACE".

                          Nie zauważyłeś, że teraz OGÓLNOKSZTAŁCĄCE kończą ludzie z mentalnym poziomem
                          zawodówki? Ekonomiści mówią, że to dobrze, czyli przyzwyczaj się, że Liceum się
                          zdewaluowało. Studia też.

                          > ktorzy oprocz konkretnej i spejalistycznej wiedzy zwiazanej z ich
                          > zawodem beda reprezentowac poziom na tyle wysoki, ze bedzie o nich
                          > mozna powiedziec nie tylko: "oto czlowiek wyksztalcony i bogaty"

                          Zejdź na ziemię. Jakim sposobem chcesz to zrobić w obecnej sytuacji, w której na
                          studia idą ludzie, którzy kiedyś kończyli zawodówkę?

                          Ludzie! Skupcie się na celu, bo nigdy nie osiągniecie bogactwa! Studia nie są od
                          wychowania ludzi!

                          > ale takze "kulturalny z bogatym wnetrzem".

                          Jesteśmy biednym i prymitywnym państwem. Jeśli masz wątpliwości co do tego
                          stwierdzenia, to chętnie pokażę Ci zdjęcia z Polski. Ja też nie wiedziałem jaki
                          syf można w Polsce znaleźć zanim nie zjechałem jej wzdłuż i wszerz. Ad rem, w
                          obecnej sytuacji jeśli mamy się szybko bogacić, a innego wyjścia nie ma -
                          inaczej Polacy uciekną na Zachód, to musimy skupić się na rzeczach
                          najważniejszych. Studia muszą być wydajne, a nie szerokie. Za "być" pracodawca
                          nie zapłaci. Od "być" nie wzrośnie konkurencyjność polskich produktów.

                          Obudź się! Mieszkasz prawie w trzecim świecie! Nie mówię tego w formie obrazy, a
                          stwierdzenia faktu.

                          > nie uczyli sie jezykow obcych jesli te ni eprzydadza sie w pracy,

                          Nie wyobrażam sobie sytuacji w której języki się nie przydają.

                          > ale przeciwko takiemu mysleniu stanowczo protestuje!!! LO i studia
                          > to nie tylko przedsionek w poczekalni do kariery. to takze a moze
                          > przede wszystkim formacja-choc jest to mzoe myslenie troche sprzed
                          > wojny.

                          Też tak myślę.

                          > ale szczerze powiem takie szkoly jak te sprzed wojny mi sie
                          > marza-przygotowac kulturalnych i etycznych fachowcow.

                          Tak, trzech zamiast trzydziestu. To rzeczywiście wydajne.

                          > co do survivalu zamiast savoir-vivre'u. ni ewiedze zwiazku. sam
                          > jestem mlody i przyznaje ze zycie mlodego czlowieka w
                          > kapitalistycznym spoleczentwie dorobkiewiczow czesto jest nie do
                          > wytrzymania. pewnie dlatego ze dominuje Frommowski modus miec nad
                          > byc. dla Pana to dobrze-Panskie prawo. dla mnie to
                          > powod do smutku. pozdrawiam

                          Też przeszedłem survival, i to w wersji ekstremalnej (poza Polską). Rozumiem, co
                          czujesz, tm bardziej że nie masz takiej samej motywacji jak ludzie na zachodzie
                          - widok na wysoką płacę w niewielkiej przyszłości.
                      • danek84 Re: To nie "być" jest dla mas istotne, a "mieć". 13.09.07, 19:22
                        > na pytanie "ktory z POLSKICH pisarzy urodzil sie w Drohobyczu?"
                        > odpowiadaja smiertelnie powaznie FIODOR DOSTOJEWSKI!!!!

                        To straszne ;) Na szczęście ci ludzie w przyszłości zajmą się wymyślaniem nowego
                        typu telewizora i o pani zapomną.

                        po pierwsze nie jestem pania i o tym ze wynalazcy nowego TV o mnie zapomna i
                        emysle i w ogole sie tym nie przejmuje. szczerze powiem to nie widze zwiazku,
                        tudziez o ma piernik do wiatraka? j abede pierwszym prezydentem zjednoczonej
                        Europy i bede pamietac o to jest mesjanizm. mam nadzieje ze do tego czasu moja
                        wiedza na temat literatury, historii, filozofii, sztuki powiekszy sie a nie
                        zmniejszy. ze ilosc jezykow ktorymi wladam wzrosnie a nie zmaleje.
                        • danek84 Re: To nie "być" jest dla mas istotne, a "mieć". 13.09.07, 19:34
                          poprzedni post prosze rozpatrywac w kategoriah nieudanego zartu:)
                          • rs_gazeta_forum Re: To nie "być" jest dla mas istotne, a "mieć". 14.09.07, 16:03
                            danek84 napisał:
                            > poprzedni post prosze rozpatrywac w kategoriah nieudanego zartu:)

                            Przyznam, że to potrzebna informacja :).
          • tomash8 Re: Etam 13.09.07, 11:43
            mageillusionist napisał:

            . Tak, żeby i sami uczniowie mogli wpłynąć na ich listę
            > .
            >

            Ta, u nas polonistka(to był 2003 rok chyba) kiedyś nas spytała jakie książki
            chcielibyśmy mieć jako lektury, to połowa klasy nie potrafiła podać żadnego
            tytułu. W moim LO raczej nie było ludzi nie potrafiących czytać, ale np. w 8
            klasie podstawówki - jak najbardziej. I oczywiście wszyscy zdawali bo to tylko
            problem jest jak ktoś zostanie...
          • badjuk Re: Etam 13.09.07, 22:07
            czytalem, czytalem - najważniejsze jest to czy nadal czytasz.
        • lehoo Re: czy nauczycielka ma prawo używać słowa "ryj"? 19.09.07, 06:49
          Ma, bo tylko w taki sposób ów prymityw zrozumiał, co się do niego mówi. A kiedy
          we wzmiankowanego ryja dostał - zrozumiał jeszcze lepiej.
      • gosiekkk A czy uczen ma prawo mowic TY SUKO 11.09.07, 17:21
        do nauczycielki?...
        Twoje pytanie jest tylko pytankiem retorycznym...
        • onufry.zagloba NIKT nie ma takiego prawa, nie tylko uczen. 12.09.07, 01:21
          I - jak sadze - tu wlasnie kryje sie problem naszej pani: ona sobie
          z racji FUNKCJI spolecznej uzurpuje specjalne prawa, wyobraza sobie
          jakis idealistyczny swiatek szkolny. A szkola jest taka, jakie jest
          i zycie: sa porzadni ludzie/dzieciaki i sa skonczone chamy. I
          dorosly, dojrzaly, odpowiedzialny czlowiek wie jak sie w kontaktach
          z tymi roznymi ludzmi zachowac. Nb. Nie wiem, czy danie w ryj bylo
          najlepszym rozwiazaniem, bo...cham w ten sposob potyczke z kobieta
          wygral. Kobieta, ktora chocby z racji wieku i poziomu wyksztalcenia
          powinna byc od niego o wiele madrzejsza i o wiele sprawniejsza w
          tzw. interakcjach, kontaktach miedzyludzkich. Jasne, powinna
          kategorycznie wskazac, ze chlopak przekroczyl dopuszczalna granice,
          ale walenie w pysk TEZ bylo owej granicy przekroczeniem.
          • kolargolo Jakis debil zrobil Quo Vadis lektura 13.09.07, 10:04
            przeciez to ksiazka bez wartosci, w wielu rankingach uznana za
            najwieksza pomylke komitetu nagrody Nobla.
            • mariuszdd Obwiązkowa literatura,stare to to 13.09.07, 10:30
              Jakby nie było nic nowego.
              Niech nauczycielka szanowna zachwyca się nad powieścią "Czterej pancerni i
              pies" albo "Hans Kloss" he he. Przynajmniej nie jest to takie antyczne.
            • kermitoz86 Re: Jakis debil zrobil Quo Vadis lektura 13.09.07, 13:33
              Sienkiewicz dostał Nobla za całokształt! Tak, za CAłOKSZTAłT TWóRCZOśCI!!!

              NIestety większość ludzi jest niedoucznona... Taki właśnie jest poziom edukacji
              jak widać w powyższym poście!
              • lucasbielenda Re: Jakis debil zrobil Quo Vadis lektura 13.09.07, 13:44
                Kto nie wie za co dostał Nobla zapraszam na stronę towarzystwa :)

                nobelprize.org/nobel_prizes/literature/laureates/1905/
              • lmblmb Po kiego grzyba komuś taka wiedza? 13.09.07, 14:46
                kermitoz86 napisał:

                > Sienkiewicz dostał Nobla za całokształt! Tak, za CAłOKSZTAłT
                > TWóRCZOśCI!!! NIestety większość ludzi jest niedoucznona...
                > Taki właśnie jest poziom edukacji jak widać w powyższym poście!

                Po kiego grzyba komuś takie wiadomości? Lista noblistów do czegoś w życiu się
                przydaje?

                Gdyby Polska była krajem normalnych ludzi, to Sienkiewicz zmarłby w Polsce, nie
                w Szwajcarii. Vevey to ładne miejsce, ale w Polsce też są góry i jeziora.
                • matijaz Re: Po kiego grzyba komuś taka wiedza? 13.09.07, 17:04
                  No widzisz, jesteś żywym dowodem na wzrastający poziom indolencji w
                  społeczeństwie. Sienkiewicz zmarł w 1916, natomiast Polska odzyskała
                  niepodległość w ....?
                • nocny13 Re: Po kiego grzyba komuś taka wiedza? 13.09.07, 17:47
                  I to jest tragiczne. W dzisiejszych czasach wszystko musi byc
                  wycenione i do czegos sie przydawac. A znasz pojecie "dla własnej
                  satysfakcji" No ale za to nie płacą.
                • iggu2 Re: Po kiego grzyba komuś taka wiedza? 21.09.07, 21:16
                  Idą twoim torem rozumowania należałoby program szkolny ograniczyć do
                  umiejętniości pisania i czytania oraz 4 działań artmetycznych. Po
                  co "zaśmiecać" sobie głowę historią, literaturą, na co się komu
                  przyda przy składaniu telewizorów biologia, czy inna niepraktyczna
                  wiedza. Może tobie wystarcza byt najedzonego o obstwionego gadgetami
                  małpoluda. Ja jestem zadowolony, że odebrałem całkiem porządne
                  wykształcenie ogólne i że moi nauczyciele w liceum byli wymagający i
                  przekazali nam dużo więcej niż wymagał program. Tego samego
                  oczekiwałbym w stosunku do mojego dziecka, by było człowiekiem
                  rozumiejącm złożoność tego świata a nie tylko durnym konumentem. Dla
                  porządku nie jestem nauczycielem ale doradcą podatkowym i większość
                  wiedzy zdobytej w LO w mojej obecnej pracy nie ma najmniejszego
                  znaczenia praktycznego.
          • qronos Re: NIKT nie ma takiego prawa, nie tylko uczen. 13.09.07, 10:31
            To o cym piszesz to tzw. wychowanie bezstresowe, a jak wiadomo nie wszyscy je
            popierają, różne za i przeciw. Osobiście nie popieram, i uważam że słusznie zrobiła.
            Gdyby zrobiła mu jedynie pogadankę, to uznał by on że może wszystko i nie
            czekają go żadne konsekwencje, posłuchanie "marudzenia" nauczycielki przez kilka
            minut jest niczym.
            Co uważasz że powinna zrobić, wysłać go do dyrektora?
            Wydaję mi się że masz nieco wyidealizowane wyobrażenie o mocy "reprymendy
            słownej" i wydaje Ci sie że jest ona lekarstwem na wszystko. Rzeczywistość jest
            nieco inna i dość często trzeba użyć innych argumentów.
            Moim zdaniem takie poglądy mają ludzie, którzy nie mieli styczności z podobnymi
            sytuacjami i nie wiedzą dokładnie jak to wygląda, co innego być świadkiem, a co
            innego tylko słyszeć lub czytać o tego typu sytuacjach.
            • nekropedofil Re: NIKT nie ma takiego prawa, nie tylko uczen. 13.09.07, 10:40
              nauka powiązana z bólem zawsze najskuteczniejsza - metodą "kija i marchewki" (od
              natury) dochodziliśmy do dzisiejszego poziomu intelektualnego, i teraz to cofać
              przy pomocy bezstresowego zachowania to głupota.
              oczywiście należy zachować umiar, aby ta metoda nie przeobraziła się w metodę
              "kija i pały", tak szeroko praktykowanej w naszym pięknym, katolickim kraju
              • fla Re: NIKT nie ma takiego prawa, nie tylko uczen. 13.09.07, 13:59
                dobra Nekropedofilu :D powiedzmy, ze masz racje, ale tak czy inaczej nawet psa
                nie wytresujesz jeśli w przerwie pomiędzy czynem, za który chcesz go ukarać, a
                samą karą upływa zbyt wiele czasu, reakcja powinna być błyskawiczna tylko w ten
                sposób pewne zachowania na trwale można skojarzyć z nieprzyjemnym odczuciem
            • onufry.zagloba Wroc do tekstu, prosze! Zauwaz, ze chlopak 13.09.07, 11:20
              po wzieciu w pysk sie zacial, ale ROZPLAKAL SIE NA TEKST O MATCE.
              Maly ma dosc problemow z ojcem alkoholikiem, jego chamstwo moze byc
              wolaniem o pomoc.
              • anvill Re: Wroc do tekstu, prosze! Zauwaz, ze chlopak 13.09.07, 11:45
                Nauczycielka zareagowała jak każdy inny człowiek jest akcja jest
                reakcja - ja ją usprawiedliwiam choć wiadomo że było to niewłaściwe
                zachowanie. Rozumiem ją bo doświadczyłem podobnehj historii jako
                lekarz psychiatra - gdzie wydawało mi się że pacjent się już
                uspokoił po podaniu zastrzyku - lezał spokojnie na łózku ja sie
                nachyliłem i dostałem w twarz zanim pomyślałem walnałem gościa z
                liścia... - są rzeczy nad którymi nie panujesz czasem jest to jak
                odruch kolanowy i tyle.
              • babybelly Re: Wroc do tekstu, prosze! Zauwaz, ze chlopak 13.09.07, 11:46
                Czekałem na ten wpis. Wszyscy skupili się na "ryju", na tym, że go
                uderzyła, powinna, nie powinna itp. Nikt nie skupia się na tym, że
                nauczycielka dotarła w pewnym sensie do źródła problemu (ojciec
                alkoholik itp.), porozmawiała z chłopakiem i jak widać, pomimo że go
                zostawiła na powtarzanie klasy, nadal się jej kłamał.
                Coś zrobiła. Nie poszła po linii najmniejszego oporu i nie przeszła
                nad tym do porządku dziennego. Coś zrobiła.
                Podniósł mnie na duchu pierwszy wpis informatyka, który jednak
                potrafi pisać po polsku, używając interpunkcji, bez błędów itd.
                Też jestem ścisłowcem, pracuję w finansach, mam dużo do czynienia z
                informatyką. Nie potrafię jednak znieść sposobów posługiwania się
                językiem w internecie. Brak interpunkcji, dziwne konstrukcje
                językowe, multum błędów. Do tego dochodzi, jakże modne,
                zaświadczenie o dysleksji i dysgrafii. Mam matkę polonistkę.
                Wyraziła się wprost. Kiedyś, jak ktoś nie potrafił pisać, to szedł
                do zawodówki. Teraz jest dysgrafikiem/dyslektykiem.
                Skąd to się bierze? M.in. z tego, że ludzie nie czytają. Większość
                ludzi jest wzrokowcami (przynajmniej takie mam wrażenie). Gdyby
                przeczytali 10 tys. stron tekstu po polsku, toby wbili sobie w
                głowę, w jaki sposób pisze się na przykład "żółw". Nie czytając, nie
                są w stanie się tego nauczyć.
                To tyle. Napisałbym więcej, ale nie bardzo mam czas.

                Pozdrawiam

                Burek
                • yayoi Re: Wroc do tekstu, prosze! Zauwaz, ze chlopak 13.09.07, 12:39
                  Mylisz się! Są osoby, które NAPRAWDĘ nie nauczą się porządnie pisać.
                  Może i ciężko to sobie wyobrazić komuś, dla kogo czytanie jest
                  sprawą prostą i oczywistą. Ale to DRAMAT dla tych ludzi, którzy nie
                  ze swojej winy (bo to przecież nie ich wina) są uważani za matoły.
                  Oczywiście, choroba nie zwalnia nikogo od ćwiczeń itd., ale to już
                  inna sprawa...
                • polikastra Podpisuję się pod każdym Twoim słowem- 13.09.07, 12:44
                  umysł ścisły otwarty na dobrą literaturę :)
                • concerta Re: Wroc do tekstu, prosze! Zauwaz, ze chlopak 13.09.07, 17:46
                  Oczywiście, masz rację. Zaświadczenie o dyslekcji i dysortografii
                  stało się już w polskiej szkole - dzięki rodzicom, nie nauczycielom -
                  zwolnieniem od myslenia, ćwiczeń, zaglądania do słownika i
                  jakichkolwiek starań. Ale ta "ochrona" obowiązuje tylko w murach
                  szkoły. W dorosłym życiu już gorzej - kto będzie słuchał
                  Kowalskiego, że ten nie napisał raportu, bo ma dyscośtam?
              • fla Re: Wroc do tekstu, prosze! Zauwaz, ze chlopak 13.09.07, 13:49
                Też tak sądzę. Reakcja nauczycielki nie była emocjonalna, uderzyła go dopiero na
                osobnosci. Myślę że skoro zdołała powstrzymać sie przez jakiś czas z
                "wymierzeniem sprawiedliwości" mogla inaczej te sprawę załatwić. Zwłaszcza, ze
                nazwanie jej suka wygląda mi w kontekście pozostałych informacji o tym chłopaku
                na próbę zaimponowania kolegom z klasy
                • danuta49 Dlaczego miała mu pozwolić na takie odzywki! 14.09.07, 20:07
                  Za 1200 na rękę!Ona nie jest od robienia za worek treningowy,również
                  werbalny, dla takiego sku..ela!Niech taki gnój powie przy tobie do
                  twojej zony czy dziewczyny "Ty suko!"!I raczej nie będzie miało
                  znaczenia komu on chciał zaimponować!;-)
            • mr.gif Re: NIKT nie ma takiego prawa, nie tylko uczen. 13.09.07, 11:36
              qronos napisał:

              > To o cym piszesz to tzw. wychowanie bezstresowe
              Nie, to nie jest wychowanie bezstresowe, sprowadzasz świat do poziomu czarno-białych relacji czyli "nudna pogadanka/bezstresowe wychowanie" vs. "w ryj/porządek i spokój"
              Między spoliczkowaniem, a krzykiem "co ty sobie myślisz" jest cały wachlarz zachowań.

              PS. uczniów z pogranicza analfabetyzmu w 2-3 gimnazjum uczyłem już kilku. Żadnego nie uderzyłem, żaden nie zwrócił się do mnie bezpośrednio słowem wulgarnym (za plecami to nie wiem :-) )
          • golem_t Re: NIKT nie ma takiego prawa, nie tylko uczen. 13.09.07, 10:58
            Waść zakładasz, że masz sprawę z rozumnym człowiekiem może nawet szlachcicem,
            który akceptuje samą siłę argumentów mu zadanych. A toć zwykły cham, którego
            najpierw jak imć Kmicic Akbah-Ułana za twarz wziąć trzeba i nie puszczać aż
            "bagadyr" wołać pocznie. Dopiero potem litość okazać można i do perswazyji
            słownej przejść.
            A tak już całkiem poważnie - to nic nowego zawsze w szkole zdarzali się
            uczniowie, których najpierw trzeba było "stuknąć" a potem dopiero zacząć
            wychowywać. Bo tylko takie traktowanie do nich docierało.
            • onufry.zagloba Nie golem - ja po prostu czytam! 13.09.07, 11:27
              Zobacz co sie dzieje: chlopak bierze w pysk (zapewne i slusznie -
              niech sie uczy, ze do kobiety tylko z kwiatem) i sie zacina, ale
              rozkleja sie na tekst o swojej matce, wziety na uczucia. Ta - wg
              mnie okropna nauczycielka - przelamala jednak skorupe tego chlopaka,
              otwarla okienko do jego jazni, moze i duszy (jesli ta istnieje). To
              ogromny sukces i szkoda, ze nie poszla dalej - tego chlopca mozna
              ocalic, a jego chamstwo i agresja ma najwyrazniej podloze
              psychologiczne przez ojca-pijaka, takie rozpaczliwe udawanie
              twardziela - wyczuwasz, o co mi tu chodzi? Musiales miec kiedys
              podobnych kolegow - ja mialem.
              W ostatnim zgoda: nic sie nie stalo. Wzial po mordzie od kobiety,
              ale ja bym nie uderzyl - czulbym, ze smarkaty prowokator wygral.
          • pynky Re: NIKT nie ma takiego prawa, nie tylko uczen. 13.09.07, 12:24
            muszę się nie zgodzić, bo porównujesz zachowanie w szkole do zachowań poza
            szkołą, w świecie realnym - poza szkołą zawsze masz jakieś wyjście( nie musisz
            dawać w ryj aby odreagować lub pokazać wyższość) - a w szkole wszystkie drzwi
            masz zamknięte - ze szkoły bydlaka nie wyrzucisz, bo przymus szkolny,
            sprawowanie i tak ma niskie juz. Jedynki nie wstawisz na koniec, bo pomijając
            tekst, co nie było jeszcze wspomniane w tekście, musisz napisać program
            naprawczy dla takiego bydła - a co napiszesz jak bydle nie chodzi na lekcjie w
            60%, ze ma problemy z błędnikiem? i należy spróbować iść do lekarza?
            więc co zaproponujesz jeżeli w PL obowiązku szkolnemu poddawane są wszystkie
            jednostki "takie jakie jest życie"
            to co ma robić nauczyciel,który w zasadzie może tylko mowić do ściany na lekcji,
            jak trafi na jakiegoś chama?
            ps nie jestem nauczycielem:)
          • thyson Re: NIKT nie ma takiego prawa, nie tylko uczen. 13.09.07, 13:15
            Chyba troszke pogubiles sie w argumentacji kolego. Nie wydaje mi sie aby w zyciu codziennym obowiazywal Regulamin Praw i Obowiazkow Ucznia. Brudów dnia codziennego nie powinno sie przenosic do murow szkolnych. Tak to w Zakładzie Karnym jest choc i tam mowia cos o resocjalizacji. Radze przemyslec pewne kwestie.
      • kotowatezlodzi Re: czy nauczycielka ma prawo używać słowa "ryj"? 12.09.07, 15:29
        "trzasnęłam w ryja" - napisała krewka i agresywna polonistka. Prawidłowo nie
        będzie : trzasnęłam w ryj ?
        • kotowatezlodzi Re: czy nauczycielka ma prawo używać słowa "ryj"? 12.09.07, 15:34
          W sumie taka polonistka, która nie potrafi się poprawnie wysłowić, nie powinna
          uczyć i wymagać a tym bardziej "trzaskać w ryja".
          • jpy1 Re: czy nauczycielka ma prawo używać słowa "ryj"? 13.09.07, 10:41
            Zastanawiające jest że czepiasz się jakiegoś duperela, a nie faktu
            że gó..arz nazwał nauczycielkę suką.
            Swoją drogą rośnie nam bezmózgowie. I to jest przerażające.
        • alaluk Re: czy nauczycielka ma prawo używać słowa "ryj"? 12.09.07, 18:25
          Polonistka prawidłowo użyła zwrotu "trzasnąc w ryja". Taki zwrot
          funkcjonuje w języku polskim. Nie mówi się "trzasnąć w ryj".
          A swoją drogą, dawne metody kija i marchewki były o wiele
          skuteczniejsze od dzisiejszego "wychowania bez kompleksów". Jaka
          szkoła jest lepsza, taka w której nauczyciel boi się ucznia, w
          której uczniowie gwałcą koleżanki, a belfrom zakładają kosze na
          głowę; czy taka, w której jest ład, szacunek i WZAJEMNA grzeczność?
          • nekropedofil Re: czy nauczycielka ma prawo używać słowa "ryj"? 13.09.07, 10:42
            zdefiniuj "lepsza"
            • skaflok Re: czy nauczycielka ma prawo używać słowa "ryj"? 14.09.07, 09:01
              lepszy - stopien wyzszy od slowa dobry.
              :P
        • anika1983 Re: czy nauczycielka ma prawo używać słowa "ryj"? 13.09.07, 11:07
          A może wy wielce zawsze wszystko wiedzący przeczytacie, że artykuł
          nie jest napisany przez panią polonistkę, a przez dziennikarkę?
          Swoją drogą z czasów liceum najlepiej (a czasami prawie tylko)
          wpominam najbardzije wymagającego nauczyciela, który w metodyczny,
          wymagający sposób wpoił nam pewną wiedzę, której w żaden inny sposób
          nie chciałoby by mi sie wchłonąć (historia).
          Mimo, iż kończyłam liceum ledwie parę lat temu czytając ten tekst
          jestem przerażona. Jestem matką przedszkolaka i na myśl o pójściu
          przez niego do szkoły jestem przerażona.
          P.S. Byłam w kalsie matematyczno-informatycznej
          • lucusia3 Re: czy nauczycielka ma prawo używać słowa "ryj"? 13.09.07, 11:58
            Ja tu tez podejrzewam jakąs dziennikarkę, bo mam dziecko w liceum i zasadniczo nie zgadzam sie z wiekszościa tego co w liście napisane.
            Po pierwsze - widze tu pewna niespójność; zamkną klase gdy jest poniżej 20 osób, a jednocześnie jest ich 34, czyżby pani chciała usadzic 15 osób? Gdy tak, to nie świadczy źle o dzieciach, tylko o niej, chyba, że uczy w szkole specjalnej i się nie zorientowała jaki to rodzaj szkoły.
            Po drugie, 200 stron dzienni przeczytać to można, gdy sie lezy na kanapie, ktos podtyka jedzonko i absolutnie nic sie nie ma do roboty. Dziecko w liceum siedzi w szkole mniej więcej od 8 (a często przed) do 15-16. Potem dojazd do domu - 1 godzina, obiad - pół godziny, szkoła językowa, sport,itp. - z dojazdem 3 godziny, odrobic lekcje 3-4 godziny - zostaje 7-8 godzin na mycie się, jedzenie śniadania i kolacji, korzystanie z internetu, ogladanie telewizji, wyjścia do teatru i sen. W weekendy trzeba odwiedzić dziadków, wyjśc z rodzicami, spotkać się z kolegami - bez rozwijania umiejetności społecznych dziecku nic nie pomoże znajomość "Nie- boskiej komedii" w budowaniu udanego życia.
            No to niech łaskawa pani pokaże to parę godzin na 200 stron dziennie.
            To nie młodzież jest nienormalna, zła i wykolejona - tacy sa ludzie, ktorzy dodają kolejne absolutnie niepotrzebne rzeczy do programu nauczania. Nikt nie uczy podstaw, tylko tysiecy szczegółów, ktore w każdej chwili ozna sprawdzić w internecie czy encyklopedii.
            Najlepszym przykładem jest tu wypowiedż pani od listu - dzieciaki nie zrozumialy, że Herbert to nie literatura antyczna. Zgadzam się, że może nie były to szczególnie bystre jednostki, ale wina lezy tylko i wyłącznie po stronie nauczycielki. Ktoś w podstawówce zbudował dzieciom wzór jak porządkowac sobie wiedzę, a pani, bez wskazania innego takiego wzoru, coś tam sobie powrzucała, zdrowo mieszając. To świadczy, dla mnie, o ogromnej niekompetencji tej osoby. U doskonałych nauczycieli, nawet bardzo wymagających jest bardzo niewielu oblewajacych i niedouczonych.
            Kolejnym dowodem na umiarkowane kompetencje nauczycielki, dla mnie jest przykład, jak ta pani sprawdza znajomośc treści: co kto gdzie powiedział itp. Bardzo ciekawa jestem, czy ona po latach nauczania treści tych samych lektur napisałaby podobny test przygotowany przez koleżankę z innej szkoły. Obawiam się. Skąd jest na przykład taki tekst:
            "Nastała noc burzliwa, pełna krzyków(...)".
            A co do luksusowej Malopolski - moje dziecko chodzi na najlepszego liceum w Malopolsce, ma w klasie prawie 40 osób, a dzielenie na grupy jest tylko przy językach, moz ejeszcze będzie dzielona informatyka. Super małe grupy, a olimpijczyków z tej szkoły jest co roku na pęczki. Nie pisza jednak testów, co kto powiedział i w co był ubrany.
            • ziutap1 Re: czy nauczycielka ma prawo używać słowa "ryj"? 13.09.07, 13:37
              Niestety nie mogę się zgodzić, chociaż często sie na tym forum
              zgadzamy. 200 stron dziennie x 10 miesięcy po średnio 30 dni = 60
              tysięcy stron, a to przy objętości średnio 300 stron/lekturę daje
              ok. dwieście lektur rocznie. Z całym szacunkiem bogactwo literatury
              polskiej, uwzględniając nawet zaginionego "Mesjasza" Schultza, nie
              jest w stanie zapełnić tak obszernej listy lektur. Podejrzewam, że
              nawet studiujący poloniści nie mają ich aż tyle. A z tego co
              pamiętam ze swojej szkolnej praktyki lista lektur mieściła się
              zazwyczaj na 2-3 stronach w zeszycie, a "Nasza Szkapa" zajmowała
              całą linijkę.
            • lobo13 Twoja wypowiedź zakrawa na śmieszność 13.09.07, 14:06
              Przede wszystkim dlatego, że wina za całościowy obraz sytuacji według ciebie powinna przejść na nauczyciela. To nie ważne, że dzieciaki w domach rządzą rodzicami. To nie ważne, że w dzisiejszych czasach dla dzieci bardziej liczy się telefon niż książka. To nie ważne, że nauczyciele są ewidentnie olewani przez uczniów i nie mają żadnego autorytetu.
              A co ma zrobić nauczyciel, od którego wymaga się realizacji absurdalnego programu? W jaki sposób zmusić rzesze małolatów, które analfabetyzm (w sensie nawyku czytania książek) wyniosły z domu? Co ma zrobić nauczyciel, który ma świadomość braku możliwości realizacji planu lektur? Z jednej strony, dla świętego spokoju może udawać, że program jest realizowany i z czystym sumieniem bądź nie, przykładać się do jeszcze większego zakorzenienia obłudy, prowizorki i kombinatorstwa wśród młodych ludzi. Z drugiej strony, może konsekwentnie realizować program i usadzać połowę klasy za nieprzeczytane lektury.
              Wypisywanie, że nauczyciel jest cienki bo chce usadzić połowę klasy to absurd i kompletny brak zrozumienia realiów. A nie przyszło ci do głowy, że sytuacja, w której połowa klasy nie potrafi czytać ze zrozumieniem to rzeczywistość? I uważasz, że ta połowa klasy zasługuje na promocję, bo nauczyciel (w liceum!!!) nie nauczył ich czytać, tak?
              W dzisiejszych czasach nauczyciele nie mają nic do powiedzenia. W szkołach podstawowych połowa dzieci ma załatwione przez rodziców zaświadczenia o dysleksji lub ADHD. Jak dziecko ma problem z ortografią, rodzice zamiast ćwiczyć z dzieciakami, lecą do znajomych lekarzy i dostają świstki zwalniające dzieci z zajęć, które je przerastają. Gdy taki dzieciak idzie do liceum, ma już wykształcony odruch ucieczki przed wyzwaniami i obowiązkami. I jak tutaj można obwiniać nauczycieli??? Kompletnie tego nie rozumiem.
              W dzisiejszych czasach mamy do czynienia z osobliwym paradoksem. Niby rodzice są podstawowymi wzorcami dla dzieci, to oni teoretycznie mają największy wpływ na światopogląd swoich dzieci. Ale jeżeli dochodzi do debaty publicznej uderzającej w zdolności intelektualne dzieciaków, pierwszymi winnymi są nauczyciele. Pamiętacie tę akcję, gdy młoda dziewczyna popełniła samobójstwo, bo dwóch łebków rozebrało ją na oczach klasy i nagrało to na telefon? Cała z.a.s.r.a.n.a debata publiczna sprowadziła się do pytania "gdzie wtedy był nauczyciel?". A ja pytam, gdzie do kuwy nędzy są rodzice tych dzieciaków, którzy tak ich wychowali??? Dlaczego nikt nie krytykował rodziców tych chłopaków, którzy bez krępacji twierdzili, że ich synowie nie zrobili nic złego???

              To jest temat rzeka. Nauczyciel po prostu ukazał brzydką mordę odartą z ładnego makijażu. Potwierdził, że dzisiejsza młodzież jest w coraz większym stopniu skażona indolencją umysłową. To samo z programem nauczania. Ludzie jednak wolą nie nurkować zbyt głęboko w ten temat, bo mogą okryć niemiłą prawdę, z którą trzeba będzie coś zrobić. Więc lepiej żyć w spokoju, leczyć się kłamstewkami i wymówkami, całą odpowiedzialność w edukacji dziecka zrzucić na szkołę, a dla świętego spokoju wysłać na angielski 2 razy w tygodniu. Tymczasem politycy mogą bić swoją pianę polityczną zmuszając nauczycieli do szerzenia propagandy katolickiej. Wszyscy są szczęśliwi, a nam rośnie pokolenie idiotów.
              • lucusia3 Re: Twoja wypowiedź zakrawa na śmieszność 13.09.07, 15:07
                Jeżeli nikt nie nauczył czytac dzieciaków w podstawówce to winien jest ten właśnie "nikt", który miał wtedy taki obowiązek. Gdybym miała sama uczyc dzieci czytać, liczyć, poznawac przyrodę i geografie, to nie zatrudniano by nauczycieli. Zatrudniam kogoś, gdy chce, by coś dla mnie wykonał. Tak samo dentystę, krawca, kierowcę taksówki, jak i nauczyciela. Gdy zachowuję się w sposob go obrażający - ja lub moje dziecko - ma prawo nie wykonywać tej usługi. Może dla mnie nie pracować. Jednoczesnie chyba nikt sobie nie wyobraża, że będzie musiał sobie leczyc u dentysty zęby sam, bo wcześniej nikt go nie nauczył dbałosci o higiene jamy ustnej.
                Zgadzam sie, że są straszliwie zaniedbane dzieci, sa źle zachowujące się, więc nie każdy potrafi zapanować nad taka grupą. Ja nie potrafiłabym, więc nie jestem nauczycielem.
                Jest jednak naprawdę dużo normalnych dzieci, mówiących "dzień dobry", "przepraszam" i "dziękuję" a nie "w ryj" itp. Mam, zupełnie subiektywne, oczywiście, wrażenie, że takich jest wiekszość.
                Zreszta mamy cos takiego jak testy gimnazjalne i tam badany jest poziom wiedzy i umiejetnosci dzieci. Gdy liceum przyjmuje dzieci, ktore w testach dostaje po 10 punktów, to chyba nie spodziewa sie wyjatkowo wyedukowanych uczniów. Tu wystrczy - jak w wiekszości niezłych liceow postawić barierę. Zniknie problem z niepismiennymi licealistami. Niech te dzieci idą przyuczyć sie zawodu, a nauczyciele będa mogli wykonywać uczciwie swoję pracę. Tylko dla wielu wtedy skończy sie wymówka, dlaczego ich uczniowie nic nie rozumieją i mają same pały. Nie wszystkie dzieci są tak byste, by odczytywanie podręcznika na lekcji (a niekiedy i w domu, bo na lekcji pan/pani odpytuje tylko z poprzednio przeczytanego rodziału) pozwoliłoby im zgłębić bardziej skomplikowane tematy.
                A na marginesie lobo13 nie dopatrzył, że okazało się tylko, że chłopcy pociągneli dziewczyne za spodnie (a nie gwałcili) - zreszta nie ci aresztowani, a próby samobójcze miała juz wcześniej. Jak można podejrzewać nie ze względu na kolegów, ale na rodzinę.
                • shevandell Re: Twoja wypowiedź zakrawa na śmieszność 13.09.07, 15:16
                  Moi rodzice sami nauczyli mnie czytac, kiedy mialam chyba 4 lata, a
                  oboje pracowali... Podobnie wiekszosc moich znajomych umiala juz
                  czytac na dlugo (OK, relatywnie dlugo w przypadku szesciolatkow)
                  przed pojsciem do zerowki. To naprawde nie jest zadna wielka robota,
                  do ktorej trzeba zatrudniac specjalnych ludzi. A poza tym chyba to
                  przyjemnosc, spedzac czas uczac wlasne dziecko?
                  • bussie Re: Twoja wypowiedź zakrawa na śmieszność 13.09.07, 17:09
                    O właśnie. Ja, co prawda, nie mam zielonego pojęcia, w którym
                    momencie nauczyłam się czytać, ale wydaje mi się, że podstawy
                    wyniosłam z domu. Więcej, uważam, że na wybór kierunku moich studiów
                    znaczący wpływ miało to, że na półce stało kilka książęk, które
                    miały najładniejsze, najbardziej kolorowe obrazki ze wszystkich
                    książek w domu (Album o malarstwie Hansa Memlinga).
                    Zrzucanie całej odpowiedzialności na szkołę jest niedojrzałe.
                    Przecież czytam moim dzieciom, więc przy mnie poznają nowe słowa,
                    postawy, wartości. Kim będziemy bez ciekawości świata? Jeśli
                    dzieciaki nie chcą się uczyć to znaczy że ktoś im powiedział że w
                    szkole nie ma nic ciekawego.
                • rs_gazeta_forum Re: Twoja wypowiedź zakrawa na śmieszność 14.09.07, 16:22
                  lucusia3 napisała:
                  > Jeżeli nikt nie nauczył czytac dzieciaków w podstawówce to winien
                  > jest ten właśnie "nikt", który miał wtedy taki obowiązek. Gdybym
                  > miała sama uczyc dzieci czytać, liczyć, poznawac przyrodę i
                  > geografie, to nie zatrudniano by nauczycieli.
                  > Zatrudniam kogoś, gdy chce, by coś dla mnie wykonał. Tak samo
                  > dentystę, krawca, ...

                  Trudno mi tu w skrócie polemizować z tym zdaniem, ale bardzo głęboko upośledzasz
                  samą siebie i własne dzieci, jeśli traktujesz szkołę jako miejsce, gdzie pozna i
                  nauczy się wszystkiego, a pracę nad dziećmi porónujesz do prowadzenia taksówki
                  czy szycia ubrań.
                  W szczególności mogę wyobrazić sobie automat szyjący ubranie czy automatyczną
                  taksówkę, nie mogę natomiast wyobrazić sobie procesu nauczania ograniczonego do
                  uczenia przez maszyny i bez kontaktu indywidualnego. Ja na szczęście miałem
                  rodziców, którzy potrafili mnie indywidualnie wspomóc w domu, gdzie w
                  rzeczywistości uczyłem się czytać, bo w szkole mogłem co najwyżej poznać zasady
                  czytania. A same zasady bez indywidualnej pracy domowej to prawie tyle, co nic,
                  o czym zresztą jest artykuł, przy którym wypowiadamy te opinie.
              • floo77 nie zgwałcili,ale symulowali gwałt - fajnie? 14.09.07, 22:53
                fajnie? tez tak się bawisz? zastanów się nad tym co piszesz. To, że
                dziewczyna popełniła samobójstwo zwróciło uwagę na takie zachowania
                tych dziaciaków. Może miała problemy w domu, ale dokuczanie przez
                chłopaków naładowanych hormonami też ją musiało dobijać - zero
                wsparcia zewsząd.
                Pod moimi oknami przez wakacje, a i teraz jest stado dziaciaków w
                wieku gimnazjalnym. Zaczepiają dorosłych ludzi, potrafią rzucić
                starej kobiecie w twarz "ty k..." i gdzie są ich rodzice? Pewnie na
                Forum, na nauczycieli. Czekam aż coś się stanie i wtedy będzie
                głośno i rodzice będa płakać przed kamerami - mój syn/córka tego nie
                zrobili. Ja zareagowałam raz, ale nie wiem czy zrobię to jeszcze, bo
                te "dzieci", mimo że mniejsze ode mnie mają spojrzenie ludzi bez
                zasad. Gdzie są ich rodzice??????

                W ogóle podziwiam nauczycieli, że jednak im się chce uczyć - bo przy
                takich postawach roszczeniowych rodziców i opiniach, że nauczyciel
                nic nie robi odechciewa się wszystkiego, lepiej chyba pracować na
                kasie w biedronce, tam są chyba tylko czasem niezrównoważeni
                klienci. W sumie nie winię dzieciaków, ale rodziców, którzy wypisują
                takie dyrdymały tutaj - płacę wymagam, nauczyciel jak krawiec - ale
                dziecko to kucze nie materiał czy przedmiot, a jeśli jakiś rodzic
                tak uważa,m to powinien po urodzeniu od razu oddać dzieciaka.
                • rs_gazeta_forum Re: nie zgwałcili,ale symulowali gwałt - fajnie? 15.09.07, 08:23
                  Dodam, że lucusia dość mizernie rozumie pojęcie gwałtu. Bo gwałt to przede
                  wszystkim upokorzenie osoby bezbronnej - i nie jest istotne, czy dochodzi przy
                  tym do bezpośrednich czynności seksualnych, czy jest to "tylko" ściągnięcie
                  przemocą ofierze spodni przy rówieśnikach i symulowanie stosunku. Ba, nawet nie
                  musi tu być w ogóle elementów seksualnych, choć na tym polu gwałt jest
                  najłatwiejszy.
            • floo77 lol i pewnie jeszcze podcierasz dzieciakowi tyłek 14.09.07, 23:07
              > Najlepszym przykładem jest tu wypowiedż pani od listu - dzieciaki
              nie zrozumial
              > y, że Herbert to nie literatura antyczna. Zgadzam się, że może nie
              były to szcz
              > ególnie bystre jednostki, ale wina lezy tylko i wyłącznie po
              stronie nauczyciel
              > ki. Ktoś w podstawówce zbudował dzieciom wzór jak porządkowac
              sobie wiedzę<<<<<<<<

              Najpierw piszesz, że to nie były bystre jednostki, a potem, że to
              wina nauczycieli. No halo... dziecko ma myśleć - nauczyciel chce,
              żeby nie było nudno, że jakaś tam mitologia cały czas jest obecna
              np. we współczesnych wierszach i mówi o tym dzieciakowi, ale do
              dzieciaka to nie dociera - dlaczego? Nauczyciel winny - zbyt proste
              wytłumaczenie.
              Krzywdzisz dziecko, pisząc, że winni są nauczyciele - co prawda,
              najpierw wskazujesz na tych, którzy układją programy nauczania, ale
              potem skupiasz się na nauczycielach. Moim zdaniem krzywdzisz
              dzieciaka, wkładając mu poręczną wymówkę w usta - to przez
              nauczycieli. Potem też winni będą inni, np. dzieciak zrobi komuś
              krzywdę i powie "bo ona mnie prowokowała", tak?

              W artykule jest postulat - nie każdy musi miec maturę, nie każdy
              musi uczyć się w liceum.

              Nie lubię jak winę zwala się na kogoś... ciekawe jak Ty
              poprowadziłabyś lekcje, gdyby klasa po raz kolejny ni e
              przeczytałalektury - czy to wina nauczyciela? Jak dyskutować i
              poprowadzić fajnie lekcję, jeśli nikt nie wie o co chodziło w tej
              lekturze. A co byś zrobiła, gdyby dzieciak - zadowolony z siebie,
              chciał Ci udowdnić, że mylisz się, że w książce było inaczej, a
              poproszony o wskazanie fragmentu przeczytałby fragment streszczenia -
              nie kryjąc się z tym. Bezczelność czy porażająca głupota, czy
              naiwność nakazująca wierzyć w słowo pisane, zwłaszcza pisane w
              streszczeniach.
              Życzę, żebyś kiedyś znalazła się w takich sytuacjach:
              - rozbawieni, agresywni gimnazjaliści, którzy nagle pod wpływem
              zabawy przekraczają granicę żartu
              - udowadniający, że się mylisz licealiści, cytujący coś z bryka
              - 34 osobowa grupa, która nie przeczytała lektury, więc nie za
              bardzo jest zainteresowana lekcją, a Ty musisz ją przeprowadzić.

              Czy wtedy też zrzucisz winę na nauczyciela? Teraz to będziesz Ty...
      • kolargolo powinna powiedziec "tępy ryj" 13.09.07, 10:02
        byloby zgodne z rzeczywistoscia.
      • jazzee Re: 13.09.07, 11:52
        > czy nauczycielka ma prawo używać słowa "ryj"?

        Jasne. W gębę parobka, a nie sie bratać ze swołoczą ;)
    • paskudek1 Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 11.09.07, 09:45
      niestety ten list to cała prawda i tylko prawda. Uczniowie po prostu przestali miec obowiązki. POza jednym - szkolnym. Ale ten oznacza dla nich tylko i wyłącznie chodzenie do szkoły. Uczenie się? Jakie uczenie się? Nikt nigdy im nie wpoił, że szkoła to dla nich tak, jak praca dla dorosłego. Że nie ma prawa bumelować, a polecenie nauczyciela to jak polecenie szefa - nie mjozna nie wykonać. Oni maja same prawa, nawet do tego żeby zwymyślac naucyzciela, pobić, nawet zabić. Dopiero jak zabije jest poważna afera, bo wszelkie pobicia sa tuszowane.
      Jednym z najbardziej demoralizujących młodzież praw to to o samodzielnie wypisywanych zwolnieniach z lekcji, kiedy skończy te nieszczęsne 18 lat. Niby taki pełnoletni a odpowiedzialności za grosz. Dorosły człowieka odpowiada za własne czyny, uczeń - NIGDY. A jeżeli znajdzie się nauczyciel, który CHCE cos zrobić, dyrektor który CHCE zaprowadzić dyscyplinę - szkoda gadać. "Zero tolerancji" Giertycha to pic na wodę i fotomontaż dopóki nie da sie nauczycielowai REALNEGO prawa do karania uczniów.
      Współczuję nauczycielce, współczuję wszystkim którzy pracuja z młodzieżą, bo oni w 90% sa teraz rozwydrzeni. Sama miałam kilka takich chgwil, kiedy miałam ogromną chęć strzelić gnoja w ryj az zatrzeszczy. Na szczęście ja nie mam zajęć dydaktycznych...
      • verdana Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 11.09.07, 14:12
        A ja współczuje uczniom... Nauczycielka, ktora biada, ze uczniowie
        nie czytaja wiecej, niż 50 stron dziennie (a ona czytała 200)
        zapomina o drobiazgu - uczniowie nie uczą się tylko polskiego, maja
        ponadto 12-14 innych przedmiotów. Przyjmujac nawet optymistycznie,
        ze te 50 stron to pół godziny, pomnózmy czas , ktorego nauczyciel
        wymaga na poswiecenie swojemu przedmiotowi przez ilość przedmiotów -
        je przez 10 przedmiotów (z wf-u jeszcze nie zadaja). Wychodzi 5
        godzin dziennie.
        czyli - 7 godzin lekcji+ 5 godzin odrabiania lekcji + zazwyczaj 1
        godzina zajęć dodatkowych, + dojazdy 1 godz = 14,5. Plus 8 godzin
        snu= 22,5. Na posiłki, toaletę, telewizje, spotkaniaz przyjaciółmi,
        lekture własną, a nie zaleconą, spacer pozostaje 1,5 godziny. I ja
        się nie dziwię, ze ludzie, od ktorych wymaga się za dużo, przestaja
        robic cokolwiek. rzeby pekli, z czegoś musza zrezygnować, cos musza
        zawalić.
        Nigdy, począwszy od KEN programy nie byly tak przeładowane, a
        podreczniki tak grube.
        Żeby nie bylo - ukończyłam szkołę bardzo dawno temu, już wtedy
        program licealny był horrorem nie do opanowania przez kogos, kto
        miał poza szkołą jeszcze inne zainteresowania. Nawet moje dzieci
        ukonczyły już szkołę - szczęśliwie nie próbujac wypełnic wszystkich
        jej zaleceń. dzieki temu pozostały ludźmi kulturalnymi, majacymi
        czas na czytanie literatury spoza kanonu.
        • no-s Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 11.09.07, 17:28

          Pani kompletnie nie zrozumiała intencji wypowiedzi. Nauczycielka nie
          biada tylko stwierdza fakty. A za to, że Pani dzieci nie miały czasu
          na swoje pasje, proszę nie winić nauczyciela, ani szkoły, tylko
          ministerstwo, które pisze podstawę programową, a nauczyciel ma
          obowiązek ją zrealizować inaczej uczeń może zakwestionować wszystko,
          a nauczyciel traci pracę.Dzisiejsza szkoła to stres przede wszystkim
          dla nauczyciela, szczególnie polonisty, bo wszyscy zdają maturę z
          tego przedmiotu, a rozlicza się głównie nauczyciela.


          verdana napisała:

          > A ja współczuje uczniom... Nauczycielka, ktora biada, ze uczniowie
          > nie czytaja wiecej, niż 50 stron dziennie (a ona czytała 200)
          > zapomina o drobiazgu - uczniowie nie uczą się tylko polskiego,
          maja
          > ponadto 12-14 innych przedmiotów. Przyjmujac nawet optymistycznie,
          > ze te 50 stron to pół godziny, pomnózmy czas , ktorego nauczyciel
          > wymaga na poswiecenie swojemu przedmiotowi przez ilość przedmiotów
          -
          > je przez 10 przedmiotów (z wf-u jeszcze nie zadaja). Wychodzi 5
          > godzin dziennie.
          > czyli - 7 godzin lekcji+ 5 godzin odrabiania lekcji + zazwyczaj 1
          > godzina zajęć dodatkowych, + dojazdy 1 godz = 14,5. Plus 8 godzin
          > snu= 22,5. Na posiłki, toaletę, telewizje, spotkaniaz
          przyjaciółmi,
          > lekture własną, a nie zaleconą, spacer pozostaje 1,5 godziny. I ja
          > się nie dziwię, ze ludzie, od ktorych wymaga się za dużo,
          przestaja
          > robic cokolwiek. rzeby pekli, z czegoś musza zrezygnować, cos
          musza
          > zawalić.
          > Nigdy, począwszy od KEN programy nie byly tak przeładowane, a
          > podreczniki tak grube.
          > Żeby nie bylo - ukończyłam szkołę bardzo dawno temu, już wtedy
          > program licealny był horrorem nie do opanowania przez kogos, kto
          > miał poza szkołą jeszcze inne zainteresowania. Nawet moje dzieci
          > ukonczyły już szkołę - szczęśliwie nie próbujac wypełnic
          wszystkich
          > jej zaleceń. dzieki temu pozostały ludźmi kulturalnymi, majacymi
          > czas na czytanie literatury spoza kanonu.

        • paskudek1 Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 12.09.07, 10:07
          chwileczkę, kiedys tez uczeń miał WSZYSTKIE przedmioty nie tylko polski. I każdy nauczyciel uważał, że JEGO przedmit jest najważniejszy i tyle. Poza tym problem nie lezy li i jedynie w braku czasu i przeładowanym programie nauczania ale własnie w postawie uczniów którzy uważają, że "im sie WSZYSYKO należy". Dopuszczający za nicnierobienie też. Łaskę robia że chodzą do szkoły, a fakt że sie czegokolwiek nauczą to już wogóle szczyt marzeń każdego nauczyciela. Nie potrafia przełożyc obowiązku szkolnegoi na obowiązek przysfajania wiedzy, kultura osobista to dla nich często pojęcie słownikowe, a najlepiej sie czują kiedy nauczyciel zrobi wszystko za nich, poda gotowe wypowiedzi i podtawi dopuszczjący na odwal się. Im sie nawet nie chce MYŚLEĆ.
          • thalikano Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 12.09.07, 10:53
            Moim zdaniem problem zaczyna się w domu, od wychowania przez rodziców. Po
            pierwsze teraz rodzice najczęściej nie mają dla dzieci czasu, albo z musu albo
            (o zgrozo) z wyboru. Zrzucają funkcję wychowawczą na szkołę, ale jak ma się to
            odbywać w 30-kilku osobowej klasie????? Dzieci nnie mają z kogo brać przykładu,
            to rodzice najczęściej nie potrafią wychować ich na kulturalnych ludzi, bo sami
            wcześniej olewali wszystko i taką postawę przekazują potomnym!
            • flamengista wychowanie przez rodziców - jest jeszcze gorzej! 13.09.07, 12:24
              To nawet nie o brak wychowania przez rodziców chodzi, choć to też jest problem.

              Ja dostrzegam niestety coraz częściej u moich studentów niesamowitą wręcz,
              niczym nie uzasadnioną pewność siebie i poczucie własnej wartości. Oczywiście,
              to bardzo fajne jak ktoś jest pracowity i utalentowany - wtedy sukces murowany.

              Ale problem polega na tym, że rodzice wmawiają dzieciom - jesteś najlepszy. A
              jeśli ktoś sądzi inaczej i daje ci złą ocenę - np. nauczyciel w szkole - to nie
              ma on racji, jest fatalnym pedagogiem i nie poznał się na twoim talencie.

              Rośnie nam pokolenie strasznych leni, egoistów, piekielnie z siebie
              zadowolonych. Oblejesz takiego na egzaminie czy zaliczeniu - skandal. Przecież
              on NIE MÓGŁ NIE ZDAĆ! Nie on, to musi być jakaś pomyłka.
              • panismok Re: wychowanie przez rodziców - jest jeszcze gorz 14.09.07, 06:28
                Podobne podejście miało wielu moich kolegów na studiach - zresztą dziennych i
                "państwowych". Skoro się na nie dostali, niechybnie są już elita intelektualną...
                Jeden z naszych wykładowców wymagał napisania referatu z historii najnowszej.
                Podawał do wyboru dużo ciekawych tematów, ale prace oceniał bardzo surowo.
                Wychodził z założenia, że poza spójnością wywodu, logiczną argumentacją i
                konstrukcją pracy liczy się też poprawność - gramatyczna, stylistyczna...
                Na moim roku 12 (z 80) osób otrzymało referaty z powrotem do poprawki . Każdy
                kolejny rocznik miał u pana doktora wynik wyższy...
                Czasem nawet ponad połowa prac była zwracana - oczywiście znaczyło to, że
                wykładowca "się czepia" i stawia jakieś nierealne wymagania (np. żeby tekst był
                zrozumiały, "po polsku" i bez błędów)...
                • eryk2 Trzy kwiatki z tej łączki 14.09.07, 23:03
                  > Wychodził z założenia, że poza spójnością wywodu, logiczną
                  argumentacją i
                  > konstrukcją pracy liczy się też poprawność - gramatyczna,
                  stylistyczna...

                  1. Fragment widzianego przeze mnie kolokwium (studentka I roku
                  filologii):
                  ZADANIE: Podaj definicję liryki jako rodzaju literackiego.
                  ODPOWIEDŹ STUDENTKI: Liryka jest gatunkiem literackim.

                  2. Zasłyszane od znajomej pani wykładowcy (odpowiedź studenta
                  filologii II roku na egzaminie z literatury powszechnej): "To jest
                  książka o takiej kobiecie, która mieszkała w małym mieście". Pytanie
                  brzmiało "Proszę przeanalizować omawianą na zajęciach powieść
                  Flauberta".

                  3. Prywatna szkoła wyższa, 2002. Politologia (I, może II rok).
                  Pytanie: kto jest liderem jakiejś partii lewicowej w Polsce? Cisza.
                  Jeden jest premierem, drugi - wicepremierem. Cisza. A może pan
                  słyszał o wicepremierze - winiety, autostrady? Cisza. A kto jest
                  teraz premierem państwa polskiego, szefem rządu? Odpowiedź: Nie
                  wiem. Pytanie: Jak to pan nie wie? Bo ja się polityką nie interesuję.
          • onufry.zagloba Paskudek: by sie myslec chcialo potrzeba motywacji 12.09.07, 21:18
            W mlodym wieku raczej odwolujacej sie do emocji, nizli do rozsadku.
            Niestety, wiekszosc belfrow (bo nauczyciele dlatego ze z odrzutu z
            kierunkow nie-nauczycielskich, nie zas z powolania)tej motywacji nie
            potrafia w uczniach rozbudzic. Ba, oni nawet o istnieniu takiej
            potrzeby nie mysla (a tym bardziej o zagraniu na dzieciecych
            emocjach innych nizli STRACH) i to jest wlasnie problem.
            • ziutap1 Re: Paskudek: by sie myslec chcialo potrzeba moty 13.09.07, 11:16
              Masz dużo racji Onufry. Mnie uderza jedno. Jak kobieta, wiążąc swoje
              zawodowe życie z literaturą, kończąc studia filologiczne może mieć
              tak niechętny stosunek do tego czego uczy. Czytać książki mogą
              nauczyć tylko ci, którzy sami książki kochają. Podobnie słuchać
              muzyki i oglądać obrazy. Ciarki mnie przechodzą jak to czytam. Co to
              za nauczyciel literatury, który nie potrafi pokazać jak zachwycający
              jest język np. "Wesela", ile powiedzeń, związków frazeologicznych
              zakorzenionych we współczesnej polszczyźnie pochodzi właśnie z tego
              utworu. Przykłady można mnożyć. Jeżeli samemu nie jest się
              przekonanym, że uczy się czegoś ważnego i potrzebnego, to jak mają w
              to uwierzyć dzieci z rodzin przeżartych tzw. "biedą duchową". To
              nauczyciel swoją postawą powinien dzieciom pokazywać, że tępota,
              która panuje w ich domach nie jest jedynie obowiązującą normą, że
              jest też zupełnie inny świat, do którego mogą mieć dostęp jeżeli
              tylko chcą. Mogą nie chcieć, ale OBOWIĄZKIEM światłego i
              przyzwoitego nauczyciela jest im taką możliwość pokazać. Sto lat
              temu, kiedy chłopskie dzieci przychodziły do szkoły, też miały w
              domu trudne warunki, a rodzice woleli widzieć je na pastwisku,
              pilnujące krów, a nie "marnujące czas" w szkole. Tylko nauczyciel
              dobrze wiedział, że jest w szkole po to, żeby te dzieci miały jakąś
              szansę, żeby nie tylko paść krowy. Tego dzisiaj brakuje. Nauczyciele
              nie lubią ani uczyć, ani nie lubią dzieci, ani tego czego sami się
              nauczyli. Ta pani wcale nie uważa literatury za jakąś wartościową
              wiedzę. Sama powinna sie jeszcze wiele nauczyć. Przede wszystkim o
              tym jaka jest rola jej zawodu. A jeżeli nie może temu sprostać,
              niech go po prostu zmieni.
              Dziwne jest, że wszyscy oburzają się incydentem z przeklinającym
              uczniem. To akurat moim zdaniem błahostka. Dobremu nauczycielowi
              można wybaczyć, że incydentalnie straci zimną krew. Ale tylko wtedy,
              kiedy to co robi robi dobrze i dla dobra uczniów.
              • flamengista czemu? bo obowiązuje selekcja negatywna 13.09.07, 12:28
                Na pracę nauczyciela decydują się nieliczni pasjonaci i pozostała większość,
                która nie wie zupełnie co z sobą po studiach zrobić.

                Niskie płace w szkołach i PRZEDE WSZYSTKIM niski prestiż związany z zawodem
                nauczyciela (tak, o tym właśnie jest artykuł - nauczycielowi nic nie wolno i
                nikt go nie szanuje) skutecznie odstraszają od tej pracy najlepszych,
                najzdolniejszych absolwentów kierunków pedagogicznych.

                Podobnie w Polsce mają lekarze, ale tu ratunkiem jest prestiż zawodowy,
                możliwość dorobienia i ew. pracy za granicą za godne stawki.
              • josemir Re: Paskudek: by sie myslec chcialo potrzeba moty 13.09.07, 12:43
                Wszystko dobrze, tylko powiedz, jak pokazać dzieciakowi zachwycający język "Wesela" jeśli to dzieko jest w stanie zrozumieć tylko prosty tekst SMSa. Problem jest w tym, że młodzież (w wyniku zaniedbań z wcześniejszych lat) nie ma tej bazy, która pozwoliłaby zagłębić się w świat poważniejszych dzieł literackich.
                Może ta nauczycielka nie ma pasji, ale nawet największy pasjonat nic nie zdziała, gdy dla młodzieży szczytem kunsztu literackiego są teksty Dody
                • ziutap1 Re: Paskudek: by sie myslec chcialo potrzeba moty 13.09.07, 13:21
                  Ja tego nie neguję i nie uważam, że praca nauczyciela jest łatwa.
                  Chodzi mi o przekonanie o własnej słuszności. Ta nauczycielka swoją
                  niepewną postawą w gruncie rzeczy przyznaje nieukom rację. Może
                  rzeczywiście nie warto tego wszystkiego czytać. Odnośnie zdolności
                  dzieci do rozumienia tekstu - to uważam, że w przypadku takich
                  dzieci szkoła jest absolutnie jedynym miejscem, w którym są środki i
                  siły aby je z tej niemocy wyrwać. Nie twierdzę, że na pewno się uda.
                  Ale jeżeli nikt nie spróbuje, to nie uda się na pewno. A do
                  samodzielnego przeczytania pierwszej książki nawet zdolne dzieci
                  trzeba czasem zmusić.
                  Jestem pełna szacunku dla nauczycieli z pasją. Sama próbowałam i
                  wiem jakie to piekielnie trudne. Ile trzeba mieć talentu wiedzy,
                  samozaparcia i autentycznej mądrości. Jeżeli będziesz miała trochę
                  czasu, sięgnij po taką cieniutką książeczkę Małgorzaty
                  Musierowicz "Tym razem na serio". Pisze tam o swoich nauczycielach.
                  Tych kiepskich i tych, o których samo czytanie zapiera dech. Ale
                  właśnie o to chodzi. To nigdy nie był łatwy zawód, nawet w czasach
                  kiedy nauczyciel mógł kijem wyrąbać sobie "autorytet" i "szacunek".
                  Dziś to jeszcze trudniejsze, ale na miłość boską, piękne książki
                  nadal są równie piękne jak niegdyś i nie trzeba trwożliwie przemycać
                  ich kulawych streszczeń do zakutych łbów. One obronią się same, ale
                  to nauczyciel musi dać szansę.
                  • mario-radyja Jak zwykle nauczyciel winny 13.09.07, 13:50
                    Nikt nie jest winny tylko ten głupi nauczyciel, co nie ma tzw.
                    powołania i nie kocha książek i nie angażuje się w pracę za 1200
                    brutto.

                    Moglibyście wreszcie przestać stawiać przed zwykłymi ludźmi
                    wymagania które wypełnić może tylko superman. A nauczyciel ma obie
                    ręce związane z tyłu, i może co najwyżej nadstawić drugi policzek.

                    Nauczyciel jest od tego żeby przyjść, powiedzieć co wie, i koniec.
                    Ten zawód polega na przekazywaniu wiedzy i nic się nie poradzi,
                    jeżeli druga strona nie chce jej przejąć.

                    Nauczyciel dostaje materiał do pracy od rodziców i to rodzice są
                    odpowiedzialni za jego jakość. Jak materiał zły, to za
                    przeproszeniem z rzeźbienia w gnoju nie wyjdzie Akropol.
              • floo77 naoglądałaś się amerykańskich filmów chyba 14.09.07, 23:28
                Nauczyciel nie może bujać w obłokach, ma program do zrealizowania.
                Nauczyciel chce zarażać pasją, pokazywac piękno języka, wskazywac
                konteksty, pobudzać do myślenia, bo przecież każdy chyba chce
                czerpać zadowolenie z pracy. Ale co powiesz, jeśli dzieciak nie
                przeczyta książki czy nawet kawałka ksiązki - co nauczyciel może
                zrobić. Zarzut, że nie zachęcił do lektury jest śmieszny - ma stawac
                na głowie? Niektórzy chwytają się kuglarskich wręcz sztuczek -
                wyszukują co smakowitsze fragmenty i zachęcają, albo rzucą jakąś
                uwagę, któa ma zaintrygować.. ale ile można? Niektórzy czytają
                fragment na lekcji, żeby chociaż tyle miały dzieciaki z lektury -
                moja kuzynka stwierdziął kiedyś, że "ta Ferdydurka - a to takie
                śmieszne", że nawet chciałą to przeczytać, bo pani głośno im kawałek
                przeczytała na lekcji - no halo...
                Dlaczego dzieciaki nie czytają? Że nudne? A czy próbowali? Że
                nauczyciel nie zachęca? Zachęca, ale co jeszcze ma zrobić, żeby
                czytali?
                Mi tez miło ogląda się filmy familijne o szkołach - tych
                hamerykańskich czy angielskich...
        • alaluk Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 12.09.07, 18:28
          Miła pani, jak ktoś nie chce się uczyć i czytać, to przecież nie
          musi! Jestem za zniesieniem obowiązku szkolnego. Niech się uczą
          tylko ci, którzy chcą. A jeszcze lepiej, gdyby za to płacili. Rzecz
          (w tym wypadku edukacja) darmowa jest mało cenna...
          • nekropedofil Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 13.09.07, 10:48
            straszne różnice społeczne by sie z tego zrodziły - a na takich różnicach
            społecznych często żerują populiści.
            społeczeństwo bardzo podzielone jest bardzo niestabilne...
            • rs_gazeta_forum Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 14.09.07, 16:37
              nekropedofil napisał:
              > straszne różnice społeczne by sie z tego zrodziły

              W kwestii płacenia za szkoły - jest to rzeczywiście problem delikatny. Ale
              obowiązek szkolny można i należy ograniczyć natychmiast do szkoły podstawowej.
          • rockawy Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 14.09.07, 04:19
            i to jest prawda.Nie przymus/mamusie tez sa oburzone ,ze dzieci sie
            zmusza do nauki a to tyle czasu zabiera/Testy powinny jednoznacznie
            zdecydowac o wiedzy danego ucznia .Jezeli matol a tylko rodzicow
            marzeniem jest by zdal mature to niech zrobia wszystko ze swojej
            strony by swojeo debila nauczyc ,ze szkola jest oplacana z pieniedzy
            calego spoleczenstwa i nie ma tam miejsca dla kretynow.Kretynka
            trzeba trzymac w domku,dmuchac chuchac zeby byl zdrowy kretynek .Po
            co do szkol?Tam powinni byc mlodi ludZie chzacy cos
            poznac ,dowiedzic sie czegos nowego i PRACOWAC a nie wyrzywac sie z
            powodu rodzinnych problemow.Zreszta jakie problemy sa w katolickiej
            rodzinie.Wszyscy sie miluja ,szanuja i o czym mowa.Po co
            biologia ,geografia ?Droga do kosciola prosta a a grzechow nie
            potrzeba spisywac i licZyc wystarczy ksiedzu wydukac.Wystarczy.
        • divak2 Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 12.09.07, 21:35
          > + 5 godzin odrabiania lekcji
          Nigdy tak długo nie odrabiałem :)
          > program licealny był horrorem nie do opanowania
          Dla kogo był nie do opanowania dla był tego nie do opanowania, przy czym przez
          opanwoywanie nie nalezy rozumiec opanowywania pamięciowego notatek z lekcji.
          Ja nie wiem jak długo trzeba robić zadania np. z matematyki. Praktyka
          pokazała,że 3 zadania można w sytuacji awaryjnej rozwiązać na przerwie.
          Wypracowań z języka polskiego, nad którymi trzeba było chwilę posiedzieć, nie
          zadawano mi natomiast częściej niż raz na 2 tygodnie.

          Natomiast w sprawie umiejętności czytania:
          Przychodzi Zdzisiu księgowy do informatyka:
          -no bo mi się wszystko posypało!!! a ja mam tyyyle pracy!
          -a co pan robił zanim nastąpiła awaria?
          -bo wyskoczył taki komunikat i ja kliknąłem OK...
          -co to był za komunikat?
          -nie wiem, nie przeczytałem...
          -#$%#^#!!!

          Pisanie programów polega przede wszystkim na umiejętności pisania, czytania i
          poprawiania tekstu ściśle wg. reguł składni danego języka, jak również
          przyswajaniu informacji podanych w formie tekstowej. Tak więc te orły z klasy
          informatycznej to pospolici klikacze, co dobrze grają w counter strike'a i
          którzy nie potrafią zdania sklecić w jakimkolwiek języku i przyswoić
          jakiegokolwiek komunikatu tekstowego.
          Tranzystorów, komputerów ani viagry nie wymyślili ludzie którzy nie potrafią
          sklecić zdania, a tym bardziej nie umieją się posługiwać aparatem pojęciowym
          będącym podstawą wszystkich nauk.
          Niejakiego Einsteina zakwalifikowano by dziś do dyslektyków czy innych "dys",
          posługiwał się on dobrze tylko językiem niemieckim, a napisał ileś tam książek
          dotyczących skoplikowanych teorii. To nie jest kwestia braku czasu tylko lenistwa.
          • onufry.zagloba Divaku nieszczesny, ale do pisania programow to z 12.09.07, 23:27
            lingwistyki moze i niejaki Chomsky potrzebny (slawna praca o
            jezykach sztucznych), ale napewno nie gramatyka opisowa!!! Matryce
            generacyjne, nie zas deklinacje z koniugacjami etc.etc.
            • divak2 Re: Divaku nieszczesny, ale do pisania programow 13.09.07, 10:24
              Taa, jasne, ale do czytania komunikatów systemu operacyjnego lub kompilatora
              jest potrzebna prosta umiejętność czytania, której tym głąbom brak. Poza tym
              brak im umiejętności mnożenia,dzielenia,itd., wnioskowania, co, nawiasem mówiąc,
              jest potrzebne do wykonywania zawodu bardziej skomplikowanego niż kładzenie
              glazury. I tej nauczycielce chodziło o to że te bałwany nie umieją nic, a nie że
              nie chcą czytać "Nad Niemnem".
              • ziutap1 Re: Divaku nieszczesny, ale do pisania programow 13.09.07, 12:03
                Na pewno onufry, na pewno.
          • natk-a24 Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 14.09.07, 16:08
            divak2 napisał:


            > Niejakiego Einsteina zakwalifikowano by dziś do dyslektyków czy innych "dys",
            > posługiwał się on dobrze tylko językiem niemieckim, a napisał ileś tam książek
            > dotyczących skoplikowanych teorii.

            No tak tylko że Einstein również uważał że szkoła to strata czasu, bez
            entuzjazmu uczył się łaciny i greki i nie skończył gimnazjum, a na politechnikę
            w Zurychu zdawał dwa razy......nie był wybitnym studentem, miał podobno poczucie
            że uczelnia krępuje go. A to konkretny cytat Einsteina: "to cud, że współczesne
            metody kształcenia nie zdusiły całkowicie świętego zapału i dociekliwości".
            Krótko mówiąc: Einstein - geniusz jakich mało - dostrzegł że niepotrzebna mu
            wiedza inna niż z zakresu matematyki i fizyki. :)
        • anika1983 Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 13.09.07, 11:10
          dojazdy 1 godzina = 100 stron lektury, jedyne co, to trzeba CHCIEĆ
        • ziutap1 Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 13.09.07, 11:29
          Ojoj verdana, bo się rozpłaczę z żalu nad tymi przepracowanymi
          dziećmi. Jedtyne w czym masz rację to to, ze plecaki mają za
          ciężkie - pełne tych kretyńskich zeszycików do wypełniania dziurek i
          segregatorów do wpinania byle czego. Nie da się zdobyć wykształcenia
          bez wysiłku. Człowiek jeżeli chce coś osiągnąć musi pracować i tyle.
          Żadna reforma, ani przemiany kulturowe tego nie zmienią.
          Lamentowanie nad przepracowaniem swoich dzieci jest trochę śmieszne.
          Sama chodziłam przez całe szkolne życie do dwóch szkół
          (popołudniówki muzyczne), same lekcje kończyłam późnym popołudniem,
          a później musiałam przygotować się na następny dzień jak każdy i
          jedyne co źle z tych czasów wspominam, to niektóre "troskliwe"
          nauczycielki, które chcąc mi "udowodnić", że nie da się poradzić
          sobie z dwoma szkołami odmawiały mi zwolnienia z ostatnich
          dziesięciu minut lekcji wf, żebym zdążyła zjeść obiad przed wyjściem
          do następnej szkoły. Dla porządku dodam, że takich jak ja było
          całkiem sporo, szczególnie w liceum i niektórzy uczyli się lepiej
          ode mnie. Nie nadmiar zajęć jest problemem tylko wykształcenie
          poczucia, że praca jest potrzebna i ma sens. Jeżeli się w domu
          pozytywne podejście do szkoły i obowiązków to nie ma problemu. Kiedy
          w liceum nie mogłam przebrnąć przez "Nie'boską komedię" mama
          wieczorami czytała nam ją głośno do poduszki (jak za przedszkolnych
          czasów). Dopiero jako dorosły człowiek doceniłam jej piękno i
          wartość. Pewne rzeczy trzeba dzieciom pokazać w domu i ich nauczyć,
          bez tego rzeczywiście trudno jest sobie poradzić nie tylko z 14
          przedmiotami, ale w ogóle w życiu.
        • floo77 ale Oni wcale nie czytają - nawet 1 strony 14.09.07, 23:19
          Dla mnie te liczby tylko odwracają uwagę od problemy - łatwo chwycić
          za słóko. Przecież chodzi raczej o to, że dzieciaki wcale nie
          czytają, nawet 1 strony, nawet króciutkich lektur. I to jest problem.

          Mam kuzyna w 2 klasie liceum, klasa humanistyczna. W pierwszej
          czytali "Imię rózy" - tzn. mój kuzyn czytał, bo ma.. matkę, która od
          małego go pilnowała. Nikt oprócz niego nie przeczytał, nawet
          fragmentów, które mieli przygptowywać bezpośrednio na lekcję. Klasa
          humanistyczna... ktoś powie, że to za grube, że nad program, ale..
          to humaniści, którzy lektury z listy traktują tak samo, a na pytanie
          kiedy zaczęła się II wojna światowa [pytanie niedbale rzucone, na
          rozgrzewkę, na początku roku] ktoś odpowiedział, że w 1956 -
          przynajmniej była to próba odpowiedzi, bo już na pytanie kto
          dowodził w bitwie pod grunwaldem - kilka osób pytanych po kolei nie
          wiedziało. Czy teraz jakiś forumowy rodzic napisze - wstrętny
          nauczyciel, pytał nie z ostatniej lekcji, pytał z czegoś czego nie
          omawiali jeszcze w tym roku... a ja powiem - jeny.. ludzie.. to
          humaniści.. co te dzieciaki mają w głowie. Big brothery tańce z
          gwiazdami dody... ale rodzice tego nie widzą...
    • xkx Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polonistk 11.09.07, 16:02
      Prawda jak zwykle jest po środku – faktem jest, iż młodzież jest,
      jaka jest, ale prawdą też jest, iż program nauczania w naszych
      szkołach jest mocno przeładowany. Popatrzmy na kraje, które przodują
      w badaniach naukowych, np. USA tam szkołą uczy tylko i wyłączne
      podstaw a reszta mają nauczyć studia, na które sobie każdy, co ma
      ochotę iść wybiera odpowiedni kierunek. Nie wiem czy to właściwe,
      ale może tak trzeba wyniki gospodarcze i rozwój nauki raczej
      świadczy o tym, iż może to i dobry wybór. Może szkołą powinna uczyć
      tylko rzeczy nie zbędnych? Nie wiem może. Faktem jest, iż u nas
      program jest przeładowany. A czy to wszystko, co jest uczone jest
      niezbędne? To już nie mnie oceniać. Faktem jest, iż np. Amerykanin
      może nie wiedzieć gidzie szukać Polski czy wielu innych rzeczy, ale
      inna sprawa czy mu to jest do czegokolwiek potrzebne? I czy nie
      ważniejsze od tego czy on to wie jest to czy jeśli by mu ta
      informacja do czegoś była potrzebna czy wiedziałby gdzie jej
      poszukać. Może to właśnie tak trzeba.
      • josemir Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 13.09.07, 12:55
        Amerykanie nie inwestują w edukację narodu - inwestują w ściąganie najzdolniejszych ludzi z całego świata i dobrze na tym wychodzą. Mają wyniki, ale mi nie odpowiada model społeczeństwa z bardzo wąską elitą intelektualną i totalnie tępą resztą, która nie wie nic o otaczającym ich świecie i na dodatek nie wstydzi się swojej ignorancji.
      • mili_vanili Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 13.09.07, 21:32
        xkx napisał:

        faktem jest, iż młodzież jest,
        > jaka jest, ale prawdą też jest, iż program nauczania w naszych
        > szkołach jest mocno przeładowany

        to fakt.
        Ale faktem także jest to, że wielu kończących szkoły średnie
        prezentuje poziom zatrważajacy!

        Ja stykam się z swojej pracy z absolwentami szkół średnich - z tymi,
        którzy nie uczą sie na uniwersytetach czy politechnikach,
        ale "lądują" w innych placówkach oświatowych.

        Przez pierwsze 2-3 lata nie mogłam zrozumiec, jak to mozliwe, że
        osoby te skończyły szkoły średnie! Dlaczego?

        1. Umiejętnośc wysłowienia się nikła, argumentacja w rozmoiwie na
        poziomie zerowym.
        2. Wiedza ogólna na poziomie miernym (trudno ustalić na zajeciach
        nazwisko premiera, rolę sejmu, senatu).
        3. Ortografia!
        4. Prowadzenie zajęć na zasadzie "Pani podyktuje", "a poda Pani
        punkty?" "a to od myślnika pisać?"
        5. Problemem jest przeczytanie na zajęciachy tekstu źródłowego
        (artykuł z gazety!) obszernego na 2 strony a4! ("to wszystko ja mam
        sam przeczytać?!). Wtórny analfabetyzm (przeczyta, ale o czym to
        było to juz nie wie).
        6. Poziom kultury to czesto poziom rynsztoka.

        Smutne...
    • zdobyslaw Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 11.09.07, 16:06
      A czemu się dziwisz? Lalaka, Potop, Cierpienia młodego Wertera...oni
      sie przy tym zanudzą na śmierć.
      • angazetka Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 11.09.07, 18:53
        Jakim cudem nie zanudzała się przy tych lekturach moja klasa pięć
        lat temu? Jakim cudem nam się chciało czytać (lektury szkolne i
        wiele innych)? Jakim cudem mieliśmy czas i na naukę na lekcje, i na
        spotkania, i na zajęcia pozalekcyjne? I - najwazniejsze - jakim
        cudem wiedzielismy, że nie mówi się do nikogo "ty suko"?
        • wielki_czarownik Jakim cudem? 12.09.07, 20:37
          Kiedy ja w latach 90 chodziłem do liceum, to jakoś nie chciało się nam czytać tych pierdoł w stylu Chłopów, Dziadów czy innego bełkotu. Ludzie czytali streszczenia a i tak często brakowało czasu dla siebie. Człowiek wstawał rano o 6, w domu był o 16, ale często do 20 czy 21 musiał jeszcze siedzieć nad lekcjami i wkuwać tak potrzebne mi do życia informacje, jak np. budowa komórki, budowa szkieletu kota, umiejętność pisania równań chemicznych czy jakieś wyliczanie kąta odbicia światła. Potem trzeba było jeszcze czytać jakieś zasrane Nad Niemnem i dziwnym trafem brakowało czasu dla siebie.
          I teraz się tylko zastanawiam. Po cholerę się uczyłem rozwiązywania nierówności z dwoma niewiadomymi albo budowy geologicznej Sudetów. Straciłem tylko czas ucząc się tych bzdur.
          A co do mówienia do nauczycieli per "suko", to sam nie jeden raz miałem ochotę.
          • nimfa-blotna Re: Jakim cudem? 13.09.07, 10:22
            to juz wiemy do jakich uczniów należełaś :/(od zawsze w szkole były
            trudne dzieci i bedą, bo ich rodzice nie umia wychować jak sie
            zwracać do osób starszych , wiec nie zdziw sie jak cie teraz na
            ulicy opluje sześciolatek i powie ty "ch..u" )
            • mariuszdd Re: Jakim cudem? 13.09.07, 11:12
              nimfa-blotna napisała:

              > to juz wiemy do jakich uczniów należełaś :/(od zawsze w szkole były
              > trudne dzieci i bedą, bo ich rodzice nie umia wychować jak sie
              > zwracać do osób starszych , wiec nie zdziw sie jak cie teraz na
              > ulicy opluje sześciolatek i powie ty "ch..u" )
              No ale tak bez powodu ? Bo tu akurat powód i to konkretny był.
              Nauczycielki są ogólnie głupie .
              Można spostrzec ,że często nauczycielki wymagają nauki pamięciowej,natomiast
              mężczyzna nauczyciel odnosi się z pewnym zrozumieniem do niechęci do tzw. kucia
              :).
            • wielki_czarownik Nic nie wiesz 13.09.07, 13:26
              Zawsze byłem grzecznym i kulturalnym człowiekiem. Zawsze miałem najlepsze oceny z zachowania, zawsze przytrzymywałem nauczycielkom drzwi, kłaniałem im się, etc. Z nauką też nie miałem żadnych problemów.
              Ale jako człowiek miałem też swoje poglądy np. na temat polonistki, która stosowała zasadę odpowiedzialności zbiorowej (tylna ławka gada 0 wszyscy wyciągają karteczki), nauczycielki niemieckiego, która zupełnie na nic nie reagowała, czy fizyczki która permanentnie darła mordę na wszystkich.
              Więc za przeproszeniem nie pitol mi tutaj głupot o trudnych dzieciach.
          • megawieprz Re: Jakim cudem? 25.09.13, 10:12
            Sam jesteś zasrany. I tak już zostanie.
        • mayonnaise Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 13.09.07, 10:53
          Szczerze mówiąc, moja klasa licealna kilka lat temu również nie była w stanie
          przemóc niechęci do starodawnej literatury. Z chęcią natomiast omówilibyśmy na
          zajęciach No Logo Naomi Klein bądź inne pozycje dotyczące problemów bardziej
          aktualnych niż postawa Polaków wobec zaborcy. Gdyby nauczyciel miał większą
          swobodę kształtowania programu, moglibyśmy zrezygnować z jednego czy dwóch
          sienkiewiczów na korzyść bardziej aktualnych tytułów. Skorzystaliby i uczniowie,
          i polonista.
          • miedzianakonefka Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 13.09.07, 13:29
            Ja się szkoliłem w latach 80-dziesiątych a i wtedy lalki czy inne
            nad niemnem, było dla większości nie do przełknięcia. Różne cuda sie
            wyrabiało żeby przez to jakoś przebrnąć.Czytałem zupełnie inne
            książki w domu, a w szkole wciskali nudne jak flaki z olejem
            badziewne lekturki. Do lektur szkolnych wróciłem wiele lat później z
            ciekawości. Niektóre okazały sie fajne a niektóre nadal do życi.

            Pozdrawiam.
            • ziutap1 Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 13.09.07, 13:42
              Do rzyci ceperku, do rzyci.
      • fla Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 13.09.07, 14:33
        tak, ponieważ nikt nie uczula ich na wynajdywanie w czytanym tekście informacji,
        które mogłyby przydać sie im samym oraz pokornego podchodzenia do doświadczenia
        drugiego człowieka
    • magtomal Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polonistk 11.09.07, 22:02
      Autorka tekstu żaląc się na swój los wielokrotnie mija się z prawdą; np. w
      Malopolsce nie ma podziału na grupy na lekcjach polskiego; z liceum można
      wyrzucić ucznia, nawet wtedy, gdy nie skończył 18 lat (nie jest to szkoła
      obowiązkowa); itd.
      Ale najbardziej przerażający jest stosunek Autorki do własnej pracy: sama
      zakłada, ze lektury są nudne i trudne (jak z takim podejściem zachęci do nich
      uczniów?), uczniowie są tępi, nie czytają , nie są w stanie zrozumieć
      kontekstów- wszyscy!!! A niektórzy z nich to "gnoje". Dziwię się, co ta Pani
      robi jeszcze w szkole - ja z takiego miejsca pracy uciekałabym najszybciej jak
      się da.
      Nie jestem w stanie zrozumieć niektórych twierdzeń, np. "uczniowie nie są
      dzisiaj w stanie podejść do literatury w inny sposób niż historyczny". Dlaczego?
      Skąd w ogóle taki pomysł?!
      Dodam, że jestem polonistką z Malopolski, uczę w klasach ponad 30-osobowych, mam
      klasy świetne i nieco slabsze, gdy zapowiadam następną lekturę, nie czuję - jak
      Autorka- "z klasy nienawiści i pretensji", nie czuję,by młodzież chciała
      wykorzystać każdą moją słabość (znów odnoszę się do tekstu). W mojej Szkole
      dobrze się bawię, moi uczniowie z tego co widzę też (przynajmniej większość), a
      potem nieźle zdają maturę - na tyle dobrze, by dostać się na studia. Czyżbyśmy
      uczyły na innych planetach? Dodam jeszcze, że pracuję na prowincji...
      • eryk2 Artykuł wspaniały. Głosy na forum - już mniej 12.09.07, 00:29
        1. Miła pani! W artykule jest mowa o dzieleniu klas na lekcji
        NIEMIECKIEGO, a nie polskiego. Czytanie ze zrozumieniem (w moich
        czasach, przed potopem - wymóg promocji do kl. II podstawówki)
        obowiązuje nie tylko chcących zdać dziś maturę, ale również
        nauczycieli.
        2. Proszę nie pisać, jak świetna jest obecna szkoła. Cztery kwiatki
        z różnych łączek akademickich pokazują, co "wiedzą" absolwenci
        polskich liceów:
        - rok 2002: na pytanie "w jakim stuleciu toczy się akcja "Wojny i
        pokoju"", po otrzymaniu podpowiedzi, że chodzi m. in. o rok 1812,
        studentka III roku filologii odpowiada, że w XVIII;
        - rok 2003: na pytanie "kogo pobił Sobieski pod Wiedniem" jedna
        jedyna osoba w grupie studentów I roku po długiej pauzie cichutko
        pyta "Napoleona?"
        - rok 2004: na pytanie o potężne imperium, graniczące w końcu XVIII
        w. z Rosją i Turcją, panujące nad Europą Środkową i Południowo-
        Wschodnią studenci I roku udzielają odpowiedzi "Słowacja"
        - rok 2007: na pytanie o system polityczny Wielkiej Brytanii,
        egzaminowany z przedmiotu student II roku politologii odpowiada w
        czerwcu b.r. "Zacznę od tego, że w Wielkiej Brytanii jest prezydent.
        Nazywa się Tony Blair".
        Oszczędzę państwu reszty przykładów. Na deser dorzucę tylko
        wypowiedź kandydata na I rok studiów humanistycznych, opowiadającego
        komisji egzaminacyjnej w 2005 o zabytkach greckich "Byłem z
        rodzicami w tym roku w Atenach i widziałem Asprokol". Komisja
        poradziła mu odwiedzić jeszcze Egipt - i zobaczyć piramidon.

        A teraz serio:
        Żałość bierze, kogo wypuszczają (i produkują) nasze licea. Miejsce
        tych ludzi jest na zmywaku w Glasgow.
        • onufry.zagloba Moj drogi megalomanie katonarodowy:) Szkoci sa 12.09.07, 01:13
          skapi, ale nie glupi, i ludzi "na zmywakach" nie zatrudniaja, bo ci
          sa DROZSI nizli automatyczna zmywarka. I to tyle na temat
          przecietnej wiedzy ekonomicznej zwolennikow PiSuaru:)
          Nauczycielka z listu jest potworem - NIENAWIDZI LUDZI! Co, jak
          widac, tylko PiSdziakom sie podoba. Coz, podobne schorzenie
          psychiczne: magalomania - skonfrontowana z faktycznym
          nieudacznictwem - kaze winy szukac poza samym soba:)))
          • eryk2 Re: Moj drogi megalomanie katonarodowy:) Szkoci s 12.09.07, 13:16
            Drogi analfabeto!
            Jeśli wysnułeś wniosek, że jestem zwolennikiem PiS-u na podstawie
            mojej sygnaturki, to proponuję powrót do (dawnej) II klasy
            podstawówki. Tam uczono czytać ze zrozumieniem. Ew. udaj się do
            dzisiejszej, tak lubianej przez ciebie szkoły średniej, gdzie
            powyższy wymów dotyczy matury (aczkolwiek i tam nie jest
            przestrzegany). Następnie porozmawiaj z dowolnym absolwentem owej
            wszechnicy (albo absolwentką), wyjeżdżającym do Wielkiej Brytanii w
            poszukiwaniu złota, leżącego na ulicy. Dowiesz sie, że oczekuje ich
            prosta obsługa urządzeń służących do konserwacji powierzchni
            płaskich - bo do niczego innego nie nadają sie ludzie, niepotrafiący
            w ojczystym języku sformułować na piśmie 20 poprawnych zdań
            rozwiniętych.
            • onufry.zagloba Taak? Polak uczy obywatela Wlk.Brytanii, w UK 12.09.07, 20:23
              urodzonego, jak SZKOCJA wyglada? A moze zastapiles mnie w mej pracy
              badawczej nad polska imigracja zarobkowa w jednym z badawczych
              centrow Uniwersytetu w Oxfordzie, tylko ja - bo analfabeta - tego
              jakos nie zauwazylem?
              Co za nadety cwok, typowy proletariacki know-all:)))

              PS: Polszczyzne - nawet najbardziej poprawna - przy poszukiwaniu
              pracy w UK mozesz sobie o tylek potluc. Przydatna jest natomiast
              znajomosc jezyka angielskiego - od 3000 slow (dla murarza, tynkarza
              etc) w gore. Generalnie: wstydz sie moj wielki, nadety,
              polski "humanisto"!
              • eryk2 Ooo, dotknąłem czułego miejsca 12.09.07, 23:29
                naszego konserwatysty, tj. raczej konserwatora (powierzchni
                płaskich).
                1. Szczytem marzeń jest, jak wynika z jego słów, znajomość 3000
                angielskich wyrazów, umożliwiająca podjęcie pracy murarza, tynkarza
                etc. Więc o co chodzi? Niech tylko nie udaje, że jest kimś więcej
                (Oxford - he, he, he!). Przecież wszystkie jego wypowiedzi świadczą
                dobitnie o wariancie murarskim.
                2. Nieznanego człowieka, przerażonego poziomem "wiedzy" dzisiejszych
                maturzystów nazywa:
                - megalomanem katonarodowym
                - PiSdziorem
                - nadętym ćwokiem
                - proletariackim besserwisserem (dając dowód swej angielskości z
                Kołomyi ostatni wyraz podaje w mowie Szekspira).
                Murarz (tynkarz?).
                3. Nie rozumie prostego komunikatu (jak większość zbliżonuych do
                niego poziomem umysłowym obecnych maturzystów) - w polskich
                przedszkolach już czterolatki poznają angielskie słówka. Należy więc
                potem nauczyć je jeszcze tylko czterech działań matematycznych i
                zakończyć ich edukację. Natomiast ciągnięcie na siłę przez
                gimnazjum, liceum i studia doprowadzi do tragedii - będziemy mieli
                analfabetów urzędników (już mamy - wystarczy spojrzeć na pisma!),
                lekarzy morderców (nie przyswoili sobie podstaw chemii, biochemii i
                fizyki), inżynierów psujów (całki pozostały dla nich czarną magią
                przez całe studia) itd.
                4. Jeśli mieszkasz w Wielkiej Brytanii, drogi konserwatorze
                powierzchni płaskich, to mieszkaj tam. I muruj dalej. Nie czepiaj
                się natomiast spraw, których nie rozumiesz. Np. reformy polskiego
                szkolnictwa. Co do mnie - wolę być naukowcem w Polsce (zwanym
                ironicznie przez hydraulika z Leeds "humanistą") niż zamiataczem w
                Liverpoolu. I uważam, że do mojej pracy powinienem znać więcej niż
                3000 słówek angielskich - podobnie moi współpracownicy. A inni -
                niech sobie jadą z 3000 wyrazów angielskich do Dublina i podają tam
                Guinessa. Szczęść Boże!
                5. Jeden tylko przykład (z sąsiedztwa) z setek innych, aby ktos nie
                pomyślał, że rację ma nasz kafelkarz, wykładający na Oxfordzie
                płytki: syn nauczyciela WF zimował w jednej z klas. Na studia (z
                trudem) dostał się na kierunek "wychowanie fizyczne". Zdolności po
                ojcu na długo nie wystarczyło i, nie zaliczywszy I roku, wyjechał na
                Wyspy Brytyjskie. Zaczął tam sprzątać kibelki, teraz awansował i już
                jest brygadzistą od zmywania podłóg. Po co było mu gimnazjum i
                liceum? Po co studia? Edukację powinien był zakończyć na szóstej
                klasie podstawówki (i tak za dużo). A jego koledzy, którzy zostali w
                Polsce, piszą np. takie rzeczy, jakie widziałem dziś na witrynie
                pewnej agencji nieruchomości: "mieszkanie 3-pokojowe, wieRZowiec".
                Większość analfabetów powinna albo zmienić pracę, albo wyemigrować.
                I nareszcie skończą się blokersi, głupkowaci magistrowie albo
                posłowie z (niby) wyższym wykształceniem (patrz: Danuta Hojarska,
                Renata Beger).
                • onufry.zagloba Urodzilem sie rowniez nad rzeka Avon. I powiem 12.09.07, 23:41
                  ci w tajemnicy, ze dotad nie stwierdzono, by Shakespeare niemieckim
                  wladal, moj ty polski know-all (wersja brytyjska; amerykanska: know-
                  it-all):)
                  A jesli chodzi o umiejetnosc czytania, moj ty komuszy uczony, to NIE
                  POWTARZAJ ZA MNA JAK ZA PANIA MATKA (nb. typowe dla tzw. nauki
                  polskiej, co to w rankingach za Kenia i Uganda) - napisalem przeciez
                  WYRAZNIE, ze murarzowi wystarczy znajomosc 3000 slow, a inni musza
                  znac ich wiecej:)
                  A tak poza tym, to "wielkiego uczonego" jak widze dotad na zadne
                  wyklady na Zachodnich uczelniach nie zapraszano i dlatego jadem
                  wielce patriotycznej polskiej zawisci pluje:)))
                  • eryk2 Szanowny kafelkarzu! 12.09.07, 23:51
                    Ty jednak naprawdę nie rozumiesz prostych komunikatów. Gdzie ja
                    napisałem, że Szekspir władał niemieckim? Stwierdziłem natomiast, że
                    to ty popisujesz się (rzekomą, zapewne, jak większość twoich
                    twierdzeń na własny temat) znajomością mowy Szekspira, gdy tymczasem
                    owo słówko brzmi w polszczyźnie "besserwisser", a więc jest pozyczką
                    z niemieckiego, a nie z angielskiego.
                    • onufry.zagloba Szanowny analfabeto funkcjonalny:) 13.09.07, 00:13
                      Jestes typowym bezmyslnym i nadetym produktem komuny, co tu swoje
                      bolszewickie poglady roztacza jak gowno smrod. Przy twym poziomie
                      przekonania do wlasnej madrosci (bo masz zapewne "uczony etat" w
                      jakiejs WSP) ZADNE argumenty i zadne alternatywne myslenie do ciebie
                      nie dotrze. Ty takze odpowiadasz za to, ze mlodzi i zdolni -
                      blokowani przez taki akademicki zelbeton jak ty sam - wieja za
                      granice, by tam pracowac z normalnymi profesorami, nie z jakims old
                      fart, co wszystkich w tymze watku zdazyl poobrazac. I tyle - nizej
                      mowie, ze ja ciebie skreslam - za wiernosc programom i linii
                      nieomylnej partii.:)))) A wiec mozesz isc spac...
                      • funia81 Re: Szanowny analfabeto funkcjonalny:) 13.09.07, 11:53
                        Sluchaj, szanowny obywatelu brytyjski, urodzony nad brzegami Avon: ty po prostu
                        nie zrozumiales postu eryka o besserwisserstwie i tyle. W zwiazku z tym mamy
                        prawo podejrzewac, ze krucho u ciebie z rozumieniem polszczyzny - co pieknie
                        wspolgra z twoja niechecia do czytania lektur. Tylko tyle.
                        • eryk2 Droga funiu81! 13.09.07, 16:35
                          Człowiek, do którego się zwracasz, urodził się na terenie Wielkiej
                          Brytanii ...w Dublinie. Ponieważ ma (sądząc z tego faktu) ok. 90
                          lat, proponuję nie kopać leżącego (starca na marach).
                      • shevandell Re: Szanowny analfabeto funkcjonalny:) 13.09.07, 14:50
                        Panie Onufry - moze nie na temat napisze, ale szczerze... podobala
                        mi sie wiekszosc Panskich wczesniejszych wypowiedzi i mialam Pana za
                        czlowieka kulturalnego i inteligentnego. Teraz, choc drugiej cechy
                        Panu nie odmawiam, to musze zrewidowac swoej poglady co do
                        pierwszej... Az przykro czytac Panskie posty, juz niezaleznie od
                        tego, gdzie sie Pan urodzil i jaki zawod wykonuje. Czy naprawde taki
                        jezyk jest potrzebny w rzeczowej dotad dyskusji? Zamiast podziwu
                        czuje teraz niesmak.
                • onufry.zagloba PS: Ty jestes tworca tych fallusowych programow, 13.09.07, 00:05
                  skoro ich tak bronisz - shame on you! I pamietaj, ze sam za te
                  polska szkole odpowiadasz - przynajmniej moralnie (bo jesli nie, tos
                  dupa nie naukowiec).

                  A mowiac calkowicie powaznie, to juz dla mnie - bolszewiku - nie
                  istniejesz, skoro wazne dla ciebie przerobienie i opanowanie
                  PROGRAMU, nie zas umiejetnosci zdobyte przez ucznia w szkole (pies
                  drapal program, jesli na to nie pozwala)i ich przydatnosc dla niego
                  w przyszlosci.Bo i coz to za argument: "ma znac, skoro gramatyka
                  opisowa jest w programie"?

                  Brytyjskie szkoly, zwlaszcza comprehensive, tez najlepsze nie sa
                  (choc na uczelniach brytyjscy studenci zazwyczaj okazuja sie lepsi,
                  bardziej tworczy nizli ich koledzy-Polacy), niemniej z tego
                  programowego obledu zrezygnowano juz dawno: nauczyciel ma nauczyc
                  dzieciaki okreslonych umiejetnosci, praktycznego zastosowania pewnej
                  wiedzy. I tylko to sie sprawdza i z tego szkoly rozlicza - droga zas
                  do osiagniecia owego celu jest tylko i wylacznie sprawa danej szkoly
                  i jej nauczycieli. Jasne, nauczyciel nie jest pozostawiony sam
                  sobie, ma konspekty itp. chocby w Internecie, niemniej do ich
                  wykorzystania nikt go nie zmusza, moze miec wlasne pomysly.

                  Nb. Dziesieciolatkow nie ucze i nie uczylem. Moj najmlodszy student
                  w calej mej karierze mial chyba 17 lat. Niemniej z tymi 10 latkami i
                  z Chomsky'm to tak jak z tym slawnym gosciem, ktory nie wiedzial, ze
                  mowi proza: one tez nie wiedza, ze gadajac jak nakrecone
                  wykorzystuja matryce generacyjne jezyka:)))
                  • eryk2 Wielmożny hydrauliku! 13.09.07, 00:19
                    > A mowiac calkowicie powaznie, to juz dla mnie - bolszewiku - nie
                    > istniejesz, skoro wazne dla ciebie przerobienie i opanowanie
                    > PROGRAMU, nie zas umiejetnosci zdobyte przez ucznia w szkole (pies
                    > drapal program, jesli na to nie pozwala)i ich przydatnosc dla
                    niego
                    > w przyszlosci.Bo i coz to za argument: "ma znac, skoro gramatyka
                    > opisowa jest w programie"?

                    Zastosuj się do powiedzenia Marka Twaina - i zamilknij, udając
                    mądrego. Każda bowiem twoja wypowiedź pogrąża cię coraz bardziej.
                    Gdybyś kiedykolwiek miał styczność z nauczaniem (nie od strony
                    ucznia - zapewne opanowałeś cztery działania oraz umiejętność
                    pisania, jak widać, chociaż z czytaniem już gorzej), wiedziałbyś, że
                    w procesie przyswajania wiedzy chodzi NIE TYLKO o nabycie pewnych
                    UMIEJĘTNOŚCI OPERACYJNYCH, ale również o uzyskanie pewnej WIEDZY. W
                    języku zrozumiałym dla cykliniarzy powtórzę: chodzi NIE TYLKO o
                    PRAKTYKĘ, ale i o TEORIĘ. Rozumiem, że w twojej zawodówce kładziono
                    nacisk na tę pierwszą, ale uwierz - poza tym zakładem wychowawczym
                    istnieją także inne. Jeśli nie wierzysz, zapytaj bardziej
                    rozgarniętych znajomych, jak się ma do praktyki informacja z lekcji
                    geografii, że w Azji znajduje się Mont Everest (chyba że klasa
                    pojechała tam na wycieczkę - ale to równie rzadki przypadek szkół,
                    co zawodówki - zapewne przyswojono tę informację czysto
                    TEORETYCZNIE). Pa, czółko - wyśpij się, bo musisz uskładać (te
                    kafelki w Cambridge) na emeryturę!
                    • onufry.zagloba Nie, moj ty Czerwincu:) U nas klasy jezdza tylko 13.09.07, 00:28
                      do Francji i Hiszpanii na wymiane jezykowa:)
                      Do Nepalu (i innych panstw swiata) pielgrzymuja mlodzi ludzie
                      INDYWIDUALNIE, w czasie tzw. gap year. I ja tam w swoim czasie bylem
                      i jointy kurzylem:))))
                      "At last we rolled into the city of Kathmandu and I peeled myself
                      from the window and staggered out of the bus. I became ecstatic,
                      when I overdosed on oxygen and the three of us quickly found
                      lodgings in a cheap dingy hotel with no name in Dilli Bazaar near
                      Dunbar Square, which seemed to be the city centre. This was where it
                      was at and I loved it. It reminded me of a Wild West cowboy town
                      except there were no cowboys carrying guns and no high noons, but
                      lots of hippies armed with chillums, some of whom looked decidedly
                      under the weather, and were weighed down with beads. I could see
                      that this place was the centre of knowledge and I didn’t fit in, as
                      I’d forgotten to bring my beads. Most of them had a message and many
                      of the gurus, who were long term residents, had found what they were
                      looking for in plentiful supply, which helped put them in touch with
                      themselves, so they could spend more time looking for their inner
                      selves, whereas I didn’t even know where I was going, never mind
                      where I was coming from, and had no idea where I wanted to be or not
                      to be, and the reality was that I hadn’t arrived yet and was unable
                      to get in touch with myself, never mind answer the question."
                      Wiecej w mojej ksiazce - nie przesle;)
                      • eryk2 Re: Nie, moj ty Czerwincu:) U nas klasy jezdza ty 13.09.07, 00:53
                        U nas - tzn. gdzie? W Dublinie nad rzeką Avon? Polecam twoim
                        wielbicielom (obawiam się, że jest to zbiór jednoelementowy - ty
                        sam, drogi posadzkarzu) kilka ciekawych informacji:

                        authorsden.com/leojhellmann
                        • onufry.zagloba No i mnie zdemaskowales:) A wiec sprawdz do konca. 13.09.07, 00:59
                          Naprawde aktualnie mieszkam w Anglii :))
                          • onufry.zagloba PS: I nie podniecaj sie - to pseudonim:) 13.09.07, 01:01
                            Prawdziwe nazwisko znaja tylko ci, co mnie rozpoznaja na fotografii.
                          • eryk2 Blondynko-zaglobo-muratorze! 13.09.07, 01:07
                            Niedawno pisałeś na tym forum, że urodziłeś się nad rzeką Avon. Na
                            tamtym blogu twierdzisz, że miejscem urodzenia jest Dublin. Trzeba
                            chyba teraz zapytać, w którym momencie kłamiesz? Ale bez obaw -
                            takie zabawy z dzieciaczkami na poziomie piaskownicy mnie nie bawią.
                            Nie zadam pytania i już nie będę cię dręczył - są ciekawsze zajęcia
                            niż rozmowy z konfabulatorami-wielonickowcami, zmieniającymi swój
                            życiorys i personalia.
                            • onufry.zagloba Odpowiem: Avonem natchnal mnie twoj Shakespeare:) 13.09.07, 01:09
                              A wielonickowosc nie jest zbrodnia - zwlaszcza, gdy stary nick mi GW
                              blokuje:)
            • malakobietka Drogi eryku2 - bredzisz! akurat wiekszosc 13.09.07, 10:56
              Drogi eryku2 - bredzisz! akurat wiekszosc emigrantow zna jezyk
              ojczysty az za dobrze w przeciwienstwie, niestety do znajomosci
              jezyka kraju do ktorego emigruja... W liceum lubilam j. polski a
              szczegolnie okres romantyzmu, ale to swietna znajomosc angielskiego
              w polaczeniu z ukonczonymi studiami stricte technicznymi pozwolily
              mi na podjecie pracy w swoim zawodzie w Anglii. Znajomosc polskiego
              i umiejetnosc budowania w nim zdan nie maja tu znaczenia.
              Co do samego programu liceum - za moich czasow, czyli jakies 10 lat
              temu byl masakrycznie przeladowany zbednymi wiadomosciami z:
              polskiego, geografii, historii, biologii - szczegolnie te trzy
              ostatnie powinny byc ograniczone do podstaw - reszte w miare potrzeb
              mozna samemu uzupelnic, bo i tak wszystkiego nauczyc sie nie da. Co
              do historii jeszcze - za duzo dawnej historii, za malo najnowszej,
              swiatowej.
        • onufry.zagloba PS: W artykule JEST mowa o dzielonych klasach 12.09.07, 01:44
          na jezyku polskim:
          "Słyszałam, że w Małopolsce, gdzie wychodzą najlepsze wyniki na
          maturze, polski jest w dzielonych grupach. Ja mam 34 osoby w klasie.
          Nie ma pracy z uczniem. Czasami skupiam się tylko na tym, żeby ich
          ujarzmić." A dopiero potem pani od polskiego przyrownuje sie do pani
          od niemieckiego. Nb. zreszta caly czas tu o PENSUM najwyrazniej, nie
          zas o ucznia chodzi(vide: kawalki o zolzie co z klasy do klasy nie
          przepuszcza, a powinna dla pensum i swietego spokoju...) Swoja droga
          przedziwna jest polszczyzna owej polonistki, bo - by daleko nie
          szukac - dokad i skad jej te wyniki egzaminow maturalnych WYCHODZA?
          Do slawojki czy do PiSuaru?

          A jesli chodzi o humor zeszytow szkolnych w czasie egaminow
          wstepnych w Uniwersytecie Warszawskim, to juz cwierc wieku temu moi
          polscy koledzy-asystenci, sekretarzujacy komisjom egzaminacyjnym na
          wydzialach humanistycznych tej czcigodnej przeciez uczelni, nie
          takie kawalki mi opowiadali. I - co najwazniejsze - nie napawalo ich
          to groza i przerazeniem, bo nie kazdy musi zostac uczonym, szewcy
          spoleczenstwu tez sa przeciez potrzebni;) I reakcje na ow "humor
          zeszytow szkolnych" byly rowniez humorystyczne, podobne do tej z
          piramidonem z twojej anegdoty:)))
          • eryk2 Re: PS: W artykule JEST mowa o dzielonych klasach 12.09.07, 13:23
            I - co najwazniejsze - nie napawalo ich
            > to groza i przerazeniem, bo nie kazdy musi zostac uczonym, szewcy
            > spoleczenstwu tez sa przeciez potrzebni;)

            Jest jeden problem: dzięki obecnej szkole mamy WYŁĄCZNIE kandydatów
            na szewców. WSZYSCY kończą szkołę podstawową, WSZYSCY kończą
            gimnazju, WSZYSCY kończą liceum, WSZYSCY dostają się na studia,
            WSZYSCY studia kończą. Czy ktoś słyszał ostatnio o wyrzuceniu ze
            studiów 80% całego roku politologii, nieumiejącego wymienić
            wszystkich sąsiadów Polski? Albo czy ktoś umie odpowiedziec na to
            pytanie, dlaczego na I roku dowolnych studiów FILOLOGICZNYCH 95%
            osób nie odróżnia nie tylko przyimka od zaimka, ale nawet czasownika
            od przymiotnika? Kto tym ludziom dał promocję do gimnazjum, do
            liceum, maturę i kto ich przyjął na studia? Nie wszyscy muszą być
            uczonymi, zgoda. Ale z kogo wybierać przyszłych uczonych, jeśli
            ludzie o wiedzy siedmiolatka otrzymują dyplomy magisterskie? I po co
            tracić czas i pieniądze na kształcenie takich nieuków? Alfabet i
            cztery działania w zupełności wystarczą dla zaspokojenia ich potrzeb
            życiowych. Ostatnio jednak ci ludzie ...otwierają przewody
            doktorskie (mając problemy z ortografią polską).
            • onufry.zagloba A propos filologii:) Byc moze twoje pokolenie 12.09.07, 20:41
              jeszcze sie nie dowiedzialo, ze Ferdynand de Saussure JEDNAK
              ISTNIAL. I ze od jego czasow, tj. cos od roku 1911, GRAMATYKE
              OPISOWA (tj.te odrozniajaca zaimek od przyimka) uwaza sie za -
              lagodnie mowiac - nieco przestarzala.
              Akurat ta umiejetnosc, tj. znajomosc gramatyki opisowej - moj drogi
              postkomuszy "humanisto" - jest zbyteczna zarowno do poprawnego
              wladania dowolnym jezykiem naturalnym, jak i do tworzenia jezykow
              sztucznych (vide: N.Chomsky).

              I met Ferdinand de Saussure
              On a night like this
              On love he said
              "I'm not so sure
              I even know what it is
              No understanding
              No closure
              It is a nemesis
              You can't use a bulldozer
              To study orchids"
              /The Magnetic Fields - The Death of Ferdinand de Saussure, z albumu:
              69 Love Songs/
              • eryk2 Re: A propos filologii:) Byc moze twoje pokolenie 12.09.07, 23:37
                > Akurat ta umiejetnosc, tj. znajomosc gramatyki opisowej - moj
                drogi
                > postkomuszy "humanisto" - jest zbyteczna zarowno do poprawnego
                > wladania dowolnym jezykiem naturalnym, jak i do tworzenia jezykow
                > sztucznych (vide: N.Chomsky).

                Genialne! I, zapewne, uczysz wg Chomsky'ego dziesięciolatki w swojej
                szkole. Jak wykształcisz nowego de Saussure'a, to się koniecznie
                pochwal. A na razie zacznij pisać baśnie, bo świetnie ci to
                wychodzi. Zaś co do gramatyki: tysiące lat uczono wg tego wzorca
                łaciny i greki i jakoś nauczono. Jeśli program tego wymaga, to
                maturzysta powinien co najmniej znać ten podział (na części mowy).
                To tylko dwa z argumentów na rzecz tego, że tylko skończone osły nie
                mają pojęcia o gramatyce opisowej na I roku filologii. No i jeszcze
                murarze. W Oxfordzie.
                • onufry.zagloba Tysiace lat uczono takze, ze ziemia jest plaska, 12.09.07, 23:43
                  moj ty bolszewicki intelektualisto. I co? Miano tego do dzisiaj nie
                  zmienic
                  ?

                  • eryk2 Drogi tynkarzu! 13.09.07, 00:00
                    Czy wiesz, co to jest demagogia? Sięgnij do słownika wyrazów obcych,
                    może mają go w twojej gminnej bibliotece. A co do bolszewizmu -
                    jestem dla ciebie ćwokiem, PiSdziorem, nadętym "humanistą" itd.
                    Język hydraulika mnie nie dziwi. Więcej - nie jest mnie w stanie
                    obrazić. Mogę ci tylko współczuc, że Bozia nie dała więcej talentu,
                    abys mógł ukończyć studia wyższe i rozbudować leksykę.
                    • onufry.zagloba Hanbo tzw. nauki polskiej: 13.09.07, 00:14
                      lepiej sprawdz CO to erystyka i argumenta ad personam:)
                      • eryk2 Re: Hanbo tzw. nauki polskiej: 13.09.07, 00:21
                        onufry.zagloba napisał:

                        > lepiej sprawdz CO to erystyka i argumenta ad personam:)

                        Masz na myśli te wytworne argumenty: "Jestes typowym bezmyslnym i
                        nadetym produktem komuny, co tu swoje bolszewickie poglady roztacza
                        jak gowno smrod"?
                • onufry.zagloba Tysiace lat uczono takze, ze ziemia jest plaska, 12.09.07, 23:43
                  moj ty bolszewicki intelektualisto. I co? Miano tego do dzisiaj nie
                  zmienic
                  ?

                  • nikodem_73 Re: Tysiace lat uczono takze, ze ziemia jest plas 13.09.07, 11:03
                    W kwestii formalnej - nie nauczano, że ziemia jest płaska. Już starożytni Grecy
                    twierdzili, że jest kulą. Twierdzono jedynie, że jest w centrum kosmosu (co było
                    tylko trochę bardziej fałszywe niż oryginalne twierdzenie Kopernika jakoby
                    Ziemia krążyła wokół słońca po okręgu).
                    • onufry.zagloba Ty paskudny etnocentryku! I eurocentryku ! 13.09.07, 11:31
                      A w Krolestwie Mali ziemia miala ksztalt tarczy spoczywajacej na
                      grzbietach czterech sloni;)
                      • nikodem_73 Re: Ty paskudny etnocentryku! I eurocentryku ! 13.09.07, 13:24
                        Wybacz effendi - po prostu odnoszę się do swojej kultury :)
                    • ziutap1 Re: Tysiace lat uczono takze, ze ziemia jest plas 13.09.07, 11:58
                      O mój ty Boże. Łącza się zgrzały podczas tego akademickiego sporu.
                      Czytając takie teksty przestają się dziwić dlaczego w Polsce jest
                      jak jest. Nawet wykształcenie i pewna nabyta erudycja nie pomaga
                      Polakom w przekłuwaniu baniek pieniącego sie testosteronu. Ciekawa
                      rzecz, że faceci nawet w necie potrafią sie wziąć za łby. Ciekawe
                      też, czy jeszcze pamiętają o co się pokłócili.
                      A tak na marginesie, onufry, to masz przestarzałe informacje.
                      Ostatnio trafiają do WSP ciekawi ludzie. Z mojego roku dwóch
                      najlepszych (filozofia), a i mam dziesięć lat starszego znajomego
                      (na WSP), który też jest bystry i pracowity. Może coś się jednak
                      poprawia.
              • josemir Re: A propos filologii:) Byc moze twoje pokolenie 13.09.07, 13:26
                Ja jednak chciałabym poznać osobę, która nauczyła się mówić prawidłowo w języku obcym, bez zmnajomości, chociażby podstaw, gramatyki opisowej.
                • onufry.zagloba Toz proste: kazde dziecko, ktore wychowuje 13.09.07, 14:09
                  sie w innym kraju. I to jeszcze przed ukonczeniem 4-5 roku zycia:)
            • josemir Re: PS: W artykule JEST mowa o dzielonych klasach 13.09.07, 13:20
              Ktoś tu mocno przesadził z tymi 95 %
        • magtomal Re: Artykuł wspaniały. Głosy na forum - już mniej 12.09.07, 07:10
          eryk2 napisał:

          > 1. Miła pani! W artykule jest mowa o dzieleniu klas na lekcji
          > NIEMIECKIEGO, a nie polskiego. Czytanie ze zrozumieniem (w moich
          > czasach, przed potopem - wymóg promocji do kl. II podstawówki)
          > obowiązuje nie tylko chcących zdać dziś maturę, ale również
          > nauczycieli.

          Szanowny Panie! Cytuję: "W Malopolsce (...) polski jest w dzielonych grupach"

          > 2. Proszę nie pisać, jak świetna jest obecna szkoła.

          Pisałam o uczniach, których Autorka przedstawiła zdecydowanie negatywnie.
          • eryk2 Kłamstwo powtórzone sto razy nie staje się prawdą 12.09.07, 13:11
            1. Proszę nie manipulować! Pierwotnie napisała pani,
            cytuję: "Autorka tekstu żaląc się na swój los wielokrotnie mija się
            z prawdą; np. w Malopolsce nie ma podziału na grupy na lekcjach
            polskiego".

            2. Tymczasem polonistka z artykułu w GW stwierdziła,
            cytuję: "Słyszałam, że w Małopolsce, gdzie wychodzą najlepsze wyniki
            na maturze, polski jest w dzielonych grupach. Ja mam 34 osoby w
            klasie. Nie ma pracy z uczniem. Czasami skupiam się tylko na tym,
            żeby ich ujarzmić. Raz poszłam do koleżanki na niemiecki w 15-
            osobowej klasie".

            3. Pani zarzucała jej fałszywe stwierdzenie, podczas gdy ona użyła
            słowa "Słyszałam", a więc nie wcale nie mówiła o stanie faktycznymw
            małopolskich szkołach, Zaś jako faktyczny przykład piętnastoosobowej
            klasy podała zajęcia z języka niemieckiego.

            4. Chyba dobrze wyczuła pani, że sie pogrąża, dlatego za ostatnim
            razem zacytowała pani wypowiedź z artykułu bez zwrotu "Słyszał, że",
            nadając cytowanej przez siebie wypowiedzi charakter kategoryczny,
            uzurpujący sobie status orzekania o prawdziwości zjawiska. A to już
            pachnie brzydką manipulacją, niestety...
        • nimfa-blotna Re: Artykuł wspaniały. Głosy na forum - już mniej 13.09.07, 10:32
          mój znajomy z technikum chce ode mnie prace maturalna na polski
          gdyz twierdzi ze ma ten sam temat , zorientowałam sie ze mamy ten
          sam motyw ale w różnych epokach a co on na to "EEE TO PEWNIE TO SAMO"
          ( romantyzm i literatura XX wieku......... hmmm ciekawe )
        • flamengista no tak 13.09.07, 13:48
          Ja też muszę wysłuchiwać, że Konrad Adenauer to twórca Armii Czerwonej i inne
          kwiatki.

          (Nie)wiedza maturzystów jest przerażająca.

          Ale autorka daje chyba odpowiedź, dlaczego tak jest. Ona może by ich chciała
          tego wszystkiego nauczyć, ale nie może!

          I dlatego odstawia edukacyjną fikcję, jak i jej koledzy. Skutki tego obserwujemy
          już na uczelni.
      • cloclo80 Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 13.09.07, 11:47
        Szkoda tylko że potem takie dzieciaki są rozdeptywane przez warszawskie świnie,
        które nigdy nie zhańbiły się wysiłkiem umysłowym innym niż wyłudzanie pieniędzy
        od swoich starych.
      • ax666 Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 14.09.07, 03:36
        zgadzam sie w zupelnosci. dodam tylko, ze to przerazajace, ze ta pani moze
        bezkarnie (bez grozby utraty pracy)wyrazac takie opinie oraz uzywac takiego
        emocjami-nafaszerowanego jezyka na forum publicznym. wynika to pewnie z tego, ze
        nauczyciel w polsce jest tak slabo oplacany, ze wiekszosc ludzi, ktorzy
        przychodza do zawodu sa niedoksztalceni, ogolnie niezainteresowani, a ich jedyna
        motywacja do pracy z dziecmi to niemoznosc znalezienia innej pracy. mieszkam w
        innym kraju, i czasami narzekam na system edukacji tu... po przeczytaniu tego
        listu przysiegam sobie, ze nigdy wiecej zlego slowa o tym systemie nie powiem.
        moje dziecko ma szczescie, ze ucza go kompetentni i oddani nauczyciele, ktorzy
        jednoczesnie reprezentuja soba wysoki poziom kultury. mam nadzieje, ze ta pani
        jest raczej wyjatkiem niz "regula";), a wydrukowanie go przez Wyborcza tylko
        przyczyni sie do poglebienia problemu braku szacunku wobec nauczycieli w Polsce.
    • husyta Większość lektur to katolicka indoktrynacja 12.09.07, 12:57
      Sedno zmian w spisie lektur wyraża ten fragment:
      "Ja jestem protestantką. A większość dołożonych książek to katolicka
      indoktrynacja. "Pamięć i tożsamość" Jana Pawła II będę chciała
      potraktować jako zwykły tekst kultury. Poszukam uniwersum, nie wiem,
      czy to się uda. Z epatowaniem katolicyzmem powinni się ograniczyć do
      lekcji religii."

      Też jako protestant mogę dodać, że mimo religii w szkołach, mimo
      katolickiej indoktrynacji lekturowej na zajęciach z polskiego,
      katolicy nadal nie będą znali Pisma Świętego, nadal nie będą
      wiedzieć, co jest grzechem a co nie, a cała ich wiedza religijna
      sprowadzi się do tego, że katolicyzm to prawdziwa religia, a wszyscy
      pozostali, to najwyżej wspólnoty religijne, ale nie kościół.
    • toja3003 Młodzież nie czyta?! A czyta, czyta, tylko nie jak 12.09.07, 17:24
      Młodzież nie czyta?! A czyta, czyta, tylko nie jakiegoś smutnego
      poetę Słowackiego. Po kiego grzyba katuje się młodzież tymi
      przestarzałymi knotami Sienkiewicza i Mickiewicza. A potem
      zdziwienie, że „młodzież nie chce czytać”. A chce prosze pana
      ministra oświaty ale na przykład Hary Potera albo inną interesującą
      literaturę a nie nudy na pudy. Chyba, że ktoś mi udowodni czemu
      Słowacki zachwyca, skoro nie zachwyca? I po co komu ortografia gdy
      każdy edytorek na pececie te błędy skoryguje automatycznie, to po mi
      wiedzieć czy coś się pisze razem czy osobno?
    • alaluk Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polonistk 12.09.07, 18:14
      Studenci polonistyki też nie czytają, a nawet nie mają ochoty czytać.
      Bardzo współczuję autorce "spowiedzi polonistki". To, o czym pisze,
      znam z autopsji. Przez kilka lat byłam asystentką na polonistyce w
      bydgoskiej WSP (jak była jeszcze WSP, a nie uniwersytetem).
      Obserwowałam, że z roku na rok jest coraz gorzej pod względem
      oczytania. Nie tylko zdający na studia, ale nawet studenci drugiego
      i trzeciego roku polonistyki czy bibliotekoznawstwa (sic!) nie mieli
      pojęcia, kto to Petrarka, Dante, Dickens, Balzak, Flaubert czy
      Puszkin. O znajomości tekstów nie wspomnę. Z literatury polskiej
      podobały im się ballady Mickiewicza (bo krótkie, proste i z
      morałem?). Czytaliśmy je wspólnie na zajęciach (jak w podstawówce:).
      Słowacki czy Norwid byli za trudni... Taki "Beniowski" to nie
      wiadomo o czym właściwie... Same dygresje!
      Najpierw byłam załamana, potem przestałam się tym przejmować.
      Dzisiaj na szczęście robię co innego i nie muszę nikogo uczyć
      literatury. Nie mam pomysłu na to. Uważam, że jeśli ktoś nie lubi
      czytać, to żadna siła go do tego nie zmusi. Może lepiej uczyć tylko
      czytania i pisania przez 6 lat. Czy wszyscy muszą mieć maturę? I
      dyplom magistra? Nie muszą...
      • onufry.zagloba Ano wlasnie- nie musza:) A przeciaganie tumanow 12.09.07, 21:11
        przez WSP za uszy to ZBRODNIA na nastepnych pokoleniach Polakow. Bo
        jaki bedzie z takiego ciolka nauczyciel? ZADEN. A jaka krzywde
        dzieciarni wyrzadzi? OGROMNA.
        Nb. Nie rozumiem twojej postawy (jako znacznie starszy i ze znacznie
        dluzszym stazem nauczyciel akademicki): zmuszac LUDZI DOROSLYCH do
        studiowania danej dyscypliny? Sorki, to TWOJ czy tez ICH business?
        Ja mam zawsze czas dla studentow, ktorzy cos robia, chca
        przezwyciezyc jakies trudnosci, poznac czy odkryc cos nowego, i to
        nie ogladajac sie na dyzury czy wymiar pensum (zreszta porozumiewam
        sie z nimi intranetem; wszystkie moje wyklady sa tam w Power Point -
        moge miec sale pusta, jeszcze lepiej). Niemniej dla tych, co ow
        PRZEDMIOT (przedmiot, nie zas studia - te wartoscia nie sa) maja w
        nosie, mam tylko jedna odpowiedz: studiowac synu/corko NIE MUSISZ:)))
      • cloclo80 Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 13.09.07, 11:51
        Warszawskie świnie muszą. Tatuś kupi.
    • sendivigius Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polonistk 12.09.07, 20:14
      Oj moja droga polonistko, ten uczen jest bardzo kulturalny, na
      tutejsze czyli amerykanskie standardy. U nas, w USA by cie
      zwyczajnie zastrzelil. Setki nauczycieli rocznie w calych Stanach
      jest smiertelnymi ofiarami albo uczniowskiej zemsty albo po prostu
      przypadkowo wejdzie na linie strzalu. I to wszystko mimo bramek do
      wykrywania metali, lotnych patroli policji (z psami weszacymi!!!) i
      tak dalej. A za uderzenie ucznia poszalabys do wiezienia na 120 lat
      i rodzina przez pokolenia by splacala dlugi. Mowie to wszystko
      oczywiscie o szkolach publicznych czyli panstwowych.

      Problem ze szkola jest na calym swiecie taki sam. Uczyc sie nie
      oplaca i tyle. Nie ma zadnej korelacji miedzy wiedza lub chociazby
      stopniami a kasa i standardem zycia. Szkoly sluza glownie do
      swietlicowania mlodych ludzi aby sie nie petaly po ulicach i byly
      pod przynajmniej jako takim nadzorem. Reszta to jest rezultat a nie
      kryzys jak by napisal sp. Kisiel.
      • alaluk Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 13.09.07, 00:02
        Jeśli założymy, że szkoła jest instytucją tylko "świetlicującą"
        nieletnich, to może zamiast siedzieć tam i nudzić się bezczynnie,
        powinni oni zamiast tego robić coś pożytecznego. Np jakieś robótki
        ręczne jak w warsztatach terapii zajęciowej: hafty, serwetki,
        obrazeczki. To już jest nauka zawodu. Potem kolejny zawód - jako
        młodociani specjaliści od marketingu musieliby to sprzedać, by
        opłacic swój pobyt w "świetlicy" etc. Zwolnione z tych czynności
        byłyby tylko jednostki wybitnie uzdolnione i pracowite, rokujące
        jakies nadzieje. A reszta niech przyzwyczaja się do życia dorosłego
        i zwolni społeczeństwo z utrzymywania "świetlic". Może wtedy, w
        ramach buntu, sięgneliby po jakieś lektury? Może by się zbuntowali?
    • tarnumar Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polonistk 12.09.07, 20:40
      Nie czytałem komentarzy, od razu to zaznaczam.

      Nie wiem czego ludzie się spodziewają. Taka harówka, jaką Pani wymieniła w
      liście jest TYLKO na Polskim. A uczeń liceum uczy się również masy innych,
      często ZUPEŁNIE niepotrzebnych przedmiotów.
      Bo po co komuś w klasie humanistycznej chemia, biologia czy fizyka? To dodatkowe
      godziny, a nauczyciele również wymagają uczenia się.
      Dlatego humanista zamiast uczyć się tego czego powinien - Polskiego, Historii,
      Wosu, języków, siedzi i wkuwa chemię, biologię, fizykę, geografię...
      Dlatego liceum, przynajmniej od drugiej klasy, powinno być już ściśle
      profilowane - profil humanistyczny, wywalamy ścisłe. Profil matematyczny,
      wywalamy humanistyczne.
      Jeszcze lepszą opcją jest swoboda wyboru. Powiedzmy, wybierasz 5 przedmiotów i
      na nie chodzisz, klasa jest mieszana, na chemii masz inną grupę i na fizyce
      inną, bo niektórzy się w to nie bawią.
      Ot i całe rozwiązanie. Niezbyt skomplikowane, a ułatwiłoby życie wszystkim.
    • wielki_czarownik Z perespektywy młodego wykształciucha 12.09.07, 20:47
      Szkołę średnią pamiętam jako może nie koszmar, ale zły sen. Naprawdę dużo materiału do opanowania, ale większość z tych rzeczy to były totalne, nieprzydatne do niczego rzeczy. Musiałem wbić sobie do głowy różnicę pomiędzy fałdowaniem kaledońskim a hercyńskim, na pamieć nauczyć się jakiegoś posranego wiersza napisanego przez XIX wiecznego wiecznie otumanionego opium szaleńca a następnie rozwiązywać równania z 2 niewiadomymi. Do szkoły wychodziłem przed 7 rano, wracałem po 16. W domu musiałem poświęcać kolejne godziny na czytanie nudnych gniotów w stylu Chłopów czy szaleńczego bełkotu Dziadów części IV (i tak przeczytałem tylko streszczenia).
      Pisałem też jakieś nienormalne wypracowania o bohaterach romantycznych i rysowałem schematy odbijania się świata w zwierciadle wklęsłym.
      Potem poszedłem na studia i tam w końcu zacząłem się uczyć tego, co mi się w życiu przydaje i dzięki czemu zarabiam na chleb.
      I z dystansu tych kilku lat widzę, że podstawówka LO (wówczas 8+4 lata) to zmarnowany okres życia. Mogłem w zasadzie od iść na studia, bo w polskiej szkole nie nauczyłem się absolutnie nic.
      • alaluk Re: Z perespektywy młodego wykształciucha 13.09.07, 00:29
        Gdybyś był geniuszem - z pewnością w wieku 13 lat przyjęliby Cię na
        studia. Ale skoro nie jesteś, musiałeś znosić koszmar szkoły
        średniej jak inni:)))
        Szkoła to taka sama totalna instytucja jak więzienie, szpital i itp.
        Jest nieprzyjemna z założenia. Nauczyciele lubiliby szkołę, gdyby
        nie było w niej uczniów. Tak samo jak lekarze kochaliby szpital bez
        pacjentów. Ale na razie nie wymyślono nic innego niż takie metody
        kształcenia czy leczenia.
    • rg83 Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 12.09.07, 20:52
      bez przesady
      musiała by uczyć w jakimś technikum mięsnym albo zawodówce
      ja również chodziłem na kierunek techniczny (technikum-informatyka) i tam takich
      problemów nie było. Większość czytała streszczenia to fakt ale ogólną wiedzę o
      lekturze miał każdy. Nie było żadnego "mięsa" ani chamskich gadek. ten tekst
      jest pod publiczkę moim zdaniem
      • kwiat_gruszki Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 13.09.07, 13:10
        rg83 napisał:

        > bez przesady
        > musiała by uczyć w jakimś technikum mięsnym albo zawodówce
        > ja również chodziłem na kierunek techniczny (technikum-
        informatyka) i tam takic
        > h
        > problemów nie było. Większość czytała streszczenia to fakt ale
        ogólną wiedzę o
        > lekturze miał każdy. Nie było żadnego "mięsa" ani chamskich
        gadek. ten tekst
        > jest pod publiczkę moim zdaniem
        >

        Tak, ale być może chodziłeś do dobrego liceum, albo w czasach, gdy
        licea z założenia były dobre. Obecnie prawie każdy idzie do liceum,
        którego poziom już się dawno zdewaluował. Obok naprawdę dobrych
        placówek z tradycja natworzyło się duzo szkół "profilowanych" i
        innych "zespołów szkół". Swojego czasu miałam kontakt z takimi
        szkołami i widok gromady chłopców w dresach w klasie LO wcale mnie
        nie dziwił.
    • onufry.zagloba Problemem szkoly, kazdej szkoly, jest nauczyciel! 12.09.07, 21:01
      Zly, malo inteligentny, pozbawiony wyobrazni i empatii, nadety i
      zarozumialy belfer, szalenie uczulony na to, by mu uczen (i
      ktokolwiek) przypadkiem "na autorytet" nie nadepnal.
      Sa to ludzie pokroju autorki listu do GW i - sadzac po postach -
      internauty eryka, ktorzy przywiazuja wage albo do tresci
      przestarzalych (ktore im niegdys do glowy jako prawdy ostateczne
      wduszono; vide: kult gramatyki opisowej), albo zupelnie nieistotnych
      dla przyszlosci ucznia (pewne dyrdymaly patriotyczno-historyczne z
      datami na czele). Ludzie, ktorych nie stac na luz, na wlasna
      inwencje, na odrobinke oryginalnosci, a wiec - w efekcie - ktorzy,
      bo brak ku temu podstaw, nie zasluguja na uczniowski/studencki
      szacunek.
      Mam za soba prawie 30-letni staz nauczyciela akademickiego i dlatego
      zaden ze zlych nauczycieli mi nie powie, ze to uczniowie nie chca
      sie uczyc, gdyz brutalna prawda jest inna: TO NAUCZYCIELE NIE
      POTRAFIA ICH NAUCZYC (ew. rozbudzic potrzebe samoksztalcenia, jesli
      o starszych uczniow i studentow chodzi).
      • maaac Problem jest wszystko. 12.09.07, 21:24
        Onufry.
        Wyobraź sobie że kazali Ci nauczyć coś o literaturze Josepha
        Conrada klasę składającą się z 40 Murzynów z jakiegoś getta, którzy
        nie dość że nie potrafią czytać to nawet i po angielsku nie umieją
        się poprawnie wysławiać. Taki jest zakres programowy i MUSISZ go
        zrealizować, a nie kombinować że masz luz czy możliwość wykazania
        własnej inwencji, czy odrobinę orginalności.
        Potem pogadamy na temat twojego stosunku do osób które stają co
        dzień przed problemami może nie tej klasy ale w tym kierunku
        zdarzającymi.

        PS. Moja klasa w podstawówce liczyła 46 uczniów (jak komuś będzie
        chciało się sprawdzić mój wiek to będzie wiedział kiedy to było).
        Jakim cudem tak było nie wiem - ale było. Jak wszyscy byli w szkole
        (statystycznie było to rzadko) brakowało krzesełek w klasie.
        • magtomal Re: Problem jest wszystko. 12.09.07, 21:41
          Maaac! Przecież my nie uczymy Murzynów z getta! Do liceum chodzi naprawdę
          niezła, myśląca młodzież. Jeśli nauczyciel z góry nastawi się (jak Autorka), że
          młodzież ta nie chce czytać, nie chce myśleć, że nie jest w stanie zrozumieć
          lektur, to NIC nie osiągnie. Będzie chodził do pracy...po co? Sama nie wiem. Ja
          idę do szkoły i WIEM, że dogadam się z moimi uczniami, że uda mi się ich
          przekonać do wielu lektur, nawet jeśli na początku im się nie spodobały. A jeśli
          ich nie przekonam, to przynajmniej ciekawie podyskutujemy. Często to Oni
          przekonują mnie do czegoś.
          Najbardziej przeraziło mnie właśnie nastawienie Autorki do pracy: szkoła zła,
          dobór lektur beznadziejny, uczniowie tępi.
          • maaac Są problemy i nie nalezy udawać że ich nie ma. 13.09.07, 07:03
            > Maaac! Przecież my nie uczymy Murzynów z getta! Do liceum chodzi
            > naprawdę niezła, myśląca młodzież.
            A nieprawda. Do jednych szkół chodzi "niezła myśląca młodzież" do
            innych "Murzyni z getta".
            Ponieważ mam kontakty z nauczycielami znam opisy 2 szkół z różnych
            dzielnic mojego miasta. Żeby nie było watpliwości - ocena tej samej
            nauczycielki, która zmieniła miejsce zamieszkania, a wkrótce po tym
            szkołę w której uczyła. W jednej była katorga. Dzieci nic nie umiały
            i uczyć się zamiaru nie miały. W drugiej czysta przyjemność i
            satysfakcja z tego co ich potrafiła nauczyć. To było dokładnie TO
            SAMO miasto i TEN SAM etap edukacji. Dzieciaki różniły się tylko
            miejscem zamieszkania.
            Osobiście miałem jako nauczyciel akademicki możliwość poprowadzenia
            zajęć nie tylko w moim mieście ale i w pobliskim znacznie mniejszym.
            Też wyraźna różnica w zachowaniu, uprzejmości, podejściu do
            nauczyciela, chęci wykonywania poleceń.
            Wszystko więc zależy od możliwości jakie ma nauczyciel. Musi się
            walczyć z problemami typu:
            - za duża klasa, naprawde jak są nawet mocno niesforni, czy brak im
            niezbędnych podstaw, przy 15 osobowej grupie da się znacznie więcej
            zrobić niż z 30 kilku osobową. Jezeli ma się grzecznych i chętnych
            uczniów i 30 pare osób nie przeszkadza. Jednak przy 40 kilku jak ja
            miałem - byłem pytany wyłącznie raz na semestr. Naprawdę praca
            pisemna nie może zastąpić pytania ustnego, w którym bezpośrednio
            poznaje się wiedzę ucznia.
            - brak podstaw wiedzy. Trzeba wyjść z tego, że w przeciwieństwie do
            tego co tu poniżej Onufry pisał - zadaniem nauczyciela nie jest
            zrealizowanie przedstawienia, a nauczenie uczniów konkretnej wiedzy
            i umiejętności w konkretnym czasie. Jako chemik nie będę z nimi
            robił dramy jak się to atomy łączą, czy kwas z wodą miesza. Mam ich
            nauczyć przeliczania stężeń. Fajnie.... Co zrobić jednak jak oni nie
            potrafią liczyć ułamków? Naprawde NIE POTRAFIĄ!!!. Zacząć ich uczyć
            matematyki? Ok mogę. W końcu nauczę - potrafię. Tylko co z moim
            zakresem programowym? Kiedy ich nauczę tego co ja POWINIENEM skoro
            uczę ich tego co powinien ktoś wcześniej? A jak w program coraz
            częściej (teraz w matematyce widać odwrót) wciskają to co kiedyś
            było na studiach? Z chemii widziałęm elementy chemi fizycznej, które
            na studiach sprawiają ludziom problem. A oni nie umieją liczyć
            ułamków.... Brak wiedzy łączy się z następnym problemem, o którym
            poniżej.
            - zróżnicowanie wiedzy i umiejętności nauki. Masz klasę w niej i
            analfabetów i osoby, które już opanowały materiał, który trzeba
            przedstawić. No i co? Jak przeprowadzić lekcję do których
            dostosować? Do tych z problemami? Średniacy będa mieli jeszcze
            zajęcie - najlepsi będą się chooooooolernie nudzić. Do średniaków?
            To jest stawianie kreski na tych gorszych i nie rozwijanie
            możliwości najlepszych. Problem co? A czas leci, a "materiał do
            przerobienia". Małą klasa jakoś da się to zorganizować - ale im
            większa tym ten problem rozwarstwienia staje się istotniejszy. Do
            tego nalezy dołożyć ZAKAZ tworzenia klas lepszych i gorszych co by
            dawało możliwość współpracy z młodzieżą o jednym poziomie wiedzy i
            zdolności.


            Czyli wbrew temu co piszesz nie jest tak, że Autorka ma negatywne
            nastawienie. Jakby je miała to by sprawę olała i by symulowała tylko
            pracę. To jest naprawdę banalnie proste w szkole. Ona jednak tego
            nie robi - napisała list do gazety, w którym podała dręczące ją
            problemy. Te problemy naprawdę istnieją. Może nie w każdej szkole -
            proszę nie opierać się WYŁĄCZNIE na własnych doświadczeniach ale
            porozmawiać z osobami z zupełnie innych środowisk.

            Są też sposoby na walkę z tymi problemami. Mniejsze klasy.
            Dostosowanie programu do możliwości uczniów - proszę bardzo jak się
            nie da z nimi "przerobić" wszystkich lektur, to może wystarczy
            zrobić parę przedstawień na rok. Coś przynajmniej im w głowach
            zostanie i nie będą sfrustrowani. Realna możliwość zostawiania
            ucznia na drugi rok. Możliwość usunięcia uczniów ze szkoły - jak nie
            chce się uczyć to po co trzymać go w szkole? Nie dość że "zajmuje
            miejsce" to jeden "dowcipniś" potrafi całkowicie zezorganizować
            lekcję (jak jest tylko jedna tygodniowo - to parę takich numerów
            może być tragedią dla nauczyciela).
            • magtomal Re: Są problemy i nie nalezy udawać że ich nie ma 13.09.07, 07:12
              Teraz bardzo krótko:
              > A nieprawda. Do jednych szkół chodzi "niezła myśląca młodzież" do
              > innych "Murzyni z getta".

              Mówimy o liceach - szkołach nieobowiązkowych - tam naprawdę trafia lepsza mlodzież!

              Te problemy naprawdę istnieją. Może nie w każdej szkole -
              > proszę nie opierać się WYŁĄCZNIE na własnych doświadczeniach ale
              > porozmawiać z osobami z zupełnie innych środowisk.

              Naprawdę mam kontakty z nauczycielami z różnych szkół (liceów przede wszystkim)!

              >Możliwość usunięcia uczniów ze szkoły - jak nie
              > chce się uczyć to po co trzymać go w szkole?

              Ta mozliwość ISTNIEJE! Można też wyrzucić ucznia ze szkoły!Liceum to szkoła
              NIEOBOWIĄZKOWA! Nie mylmy liceów z gimnazjami. Tam - przyznaję - jest problem.
              Ale Autorka pisze o LICEUM!
              >

              • flamengista liceum - szkoła nieobowiązkowa? 13.09.07, 12:50
                A ja naiwny myślałem, że nauka jest obowiązkowa do 18 roku życia;)
                • magtomal Re: liceum - szkoła nieobowiązkowa? 13.09.07, 15:17
                  flamengista napisał:

                  > A ja naiwny myślałem, że nauka jest obowiązkowa do 18 roku życia;)

                  Co nie znaczy, że trzeba ją po gimnazjum kontynuować w liceach. Dla slabych
                  uczniów są inne szkoły.
                  • maaac Re: liceum - szkoła nieobowiązkowa? 13.09.07, 18:27
                    > Co nie znaczy, że trzeba ją po gimnazjum kontynuować w liceach.
                    Dla slabych
                    > uczniów są inne szkoły.

                    Jest ich coraz mniej. Tzn. jest ich znacznie mniej niż było kiedyś -
                    więc wbrew temu co ktoś tu próbuje sugerować duża ilość słabych
                    uczniów jest w szkołach o profilu ogólnokształcącym.
                    Co zresztą jest ucieczką od głównego tematu dyskusji czyli
                    polskiego szkolnictwa jako takiego i pojawiających się w nim
                    problemów, które doskonale zostały opisane w przytoczonym przez GW
                    liście, a którym rózne osoby chcą zaprzeczyć zawalając winę na
                    nauczycielkę.
            • onufry.zagloba Zwalczac idiotow z MEN, tj. programy etc. 13.09.07, 11:38
              Tu sie z toba calkowicie zgadzam, maac. Ale radzilbym nie zwalczac
              ucznia, nie przerzucac na niego zidiocenia swiata doroslych, tudziez
              chorych ambicji ministerialnych nieukow. Macie te demokracje czy tez
              nie? KIEDY nauczyciele zaczna strajkowac nie tylko z powodu plac,
              ale i programow, ktore dzieciakom krzywde robia?
            • bussie Re: Są problemy i nie nalezy udawać że ich nie ma 13.09.07, 18:17
              Mniejsze klasy!!!! Dajcie nam mniejsze klasy! Gdy chodziłam do
              podstawówki mówiono, że klasy są przeludnione (30-35 uczniów), bo
              mamy wyż demograficzny. I nie pomagało, że było tych klas 5, czy 12.
              Teraz mamy niż demograficzny. W szkołach są 2 lub 3 klasy po 35-40
              uczniów. Nie można tylu dzieciaków zamykać w jednym pomieszczeniu na
              45 minut. Wchodzimy sobie w nasze osobiste przestrzenie i pojawiają
              się tarcia. Każdemu z nas potrzebny jest pewien komfort pracy,
              dzieciom również. 60x60 cm naprawdę nie wystarczy.
              Ze względu na moje dzieci proszę, dajcie nam mniejsze klasy. Wiem,
              że znów chodzi o finanse. Ale może wtedy w szkole byłoby
              bezpieczniej. Może nauczyciele mieliby większe szanse zainteresować
              uczniów swoim przedmiotem, a dzieci odkryć nowe pasje. Może
              nauczyciele nie musieliby wtedy łączyć godzin w trzech - czterech
              szkołach, ale mogliby swój czas poświęcić tej jednej, aby zmienić ją
              w miejsce przyjazne spotkaniom z ludźmi, ze światem i z wiedzą. Może
              wtedy nagle okazałoby się, że reforma edukacji nie była pomyłką,
              tylko okoliczności nie pozwalały dowieść jej swych racji.
              Dajcie nam mniejsze klasy!
        • onufry.zagloba Jakbys w dziesiatke trafil! 12.09.07, 23:20
          To wprawdzie nie ja, ale inni. I nie chodzilo o 40 Murzynkow, ale o
          spora grupe mlodych bandytow wszelkich ras i kolorow z
          eksperymentalnego prywatnego (Securipol)poprawczaka w Milton Keynes:
          cos na ksztalt ostrej staromodnej szkoly z internatem (swietne
          warunki, swoja droga).
          I wlasnie takiej grupie w wieku od 11-16 lat dano za zadanie
          przerobienie Lorda Jima na sztuke teatralna i ja wystawic. Swoboda
          tworcza mlodziankow byla nieograniczona. Przedstawienie mialo sie
          odbyc dla ludzi z zewnatrz - rodzin, przyjaciol i obcych: wladz i
          mieszkancow miasteczka. I wiesz co? Sie udalo! Nawet piesni i muzyke
          do Conrada podopisywali. A mlodziankowie - szykujac to
          przedstawienie - przeczytali powiesc nie jeden raz, spokojna glowa.
          Mozna ich teraz odpytywac na wyrywki, a osrodkowa biblioteka donosi,
          ze i inne powiesci zaczeli czytac. Nb. udaly sie i inne imprezy,
          jak - przy szkoleniach zawodowych - zaprojektowanie kolekcji ciuchow
          mlodziezowych, ich wlasnoreczne wykonanie, a potem sprzedaz z
          licytacji na jakis cel wspolny (chyba chcieli telewizorki do
          sypialni). W projektach filmy zarowno fabularne jak i dokumentalne.
          Innymi slowy: jesli sie chce, to i z mlodymi bandytami po wyrokach
          mozna.
          • alaluk Re: Jakbys w dziesiatke trafil! 13.09.07, 00:13
            Panie Onufry! Nie mam przyjemności znać Murzynów z getta, ani
            żadnych młodocianych bandytów, ale rozumiem, w jaką stronę Pan
            zmierzasz! Przedstawienia, inscenizacje lektur i inne tego typu
            zabawy, są owszem, bardzo kształcące i dają dlugotrwałe efekty,
            ale... Nauczyciel musi mieć ochotę to robić. Ale właściwie dlaczego
            ma mieć ochotę? On ma realizować program, a nie bawić się po
            godzinach za darmo, albo za nędzne grosze. Motywację więc ma żadną.
            Rozmumiem, że za zabawy teatralne z "Lordem Jimem" płacono w
            dolarach...
            • onufry.zagloba Placono w funtach. W ramach pensji, zreszta 13.09.07, 00:21
              niezbyt wysokiej (ale Milton Keynes ma inne zalety: tanie domki
              jednorodzinne w aktualnie budowanych osiedlach dla niezbyt zamoznej
              klasy sredniej, co moze sprzyjac sciaganiu do pracy mlodych i
              zdolnych). Niemniej wspomnialas tu o OBOWIAZKU PRZEROBIENIA
              PROGRAMU. I tu wlasnie jest pies pogrzebany: UK ma zupelnie inny
              system, i uczniowie, i nauczyciele rozliczani sa z praktycznego
              opanowania okreslonych umiejetnosci (co sprawdza sie przy pomocy
              ogolnonarodowych testow,wyniki ktorych sa zreszta w mediach
              oglaszane, co JEST i dla malolatow dopingiem), podczas gdy wybor
              drogi wiodacej do tego celu - a wiec i programu - jest wylacznie
              sprawa szkoly i nauczyciela. Jesli to cie interesuje, to moge
              poszukac w necie przykladow tychze testow.
              • alaluk Re: Placono w funtach. W ramach pensji, zreszta 13.09.07, 00:41
                Może i u nas zrobić tak, że do zdania matury wystarczy: umiejętność
                czytania, pisania, no może jeszcze dodawania i odejmowania (z
                mnożeniem i dzieleniem bez kalkultora sama miewam problemy, o
                procentach nie wspominając:))). I wyniki publikować!
                I dać spokój tym naszym wieszczom. Mickiewicze, Gombrowicze i
                Sienkiewicze niech spoczywają w spokoju. Amen!
                • onufry.zagloba To nie tak, alaluk - zalezy na jakim poziomie. 13.09.07, 00:57
                  Poszukam ci tych testow z jezyka angielskiego: wsrod zadan np.
                  napisanie recenzji i powiesci, i pracy popularno-naukowej, rozne
                  proby dziennikarskie etc. Lub - dla odmiany - praca edytorska na
                  zalaczonym tekscie. A do tego naprawde i kawalek porzadnej wiedzy
                  ogolnej potrzebny, i wiedza o tejze wiedzy "zyciowym" wykorzystaniu.
                  Wiesz, sam chodzilem do prywatnej szkoly sredniej w UK (Eton to nie
                  byl, ale jednak...). I katowano nas tam lekcjami laciny, ktore byly
                  katorga przez pare pierwszych tygodni, poki jeden z odwazniejszych
                  kolegow nauczyciela nie zapytal, a po co mu ta lacina, skoro ni
                  ksiedzem, ni aptekarzem nie mysli zostac? I wowczas profesor
                  przeprosil nas za to, ze pominal ten niezwykle wazny aspekt, a
                  nastepnie sprawnie i ciekawie nam udowodnil w nauce ilu jezykow
                  znajomosc laciny moze byc potrzebna. Jasne, nie pokochalismy od tego
                  laciny, ale jej wkuwanie zaczelo miec jakis SENS. Inna sprawa, ze do
                  dzis prawie nic z tego nie pamietam (a ponoc recytowalem
                  Owidiusza!), za to gdy potrzebny mi jakis lacinski "slogan" to wiem,
                  gdzie go szukac i szybko znalezc.
                  • alaluk Re: To nie tak, alaluk - zalezy na jakim poziomie 13.09.07, 09:43
                    Ha! Łacina! Każdy, kto nigdy się jej nie uczył, mówi: a po co mi
                    łacina? Uczyłam się jej tylko 2 lata na studiach. Załuję, że tak
                    krotko. Do dziś blogoslawię moją panią od łaciny, która była cudowna
                    po prostu, umiała uczyć i kochala antyk po prostu. Fakt, że mnóstwo
                    zapomniałam, ale kiedy chodzę na te różne kursy językowe, szlifując
                    mój angielski i niemiecki - to te moje nędzne podstawy łaciny
                    niezwykle się przydają, szczególnie przy nauce gramatyki. Szkoda
                    tylko, że mlodzi lektorzy, ktorzy pokończyli te różne zaoczne studia
                    w byle jakich uczelniach, nie mieli styczności z łaciną. Np moja
                    pani od angielskiego na pytanie kogoś z grupy co to znaczy "RIP",
                    odpowiedziała, że to znaczy "rdzewiej w spokoju". Jej zdaniem, to
                    taki żartobliwy zwrot. Po tym incydencie zwątpiłam w jej
                    umiejętności nauczania języków. Tak więc powrót łaciny do szkół nie
                    byłby taki głupi. Ale jak o tym przekonać ogół???
          • lucasbielenda Re: Jakbys w dziesiatke trafil! 13.09.07, 12:08
            Ja uczyłem sie w LO i moja nauczycielka potrafiła zainteresować uczniów
            czytaniem lektur, właśnie spektaklami, pamiętam jak przedstawialiśmy Dziadów,
            tak zwyczajnie na lekcji dla siebie :) Była to liczna klasa około 44-46 osób i
            też krzeseł brakowało. Powiem nie każdy czytał lektury, więc czytaliśmy na
            lekcji, nie przerobiliśmy wszystkiego ale dzięki Pani Czartoryskiej (z rodu
            Czartoryskich) wszyscy u niej maturę z polskiego zdawali.
            • onufry.zagloba A wiec najwyrazniej stare przedkomunistyczne wzory 13.09.07, 12:16
              sie sprawdzaja. Nawet w przypadku nieletnich bandytow...
              Co ta komuna z Polski i - gorzej - bo z Polakow zrobila?
      • framp Wyluzuj Onufry ... 13.09.07, 10:54
        Bardzo lubisz się szeroko rozpisywać na forum przykładając zazwyczaj wszystkim
        jak leci, pamiętam jak niszczyłeś jakiego autora z powodu rzekomego plagiatu,
        musisz być wyjątkowo wstrętnym trolem i sądzę że nie ma sensu cię komentować - i
        tak wszystko wiesz najlepiej od literatury i nauczania poczynając na matematyce
        kwantowej kończąc ...
        • onufry.zagloba Na matematyce kwantowej sie nie znam, bo takiej 13.09.07, 11:44
          chyba jeszcze zaden geniusz nie wymyslil;) Ale moga ci poopowiadac o
          liczbach nierzeczywistych:)))
          Nb. Mam swoje lata, a po cwiercwieczu nauczania w roznych szkolach
          zwanych u nas wyzszymi(lacznie ze szkola kadetow, kupe lat temu) mam
          juz jakies nauczycielskie doswiadczenia:). Badania tez sie tu
          przydaja, choc jestem bardziej metodologiem nizli metodykiem.
        • kyyriad Re: Wyluzuj Onufry ... 13.09.07, 12:07
          Też to pamiętam - typ paskudny, z gatunku dyskusyjnych pieniaczy, pełen
          wyższości z racji rzekomego zamieszkiwania i naucznia za granicą i z tych wyżyn
          pouczający maluczkich głupich polaków - pytanie tylko po co w ogóle tu wchodzi
          skoro tak go mierzi Polska i jej problemy?
          • onufry.zagloba Bo wierzy, ze Polak DA SIE czegos nauczyc... 13.09.07, 12:12
            Ale jak widac - stracone zludzenia:)
        • lucasbielenda Re: Wyluzuj Onufry ... 13.09.07, 12:11
          yyyy
          komentuj artykuł a nie ludzi :P
      • jpy1 Re: Problemem szkoly, kazdej szkoly, jest nauczy 13.09.07, 10:57
        Jak na nauczyciela akademickiego to z kulturą widzę troszkę na
        bakier czyż nie? Po drugie kolega widzę wykłada za granicą i już
        zapomniał jak to wygląda w polskiej szkole. Więc przypomnę jesteśmy
        w Polsce a nie w WB, gdzie nauczanie wygląda zupełnie inaczej. Więc
        porównanie tego co masz pan w WB a w Polsce jest conajmniej nie na
        miejscu.
      • flamengista negatywna selekcja... 13.09.07, 12:43
        Raz jeszcze napiszę - tu problemem jest negatywna selekcja.

        Niskie pensje i brak poważania dla zawodu nauczyciela robią swoje.

        Tylko pasjonaci z poczuciem misji chcą pracować z rozwydrzoną młodzieżą, której
        wszystko wolno. Za psie pieniądze i nie mając żadnych uprawnień ku temu, by
        zmusić tych ludzi do pracy.

        Ja na dobrej uczelni państwowej mam do czynienia z odsianym, teoretycznie
        elitarnym materiałem ludzkim. W dodatku z ludźmi dorosłymi, nie objętymi
        obowiązkiem edukacyjnym. I spostrzeżenia mam podobne jak autorka tekstu. Coś
        więc jest na rzeczy.

        Tyle że ja mogę spokojnie oblać studenta, a na dodatek akademickie życie wiąże
        się z pewnymi standardami zachowania. Nikt mi więc takiego chamstwa, jak tu
        opisano nie odstawia. A gdyby spróbował - nie ma sprawy, od razu idę do komisji
        dyscyplinarnej i po kłopocie.
    • kasiiia90 Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polonistki 12.09.07, 21:44
      Nie ma prawa Pani tak mówić o polskich uczniach...Jako nauczyciel(i
      humanista)powinna Pani zdawac sobie sprawe, ze "szufladkowanie" ludzi nie jest
      czyms odpowiednim, bo nie kazdy uczen jest beznadziejny i nie kazdy nauczyciel
      jest "idealny". Pni do "dobrych nauczycieli" nie nalezy;) Mysle, ze minela sie
      Pani z powolaniem...
    • agnieszka100 Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polonistk 13.09.07, 10:15
      Ja też jestem nauczycielem. Nie polonistą więc na ten temat się nie
      wypowiadam. Ale spróbujcie wejść do 30 dojrzewających młodych
      chłopaków do klasy. Pierwszym co musicie zrobić to ich ujarzmić.
      Czasem jest to cholernie trudne zadanie. Próbują wszystkiego,
      sugerują że Ci komórkę ukradną, albo że mają zlecenie na Twój
      samochód. A Ty najpierw musisz dojść do głosu, potem ukrócić ich
      żarty (ty jedna ich 30-popisują sie przed sobą jak mogą), sprawić
      żeby Cię polubili, potem sprawić żeby zaczęli Cię czanować i dopiero
      możesz zacząć nauczać. Ciężki kawałęk chleba.
      • nikodem_73 Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 13.09.07, 11:41
        No cóż - mi się udało po tym, jak na pierwszej lekcji pieprznąłem kubkiem po
        kawie o tablicę i przeszedłem na slang wojskowy (że tak to delikatnie ujmę).
        Fakt, że miałem później, wśród uczniów, opinię niezrównoważonego psychicznie,
        ale specjalnie mi to nie przeszkadzało. Na lekcji byli spokojni. Nawet nie
        musiałem podnosić głosu.
      • pynky Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 13.09.07, 13:00
        , sprawić
        > żeby Cię polubili, potem sprawić żeby zaczęli Cię czanować i dopiero
        > możesz zacząć nauczać. Ciężki kawałęk chleba.

        marny twój los jak chcesz żeby uczniowie cię lubili:)
        nauczuciela dzieci mają słuchać a nie lubić
        jak tu ktoś wspomniał najdłużej pamięta się przedmioty metodycznych i surowych
        nauczycieli, którzy uczą, a nie dają się lubić
    • protekt23 wiedza to inwestycja 13.09.07, 10:21
      W dobie gospodarki wiedzy wydatków na kształcenie nie wolno klasyfikować po stronie kosztów. To są po prostu inwestycje.<a href="www.wsipnet.pl/oswiata/arts.php?
      dz=10&nid=2948&r=0">W dobie gospodarki wiedzy wydatków na
      kształcenie nie wolno klasyfikować po stronie kosztów. To są po
      prostu inwestycje.</a>
      • flamengista w tym przypadku - inwestycja bezproduktywna 13.09.07, 12:58
        Rodzice tracą czas na wywiadówkach i nerwy.

        Dzieci tracą czas na pozorowanie nauki, wysiadywanie w szkole i kombinowanie.

        Nauczyciele tracą czas na uprawianie fikcji edukacyjnej.

        A podatnik patrzy, jak jego ciężko zarobione pieniądze są marnowane.


        Owszem, inwestycja jak najbardziej. Ale by przyniosła owoce, trzeba wreszcie
        przypilnować poziomu nauczania. Obciąć program do realniejszych kształtów,
        przesunąć zakres uprawnień w szkole z ucznia na nauczyciela (reformując system
        PRLowski przesadzono w drugą stronę), podwyższać pensje (a przede wszystkim
        oferować premie motywacyjne dla najlepszych pedagogów), robić mniejsze klasy,
        dawać fundusze na zajęcia dodatkowe.
    • brombs Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polonistk 13.09.07, 10:28
      I dobrze. Oby tak dalej. Chcieliśmy zachód to mamy. Poza tym takimi głupolami
      łatwiej rządzić. Ja przez 25 lat musiałem zakuwać i się opłaciło. A teraz jak
      widzę nie mam się co martwić o to ze stracę prace. Młodzi mnie nie wygryzą. Są
      za głupi.
    • nico_dj Do Onufrego.zagłoby.... 13.09.07, 10:32
      Zabolało, jak napisałeś, że problemem polskiej szkoły jest nauczyciel. A ty masz
      podobno staż uniwersytecki...
      Jestem po MIM UW (jak zaczynałem to było 14 wydział na świecie). Skończyłem na
      nim dwa kierunki - czy chcesz to porównać z jakimkolwiek uniwerkiem w UK czy
      Stanach? U nas zawsze chodziło powiedzenie: " Chcesz zarobić bez stresu? Jedz na
      wykłady na uniwersytet do Stanów - pouczysz ich różniczek, bo całkach to dopiero
      na ostatnim roku wspomnisz (rózniczki i całki to program III LO)". Stąd twój
      Oxford w mojej specjalności to hm... prowincja.
      Co do samej pracy - to nie wykłady, na które przychodza zainteresowani, tu
      musisz uczyć wszystkich, nawet tych, którzy nie chcą...:-) To jest sztuka, w
      której mało nauczycieli akademickich się sprawdza (pomijam LO Staszica w
      Warszawie:-)), a ty nie masz o tej sztuce zielonego pojęcia.
      Zapraszam do polskiej szkoły na praktyki
      Pozdrawiam
      PS Co do języka - można się go nauczyć w 6 miesięcy, podejścia do młodzieży
      nauczyć się nie da, albo się go ma, albo zakładaja kosz na głowę.:-)
      • nikodem_73 Re: Do Onufrego.zagłoby.... 13.09.07, 11:34
        Byłem nauczycielem w szkole średniej przez 2 lata (później zmądrzałem) i zgadzam
        się z Tobą całkowicie. Najgorsze jest to, że ci młodzi ludzie NIE CHCĄ się
        uczyć. Mają to po prostu gdzieś. I to nie jest kwestia języka polskiego. To jest
        kwestia KAŻDEGO przedmiotu.

        "Po co mi 'zbrodnia i kara'", "Po co mi równanie z dwiema niewiadomymi", "Po co
        mi znajomość budowy komórki", itd. Poprzez obowiązek szkolny w tych ludziach
        utrwalono przekonanie, że nie muszą się uczyć, bo I TAK skończą szkołę. To, że
        później nic nie umieją... No cóż... Wina szkoły, że ich nic nie nauczyła! :P
        • onufry.zagloba Tez sie pytalem w szkole sredniej, a PO CO mi 13.09.07, 11:56
          lacina? (Pisze o tym zreszta ciut wyzej). Niemniej, wyobraz sobie,
          pan od laciny malo, ze nam dosc dlugo i z przykladami wyjasnial po
          co, ale jeszcze wyznal, ze to jego blad i przeprosil, ze od tego nie
          zaczal swojego kursu. Do dzis pamietam, ze zrobilo to na mnie,
          ba...na nas wrazenie i gosc zyskal nasz szacunek i zaufanie.
          Nie wiem jak ty, ale ja bym sie zaparl i nie uczyl, gdybym sensu w
          nauce czegos nie widzial, a tylko dlatego, ze "mi kazano" (uwazaj!
          wiek licealny to wiek buntu od zarania ludzkosci). A nawet gdybym
          sie staral do nauki zmusic, to wiedza ciezko by mi do lba wchodzila.
          • nikodem_73 Re: Tez sie pytalem w szkole sredniej, a PO CO mi 13.09.07, 14:29
            A czy ja pisałem, że nie przekonywałem? Chodzi mi o postawę "nie chcę" (masz
            rację - normalną) popartą tym, że "i tak skończę szkołę" (co już normalne nie jest).

            A teraz powiedz - ukończyłbyś tę szkołę, gdyby was wtedy nauczyciel nie
            przekonał, a wy byście się tej łaciny nie uczyli? Bo wiesz... W obecnej szkole w
            Polsce - jak najbardziej - dostałbyś świadectwo ukończenia.
            • onufry.zagloba Jasne, ze by mnie wywalili. A i ojciec by mnie 13.09.07, 15:17
              chyba zabil. Lub poslal na nauke do szewca;)
      • onufry.zagloba A tu racja: nauczyciel musi lubic mlodziez, co 13.09.07, 11:48
        zreszta nie znaczy, ze ma jej ulegac. Inaczej nie ma czego w
        zawodzie szukac. Nb.dotyczy to takze studentow
        A i na nizszych poziomach uczylem - co tam polskie liceum przy
        brytyjskiej szkole kadetow;)
      • lucasbielenda Re: Do Onufrego.zagłoby.... 13.09.07, 12:21
        Stary do jakiej Ty szkoły chodziłeś do różowej???
        Są tacy co mieli takich pojexxxxx nauczycieli że nic się nie dało zrobić, ryłeś
        ile sie da a on i tak swoje uważał Cię za matoła, ryja, głąba itd. Miałem dopa z
        geo i bioli, a teraz otwieram przewód doktorski. Mieli mnie za nic, w szkole
        trzymali mnie tylko koledzy, nauczyciele byli komuniści wykańczali takich jak
        ja, jak Ci sie nie spodobał przepadłeś.
    • hollowcat a ja lubię polską poezję - przykład: 13.09.07, 10:32
      Samochwała w kącie stała
      i tak rok podsumowała:

      Zdolny jestem niesłychanie ,
      mam na świecie poważanie ,
      w kraju - same osiągnięcia:
      dłuższe życie (od poczęcia) ,

      koalicja - wzór współpracy ,
      z sejmu - dumni są rodacy ,
      rząd najlepszy od półwiecza ,
      skupił się na wielkich rzeczach ,

      kompetentni ministrowie ,
      każdy poseł - ideowiec ,
      z zasadami , jak husaria:
      Bóg , Ojczyzna , Honor (aria).

      Dla narodu - becikowe ,
      nowy peron we Włoszczowie ,
      lepiej żyje się rodzinom
      (jednej mamie i dwóm synom) ,

      Okno na świat - otworzone ,
      turystyka w jedną stronę ,
      lepsza praca , wyższa płaca
      (zwłaszcza , jeśli ktoś nie wraca)

      Gospodarka rozpędzona:
      są mieszkania (trzy z miliona) ,
      jest kilometr autostrady ,
      ład moralny i zasady ,

      politycznej wzrost kultury
      (nurt plebejski , przykład z góry),
      nie ma WSI (choć jeszcze trochę ,
      a zrobimy wszędzie wiochę) ,

      cały naród żyje w zgodzie ,
      IPN - i po narodzie ,
      CBA - udane akcje ,
      Super Men - co rusz atrakcje ,

      w szkołach nie ma już Darwina ,
      będzie dryl i dyscyplina ,
      nie podskoczy żaden gieroj ,
      tolerancji nie ma ! zero !

      żadnych gejów , Ferdydurek ,
      jest amnestia i mundurek ,
      wolność słowa i pluralizm ,
      (bo rządzących wolno chwalić) ,

      jest religia na maturze ,
      wierny lud na Jasnej Górze ,
      nie rozumie tylko Unia:
      rząd z Warszawy , czy z Torunia ?

      krótko mówiąc: rok udany !
      tylko naród do wymiany.
    • paoloigna Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polonistk 13.09.07, 10:36
      Bylam w liceum ostatnim rocznikiem na starych zasadach, wiec wg
      tego, co slyszalam, materialu mialam jeszcze wiecej. Ale, nie wiem,
      czy z winy mojej polonistki, czy nie, nie czulam zadnej presji, zeby
      czytac lektury. Przeciez jest tyle dobrych opracowan. Ja Quo Vadis,
      czy Potopu w zyciu nie przeczytalabym sama. Przez cale liceum
      przeczytalam moze z 3 lektury. Z ortografia i gramatyka nie mialam
      problemow, bo czytalam inne ksiazki, takie, ktore mnie intresowaly.
      Z matury dostalam 5.
      • sendivigius Re: Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polon 13.09.07, 17:19
        "Przez cale liceum przeczytalam moze z 3 lektury... Z matury
        dostalam 5."

        No comments.
    • kolos.na.kaczych.nogach Święte słowa 13.09.07, 10:36
      Teraz nawet na polonistyce pojawiają się ludzie, którzy nie wiem jak w ogóle
      zdali maturę :/
      Jak przeczytałam ten list, to pomyślałam, że matura z lektur jest bardzo dobrym
      pomysłem. Zaczną czytać, to i dziwnym sposobem ortografia im się poprawi.

      Nie dla obiboków i chamów!
      Dzieciaki - weźcie się za siebie! Rodzice - weźcie się za dzieciaki!
    • kruk51 Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polonistk 13.09.07, 10:38
      Jakoś tak się zgadzam z Panią polonistką ! Jestem emerytem. Maturę ro
      biłem w Liceum Ogólnokształcącym dla Pracujących. Do dziś moje wiadomo
      ści z literatury są znacznie wyższe od wiadomości nie jednego adepta
      studiów wyższych. Prawda jest taka, że na temat literatury polskiej nie
      można porozmawiać z tzw. inteligentem. Polska szkoła która sie skutecz
      nie broniła od zapaści poziomu nauczania, legła w gruzach na skutek upo
      litycznienia i katoliczenia. Kto temu jest winien ? Wszyscy wiemy ! Ale
      szans na dobre zmiany, są żadne. Wystarczy wspomnieć niejaką Ferdydurkę
      by mieć obraz tego co jest w głowach polityków i rządowców.
    • monster1972 rośnie nam piękne pokolenie debili... 13.09.07, 10:48
      ciekawe, kto na ten tłum tępaków bedzie pracował?

      ja nie zamierzam...



      • szalony-kefir Kto tych debili wychował? 13.09.07, 10:53
        Gdzie podziali się rodzice?
        • cloclo80 Re: Kto tych debili wychował? 13.09.07, 11:55
          Głosują na PiS.
        • matrek Wlasnie takie "polonistki" 13.09.07, 12:49
          szalony-kefir napisał:

          > Gdzie podziali się rodzice?

          Z przyspieszonego awansu spolecznego.
          ktore "Obrone Sokratesa" maja za ....
        • flamengista ano tacy... 13.09.07, 13:12
          ...o których był niedawno reportaż w GW.

          Dzieciaki w ramach zabawy na przerwach dręczyły staruszkę. Dyrekcja jak się o
          tym dowiedziała, obniżyła delikwentom oceny z zachowania i nie dała świadectwa z
          czerwonym paskiem.

          Podniósł się wielki rwetes ze strony rodziców. Biedne dzieci są krzywdzone.
          Szkoła jest winna i tylko ona. Dzieci są wspaniałe, my jesteśmy wspaniali.

          Zero skruchy, zero poczucia odpowiedzialności. I to się wpaja młodemu pokoleniu
          teraz. Ma to ładną nazwę naukową - "wychowanie bezstresowe".

          Stres to wy będziecie mieć na starość, drodzy rodzice. Nie liczcie, że
          (nie)wychowani przez was lenie i egoiści, przekonani o własnej wyjątkowości w
          ogóle przejmą się losem schorowanych rodziców. W najlepszym wypadku poślą was do
          najtańszego domu starców...
    • kruk51 Moja prawda o polskiej szkole: spowiedź polonistk 13.09.07, 11:00
      Miłej młodzieży, chciałbym uzmysłowić fakt, że kiedyś w galicyjskich
      szkołach /dla przypomnienia, pod zaborem austriackim /i w okresie 20 lecia
      międzywojennego uczeń ostatnich
      lat gimnazjum i liceum czytał teksty klasyków grackich i rzymskich w oryginale.
      Pragnę zaznaczyć, że bardzo często to był biedny uczeń, w połatanych
      spodniach. W owym czasie jego rówieśnik na zachodzie był matołem, acz
      zamożnym matołem. Czy dotrze to do któregoś z Was, że właśnie specyfiką rozwoju
      literatury polskiej jest klasyka grecka i rzymska.
      Trudno pisać coś więcej. I tak jestem dinozaurem. Kto mnie zrozumie ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka