kiviwa Paryż gasi znicz - popieram!!! 08.04.08, 11:36 Wszystkie te manifestacje przeciwko obłudzie chińskiego rządu popieram i pragnę by były one jeszcze dobitniejsze! Odpowiedz Link Zgłoś
fagay Re: Paryż gasi znicz - popieram!!! 08.04.08, 11:44 Chinski rzad jest mniej obludny od rzadow tych krajow ktorych delegaci dali Chinom Olimpiade (m.in p. Szewinska) Odpowiedz Link Zgłoś
syn_jana Nie podoba mi się to. 08.04.08, 13:33 Protestować należało, kiedy było można było coś sensownego zrobić - już w momencie zakwalifikowania Chin do państw konkurujących o Igrzyska 2008. Jestem osobiście urażony robieniem ze stricte apolitycznego wydarzenia o długiej tradycji areny dwu przeciwstawnych spektakli pro- i antychińskiego. W Tybecie nie od wczoraj dzieje się to, co się dzieje (i jest to, oczywiście, straszne), ale wykorzystywanie Igrzysk Olimpijskich do osiągania politycznych celów uważam za naganne. To nie czas i miejsce. Odpowiedz Link Zgłoś
andrzej369 Paryż gasi znicz 08.04.08, 13:35 Wczoraj tak patrzac na tych ludzi w Paryzu, pomyslalem sobie jednoczesnie zadajac pytanie, dlaczego ? I odpowiedzialem sobie - z braku madrosci. Jak latwo ludzmi mozna sterowac, nawet sobie tego nie potraficie wyobrazic. Jak patrze na niektorych, to mam wrazenie jakby byli pod wplywem narkotykow, ale to nie narkotyki tylko psychotechnika wielkich CYNIKOW. Zalosny czasami jest czlowiek, a moze zawsze nim byl i jest ?! Odpowiedz Link Zgłoś
passavent Dokopać Chińczykom bo to modne... 08.04.08, 15:24 Denerwują mnie liczne uproszczenia jakie można znaleźć w wielu artykułach Gazety Wyborczej na temat Chin. Autorzy generalnie nie wiedzą zbyt wiele o tym kraju, wątpię też czy kiedykolwiek w nim byli lub cokolwiek o nim czytali poza szeroko rozumianą literaturą popularnonaukową (oby przynajmniej). Rozumiem, że krytykowanie Chin i zamieszczanie sensacyjnych artykułów na temat Państwa Środka oraz ostatnich wydarzeń w Tybecie dobrze się sprzedaje i jest łatwe do pogodzenia z naszą potoczną (nie)wiedzą o Państwie Środka, jednakże warto się zastanowić na ile te informacje są rzetelne. Aby nie było żadnych nieporozumień chciałbym na wstępie zaznaczyć, że nie jestem miłośnikiem chińskiego rządu ani ustroju politycznego i nie próbuję zaprzeczać, iż prawa człowieka są w Chinach nagminnie łamane. Mimo to jestem zdania, że szanująca się gazeta, za jaką uważam Wyborczą, nie powinna krytykować żadnego kraju w myśl zasady "bo jest to modne". Zacznijmy od sprawy ostatnich zajść w Tybecie. Media niemalże chórem oskarżyły Pekin o nadużywanie przemocy podczas tłumienia zamieszek, używanie broni palnej i zabicie dużej liczby demonstrantów. Mówiono o conajmniej 100 ofiarach śmiertelnych, później liczba została szybko podbita. Problemem jest tylko, iż informacje te opierały się głównie na nie zweryfikowanych doniesieniach tybetańskiej opozycji nie zaś na obserwacji zajść. Tymczasem obecni podczas zamieszek w Lhassie reporterzy tygodnika The Economist (o którego rzetelności nie trzeba chyba przekonywać nikogo kto czytuje zagraniczną prasę) opisali wspomniane wydarzenia zupełnie inaczej niż nieobecne, święcie oburzone media (duży artykuł na ten temat można znaleźć w The Economist z początku kwietnia). Stwierdzili, iż chińskie służby porządkowe bały się interweniować w pierwszych godzinach zamieszek ze względu na ich gwałtowność, możliwość rozlewu krwi i potencjalnie z tym związane reperkusje zagranicy. Pozostawiono więc demonstrantów samych sobie czekając, aż tłum częściowo rozładuje swoją agresję. W tym czasie Tybetańczycy zaczęli demolować własność Hanów (główna grupa etniczna Chin) oraz Hui (mniejszość etniczna) dokonując też licznych samosądów- kilkanaście osób zginęło w płomieniach własnej posesji lub zostało zabitych przez tłum. James Miles, jeden z reporterów wspomnianego magazynu, sam próbował powstrzymać Tybetańczyków przed ukamieniowaniem 10letniego chłopca z grupy etnicznej Han. Chińskie służby porządkowe wkroczyły do dzielnic ogarniętych zamieszkami dopiero drugiego dnia, ograniczyły się do rozpędzenia demonstrantów i nie użyły broni palnej poza pojedynczymi strzałami ostrzegawczymi. Przypominam, że jest to relacja zachodnich dziennikarzy którzy byli naocznymi świadkami zajść w Lhassie. Faktem jest, iż po zakończeniu zamieszek miały miejsca aresztowania i jest wysoce prawdopodobne, że doszło do przypadków nadużywania przemocy lub nawet zabijania zatrzymanych. Nie można jednak traktować sytuacji prawdopodobnych jako faktów i wysuwać na ich podstawie oskarżeń. Bądź co bądź sprawdzanie rzetelności źródła jest ważnym elementem pracy dziennikarskiej. Tytmczasem jedyne co mamy to zdjęcia z portfolio przedstawiające pobitych mnichów, zrobione jednak nie w Chinach lecz w Indiach podczas tamtejszych manifestacji. Bardzo popularna jest obecnie walka na rzecz wolności Tybetu bez zastawawiania się nad istotą problemu. Historycznie Tybet jest częścią Chin od czasów dynastii Qing- jest to kilkaset lat histori, o wiele dłużej niż okres przynależności Śląska, Ziemii Lubuskiej czy Pomorza Zachodniego do Polski. Poza tym prowincja jest w większości zamieszkana przez ludność Han oraz Hui, rdzenni Tybetańczycy stanowią w niej mniejszość. Jak obrońcy wolnego Tybetu mają zamiar rozwiązać ten problem? Przymusowymi deportacjami napływowych grup etnicznych? A czy przymusowe deportacje nie są przypadkiem zbrodnią przeciwko ludzkości? Fakt, iż napływ ludności ze Wschodu do Tybetu w ciągu ostatnich 50 lat był efektem długoplanowej polityki asymilacyjnej rządu nie zmienia tutaj istoty problemu. Równie dobrze można podważać prawo przeważnie napływowej ludności żydowskiej do zamieszkiwania Izraela lub Polaków do zamieszkiwania historycznie niemieckich terytoriów odzyskanych. Prawdą jest, iż Tybetowi należy się rzeczywista autonomia. Wynika to zresztą z postanowień porozumienia, które rząd ChRL zawarł w latach 50tych z Dalajlamą i z których się nigdy nie wywiązał. Pytaniem pozostaje na ile demonstracje w Paryżu i w Londynie łącznie ze spektakularnym zgaszeniem zniczy olimpijskiej sprzyjają osiągnięciu tego celu. Warto zauważyć, że gest demonstrantów który tak spodobał się panu redaktorowi Blumsztajnowi był policzkiem nie tylko wobec "totalitarnego" rządu chińskiego ale również wobec całego społeczeństwa Chin. Chińczycy są bardzo dumni z "ich" olimpiady. Jest to dla nich symbol emancypacji Chin, w przeszłości pariasa poniżanego przez państwa zachodnie (Wiek Traktatów) a później uważanego zaledwie za jeden z krajów Trzeciego Świata. Można się nie zgodzić z taką oceną historii Chin lecz ważne jest, że w ten sposób postrzegają ją sami Chińczycy. Niezależnie od pozytywnych emocji jakie u wielu osób wywołały wydarzenia w Paryżu i w Londynie należy wątpić, iż pomogą one sprawie Tybetu. Upokarzanie Chińczyków sprzyja raczej pogłębianiu się nastrojów nacjonalistycznych oraz resentementów wobec Zachodu, a jeszcze bardziej wobec "niewdzięcznej prowincji" Tybetu. Tymczasem nastroje społeczne wbrew pozorom są ważnym wyznacznikiem polityki władzy komunistycznej. I jeszcze jedna dygresja na koniec. Nie przypadkowo zamieściłem wcześniej przymiotnik "totalitarny" w cudzysłowiu. Dziennikarze (wliczając w to pana redaktora Blumsztajna) mają tendencje do nadużywania tego słowa bez znajomości jego prawdziwego znaczenia. Otóż państwo totalitarne wymaga od swoich obywateli nie tylko tolerowania istniejącego systemu politycznego ale również jego bezwzględnej afirmacji, której gwarancją jest ingerencja aparatu władzy we wszystkie dziedziny życia człowieka (stąd nawiązanie do słowa "totalny"). Państwem totalitarnym był Związek Radziecki, Niemcy hitlerowskie a obecnie jest nim wciąż Korea Północna. Chińska Rapublika Ludowa od lat 70tych, czyli od czasu wdrożenia "polityki otwarcia" jest co najwyżej państwem autorytarnym, tzn. wymaga od swoich obywateli tolerowania istniejącego rządu i nie podejmowania działań w niego wymierzonych. Po spełnieniu owego warunku minimalnego władza pozostawia członkom społeczeństwa względną wolność i swobody osobiste. Jest to wiedza dostępna w większości podręczników historycznych do szkoły podstawowej. Warta poznania również dla zachowania rzetelności... Odpowiedz Link Zgłoś
andrzej369 Re: Dokopać Chińczykom bo to modne... 08.04.08, 16:46 Dzieki Passavent ! Tylko sie cieszyc, ze są jeszcze tacy ludzie jak Ty, którzy potrafia logicznie samodzielnie myslec. Wiekszosc ludzi (niestety) jest pod wplywem "narkotykow", tych owych cynikow. Nasza ludzka rzeczywistosc jest taka jaka sami tworzymy. Niestety, bardzo czesto poprzez nasze urojenia, nie majace nic wspolnego z faktami. Odpowiedz Link Zgłoś