Dodaj do ulubionych

Lokalny szef PiS: Boję się, że Radio Maryja pos...

25.04.09, 14:41
Swietnie!!!PiSS tonie
Obserwuj wątek
    • jerjar Lokalny szef PiS: Boję się, że Radio Maryja pos... 25.04.09, 14:43
      To niezwykłe, zapiekli w tropieniu niepolskości w ciemno zapisują się do
      międzynarodówki, tylko dlatego, że jest antyeuropejska. Gdybym nie wiedział,
      ze to pieniądze irlandzkiego milionera, pomyślałbym, że moskiewskie, bo to ta
      linia.
      Już naprawdę lepszy jest PiS, który ma wprawdzie tylko bieg wsteczny, ale na
      polskim jeździ paliwie.
      • puuchatek Re: Lokalny szef PiS: Boję się, że Radio Maryja p 25.04.09, 14:47
        jerjar napisał:

        > To niezwykłe, zapiekli w tropieniu niepolskości w ciemno zapisują się do
        > międzynarodówki, tylko dlatego, że jest antyeuropejska. Gdybym nie wiedział,
        > ze to pieniądze irlandzkiego milionera, pomyślałbym, że moskiewskie, bo to ta
        > linia. (...)

        A myślisz, że jedno drugiemu musi przeczyć? I za czasów ZSRR, i za czasów Rosji Moskwa znajdywała różnych pośredników żeby po cichu finansować tego typu "użytecznych idiotów"...
        • mlasskacz Start z Libertasu to świetna myśl! 25.04.09, 15:00
        • bogdantadus Fuckt! Libertas to agentura. 25.04.09, 16:09
          puuchatek napisał:

          > jerjar napisał:
          >
          > > To niezwykłe, zapiekli w tropieniu niepolskości w ciemno zapisują się do
          > > międzynarodówki, tylko dlatego, że jest antyeuropejska. Gdybym nie wiedzi
          > ał,
          > > ze to pieniądze irlandzkiego milionera, pomyślałbym, że moskiewskie, bo t
          > o ta
          > > linia. (...)
          >
          > A myślisz, że jedno drugiemu musi przeczyć? I za czasów ZSRR, i za czasów Rosji
          > Moskwa znajdywała różnych pośredników żeby po cichu finansować tego typu "użyt
          > ecznych idiotów"...

          Tyle, że tym razem to robota Amerykanów!
        • a.k.traper Czy J.R.Nowak kandyduje? 25.04.09, 20:57
          bo tyle się chłopina najeździł by na te eurosrebrniki zasłuzyc i co?
          Ciekawe ile odsyp dla "łoj dyra,dyra", może Libertas tez dołozy do
          odwiertów? Prawde mówiąc to szef Libertasu i szef RM z tego samego
          kierunku geograficznego wsparcie mają.
          Nad jednym się zastanawiam: skąd w PiS-ie tyle masochizmu by zadawac
          się z takimi "osobowościami"?
      • rickky Re: Lokalny szef PiS: Boję się, że Radio Maryja p 25.04.09, 21:37
        jerjar napisał:

        > To niezwykłe, zapiekli w tropieniu niepolskości w ciemno zapisują się do
        > międzynarodówki, tylko dlatego, że jest antyeuropejska. Gdybym nie wiedział,
        > ze to pieniądze irlandzkiego milionera, pomyślałbym, że moskiewskie,

        Irlandzki to te pieniądze mogą mieć tylko przystanek na drodze swego przepływu. Jakie jest ich prawdziwe źródło, tego nie wie nikt.
        I warto także o tym pomyśleć ...
    • srull Anka! 25.04.09, 14:50
      Pokaż nogi:-)
      • pukury Re: Anka! 25.04.09, 15:24
        ty zboczeńcu ! ty - jeden ty !
    • signal Radio Maryja postawiło krzyżyk na PiS 25.04.09, 14:53
      w tym szambie już nikt nad niczym nie panuje
      • indris Radio Maryja wysłało kolejne ostrzeżenie... 25.04.09, 15:16
        ...że wcale nie musi być tubą PiS. Z drugiej strony jest to tylko (narazie)
        ostrzeżenie. W dzisiejszych "aktualnościach dnia" brylował po staremu poseł
        Girzyński.
        • pereiro Re: Radio Maryja wysłało kolejne ostrzeżenie... 25.04.09, 16:01
          Bo to poseł Radia Maryja, a nie PiS-u.
        • a.k.traper A co Sobecka może załatwić w PE i z kim? 25.04.09, 22:14
          Chyba że chodzi o te utęsknione "eurosrebrniki", ile trzeba
          zadeklarowac na RM by znaleźć się na liście?
          Nie widzę praktycznego uzasadnienia kandydowania tej pani podobnie
          jak kilku innych osób, przynajmniej jesli chodzi o interesy RP.
    • zzbyszekz Siedem cudów braci Kaczyńskich, poczytajcie: 25.04.09, 15:05
      Siedem cudów braci Kaczyńskich, poczytajcie:

      1) Pierwszy cudowny przypadek w życiu Jarosława to zawrotna kariera
      jego ojca Rajmunda. Tuż po wojnie żołnierzy AK, rozstrzeliwano,
      osadzano w więzieniach, sadzano na nogach od stołka, torturowano, w
      najlepszym razie wykluczano z życia społecznego. Tymczasem Rajmund
      Kaczyński, żołnierz AK, tuż po wojnie dostaje od stalinowskiej
      władzy wypasiony apartament na Żoliborzu, jak na tamte czasy rzecz
      poza zasięgiem zwykłego obywatela, nawet szarego członka PZPR.

      2) Cud drugi, żołnierz AK, mąż sanitariuszki AK, dostaje posadę
      wykładowcy na Politechnice Warszawskiej i oboje żyją sobie z jednej
      pensji jak pączki w maśle. W tym czasie gdy w Polsce rządzi Bierut,
      a właściwie Stalin rządzi Bierutem, posada dla Akowca na uczelni
      brzmi jak ponury żart, jednak rzecz miała miejsce

      3) Cud trzeci, rodzą się bliźniaki i jako dzieci akowskiego
      małżeństwa, na początku lat 60, kiedy większość dzieci akowców
      opłakuje swoich rodziców, albo czeka na ich powrót z więzienia,
      nasze orły zabawiają się w reżimowej TV.

      4) Cud czwarty. Jarosław Kaczyński jako jedyny działacz opozycji, z
      kręgu doradców Lecha Wałęsy nie zostaje internowany.

      5) Cud piąty, Jarosław Kaczyński odmawia (tak twierdzi) podpisania
      lojalki i jako jedyny opozycjonista odmawiający władzy PRL zostaje
      zwolniony do domu, co więcej nikt go nie nęka, w okresie 1982-1989.

      6) Cud szósty, Jarosław Kaczyński jako jedyny opozycjonista ma
      sfałszowaną teczkę i jako jedyny opozycjonista domagający się
      powszechnej lustracji ujawnia swoją teczkę dopiero po naciskach
      prasy.

      7) Cud siódmy to cud zagadka. Jaki jest związek między ofiarowanym
      Rajmundowi Kaczyńskiemu przez PRL apartamentem na Żoliborzu, pracą w
      czasach stalinowskich na Politechnice Warszawskiej, karierą filmową
      bliźniaków i brakiem internowania Jarosława Kaczyńskiego w stanie
      wojennym?
      • bronimir Re: Siedem cudów braci Kaczyńskich, poczytajcie: 25.04.09, 15:20
        To słodka tajemnica awansu Kurtyki i amnezji w IPN.
      • pukury Re: Siedem cudów braci Kaczyńskich, poczytajcie: 25.04.09, 15:27
        jakie tam cuda ?
        tylko ktoś mało kumaty ( nie myślę o Tobie ) i nie umiejący powiązać faktów może
        to brać za cuda .
      • wybolki Fakty cz 1: 25.04.09, 15:48
        Otrzymali staranne wychowanie w dobrym, ciepłym domu. Teraz są
        odbierani jako osoby pełne uprzedzeń i wręcz chorobliwej
        podejrzliwości.
        Urodzili się na warszawskim Żoliborzu i podkreślają często
        publicznie, jak wielki wpływ wywarło na nich wychowanie żoliborskie:
        inteligenckie i patriotyczne. Ta autorekomendacja wydaje się ich
        przeciwnikom mocno przesadzona, zwłaszcza dzisiaj, gdy Bracia są
        coraz bliżej prawej politycznej ściany. Przez ogromną część
        inteligencji postrzegani są jako politycy alergicznie
        antyinteligenccy.

        Dla Seweryna Blumsztajna, żoliborskiego sąsiada Braci z czasów
        młodości, członka KOR, obecnie szefa „Gazety Stołecznej”, prawdziwa
        proweniencja żoliborska oznacza naturę lewicową, obywatelską i
        waleczną. To ludzie lewicy najmocniej, już od końca lat 60.,
        ogłaszali swą niezgodę na komunę. Zawalali kariery uniwersyteckie,
        uciekali milicji, odsiadywali wyroki. Żoliborski był rdzeń Komitetu
        Obrony Robotników: Jacek Kuroń, Ewa Milewicz, Konrad Bieliński.
        Bracia, podkreśla Blumsztajn, u zarania opozycji byli mało widoczni.

        Dla Józefa Orła, sympatyka KOR, a potem posła Porozumienia Centrum i
        wiceszefa „Tygodnika Solidarność” i „Expressu Wieczornego”,
        żoliborskość oznacza raczej antykomunistyczną przedwojenną
        inteligencję z osiedli oficerskich, także tę o szlacheckim
        pochodzeniu, która o szkodliwości Stalina przekonała się już przed
        II wojną światową. Do tej grupy Józef Orzeł zalicza rodzinę
        Kaczyńskich. Ale też zaliczyć musi rodzinę Kuroniów. Ojciec Jacka –
        działacz PPS, mocno antykomunistyczny – mieszkał w tym samym,
        budowanym przed wojną przez WSM, bloku co dziadek Braci.

        Według Orła, korowcy z grupy „marcowych komandosów” to w większości
        zbuntowane dzieci komunistycznych działaczy, często rodem z KPP.
        Zasłużeni w opozycji, dla swojej dzielnicy, ale niereprezentatywni.

        Kiedy Bracia opowiadają o aktywnym politycznie Żoliborzu z czasów,
        gdy chodzili do Liceum im. Joachima Lelewela, przyznają, że tworzyło
        go raczej środowisko skupione wokół Seweryna Blumsztajna; zbyt
        czerwoni jak na gust Braci dawni walterowcy: Konrad Bieliński,
        Mirosław Sawicki, Andrzej Seweryn, Lejb Fogelman. „Byli związani z
        władzą, a zarazem nie byli” (cytaty w tekście pochodzą z książki
        Michała Karnowskiego i Piotra Zaremby „O dwóch takich... Alfabet
        braci Kaczyńskich”) – wspomina Jarosław. W ciasnym mieszkaniu
        Blumsztajna Bracia byli tylko kilka razy, dlatego on może ich nie
        pamiętać. Jarosław tłumaczy: „Ja do nich nie pasowałem. Wtedy
        czytałem namiętnie Romana Dmowskiego, byłem zafascynowany »Polityką
        polską i odbudową państwa«. Gdybym wtedy spotkał młodych narodowców,
        oczywiście nie jakichś głupich narodowców – związek mógłby być
        silniejszy”.

        Jadwiga Kaczyńska pamięta, że Dmowskiego podrzucił Braciom pan
        Osiecki, przyjaciel domu, też z dzielnicy, bardzo porządny człowiek.
        Ona do kwestii żoliborskiego pochodzenia ma podejście
        koncyliacyjne: – Był czas, gdy żywiliśmy się wszyscy w jadłodajni
        Marii Hłaskowej. Przychodzili różni ludzie: Krzysztof Michalski,
        Seweryn Blumsztajn, pewien porządny profesor o stalinowskiej jednak
        proweniencji, przychodziliśmy i my. To był właśnie inteligencki
        Żoliborz.
        Rodzina zza Buga

        Żoliborska – czy szerzej mówiąc – warszawska historia rodziny sięga
        jednak tylko dwóch pokoleń wstecz. Pradziadkowie Braci pochodzili z
        Kresów – z Odessy i Galicji. Mówili raczej po rosyjsku niż po
        polsku. Dziadek Jadwigi (po mieczu) był rosyjskim pułkownikiem.
        Wedle rodzinnej legendy w nieznanych okolicznościach został polskim
        generałem. Jak twierdzi Jarosław Kaczyński, „zaginął w zawierusze
        rewolucji październikowej, ale już w polskiej formacji. Być może na
        Syberii”. Także dziadek ojca po mieczu był oficerem carskiej armii,
        zasłużonym w wojnie turecko-rosyjskiej. Wiadomo o nim tylko, że miał
        majątek w okolicach Łomży i tam ożenił się z miejscową dziewczyną.

        Według Jarosława Kaczyńskiego, kolejne pokolenie – dziadków Braci
        było już jednoznaczne: polskopatriotyczne. Chociaż i w tym pokoleniu
        wszyscy kończyli rosyjskie szkoły. Rodzina babki ze strony ojca –
        Franciszki – miała spory majątek pod Odessą. Ona do Polski
        przyjechała po ślubie z Aleksandrem Kaczyńskim – wysoko postawionym
        urzędnikiem kolejowym. Najpierw osiedlili się w Grajewie pod pruską
        granicą. Tam urodził się ojciec Braci – Rajmund. Miał dwójkę
        rodzeństwa: siostrę i brata, którzy zmarli w młodości. Bardzo
        przeżył ich śmierć. – Później panicznie bał się o zdrowie naszych
        synów – wspomina Jadwiga Kaczyńska, matka Braci. W 1927 r. rodzina
        przeniosła się na tereny obecnej Białorusi – do Baranowicz (dziś
        białoruskie organizacje demokratyczne chętnie przywołują białoruską
        proweniencję Braci). Aleksander dostał tam posadę naczelnika
        ekspedycji węzła kolejowego. Franciszka zajęła się obrotem
        nieruchomościami. Wiodło się im nieźle: mieli dwa domy, sad,
        kilkanaście hektarów lasu. – W Baranowiczach mieszkał także mój
        stryj – Wincenty Jasiewicz. Mój stryjeczny brat Lucjan chodził do
        liceum z Rajmundem. Przyjaźnili się. Opowiadał mi, jakiego ma
        fajnego kolegę, ale ponieważ byli ode mnie starsi, niewiele mnie to
        wtedy obchodziło – uśmiecha się Jadwiga Kaczyńska, wówczas jeszcze
        Jasiewicz.

        Tuż przed wojną Aleksander Kaczyński dostał kierownicze stanowisko w
        Brześciu. Kupili tam z żoną dom, ale nie zdążyli w nim zamieszkać.
        Po wejściu Rosjan do Polski dziadek Braci obawiał się, że tacy jak
        on urzędnicy państwowi w pierwszej kolejności zostaną zesłani na
        Syberię. W obawie przed zsyłką uciekł wraz z rodziną do Warszawy –
        na Żoliborz.

        To jednak nie on, lecz ojciec Jadwigi – Aleksander Jasiewicz – dał
        początek żoliborskiej sadze rodziny. Był inżynierem, jednym z
        projektantów Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Przed wojną
        zamieszkali z żoną Stefanią w domu, który później, w czasach PRL, za
        sprawą Jacka Kuronia znali chyba wszyscy działacze opozycyjni – przy
        ul. Mickiewicza 27. Miał własną firmę, ale lewicowe poglądy. –
        Ojciec był socjalistą. Takim antykomunistcznym z krwi i kości –
        przekonuje Jadwiga Kaczyńska. Według Jarosława, „gniewał się na
        żonę, gdy nuciła „Pierwszą Brygadę”. Mówił do niej: „Idź Stefcia
        śpiewać pod Belweder”. Bo babcia Stefania pierwsza w rodzinie
        pokochała Piłsudskiego.
        Ojciec z ciotką na barykadzie
        Po przyjeździe do Warszawy Rajmund Kaczyński – ojciec Braci, zaczął
        studia na wydziale mechanicznym Państwowej Wyższej Szkoły Budowy
        Maszyn im. Wawelberga, a następnie w Państwowej Wyższej Szkole
        Technicznej. Równocześnie jako Irka działał w konspiracji – najpierw
        w Związku Walki Zbrojnej, później w Armii Krajowej. 1 sierpnia 1944
        r. jego pułk Baszta szturmował Tor Wyścigów Konnych na Służewcu.
        Został ranny w pierwszej godzinie powstania. Opatrywała go Helena
        Wołłowicz, pseudonim Rena, ciotka Bronisława Komorowskiego, dziś
        posła Platformy Obywatelskiej: – Kula trafiła w kciuk prawej ręki.
        Palec wisiał na kawałku skóry. Rajmund kazał mi go obciąć. Po nim
        nie było widać strachu – może rozemocjonowany wybuchem Powstania nie
        uświadamiał sobie, co się stało. Ja byłam przerażona – był pierwszym
        rannym, którego opatrywałam.

        Po szturmie pułk wycofał się do Lasów Chojnowskich. Rajmund został w
        Warszawie w szpitalu. Z Heleną Wołłowicz spotkał się znowu trzy
        tygodnie później: – Siedzieliśmy w siedzibie komendy pułku przy
        Puławskiej. Nagle poczułam, że musimy wyjść z kamienicy. Rajmund się
        ociągał. Chwilę po tym, jak wyszliśmy na podwórko – do mieszkania, w
        którym siedzieliśmy, wpadł pocisk. Wszyscy, którzy tam zostali,
        zginęli. Mimo niespra
      • wybolki Fakty 2 25.04.09, 15:52
        pl.wikipedia.org/wiki/Rajmund_Kaczy%C5%84ski
        pl.wikipedia.org/wiki/Lech_Kaczy%C5%84ski
        pl.wikipedia.org/wiki/Jaros%C5%82aw_Kaczy%C5%84ski
      • wybolki Fakty1,1 25.04.09, 15:57
        Po 1945 r. żołnierze Armii Krajowej zostali uznani za wrogów
        systemu. Akowska karta w życiorysie oznaczała często problemy w
        zawodowej karierze. Nie zważając na szykany władz, wielu byłych
        akowców spotykało się co roku w rocznicę wybuchu powstania. Tradycją
        kompanii K1 pułku Baszta, w której służył Rajmund Kaczyński, stały
        się także „bigosówki” na działce u Heleny Wołłowicz każdego 27
        września – w rocznicę poddania Mokotowa. Basztowcy wspominają, że
        Rajmund Kaczyński zaczął regularnie bywać na rocznicowych imprezach
        dopiero po przejściu na emeryturę: – Pewnie wcześniej nie miał
        czasu: dzieci, i to od razu dwoje, praca na kilku etatach –
        domyślają się. W ostatnich latach ojciec Braci zwierzał się im
        czasem, jak mu przykro, że wszyscy koledzy przychodzą na spotkania z
        żonami, dziećmi, wnukami, a on sam.

        Jadwiga Kaczyńska przyznaje, że powstańcze wspomnienia po prostu ją
        nużyły: – Ile razy można słuchać, gdy ci sami ludzie powtarzają: a
        pamiętasz jak uderzaliśmy tam…, a pamiętasz jak skoczyliśmy tu…? Po
        spotkaniach z kolegami z powstania mąż przynosił zdjęcia – jacyś
        dziadkowie, stare babki i zachwycał się: „Zobacz, jak młodo
        wyglądają”. Im był starszy, tym większą miał potrzebę kontaktu z
        nimi. To była chyba jakaś tęsknota za młodością. Ja miałam swoje
        życie, synów. To, co działo się tu i teraz.

        Z przynależności do AK wziął się strach przed władzą, wojną i
        ostrożność Rajmunda. Jarosław tak wspominał wydarzenia 1956
        r.: „Pamiętam spotkanie u cioci i wuja Tomaszewskiego na Saskiej
        Kępie. W pewnym momencie ktoś przybiega z informacją, że w
        Warszawie, czyli po drugiej stronie rzeki – zaczyna się powstanie. I
        mój ojciec, i wuj Staszek wyjeżdżają natychmiast, żeby sprawdzić i
        jednocześnie uspokajać ludzi, żeby nie było powstania”.

        Jadwiga Kaczyńska: – Jesteśmy kiedyś na przyjęciu, ja z mężem i
        siostra z mężem. I nagle Rajmund zauważa jakiegoś człowieka.
        Szwagier też go zauważa. Mówią jednocześnie: to jest ubek. I
        wychodzą z przyjęcia. Zadziwiła nas ich reakcja. Staszek Tomaszewski
        i Rajmund nigdy nie byli specjalnie zgodni. Nie przepadali za sobą.
        Jadwiga przejmuje powstańczą pałeczkę

        W uroczystych obchodach rocznicy powstania w 2004 r., organizowanych
        pod patronatem prezydenta stolicy Lecha Kaczyńskiego, to Jadwiga
        Kaczyńska pełniła rolę bohaterki powstańczych walk. W środkach
        komunikacji miejskiej rozlepiono wówczas plakaty z powstańczymi
        wierszami. Biuro prezydenta miasta informowało, że wyboru wierszy
        dokonali powstańcy warszawscy – między innymi Jadwiga Kaczyńska.
        Polska Agencja Prasowa podając informację o tym, że „Życie Warszawy”
        przyznało Jadwidze Kaczyńskiej tytuł „Człowieka Roku”, szeroko
        opisywało jej zasługi. Donosiło, że matka Braci „walczyła w
        Powstaniu Warszawskim, była sanitariuszką Szarych Szeregów, ratowała
        rannych powstańców”. Tymczasem jeszcze przed wybuchem wojny rodzice
        Jadwigi wysłali ją wraz z siostrą do rodziny matki – do
        Starachowic. – Ojciec Jadwigi był chory na gruźlicę, obawiał się, że
        i ona może się zarazić – mówi Barbara Winklowa, wieloletnia
        przyjaciółka Kaczyńskiej.

        Po wybuchu wojny rodzice dołączyli do córek. W 1941 r. Jadwiga
        wstąpiła do konspiracyjnego harcerstwa. Nadano jej pseudonim Bratek.
        Dziewczyny z zastępu Zioła, do którego należała, przygotowywane były
        do roli łączniczek. Jednak żeby pełnić tę funkcję, musiały mieć
        ukończone 16 lat. Jadwiga miała 14. Po przyspieszonym kursie
        medycznym skierowano ją więc do pracy w starachowickim szpitalu.
        Trafiali tu żołnierze ranni w akcji Burza (Jarosław mówił niedawno
        dziennikarzom, że matka jako sanitariuszka brała udział w tej
        akcji). – Zajmowałyśmy się chorymi. Czasami musiałyśmy wynosić ciała
        zmarłych – wspomina Jadwiga Kaczyńska. To ona stanie się dla Braci
        rodzinnym bohaterem wojennym. Jak wspomina Jarosław, „jej opisy
        wojny, konspiracji, walk, w jakich uczestniczyli jej starsi koledzy,
        wreszcie jej własnego zaangażowania w konspirację”, wywarły na nim
        ogromne wrażenie. Przyćmiły historię ojca – Bracia mówią o nim tak
        rzadko, że większość ludzi przekonanych jest, iż osierocił ich w
        dzieciństwie. W rzeczywistości zmarł w kwietniu 2005 r.
        Bohaterowie z Saskiej Kępy
        Stanisław Miedza-Tomaszewski, ów wuj (mąż Marii Jasiewiczówny,
        starszej siostry Jadwigi) z Saskiej Kępy, za którym nie przepadał
        ojciec Braci, i jego brat Jerzy Tomaszewski to także bohaterowie
        okupacyjni.

        Powstanie. Jerzy jest fotografikiem. Ranny leży w okopach i
        dokumentuje walki. Niezniszczone filmy zostają cudem znalezione po
        wojnie, zdjęcia Jerzego można dziś oglądać w warszawskim muzeum
        powstańczym. Kolejny z rodziny Tomaszewskich, Konrad, zostanie
        dyrektorem Lasów Państwowych za rządów AWS. Przed wyborami
        prezydenckimi w 2005 r. będzie organizatorem spotkań Lecha
        Kaczyńskiego z leśnikami. Mimo toczących się przeciwko niemu
        procesów o korupcję i fałszowanie dokumentów państwowych, otrzyma w
        2005 r. posadę w ministerstwie Jana Szyszki. Będzie stanowczo
        zaprzeczał, że to ma jakikolwiek związek z koligacjami rodzinnymi.

        Wojenna historia Stanisława Tomaszewskiego jest gotowym scenariuszem
        na film sensacyjny. W 1943 r. Stanisław, artysta plastyk, to
        żołnierz Związku Walki Zbrojnej. Współpracownik Biura Informacji i
        Propagandy Komendy Głównej oraz pism konspiracyjnych. Jest jednym z
        pierwszych aresztowanych pracowników Biura. Trafia na Pawiak, chce
        uciec. Towarzysze broni chcą go ratować. Otrzymuje kulturę bakterii
        tyfusu. Ma sam zarazić się chorobą, aby spowodować przeniesienie do
        szpitala na oddział zakaźny. Niemcy bardzo boją się tyfusu. Potem
        Stanisław zgodnie z planem ma symulować atak ślepej kiszki i po
        pozorowanej nieudanej operacji wyjść na zewnątrz w przebraniu
        sanitariusza. Na stole ma zostać nieboszczyk podłożony przez
        organizatorów.

        Jerzy Janicki napisał na podstawie tej historii scenariusz do filmu
        fabularnego „Umarłem, by żyć”. Wyreżyserował go Stanisław Jędryka w
        1984 r. Po wojnie wuj z Saskiej Kępy został wykładowcą na ASP w
        Warszawie. Zakochał się szaleńczo w starszej siostrze Jasiewiczównie
        i natychmiast ożenił. Przeżyli razem 53 lata. Tomaszewski zmarł w
        2000 r.

        W 1960 r. to wuj Stanisław z Saskiej Kępy trafia w gazetach na
        ogłoszenie o naborze do filmu młodzieżowego. Wytwórnia potrzebowała
        nastoletnich bliźniaków. Wuj zawiadomił Jadwigę. Dla Braci udział w
        tym filmie będzie przełomowy, a psychologiczne skutki tego epizodu
        okażą się daleko poważniejsze niż podwórkowa sława Jacka i Placka.
      • wybolki Fakty 1,2 25.04.09, 15:59
        Miłość szybko rozwinięta

        Na razie jest 1947 r. Rajmund Kaczyński ma 25 lat, kończy wydział
        mechaniczny Politechniki Łódzkiej. Przyjęto go właśnie do
        Państwowych Zakładów Optycznych w Warszawie, a potem, jako
        kierownika robót, do Społecznego Przedsiębiorstwa Budowlanego.
        Koledzy Rajmunda są przekonani, że jego żoną zostanie Jadwiga
        Błońska, sympatia z czasów konspiracji. Ale podczas balu
        karnawałowego na Politechnice Warszawskiej Rajmund poznaje inną
        Jadwigę. Panna Jasiewicz ma 20 lat, studiuje polonistykę na
        Uniwersytecie. Jest bardzo ładna, ma ambicje naukowe i chłopca, z
        którym wiąże plany. Dziś Jadwiga Kaczyńska przyznaje, że znajomość z
        Rajmundem rozwinęła się nadzwyczaj szybko. – W 1948 r. wzięliśmy
        ślub. Rok później na świat przyszli chłopcy. Poród był ciężki. Nie
        przeraziłam się jakoś, że to od razu dwójka. Od razu bardzo te
        dzieci pokochałam. To przecież część mnie samej. Zawsze starałam się
        być blisko moich dzieci.

        Matkami chrzestnymi bliźniaków zostały przyjaciółki Jadwigi – także
        bliźniaczki. Opowiada o nich inna przyjaciółka Jadwigi od czasów
        polonistycznych Barbara Winkiel: – Trzymałyśmy się wtedy z Zofią i
        Ludmiłą Woźnickimi. Były starsze od nas o 3 lata. W czasie wojny
        przeszły przez getto warszawskie – ich matka była Żydówką. Cudem
        przeżyły. Były już wtedy bardzo zdolnymi pisarkami. Ciągnęła się za
        nimi trauma getta. Obie popadły w psychozy, obie popełniły
        samobójstwo. Ludka w 1983 r., a Zosia trzy lata później. Ich śmierć
        bardzo zaciążyła na moim i Jadwigi życiu.
        Jadwiga podkreśla, że jakiekolwiek oskarżenia jej synów o
        antysemityzm są w tym kontekście wykluczone.
        Jedność w podwójności

        Kiedy na świat przychodzą bliźniacy, Rajmund Kaczyński umawia się z
        właścicielami zrujnowanego domu przy ul. Lisa-Kuli: odbuduje im
        kamienicę w zamian za wynajem piętra. Najpierw na 80 m kw.
        zamieszkają z sublokatorami. Potem Rajmund uzyska na politechnice
        przydział na dodatkową powierzchnię mieszkalną. Wykupią to
        mieszkanie w 1981 r. Jarosław z mamą Jadwigą i ojcem Rajmundem
        będzie w nim mieszkał aż do końca lat 90. Później przeniosą się do
        bliźniaka przy ulicy Mickiewicza, ciągle na starym Żoliborzu.

        Rajmund pracuje przez cały czas na kilku etatach. Najpierw wykłada
        na tzw. Sorbonie przy Politechnice Warszawskiej. Doucza świeżych
        kierowników i dyrektorów z partyjnego awansu, którym brakuje
        wykształcenia. Na pełen etat na Wydział Inżynierii Sanitarnej PW
        przechodzi w 1958 r. Równocześnie dorabia w biurach projektowych.
        Bardziej niż naukowcem jest jednak człowiekiem czynu. Niezmiernie w
        zrujnowanej stolicy cenionym. Bierze udział prestiżowych
        warszawskich projektach. Żeby zaprojektować potrzebne instalacje w
        budowanej w Warszawie Ambasadzie USA, jedzie na szkolenia do Anglii
        i Holandii. W 1965 r. – także na kontrakt do Libii. Na takie
        zlecenia mogą w PRL liczyć tylko bardzo pewni ludzie. To był czas,
        wspominają dziś Bracia, gdy ich status materialny znacznie
        przewyższał przeciętną podwórkową.

        Gdy Rajmund pracuje, wychowaniem dzieci zajmuje się Jadwiga. Lech
        Kaczyński: „Zawsze byłem trochę bliżej z mamą. Ojciec całe dnie
        spędzał w pracy, miał mniejszy wpływ na moje życie. Później jako
        młodzieniec miałem pewne trudności w kontaktach z ojcem – jego
        wyróżniał bardzo stanowczy charakter. No i jego opiekuńczość!
        Ciężkie awantury o to, że chodzę bez czapki. Wtedy dostawałem szału,
        choć byłem dużo spokojniejszy niż dziś”. I jeszcze: „Bardzo o nas
        dbano – na żoliborskiej ulicy byliśmy wyśmiewani, że codziennie
        jesteśmy inaczej ubrani”.

        W 1961 r. koledzy zyskali nowy powód, by uznać, że Leszek i Jarek są
        inni niż oni. Zagrali wówczas w filmie „O dwóch takich, co ukradli
        księżyc”, który stał się kinowym przebojem (Lech Kaczyński będzie
        się długo bał, że ten film to szczyt jego dorobku życiowego, że już
        więcej w życiu nie zdziała). Jadwiga, wtedy polonistka w jednym z
        warszawskich liceów, zrezygnowała z pracy na pół roku i towarzyszyła
        dzieciom na planie. Włodzimierz Grocholski, kierownik produkcji
        filmu (dziś na Florydzie), wspomina, że ekipa robiła wiele, by role
        Jacka i Placka nie zaciążyły na życiu Braci: – Mieliśmy już
        doświadczenia z dziećmi grającymi w filmach – sława sprawiała, że po
        prostu głupiały, odbijało im. Wkładaliśmy ogromny wysiłek, żeby z
        Braćmi nie stało się to samo. Chcieliśmy im uświadomić, że poza
        filmem mają wciąż normalne obowiązki – naukę, utrzymywanie porządku
        wokół siebie.

        Ekipa nie ma jednak wpływu na to, jak po zakończeniu filmowej
        przygody przyjmą Bliźniaków ich rówieśnicy. A dla nich Jarek i
        Leszek stali się Jackiem i Plackiem. Gwiazdami, za którymi się na
        podwórku nie przepada, bo zazdrości im się sławy. Wiele lat później,
        gdy Bracia sięgną po dwa najpoważniejsze stanowiska w kraju, a
        psychologowie będą rozpaczliwie szukać klucza do tego bądź co bądź
        fenomenu, rola epizodu filmowego i jego skutków będzie rozważana
        bardzo szeroko. Psychologowie będą się zastanawiać: czy już wówczas
        zrodziło się u nich poczucie wyobcowania i przekonanie, że wszyscy
        są przeciwko nim? Jacek Merkel, przyjaciel Lecha z jego czasów
        gdańskich, współpracownik obu Braci z Kancelarii prezydenta Wałęsy,
        jest zdania, że fakt bliźniactwa w zrozumieniu obecnych sylwetek
        Braci jest nie do przecenienia. – Twierdzenie, że porozumiewają się
        bez słów, jest płytkie i banalne. Gdy Lecha boli ząb, trzeba borować
        Jarka. Gdy Jarek ma kłopoty w rządzie – Lech przerywa istotną wizytę
        zagraniczną.

        W każdym razie w 1962 r., kiedy Bracia mieli kłopoty na podwórku,
        zawsze się wspierali. „Nigdy nie czuliśmy się samotni” – przyznają.
        Co do filmu: czterdzieści lat później Lech uznał, że to udział w nim
        sprawił, iż zajął się polityką.
      • wybolki Fakty1,3 25.04.09, 16:00
        Mama wpływa podprogowo

        „Mama wpływała na nasze decyzje, ale tak, że sądziliśmy, że
        inicjatywa należy do nas” – mówi Lech Kaczyński. Tak było np. z
        przekonaniem, że trzeba robić karierę naukową, pisać doktorat (samej
        Jadwidze nie udało się go zrobić). „Nam to wszczepiono, ale ja to
        uważałem za własny pomysł. Z wieloma innymi wyborami życiowymi też
        tak było”. Sprawa właściwej edukacji zawsze była dla Braci nadrzędna.

        Lech Kaczyński podkreśla, że ich dom nie był surowy. „To był przede
        wszystkim dom starannego wychowania. W którym głośno się czyta ważne
        lektury, rozmawia z dziećmi o świecie”. Obaj zaczęli naukę w XLI
        Liceum im. Lelewela. Wówczas mieściło się ono na Żoliborzu.
        Wychowawczynią była Anna Radziwiłł. Do Lelewela chodził przez chwilę
        Lejb Fogelman, obecnie znany prawnik i czołowa postać Warszawy
        towarzyskiej: – Siedziałem w ławce z jednym z nich. Po latach Leszek
        mi powiedział, że to był on, więc pewnie tak było. Fogelman ze
        znajomości z nimi zapamiętał głównie rozmowy: – We wczesnej młodości
        chełpiłem się przynależnością do żydowskiego klubu młodzieży. Tam
        było w modzie „intelektualizować się”. I ja byłem taki snob
        intelektualny. Jarek i Leszek trochę mnie drażnili – bo mieli
        pojęcie o sprawach, o których ja nie miałem pojęcia. Moi rodzice nie
        byli wykształceni. Ja dużo czytałem, ale nie miał mnie kto formować.
        A oni byli z rodziny polskointeligenckiej. I mieli poglądy –
        polskie, patriotyczne. O patriotyzmie synów opowiadała żartem
        Jadwiga: „Oni nawet byli trochę zabawni. Codziennie po pacierzu
        śpiewali: »Jeszcze Polska nie zginęła«”.

        Marek Maldis, dziennikarz telewizyjny, to kolejny wspominany przez
        Braci kolega szkolny (przyjaciel dyżurny – żartuje Maldis): – Bracia
        często bili się w szkole. Dziś w wywiadach opowiadają, że szło o
        interpretację różnych wydarzeń historycznych. A to były zwykłe
        szkolne bójki. Chodziliśmy rok na treningi dżudo. Bardzo się do tych
        treningów przykładali. Bracia mylili się nauczycielom.
        Wykorzystywali to i odpowiadali za siebie nawzajem na lekcjach.
        Nauczyciele byli bezradni. Po roku się zbuntowali. – Zażądali, żeby
        Jarka i Leszka rozdzielić. Ja zostałem w klasie chyba z Leszkiem.
        Ale i tak traktowaliśmy ich jak jedność – wspomina Maldis.

        W X klasie Leszkowi groziła dwója z polskiego. Zdał, ale
        przeniesiono go do innej szkoły. Lech sugeruje, że wyrzucono go, bo
        jego rodzice nie dawali łapówek. Marka Maldisa też wyrzucono: –
        Nigdy nie słyszałem o łapówkach w Lelewelu. Wyrzucono mnie, bo byłem
        łobuziakiem. Jeśli chodzi o Leszka, to była sprawa ambicjonalna
        między dwiema polonistkami – naszą nauczycielką a mamą Braci. Ona
        często przygotowywała do matury dzieci znajomych. A tu syn – dwója z
        polskiego.

        Drogi Maldisa i Braci rozejdą się po Lelewelu. Bracia skończą studia
        prawnicze (na roku z prof. Markiem Safjanem, byłym prezesem
        Trybunału Konstytucyjnego), będą świadkami wydarzeń marcowych na UW,
        zaangażują się w działalność KOR. Ich drogi przetną się znów w
        Gdańsku w 1981 r. Maldis jako dziennikarz pojedzie tam na strajk.
        Zobaczy Lecha, który przemawia do pielęgniarek. Będzie zdumiony jego
        umiejętnością panowania nad tłumem. Jego polityczną energią.
        Silna słabością

        Cofnijmy się do roku 1953 r. Jadwiga Kaczyńska i Barbara Winklowa
        trafiają do Instytutu Badań Literackich PAN, do pracowni
        dokumentalistycznej prowadzonej przez prof. Jadwigę Czachowską. O
        ile instytut został powołany, by tchnąć w literaturę polską
        marksistowskiego ducha, o tyle pracownia dokumentacji pozostaje w
        instytucie najmniej ideologiczną wyspą. Jadwiga pracuje tam przez
        trzy lata. Potem odchodzi, żeby uczyć w szkole. Barbara: – Bardzo
        lubiła tą pracę – prowadziła kółka literackie, teatralne. Problemy
        ze strunami głosowymi zmusiły ją jednak do powrotu do IBL. Kiedy
        wróciła, jej rówieśnicy z pracowni porobili doktoraty. Jadwiga miała
        stopień dokumentalisty, który musieli mieć wszyscy tam zatrudnieni. –
        Myślę, że miała zadrę z tego powodu.

        Jeszcze w czasach PRL Jadwiga opracowała ponadtrzystustronicową
        monografię bibliograficzną Leona Kruczkowskiego,
        autora „Niemców”, „Kordiana i Chama”. – Kruczkowski był nawet
        niezłym pisarzem. Niestety, również potwornym stalinowcem.
        Przypuszczam, że władze instytutu podjęły decyzję o opracowaniu jego
        monografii w okresie, kiedy IBL znalazł się na cenzurowanym. Być
        może ktoś wpadł na pomysł, że taka monografia mogłaby załagodzić
        sprawę. Nie mam pojęcia, dlaczego jej opracowanie powierzono pani
        Kaczyńskiej – mówi prof. Michał Głowiński, historyk literatury,
        wieloletni pracownik IBL. Według anegdoty, jeden z braci Kaczyńskich
        opowiedział kiedyś swojemu koledze, że jego matka opracowuje
        monografię Kruczkowskiego. „Tego Kruczkowskiego?” – zapytał z
        uśmiechem kolega. Kaczyński był na niego obrażony przez wiele lat.

        Zatrudnieni w IBL naukowcy swoje prace badawcze prowadzili głównie w
        bibliotekach. Do instytutu przychodzili raczej w celach
        towarzyskich. Po południu całe towarzystwo przenosiło się do
        kawiarni przy Krakowskim Przedmieściu. Zaczynali od Dziekanki,
        kończyli u Fukiera. W życiu towarzyskim instytutu ojciec Braci nie
        uczestniczył. – Oni z Jadwigą bardzo się różnili, mieli zupełnie
        inne charaktery – mówi Barbara. – Widywałam go głównie na imieninach
        Jadwigi, nie znajdował z nami wspólnego języka, siedział z boku,
        zajęty rozmową z mężem jednej z koleżanek, który też był inżynierem.

        Julia Pitera, obecnie posłanka PO, do zespołu instytutu dołączyła na
        początku lat 80. Pamięta niekończące się rozmowy, spotkania domowe,
        konkursy na kryzysowe dania kulinarne. I Jadwigę, która darzyła
        ludzi niezasłużonym zaufaniem. – Kiedyś przyszła do instytutu bez
        dokumentów i bez portfela. Na ulicy dała się namówić na pogawędkę z
        Cygankami. Jest bardzo drobna i krucha, sprawiała wrażenie osoby,
        która bez pomocy nie da sobie rady. Trzeba przyznać, że zawsze
        dostawała ją od Jarka. Leszek wtedy był gdańskim doktorantem.

        Koniec lat 70. to początek przyjaźni Pitery i Jarosława
        Kaczyńskiego: – Lubiłam jego poczucie humoru i erudycję. Ufałam mu i
        poszłam z nim do Kancelarii prezydenta Wałęsy. W wywiadzie „Czas na
        zmiany” z 1995 r. Jarosław będzie chwalił Julię za profesjonalizm w
        przygotowywaniu raportów na podstawie tzw. białego wywiadu. Będzie
        jeszcze namawiał Julię, by kandydowała do parlamentu z list PiS w
        2001 r. Julia odmówi, ale ich przyjaźń skończy się na dobre dopiero
        w 2002 r.
      • wybolki Fakty 1,4 25.04.09, 16:02
        Kuźnia kadr

        Jan Józef Lipski to kolejny ważny kolega Jadwigi – polonista, który
        pracował dla IBL. Działacz PPS, opozycjonista, założyciel KOR.
        Krytyk literatury, publicysta. Przychodził do pracowni, żeby palić
        papierosy. – Jego żona, która przez jakiś czas także pracowała w
        IBL, nie pozwalała mu palić. Ukrywał więc papierosy w moim biurku –
        wspomina Barbara Winkiel. To m.in. z powodu Lipskiego instytut był
        jedną z bardziej inwigilowanych przez SB instytucją. Jarosław znał
        więc Jana Józefa poprzez swoją matkę. Ale ukrywał przed nią
        początkowo, że działa już razem z nim w KOR. Jadwiga: – Później
        Janek wytłumaczył mu, że może się zdarzyć, iż nie wróci na noc do
        domu i ktoś w rodzinie powinien wiedzieć, co się z nim dzieje.
        Rajmund, który zawsze bardzo się o nich bał, nie wchodził w rachubę.
        Jarosław trafia więc w środek tego samego środowiska żoliborskiego,
        z którym trudno było mu się identyfikować w licealnych czasach.
        Lipski jest centralną postacią działalności opozycyjnej. Jarosław
        nie jest działaczem centralnym, ale obrotowym. Potrafi rozmawiać i z
        Adamem Michnikiem, i z Antonim Macierewiczem. Ci dwaj liderzy KOR,
        przyjaciele z czasów Marca 68, już od lat nie mogą się porozumieć.

        Ale im więcej czasu upływać będzie od powstania KOR, a zwłaszcza od
        sierpnia 1988 r., kiedy zacznie rosnąć znaczenie Jarosława, Bracia
        coraz bardziej dystansować się będą od Jana Józefa. Był działaczem
        lewicowym, patronem lewicy laickiej, Kuronia i Michnika, z którymi w
        1989 r. ostatecznie rozejdą się drogi Braci. Gdy 10 lat później
        Jarosław zacznie zagospodarowywać prawą polityczną stronę, będzie
        ich uważał za szkodników porównywalnych z komunistycznymi
        dygnitarzami.

        W latach 90., już po śmierci Lipskiego, Jadwiga Kaczyńska opracuje
        bibliografię wszystkich jego publikacji. Maria Lipska: – Jadwiga
        bardzo lubiła mojego męża. Można powiedzieć, że była jego fanką.
        Wiedziała, że nie ma chętnych do zrobienia tej bibliografii, więc
        mimo złego stanu zdrowia sama wzięła się za tę pracę.

        Kilka lat później po Warszawie krążyć będzie jeszcze jedna anegdota.
        Otóż jeśli komuś marzy się wysoka urzędnicza posada, powinien
        najpierw postarać się o pracę w IBL i wkręcić się w krąg osób
        związanych z pracownią dokumentacji. Bracia pełniąc funkcje
        państwowe, często rekrutowali najbliższych współpracowników właśnie
        z tego kręgu. W czasach, gdy obaj pracowali w Kancelarii prezydenta
        Lecha Wałęsy, ściągnęli do niej Julię Piterę. Później – gdy Lech był
        szefem Najwyższej Izby Kontroli – przyjął do pracy Bożenę Opiołę,
        psychologa, córkę Barbary Winklowej. Pani Barbara przyznaje: – To
        Jadwiga powiedziała Leszkowi, że Bożena od dłuższego czasu nie może
        znaleźć pracy. Ostatnio została dyrektorem Biura Inicjatyw
        Społecznych Kancelarii Prezydenta. Jej syn 30-letni Marek Opioła
        jest posłem PiS. Gdy bracia Kaczyńscy potrzebowali kogoś, kto
        podciągnąłby ich w angielskim, matka podpowiedziała im młodszą
        koleżankę z pracowni dokumentacji – Joannę Zawadzką. Dziś Zawadzka
        pracuje w Kancelarii Prezydenta.
        Uśmiechnięty człowiek z lokami

        Jarosław czasem zaprzecza, że związany jest z bratem węzłem
        nierozerwalnym. Tłumaczy na przykład w „Alfabecie...”, że nie zawsze
        jeździł z Lechem na wakacje. Ale kiedy komentuje: „Leszek pojechał
        beze mnie na wakacje już w latach 70.”, wyczuwa się u Jarosława
        słynne, autoironiczne, ledwo w życiu publicznym widoczne poczucie
        humoru. Na początku lat 70. Bracia mieli już przecież ponad 20 lat!
        W 1971 r. Lech, świeży magister, wyprowadza się do Gdańska. Tam
        powstaje właśnie uniwersytet, który ściąga młodych naukowców. Lech
        chce się doktoryzować w dziedzinie prawa pracy. W 1978 r. broni
        doktoratu. Jest on zatytułowany: "Zakres swobody stron w zakresie
        kształtowania treści stosunku pracy" i zawiera kilka cytatów z nauk
        Włodzimierza Iljicza Lenina. Na przykład: "Możliwość dążenia
        administracji zakładu pracy do realizacji postawionych zadań kosztem
        naruszenia uprawnień pracowników została dostrzeżona już przez
        Lenina. Odegrała ona pewną rolę w kształtowaniu leninowskiej
        koncepcji związków zawodowych" (s. 40). Po latach cytaty te będą
        krążyć po Sejmie, wywołując powszechną wesołość, bo z braku
        jakichkolwiek związków z komunizmem Bracia uczynili swoją
        niedościgłą cnotę. Na Uniwersytecie Gdańskim Lech pracuje do 1997 r.
        z przerwą na szefowanie NIK (1992–95). Plotkuje się o jego
        konfliktach z przełożonymi. W 1998 r. zostaje profesorem
        Uniwersytetu Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Do dziś jest
        oficjalnie jego pracownikiem.

        Krzysztof i Mirka Żukowscy, bliscy przyjaciele Lecha, poznają go w
        1971 r. Ze zmierzwioną czupryną, nieśmiałego. Trafiają na jeden
        wydział: Lech zajmie się prawem pracy, Krzysztof prawem
        administracyjnym, Mirka prawem międzynarodowym. (– Wbrew jego
        zachowawczym ocenom koleżanki sympatycznie go przyjęły). Mirka
        przyjaźni się z Marią Mackiewicz. Maria, dla bliskich – Marylka,
        jest nawet świadkiem na ślubie Żukowskich. Kiedy okaże się, że Lech
        i Maria są ze sobą, małżeństwa Kaczyńskich i Żukowskich będą spędzać
        razem nawet święta.

        Krzysztof Żukowski to działacz Stronnictwa Demokratycznego. Te
        różnice nie przeszkadzają Lechowi w wielkiej zażyłości. –
        Dyskutowaliśmy godzinami i mam wrażenie, że Leszek mógł w dyskusjach
        ze mną konfrontować swoje poglądy. Ja zresztą też. Na zdjęciach w
        rodzinnym albumie Żukowskich można zobaczyć przyszłego prezydenta
        roześmianego, w rozrywkowych pozach, duszę towarzystwa. Kiedy Lech
        żyje egzystencją częściowo podziemną, Żukowscy stanowią dla rodziny
        oparcie w codziennych pracach. Gdy jest w ciąży, wożą Marię do
        szpitala, bo Leszek wykonuje związkowe zadania. Gdy Leszek zostanie
        internowany, jeżdżą z nią do Strzebielinka.

        Bo do działalności podziemnej Lech, w tajemnicy przed bratem,
        dołącza już latem 1976 r. Zaczyna zbierać pieniądze dla
        represjonowanych robotników z Radomia i Ursusa. Rok później
        przyłącza się do KOR. Podobnie jak Jarosław, rozpoczyna współpracę z
        Biurem Interwencyjnym Komitetu Obrony Społecznej. Z Warszawy
        przywozi korowski „Biuletyn Informacyjny” i „Robotnika”. W sierpniu
        1980 r. zostaje doradcą Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, jest
        autorem części porozumienia gdańskiego dotyczącej prawa pracy.
        Jesienią 1981 r. wchodzi w skład Komisji Programowej „S” i
        przewodniczy zespołowi do spraw stosunków z PZPR. W grudniu zostaje
        internowany i osadzony w Strzelinku. Jacek Merkel jest nim wtedy
        zachwycony: – Leszek daje osadzonym wykłady z prawa pracy. Mówi
        świetnie, z kapelusza. Ma w głowie porażającą bazę danych, dysponuje
        absolutną pamięcią, podobnie jak jego matka. Z „internatu” Jacek
        Merkel zapamiętał jeszcze: – Lech ciągle powtarzał, że lepszy i
        mądrzejszy jest jego brat Jarek.

        W grudniu 1981 r. Jarosław nie zostaje internowany. Kiedy w 2006 r.
        rozda dziennikarzom kopię swojej ubeckiej teczki, będzie można w
        niej przeczytać, jak wezwany w 1982 r. na UB obrusza się
        niezmiernie, gdy przesłuchujący zaznacza, że to jego brat znajduje
        się wyżej w opozycyjnej hierarchii. Na początku lat 80. Jarosław
        pracuje w białostockiej filii UW. ”Uczy tam ludzi naszego resortu –
        notuje ubek w notatce. – Jest o nich, jako o uczniach, bardzo
        dobrego zdania”.
        • r0b0l Re: Fakty 1,4 25.04.09, 17:33
          dobry kawałek lektury. Dziekuję
        • zat4ra No prosze. Taka Historia, tyle doswiadczen ... 25.04.09, 21:07
          A wyszlo: jeden oblakany, zaklamany i zadny wladzy psychopata;
          a drugi - malostkowy, mlaskajacy matolek bez cienia klasy.

          Co za swiat ...
      • sid_6.8 Re: Siedem cudów braci Kaczyńskich, poczytajcie: 25.04.09, 18:20
        A to cud ósmy :www.polonica.net/Kim_sa_Kaczynscy.htm
        • precz_z_preczem Re: Siedem cudów braci Kaczyńskich, poczytajcie: 25.04.09, 20:23
          Sid_6.8, twoje odnośniki są dla jakichś prymitywnych antysemitów.
      • janek344 Re: Siedem cudów braci Kaczyńskich, poczytajcie: 26.04.09, 09:14
        Brawo zzbyszek.Gratuluję odwagi.
    • mela_1 Lokalny szef PiS: Boję się, że Radio Maryja pos.. 25.04.09, 15:07
      Nie tylko RM postawiło na tej partyjce krzyżyk, nie tylko...
    • xs550 glos z prawej strony 25.04.09, 15:44
      Im wiecej partii prawicowych, tym lepiej. Chodzi o to aby partioci wierzacy w kraj i w kosciol mieli szanse wybierac. Jako czlowiek prawicy chce miec wybor i nawoluje wiele partii z tej opcji do stawania w wyborach. W kupie bedzie lepiej!
      • funny5 Re: glos z prawej strony 25.04.09, 15:51
        xs550 napisał:

        > Im wiecej partii prawicowych, tym lepiej. Chodzi o to aby
        partioci wierzacy w
        > kraj i w kosciol mieli szanse wybierac.
        ------
        Swietnie!Glosy sie rozloza i nikt nie wejdzie do PE
        PS.Od kiedy wierzy sie w kosciol a nie w Boga?
      • bogdan331 Re: glos z prawej strony 25.04.09, 17:25
        xs550 napisał:

        > Im wiecej partii prawicowych, tym lepiej. Chodzi o to aby partioci wierzacy w
        > kraj i w kosciol mieli szanse wybierac. Jako czlowiek prawicy chce miec wybor
        > i nawoluje wiele partii z tej opcji do stawania w wyborach. W kupie bedzie lep
        > iej!
        >
        Słyszałem inaczej :Bog Horror Ojczyzna! ale na to samo wychodzi.Pozdrowił;-)
    • jonwol Sobecka powinna startować z wysp Galapagos 25.04.09, 15:47
      jako niepowtarzalny dowód na prawdziwość teorii Darwina!
      • the_rapist Albo z Ziemi Krolowej Maud 25.04.09, 15:50
        Moze liczyc na poparcie miejscowych
    • r0b0l od kiedy żydoeuro nie śmierdzą wam pisokatole? 25.04.09, 15:49
      miło że katonarodowe tępaki pod wodzą oberKGBrydza i TW jara się
      wzajemnie wykańczają
      • a.k.traper Śmierdzą, ale jak inni biorą. 25.04.09, 22:02
        a największym wzorcem uczciwości niejaki towarzysz Rydzyk, który
        wbrew 7 i 10-temu przykazaniu nie zawachał sie przywłaszczyć
        solidarne datki, a teraz wmawiają że to Tusk stocznie zamyka.
        Powinien zostac publicznie wychłostany na koscielnym dziedzińcu.
    • czarna.pati Lokalny szef PiS: Boję się, że Radio Maryja pos... 25.04.09, 16:07
      Najbardziej z tego scenariusza byłaby zadowolona JudeZeitung.
    • lolop7 ropucha do euro parlamentu 25.04.09, 16:07
      a fujjj
    • pogodny35-0 1%? To się panowie z PiS zdziwią 25.04.09, 16:28
      Jeśli jaśniewielmożny pan Rydzyk powie głosować to od razu ta partia
      będzie miała kilka procent poparcia.

      Cóż Panie Jarosławie Kaczyński trzeba będzie się jeszcze niżej
      pochylić i ucałować mu pierścień.
    • omidas Lokalny szef PiS: Boję się, że Radio Maryja pos... 25.04.09, 16:52
      Czyżby następni opuszczali szeregi PiS-u? Wszystko możliwe. Być może
      bardziej o. Rydzykowi odpowiada partia Libertas niż PiS i bedzie sta-
      wiał na jej członków, choc ma też na listach PiS-u osoby z Radia Ma-
      ryja. Sprawa staje się ciekawa. A może i z PiS-u i z Libertasu będą
      startować zwolennicy i współpracownicy R.M., żeby potem zjednoczyć
      siły w europarlamencie w walce ze zwolennikami UE itd. itp?
    • callisto1 Sobecka do PE? Jakiś odwet bierzemy na Europie? 25.04.09, 17:01
      Może za wrzesień '39 ? Jeśli tak to jestem za!
    • tersta Kaczyńscy to świry i podlece Niech żyje Hybert H.! 25.04.09, 17:02
      Obaj bracia wyglądają jak ucharakteryzowani na...siebie samych. Można nimi
      straszyć.
    • bogdan331 Ania S.wypięła sie dupą na pis!Lubi ojdyra 25.04.09, 17:19
      bardziej niż bliźniaków razem z czarownicą i kotem Alikiem.Leszku i Jarku kłamczynscy razem z kotem Alikiem! Nie idźcie tą drogą!
    • leszekes Sobecka europosłem nie będzie, bo wielkopolanie 25.04.09, 17:26
      są za mądrzy, aby tego babsztyla wybrać
    • wyksztalciunio Lokalny szef PiS: Boję się, że Radio Maryja pos... 25.04.09, 17:46
      Re.czarna.pati.
      Szmalcownik Kobylański się kłania.
    • flyb52 Lokalny szef PiS: Boję się, że Radio Maryja pos... 25.04.09, 17:57
      Boje sie, ze Bog postawil krzyzyk na Rydzyku.
    • marszalek_1980 spoko, spoko, zamów 5 piw... 25.04.09, 18:06
      ...a elektorat radia M odzyskacie na pewno.
    • soldadura104 Kaczynski sprzedał konstytucję Libertas ją zabloko 25.04.09, 18:43
      kował.
      Moze lepiej połączyć w UE katolicką Polskę i katolicką bogatą Irlandie
      popieraną przez amerykańskich milionerów z którymi rodzimi bizmesmeni i górale
      z Góry Synaj PLATFORMY nie mogą się równać.
    • angrusz1 Nie byłbym taki pewien 25.04.09, 18:57
      tego procenta dla Libertasa .

      Także to zależy od frekwencji
    • jactym Taki tłumok do parlamentu, przecież ona tylko 25.04.09, 20:26
      Ona potrafi tylko zdrowaśki klepać, nic więcej,
    • sw.stefan postawi,kupe na klate 25.04.09, 20:56
      i tyle,będzie pisowi i piękniej i wygodniej,no i swojskie klimaty;jak w sraczu.
    • pandora-online Pismak- Boję się, że kiedys bekniemy 25.04.09, 21:28
      za klamstwa i wszystko sie wyda.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka