przemekthor Re: Kredyt. I cię nie opuszczę aż do śmierci 07.11.07, 12:16 PORADA TYGODNIA (dla odwaznych) Jak splacic w miare szybko i uczciwie 400 tysiecy i miec spokoj? Zrobic sobie papier spawacza i jechac na zagraniczny kontrakt na wielka budowe (najlepiej duzego obiektu przemyslowego). W rok odklada sie (powtarzam: odklada) na czysto 200 tysiecy, a jak sie dobrze trafi, to i wiecej (250). 1,5 roku - 2 lata przerwy w tzw. zawodzie nie zaszkodzi, a mieszkanie splacone i mozna spokojnie patrzec w przyszlosc. Rodzina? Przeciez kolesie i tak zajezdzaja sie w pracy po 16 godzin i nie widuja swoich bliskich. Na dobrym kontrakcie pracuje sie 6 dni w tygodniu po 10 godzin, po 8 tygodniach 2 tygodnie wakacji, za przeloty do domu placa pracodawcy. P.S. Nie musi byc spawacz, ale to wlasnie spawacze dostaja najwiecej kasy - srednio 40% wiecej od blacharzy czy betoniarzy. Odpowiedz Link Zgłoś
ktokolwiekwidzial Re: Kredyt. I cię nie opuszczę aż do śmierci 07.11.07, 12:51 Jestem szczesliwy. Dochody mamy również na poziomie 7 tyś a mieszkamy w "tańszym" mieście.Od zawsze przestrzegałem zasady, że pracuje się dla życia, a nie żyje dla pracy.Dopisało nam szczeście i mamy mieszkanie własne, nie jestesmy ogranięci checią posiadania, markowych ciuchów, lepszych samochodów itd. Potrafimy sobie odmówić, mimo że nas stać na niektóre rzeczy. Wakacje zimowe i letnie nie są problemem. Dziekuje Bogu, że nie musimy mieć kredytu. Oby życie dalej było takie łaskawe. Posiadających kredyty rozumiem i daleki jestem od tak surowego traktowania bohatera artykułu. Nawet gdyby był fikcyjną osobą. Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
karolka0983 Re: Kredyt. I cię nie opuszczę aż do śmierci 07.11.07, 12:23 Ja mieszkam we Wrocławiu, też duzym mieście, gdzie koszty życia są z pewnością większe niż (z całym szcunkiem) w Elblągu. Dziwi mnie fakt ogromnej rozrzutności bohatera artykułu, oczywiste są wydatki na dziecko i tu nie ma co szczędzać, ale wyjście na pizze za 450zł to chyba lekka przesada. Nie jestem gołosłowna bo sama mam kredyt na 35 lat, ostatnią ratę zaplacę w wieku 58 lat!! Razem z moim mężem staramy się oszczędzać na tym na czym się da, robimy zakupy w marketach, dwa, trzy razy w miesiącu idziemy do kina albo do klubu. Z tego udaje nam się odlożyć jeszcze 250-300zł miesięcznie. Da się żyć z kredytem, ale wymaga to dobrej gospodarki finansowej. Trzeba tylko umieć przystosowac się do sytuacji. Odpowiedz Link Zgłoś
km2bp Kredyt. I cię nie opuszczę aż do śmierci 07.11.07, 12:25 400 tys kredytu i przesrane do samej śmierci Lepiej kilka lat sie pomęczyc za granicą uzbierac tą sumę i życ z procentu miec co się chce i jeszcze czas wolny dla rodziny 400 000 ulokowane na funduszach inwestycyjnych da rocznie średnio 120 tys zysku to oznacza 10 000 miesięcznie!!! starczy na utrzymanie rodziny oraz wynajem przyzwoitego mieszkanka. A jeśli ktoś zapobiegliwy i uwzględnia inflację np.10% to zamiast 10 000 miesięcznie będzie przejadac 9 000. Ktoś z takim zabezpieczeniem może prazowac ale nie musi. Żegnajcie stresy. Odpowiedz Link Zgłoś
zdr1 Re: Kredyt. I cię nie opuszczę aż do śmierci 07.11.07, 12:42 km2bp napisał: > 400 000 ulokowane na funduszach inwestycyjnych da rocznie średnio > 120 tys zysku to oznacza 10 000 miesięcznie!!! Tak, tak, masz zapewnione 10tys miesiecznie. Wystarczy tylko zaoszczedzic 400tys i hulaj dusza do konca swiata. Odpowiedz Link Zgłoś
eskabis Kredyt. I cię nie opuszczę aż do śmierci 07.11.07, 12:26 Czytam i oczom nie wierzę. Młody człowiek, przeprowadził się z Elbląga, kupił mieszkanie, ma dziecko i pracującą żonę oraz ratę kredytu w wysokości 1800 zł/mies. I dochody NETTO w wysokości 7000 zł. I narzeka. A, ma jeszcze mieszkanie w Elblągu, które też ma pewnie jakąś wartość. Jakby je sprzedał, wartość jego zadłużenia zdecydowanie by spadła. Pewnie ma też jakieś pieniądze z wynajęcia tegoż. A jeśli stoi puste i czeka na wizyty weekendowe, to ten Pan jest BARDZO BOGATY i żyje PONAD STAN. Nadodatek biedaczek chodzi z przyjaciółmi do pizzerii, gdzie na jedno posiedzenie wydaje ...450 zł. No, tak to można nawet dom zbudować! A serio, - WSZĘDZIE na świecie ludzie kupują mieszkania na kredyt i klepią biedę, dopóki go nie spłacą. Życie zaczyna się po czterdziestce, pod warunkiem, że się do tej czterdziestki ciężko pracowało i jakieś podwaliny pod życie zbudowało. Reasumując: tym młodym ludziom żyje się całkiem dostatnio, my z mężem mamy nieco wyższe dochody netto, ale jesteśmy też o dziesiątkę starsi od wyżalającego się właściciela mieszkania kupionego na kredyt, ale do tego mamy troje dzieci i kredyt hipoteczny na dom, nie chodzimy po pizzeriach, mamy mnóstwo znajomych i przyjaciół, spotykamy się na zająciach sportowych i w naszych domach i cieszymy się, że stać nas ciągle na spłatę tegoż i całkiem komfortowe życie. Nie martwi mnie też fakt, że dzieci odziedziczą dom obciążony kredytem, stanowiącym 10% jego wartości. Albo będą go dalej spłacać, albo sprzedadzą dom i urządzą się za resztę pozostałą po spłacie kwoty kredytu. Całkiem niezła perspektywa. Ja przyjechałam do Warszawy w 1973 r. z dwoma walizkami i dyplomem ukończenia studiów wyższych, BEZ ŻADNYCH PERSPEKTYW NA MIESZKANIE, odnotowuję więc ZNACZĄCY POSTĘP SPOŁECZNY w skali jednego pokolenia. No, jak się nie podoba, zawsze można wrócić do Elbląga... pozdrawiam ESC Odpowiedz Link Zgłoś
ppo Re: Kredyt. I cię nie opuszczę aż do śmierci 09.11.07, 12:46 Jesli w 1973 roku miałaś skończone studia, to nie jesteś starsza 0 10 lat od bohaterów artykuły, tylko co najmiej o 20. Oni w 1973 mieli rok, może dwa. Oj, coś chyba te studia humanistyczne musiały być... ;) Ale pamiętam doskonale, że matura z matmy wtedy była. Punkty za pochodzenie też, więc... mówisz, ze nie z Warszawy jesteś? ;) Odpowiedz Link Zgłoś
mat284 Kredyt. I cię nie opuszczę aż do śmierci 07.11.07, 12:43 Bo kredyt trzeba brać rozsądnie. Kredyt sam w sobie nie jest dobry bądź zły. Od nas zależy czy będzie dożywotnim kamieniem u szyi, czy uda się go sensownie i szybko spłacić. Autor artykułu sugeruje pewne sensowne rozwiązanie, tzn. "kredyt ze skarbonką". Natomiast ta skarbonka, o której pisze, to nie może być lokata w banku, ale raczej długoterminowa inwestycja w fundusz. W przeciwnym razie chyba bardziej się opłaca wziąć kredyt z większą miesięczną ratą. Wszelkie dane pokazują, że fundusze inwestycyjne w perspektywie 15-25 lat potrafią osiągnąć fantastyczne wyniki. Dlatego należy tak ustalić ratę kredytu, by pieniądze przeznaczone na projekt "kredyt" były dzielone w stosunku 1:3 (1 to część wpłacana na inwestycje, 3 to pieniądze na miesięczną obsługę kredytu). To wiąże się z pewnym ryzykiem, ale czy nie ryzykuje już ten kto decyduje się brać kredyt? Te ryzyka są porównywalne. A można wygrać bardzo wiele i być obciążonym nie do samej emerytury, ale przez jakieś 18-20 lat. Tym bardziej, że mamy teraz taką koniunkturę, która pozwoli ruszyć naszej inwestycji z kopyta i już na początku będziemy otrzymywać bardzo wysokie stopy zwrotu. Można się zapracować na śmierć, ale nie tego chce chyba bohater artykułu spełniając swoje marzenie o mieszkaniu... Odpowiedz Link Zgłoś
janksok ----- Jak jest w końcu na Zachodzie?!? ------ 07.11.07, 12:53 Przeglądając forum spotkałem się dwiema wersjami co do tego jak żyją i jak podchodzą do kwestii mieszkalnictwa uśmiechnięci, nietknięci komunistyczną mentalnością ludzie na Zachodzie: - wszyscy wynajmują przez całe życie - wszyscy biorą kredyty Czy ktoś wie jak jest naprawdę? PS: Zauważyłem, że jak jakiś polityk albo dyskutant na forum chce podkreślić, że coś jest mądre albo fajne, to zdanie zaczyna od "Na Zachodzie ludzie od dawna..." Wynika z tego, że Zachód to najlepsza z możliwych krain do życia. Tam wszystko jest nie dość, że normalne to jeszcze najlepsze na świecie a ludzie najszczęśliwsi. Tylko dlaczego w sondażach najszczęśliwszymi nacjami globu okazują się "Nigeryjczycy, Meksykanie, Wenezuelczycy, Salwadorczycy i Portorykańczycy, czyli mieszkańcy biednych krajów rozwijających się" (cytat ze stronki www.globalnepoludnie.pl/article209,209) Odpowiedz Link Zgłoś
aleksy1978 brak dystansu... 07.11.07, 13:07 Przeklenstwem Polakow jest to,ze od lat jestesmy zapatrzeni i wsluchani w Zachod jakby to bylo jedyne (oprocz Polski) miejsce na ziemi. Coz kultura Zachodu nas zalala... Dlatego: Posluchajmy Rosjan, Bialorusinow czy Bulgarow.Pojedzmy na wczasy,czy do pracy na Ukraine. Zyskamy cos BEZCENNEGO: wieksza perspektywe i dystans do naszego 'niby' zacofania. Odpowiedz Link Zgłoś
antidotumm Re: ----- Jak jest w końcu na Zachodzie?!? ------ 08.11.07, 14:06 Zalezy od kraju -np. na wyspach glownie kupuja, a juz w Niemczech duzo popularniejszy jest wynajem. janksok napisał: > Przeglądając forum spotkałem się dwiema wersjami co do tego jak żyją i jak > podchodzą do kwestii mieszkalnictwa ludzie na Zachodzie: > > - wszyscy wynajmują przez całe życie > > - wszyscy biorą kredyty > > > Czy ktoś wie jak jest naprawdę? > > Odpowiedz Link Zgłoś
ppo C.h.u.j.o.w.o! 09.11.07, 12:53 > Przeglądając forum spotkałem się dwiema wersjami co do tego jak żyją i jak > podchodzą do kwestii mieszkalnictwa uśmiechnięci, nietknięci komunistyczną > mentalnością ludzie na Zachodzie: > > - wszyscy wynajmują przez całe życie > > - wszyscy biorą kredyty > > > Czy ktoś wie jak jest naprawdę? Ja wiem. Jest dokładnie tak, jak opisano. Część wynajmuje dożywotnio (Niemcy), część bierze kredyty (USA, UK). Własne, niezadłuzone mieszkania/domy mają tylko ludzie bogaci (tak, tak! Tam też są biedni i bogaci- biednych więcej!) > PS: Zauważyłem, że jak jakiś polityk albo dyskutant na forum chce podkreślić, ż > e > coś jest mądre albo fajne, to zdanie zaczyna od "Na Zachodzie ludzie od dawna.. > ." Odpowiem cytatem: "bo ciemny lud to kupi". > Wynika z tego, że Zachód to najlepsza z możliwych krain do życia. Tam wszystko > jest nie dość, że normalne to jeszcze najlepsze na świecie a ludzie najszczęśli > wsi. W takie bajki może wierzyc tylko dziecko, głupek, albo wariat. Ewentualnie ktoś, kto nigdy na zachodzie nie był i ma kompleksy z powodu swojego pochodzenia etnicznego (kwalifikuje się to do psychologa). Mam nadzieję, że wyjasniłem trochę? :) Odpowiedz Link Zgłoś
mynia_pynia Kredyt. I cię nie opuszczę aż do śmierci 07.11.07, 13:07 Bohater tej historyjki to typ człowieka który zarabiając 10tyś jęczałby, że mu źle - a ja takich osobników nie trawie. Jeśli ktoś nie może zapomnieć że ma kredyt i wiśi przysłowiowa kosa nad głową to jego sprawa - ja nie mam myśli destrukcyjnych i jestem szczęśliwa. Odpowiedz Link Zgłoś
pampaluna Kredyt. I cię nie opuszczę aż do śmierci 07.11.07, 13:07 Na początku było mi żal tego człowieka, ponieważ mam wielu zmajomych, którzy jada na kredytach i wiem jak to czasem cięzko jest im na koniec miesiąca. Rezygnują z wakacji bo ich nie stać. Jednak oni zarabiają połowe tego co ci ludzie! a też mieszkają w Wawie. Kiedy doszłam do słów o białym człowieku i francuskich korniszonach, a potem o ich zarobkach to przestałam ich żałować. Takich pierdoł dawno nie czytałam. To jest raczej dowód na głupotę tych ludzi, nikt nie będzie nad nimi biadolił. Ci ludzie chcieliby żyć tak, jakby zarabiali po 10 tysięcy netto na głowę, i mają nie wiadomo do kogo o to pretensje że im nie wychodzi. Ja też tak bym chciała, jednak wiem że mam tyle ile mam. A co mają powiedzić ci co zarabiają po 1000 zł albo mniej. Przecież oni tez chca jeść francuskie sery... A Ja chce jeździć maybachem, ale nawet kredytu mi na niego nie chcieli dać, kto o mojej niedoli napisze artykuł... ;) Odpowiedz Link Zgłoś
jajofka następny "cudowny" artykuł 07.11.07, 13:15 ja z mężem zarabiamy 5 tys netto mamy dwójkę dzieci, mieszkamy na Ursynowie, rata kredytu to 2,5 tys, na życie zostaje tyle samo. życie to przeżycie i wcale się tym nie martwię, mając kredyt i mieszkanie, trzeba przewartościować wydatki. nie wydawać w sklepie 400 zł na francuskie sery, tylko 150, na same niezbędne rzeczy. wole mieszkać jak człowiek w normalnych warunkach a zjeść bułkę z dżemem, niż zapłacić rachunek w pizzeri na 450zł i narzekać na ciężki los z kredytem. Odpowiedz Link Zgłoś
olias Kredyt. I cię nie opuszczę aż do śmierci 07.11.07, 13:17 współczuję, ale ja bym to nazwał ekonomiczną selekcją jednostek zbyt głupich, by uczestniczyć w przekazywaniu genów populacji. 400 tyś zł kredytu? Ile to jest? Tak bardzo musiał wybrać warszawę z jej absurdalnymi cenami mieszkań? Ciekawe ile spłaci - 600? 800? 1200 ? Odpowiedz Link Zgłoś
gs430 Kredyt. I cię nie opuszczę aż do śmierci 07.11.07, 13:27 Hmm facet ma na życie 3500zł .. Srednia krajowa zarobków wynosi ... 2700zł ? coś koło tego ... oni po odciągnieciu opłat mają około 1000zł na życie .. 2500 mniej a jakoś większość społeczenstwa daje rade żyć za 500-1000zł na życie miesięcznie ... Poprostu się tak rozbawiłem .oo no tak mam kredyt to postawie kolacje znajomym , w koncu musze się pokazać .. a potem marudzić :) Podejrzewam że gdyby mieli 10 000zł na życie to też by narzekali .. koleś ma tak nie równo że ... a po co mu to mieszkanie w ch..ni ? żeby stało i się kurzyło ? przecież mógłby je sprzedać za ok. 150 000zł to obniżyło by rate kredytu do 1200zł miesięcznie , wraz z prowizją .. ale podejrzewam , że to dodatkowe 600zł miesiecznie to też by było mało .. skoro zarabia facet za dużo na publiczne to coś w tym musi być.. przecież za 3500zł nawet wydając 1000zł na jedzenie zostaje 2500, 500zł na przyjemnosci typu kawiarnie , pizza .. nikt nie każe mu chodzić do lokali ekskluzywnych... pizza dla 4 osób kosztuje około 70zł .. ale nieee no trzeba sie pokazac :) zostaje 2000zł przedszkole 800 1200 .. wiecej pomysłów nie mam na co wydać kase .. ja z małżonką zarabiamy podobnie , mamy 140 metrowe mieszkanie w Szczecinie na kredyt , sprzedaliśmy jedno stare mieszkanie za 200 000 wiec rata kredytu wynosi 1100zł na 20 lat . Oboje mamy samochody , nasz synek chodzi do szkoły i z czystym sumieniem moge powiedzieć , że zapewniam swojej rodzinie wszystko .jak spłace kredyt będe miał 55lat i jestem bardzo szczęśliwy że mam miesięcznie 4000zł na życie , dla mnie to bardzo dużo .. dla niego skandalicznie mało , na 10 rocznicę ślubu pozwoliłem sobie kupić VOlvo S60 , też na kredyt .. jesli mi ktoś powie , że S60 jeżdzą biedni ludzie to roześmieje się mu w twarz :) Odpowiedz Link Zgłoś
ma_thro_na nie płacz Tomku! 07.11.07, 13:28 mam prawie 60 lat. przez 40 lat brałam kredyty na wszystko. teraz też mam jeszcze 25.000 do spłacenia( 3 lata). nie było tak źle, ktoś zreszta powiedział, że kredyt jest formą oszczędzania. zyję na średnim poziomie, na drobne przyjemności w tym wodę perfumowaną za 250 zł. tez starcza. trzeba tylko ustawić piorytety. Odpowiedz Link Zgłoś
kerk5 dokładnie - ja traktuje kredyt jako formę oszczędz 07.11.07, 13:36 ania przymusową - i dobrze, inaczej pewnie bym sie nie zmusił ;) Odpowiedz Link Zgłoś
dominikanika Kredyt. I cię nie opuszczę aż do śmierci 07.11.07, 13:47 Gdyby wszystkim zostawało na życie 3000-3500.... Odpowiedz Link Zgłoś
lt_h Re: Kredyt. I cię nie opuszczę aż do śmierci 07.11.07, 13:51 Najlepsze jest, że ratę ma w wysokości 2 tys. a za wynjem płacił 1,2 tys. Czyli różnica to 800 pomiędzy kawalerką wynajmowaną na czarno a 3 pokojami "wynajmowanymi od banku z możliwością przejścia kiedyś na własność". Ponadto Polakom wydaje się że wszędzie na świecie ludzie mają w większości własnościowe mieszkania. Wystarczy spojrzeć na statystyki i wychodzi, że na tzw. zachodzie duża część społeczeństwa żyje albo w mieszkaniach wynajmowanych od Państwa, albo od instytucji i osób prywatnych. Poza tym co mają powiedzieć ludzie którzy kupują mieszkania obecnie i może sie okazać że byle wahnięcie na rynku nieruchomości w dół i nawet po sprzedaży mieszkania zostanie im do spłaty 100 czy 200 tysięcy i brak dachu nad głową. Pozdrawiam korniszona. Hough Odpowiedz Link Zgłoś
misti8 Co za tragedia???!!! 07.11.07, 13:54 Cóż za biedny chłopiec,jaka nieszczęśliwa rodzina,na życie zostaje im tylko 3-3,5 tys zł.Prawdziwie wzruszony jestem.CZY warszawa pozbawia poczucia wstydu? Odpowiedz Link Zgłoś
swoboda_t Re: Kredyt. I cię nie opuszczę aż do śmierci 07.11.07, 14:00 "Tu nie ma życia prywatnego. Po całym tygodniu jestem tak wypompowany, że nie mam ochoty nikogo widzieć. Na sąsiedniej ulicy mieszkają nasi znajomi z Elbląga, ale spotykamy się z nimi u mojego kolegi w Elblągu. Tu nie ma na to czasu. Tu wszyscy chcą się naścigać, nazarabiać, a nie żyć" Od wielu ludzi, tak znajomych jak i nie, którzy chcieli/musieli przeprowadzić się do Warszawy, słyszę takie teksty. Jestem pewen, że są przerysowane, ze to wynik frustracji itp. Ale z drugiej strony musi coś być na rzeczy, skoro tkaie opinie są powszechne. Ja szczeze współczuję ludziom, którzy mają takie życie. Trójmiasto, Poznań, Katowice - praca jest, kasa jest, a tempo i jakość życia cokolwiek bardziej sprzyjające. Szkoda mi tych, co jadą do ziemi obiecanej, w tym przypadku Warszawy, zeby zaharowywać się na mieszkanie i pizzę. Chyba gdzieś stracili szens życia. Odpowiedz Link Zgłoś
kasica_k Warszawa a zycie prywatne 08.11.07, 12:54 swoboda_t napisał: > > Od wielu ludzi, tak znajomych jak i nie, którzy chcieli/musieli > przeprowadzić się do Warszawy, słyszę takie teksty. Jestem pewen, > że są przerysowane, ze to wynik frustracji itp. Ale z drugiej > strony musi coś być na rzeczy, skoro tkaie opinie są powszechne. Ja > szczeze współczuję ludziom, którzy mają takie życie. Trójmiasto, > Poznań, Katowice - praca jest, kasa jest, a tempo i jakość życia > cokolwiek bardziej sprzyjające. Tak, jak się jest u siebie i się nie zwiewa co weekend do rodzinnego miasteczka, to wszystko jest sprzyjające. Mieszkam od urodzenia w Warszawie i ze znajomymi mogę się spotkać co wieczór na kolacji, a i setek tysięcy kredytu na dach nad głową brać nie muszę. I stwierdzenie "tu nie ma życia prywatnego" dla normalnego warszawiaka jest absurdalne - jeśli ktoś go nie ma, to tylko na własne życzenie. To nie Warszawa narzuca "tempo życia", tylko potrzeby ludzi przyjezdnych są takie, że tylko w tym tempie są w stanie się tu utrzymać. "Tu wszyscy chcą się naścigać, nazarabiać" - kto? Ano właśnie - ci, którzy właśnie po to przyjechali do Warszawy - "nazarabiać się" i uciec. Ja jestem u siebie i mam normalne życie. Odpowiedz Link Zgłoś
fafuu Kredyt. I cię nie opuszczę aż do śmierci 07.11.07, 14:04 ten artykul wyglada mi jak jakas sonda ktora pozwoli komus ocenic czy spoleczenstwo juz zglupialo calkiem czy jeszcze potrafi myslec i sie bronic przed glupota. sam przeczytalem wiekszosc z tych wpisow dla wlasnego biznesplanu. dziekuje Odpowiedz Link Zgłoś
klikas7 I co tu dodać? 07.11.07, 14:13 "Nie czytałem tego, bo jak mnie mają przerobić, to i tak mnie przerobią." "Na każde spotkanie szedłem jak na zastrzyk, chciałem, żeby już było po wszystkim." Kolega wydaje się zapomniał że kredyt na konsumpcję to luskus. A luksus lubi kosztować. Luksus to w tym przyapdku fakt że coś (mieszkanie) ma sie wcześniej niż później. -------------------------------------------------------- Domowe porady finansowe. (W nowym oknie przeglądarki) Odpowiedz Link Zgłoś
jackie71 mamy z meżem 300 tys zl kredytów i 50 tys leasingu 07.11.07, 14:16 Nasze dochody netto to 6-7 tys. Nasyzm zdaniem żyjemy na niskim poziomie, a niedlugo urodzi sie dziecko ( na które dosc długo nie mogliśmy sie zdecydować). Prawda jest taka, że jak nie ma sie pomocy rodziny, to w więksozści przypadków w Polsce zyje sie naparwdę cieżko, choćby dla postronnych osób dany "przypadek" wyglądał na zamożny i zadowolony. nie chcemy kupowaać byle czego, więc po parwie 3 latach od wprowadzenia się do mieszkania nie mamy jeszcze całego wyposażenia, oszczędzamy na wydatkach na ciuchy, od paru lat można powiedzieć, że nie mamy wakacji, jedynie na jedzeniu staramy sie nie skąpić za bardzo, bo uważamy, ze to tak naparwdę sie nie opłąca. Ale zdajemy sobie sparwę, że ludzie o dochodach niższych, niż nasze nie maja wyjścia ( czasem kupuję 5dkg sera w promocji, żeby sprawdzić, czy ansze uprzedzenia nie są przesadzone, ale nie są...). Odpowiedz Link Zgłoś
gulcia77 Re: mamy z meżem 300 tys zl kredytów i 50 tys lea 07.11.07, 14:54 Droga Jackie71, punkt widzenia zawsze zależy od przyłożenia punktu siedzenia. Nie oceniam Cię, bo dla każdego "poziom" jest inny. Ja nie mam kłopotów finansowych, mieszkam sobie w mieszkanku "od miasta" w Bytomiu, płacę 120 zł czynszu z wodą i wywozem śmieci, do tego dochodzą rachunki za energię, ogrzewanie mam węglowe (piec w łazience i kaloryferki). Zarabiam na rączkę 4300 pln. I... I zdaję sobie sprawę z tego, ze jestem szczęściarą. Tyle tylko, ze nigdy nie skusiła mnie "warszawka". Siedzę sobie na swoim Śląsku i wiem, że przynajmniej na razie nie będę mieć kłopotów z pracą, bo moje umiejętności są baardzo poszukiwane na rynku pracy. Ale nie mieszkam na strzeżonym osiedlu, gdzie z balkonu widać płot, plotkuję sobie z sąsiadkami i wściekam się na smarkaczy, którzy czasem, hałasują pod oknem. Mieszkam w średniej dzielnicy, do pracy codziennie dojeżdżam do Katowic. Ale uwaga do Ciebie - jesteś naprawdę szczęściarą w tym kraju. Tak samo jak ja. Nie pracujesz całymi dniami za najniższą krajową i nie kupujesz serów w promocji, bo nie masz innego wyjścia. Twoje dzieci nie jedzą pewnie mielonki i ziemniaków na zmianę. Doceń to i szanuj innych, tych którym się powodzi duużo gorzej Odpowiedz Link Zgłoś
olgadapolga 3,5 tys to niektórzy mają na spłacenie kredytu, 07.11.07, 14:19 angielski dla dzieci i życie. A niektórzy i za 1000 żyją. Odpowiedz Link Zgłoś
jan_sobczak1 mieć, mieć, mieć co za baran z pana tomka 07.11.07, 14:35 do grobu nie zabierze Odpowiedz Link Zgłoś
polonus3 Re: mieć, mieć, mieć co za baran z pana tomka 07.11.07, 14:46 Takie cos jak tu opisane to normalna rzecz w kapitalizmie! Odpowiedz Link Zgłoś
dolegapit Re: Kredyt. I cię nie opuszczę aż do śmierci 07.11.07, 14:47 myślę, ze ten gościu to kiepski menadżer, znaczy się kierownik, bo po 1sze mysli negatywnie a to nie jest cecha dobrych kierowników, po drugie zrzędzi a to tez nie jest dobra cecha kierownika, po trzecie robi zakupy bez policzenia czy go stać na francuskie serki!!! no to chyba lekka przesada, sam mam kredyt na głowie, co prawda tylko 200 tys., ale razem z żoną to wychodzi nam ok. 5 tys netto i w drodze dzieciak, wydatki przed nami straszne, ale można zaciągnąc pasa na jakiś czas, cały czas myślę o tym żeby znaleźć sobie lepszą pracę i więcej zarabiać, w planach mamy tez kolejne dziecko, bo nie chce mieć jedynaka, mamy też drobną kawalerkę pod warszawą, która za kilka lat zamierzamy sprzedać i kupić działkę pod warszawą i wybudowac sobie prawdziwy dom, pewnie znowu wziąć kredyt, ale wszystko w swoim czasie, i przede wszystkim należy myślec pozytywnie, nawet jak stoisz przed plutonem egzakucyjnym zawsze mniej nadzieje że spudłują ;-) Odpowiedz Link Zgłoś
messien Ten facet to jakis paranoik 07.11.07, 14:50 Ma 35 lat, dobra prace, zona tez dobrze zarabia, jakies mieszkanie w elblagu, tylko jedno dziecko i placze o splacie kredytu. Jak sam wyznal jako dziecko bal sie wojny teraz komornika bo jest po prostu paranoikiem myslacym o tym ze cos moze sie nie udac, zalamac, frank podskoczyc, ropy zabraknac itd. Facet wyluzuj sie nie jestes w takiej zlej sytuacji. Jestes mlody, zdrowy, masz dobra prace i wziales kredyt bo tak chciales i stac cie na to. Tysiace ludzi tak robi na swiecie i nie zaplakuje sie myslac a co sie stanie jesli... i tu nastepuje kamyczek : strace prace, zona straci prace, ropy zabraknie, wojna wybuchnie, ufo wyladuje. nic sie nie stanie. Zycie bedzie toczyc sie dalej; prace mozna znalezc nowa a kataklizm dotknie nie tylko ciebie i trzeba bedzie poszukac innych rozw. spol itd. paranoja i tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
tcieslak Tekst jest bez sensu! 07.11.07, 14:55 Skoro Tomkowi tak ciąży ten kredyt to niech sprzeda mieszkanie i spłaci zobowiązanie. Pewnie parę tysięcy na tym zarobi. Nie rozumie tych rozważań i uważam, że lepiej wziąć kredyt na przyzwoitych warunkach, spłacać raty za swoje mieszkanie, niż płacić za wynajem. Odpowiedz Link Zgłoś
koszmarekopalek wniosek? - rzucam palenie! 07.11.07, 14:58 "Dyr. Tadeusz Hołyński z Towarzystwa Ubezpieczeń "Europa" na ubiegłorocznym forum bankowym w Białowieży pokazał porażającą statystykę: prawdopodobieństwo przeżycia roku dla 30-letniego niepalącego mężczyzny wynosi 99,87 proc. - bardzo dużo; prawdopodobieństwo, że ten mężczyzna po zaciągnięciu kredytu mieszkaniowego na 30 lat dożyje spłaty ostatniej raty wynosi 84,7 proc. - mniej; w przypadku palącego mężczyzny w wieku lat 35 prawdopodobieństwo doczekania końca spłat spada do 64,38 proc., czyli jedna trzecia kredytobiorców umrze w długach." choć z drugiej strony no i co z tego, że umrze w długach? będzie to go bolało jakoś? nie sądzę. ja się nie będę martwił. ale palenie postaram się rzucić. co do reszty artykułu - kolejna historyjka gościa "spoza" co się dusił w "mieścinie". a teraz się udusi w "Wielkim Mieście". haha. zarabia 7 tys. netto z żoną i płacze? 3,5 tys. na łebka. ci.., nie facet, że płacze. ja mam mniej, tyle brutto nie zarabiam i nie płaczę. i mam mieszkanie piękne na białołęce (piękne, już architekt się postarał, żeby nie było bubla. przeglądam oferty i widzę knoty - 60 mkw z aneksem kuchennym, bez wc, 2 pokoje - tragedia. że ktoś to kupuje, to naprawdę. chyba właśnie tacy z Elbląga, żeby tylko być w centrum stolycy - jestem z warszawy, jestem). słowem - kolejny artykuł - po co? wiadomo, że bez kredytu się nie da. a jeszcze jak chce się pizzę co wieczór w restauracji jadać przy winie z kolegami, to tym bardziej. tylko po co później ten płacz? Odpowiedz Link Zgłoś