zielony31 ....to ludzie ludziom zgotowali taki los... 13.01.09, 20:53 Jeżeli nie zrobiono nadań genetycznych i nie ma żadnych dokumentów to skąd IPN i Prokuratura wie ,że to nie Polacy? A jeżeli nawet to zostało zamordowanych kilka tysięcy ludzi... Nic się nie stało?Jakiś koszmar! Gazeto !Relacja o jednym pijanym kierowcy was dopinguje do sledztwa gdzie i z kim pił....a nie interesuje skąd i kim są Ci Zabici? Czyżby nikogo to nie interesuje,wszystkich mamy w d..ie...? A gdzie głosy organizacji humanitarnych....?1750 ludzi w tym dzieci w jednym dole?....Obojętne kto zginął ?????!!!!ale kto to zrobił też NIE!!!!???? Jakiś żart polskiego wymiaru sprawiedliwości.... Odpowiedz Link Zgłoś
albinnos Re: ....to ludzie ludziom zgotowali taki los... 13.01.09, 21:23 Nie ludzie a Polacy.Polacy po raz ktorys traca swoje dziewictwoNiczym sie w bestialstwie od innych nie roznia,vied Jedwabne i teraz Malbork.Najlepiej to OD RAZU zryucic na Rosjan tym razem.Wyczysccie wasza historie Polacy, oczyscie wasze narodowe sumienia.Jako narod jestescie tak samo zdolni do podlosci jakl inne narody.Nie zawsze wam do tego starcza okazji, bo zazwyczaj to wy byliscie bici.Wygasnic te morderstwa do konca.Moze jeszcze zyja kaci tych ofiar .Traktowac te zadania na rowni- kaci z Katynia ale tez kaci z Malborka. Odpowiedz Link Zgłoś
alexis_corner [...] 13.01.09, 21:38 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
felix_macierewicz cmentarz wojenny jest w Glinnej 13.01.09, 21:39 gm. Stare Czarnowo, powiat Gryfiński, woj.Zachodniopomorskie. Nie można tych ludzi pochować w ich rodzinnym mieście, w zbiorowej mogile ? jaka pewność ,ze to nie byli robotnicy przymusowi ? Odpowiedz Link Zgłoś
gpkus Re: ....to ludzie ludziom zgotowali taki los... 13.01.09, 22:15 Historycznie... Malbork od końca stycznia do końca marca 1945 był na wyłącznej łasce i niełasce ACz, polska władza to dopiero maj 1945 Odpowiedz Link Zgłoś
maj47 znowu judzisz? Heil Holocaustgesgeschaft! 14.01.09, 10:51 od Jude- z niemieckiego. Od kiedy Niemcy sowici zapłacili (z nawiązką i procentami)ich krzywdy moralne i materialne,to są gites. Niemiec to teraz największy przyjaciel Żyda.Geszeft to geszeft.Geschaft ist geschaft. Odpowiedz Link Zgłoś
rzewucki Polacy dokladnie WIEDZA!.... 13.01.09, 21:54 cos mi sie wydaje, ze Polacy (np. IPN) dokladnie wiedza kim byly ofiary i kim sprawcy! Z tego tez powodu ten caly cyrk, jak brak profesjonalizmu i zaczatki propagandy!!! wszystko wyglada na probe "zalatwienia" problemu bez rozglosu. Media niemieckie pisaly o tym juz pare tygodni temu! Odpowiedz Link Zgłoś
johoho Stalin Hitler dwa bratanki i do rzezi i do branki 13.01.09, 21:45 Zbrodnie idącej na Berlin armii sowieckiej wobec ludności cywilnej na zajmowanych terenach nie zostały należycie przebadane a dość było czasu aby dokumenty i ewentualnych świadków raz na zawsze usunąć.pozostały jedynie pogłoski które umierają wraz z odchodzącym pokoleniem. Rosjanie uratowali wprawdzie Polaków przed niemiecką eksterminacją, ale sami aktywnie współuczestniczyli w rozpętaniu tego kataklizmu. Tak jak udokumentowano zbrodnie niemieckie na narodach Europy, tak też należy postępować ze zbrodniami sowieckimi. Odpowiedz Link Zgłoś
rzewucki Re: Stalin Hitler dwa bratanki i do rzezi i do b 13.01.09, 21:57 nie sluchasz ty za duzo radiomaryja?! czyzby Polacy nie mordowali w sposob zorganizowany?! Odpowiedz Link Zgłoś
stix [...] 13.01.09, 21:49 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
stix Twierdza Malbork została zdobyta. 13.01.09, 21:55 Krzyżacy zostali pokonani. Odpowiedz Link Zgłoś
uburama Re: Twierdza Malbork została zdobyta. 13.01.09, 22:02 stix napisał: > Krzyżacy zostali pokonani Mogło to być uczynione przez Krzyżaków ale mogło i na pogotowiu. Odpowiedz Link Zgłoś
ballest Re: Twierdza Malbork została zdobyta. 13.01.09, 22:11 > stix napisał: > > > Krzyżacy zostali pokonani He, he, a kim byli Rycerze co Krzyzakow pokonali! Niemiec Zauissius de Garbow, czytej Zawisza Czarny, jego brat Farurej, Zyndram z Maszkowic, Marcin z Wrocimowic, sami Niemcy! Kery rycerz z Choragwi Krolewskiej umiou po polsku, nie ma dowodu ze choc jeden znou jezyk polski! Odpowiedz Link Zgłoś
schauma niech spoczywają w pokoju 13.01.09, 21:56 kimkolwiek są, to czyjeś dzieci, matki, ojcowie, bracia czy siostry, niewyobrażalny ogrom ludzkiego cierpienia, który współcześni teoretycznie moralnie zdrowi ludzie rozgrzebali koparką, tak sobie myślę gdyby to było moje dziecko, czy to co zrobiono na tej budowie nie byłoby dla mnie równe temu, co stało się kilkadziesiąt lat temu? niby mamy świadomość tego że wojna była zła, że to co się wydarzyło to patologia i zwierzęcy instynkt który uczynił z normalnych ludzi zbrodniarzy i morderców a jednocześnie nie potrafimy uszanować ludzkich szczątków Odpowiedz Link Zgłoś
funia81 Masowy grób 1750 Niemców w Malborku 13.01.09, 21:59 "polskie instytucje nie zajmują się tą sprawą." Czyzby dlatego, ze fakty moglyby sie okazac niewygodne dla "genetycznych patriotow"? Jak w Jedwabnem? Odpowiedz Link Zgłoś
slantschev Re: Masowy grób 1750 Niemców w Malborku 13.01.09, 22:08 Na tym masowym grobie ma stać hotel ?! Niewyobrażalne. Byłoby to powtórne ograbienie tych nieszczęsnych ofiar z godności. Odpowiedz Link Zgłoś
giewont Re: Masowy grób 1750 Niemców w Malborku 13.01.09, 22:08 funia81 napisał: > "polskie instytucje nie zajmują się tą sprawą." > > Czyzby dlatego, ze fakty moglyby sie okazac niewygodne dla "genetycznych > patriotow"? Jak w Jedwabnem? Wszystko poplątałaś funia81. W Jedwabnem polskie instytucje zajmowały się sprawą aż do momentu gdy przerwano ekshumacje. A przerwano je na żądanie "genetycznych internacjonalistów" gdyż fakty /wykopana amunicja/ zaczęły być dla ich tezy niewygodne. Odpowiedz Link Zgłoś
wejsunek7 a niby skąd tam Polacy? 13.01.09, 22:11 Ruskie tam weszli i była to pierwsza ziemia rdzennie niemiecka i dostali przyzwolenie na mordowanie gwałcenie i palenie..i tak tam było... Ci co mimo rozkazu Kocha w tym mazurzy w częsci uważającej się za Polaków) zostali tak własnie ginęli... w Polsce też tak ruscy się zachowywali ale na mniejszą skalę...Biedna ta mazurska ziemia... i bez mazurów...dobrze ,że zwrócono się do Niemców.... cmentarze i ofiary cywilne nawet wrogów należy szanować Odpowiedz Link Zgłoś
nie-tak Re: a niby skąd tam Polacy? 13.01.09, 22:22 A może nam napiszesz o Berezie Kartuskiej? Odpowiedz Link Zgłoś
albinnos Re: a niby skąd tam Polacy? 13.01.09, 22:34 Polacy nie sa swieci.Na tyle , na ile im wlasna slabosc pozwalala , tez sie na Niemcach swinili- Oboz na Slasku i inne.To co mogli na biednych ,bezbronnych Zydach robic nie szlo juz tak otwarcie z pobitymi przeciez Niemcami.To trzeba bylo ukryc tchorzliwie.Ze cos w tym jest swiadczy ,ze w miescie Monachium ( Niemcy ,jakbyscie tego nie wiedzieli ) mieszka KILKAKROTNIE wiecej Zydow niz w calej Polsce.Ciekawe ,nieprawdaz? Odpowiedz Link Zgłoś
gaalar Re: a niby skąd tam Polacy? 14.01.09, 00:10 Prawdaz, prawdaz iniech tak zostanie. Odpowiedz Link Zgłoś
albalonga Masowy grób 1750 Niemców w Malborku 13.01.09, 22:26 odwet na niewinnych. stare jak swiat. Odpowiedz Link Zgłoś
alexis_corner odwet na niewinnych? 13.01.09, 22:44 znamy znamy...] pl.youtube.com/watch?v=Wxj4SBXPRbc&feature=related - wredna alexis ciekawe czy znów wytnie... Odpowiedz Link Zgłoś
alexis_corner skasowany post 13.01.09, 22:51 albinnos napisał: > Nie ludzie a Polacy. albinosku, nazwałem cie w skasowanym poście tak, jak palikot jedną taką ministerkę i czujna cenzura wysłała posta w niebyt... ale nic straconego. popatrz w oczy tego majorzyny z 3:13" i zobacz męstwo twych ziomków 4:43 - 6:00. Wt, 13-01-2009, 22:23:51 i tutaj był link do powyższego filmu. co cię tak rozsierdziło cenzorze? ministerka? palikot? majorzyna? czy męstwo ziomków? a może film?? - wredna alexis Odpowiedz Link Zgłoś
maaac Re: skasowany post 13.01.09, 22:58 Czy bestialstwo konkretnych osobników przypisujacych sobie narodowość niemiecką zamazuje możliwość bestialskiego zachowania się konkretnych osób przypisujacych sobie jakąkolwiek inną narodowość w tym polską, rosyjską czy też powiedzmy żydowską lub palestyńską? Odpowiedz Link Zgłoś
alexis_corner Re: skasowany post 15.01.09, 00:07 bardzo mądry post, ale jak mawiają "ruscy", to odnośnie mojego, jest on zupełnie "nipricziom". ja niczego nie "zamazuję" ani nie kwestionuję. Przypominam. I nie jest to "ruska" propaganda... pl.youtube.com/watch?v=0GnyO9qXuqg&feature=related - wredna alexis Odpowiedz Link Zgłoś
maaac Re: skasowany post 15.01.09, 09:03 Mam Ci przypomnieć Twój post? Na temat "odwetu na niewinnych"? Rozumiem że Niemiec ma prawo wymierzyć sprawiedliwość na jakimkolwiek Polaku za to że mu ktoś z Polski samochód podprowadził? Czy Polacy lub Rosjanie mieli prawo "wymierzać sprawiedliwość" na kobietach i dzieciach z Niemiec? Nawet nie Niemcach tylko z Niemiec - bo Ślązakom czy Mazurom uważających się za Polaków też tak traktowano. Odpowiedz Link Zgłoś
alexis_corner Re: skasowany post 15.01.09, 18:32 maacu, czego mącisz? pokaż gdzie coś "zamazywałam" albo kwestionowałam. jeśli nie potrafisz to się łaskawie zamknij i "oddal w pośpiechu stary, biedny człowieku"... Twoje rozumowanie dot "kradzionych" przez Polaków samochodów wspólnie i w porozumieniu z ich niemieckimi właścicielami g. mnie obchodzi. - wredna alexis ps jak tak lubisz dzielić włos na czworo to zastanów się co to znaczy... (...)Nawet nie Niemcach tylko z Niemiec - > bo Ślązakom czy Mazurom uważających się za Polaków też tak > traktowano.(...) czyżby Ślonzacy i Mazurzy byli z Niemiec? Odpowiedz Link Zgłoś
maaac Re: skasowany post 16.01.09, 13:23 > jak tak lubisz dzielić włos na czworo > to zastanów się co to znaczy... > (...)Nawet nie Niemcach tylko z Niemiec - > > bo Ślązakom czy Mazurom uważających się za Polaków też tak > > traktowano.(...) > czyżby Ślonzacy i Mazurzy byli z Niemiec? Tak. Nie widziałeś/łaś? Nie wiedziałeś/łaś że tereny zamieszkane przez Mazurów i Ślązaków w sporej części należały przed 2WŚ do Niemiec? Nie wiedziałeś/łaś, że po przekroczeniu granic Polski z Niemcami z 1939 Rosjanie traktowali mieszkajacych tam ludzi jak Niemców? Nawet jak te osoby by deklarowały polskość? > maacu, czego mącisz? pokaż gdzie coś "zamazywałam" albo > kwestionowałam. jeśli nie potrafisz to się łaskawie zamknij > i "oddal w pośpiechu stary, biedny człowieku"... Jak można inaczej nazwać odpowiedź z linkiem o zbrodniach hitlerowców na post o tym że zamordowano niewinnych mieszkańców(?) Malborka? Możesz mi wytłumaczyć jaka była wina zamordowanych w Malborku dzieci dotycząca utworzenia nazistowskich obozów koncentracyjnych? Jaki był inny cel twojego postu by odwrócić uwagę od tego, że trudno udowodnić jakąś "winę" zamordowanym? > Twoje rozumowanie dot "kradzionych" przez Polaków samochodów > wspólnie i w porozumieniu z ich niemieckimi właścicielami g. mnie > obchodzi. Szkoada tylko że nic takiego nie pisałem. I Ty próbujesz mnie oskarżac o to, że piszę o czymś o czym nie pisałeś/łaś? Odpowiedz Link Zgłoś
1410_tenrok zabawnym jest to, że tzw. ludnosc autochtoniczną 16.01.09, 16:12 traktuje sie do tej pory w takich sam sposób. O tym swiadczy argument z dziadkiem. O tym swiadczy również argument z Górnośląskim jako jezykiem na Górnym sląsku. Cały problem tzw. mniejszosci niemieieckiej, np. na Opolszczyznie, wyglądałby zupełnie inaczej, gdyby nie to traktowania tych biednych ludzi. Całe lata obrażono ich i opluwano. Dużo na ten temat wiem, ponieważ ładnych pare lat pracowałem tam. Wpisy wariatów typu Chrisraf lub Ballest są bolesnym dowodem tego, jak bardzo głębokie są rowy wykopane pomiedzy Slązakami i Polakami. Odpowiedz Link Zgłoś
ballest Re: zabawnym jest to, że tzw. ludnosc autochtonic 16.01.09, 19:26 Madry, wariata nigdy wariatem nie wyzwie, bo na to jest za inteligentny, on to sobie najwyzej pomysli? Odpowiedz Link Zgłoś
alexis_corner Re: skasowany post 18.01.09, 22:14 drogi sławomirze jeżu, (jakoś tak mi się skojarzyłeś...) po pierwsze, przestań do mnie "eśać" i "aśać", bo nie jestem żadnym paligłupem ani tym bardziej "bratem mamrotem", żebym nie wiedziała nic o swoim genderze. ;) (...)Nie wiedziałeś/łaś, że po przekroczeniu granic Polski z > Niemcami z 1939 Rosjanie traktowali mieszkajacych tam ludzi jak > Niemców? Nawet jak te osoby by deklarowały polskość?(...) wiedziałam, mogę też sobie wyobrazić niejednego esmana czy innego ubermensza gorąco deklarującego swoje wielkie przywiązanie do Polski. Zwłaszcza po wkroczeniu Rosjan... Szczególnie po wkroczeniu do Niemiec, jak piszesz. Jeszcze raz odrzucam twoje zarzuty o "zamazywaniu". Dobrze, że z "kwestionowania" już się wycofałeś... Linki w moich postach nie służą "odwracaniu uwagi" jak to ładnie TERAZ ująłeś tylko pokazują PRZYCZYNĘ. Reszta jest tragicznym skutkiem. au.youtube.com/watch?v=hiCFsci4kOk au.youtube.com/watch?v=-9bdNmunSjU i te łzawe opowiadania o zupie fasolowej i strzałach w lesie lekko mnie... powiedzmy... bulwersują. (...)Rozumiem że Niemiec ma prawo wymierzyć sprawiedliwość na jakimkolwiek Polaku za to że mu ktoś z Polski samochód podprowadził?(...) ty to maacu pisałeś??? > > Twoje rozumowanie dot "kradzionych" przez Polaków samochodów > > wspólnie i w porozumieniu z ich niemieckimi właścicielami g. mnie > > obchodzi. > Szkoada tylko że nic takiego nie pisałem. I Ty próbujesz mnie > oskarżac o to, że piszę o czymś o czym nie pisałeś/łaś? jeśli tak, to nie rżnij głupa. no i pokaż wreszcie ten mój "zamazujący" i 'kwestionujący" post. - wredna alexis Odpowiedz Link Zgłoś
sedaluk Re: Ludziom zgotowano ten los. 13.01.09, 22:59 A teraz zdradze wam wielka tajemnicach. W Niemczech wiemy dkladnie kto kogo i gdzie.Wystarczy sie tylko zapytac i isc na wspolprace. Z strony niemieckiej to nie wyjdzie. Odpowiedz Link Zgłoś
boado Katownia koło Czechowic 13.01.09, 22:55 Ocalić od zapomnienia piątek, 08 lutego 2008 10:24 Czas i miejsce odżywają na nowo Dziś 8 lutego 2008 roku. Przedwiośnie za oknem pełną siłą się pcha: śniegu nie ma, jest też ciepło, a krzewy do życia pobudzone już pąki puszczają. Jak dziś, sięgając pamięcią w przeszłość, również tak było pod koniec lutego i w początkowych dniach marca 1945 roku, gdy wraz z matką i rodzeństwem i kilkoma jeszcze innymi rodzinami znaleźliśmy wreszcie pozornie bezpieczne schronienie w miejscowości Ligota- Bronów, oddalonej niecałe 10 km od Czechowic Dziedzic, lokując się w starym domu usytuowanym tuż pod lasem i obok drogi przylegającej do jego obrzeża. Od strony południowo-zachodniej docierały tu jednak nadal odgłosy toczącej się jeszcze niedaleko wojny, nieco już przytłumione, ale w nie zastygłych wspomnieniach wywołujące nadal grozę i strach po niedawno doznanych okropnościach i przeżyciach, jakie były moim i rodziny udziałem. Związane z nimi wydarzenia to w konsekwencji fatalny splot wypadków i następstw przebywania naszego przez prawie cały miesiąc bezpośrednio w strefie walk, prowadzonych na linii frontu przebiegającej przez miejscowości Rudzica - Roztropice – Iłownica. Są to graniczące ze sobą miejscowości, gęsto usiane naturalnymi przeszkodami w znaczeniu wojskowym, położone niedaleko od Skoczowa, miasta gdzie moja rodzina mieszkała jeszcze długo przed wojną i potem niecały okres okupacji, nim przeprowadziła się do Ilownicy do domu "pod lasem" na dwa lata przed pojawieniem się pierwszych oznak zbliżającego się szybko frontu wojennego. Miałem ukończone wtedy 6 lat życia. Dom, w którym nam przyszło przebywać miał kilka izb; w jednej z nich, do której wchodziło się wprost z przechodzącej na wylot domu sieni zamieszkaliśmy razem z drugą, dość liczną rodziną Śmiejów. W porze dziennej w izbie krzątali się także ruscy, którzy korzystali z niej przy sporządzaniu dla siebie posiłków, spożywanych również na miejscu. Kilka innych izb, może dwie, zajmowały rodziny wysiedleńców z Iłownicy. Była to wieś, gdzie na jej obrzeżach, na granicy z Roztropicami i po stronie zachodniej, nadal trwały uporczywe i krwawe walki, ciągnące się już tam od kilku tygodni. Pozostałe izby, cały strych i stojące obok domu zabudowania zajmowali ruscy. Nieopodal domu, w odległości może 50- 70 m od niego, na pobliskiej łące ruscy postawili barak zbity z desek, bardziej może przypominający szopę z prześwitującym dwuspadowym dachem . Szopa przeznaczona była do prowadzenia dezynsekcji zarobaczonej odzieży wojskowej przy użyciu dymów powstałych ze spalania rozsypanej na posadzce szopy siarki. Ulatniające się dymy owiewały podwieszoną na żerdziach odzież wojskową i wydostawały się na zewnątrz przez otwory przelotowe, wykonane gęsto w dachu. Odzież przywożono co kilka dni ciężarówką z okolic Czechowic. Szopa stała się też miejscem codziennych odwiedzin biegających wokół domu dzieci, gdyż sposób ustawienia i zabudowania poręczy oraz żerdzi wewnątrz niej kusił i zachęcał do uprawiania po nich wspinaczki. Przy wykonywaniu niektórych prac, my, dzieci, braliśmy również udział, za co w nagrodę dostawaliśmy od ruskich po kawałku chleba. Po tej samej drodze, biegnącej tuż koło naszego domu, w kierunku na Landek, przejeżdżały często i inne samochody ciężarowe. Były one zaplandekowane i konwojowane przez wojskowych - z przodu zawsze jechał łazik, a z tyłu zamykali kolumnę żołnierze uzbrojeni w pepeszki, jadący najczęściej motocyklem z przyczepą. Konwój ten zatrzymywał się na drodze niedaleko naszego domu, w odległości nie więcej niż 100-150 m w kierunku na Landek, gdzie w miejscu jego postoju czekała już grupa uzbrojonych ruskich. Tyle, co mogliśmy zobaczyć przez prześwitujące drzewa rosnące przy drodze i zaciemniające widok. Zbliżanie się do tego miejsca było surowo zakazane. Przychodzący stamtąd codziennie do nas ruscy nosili założone na rękawie czerwone opaski z umieszczonym na nich napisem koloru czarnego. Wzbudzali oni wśród "naszych" ruskich widoczny niepokój. Starali się ich unikać. Nam też kazali to czynić. Prawie codziennie, gdy krzątaliśmy się wraz z nimi przy szopie, systematycznie z kierunku od tego miejsca dochodziły do nas odgłosy pojedynczych strzałów, słyszane w odstępach czasowych od kilka do kilkunastu minut. „Nasi” ruscy mówili nam, że przebywający tam żołnierze ćwiczą się w strzelaniu. cd Odpowiedz Link Zgłoś
alexis_corner Re: Katownia koło Czechowic 13.01.09, 23:54 boado, rozumiem, że ci "ruscy" czyli Rosjanie, to taki lingwinistyczny odpowiednik "szkopów", "fryców", "helmutów" "niemiaszków", "szwabów" i innych pieszczotliwych określeń Niemców w naszej pięknej mowie ojczystej? - wredna alexis pl.youtube.com/watch?v=6ZlGCs78KEI miłego oglądania Odpowiedz Link Zgłoś
boado Re: Katownia koło Czechowic 14.01.09, 00:31 Wypowiedź typowego jełopa, z pewnością wywodzącego się z rodziny z terenów zaburzańskich , którą z ziemianki przeniesiono i zakwaterowano w moim domu,w Skoczowie, zaś moją rodzinę wyrzucono na bruk. Polska obsiana jełopami jest tym czym jest- zaściankiem. Odpowiedz Link Zgłoś
boado Re: Katownia koło Czechowic 14.01.09, 00:40 Uściślam: jełopów wywodzących się zza Buga czyli jełopów zabużańskich. Odpowiedz Link Zgłoś
alexis_corner Re: Katownia koło Czechowic 14.01.09, 01:35 bodado,sam jesteś chlipiącym w rękaw jełopem, robiącym w gacie na wspomnienie "granatu w kształcie dużego jajka". spisz te rzewne historyjki o zupie fasolowej i wydaj nakładem własnym to może zostaniesz drugą Anną Frank. ciuliku. - wredna alexis Odpowiedz Link Zgłoś
boado Katownia cd 13.01.09, 23:03 Głód i biegunki były naszym codziennym utrapieniem. Zjedliśmy już prawie wszystko, nawet pozbierane z pobliskiego pola leżące podgniłe i przemarznięte ziemniaki oraz brukiew- resztki pozostawione tam po ubiegłorocznych wykopkach. Głód z początku objawia się cierpieniem fizycznym. W tym stadium odczuwany jest silny ból w całym brzuchu, tak jakby w nim wszystko gorzało. Suszy pragnienie, ale popijanie wody sprawia również ból z powodu wystąpienia obrzęku gardła, warg i zwężenia przełyku. Nie przynosi ono ulgi, a pić trzeba, żeby nie odwodnić organizmu. Nie można patrzeć, bo bolą oczy, a chodzenie jest utrudnione i odbywa się ono na chwiejnych nogach. Kłucie w brzuchu jest tak silne, że pozycja kuczna może tylko go złagodzić. Wreszcie któregoś marcowego dnia-jak dobrze pamiętam, nie było wtedy już na polach śniegu, ale dokuczał jeszcze mróz- ja i starszy ode mnie o 3 lata brat, wybraliśmy się razem do przyfrontowej wsi Iłownica, by znaleźć tam coś do jedzenia. Przed nami do przejścia leżała wieś Landek i gdy ledwo do niej dotarliśmy od razu zatrzymali nas kręcący się tutaj ruscy, potem jednak, po krótkim przesłuchaniu, pozwolili nam iść dalej, więc szliśmy w pośpiechu... w kierunku do linii frontu- tą samą trasą, ale tym razem w przeciwną stronę, gdy nią jeszcze nie tak dawno temu uciekaliśmy uchodząc z życiem pod gęstym ostrzałem kul i detonujących padającymi obok pocisków. Na rozległy, niezabudowany teren, między krzyżówką dróg w Landeku a Iłownicą, którym przyszło nam teraz iść, z rzadka padały wybuchające z niszczycielską siłą pociski. Przejściu temu również towarzyszyły nam docierające z oddali odgłosy pojedynczych strzałów, zagłuszanych czasem terkotem karabinów maszynowych. Bez większych już przeszkód dotarliśmy do centrum wsi. Zatrzymaliśmy się przy miejscowej szkole, a potem wstąpiliśmy do stojącego w pobliżu domu naszej cioci, teraz opustoszałego i ogołoconego, jak wszystkie pozostałe domy stojące opodal. Nigdzie wokół nas żywej duszy nie było. Postanowiliśmy pójść dalej, w kierunku zachodnim, do naszego domu "pod lasem", gdzie- nim go opuściliśmy w nagłym pośpiechu, tuż przed samym nadejściem frontu i pozostawieniu w nim wszystkiego, co do domu się zgromadziło - powinny być worki ze zbożem złożone na strychu, a w piwnicy warzywa. W pół przygięci do ziemi, posuwający się wolno pod górę, dochodzimy tak aż do samego wierzchu niedużego wzgórza, rzadko porośniętego młodymi i niewysokimi choinkami. Stąd do domu "pod lasem" było może niecałe pól kilometra. Oczom naszym, wypatrującym spod uchylonych gałązek choinki, ukazał się przerażający widok: wokół wszystkie dawniej pobudowane i stojące domy oraz zabudowania były teraz bądź wypalone lub spalone, bądź leżały w gruzach. Murowany dom "pod lasem" jeszcze stał, ale świecił wynurzającymi się z jego mocno nadwątlonych ścian i dachu czarnymi oczodołami - dużymi wyrwami powstałymi po trafieniach go pociskami artyleryjskimi. Dookoła okaleczonego domu, walały się zgliszcza- pozostałości po spalonych drewnianych zabudowaniach, a w pobliżu nich sterczały kikuty pogruchotanych drzew owocowych razem z wystającymi od ziemi sztachetami powalonego częściowo drewnianego płotu, ogradzającego niegdyś sad i dom. Niedaleko od miejsca naszej kryjówki, może niecałe 100 m, wyłoniły się, jak na dłoni, na zoranym pociskami polu biegnące zygzakiem ruskie okopy, a dalej pod lasem słabo już widoczne także linie okopów niemieckich. Szybko stamtąd wycofaliśmy się, gdy tylko wzgórze zaczęto ostrzeliwać z karabinu maszynowego. Schodząc chyłkiem z niego i klucząc pośród drzewek, napatoczyliśmy się nagle na wyłaniającego się zza choiny uzbrojonego Rosjanina, podążającego prawdopodobnie do okopów, który na nasz widok stanął jak wryty. W kufajce i papasze na głowie, z wybałuszonymi ze zdziwienia oczami i rozdziawionymi ustami, wyłaniającymi się spod jasnych wąsów, wyglądał może bardziej komicznie niż groźnie. Stał tak jeszcze przez chwilę, a gdy już ochłonął nieco, zaczął podchodzić ostrożnie do nas, trzymając w pogotowiu wycelowany w nas karabin. Coś mówił- najpierw wydusił z siebie kilka dosadnych "słów", a potem przechodząc już na łagodniejszy i cichszy ton, starał się nas uspokoić, kierując broń lufą ku ziemi. Po krótkiej chwili przełożył ją na ramię i począł wolno wyjmować z worka przewieszonego przez siebie zawiniątko. Stopniowo z szoku dochodziliśmy do siebie, ale strach i dygotanie jednak nadal pozostały. Z rozpostartego zawiniątka wyjął jego zawartość i ku naszemu zdziwieniu obdzielił nas wysupłaną z niego pokaźną kromką czarnego chleba wraz z plasterkiem surowej słoniny. Z jego menażki, podanej nam do picia, łyknęliśmy trochę płynu przypominającym gorzką kawę zbożową, a potem pogonił nas stąd. Wskazując ręką na widoczny budynek szkoły nakazał nam w tym kierunku dalej pójść. Postał jakąś chwilę, a gdy już odeszliśmy kilkadziesiąt kroków, ruszył z miejsca znikając w zaroślach. Posileni i pewni, że może czuwa on w ukryciu raźniej ruszyliśmy przed siebie nie bacząc na zagrożenia, które w każdej chwili i znienacka mogły się pojawić Odpowiedz Link Zgłoś
boado Katownia cd 13.01.09, 23:05 Głód i biegunki były naszym codziennym utrapieniem. Zjedliśmy już prawie wszystko, nawet pozbierane z pobliskiego pola leżące podgniłe i przemarznięte ziemniaki oraz brukiew- resztki pozostawione tam po ubiegłorocznych wykopkach. Głód z początku objawia się cierpieniem fizycznym. W tym stadium odczuwany jest silny ból w całym brzuchu, tak jakby w nim wszystko gorzało. Suszy pragnienie, ale popijanie wody sprawia również ból z powodu wystąpienia obrzęku gardła, warg i zwężenia przełyku. Nie przynosi ono ulgi, a pić trzeba, żeby nie odwodnić organizmu. Nie można patrzeć, bo bolą oczy, a chodzenie jest utrudnione i odbywa się ono na chwiejnych nogach. Kłucie w brzuchu jest tak silne, że pozycja kuczna może tylko go złagodzić. Wreszcie któregoś marcowego dnia-jak dobrze pamiętam, nie było wtedy już na polach śniegu, ale dokuczał jeszcze mróz- ja i starszy ode mnie o 3 lata brat, wybraliśmy się razem do przyfrontowej wsi Iłownica, by znaleźć tam coś do jedzenia. Przed nami do przejścia leżała wieś Landek i gdy ledwo do niej dotarliśmy od razu zatrzymali nas kręcący się tutaj ruscy, potem jednak, po krótkim przesłuchaniu, pozwolili nam iść dalej, więc szliśmy w pośpiechu... w kierunku do linii frontu- tą samą trasą, ale tym razem w przeciwną stronę, gdy nią jeszcze nie tak dawno temu uciekaliśmy uchodząc z życiem pod gęstym ostrzałem kul i detonujących padającymi obok pocisków. Na rozległy, niezabudowany teren, między krzyżówką dróg w Landeku a Iłownicą, którym przyszło nam teraz iść, z rzadka padały wybuchające z niszczycielską siłą pociski. Przejściu temu również towarzyszyły nam docierające z oddali odgłosy pojedynczych strzałów, zagłuszanych czasem terkotem karabinów maszynowych. Bez większych już przeszkód dotarliśmy do centrum wsi. Zatrzymaliśmy się przy miejscowej szkole, a potem wstąpiliśmy do stojącego w pobliżu domu naszej cioci, teraz opustoszałego i ogołoconego, jak wszystkie pozostałe domy stojące opodal. Nigdzie wokół nas żywej duszy nie było. Postanowiliśmy pójść dalej, w kierunku zachodnim, do naszego domu "pod lasem", gdzie- nim go opuściliśmy w nagłym pośpiechu, tuż przed samym nadejściem frontu i pozostawieniu w nim wszystkiego, co do domu się zgromadziło - powinny być worki ze zbożem złożone na strychu, a w piwnicy warzywa. W pół przygięci do ziemi, posuwający się wolno pod górę, dochodzimy tak aż do samego wierzchu niedużego wzgórza, rzadko porośniętego młodymi i niewysokimi choinkami. Stąd do domu "pod lasem" było może niecałe pól kilometra. Oczom naszym, wypatrującym spod uchylonych gałązek choinki, ukazał się przerażający widok: wokół wszystkie dawniej pobudowane i stojące domy oraz zabudowania były teraz bądź wypalone lub spalone, bądź leżały w gruzach. Murowany dom "pod lasem" jeszcze stał, ale świecił wynurzającymi się z jego mocno nadwątlonych ścian i dachu czarnymi oczodołami - dużymi wyrwami powstałymi po trafieniach go pociskami artyleryjskimi. Dookoła okaleczonego domu, walały się zgliszcza- pozostałości po spalonych drewnianych zabudowaniach, a w pobliżu nich sterczały kikuty pogruchotanych drzew owocowych razem z wystającymi od ziemi sztachetami powalonego częściowo drewnianego płotu, ogradzającego niegdyś sad i dom. Niedaleko od miejsca naszej kryjówki, może niecałe 100 m, wyłoniły się, jak na dłoni, na zoranym pociskami polu biegnące zygzakiem ruskie okopy, a dalej pod lasem słabo już widoczne także linie okopów niemieckich. cd Odpowiedz Link Zgłoś
boado katownia cd 13.01.09, 23:08 Weszliśmy do ocalałej z niedawnej pożogi stodoły. Strachu napędziły nam buszujące w niej koty. Na gumnie walały się snopy nie wymłóconego zboża wymieszane z wysuszonym zielem fasoli. Ja łuskałem fasolę ze strączków, a Edek wykruszał w rękach ziarna zboża z kłosów.Późnym popołudniem, prawie już pod wieczór, ruszyliśmy w drogę powrotną niosąc ze sobą małe woreczki naszego „urobku”. Powietrze tym razem przeszywał gwizd lecących nad nami pocisków artyleryjskich. Jedne ryczały głośno, może były to te, co leciały nisko i detonowały niedaleko, inne zaś, te świszczące- prawdopodobnie lecące wysoko- mknęły chyba gdzieś dalej, może na Pierściec albo Chybie lub Mnich. Nie robiło to już na nas większego wrażenia. Opuszczamy z wolna Iłownicę. Teraz przed nami najgorsze- odsłonięty teren. Zrywamy się do biegu. Z dala, jak upiór, wyłania się remiza strażacka ze strąconą wieżą u podstawy dachu przez wybuch pocisku artyleryjskiego. Niespokojni podążamy w tym kierunku. Nareszcie krzyżówka. Zwalniamy, bacznie obserwując wszystko co mamy przed sobą.Tuż obok, przy remizie, swieżo skopana ziemia. To zbiorowe mogiły poległych żołnierzy ruskich, których tutaj chowają. Po drugiej stronie stoi przechylona kapliczka z górującym na niej krzyżem. Jeszcze tylko znak przeżegnania i szybko zmierzamy dalej. Potem czekają nas te same przejścia z ruskimi na pograniczu w Landeku. Wieczorem jesteśmy już w domu- zmęczeni okrutnie ( za nami około 12 km wędrówki), ale bardzo szczęśliwi. Późną nocą obudziła nas mama podając do zjedzenia ugotowaną na prędko zupę fasolową. Do dziś to moja ulubiona potrawa. Odpowiedz Link Zgłoś
boado Katownia cd 13.01.09, 23:30 Już następne, coraz częstsze wyprawy na linię frontu robiliśmy współnie z dwójką młodych Śmiejów - rówieśników naszych. Wzajemnie się uzupełnialiśmy- oni odkryli w jednym z opustoszałych domów kamienne żarna i pokazali nam jak się nimi mieli zboże. W zamian udostępniliśmy im stodołę do "eksploatacji". Również Śmiejowie wyszperali w niej cep i zademonstrowali nim młóckę. Gdyby tylko nie te żarna..., które odbierały nam resztkę sił. W zakamarkach piwnic jednego z domów znaleźliśmy też ziemniaki. Trochę nienaruszonych paczek z kawą zbożową wydobyliśmy z rozwalającego się na podłodze stosu różnych artykułów w splądrowanym i zanieczyszczonym odchodami ludzkimi miejscowym sklepie, znajdującym się w domu Ryncarzy, który stał w pobliżu szkoły. Przygnębiający i odstręczający robił widok talerzy porcelanowych z celowo nałożonymi na nie odchodami , wyłożonych rzędami na całej długości lady i półkach sklepu. Wyludnione zupełnie centrum Iłownicy było teraz w naszym władaniu. Kręcący się sporadycznie tutaj ruscy, z naszą obecnością wnet się oswoili. Nie pytali, co tu robimy, chętnie natomiast z nami pogadali i częstowali tym, co posiadali do jedzenia. Nawet do rozmowy byli skorzy ci, co ledwo po zmianie przybyli z okopów. Gadaliśmy w "języku", który pojmowały chyba obie strony. Odnieśliśmy wrażenie, że cieszą się z naszej obecności. Niekiedy zaczepni i agresywni, skłonni również chwilami do zabaw i żartów zachowywali się prawie jak wszyscy chłopcy, zapominając przez chwilę o tym, że są już dorośli i po co tutaj są. Nawet jeden z nich, może w przypływie litości, zdradził nam gdzie znajduje się wspomniana piwnica i schowane w niej ziemniaki ("kartoszki"). Naszego Rosjanina ze wzgórza nigdy już potem nie spotkaliśmy i nie ujrzeliśmy wśród nich. Na odchodne żegnali nas lekkim poszturchiwaniem, jakby zaznaczali tym gestem byśmy więcej nie wracali tutaj i długo potem za nami patrzyli, nim zniknęliśmy im z oczu. Może drżeli z obawy czy uda nam się przejść cało przez czekający jeszcze przed nami, odsłonięty i ostrzeliwany z artylerii teren przy granicy z Landekiem? Z mielonej mąki pszenicznej na żarnach matka co rano i na kolację gotowała krupicę- potrawę w kolorze i konsystencji g.wna, o smaku mdłym, okraszonym na dodatek piaskiem wyczuwanym zębami. Piasek, jako naturalny produkt wykruszania się obracających kamieni żaren, dostał się do mąki podczas mielenia zboża. Smakował nam natomiast chleb- może dlatego że było go mało- wypiekany z mąki z domieszką fasoli. Mijały dni. Dnia przybywało coraz więcej. Już trawa poczęła zielenieć, a w powietrzu czuć było wiosnę. W tamtym miejscu nadal codziennie trwały "ćwiczenia" strzeleckie. Może to było w połowie kwietnia, gdy już z rana zbliżał się od Czechowic konwój. Odchodząc od ruska naprawiającego przy domu skradziony rower, wybiegłem na drogę by z bliska przyjrzeć się, gdy będzie mnie mijał. Pierwszy wyłonił się wolno jadący łazik z kilkoma siedzącymi w nim wojskowymi, ubranymi już w letnie mundury i z założonymi furażerkami na głowach. Tuż za nimi poruszała się ciężarówka obciągnięta brezentem. Po minięciu mnie zobaczyłem z odsłoniętego jej tyłu, że była wypchana stojącymi w niej ludźmi. Byli to mężczyźni, niektórzy bardzo zmizerowani. Zauważyłem, że ci widoczni, co stali w pierwszym szeregu od burty, mieli wyciągnięte ze spodni koszule, częściowo rozpięte i potargane. Ten najwyższy, z bujną i rozczochraną czupryną, poruszał ustami, jakby chciał coś powiedzieć, więc pobiegłem za samochodem machając równocześnie ręką do niego. Twarz jego, przyróżowiona i przekrzywiona, naznaczona była cierpieniem. Stanąłem, nie przestając dalej rozpaczliwie wymachiwać. Oni nawet nie drgnęli, nie wyciągnęli do mnie dłoni, jakby byli wszyscy skrępowani czymś, przyspawani do podłogi pojazdu. Ciężarówka powoli oddalała się, a oni nadal tak trwali nieporuszeni, prawie już martwi- żadnego gestu i ruchu, tylko te ich oczy, we mnie wlepione, blaskiem swoim dawały znać, że one w nich żyją i widzą mnie. Podjechał do mnie z boku motocykl. Zostałem przez jednego z ruskich, jadących nim, zepchnięty lufą pepechy na pobocze. Rusek majstrujący przy rowerze podbiegł szybko do mnie i przyprowadził z powrotem pod dom. Rozpłakałem się. Zrozumiałem wszystko. -Nie becz, to tylko banda i hołota*- powiedział w swoim języku rusek. Odpowiedz Link Zgłoś
profanum_vulgus [...] 13.01.09, 23:31 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś
boado katownia cd 13.01.09, 23:33 Byłem tam. Ostatnie kwietniowe dni niekiedy są najpiękniejszymi w roku- kwiecia świeżego już co niemiara na łąkach i w ogrodach, a moc ich zapachów o zawrót głowy przyprawia. Po pełnym wrażeń i uroków niedzielnego dopołudniowego dnia spędzonego na polu, pobyliśmy na dłużej w izbie. Jeszcze czkawka po spożytym na łące szczawiu nas nie opuszczała, gdy siedzący za stołem kuchennym i przyglądający się nam rusek z opaską na ramieniu, który był częstym gościem z ”stamtąd”, niespodziewanie zaproponował , że mnie i małego Śmieję zabierze i zaprowadzi do swojego komendanta po mleko, które ma on przywieźć podobno z Zabrzegu. Zabraliśmy garnek i poszliśmy z nim. Pełni obaw doszliśmy do tego miejsca, gdzie zatrzymywały się konwojowane ciężarówki. We wnęce lasu ukazał nam się okazały dom z czerwonej cegły a za nim murowana oboro-stodoła. Tuż obok, w głąb lasu, biegła droga, połączona z naszą, czechowicką. Podeszliśmy pod sam dom i zatrzymaliśmy się przy sadzawce, usytuowanej pomiędzy stodołą a domem. Rusek powstrzymał nas przed pójściem dalej i sam wszedł do domu. Po chwili wyszedł z niej z drugim wojskowym, głośno z nim się sprzeczając. Nie wiadomo skąd, wyległo więcej ruskich na plac przed domem. Patrzyli na nas, gestykulowali mocno rękami i mówili naprędce coś do siebie. Ci dwaj podeszli do nas. Ten, co nas przyprowadził tutaj, powiedział, że komendanta jeszcze nie ma i mamy czekać dalej przy sadzawce. Odeszli obaj na dłużej, zniknęli również szybko- jak przybyli- inni z placu. Ze środka sadzawki wyłaniały się młode pędy sitowia, a z brzegu wskakiwały do niej żabki. Potem na w pól zanurzone we wodzie puszczały do nas "oczka". Nagle doszedł do nas rusek , ten sam, co sprzeczał się z tym, co nas tutaj przyprowadził po mleko. Dał małemu Śmieji do ręki granat, podobny do tych , które znajdowały się w otwartej skrzyni zbitej z desek, jeszcze do niedawna pozostawionej na gumnie w stodole - tuż obok naszego domu stojącej- nim rusci wynieśli ją gdzieś na zewnątrz po incydencie, którego sprawcą był mój brat. Ale to już inna historia. -Bawcie się i nie odchodźcie stąd nigdzie- powiedział, a potem szybko odszedł. Granat był w kształcie większego jaja, karbowany, z wystającym czopem, z którego środka sterczało z boku okrągłe koluszko. Miałem już wcześniej okazję przeżyć jego rozdzierający huk i zobaczyć niszczycielską moc. Zabrałem go z ręki Śmieji i trzymałem kurczowo w złożonych dłoniach tak długo, dopóki nie pojawił się rusek "od mleka" i nie wyrwał mi go z rąk, i zaraz nie wrzucił do sadzawki. Na jej lustrze, w miejscu jego upadku, pojawiły się rozchodzące od środka krągłe pierścienie, a po chwili pojedyncze bąbelki, wyskakujące na powierzchnię wody. Potem wprowadził nas do domu, do pustej izby, zamykając ją od zewnątrz na klucz. Czas nam bardzo się dłużył. Zaczęliśmy dobijać się do drzwi. Bez skutku. Mały Smieja popadł w płacz, ale mnie też nie było wesoło. Dlaczego nie możemy czekać na polu lub powrócić bez mleka do domu, dlaczego... ? Śmieja zasnął wreszcie na krześle. Zacząłem pojmować grozę naszego położenia. Ten zakaz zbliżania się tutaj miał wielkie znaczenie. Upłynęło może kilka godzin, bo na polu już zmrok zapadał, gdy zazgrzytał nagle klucz i otwarły się drzwi. Wszedł obcy nam rusek. Wyszliśmy z nim do sieni, a potem wepchnął nas do izby z naprzeciwka, w której za długim stołem siedziało kilku ruskich. Usiedliśmy- bez cienia wątpliwości naprzeciw samego komendanta. Wyglądał całkiem sympatycznie: twarz gładka, ogolona, ciemne włosy. W czarnym kubraku i wystającą spod niego jasną koszulą, bez bluzy żołnierskiej, był niepodobny do pozostałych wojskowych. Dużo gadał. Uśmiechał się. Na zadane pytania odpowiadałem ja, nie dopuszczając świadomie do odpowiedzi małego Śmieję. Wiedziałem już co się tutaj święci. Pytał szczegółowo, po co tu przyszliśmy, z kim, co tu robiliśmy, co widzieliśmy. "Egzamin", widać, wypadł pomyślnie, gdyż po krótkiej naradzie ruskich przy stole otrzymaliśmy wniesione w garnku upragnione mleko. Odprowadził nas, aż do samego domu, nieznany nam wcześniej z widzenia rusek. W domu byli całym zajściem wszyscy ogromnie poruszeni, nawet „nasi” ruscy. Z oczu matek naszych płynęły łzy. Tym razem były to łzy szczęścia. Z początkiem maja wojenne działania ustały. Z Ligoty wyprowadziliśmy się 11 maja, jak to podkreślał cały czas długo po wojnie wujek Staszek ,brat mamy, który nas tam odnalazł i pomógł stamtąd się wydostać. Odpowiedz Link Zgłoś
alexis_corner Re: katownia cd 14.01.09, 00:48 jeden obrazek wart więcej niż tysiąc słów... pl.youtube.com/watch?v=a_AIMVmj6-M&feature=related - wredna alexis Odpowiedz Link Zgłoś
amanasunta Tworzymy kolejny ,,polski mord'' ? 13.01.09, 23:37 ,,Kaszubi'' zaczynają się panoszyć. Odpowiedz Link Zgłoś
rzewucki a co ze zbrodniami polskimi przed Hitlerem? 14.01.09, 00:35 a co ze zbrodniami polskimi przed Hitlerem?!!!! ale do rzeczy. Tu nie chodzi o zadna licytacje ofiar!!! tu chodzi o nazwanie zbrodni zbrodnia, niezaleznie od strony. Zbrodnia pozostaje zbrodnia i kazda ofiara niezaleznie od strony jest ofiara za duzo! NIEZAPOMINAJMY O TYM! Odpowiedz Link Zgłoś
wiedzmin80 Re: a co ze zbrodniami polskimi przed Hitlerem? 14.01.09, 00:46 Uczepiłeś się tych zbrodni polskich przed Hitlerem. Podaj źródła, tylko nie jakieś strony internetowe, a konkretne pozycje książkowe. To fakt zbrodnia to zbrodnia i należy upamiętnić również tych, którzy zginęli w Malborku, bez względu na to, czy to byli Niemcy, Polacy, czy inne nacje. Odpowiedz Link Zgłoś
honecker32 Re: a co ze zbrodniami polskimi przed Hitlerem? 14.01.09, 01:10 Chyba chodzi mu o te wizyty naszej "nieskalanej armii" w Ukraińskich wioskach Odpowiedz Link Zgłoś
gaalar Re: ___ Zaraz sie zleca wypedzone i pejsiki... __ 14.01.09, 00:47 nauczyli sie tego od oprawcow niemieckich,ktorzy utopili w gliniankach znajdujacych sie w gecie w obecnosci spedzonych doroslych Zydow 3o-ro dzieci zydowskich zlapanych na przenoszeniu przez mur zywnosci. Nikt im nie pomogl zaden dorosly. Odpowiedz Link Zgłoś
2006szkocja Masowy grób 1750 Niemców w Malborku 14.01.09, 00:58 To skandal, że w przypadku odkopania chocby jednych zwłok nie wszczyna sie procedury ustalania przyczyny i okoliczności smierci. To HAŃBA DLA NARODU POLSKIEGO, że w taki bezosobowy, patowy bez zainteresowania sposób obchodzi się z zwłokami, koścmi ludzkimi. Z góry się zakłada jakies bajki. Jak tak można!!! Gdzie jest słąwny IPN!!! Dlaczego nie ma tu jego natychmiastowej interwencji. Zbrodnia ludobójstwa jest ścigana bezterminowo a ilośc kości, sposób ich składowania włąsnie o tym świadczy. Wyobrażcie sobie taką samą sytuacje w KATYNIU = jakby nikogo los ludzki nie obchodził i nie ważne czy to mogą byc Niemcy czy Żydzi czy Polacy. Trzeba ustalić czy to zbrodnia i dążyć do nagłóśnienia i napiętnowania winnych!!! Odpowiedz Link Zgłoś
elisabeth.vogel 2006szkocja 14.01.09, 01:15 nie wiem czy dążenie do napiętnowania kogokolwiek miewa bezpieczne skutki... a i terminem "ludobójstwo" nie szastałabym ot tak. 2006szkocja napisał: > To skandal, że w przypadku odkopania chocby jednych zwłok nie wszczyna sie proc > edury ustalania przyczyny i okoliczności smierci. To HAŃBA DLA NARODU POLSKIEGO > , że w taki bezosobowy, patowy bez zainteresowania sposób obchodzi się z zwłoka > mi, koścmi ludzkimi. Z góry się zakłada jakies bajki. Jak tak można!!! Gdzie je > st słąwny IPN!!! Dlaczego nie ma tu jego natychmiastowej interwencji. Zbrodnia > ludobójstwa jest ścigana bezterminowo a ilośc kości, sposób ich składowania włą > snie o tym świadczy. Wyobrażcie sobie taką samą sytuacje w KATYNIU = jakby niko > go los ludzki nie obchodził i nie ważne czy to mogą byc Niemcy czy Żydzi czy Po > lacy. Trzeba ustalić czy to zbrodnia i dążyć do nagłóśnienia i napiętnowania wi > nnych!!! Odpowiedz Link Zgłoś
swiniopas6 Re: 2006szkocja 15.01.09, 14:26 Znieczulica spoleczna-przeciez to tylko kosci Niemcow, zadnego tam Zyda ktorego by chcieli zapamietac nasi. Zasluga gazety Wyborczej jest, ze po wydobyciu koparka!(sic) podniosla larum mimo, ze polska chata z kraja w tej smutnej sprawie. Dzieki temu ow maly Katyn bedzie teraz rozwiklany. Czy ktos juz wyjasnil wyzej, jakie oddzialy Armii Czerwonej tam walczyly, co maja zyjacy do dzis "Herosi" do powiedzenia w sprawie? Jest w oczywistym interesie III RP aby sprawe jak najbardziej naglasniac a pomordowanych Niemcow pochowac, po zakonczeniu procesu dokumentacji, w miejscu widocznym i opatrzinym stosownymi tablicami w duchu ekumenicznego pojednania, wskazujacymi jednoczesnie ze mordercamii obywateli Malborka byla dzicz ze Wschodu. Odpowiedz Link Zgłoś
boado Do alexis- dokończenie 14.01.09, 02:26 Gorącego lata 1999 roku przebywałem przez kilka dni w domu matki w Roztropicach. Niedzielnego popołudnia siedziałem za stołem w ogrodzie razem z Olkiem, moim siostrzeńcem , który wprowadził się wraz z rodziną do tego domu . Mama moja już nie żyła od kilku lat. Olek zamieszkując w nim poczynił wiele robót, żeby go ocieplić i upiększyć. Z ogrodu wyłaniał się widok na Beskidy , a po przeciwnej stronie, tam daleko w dół, za lasem, dostrzec można było taflę Jeziora Goczałkowickiego. Znacznie bliżej od niego, tuż na dole leży Iłownica , błyszcząca pod wieczór lustrami stawów, od których odbijały się promienie gorejącego barwą czerwoną zachodzącego słońca, widocznych z drogi gdy powracałem wczoraj na rowerze po odwiedzinach u mojej siostry w Rudzicy. Dom matki stoi na najwyższym wzniesieniu kępy roztropickiej. Od niego, może 100 metrów dalej, zaczyna się nagły spadek terenu schodzący do poziomu kilkaset metrów niżej. Potem początek ma rozległa równina ciągnąca się aż po sam horyzont. Jak na dłoni można było stąd zobaczyć przy użyciu lornetki wszystkie miejsca, w których rozgrywały się opisane wydarzenia na przełomie zimy i wiosny 1945 roku. Powróciłem w rozmowie z nim do tamtych czasów przedstawiając historię naszych wojennych przeżyć. Olek wyszedł z propozycją, żeby pojechać tam jego "maluchem". Może znajdziemy ten dom pod lasem w Ligocie? Pojechaliśmy razem z jego 6-letnim synem Darkiem i trafiliśmy bez większych trudności w to miejsce. Od krzyżówki w Landeku- przy której stoi odnowiona kapliczka z krzyżem i wyrytym na nim napisem: "W podziękowaniu za 50 lat pokoju, Cesarzowi naszemu..." - skręciliśmy na Bronów, a potem wjechaliśmy na dróżkę wyasfaltowaną, w moim przekonaniu tą samą co wtedy, tylko nieutwardzoną, gdy wielokrotnie w czasie wojny przechodziliśmy nią po żywność do Iłownicy. Dojechaliśmy na miejsce, pod dom, który wtedy, po wielu dniach tułaczki przy linii frontu, dał nam schronienie. Chałupa już prawie dwuwiekowa, jeszcze fragmentami stercząca, teraz była w rozbiórce. Drogą wyasfaltowaną biegnącą pod samym lasem dojechaliśmy do tego miejsca. Nic się nie zmieniło- ta sama wnęka w lesie i nie zmieniony dom oraz stodoła. Tylko sadzawka jakby mniejsza była. Teraz droga wiodąca od niego w kierunku Czechowic miała nazwę- Pszczelarska, a numer burzonej chałupy 17. Również droga na Zabrzeg, szersza i wyżwirowana, wchodziła- jak dawniej- w las w tym samym miejscu. Podeszliśmy tam, pod sam dom i zaczęliśmy rozmawiać z kobietą , która wyszła z niego do nas . Powiedziała, że to jest dawna, z czasów przedwojennych leśniczówka, i że mieszka tutaj od 1968 roku. Pokręciliśmy się jeszcze trochę po terenie.Większą część zagrody leśniczówki otaczał okazały, gęsty las. Jego smukłe sosny pięly się wysoko ku niebu. W ich koronach zawisła cisza- nie poruszyła się żadna gałązka, nie zakwilił ptak. Wyruszyliśmy w drogę powrotną, tym razem przez Iłownicę. Powoli słońce chyliło się ku zachodowi. Dotarliśmy do domu w Roztropcach w chwili, gdy ono chowało się za horyzontem. Już bez obciążeń psychicznych i uspokojony całkowicie, wyciszony i zamyślony, usiadłem potem na ławce w ogrodzie, pozostając w zgodzie z sumienia nakazem o konieczności spełnienia obowiązku wobec osób skrzywdzonych przez wojnę, zabitych i zaginionych bez śladu - dziś po latach przeze mnie uczynionym- i także w przekonaniu, że z tamtych czasów ponura tajemnica leśniczówki nie zaginie. Nie mnie oceniać zamiary Stwórcy, który w przypływie swojej łaskawości, mimo staranie zaplanowanej nikczemności przez "wyzwolicieli" i chronionej tajemnicy, pozwolił aby prawda wyszła na światło dzienne, wybierając dziecko na świadka wydarzeń w tym c z a s i e i m i e j s c u i obdarzając go nadzwyczajną pamięcią do kodowania obrazów i zdarzeń , by potem po latach mógł bez zniekształceń je odtworzyć, właściwie ocenić i przekazać. *Tak - w ich mniemaniu "Nie nada bliejać, eta tolka banda i swołocz". Zwrot rosyski zapamiętany na całe życie przeze mnie, poza " Bić wraga do jewo pałnowo unicztożienia"- napisu wysmarowanego czarną farbą na murach pierścieckiej szkoły i straszącego swoim widokiem jeszcze przez długie lata po wojnie. Ps. Rosjanie na Śląsku również okrutnie postępowali, tak jak na terenach niemieckich. Kobiety były masowo gwałcone,a mężczyzn wywożono i potajemnie mordowano. Niszczono i palono wszystko. O tym dopiero teraz zaczyna się mówić. Jako dziecko 6- letnie doświaczyłem sam tych okropności będąc świadkiem i tylko zrządzeniem losu nie ofiarą. Polska Ludowa również źle traktowała po wojnie ludność Śląska. Tego się nie zapomina. Miemiaszki, szwaby ,fryce itp. przytoczone w wypowiedzi jełopa (słusznie, bo nie pojmuje znaczenia funkcji języka pisanego) są nie na miejscu. Uzupelniająca wypowiedź również. Dziś poszukuje się miejsc pochówku pomordowanych Ślązaków. Opisane miejsce jest jednym z nich. Odpowiedz Link Zgłoś
toyasam ?! historia starego angielskiego marynarza '45! 14.01.09, 02:45 Pewien starszy anglik, marynarz opowiedział mi historie pewnego angielskiego kapitana który po drugiej wojnie swiatowej miał prowadzic statek z anglii do polski, którym wracali Ci emigranci wojenni którzy po "odzyskaniu niepodległoci" przez Polske w 1945 postanowili wrócić do kraju. Podobno był to duży statek z wieloma setkami ludnosci (kobiety, dzieci, ludzie starsi) polskiego pochodzenia. Kiedy statek przybił do polski, rosyjskie wojsko wszystkich tych ludzi zapedziło do hangaru w porcie. Zostali oni zamknięci w srodku, a potem było słychać "dizle" pracujące na wolnych obrotach, co według kapitana mogło swiadczyc o tym ze ich tam zatruto. Po jakism czasie ze srodka budynku dobiegły odgłosy strzałów z broni palnej. Kapitan podczas podróży wzioł od kilku osób ich dana osobowe. Zaniepokojony tym co sało się w porcie postanowił po powrocie do angli odszukać te osoby przez Czerwony Krzyż aby przekonać się czy żyja. Niestety nie udało mu sie odnalesc żadnej z nich. Wywnioskował on z tego że osoby te zostały uznane przez rosjan za niebespieczne i zamordowane. Ta historia jest dla mnie wstrząsajaca tym bardziej ze nigdy w polsce o niej nie słyszałem a liczba prawdopodobnych ofiar była nie mała. Proszę o informacje jesli ktos słyszał o tym zdarzeniu z 1945r. sernecki@btinternet.com Odpowiedz Link Zgłoś
swiniopas6 Historia polskiego wspolwieznia, 1968 15.01.09, 14:37 Siadywalem wtedy politycznie, jak wielu z mego pokolenia. Jedna z wesolych, tym razem historyjek z ust naocznego swiadka/ofiary to powrot dipisow(displaced persons)przez jakis most na Odrze, 1945r. Ludzie sie nachapali w tej pobitej germanii-taszczyli rowery, tobolki z rzeczami. No i wita ich w PRLu sowieckie wojsko: strzelaja na postrach, ludzie spieprzaja w podskokach. Sowieci zebrali lupy na jakas furmanke i sobie poszli. Pewnie przehandlowali pozniej te rowery za samogon. Odpowiedz Link Zgłoś
ballest wela jest tych Marlborkow w Posce? 15.01.09, 17:35 gdansk.naszemiasto.pl/wydarzenia/947286.html a IPN juz umorzouo;) Odpowiedz Link Zgłoś
znak Re: ___ Zaraz sie zleca wypedzone i pejsiki... __ 14.01.09, 05:18 naprawde wierzysz, że wśród Polaków ksnalii nie ma, nie bywało ... ? vide SB, PZPR, kroniki sądowe itp. itd. A swoją drtogą już sama twoja wypowiedź padliną śmierdzi Odpowiedz Link Zgłoś
tadeusz542 gdyby to byli TW z SB lub UB to IPN by się tym zaj 14.01.09, 06:07 Ale ,że to są cywile i na dodatek z czasów wojny to takimi pierdołami IPN się nie bedzie zajmował bo nie jest jego celem rozpraszanie sił na wyjaśnianie bzdur kiedy tylu agentów czeka jeszcze na ujawnienie. Odpowiedz Link Zgłoś
ballest Wehrmacht bronil Zydow, 14.01.09, 06:13 w 1941 roku oddzialy Wehrmachtu roztrzeliwaly Polakow, ktorzy na Lomzczyznie Zydow mordowaly, na to sa dowody! Odpowiedz Link Zgłoś
amanasunta Re: Wehrmacht bronil Zydow, 14.01.09, 09:55 ballest napisał: > w 1941 roku oddzialy Wehrmachtu roztrzeliwaly Polakow, ktorzy na > Lomzczyznie Zydow mordowaly, na to sa dowody! Tego nawet w RM nie powtórzą :)))))))))))))))))))))))))))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
ballest Re: Wehrmacht bronil Zydow, 14.01.09, 20:30 to ale czesciowo polskie zrodla pisza! Odpowiedz Link Zgłoś
ws21 Ciekawy tok myslenia. 17.01.09, 08:48 I to jest dla Ciebie dowód, że bronił Żydów? Bo dla mnie jedynie na to, że Niemcy posłusznie i pewnie z przyjemnością wykonywali wolę wodzów. I pewnie ta "kara" nie była za mordowanie Żydów, (bo za to raczej dawali medale), ale za na przykład spalenie stodoły, zakłócenie spokoju komendanta itp. Odpowiedz Link Zgłoś
maj47 Nowak - głos wołającego na pustyni moralnej 14.01.09, 09:58 Tak,tak to jest wynik cierpliwej pracy mentalnych talmudycznie i im pokrewnych "europejczyków".Biedny i osamotniony Giertych nie doczekał dyscypliny,lektury "Potopu" i nauki patriotyzmu w szkołach.Zdemoralizowanym społeczeństwem jakże łatwo manipulować..Przyjdzie czas tak jak po czasach sasko- stanisławowskich ,gdzie kupczono ojczyzną bacząc jedynie na blichtr świata,że Polska ocknie się,ale czy nie będzie za późno? Cała nadzieja W Chińczykach,że zrobią porządek w Europie, a my z Chińczykami trzymamy sztamę.USA już jest całkowicie zależne od chińskiej produkcji.. Odpowiedz Link Zgłoś
wahmaster posty na tym forum są dowodem na to że Niemcy 14.01.09, 12:47 strasznie okaleczyli Polskę, mordując jej inteligencję Odpowiedz Link Zgłoś
alexis_corner kundlu niemieckiego 14.01.09, 22:17 wachmannmastera, tyle możesz powiedzieć o tym czy jestem, albo i nie jestem oburzona oraz przerażona, ile więzień kacetu twojemu staremu na wieżyczce. Rajcują, to za dużo powiedziane ale z satysfakcją się na to patrzy: pl.youtube.com/watch?v=TWJPD0E-d5E&feature=related pl.youtube.com/watch?v=n-uSYHYr3Ts&ytsession=pFrmTqc_O8qrpwk4y2zuQgswEPR5OdXhN-KEY2-VIKSy5T57Q4M5dcJTbw _ wredna alexis ps to jest odpowiedź na twój post gdzie łaskawie raczyłeś poddać w wątpliwość moje intencje związane z publikacją nieznanych raczej dowodów na "cywilizacyjne i kulturalne osiągnięcia Narodu Niemieckiego. Odpowiedz Link Zgłoś