4gr
30.09.07, 20:24
Junta sie raczej nie ugnie, tym bardziej, ze obecnie kontroluja juz
sytuacje. Ale byc moze zrobi to wreszcie opzycyjna Aung San Suu Kyi
i nawiaze daialog z genaralami. Jest to trudne rozmawiac z oprawcami
narodu, ale to chyba jedyne wyjscie. Ona jest czczonym symbolem
upragnionej Wolnosci ludzi w Birmie, ale znawcy polityczni zarzucaja
jej, ze nie byla dobrym politykiem. Mogla lepiej dogadac sie z
generalami wygranych wyborach, co spowodowaloby uszanowanie wyborow
i przekazanie wladzy. Ale wowczas podobno publicznie mowila
postawieniu przed sadem wojskowych, ktorzy morodwali i lamali prawa
czlowieka przez dziesiatki lat. W ten sposob zamknela sobie i
narodowi droge do pokojowego przekazania wladzy i demokratycznych
rzadow. Dyktatorzy z Tatamadaw (czyli wspolnej rady rzadowej
skladajacej sie z dowodcow armii, marynarki i wojsk powietrznych)
reagujac na jej bunczuczne oswiadczenia uniewaznili wybory i z
powrotem powrocil do rzadow twardej reki. Sama pani Suu Kyi przez
ostatnie 18 lat spedzila, zdaje sie ostatnie 12 lat w areszcie
domowym. Oprocz stania sie symbolem oporu i demokracji jej dzialanie
nie przynioslo Birmie ulgi. rzeczywistosc poszla o odwrotnym
kierunku. Wszyscy mieszkancy Birmy cierpia w godnosci coraz wieksza
nedze i nienawidza generalow. Jednak z politycznego punktu widzenia
Aung San Suu Kyi nie okazala sie dobrym negocjatorem. Niektorzy
zarzucaja jej, ze jej lata w wiezieniu, to dla kraju lata stracone i
izolowana Birma coraz dalej zostaje w tyle za reszta swiata. Szkoda,
bo jej wlasny ojciec byl przeciez generalem (wywalczyl wolnosc spod
okupacji brytyjskiej). Teraz w Birmie musi dojsc do dialogu i zmian
na lepsze, pod warunkiem, ze opozycja bedzie bardziej eleastyczna w
rozmowach z Tatmadaw. Musza sie zgodzic sie na STOPNIOWE
przechodzenie do demokracji i zagwarantowanie generalom zachowanie
czesci przywilejow i nietykalnosc. Tylko to otworzy realna droge do
demokracji.