Dodaj do ulubionych

Testy na umierających?

12.09.07, 04:48
No i nie rozumiem tej katolickiej mentalności. Gdybym umierał, to - nawet gdyby nie była to szansa na wyleczenie - chętnie zgodziłbym się na testowanie leków, choćby po to, żeby inni ludzie w przyszłości mogli być lepiej leczeni.
Ale nie, chrześcijańska mentalność nadal uważa umieranie za bardziej zgodne z boską wolą, czy co tam sobie ubzdurali. Tak samo, jak najpierw antybiotyki były "bezbożne", wcześniej transfuzje, a potem transplantacje organów, a dziś wiele badań, któr mogłyby uratować życie.
Obserwuj wątek
    • jacekszz Ta propozycja legislacji to mydlenie oczu 12.09.07, 05:59
      albo tez jest proba zalegalizowania istniejacego stanu rzeczy w USA. I gdy juz
      sa przy umierajacych to powinni zrobic pare poprawek przy zyjacych i leczacych
      sie ale nie posiadjacych pieniedzy. Moj kolega z pracy, poniewaz zawsze byl
      kontraktowcem, sam jak wielu Amerykanow, musial sobie oplacac prywatna polise
      ubezpieczenia zdrowotnego. A ze wiele HMOs w USA nie przyjmuje ludzi z
      istniejacym problemem zdrowotnym to ludzie zmuszeni sa do zapisania sie do
      szpitali o profilu eksperymentalnym. Te szpitale niby mniej biora ale za to
      wielu nieszczesnikow (dla Amerykanow to sa ludzie z odmiennym "life style
      choice") musi podpisac pewne dokumenty pozwalajace na zazywanie "nowoczesnych"
      lekarstw.
      No coz, moj kolega nie zyje od czterech lat - taki widac byl jego life style
      choice.
      • warmi2 Re: Ta propozycja legislacji to mydlenie oczu 12.09.07, 07:34
        Oh tak tak ... zawsze znajdzie sie ten jeden tragiczny przypadek.

        Gdyby tak bylo jak piszesz to USA nie mialoby statystycznie
        najwyzszych wskaznikow przezywalnosci raka itd ...

        Niezaleznie od dochodu , jezeli ktos ma raka, szanse przezycia owego
        raka sa najwyzsze wlasnie w USA - nie brzmi jak society ktory ty
        opisujesz.
        • jacekszz Re: Ta propozycja legislacji to mydlenie oczu 12.09.07, 07:44
          Serdecznie zapraszam do przekonania sie na wlasne oczy. Ameryka czeka (LOL),
          mimo ze mamy tymczasowe i przejsciowe klopoty z wizami. Ale jak masz wyzsze
          wyksztalcenie to napewno Cie przyjma z otwartymi rekami. USA to wspanialy
          kraj - zyc nie umierac, a ja jestem zwyklym malkontentem, ktory czepia sie
          wszystkiego.
          • warmi2 Re: Ta propozycja legislacji to mydlenie oczu 13.09.07, 23:32
            Nie musisz.

            Od 10 lat zyje w USA.
        • eva15 Re: Ta propozycja legislacji to mydlenie oczu 12.09.07, 11:29

          Taaaak? No to porównaj w statystykach WHO długość życia w USA a np.
          w Szwecji.
          • warmi2 Re: Ta propozycja legislacji to mydlenie oczu 13.09.07, 23:35
            Roznica 1 roku ... przy czym owa roznica znika po 30 roku zycia.

      • eva15 Re: Ta propozycja legislacji to mydlenie oczu 12.09.07, 11:28

        jacekszz napisał:

        > Moj kolega z pracy, poniewaz zawsze byl kontraktowcem, sam jak
        >wielu Amerykanow, musial sobie oplacac prywatna polise
        >ubezpieczenia zdrowotnego. A ze wiele HMOs w USA nie przyjmuje
        >ludzi z istniejacym problemem zdrowotnym to ludzie zmuszeni sa do
        >zapisania sie do szpitali o profilu eksperymentalnym. Te szpitale
        >niby mniej biora ale za to wielu nieszczesnikow (dla Amerykanow to
        >sa ludzie z odmiennym "life style choice") musi podpisac pewne
        >dokumenty pozwalajace na zazywanie "nowoczesnych" lekarstw.

        Co znaczy "zapisać się do szpitala"? Wyjaśnij, bo w Europie to
        trudno zrozumiałe. Tu jeśli jest to potrzebne, to lekarz domowy lub
        specjalista kieruje pacjenta do szpitala wg. profilu choroby i
        szpitala i tyle.
        • jacekszz Re: Ta propozycja legislacji to mydlenie oczu 12.09.07, 14:54
          Przez zapisanie do szpitala jest takim sobie wymyslonym na predce eufemizmem na
          zgode pobierania lekow eksperymentalnych z instytucji opieki zdrowotnej. W
          zamian za to dostaje sie dostep do taniejopieki lekarskiej albo i tez jedynej
          mozliwej, poniewaz wiekszosc HMOs ktore grupuja szpitale w ktorych sie leczy
          tylko uleczalnie chorych nie przyjmuje ludzi z przewleklymi przypadlosciami.
          Niektore takie szpitale gdzie testuje sie leki paraduja pod szyldem nonprofit.
          Ale byl kiedys dobry raport w Gazecie na temat HMOs w USA, wiec nie chce sie
          tutaj powtarzac ze np administracja i marketing HMOs pochlania wiekszosc kosztow
          z oplat ubezpieczeniowych pacjetow, a tylko niewielki procent funduszy dociera
          do samych placowek zdrowia i lekarzy. Co mnie bardziej szokuje ze sa to sprawy
          ogolnie znane w USA ale nikt potrafi rozwiazac ten wezel gordyjski. Demokraci np
          obiecuja reforme systemu co cztery lata przed wyborami i nic z tego nie wychodzi.
      • lady_godziwa Ta propozycja legislacji to mydlenie oczu 12.09.07, 12:22
        jacekszz napisał:

        > albo tez jest proba zalegalizowania istniejacego stanu rzeczy w
        > USA. I gdy juz sa przy umierajacych to powinni zrobic pare
        > poprawekprzy zyjacych i leczacychsie ale nie posiadjacych
        >pieniedzy.Moj kolega z pracy, poniewaz zawsze byl kontraktowcem,
        >sam jak wielu Amerykanow, musial sobie oplacac prywatna polise
        >ubezpieczenia zdrowotnego. A ze wiele HMOs w USA nie przyjmuje ludzi z
        istniejacym problemem zdrowotnym to ludzie zmuszeni sa do
        > zapisania sie doszpitali o profilu eksperymentalnym. Te szpitale
        >niby mniej biora ale za to wielu nieszczesnikow (dla Amerykanow to
        >sa ludzie z odmiennym "life style choice") musi podpisac pewne
        >dokumenty pozwalajace na zazywanie "nowoczesnych" lekarstw.
        > No coz, moj kolega nie zyje od czterech lat - taki widac byl jego
        >life style choice.

        A po co polisa ubezpieczeniowa?

        To tylko strata pieniędzy!

        Oszusci lekarze wiedzieli jak podłaczyc rurociag pod pensji wodociag!

        HMO (Health Maintenance Organization) to tez dobre przekrety!

        Operacja się udała pacjent nie wytrzymał!
        Większosc amerykanskich lekarzy to po prostu rzeźnicy w nowoczesnaj fabryce mięsa!

        A nie widzę nic specjalnego aby próbowac nowe leki na homoseksualistach i
        pedofilach!
        Nowe leki sa nie skuteczne, wysoko toksyczne, i tu chodzi o tylko o kasę!
        Co za róznica czy to bedzie Dr. Death (Dr. Jack Kevorkian) czy prochy!

        abcnews.go.com/US/LegalCenter/story?id=2008364&page=1
    • mindflayer Bzdury w artykule 12.09.07, 12:04
      Po pierwsze w próbach z TGN1412 w Northwick nikt nie zmarł, choć
      było blisko. en.wikipedia.org/wiki/TGN1412
      Po drugie chodzi o badania fazy drugiej, których celem jest
      sprawdzenie czy lek w ogóle działa, a to znaczy że pacjent musi żyć
      na tyle długo, aby można było ocenić efekt leczenia. W badaniach
      klinicznych oznacza to przewidywany okres przeżycia kilku miesięcy.
      Nie ma sensu dawać je komuś kto jest umierający, to nie są witaminy,
      ale leki z mnóstwem powikłań, przeważnie jeszcze nie poznanych,
      które mogą zabić. Jak pacjenci umierają to badanie zostaje przerwane
      i wskutek złego doboru pacjentów dobry lek mógłby zostać
      zdyskwalifikowany, a to jeszcze większa szkoda.
      Po trzecie firma ustala kryteria włączenia do badania i przedkłada
      je FDA do akceptacji. FDA ich nie ustala wbrew firmom.
      Po czwarte w Polsce są inne przepisy. U nas można prawie wszystko.
      • ex-rak Re: Bzdury w artykule 12.09.07, 13:14
        mindflayer napisał:

        >> Po trzecie firma ustala kryteria włączenia do badania i
        przedkłada
        > je FDA do akceptacji. FDA ich nie ustala wbrew firmom.
        > Po czwarte w Polsce są inne przepisy. U nas można prawie wszystko.


        Tyle, ze komisje etyki i FDA formuluja ogolne wytyczne, kogo mozna
        do danych badan wlaczyc, a kogo nie. I biorac te wytyczne pod uwage,
        firmy farmaceutyczne ustalaja dopiero kryteria wlaczenia i
        przekadaja do akceptacji. W sumie FDA (w USA) decyduje jakie badania
        kliniczne i jaka jakos danych jest potrzebna do rejestracji nowego
        leku.

        Sprobuj wlaczyc zdrowa kobiete ciezarna do I fazy. He, he.
        • mindflayer Re: Bzdury w artykule 13.09.07, 23:42
          OK, zwracałem uwagę, że FDA może sugerować liberalne kryteria, ale
          firmy farmaceutyczne będą stosowały ostrzejsze kryteria.
    • lady_godziwa Re: Testy na umierających? 12.09.07, 12:09
      Nie ma takiej Agencji jak: "Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków" jest
      FDA! Food and Drug Administration!

      Co za debile bawią się w tłumaczenia z aNgliskogo!
      • ex-rak Re: Testy na umierających? 12.09.07, 13:07
        Tak, tak powinni przetlumaczyc Zarcia i Prochow Administracja.
    • elle444 Re: Testy na umierających? 12.09.07, 12:10
      Powiedz mi gdzie w tekscie jest coś o katolikach? Ze USA to niby
      kraj katolicki i to usprawiedliwia ekspresję nienawiści z Twojej
      strony? Jesteś jak pewien antyczny grecki demamgog, który słynął z
      tego, że każde swoje wystąpienie nie zależnie od tematu koczył: "A
      Kartaginę trzeba zniszczyć". Powiem ci Chłopie: masz problem.

      A tak na marginesie. Moja mama chora na raka dostała propozycję
      przetestowania nowej chemioterapi. Koniec końców się nie
      zakwalifikowała. Potem się okazało, że terapia nie działała. A
      chemia jak nie pomaga, to zabija ... Wierz mi, dla śmiertelnie
      chorego i jego rodziny miesiąc w tą, czy w tą ma znaczenie.

      Poza tym:
      > Gdybym umierał, to - nawet gdyby
      > nie była to szansa na wyleczenie - chętnie zgodziłbym się na
      testowanie leków,
      > choćby po to, żeby inni ludzie w przyszłości mogli być lepiej
      leczeni.
      No ... , możnaby w ten sposób przemycić Eutanazję. A potem przestać
      pytać sie o zgodę ...

      Tak samo, jak najpierw antybiotyki były
      > "bezbożne", wcześniej transfuzje, a potem transplantacje organów,
      a dziś wiele
      > badań, któr mogłyby uratować życie.
      Wyssałes to sobie z palca? Jak nie to podaj źródła, z których
      czerpiesz taką wiedzę
      • elle444 Re: Testy na umierających? 12.09.07, 12:17
        Aha, jeszcze jedno. Śmiertelnie chory człowiek, nie jest w stanie
        podejmować racjonalnych decyzji i zgodzi się na wszystko, co
        zaproponuje lekarz. W zasadzie to każdy człowiek zgodzi się na
        wszystko , co zaproponuje lekarz, bo nikt nie ma wiedzy, żeby
        kwestionować badź co bądź autorytet w sytuacji kiedy jego zdolności
        poznawcze są mocno ograniczone (silny stres).
        Więc jest to rzeczywiście zagadnienie dla etyków, bo w tej sytuacji
        jest duże zagrożenie psycho-manipulacji.
        • rainbow.warrior Nie uogólniaj... 12.09.07, 20:22
          Pisanie że "Chemioterapia jak nie pomoże to zabija" miało jakiś sens
          10-20 lat temu. Teraz nie jest do końca prawdziwe bo leki są coraz
          lepsze i działają coraz bardziej selektywnie, co powoduje mniej
          skutków ubocznych. Za to na świecie żyje wiele ludzi którzy gdyby
          nie uczestniczyli w testach to mieszkaliby już na cmentarzu....
          • mindflayer Re: Nie uogólniaj... 13.09.07, 23:49
            Żaden cytostatyk nie jest wybiórczy i z definicji nigdy nie będzie.
            Każdy powoduje działania uboczne, każdy może spowodować neutropenię
            i zabić. To moja działeczka.

            Nowe leki przeciwnowotworowe (np. inhibitory kinaz) też mają
            działania niepożądane i wcale nie są takie wybiórcze, jak chcą
            reklamy.
            Moim zdaniem testowanie leku na umierającym będzie podawaniem dla
            samego podawania. Czy coś dobrego z tego wyniknie? Można sobie
            wyobrazić jakieś wydumane sytuacje.
        • jak-to-jest Re: Testy na umierających? 12.09.07, 21:36
          Jeśli mówisz "śmiertelnie chory" to chyba masz na myśli człowieka
          któremu lekarze nie dają szans przeżycia przy zastosowaniu
          przebadanych metod?
          To gdzie widzisz problem etyczny w zastosowaniu leczenia które ma
          nieokreślone prawdopodobieństwo wyleczenia (nawet jeśli
          prawdopodobieństwo jest bliskie zera).
          Rachunek jest prosty - takie działanie zwiększa prawdopodobieństwo
          przeżycia.
    • xtrin Re: Testy na umierających? 12.09.07, 12:21
      Jeżeli testy mają sens, a chory się zgadza to oczywiście powinno być to
      dozwolone. W innych przypadkach nie.

      W testach w Northwick Park żaden z szóstki ochotników nie zmarł.
      • wujekmik Re: Testy na umierających? 19.09.07, 17:18
        Zgadzam sie z tobą Jeśli pacjent wyrazi zgodę to dlaczego nie ? W końcu tonący
        deski sie chwyta i każdą, nawet minimalną szansę na przeżycie powinno się
        wykorzystać
    • jurwal Testy na umierających? 12.09.07, 15:51
      Coraz większa degrengolada społeczeństwa tzw. cywilizowanego. Możliwe jest
      ratowanie wszelkimi środkami umierających, ale zraz będzie się ratować ludzi
      lekko chorych lekami eksperymentalnymi pod płaszczykiem ratowania umierających.
      Pamiętaj człowieku, że też będziesz umierający. Tu nie chodzi o mentalność, bo
      ja też przyjmę każde leki gdy będę umierający. Tu chodzi o mentalność bandyty,
      który wykorzysta słabość chorego żeby eksperymentować niekoniecznie na
      umierającym. Żyjemy w cywilizacji bandyckiej gdzie niema nic świętego prócz
      pieniędzy. Gdy dochodzimy do swego kresu okrywamy najprawdziwszą prawdę.
      Mogliśmy żyć lepiej i bylibyśmy szczęśliwi.
    • jak-to-jest Co najpierw? 12.09.07, 21:23
      Wprowadzenie dostępu_na_życzenie do trucizn (eutanazja),
      przed wprowadzeniem dostępu_na_życzenie do substancji potencjalnie
      leczniczych, nosi znamiona poważnego przestępstwa - zmuszania do
      samobójstwa.

      Truciznę możesz wybrać jaką zechcesz, a leczyć możesz się tylko tym
      na co zezwolimy.
    • dar61 Powinno się pozwalać na testy wymowy "chrząszcz... 14.09.07, 01:51
      ...brzmi w głowie naukowca Hamerykanina" dla dobra
      ogólnoludzkiego. Zobaczyłby taki badacz - Usańczyk nie
      tylko, co myśli on sam, ale i co myślą o nim inne
      narodowości...
      Debile wśród badaczy usańskich są w podobnym odsetku
      jak wśród innych narodowości.
      .
      PS. USA - jedyny znany mi kraj bez własnej nazwy
      geograficznej. No, może jeszcze RPA by się znalazło...
      [Erpeańczyk?/ afrykaner?]

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka