Dodaj do ulubionych

Karta na pracę w Unii

26.09.08, 10:57
Ciągle słyszę, także u nas w Polsce, te narzekania „nie ma
fachowców” kiedy tysiące (tak jest) inżynierów jest bezrobotnych.
Dlaczego? Bo gość ma 51 lat więc jest „za stary”. Śmieszy mnie to,
że w Europie wymaga się od pracownika by miał najwyżej 30 lat i co
najmniej 20 lat doświadczeń zawodowych. Kto ma „z przodu” 4-kę ten
jest już prawie złomem a z 5-ką nadaje się tylko do wyrzucenia. Ci z
6-ką zapewne są przez pracodwaców z definicji uznawani za martwych.
Co ciekawe, właśnie pracodawcy czy dyrektorzy albo personalni firm
nie stosują tej reguły do siebie. „Starych po 50-ce na podrządne
stanowiska nie przyjmuję, bo się do niczego nie nadają” powiada
taki „ale ja, mając na najbardziej wymagającej pozycji, prezesowskim
stołku, 60 lat nadaję się jak najbardziej, bo ja jestem taki
wyjątkowy”. Otóż w Azji (np. Japonia, Chiny) i nie tylko, słusznie
ceni się także doświadczonych pracowników, starając się mieć w
zespole i tych „wcześniej urodzonych” i tych „później”. Dopiero taka
mieszanka daje optimum wydajności i jakości firmy. Każdy wiek ma
bowiem swoje silniejsze i mniej silne strony – daruję sobie tu ich
kompletną wyliczankę. Wystarczy się nad tym samemu zastanowić. Jakie
jest prawdopodobieństwo, że starszy pracownik będzie szukał czegoś
nowego? Albo, że zażąda dużej podwyżki albo, że wpadnie w jakiś
nałóg, powiedzmy zacznie palić choć nigdy nie palił? Młodsi są
bardziej skorzy do ryzyka, starsi bardziej wyważeni. Niedawno IKEA
zaczęła celowo szukać starszych pracowników do swoich sklepów.
Dlaczego? Bo dla klientki-emerytki nawet superwykształcona 30-ka nie
była partnerką w kwestii doboru firanek, owszem, starsza pracownica
szybciej znajdowała wspólny język i wiarygodność w oczach
równolatki, bo ta ostatnia widziała, że ma do czynienia z kimś, kto
w swoim życiu niejeden pokój juś meblował i przystarajał firankami,
choćby u siebie w domu. Również w obszarze techniki wiele firm
dostrzegło, że młodociany tylko zespół kompletnie nie czuje, co to
znaczy przyjazność produktu, także dla tej starszej klienteli.
Nonsensem jest zakładać, że człowiek żyjący średnio do 80-ki już 30
lat wcześniej „umiera”. Wystarczy popatrzeć na te miliony emerytów,
podróżujących, szalejących na kortach, przy brydżowych stolikach czy
wczasowych dyskotekach, pracujących (jeżeli się da) w najróżniejszch
zawodach. To prawda, że nie jako oblatywacze odrzutowców ale w czym
problem, w nowoczesnym kraju, gdzie liczą się głównie usługi? A
potem niekonsekwentnie woła się „nie ma fachowców”, utrzymując
sztucznie armię emerytów czy bezrobotnych, którzy takimi fachowcami
właśnie są.

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka