Dodaj do ulubionych

Kto uczy twoje dzieci?

04.04.08, 13:43
Z rankingów szkół należy wycofać pozycję "wyniki matur" - to efekt
kursów, korepetycji a nie pracy szkoły. należy weryfikować podawane
informacje o kołach zainteresowań i zajęciach dodatkowych.

Nie widzę możliwości przeprowadzenia jakichkolwiek zmian w szkołach
bez weryfikacji nauczycieli. Bez systematycznej oceny ich pracy.
Bardzo, bardzo zewnętrznej.
Zmiana programów, systemu kształcenia nic nie zmieni, jeśli nie
zmienią się nauczyciele.
Póki nie napiszą nowych konspektów a nie będą bazować na zeszycikach
sprzed 20 – 25 lat.
Młodzież się zmienia, zmieniają się wyzwania stojące przed naszymi
dziećmi. Nauczyciele też powinni zacząć pracować nad sobą.

Obrona „Karty nauczyciela” to obrona starej szkoły i nietykalności
nauczycieli. A kto obroni nasze dzieci?
Obserwuj wątek
    • misiagob Kto uczy twoje dzieci? 04.04.08, 15:22
      Jestem młodą nauczycielką, wiem jak posługiwać się telefonem komórkowym. Swojego
      nr komórki już nie udostępniam. Zdarzyło się, że numer "wyciekł" od rodziców do
      uczniów, w efekcie czego dzwonili oni nawet w nocy. Na lekcjach miałam tel
      wyłączony, wtedy rodzice byli oburzeni, że nie mogą skontaktować się w dowolnym
      momencie. Szkoła ma swój telefon, sekretariat bez problemu przełącza rozmowy do
      pokoju nauczycielskiego. Nie stawiajmy komórki na piedestale. Jeśli rodzic
      naprawdę interesuje się dzieckiem, to nawiąże kontakt z nauczycielem bez problemu.
      • ole16 Re: Kto uczy twoje dzieci? 04.04.08, 16:03
        Też bym nie dała numeru prywatnego. Znam nauczycielkę, która podała i tak
        wydzwaniają wszyscy nawet w nocy bo się na wywiadówki/ dni otwarte chodzić nie
        chce. Zresztą słusznie napisałaś że można też dzwonić/ przyjść do szkoły kiedy
        tylko jest tam nauczyciel.
        Ten wywiad jest dziwny. Pani na początku opowiada przerysowane bzdury, potem
        jest bardziej wyważona i już się z nią zgadzam. No bo to przecież nie wina
        nauczycieli, że programy są przeładowane.
        Do pani piszącej powyżej: nauczyciele są różni, ale tacy co to korzystają z
        konspekcików sprzed lat już odchodzą do lamusa. Skończyłam szkołę średnią już
        dobrych kilka lat temu i miałam tylko jedną taką nauczycielkę. Teraz już powinna
        być na emeryturze albo odchodzić na nią. Poza tym nauczyciele się kształcą - to
        jest wymóg awansu zawodowego.
        A rodzice robią najlepiej kiedy współpracują z nauczycielami kiedy dziecko ma
        problemy, a nie od razu biegną z pretensjami. Oczywiście w skrajnych przypadkach
        trzeba zmienić nauczyciela, ale to są naprawdę rzadkie sytuacje.
        Pani tam napisała, że szkoła ma obowiązek nauczyć bo rodzice płacą podatki.
        Zgadzam się co do zasady, ale zdarza się ostatnio coraz częściej, że z ważnych
        dla dzieci przedmiotów jest po prostu za mało godzin dydaktycznych, żeby
        przerobić poszerzony program. I to nie jest złośliwość nauczycieli. To rodzice
        powinni iść z tym do dyrekcji, a jak to nic nie da to protestować wyżej, bo
        inaczej będą musieli płacić za lekcje prywatne.
        • lenka_style Re: Kto uczy twoje dzieci? 04.04.08, 23:08
          prawdę mówiąc, dziwne podejście
          dałam numer swojej komórki (prywatnej, oczywiście) rodzicom na
          pierwszym zebraniu, 3 lata temu
          dzwonili w różnych sprawach, niektórzy częściej, niektórzy rzadziej,
          ale każdy w przyzwoitej porze moim zdaniem i w raczej ważnych
          sprawach
          nie widzę nic w tym dziwnego i jak moja córka pójdzie do szkoły, to
          też chciałabym mieć numer komórki do wychowawcy
          ucznowie też niektórzy mają numer mojej komórki i nikt do mnie nigdy
          z nich nie dzwonił :-)
          czasem ktoś pisze na gg, bo im jest łatwiej komunikować się przez
          gg, a ten numer to też żadna dla uczniów tajemnica przecież nie jest
          nie rozumiem tych obiekcji
          uczę w normalnej państwowej podstawówce
          pozdrawiam
          • beptak52 Re: Kto uczy twoje dzieci? 05.04.08, 14:48
            lenka_style napisała:

            > prawdę mówiąc, dziwne podejście
            > dałam numer swojej komórki (prywatnej, oczywiście) rodzicom na
            > pierwszym zebraniu, 3 lata temu
            > dzwonili w różnych sprawach, niektórzy częściej, niektórzy rzadziej,
            > ale każdy w przyzwoitej porze moim zdaniem i w raczej ważnych
            > sprawach
            > nie widzę nic w tym dziwnego i jak moja córka pójdzie do szkoły, to
            > też chciałabym mieć numer komórki do wychowawcy
            > ucznowie też niektórzy mają numer mojej komórki i nikt do mnie nigdy
            > z nich nie dzwonił :-)
            > czasem ktoś pisze na gg, bo im jest łatwiej komunikować się przez
            > gg, a ten numer to też żadna dla uczniów tajemnica przecież nie jest
            > nie rozumiem tych obiekcji
            > uczę w normalnej państwowej podstawówce
            > pozdrawiam

            Widać, że Panią szanują rodzice uczniów i szanują Pani czas prywatny.
            Dziękuję za wsparcie w tej sprawie komórkowej.
      • beptak52 Re: Kto uczy twoje dzieci? 05.04.08, 14:42
        misiagob napisała:

        > Jestem młodą nauczycielką, wiem jak posługiwać się telefonem komórkowym. Swojeg
        > o
        > nr komórki już nie udostępniam. Zdarzyło się, że numer "wyciekł" od rodziców do
        > uczniów, w efekcie czego dzwonili oni nawet w nocy. Na lekcjach miałam tel
        > wyłączony, wtedy rodzice byli oburzeni, że nie mogą skontaktować się w dowolnym
        > momencie. Szkoła ma swój telefon, sekretariat bez problemu przełącza rozmowy do
        > pokoju nauczycielskiego. Nie stawiajmy komórki na piedestale. Jeśli rodzic
        > naprawdę interesuje się dzieckiem, to nawiąże kontakt z nauczycielem bez proble
        > mu.

        Oczywiście, że w czasie lekcji należy mieć komórkę wyłączoną. W mojej szkole karani są nie tylko uczniowi, kiedy nie przestrzegają tej zasady. Jeżeli komórka jest tu sprawą głowną w dyskusji, to polecam lekcje czytania ze zrozumieniem.
    • 3aga3 To nauczyciele mają służbowe komórki? 04.04.08, 15:51
      To nauczyciele mają służbowe komórki?
      • franiaaa1 Re: To nauczyciele mają służbowe komórki? 04.04.08, 18:33
        I to jest dobrze zadane pytanie!
        Odpowiedź: nie, mamy swoje prywatne komórki.
        Wniosek: to moja prywatna sprawa co robię z moją prywatną komórką i
        komu daję bądź nie daję mojego numeru telefonu.
        • wojciech007 Re: To nauczyciele mają służbowe komórki? 04.04.08, 19:24
          Otoz to, Pani udzielajaca wywiadu ma troche racji szczegolnie jak wypowiada sie
          o "swietych krowach" i o braku konkurencji w oswiacie. Tu proponuje model
          australijski, tyle ze problem jest bardziej zlozony niz sie wydaje. Trzeba sobie
          zadac pytanie kim jest wspolczesny nauczyciel. Mlody czlowiek zarabiajacy na
          starcie ok. 1000zł na reke !? Kim jest ? Jest flustratem ktory po pewnym czasie
          zaczyna sie obawiac czy przypadkiem i tej roboty za marny 1000 nie straci...
          (uogolniam swiadomie, ale wiem ze takich nauczycieli nie brakuje) i w efekcie
          jego samoocena spada do zera. Aby dowartosciowac nauczycieli najprosciej jest
          to zrobic przez pensje, obecnie nawet dzieciaki sie z nich smieja ze tyle
          zarabiaja co sie przeklada na brak szacunku. Podniesienie pensji i uruchomienie
          wolnego rynku wsrod nauczycieli, zalatwi sprawe, do zawodu zaczna sie garnac nie
          tylko ci co nie mieli pomyslu na zycie ale rowniez tacy ktorzy sa dobrzy a do
          tego zawodu przekona ich kasa i prestiz, w ten sposob poziom nauczycieli
          podniesie sie niejako sam. Nie mniej chcialem przeprosic wszytskich urazonych
          naucycieli, wiem ze w srod was ciagle dosc liczna jest grupa pasjonatow, ludzi
          ktorzy sa stworzeni do uczenia. I dla Was BRAVO, ale rozejrzyjcie sie po swojej
          szkole, duzo tam takich jak Wy? Watpie.
          Wracajac do artykułu:
          nieprzemyslane zdanie tej Pani na temat tel. komorkowych sklania mnie do
          zastanowienia czy nad pozostalymi odpowiedziami zastanawiala sie rownie gleboko
          to akurat tu jej nie wyszlo !?

          Jezeli o mnie chodzi to jest wrecz przeciwnie, DZIWIE SIE nauczycielom ktorzy
          daja numery komorek rodzicom, taki numer dosc szybko wycieknie do dzieciakow
          (przy czym tylko moze a nie musi wyciec) i skonczyc sie to moze glupimi zartami,
          w najlepszym przypadku.
          • franiaaa1 drogi Panie Wojciechu 05.04.08, 06:18
            Idąc Pana tokiem rozumowania trzeba by sądzic ze nie tylko
            nauczyciel na stażu z pensją 1000 zł jest frustratem. Jest nim też w
            takim razie lekarzna stażu, jest nim młody prawnik który robi
            aplikację.. Ten kraj w takim razie jest pełen frustratów!
      • beptak52 Re: To nauczyciele mają służbowe komórki? 05.04.08, 14:56
        3aga3 napisała:

        > To nauczyciele mają służbowe komórki?
        Nie, odważni udostępniają numery prywatne. Wszystkie kontakty do mnie są na
        mojej stronie internetowej. Za błędy na stronie przepraszam, bo tworzyła ją moja
        12-letnia uczennica. Ja niestety tego nie potrafię.
        • mid1 Re: To nauczyciele mają służbowe komórki? 05.04.08, 20:23
          Nie potrafi Sanowna Pani ? Nie mozliwe. Skoro używa Pani komórki, to
          taka strona powinna byc dla Pani małym pikusiem. Coś tu się nie
          zgadza.
        • beptak52 Re: To nauczyciele mają służbowe komórki? 05.04.08, 20:36
          A jednak jakoś sobie z tą stroną /lepiej, gorzej poradziłam. Często do pomocy
          przy obsłudze komputera wzywam moich podopiecznych. Wiedzą, że w tej materii
          jestem kompletnym ignorantem. Trochę późno się urodziłam i jestem już z innej
          epoki. Mile zaś wspominam swoich belfrów, którzy pochodzili z innej epoki...
    • falendo Artykuł jest oburzający 04.04.08, 15:55
      Telefon komórkowy nauczyciela jest jego prywatną sprawą. Do
      sklepowej też pani dzwoni wieczorem, żeby zapytać, czy jutro będzie
      sucha krakowska? Rodzice mogą zgłosić swoje zastrzeżenia do pracy
      nauczyciela, najpierw jemu samemu, potem dyrekcji szkoły, ale od
      zatrudniania i zwalniania nie są. Przechodzenie z rodzicami na "ty" -
      bardzo wygodnie: "Jestem z nimi na "ty", więc ze mnie równa babka,
      mnie nie zwolnia, na nie nie naskarżą". Nauczyciel, jak każdy
      człowiek, powienien wykonywać swój zawód rzetelnie i z sercem, ale
      nie ponad siły i nie 24 godziny na dobe, bo jak każdy człowiek ma
      też swoją rodzinę, zdrowie, pasje i prywatność. Coś się, moim
      zdaniem, pani Ptak pomyliło. Uważam, że nie ma prawa wymagać od
      innych sposobu pracy, jaki sobie wymyśliła. A program, jest
      przeładowany i wymaga ciągłych weryfikacji, tylko czy na pewno
      należy wyrzucić z niego wszstko, co można znaleźć w internecie?
      Będziemy wszędzie chodzić z laptopami, bo może przypadkiem przyjdzie
      nam się wypowiedzieć na jakiś temat i trzeba będzie mieć jakąś
      wiedzę? Na Boga!
      • titta Re: Artykuł jest oburzający 04.04.08, 16:22
        Aby umiec skorzystac z internetu (czy encyklopedi) jakas tam wiedze
        ogolna trzeba miec. Ne musi sie od razu znac nazw kazdej kosci ale
        jak nazwe sie ta spotka warto wiedziec, ze jest to kosc a nie imie
        popowej pisaenkarki z Honolulu. Sama przyznaje, ze przepytuje dzieci
        ze zrozumienia slow. Wymaga aby jej uczniowie wiedzieli co to jest
        sukmana, a uwaza, ze wskazanie kosci strzalkowej to juz wiedza dla
        specjalistow? Szkopul tkwi nie w zbyt duzej ilosci wiedzy, nie w
        uczeniu sie wzorow, a w BEZMYSLNYM uczeniu sie faktow i wzorow, bez
        wytlumaczenia po co i dlaczego akurat tak, a nie inaczej.
        • beptak52 Re: Artykuł jest oburzający 05.04.08, 15:04
          titta napisała:

          > Aby umiec skorzystac z internetu (czy encyklopedi) jakas tam wiedze
          > ogolna trzeba miec. Ne musi sie od razu znac nazw kazdej kosci ale
          > jak nazwe sie ta spotka warto wiedziec, ze jest to kosc a nie imie
          > popowej pisaenkarki z Honolulu. Sama przyznaje, ze przepytuje dzieci
          > ze zrozumienia slow. Wymaga aby jej uczniowie wiedzieli co to jest
          > sukmana, a uwaza, ze wskazanie kosci strzalkowej to juz wiedza dla
          > specjalistow? Szkopul tkwi nie w zbyt duzej ilosci wiedzy, nie w
          > uczeniu sie wzorow, a w BEZMYSLNYM uczeniu sie faktow i wzorow, bez
          > wytlumaczenia po co i dlaczego akurat tak, a nie inaczej.

          Zgadzam się z tą wypowiedzią w zupełności
      • beptak52 Re: Artykuł jest oburzający 05.04.08, 15:02
        falendo napisała:

        > Telefon komórkowy nauczyciela jest jego prywatną sprawą. Do
        > sklepowej też pani dzwoni wieczorem, żeby zapytać, czy jutro będzie
        > sucha krakowska? Rodzice mogą zgłosić swoje zastrzeżenia do pracy
        > nauczyciela, najpierw jemu samemu, potem dyrekcji szkoły, ale od
        > zatrudniania i zwalniania nie są. Przechodzenie z rodzicami na "ty" -
        > bardzo wygodnie: "Jestem z nimi na "ty", więc ze mnie równa babka,
        > mnie nie zwolnia, na nie nie naskarżą". Nauczyciel, jak każdy
        > człowiek, powienien wykonywać swój zawód rzetelnie i z sercem, ale
        > nie ponad siły i nie 24 godziny na dobe, bo jak każdy człowiek ma
        > też swoją rodzinę, zdrowie, pasje i prywatność. Coś się, moim
        > zdaniem, pani Ptak pomyliło. Uważam, że nie ma prawa wymagać od
        > innych sposobu pracy, jaki sobie wymyśliła. A program, jest
        > przeładowany i wymaga ciągłych weryfikacji, tylko czy na pewno
        > należy wyrzucić z niego wszstko, co można znaleźć w internecie?
        > Będziemy wszędzie chodzić z laptopami, bo może przypadkiem przyjdzie
        > nam się wypowiedzieć na jakiś temat i trzeba będzie mieć jakąś
        > wiedzę? Na Boga!

        Jeżeli miedzy dzieckiem i kiełbasą nie ma różnicy... Nie powiedziałam, że z
        programu należy wyrzucić wszystko, co jest w Internecie, ale, że ważniejsza
        umiejetność korzystania ze źródeł informacji niż przechowywanie wszystkiego w
        ludzkiej pamięci. W każdym razie, to miałam na myśli. Jeżeli nie wynikało to
        jasno z mojej wypowiedzi, przepraszam za brak precyzji.
      • lelik-2 Re: Artykuł jest oburzający 08.05.08, 00:30
        falendo,na Boga! Zapewne do końca nie przemyślałeś swojej odpowiedzi albo też
        masz problemy w czytaniu tekstu ze zrozumieniem.Nie bagatelizuj problemu,bo
        niebawem przekonasz się na własnej skórze,jak "smakują spady" po olewającym
        pracę nauczycielu. Czego ci z całego serca życzę:)
    • gdrygi Kto uczy twoje dzieci? 04.04.08, 16:09
      ta pani powinna sie walnac w czolko
      • beptak52 Re: Kto uczy twoje dzieci? 05.04.08, 22:37
        Mocno sie walnęłam w czółko, czytając pana głos w dyskusji. Pozdrawiam i całuję
        czółko, w które nic nie uderza.
    • amirez Pani Bożenko - powiem wprost.... 04.04.08, 16:11
      Pani Bożenko - powiem wprost.... czas odejść, czas najwyższy.
      Albo jesteś pani naćpana, albo dziennikarzyna wszystko przekręcił. Bez obrazy, ale takich jak Pani w belferskim stanie nam nie potrzeba !
      • yem panie amirez powiem wprost 04.04.08, 22:13
        Jakim prawem wypowiada się Pan za cały belferski stan .Ja jako rodzic uważam że
        ta Pani ma dużo racji . Akurat teraz w klasie mojej młodszej córka
        gimnazjalistki jest opisany w artykule problem ,nauczycielka fizyki i matematyki
        przyszła w tym roku ( II klasa gimn.) i od razu widać że zaniżyła poziom
        wykładania przedmiotów ( mamy porównanie z wcześniejszymi 7 latami edukacji tych
        dzieci ).będziemy interweniować u dyrektora ale na pewno to nic nie zmieni.
        klasa która jeszcze rok temu była najlepsza na swoim poziomie stacza się w
        poziomie nauczania . poziom samokrytyki wśród nauczycieli jest niestety b.niski
        . Na krytykę z zwenątrz reagują alergicznie tak jak Pan ,panie amirez. A
        niestety przez moje wiele lat kontaktu ze szkołą mogę stwierdzić że dobrzy i
        b.dobrzy nauczyciele to mniejszość, przeważają przeciętni .
        • hero77 Re: panie amirez powiem wprost 04.04.08, 22:33
          Nie wszyscy są idealni. Są źli i wspaniali nauczyciele (jak w każdym innym
          zawodzie). Pytanie tylko dlaczego ludzie tak łatwo przyjmują krytykę wszystkich
          nauczycieli a nie dostrzegają tego co dobre. Wygodniej jest krytykować, niż
          pochwalić. Kiedy i czy kiedykolwiek podziękował Pan nauczycielowi za dobrze
          wykonaną pracę. Pochwalił go. Rodzice zajmują się tylko krytykowaniem. Na swojej
          drodze chyba spotkał pan dobrych nauczycieli, bo ktoś nauczył Pana córkę na
          tyle, by mogła znaleźć się w dobrej klasie?
        • anty_lex Re: panie amirez powiem wprost 04.04.08, 22:42
          a jakim prawem oponuje pan w imieniu stanu belferskiego, skoro jest pan rodzicem? no, ja tego nie rozumiem...
          a pomyslal pan, ze moze nauczyciel dostosowal wymagania do poziomu klasy? hm?

          "poziom samokrytyki wśród nauczycieli jest niestety b.niski"
          najpierw krytykuje pan wyrazanie sie za grupe, a teraz sam generalizuje. gdzie w tym logika?

          szczerze mowiac, to chyba nie chcialabym miec pana jako rodzica mojego wychowanka... tacy opiekunowie sa gorsi, niz bezkrytyczni wobec siebie nauczyciele.

          "b.dobrzy nauczyciele to mniejszość, przeważają przeciętni"
          prosze isc do szkoly na tydzien i pouczyc. kazdy upierdliwy rodzic powinien dostapic tej mozliwosci. to by zmienilo poglady, diametralnie.
      • beptak52 Re: Pani Bożenko - powiem wprost.... 05.04.08, 15:11
        amirez napisała:

        > Pani Bożenko - powiem wprost.... czas odejść, czas najwyższy.
        > Albo jesteś pani naćpana, albo dziennikarzyna wszystko przekręcił. Bez obrazy,
        > ale takich jak Pani w belferskim stanie nam nie potrzeba !
        Trochę rzeczywiście czuję się zmęczona, ale służę dalej na prośbę rodziców moich
        wychowanków. Wiem, że dla "belferskiego stanu" wiem, dlaczego jestem niewygodną
        osobą....
      • to.j.a Re: Pani Bożenko - powiem wprost.... 05.04.08, 15:29
        proponuję jeszcze raz przeczytac artykuł i może tym razem ze
        zrozumieniem.
        Miałam okazję przed wielu laty byc uczennicą p.Bożeny.Zapewniam ,że
        ciężko o tak oddanego nauczyciela młodzieży jak Ona.Na jej lekcjach
        okazywało sie ,że j.pol to wspaniała zabawa i przygoda.Jak słyszałam
        do tej pory nie wiele się zmieniła.A z tego co czytam w artykule
        może byc jeszcze lepiej.

        Kwestia komurek nauczycieli jest dla mnie rzeczą umowną.Wszystko
        zależy od ludzi jacy mają ze sobą współpracowac.Myślenie potrzebne
        jest po obu stronach.Praca nad wychowaniem dziecka wymaga współpracy
        rodzica i nauczyciela nie zawsze jest to możliwe osobiście ,czasami
        trzeba się wspomóc.Wystarczy zachowac umiar i nie wykorzystywac .
        Poza tym zawód nauczyciel to chyba bardziej powołanie i nie powinni
        do niego trafiac ludzie z przypadku.
        • danuta49 Niewiele cię ona nauczyla;-)))))))))))))) 05.04.08, 16:01
          >Kwestia komurek nauczycieli <
          • beptak52 Re: Niewiele cię ona nauczyla;-)))))))))))))) 05.04.08, 22:24
            Jak widzę komórka nadal najważniejszą. Fakt, że uczyłam dzieci nie tylko z
            dysortografią... Zależy, co dla kogo w życiu najważniejsze. Niestety nie znam
            nazwiska mojej uczennicy - obrońcy, ale dziękuję...
          • to.j.a Re: Niewiele cię ona nauczyla;-)))))))))))))) 06.04.08, 20:08
            Tylko czekałam na odzew!Niestety zanim pomyślałam już kliknęłam.Nie
            jestem tak biegła w obsłudze komputera/niestety/i nie potrafię tego
            cofnąc.
            Poza tym nie chodzi o to zdaje się jak kto pisze tylko jakim jest
            człowiekiem
            • danuta49 Jeśli jest polonistką i ocenia innych nauczycieli 06.04.08, 22:05
              to jak najbardziej!!!!;-)
              >Poza tym nie chodzi o to zdaje się jak kto pisze tylko jakim jest
              człowiekiem.<
    • danuta49 Każdy rodzic ma inną receptę na uczenie i ocenia 04.04.08, 16:26
      nauczycieli zgodnie z nią.Na dodatek w oparciu o informacje z
      drugiej ręki. Dyrektora trzeba oceniać(i konsekwencje wyciagać!) za
      wyniki szkoly ( z uwzględnieniem stanu edukacji uczniów
      rozpoczynających(!) w danej szkole naukę). On jest w stanie
      sprawiedliwie ocenić i wycenić pracę poszczególnych nauczycieli.
      Pomysly tej pani to żenada.
      Na dodatek ona uczy w prywatnej drogiej szkole STO i nie ma pojecia
      o warunkach nauki w publicznym rejonowym gimnazjum!
      • yem Pani danuto 04.04.08, 22:30
        Otóż nie zawsze tak jest . Rodzice którym zależy na dobrej edukacji swoich
        dzieci i mają kontakt ze szkołą potrafią ocenić nauczycieli .choćby na podstawie
        porównań z innymi nauczycielami
        ( często dzieci lub ich rodzeństwo w trakcie swojej edukacji chodzą do różnych
        szkół ) i wynikami w nauce osiąganymi przez poszczczególne klasy i poziomem
        akceptacji nauczyciela przez uczniów .to ostatnie jest też b.ważne .Nielubiany
        nauczyciel nigdy nie bedzie dobrym nauczycielem . żeby być lubianym nie trzeba
        się uczniom podlizywać ,wystarczy być kompetentnym ,w miarę obiektywnym i nie
        złośliwym nauczycielem. dyrektor może sprawiedliwie ocenić nauczycieli ,ale nie
        zawsze ,gdyż może też kogoś z grona nie lubić ( wtedy zaniży ocenę ) lub
        b.lubić ( wtedy może pozytywnie ocenić nawet słabeusza belfra )
      • beptak52 Re: Każdy rodzic ma inną receptę na uczenie i oce 05.04.08, 15:16
        danuta49 napisała:

        > nauczycieli zgodnie z nią.Na dodatek w oparciu o informacje z
        > drugiej ręki. Dyrektora trzeba oceniać(i konsekwencje wyciagać!) za
        > wyniki szkoly ( z uwzględnieniem stanu edukacji uczniów
        > rozpoczynających(!) w danej szkole naukę). On jest w stanie
        > sprawiedliwie ocenić i wycenić pracę poszczególnych nauczycieli.
        > Pomysly tej pani to żenada.
        Niestety Wyborcza nie opublikowała całej mojej wypowiedzi. W szkole publicznej w
        podłej dzielnicy uczyłam 14 lat. Nie powiedziałam też, że jeden rodzic może
        ocenić sprawiedliwie pracę pedagoga.
        > Na dodatek ona uczy w prywatnej drogiej szkole STO i nie ma pojecia
        > o warunkach nauki w publicznym rejonowym gimnazjum!
        • 2_x_duck Re: Każdy rodzic ma inną receptę na uczenie i oce 05.04.08, 16:09
          > Niestety Wyborcza nie opublikowała całej mojej wypowiedzi. W szkole publicznej
          > w
          > podłej dzielnicy uczyłam 14 lat. Nie powiedziałam też, że jeden rodzic może
          > ocenić sprawiedliwie pracę pedagoga.

          kiedys moze pani uczyla, ale zasy sie zmieniaja i niewiele pani moze teraz wiedziec.
    • iza_dora Kto uczy twoje dzieci? 04.04.08, 16:41
      W tym idiotycznym tekście pada pytanie: jaka jest dzisiejsza szkoła?
      Przeładowana. Na wszystkim się oszczędza, więc dzieci upychane są do klas 30
      osobowych. Jak pomóc wszystkim w ciągu 45 minut?
      I jeszcze jedno. Zaoferowałam dzieciom swoją pomoc: zostaję po godzinach, więc
      mogą do mnie przyjść i chętnie wyjaśnię im, te zagadnienia, które sprawiają im
      kłopot. I co? Na 10 osób z jedynkami przychodzą dwie. Pozostałym się nie chce...
    • slepowron4 "Gdyby głupota miała skrzydała..." 04.04.08, 17:37
      Liceum kończyłem w 1993 roku, kiedy uzyskało ono w stolicy najlepsze wyniki
      egzaminu dojrzałości(nb wtedy matura była jeszcze prawdziwa.) Do dziś pozostał
      mi w pamięci (komórkowej:) wycisk, który dostawaliśmy tam od nauczycieli,
      polegający na wmuszaniu w nas tych - jak uprzejma była się wyrazić bohaterka
      artykułu - "bzdur." Dzięki temu potrafię wyjaśnić, czym są wodniczki, podać
      wzory chemiczne kwasów (fakt, z organicznymi słabiej), datę dzienną upadku
      Konstantynopola. I wdzięczny jestem za to nauczycielom, którzy wymagali
      znajomości"bzdur", wymuszali wypracowanie sobie warsztatu pracy i nie robili z
      siebie demiurgów nauczania, jak PT Ptak.
      Dzięki tym nauczycielskim okrutnikom i nieudacznikom uważam się dziś za człowiek
      wypchniętego ze stanu barbarzyństwa ku jako takiemu stanowi cywilizacji.
      Sam dziś jestem nauczycielem i sto razy dziennie biję głową w mur, by wbić swoim
      podopiecznym do głów, że szkoła nie jest cyrkiem i nie spotykamy się po to, by
      miło spędzać czas. Szkoła była, jest i będzie instytucją o cechach
      totalitarnych, instytucją, która przygotowuje do życia w świecie, gdzie trzeba
      stawiać czoła wyzwaniom i uczyć się samodzielnie. Kto spośród rodziców i
      nauczycieli tego nie rozumie, robi krzywdę dzieciakom, przyszłym bezradnym
      frustratom.
      Na zakończenie dodam, że czasy guwernerów, którzy mieli niezbywalne prawo
      obrywania po pysku od swych wychowanków i ich rodziców, minęły dawno temu. A to,
      że ktoś płaci podatki, nie oznacza wcale, że zna się na nauczaniu.
      • synaps Re: NIc dodać nic ująć 04.04.08, 18:14
        Może tylko tyle, ze edukacji najbardziej szkodzą ci, którzy traktują
        ją jak instrument wlasnej próżności. O uczeniu wtedy mowy raczej nie
        ma proszę pani Ptak. Proszę nie kontynuować linii "osobowości"
        takich jak Handke, Łybacka czy Legutko.
        Minister Hall zdaje się być "dobrą uczennicą" w/w - co pomysl to
        bardziej absurdalny.
        • slepowron4 Re: NIc dodać nic ująć 04.04.08, 19:51
          synaps napisał:

          > Może tylko tyle, ze edukacji najbardziej szkodzą ci, którzy traktują
          > ją jak instrument wlasnej próżności.

          O, to to!
          Wydaje mi się, że p. Ptak jest przypadkiem klinicznym reakcji na represyjną
          szkołę sprzed 20-30 lat. Zgadzam się, że był to model edukacji, który często
          stawiał ucznia w roli li-tylko przedmiotu edukacji, zaś rodziców traktował nie
          lepiej. Trzeba było mieć odwagę i sprawny umysł, by w roli nauczyciela lub
          ucznia w tamtej szkole sprzyjać samorealizacji i samorealizować się. I wtedy
          miewałem w szkole naprawdę wielkich nauczycieli, którzy robili coś dla nas, a
          nie dla siebie.
          Dziś rozumność podrożała, zaś odwaga potaniała - każdy nauczyciel tanim kosztem
          może poprawiać sobie samopoczucie manifestami o zobowiązaniach nauczyciela i
          prawach uczniów. Jest w tym tyle sensu i odwagi, ile w wyważaniu otwartych dawno
          drzwi.
      • hero77 Re: "Gdyby głupota miała skrzydała..." 04.04.08, 21:16
        BRAWO!!!!!!!!!
      • opt Re: "Gdyby głupota miała skrzydała..." 04.04.08, 23:18
        Bardzo trafnie to ująłeś "Szkoła to nie cyrk"
    • synaps Żeby nieć wymagania, trzeba najpierw 04.04.08, 17:57
      samemu umieć je wychowywać. Szkola tego nie zrobi jeśli rodzice
      będą od stawiania wymagań. Wysilek wychowania polega m.in na tym,
      aby dzieci przychodzące do szkoly wiedzialy po co to robią i jeśli
      nawet nieprzejawiają chęci do nauki nie powinny przeszkadzać tym,
      którzy chcą. Inaczej rodzice nie mają żadnego prawa do stawiania
      wymagań. Wręcz powinni placić odszkodowanie rodzicom dzieci, które
      tracą przez idiotów i bandytów posylanych do szkoly. Szkola jest
      bowiem dla tych , co chcą zdobywać wiedzę, doskonalić umysl, uczyć
      się przestrzegania norm wspólżycia w spoleczeństwie.
      Tymczasem każdy kolejny pomysl sluży bardziej idiotom i bandziorkom,
      a nie tym, co na szkole zaslugują.
      • beptak52 Re: Żeby nieć wymagania, trzeba najpierw 05.04.08, 15:27
        synaps napisał:

        > samemu umieć je wychowywać. Szkola tego nie zrobi jeśli rodzice
        > będą od stawiania wymagań. Wysilek wychowania polega m.in na tym,
        > aby dzieci przychodzące do szkoly wiedzialy po co to robią i jeśli
        > nawet nieprzejawiają chęci do nauki nie powinny przeszkadzać tym,
        > którzy chcą. Inaczej rodzice nie mają żadnego prawa do stawiania
        > wymagań. Wręcz powinni placić odszkodowanie rodzicom dzieci, które
        > tracą przez idiotów i bandytów posylanych do szkoly. Szkola jest
        > bowiem dla tych , co chcą zdobywać wiedzę, doskonalić umysl, uczyć
        > się przestrzegania norm wspólżycia w spoleczeństwie.
        > Tymczasem każdy kolejny pomysl sluży bardziej idiotom i bandziorkom,
        > a nie tym, co na szkole zaslugują.

        Bardzo idealistyczne podejście. Czy tej świadomości wymagać już od siedmiolatka?
        A może dzieci z rodzin patologicznych umieścić w komorach gazowych, podobnie jak
        te mniej dojrzałe, z problemami emocjonalnymi....
        • synaps Re: Żeby nieć wymagania, trzeba najpierw 05.04.08, 20:59
          Dziwię się, że osoba podobno z doświadczeniem, tak nadinterpretuje
          dość oczywiste stwierdzenia. Jak zwykle, "zaangażowanie" przesłania
          obraz.
          Dziwię się, że pomysł komór gazowych rodzi się w tak pedagogicznej
          głowie.

          Ale nie dziwię się, że nacisk na lizanie tyłka patologicznym
          przypadkom wygrywa - tak w ogólności. Dzięki temu jakie później
          mamy "widowisko", np. na stadionach ( tam są pupilki systemu
          wychowania tych patologicznych i z problemami emocjonalnymi). A to
          że zaniedbujemy tych, których powinnniśmy wspierać w ich wysilkau
          nauki to już naprawdę drobiazg bez znaczenia.
          Nie dziwię się, że tak hołubione przypadki patologiczne znakomicie
          się odnajdują w tej jakże korzystnej dla nich sytuacji. Sposobem na
          życie jest u nich pielęgnowanie swojej patologii. Same korzyści.

          Pozdrawiam
          • beptak52 Re: Żeby nieć wymagania, trzeba najpierw 06.04.08, 01:12
            Nie, to Pan nie ma recepty na patologie i takim jak Pan proponuję receptę
            Hitlera. Ponieważ nie jestem za, a nie wiem, jak sobie z tym problemem radzić,
            uciekłam do szkoły, w której patologii brak. Są za to inne problemy i trzeba
            wciąż udawadniać, że jest się dobrym nauczycielem. Radzę sobie. Nadal apeluję o
            czytanie ze zrozumieniem.
    • sluchacz3ki Programy nauczania układają porąbani naukowcy 04.04.08, 18:19
      Na przykład dziecko na chemii uczy się o molach i innych zupełnie niepotrzebnych
      reakcjach, a nie dowie się jakie odczynniki dostępne w domu mogą go poparzyć,
      jak wywołać fotografię, itp. Uczy się rzeczy nieprzydatnych, bo program ułożył
      ambitny osioł oderwany zupełnie od rzeczywistości. Dziecko opuszcza szkołę
      wykute, a w rzeczywistości niedouczone.
      • gdabski Re: Programy nauczania układają porąbani naukowcy 04.04.08, 20:22
        > Na przykład dziecko na chemii uczy się o molach i innych zupełnie niepotrzebnych
        > reakcjach,

        Co takiego do wykucia jest w tych "molach", czy może raczej obliczeniach stechiometrycznych? Kilka, dwie czy trzy zależności w formie wzorów? Nie ma nic do kucia. Fakt, to nie jest łatwy temat. Ale za to jak doskonale uczy wyobraźni i myślenia abstrakcyjnego, czyli tego, czego podobno od szkół właśnie oczekujemy.

        Dużo prędzej za coś nieprzydatnego uznałbym wywoływanie fotografii w dobie cyfrówek ;)

        /Gdabski
        • yem panie gdabski 04.04.08, 22:58
          czepia pan się szczegółów z wypowiedzi poprzednika a nie ustosunkowuje się Pan
          do meritum ,że program szkolny jest przeładowany wieloma bzdetami do wykucia
          które najczęściej nigdy nie będą potrzebne jak np.układ odddechowy żaby itp.
          jeżeli komuś taka wiedza jest potrzebna od tego jest wyszukiwarka internetowa ,
          z korzystania z której szkoła uczy bardzo powierzchownie . Chciałbym aby
          absolwent szkoły średniej nie był analfabetą funkcjonalnym nieprzygotowanym do
          wymagań współczesnego świata jak to często jest dzisiaj . w rezultacie szkołę
          średnią opuszczają absolwenci którzy często nie mają wiedzy nt. różnych zawodów
          ,kim chcą być w życiu , jak osiągnąć odpowiednie kwalifikacje ,jak napisać cv
          ,jak się dobrze zaprezentować ,jak dobrze współpracować w grupie, o słabej
          znajomości języków ,którzy potem mają problemy aby dostać się na państwową
          wyższą uczelnię ( często zostaje tylko szkoła prywatna płatna ) lista zarzutów
          mogłaby być dłuższa. mam na myśli większość absolwentów ,pozytywne wyjątki
          potwierdzają regułę.
        • beptak52 Re: Programy nauczania układają porąbani naukowcy 05.04.08, 15:33
          gdabski napisał:

          > > Na przykład dziecko na chemii uczy się o molach i innych zupełnie niepotr
          > zebnych
          > > reakcjach,
          >
          > Co takiego do wykucia jest w tych "molach", czy może raczej obliczeniach stechi
          > ometrycznych? Kilka, dwie czy trzy zależności w formie wzorów? Nie ma nic do ku
          > cia. Fakt, to nie jest łatwy temat. Ale za to jak doskonale uczy wyobraźni i my
          > ślenia abstrakcyjnego, czyli tego, czego podobno od szkół właśnie oczekujemy.
          >
          > Dużo prędzej za coś nieprzydatnego uznałbym wywoływanie fotografii w dobie cyfr
          > ówek ;)
          >
          > /Gdabski

          Ile ludzi, tyle zdań na dany temat. Niestety nic nie wiem o molach. Czy to moja
          wina, czy szkoły, nie wiem. Jednak te braki nie przeszkadzają mi być szczęśliwą
          i osiągać w życiu i w pracy sukcesy. Mam nadzieję, że o imiesłowach też wszystko
          zapamiętaliśmy...
          • slepowron4 Re: Programy nauczania układają porąbani naukowcy 05.04.08, 16:56
            beptak52 napisała:

            > Ile ludzi, tyle zdań na dany temat.

            Ilu ludzi, tyle zdań.
            • beptak52 Re: Programy nauczania układają porąbani naukowcy 05.04.08, 17:55
              slepowron4 napisał:

              > beptak52 napisała:
              >
              > > Ile ludzi, tyle zdań na dany temat.
              >
              > Ilu ludzi, tyle zdań.
              Bardzo dziękuję i myslę, że gorsze błędy w życiu popełniałam, ale do wszystkich
              skłonna jestem się przyznać, a za korektę podziękować. Pozdrawiam
              P.S. Myśli Pan, że kiepska ze mnie polonistka?
              • slepowron4 Re: Programy nauczania układają porąbani naukowcy 05.04.08, 22:22
                Nie, jestem tylko bardzo złośliwy.
                • beptak52 Re: Programy nauczania układają porąbani naukowcy 05.04.08, 22:35
                  Złośliwych lubię przede wszystkim. Pozdrawiam i proszę o pomoc w sprawie
                  przysłówków: po polsku, biegiem, galopem itd. ,bo moim zdaniem to owszem,
                  okoliczniki sposobu, ale przysłowki? A tak uczy podręcznik GWO.
                  • antycypacja Re: Programy nauczania układają porąbani naukowcy 09.04.08, 15:24
                    Podręcznik GWO dobrze uczy. Przedziwne, że nauczyciel, który
                    powinien też kształcić ponadprzedmiotową umiejętność wyszukiwania
                    informacji, nie umie sam sięgnąć choćby do haseł problemowych (nomen
                    omen) w "Nowym słowniku poprawnej polszczyzny". Nie mówiąc o tym, że
                    po prostu powinien to wiedzieć, skoro o przysłówkach uczy już od
                    tylu lat... Żenujące. Co teraz powinni zrobić rodzice uczniów tej
                    polonistki? Hm?

                    Nie mówiąc o tym, że swoją postawą (danie numeru prywatnego telefonu
                    traktuję tu tylko jako symbol) modeluje przyszły stosunek uczniów do
                    kultury pracy i czasu wolnego. Niestety, jest to postawa często
                    wiodąca do wypalenia zawodowego, zaburzeń prawidłowego
                    funkcjonowania fizjologii i psychiki - zwłaszcza kiedy ktoś wybierze
                    zawód wymagający znacznie dłuższej obecności w pracy niż w zawodzie
                    przez ową panią uprawianym? Psychologowie już to wiedzą, mądrzy
                    pracodawcy już to wiedzą i ci, którzy doświadczyli zderzenia z
                    rzeczywistością: zawałem, trudnościami emocjonalnymi, zaburzeniem
                    życia rodzinnego (to tylko przykłady i tylko jako skutki takich
                    zachwiań w trybie praca/odpoczynek je podaję). Zatem mądry
                    nauczyciel modeluje też umiejętność stawiania granic. A nie biadoli,
                    że inni nauczyciele - jeśli dobrze wypowiedź rozumiem - mają
                    pretensje o wprowadzenie modelu dostępności dla klientów 24/7. Ale,
                    proszę ciała pedagogicznego, szkoła społeczna/prywatna (a może i
                    państwowa) może po prostu ustalić standardy kontaktu i współpracy
                    danej palcówki z rodzicami-klientami. I już.

                    Nie każdy, kto "oddaje całego siebie" zawodowi jest dobry w swojej
                    profesji. Chociaż ta pani chyba baaardzo chciałaby wierzyć, że jest
                    taka świetna i narzucać swoje wzorce i przekonania innym pracownikom
                    oświaty. Bo taki jest ton tej wypowiedzi.
                    [Ewentualne racjonalizujące tłumaczenia siłaczkowatej postawy mnie,
                    doprawdy, nie interesują - interesują mnie profesjonaliści ze
                    ZDROWYM podejściem do swojego zawodu i takowe kształtujące u moich
                    dzieci].
    • pan-kabak Do mojego dyra chodzili 2 razy 04.04.08, 18:24
      Najpierw rodzice klasy przedmaturalnej, żeby mnie zwolnił, bo za
      dużo wymagam. Nie zwolnił. Ale tak się złożyło, że właśnie w
      najbliższe wakacje przeprowadziłem się do innego miasta. W następnym
      roku przyszli ci sami rodzice, żeby dyrektor zwolnił nowego
      nauczyciela, bo za mało wymaga i uczniowie nie zdadzą matury.
      • danuta49 Pól klasy zdaje maturę z przedmiotu,a pól nie;-) 08.04.08, 12:09
        Jedni chcą żeby poziom byl himalajski(na dodatek w klasie I czy II
        cżesto, tym pieniaczom szczególnie, się plany zmieniają), a drudzy
        najlepiej by nie chodzili do szkoly, a w każdym razie nie chcą
        tracić ani chwili czasu ponad lekcje.I co???Komu dogadzać???
        To kwestia idiotycznej lewackiej doktryny, że nawet w liceum wszyscy
        się uczą wszystkiego i na prawie identycznym poziomie. W
        cywilizowanych krajach tak nie jest - oni umozliwiają specja;lizację!
    • k_r_m Kto uczy twoje dzieci? 04.04.08, 18:43
      "- Moje pokolenie komórkę poznało bardzo późno. To dzieci nauczyły mnie, jak z
      niej korzystać. Nauczycieli, którzy nie wiedzą, po co mają komórki, zwolniłabym
      z pracy. Nie zajmujemy się przecież produkcją cukierków."

      Pani chyba brak komórek, ale tych szarych.

      Gdy szkoła zacznie wyposażać nauczycieli w służbowe komórki to zgoda, każdy
      rodzić powinien ten numer mieć, ale od prywatnych komórek wara. Niektórzy
      rodzice z pewnością nie daliby żyć niejednemu nauczycielowi gdyby mieli jego numer.
      • beptak52 Re: Kto uczy twoje dzieci? 05.04.08, 15:41
        k_r_m napisał:

        > "- Moje pokolenie komórkę poznało bardzo późno. To dzieci nauczyły mnie, jak z
        > niej korzystać. Nauczycieli, którzy nie wiedzą, po co mają komórki, zwolniłabym
        > z pracy. Nie zajmujemy się przecież produkcją cukierków."
        >
        > Pani chyba brak komórek, ale tych szarych.
        >
        > Gdy szkoła zacznie wyposażać nauczycieli w służbowe komórki to zgoda, każdy
        > rodzić powinien ten numer mieć, ale od prywatnych komórek wara. Niektórzy
        > rodzice z pewnością nie daliby żyć niejednemu nauczycielowi gdyby mieli jego nu
        > mer.
        Niech mi Państwo wierzą, że mają mój numer komOrki rodzice i dzieci i dają mi
        żyć. Na razie atakują minie bądź chwalą telefonicznie czytelnicy artykułu, ale
        wierzę, że to szaleństwo minie. Chyba, że ktoś się uprze....
    • rikol trzeba zlikwidowac szkole 04.04.08, 18:46
      Najlepiej zrobic 10 miesiecy wakacji i 2 miesiace nauki, wtedy uczniowie beda
      zadowoleni. Matura bedzie przeciez dopiero za 5 lub 10 lat.

      A na powaznie, rodzice powinni sie zajac swoimi dziecmi, nauczyc dziecko
      sumiennosci i pracy juz w pierwszej klasie podstawowki. Jesli sie nauczy, ze
      najpierw trzeba odrobic lekcje, a potem mozna sie bawic, to w pozniejszych
      klasach tez juz nie powinno byc problemow.

      Wszyscy, ktorzy wypominaja nauczycielom wakacje i 18 godzin pensum, powinni
      chociaz jeden tydzien popracowac w tym zawodzie. Od razu by im sie odechcialo 2
      miesiecy wakacji. Rodzice czesto maja problemy wychowawcze ze swoim jednym
      dzieckiem, nauczyciel musi zapanowac na trzydziesciorgiem. Nie mowiac juz o
      nauczaniu, kiedy wiekszosc slucha, a jeden czy dwoch caly czas przeszkadza (nie
      mowiac o starszych klasach i dorastajacych opryszkach, zlodziejach itp - w
      kazdej klasie taki sie znajdzie). Dodam do tego jeszcze sprawdzanie klasowek
      napisanych 'jak kura pazurem', wiele godzin dziennie, bezplatne. No i oczywiscie
      wywiadowki gdzie rodzice bronia jak lwy swoich dzieci (moj syn na pewno tego nie
      zrobil), wierza tez w nadprzecietne zdolnosci swoich tylko przecietnych dzieci -
      za wywiadowki tez nikt nie placi. Sa jeszcze wielogodzinne rady pedagogiczne -
      bezplatne oczywiscie. No i trzeba sie przygotowac do lekcji. Od czasu do czasu
      przygotowuje sie akademie - bezplatnie, a jakze. Urzednik w pracy spedza 40
      godzin, a potem go nic nie obchodzi. Natomiast nauczyciel konczy lekcje, zabiera
      stos klasowek do domu, idzie na rade pedagogiczna, przygotowuje apele (czasem
      nawet przez kilka tygodni, w wolnych chwilach), wywiadowki - to jest znacznie
      wiecej niz 40 godzin tygodniowo, zapewniam. Przy obecnych pensjach, wcale mnie
      nie dziwi, ze nauczyciele olewaja prace. Murarz zarabia wiecej, bez wyksztalcenia.
      • beptak52 Re: trzeba zlikwidowac szkole 05.04.08, 15:54
        to jest znacznie
        > wiecej niz 40 godzin tygodniowo, zapewniam. Przy obecnych pensjach, wcale mnie
        > nie dziwi, ze nauczyciele olewaja prace. Murarz zarabia wiecej, bez wyksztalcen
        > ia.

        Nie należy przestać się dziwić, że nauczyciele olewają pracę, ale zacząć coś
        robić z tym fantem. Chyba, że nadal biedaka chcemy wspierać korepetycjami...
        • slepowron4 Interpunkcja 05.04.08, 16:53
          beptak52 napisała:

          > Nie należy przestać się dziwić, że nauczyciele olewają pracę, ale zacząć coś
          robić z tym fantem. Chyba, że nadal biedaka chcemy wspierać korepetycjami...

          Nie, należy przestać się dziwić...
          Chyba że nadal biedaka chcemy wspierać...

          To moja opinia w sprawie "bzdur" z dziedziny przestankowania.
          • beptak52 Re: Interpunkcja 05.04.08, 18:01
            slepowron4 napisał:

            > beptak52 napisała:
            >
            > > Nie należy przestać się dziwić, że nauczyciele olewają pracę, ale zacząć
            > coś
            > robić z tym fantem. Chyba, że nadal biedaka chcemy wspierać korepetycjami...
            >
            > Nie, należy przestać się dziwić...
            > Chyba że nadal biedaka chcemy wspierać...
            >
            > To moja opinia w sprawie "bzdur" z dziedziny przestankowania.

            Dziękuję. Odpisując na tyle ataków, przestałam dbać o... Jeszcze raz
            przepraszam, bo diabeł rzeczywiście tkwi w szczegółach. Pozdrawiam i za następne
            błędy już przepraszam. Ja nie mam do nich prawa, przyznaję.
          • beptak52 Re: Interpunkcja 05.04.08, 18:11
            A jednak swoje "chyba, że" skonsultowałam z akademikiem, który lepszy jest ode
            mnie w tej dziedzinie. Otóż "chyba" tak jak "wiadomo", "trzeba" itd. to
            niefleksyjne formy czasownika, które pełnią rolę orzeczenia, więc stawia się
            przed nimi przecinki, bo następuje po nich kolejna wypowiedź składająca się w
            sumie na wypowiedź złożoną. A jeśli już mam z taką perfekcją do czynienia, to
            proszę pomóc mi w rozwikłaniu innej zagadki, bo miałam kłopot z wyjaśnieniem
            tego uczniom. Dlaczego raz słowo "galopem" jest rzeczownikiem, a innym razem
            /wedle podręcznika/ przysłówkiem?
            • slepowron4 Re: Interpunkcja 05.04.08, 22:21
              W takich razach wszystko zależy od kontekstu, bo język polski (zasadniczo
              fleksyjny), ma pewne cechy języka pozycyjnego i miejsce słowa w zdaniu określa
              jego znaczenie oraz gramatykę.

              Uwaga! Wyrażenie "wedle podręcznika" jest niepoprawne.
              • owera Interpunkcja 14.04.08, 10:07
                Wyrażenie: "wedle podręcznika" może nie jest urodziwe ale poprawne.
                Tak samo poprawne jak określenie, że "coś jest zasadniczo jakieś"
                albo liczba mnoga "w takich razach".

                określa - kto? co? - znaczenie i gramatyka
                jest określane przez - kogo? co? - znaczenie i gramatykę.

                ps. Ja też tylko złośliwa jestem:-)


            • owera wątpliwości 14.04.08, 10:33
              Podoba mi się, że potrafi się pani przyznać do błędu. Zadaniem
              nauczyciela nie jest przelewanie swojej wiedzy do głow uczniów za
              pomoca czarodziejskiego lejka. Nauczyciel ma prawo czegoś nie
              wiedzieć.
              Powinna pani jednak powtórzyć części mowy i części zdania. Może
              stworzy pani forum na swojej stronie, gdzie można będzie wątpliwości
              rozwiać.

              >>proszę o pomoc w sprawie
              przysłówków: po polsku, biegiem, galopem itd. ,bo moim zdaniem to
              owszem,okoliczniki sposobu, ale przysłowki?<<
              przysłówek: nieodmienna część mowy określająca cechy czynności,
              stany oraz inne cechy. "po polsku, biegiem, galopem" spełniaja ten
              warunek więc , są to przysłówki.
              W zdaniu są to okoliczniki. Nie ma tu sprzeczności.

              >> miałam kłopot z wyjaśnieniem tego uczniom. Dlaczego raz
              słowo "galopem" jest rzeczownikiem, a innym razem przysłówkiem?<<

              Mamy dwa słowa: galop - rzeczownik , rodzaju męskiego oznaczajacy
              rodzaj biegu. Analogicznie: kłus, sprint. Rzeczownik się odmienia
              przez przypadki. W narzędniku przybiera on formę "galopem".
              drugie słowo:
              galopem - to nieodmienny przysłowek , który powstał od słowa galop i
              jest to cecha biegu.

              Trener zaniepokoił sie galopem konia.
              zaniepokoił się kim? czym? : galopem - rzeczownik

              Biegnij galopem! biegnij jak? galopem - przysłowek.

              jasne?



              • pieloch02 Re: wątpliwości 26.10.08, 22:04
                Wszystko pięknie, ale proszę mi odpowiedzieć,kiedy uczeń musi określić , jaką
                częścią mowy jest biegiem bez kontekstu innych wyrazów ,będzie to rzeczownik czy
                przysłówek? Czy przypadkiem nie jest to robienie uczniom wody z mózgu?
    • jaz0n Kto uczy twoje dzieci? 04.04.08, 19:03
      Jedyny powod do zadowolenia w tym beznadziejnym artykule to fakt ze wiekszośc
      komentujacych go reaguje na niego własnie w ten sposób. Sam pomysł dawania
      rodzicom prywatnego numeru telefonu to jakas paranoja- jezeli Pani odbiera takie
      telefony podczas zajęc to pierwszy bym Pania zwolnil, a jezeli rodzic nie
      potrafi zadac sobie trudu zeby znaleźć nauczyciela po zajeciach, jednak w czasie
      obecności w szkole to raczej nie zadzwoni z niczym konstruktywnym. Nie
      wspominając juz o ewentualnych konsekwencajch 'wycieku' takiego numeru do
      uczniów. A skoro jest Pani taka chetna do likwidacji Karty Nauczyciela, to warto
      podac jakąs alternatywe, która rzeczywiscie 'zapewni konkurencje'. W zawodach
      gdzie ta konkurencja jest, na ogół nagradza sie ja wysoką płaca, czego w szkole
      nie ma- maksimum na co mozna liczyc to jakis śmieszny dodatek motywacyjny który
      pozwoli najwyżej upić sie z żalu (ale nie wiecej niż raz).
      A propos z kolei 'uczenia się bzdur'- latwo z góry uznac jakąs wiadomośc za
      całkowicie niepotrzebna, ale nigdy nie mozna przewidziec kiedy któras z takich
      'bzdur' się przyda. Pod wieloma wzgledami uznac mozna ze system i tak za mało
      takich 'bzdur' wymaga, skoro np. uczeń 3 klasy gimnazjum często nie potrafi
      rozpoznac poszczególnych państw na mapie politycznej Europy, absolwent ogólniaka
      nie potrafi wymienic wiekszości stolic europejskich a oglądajac serwis
      informacyjny rozumie co piate slowo.
      Jesli chodzi natomiast o ingerencje rodziców w życie szkoły, to ciekaw jestem
      czy Pani Ptak za bardzo sie nie potłukła spadając z jakiejś innej planety.
      Ciekawe jak by proponowała odróznic nauczyciela-sadyste który stawia z kapelusza
      jedynki od wymagającego pasjonata któremu przyszło uczyc debili- z cała
      pewnościa rodzice są w wiekszości kompetentni i zdolni do takich decyzji. No i
      absolutnie nie kieruja sie emocjami i jakośc wiedzy ich dzieci jest dla nich
      wazniejsza niż swiadectwo z paskiem. Zero szacunku dla pani...
      • beptak52 Re: Kto uczy twoje dzieci? 05.04.08, 16:02
        A ja nadal Pana szanuję i chętnie czytam każdą wypowiedź. Doskonale znałam i
        znam wszystkie europejskie stolice, chociaż niektóre z nich od niedawna są
        stolicami nowo powstałych państw. Znam też Szweda, który niewiele do niedawna
        wiedział o Polsce, ale w swojej dziedzinie, w której działa, zdobył
        miedzynarodową sławę. Takie mamy świetne szkoły, a gospodarkę do bani, w nauce
        Nobla brak /chyba, że się wyjedzie do Francji jak nasza Curie Skłodowska/. Czy
        nie należy zastanowić się nad przyczynami tego stanu rzeczy?
        • jaz0n Re: Kto uczy twoje dzieci? 05.04.08, 21:11
          Nie do konca w to wierze- raczej sądze ze robi Pani dobra mine do zmasowanej
          krytyki, której nie była Pani w stanie przewidzieć siedząc sobie na ciepłej
          posadzie i pracując w miejscu gdzie można mieć jeszcze satysfakcje z nauczania.
          Nie wątpie ze jest Pani w stanie wykazac się wiedza ogólna z wielu dziedzin- w
          odróznieniu od WIĘKSZOSCI produktów obecnego systemu. Krytykując go (słusznie)
          nalezy przedstawic lepsza wizję, w przeciwnym wypadku jest sie mało wiarygodnym-
          z kolei jezeli miał Pani takie światłe pomysły na jego odmiane, tylko zła gazeta
          tego nie opublikowała, to albo nie nalezało wyrażac zgody na publikowanie tego
          wywiadu albo wystapic na droge sądową. Ja sądzę raczej ze miała Pani ochotę
          przedstawic siebie jako postepowa i nowoczesna nauczycielkę, będacą znacznie
          wyżej od szarego motłochu. Tylko ze cała ta kwestia rozbija sie w sposób całkiem
          przyziemny o pieniądze- dopóki nauczyciele w szkolach publicznych bedą opłacani
          niewiele lepiej niż woźny to nie ma co liczyc na poprawe. Zalamałem sie kiedy
          jakis czas temu usłyszałem w mediach wypowiedz że zawód nauczyciela jest 'dla
          pasjonatów którzy dzieki zarabiającym męzom (rzadziej zonom) maja zapewnione
          utrzymanie'. A Pani nagle próbuje swoim wywiadem zbawic swiat i na podstawie
          doświadczen sprzed lat zrobic z innych nauczycieli bande nierobów, ktorzy za
          psie pieniądze powinni stosowac sie do reguł wolnego rynku- proszę przyjąc do
          wiadomości ze bez radykalnych zmian w systemie opłacania nauczycieli za chwile
          nie tylko nie bedzie konkurencji, ale nauczycieli w ogóle.
          • beptak52 Re: Kto uczy twoje dzieci? 05.04.08, 22:17
            zgadzam sie w 100%, ale na ciepłą posadkę ciężko pracowałam i niech mi Pan
            wierzy: Nie tak łatwo się na niej utrzymać, bo trzeba mieć dobre wyniki
            nauczania. Moi uczniowie ratują mnie wynikami testów, chociaz szkoła moja nie
            stroni od dzieci niepełnosprawnych, z kłopotami emocjonalnymi i tzw.
            dysfunkcjami /nie lubię tego określenia/.
    • nauczycielhistorii Kto uczy twoje dzieci? 04.04.08, 19:15
      Zauważmy, w jak oryginalny sposób bohaterka wywiadu, polonistka,
      promuje piękną polszczyznę: "zwolnić gościa","cholerne kości" itp.
      Czy można dziwić się młodzieży, skoro miewa taki przykład?
      Pozdrowienia dla wszystkich Belfrów myślących w bardziej
      tradycyjnych kategoriach!
    • wojtek4x Kto uczy twoje dzieci? 04.04.08, 19:21
      Kobieto, to właśnie tacy jak Ty nauczyciele są do niczego.
      Segregujesz dzieci na tych, które warto nauczyć i na tych, których
      nie warto uczyć. Pouczasz innych, a włsnemu dziecku załatwiasz
      korepetycje z tych przedmiotów, których sama się nie nauczyłaś.
      Zejdź na ziemię i weź się do uczciwej pracy.
      • beptak52 Re: Kto uczy twoje dzieci? 05.04.08, 16:14
        wojtek4x napisał:

        > Kobieto, to właśnie tacy jak Ty nauczyciele są do niczego.
        > Segregujesz dzieci na tych, które warto nauczyć i na tych, których
        > nie warto uczyć. Pouczasz innych, a włsnemu dziecku załatwiasz
        > korepetycje z tych przedmiotów, których sama się nie nauczyłaś.
        > Zejdź na ziemię i weź się do uczciwej pracy.
        Moi najstarsi uczniowie zbliżają się do czterdziestki i do mnie przysyłają swoje
        pociechy. Szkoda, że Wyborcza nie opublikowała całego wywiadu, a Pan przeczytał
        go bez zrozumienia. Fakt, że zamiast korepetycji powinnam była walczyć o zmianę
        wykładowcy. Dzisiaj to wiem, bo nadal uczniowie na tę osobę bardzo narzekają
        /córka robiła w niej maturę 11 lat temu/. O jakiej segregacji mowa?! Przysięgam,
        że pracuję uczciwie, co na forach Naszej Klasy potwierdzają moi dorośli
        absolwenci. Nie znalazłam tam ani jednej negatywnej opinii na swój temat. Może
        Pan coś dopisze, bo widzę, że wie Pan od nich wiecej. Pozdrawiam serdecznie
        Bożena Ptak.
    • gdabski Re: Kto uczy twoje dzieci? 04.04.08, 20:14
      > Z rankingów szkół należy wycofać pozycję "wyniki matur" - to efekt
      > kursów, korepetycji a nie pracy szkoły. należy weryfikować podawane
      > informacje o kołach zainteresowań i zajęciach dodatkowych.

      Rankingi szkół są publikowane przez podmioty prywatne i nikomu się wtrącać do
      tego, jak są tworzone. Stwierdzenie, że wyniki matur zależą od korepetycji, to
      poza tym komunał.

      /Gdabski
      • krzysta1 Re: Kto uczy twoje dzieci? 04.04.08, 20:35
        Przyznam, że poruszył mnie ten artykuł. Poglądy, które głosi nauczycielka wynikają chyba z jej małego doświadczenia. Warto wysłać ją do wiejskiego gimnazjum i niech tam sobie przechodzi z rodzicami na "ty" - nie pomniejszając nikomu. Uczę w takim środowisku i z rodzicami, których znam jestem na "ty", ale nie mam zamiaru robić tego z pijakami, chamami i innymi, szybko chyba bym stracił szacunek w środowisku. Telefon, adres emailowy i nr gg znają i rzeczywiście parę razy zdarzyły sie głupie kawały, ale zdobycie takich danych nie jest większym problemem, więc sam im je podałem. Fajnie się mówi takie rzeczy, gdy pracuje się w prywatnej szkole. Jaka jest struktura wykształcenia rodziców, ile dzieci pochodzi z rodzin patologicznych? Kobieta chyba nie wie, że istnieje inna Polska i plecie bzdury, szkoda, że gazeta drukuje takie farmazony. Zapraszam do środowisk popegeerowskich, tylko nie wiem, czy rodzice Ją zrozumieją...?
        • 2_x_duck Re: Kto uczy twoje dzieci? 05.04.08, 15:16
          Jaka jest struktura wykształcenia rodziców, ile dzieci pochodzi
          > z rodzin patologicznych? Kobieta chyba nie wie, że istnieje inna Polska i plec
          > ie bzdury, szkoda, że gazeta drukuje takie farmazony. Zapraszam do środowisk po
          > pegeerowskich, tylko nie wiem, czy rodzice Ją zrozumieją...

          Racja,ja jestem uczniem, chodze do szkoly w chyba najgorszej dzielnicy duzego
          miasta i widze na codzien to chamstwo. Nauczyciele maja naprawde przegrane.
          Kazdy kto sie tu madrzy niech przyjdzie pouczyc tydzien w mojej klasie to mu sie
          odechce,a moja jest jeszczewmiare porządna......
          • beptak52 Re: Kto uczy twoje dzieci? 05.04.08, 16:28
            2_x_duck napisał:

            > Jaka jest struktura wykształcenia rodziców, ile dzieci pochodzi
            > > z rodzin patologicznych? Kobieta chyba nie wie, że istnieje inna Polska i
            > plec
            > > ie bzdury, szkoda, że gazeta drukuje takie farmazony. Zapraszam do środow
            > isk po
            > > pegeerowskich, tylko nie wiem, czy rodzice Ją zrozumieją...
            >
            > Racja,ja jestem uczniem, chodze do szkoly w chyba najgorszej dzielnicy duzego
            > miasta i widze na codzien to chamstwo. Nauczyciele maja naprawde przegrane.
            > Kazdy kto sie tu madrzy niech przyjdzie pouczyc tydzien w mojej klasie to mu si
            > e
            > odechce,a moja jest jeszczewmiare porządna......

            Odwiedzam szkoły w roli poetki i Twoją chętnie odwiedzę i poznam, nie licząc na
            żadne honorarium. Pozdrawiam
    • gdabski Re: Kto uczy twoje dzieci? 04.04.08, 20:27
      "Warto go podjąć, żeby się zorientować, jaki jest poziom wiedzy ogólnej naszych
      dzieci, jakim językiem się posługują. Kiedy w klasie czytamy tekst, to uczeń ma
      obowiązek zgłosić się, gdy nie rozumie jakiegoś słowa. Jak nie podniesie ręki, a
      ja zapytam go potem o znaczenie i nie będzie go znał, to dostaje jedynkę. Zależy
      mi na tym, aby miały odwagę pytać teraz, kiedy na pytania pora, bo potem już
      będzie wstyd. Wiecie, jakich słów nie rozumieją? Koalicja, weryfikować, debata,
      imponować, sukmana, fajerka - a przecież obowiązujące lektury pełne są tego
      słownictwa."

      Tak, tak, tak. Tylko że niestety to nie jest tylko kwestia nierozmawiania w domu.

      "Wszystkie przylądki w Afryce, wzory chemiczne itd. Jakby nie było internetu,
      encyklopedii... "

      Bez generalizowania proszę. Wzorów chemicznych nie uczy się na pamięć, bo one
      wynikają z pewnych ogólnych prawidłowości dotyczących budowy cząsteczek chemicznych.

      /Gdabski
    • dopamina2 Re: Kto uczy twoje dzieci? 04.04.08, 21:03
      Niestety ceniona przeze mnie Gazeta Wyborcza wydaje sie coraz
      bardziej oderwana od realiów życiowych. Pewnie znakomita wiekszość
      redaktorów posyła swoje pociechy do szkół prywatnych i nie ma
      zielonego pojęcia , jak wygladają lekcje w 33-34 osobowej klasie.
      I jak wdrożyć w tej klasie to co istotne mając 1 godz. w tygodniu.
      Jak dotrzeć do każdego ( słabszego, zdolnego), zastosować metody
      aktywne i jeszcze uzyskać dobre wyniki na np. maturze.
      A może tak anonimowo udać sie do paru szkół ( np. na prowincję).
      Niewątpliwie wyłapie się nieudolnych nauczycieli ale też
      zobaczy " samo zycie". Młodzież się zmienia, jak napisała maryna-
      1. Nie chcielibyście wiedzieć drodzy rodzice, jak bardzo jest źle.
    • cameltravel Kto uczy twoje dzieci? 04.04.08, 21:05
      Zapraszam te nauczycielkę do Suwałk do Szkoły Podstawowej nr 6

      padnę ze smiechu jak stanie i powie tym nauczycielom i dyrekcji co myśli :D

      Mam masę nieprzyjemnych doświadczeń za takie poglądy.
      Tu najlepiej sie nie wychylać. Być przeciętnym. Najlepsze są poglądy nauczycieli
      i dyrekcji a że przedpotopowe i zaściankowe to już inna bajka.
      ehhh
      poczytam najpierw wasze komentarze zanim napisze wiecej.
    • hero77 Re: Kto uczy twoje dzieci? 04.04.08, 21:11
      "Powiedzieć prawdę. Masz rację, ten wzór z fizyki do niczego ci się w życiu nie
      przyda, ale może być potrzebny na teście. Nie chcesz się go uczyć, to twoje
      ryzyko, możesz za to ponieść konsekwencje. Naprawdę warto być z dzieckiem
      szczerym w każdej sprawie."
      "to twoje ryzyko", że nauczyciel straci pracę, bo cię tego nie nauczył.

      Chyba nie rozumiem o co Pani chodzi? Normalnie ideał chodzący. Po przeczytaniu
      tego artykułu jestem w szoku.

      Jeśli chodzi o wyniki testów, to droga Pani służą one m. in. do kontroli pracy
      nauczycieli, nie tylko do porównywania szkół. Jeśli w szkole uczy kilku
      matematyków a wyniki testów są słabe, to u mnie w szkole po uszach dostają
      nauczyciele. Wina niestety nie zawsze jest tylko po stronie nauczyciela.
      Cieszę się, że nie muszę z Panią pracować i nie uczy Pani mojego dziecka.
      Przechodzenie na "ty" z nauczycielem zabija resztki jego autorytetu. Przychodzi
      rodzic z wywiadówki i mówi: "Kryśka mi powiedziała, że się nie uczysz". Niestety
      zachowania tego typu kojarzą mi się z brakiem profesjonalizmu.
      Szanujmy się mamy telefony do rodziców i jak czegoś potrzebuję to ja dzwonię.
      Załatwianie spraw wychowawczych i szkolnych przez telefon nie jest zgodne ani z
      przepisami obowiązującymi w szkole, ani z szacunkiem do ucznia i dziecka. Ja
      jako uczeń zawsze cieszyłam się, kiedy moja mama wykazała trochę wysiłku i
      poszła do nauczyciela dowiedzieć się jak mi idzie w szkole.
      Teraz ja jestem nauczycielką i mam dziecko w szkole i nie wyobrażam sobie
      sytuacji, że dzwonię wieczorem (nauczyciel też człowiek i często rodzic) "Dzień
      dobry Krysiu. Kasia właśnie mi powiedziała, że źle wytłumaczyłaś to zadanie.
      Popraw się, bo Kasia nie będzie odrabiać zadań domowych."
      • beptak52 Re: Kto uczy twoje dzieci? 05.04.08, 17:04
        Znam takich, którzy startują w wyborach do sejmu i senatu ze względu na diety.
        Głoszą populistyczne programy, w których zapominają o realiach. Chętnych nigdy
        jakoś nie brak. Widać więc, że pieniądze mają wpływ na nasze dążenia. W
        przypadku nauczycieli uważam, że poza gronem prawdziwych pasjonatów, garną się
        tacy nieudacznicy, których zadawala marna pensja, czyli nieudacznicy nad
        niedaucznikami, super nieudacznicy. Lepsze wynagrodzenie stworzy warunki do
        konkurencji. Tylko jak pozbyć się nieudaczników, skoro broni ich Karta
        Nauczyciela...
    • makrebs Kto uczy twoje dzieci? 04.04.08, 21:17
      WLASNIE!Kto uczy? Jak uczy? Nauczycieli jest takich wiele, co posade
      w szkole traktuja jako dobra, ciepla posadke panstwowa. Pensja moze
      niska, ale pchaja sie tacy, co niewiele umieja mimo posiadanego
      dyplomu. Przede wszystkim bulwersuje mnie fakt, ze na tych cieplych
      posadkach (tak slyszalam doslownie) nie lubia dzieci, mlodziezy, na
      lewo i prawo dorabiaja. Po prostu kazdy dzien tygodnia po sobote
      wlacznie sa zajaci dorabianiem. Dotyczy to glownie nauk scislych,
      jezykow obcych.Pytam sie, gdzie troska o dzieci, uczaca sie
      mlodziez. Przeciez niektorzy maja problemy. Nic, w ogole nauczycieli
      to nie obchodzi. Dziwic sie zatem takze niecheci mlodziezy? Znam
      takich nauczycieli dorobkiewiczow, dla ktorych licza sie tylko i
      wylacnie pieniadze. Co zatem oni robia w szkole? Kto nie chce
      wspolpracowac z mlodzieza powinien nie uczyc w szkole i tyle.
      Nauczyciel robi sie teraz jakis nietykalny. Pora z tym skonczyc.
      Dyrektorzy nie widza dobrych i tych nieodpowiednich nauczycieli? No
      chyba nie i to mnie martwi. Oby cos sie zmienilo (w co niewierze),
      ale sobie zycze
      • aga.tas Re: Kto uczy twoje dzieci? 04.04.08, 21:48
        Gazeta Wyborcza prowadziła przez parę lat akcję Szkoła Z
        Klasą.Rozumiem,że cele szczytne,tylko dlaczego ani razu panowie
        redaktorzy nie zająknęli się,że nauczycielom trzeba także z klasą
        płacić, a przynajmniej na średnim poziomie... a nie jak piszą gazety
        na poziomie słabo wykwalifikowanego robotnika.Mam brzydkie
        wrażenie,że ta akcja była potrzebna paru osobom (organizatorom)do
        tzw.kariery i tylko tyle.Co tam dzieciaki i nauczyciele...Latwo się
        posłużyć naiwniakami.
    • mid1 Biedna polonistka z Gdańska 04.04.08, 21:32
      Kochana, biedna Kobieto.
      Czytając Twe głupawe wypociny, "żałość człowieka ujmuje, a serce
      (me) pociechy darmo upatruje".
      Już wyobrażam sobie, jakich psycholi wychowujesz. Zgroza. Zajmij się
      produkcją obważanków.
      • aga.tas Re: Biedna polonistka z Gdańska 04.04.08, 22:25
        Karta Nauczyciela jest niczym innym jak układem zbiorowym.Gwarantuje
        ona nauczycielom minimalną pensję i taką właśnie pensję otrzymuje w
        Polsce dobrze ponad dziewięćdziesiąt kilka % nauczycieli.Najwyżej
        stojący w hierarchii nauczyciel dyplomowany kończący już pracę ma
        ok.1700 złotych na rękę (dwukrotnie większe płace mają tylko
        warszawiacy),początkujący -około 950 zł.Tak jest w szkołach
        publicznych.W szkołach prywatnych ,które promuje minister edukacji
        (co jest skandaliczne),płaci się "po uważaniu",bo tej znienawidzonej
        Karty nie ma .Skutek jest taki, ze w szkole niepublicznej w
        Jarocinie dyrektor otrzymuje na rękę 1000 złotych! Ile więc dostają
        tam nauczyciele?Warunki płacy i pracy w Polsce nauczycieli są
        skandaliczne,a bzdury o rzekomym krótkim czasie pracy opowiada się w
        wiadomym celu.O czasie pracy nauczycieli gazeta pisała (czas pracy
        nie odbiega od stosowanego w UE,a od niektórych krajów -wyższy).W
        krajach Unii nauczyciele przechodzą na emeryturę w wieku 52-55 lat,a
        nam się funduje przy tablicy i w przedszkolach staruszków 60-65
        letnich (nowe pomysły!)
      • beptak52 Re: Biedna polonistka z Gdańska 05.04.08, 17:09
        mid1 napisała:

        > Kochana, biedna Kobieto.
        > Czytając Twe głupawe wypociny, "żałość człowieka ujmuje, a serce
        > (me) pociechy darmo upatruje".
        > Już wyobrażam sobie, jakich psycholi wychowujesz. Zgroza. Zajmij się
        > produkcją obważanków.
        Radziłabym porozmawiać z moimi "psycholami". Najstarsi mają dzisiaj 39 lat.
        Pozdrawiam.
    • anty_lex Re: Kto uczy twoje dzieci? 04.04.08, 22:00
      "To przykład bzdury, której muszą się uczyć nasze dzieci. Wszystkie przylądki w Afryce, wzory chemiczne itd. Jakby nie było internetu, encyklopedii...
      Dlaczego podczas testu obok ucznia nie może leżeć słownik czy atlas. Ja bym pozwoliła im nawet korzystać z internetu. Przecież umiejętność zdobycia informacji jest ważniejsza od bezmyślnego kucia."

      o, matko, jak czytam takie rzeczy, to mi noz w kieszeni otwiera! ta pani chce produkowac w szkolach nowe - tym razem europejskie - spoleczenstwo na modle amerykanska. ograniczanie materialu prowadzi do wypuszczania w swiat ludzi z ogromnymi brakami w wiedzy ogolnej. ja uczylam sie wiele wiecej w szkole, niz dzieci teraz - bylo wiecej materialu z geografii, biologii, wiecej lektur z polskiego. nikt z nas nie probowal sie stawiac, czy dywagowac na temat zmniejszenia wymagan! ja nie bronie tzw. starej szkoly, ale to, co wygaduje ta pani, to jakas kompletna paranoja!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka