Dodaj do ulubionych

Zdrowie i ideologia

27.10.08, 16:35
Z samego założenia neoliberalizm jest dla zdrowych i bogatych. Przecież gdy wymrą chorzy i biedni to zostaną tylko zdrowi i bogaci. Wielokrotnie Pan opowiadał o swoich dośc wysokich zarobkach. Przypadek Pańskiego syna jest kolejnym dowodem,że pieniądze nie gwarantują sprawnej opieki zdrowotnej. Nie przyjmują tego do wiadomości "reformatoły" ,dla których człowiek jest tylko numerem konta. Ich prostackie pomysły na życie odpowiadają ich prostackim umysłom, niezdolnym do postrzegania i zaakceptowania złożoności życia. W pewnym sensie są braćmi syjamskimi bolszewików,którzy na wwszystko mieli proste recepty.
Obserwuj wątek
    • aanoda Zdrowie i ideologia 27.10.08, 17:04
      Bardzo lubię Pana felietony.Ale dziś zaskoczył mnie Pan negatywnie.Na poczatek-gwoli wyjasnienia,co oczywiście dla tresci felietonu nie ma znaczenia-półtoraroczne dziecko to juz nie niemowlę.A teraz powaznie-każdy rodzic,szczególnie z wieloletnim doswiadczeniem powinien wiedzieć,co moze zrobić,by obnizyc dziecku goraczkę zanim dotrze do lekarza(nie zawsze wszak mieszkamy w stolicy...).Ponadto-małe dzieci goraczką reagują na "wszystko",bardzo szybko,bardzo łatwo i nie zawsze rozwija się z tego ciężka choroba.Z reguły nie-ale oczywiście,rodzic ma prawo do niepokoju.Jednak,jeżeli nie ma poza goraczką jakichś innych niepokojących objawów,w interesie dziecka jest z wizytą u lekarza trochę poczekać.Z prostego powodu-pierwsze minuty czy godziny z reguły nie przynoszą żadnej diagnozy i wizyta ogranicza się do podania czy zapisania środków przeciwbólowych oraz polecenia pokazania się dnia nastepnego.A organizacyjnie ? cóż,w Polsce jest za mało lekarzy i to jest fakt.Ale nawet we wspomnianych przez Pana latach osiemdziesiątych nigdy nie bylo tak,by każdej nocy w każdej poradni dyżurował lekarz.NIGDY.Były wyznaczone placówki dyżurujące,z reguły jedna,dwie w dzielnicy.I to wqystarczało.Dziś też powinno wystarczyć gdyby nie narastająca roszczeniowość części pacjentów,którzy na taki dyżur potrafią przyjść po powtórzenieleków,z wrastającym paznokciem.Każdy medal ma dwie strony...Co do Pana oburzenia na propozycję przywiezienia dziecka-rozumiem troskę ale nie powinna ona przysłonić zdrowego rozsądku-w dobie powszechnego posiadania samochodów,zapewne w Pana wypadku o niezłym standardzie-znacznie rozsądniejsze z punktu gospodarowania czasem(cudzym,tzn lekarza i innych pacjentów) jest przywiezienie dziecka do poradni.Dziecku to z pewnością nie zaszkodzi a lekarz,zamiast tracić czas na dojazdy w odległe nieraz okolice ten czas poświęci na przyjęcie większej ilości chorych.To jest oczywiscie trochę bardziej niedogodne niż siedzenie w ciepłym domu i czekanie .Wreszcie-oburza Pana,że "lekarzom nie chce się jeździć ponocach do chorych".Ano-nie chce.Mnie też się nie chce.Nie z jakiegos specjalnego lenistwa ani niechęci do chorych.Z kilku prozaicznych przyczyn.Pracuję w poradni,gdzie jest trzech lekarzy.Musiałabym co trzecią noc byc poza domem.Po ponad trzydziestu latach pracy nie wyobrażam sobie tego.Nie z lenistwa.Z potrzeby wypoczynku,z fizjologii .Nie wyobrażam sobie przyjmowania następnego dnia po takiej nieprzespanej nocy kilkudziesięciu chorych (polska norma).Nie chciałabym też być przez takiego umęczonego lekarza przyjmowana.O normach unijnych ograniczających czas pracy lekarzy nie muszę chyba wspominać,o braku bezpieczeństwa na naszych ulicach ,zwyczajnym ludzkim strachu o własne życie na ciemnych ulicach też nie.Tak więc "uprawiam ten proceder"-płacę komuś za nocne dyżury.A jeżeli nie będę mogła tego czynic-przejdę na emeryturę.Bo jestem lekarzem odpowiedzialnym i wiem,że pracowac i w dzień,i w nocy po prostu już nie dam rady.A moje zmęczenie może wiele kosztowac.I ubodła mnie pogarda w Pana tekście,kompletny brak zrozumienia i sprowadzenie wszystkiego do zwyczajnej chciwości.A z pewną dozą wymuszonej rozgoryczeniem i bezradnością złośliwości napomknę tylko,że lekarzy jest coraz mniej.Specjaliści wymierają i odchodzą na emerytury.A młodzi ? Nie,oni nie będą reagować na takie felietony tak jak moje pokolenie.Oni-wzruszą ramionami,uśmiechną się z pobłażaniem i będą robić swoje..Po swojemu-więc dużo,dużo zdrowia życzę-będzie nam wszystkim bardzo potrzebne.
      • trasat Re: Zdrowie i ideologia 27.10.08, 17:19
        Całe życie byłem zdrowy i nie korzystałem z służby zdrowia. Teraz
        czasem korzytsam z prywatnej (częściej) i państwowej. Postrzegam
        następujące róznice. W prywatnej przychodni jest uprzejma recepcja,
        uśmiechnięte dziewczyny, fotele. Lekarz przyjmuje przy biurku i
        bierze 100 zł za 5 minut. Jesli sprawa wymaga badań, to kieruje do
        szpitala lub innej placówki. W soboty i niedziele raczej trudno
        znaleźć usługę. W państwowej przychodni recepcja jest obskurna, a
        panie opryskliwe. Dośc nieuprzejmie każą czekać w kolejce. Ale jak
        dotrze się do lekarza, to obsługa jest pełna: badanie (na miejscu),
        diagnoza (istnieje urządzenia pozwalające na to). Czyli w państwwoej
        placówce forma znacznie gorsza, a treść usługi lepsza.
        • polld74 A co rozumiesz jako państwowa przychodnia. 27.10.08, 18:14
          Prawdopodobnie jako państwowe uznajesz te, w których nie płacisz bo w 100% finansują się z NFZ. Większość dawnych przychodni rejonowych jest sprywatyzowana, co bardzo z resztą jest przywoływane jako argument przez zwolenników komercjalizacji / prywatyzacji. Ponoć działają świetnie. Otóż niekoniecznie. Pamiętam te same przychodnie z czasów komuny i widzę je obecnie i poważniejszej zmiany jakościowej nie widzę. Przychodnie zabiegają, aby jak najwięcej ludzi zapisało się do nich bo mają z tego kasę. Owszem wystrój wnętrz lepszy i właściwie na tym koniec. Kolejki jak były tak są. W kolejkach awantury, bo zapisy wyliczone po 15 min. na pacjenta, do tego dochodzą ci, którzy przychodzą bez zapisu i lekarz zawsze godzi się ich przyjąć. Lekarze też zapieprzają jak obsługa McDonalda bo lecą z jednej roboty do drugiej, prawie każdy pracuje na dwóch etatach i ma prywatną praktykę, o wyjeździe do chorego można zapomnieć. Całkiem nieźle działa laboratorium, ale np. RTG nie ma. Z czasów komuny pamiętam końcówkę lat 70-tych i lata 80-te. W przychodniach dla dzieci obok lekarza siedziała zawsze pielęgniarka, która przygotowywała dzieciaka do badania, potem pisała receptę, lekarka badała i dyktowała. Było szybciej i bez nerw. Cóż z punktu widzenia prywatnego biznesu to zwykła rozrzutność.
          Niedawno miałem sytuację podobną do opisanej przez J.Ż. też weekend i gorączka. Najpierw dzwonienie, nie ma żadnego pediatry, potem dzwonienie do szpitala na Niekłańską, nie przyjmą bez skierowania nawet jeśli przywieziemy sami, radzą nam aby wezwać pogotowia. Dzwonimy lekarz pogotowia przez telefon robi wywiad, okazuje się że dawaliśmy zbyt małą dawkę środków przeciwgorączkowych, skończyło się na strachu. Gdzie tu rosądek i kalkulacja kosztów.
          Więc jest różnie, uprzejmie i komfortowo jest w placówkach typu Centrum Damiana, gdzie płaci się jak za zboże, takie placówki często nie zawracają sobie głowy NFZ bo stawka za usługi medyczne wg NFZ stanowi 10-20% ich cennika. Podobnie jest u dentysty, tak świetnie działają prywatne gabinety, ale spróbuj wyleczyć się z ubezpieczenia państwowego.
          Dobrym przykładem są prywatne płatne porodówki, prawdziwy komrfort, tylko w razie kłopotów w karetkę i do publicznego szpitala. Za taką prywatną służbę zdrowia to pięknie dziękuję.
          • aanoda Re: A co rozumiesz jako państwowa przychodnia. 27.10.08, 18:45
            polld74 napisał:

            > Prawdopodobnie jako państwowe uznajesz te, w których nie płacisz bo w 100% fina
            > nsują się z NFZ. Większość dawnych przychodni rejonowych jest sprywatyzowana, c
            > o bardzo z resztą jest przywoływane jako argument przez zwolenników komercjaliz
            >Kolejki jak były tak są. W kolejkach awantury, bo zapisy wyliczone po 15 m
            > in. na pacjenta, do tego dochodzą ci, którzy przychodzą bez zapisu i lekarz zaw
            > sze godzi się ich przyjąć. Lekarze też zapieprzają jak obsługa McDonalda bo lec
            > ą z jednej roboty do drugiej, prawie każdy pracuje na dwóch etatach i ma prywat
            > ną praktykę, o wyjeździe do chorego można zapomnieć. Całkiem nieźle działa labo
            > ratorium, ale np. RTG nie ma. Z czasów komuny pamiętam końcówkę lat 70-tych i l
            > ata 80-te.
            >
            >


            Jestem współwłaścicielką prywatnej przychodni-umowa z NFZ.Pracuję w jednym tylko
            miejscu.Marzeniem moim byłoby przyjmować najwyżej dwudziestu pacjentów
            dziennie-nie z lenistwa ale dlatego,by móc im poświęcić odpowiednią ilość
            czasu.Marzeniem moim byloby móc skierowac pacjenta na wszystkie badania ,które
            ja uważam,ze są niezbędne a nie kierować-z powodu kretynskich przepisów do
            roamitej masci specjalistów.Bo uważam,że będąc specjalistą chorób wewnętrznych
            nie powinnam zawracac głowy kardiologowi i generowac kolejki,by skierowac
            pacjenta np.na echo serca czy próbę wysiłkową.Ale urzędnicy zdecydowali
            inaczej.A cięgi zbieramy my.Marzeniem moim tez byłoby,zeby pacjenci przychodzili
            na umówione godziny a nie według własnego widzimisię,wszyscy o jednej
            porze,oczywiscie oburzeni,ze jest kolejka,A wystarczyłby jeden telefon i
            punktualność.Zdaję sobie sprawę z wielu przewinień moich kolegów po
            fachu.Ale-jak już napisalam-każdy medal ma dwie strony a większość pacjentów
            zachowuje się,jakby każdy z nich był jednym jedynym chorym i lekarz byłby tylko
            i wyłącznie dla niego.Pominę takie "drobiazgi " jak wzywanie chorego do domu
            przez osobę normalnie funkcjonującą po powqtórzenie leków-z zastrzezeniem,że
            lekarz ma przyjść o okreslonej godzinie,bo owa osoba potem wychodzi!!!
            Oczywiście-nie ulegamy takim żądaniom a to z kolei rodzi opowiesci o strasznej
            służbie zdrowia,"na którą wszyscy pracujemy".
      • 1.procent.spoleczenstwa Re: Zdrowie i ideologia 27.10.08, 19:58
        Całkowicie się zgadzam. Nigdy nie myślałem, że będę miał taki żal do Pana
        redaktora Żakowskiego. Niestety strach Pana pokonał i przyczynił sie do zmiany
        poglądów w ciągu tego wieczora. Całkowicie zgadzam się z koleżanką we wszystkich
        punktach. Lekarzy brakuje i wizyta w domu stanie sie niedługo rzadkością.
        Natomiast upominanie się, że taka usługa należy się jak psu micha przypomina
        komunę, miłości do której u Pana nie pamiętam.
        A co dotyczy Greenspana w polskim systemie ochrony zdrowia, to go nigdy nie
        było, i Pan doskonale o tym wie.
        • polld74 Tak jest komuna, w USA też komuną straszyli 27.10.08, 20:56
          Teraz 50 milionów nie ma żadnej opieki medycznej, a następne 100 mln. płaci haracze firmom ubezpieczeniowym, które naciągają klientów na potęgę. Zanim doszło do likwidacji publicznej służby zdrowia, najpierw ją dołowano straszoną komuną itd... Ciekawe, że Bismarck był komunistą...
          I jeszcze jedno, państwowa i powszechnie dostępna służba zdrowia, nie ma nic wspólnego z zasadą "że mi się należy". Gdy w 1948 roku tworzono państwową służbę zdrowia w Anglii, w uzasadnieniu ustawy napisano wyraźnie, że system bezpłatnej opieki zdrowotnej nie jest instytucją harytatywną, płacimy na nią w naszych podatkach.
          Odejście od powszechnie dostępnej służby zdrowia może nastąpić tylko w wyniku referendum, albo zmiany konstytucji (a i do tego referendum wskazane, bo tak konstytucję przyjęto), na pewno obecny rząd nie ma mandatu społecznego na jej likwidację, tym bardziej, że obie partie rządzącej koalicji z PO na czele zapewniały przed wyborami, że o prywatyzacji nie ma mowy. A mydlenie oczu, że komercjalizacja poprawi zarządzanie i nie prowadzi do prywatyzacji niech opowiadają naiwnym 20-latkim, którzy nie tylko PRL nie pamiętają, ale nie pamiętają lat 90-tych, programu NFI, czy sytuacji w służbie zdrowia przed reformą koalicji AWS-UW, partii których politycznym i personalnym spadkobiercą jest PO i w dużej mierze PiS.
      • malpa-z-paryza Re: Zdrowie i ideologia 28.10.08, 18:38
        panie redaktorze, pisze z kraju, gdzie podobno Sluzba zdrowia jest
        jedna z najlepeszych w UNI, fakt , ze sa tutaj problemy ale daleko
        Francja jest od koszmaru polskiego.Po pierwsze we Francji rzad
        kladzie pieniadze na zdrowie, mamy tak zwane uniwersalne
        ubezpieczenie, ktore obojemuje WSZYTKICH, ktorzy zyja nie ma srodkow
        do zycia, i taki pacjent ma takie same prawa do leczenia i jest
        leczony.

        Francuzi juz od dawna stwierdzili, ze najwiecej wezwan jest w
        week)end a gabinety lekarskie, przychodnie sa zamkniete. Powstalo
        SOS medecine, nastepnie SAMU oraz inne instytucje, ktore wlasnie
        przyjedzakja na wezwanie domowe, juz przez telefon zostaje okreslona
        przyczyna i jest wyslany lekarz specialista, lekarz ten albo podaje
        lekartswa, lub jak trzeba zlatwia szpital szukajc miejsca.
        Oczywiscie pacjent majacy karte Vital nic nieplaci.

        Sluzba zdrowia nie bedzie dbrze funkcjonowala jesli PANSTWO nie
        bedzie klado pieniedzy!

        AANODA: czy Ty zawsze biezesz zycie w pierszym stopniu, rady to Ty
        mozesz dawac swojej przychodni.. po drugie, zylam w latach 70_80 w
        kraju, i tak Sluzba zdrwowia swietnie funkcjonowala!Dzisiaj moi
        rodzice nie maja pieniedzy na leczenie!
        • dr01 niesamowite, jak komunizm wyprał ludziom mózgi... 30.10.08, 14:02
          >ylam w latach 70_80 w
          > kraju, i tak Sluzba zdrwowia swietnie funkcjonowala!

          owszem, funkcjonowała ponieważ system UTRZYMYWANO z niewolniczej pracy lekarzy i
          pielęgniarek. Funkcjonowała, bo lekarz specjalista zarabiał w państwowym
          szpitalu 2/3 pensji sprzątaczki i MUSIAŁ wziąć do 8 dyżurów w miesiącu. Nie miał
          wyboru - chyba, że chciał ODEJŚĆ z zawodu i przestać być lekarzem.

          Teraz, dzięki wejściu do UNII lekarz wybór ma - NIE MUSI już pracować za 700pln,
          bo MOŻE pracować za 10 tys EURO, NIE MUSI brać 8 dyżurów w mcu, ale MOŻE
          podpisać opt-out jeżeli ZECHCE. NIE MUSI wysłuchiwać bandy roszczeniowych
          BOMISIÓW do których pan redaktor Żakowski ostatnio niestety dołączył (skrót od
          "bo mi sie należy"), ale MOŻE pomagać miłym i sympatycznym pacjentom, jeżeli ma
          ochotę i jeżeli ktoś mu wreszcie ZAPŁACI tyle ile trzeba i zapewni mu takie
          warunki pracy, jak trzeba.

          PRZYMUS komuny się wreszcie skończył i całe szczęście.

          Ja wiem, że wszyscy poza lekarzami baaardzo by chcieli, by lekarze pracowali ZA
          DARMO, bo tak TANIEJ wyjdzie, podobnie jak ja też bym chciał, by mi MECHANIK ZA
          DARMO zrobił przegląd w samochodzie, ale podejrzewam, że tenże mechanik miałby
          nieco inne poglądy na ten temat.

          Dlatego bardzo dobrze, że ogólnokrajowe OKRADANIE personelu medycznego w polsce
          powoli się kończy.

          A dopóki nie zrozumiecie, drodzy państwo, że wszystko kosztuje, a komuna już nie
          wróci, oraz że nienawiść do lekarzy SZKODZI WAM a nie lekarzom (bo my sobie
          poradzimy - nie tu, to w innym kraju) to macie.

          KAŻDY kraj ma taki system ochrony zdrowia, NA JAKI ZASŁUGUJE.
          • topolowka Re: niesamowite, jak komunizm wyprał lekarzom mózg 25.11.08, 09:42
            dr01 napisal:

            >Teraz, dzięki wejściu do UNII lekarz wybór ma - NIE MUSI już
            >pracować za 700pln bo MOŻE pracować za 10 tys EURO, NIE MUSI brać 8
            >dyżurów w mcu, ale MOŻE podpisać opt-out jeżeli ZECHCE. NIE MUSI
            >wysłuchiwać bandy roszczeniowych BOMISIÓW do których pan redaktor
            >Żakowski ostatnio niestety dołączył (skrót od "bo mi sie należy"),
            >ale MOŻE pomagać miłym i sympatycznym pacjentom, jeżeli ma
            > ochotę i jeżeli ktoś mu wreszcie ZAPŁACI tyle ile trzeba i zapewni
            >mu takie warunki pracy, jak trzeba.

            Koledze dr01 radze, zeby wyjechal tam, gdzie jest tak fantastycznie
            i lekarz nic nie musi, a wszystko moze. Na przyklad do Francji,
            gdzie opieka zdrowotna jest znakomita. Gwarantuje, ze za
            manifestowanie takiej pogardy dla pacjentow, wylecialby z roboty na
            zbity pysk juz po tygodniu. Bo taki sposob myslenia nie miesci sie w
            tutejszym standardzie profesjonalnym.

            Na tym polega problem wielu polskich lekarzy: ze nienawidza swoich
            pacjentow i gardza nimi.
    • lazy_sod Zdrowie i ideologia 27.10.08, 17:53
      Głównym problemem jest NFZ nie szpitale, mieliśmy już kasy chorych i efekty
      były takie same - stawki nie są dostosowane do realnej wartości świadczeń i
      prywatyzacja szpitali tego nie zmieni. Dzięki ustawie kominowej zarządzający
      szpitalem może zarabiać maksymalnie 17000 brutto i żaden dobry manager się tym
      nie zajmie.
      Dzięki komercjalizacji krewni i znajomi królika podłączą się pod ten chory
      system a POjebki wiedza że rodzina jest najważniejsza.
    • wan4 Zdrowie i ideologia 27.10.08, 18:00
      Mam karte pacjenta prywatnej kliniki Lux Med. Usiłowałem zapisac sie dzisiaj
      do pulmunologa. W moim mieście mają trzy "kliniki", z którymi podpisali umowy.
      Miałem z tym jednak ogromny problem. Ewidentnie zbywali mnie i odsyłali jedna
      do drugiej... Czy z tego wynika, że prywatne jest złe i nie dziala???
      Bynajmniej. To system rozliczeń jest wadliwy. Po prostu płacą ryczałtem za
      gotowosć do przyjęcia ich pacjenta a nie za konkretną usługe. Opłaca się wiec
      inkasować kase i unikać kosztów, czyli leczenia.

      Gdyby firmy ubezpieczeniowe płacily ryczaltem stałą kwote miesięcznie
      samochodowym zakładom blacharskim za obsługe ich klientów, zapewniam, ze
      mielibyśmy podobne problemy z naprawą samochodu...
      Czy z tego wynika, że rynek jest be??? Nie, to konkretne rozwiazanie jest do d.

      Panie Jacku, proszę przestać myślec właśnie ideoologicznie a włączyc logikę i
      analizę w trochę szerszym kontekście...
    • awm10 Zdrowie i ideologia 27.10.08, 18:35
      Jestem zwolennikiem wolnego rynku.
      Ale mam wrażenie, że redaktor Żakowski ma sporo racji, że w służbie
      zdrowia może się to nie sprawdzić.
      Wolny rynek polega na swobodnej grze popytu i podaży.
      W wyniku mamy cenę towaru akceptowaną przez sprzedającego i
      kupującego.
      W służbie zdrowia tego nie ma (dotyczy to też prądu, gazu, wody,
      benzyny, - monopole albo zmowy sprzedających ). Cenę ustala nie
      rynek lecz NFZ na podstawie jakichś obliczeń – tak jak w komunie ,
      cukier wszędzie po 2 zł, a potem kartki i czarny rynek.
      Tu nie ma klasycznego rynku, jest pośrednik który dyktuje warunki,
      konkurencja jest fikcją, rynek niczego nie uporządkuje. Chociaż
      kilka dziedzin działa sprawnie na rynku, ale tam jest prawdziwy
      rynek, bez NFZ – np. stomatologia i weterynarze – tam kasa idzie z
      ręki do ręki, ale ceny są tu w sumie w zasięgu większości
      społeczeństwa.
      Tylko nie da się tego przenieść na całą służbę zdrowia –rodzajów
      chorób jest za dużo, a leczenie niektórych jest kosmicznie drogie.
      Również komercjalizacja innych dziedzin się nie sprawdziła –patrz
      NFI – to była prawdziwa katastrofa, a ile piewców miała przed
      wprowadzeniem. Potem trudno było znaleźć autora tego badziewia, a
      padły setki firm.
      A jednak uważam że propozycje rządowe (komercjalizacja + samorząd)
      są lepsze od tego co mamy dziś, cudów nie będzie ale może być
      odczuwalnie lepiej. Dziś nadzór finansowy nad szpitalami sprawuje
      NFZ, ustalając jednocześnie ceny zabiegów, co musi prowadzić do
      katastrofy. Samorząd jest o niebo lepszy.
      Zresztą nie widać alternatywy.
    • mrvip Zdrowie i ideologia 27.10.08, 19:00
      Szanowny Panie Redaktorze,

      zwykle wyraża się Pan rozważnie, a Pańskie teksty zasługują na uważną lekturę.
      Niestety, tam gdzie zagrały osobiste emocje, zniżył się Pan do poziomu
      "Faktu," i "Superekspresu." Podzielam Pańskie zdanie, że wolny rynek nie
      rozwiąże problemów chorych. Z drugiej strony z tekstu wyziera osobista
      bezradność i lęk ojca, nie do końca chyba uzasadniona. Panika jest jak wiadomo
      niedobrym doradcą i zachwieje akcjami na każdej giełdzie. Dotyczy to zarówno
      rynku akcji jak i rynku usług medycznych. Brak umiejętności właściwej oceny
      sytuacji i postawa roszczeniowa, tak dobitnie wyrażona w Pańskim tekście,
      zawsze zachwieją równowagą popytu i podaży. Sprawa ma wymiar etyczny nie tylko
      z punktu widzenia lekarzy ale i pacjentów. Niepotrzebne wezwanie, spowodowane
      brakiem odpowiedniej wiedzy (do której zobowiązuje rodzicielstwo), przedłuża
      czas oczekiwania na prawdę potrzebujących. Wobec ograniczonych zasobów
      ludzkich i finansowych wypowiadając się publicznie należy pamiętać i o tym.
      Nie rozstrzygam tutaj, czy Pańskie wezwanie było zasadne. Nie wiem. Wiem, że
      tekst którego wydźwięk jest jednoznaczny - przerzuca odpowiedzialność na,
      jakikolwiek by nie był, publiczny czy prywatny system ochrony zdrowia, i
      spowoduje wiele niepotrzebnych wezwań i odbierze pomoc komuś na prawdę
      potrzebującemu. Prywatnie takie emocje, choć często niezasadne, są dozwolone,
      publicznie szkodzą.
    • aekielski Zdrowie i ideologia 27.10.08, 20:33
      Ideologia i zdrowie,trafnie ujęte.Małych komuszków rodziło się rocznie ponad
      700 tysięcy.Małych przyszłych kapitalistów rodzi się aż prawie 300 tysięcy,a
      to na kraj taki jak Polska zbyt wiele.Przy obecnej technice nadmiar narodu to
      tylko zagrożenie komunizmem,bo kto ich wyżywi.Duży kapitalista będzie miał
      tysiące automatów,które będą na niego pracować.Raj na ziemi.
    • suzin77 Zdrowie i ideologia 27.10.08, 21:01
      Co za bzdury.
      NFZ oraz przymusowa składka zdrowotna jest według Pana urynkowieniem usług
      medycznych ?
      Sterowanie ręczne przez FED podażą pieniądza oraz drukowanie pustego pieniądza
      nazywa Pan „siłami wolnorynkowymi „?
      Greenspan’a , starego Keynesiste oraz jego metody „generowania” popytu poprzez
      dodruk pieniądza nazywa Pan „liberalizmem” ?
      Ratowanie instytucji finansowych które utopiły pieniądze swoich klientów a
      teraz ratowanie tych instytucji pieniędzmi ludzi którzy nie brali w tym
      udziału nazywa pan „wolnym rynkiem„ ?

      Przecież właśnie pekanie baniek oraz niewydolność państwowej służby zdrowia
      jest dowodem na to że ręczne sterowanie sie udac nie może bo takie są prawa
      ekonomii.

      Jak Panu nie wstyd tak kłamać.?
      Tak się po prostu nie godzi.

      Sam utrzymuje się z grania na giełdzie , ale jak wtopię to nie idę z
      policjantem do sąsiada i nie każe mu płacić za moje błędy i nie domagam się
      żeby mnie sąsiad teraz ratował.

      Proponuje Panu Żakowskiemu odwiedzenie bloga Pana Gwiazdowskiego (który dość
      klarownie wyjaśnia w ostatnim „Przekroju” o co chodzi w tym kryzysie ) ,
      sprawdzenie na Wikipedii kilku definicji odnośnie ekonomii oraz np.
      odwiedzenie strony instytutu Misesa ( taki stary dziad który ponad 50 lat temu
      pisał czym się skończy nieograniczona kreacja pieniądza , oraz jak spada
      jakość usług oraz rosną wydatki w sterowanych przez urzędników dziedzinach,
      np. służbie zdrowia)
      • polld74 Neoliberalizm a liberalizm 27.10.08, 21:46
        To o czym piszesz to właśnie neoliberalizm, który z liberalizmem ma tyle wspólnego co krzesło z krzesłem elektrycznym.
      • rtd5rtd Ten dziennikarz nie klamie on w to wierzy :) 27.10.08, 22:47
        Dziennikaze z wyksztalcenia i zawodu znaja sie na pisaniu. Ale nie podejrzewalbym ich o znajomosci polityki monetarnej, systemow bankowych itp...

        On pisze to w co wierzy to co gdzies uzgodnil z kolegami itp...
        Jego przekonania sa w zgodzie z linia mediow w ktorych pracuje dlatego tam pracuje.


        Ale najgorecej pozdrawiam ludzi ktorzy powtarzaja to w co on wierzy.

        W jezyku ang na tych ludzi nie mowi sie "people" tylko "sheeple".

    • polld74 Neoliberalizm trudno nazwać ideologią 27.10.08, 21:43
      To po prostu prawo pięści ubrane w liberalne slogany. Liberałowie sprzeciwiali się aktywnej roli państwa w gospodarce, neoliberałowie nie są tak pryncypialni. Drażni ich prawo pracy, drażnią ich usługi publiczne dostępne dla wszystkich obywateli, takie jak edukacja, służba zdrowia, czy nawet publiczne media. Nie mają natomiast nic przeciwko temu, gdy państwo przy pomocy prawa i pały nakłada na społeczeństwo haracze trafiające do kieszeni korporacji ubezpieczeniowych czy to emerytalnych, czy zdrowotnych, gdy państwo uchwala prawo niszczące potencjalną konkurencję w postaci praw autorskich, praw patentowych (na kliknięcie myszą na przykład), gdy państwo zmusi każdego prowadzącego działalność gospodarczą do założenia i utrzymywania rachunku bankowego, gdy państwo dopłaca publiczne pieniądze do inwestycji prywatnych, albo najlepiej gdy samo zainwestuje, coś wybuduje a później "w trosce o lepsze zarządzanie" prywatyzuje. Przykład autostrad jest modelowy. Zbudowane za państwowe, oddane w dzierżawe prywatnemu, stan jeszcze gorszy niż był, opłaty bandyckie i państwo jeszcze dopłaca do winiet, żeby właściciele ciężarówek mieli z czego pokryć opłaty na swoich własnych autostradach. Także zgadzam się z J.Ż. co do oceny sytuacji, ale nie zgadzam się co do pobudek nie tylko polskich, ale wszystkich Greenspanów. To nie zaślepienie ideologią kieruje ich działaniem, tylko rządza władzy i kasy. Dlatego debata z propagandą neoliberalną na argumenty nie ma większego sensu. Celem debaty jest przekonanie przeciwnika do swoich racji, choćby częściowe, lub choćby zasianie w jego umyśle wątpliwości. To trudne zadanie gdy mamy doczynienia z fanatykiem, ale zupełnie niemożliwe w sytuacji gdy mamy doczynienia z wynajętym kłamcą? Fanatyk zaślepiony ideologią, czy religią autentycznie wierzy, że droga którą wybrał jest najlepsza dla wszystkich, dlatego głosi ją w całej okazałości nie ukrywając jej ciemnych stron, których z resztą nie uznaje za ciemne strony. Jedyna ideologia wspólna dla polskiej klasy politycznej to rządza władzy, kasy i poczucia bycia ważnym, ewentualnie u części odegrania się na kimś. No i pogarda dla społeczeństwa proporcjonalna do poczucia własnej wyjątkowości.
    • easy.teraz prawo przeciw prawu 27.10.08, 21:48
      Szczególna asymetria informacji jest prawem mglistym, o niejasnych
      skutkach ekonomicznych. Prawo niedostatku usług, gdy ich cena jest
      ustalana poniżej wartości rynkowej, nie budzi żadnych wątpliwości i
      jest podstawowym źródłem degrengolady w słuzbie zdrowia:
      łapówkarstwa, emigracji lekarzy, nadmiernie wydłużonego czasu
      oczekiwania na leczenie w przypadku chorób zagrażającychbezpośrednio
      życiu pacjenta itp.

      Nie wiem co ze służbą zdrowia trzeba zrobić, bo to nie jest moja
      praca, ale to "przymierzanie się" polityków do tej niezbyt
      pionierskiej roboty trwa zbyt długo. Mam nadzieję, że nasze
      społeczeństwo rozliczy ich kiedyś za nieustanne unikanie
      rozwiązywanie pilnych problemów społecznych i skłócania
      społeczeństwa przy każdej możliwj okazji.
    • polld74 Chodzi to likwidację konkurencji, po prostu. 27.10.08, 22:10
      Zastanówcie się przez moment. Od blisko 20 lat, można w Polsce budować i prowadzić prywatne szpitale, świadczyć wszelkie usługi medyczne i brać za to kasę. Od reformy w 1999 roku można na to dostać kasę publiczną taką samą jak dostaje publiczna służba zdrowia.
      Ile z prawdziwego zdarzenia szpitali wybudowali prywatni inwestorzy. Myślę o zwykłych szpitalach, bo coś takiego jak np. Centrum Zdrowia Dziecka to w ogóle abstrakcja, inwestycja większa niż wszystko co zainwestował w Polsce kapitał zagraniczny po roku 1989 we wszystkie branże razem wzięte (nie licząc inwestycji papierowych - spekulacyjnych). Gdyby prywatna służba zdrowia była tak sprawna, że zapewniałaby lepsze usługi niż państwowa i robiłaby to taniej, to teoretycznie po roku 1999 powinna rozkwitać. Z resztą nawet gdyby była umiarkowanie odpłatna, to i tak wygrałaby konkurencję z upadającą służbą zdrowia publiczną.
      A nawet nie próbowała, natomiast próbuje przy wsparciu skorumpowanych (lub jak kto woli zlobbowanych) polityków dokonać wrogiego przejęcia konkurencji. Tak jak Kulczyk na autostradach, tak prywatny biznes ma ochotę położyć łapę na publicznym majątku i przestawić jego działalnośc z leczenia ludzi na robienie kasy na leczeniu. Budowanie obok państwowego, szpitali prywatnych nie będzie się kalkulowało dopóki będzie istniała publiczna służba zdrowia, która nawet w marnym stanie, dojona ze wszystkich stron będzie i tak bardziej atrakcyjna, niż leczenie prywatne. Oczywiście im mniej skomplikowane leczenie tym ta różnica mniejsza. Ale na poziomie stomatologa jest to już różnica ok. 4 do 1 (a państwowa stomatologia została praktycznie zlikwidowana). Gdyby choć jeden prywatny szpital w Polsce miał możliwości przeprowadzania operacji porównywalnych z państwowymi to ich ceny byłyby zaporą dla 90% społeczeństwa. Wystarczy zobaczyć na ceny usług medycznych w USA.
      Poza tym PO tak naprawdę nie chce całkowitego demontażu publicznej służby zdrowia. Chodzi o to by prywatne podmioty świadczyły usługi publiczne, dla jednych coraz gorzej, dla reszty coraz drożej, by nie miały konkurencji w publicznej służbie zdrowia, ale by były zasilane pieniędzmi z NFZ, tak samo jak zasilani są producenci leków (co roku 20-30% wzrost nakładów na refundacje, a ceny w aptekach nie tylko nie spadają, ale rosną podobnie jak zyski producentów). Wtedy PO przestanie mieć opory przed podnoszeniem składki na NFZ, mogę się założyć, że będzie tak jak z reformą ubezpieczeń społecznych. Przed reformą neoliberałowie płakali jaka ta składka wysoka, a emerytury byle jakie. Dzisiaj po reformie składka jest 2.5 raza wyższa niż przed, emerytury będą 2 razy niższe i później i jakoś problem wysokiej składki ucichł, ciekawe czy dlatego, że zamiast publiczny ZUS, w dużym stopniu zasila ona prywatne kieszenie korporacji ubezpieczeniowych, gdzie manager darmozjad zarabia więcej niż cały oddział wojewódzki ZUS razem wzięty.
      • rs_gazeta_forum Re: Chodzi to likwidację konkurencji, po prostu. 27.10.08, 23:56
        Cóż, mało kto dostrzega ten brak stricte prywatnego lecznictwa obecnie, panuje
        nieuświadomiony pogląd, że albo jedno, albo drugie. A ten brak oczywiście jest
        koronnym argumentem przeciw ideologii prywatyzacji służby zdrowia.
      • topolowka Re: Chodzi to likwidację konkurencji, po prostu. 25.11.08, 10:13
        polld74 napisał:

        > Zastanówcie się przez moment. Od blisko 20 lat, można w Polsce
        >budować i prowadzić prywatne szpitale, świadczyć wszelkie usługi
        >medyczne i brać za to kasę. Od reformy w 1999 roku można na to
        >dostać kasę publiczną taką samą jak dostaje publiczna służba
        zdrowia.
        > Ile z prawdziwego zdarzenia szpitali wybudowali prywatni
        >inwestorzy. Myślę o zwykłych szpitalach, bo coś takiego jak np.
        >Centrum Zdrowia Dziecka to w ogóle abstrakcja, inwestycja większa
        >niż wszystko co zainwestował w Polsce kapitał zagraniczny po roku
        >1989 we wszystkie branże razem wzięte (nie licząc inwestycji pa
        > pierowych - spekulacyjnych). Gdyby prywatna służba zdrowia była
        >tak sprawna, że zapewniałaby lepsze usługi niż państwowa i
        >robiłaby to taniej, to teoretycznie po roku 1999 powinna rozkwitać.
        >Z resztą nawet gdyby była umiarkowanie odpłatna, to i tak wygrałaby
        >konkurencję z upadającą służbą zdrowia publiczną.
        > A nawet nie próbowała, natomiast próbuje przy wsparciu
        >skorumpowanych (lub jak kto woli zlobbowanych) polityków dokonać
        >wrogiego przejęcia konkurencji. Tak jak Kulczyk na autostradach,
        >tak prywatny biznes ma ochotę położyć łapę na publicznym majątku i
        >przestawić jego działalnośc z leczenia ludzi na robienie kasy na
        > leczeniu. Budowanie obok państwowego, szpitali prywatnych nie
        >będzie się kalkulowało dopóki będzie istniała publiczna służba
        >zdrowia, która nawet w marnym stanie, dojona ze wszystkich stron
        >będzie i tak bardziej atrakcyjna, niż leczenie prywatne.

        Oczywiscie, ze masz racje. Prywatna sluzba zdrowia w Polsce teraz to
        przychodnie, stomatologia i nieliczne szpitaliki, swiadczace tak
        zwane uslugi ponadstandardowe bogatym ludziom. Nikt nie jest
        zainteresowany budowaniem i prowadzeniem pediatrii, onkologii,
        diabetologii etc. Bowiem prywatne instytucje chca zarobic kase tam,
        gdzie to jest mozliwe - na zamoznych pacjentach cierpiacych na
        latwe, krotkie i tanie w leczeniu choroby, a wszystko, co jest
        drogie, skomplikowane, dotyczy pacjentow niezamoznych albo jest
        przewlekle - zrzucic na system publiczny. Powszechna prywatyzacja
        sluzby zdrowia to zatem pomysl dla pacjentow i dla dostepnosci uslug
        medycznych zabojczy.
    • rtd5rtd co Cie predzej zabije: brak jedzenia czy lekarza? 27.10.08, 22:41
      Wiec dlaczego nie ma "sluzby zywienia"?

      Dlaczego skoro ludzie nie umieraja setkami z wyglodzenia na ulicach, za pewnik przyjmujemy ze bez "sluzby zdrowia" umierali by na ulicach z powodu chorob?

      Ile sie srednio razy w roku potrzebujemy wizyt u lekarza, ile to by kosztowalo w prywatnych firmach a ile wydajemy na jedzenie w tym samym okresie czasu?


      Oraz wolny rynek a sektor finansowy:
      pytania do prowadzacego:
      Czy podrabianie pieniadza to wolny rynek?
      Czy czesciowy system rezerw bankowych to kreacja pieniedza ?



      dziekuje
    • tokxic Zdrowie i ideologia 28.10.08, 02:00
      czytając to co pisze jacek żakowski przypominają się czasy głębokiego
      stalinizmu.wydaje się że pseudointelektualne wywody maja za zadanie pisanine
      niezbedna do pozyskiwania srodków na utrzymanie rodziny.drogi nam felietonista
      żąda reformy służby zdrowia pozostawiając ją w takim samym stanie jak
      dotychczas.nie przedstawia żadnego pomysłu na to co zrobić aby było inaczej.po
      raz kolejny drogi jacku wykazujesz się krytykanctwem a nie poważną krytyką.a
      posługiwaniem się swoim własnym przykładem (tzn.własnego dziecka jako
      wzbudzającego litość w celu uwiarygodnienia swoich wątpliwych tez) zakrawa już
      na postsocjalistyczne cofanie się w racjonalnym argumentowaniu.podaj pan
      argumenty wstydu oszczędź.
    • grba Zdrowie i ideologia 28.10.08, 16:07
      Żakowski zderzył się z życiem i pisze co zobaczył... Może źle
      widział, skonfabulował, zmyślił? Czy skorzystanie z usług lekarza w
      nocy ma być partyzantką, testem na asertywność i survivalem?

      Jerzy Owsiak zadał chirurgom dziecięcym konkretne pytanie... I
      usłyszał niepoważną, żenującą odpowiedź.



      • aron2004 Re: Zdrowie i ideologia 29.10.08, 16:50
        lekarz ma psi obowiązek zerwać się w nocy o północy i pomóc choremu
        dziecku.
        Jeżeli nie chce tego robic - won z POlski! Takich lekarzy nie
        potrzebujemy.

        Potrzebni nam są lekarze z powołaniem, a nie wyspani kolekcjonerzy
        samochodów terenowych i willi.
        • practicant Dlatego ja sie zrywam... 29.10.08, 17:56
          ...stad.Na polnoc.Konkretnie-szwecja.Fajny kraj.A przede wszystkim-
          daleko od chamstwa wypisywanego powyzej przez niejakiego pana
          arkadiusza,oraz stalinowskiej propagandy regularnie wymyslanej przy
          okazji dyskusji o systemie lecznictwa w polsce przez niejakiego pana
          Jacka.Lekarz to imperialistyczny zapluty karzel reakcji!!!A dalej to
          sie w ta gre bawcie sami,panowie.Arku,Jacku-wyjezdzam.Mam was
          gdzies.Nie oddam za studia-tak samo,jak informatyk,czy architekt.I
          mozecie mi skoczyc-jak sie z tym czujecie?:)
    • practicant Panie Zakowski,jest pan idiota... 29.10.08, 17:45
      A ja po raz kolejny o tym sie przekonuje-a propos lekarzy po raz
      kolejny wypowiada sie pan,nie znajac realiow:tak,jak jakies pol roku
      stwierdzil pan w TV:"Jak to mawia moja zona-a znasz Ty biednego
      lekarza?"-z dowcipem,usmiechem.Swieeetny dowcip.Sorry koles-ja
      znam.Miasto akademickie-wiekszosc z nich jezdzi starym
      polonezem,tico-badz wariacjami na temat powyzszych.Standard-giganci
      ciagnacy po 25 dyzurow miesiecznie /spedzil pan kiedys 25 dni w
      pracy non-stop,a pozostale jako "etat"?/.W polsce jest za malo
      lekarzy-sorry,takie sa fakty.W przeliczeniu na 100 mieszkancow jakas
      polowa tego,co np.w UK.

      Reasumujac-durny dziennikarzyna,majacy czelnosc bluzgac przez
      telefon do czlowieka,ktory na studiach w przeciwienstwie do niego
      faktycznie sie uczyl-oraz,chwalacy sie tym jeszcze publicznie...
    • dinozaur47 Re: Zdrowie i ideologia 29.10.08, 20:57
      Szanowny Panie Zurawski , dobrze , nabuduj Pan kołchozów , ale kto będzie w nich
      robić ? Gdzie są ci lekarze ze Wschodu , którzy mieli tysiącami koczować nad
      polską granicą ?
    • certican Zdrowie i ideologia 01.11.08, 13:39
      Myślę, że redaktor się myli w swojej ocenie. Dlaczego lekarz, który otrzymuje
      pieniądze z NFZ to "cwaniak", a firma Falck, którą funduje mu pracodawca już
      nie? Skoro lekarz POZ zabezpieczający pomoc doraźną otrzymuje 22 zł.
      (prawdopodobnie to kwota na rok) dociera w ciągu 7 godzin, to jest to
      adekwatne z 210 zł za wizytę i pomocą natychmiastową. Prawdopodobnie drodzy
      pacjenci (sam też jestem lekarzem) należy w takiej sytuacji przyjąć dostępne
      bez recepty leki przeciw gorączkowe i udać się do czynnego punktu pomocy
      doraźnej. Należałoby rozważyć czy wszystkie wizyty, które odsuwają w czasie
      pomoc dziecku były uzasadnione? sam wiele razy widziałem, gdy po informacji,
      że czas oczekiwania na wizytę domową przekroczy kilka godzin to chory na
      własnych nogach pojawiał się w poradni, bądź jedyny powód wezwania do domu był
      taki, że mąż (żona) ma samochód, a na taksówkę szkoda pieniędzy na spacer nie
      ma ochoty.
    • sebas.4 Zdrowie i ideologia 03.11.08, 16:02
      Zgadzam się że jak ktoś jest bogaty to mu wszystko jedno czy służba
      zdrowia jest urynkowiona czy nie bo on i tak zawsze będzie lepiej
      obsłużony. Problem polega na tym że w Polsce nie wszyscy są bogaci a
      raczej na odwrót - większość z nas jest biedna. Dlatego nie jestem
      taki pewny czy urynkowienie coś tu pomoże. Wydaje mi się że raczej
      nie wystarczy i konieczne będą jakieś dodatkowe regulacje w tym
      względzie. Sektor finansowy już się przkonał do czego prowadzi
      fetyszyzacja rynku. Prawdziwą katastrofą dla Polski byłoby
      przekonywanie się na własnej skórze że rynek nie jest panaceum także
      i w służbie zdrowia czy w edukacji. Obyśmy tego nie dożyli.
    • sebas.4 Zdrowie i ideologia 13.11.08, 14:20
      Zastanawia mnie ten tempy upór premiera w sprawie prywatyzacji. Skąd
      on sie bierze? W końcu nawet w USA gdzie opieka zdrowotna w zasadzie
      jest prywatna, nie ma jakichś rewelacyjnych wyników a koszty są
      znacznie większe niż w Europie. Na prywatną służbę zdrowia wielu
      amerykanów nie stać, czyżby w Polsce miało być inaczej? Premier
      zachowuje się tak jakby nie słyszał wyznania Greenspana który mówił
      że mylił się wierząc w cudowną moc rynku. Mądrze jest uczyć się na
      błędach ale najlepiej jest uczyć się na błędach cudzych. Czyżby
      premierowi było to obce do tego stopnia że tylko katastrofa w Polsce
      może go skłonić do zmiany zdania?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka