Dodaj do ulubionych

Internauci Leszkowi Kołakowskiemu

24.10.07, 16:51
Wyslalam zycznia i oto prawie niedlugo potem otryzmalam:

This Message was undeliverable due to the following reason:

Each of the following recipients was rejected by a remote mail
server.
The reasons given by the server are included to help you determine
why each recipient was rejected.

Recipient: <listydogazety@gazeta.pl>
Reason: Brak rekordu SPF/MX nadawcy lub brak poprawnej
autoryzacji SMTP!

-----------------
tutaj wiec pozwole sobie przeslac raz jeszcze:

***********************************


SZANOWNY PANIE PROFESORZE,

Jako że, do 100 lat brakuje tylko 20, życzę zatem, co najmniej 110
lat życia,

tak więc 30 lat tak twórczych jak do tej pory, a przy tym zdrowia,
pogody ducha,
tudzież nieustającego humoru,

przy okazji Pana 80 wiosny życzę tez sobie spotkań z Panem,
niech to będzie kilka długich spacerów, abym mogła wreszcie
zrealizować
swój zamiar wobec Pana: usłyszenia w pewnych sprawach
odpowiedzi ostatecznych...


bez żadnego uciekania się do różnych "stron i rozgałęzień" rzekomej
ignorancji ( którą rzecz jasna pora poddać wszelkim możliwym
zabiegom falsyfikacyjnym! )
tudzież bez żadnego wymigiwania się epigoństwem współczesnej
filozofii.

I tak oto najserdeczniej składając Panu najpiękniejsze życzenia,
proszę o też spełnienie moich.


Dołączam do tego tysiące ciepłych promyków z bajecznie
rozkolorowanej tutaj jesieni,

pozostająca ze respektem,



PS. dzięki Gazeto Wyborcza za ten pomysł składania życzeń, bez tego
myślowego i elektronicznego cudu Szanowny Jubilat nigdy pewnie nie
otrzymałby życzeń od mnie i pewnie wielu takich jaka ja. Cud
zdarzają się wiec :)

***********************

Okazuje sie, ze dobrym cudom przeszkadzaja jednak dalej zle
elekronicznie duchy.

Obserwuj wątek
    • andrzej-duracz Internauci Leszkowi Kołakowskiemu 26.10.07, 13:04
      "Korona Cesarza dla filozofa: 80. urodziny Leszka Kołakowskiego"
      www.gazetawyborcza.pl/1,75248,4607149.html - jak kazdemu
      ukoronowanemu, nalezy sie Naszemu Jubilatowi... blazen.

      Jaki Cesarz, taki Blazen: osmielam sie jubilatowi doradzic
      zatrudnienie na okres probny wg kryteriow, ze:

      1. Wslawil sie krytyka publikacji Leszka Kolakowskiego mniej
      nieudana niz 100 stronicowy "List otwarty do Leszka Kolakowskiego" E
      Thompson,
      1973,
      socialistregister.com/socialistregister.com/files/SR_1973_Thom
      pson.pdf (w nadziei rownie interesujacej odpowiedzi jak
      "My correct vews on everything"1974,
      socialistregister.com/socialistregister.com/files/SR_1974_Kola
      kowski.pdf /AD)

      2. Wslawil sie rownie wnikliwa analiza marksizmu jako zaczynu,
      dojrzewania i upadku pokrewnego mu totalitaryzmu, jak autor "Glowne
      nurty marksizmu", Kultura 1976.

      3. Kryterim zatrudnienia na stale moglo by byc uzyskanie bardziej
      wyczerpujacéj odpowiedzi na pytanie o wiare w istnienie Boga, niz ta
      z wywiadu
      "Dialogue between Leszek Kolakowski & Danny Postel",2005,
      www.accessmylibrary.com/coms2/summary_0286-12207959_ITM

      DP... suppose we can surmise from this that you yourself are a man
      of faith.
      LK: This I don’t want to discuss.
      DP: May I ask why?
      LK: I could say why I do not want to answer this question only by
      actually answering it."
      *
      Drogi Nasz Profesorze, wierze, ze jako outorowi zdawaloby sie
      niemozliwych dokonan,
      uda sie tez znalezc godnego... Blazna a GW juz go "uczapkuje".
      *
      Calkiem serio: wielkie dzieki za trwajaca wlasnie uczte duchowa w
      TVP Kultura "O co pytaja nas wielcy filozofowie", powtorka z
      wykladow na UW z lat 60-ych. /Andrzej Duracz
    • andrzej-duracz Internauci Leszkowi Kołakowskiemu 27.10.07, 10:39
      Drogi jubilacie Leszku Kołakowski,
      jakże krzepiace te słowa Bartka Sobasia(l 29) z Krakowa: "Jakże
      potrzebujemy takich mądrych i serdecznych ludzi - szczególnie w
      dzisiejszym, drapieżnym świecie. Potrzebujemy samej Ich obecności,
      żywego świadectwa, jakim może być człowiek..."-
      Kolejne pokolenie zyskuje życiowy drogowskaz, recepty jak godzic
      ogień i wodę: uczucia i myśli, prostotę i glębię , wierność sobie i
      otwartość na innych.
      Są to niezbędniki uniwersalne, czego dowodem ich przydatność w
      uprawianym przeze mnie zawodzie informatyka: przez ćwierć wieku nie
      było roku, żebym się nie posłużył jaimś cytatem z Twojich przemysleń
      wobec potrzeb solidarności, współpracy czy obstawania przy swoim.

      Za to Ci dzęki! Oby tak dalej! /Andrzej Duracz, Stockholm, 27.10.07
      • kamil.g Re: Internauci Leszkowi Kołakowskiemu 01.11.07, 01:35
        Z okazji 80 urodzin Leszka Kołakowskiego przypomniał mi się mój pech z nim związany.

        Pierwszy raz dał o sobie znać podczas szkoły letniej IWM w Cortonie. Bardzo
        zaprzyjaźniłem się tam z Joshem, postgraduatem filozofii i jednocześnie
        ekspertem od fuzji&przejęć. Oraz niesamowitym moczymordą i nieszczęśliwcem w
        dziedzinie miłości. Całe noce wysłuchiwałem więc przy winie jego historii o
        kobietach, które złamały mu serce.

        A z rana Kołakowski miał seminaria. Joshowi pomagał genialny umysł i zakochanie.
        Mi, nieskutecznie, tylko kawa. Za dużo więc nie wyniosłem, nie mówiąc już o
        wnoszeniu.

        Po zakończeniu szkoły chciałem powłóczyć się trochę po Umbrii i Toskanii.
        Zacząłem od łapania stopa do Florencji. Ale pech mnie nie opuszczał. Złapałem,
        oczywiście, prof. Kołakowskiego.

        Profesor zagaił coś dowcipnie, ale ja byłem na tyle stremowany (pamięć o
        porannych frustracjach seminaryjnych nie była pomocna), że nic się nie kleiło.
        Zamilkliśmy. Po prawej w którymś momencie śmignął prof. Król, po lewej falowały
        wzgórza z gajami oliwnymi. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, chyba obydwaj
        chcieliśmy rozstać się możliwie najszybciej. Ja – żeby zapomnieć o
        kompromitacji. On – żeby sporządzić projekt zaostrzenia kryteriów naboru do
        szkoły letniej.

        Trzeci raz pech uderzył niedługo potem. No bo czy Kołakowski naprawdę musiał
        mieć wykład akurat następnego dnia po tym, jak pisałem pracę semestralną 40
        godzin bez przerwy? Miałem siedem okrętów, była zima i płynąłem szybko – ale i
        tak sen zmorzył mnie już po kilku minutach. Dobrze, że się do pierwszego rzędu
        nie pchałem, bo jeszcze by Kołak starego kumpla rozpoznał. Na swoje
        usprawiedliwienie dodam, że wydrukowany nazajutrz w GW wykład przeczytałem w
        ramach pokuty sześć razy.

        Ale past is past. Wszystkiego najlepszego, Panie Profesorze!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka