emeryt601
07.04.08, 10:04
niekoniecznie od razu skradzione. Każde akta zanim trafią na ławę
sędziowską przenoszone są setki razy,leżą na setkach biurek,zawsze
na stosach,które często walą sie na podłogę.Akta są w nędznych
obwolutach,nędznie pozszywane.Każdy tom liczy 200 stron papierów o
różnych wymiarach.Między tymi setkami zbędnych niejednokrotnie
papierów ,gdzieś w kopertach często otwieranych podczas procesu leżą
kawałki folii daktyloskopijnej-śliskiej ze swojej
natury.Wystarczy,że taki kawałek folii wypadnie z koperty i juz nie
wiadomo gdzie go włożyć,nie mówiąc o tym,że można nawet go
niezauważyć. Popatrzcie na zdjęcia z procesów jak te akta
wyglądaja,a trzeba tez wiedzieć,ze takich dni wokandowych jest
nieraz kilkadziesiat i za każdym razem akta są noszone na salę
rozpraw,potem wracaja do sekretariatów,są upychane na ciasnych
półkach. To jest absurd,żeby nadal tkwić w procedurach z czasów
przedwojennych. Przeciez wystarczy na wszystkie dowody rzeczowe
porobictrwałe,bezpieczne pojemniki,zaplombowane i otwierane dopiero
wówczas gdy zachodzi taka potrzeba. A więc panowie pismaki-proszę
nie wyciągać od razu armat w postaci spiskowej kradzieży.W
sądach,prokuraturach gina nieraz całe akta,które potem znajdują się
gdzieś w archiwum,gdzieś za regałem czy zgoła u biegłego,który o
nich zapomniał.