13.11.07, 13:33
Troche niefajne kiedy taka naturalna czynność sprawiała problem i ból. Coś co powinno być urozmaiceniem życia seksualnego lub rozładowanie seksualnego napięcia, staje się fatum które prześladuje człowieka. co tu dużo mówić, uzależnić można się praktycznie od wszystkiego, a uzależnienie na poziomie manii i obsesji potrafi zamienić życie w koszmar.
Obserwuj wątek
    • nikodem123 Re: Seks boli 13.11.07, 22:36
      Ludzie opanujcie się! I chrońcie się od takich kół samopomocy!

      Seks to są popędy pierwotne. Tak samo jak: jedzenie - uzależnienie
      od czekolady, czy poszukiwanie ciepła - ciepłego pomieszczenia.
      Przyrównywanie seksu do uzależnienia od obcych substancji
      chemicznych: alkoholu, heroiny - to duży błąd.

      Ja w tym artykule zobaczyłem normalnych facetów. Jeden wali konia
      przy pornolach,fantazjując sobie. Inny korzysta z usług kobiet do
      wynajęcia, bo lubi młode ciało.

      Co w tym złego?

      Chłopaki, dleczego czujecie, że jest to problem?!
      Tu jest Wasz problem: czujecie, że jest to grzeszne, więc wzrasta w
      Was poczucie winy. Poczucie winy trzeba więc czymś sobie
      wynagrodzić. Wynagrodzeniem będzie czyn (nazwany przez innych
      seksoholizmem), który Was jesycye bardyiej
      • tomaszek.tom Re: Seks boli 13.11.07, 23:03
        Ales durny chlopie.
        Ty nie widzisz z tego calego tekstu ze walenie paly moze sie
        przerodzic w obsesje?? To przeczytaj jeszcze raz... Po prostu: co za
        duzo to niezdrowo... A przy takim podejsciu do sprawy przypuszcza ze
        za kilka lat i tobie bedzie mozna powiedziec: WITAMY W KLUBIE....
        • mngr31 LUDZIE! alez w czym problem??? 15.11.07, 18:25
          bosz! w czym Ci ludzie widza problem? czemu maja takie poczucie winy??? przeciez
          to normalne, ze facet ma w swojej historii wiele dziewczyn i ze czasem sobie
          zrobi dobrze przy pornosie... tez mialem kilka fajnych dziewczyn, tez miewam dni
          kiedy zrobie sobie dobrze przy fajnym filmie. i nie mam z tego powodu zadnych
          wyrzutow sumienia...
          mam swoja mala obsesje - lubie w druga dziurke... i nie mam z tym problemu.
          wybieram takie dzieczyny ktore to lubia. nie jest ich wiele niestety - ale wciaz
          szukam. i wiecie co? lubie poszukiwanie per se! :-) jak nie znajduje nie mam
          wcale dola, bo w standardowa dziurke tez bardzo lubie :-)
          mam 33 lata, jestem managerem, na kase nie narzekam, moja aktualna dziewczyna
          moze sobie jezdzic moim prywatnym autem, moze zwiedzac sobie swiat razem ze mna,
          a ja jestem wysoki, przystojny i mam swoja mala "analna" obsesje z ktora jest mi
          bardzo dobrze :-)
          nie obwiniam sie, nie trzesa mi sie rece, nie mysle wiecznie o jednym... lubie
          to po prostu. zaakceptowalem siebie :-)
          a jak w koncu znajde fajna dziewczyne, ktora bedzie lubic to samo, to moze sie
          ozenie i bedziemy zyc dlugo i szczesliwie!
          zazdrosccie mi teraz! ;-)

          PS. sa chetne?
          • marusia07 Re: LUDZIE! alez w czym problem??? 15.11.07, 18:37
            no własnie ? jesetem atrakcyjną kobietą i mam duzą satysfakcję z pożycia ...nie
            tylko z jednym partnerem.Z przerażeniem zaś wysłuchuje opowiesci bezcielesnych
            dusz , które niosą znisczenie , martwote , celibat tłumacząc naokoło swoja
            wyższość.Takich ludzi powinno się leczyć na terapii Anonimowych Martwych
            Bezcieleśników- w takich rodzinach , to jest dopiero horror.Nie każdego jednak
            stac na samodzielne myślenie..stad żyja w kieracie obłedu uff, najdalej od nich
            , codziennie sie "modlę"
            • troophel Re: LUDZIE! alez w czym problem??? 15.11.07, 19:00
              I za kilkanaście lat przestaniesz nią być. I wtedy pojawi się refleksja co
              zrobiłaś ze swoim życiem, ilu facetom oddałaś to co najcenniejsze - swoją
              kobiecość. Do czego to Cię doprowadzi? Chwilowa satysfakcja, chwilowe
              odreagowanie. Chwilowe nie znaczy na pół minuty. Chwilowe zadowolenie to
              przeciwieństwo permanentnego szczęścia.

              A co do samego artykułu... Ci ludzie myśleli tak jak Wy! Prawdopodobnie gdyby im
              pokazać te komentarze widzieliby swoje wypowiedzi sprzed terapii. Na wszystkich
              odwykach podstawą jest przyznanie się do problemu. I dlatego problemy natury
              seksualnej porównywane są do uzaleznienia od dragów i alkoholu, a nie np.
              problemów z jedzeniem. A sprowadzanie seksu jedynie do instynktu, pożądania
              pokazuję kruchość Waszego kręgosłupa moralnego. Bo każde prawo moralne (nie
              tylko chrześcijańskie - zaznaczam chrześcijańskie, nie katolickie) bazuje na
              szacunku dla drugiego człowieka i samego siebie. Odzieranie siebie i innych z
              intymności jest oznaką braku szacunku - dla siebie i innych. To tak jak z
              otrzymaną wielką sumą pieniędzy, która miałaby nam wystarczyć na całe życie.
              Będą tacy co będą je oszczędzać, rozsądnie wydawać i inwestować. Będą też tacy
              co pójdą na całego - wydając, szastając, szpanując. Będą się wyśmiewać z tych
              pierwszych nazywać "bezcielesnymi duszami niosącymi zniszczenie, martwotę,
              celibat" mówiąc że to oni ograniczają ich wolność. A ponieważ suma pieniedzy
              jest duża to oddziaływania nie widać od razu. Ale po kilku, kilkanastu latach...
              Jedni będą mieli więcej lub niewiele mniej niż na początku w wyniku mądrych
              inwestycji. Inni zaś zostaną bez niczego - bez swojej atrakcyjności, satysfakcji
              - stając się moralnymi żebrakami.
              Skutków wychowania w całkowitym luzie nie widać jeszcze teraz, 18 lat demokracji
              to jeszcze mało. Ale za jakiś czas okaże się kto myśli wielkoformatowo, a kto
              nastawiony jest jedynie na osiągniecie chwilowych korzyści.
              • marusia07 Re: LUDZIE! alez w czym problem??? 15.11.07, 19:42
                Ależ Panie Troophel( czy to ma brzmiec podobnie do trup?cielesny?) Nie będę
                dyskutowała teraz, co jest straszniejsze - bezcielesna dusza , czy bezduszne
                ciało?wszak problem mocno przez literaturę piękną opisany .Zechce pan siegnac do
                Czarodziejskiej Góry T.Mana. Chcę mówic za siebie i nie widzę większej radości
                na świecie jak szcelina w niebie , która otwiera sie przez zmysły.Zapewniam ,
                nie jest to chwila , to wiecznosć !!!"Rozkosz za wiecznościa łka" , cytując
                jednego mądrego.Co do jakości życia ?zapewniam , jest bez skazy.jeni piszą
                wiersz , inni kupują pierścionki w podziękowaniu.
                mam nadzieje ,ze pan mnie teraz inaczej odczyta.A za umiar bardzo pana szanuję,
                tylko boje sie ,ze w życiu jest pan TROOPHEL
                • troophel Re: LUDZIE! alez w czym problem??? 15.11.07, 20:57
                  Jeśli mój nick ma opisywać prowadzony przeze mnie żywot, to tak - jestem
                  TROOPHLEM, jako że nick pochodzi od polskiego słowa "trufel", które oznacza
                  cukierka (synonim słodkości) lub smacznego grzyba, czyli jak najbardziej -
                  jestem wielkim fanem sztuki gotowania :)

                  A schodząc z kulinarnych dywagacji - wieczność jest pojęciem na tyle względnym,
                  że naprawdę chciałbym żeby określiła je Pani ponownie za, już niejednokrotnie
                  wspomniane, kilkanaście lat. Póki co ocenia Pani szczęście "zmysłami płynące" z
                  perspektywy chwili. I tak jak już wspomniałem pod pojęciem chwili rozumiem
                  zarówno minutę, rok jak i nawet kilka lat... Bo w końcu czym są one w porównaniu
                  do wieczności?
                  Pani poglądy (przypuszczam) reprezentują kierunek liberalny, odrzucający bariery
                  w dążeniu do wolności, narzucone przez społeczeństwo i etykę. Jednak gdzie
                  kończy się przełamywanie zahamowań, a gdzie zaczyna się działanie na własną
                  niekorzyść? Nie piszę tego po to by oceniać Pani poglądy lub je wartościować,
                  jedynie przedstawić inny punkt widzenia, który być może (i mam taką nadzieję)
                  będzie impulsem do rozważań. W końcu właśnie myślenie odróżnia nas od zwierząt...
                  • marusia07 Re: LUDZIE! alez w czym problem??? 15.11.07, 21:36
                    ...zmysłami płynące , bo natura obdzrzyła mnie hojnie i nie zamierzam z tego
                    rezygnować .To byłby dopiero grzech1Mam taki kompas : żyje tak ,by nie ranić
                    .Czyli mola wolność jest ograniczona , o ile inni mieliby cierpieć, a z intuicją
                    i uczuciami jest u mnie w porządku.lata ćwiczeń, nauki, zadań trudnych... Wie
                    pan, ja byłam swiadkiem "okrucieństwa'tych "bezcielesnych dusz" .Ale i odwrotna
                    wersja(bezduszne ciała) przeraża mnie(chociaż z tego powodu nie cierpiałam
                    osobiscie).Przeglądałam pana wypowiedzi.ładne.Pytania, które pan
                    postawił,arcyważne, ale chyba zależą od indywidualnego przypadku,kontekstu,
                    uczuć....jest taki stan , kiedy przestajemy siebie lubić i wtedy włącza sie u
                    mnie myślenie , przyznam nieczęsto
                    • te_rence Re: LUDZIE! alez w czym problem??? 15.11.07, 23:19
                      Trzeba znac miarę mocium panie... czyli w za dużych dawkach to nawet witamina C
                      szkodzi

                      Fajnie mi się czyta większość tu postów... nie są głupie...a tego się spodziewałem.

                      "Łączmy się w pary, kochajmy się!"
                      • almagus Re: LUDZIE! Z gorączką. 16.11.07, 13:21
                        Z gorączką.

                        Z gorączką faceci,
                        biorą wszystko jak leci.
                        Nie ucieka na drzewa,
                        chłopczyk czy dziewa.
                        Aż jest z tego z bolączką,
                        no to jeszcze z gorączką.
                        Z gorączką w łóżeczku,
                        z gorączką w piaseczku.
                        Z gorączka wspomaga,
                        gdy treść leci naga.
                        A najlepiej u Józi,
                        z gorączką da buzi!
                    • troophel Re: LUDZIE! alez w czym problem??? 15.11.07, 23:29
                      Rozumiem że nie sugeruje Pani, iż myślenie jest domeną jedynie ludzi
                      niezadowolonych z siebie, które wciąż muszą rozważać swoje doskonalenie.

                      marusia07 napisała:

                      > Mam taki kompas : żyje tak ,by nie ranić
                      > .Czyli mola wolność jest ograniczona , o ile inni mieliby cierpieć, a z intuicj
                      > ą
                      > i uczuciami jest u mnie w porządku.lata ćwiczeń, nauki, zadań trudnych...

                      I wydaje mi się, że tu jest źródło różnicy naszych poglądów. Pani jako układ
                      odniesienia zachowań dobrych i moralnych uznaje swoją intuicję - ja, nie ufając
                      jej, uznaję wartości mające korzenie w chrześcijaństwie.
                      Żeby podsumować swoje stanowisko - uważam, że życie w poligamii i seksoholizmie
                      jest krzywdzące nie tylko dla nas samych, ale również dla osób nam bliskich.
                      Argumentów nie przytaczam - zostały przedstawione w artykule. Jednocześnie
                      uspokoję Panią, że nie mam problemów z samoakceptacją, czy brakiem
                      zainteresowania ze strony płci pięknej :) Uznaję jednak seks za sferę
                      zarezerwowaną dla konkretnej osoby. Bo jeśli nie to, to co możemy wyjątkowego
                      jej dać? Pocałunki? Może mieć ich setki. Pierścionki? Tysiące...
                      Zachęcam Panią jeszcze raz do ponownego przemyślenia poglądów. Oczywiście Pani
                      zdanie dało mi również wiele do myślenia, co chyba widać po powyższych postach :)
                      Pozdrawiam i dobrej nocy życzę
                      • marusia07 Re: LUDZIE! alez w czym problem??? 16.11.07, 10:11
                        Dzień dobry panie Troophel, pan jest bardzo logiczny, tak po mesku przecież.
                        Moją domeną jest inuicja i uczucie, tak po kobiecemu .To chciałam
                        powiedzieć.Chodzi o podzał C.G Junga .Wartości chrześcijanskie wyssałam z
                        mlekiem matki , i to jest kompas , który ma każdy, a jak mi się zdaje nie wymaga
                        on specjalnego wysiłku intelektualnego.Nie kradnij , nie zabijaj , nie cudzołóz-
                        gdyby pan wiedzał ile moich koleżanek-chrześcijanek cudzołoży z mężem -brrrr nie
                        lubie tych klamczuch..Mnie chodzi o delikatniejszą materie , o to by nie rzucac
                        monetą ( orzełak , czy reszka ) tylko ćwiczyć intuicję , zmysłowość , bo są na
                        tym świecie rzeczy o których nie śniło się filozofom.Wiem coś o tym.Oczywiscie ,
                        miłośc to nie jest penis w pochwie, koniec kropka.Potrzebna jest magia ,
                        misteryjność i jest to sfera sacrum, tu sie zgadzamy
                        Wchodząc na wyzszy stopień ogólnosci, to chcę zauwazyc ,ze trufle kosztuja .
                        hedonizm kosztuję . Stąd wciska sie nam kult rodziny , dzeicka , bo to tepi
                        zmysłowość , wrażliwośc, myślenie i tak umieramy nie mająć poczucia ,ze żyliśmy
                        naprawdę.
          • 2lkad1 Re: LUDZIE! alez w czym problem??? 16.11.07, 08:22
            Gdyby przeczytał ten artykuł przeciętny obywatel bliskiego wschodu,
            pękłby ze śmiechu.
            Tam to wszystko normalne, niezaleznie od wyznania.
          • xtrin Re: LUDZIE! alez w czym problem??? 16.11.07, 10:06
            mngr31 napisał:
            > bosz! w czym Ci ludzie widza problem?

            Seksualnie jesteś zdrowy, ale masz chyba problemy z czytaniem.
            Nie ma nic złego w masturbacji czy pornografii, w "zrobieniu sobie dobrze przy
            pornosie". Tak samo jak nie ma nic złego w winie do obiadu czy okazjonalnym
            piwku w pubie czy drinku ze znajomymi.
            Problem pojawia się wtedy, gdy przeradza się to w nałóg, zaczyna rządzić życiem
            danej osoby. Gdy nie chodzi już o przyjemność (z picia czy seksu), ale o
            zaspokojenie głodu.
          • kasielle Re: LUDZIE! alez w czym problem??? 29.11.07, 00:35
            może :-)
      • wsypka Czy współżycie raz w tygodniu to standard... 13.11.07, 23:13
        dla około 6-letnich małżeństw i która ze stron ogranicza ilość
        zbliżeń? Czy gdyby twój partner (partnerka) w celu rozładowania
        napięcia masturbował sie fantazjując o seksie z toba to byłby to
        problem? Mnie osobiście było by przykro, że nie jestem w stanie
        zaspokoić jego potrzeb, ale poza tym nie widziała bym w tym nic
        złego. Oczywiscie zdrada to co innego.
        • tfuj_aniou_strusz Re: Czy współżycie raz w tygodniu to standard... 14.11.07, 10:27
          metoda rozwiazania problemu troche jak z sredniowiecza.
          absolutna abstynencja.

          idealnym odzwierciedleniem bledu tej metody w moim mniemaniu jest cytat(z pamieci):
          "(autor)- a jak twoja zona radzi sobie z abstynencja?
          (seksoholik) - niewiem. "

          bardzo egoistyczne podejscie. a co jesli przez to zona, ktora chce pozostac wierna mezowi, poddana dodatkowemu stresowi sama w padnie w nalog masturbacji?

          wychodzenie z nalogu razem tak, ale nie przez obarczanie odpowiedzialnoscia 2giej osoby ktora ma zapewne normalne potrzeby seksualne i potrzebe ich zaspokojenia, o ktorej w tym artykule przynajmniej nie bylo slowa.

          terapia tego typu uzaleznien nie powinna polegac jedynie na spotkaniach grup AS czy pogaduszek ze "sponsorem". tu trzeba psychologa i seksuologa, niewykluczone ze takze psychiatry.
          leczac sie "samemu" mozna wyzadzic spora krzywde nie tylko sobie.
          • v-ger 12 kroków - naokoło? 14.11.07, 20:11
            Z Tfuj_Aniou_Strusz zgadzam się o tyle, że faktycznie podjęcie
            długotrwałej całkowitej abstynencji przez osobę będącą w związku
            małżeńskim jest bardzo egoistyczne, gdyż ignoruje potrzeby drugiej
            strony. Tak, jakby JEJ nie było. Jakby był tylko ON i JEGO "12
            kroków".
            Po prostu zimno mi się zrobiło, gdy przeczytałem: "Umówiliśmy się [z
            żoną] na celibat". Już go widzę, jak mówi: "Kochanie, nie będziemy
            tego robić przez rok, a może półtora, bo JA pracuję na takim
            programie i tam są takie zasady". Czyste okrucieństwo. A potem
            jeszcze narzeka, że JEMU tak dobrze szło - "I wtedy nagle wypaliła,
            że brak seksu jest dla nas niebezpieczny, bo nas oddala. Zaczęły się
            awantury. Raz mi wygarnęła, że nie dość, że jestem bez pieniędzy, to
            nawet seksu nie ma". Zupełny egocentryk - nie przyszło mu do łba, że
            ONA mówi to wszystko po to, żeby JEMU popsuć terapię, tylko dlatego,
            że cierpi. Powiem więcej: Ona jest aniołem, jeżeli w ogóle godzi się
            na taki układ! A ON - duży dzieciak - zamiast okazać JEJ
            przynajmniej odrobinę zwykłej czułości (żeby _przynajmniej_ ułatwić
            JEJ ten przymusowy celibat, którego ONA ani sobie nie wybrała, ani
            nie nastąpił z JEJ winy), zamyka się w SOBIE: "Przestałem mówić, a
            ona nie wnika".
            Zresztą ten JEGO egoizm widoczny był już wcześniej: "Z żoną
            kochaliśmy się rzadko. Raz w miesiącu. Ona nie chciała częściej. Jak
            mnie odrzucała, to zaczynałem się nad sobą użalać i oczywiście się
            masturbowałem". Przecież jeżeli "ONA nie chciała częściej", to
            najpewniej nie z powodu jakiegoś irracjonalnego wstrętu do orgazmu,
            tylko dlatego, że ON przez lata dbał wyłącznie o SWOJĄ przyjemność,
            JĄ traktując jak gumową lalkę. Wydaje się, że masturbacja tak go -
            mimo bycia z partnerką - wciąga, że jedynie tam nie jest
            odpowiedzialny za niczyją przyjemność poza własną.
            Tantrycy - dla egoistycznego (w rozumieniu powyższym) mężczyzny i
            wykorzystywanej (sic!) kobiety - proponują bardzo specyficzną
            terapię polegającą na tym, że on zmienia swe nastawienie o 180
            stopni i zaczyna dbać _wyłącznie_ o JEJ przyjemność, o swojej
            starając się nie myśleć (a wręcz takowej unikać). Wierzcie mi, takie
            doświadczenia zmieniają oboje nie do poznania.

            To jedna sprawa. A druga:
            Odnoszę wrażenie, że ta terapia "12 kroków" - być może skuteczna w
            przypadku używek - tutaj jest rodzajem "drogi okrężnej". To tak,
            jakby ktoś dojechał z Katowic do Krakowa przez Trójmiasto, a potem
            głosił wszystkim, że "nie ma innej drogi". Oczywiście, można i tak,
            ale bliżej będzie przez Dąbrowę Górniczą...
            Na swej drodze spotkałem kiedyś... książkę amerykańskiej
            psychoterapeutki Sondry Ray, która w latach 70/80 pomagała ludziom z
            problemami seksualnymi. Jej metoda polegała nie na zwalczaniu
            objawów, lecz ich zignorowaniu, zaakceptowaniu i dotarciu do
            FAKTYCZNEJ PIERWSZEJ PRZYCZYNY w psychice. "Co mi ten problem daje?
            Co mi załatwia? Z jakim PRAWDZIWYM problemem pomaga mi sobie radzić?
            Co potrzebuję zmienić w sobie, aby tego PRAWDZIWEGO problemu już nie
            mieć?". Potem następuje stopniowe leczenie owej pierwszej przyczyny,
            które powoduje stopniowe zanikanie objawu. To tak, jakby zamiast
            kosić chwasty, zniszczyć ich korzenie - chwasty wówczas uschną.
            Chyba to mądrzejsze od długotrwałego "odejścia od seksu", a potem
            zobaczymy, co dalej?
            • v-ger ERRATA 14.11.07, 20:15
              > Zupełny egocentryk - nie przyszło mu do łba, że
              > ONA mówi to wszystko po to, żeby JEMU popsuć terapię, tylko
              dlatego,
              > że cierpi.

              POPRAWKA - miało być:
              Zupełny egocentryk - nie przyszło mu do łba, że
              ONA mówi to wszystko NIE po to, żeby JEMU popsuć terapię, tylko
              dlatego,
              że cierpi.
            • dar61 Mosz recht {v-ger'rze} 15.11.07, 13:16
              • v-ger Re: Mosz recht {v-ger'rze} 15.11.07, 21:17
                Cieszę się, że tak uważasz. Chętnie poznałbym też argumenty tych,
                który się ze mną nie zgadzają. :-)
            • quadrophenic To chyba nie tak, v-ger! 16.11.07, 18:30
              v-ger napisał:

              > Tantrycy - dla egoistycznego (w rozumieniu powyższym) mężczyzny i
              > wykorzystywanej (sic!) kobiety - proponują bardzo specyficzną
              > terapię polegającą na tym, że on zmienia swe nastawienie o 180
              > stopni i zaczyna dbać _wyłącznie_ o JEJ przyjemność, o swojej
              > starając się nie myśleć (a wręcz takowej unikać). Wierzcie mi,
              takie doświadczenia zmieniają oboje nie do poznania.

              Ale nie seksoholików. To tak, jakbyś alkoholikowi dał sok
              pomarańczowy i liczył, że w nim zasmakuje i znielubi alkohol.
              Oczywiście, że sok pomarańczowy jest słodszy od wódy, ale alkoholik
              pije wódę nie dlatego, że mu smakuje, tylko dlatego, że jest od wódy
              uzależniony. Podobnie jest z każdym nałogiem. To nie jest tak, że on
              sprawia przyjemność; to jest tak, że osoba znałogowana odczuwa GŁÓD -
              niepohamowany głód - i MUSI oddawać się temu, od czego jest
              uzależniona, nawet jeśli tego "na trzeźwo" nienawidzi.
              Ale zainteresowała mnie druga część twojego postu. Podaj mi tytuł
              tej książki, może znajdziemy w niej coś, co nam choć trochę pomoże?
              • v-ger Re: To chyba nie tak, v-ger! 16.11.07, 19:00
                quadrophenic napisał:

                > v-ger napisał:

                > Ale nie seksoholików.
                > osoba znałogowana odczuwa GŁÓD -
                > niepohamowany głód - i MUSI oddawać się temu, od czego jest
                > uzależniona, nawet jeśli tego "na trzeźwo" nienawidzi.

                Mogę się mylić, nie jestem psychologiem, ale z własnego
                doświadczenia wiem, że takie uzależnienie od rzeczy złych bierze się
                z jakiegoś zranienia. Jeżeli zranienie zostaje uzdrowione,
                przestajemy robić sobie rzeczy złe, a zaczynamy dobre.

                > Podaj mi tytuł
                > tej książki, może znajdziemy w niej coś, co nam choć trochę pomoże?

                Sondra Ray: "Zasługuję na miłość". Raczej w księgarni już tego nie
                kupisz, ale poszukaj w bibliotekach, lub... na aukcjach
                internetowych.
          • ylemai Problemem nudny seks i uzależnienie od orgazmu 15.11.07, 19:37
            Nie sam seks. Poziom wyrafinowania polskiej sypialni jest taki jak polskiej
            kuchni. Nie ma praktycznie miejsca na eksperymenty, wszystko należy robić po
            bożemu.
      • ds.1 Re: Seks boli 14.11.07, 15:47
        Popraw mnie jeśli się mylę, ale jestem przekonany, że lekturę
        artykułu skończułeś gdzieś na trzeciej stronie.
      • mario-radyja Jaka jest w tym rola mediów? 14.11.07, 19:15
        Zastanawiam się czy osoby z tego artykułu są takie, bo takie są, czy też seksoholizm został wywołany przez otoczenie.

        Powiedzmy, że zostaje zalegalizowana heroina i można ją kupić w każdym kiosku. Ilu byłoby w społeczeństwie narkomanów? 80 procent?

        Niestety media, a szczególnie branża reklamowa robią to bezustannie. Wiadomo, "sex sells", zarówno jako produkt jak i opakowanie.

        Dlatego jestem przeciwny ekspozycji i dostepności materiałów pornograficznych i erotycznych w zwykłych sklepach, kioskach, przeciwny nagości w reklamach zewnętrznych. Ciągłe pobudzanie instynktów seksualnych przez bodźce prowadzi do uwarunkowania i potrzeby jeszcze silniejszych bodźców.

        Pojawia się kwestia, czy należy państwu pozwolić na autorytarne zakazywanie obywatelom swobodnego wyboru tego co chcą robić , oglądać i kupować. Pod tym względem po 1989 doszło do maksymalnego odchylenia w liberalno-lewacką stronę pod hasłem zwalczania cenzury.

        Dziwi mnie tylko, że zwolennicy pełnej swobody nie potrafią dostrzec prawa obywatela do NIEOGLĄDANIA tego co inni chcą im pokazać. Ta przysłowiowa moherowa babcia ma święte obywatelskie prawo do nieglądania gołych dup o wymiarach 5 x 15 metrów na ulicy swojego miasta. Mamy prawo do prywatności we własnym mieszkaniu, ale gdzie jest prawo do prywatności we własnej głowie, którą chcą najechać spece od marketingu?

        Liberalizacja miała doprowadzić do zaistnienia wolnego społeczeństwa. A społeczeństwo zamiast stać się wolnym stało się po prostu uzależnione.

        P.s. Seryjny morderca o podłożu seksualnym Ted Bundy przed egzekucją twierdził, że jego dewiacja została wywołana przez używanie pornografii.
        • bromba_bez_glusia Re: Jaka jest w tym rola mediów? 14.11.07, 19:32
          mario-radyja napisała:

          > Powiedzmy, że zostaje zalegalizowana heroina i można ją kupić w każdym kiosku.
          > Ilu byłoby w społeczeństwie narkomanów? 80 procent?
          -------
          Tak, tak, bo obecnie mamy 80proc alkoholików w spoleczenstwie:)

          Bez obrazy, ale caly Twoj post to jedna wielka brednia. Nikt, kto nie ma
          sklonnosci do tego typu uzaleznien, nawet otoczony pornografia 24h/dobre nie
          bedzie sie masturbowal do bolu, bo po prostu mu sie to "opatrzy"...Z kolei ktos
          z tymi sklonnosciami bedzie walil konia i na bezludnej wyspie, bo mu muszla cos
          przypomni...

          Zrszta, jakbys przeczytal dokladnie artykul zauwazylbys ze tych facetow podnieca
          nie tylko pornografia, ale i gimznajalistki na przystanku lub, o zgrozo, wlasna
          corka...
          • v-ger Re: Jaka jest w tym rola mediów? 15.11.07, 23:05
            Myślę, że oboje macie trochę racji. Ja to postrzegam tak:
            Współczesna popkultura - a dokładniej: jej część - tworzy chory
            obraz seksualności. To już nie jest erotyka lat 60/70, próbująca -
            że zacyutuję Leonarda Cohena - "zbliżyć się do naturalnej kobiety i
            naturalnego mężczyzny". To nie scena erotyczna z "Zabriskie Point"
            Antonioniego, w której on jest całkiem zwyczajny, a ona ma
            (oczywiście jedynie wg kanonów narzucanych przez dzisiejsze pokazy
            mody) "odrobinę za duży tyłek". Nie. To nierealny świat, w którym
            supermeni spółkują z superdziwkami, wszyscy są idealnie zbudowani,
            wszystkim zawsze staje lub nawilża się co trzeba i kiedy trzeba etc.
            Dojrzały widz wie, że to fikcja większa od science fiction (bo SF
            traktuje o rzeczach - jak pokazuje praktyka - tylko NA RAZIE
            niemożliwych). Ale młoda osoba, która akurat jest nadwrażliwa,
            nieśmiała i uważająca się za pełną (bądź pełnego) braków, stwierdza
            z przerażeniem, że do takiego świata nie pasuje! Co wywołuje w
            takiej osobie wrażenie, że nie ma dla niej miejsca w świecie seksu.
            Wówczas masturbacja - która normalnie byłaby zaledwie wstępem do
            podjęcia współżycia seksualnego (i, docelowo, wejścia w monogamiczny
            związek formalny lub nieformalny) - staje się pułapką bez wyjścia. Z
            kolei osoby atrakcyjne i pewne siebie idą czasami w "łatwy seks".
            Oczywiście: jedno i drugie w tak skrajnej formie, jak to napisano w
            artykule, dotyka tylko niektórych jednostek. Ale w ładodniejszych
            odmianach... zdziwiłabyś się bardzo.
            Żadna z tych dróg na dłuższą metę nikogo szczęśliwym nie czyni -
            "Only love can bring the rain that makes you yearn to the sky" (The
            Who) - co rodzi nowe frustracje i pokusę "ucieczki do przodu", w
            coraz bardziej wymyślne praktyki (bądź fantazje, których
            perwersyjność bije na głowę wszelką praktykę: pedofilia i co tylko
            chcesz).
            Byłem kiedyś na jednej z tych dróg - nieważne, której - drugą znam z
            opowieści. I absolutnie żadnej z nich nie życzę nikomu.

            Aha. Oczywiście ja też nie muszę mieć całkowitej racji... ale sądzę,
            iż trochę jej mam.
            • pride_fc Re: Jaka jest w tym rola mediów? 16.11.07, 08:15
              "To już nie jest erotyka lat 60/70, próbująca -
              że zacyutuję Leonarda Cohena - "zbliżyć się do naturalnej kobiety i naturalnego
              mężczyzny". "

              Bzdury wypisujesz. W tamtym czasie powstał cały gatunek mocnego porno i był jego
              największy rozkwit. Obejrzyj sobie może film "SKANDALISTA LARRY FLYNT".


              "To nierealny świat, w którym
              > supermeni spółkują z superdziwkami, wszyscy są idealnie zbudowani,
              > wszystkim zawsze staje lub nawilża się co trzeba i kiedy trzeba etc.
              > Dojrzały widz wie, że to fikcja większa od science fiction (bo SF
              > traktuje o rzeczach - jak pokazuje praktyka - tylko NA RAZIE
              > niemożliwych). Ale młoda osoba, która akurat jest nadwrażliwa,
              > nieśmiała i uważająca się za pełną (bądź pełnego) braków, stwierdza
              > z przerażeniem, że do takiego świata nie pasuje! Co wywołuje w
              > takiej osobie wrażenie, że nie ma dla niej miejsca w świecie seksu. "

              Bzdury po raz drugi.

              Czyli młoda osoba co obejrzy sobie wyścigi formuły pierwszej uzna, że nigdy nie
              będzie kierowcą? Oj...
              • v-ger Re: Jaka jest w tym rola mediów? 16.11.07, 11:21
                pride_fc napisał:

                > Bzdury wypisujesz. W tamtym czasie powstał cały gatunek mocnego
                porno i był jego
                > największy rozkwit. Obejrzyj sobie może film "SKANDALISTA LARRY
                FLYNT".

                Uściślam: chodziło mi o lata sześćdziesite i sam początek 70.

                > Czyli młoda osoba co obejrzy sobie wyścigi formuły pierwszej uzna,
                że nigdy nie
                > będzie kierowcą? Oj...

                Mimo wszystko do seksu podchodzi się jednak bardziej emocjonalnie,
                niż do jazdy samochodem. Ani nie wiąże się jej tak mocno z poczuciem
                własnej wartości. Jakoś nie słyszałem, żeby ktoś popadł w debresję
                lub próbował popełnić samobójstwo z powodu niemożności zrobienia
                prawa jazdy. A z powodu problemów seksualnych - i owszem.
                • zawszetwojamama Re: Jaka jest w tym rola mediów? 13.05.08, 08:22
                  >Jakoś nie słyszałem, żeby ktoś popadł w debresję
                  > lub próbował popełnić samobójstwo z powodu niemożności zrobienia
                  > prawa jazdy. A z powodu problemów seksualnych - i owszem.

                  Ja słyszałem. Dzieciak się powiesił, bo nie zdał za... hm, chyba siedemnastym razem.
            • czwarty_apokalipsy Re: Jaka jest w tym rola mediów? 16.11.07, 10:16
              A ja myślę ,że kiedyś jak nie było wszechobecnej pornografii to
              faceci walili konia na widok gołej łydki .
        • moon5 Re: Jaka jest w tym rola mediów? 14.11.07, 20:27
          Zgadzam sie zupełnie z "mario-radyja". W tym wypadku media niszczą ludzi.
          Poza tym nikt mnie nie pytał, czy mam ochotę patrzeć na goliznę i "świństwa" w
          miejscach publicznych i reklamach.
        • dar61 zgoda na zakaz reklam . KaŻdYcH rEkLaM!!! 15.11.07, 13:18
        • armagon Re: Jaka jest w tym rola mediów? 15.11.07, 22:07
          Słuchasz seryjnego mordercy? Przeciez to czlowiek, ktory nie umial zapanowac nad soba samym, a ty go sluchasz? Pozwalasz zeby taki czlowiek tlumaczyl Ci swiat? Na opisanie psychiki kogos takiego potrzeba psychologow.
      • 444a Re: Seks boli 15.11.07, 01:33
        > Seks to są popędy pierwotne. Tak samo jak: jedzenie

        Tak samo są uzależnieni od jedzenia lub niejedzenia. Bulimia, anoreksja to
        przecież choroby!
        • pod_tapczanem Re: Seks boli najbardziej 15.11.07, 04:08

          --a niech to...
          :/
      • as200 Re: Seks boli 16.11.07, 00:15
        Slyszeliscie o czyms, co sie nazywa "sublimacja popedow" ?
        Pewnie nie, bo wyksztalcenie w narodzie slabiutkie, oj slabiutkie ....

        W obecnych czasach permisywizmu, jakiekolwiek opanowywanie czegokolwiek nie
        jest trendy - a jest to zasadnicza sprawa w rozwoju czlowieka.

        Nie jest tak, jak nam tlumacza rozne "guru", ze wszystko jest OK.
        Nie wszystko jest OK.
        Bardzo duzo rzeczy nie jest OK.
      • bragiel Nie ma zadnego seksoholizmu 16.11.07, 02:09
        nikodem123 napisał:

        > Ludzie opanujcie się! I chrońcie się od takich kół samopomocy!
        >
        > Seks to są popędy pierwotne. Tak samo jak: jedzenie - uzależnienie
        > od czekolady, czy poszukiwanie ciepła - ciepłego pomieszczenia.
        > Przyrównywanie seksu do uzależnienia od obcych substancji
        > chemicznych: alkoholu, heroiny - to duży błąd.
        >
        > Ja w tym artykule zobaczyłem normalnych facetów. Jeden wali konia
        > przy pornolach,fantazjując sobie. Inny korzysta z usług kobiet do
        > wynajęcia, bo lubi młode ciało.
        >
        > Co w tym złego?
        >
        > Chłopaki, dleczego czujecie, że jest to problem?!
        > Tu jest Wasz problem: czujecie, że jest to grzeszne, więc wzrasta
        w
        > Was poczucie winy. Poczucie winy trzeba więc czymś sobie
        > wynagrodzić. Wynagrodzeniem będzie czyn (nazwany przez innych
        > seksoholizmem), który Was jesycye bardyiej
        Zgadzam się z Tobą w 100%.
        Gdy byłem chrześcijaninen też miałem poczucie winy podczas i po
        onanizmie.
        Teraz wiem, że seks to najważniejszy ludzki instynkt i największą
        zbrodnią różnych religii, największą niemoralnością w dziejach
        świata, jest wmówienie ludziom, że seks, onanizm, czy jakakolwiek
        forma aktywności seksulanej(oczywiście wykluczając gwałty i
        pedofilie) jest zła.

        Ktoś ma większy popęd seskualny-więcej razy uprawia seks i więcej
        razy się onanizuje. Ktoś inny ma mniejszy, robi to radziej i tyle.
        Mówienie o uzależnieniu od sesku to kompletny idiotyzm.

        Ten artykuł chyba zasposnorował Rydzyk, by zdobyć
        biednych ,,uzależnionych od sesku ludzi", do spólki z psychologami,
        którzy za 100Zł za godzinę będę wmawiać komuś, że jego najważniejszy
        isntynkt, największy dar natury, jest czymś złym.
        • mario-radyja weź się nie oszukuj sam 16.11.07, 17:39
          w tytule piszesz, że nie ma seksoholizmu wbrew temu co opisują w
          artykule ci ludzie.

          > Gdy byłem chrześcijaninen też miałem poczucie winy podczas i po
          > onanizmie.

          No a teraz jesteś fundamentalnym ateistą i wcale nie masz
          mądrzejszego podejścia.

          > Teraz wiem, że seks to najważniejszy ludzki instynkt i największą
          > zbrodnią różnych religii, największą niemoralnością w dziejach
          > świata, jest wmówienie ludziom, że seks, onanizm, czy jakakolwiek
          > forma aktywności seksulanej(oczywiście wykluczając gwałty i
          > pedofilie) jest zła.

          Zgadzam się, że religie dokonywały silnej represji seksualności. Ale
          nie jest rozwiązaniem to co proponuje lewica, czyli totalna
          powszechność seksu.

          > Ktoś ma większy popęd seskualny-więcej razy uprawia seks i więcej
          > razy się onanizuje. Ktoś inny ma mniejszy, robi to radziej i tyle.
          > Mówienie o uzależnieniu od sesku to kompletny idiotyzm.

          Jest taka prosta definicja. Mówimy o uzależnieniu, jeżeli dane
          zachowanie często powoduje, że zawalasz swoje inne priorytety:
          rodzina, praca, zdrowie.

          Seksoholizm, alkoholizm, narkomania, internetoholizm, uzależnienie
          od gier, hazard, itp. wszystkie odbijają się na sprawach ważnych w
          naszym życiu.

          > Ten artykuł chyba zasposnorował Rydzyk, by zdobyć
          > biednych ,,uzależnionych od sesku ludzi", do spólki z
          psychologami,
          > którzy za 100Zł za godzinę będę wmawiać komuś, że jego
          najważniejszy
          > isntynkt, największy dar natury, jest czymś złym.

          GW jest znana z tego, że statutowo zwalcza Rydzyka. Tak więc
          całkowicie i oczywiście się mylisz.
      • hiacynaa Re: Seks boli 16.11.07, 12:06
        Moj maz jest seksoholikiem, tez wcale nie mial wiele partnerek, ale co do np.
        ogladania pornosow przez internet - to po kilku latach on ogladal TYLKO pornosy,
        filmy tez TYLKO porno, do tego jakies sms przez komorke z erotycznymi serwisami,
        potem przyszla stala kochanka plus platne panienki, co mu zdominowalo zycie. 50%
        pensji szlo na takie rzeczy.
        Zaczyna sie niewinnie, a wciaga niesamowicie.
    • burlasino Seks boli czy raczej głowa? 14.11.07, 15:16
      Do piątej strony (internetowej) czytałem ten tekst z pewnym
      zaciekawieniem, ale kiedy okazało się, że i w terapii tego
      uzaleznienia stosuje się odwołania do fikcyjnych postaci -
      straciłem zainteresowanie dalsza lekturą. Przecież tzw. Bóg to
      tylko wyobrażenie, symbol. A więc modląc się o "odstąpienie popędu"
      czy też "oddając Bogu obrazy" zastępuje się jedną fantazję inną
      fantazją. To tak, jakby "marychę" zastąpić "kompotem" ze słomy
      makowej.
      Pomijam już fakt, że traktowanie fikcyjnej, wyimaginowanej postaci
      jak coś realnego, jest po prostu hipokryzją lub celowym ,
      bezczelnym wciskaniem ludziom ciemnoty.
      • dar61 Wniosek - tylko wierzący mogą doznać ... 15.11.07, 13:26
        ...wyleczenia , gdzieś indziej zwanego zbawieniem?
        .
        Jeśli tak, to ta terapia ma mnóstwo minusów. Choćby i
        ten, że pomagierem (kolejna zmyłka w polszczyźnie z
        tym "sponsorem") jest inny wymagający leczenia...
        .
        Już gdzieś śpiewał Jacek Fedorowicz w 60 min/godz.:
        "A wszystko przez DU.PĘ" na tym świecie się kręci .
        Nawet o nałogi można ją oskarżać.
        • burlasino Re: Wniosek - tylko wierzący mogą doznać ... 15.11.07, 14:15
          dar61 napisał:
          > Wniosek - tylko wierzący mogą doznać
          > wyleczenia, gdzieś indziej zwanego zbawieniem?

          Na to by wyglądało, bo skoro aż w kilku ze słynnych "dwunastu
          kroków", jest mowa o Bogu, to znaczy, że ateista nie ma co szukać w
          klubach AA, a teraz - jak się okazuje - również w grupach
          terapeutycznych dla seksoholików.
          Śmieszno i straszno - nie wiadomo co bardziej ...
          • mikronezja A do tego to podobno to Wyobrażenie ... 15.11.07, 16:35
            stworzyło człowieka z jego popędami na swoje Wyobrażenie (to już do
            kwadratu), więc sprzeciwiać się im (popędom) to sprzeciwiać się woli
            Wyobrażenia (to już do sześcianu)... strach się bać !
            • troophel Re: A do tego to podobno to Wyobrażenie ... 15.11.07, 19:14
              Tylko w Twoim myśleniu jest luka o nazwie "własna wola". Tak jest przecież
              najprościej prawda? Wszystkie moje decyzje są usprawiedliwione bo tak zostałem
              stworzony. Tylko ktoś kto jest przedstawicielem "ciemnogrodu" może mówić takie
              bzdury. Człowiek, uważający się za oświeconego nigdy nie wyraża opinii na temat
              poglądu, którego nie jest całkowicie pewien. I będzie zgłębiał ten temat tak
              długo aż nie pozna szczegółowo jego brzmienia.

              A wy co prezentujecie? Macie jakieś wyobrażenie Boga, oparte na szkolnych
              lekcjach religii i forum gazety. Wygłaszacie osądy szafując na prawo i lewo
              takimi określeniami jak "ciemnota", "zacofanie" jednocześnie mając się za
              wielkich racjonalistów i filozofów, którzy w końcu "potrafią samodzielnie
              myśleć". A tak naprawdę powtarzacie wciąż utarte slogany, kopiujecie postawy.
              Wiem, że ten apel jest bezcelowy - przecież ludziom "oświeconym" i tak się nie
              przemówi do rozsądku, napisałem go tylko w celu rozładowania frustracji, która
              rodzi się po przeczytaniu podobnych bzdur. No i żeby nie było - nie jestem osobą
              wierzącą, bardziej deistą. Także argumenty na poziomie "katolickiego fanatyka"
              możecie sobie darować.

              pozdrawiam
              • armagon Re: A do tego to podobno to Wyobrażenie ... 15.11.07, 22:29
                Ja wszystko staram się sam pojąć, patrzeć obiektywnie - ale się nie da, w końcu jestem wytworem świata, który jest wokół. Przynajmniej na to wygląda, i tak powiadają. I nie pamiętam, co było przed tzw. urodzeniem, ale jest dookola pelno swiadectw, zwanych hiostoria, ktora jednakowoz, podobno, lubi się powtarzac. Generalnie, jestem dosc zalamany.
                • troophel Re: A do tego to podobno to Wyobrażenie ... 15.11.07, 23:02
                  Obiektywność nie istnieje. Poglądy, czy twierdzenia obiektywne zawsze wyrażane
                  są w języku, który został stworzony przez czlowieka, służy jego celom i nosi
                  znamiona indywidualnych cech jego twórców. Leibniz próbował stworzył "język
                  obiektywny", który miałby rozstrzygnąć wszelkie spory religijne, moralne i
                  naukowe, gdyż każde wypowiedziane w nim fałszywe twierdzenie brzmiałoby
                  absurdalnie. Jednak okazało się to niemożliwe, gdyż musiałby być to język
                  stworzony na nowo przez człowieka więc nosiłby brzemię ograniczonego wyobrażenia
                  człowieka. Do tego musiałby być to język, którego nikt nie używa aby usunąć
                  wszelkie prawdopodobieństwo subiektywnego odbioru. A język, który nie daje
                  możliwości wyobrażenia nie niesie za sobą wiedzy nawet o sobie samym.
                  Obiektywność tym samym nie istnieje. Obiektywizm nauki polega zaś na porównaniu
                  naszej intuicji z myśleniem logiczniejszym i nieustannie filtrowanym. Dlatego
                  też nauka wydaje się być całkowicie obiektywna, ale pamiętajmy, że zawsze
                  mogłaby być wyrażona bardziej obiektywnym językiem.
                  • mikronezja Fakt, to, że 2+2=4 to tylko nasze subiektywne 16.11.07, 18:46
                    wrażenie, bo przecież może być odwrotnie: to 2+2 jest cztery a nie
                    2+2, że już nie wspomnę o 4=2+2 :(


                    Obiektywnie biorąc wszystko jest subiektywne ...
                    • troophel Re: Fakt, to, że 2+2=4 to tylko nasze subiektywne 16.11.07, 21:17
                      Coś co prawdopodobnie miało być ironią, tak naprawdę jest szczerą prawdą. W
                      odpowiednio zdefiniowanej przestrzeni 2+2 może być dowolną liczbą. I to chciał
                      zmienić Leibniz i wszyscy naukowcy po nim. Chcieli aby język tak precyzyjnie
                      oddawał pojęcia żeby określały tylko jeden konkretny obiekt. Ale jak wyjaśniłem
                      w poprzednim poście do tego języka może jedynie dążyć.
                      Dziecko 6letnie myśli, że miliard plus miliard to nieskończoność - nie potrafi
                      sobie jej wyobrazić. Potem dorasta i abstrakcyjne pojęcie nieskończoności
                      zaczyna być dla niego bardziej jasne. Tak samo Ty - wydaje Ci się, że popierany
                      nauką osiągasz obiektywność tak naprawdę jedynie dodajesz do siebie dwie duże
                      liczby. A ponieważ ludzkość ciągle jest dzieckiem we mgle nie potrafi sobie
                      wyobrazić obiektywności. I tak jak sześciolatkowi nie wytlumaczysz pewnych
                      kwestii tak my nie jesteśmy w stanie ich pojąć. Ale możemy być na tyle dojrzali
                      by przyjąć do wiadomości, że poznanie pewnych prawidłowości jest dla nas
                      nieosiągalne.
                      • darr.darek Re: Fakt, to, że 2+2=4 to tylko nasze subiektywne 16.11.07, 21:32
                        troophel napisał:
                        >Coś co prawdopodobnie miało być ironią, tak naprawdę jest szczerą
                        >prawdą. W odpowiednio zdefiniowanej przestrzeni 2+2 może być dowolną
                        >liczbą.

                        Chłopie, pieprzysz jak potrzaskany. 2+2 w systemie zawsze jest 4 i można sobie
                        wymyślić sztuczki z systemem 3-kowym i systemem 4-kowym, że liczba wynikowa 4
                        zostanie inaczej zapisana, jednakże nie zmienia to prawdziwości twierdzenia, że
                        2+2 zawsze równe jest 4.

                        Tak się kończy, gdy pseudo-naukowcy biorą się za "rozważania"
                        pseudo-filozoficzne nie znając podstaw wiedzy, w tym np. arytmetyki, i wychodzi
                        ... bełkot.

                        • matmis Re: Fakt, to, że 2+2=4 to tylko nasze subiektywne 16.11.07, 21:57
                          To twierdzenie (ze 2+2=4) jest prawdziwe o tyle o ile umowilismy sie wcześniej
                          co to znaczy 2,4,plus, równa się - oraz jak te pojęcia się łączą. Wyobraź sobie,
                          jakbyś chiał to twierdzenie przekazać obcej, pozaziemskiej cywilizacji.

                          Ale, żeby nie było - Wstęp do Filozofii, pierwszy wykład: pojęcie "ja" jest
                          hmm... nie do końca takie oczywiste... bowiem "ja", to mój umysł, a fizycznie -
                          mózg. Są ludzie, którzy po wypadkach mają uszkodzone więcej niż pół mózgu i
                          funkcjonują. No to teraz wyobraź sobie co będzie jeśli zrobi się operację
                          przeszczepu pół twojego mózgu do osobnego ciała, i oba osobniki przeżyją zdrowe.
                          Co się stało z "ja"?
                          • darr.darek Re: Fakt, to, że 2+2=4 to tylko nasze subiektywne 16.11.07, 22:07
                            matmis napisał:
                            >To twierdzenie (ze 2+2=4) jest prawdziwe o tyle o ile umowilismy sie
                            >wcześniej co to znaczy 2,4,plus, równa się - oraz jak te pojęcia się
                            >łączą. Wyobraź sobie, jakbyś chiał to twierdzenie przekazać obcej,
                            >pozaziemskiej cywilizacji.

                            Dziecinne zadanie.
                            Jeśli jest to cywilizacja to wystarczy rozpoznać jak u nich zapisuje się '2',
                            '4', '+' oraz '=' i zrozumieją to w mig. Samo rozpoznanie tegoż też trwałoby w
                            dyskusji sekundy: kładziemy dwa kamyki po pauzie dodajemy dwa kamyki i robimy
                            równanie "równa się cztery kamyki". I mamy w mig zapis ichnich pojęć: '2', '4',
                            '+', '='.

                            Jeśli to nie jest cywilizacja ale społeczności na poziomie szympansów czy
                            niekórych prymitywnych plemion ludzkich (m.in. znad Amazonki), które nie sa w
                            stanie pojąć, że kogoś może intersować liczenie ponad dwa (w przypadku
                            szympansów nawet "dwa" już jest problemem zagłębiania się w abstrakcję), wówczas
                            nie ma sensu rozważanie tematu, bo takie istoty podobnie jak społecznośc
                            karaluchów nie są w stanie tego pojąć, a nie o to chodzi, że pojmują "w innym
                            wymiarze".


                            • troophel Re: Fakt, to, że 2+2=4 to tylko nasze subiektywne 16.11.07, 23:39
                              No proszę. darr.darek rozwiązał nagle problemy, nad którym od ponad 500 lat
                              głowią się najtęższe umysły. Pogratulować geniuszu i umiejętności czytania ze
                              zrozumieniem.

                              Jeśli nie zauważyłeś to mój post mówił o braku możliwości stworzenia języka
                              obiektywnego. I jak zauważył Twój przedmówca żeby język zrozumieć musimy umówić
                              się jakie pojęcia będą opisywałem kolejne znaki. Ale ponieważ jest to
                              uzależnione od nas - nie jest to już obiektywne. Wiem, człowiekowi, którego
                              pojęcie o matematyce kończy się na wiedzy z podstawówki to wydaje się
                              absurdalne. Poza tym - uczysz się do liceum, że nie istnieją pierwiastki liczb
                              ujemnych po czym na studiach dowiadujesz się, że owszem istnieją. Coś co ludzie
                              przez wieki uznawali za obiektywną prawdę zostaje uścislone i na tym samym
                              polega proces uniezależnienia języka od twórcy. No ale... Dla osoby, dla której
                              wszystko jest dziecinnie proste to są przecież rzeczy oczywiste...
                              • darr.darek Re: Fakt, to, że 2+2=4 to tylko nasze subiektywne 17.11.07, 00:27
                                troophel napisał:
                                >Wiem, człowiekowi, którego pojęcie o matematyce kończy się na wiedzy
                                >z podstawówki to wydaje się absurdalne. Poza tym - uczysz się do
                                >liceum, że nie istnieją pierwiastki liczb ujemnych po czym na
                                >studiach dowiadujesz się, że owszem istnieją. Coś co ludzie
                                >przez wieki uznawali za obiektywną prawdę zostaje uścislone i na tym
                                >samym polega proces uniezależnienia języka od twórcy.

                                Dziecko, przestań pleść o rzeczach, na których się nie znasz.
                                2+2=4 i nie pleć bzdur nie rozumiejąc arytmetyki.
                                A jeśli nauczyciel oszukiwał cię, że nie ma liczb zespolonych to miej pretensje
                                do nauczyciela. Sam fakt, że dla 99.99% ludzi dziś i dla wszystkich wieki temu
                                nie były znane ani potrzebne liczby zespolone a pierwiastek kwadratowy z liczb
                                ujemnych był równie przydatny jak liczenie do 3-ech w stadzie szympansów nie
                                oznacza, że taki byt nie istniał. Znajdując się w stadzie szympansów równość
                                2+2=4 nie traci na prawdziwości.


                              • qpalzm Re: Fakt, to, że 2+2=4 to tylko nasze subiektywne 20.11.07, 01:02
                                Kolego troophel! Zamiast mącić wodę dywagacjami o nieobiektywności
                                języka oraz domaganiem się definiowania oczywistych pojęć, podaj
                                realny przykład kiedy dwa plus dwa nie równa się cztery. I nie
                                szukaj wykrętu w postaci relatywizmy terminologicznego, ale połóż
                                obok siebie dwa (niezależnie jak to nazwiesz) kamienie, a następnie
                                dwa kolejne i wykaż, że nie są w sumie te kamienie cztery
                                (niezależnie jak nazwiesz tę liczbę) tylko ileś tam. No, żywo, do
                                dzieła! Ludzkość czeka na twoje genialne odkrycie!
                                • widzetotak Re: Fakt, to, że 2+2=4 to tylko nasze subiektywne 20.11.07, 04:19
                                  Jak przeczytałem ten artykuł od deski do deski i te wszystkie posty
                                  tu to myślę, że mam powody do zadowolenia i satysfakcji. Już jako
                                  nastolatek wracałem ze szkoły i pierwszą rzeczą jaka robiłem to było
                                  dwugodzinne trzepanko i drzemka do póki byłem sam. Fantazje w tym
                                  wieku erotyczne nie były wybujałe, ale raczej ulegałem nie im, lecz
                                  zwykłemu biologicznemu popędowi. Tak było długie lata nim stałem się
                                  dorosły. Potem gdy poznałem smak kobiety szukałem tych przyjemności
                                  wszędzie gdzie tylko się dało i tak często jak było potrzeba. Nigdy
                                  nie zastanawiałem się czy to normalne czy nie tylko zwyczajnie
                                  sięgałem po sex w tedy gdy miałem potrzebę w takiej formie jaka była
                                  dostępna na daną chwilę. Oczywiście nie zawsze była kobieta bo nawet
                                  najprzystojniejsi nie codziennie jakby chcieli mają przy sobie
                                  odpowiednią partnerkę, dla tego w ruch szły pisemka sprowadzane z
                                  zachodu, świerszczyki no i już bardziej rozwinięte wizje i
                                  wyobrażenia pobudzające i nakręcające popęd. A był nie mały bo by go
                                  zaspokoić musiałem a właściwie chciało mi się po kilka razy na dzień
                                  a nawet nieraz kilkanaście , zaspokajać się. Kiedy stawałem się już
                                  bardziej dojrzały było pierwsze wideo no i oczywiście szał na filmy
                                  porno. Kupowałem je w zależności od zasobności portfela i potrzeby i
                                  po pewnym czasie uzbierała się niemała kolekcja na półce. Nie musze
                                  pisać bo to się samo przez się rozumie co robiłem najczęściej gdy je
                                  oglądałem. Z biegiem rozwoju technologicznego kupiłem DVD no i
                                  oczywiście pojawiło się w mojej kolekcji sporo płyt o tej samej
                                  tematyce. Poza filmami sensacyjnymi, horrorami i romansami pornole
                                  stanowiły częsty obraz na moim TV. Właściwie codzienny a nawet
                                  powiem więcej gdy byłem zaspokojony to też leciał pornol bo po
                                  prostu lubiłem patrzeć jak to robią inni i nie koniecznie
                                  podniecając się. Pornol leciał, z głośników dobiegało ciche
                                  pojękiwanie panienek a ja robiłem coś domowego. Sprzątałem, czytałem
                                  książkę czy pisałem coś akurat. Po prostu filmy erotyczne oczywiście
                                  te z najładniejszymi laskami był takim nieodzownym dodatkiem podczas
                                  zwykłego mieszkania we własnym domu. Tak mijały lata w, których
                                  przewinęło się przez moje wyrko wieeeeele kobiet. Jak miałem ochotę
                                  na sex to zwyczajnie nakręcałem się filmami, a jak już mnie
                                  przyciskało to szedłem na łowy i coś sobie podrywałem. Robiłem to
                                  tak często jak tylko miałem potrzebę i jak mi się chciało bo nie
                                  zawsze potrzeba szła w parze z chęcią latania po mieście i szukania
                                  jakiejś zagubionej duszy do pukania i kochania. A był to czas w,
                                  którym walczyły we mnie dwie siły. Ta sexualna i ta romantyczna. Z
                                  jednej strony niemal na okrągło mi się chciało dać upust
                                  biologicznym potrzebom, a drugiej strony wewnętrzna potrzeba
                                  połączenia duchowego z kobiecą namiętnością i wrażliwością wyzwalała
                                  we mnie przymus poszukiwania tej jedynej miłości. No mogę
                                  powiedzieć, że na szczęście często się zakochiwałem i jakoś te dwie
                                  rzeczy udawało się połączyć niekiedy na dłuższy czas. W takich
                                  chwilach było zajefiście. Była miłość było oporowo sexu i było
                                  wszystko bez ograniczeń bo tylko wiązałem się na dłużej z takimi co
                                  jak ja umiały te dwie sprawy łączyć bez żadnych ograniczeń. Pewnego
                                  dnia spotkałem własciwą kobietę. Była wyrozumiała i akceptowała
                                  fakt, że męska biologia rządzi się swoimi prawami. Sama z resztą
                                  miała podobne potrzeby, które przy mnie rozwinęły się i
                                  uwarunkowały. Dzisiaj spokojnie mogę powiedzieć, że nigdy nie miałem
                                  konfliktu moralnego co do własnej sexualności. Miałem ochotę to
                                  uprawiałem samogwałt lub sex w każdej dostępnej i pożądanej mi
                                  formie tak często jak tylko była potrzeba i jak było można. Zawsze
                                  umiałem pogodzić tę sferę życia ze zwykłym życiem i nigdy nie
                                  zastanawiałem się czy to sexocholizm czy nie. Po prostu uważam, że
                                  biologiczne potrzeby nie mogą być nienormalne a ich częstotliwość
                                  nasileń również jest sprawą indywidualną organizmu i nie istnieje
                                  żadne kryterium co do normalności i nienormalności w tym temacie.
                                  Jeden zaspokoi się raz na tydzień a inny ma potrzebę kilka razy na
                                  dzień. Jednemu wystarczy jeden film, a inny może bo ma potrzebę
                                  oglądania, oglądać ciałka na okrągło i nie jest to żadnym
                                  odstępstwem od normy bo tych norm nie ma. Normy ustala wyłącznie
                                  społeczeństwo wraz ze swymi aktualnie panującymi zasadami i
                                  przekonaniami, które jak wiadomo nigdy nie szły w parze z właściwą
                                  naturalną skłonnością człowieka do zażywania rozkoszy i
                                  przyjemności. Tak więc Panowie. Walcie ile się da, korzystajcie jak
                                  się da z dobrodziejstw natury bo prędzej czy później przyjdzie czas,
                                  że przestanie stawać i w tedy będziecie żałowali, że nie
                                  wykorzystaliście w pełni możliwości jakie dała wam natura. A moralne
                                  konflikty i religijne wpływy ograniczające waszą naturalną skłonność
                                  olewajcie. Dobrze radzę uwolnijcie się od poczucia winy i rób-ta co
                                  chce ta.|►
                                  • qpalzm Re: Fakt, to, że 2+2=4 to tylko nasze subiektywne 21.11.07, 14:47
                                    Szkoda, że twój list ukazał się w takim peryferyjnym fragmencie
                                    tego wątku, ponieważ jest bardzo bliski naturalnemu pojmowaniu
                                    spraw seksu i chyba w ten sposób stanowi pewien wzorzec. Co
                                    prawda "wzorzec" ten nie jest zgodny z modelem chrześcijańskim
                                    (notabene, cholera wie dlaczego chrześcijanie uważają seks za
                                    grzech, przecież to niby Bóg wymyślił i stworzył człowieka takim,
                                    jakim jest, łącznie z jego seksualnością), niemniej dla wielu
                                    kultur jest on do przyjęcia i w praktyce funkcjonuje zupełnie
                                    dobrze.
                                    Pozdrowienia.
                                    • v-ger Pomieszanie z poplątaniem 21.11.07, 19:47
                                      qpalzm napisała:

                                      > (notabene, cholera wie dlaczego chrześcijanie uważają seks za
                                      > grzech,

                                      Nie uważają. Gdyby tak było, nie istniałby sakrament małżeństwa.

                                      > przecież to niby Bóg wymyślił i stworzył człowieka takim,
                                      > jakim jest, łącznie z jego seksualnością),

                                      I właśnie dlatego, że seks jest stworzony przez Boga i jest dobry,
                                      nie powinno się go uprawiać z kim popadnie. Święte powinno się
                                      realizować w świętym. Dlatego Komunię przyjmuje się podczas mszy. I
                                      dlatego seks praktykuje się z żoną.

                                      Pozdrowienia.
                                      • qpalzm Poplątanie to w chrześcijaństwie 21.11.07, 23:21
                                        Chyba coś chrzanisz, Kolego. Jeśli seks jest święty i przeznaczonmy
                                        do uprawiania z żoną, to dlaczego poczęcie Jezusa w naturalny
                                        sposób byłoby "pokalane"? Z tego "pokalania" wynika niezbicie, że
                                        seks jako taki jest "na indeksie" u Pana Boga, chociaż to wyżej
                                        wzmiankowany sam go wymyślił.
                                        Stąd też seks i seksualność są przez Kościół Katolicki
                                        inkryminowane, a w każdym razie mocno podejrzane. Tymczasem w
                                        kulturach naturalnych, nie obciążonych żadnymi przesądami
                                        i "przykazaniami", seks nie jest ani wstydliwy ani "reglamentowany"
                                        żadnymi sztucznymi regułami. Dlatego stanowczo bardziej autentyczny
                                        i wiarygodny jest stosunek do seksu ukształtowany przez owe kultury
                                        naturalne niż wyspekulowane i pogmatwane w swej historii
                                        chrześcijaństwo.
                                        • moon5 Re: Poplątanie to w chrześcijaństwie 21.11.07, 23:39
                                          Jeśli Ci się nie podoba wpływ chrześcijaństwa na stosunek do seksu, to kopuluj
                                          ze wszystkim, co nie ucieka na drzewo przed Tobą.
                                          Kultura chrześcijańska ma większe szanse na przetrwanie, niż miała kultura
                                          starożytnego Rzymu z jej rozwiązłością seksualną i zbrodniami na gladiatorach i
                                          niewolnikach.
                                          • qpalzm Re: Poplątanie to w chrześcijaństwie 22.11.07, 15:02
                                            To, że mi się nie podoba stosunek chrześcijaństwa do seksu nie
                                            oznacza, że mam ochotę kopulować ze wszystkim co na drzewo nie
                                            ucieka. Taka sugestia z twojej strony to oczywiste nadużycie w
                                            dyskusji i oznaka słabości argumentacyjnej.
                                            Sugerowanie, że kultura starożytnego Rzymu upadła z powodu
                                            rozwiązłości seksualnej oraz zbrodni na niewolnikach to bardzo
                                            oryginalna i nowatorska teza. Wyczuwam w Tobie zalążek naukowego
                                            geniuszu.
                                            • moon5 Re: Poplątanie to w chrześcijaństwie 22.11.07, 17:18
                                              Czy ten wyzwolony seks tak wpływa na ludzi, że nie umieją normalnie rozmawiać na
                                              forum tylko wymądrzają się jak chłop ze słoma w butach?
                                              • moon5 Re: Poplątanie to w chrześcijaństwie 22.11.07, 17:24
                                                Gdzie napisałam, że Rzym upadł głównie z powodu rozwiązłości, i czy zaprzeczysz,
                                                że powstania niewolników przyczyniły się do upadku?
                                        • v-ger Poplątanie to u ciebie 22.11.07, 01:25
                                          qpalzm napisała:

                                          > dlaczego poczęcie Jezusa w naturalny
                                          > sposób byłoby "pokalane"?

                                          A gdzieś ty to wyczytał(a), że w naturalny sposób byłoby "pokalane"?
                                          Jego matka była poczęta w całkowicie naturalny sposób, a przy tym -
                                          jeśli wierzyć Kościołowi - niepokalana grzechem pierworodnym (i
                                          stąd, a nie z żadnego innego powodu, Kościół nazywa jej
                                          poczęcie "niepokalanym"). Z czego wynika, że jedno z drugim nie ma
                                          nic wspólnego.
                                          A poza tym spróbuj wyobrazić sobie niematerialnego Boga
                                          poczynającego syna "w naturalny sposób" - życzę powodzenia
                                          (aczkolwiek nie przewiduję).
                                          • qpalzm Re: Poplątanie to u ciebie 22.11.07, 14:52
                                            Aha, niepokalana "grzechem pierwotnym" (nie wiedziałem, ale ciekawe
                                            który katolik to wie), w wyniku którego człowiek stał się
                                            śmiertelny. A więc to z tego powodu ta kombinacja, że Maria (o,
                                            pardon, Maryja, też ciekawostka) nie umarła tylko "zasnęła" i
                                            została "wniebowzięta".
                                            Czy Ty potrafisz wyobrazić sobie to "wniebowzięcie"? Gdzie niby
                                            jest to niebo i gdzie w tej chwili przebywa Maryja? A jeśli jest to
                                            określenie symboliczne, to co fizycznie stało się z jej ciałem?
                                            Odparowało, anihilowało? Przecież była jak najbardziej organizmem
                                            fizycznym, złożonym z pierwiastków, a te - chociaż ulegają
                                            najprzeróżniejszym (niekiedy wręcz fantastycznym) przemianom, to
                                            jednak nie znikają bez śladu w jednj chwili. A zatem co się stało z
                                            ciałem Marii w procesie "wniebobrania"?
                                            A tak w ogóle to całość religii chrześcijańskiej, łącznie z
                                            założeniem istnienia wszechmocnego Boga, jest niewyobrażalna, bo
                                            nielogiczna. Aby Bóg mógł stworzyć świat musiałby
                                            być "wszechmocny", zaś będąc wszechmocnym nie miałby żadnych
                                            potrzeb do zaspokojenia. A zatem po jaką cholerę miałby stwarzać
                                            cokolwiek, w tym tak nieudany produkt jak człowiek. I (pomijając
                                            już kwestię celu) czy wszechmocnmy Bóg mógłby w ogóle stworzyć coś
                                            niedoskonałego? Po co istota absolutnie doskonała miałaby tworzyć
                                            słabego, ułomnego człowieka, obarczonego ciężkimi wadami i
                                            przywarami, którego następnie poddawałaby nieludzkim "próbom
                                            charakteru" i skazywała na ocean rozmaitych cierpień od człowieka
                                            niezależnych (trzęsienia ziemi, wybuchy wulkanów, powodzie,
                                            straszliwe choroby, tsunami itp). Czy dla jakiegoś potwornego
                                            kaprysu? Bo przecież nie dla żadnego eksperymentu, którego wynik i
                                            tak byłby wszechmocnemu z góry wiadomy.
                                            Potrafisz to wszystko sobie jakoś wyobrazić? Bo ja nie. To, po
                                            prostu, nie trzyma się kupy, jest nielogiczne!
                                            • v-ger Re: Poplątanie to u ciebie 22.11.07, 15:09
                                              Ciekawe pytania - raczej dla zawodowego teologa, niż dla amatora.
                                              Ale odbiegliśmy trochę za daleko od tematu, jakim jest ludzka
                                              seksualność, jej miejsce i patologie.
                                              • qpalzm Re: Poplątanie to u ciebie 22.11.07, 20:23
                                                Dlaczego niby pytania te są "dla teologa"?
                                                Czy tylko teolodzy deklarują wiarę w Boga? Na zadane przeze mnie
                                                pytania powinien sobie odpowiedzieć każdy wierzący jeśli nie chce
                                                być tylko wytresowaną małpiatką, powtarzającą bezmyślnie wbite do
                                                głowy banały i wykonującą posłusznie rytualne gesty.
                                                A propos teologów, to są oni uczonymi ... mniemanologami, bowiem
                                                zajmują się bytem domniemanym. A jako tacy są dla mnie mało
                                                interesujacy.
                                                Seksualność, która jest przejawem zachowań prokreacyjnych, jak
                                                najbardziej łaczy się z systemem poglądów, zwłaszcza na temat
                                                istnienia i proliferancji własnych genów. Wyznawany światopogląd ma
                                                w tej kwestii dość istotne znaczenie.
                                                • v-ger Re: Poplątanie to u ciebie 22.11.07, 21:53
                                                  qpalzm napisała:

                                                  > Dlaczego niby pytania te są "dla teologa"?
                                                  > Czy tylko teolodzy deklarują wiarę w Boga?

                                                  Bo oni mają najwięcej wiedzy i... wprawy w artykułowaniu odpowiedzi
                                                  na takie pytania.

                                                  > Na zadane przeze mnie
                                                  > pytania powinien sobie odpowiedzieć każdy wierzący jeśli nie chce
                                                  > być tylko wytresowaną małpiatką, powtarzającą bezmyślnie wbite do
                                                  > głowy banały i wykonującą posłusznie rytualne gesty.

                                                  Co nie znaczy, że ja Tobie odpowiem na te pytania krótko i zgrabnie
                                                  na forum GW. To trochę za obszerny temat. O każdym z tych pytań
                                                  można by napisać książkę z takiego czy innego punktu widzenia (i
                                                  wielu już to zrobiło). Poza tym co innego odpowiedzieć sobie na
                                                  pewnym etapie życia, a inna rzecz być gotowym "na zawołanie"
                                                  odpowiedzieć komuś, gdy na co dzień zajmuję się - zawodowo i nie
                                                  tylko - zupełnie czymś innym. Parafrazując McCoy'a: Jestem
                                                  filologiem, a nie teologiem! :-)

                                                  > Seksualność, która jest przejawem zachowań prokreacyjnych, jak
                                                  > najbardziej łaczy się z systemem poglądów,

                                                  Na tej zasadzie wszystko łączy się ze wszystkim. "All are one and
                                                  one is all" (Led Zeppelin). Ale przy takim rozumowaniu wpadlibyśmy w
                                                  chaos mówienia o wszystkim i niczym. Dopóki nasza rozmowa dotyczyła
                                                  religijności w odniesieniu do seksualności (lub vice versa),
                                                  mówiliśmy na temat. Teraz zaczynasz wchodzić w kwestie tyleż
                                                  zasadnicze, co... z tematem dyskusji niespecjalnie związane. Pytania
                                                  typu "po co Bóg stworzył świat" i "dlaczego stworzył go tak, a nie
                                                  inaczej" odwodzą nas od meritum.

                                                  > zwłaszcza na temat
                                                  > istnienia i proliferancji własnych genów. Wyznawany światopogląd
                                                  ma
                                                  > w tej kwestii dość istotne znaczenie.

                                                  A ja bym powiedział, że istnienie genów to kwestia faktów naukowych,
                                                  a nie światopoglądu. Kwestią światopoglądową może być co najwyżej
                                                  sens i cel ich istnienia (że w protestanckiej Ameryce próbuje się te
                                                  dwie sfery - naukową i światopoglądową - mieszać, to już problem
                                                  Ameryki i zamieszkujących ją protestantów, a nie mój).
                                                  • qpalzm Re: Poplątanie to u ciebie 23.11.07, 22:07
                                                    v-ger napisał:
                                                    > Pytania typu "po co Bóg stworzył świat" i "dlaczego stworzył go
                                                    tak, a nie inaczej" odwodzą nas od meritum.

                                                    Bóg nie stworzył świata, bo nie istnieją logiczne powody, dla
                                                    których miałby go tworzyć, ani nie mógłby stworzyć go takim, jaki
                                                    jest.
                                                    Przepraszam, że tak lakonicznie, ale doprawdy nie bardzo jest sens
                                                    dyskutować z kimś, kto - jak echo - powtarza coś, czego ewidentną
                                                    wewnętrzną sprzeczność logiczną wykazałem w sposób nie budzący
                                                    wątpliwości. Niestety, katolicy (jak wszyscy zindoktrynowani)
                                                    wykazują takie właśnie cechy: są kompletnie głusi i odporni na
                                                    prostą logikę i reprodukują tylko frazy wbite im do głowy w
                                                    procesie indoktrynacji.
                                                  • v-ger Re: Poplątanie to u ciebie 23.11.07, 23:20
                                                    Koniecznie chcesz to usłyszeć? Starałem się trzymać język za zębami,
                                                    ale zmuszasz mnie, żebym powiedział, co myślę:

                                                    Twoje argumenty opierają się na założeniach "wziętych z sufitu".
                                                    Takich, jak to, że "Bóg stworzyłby świat jedynie wówczas, gdyby
                                                    świata do czegoś potrzebował". Tak, jak człowiek wynalazł koło, bo
                                                    go potrzebował.
                                                    Czyniąc takie założenie, przypisujesz Bogu ludzki sposób
                                                    rozumowania. A coś takiego najpierw trzeba by udowodnić.

                                                    Wystarczy, czy chcesz jeszcze? Bo ja naprawdę nie lubię się kłócić,
                                                    ale drażnią mnie osoby, którym się wydaje, że pierwsze odkryły coś,
                                                    co w rzeczywistości wieki temu przeżuto i wypluto.
                                                  • widzetotak prawda,bóg,sex i koło 24.11.07, 01:51
                                                    Co wy tu pierniczycie o bogu? Prawda jest taka, że ani ci co wierzą
                                                    nie mają pewności i nie wiedzą czy bóg jest, ani ci co nie wierzą i
                                                    chcą sądzić, że go nie ma nie wiedzą czy jest czy go nie ma. A jedni
                                                    i drudzy tak naprawdę nie wiedzą jaki jest jeśli jest i nie mają
                                                    najmniejszego pojęcia o tym. Jedni i drudzy to co wiedzą – wiedzą z
                                                    przekazów, które mogą być zwykłą chorą fantazją, nawiedzonym chorym
                                                    zwidem, albo prawdą, połową prawdy, albo ćwiercią prawdy wypaczoną
                                                    przez ludzi dążących niegdyś do podporządkowania sobie mas. Prawda
                                                    jest taka, że nikt nic nie wie, nie może wiedzieć i nie dowie się,
                                                    bo tej oczywistej prawdy nikt nie zna ponieważ nigdzie nie ma
                                                    niepodważalnych dowodów na tezy i argumenty żadnej ze stron. Każdy
                                                    zna tylko taką prawdę jaka mu się wydaje prawdziwa i nic poza tym .
                                                    Prawdą mogą być jedynie prawa fizyki, chemii, matematyki, geometrii
                                                    itp. Poza takimi prawdami może okazać się, że nie ma innych stałych
                                                    ustalonych i stałych niezmiennie prawd jak choćby moralne. Te
                                                    ostatnie mogą być tworzone przez aktualnie panujący gatunek
                                                    dysponujący inteligencją, ale nie koniecznie będą to prawdy jedyne i
                                                    mądre. Myślę, że powinniśmy zastanowić się nad właściwym
                                                    wykorzystaniem koła skoro jest to twór stworzony myślą ludzką. Tak
                                                    samo trzeba wykorzystywać wszystko co rodzi się w głowach ludzi i
                                                    każdy z tym musi sobie poradzić tak jak mu potrzeba i jak nakazuje
                                                    zdrowy rozsądek. Te wasze rozważania czy dużo seksu jest dobre czy
                                                    nie, czy uzależniające czy nie, czy to w ogóle jest uzależnienie
                                                    jest bezprzedmiotowe. Natura, bóg czy co tam chcecie obdarzył/a nas
                                                    ludzi potrzebą zaspokajania i trzeba to wykorzystać tak jak
                                                    wykorzystujemy wynalazek koła. Równie dobrze moglibyście się
                                                    zastanawiać nad tym czy wykorzystanie koła jest moralne i czy nie
                                                    jest przypadkiem grzeszne lub chore? Może nie powinniśmy
                                                    wykorzystywać koła do celów praktycznych tylko wyłącznie do celów
                                                    medytacyjnych i dzięki temu szybciej doszlibyśmy do prawdy
                                                    absolutnej niż na drodze postępu cywilizacyjnego, które właściwie od
                                                    tegoż koła się zaczęło.
                                                  • qpalzm Re: prawda,bóg,sex i koło 24.11.07, 02:54
                                                    Oczywiście, masz rację "widzetotak" pisząc, że nikt nie wie jak
                                                    jest naprawdę, bo przecież nikt nie może wiedzieć tego, co - z
                                                    założenia - jest niepoznawalne. Dlatego wiara nie jest wiedzą,
                                                    tylko właśnie wiarą. Można jednak zapytać i zastanawiać się nad tym
                                                    jakie podstawy - materialne i logiczne ma ta wiara oraz wyprowadzać
                                                    z tych rozważań wnioski. Moja wypowiedź była właśnie wynikiem
                                                    takiego procesu myślowego, który prowadzi do konstatacji, jaką
                                                    zaprezentowałem. I - jak na razie - nie spotkałem się z
                                                    konkurencyjnym, poprawnym logicznie wywodem, który prowadziłby do
                                                    wniosków odmiennych. Stąd też moje twierdzenie, takie a nie inne.
                                                    To wszystko.
                                                    W przypadku podjęcia polemiki z moim stanowiskiem oczekiwałbym
                                                    jakiegoś standardu intelektualnego, minimum poprawnego logicznie
                                                    myślenia, nie zaś uwag w rodzaju, że być może to, a być może tamto,
                                                    nikt nie ma pewności, nikt nie wie naprawdę, trudno jest zgadnąć
                                                    intencje, niezbadane są ścieżki itp itd.
                                                    Skoro człowiek ma już ten rozum, to powinien go używać. Z drugiej
                                                    jednak strony człowiek do poznania ma TYLKO rozum i na żadne
                                                    inne "instrumenty" liczyć nie może. Stąd też odwoływanie sie w
                                                    argumentacji do "elementów pozarozumowych" jest odwoływaniem się do
                                                    fikcji i - jako takie - jest w dyskusji niedopuszczalne.
                                                    To już lepiej powołać się na mędrca i zacytować jego słynną
                                                    konstatację: wiem, że nic nie wiem.
                                                  • v-ger Re: prawda,bóg,sex i koło 24.11.07, 11:32
                                                    Kolego! Przeczysz sam sobie. Jak możesz przeprowadzić jakiekolwiek
                                                    poprawne logicznie rozumowanie nie mając żadnych pewnych założeń?
                                                    Twój wywód opiera się na podstawach, które dla ciebie są pewne. Co
                                                    jeszcze nie czyni ich pewnymi obiektywnie. Nie mówiąc już o tym, że
                                                    posługujesz się nie zdefiniowanymi - więcej: trudnymi do
                                                    zdefiniowania - pojęciami (co to znaczy "doskonały" i co to
                                                    znaczy "niedoskonały"?).
                                                    Twoje rozumowanie - wbrew temu co sądzisz - ma charakter raczej
                                                    intuicyjny niż stricte logiczny.
                                                  • widzetotak Re: prawda,bóg,sex i koło 24.11.07, 20:40
                                                    qpalzm podobają mi się Twoje wywody bo jest w nich pewien logiczny
                                                    tok rozumowania, który jest jednym z wielu wątków myślowych jakie ja
                                                    stosuję w swoich rozważaniach o istocie bytu. Wydaje mi się z tego
                                                    co przeczytałem tu w tym tylko wątku, że zbyt mocno trzymasz się tej
                                                    przyjętej logiki, która wydaje Ci się nie mająca jakiejś racjonalnej
                                                    alternatywy. Proponuję wyjść nieco poza wąskie rozważania czy coś
                                                    czego doświadczamy, widzimy i postrzegamy ma jakiekolwiek racjonalne
                                                    lub logiczne powody istnienia. Wszyscy jedziemy na tym samym wózku i
                                                    istniejemy w tej określonej prawami fizyki, matematyki i chemii
                                                    czasoprzestrzeni i podłóg niej jesteśmy w stanie tworzyć teorie i
                                                    definicje, opierając się jedynie na subiektywnych odczuciach,
                                                    wrażeniach i przekonaniach wynikających z indywidualnych potencjałów
                                                    intelektualnych, które to w swojej skali i rozpiętości są równie
                                                    ogromne co poznawalny przez ludzkość wszechświat. A wiadomo, że jest
                                                    on tak rozległy, że można przypuszczać, iż istnieją w nim światy i
                                                    obszary tak odmienne od naszej rzeczywistości w, których nasza
                                                    logika oparta o istniejące tu prawa natury może nie mieć
                                                    najmniejszego sensu. Ale i w tej naszej czasoprzestrzeni znalazłoby
                                                    się logiczne wytłumaczenie dla sensu stworzenia takiego
                                                    wszech/świata przez domniemanego boga. Otóż jednym z wielu takich
                                                    wyjaśnień jest zwykła potrzeba twórczego tworzenia bez względu na
                                                    racjonalność, logikę i formę tego tworzenia. Oczywiście domniemany
                                                    stwórca musiał przed stworzeniem danego świata stosować się do praw
                                                    jakie w tym przyszłym świecie miały obowiązywać, a jakie sam musiał
                                                    założyć po to by to jego przyszłe dzieło mogło trwać i zwyczajnie
                                                    trzymać się „kupy”. Mam tu namyśli przedtem stworzone prawa
                                                    matematyki, fizyki, chemii i geometrii, które gwarantują możliwość
                                                    trwania jego dzieła. No chyba, że przyjmiemy, iż stwarzane dzieło
                                                    dla samego zaspokojenia potrzeby twórczej tworzy te prawa i je
                                                    warunkuje samo przez się i te prawa są zwykłym efektem ubocznym
                                                    tegoż stworzonego dzieła :) Ale tak czy siak nie można oprzeć się
                                                    pokusie zastanowienia czy to co jesteśmy w stanie postrzegać jest
                                                    aby na pewno tchnieniem boga/ jakiegoś tam/ Nie mamy najmniejszych
                                                    powodów mniemać, że tak jest a nawet jak to sam napisałeś nie ma
                                                    żadnych a tym bardziej logicznych powodów dla, których domniemany
                                                    bóg chciał stwarzać świat Jim on jest i w ogóle nie ma najmniejszych
                                                    logicznych i nielogicznych dowodów ani powodów dla których mógłby
                                                    istnieć domniemany bóg. Chodzi o to by w swoich rozważaniach nie
                                                    popaść w jakąkolwiek skrajność myślową i nie uwarunkować nią swego
                                                    toku myślenia i jako takiego postrzegania świata. Chodzi też o to
                                                    aby nie narzucać nikomu własnego toku myślenia, nie licytować się
                                                    skrycie w swych głębiach przemyśleń i nikomu nie udowadniać swojej
                                                    racji dotyczącej czegoś co z gruntu nie jest możliwe do określenia
                                                    ze względu na złożoność tematu daleko wykraczającą poza możliwości
                                                    analityczne ludzkiego umysłu. Trzeba to mieć jedynie w swej
                                                    świadomości i przy stawianych tezach i założeniach mieć zawsze
                                                    furtkę do odwrotu jeśli okaże się, że nasze założenie nie wyczerpuje
                                                    rozstrzygnięcia tematu. Tak przyjęty sposób myślenia może jedynie
                                                    wyeliminować przyjęcie tych warunkujących nasze myślenie przekonań i
                                                    subiektywnych odczuć prowadzących na manowce prawdy i możliwości
                                                    poznania istoty bytu.
                                                  • qpalzm Re: prawda,bóg,sex i koło 28.11.07, 03:19
                                                    Wiesz co, widzetotak, mam to gdzieś!
                                                    Nie, nie Ciebie tylko tę cała "wybiórczą"!
                                                    W odpowiezi na twój długi i poważny list napisałem równie
                                                    długi "elaborat", ale że jestem stary, schorowany i zmęczony późną
                                                    porą, pisałem go dość długo. A kiedy wreszcie skończyłem i
                                                    kliknąłem przycisk "Wyślij" komputer zakomunikował mi, że muszę się
                                                    ponownie zalogować, gdyż moja "sesja" wygasła. I cały mój wysiłek
                                                    szlag trafił, bo tekst zniknął bezpowrotnie.
                                                    Nie, to nie na moje nerwy ...
                                                    Pozdrawiam.
                                                    QP
                                                  • widzetotak Re: prawda,bóg,sex i koło 28.11.07, 14:50
                                                    spoko dla tego poloecam pisanie w worldzie a potem wklejanie w Re :)
                                                  • qpalzm Re: prawda,bóg,sex i koło 28.11.07, 19:09
                                                    widzetotak napisał:
                                                    > PS Jestem ateistą, gardzę ludzką głupotą i zaślepieniem, katole
                                                    wzbudzają we mnie politowanie, wyznaję prawo kosmicznej
                                                    sprawiedliwości a prawo ustalone przez ludzi przestrzegam bo
                                                    muszę :)

                                                    No, to odetchnąłem, bo po wyrywkowej lekturze nie byłem całkiem
                                                    pewien.

                                                    > ...polecam pisanie w wordzie, a potem wklejanie w Re :)

                                                    Niby wiem o tym, ale często zapominam (się) i zaczynam
                                                    spontanicznie "klepać" w okienku odpowiedzi. A potem - bywa - tracę
                                                    cały tekst. Psia jego mać! ("jego" - znaczy się interfejsu
                                                    forum "wybiórczej") :)
                                                    Pozdrowienia.
                                                  • widzetotak Re: prawda,bóg,sex i koło 28.11.07, 19:17
                                                    to i mnie się zdarza wklepać całkiem pokaźny tekst w oknie
                                                    odpowiedzi, ale mam taki zwyczaj, że jak piszę w Re. to zanim kliknę
                                                    wyślij kopiuje cały tekst tak dla zwyczaju i by ewentualnie poprawić
                                                    byki, które czasem przyznaję mi siem trafjajom :) Nieraz pisząc
                                                    szybko wbije się zamiast u-y albo zamiast ź-x itd, dla tego warto
                                                    pisać w wordzie by se :) nie robić łopciacha hehe.
                                                  • widzetotak Re: prawda,bóg,sex i koło 28.11.07, 19:27
                                                    Ale pisanie w wordzie ma jeszcze jedną zaletę i to kieruję do
                                                    wszystkich orłów interpunkcji i ortografii. Otóż jest taki program
                                                    Expressivo, który czyta zaznaczony tekst i nawet sobie nie
                                                    wyobrażacie jak to brzmi gdy Ewa czyta po polskiemu bez polskich
                                                    znaków tekst w, którym ktoś pisze na przykład tak: ktos, otoz,
                                                    orlow, ktory, wiadomosc itd. Program tak czyta jak widzi i wychodzi
                                                    z tego masakra i nie da się skupić często nad treścią słuchając
                                                    takich tekstów. Dla tego polecam pisać poprawnie i nie lekceważyć
                                                    polskich znaków i interpunkcji. A Expressivo polecam bo dzięki niemu
                                                    można w godzinę przeczytać masę postów.
                                                • wodud Re: Poplątanie to u ciebie 29.11.07, 02:47
                                                  No dobra, to nie muszą być pytania do teologa.
                                                  Po prostu nie każdy chrześcijanin drąży takie pytania, tak jak nie
                                                  każdy obywatel zna na wylot prawo pod które podlega (prawo RP).
                                                  (Sprawa się ma też podobnie do praw fizycznych.) Po prostu nie dla
                                                  wszystkich ogromna wiedza oznacza bezpośrednio szczęście.

                                                  1. Sporo chrześcijan jakich znam, nie przeżywa swojej wiary jako coś
                                                  domniemanym, ale czymś co istnieje i oni doświadczyli tego
                                                  istnienia. Wielu ludzi spotkało Boga, wielu doznało cudów. Wielu
                                                  ludzi wierzy w miłość, a chrześcijaństwo jest wiarą w dobrą nowinę,
                                                  że Bóg nas kocha. Wiele ludzi doświadcza tej miłości. Ja też.
                                                  Po prostu mało wiesz o chrześcijaństwie, może nigdy nie spotkałeś
                                                  Boga, niegdy może nie chciałeś.
                                                  2. "Aby Bóg mógł stworzyć świat musiałby
                                                  być "wszechmocny", zaś będąc wszechmocnym nie miałby żadnych
                                                  potrzeb do zaspokojenia. A zatem po jaką cholerę miałby stwarzać
                                                  cokolwiek, w tym tak nieudany produkt jak człowiek."
                                                  "Bóg nie stworzył świata, bo nie istnieją logiczne powody, dla
                                                  których miałby go tworzyć, ani nie mógłby stworzyć go takim, jaki
                                                  jest."
                                                  Bóg jest wszechmocny i nieskończony (każda miara jest za mała żeby
                                                  go opisać) i nie potrzebował nic stwarzać, żeby mu było lepiej.
                                                  Rzeczywiście, to jest fakt, nie banalny fakt. (Niebanalny, bo jest
                                                  jedno ale. Właśnie poprzez stwarzanie mógłby zaspokoić potrzebę
                                                  tworzenia. Ale się okazuje że wtedy mógłby spróbować utworzyć coś
                                                  tak niesamowitego jak On sam. ).

                                                  Mimowszystko Bóg stworzył całe mnóstwo stworzeń, i nie dla tego,
                                                  żeby to mu coś dodawało, wszak już jest nieskończony.
                                                  Bóg mając wszystkie swoje potrzeby zaspokojone w sposób doskonały.
                                                  Zapragnął w swojej woli podzielić się tym szczęściem. I dlatego
                                                  stworzył byty widzialne i niewidzialne.
                                                  Więc nie potrzeba, a miłość była motorem stworzenia. Każdy znas
                                                  powstał bo Bóg zapragnął podzielić się swoją wszechmocą, i udzielić
                                                  nam swojej Miłości.
                                                  3. "A zatem po jaką cholerę miałby stwarzać
                                                  cokolwiek, w tym tak nieudany produkt jak człowiek. "
                                                  Bogu człowiek bardzo dobrze wyszedł. Jak się czyta Biblię, to jest
                                                  napisane, że wszystko co Bóg stwarzał było dobre. Przy człowieku
                                                  jest, że dzieło było bardzo dobre.
                                                  Aby człowiek był podobny do Boga musiał umieć kochać. Żeby można
                                                  było kochać kogoś (wybierać dobro dla kogoś), trzeba umieć wybierać.
                                                  Innymi trzeba mieć wolną wole. Ale jeżeli ma się wolę to możne też
                                                  dążyć do zła.
                                                  I pierwsi ludzie ulegli złu, przestali ufać Bogu i ulegli egoizmowi.
                                                  W następnym pokoleniu już były morderstwa itp. i tak to się
                                                  rozprzestrzeniło. Znamy tylko dwoje ludzi którzy nie zatracili
                                                  swojej pierwotnej (w zamyśle stwórcy) świętości: Miriam i Jej syn
                                                  Jezus z Nazaretu. Jeżeli chodzi o Miriam to wg. apokalipsy jest
                                                  Królową Nieba. Żaden anioł, archanioł, cherubin nie jest większy od
                                                  pewnej Kobiety. Co więcej, każdy z nas ma szanse się budować i
                                                  stawać się bardziej "prawdziwie ludzki" (tak jak Jezus czy Miriam).
                                                  (Inna sprawa, że mamy przeciwników w tym dążeniu.)
                                                  Więc nie jest prawdą, ze ludzie to nieudany produkt.
                                                  Rzeczywiście gdyby był nieudany, Bóg by ludzi nie stworzył.
                                                  4. Jeżeli chcesz się dowiedzieć, poczytaj Biblie. Poczytaj mistyków
                                                  (ludzi którzy przeżyli niezwykłą bliskość Boga), poczytaj doktorów
                                                  kościoła.
                                                  Wierz mi wielu ludzi zastanawiało się nad takimi pytaniami jak ty.
                                                  Najmądrzejsi nawet filozofowie.
                                                  5. "Potrafisz to wszystko sobie jakoś wyobrazić? Bo ja nie."
                                                  Ja potrafie sobie to jakoś wyobrazić. Jak mam jakieś pytania to
                                                  szukam odpowiedzi. Do tej pory nie znalazłem dziury, a już trochę w
                                                  tym siedzę.
                                                  • qpalzm Re: Poplątanie to u ciebie 04.12.07, 12:15
                                                    Niestety, na moje rzeczowe pytania odpowiadasz, jak wszyscy
                                                    teologowie, "doktorzy kościoła" i zwyczajni nawiedzeni wiarą -
                                                    "zaklęciami", które dowolnie mieszasz i utożsamiasz z
                                                    rzeczywistością. A oto dowody:

                                                    "Wielu ludzi spotkało Boga, wielu doznało cudów"

                                                    W rzeczywistości: WYOBRAŻALI sobie, że "spotkali Boga" i WYOBRAŻALI
                                                    sobie, że "doznali cudów". Wyobraźnia ludzka jest niemal
                                                    nieskończona. Widzowie spektakli iluzjonisty Cooperfielda zaklinają
                                                    się na wszystkie świętości, że widzieli na własne oczy jak zniknął
                                                    czołg oraz jak przepiłowano na pół kobietę, która następnie "zrosła
                                                    się" w jedną całość. Nie utożsamiaj wyobraźni i iluzji z
                                                    rzeczywistością, bo tak nie da się poważnie dyskutować.

                                                    "Wiele ludzi doświadcza tej miłości. Ja też."

                                                    Ani ci ludzie, ani Ty, ani wszyscy chrześcijanie nie jesteście
                                                    wyjątkami. Ja też doświadczam miłości. I o czym niby ma to
                                                    świadczyć? Powiem Ci więcej: moim zdaniem mój pies też doświadcza
                                                    miłości; kiedy widzę z jakim uwielbieniem patrzy na mnie i gotów
                                                    jest do wszelkich dla mnie poświęceń, nie mam wątpliwości, że po
                                                    prostu mnie kocha. Czy on tez jest chrześcijaninem?

                                                    > Po prostu mało wiesz o chrześcijaństwie, może nigdy nie spotkałeś
                                                    > Boga, nigdy może nie chciałeś.

                                                    Typowy retoryczny argument. Ty też nigdy Boga nie spotkałeś, a
                                                    tylko wyobrażałeś sobie to spotkanie. Ja chciałbym spotkać taki
                                                    absolut, ale nawet nie potrafię sobie go wyobrazić, bo jego idea
                                                    jest wewnętrznie sprzeczna.

                                                    > Bóg jest wszechmocny i nieskończony, każda miara jest za mała
                                                    żeby go opisać

                                                    No, tak, znam doskonale to zaklęcie, które ma zastąpić wszelkie
                                                    argumenty rzeczowe i logiczne. Tyle, że nie zastępuje ...

                                                    > Mimo wszystko Bóg stworzył całe mnóstwo stworzeń, i nie dla tego,
                                                    > żeby to mu coś dodawało, wszak już jest nieskończony.
                                                    > Bóg mając wszystkie swoje potrzeby zaspokojone w sposób
                                                    doskonały.
                                                    > Zapragnął w swojej woli podzielić się tym szczęściem. I dlatego
                                                    > stworzył byty widzialne i niewidzialne.

                                                    Przepraszam, ale to bełkot. Aksjomat na aksjomacie bez cienia
                                                    rzetelnej argumentacji. Można tak sobie gadać w nieskończoność, ale
                                                    to mowa mistyków i dla mistyków, nie do rzetelniej dyskusji.

                                                    > I pierwsi ludzie ulegli złu, przestali ufać Bogu i ulegli
                                                    egoizmowi.
                                                    > W następnym pokoleniu już były morderstwa itp. i tak to się
                                                    > rozprzestrzeniło.

                                                    Taaa. Wszechmocny i wszechwiedzący Bóg stracił kontrolę nad
                                                    człowiekiem, nie wiedział co stworzył - jaki produkt i jakie ma on
                                                    cechy.
                                                    Przepraszam, ale to ponad moje siły i ponad godność rozumnej istoty
                                                    zmagać się wciąż z tymi niedorzecznościami. Nie będę więc
                                                    komentował już baśni o cherubinach i innych nieziemskich stworach.
                                                    Należą one do tej samej kategorii co mity greckie, a z tymi wszakże
                                                    nikt poważny nie dyskutuje.
                                                    Pozdrawiam i życzę nadal tak dobrego samopoczucia w oparach magii i
                                                    mistycyzmu. Mój rozrywkowy przyjaciel mawiał niegdyś „Bóg na
                                                    trzeźwych zsyła troski”. I coś w tym jest, odurzeni religijnymi
                                                    zaklęciami nie mają – jak widać rozterek i wątpliwości i z tą swoją
                                                    pewnością przekonań są chyba szczęśliwsi. Zazdroszczę im, ale –
                                                    niestety - nie potrafię wyłączyć sobie rozumu jak światła w pokoju.
                                                  • widzetotak przychodzi bóg i pyta, 05.12.07, 10:02
                                                    Świetna odpowiedź qpalzm. Z nawiedzonymi irracjonalistami nie ma co
                                                    dyskutować bo Omi już widzą niebiańskie światło w tunelu a nie
                                                    widzą, że żyją i są kupą bezdusznej masy mięsa umiejącą gadać i
                                                    trochę myśleć, a to ostatnie raczej przyrównałbym do odczytywania i
                                                    wypowiadania jakiegoś narzuconego programu a nie myślenia. Jedno co
                                                    mogę poradzić wiaro oszołomom to aby bardziej korzystali z
                                                    dobrodziejstw fizycznego istnienia a nie bujali w czarnych dziurach
                                                    własnej wyobraźni. Bo jeśli bóg jakiś istnieje to przyjdzie do
                                                    każdego i zapyta co zrobiłeś z tym co ci dałem? Czy uszom pozwalałeś
                                                    się napawać piękną muzyką i odgłosami natury którą stworzyłem? Czy
                                                    oczom pozwalałeś się cieszyć wspaniałością ludzkiego ciała jakie
                                                    stworzyłem? Czy ciału dałeś wszystko co możliwe by w doznaniach
                                                    możliwych tonęło tak często jak pragnęło? Czy umiałes wykorzystać
                                                    logikę i inteligencję jaką ci dałem? Bóg za pewne zadałby jeszcze
                                                    więcej podobnych pytań i okazałoby się, że na każde odpowiedź jest-
                                                    NIE. Na to bóg zapewne powiedziałby na koniec…to na ch….j ci to
                                                    wszystko skoro z tego nie umiałeś korzystać? Dalej jazda pętaku nie
                                                    zasługujesz na nic co dla ciebie stworzyłem i dla tego odbieram ci
                                                    wszystko głupcze-giń.

                                                    Ja wiem jedno na każde z tych pytań u mnie odpowiedź będzie po
                                                    trzykroć tak.
                                                  • rebeca9999 Re: Do widzetotak 18.12.07, 02:24
                                                    Nie mam juz sił do rozpisywania sie. Powiemtotak: Kocham Cie za wszystkie Twoje
                                                    wypowiedzi. Otwarta na WSZYSTKO any-:klerykałka, religijna, kołtuńska,
                                                    Dulszczyzne, itp. itd. Pozdrawiam.
                                  • ania.downar Re: Fakt, to, że 2+2=4 to tylko nasze subiektywne 22.11.07, 17:51
                                    Generalnie Twoj post trzyma sie kupy i niby przekonuje, ze taki styl
                                    zycia jest pozazdroszczenia godny. Gdyby nie ten fragment:
                                    "Tak mijały lata w, których
                                    przewinęło się przez moje wyrko wieeeeele kobiet. Jak miałem ochotę
                                    na sex to zwyczajnie nakręcałem się filmami, a jak już mnie
                                    przyciskało to szedłem na łowy i coś sobie podrywałem. Robiłem to
                                    tak często jak tylko miałem potrzebę i jak mi się chciało bo nie
                                    zawsze potrzeba szła w parze z chęcią latania po mieście i szukania
                                    jakiejś zagubionej duszy do pukania i kochania."

                                    Zwlaszcza ta "zagubiona dusza" brzmi fatalnie. Jak znam zycie,
                                    zostawiles po sobie pobojowisko kobiet, ktore przeklinaja Cie po
                                    dzis dzien. Zgodnie z zasadami czystej bilogii masz oczywiscie prawo
                                    miec to w d*.
                                    • quadrophenic Re: Fakt, to, że 2+2=4 to tylko nasze subiektywne 22.11.07, 18:20
                                      ania.downar napisała:

                                      > Jak znam zycie,
                                      > zostawiles po sobie pobojowisko kobiet, ktore przeklinaja Cie po
                                      > dzis dzien. Zgodnie z zasadami czystej bilogii masz oczywiscie
                                      prawo
                                      > miec to w d*.

                                      Moim zdaniem - ale tylko moim - facet albo jest uzależniony, albo...
                                      jest kompletnym egoistą. Albo jedno i drugie.
                                      • ania.downar Re: Fakt, to, że 2+2=4 to tylko nasze subiektywne 22.11.07, 19:12
                                        Nie wiem co gorsze...
                                        • qpalzm Re: Fakt, to, że 2+2=4 to tylko nasze subiektywne 22.11.07, 20:33
                                          A dlaczego obie (przedmówczynie) wykluczacie istnienie kobiet,
                                          które w kwestii seksualności mają poglądy (i potrzeby) podobne do
                                          autora komentowanego listu? Ja zakładam, że autor nie jest
                                          gwałcicielem, ani nie "polował na kobiety z nagonką", tylko
                                          uprawiał seks z tymi, które również tego chciały. Skąd więc
                                          owe "tabuny" nieszczęśliwych kobiet, jakie "zostawił za sobą"? Po
                                          co ten patos i sztucznie wywoływana groza?
      • aaron_agorenstein Re: Seks boli czy raczej głowa? 15.11.07, 15:55
        Ty obywasz się bez wyobrażeń? I pewnie uważasz się za "trzeźwego
        racjonalistę"? W takim razie bądź konsekwentny i zrezygnuj np. ze
        stawiania sobie celów, z planowania itp., gdyż tzw. przyszłość jest
        nieuchronnie zawsze tylko wyobrażeniem. Nawet w zwykłym myśleniu o
        tym, co zrobisz jutro, oddajesz się WYŁĄCZNIE fantazjom, a składając
        dowolną obietnicę bezczelnie wciskasz ludziom ciemnotę wywołując w
        nich określone wyobrażenia (np. wyobrażenie 100 złotych, które
        oddasz pojutrze).
        • acid.jazz Re: Seks boli czy raczej głowa? 15.11.07, 22:26
          Ale bredzisz
        • burlasino Re: Seks boli czy raczej głowa? 21.11.07, 14:55
          aaron_agorenstein napisał:

          > Ty obywasz się bez wyobrażeń? I pewnie uważasz się za "trzeźwego
          > racjonalistę"? W takim razie bądź konsekwentny i zrezygnuj np. ze
          > stawiania sobie celów, z planowania itp., gdyż tzw. przyszłość
          jest
          > nieuchronnie zawsze tylko wyobrażeniem. Nawet w zwykłym myśleniu
          o
          > tym, co zrobisz jutro, oddajesz się WYŁĄCZNIE fantazjom, a
          składając
          > dowolną obietnicę bezczelnie wciskasz ludziom ciemnotę wywołując
          w
          > nich określone wyobrażenia (np. wyobrażenie 100 złotych, które
          > oddasz pojutrze).

          Kombinujesz, Kolego, jak koń pod górę. Pojutrze to jest realność,
          która (nieuchronnie) nastąpi, podobnie jak 100 złotych, które ma
          fizyczny desygnat. Natomiast Bóg to TYLKO wyobrażenie,
          nieziszczalne i niesprawdzalne w żaden sposób. Pojęcie, które nie
          ma desygnatu (log. jednostkowy przedmiot materialny odpowiadający
          nazwie).
    • martwicamoozgu Seks boli 14.11.07, 16:38
      Jestem uzależniona od seksu. Moim wzorcem jest też masturbacja. Wiem jak to
      boli. Uzależnienie może być fizyczne, jak od narkotyków - od substancji
      wydzielanych podczas orgazmu. Tacy ludzie jak ja nie umieją w inny sposób
      zaspokajać swojego olbrzymiego głodu bliskości, poczucia pustki i nieradzenia
      sobie z uczuciami, jak tylko poprzez ucieczkę. Ja uciekałam w seks, w alkohol, w
      papierosy, internet, jedzenie. Kiedy seks czy jedzenie niszczą ci życie to
      wykracza poza zaspokajanie normalnych potrzeb. Abstynencja seksualna nie ma
      trwać do końca życia. Wręcz przeciwnie. Ale potrzebna jest jako czas, w którym
      chemia mózgu może dojść do równowagi i jako czas oczyszczenia.

      Zdziwiła mnie tylko w tym artykule informacja, że wspólnota liczy sobie tak mało
      osób. Zignorowano istnienie Wspólnoty Augustyńskiej SLAA czyli Anonimowych
      Uzależnionych od Seksu i Miłości. Grup tej wspólnoty (do której należę) jest
      około 30 w całej Polsce, więc jeśli ktoś nie mieszka w Warszawie też może
      znaleźć pomoc.
      • maro29 Re: Seks boli 14.11.07, 18:22
        Hey hey.
        Ludzie. Jesteśmy tylko chemią. Ludzki popęd był budowany od
        początków naszej ewolucji. Bardziej bym się skupił na leczeniu
        poczucia winy niż nad samym popędem. Jak czytałem o tych
        małżeństwach które są w abstynencji to dopiero widziałem w tym
        straszną chorobę. To tak jakby z obżarstwa leczyć się nic nie jedząc
        przez pierwszy tydzień. To jakiś absurd. Może lepiej nauczyć się
        kontrolować siebie. Wtedy może być łatwiej. A może zając myśli czymś
        innym. (innym nałogiem) - czytanie książek, gry, sport, czy co tam
        jeszcze.
      • dar61 Też jestem od jedzenia uzależniony. Próbuję... 15.11.07, 13:39
        ...się uniezależnić. Całymi godzinami próbuję - nie
        wychodzi!...
        Kiedyś wytrzymałem 3 dni.
        Na 3. dzień doznałem błogości "niechcenia"...
        Zacząłem znów - z przyzwyczajenia.
        Polską metodą: "NO CO, ZE MNĄ KANAPKI NIE ZJESZ?!!!"
        .
        Nb. dodam, że ani na nadczynność, ani na niedoczynność
        żuchwy nie cierpię...
      • v-ger A może... 15.11.07, 21:05
        > Tacy ludzie jak ja nie umieją w inny sposób
        > zaspokajać swojego olbrzymiego głodu bliskości, poczucia pustki i
        nieradzenia
        > sobie z uczuciami, jak tylko poprzez ucieczkę.

        Nie umiesz w inny sposób? Może... A może obawiasz się, że nie
        umiałabyś "w inny sposób"? A może wydaje Ci się, że nikt nie
        chciałby być z Tobą "w inny sposób", bo "nie jesteś dość dobra"?
        albo jakiekolwiek inne destrukcyjne przekonanie, które uznałaś za
        prawdziwe? Może uciekasz w masturbację, jedzenie, alkohol lub
        cokolwiek innego, bo wydaje Ci się, że wszystkie inne drzwi są
        zamknięte?
        Nie, nie chcę, byś odpowiadała mnie lub komukolwiek na tym forum.
        Zadaj to pytanie sama sobie. A potem skontaktuj się z terapeutą,
        psychologiem, czy cholera wie kim. Bo to, o czym piszą w artykule,
        wydaje mi się jakimś strasznym "chałupnictwem" psychoterapeutycznym.
    • abhaod ceną jest samotność, i czasami, w efekcie, 14.11.07, 20:45
      wolność od Boga
    • dar61 Wszyscy jesteśmy nałogowcami 15.11.07, 13:28
      Wszyscy jesteśmy nałogowcami. Bez tych endorfin - ród
      ludzki by zanikł!
    • dar61 zmyłka w polszczyźnie z tym "sponsorem" 15.11.07, 13:31
      Następne przyswojone polszczyźnie słowo podlega
      degeneracji znaczeniowej.
      .
      Inne "degeneratyzmy":
      "Dywizja przystępuje do walki...o koronę
      pierwszeństwa" - to z informacji sportowych.
      O hokeju albo o koszykowej piłce...
    • andrecz Seks boli 15.11.07, 15:32
      a czemu jest mowa tylko o facetach? myslicie ze to tylko ich dotyczy?
    • latkino niech mi ktos powie co to jest "myting" ? 15.11.07, 16:56
      meeting to wiem ale w tej formie i to jeszcze tak uporczywie powtarzanej sie
      nie spotkalam....
      • rodned Spoko, PWN tez nie zna takiego slowa 16.11.07, 04:53
        ale dzisiaj w gazetach uzywa sie slow "spieprzaj" "wku..c", wiec i myting sie da :)
        • rodned Re: Spoko, PWN tez nie zna takiego slowa 16.11.07, 04:58
          ehhh no i o to mi chodzi, w komentarzu automatycznie wykropkowane, ale w gazecie
          da sie wydrukowac w calosci.....zenada
    • heinrichmiller Seks boli 15.11.07, 17:01
      wszystko pięknie, tego typu organizacje są potrzebne, tylko gnębi mnie jedna
      rzecz: co z seksoholikami, którzy nie wierzą w Boga? komu mają "oddawać" swój
      nałóg? czy żeby zerwać z nałogiem, rzeczywiście muszą zrezygnować ze swojego
      światopoglądu i kwestii wiary/niewiary?
      • kocia_noga Re: Seks boli 15.11.07, 17:21
        Niczego nie muszą i wersja oryginalna to 'istota wyższa,jakkolwiek
        ją rozumiem' czy jakoś tak, może być to inny czlowiek lub cokolwiek,
        np idea dobra.Autor ciut przekłamał albo niefortunnie użył słów
        które źle się kojarzą, mianowicie z nahalnym katolicyzmem.
        Niepotrzebnie włos się jeży.Chodzi o to,żeby uzależniony,cierpiący
        człowiek odwołał się doczegokolwiek większego=silniejszego od niego.
        Druga sprawa to ta modlitwa, też może się źle kojarzyć, a
        wystarczyłoby użyć innego zwrotu,zeby było i prawdziwiej i
        strawniej.Katolik może się pomodlić do swojego katolickiego boga,
        ateista oddać swoje pokusy sile wyższej takiej jak ją rozumie.
        • maymay Re: Seks boli 15.11.07, 17:35
          kocia_noga napisała:

          ateista oddać swoje pokusy sile wyższej takiej jak ją rozumie.

          Ale wlasnie oto chodzi, ze ateista nie wierzy w istnienie
          zadnej "sily wyzszej", ktore to okreslenie to po prostu inne
          odniesienie do Boga. Ateista jest materialista i nie wierzy w jakies
          nieokreslone byty typu "sila wyzsza".
          • racheela Re: Seks boli 15.11.07, 18:10
            a skad ty masz taka wiedze, ze ateista to materialista? Bo ja mam
            tak jakos podobne zdanie na temat wielu katolików, tylko że oni
            mysla, że Boga i odpuszczenie grzechów mozna sobie kupic dając
            wiecej na tace. Myslisz, ze dlaczego księza krzycza z ambony i
            wymieniaja liste nazwisk tych, ktorzy nie wpłacili odpowiedniej
            sumki na "nowy dach"? A Bóg, jesli JEST, kocha Ciebie - katolika,
            tak samo jak ATEISTE. I nie łudź sie ze jest inaczej.
            • eo13303 Re: Seks boli 15.11.07, 18:58
              > a skad ty masz taka wiedze, ze ateista to materialista? Bo ja mam
              > tak jakos podobne zdanie na temat wielu katolików, tylko że oni
              > mysla, że Boga i odpuszczenie grzechów mozna sobie kupic dając
              > wiecej na tace.

              Się wtrącę, ale mam wrażenie że maymay chodzi o pierwotną definicję
              materialisty, jako kogoś kto w swoim światopoglądzie odrzuca wszystko co
              niematerialne (a dokładniej, niefizyczne). W takim znaczeniu, ateistę można
              nazwać materialistą, chociaż w potocznym języku słowo to nabrało pejoratywnych
              znaczeń.

              > sumki na "nowy dach"? A Bóg, jesli JEST, kocha Ciebie - katolika,
              > tak samo jak ATEISTE. I nie łudź sie ze jest inaczej.

              A to już jest, jakby, Twoja opinia ;)
            • maymay Re: Seks boli 15.11.07, 18:58
              racheela, twoj post jest zupelnie niepotrzebny. Zle mnie
              zrozumialas, materailista w moim poscie odnosi sie do osoby
              czerpiacej z pradu filozoficznego - materializmu. Wzielam mnie za
              jakiegos zacietrzewionego katola, co nie moze byc dalsze od prawdy.
              • eo13303 Re: Seks boli 15.11.07, 19:05
                Q.E.D. :)
            • wodud Re: Seks boli 29.11.07, 03:03
              To oznacz, że są psudokatolikami. Powiedz im tak:
              Jr7,3:
              To mówi Pan Zastępów, Bóg Izraela: Poprawcie postępowanie i wasze
              uczynki, a pozwolę wam mieszkać na tym miejscu.
              4 Nie ufajcie słowom kłamliwym, głoszącym: "Świątynia Pańska,
              świątynia Pańska, świątynia Pańska!"
              5 Albowiem jeżeli naprawdę poprawicie wasze postępowanie i jeżeli
              będziecie się kierować wyłącznie sprawiedliwością jeden wobec
              drugiego,
              6 jeśli nie będziecie uciskać cudzoziemca, sieroty i wdowy i jeśli
              krwi niewinnej nie będziecie rozlewać na tym miejscu i jeżeli nie
              pójdziecie za obcymi bogami na waszą zgubę,
              7 wtedy pozwolę wam mieszkać na tym miejscu w ziemi, którą dałem
              przodkom waszym od dawna i na zawsze.
              8 Oto wy na próżno pokładacie ufność w zwodniczych słowach.
              9 Nieprawda? Kraść, zabijać, cudzołożyć, przysięgać fałszywie, palić
              kadzidło Baalowi, chodzić za obcymi bogami, których nie znacie...
              10 A potem przychodzicie i stajecie przede Mną w tym domu, nad
              którym wzywano mojego imienia, i mówicie: "Oto jesteśmy bezpieczni",
              by móc nadal popełniać te wszystkie występki.
              • widzetotak Re: Seks boli a głupota nie----każdego :) 29.11.07, 04:49
                MOJA ODPOWIEDŹ JEST DUŻYMI LITERAMI:

                1. Sporo chrześcijan jakich znam, nie przeżywa swojej wiary jako coś
                domniemanym, ale czymś co istnieje i oni doświadczyli tego
                istnienia.TO TYLKO ICH SUBIEKTYWNE WYOBRAŻENIA NAKRĘCANE ZEWNĘTRZNĄ
                INDOKTRYNACJĄ I UŁOMNOŚCIĄ WYOBRAŹNI, KTÓRA DZIAŁA U NICH NA
                ZASADZIE CHORYCH WIZJI POWODOWANYCH SZWANKOWANIEM UMYSŁU.
                Wielu ludzi spotkało Boga, wielu doznało cudów. PROSZĘ O JEDEN
                DOWÓD NA FAKT SPOTKANIA BOGA PRZEZ KOGOKOLWIEK. BO JAK NA RAZIE Z
                TYCH NIBY SPOTKAŃ BOGA NIC NIE WYNIKA DLA LUDZKOŚCI A TYLKO CORAZ
                WIĘCEJ ŚMIECHU JEST Z TEGO. DOZNALI CUDÓW??? NIE MA CUDÓW I NAWET
                JAK ODROŚNIE RĘKA TO RACZEJ ZA SPRAWĄ TKWIĄCYCH W CZŁOWIEKU SIŁ
                REGENERACYJNYCH A NIE ZA SPRAWĄ BOGA I NAWET JAK W WYPADKU AUTOBUSU
                ZGINIE PIĘĆDZIESIĘCIU A JEDEN SIĘ OSTANIE TO NIE JEST CUD TYLKO TAKI
                PRZYPADEK AKURAT SZCZĘŚLIWY.Wielu
                ludzi wierzy w miłość, a chrześcijaństwo jest wiarą w dobrą nowinę,
                że Bóg nas kocha. TAK KOCHA, ŻE TĘ MIŁOŚĆ DZIELI SPRAWIEDLIWIE NO
                NIE? HEHEHE RAZY 100! A NAJFAJNIEJSZE JEST W TYM TO, ŻE O TEJ
                MIŁOŚCI BOGA NAWIJAJĄ CI CO MAJĄ RAKA, DAUNOWSKIE DZIECI, BRAK
                PIENIĘDZY, I OGÓLNIE SĄ NIEUDACZNIKAMI, KTÓRYM ZWYCZAJNIE SIĘ NIE
                WIEDZIE, ALE OCZYWIŚCIE TO JUŻ ZA SPRAWĄ SZATANA NO NIE? Wiele ludzi
                doświadcza tej miłości. A ILU NIE DOŚWIADCZA? WYSTARCZY SKOCZYĆ DO
                ETIOPII, AFRYKI CZY DALEKO SIĘGAĆ TU NA PRAGĘ GDZIE MAŁOLETNIE
                PROSTYTUTKI WESPÓŁ Z NASTOLETNIMI ZŁODZIEJAMI GRASUJĄ PO
                ZASMRODZONYCH PODWÓRKACH NAPADAJĄC NA STARUSZKI I SŁABSZYCH. Ja też.
                TYLKO POZAZDROŚCIĆ!!!! Po prostu mało wiesz o chrześcijaństwie, może
                nigdy nie spotkałeś
                Boga, niegdy może nie chciałeś. O TAK NIE SPOTKAŁEM I NIE MAM
                ZAMIARU BO BYM SIĘ TYLKO WKYRZYŁ I NIE WIEM CZY NIE PRASNĄŁBYM GO W
                RYJ O ILE GO MA BO MOŻE ZAMIAST GĘBY MA COŚ W RODZAJU OBŁOKA ENERGII
                LUB NIEBIAŃSKIEGO ŚWIATŁA?
                2. "Aby Bóg mógł stworzyć świat musiałby
                być "wszechmocny", zaś będąc wszechmocnym nie miałby żadnych
                potrzeb do zaspokojenia. A SKĄD PEWNOŚĆ, ŻE BYCIE WSZECHMOCNYM
                ELIMINUJE POTRZEBY? zatem po jaką cholerę miałby stwarzać
                cokolwiek, w tym tak nieudany produkt jak człowiek." MOŻE PO TO BY
                WCIELAC SIĘ WEŃ I DOŚWIADCZAĆ TEGO CO JEGO WŁASNE DZIEŁO? TO TYLKO
                JEDNO PRZYPUSZCENIE Z TYSIĘCY MOŻLIWYCH.
                "Bóg nie stworzył świata, bo nie istnieją logiczne powody, dla
                których miałby go tworzyć, ani nie mógłby stworzyć go takim, jaki
                jest."Bóg jest wszechmocny i nieskończony (każda miara jest za mała
                żeby
                go opisać) i nie potrzebował nic stwarzać, żeby mu było lepiej. A
                CZEMU STWARZANIE PRZEZ DOMNIEMANEGO BOGA CZEGOKOLWIEK POSTRZEGASZ
                POPRZEZ PRZEKONANIE, ŻE MIAŁOBY MU BYĆ PRZEZ TO LEPIEJ? PRZECIEŻ
                JEGO STWARZANIE NI KONIECZNIE MOGŁOBY BYĆ KIEROWNE CHĘCIĄ
                POLEPSZENIA SOBIE BYTU. PEWNIE STWARZANIE DLA DOMNIEMANEGO BOGA JEST
                JAKIMŚ TAM BLIŻEJ NIEOKREŚLONYM DOZNANIEM I TO JUŻ SAMO W SOBIE MOŻE
                BYĆ POWODEM. TAK SAMO JAK W BIBLI PISZĄ, ŻE BÓG LUBIAŁ SE PONIUCHAĆ
                SMRÓD PALONYCH CIAŁ ZWIERZĄT BO TO MIŁA WOŃ DLA PANA PODOBNO BYŁA,
                WIĘC CZY TO NIUCHANIE JEST LOGICZNE? POPRAWIAJĄCE JEGO BYT? I W
                OGÓLE RACJONALNE?
                Rzeczywiście, to jest fakt, nie banalny fakt. (Niebanalny, bo jest
                jedno ale. Właśnie poprzez stwarzanie mógłby zaspokoić potrzebę
                tworzenia. Ale się okazuje że wtedy mógłby spróbować utworzyć coś
                tak niesamowitego jak On sam. ). O WŁASNIE I TU MOŻNA SIĘ ZGODZIĆ-JA
                TEŻ GDYBYM MÓGŁ STWORZYŁBYM SOBIE RÓWNEGO MOŻE W TEDY MIAŁBYM
                WREŚCIE Z KIM O TYM WSZYSTKIM POGADAĆ NA POZIOMIE :)

                Mimowszystko Bóg stworzył całe mnóstwo stworzeń, i nie dla tego,
                żeby to mu coś dodawało, wszak już jest nieskończony. SKĄD PEWNOŚĆ,
                ŻE BÓG JEST NIESKOŃCZONY? SKĄD PEWNOŚĆ, ŻE ZWIERZĘTA I LUDZIE TO
                JEGO DZIEŁO?
                Bóg mając wszystkie swoje potrzeby zaspokojone w sposób doskonały.
                Zapragnął w swojej woli podzielić się tym szczęściem. I dlatego
                stworzył byty widzialne i niewidzialne.
                Więc nie potrzeba, a miłość była motorem stworzenia. Każdy znas
                powstał bo Bóg zapragnął podzielić się swoją wszechmocą, i udzielić
                nam swojej Miłości. ZARAZ, ZARAZ SKORO NAJPIERW BYŁ BÓG I NIC POZA
                NIM, TO JAK BÓG MÓGŁ CZUĆ MIŁOŚĆ SKORO NIE MIAŁ KOGO JESZCZE
                KOCHAĆ? BÓG NIE MÓGŁ CZUĆ MIŁOŚCI BĘDĄC SAMOZASPAKAJALNĄ ISTOTĄ BO
                PO CO MIAŁBY JĄ CZUĆ I DO KOGO? CHYBA, ŻE DO SAMEGO SIEBIE A TO
                PARANOJA. NO, ALE DOBRA NIECH BĘDZIE, ŻE MIAŁ OD ZAWSZE TE MIŁOŚĆ W
                SOBIE I TAK KOCHAŁ, ŻE COŚ MU SIĘ W TYCH NASZYCH GENACH POJ...ŁO, ŻE
                STWORZYŁ DAUNÓW, PSYCHOLI, BANDYTÓW I KOGO TAM JESZCZE….HM NO TYCH
                JAK IM TAM”PEDOFILI”
                3. "A zatem po jaką cholerę miałby stwarzać
                cokolwiek, w tym tak nieudany produkt jak człowiek. "
                Bogu człowiek bardzo dobrze wyszedł. O TAK CZEGO JA JESTEM
                PRZYKŁADEM!!! Jak się czyta Biblię, to jest
                napisane, że wszystko co Bóg stwarzał było dobre. NAWET TEN WĄŻ CO
                TO EWĘ ZWÓDŁ? Przy człowieku
                jest, że dzieło było bardzo dobre. NO JEST TYLKO TO, ŻE TAK JEST
                NAPISANE NIE OZNACZA PRAWDY-NIESTETY :(
                Aby człowiek był podobny do Boga musiał umieć kochać. NO TO ZARAZ
                JEST PODOBNY CZY NIE JEST BO JEŚLI MA BYĆ UDANYM PRODUKTEM TO SIŁĄ
                RZECZY MUSI UMIĆ KOCHAĆ A JAK NIE UMI TO JEST DO D… MÓWIĄC
                KOLOKWIALNIE A WIĘC NIE JEST DOBRY!!! Żeby można
                było kochać kogoś (wybierać dobro dla kogoś), trzeba umieć
                wybierać. NO TO WŁAŚNIE POKAZUJĘ, ŻE UMIEM :)
                Innymi trzeba mieć wolną wole. O TAK TRZEBA MIEĆ WOLNĄ WOLĘ A SKORO
                MAM WOLNĄ WOLĘ DANĄ OD BOGA TO SE ZMATERIALIZUJĘ ZARAZ WALIZKĘ
                PIENIĘDZY BY KUPIĆ WYMARZONY SAMOCHÓD-CO TAM WALIZKĘ PIENIĘDZY!!!
                ZMATERIALIZUJĘ SOBIE TEN SAMOCHÓD-O JUŻ STOI POD OKNEM POPATRZCIE
                JAKĄ MAM WOLNĄ WOLĘ!!!! Ale jeżeli ma się wolę to możne też
                dążyć do zła. DO ZŁA, KTÓRE PRZECIEŻ STWORZYŁ BÓG NO NIE? CZY MOŻE
                SIĘ MYLĘ?
                I pierwsi ludzie ulegli złu, przestali ufać Bogu i ulegli egoizmowi.
                EGOIZMOWI? HM A SKĄD TEN EGOIZM SIĘ WZIĄŁ? CZYŻ NIE OD BOGA?
                W następnym pokoleniu już były morderstwa itp. i tak to się
                rozprzestrzeniło. EEE COŚ MI TU ZALATUJE NAJCZYSTRZĄ
                IRRACJONALNOŚCIĄ DOMNIEMYWAŃ I PRZEKONAŃ. Znamy tylko dwoje ludzi
                którzy nie zatracili
                swojej pierwotnej (w zamyśle stwórcy) świętości: Miriam i Jej syn
                Jezus z Nazaretu. Jeżeli chodzi o Miriam to wg. apokalipsy jest
                Królową Nieba. NO-ALE TYLKO WEDŁUG APOKALIPSY-PISMA WYMYŚLONEGO
                PRZEZ PARANOIKÓW LUB BARDZO PRZEBIEGŁYCH KRĘTACZY. Żaden anioł,
                archanioł, cherubin nie jest większy od
                pewnej Kobiety. Co więcej, każdy z nas ma szanse się budować i
                stawać się bardziej "prawdziwie ludzki" (tak jak Jezus czy Miriam).
                STAWAĆ SIĘ BARDZIEJ LUDZKI? TO ZNACZY CORAZ GŁUPSZY, BARDZIEJ ZŁY
                NIŻ JEST I CORAZ BARDZIEJ NĘKANY PRZEZ CHOROBY I WADY GENETYCZNE?
                CZY MOŻE CORAZ BARDZIEJ BOSKI I DOSKONAŁY POWINNO BYĆ?
                (Inna sprawa, że mamy przeciwników w tym dążeniu.) NO A TY NIE
                JESTEŚ TEGO PRZYKŁADEM??!!!
                Więc nie jest prawdą, ze ludzie to nieudany produkt. WÓJT SWOJE A
                CHŁOP SWOJE :)
                Rzeczywiście gdyby był nieudany, Bóg by ludzi nie stworzył. ACHA TO
                FAKT ISTNIENIA DAUNÓW, PSYCHOLI, CHORYCH NA RAKA, GŁÓPCÓW I
                PEDOFILÓW NIE JEST PRODUKTEM NIEUDANYM?
                4. Jeżeli chcesz się dowiedzieć, poczytaj Biblie. JA JĄ CZYTAŁEM 3
                RAZY. Poczytaj mistyków
                (ludzi którzy przeżyli niezwykłą bliskość Boga), poczytaj doktorów
                kościoła. POWINNO BYĆ – POCZYTAJ PARANOIKÓW, KTÓRYCH WIZJE NIE SĄ
                INSPIROWANE BOSKĄ MIŁOŚCIĄ TYLKO WYOBRAŻENIEM BOSKIEJ MIŁOŚCI.
                Wierz mi wielu ludzi zastanawiało się nad takimi pytaniami jak ty.
                NO I DO JAKICH WNIOSKÓW DOCHODZILI, ŻE SĄ DOBRZY I NIE SĄ ZŁYMI
                PRODUKTAMI?
                Najmądrzejsi nawet filozofowie. OCZYWIŚCIE, KTÓRZY NIGDY SIĘ NIE
                MYLĄ CO?
                5. "Potrafisz to wszystko sobie jakoś wyobrazić? Bo ja nie." ŁOJ TO
                COŚ CI BÓG MAŁO WYOBRAŹNI DAŁ, NO ALE TO TAKI MALUSIEŃKI DROBIAZG W
                TEJ JEGO TWÓRCZEJ DOSKONAŁEJ PRACY CZEGO TY JESTEŚ PRZEJAWEM I
                MANIFESTACJĄ BOSKIEGO DOBRA I DOSKONAŁOŚCI.
                Ja potrafie sobie to jakoś wyobrazić. Jak mam jakieś pytania to
                szukam odpowiedzi. Do tej pory nie znalazłem dziury, a już troch
                • widzetotak Re: Seks boli a głupota nie----każdego :) 29.11.07, 04:51
                  ....a już trochę w
                  tym siedzę. TAK, TAK POTRAFISZ SOBIE TO WYOBRAZIĆ TYLKO NIE
                  POTRAFISZ SOBIE WYOBRAZIĆ, ŻE WYOBRAŻASZ SOBIE TO WSZYSTKO PATRZĄC
                  TYLKO POPRZEZ PRYZMAT POTENCJAŁU WŁASNEJ WYOBRAŹNI. ROZUMIESZ CZY
                  NIE UMIESZ SOBIE TEGO WYOBRAZIĆ? MÓWISZ, ŻE NIE ZNALAZŁEŚ DZIURY W
                  TYM WSZYSTKIM? KURCZE! NAPRAWDĘ NIE WIDZISZ ŻADNYCH SPRZECZNOŚCI W
                  TYM ZA CZYM TAK OBSTAJESZ? WIĘC JEŚLI TEJ ZIMY DOPADNIE CIĘ
                  KATARZYSKO I WYSOKA GORĄCZKA PRZEZ, KTÓRA BĘDZIESZ SIĘ DUSIŁ I
                  MĘCZYŁ TYDZIEŃ Z POWIKŁANIAMI TO TEŻ TEJ DZIÓRY NIE ZOBACZYSZ? A
                  JEŚLI UMYSŁ CI ZASZWANKUJE I ZAPOMNISZ WYCHODZĄC Z DOMU ZAMKNĄĆ
                  DRZWI I PO POWROCIE ZOBACZYSZ, ŻE ZOSTAŁEŚ OKRADZIONY TO TEŻ TEJ
                  DZIURY NIE ZOBACZYSZ?
                  PS
                  SŁUCHAJCIE CI CO MAJĄ KONTAKT Z BOGIEM. POWIEDZCIE MU, ŻE CHCĘ MIEĆ
                  TEN SAMOCHÓD, A JAK MI NIE DA TO CHMWD. :)
                  • wodud Re: Seks boli a głupota nie----każdego :) 01.12.07, 03:08
                    Moja odpowiedź była dla qpalzm. W niej były zawarte jego wypowiedzi
                    jako cytaty (były w cudzysłowiu). I widzetotak obsmarowywał moją
                    wypowiedź i qpalzm, obie przypisując mnie i posądzając jeszcze o
                    ewidentne sprzeczności.
                    No po prostu bomba.
                    • widzetotak Re: Seks boli a głupota nie----każdego :) 01.12.07, 05:43
                      a wciale,że nie :) nikogo nie miałem zamiaru obsmarowywywać :) ja
                      tylko polemizowałem z tezami a nie z ludźmi je wysuwającymi no bo te
                      tezy kto by ich nie napisał nie są tezami tych co je napisali tylko
                      tezami dawno istniejącymi pod, którymi Ci co je napisali poniekąd
                      się podpisali co im wybaczam. :) No a tak na margynesie to
                      wiedziałem, ze coś chrzanię w tej odpowiedzi, ale tak mi sie dobrze
                      pisało, że wcale mi sie nie chciało dociekać kto co napisał a kto
                      komu na co odpowiedział :) hehe hrhr huhe heh eehh heee Grunt, żeśmy
                      doszli do sedna prawdy no nie? :))))
                      • v-ger Re: Seks boli a głupota nie----każdego :) 01.12.07, 10:58
                        widzetotak napisał:

                        > ja
                        > tylko polemizowałem z tezami a nie z ludźmi je wysuwającymi no bo
                        te
                        > tezy kto by ich nie napisał nie są tezami tych co je napisali
                        tylko
                        > tezami dawno istniejącymi pod, którymi Ci co je napisali poniekąd
                        > się podpisali co im wybaczam. :)

                        Tezy, które ty wysuwasz, też są tezami dawno istniejącymi, więc o co
                        chodzi? :P
                        • widzetotak Re: Seks boli a głupota nie----każdego :) 02.12.07, 01:59
                          g...prawda! moje tezy są wyjątkowe i putania też- w durzej mierze- a
                          przynajmniej w tej zasadniczej części :) Miało być"pytania" I tu
                          pomieszliśmy putina z putaną co oczywiście nie należy robić bo może
                          wyjść z tego całkiem niezła putina :)
                          • v-ger Re: Seks boli a głupota nie----każdego :) 03.12.07, 00:23
                            widzetotak napisał:

                            > g...prawda! moje tezy są wyjątkowe i putania też

                            Widać mało czytałeś.
                            • widzetotak Re: Seks boli a głupota nie----każdego :) 03.12.07, 03:13
                              Czy mało czytałem? Czy ja wiem? Na pewno wszystkiego nie
                              przeczytałem, a nawet nie wiem czy to co przeczytałem można nazwać
                              wiele lub niewiele. W każdym razie to i owo przeczytałem, ale nie w
                              tym rzecz czy dużo czytałem. Rzecz w tym, że czytając to co czytałem
                              umiałem wyciągnąć właściwe zdroworozsądkowe wnioski, które
                              oczywiście wielokrotnie analizowałem w oparciu o istniejące fakty,
                              artefakty i zjawiska tak umysłowe jak para umysłowe, dokładnie je
                              rozbierając na czynniki pierwsze, a i to nie jestem pewien w wielu
                              kwestiach czy dokopałem się do sedna sprawy. Tak czy siak moje tezy
                              są wyjątkowe co nie znaczy, że podobnym śladem myślowym do mojego
                              nie szło wielu przede mną i równocześnie ze mną nie idzie drugie
                              tyle. Logiczne wnioski i pewien rodzaj wewnętrznej oczywistej
                              wiedzy, niekiedy nie czerpie się z literatury lub przekazów przodków
                              tylko się go jakimś tam sposobem zwyczajnie ma i to wystarczy by nic
                              nie czytając wiedzieć bardzo wiele, ale tego nie zrozumieją ci,
                              którzy swoją wiedzę posiadają wyłącznie za sprawą nauki od innych.
                              Ta wiedza niezbędna do nieco głębszego pojmowania istoty bytu i
                              wielu rzeczy jest jakby czymś co emanuje w przestrzeni samą z siebie
                              i nie każdy ma te właściwości lub potencjał by ją wyczuć, poczuć,
                              odczytać czy jak kto woli przyjąć i zrozumieć. Mnie tego potencjału
                              za pewne również zbyt brakuje bo wielu rzeczy nijak nie idzie pojąć
                              i wytłumaczyć, ale na pewno mam jej wystarczająco dużo by chociaż
                              otrzeć się o prawdę a nie jak większość tworzyć ją i tak
                              paranoidalnie manifestować głosząc absoluty niedorzeczności,
                              konfabulacji i aberracji wyobrażeniowych. I kończąc ten wątek
                              powiem tak, że w większości kwestii jakie rozważam przyjmuję postawę
                              wyczekiwania na rozwiązanie zagadki. To tak jakbym usłyszał pukanie
                              zza drzwi i jeszcze ich nie otworzył by sprawdzić kto tam puka.
                              Zagadką jest kto jest za drzwiami a czas do jej rozwiązania jest
                              marszem do tych drzwi podczas, którego jedynie mogę się zastanawiać,
                              przypuszczać i domniemywać kto puka. Tego i wam radzę by zanim
                              otworzą się drzwi prawdy przed wami nie być pewnym kto za nimi stoi
                              tylko przyjąć tę właśnie postawę wyczekiwania. I uświadomcie sobie
                              jeden możliwy i chyba najbardziej możliwy fakt, że tej prawdy
                              stojącej za drzwiami nigdy możecie nie zobaczyć, a usilne otwieranie
                              tych drzwi w nadziei, że prawda tam stoi jest zbędne bo jeśli sama
                              nie zapuka to jej tam nie zobaczycie i pozostaje siedzenie w
                              wygodnym fotelu i snucie domysłów o tym kiedy prawda sama zapuka i
                              jak ona naprawdę wygląda. Oczywiście to była tylko przenośnia i
                              czasem warto otworzyć te drzwi i poszukać jej za nimi wykorzystując
                              zdrowy rozsądek i zmysły - tylko na domniemanego Boga- rozsądnie,
                              rozsądnie !!!!
                • jaka.to.melodiaa @widzetotak 25.04.08, 22:32
                  "może nigdy nie spotkałeś Boga, niegdy może nie chciałeś. O TAK NIE
                  SPOTKAŁEM I NIE MAM ZAMIARU BO BYM SIĘ TYLKO WKYRZYŁ I NIE WIEM CZY
                  NIE PRASNĄŁBYM GO W RYJ O ILE GO MA BO MOŻE ZAMIAST GĘBY MA COŚ W
                  RODZAJU OBŁOKA ENERGII LUB NIEBIAŃSKIEGO ŚWIATŁA? "
                  o ja nie moge siedze i kwicze ze śmiechu, człowieku jestes moim
                  idolem! a co do tematu mnie tez to zastanowilo jestem ateistka i nie
                  wierze w ZADNE sily wyzsze wiec jakbym miala potrzebowac pomocy od
                  takiego stpowarzyszenia to widze ze mam przesr.ne
        • latkino nachalny katolicyzm ? 15.11.07, 17:35
          -czy w tym kraju ludzie naprawde czuja sie zmuszeni do bycia katolikami do tego
          stopnia,ze juz wszystko co zawiera slowa takie jak Bóg czy modlitwa utożsamiane
          bylo właśnie z tym wyznaniem ?? - przcież chrzescijanstwo ma wiele odmian-to
          raz,a poza tym skąd to przewrażliwienie - Twoja wypowiedz brzmi jakby w imię
          "poprawności politycznej" należalo unikac wszelkich skojarzeń z religijnością
          (katolicką w pierwszym rzędzie)
          poza tym mały błąd logiczny - ateista to ktoś,kto nie uznaje żADNYCH sił
          wyższych. niewierzący nie wierzy w nic. komuś takiemu faktycznie ciężko zerwać z
          tego typu nałogiem - bo w jego świadomości może polegać tylko na własnych siłach
          • greg_k Re: nachalny katolicyzm ? 16.11.07, 12:37
            "-czy w tym kraju ludzie naprawde czuja sie zmuszeni do bycia katolikami do tego
            stopnia,ze juz wszystko co zawiera slowa takie jak Bóg czy modlitwa utożsamiane
            bylo właśnie z tym wyznaniem ??"
            ...
            tak
      • lukasz.k7 Re: Seks boli 15.11.07, 18:14
        Też się nad tym zastanawiałem czytając ten artykuł. Odniosłem
        nieodparte wrażenie, że ktoś próbuje wtłoczyć do jednego kotła
        rozwiązłość, uleganie słabościom, z brakiem religijności.
        Tak, jakby nie było sekso-holików wśród księży i zakonników.
        • ewa_naranjes Re: Seks boli 15.11.07, 18:36
          wiecie to nie jest wtłaczanie w katolicyzm.12 kroków obowiązuje i w
          AA i uwspóluzaleznionych.Fakt ,że początkowo można ulec złudzeniu,że
          chodzi tu o boga.Ale zapewniam was,że mozna również poslużyc się
          ideą, umysłam itd.Modlić się tez nie trzeba.
    • luminat Fikcja literacka Wybiorczej 15.11.07, 18:43
      To co redaktor opisal w tym eseju ma nie wiele wspolnego w prawdziwym
      seksohlizmem. Wymyslil pare historyjek, ktore sie nie trzymaja kupy i mysli, ze
      ludzie to kupią...

      "masturbujacy sie siedmiolatek" - to pozostawiam bez komentarza, onża płytkość
      wypocin redaktorzyny
      • aniaania20 Re: Fikcja literacka Wybiorczej 15.11.07, 18:54
        Zgadzam sie w stu procentach z przedmowca.
        • matrek Re: Fikcja literacka Wybiorczej 17.11.07, 04:09
          aniaania20 napisała:

          > Zgadzam sie w stu procentach z przedmowca.

          To znaczym, ze macie mala wiedze o zyciu.
      • acid.jazz Re: Fikcja literacka Wybiorczej 15.11.07, 22:33
        luminat napisał:

        > To co redaktor opisal w tym eseju ma nie wiele wspolnego w prawdziwym
        > seksohlizmem. Wymyslil pare historyjek, ktore sie nie trzymaja kupy i mysli, ze
        > ludzie to kupią...
        >
        > "masturbujacy sie siedmiolatek" - to pozostawiam bez komentarza, onża płytkość
        > wypocin redaktorzyny

        Niewiele wiesz o życiu i małą masz wyobraźnię, tu nie ma żadnych zmyśleń
    • patthecat Sponsoruję gips, jak któremu od tasacji odpadnie 15.11.07, 18:53
      Kretyni i popaprańcy to żadna nowość, tylko niektórym wydaje się, że są unikalni
      :DDD
    • patthecat Jak mijam warzywniak - muszę zapakować w cosik :DD 15.11.07, 19:06
      Ranek, dzień jak każdy inny. Mijam warzywniak. Nagle, ni z tego ni z owego,
      widzę ananasa. Tak bujny, mięsisty, z bujną czuprynką na głowie. Coś we mnie
      zaczyna się buntować. Drapie, swędzi, mrowi. Napięcie (nazwijmy to tak) rośnie.
      A jeszcze te bulwy ziemniaczane. Bezwstydnie zalegające po bokach prężących się,
      dorodnych marchew. Pot występuje na czoło. Zaczynam krzywić się, drżeć, ręce
      mimochodem krążą w okolicach genitaliów. Ale powstrzymuję się. Umysł prymatu nad
      żądzą. Ale potem wchodzę do marketu. Te arbuzy. Te banany prężące się dumnie w
      promocji. Truskaweczki, że palce lizać. Staram się, robię, co mogę. Ale oto, już
      przy mecie, przy kasie, czeka wyuzdana kusicielka. Kasjerka, której uniform
      ciasno opina dorodne piersi. Puszczają mi bezpieczniki. Zaczynam walić,
      wzbudzając oburzenie, przerażone krzyki matek i zainteresowane miny dzieci. A
      może jednak? Może jednak szara substancja powinna wieść prymat nad mięśniem
      między nogami? I jak już mnie tak pogięło, to powinienem z godnością palnąć
      sobie między oczy? :DDD
      • marusia07 Re: Jak mijam warzywniak - muszę zapakować w cosi 15.11.07, 19:44
        PATHECAT, ja ci mówię - wykorzystaj swoja wrażliwość.Nie knebluj się tylko pisz
        książki
        • abhaod Re: Jak mijam warzywniak - muszę zapakować w cosi 15.11.07, 20:04
          popieram, nadliczbowe godziny miłości w supermarkecie.....rydzykowska cenzura
          już odstawiła na najwyższą półkę :)
          autsch.de/showfile.php?filepk=10443
    • uburama Tytuł zapowiada artykuł o seksoholikach. 15.11.07, 19:56
      A w treści jest niemal wyłącznie o brandz...holikach. To permanentne rozmijanie
      się tytułu i treści w mediach /w czołówce są gazeta a jeszcze bardziej onet/ to
      już chyba jakiś zmyłkoholizm, którego bez 12 kroków nie da się wyplenić.
    • uburama Powiedzmy że seksoholik idzie na zebranie grupy 15.11.07, 19:58
      i co mu tam proponują? 12 kroków...
    • drobny_rzezimieszek_niesiolek Chwileczkę... 15.11.07, 20:51
      Żona chciała się kochać tylko RAZ na miesiąc? No to nic dziwnego, że facet wpadł
      w kłopoty. Przesada w żadną stronę nie jest dobra. Oboje powinni się leczyć.
      • v-ger Re: Chwileczkę... 15.11.07, 21:37
        > Żona chciała się kochać tylko RAZ na miesiąc? No to nic dziwnego,
        że facet wpad
        > ł
        > w kłopoty. Przesada w żadną stronę nie jest dobra. Oboje powinni
        się leczyć.

        Zazwyczaj chętnie wracamy do tych doświadczeń, które sprawiają nam
        przyjemność, a unikamy tych, które są dla nas uciążliwe. Jeżeli ONA
        unikała współżycia, to może... może sam sobie dopowiedz?
        A że oboje powinni się leczyć? Zapewne... ale nie tak.
    • obywatel_piszczyk każdy facet jest w jakimś stopniu seksoholikiem 15.11.07, 21:32
      do takiego wniosku doszedłem po przeczytaniu tego tekstu
      • latarnik69 Re: każdy facet jest w jakimś stopniu seksoholiki 28.12.07, 20:20
        obywatel_piszczyk napisał:

        > „do takiego wniosku doszedłem po przeczytaniu tego tekstu”

        Każdy z nas jest uzależniony od oddychania, jedzenia i dobrego traktowania. Nie ma nic złego w sekse. Można przecież wykrwawić się dłubiąc w nosie, ale czasami trzeba bubę wydłubać i przestać.
        Nie dajcie się nabrać na leczenie u purytanów, psujących rodziny i doprowadzających ludzi do depresji. Ja jestem uzależniony do obcowania z grzecznymi ludźmi a uczulony na chamstwo. Czy to źle? Unikajmy chamów, pożyjemy dłużej!
    • to_me Uzależnione kobiety 15.11.07, 22:27
      Czy ktos o nich pomyślał? Bo są takie. I dla niech to jest
      problemem, a raczej nie mają co liczyć na pomoc.

      A ja siedzę i myślę.... jaką mam pewnośc, że mnie, jako przyszłej
      żony to nei spotka...? bardzo mnie zabolal ten artykuł, bo
      seksoholizm to chyba najgorsze z uzależnień.
      • malia211 Re: Uzależnione kobiety 16.11.07, 00:10
        Tak w artykule pominieto kobiety a przeciez takze one zmagaja sie z takim
        uzaleznieniem. Seksoholizm to bagno i jak z kazdego nalogu ciezko z tego wyjsc!
        • quadrophenic Jeste mężem jednej z nich 16.11.07, 02:26
          Moja żona zmaga się z tym problemem. Wyznała mi to - jakiś czas
          temu, po dłuższym chodzeniu na te spotkania SLAA - i przeżyłem
          szok. Nie chcę tutaj pisać - nawet anonimowo - o jej
          przeszłych "ekscesach", o których mi powiedziała. To było dno dna.
          Poznała mnie, wyszła za mnie i myślała, że to wszystko już za nią,
          ale - jak się okazuje - później zaczęła prowadzić podwójne życie.
          Tzn. nie zdradzała mnie, ale pod moją nieobecność sama "odtwarzała"
          swoje "przedmałżeńskie doświadczenia". Więc opowiedziała mi o
          wszystkim; na moich oczach wyrzuciła swoje "zabawki" do zsypu...
          Długo płakała. Nie, nie przestałem jej kochać. Tylko poczułem dla
          niej współczucie. Ona też mówi, że kocha mnie... Mam nadzieję, że
          mówi prawdę, bo nie wiem, chyba bym zwariował...
          Potem wydawało mi się, że wszystko jest już w porządku. Może jestem
          egoistą, a może tylko ignorantem. W każdym razie wydawało mi się, że
          nasze małżeństwo wraca do normy. A parę miesięcy później kolejny
          szok. Powiedziała, że dla jej zdrowienia musimy na rok lub dłużej
          zaprzestać współżycia.
          Zgodziłem się - dla niej. Będę ją w tym wspierał, opiekował się nią,
          pomogę jej przez to przejść. Gdyby nalegała, zacisnę zęby i będę
          odmawiał. Ale boję się tego. Boję się, że nasze małżeństwo się
          rozleci. Nie dlatego, żebym ja ją zdradzał - bo nie będę i wiem o
          tym, ale... Boję się, że ona mnie zostawi.
          Teraz przygotowujemy się do tej naszej abstynencji, a raczej ją
          odkładamy. Dlaczego? Bardzo pragniemy mieć dziecko. A oboje jesteśmy
          po trzydziestce i jeśli nie teraz, to... Dlatego ustaliliśmy, że
          kochamy się do momentu jej zajścia w ciążę, a potem...
          "Modlę się", żeby się udało. Ciąża i rodzicielstwo pomogłyby nam
          przeżyć ten czas. Nie tylko w sensie utrzymania naszego związku. I
          też nie tylko dlatego, że - choć przez jakiś czas - "wymusiłyby" na
          nas rezygnację z seksu, a tym samym ułatwiły zachowanie abstynencji.
          Chcemy, by ten trudny czas był jednocześnie czasem radości.
          Na razie testy wychodzą negatywnie... A potem...
          • anonymous77 Re: Jeste mężem jednej z nich 16.11.07, 04:26
            Weź pod uwagę czy byłbyś w stanie być z nią w tym jej świecie? Nie, ja nie
            szukam u Ciebie negatywnej odpowiedzi. Ja szukam pozytywnej. Pogadaj z nia o
            tym. Łóżko to nie jest prawdziwe życie, można fantazjować, może kogoś kręcić coś
            innego.

            Zapomnienie (bo to tylko powoduje ta terapia) to nie wyleczenie. Pozatym trzeba
            wziąć pod uwagę czy to coś jest do wyleczenia. Pewne zachowania seksualne mozna
            wyleczyć za pomocą psychologa, ale nie wszystkie. Weź pod uwagę, że kogoś może
            kręcić coś mocniejszego. Po zabawkach i opisie wnioskuje, że to było coś z BDSM.
            Jeśli tak - weź pod uwagę, że chęc dominacji bądź uleglości nie jest chora, a
            jest odreagowaniem. Łózko to miejsce gdzie partnerzy mogą sie rozładować, ale
            też czuć że dalej czują coś do siebie. Spojrz na nią inaczej i sprobuj poszukac
            tez innych rozwiazan. Pranie mozgu to nie rozwiazanie.

            Życze szybkiego zostania tatą :)
            • quadrophenic Re: Jeste mężem jednej z nich 16.11.07, 18:41
              Dzięki z odpowiedź. Cieszę się, że życzysz mi tego, czego oboje z
              żoną bardzo pragniemy. Na resztę Twojej wypowiedzi odpisałbym ci,
              ale nie na publicznym forum, a twój priv nie działa.
              • anonymous77 Re: Jeste mężem jednej z nich 16.11.07, 23:42
                Napisz na anonymous77@o2.pl.
          • v-ger Abstynencja - okazuje się, że 90 dni wystarczy! 16.11.07, 23:16
            quadrophenic napisał:

            > dla jej zdrowienia musimy na rok lub dłużej
            > zaprzestać współżycia.

            Kolego! Ale psycholodzy twierdzą (sprawdziłem), że za "detox"
            wystarczą 3 miesiące abstynencji seksualnej, a czasem nawet...
            jeden!
            Weź ty i zabierz swoją panią do profesjonalnego psychologa od takich
            rzeczy, lub seksuologa, a nie słuchajcie nawiedzonych "anonimowych"!
            Oni mają paranoiczne spojrzenie na sprawę, wszędzie dopatrują się
            nałogu lub zagrożenia jego nawrotem!
            Załóżmy nawet owo maximum, czyli 3 miesiące - to załatwi wam (i
            to, gwarantuję, z dużym naddatkiem, bo co najmniej dwukrotnym!)
            końcówka ciąży (co najmniej końcówka!) plus pierwsze miesiące po
            porodzie, a mówię to z (dwukrotnego) doświadczenia z własną ślubną.
            Tak, że podejdźcie do tego spokojnie, bez paniki. Życzę zdrowego
            dziecka i... zdrowej żony!
          • lychee.82 Re: 22.11.07, 22:19
            Martwi mnie to co piszesz... Z wlasnego doswiadczenia i z racji wyksztalcenia
            odpowiem tak: Twoja zona ma duze potrzeby, moze robila glupstwa, moze
            ryzykowala, moze miala wielu partnerow, ale to wszystko jeszcze nie znaczy, ze
            musicie miec roczny okres abstynencji. Dlaczego? dlatego, ze na jej grupie tak
            powiedzieli? (znam te grupy i uwazam, ze to pranie mozgu). Twoja zona ma teraz
            wyrzuty sumienia, moze ze wzgledu na wychowanie, moze ze wzgledu na Ciebie. Ale
            nie znaczy to, ze jest nienormalna. Lepiej idzcie do dobrego terapeuty
            rodzinnego (psychologa) albo do seksuologa, a nie sluchajcie ludzi pozbawionych
            kompetencji (jedyne co wiedza to to, ze sa "uzaleznieni", ale jakze subiektywne
            moze byc takie przekonanie i jak skazone swiatopogladem religijnym czy pruderia
            domu rodzinnego). Pozdrawiam i zycze wkrotce dzidziusia i radosci z dobrego seksu.
            • quadrophenic Re: 22.11.07, 23:04
              Cieszę się, że dobrze nam życzysz. :-)

              Nie uważam żony za nienormalną. To, że ma duże potrzeby, jest
              zupełnie naturalne - ja też mam. :-) Ale jeżeli ktoś robi sobie
              rzeczy, po których nienawidzi siebie, rzyga... Jeżeli robi sobie
              rzeczy sprawiające autentyczny ból... Jeżeli robi takie rzeczy nie
              dlatego, że chce, ale dlatego, że "coś w niej" ją do tego pcha... To
              nie jest już kwestia pruderii.

              Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to objaw jakiegoś głębszego
              zranienia i że bez psychoterapii się chyba nie obejdzie (zresztą
              mnie też się przyda). Tak, że będę ją na to namawiał. Ale na razie
              jest tak "nakręcona" na fantazje, których nie chce (wiesz, co to
              neuroza?), że - aby terapia była u niej w ogóle możliwa - może
              potrzebować czasowego "wyciszenia" swojej sfery seksualnej. Nie
              wiemy, czy aż przez rok. Różne źródła podają różne zakresy czasowe,
              w sumie zawierające się w przedziale od 1 miesiąca do 2 lat.
              Artykuł, do którego wczoraj dotarłem, jako przeciętną podaje 3 - 4
              miesiące. Inni znów podają 90 dni jako absolutne minimum. Więc może
              miesiąc, może kilka... A może dłużej. Wszystko zależy od tego, jak
              szybko poprawiał się będzie jej stan. Zresztą ja też chcę kochać się
              z nią, a nie z jej neurozą... wiedząc, że tylko wpędzałbym ją w to
              bagno coraz głębiej. Egoistą może i jestem, ale nie aż takim.

              Co do rodzicielstwa - zdecydowaliśmy się je na razie odłożyć.
              Przynajmniej do chwili, gdy rozwiązanie problemów nie ukaże się
              przynajmniej "na horyzoncie". W obecnym stanie psychicznym nie
              bylibyśmy wzorowymi rodzicami. Poza tym "hormonalne trzęsienie
              ziemi" jest ostatnią rzeczą, jakiej ona teraz potrzebuje.

              Pozdrawiam bardzo serdecznie!
              • lychee.82 Re: kontrola 23.11.07, 00:00
                Hej.
                Dzisiaj wlasnie skonczylam rewelacyjna ksiazke "Utrata kontroli" Baumeistera
                (naukowca przynajmniej). Polecam!
                Poza tym dobra rada: nie mozna ograniczac myslenia o czyms, bo wtedy jeszcze
                bardziej sie mysli (jesli ktos powie Ci, albo sam nakazesz sobie - nie mysl o
                bialym misiu, to zaczniejsz jeszcze intensywniej to robic i bialego misia
                zobaczysz wszedzie). W tej madrej ksiazce, bedacej przegladem calej masy badan,
                autor radzi, zeby nie starac sie kontrolowac rzeczy niekontrolowalnych (np mysli
                o seksie), a jedynie kontrolowac dzialanie.
                Prosze napisz na priva cos wiecej o swojej zonie, odpisze (na forum nie moge o
                pewnych sprawch dyskutowac - z wlasnego doswiadczenia).
                Pozdrawiam
                • quadrophenic Re: kontrola 24.11.07, 21:41
                  lychee.82 napisała:

                  > nie mozna ograniczac myslenia o czyms, bo wtedy jeszcze
                  > bardziej sie mysli (...).
                  > nie starac sie kontrolowac rzeczy niekontrolowalnych (np mysli
                  > o seksie), a jedynie kontrolowac dzialanie.

                  Zgadza się. I terapia uzależnień polega właśnie na kontrolowaniu
                  zachowań (w tym zachowań prowadzących do określonych myśli i uczuć).
    • partyboi Najlepsze definicja uzależnienia od seksu... 15.11.07, 23:38
      "Seksoholikiem jest ten, kto czuje, że odczuwa szkody w innych częściach swojego
      życia w związku ze swoim życiem erotycznym".
      W tym momencie seks i masturbacja mogą być rzeczywiście problemem, w przeciwnym
      razie są normalnymi i ekscytującymi elementami życia - a kto ile razy to robi,
      to już sprawa tego kogoś.
      • v-ger Re: Najlepsze definicja uzależnienia od seksu... 15.11.07, 23:50
        > "Seksoholikiem jest ten, kto czuje, że odczuwa szkody w innych
        częściach swojego
        > życia w związku ze swoim życiem erotycznym".

        Tzn. uściśliłbym: "w związku z ILOŚCIOWYM NADMIAREM życia
        erotycznego". Bo np. problemy w życiu seksualnym - podobnie,
        problemy jak w każdej innej dziedzinie życia - mogą rzutować na inne
        dziedziny tak samo, jak rzutuje na nie np. choroba dziecka. Jest to
        zupełnie normalne.
        • partyboi Re: Najlepsze definicja uzależnienia od seksu... 16.11.07, 00:41
          To prawda. Bo za mało seksu i trudności w kontaktach z płcią przeciwną to
          całkiem inny (ale też poważny) problem.
      • moon5 Re: Najlepsze definicja uzależnienia od seksu... 16.11.07, 01:54
        partyboi napisał:

        > "Seksoholikiem jest ten, kto czuje, że odczuwa szkody w innych częściach swojeg
        > o
        > życia w związku ze swoim życiem erotycznym".
        > W tym momencie seks i masturbacja mogą być rzeczywiście problemem, w przeciwnym
        > razie są normalnymi i ekscytującymi elementami życia - a kto ile razy to robi,
        > to już sprawa tego kogoś.

        Sex jest normalnym elementem życia, ale nie masturbacja...
    • nowojorczyk2 Chyba jestem sexoholikiem czy sa jakies grupy w NY 16.11.07, 00:43
      Potrzebuje wsparcie najchetniej jakiejs pociagajacej laski z NY.
    • nowojorczyk2 Poszukuje uzaleznionej od seksu z okolic NY 16.11.07, 00:46
      Intersujace osobowosci prosze o kontakt.

      Uzalezniony intelektualista/wyksztalciuch.
      nowojorczyk2@NOSPAM.gazeta.pl
      • pierdot6 ten artykul to manifest zyciowy Michnika ?? 16.11.07, 02:16
        oj chyba Michnik pod pseudonimem uwolnil wodze swych fantazji ...
    • arkadiusz.knapik czytałem trochę z nudów i chyba nawet skomentuje 16.11.07, 03:02
      Problem tych wsyztskich Panów to są głównie stare żony hipokrytki, które nigdy nie próbowąły zrozumieć potrzeby sexualne mężczyzn. Podejście kobiet do sexu jest czysto egoistyczne pod tym wzgledem i nie akceptują onanizmu jako traktujac to jako coś odrażajacego. W takiej sytuacji powinno się rozmawiac z kobieta na ten temat i starac się jej wytłumaczyć swoje potrzeby. W końcu produkcja nasienia odbywa sie cały czas i są mężczyźni z dużym popędem. To jest naturalne tak jak okres u kobiet. Czemu więc robi sie z tego problem? Jak jestem głodny to jem, jak jestem spragniony to piję, jak chce mi się to się masturbuję ( albo uprawiam sex jeśli jest możłiwość) i nie niszczy to mojego planu dnia, normalnie funkcjonuje. Gdzie w tym jest jakieś zboczenie? Ktoś gdzies mi kiedyś powiedizał, żę najłatwiej człowieka można kontrolować poprzez łużko i ten artykuł to właśnie sie stara zrealizować, wywołać wyrzuty i poczucie winy... to jest prymitywna próba feministycznej dominacji moralnej.
      • moon5 Re: czytałem trochę z nudów i chyba nawet skomen 16.11.07, 03:17
        A kto Ci powiedział, że onanizm jest normalny, jak już napisałam powyżej? Jakiś
        niedouczony seksuolog?
        Taki facet robi się potem bardziej chory i uzależniony od tego niż heroinista od
        heroiny, czytałam gdzieś zwierzenia jakiegoś amerykańskiego chłopaka, zniszczyło
        to zupełnie jego życie, próbował odebrać sobie życie.
        Obydwa nałogi wyzwalają w mózgu te same czy podobne substancje...
        • anonymous77 Kobieta ma najwięcej do gadania w kwestii walenia 16.11.07, 04:13
          ...konia.
        • petrucchio Re: czytałem trochę z nudów i chyba nawet skomen 19.11.07, 19:18
          moon5 napisała:

          > Obydwa nałogi wyzwalają w mózgu te same czy podobne substancje...

          Także czekolada i wygrana w chińczyka pobudzają ośrodek przyjemności i domagają
          się powtórki. Gdyby każdy, kto się masturbuje lub masturbował, był nienormalny,
          nienormalne byłoby co najmniej jakieś 95% mężczyzn i 70% kobiet (reszta
          populacji boi się przyznać nawet w anonimowej ankiecie :)). Powiedz jeszcze, że
          masturbacja powoduje suchoty, uwiąd rdzenia kręgowego, ślepotę, drżenie rąk i
          wieczne potępienie duszy, a będziemy z powrotem w czasach, kiedy (tak jak zawsze
          od zarania dziejów) prawie wszyscy "to" robili, tyle że w strachu i z poczuciem
          winy.
      • marusia07 Re: czytałem trochę z nudów i chyba nawet skomen 16.11.07, 09:49
        panie Arkadiuszu, dodam ze hedonizm kosztuje,a większosć ludzi ma być zagoniona
        do roboty, dlatego muszą oni zadowolić sie przysłowiowym świerszczykiem (cyt za
        artyk:trójka dzieci,a ja onanizuje sie przed tv), stępić swoją potrzebę
        przyjemnosci cieżką pracą, bo niezapłacone rachunki czekają.To jest polityka
        czasów,w których zyjemy.Pan nie dał sie wyprowadzić w pole ,ale boję sie ,ze
        kiedy zabraknie pieniążków wejdzie pan w kierat i będzie śpiwal jak inni.Trzymam
        kciuki
      • sonia1199 Re: czytałem trochę z nudów i chyba nawet skomen 22.11.07, 18:59
        Masz swieta racje. Sex, to nasza fizjologia. Jak mozna sie dziwic facetowi, że
        chce go mieć częściej niz raz na miesiąc. Pytanie, po co żenił sie z kobieta
        której kk związał nogi i powiedział, że sex jest BE. Mój mąż nie miał
        potrzebsexualnych wogóle. Moglismy nie mieć sexu nawet rok. A jak chciałam o tym
        rozmawiac, to zwalał na mnie, że jestem "niewyżyta", bo chciałabym miec sex
        chociaż raz na dwa tygodnie. Swoją nieadekwatnościa obciążał mnie. I juz prawie
        uwierzyłam, tylko czwarty sexuolog(kobieta), na którego go namówiłam, nie dał
        sie omamic i poradził mi: "uciekaj od tego gościa". On nigdy sie nie zmieni, bo
        nie chce a jest z tobą dla własnej wygody. I co? powinnam czuc sie
        sexkoholiczką, bo to ON miał problemy? Panowie, jak macie baby ze zwiazanymi
        nogami, to albo nie umieliscie ich rozbudzic (uprawiacie sex jak do dziury w
        beczce) albo to są przypadki zimnych (spetanych) kobiet. Wyszły zamąż bo nie
        chciały byc "starymi pannami" - tak jak mój mąż. Sex jest rzeczą naturalna.
        Trzeba się tylko dobrać temperamentami a nie wpędzać drugiego w poczucie winy,
        że ma wieksze potrzeby. Panowie, nie dajcie sie. Ten artykół to mambodżambo,
        pseudo naukawe ruchy pozorne wypływajace z kultury restrykcyjnego i
        kontrolującego KK.
        • quadrophenic Re: czytałem trochę z nudów i chyba nawet skomen 22.11.07, 22:05
          sonia1199 napisała:

          > Sex, to nasza fizjologia. Jak mozna sie dziwic facetowi, że
          > chce go mieć częściej niz raz na miesiąc. Pytanie, po co żenił sie
          z kobieta
          > której kk związał nogi i powiedział, że sex jest BE.

          Ja odniosłem raczej wrażenie, że ona straciła ochotę na seks z nim,
          gdy odkryła jego pedofilne fantazje. Po prostu przeżyła szok; ten
          facet i jego obsesje zaczęły ją przerażać. Zresztą zauważ (w
          końcowej części artykułu), że teraz - gdy odstawili seks - to
          właśnie ona się go domaga (czyli jednak ma potrzeby seksualne, które
          zablokowała, gdy uznała męża za bestię).
          To wszystko nie jest takie proste.
    • aquus Seks boli 16.11.07, 05:05
      Przestancie wreszcie pi.....ic i zacznijcie normalnie zyc!!!!!!!!
      Zachamowania seksualne to najgorsza rzecz, jaka sie moze przytrafic
      spoleczenstwu. Wescie przyklad z jednej ze spolecznosci
      melanezyjskich: tam seks uprawiaja juz kilku(nasto) letnie dzieci za
      namowa rodzicow. I co? I JEST TO JEDYNE SPOLECZENSTWO NA ZIEMI, W
      KTORYM NIE WYSTEPUJA TZW. 'CHOROBY PSYCHICZNE'!!!!!!!! Seks jest
      cudowny bez wzgledu na dawke. Ona jest ograniczona JEDYNIE
      jednostkowymi potrzebami. Jesli ktos chce miec TYSIAC partnerow,
      chwala mu za to! Jesli tylko jednego - wtedy powinien sie leczyc, bo
      to NIENATURALNE dla gatunku ludzkiego!!!!!!!! Przepraszam za kolejne
      zdanie, ale... Jesli ktos uwaza inaczej, to... polecam terapie...
      seksem!!!!
      • ejkuraczek Jesli fakty świadczą przeciwko nam to..... 16.11.07, 08:36
        Starsznie głupie jest to co pisze tu wiekszosc.
        Przeciez to sa konkretne historie konkretnych ludzi. Jesli ktos nie
        wierzy warto spytac dowolnego psychologa albo znaleźć w inetrku
        adresy takich klubów,jakie sa opisane w artykule.
        Nareszcie ktos napisał co czego ostatecznie prowadzi masturbacja i
        pornografia.
        To w czasach nieograniczonej wolnosci(ktora- o paradoksie!- prowadzi
        czesto do zniewoleń) takie teamty sa niemodne,a ci,ktorzy sami
        sa "zaburzeni" jak mawiaja psychoterapeuci, teraz próbuja sobie
        zracjonalizowac czyli usprawidliwic swoje własne zachowania
        bagatelizując problem.
        Czyli cos w stylu: "jesli fakty świadcza przeciwko nam to tym gorzej
        dla faktów!"
        Zenujace....
        • lychee.82 mowi sie o czyms nie rowna sie istnieje to cos 22.11.07, 22:23
          fakt, ze jak grzyby po deszczu wyrastaja jakies grupy, ze jacys psychologowie
          naiwnie w cos wierza (psycholog tez czlowiek, poza tym psychologia to dziedzina
          pelna sprzecznosci) i ze powstaje mnostwo porandikow na temat "uzaleznienia od
          seksu" nie znaczy, ze cos takiego istnieje, to po 1) bardzo koscielne
          schorzenie, po 2) biznes
          • widzetotak Re: mowi sie o czyms nie rowna sie istnieje to co 22.11.07, 22:28
            Eh ludzie, ludzie widzę, że trzeba wam nieco przybliżyć temat a
            szczególnie ani.downar i jej odpowiem w pierwszej kolejności. Mylisz
            się Aneczko, że pozostawiłem pobojowisko kobiet, które mnie
            przeklinają. Większość dupeczek jakie złowiłem i przeleciałem już
            dawno o mnie zapomniała a to dla tego bo jak się dowiaduję od czasu
            do czasu spotykając stare przyjaciółki, pozakładały rodziny i mają
            dzieciaki. I żeby było ciekawie te wszystkie, które były super
            kochankami i nie miały żadnych zahamowań za czasów kiedy ze mną
            kręciły są naprawdę szczęśliwe, a przynajmniej wiodą zwyczajny
            zgodny żywot ze swymi mężami. Mam tu oczywiście pewne podejrzenie,
            że to po części za moją sprawą bo jak mi się zdaje moje
            bezpruderyjne podejście do seksu i tych spraw jakiego doświadczyły
            ode mnie wyzwoliło w większości ich, prawdziwą kobiecość oraz
            odblokowało pewne potencjały, właśnie dzięki, którym udało im się
            dać swemu jedynemu
            po mnie to na co czeka każdy facet-miłość i dobry sex, a co jak
            wiadomo jest podstawą ze strony kobiety do ułożenia sobie dobrego
            układu partnerskiego. No, ale oczywiście nie wszystkie moje panienki
            były super kochankami i nie wszystkie były aż tak piękne, że można
            się nimi pochwalić. Bywało i tak, że zarywałem pannę tylko dla tego
            bo miała np. zgrabny tyłek lub była zwyczajnie tylko sexy i nic
            pyzatym nie miała we łbie. Ano tak też bywało. I dzisiaj co widzę?
            Gdy spotykam taką lub dowiaduję się o takiej od starych znajomych to
            właśnie te głupie, puste i zablokowane po mimo, że kiedyś ze mną
            kręciły, dzisiaj raczej nie cieszą się zadowoleniem z życia. Już w
            tedy gdy trafiała mi się jakaś głupia i zablokowana ci..,
            wiedziałem, że na poważnie nie warto z taką kręcić i, że z takiej
            nie da się zrobić normalnej wyzwolonej kobiety. Dla tego z takimi
            długo się nie spotykałem bo zawsze były z takimi kłopoty. A to
            trzeba było się za taką nauganiać, naprzekonywać do normalnych i
            przyjemnych rzeczy i napierać o takie oczywistości, że nieraz ręce
            opadały i nie tylko ręce :). Najdziwniejsze w tym wszystkim było to,
            że te przeciętniary nie wyróżniające się urodą ani inteligencją były
            najtrudniejsze do wyrwania. Tak, tak drodzy czytelnicy. Musicie mi
            wierzyć, ale właśnie te najgłupsze i naprawdę niezbyt piękne mają o
            sobie tak wielkie mniemanie, że trudno to opisać. Takiej wydaje się,
            że są cholera wie kim i robią wszystko by wymusić na facecie usilne
            zabieganie o ich względy. Te przeciętniary mówiąc krótko nie
            potrafią dać facetowi tego co potrzebuje we właściwy sposób i nawet
            nie chcą bo wydaje im się, że to byłaby zbyt wielka łaska dla
            faceta. I choćby nie wiem jak za nimi latać, obdarowywać ich uwagą,
            zrozumieniem, serdecznością, czułością itd., itp. To od przeciętnie
            zablokowanej i pospolicie uwarunkowanej zewnętrznymi wpływami
            społecznymi, nie da się uzyskać nic szczególnego ani w seksie, ani w
            miłości i przyjaźni. Dla tego te przeciętniary istotnie
            wykorzystywałem oszukując je czasem by dostać nieco seksu i tyle.
            No, ale bym po zerwaniu z taką lub zwykłym rozstaniu się poprzez
            naturalne znudzenie widział ją w jakimś duchowym lub psychicznym
            pobojowisku to nie powiedziałbym ponieważ gdy z taką jedną czy drugą
            przeciętniarą kręciłem to one już tkwiły właśnie w takim pobojowisku
            i nawet takiemu jak mnie nie udawało się ich wyzwolić z tego.
            Bywało i tak, że kręciłem ze zwykłą i przeciętną dziewczyną, ani
            piękną, ani jakąś super zgrabną, ot zwykłą przeciętnie inteligentną
            i normalnie usposobioną do życia i ludzi. Taki układ trafiał mi się
            równie często i muszę powiedzieć, że i takich dziewczyn nie
            pozostawiałem w jakimś pobojowisku. Ot zwykłe romanse, zwykłe
            spotkania, zwykłe bzykanko i zwykłe spędzanie czasu no i zwykłe
            rozstanie jak to zwykle bywa na zasadzie rozluźnienia więzów i
            zauroczenia.
            Bywało też tak, że niekiedy naprawdę wylatałem się za taką jedną z
            drugą i w końcu dostawałem to o co zabiegałem, a tu okazywało się,
            że dupa chce rządzić, dawkować i trzymać w niepewności i po mimo
            mojego szacunku, właściwego i przemyślanego taktu, cierpliwości,
            grzeczności i cholera wie jak to jeszcze nazwać- podejścia, panna
            starała się trzymać mnie w jakimś niedosycie i niespełnieniu drocząc
            się, przekomarzając, czasem złośliwie strojąc fochy lub jakże często
            wahając i wycofując się w najważniejszej chwili. Ja tu naprawdę
            zauroczony, szczery z dobrą intencją, a taka mi stroi fochy i
            pokazuje niezdecydowanie. Mówiąc wprost nie raz doświadczyłem
            spotkań pełnych gorącego flirtu słownego okraszonych wzbudzającymi
            pożądanie gestami i dającymi nadzieję na coś głębszego deklaracjami,
            które miało zakończyć się po długim zabieganiu tym co nazywa się
            seksem, a ja nazywam uwieńczeniem normalnym oczarowania, a kończyło
            się wycofaniem się panny i to nie bynajmniej z powodu jakiegoś
            mojego złego zachowania czy złego podejścia. Po prostu te przeciętne
            panny w swym wyolbrzymionym mniemaniu często działają irracjonalnie
            i nieadekwatnie do wcześniejszych deklaracji i zachowań. No tak i tu
            muszę przyznać, że gdy miałem do czynienia z taką dupencją to gdy
            już po długich próbach widziałem, że nie ma co sobie nerwów szarpać
            i tracić czasu, mówiłem koniec i żegnałem się nie zawsze w elegancki
            sposób, a mówiąc wprost by nie kłamać zdarzyło mi się, że w środku
            nocy gdy panna okazała się irracjonalna, złośliwa lub wykazująca
            chęć trzymania faceta-mnie w niepewności dla podkreślenia swej
            obłudnej i fałszywie pojmowanej wartości- lądowała za drzwiami. No
            tak za drzwiami. Raz wstałem w końcu z łóżka wkurzony, że laska
            zamyka mi nogi tylko po to by mnie podrażnić, sprawdzić wytrzymałość
            czy cholera wie co tam sobie umyśliła i naciągnąwszy gacie,
            zapalając papierosa mówiłem m/w tak: widzę, że to nie ma sensu, nie
            pasujemy do siebie, ja nie lubię jak ktoś mi coś dawkuje i ogranicza
            gdy wszystko wskazuje na to, że powinno być dane bez najmniejszego
            oporu. I dodawałem, lub dawałem do zrozumienia, że najlepszym
            wyjściem z sytuacji będzie pożegnanie się. Tylko dwa razy musiałem
            dość nieładnie zwyczajnie wyżucić taką pannę z domu bo kiedy
            zobaczyła, że przecholowała to nagle zmieniła zdanie chcąc się
            normalnie oddać kończąc tak mile zapowiadający się wieczór, ale było
            już za późno i moja irytacja nie pozwalała mi na chęć bycia z taką.
            Wiem, wiem to może wydać się komuś niebywałe, ale takie jest życie,
            że to co dla jednych kobiet wydaje się szczytem nagrody dla faceta,
            dla innych jest normalnym gestem i zachowaniem. A dla ciekawości
            waszej powiem, że te ładne i normalne zwykle traktowały sex jako
            naturalną kolej rzeczy po udanych randkach i rozmowach i dawały go z
            taką samą naturalnością jak poprzednio uśmiech, przyjacielski gest
            czy zaangażowanie w normalnych kontaktach poprzedzających kontakt
            fizyczny. Natomiast te przeciętne jak już wiecie kończyły całość nie
            tak jak powinny. Różnorodność zachowań u kobiet jest tak
            zadziwiająco różna, że mógłbym napisac o tym encyklopedię tu na
            koniec dam tylko dwa małe przykłady i to okrojone z głębszego
            opisywania sytuacji. Wyrywam pannę, dzwonię, gadamy godzinami,
            spotykamy się/ różnie czasem tylko raz, a czasem kilka razy/
            spędzamy mile czas chodząc to tu to tam, bywamy u mnie, u niej, aż
            wreszcie nadchodzi wspólna decyzja o spędzeniu długiego wieczora sam
            na sam z niedomówieniem, że całej nocy. Jesteśmy w domu, gadamy
            słuchamy muzy itd., aż zbliża się ta chwila w, której powinno się
            przytulić i zakończyć to wszystko naturalnym fizycznym kontaktem,
            który z resztą wspólnie sobie nawzajem sygnalizujemy, że chcemy. W
            pierwszym przykładzie panna oddaje się przyjemnościom i jest super,
            normalnie i zadowalająco a przede wszystkim obiecująco, że będzie
            rozwinięcie całej sytuacji, że będzie dłużej i, że dzięki temu
            dłużej będziemy mogli przekonać się czy w ogóle będzie bardziej
            długo lub bardzo długo i czy ta nasza znajomość przetwa.
            • widzetotak częś 2 poprzedniego postu 22.11.07, 22:31
              W drugim przypadku w chwili gdy dochodzi do spędzenia wspólnej nocy
              okazuje się, że panna nie ma zamiaru normalnie dać sobie nawzajem
              przyjemności i szansy najlepszego poznania się i kończy się to jak
              się domyślacie. W pierwszym przypadku panna jest po wszystkim
              naturalna, zadowolona by nie powiedzieć rozanielona i wesoła,
              okazująca czułość, serdeczność i otwartość na więcej, zaś w tym
              drugim zła, zamknięta w sobie, prowokująca do sprzeczki i konfliktów
              słownych, nierozumiejąca argumentów i racjonalnych zapytań czemu
              postępuje w tak dziwny sposób. To są dwa przykłady skrajnych
              zachowań. Ale muszę dodać dla zobrazowania jeszcze jeden przykład
              irracjonalnego zachowania się kobiet w takiej sytuacji. Miałem jedną
              taką za, którą latałem w normalny sposób. Spotykaliśmy się kilka
              razy i wszystko wydawało się być normalne. Pewnego wieczora przyszła
              do mnie i jak to zwykle bywało po jakimś czasie doszło do tego
              tamtego:) . Kochamy się i z pozoru wszystko idzie normalnie. W
              pewnej chwili obracam ją od tyłu i wchodzę. Nie mija kilka sekund a
              panna wyrywa się i siada na wyrku z miną pełną oburzenia. Ja
              zdziwiony tym zachowaniem nieruchomieję a ta mi wyjeżdża z takim
              tekstem: co ty ! masz mnie za ku…wę?! Po czym wstaje zirytowana i
              zaczyna się ubierać. Ja zaskoczony i oniemiały też się ubieram, ale
              wzbierająca we mnie złość zastępuje zaskoczenie. Po chwili panna
              siada na fotelu i coś mi mówi o przyzwoitości i klasie seksu. Ja
              domyślam się o co jej chodzi odpowiadam by sobie darowała i, że nie
              mam zamiaru kłócić się o to czy bzykanie od tyłu jest normalne i
              przyzwoite czy nie i czy chęc wzięcia od tyłu kobiety jest przejawem
              jej lekceważenia czy nie i mówię tak: to, że masz wypaczone i błędne
              pojęcie o właściwym traktowaniu kobiet to nie moja wina i nie kłóć
              się ze mną w moim domy tylko wyp…..aj! I tymi słowy wyżucam ją za
              drzwi zły i wkurzony, że nalatałem się za nią a ta okazała się
              idiotką. Minęło dwa tygodnie jak sama nieproszona zjawiła się u
              mnie, odmieniona i całkiem przemieniona. Wpuściłem ją do chatki bo
              akurat miałem ochotę na bzykanie i dobrze zrobiłem bo przez dwa
              tygodnie panna przemyślała sobie swoje poprzednie kretyńskie
              zachowanie i tym razem oddała się normalnie. Ten pierwszy raz ukazał
              jej prawdziwą naturę i nie pozwolił jej traktować potem poważnie
              mimo, że była oddaną kochanką kilka miesięcy. Rozstaliśmy się bo
              akurat na szczęście poznała innego i zapomniała o mnie na długi
              czas. Podobnych kobiet poznałem dziesiątki i musze dodać, że
              niestety takie stanowiły jakieś 70% tych co w sumie miałem. I ten
              typ kobiet istotnie wykorzystywałem egoistycznie nie zagłębiając się
              w ich psychiczne ułomności, ani fałszywe wyobrażenia miłości i
              przyjaźni. Reszta to były te normalne z, którymi też się kończyło,
              ale dzięki dobremu poznaniu się i możliwości dokonania wyboru co
              dalej w oparciu o pełną wiedzę i doświadczenie tychże kobiet na
              własnej skórze i na własne uszy. Zawsze uważałem, że aby zdecydować
              się na trwały związek z kobietą, trzeba ją poznać najlepiej jak się
              da, poznac jej myśli, emocje sposób reagowania, potencjał, trzeba ją
              zwyczajnie zerżnąć i spędzić z nią dłuższy czas wykorzystując go na
              wszelkie kontakty od werbalnych po fizyczne. Większość kobiet ma
              zwyczaj uwodzenia i zwodzenia faceta wiele tygodni nim się odda. Z
              takimi nie kręciłem ani jednego dnia gdy zorientowałem się, że taka
              jest. Nie miałem zamiaru mieć potem dupska co mi wydziela w nagrodę
              lub z innych chorych powodów sex i czułość. Zaś te co nie miały
              zahamowań i dawały sex normalnie i naturalnie cieszyły się u mnie
              szacunkiem i wdzięcznością za to, że mogę je dobrze poznać i dokonać
              prawdziwego wyboru bo jak wiadomo dobry sex i normalny sex rozbija
              bariery i dzięki niemu pryskają sztuczne postawy i uprzedzenia.
              No dobra na dzisiaj tyle. Na koniec dodam, że wcale nie jestem taki
              ogier jakby się wydawało i nie jest ze mnie jakiś super facet. Ja po
              prostu by mieć tyle kobiet musiałem często nieźle się nalatać by
              taką jedną czy drugą zdobyć i przekonać się dogłębnie jaka jest
              naprawdę. Bardzo często dostawałem kosza i olewkę i nie raz zdarzyło
              mi się, ża dziewczyna po wszystkim wcale nie była zachwycona i
              rozanielona. Po prostu przede mną nie raz miała lepszego ode mnie i
              z większym sprzętem więc w takich przypadkach nie miałem szans, ale
              i bywało tak, że to ja dla kobiety byłem tym <naj> mimo, że przede
              mną bywali lepsi z pozoru…no, ale to na marginesie. Często
              słyszałem, że biję facetów na głowę sposobem przyjacielskiego
              traktowania i zadowalania kobiety i musze powiedzieć, że tym
              bardziej mnie to łechtało im mówiąca to kobieta miała więcej
              doświadczenia z facetami.
              Tak więc droga Aniu.downar i Tobie podobne, mylisz się co do mnie
              jak zwykle gdy pod osądu zabiera się kobieta nastawiona wrogo do
              facetów, właśnie egoistycznie i życzeniowo a przede wszystkim nie
              rozumiejąca facetów i nie mająca z nimi jakiś dobrych i udanych
              doświadczeń czego życzę na przyszłość.
              Podsumowując te moje sexualno romansowe przygody, nie sądzę bym
              był bardziej egoistyczny od każdego faceta w tym względzie, nie
              sądzę, że pozostawiałem kobiety na pobojowisku uczuć i oczekiwań. A
              to, że większość kobiet ma zafałszowane pojęcie o rzeczywistości w
              niczym nie przeszkadza mi szukać w nich głębi i spełnienia.
    • slubujacy ciekawe... 16.11.07, 08:51
      Ciekawe na jakich czatach jeden z bohaterow wyhacza 16-18 latki
      chetne na sex...
      Nie myslalem ze znajduje sie "mlode chetne"... przerazajace.
    • tylko1raz Seks boli 16.11.07, 09:13
      chętnie bym poznał jakąś seksocholiczkę (lub kilka) z trójmiasta. -
      nałogowiec

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka