marian.kaluski
11.01.08, 01:32
Polacy są bardzo, ale to bardzo nietolerancyjni. I to wszystkich
możliwych opcji politycznych, medialnych, religijnych, społecznych,
towarzyskich itd. Jest na to tysiące wiarygodnych dowodów. Z tym, że
wszystkie inne narody wcale nie są od nas lepsze; po prostu człowiek
człowiekowi był, jest i będzie zawsze wilkiem. Z tego faktu wywodzi
się właśnie to, że jesteśmy nietolerancyjni, głupi, zawistni,
mściwi. Do tego faktu nawiązują również słowa Pana Jezusa: „Nikt z
was nie jest bez winy”.
Sam spotykam się z tą polsko-australijską nietolerancyjnością,
głupotą, zawiścią i mściwością od wielu lat.
Np. 15 grudnia 2007 odbyła się w Melbourne Ogólnoaustralijska
Konferencja Nauczycieli szkół polskich z udziałem m.in. profesorów
Władysława Miodunki z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Roberta
Dębskiego z Uniwersyteu Melbourneńskiego. Sprawozdanie z
konferencji, sprawdzone przez jej organizatorów, wysłałem m.in. do
polskich czasopism w Australii: „Tygodnika Polskiego” (Józefa
Jarosz) i „Expressu Wieczornego” (Marek Wajs) oraz naszej
witryny „Puls Polonii”. Niestety, wszyscy nie przyjęli tekstu do
druku. Powód jest jeden: organizator konferencji Polska Szkoła w
Albion i Marian Kałuski nie należą do polonijnej sitwy. Mogą sobie
organizować bardzo dobre konferencje i dobrze pisać sprawozdania,
ale „my ich drukować i propagować nie będziemy!”.
Czyż to nie najlepszy przykład na nietolerację, głupotę, zawiść i
mściwość?!
Media w Polsce podały, że minister spraw zagraniczych RP Radosław
Sikorski zabronił dyplomatom polskim w Ameryce Łacińskiej
kontaktować się z niektórymi tamtejszymi działaczami i organizacjami
polonijnymi, za ich krytykę obecnych władz polskich.
Dla Polakaów w Australii to żadna sensacja. Od 1989 roku wielu
pracowników Konsulatu Generalnego RP w Sydney i Ambasady Polskiej w
Canberze czynili i czynią to bez żadnego wstydu i bez żadnej
dyrektywy z Warszawy. Na własną rękę.
Otóż Polonia australijska jest rozbita. Tylko połowa działaczy
polonijnych należy do Rady Naczelnej Polonii Australijskiej i
Nowozelandzkiej. Druga połowa nie. I to chyba ta połowa, która w
swej działalności jest bardziej owocna od tej pierwszej. Pomimo tego
dyplomaci polscy w Sydney i Canberze oraz Stowarzyszenie „Wspólnota
Polska” w Warszawie oficjalnie zawsze trzymali i trzymają głównie z
wybranymi przez siebie organizacjami i działaczami. Nikogo o nic nie
posądzam i nikt nie jest winien dopóki mu się tego nie udowodni.
Jednak jestem święcie pewny, że gdyby Bóg chciał nam powiedzieć w
jaki sposób do tego doszło, to niejeden dyplomata, a może i
pracowanik „Wspólnoty Polskiej” miałby do czynienia z CBA i
prokuratorem.
Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Putra (Pis) mówi, że każdy Polak na
emigracji ma prawo „korzystania z pomocy urzędników państwowych
(dyplomatów)” („Nasz Dziennik” 10.1.2008).
Otóż niedawno poprosiłem Grzegorza Sokoła, Chargé d'Affaires ad
interim
Ambasady RP w Canberze o poparcie wniosku o dofinansowanie przez
Stowarzyszenie “Wspólnota Polska” w Warszawie mojej książki o
Polakach na świecie. Do prośby załączyłem poparcie uzyskane od
innych ambasadorów RP, profesorów, historyków, działaczy polonijnych.
Pan Sokół odmówił mi udzielenia wsparcia moralnego. Cokolwiek
powie na swoje usprawiedliwienie będzie to po prostu „bullshit” –
jak to mówią Australijczycy! Osobiście jestem przekonany o tym, że
postąpił tak tylko dlatego, że nie należę o polonijnej sitwy.
Nikt nie jest większym wrogiem Polaków nad Polakami! Tak jak nikt
nie jest większym wrogiem Polonii jak Stowarzyszenie „Wspólnota
Polska” w Warszawie z jej prezesem prof. Andrzejem Stelmachowskim
oraz jego pomagierami: Andrzejem Chodkiewiczem i Andrzejem
Grzeszczukiem. W ostatnich dniach otrzymałem dwa ciekawe listy od
prof. L.J. i dra W.P. Prof. L.J. pisze m.in.: „Niechęć Wspólnoty do
Polonusów i ich działań jest mi dobrze znana. Z różnych powodów dla
Wspólnoty jedynym obiektem zainteresowań są potomkowie Polaków
mieszkąjcych w Rosji. Sam Prezes Wspólnoty to mi powiedział
osobiście....”. Natomiast dr W.P. pisze: „Zupełnie dla mnie
niezrozumiałym jest brak poparcia dla Pana z
organiazcji "Wspólnota". Profesor Andrzej Targowski też mi pisał, że
oni mają pełno pieniędzy, a dla takich inicjatyw jak Pańska, nie.
Zatem ich nazwa "Wspólnota" brzmi wrecz sarkastycznie”.
W wypadku Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” mamy dodatkowo do
czynienia ze zwykłym chamstwem. Ludzi z Polonii nie należących do
ich sitwy traktują „per noga”, jak udzielni władcy PRL! Zresztą
pracownik Stowarzyszenia „Wspólnota Polska” Janusz Ostrysz napisał
mi, że jest to prawdziwy twór PRL.
Marian Kałuski, Australia