Dodaj do ulubionych

Nie ciągnijmy Ukrainy do NATO

12.11.07, 11:20
Czy mógłby mi ktoś wytłumaczyć dlaczego kiedy zachodnia Europa chce
sobie kupić gazu w Rosji i nikt nie żąda dla tego gazociągu
korytarza przez polskie terytorium to naszemu rządowi się to nie
podoba? Skoro nie chcemy brać udziału w tym przedsięwzięciu to nie
zbraniajmy innym kupować to co im potrzebne.

Przepraszam ale po co nam gazociąg z Rosji do Europy przez Polskę
skoro my nie chcemy tego gazu od Rosjan kupować i tak wyraźnie
powiedział premier Kaczyński?
Obserwuj wątek
    • zdzisiek66 Re: Nie ciągnijmy Ukrainy do NATO 12.11.07, 12:25
      Może dlatego, że ten gazociąg zagraża naszym strategicznym interesom
      polityczno-ekonimicznym?
      Może dlatego, że taki jest główny powód (czyli kolejna próba
      izolacji gospodarczej i politycznej Polski i Pribałtyki), dla
      którego Rosja go buduje?
      Może dlatego, że w razie katastrofy ekologicznej podczas budowy i
      eksploatacji tego gazociągu skutki odczują wszystkie państwa
      bałtyckie?
      • zdzisiek66 Re: Nie ciągnijmy Ukrainy do NATO 12.11.07, 12:35
        A co do wywiadu, to niestety Bardzo Ważny Pan Profesor wcale nie
        jest taki mądry, jak mu się wydaje. Cała chmara takich profesorów i
        doradców, wybitnych znawców ZSRR i Rosji, zarabiało krocie za swoje
        niewiele warte prognozy. A rozpad ZSRR ilu z nich przewidziało?
        Czy to nie od takich geniuszy słyszeliśmy ciągle: nie drażnić Rosji
        wielkiego mocarstwa? Rosja nigdy nie zgodzi się na wstąpienie Polski
        do Nato? Rosja nigdy nie zgodzi się na wstąpienie do Nato
        Pribałtyki?
        • kapitan.kirk Re: Nie ciągnijmy Ukrainy do NATO 12.11.07, 13:00
          Problem w tym, ze prof. Pipes wydaje sie nadal dość szczególnie
          umysłowo zaprogramowany. Warto zwrócic uwagę, że w całym fragmencie
          rozmowy dotyczącym Ukrainy, sama Ukraina jako taka właściwie nie
          istnieje; Pipes rozpatruje ją wyłącznie jako obiekt zainteresowania
          Rosji. Dlaczego "nie ciagnąć" Ukrainy do NATO? Bo Rosja uzna to za
          wrogi akt. Czemu nie wspierać wprost demokratyzacji na Ukrainie? Bo
          dla Rosjan to "płachta na byka". Czy Ukraina może wejść do UE? Tak,
          bo Rosja raczej nie wyrazi sprzeciwu. Czy Ukraina może stawać się
          bardziej prozachodnia? Nie wiadomo, bo Rosjanom trudno sie pogodzić
          z jej utratą. Rosja, Rosję, z Rosją, Rosjanami... Nie pada w ogóle
          słowo "Ukraińcy", a o ludności wspomina profesor tylko by wspomnieć,
          że na Ukrainie mieszka 10-12 mln Rosjan. Emerytowany Rosjanin-
          kombatant Armii Czerwonej wścieka się na widok ukraińskich
          pograniczników, bo nie uznaje niepodległości Ukrainy - ale o reakcji
          ukraińskich świadków na owo wściekanie się już ani słowa; przecież
          to nieważne, bo i tak o wszystkim zadecyduje Rosja...

          Na szczęście widać, że i emerytowani sowietolodzy nie są jeszcze
          całkowicie straceni dla społeczeństwa ;-) Jeszcze kilka lat temu ten
          sam Pipes prędzej by sobie język odgryzł niż powiedział, że Rosja
          najlepiej czuje się w roli hegemona i że próbuje szntazować kraje
          zachodnie. Jest więc i objaw ewolucji umysłowej :-P

          Pozdrawiam
          • borrka Macie niewatpliwa racje. 12.11.07, 13:08
            Doskonale pamietam wypowiedzi Pipesa z okresu "przed" wstapieniem Polski do NATO.

            Ale lubie Pipesa za jedno.
            Jest ideolo ojcem zartu stolecia: G7+1 lol.
      • toja3003 zdzisiek66 , „Może, może, może”. A Morze Bałtyckie 12.11.07, 13:45
        „Może, może, może”. A Morze Bałtyckie? A może podasz jakieś
        konkrety. Bo to, że nie chcemy więcej gazu od Rosji to fakt.

        Ale gdyby Rosja zwróciła się do Polski z propozycją korytarza
        gazowego przez nasz kraj do Europy zachodniej, to krzyczelibyśmy, że
        godzą w naszą suwerenność a jak powiedzieli, że ominą nasz kraj tym
        gazociągeim to też krzyczymy, że godzą w naszą suwerenność.

        Zdecydujmy się na coś – nie chcemy z innymi współpracować, to dajmy
        im robić swoje interesy. Potrzeba nam więcej gazu to sobie go kupmy
        a nie marudźmy.

        A tu obok czytam, że wiatraki teś niedobre. Atomu nie chcemy,
        własnych złóż eksploataować nie potrafimy, z innymi dogadywać się
        też nie, tylko wiecznie prezentujemy się Europie jako ludzie ze
        skrzywionymi minami, bez fantazji i profesjonalizmu. Tak, wiem. Komu
        się taka Polska nie podoba to mu grzecznie mówimy „spie..j dziadu”.
        • kapitan.kirk Re: zdzisiek66 , „Może, może, może”. 12.11.07, 14:18
          toja3003 napisał:

          > Ale gdyby Rosja zwróciła się do Polski z propozycją korytarza
          > gazowego przez nasz kraj do Europy zachodniej, to krzyczelibyśmy,
          że
          > godzą w naszą suwerenność

          Gdyby się zwróciła z propozycją jakiegoś "korytarza" (?) to zapewne
          rzeczywiście godziłoby to w naszą suwerenność. Na pewno zaś nie
          godziłoby w naszą suwerenność, gdyby po prostu wybudowali przez
          nasze terytorium gazociąg, tak jak to się normalnie odbywa i tak jak
          obiecali w latach 90. (druga nitka tzw. gazociągu jamalskiego).

          > jak powiedzieli, że ominą nasz kraj tym
          > gazociągeim to też krzyczymy, że godzą w naszą suwerenność.

          Nikt nie krzyczy, że godzą w naszą suwerenność (chyba że pośrednio),
          tylko że w ten sposób mogliby teoretycznie w przyszłości objąć
          Polskę embargiem gazowym, bez przeszkód dosyłając gaz do Niemiec i
          innych naszych zachodnich sąsiadów. Podobne działania - choć nigdy
          tak kategoryczne i na taką skalę - Rosja podejmowała wszak już w
          przeszłości, więc obawy Polski nie są w tym przypadku zupełnie
          bezpodstawne; tym bardziej że nie wiadomo wszak kto tam będzie
          rządził i jaka będzie sytuacja wewnętrzna np. za kilka lat.

          > Zdecydujmy się na coś – nie chcemy z innymi współpracować, to
          dajmy
          > im robić swoje interesy.

          Każdy dba o swoje interesy jak umie - i Rosja dba, i Niemcy, i
          Polska, i pewnie Zimbabwe też. To jest rzecz zupełnie normalna i
          nikogo nie dziwiąca, że broni się własnych interesów, a nie cudzych.
          Nie ma natomiast zupełnie powodu, byśmy uznawali strategiczne
          interesy np. Rosji za ważniejsze od polskich i w taki własnie sposób
          kształtowali swoją zagraniczną politykę, bo w zupełności wystarczy,
          że Rosja robi to już sama.

          Pozdrawiam
          • toja3003 kapitan.kirk , piszesz 12.11.07, 16:24
            "Gdyby się zwróciła z propozycją jakiegoś "korytarza" (?) to zapewne
            rzeczywiście godziłoby to w naszą suwerenność. Na pewno zaś nie
            godziłoby w naszą suwerenność, gdyby po prostu wybudowali przez
            nasze terytorium gazociąg".

            Otóż nie widzę różnicy między "korytarzem" a "wybudowaniem po prostu
            na naszym terytorium gazociągu". Dla mnie to jedno i to samo. Skoro
            nasze terytorium to czego mają tu szukać obce gazociągi?

            Mówisz, że „Nikt nie krzyczy, że godzą w naszą suwerenność”. Jak to?
            A co powiedział Radek Sikorski? Gospodarcze umowy między Rosją a
            Europą zachodnią porównał do zbrodniczego paktu hitlerowsko-
            stalinowskiego. I takiego histeryczno-historycznego języka używa
            dyplomata?

            I dalej kręcimy się w kółko. Skoro mówisz, że boimy się rosyjskiego
            embarga gazowego to czemu nie przystąpimy do tego projektu
            (międzynarodowe konsorcjum nam proponowało tak jak innym krajom a my
            to odrzuciliśmy) albo nie zdywersysfikujemy naszych źródeł albo nie
            skorzystamy z propozycji niemieckiej: Niemcy zaproponowali nam, że
            skoro nie chcemy gadać z Rosją to oni zagwarantują nam dostawy do
            Polski przez terytorium Niemiec a konkretnie zaproponowali
            pociągniącie nitki z Greiswaldu. Z Niemcami też nie chcemy gadać to
            do kogo mamy pretensje? Chyba tylko do samych siebie.

            Natomiast w pełni zgadzam się z twoim twierdzeniem „Każdy dba o
            swoje interesy jak umie - i Rosja dba, i Niemcy, i Polska, i pewnie
            Zimbabwe też”. I przy tym zostańmy i tak postępujmy a na razie tylko
            krzyczymy. Naprawdę jak Szwedzi chcą sobie kupić bananów w Ekwadorze
            to nie żądajmy żeby przez Gdańsk je stamtąd wozili, bo to ich sprawa-
            Potrzeba nam bananów, kupmy sobie. Chcemy gazu, też się zaopatrzmy.

            Zawsze winni ci „inni, obcy” źli, tylko my tacy wspaniali a
            najlepiej to od razu im wyjedźmy z naszą martyrologią tak jak w tej
            scenie z Mrożka, gdzie naszemu rodakowi za granicą się walizka
            rozwala i z niej polska kiełbasa na ulicę wysypuje a on do jakiegoś
            zdziwionego angielskiego przechodnia rozdziawia bezzębną gębulę i
            sepleni, pokazując na to przerzedzone uzębienie, „za wolność wybili,
            za wolność panie wybili”.
            • kapitan.kirk Re: kapitan.kirk , piszesz 12.11.07, 17:10
              > Otóż nie widzę różnicy między "korytarzem" a "wybudowaniem po
              prostu
              > na naszym terytorium gazociągu". Dla mnie to jedno i to samo.
              Skoro
              > nasze terytorium to czego mają tu szukać obce gazociągi?

              To źle, że nie widzisz, bo różnica jest dość oczywista. Gazociąg,
              fabryka, hotel czy szałas wybudowany na naszym terytorium nie
              jest "obcy", niezależnie od tego czy wybudują go Polacy, Rosjanie,
              Amerykanie, Eskimosi etc., choć oczywiście pozostaje własnością
              powyższych. Określenie "korytarz" zaś kojarzy się jak najgorzej,
              zwłaszcza w Polsce, gdyż sugeruje jakis rodzaj eksterytorialności
              czy niewyłącznej suwerenności Polski na danym obszarze - jak w
              przypadku żądań Hitlera w 1939 r. czy (toute proportion gardee)
              koncepcji połączenia Rosji z Obwodem Kalinigradzkim co jakiś czas
              przewijających się w tamtejszej prasie.

              > Mówisz, że „Nikt nie krzyczy, że godzą w naszą suwerenność”. Jak to
              > ?
              > A co powiedział Radek Sikorski? Gospodarcze umowy między Rosją a
              > Europą zachodnią porównał do zbrodniczego paktu hitlerowsko-
              > stalinowskiego. I takiego histeryczno-historycznego języka używa
              > dyplomata?

              P. Sikorski - wówczas zresztą nie żaden dyplomata, tylko minister
              obrony - powiedział dokładnie: „Polska jest szczególnie wrażliwa na
              punkcie korytarzy i porozumień ponad naszymi głowami (...) To była
              tradycja Locarno, to jest tradycja paktu Ribbentrop-Mołotow. Nie
              chcemy powtórki”. Słowa mocne, ale prawdziwe i chyba dopuszczalne w
              sytuacji takich, a nie innych doświadczeń historycznych w naszej
              części Europy. Historia bowiem jest nauczycielką życia i lubi sie
              powtarzać (u nas zdarza się to jakby często nawet), a na błędach nie
              uczą się tylko saperzy. Ze zrozumiałego faktu, że nasi rosyjscy i
              niemieccy partnerzy nie bardzo chcą rozmawiać o historii nie wynika
              bynajmniej, że mamy sie do tych zyczeń dostosowywać, a wręcz
              przeciwnie - bo to własnie historia jest w tych stosunkach naszym
              atutem.

              > I dalej kręcimy się w kółko. Skoro mówisz, że boimy się
              rosyjskiego
              > embarga gazowego to czemu nie przystąpimy do tego projektu
              > (międzynarodowe konsorcjum nam proponowało tak jak innym krajom a
              my
              > to odrzuciliśmy)

              Ponieważ po pierwsze nas nie stać, a po drugie nic by to nie
              zmieniło w uzależnieniu od Rosji - w razie czego wystarczyłoby,
              gdyby zamknięto odnogę prowadzącą do nas.

              > albo nie zdywersysfikujemy naszych źródeł

              To się robi, ale ze względu na skalę problemu potrwa lata, a nawet
              dziesięciolecia.

              > Niemcy zaproponowali nam, że
              > skoro nie chcemy gadać z Rosją to oni zagwarantują nam dostawy do
              > Polski przez terytorium Niemiec a konkretnie zaproponowali
              > pociągniącie nitki z Greiswaldu. Z Niemcami też nie chcemy gadać
              to
              > do kogo mamy pretensje?

              Przejście ze statusu kraju przez który transportuje się gaz z Rosji
              do Niemiec do statusu kraju, do którego trzeba transportować gaz z
              Rosji przez Niemcy jest oczywistym osłabieniem pozycji
              międzynarodowej Polski. W dodatku wcale nie wyklucza to ewentualnego
              embarga, gdyż wystarczy, że Rosjanie zaczną tłoczyć mniej gazu, tak
              by dało się zaspokoić tylko potrzeby Niemiec.

              > Zawsze winni ci „inni, obcy” źli, tylko my tacy wspaniali a
              > najlepiej to od razu im wyjedźmy z naszą martyrologią tak jak w
              tej
              > scenie z Mrożka, gdzie naszemu rodakowi za granicą się walizka
              > rozwala i z niej polska kiełbasa na ulicę wysypuje a on do
              jakiegoś
              > zdziwionego angielskiego przechodnia rozdziawia bezzębną gębulę i
              > sepleni, pokazując na to przerzedzone uzębienie, „za wolność
              wybili,
              > za wolność panie wybili”.

              Już to ostatnio gdzieś pisałeś ;-) Analogia z "Monizą Clavier" jest
              o tyle nietrafiona, że Polsce istotnie przez długi lat wybijano zęby
              za wolność i nie jest to li tylko kwestia public relations.

              Pzdr
              • toja3003 zdaje się, że powiedzieliśmy już wszystko, 12.11.07, 17:18
                no ale jeśli uważasz, że w relacjach z zagranicą
                "to własnie historia jest w tych stosunkach naszym
                atutem." to życzę powodzenia. Szkoda, że przyszłość czy nawet
                teraźniejszość takim atutem nie jest. Ale jak widać takie podejście
                nie jest u nas w Polsce popularne...

                Ledwie potrafimy wykorzystać 50% z pieniędzy
                dawanych nam przez Unię a rząd kłóci się o jakieś głosy w UE
                kiedy tylko z połową tych głosów moglibyśmy mieć tyle samo
                pieniędzy gdyby je w 100% wykorzystać. Sory za te fakty ale ich nie
                zmienię. Owszem, prywata działa i dobrze ale to co państwowe leży:
                Polska to kraj bogatych domów sytuowanych przy fatalnych drogach, bo
                domy są prywatne a za drogi odpowiada państwo. A Europa dała nam
                Euro2012 a co zrobiono do tej pory?

                Zatem mamy w Polsce 2 Polski. Jedna, ta mniejsza, to ludzie z
                polotem, pomysłami, fantazją, otwarci na świat i innych, potrafią
                znaleźć się w nowym towarzystwie czy sytuacji. Druga Polska, ta
                większa, to kraj ludzi zahukanych, bez dowcipu, ponuraków
                zamkniętych na otoczenie, wietrzących wokół spiski, układy, obcych,
                onych.

                Mamy w Europie najwyższe bezrobocie, w ciągu ostatnich dwóch lat 43
                proc. firm w Polsce padło ofiarą przestępczości gospodarczej
                (źródło: raportu firmy PricewaterhouseCoopers, 2007) jesteśmy na
                końcu UE w klasyfikacji Banku Światowego (na świecie mamy nr 74,
                źródło: „Doing Business 2007”), 61-te miejsce, za Namibią i na
                równi z Kubą w poziomie korupcji (źródło: Transparency International
                2007), jestśmy na europejskim końcu statystyk cywilizacyjnych
                pokazujących dostęp do nowoczesnych technologii (łącznie z cenami
                internetu), katastrofalnie niskie współczynniki ilości autostrad
                (674 kilometry gdy np. Hiszpania ma ponad 12 tysięcy autostrad i
                ekspresówek a Niemcy już przed wojną(!) miały 4 tysiące), wysoką
                przestępczość, pijanych kierowców, kiboli (polskich!) niszczących
                nawet własną Stolicę, niewydolną służbę zdrowia, niedofinansowaną
                edukację i naukę, ociężały system prawny, całkowity brak (nawet w
                planach!) szybkich pociągów. Przygotowania do Euro2012 leżą (tak
                wiem ten konkurs też wygrali postkomuniści, bo już 15 lat temu
                chcieli to robić i oni są winni a nie aktualne i bezczynne władze),
                nie mamy polityki zagranicznej, nie licząc tej uprawianej na
                kolanach w USA a w zamian możemy umierać za amerykański Bgdad i
                jeździć bez wiz do... Iraku. I kto to wszystko nam funduje 20 lat po
                socjaliźmie? Obcy? Może Bruksela zmusza nas do korupcji, Francuzi
                oszukują, Niemcy prowokują żeby kraść samochody, Rosjanie zabraniają
                budowy autostrad i zmusiliu do „bratniej pomocy” w Iraku? Zresztą
                ledwie potrafimy wykorzystać 50% z pieniędzy dawanych nam przez
                Unię. Nie, za ten bałagan odpowiada polski złodziej, polski kibol,
                polski skorumpowany urzędnik czy polski polityk wybrany głosami
                polskich wyborców, czyli my. Walnijmy się zatem w piersi i weźmy do
                roboty to może do czegoś dojdziemy.

                Apeluję zatem do NAS wszystkich, zaczynając ode mnie samego a czując
                się współodpowiedzialnym za nasz kraj, Polskę, nie mogę pozostawać
                bezkrytycznym gdzie nie dzieje się dobrze. Masz coś przeciwko temu?
                Bo zdaje się, że zarzut defetyzmu wskazuje na chęć uprawiania
                propagandy sukcesu.

                • borrka Wtrace sie. 12.11.07, 17:23
                  Na sensowne wyjasnienia, odowiedzia koktajl belkotu i niewiedzy.

                  To nieladnie uzywac argumentow ad personam, ale jednak uzyje.
                  Moj chomik wydaje sie miec wyzszy IQ, niz ty.
                  • bo1ko Ja tez 13.11.07, 13:28
                    I dodam, ze trzeba miec mentalnosc komucha, aby prywatnej firmie niemieckiej
                    chciec zabronic handlu na zasadach wolnorynkowych, i politycznie sabotowac jej
                    zamiary handlowe - ale czemu sie tu dziwic, Niemcy to przeciez kraj bogaty bo
                    pragmatyczny, zas Polska do dnia dzisiejszego jest krajem tkwiacym w historii.

                    Polityka historyczna nigdy nie jest pragmatyczna, gdyz implikuje balast
                    historyczny - noszenie ze soba balstu, nie jest ani pragmatyczne, ani madre.
                    • kapitan.kirk Re: Ja tez 13.11.07, 13:43
                      bo1ko napisał:

                      > I dodam, ze trzeba miec mentalnosc komucha, aby prywatnej firmie
                      > niemieckiej
                      > chciec zabronic handlu na zasadach wolnorynkowych, i politycznie
                      > sabotowac jej
                      > zamiary handlowe

                      Budującego gazociąg konsorcjum Nord Stream nijak nie da się
                      nazwać "prywatną firmą niemiecką", gdyż 51% udziałów ma w nim
                      państwowe przedsiębiorstwo rosyjskie Gazprom, które nigdy przecież
                      nie ukrywało, że jest realizatorem polityki rządy rosyjskiego.

                      > ale czemu sie tu dziwic, Niemcy to przeciez kraj bogaty bo
                      > pragmatyczny, zas Polska do dnia dzisiejszego jest krajem tkwiacym
                      > w historii.

                      Nic dziwnego, że Niemcy nie "tkwią w historii", bo pochwalić się w
                      niej w ostatnich wiekach nie bardzo mają czym.

                      > Polityka historyczna nigdy nie jest pragmatyczna, gdyz implikuje
                      balast
                      > historyczny - noszenie ze soba balstu, nie jest ani pragmatyczne,
                      ani madre.

                      Polityka historyczna jest pragmatyczna w przypadku, gdy z
                      doświadczeń historycznych da się ukuć przydatne argumenty
                      polityczne, a w naszym przypadku tak właśnie jest. Od odwoływania
                      się do argumentów historycznych w polityce nie stroni zresztą
                      żadne "pragmatyczne państwo", jeśli jest mu to poręczne - co Niemiec
                      i Rosji również dotyczy, i to bardzo często. Przepraszam, ale aby
                      tego nie widzieć szczególnie w wydaniu rosysjskim, trzeba być albo
                      ślepym albo kompletnie nieodpornym na negocjacyjną socjotechnikę.

                      Pzdr
                      • bo1ko Re: Ja tez 13.11.07, 14:30
                        kapitan.kirk napisał:

                        > Budującego gazociąg konsorcjum Nord Stream nijak nie da się
                        > nazwać "prywatną firmą niemiecką", gdyż 51% udziałów ma w nim
                        > państwowe przedsiębiorstwo rosyjskie Gazprom, które nigdy przecież
                        > nie ukrywało, że jest realizatorem polityki rządy rosyjskiego.

                        Dobrze o tym wiesz, ze to prywatna firma niemiecka jest handlowym odbiorca i
                        bohaterem politycznego konfliktu antykapitalistycznego. - Zas Nordstream tylko
                        buduje rure, aby handlowe warunki tej firmy prywatnej w ogole umozliwic.

                        Warunkiem jest wolnorynkowa maksymalizacja profitu, poprzez tanszy tranzyt.


                        > Nic dziwnego, że Niemcy nie "tkwią w historii", bo pochwalić się w
                        > niej w ostatnich wiekach nie bardzo mają czym.

                        Oj jest to czyms bardzo dziwnym, gdyz Niemcy w przeciwienstwie do Polski, ze
                        strony rosyjskiej podczas IIWS cierpieli o wiele bardziej niz Polacy. - Ale tak
                        wlasnie objawia sie madrosc Niemcow, ktorzy to odrzucaja balast historyczny gdy
                        tylko moga (w kwestii Zydow ma sie inaczej), jesli hamuje on rozwoj lepszej
                        przyszlosci, w sensie pragmatycznym.


                        > Od odwoływania
                        > się do argumentów historycznych w polityce nie stroni zresztą
                        > żadne "pragmatyczne państwo", jeśli jest mu to poręczne - co Niemiec i Rosji
                        również dotyczy, i to bardzo często. Przepraszam, ale aby tego nie widzieć
                        szczególnie w wydaniu rosysjskim, trzeba być albo ślepym albo kompletnie
                        nieodpornym na negocjacyjną socjotechnikę.

                        A, ze Rosjanie w swej polityce miedzynarodowej nie afiszuja sie swa
                        martyriologia tyle co Polacy, chociaz ze strony niemieckiej bardziej cierpieli
                        niz my, nie trzeba powtarzac.
                        • kapitan.kirk Re: Ja tez 13.11.07, 16:23
                          bo1ko napisał:

                          > Dobrze o tym wiesz, ze to prywatna firma niemiecka jest handlowym
                          odbiorca i
                          > bohaterem politycznego konfliktu antykapitalistycznego. - Zas
                          Nordstream tylko
                          > buduje rure, aby handlowe warunki tej firmy prywatnej w ogole
                          umozliwic.
                          > Warunkiem jest wolnorynkowa maksymalizacja profitu, poprzez tanszy
                          tranzyt.

                          Wybacz, ale trochę plączesz się w zeznaniach - budowa gazociągu po
                          dnie morza jest wszak wielokrotnie droższa i bardziej skomplikowana
                          od budowy zwykłego gazociągu przez Polskę. Gdyby zatem chodziło
                          wyłącznie o "maksymalizację profitu", to oczywisty byłby wybór tego
                          drugiego wariantu. Skoro zaś wybrano wariant pierwszy, to znaczy że
                          względy natury politycznej przeważyły nad względami ekonomicznymi.
                          Jeżeli zaś ktoś wchodzi jako podmiot w obszar polityki, to staje się
                          tym samym tejże polityki przedmiotem i nie ma tu znaczenia czy jest
                          firmą prywatną, państwową, niemiecką, rosyjską czy nepalską. Nie
                          mozna bowiem zarazem zjeść pizzy i dalej mieć ją na talerzu.

                          > Oj jest to czyms bardzo dziwnym, gdyz Niemcy w przeciwienstwie do
                          Polski, ze
                          > strony rosyjskiej podczas IIWS cierpieli o wiele bardziej niz
                          Polacy.

                          Argument dość idiotyczny, zważywszy że Niemcy (skądinąd przy
                          niejakiej pomocy ZSRR) sami tę wojnę wywołali.

                          - Ale tak
                          > wlasnie objawia sie madrosc Niemcow, ktorzy to odrzucaja balast
                          historyczny gdy
                          > tylko moga (w kwestii Zydow ma sie inaczej), jesli hamuje on
                          rozwoj lepszej
                          > przyszlosci, w sensie pragmatycznym.

                          Nic dziwnego, że Niemcy chętnie odrzucają historię, skoro jest ona
                          dla nich balastem. I z tego samego względu my w rozmowach z Niemcami
                          nie powinniśmy właśnie w żadnym wypadku pomijać względów
                          historycznych milczeniem - a wręcz przeciwnie.

                          > A, ze Rosjanie w swej polityce miedzynarodowej nie afiszuja sie swa
                          > martyriologia tyle co Polacy, chociaz ze strony niemieckiej
                          bardziej cierpieli
                          > niz my, nie trzeba powtarzac.

                          W rozmowach z Niemcami istotnie rzadko to robią, bo popsułoby im to
                          obecną politykę. Natomiast bez skrępowania wyciągają historię i
                          martyrologię - czasem aż do 10 wieków wstecz - w sprawach np.
                          Ukrainy, swoich wpływów na Kaukazie, Wysp Kurylskich, zdobyczy
                          wojennych i wielu, wielu innych. Czyli tam, gdzie im to nie
                          przeszkadza, a może pomóc. Nie chwytam, dlaczego akurat nam nie
                          miałoby być wolno robić twgo samego?

                          Pozdrawiam
                          • bo1ko Re: Ja tez 16.11.07, 12:03
                            kapitan.kirk napisał:

                            > Wybacz, ale trochę plączesz się w zeznaniach - budowa gazociągu po
                            > dnie morza jest wszak wielokrotnie droższa i bardziej skomplikowana
                            > od budowy zwykłego gazociągu przez Polskę. Gdyby zatem chodziło
                            > wyłącznie o "maksymalizację profitu", to oczywisty byłby wybór tego
                            > drugiego wariantu. Skoro zaś wybrano wariant pierwszy, to znaczy że
                            > względy natury politycznej przeważyły nad względami ekonomicznymi.

                            To Ty sie placzesz w zeznaniach - chyba logiczne jest, ze jesli wiekszosc
                            kosztow budowy gazrurki ponosi Gazprom, to tym mniejsze sa wydatki inwestycyjne
                            prywatnego odbiorcy niemieckiego a w efekcie najmniejsze z mozliwych koszty
                            transportu towaru, zatem tym lepszy jest to dla niego interes handlowy, gdyz
                            ewidentnie wieksze sa ogolne jego zyski finansowe w relacji do calej inwestycji.

                            Ja przeciez wiem, ze rura po dnie Baltyku dla Polski strategicznie jest
                            problematyczna, ale to wlasnie polska scena polityczna swoja polityka
                            historyczna Rosje do tej opcji zmusila - najwyrazniej jest i tu widoczne, ze
                            polityka historyczna Polsce zyskow nie przynosi, a nawet jej szkodzi, gdyz
                            partnerow zmusza do wyboru opcji, ktore to w skutkach mijaja sie z celem
                            polskiego interesu narodowego.


                            > Argument dość idiotyczny, zważywszy że Niemcy (skądinąd przy
                            > niejakiej pomocy ZSRR) sami tę wojnę wywołali.

                            Chec do jak najlepszych stosunkow z dawnymi wrogami – od ktorych zalezy zarowno
                            wlasne bezpieczenstwo jak i prosperity kraju -, nigdy nie jest idiotyczna, ale
                            zawsze jest oznaka pragmatycznosci i madrosci.


                            > Nic dziwnego, że Niemcy chętnie odrzucają historię, skoro jest ona
                            > dla nich balastem. I z tego samego względu my w rozmowach z Niemcami nie
                            powinniśmy właśnie w żadnym wypadku pomijać względów
                            > historycznych milczeniem - a wręcz przeciwnie.

                            Odrzucenie balastu historycznego byloby rowniez dla Polski korzystne, gdyz
                            ewidentnie utrudnia on (balast taka ma nature) dobre stosunki z waznymi
                            partenerami Polski (vide ostatnie dwa lata polityki zagranicznej) a jej
                            interesom narodowym - w tym rowniez bezpieczenstwu - tylko szkodzi (vide gazrura
                            omijajaca Polske).


                            > W rozmowach z Niemcami istotnie rzadko to robią, bo popsułoby im to
                            > obecną politykę. Natomiast bez skrępowania wyciągają historię i
                            > martyrologię - czasem aż do 10 wieków wstecz - w sprawach np.
                            > Ukrainy, swoich wpływów na Kaukazie, Wysp Kurylskich, zdobyczy
                            > wojennych i wielu, wielu innych. Czyli tam, gdzie im to nie
                            > przeszkadza, a może pomóc. Nie chwytam, dlaczego akurat nam nie
                            > miałoby być wolno robić twgo samego?

                            Elementy historyczne pewna role odgrywaja w polityce miedzynarodowej kazdego
                            panstwa, ale zadne inne, polityka taka nie przesadza i nie kompromituje sie tak
                            bardzo jak Polska - cele polskiej polityki historycznej nie tylko takie jak
                            "smierc albo pierwiastek", mijaja sie z pragmatycznoscia w kazdym jej znaczeniu.
                            • kapitan.kirk Re: Ja tez 16.11.07, 12:39
                              > To Ty sie placzesz w zeznaniach - chyba logiczne jest, ze jesli
                              wiekszosc
                              > kosztow budowy gazrurki ponosi Gazprom, to tym mniejsze sa wydatki
                              inwestycyjne
                              > prywatnego odbiorcy niemieckiego a w efekcie najmniejsze z
                              mozliwych koszty
                              > transportu towaru, zatem tym lepszy jest to dla niego interes
                              handlowy, gdyz
                              > ewidentnie wieksze sa ogolne jego zyski finansowe w relacji do
                              calej inwestycji

                              Wybacz, ale to się nadal kupy nie trzyma. Jeżeli ów "prywatny
                              odbiorca" postanawia kupować gaz z rurociągu w wiele droższego w
                              budowie niż z rurociągu o wiele tańszego, to przecież i ten gaz
                              będzie droższy, bo wykonawcy i operatorowi rurociągu też się musi
                              wszystko zwrócić. No chyba, że Gazprom jest instytucją charytatywną
                              i gazociąg buduje w czynie społecznym... Jeśli zresztą, jak
                              usiłujesz wykazać, "prywatny odbiorca" niemiecki nic nie ma
                              wspólnego z budową gazociągu, to skąd w Twojej wypowiedzi
                              słowa "(..) tym mniejsze sa wydatki inwestycyjne prywatnego odbiorcy
                              niemieckiego"? Przecież w tej sytuacji odbiorca nie ponosiłby
                              żadnych wydatków inwestycyjnych, niezaleznie od trasy rurociągu...?

                              > Ja przeciez wiem, ze rura po dnie Baltyku dla Polski strategicznie
                              jest
                              > problematyczna, ale to wlasnie polska scena polityczna swoja
                              polityka
                              > historyczna Rosje do tej opcji zmusila

                              Tzn. jak konkretnie? Czym Polska Rosję obraziła, co przypomniała,
                              powiedziała lub zrobiła, albo czym groziła, że Rosja zdecydowała się
                              budowac gazociąg bałtycki?

                              > Chec do jak najlepszych stosunkow z dawnymi wrogami – od ktorych
                              zalezy z
                              > arowno
                              > wlasne bezpieczenstwo jak i prosperity kraju -, nigdy nie jest
                              idiotyczna, ale
                              > zawsze jest oznaka pragmatycznosci i madrosci.

                              Chęć do jak najlepszych stosunków z dawnymi wrogami jest zrozumiała
                              i (na ogół) chwalebna, ale też nie ma żadnego powodu, by na ołtarzu
                              tej potrzeby poświęcać istotniejsze dla siebie sprawy. A tak jestnp.
                              w przypadku Rosji, która nader często oferowała enigmatyczne "dobre
                              stosunki" w zamian za posunięcia dla Polski ewidentnie niekorzystne
                              (np. rezygnacja z wstapienia do NATO i zachęcania doń naszych
                              sąsiadów).

                              > Odrzucenie balastu historycznego byloby rowniez dla Polski
                              korzystne, gdyz
                              > ewidentnie utrudnia on (balast taka ma nature) dobre stosunki z
                              waznymi
                              > partenerami Polski (vide ostatnie dwa lata polityki zagranicznej)
                              a jej
                              > interesom narodowym - w tym rowniez bezpieczenstwu - tylko szkodzi
                              (vide gazrur
                              > a
                              > omijajaca Polske).

                              Podzielam krytyczną opinię nt. polityki zagranicznej ostatnich dwóch
                              lat, jednak nie nt. samego używania argumrentów historycznych w
                              negocjacjach. Bez argumentów historycznych nie dałoby się bowiem
                              toczyć w ogóle żadnych dyskusji na temat np. obecnych granic Polski
                              i jej sympatii politycznych, takich a nie innych sojuszy
                              politycznych i gospodarczych, obecnej sytuacji Niemiec i Rosji (a
                              zwłaszcza jej "bliskiej zagranicy"), roszczeń wypędzonych i
                              adekwatnych kontrroszczeń, niemieckiej spuścizny kulturalnej w
                              Polsce, polskiej mniejszości w sąsiednich krajach itd. itp. W tych
                              wszystkich (i wielu innych) sprawach, istotnych dla Polski,
                              argumenty natury historycznej mają charakter często zasadniczy i
                              rezygnując w nich osłabialibysmy swoją pozycję w negocjacjach. A że
                              nasi partnerzy-rozmówcy krzywią się na takie argumenty i wytykają
                              nam z ich tytułu zaściankowość, to i nic dziwnego, bo to także z ich
                              strony element negocjacyjnej socjotechniki; na szczęście działający
                              głównie na ludzi pogrążonych w kompleksach ;-)

                              Pzdr
                • kapitan.kirk Re: zdaje się, że powiedzieliśmy już wszystko, 12.11.07, 22:09
                  > no ale jeśli uważasz, że w relacjach z zagranicą
                  > "to własnie historia jest w tych stosunkach naszym
                  > atutem." to życzę powodzenia. Szkoda, że przyszłość czy nawet
                  > teraźniejszość takim atutem nie jest. Ale jak widać takie
                  podejście
                  > nie jest u nas w Polsce popularne...

                  Należy oczywiście myśleć o przyszłości, sęk w tym jednak, że
                  przyszłość nie spada nagle i niespodziewanie z nieba, tylko tworzy
                  się na bieżąco z przeszłości właśnie. Innymi słowy, równie ważne
                  jest to dokąd pociąg jedzie jak to, skąd wyjechał; czyż nie?
                  Rosjanie i Niemcy w rozmowach z Polska krzywią się na wyciąganie
                  argumentów historycznych - i nie dziwota, bo w stosunkach z nami nie
                  mają się tu zupełnie czym pochwalić. Zauważ, że np. Rosja w
                  stosunkach z innymi państwami nie ma nic przeciwko wyciąganiu z
                  historii wszystkich faktów, które świadczą na jej korzyść
                  ("historyczne prawa" do różnych ziem, wkład ZSRR w zwycięstwo nad
                  Hitlerem, Kreml 1612 itd. itp.). I dlatego też nie ma żadnego
                  powodu, byśmy my nie robili tego samego, kiedy jest to dla nas
                  korzystne.

                  Reszta Twojego postu nie ma nic wspólnego z tematem, więc komentować
                  jej nie będę (btw. wskaźnik przestępczości w Polsce jest jednym z
                  najniższych w UE).

                  Pozdrawiam
                  • toja3003 kapitan.kirk , może zacznę od końca i powiem, że s 13.11.07, 09:38
                    Może zacznę od końca i powiem, że staram się traktować nasze polskie
                    sprawy właśnie w szerszym, całościowym kontekście, bez niewolniczego
                    trzymania się tylko jakiegoś fragmentarycznego, wąskiego zagadnienia
                    dlatego pisałem też o przestępczości w naszym kraju. Skwitowałeś to
                    (bez podania źródła) stwierdzeniem, że „wskaźnik przestępczości w
                    Polsce jest jednym z najniższych w UE”.

                    Przepraszam, możesz podać wartość tego wskaźnika w porównaniu np. do
                    Szwecji, Austrii, Finlandii, Luksemburga, Belgii, Niemiec, Irlandii
                    i paru innych krajów UE akurat zdarzyło mi się być w niektórych z
                    tych krajów i np. nie widziałem tam takiego polskiego „wynalazku”
                    jak parking strzeżony więc skoro u nas się mniej samochodów kradnie,
                    to po co tak te nasze samochody strzeżemy?

                    Albo zjawisko osiedli zamkniętych: angielska Wikipedia podaje,
                    że "gated communnities" występują głównie w USA, Ameryce
                    Południowej, Afryce, Chinach. Natomiast w Europie szczególnie dużo
                    jest ich w Polsce. W Skandynawii nie ma ich w ogóle. W Niemczech
                    bardzo mało. Są w Rosji - tu pojawiają się też typowe osiedla
                    prestiżu. Niektórzy tłumaczą to tym, że potrzeba własności, tłumiona
                    przez lata komunizmu, realizuje się teraz w przesadzonej formie. Ale
                    kiedy nasi studenci organizowali spotkania na ten temat dla
                    studentów ze Słowenii i Estonii, dla nich była to rzecz nowa. W
                    Czechach osiedli grodzonych chyba też nie ma, podobnie w byłym NRD.
                    A w Warszawie mamy już 400 (słownie: czterysta). No ale angielska
                    wikipedia na pewno kłamie, przecież Polska to kraj prawa i
                    sprawiedliwości. Czy może tylko Prawa i Sprawiedliwości?

                    Natomiast co do historii to ogólnie zgoda na twoją wypowiedź tyle,
                    że jest historia bliższa i dalsza więc gdzie jest granica? Ja w
                    każdym razie uważam, że zaczynanie każdej rozmowy na jakikolwiek
                    temat z Rosjanami czy Niemcami w roku 2007 od omawiania roku 1939 to
                    przesada. Czy jak idziesz na targ w swoim mieście żeby kupić ogórki
                    to też omawiasz ze sprzedawcą jego (i twój) życiorys – kto się kiedy
                    gdzie urodził, co robił za Bieruta, za Gomółki, Gierka i
                    Jaruzelskiego, czy był jawnym czy tajnym współpracownikiem? Wątpię.
                    Mówisz dzień dobry i do widzenia, kupujesz te ogórki i idziesz
                    dalej. A my jak chcemy kupić czy sprzedać ogórki w Rosji czy
                    Niemczech to zaczynamy rozmowy od Katynia i Oświęcimia.

                    • kapitan.kirk Re: kapitan.kirk , może zacznę od końca i powiem, 13.11.07, 13:07
                      toja3003 napisał:

                      > Skwitowałeś to
                      > (bez podania źródła) stwierdzeniem, że „wskaźnik przestępczości w
                      > Polsce jest jednym z najniższych w UE”.
                      > Przepraszam, możesz podać wartość tego wskaźnika w porównaniu np.
                      do
                      > Szwecji, Austrii, Finlandii, Luksemburga, Belgii, Niemiec,
                      Irlandii
                      > i paru innych krajów UE

                      A. Sakowicz, A. Górski "Zwalczanie przestepczości" w Unii
                      Europejskiej" - z danych w ksiązce wynika, że Polska jest poniżej
                      średniej w wiekszości kategorii, niekiedy znacznie). Jak poszperać w
                      internecie, to pewnie też się znajdzie, ale mi się nie chce, bo nie
                      jestem kryminologiem ani wiktymologiem. Tu trochę:
                      strefa.org/index2.php?option=com_content&do_pdf=1&id=79
                      Jezeli chcesz kontynuować ten temat, to na innym wątku, bo ten jest
                      o czymś całkiem innym.

                      > Natomiast co do historii to ogólnie zgoda na twoją wypowiedź tyle,
                      > że jest historia bliższa i dalsza więc gdzie jest granica? Ja w
                      > każdym razie uważam, że zaczynanie każdej rozmowy na jakikolwiek
                      > temat z Rosjanami czy Niemcami w roku 2007 od omawiania roku 1939
                      to
                      > przesada.

                      Dlatego też nie zaczynamy w ten sposób każdej rozmowy, tylko takie
                      które mają coś z historii "w temacie", np. o zwrocie muzealnych
                      zbiorów niemieckich, o budowie Centrum Wypędzonych, o sojuszach
                      gospodarczych rosyjsko-niemieckich, o zagrożeniach militarnych na
                      linii Rosja-NATO itp.

                      Pzdr
                      • toja3003 kapitan.kirk , faktycznie, gospodarcze umowy międz 13.11.07, 14:10
                        Faktycznie, gospodarcze umowy między Rosją a UE w roku 2007 to temat
                        bardzo „historyczny” i natychmiast trzeba w to włączać rok 1939.
                        Otóż tak nie uważam i nie znam innego państwa, które by tak
                        nachalnie i „histerycznie-historycznie” prowadziło rozmowy na
                        współczesne tematy.

                        Tyle, że inni takich „dowcipów” kompletnie nie rozumieją. Słyszałem
                        jak dziennikarze BBC spadali ze śmiechu z krzeseł, gdy nasz
                        prezydent na szczycie Unii wyliczał ile Polska powinna mieć teraz
                        głosów „za drugą wojnę światową”, bo byłoby nas 60 milionów
                        (zapomniał, że Niemców byłoby wtedy 160 milionów). Niestety ale w
                        biznesie nie ma rabatu za martyrologię a nawet nie lubi się tych,
                        którzy stylizują się na ciągłe ofiary, całe pokolenia i
                        dziesięciolecia po takich faktach. W każdym razie jest to podejście
                        nieprofesjonalne.

                        Może od razu niech świat da nam od 39% do 45% zniżki na wszystkie
                        towary za lata 1939-1945. I tak też nieprofesjonalnie prowadzimy
                        naszą politykę zagraniczną zamiast konkretnie zająć się bieżącymi
                        problemami i efektywnie je rozwiązywać, ucząc się od innych, np. jak
                        osiągnąć ruch bezwizowy do USA, tak jak to zrobiła Słowenia, jak
                        sprawnie budować stadiony na Euro2012, tak jak to robi Ukraina, jak
                        dywersyfikować źródła energii, tak jak to robią Niemcy, jak tworzyć
                        sieć autostrad, tak jak to zrobili Hiszpanie, jak mieć szybkie
                        pociągi tak jak Francuzi. Lista jest długa prawda?
                        • kapitan.kirk Re: kapitan.kirk , faktycznie, gospodarcze umowy 13.11.07, 16:03
                          > Faktycznie, gospodarcze umowy między Rosją a UE w roku 2007 to
                          temat
                          > bardzo „historyczny” i natychmiast trzeba w to włączać rok 1939.

                          Nie trzeba, ale nie ma też powodu, by nie było można. To kwestia
                          logiki po prostu: jeżeli ktoś trzy razy nas orżnął w interesach, to
                          warto chyba dobrze zastanowić się zanim wejdzie się w nim w spółke
                          po raz czwarty; czyż nie? Całkowita amnezja nie sprawdza się ani w
                          biznesie, ani w polityce.

                          > Niestety ale w
                          > biznesie nie ma rabatu za martyrologię a nawet nie lubi się tych,
                          > którzy stylizują się na ciągłe ofiary, całe pokolenia i
                          > dziesięciolecia po takich faktach. W każdym razie jest to
                          podejście
                          > nieprofesjonalne.

                          Nie prowadzi się polityki po to, by być lubianym i podziwianym za
                          profesjonalizm, ale po to, by skutecznie zabezpieczać własne
                          interesy. Natomiast co do martyrologii, to nigdy w życiu nie
                          słyszałem o państwie ani narodzie - w Europie, czy poza nią - które
                          swojej trudnej historii w stosunkach z innymi państwami nie
                          wykorzystywałoby jako atutu w polityce. Jeżeli znasz jakiś taki
                          ewenement, to przypomnij mi go, proszę.

                          Pzdr
                          • toja3003 „jeżeli ktoś trzy razy nas orżnął w interesach, to 13.11.07, 16:39
                            „jeżeli ktoś trzy razy nas orżnął w interesach, to warto chyba
                            dobrze zastanowić się zanim wejdzie się w nim w spółke
                            po raz czwarty; czyż nie?” Pełna racja ale kto jest tym „kimś”?
                            Adolf Hitler i Józef Stalin? Ludzie, których nie ma na świecie i
                            państwa, których nie ma na świecie?

                            Przecież współczesna Rosja to nie ZSRR a współczesne Niemcy to nie
                            III Rzesza. Równie dobrze reszta świata mogłaby o nas, Polakach,
                            ciągle mówić „trzeba na nich uważać, bo to komuniści”. Owszem, był
                            komunizm w Polsce i miliony komunistów ale teraz mamy demokratyczną
                            RP i tak chcemy być traktowani. Czy też może inni też nam mają
                            ciągle wypominać naszą historię?

                            Pytasz mnie jakie państwa wykorzystują swoją martyrologię w
                            relacjach z innymi i mówisz, że to normalne. Otóż ja takich
                            przykładów powszechnie nie znam więc może najpierw ty pokażesz
                            przykłady (poza Polską) prób wykorzystywania takich „atutów”. Czy
                            Czesi każdą rozmowę z nami rozpoczynają od tego, że wbiliśmy im nóż
                            w plecy na Zaolziu w 1938 roku? Otóż nie.

                            I ciekawe czy gdyby tak robili to coś by w Polsce zyskali? Wątpię.
                            Raczej patrzylibyśmy za takie wypominanie bardziej negatywnie. Tak
                            wiem, „na Zaolziu były problemy i RP musiała je rozwiązać a
                            tamtejsza ludność witała polską armię kwiatami”. Tyle, że problemów
                            nie rozwiązuje sią agresją, kopiąc leżące i bezbronne państwo a
                            potem dziwiąc się, że nas spotkał podobny los z nożem w plecy rok
                            później. Zresztą Stalin mówił podobnie „w Polsce były problemy i
                            trzeba było je rozwiązać a ludność witała kwiatami wkraczającą armię
                            radziecką”.

                            No cóż, tylko ofiary się nie mylą więc na temat Zaolzia 38 to nie
                            nasz polski punkt widzenia jest decydujący ale właśnie czeski,
                            chyba, że chcemy konsekwentnie przyjąć radziecki punkt widzenia
                            wobec nas.
                            • kapitan.kirk Re: „jeżeli ktoś trzy razy nas orżnął w int 13.11.07, 21:06
                              toja3003 napisał:

                              > Adolf Hitler i Józef Stalin? Ludzie, których nie ma na świecie i
                              > państwa, których nie ma na świecie?
                              > Przecież współczesna Rosja to nie ZSRR a współczesne Niemcy to nie
                              > III Rzesza.

                              ZSRR i III Rzeszy już nie ma, i bardzo dobrze. Przypominam jednak,
                              że od ponad 200 lat Polska prawie nieprzerwanie znajdowała się pod
                              rozmaitą okupacją państw rosyjskich i/lub niemieckich, które przez
                              ten czas nosiły najrozmaitsze nazwy, miały różne granice, władców,
                              formy ustrojowe itd. - i tylko okupacje trwały... Nie znaczy to
                              oczywiście, że mamy en masse obarczać odpowiedzialnością
                              dzisiejszych Niemców i Rosjan, czy że grozi nam jakis nowy rozbiór.
                              Znaczy natomiast tyle, że przeszłość należy od czasu do czasu
                              wyciągać i nią pomachać dla utemperowania partnerów w negocjacjach,
                              bo wszak historia napaści i eksterminacji obejmuje wiele pokoleń, a
                              względnie dobre stosunki między naszymi państwami - które oby trwały
                              wiecznie - to kwestia zaledwie kilkunastu ostatnich lat. Ostrożność
                              i umiejętność uczenia się na błędach zawsze popłacają, tym bardziej,
                              że jeżeli nie Niemcy, to na pewno Rosjanie w wiekszości czują
                              ogromny sentyment do swojej epoki superimperialnej i np. rozpad ZSRR
                              uważają na ogół za niesprawiedliwość i wręcz katastrofę.

                              > Czy też może inni też nam mają
                              > ciągle wypominać naszą historię?

                              Podaj mi proszę jakiekolwiek państwo lub naród, które z nami
                              sąsiadują i w razie jakiejś sprzeczności interesów nie wyciągały
                              argumentów historycznych, kiedy tylko było to dlań korzystne.

                              > Pytasz mnie jakie państwa wykorzystują swoją martyrologię w
                              > relacjach z innymi i mówisz, że to normalne. Otóż ja takich
                              > przykładów powszechnie nie znam więc może najpierw ty pokażesz
                              > przykłady (poza Polską) prób wykorzystywania takich „atutów”. Czy
                              > Czesi każdą rozmowę z nami rozpoczynają od tego, że wbiliśmy im
                              nóż
                              > w plecy na Zaolziu w 1938 roku? Otóż nie.

                              Proszę bardzo, mogą być Czesi :-) Czesi otóż oczywiście nie
                              rozpoczynają rozmów z nami od 1938 roku i Zaolzia, podobnie jak my
                              nie zaczynamy rozmów z nimi od tegoż Zaolzia i 1919 roku ;-) Dzieje
                              się tak z tej prostej przyczyny, że nasze państwa nie mają żadnych
                              sprzecznych interesów i o nic akurat się nie kłócą. Ciż sami Czesi,
                              gdy wypłynęła sprawa niemieckich roszczeń za wysiedlenia z Sudetów,
                              oczywiście prowadzili ożywioną kampanię prasową wspieraną
                              wystąpieniami władz, w której przypominano genezę okupacji i terroru
                              niemieckiego, zdradę monachijską, sens i przebieg wcielania w życie
                              tzw. "dekretów Benesza" itp. (to było 2-3 lata temu, więc jak Cię to
                              interesuje, to w necie na pewno jeszcze sporo znajdziesz). Z Rosją
                              Czesi też prowadzą normalne interesy, kupując nawet m.in. broń.
                              Całkiem jednak niedawno, gdy w czasie negocjacji o "tarczę" strona
                              amerykańska zasugerowała możliwość stacjonowania w bazie w Czechach
                              grupy obserwatorów rosyjskich, czeski główny negocjator odpowiedział
                              płomiennym protestem, w którym znalazła się i
                              okupacja "układowarszawska", i 1968 rok itd. I nikt z tego powodu
                              nie pomawia jakoś Czechów o "tkwienie w historii" czy brak
                              pragmatyzmu - to drugie o tyle oczywiste, że trudno o coś bardziej
                              pragmatycznego niż wykorzystywanie w polityce wszystkich swoich
                              atutów, w tym także historycznych.

                              Pozdrawiam
                              • toja3003 Zdaje się, że na okrągło każdy z nas będzie powtar 14.11.07, 09:22
                                Zdaje się, że na okrągło każdy z nas będzie powtarzał swoje, ty,
                                widzisz, że Czechów nikt nie oskarża o „tkwienie w historii”, ja
                                poguglowałem i widzę, że właśnie podany przez ciebie przykład
                                dekretów Benesza powoduje, że Czesi nie mają dobrego wizerunku w
                                Niemczech. Ty widzisz, że my prowadzimy podobnie racjonalną politykę
                                wobec Rosji jak Czesi a sam podajesz, że „Z Rosją Czesi też prowadzą
                                normalne interesy, kupując nawet m.in. broń”.

                                Czy my prowadzimy „też normalne interasy z Rosją”? Tak, i
                                możesz „udowadniać”, że wszystko jest w porządku, ja uważam, że nie
                                jest. Oczywiście wiem, że powiesz, że to inni są zawsze winni, obcy,
                                spiski a my w Polsce wszystko robimy perfekcyjnie (mówię o naszej
                                polityce zagranicznej).

                                Tu też mam inne zdanie podzielane przez w s z y s t k i c h
                                polskich byłych szefów MSZ po 1989-tym, poza aktualną (a byli to
                                ludzie z lewa i prawa). Twierdzisz, że „przeszłość należy od czasu
                                do czasu wyciągać i nią pomachać dla utemperowania partnerów w
                                negocjacjach,”, ja twierdzę, że jest to podejście błędne i
                                przynoszące dokładnie odwrotny skutek od zamierzonego. Pozostaję
                                więc przy swoim zdaniu, szanując twoje, bo każdy ma prawo mieć swoje
                                prawda? Po prostu bliższe mi ideały pozytywizmu niż miazmaty
                                romantyzmu.

                                Wolę profesjonalistę Wokulskiego niż rzucającego się bezsensownie z
                                szablą na czołgi Kmicica. Myślę, że warto uczyć się od innych np. od
                                Czechów ale to też nie jest popularne podejście w naszej ojczyźnie.
                                Przecież „Czesi to tchórze”. Historia? Owszem. Ale od niej
                                ważniejsza jest teraźniejszość i przyszłość i takie są moje
                                proporcje i priorytety.

                                Bliżej mi do krytycznego patriotyzmu mrożkowsko-gombrowiczowskiego
                                niż prostacko-gierytchowskiego. Wierzę bowiem, że państwo suwerenne
                                to nie takie, które o tym krzyczy tylko takie, które jest silne
                                spokojem swojej systematycznej pracy i współpracy z innymi. Tak
                                interesuję się historią i wyciągam z niej wnioski a że nie zawsze są
                                to wnioski popularne? Przecież nie będę kłamał sam przed sobą i sam
                                sibie oszukiwał. Uważam więc np., że Powstanie Warszawskie było
                                posunięciem tragicznie niepotrzebnym, przy całym szacunku dla
                                niewątpliwie szlachetnych motywów Powstańców i równie niewątpliwego
                                ich bohaterstwa. A dlaczego byliśmy sami we wrześniu? Dlaczego
                                wzięli nas z dwóch stron? Dlaczego byliśmy de facto w stanie wojny z
                                Litwą, dlaczego rok wcześniej wbiliśmy Czechsołowacji nóż w plecy na
                                Zolziu, a dziwiliśmy się że później podobnie nam się przytrafiło?
                                Dlaczego nawet karabinów nie było żeby uzbroić chętnych do walki?
                                Dlaczego zamiast samolotów i czołgów mieliśmy ułanów a do
                                ważniejszych „projektów”, którymi zajmowali się nasi stratedzy
                                należał kształt lancy (to nie żart niestety)? Tak, najlepszy wywiad
                                by nie pomógł mając takich przywódców (zresztą i ci szybko znikli za
                                granicą zostawiając Starzyńskich w walczącym kraju). I to wszystko
                                ma być tylko propagandą?

                                Albo teoria, że „gdyby ZSRR nas nie zaatakował 17-go września 39 to
                                może nawet byśmy się obronili”. Twierdzę, że to bzdura. Ciągle się
                                tylko krótko załatwia Anglików i Francuzów w 1939 zdaniem „nie
                                chcieli umierać za Gdańsk”. Otóż już dawno zwracał nam uwagę m.in.
                                Jan Nowak-Jeziorański, że np. NATO w razie czego przyjdzie nam z
                                pomocą ale to jest demokratyczna organizacja, trzeba czasu żeby
                                podjąć decyzję, ogłosić mobilizację a w tym czasie Polska musi być
                                sama zdolna do utrzymania się przez jakiś czas czyli musi być silna
                                militarnie, gospodarczo. Podobnie było w 1939 roku. Anglia i Francja
                                wkroczyły do wojny. Kilka dywizji francuskich szybko ruszyło w
                                kierunku wschodnim, Anglicy przystąpili do formowania korpusu
                                ekspedycyjnego ale Polska padła dosłownie w ciągu godzin! Nasze
                                lotnictwo przestało niemal natychmiast istnieć. Straciliśmy w
                                pierwszych pojedynczych dniach liczące się strategicznie punkty i
                                rubieże. Nasza marynarka wojenna nie istniała już po 2-gim września.
                                Oczywiście jeśli nie liczyć krycia się i uciekania naszych
                                pojedynczych okrętów czy piechoty po lasach potem. Rzut oka na mapę
                                w dowództwie brytyjskim pokazał, że jedyny dostęp z pomocą do Polski
                                byłby przez Morze Śródziemne i Czarne i dalej od strony Rumunii co
                                wymagało by wielu dni jeśli nawet nie tygodni. A na to nie było
                                czasu, bo nie byliśmy nawet w stanie uzbroić choćby w karabiny
                                więcej niż 700 tysięcy żołnierza. Stalin wkroczył w momencie kiedy
                                Polska już dawno leżała na obu łopatkach. Ale zdaje się, że w tym
                                momencie odbiegam już od tematu...
                                • kapitan.kirk Re: Zdaje się, że na okrągło każdy z nas będzie p 14.11.07, 10:07
                                  toja3003 napisał:

                                  > Zdaje się, że na okrągło każdy z nas będzie powtarzał swoje,

                                  Obawiam się, że na to już nic nie poradzę :-)

                                  > ty,
                                  > widzisz, że Czechów nikt nie oskarża o „tkwienie w historii”, ja
                                  > poguglowałem i widzę, że właśnie podany przez ciebie przykład
                                  > dekretów Benesza powoduje, że Czesi nie mają dobrego wizerunku w
                                  > Niemczech.

                                  Powtarzam po raz kłanasty, że negocjacje w polityce nie są po to by
                                  budować sobie u partnerów "dobry wizerunek", ale po to by wszelkimi
                                  dostepnymi metodami ugrać dla siebie jak najkorzystniejsze warunki
                                  porozumień. Czechom w tym przypadku sie to udało (ziomkostwa
                                  zrezygnowały z forsowania swoich pretensji za pośrednictwem władz) i
                                  są tym bardziej szanowani za to, że nie dają sobie dmuchać w
                                  knedliki. Mój znajomy, zawodowy negocjator, zwykł był mawiać o
                                  takich sytuacjach: "Jak chcesz, żeby cię wszyscy kochali, to idź do
                                  burdelu, a nie do biznesu".

                                  > możesz „udowadniać”, że wszystko jest w porządku, ja uważam, że nie
                                  > jest. Oczywiście wiem, że powiesz, że to inni są zawsze winni,
                                  obcy,
                                  > spiski a my w Polsce wszystko robimy perfekcyjnie (mówię o naszej
                                  > polityce zagranicznej).

                                  A czemuż, na bogów, miałbym coś podobnego udowadniać? Uważam akurat,
                                  że bardzo wielu rzeczom winni jesteśmy sobie sami, a polityka
                                  zagraniczna przez ostatnie dwa lata prowadzona była kiepsko.
                                  Natomiast nie ma sensu wylewanie dziecka z kąpielą, tj. rezygnacja z
                                  argumentów historycznych na żądanie partnerów w negocjacjach, którym
                                  często faktycznie byłoby to bardzo na rękę - tylko dlatego, że
                                  argumentami takimi chętnie posługiwała się niebłyskotliwa Fotyga.

                                  > Wolę profesjonalistę Wokulskiego niż rzucającego się bezsensownie
                                  z
                                  > szablą na czołgi Kmicica.

                                  Chyba ciut Ci się epoki pomyliły, a "Lalki" nie doczytałeś do
                                  końca ;-P

                                  > Historia? Owszem. Ale od niej
                                  > ważniejsza jest teraźniejszość i przyszłość i takie są moje
                                  > proporcje i priorytety.

                                  I bardzo dobrze - postaraj się przy tym po prostu nie zapominać, że
                                  to co jest dziś historią, kiedyś też było przyszłością i
                                  teraźniejszością, a nasza teraźniejszość i przyszłość też się dla
                                  kogoś kiedyś historią stanie. Tak jak pisałem bowiem, rownie istotne
                                  jest to dokąd pociąg jedzie, jak i to skąd wyjechał, i jakich
                                  pasazerów zabrał do tej pory .

                                  Pozdrawiam
    • herr7 Pipes mówi mądre rzeczy 12.11.07, 18:22
      Pierwsza sprawa to zwrócenie uwagi na rosyjską wrażliwość. To oznacza że nasze
      elity a, także media powinny bardziej zważać na to co mówią i robią, jeżeli sami
      chcemy żeby nasi rosyjscy oponenci nie deptali naszych narodowych uczuć.
      Sprawa druga to problem Ukrainy. Pisałem już kiedyś że Ukraina nie ma dla Rosji
      takiego znaczenia gospodarczego, takiego jak miała za carów czy Stalina gdy była
      głównym spichlerzem i centrum przemysłowym dawnej Rosji. Ukraina jest ważna jako
      miejsce narodzin Rusi której spadkobiercami są zarówno Rosjanie jak i Ukraińcy.
      Rosja też nigdy nie zaakceptuje wrogiego Rosji reżimu na Ukrainie. I w tym
      względzie jest w stanie wiele zrobić, do wojny włącznie.
      W Polsce tak naprawdę niewielu rozumie że istnieje ścisły związek między wyprawą
      Piłsudskiego na Kijów w 1920 r, a rosyjskim rewanżem w we wrześniu 1939 r. Stąd
      ostrzeżenie Pipesa dotyczące naszej księżycowej polityki na Ukrainie - a
      Rosjanie potrafią długo czekać na okazję.
      Pipes najwyraźniej rozumie że amerykańskie zaangażowanie na obszarze
      postradzieckim i wywoływanie "kolorowych" rewolucji tak naprawdę miało skutek
      przeciwny do zamierzonego - stało się przyczyną upadku prozachodniej opozycji w
      Rosji, gdyż nie można być wiarygodnym w oczach własnego społeczeństwa i
      jednocześnie gratulować ukraińskiemu szowiniście w Kijowie „zwycięstwa nad
      Putinem". Poza tym pokazało to Rosjanom, że Zachód jest tak naprawdę wrogiem
      Rosji, tak jak był nim w 1812 r i 1941 r . Putin nie mógł nawet marzyć o
      większym prezencie od tego jakiego mu dostarczyli amerykańscy neokonserwatyści.
      Ameryka prowadzi politykę z pozycji siły i stara się dany kraj podporządkować
      dla swoich celów. Taka polityka nie skutkuje w Rosji, gdyż kraj ten ma własną
      elitę która takiego podporządkowania nigdy nie zaakceptuje. Mądrzejszą polityką
      jest poszukiwanie wspólnego interesu. To nie przypadkiem Putin po 11 wrześnie
      2001 r zaproponował Bushowi wspólne działania w walce z terroryzmem. Niestety
      arogancja Amerykanów sprawiła że Rosja zaczęła postrzegać Amerykę jako kraj
      wrogi Rosji bez względu na system jaki w Rosji panuje. Pipes dostrzega ten
      problem.
      • kapitan.kirk Re: Pipes mówi mądre rzeczy 12.11.07, 22:29
        Wybacz, ale Twój algorytm zdaje się być bliźniaczo podobny do
        pipesowskiego ;-) Piszesz niby o Ukrainie, ale ta Ukraina jakoś Ci
        umyka - zero o jej ewentualnych interesach, o dążeniach czy
        życzeniach samych Ukraińców; wszystko o tym zaś, co Rosja myśli o
        Ukrainie, co Rosja może z Ukrainą zrobic i co sąsiedzi powinni robić
        z Ukrainą, żeby Rosja czegos nie zrobiła z nimi... "Rosja też nigdy
        nie zaakceptuje wrogiego Rosji reżimu na Ukrainie" - a czy Ukraina
        zaakceptuje wrogi Ukrainie reżim w Rosji...? Takie pytanie z
        pewnością nawet Ci przez myśl nie przeszło :-/

        Wychodzi z Ciebie troche takie wszechrosyjskie myślenie: "Zachód
        jest tak naprawdę wrogiem Rosji, tak jak był nim w 1812 r i 1941"...
        Mój ty Boże - toć w 1812 wojska rosyjskie już od dobrych siedmiu lat
        hulały po Europie, jako jedna ze stron wielobiegunowego konfliktu, a
        w 1812 nie żaden "Zachód" na Rosję najechał, tylko Napoleon z
        sojusznikami, a więc co najwyżej niecałe pół owego "Zachodu", bo
        drugie pół było sojusznikami. Także w 1941 ZSRR nie został
        zaatakowany przez jakiś "wrogi Zachód" (choć Alianci mieli mu
        istotnie za złe sojusz z Hitlerem i kolejne podboje), ale przez III
        Rzeszę z kilkoma przydupasikami, z którą "Zachód" od dwóch już lat
        toczył krwawą wojnę...

        Pzdr
        • zdzisiek66 Re: Pipes mówi mądre rzeczy 13.11.07, 12:27
          Na pewno niegłupim pomysłem jest wczucie się w sposób myślenia
          rosyjskiego politbiura. Może uda nam się nieco mniej rozjuszać ich
          konsekwentną realizacją naszych interesów, które niestety są
          sprzeczne z rosyjskimi. Natomiast zrozumienie sposobu ich myślenia
          nie może oznaczać przyjęcia tego sposobu jako polski.
          Nie trzeba nawet słuchać Putina, wystarczy poczytać naszych
          rodzimych zwolenników (nawet nieświadomych) Wielkiej Rosji. Dla
          Rosji demokratyczny prezydent i rząd Ukrainy, które nie wykażą
          wystarczająco serwilizmu, to "wrogi reżim z ukraińskim szowinistą na
          czele". A co jest w interesie Polski, jak też samej Ukrainy -
          Ukraina niepodległa, demokratyczna, bogata, stabilna, niezależna od
          Rosji, w UE i NATO - nawet za cenę wrogości Rosji? Czy taka, jaką
          wolałby Putin: druga Białoruś, tylko z mniej ambitnym i bardziej
          posłusznym dyktatorem, ale za to Rosjanie będą łaskawie kupować
          nasze mięso, a Ukraińcom sprzedawać tańszy gaz?
          Argumenty typu "Rosja nigdy się na coś tam nie zgodzi, wybuchnie
          wojna itp.", "nie drażnić niedźwiedzia", naprawdę mnie śmieszą.
          Słyszałem je zbyt wiele razy.
          Jednocześnie, bardzo bym uważał na rozumowanie w rodzaju "bez zgody
          Rosji inne państwo nie może zrobić tego i owego, ponieważ państwo to
          było częścią rosyjskiego/radzieckiego imperium i jest historycznie w
          rosyjskiej strefie wpływów po wiek wieków". Jeśli Rosja może nie
          szanować niepodległości Gruzji i Ukrainy, to czemu ma szanować
          Polską. Jeśli uznamy za normalne, że o sprawach Ukrainy decyduje
          Kreml, a nie Ukraińcy, to czemu ktoś za 10 lat nie wpadnie na taki
          pomysł odnośnie Polski?
      • zdzisiek66 Re: Pipes mówi mądre rzeczy 13.11.07, 12:40
        Tylko 2 uwagi:
        >To oznacza że nasze elity a, także media powinny bardziej zważać na
        to co mówią i robią

        Nie da się ukryć, że Rosjan bardzo drażnią opinie w naszych mediach.
        Wynika to zapewne z faktu, że wszystkie medialne opinie uważają za
        stanowisko polskiego rządu. Nie rozumieją, jak gazeta czy stacja
        telewizyjna może być niezależna, a nawet, o zgrozo, krytyczna wobec
        swojego rządu. Jeśli postulujesz, żeby media uważały na to co mówią,
        w istocie postulujesz wprowadzenie rosyjskiego wzoru "wolności"
        mediów.

        > W Polsce tak naprawdę niewielu rozumie że istnieje ścisły związek
        między wyprawą Piłsudskiego na Kijów w 1920 r, a rosyjskim rewanżem
        w we wrześniu 1939 r

        A Estonia, Łotwa i Litwa czym Sowietom zawiniły, że doczekały się
        rewanżu w 1940? Za Piłsudskiego solidarnie cierpiały?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka