jerjar Lokalny szef PiS: Boję się, że Radio Maryja pos... 25.04.09, 14:43 To niezwykłe, zapiekli w tropieniu niepolskości w ciemno zapisują się do międzynarodówki, tylko dlatego, że jest antyeuropejska. Gdybym nie wiedział, ze to pieniądze irlandzkiego milionera, pomyślałbym, że moskiewskie, bo to ta linia. Już naprawdę lepszy jest PiS, który ma wprawdzie tylko bieg wsteczny, ale na polskim jeździ paliwie. Odpowiedz Link Zgłoś
puuchatek Re: Lokalny szef PiS: Boję się, że Radio Maryja p 25.04.09, 14:47 jerjar napisał: > To niezwykłe, zapiekli w tropieniu niepolskości w ciemno zapisują się do > międzynarodówki, tylko dlatego, że jest antyeuropejska. Gdybym nie wiedział, > ze to pieniądze irlandzkiego milionera, pomyślałbym, że moskiewskie, bo to ta > linia. (...) A myślisz, że jedno drugiemu musi przeczyć? I za czasów ZSRR, i za czasów Rosji Moskwa znajdywała różnych pośredników żeby po cichu finansować tego typu "użytecznych idiotów"... Odpowiedz Link Zgłoś
bogdantadus Fuckt! Libertas to agentura. 25.04.09, 16:09 puuchatek napisał: > jerjar napisał: > > > To niezwykłe, zapiekli w tropieniu niepolskości w ciemno zapisują się do > > międzynarodówki, tylko dlatego, że jest antyeuropejska. Gdybym nie wiedzi > ał, > > ze to pieniądze irlandzkiego milionera, pomyślałbym, że moskiewskie, bo t > o ta > > linia. (...) > > A myślisz, że jedno drugiemu musi przeczyć? I za czasów ZSRR, i za czasów Rosji > Moskwa znajdywała różnych pośredników żeby po cichu finansować tego typu "użyt > ecznych idiotów"... Tyle, że tym razem to robota Amerykanów! Odpowiedz Link Zgłoś
a.k.traper Czy J.R.Nowak kandyduje? 25.04.09, 20:57 bo tyle się chłopina najeździł by na te eurosrebrniki zasłuzyc i co? Ciekawe ile odsyp dla "łoj dyra,dyra", może Libertas tez dołozy do odwiertów? Prawde mówiąc to szef Libertasu i szef RM z tego samego kierunku geograficznego wsparcie mają. Nad jednym się zastanawiam: skąd w PiS-ie tyle masochizmu by zadawac się z takimi "osobowościami"? Odpowiedz Link Zgłoś
rickky Re: Lokalny szef PiS: Boję się, że Radio Maryja p 25.04.09, 21:37 jerjar napisał: > To niezwykłe, zapiekli w tropieniu niepolskości w ciemno zapisują się do > międzynarodówki, tylko dlatego, że jest antyeuropejska. Gdybym nie wiedział, > ze to pieniądze irlandzkiego milionera, pomyślałbym, że moskiewskie, Irlandzki to te pieniądze mogą mieć tylko przystanek na drodze swego przepływu. Jakie jest ich prawdziwe źródło, tego nie wie nikt. I warto także o tym pomyśleć ... Odpowiedz Link Zgłoś
signal Radio Maryja postawiło krzyżyk na PiS 25.04.09, 14:53 w tym szambie już nikt nad niczym nie panuje Odpowiedz Link Zgłoś
indris Radio Maryja wysłało kolejne ostrzeżenie... 25.04.09, 15:16 ...że wcale nie musi być tubą PiS. Z drugiej strony jest to tylko (narazie) ostrzeżenie. W dzisiejszych "aktualnościach dnia" brylował po staremu poseł Girzyński. Odpowiedz Link Zgłoś
pereiro Re: Radio Maryja wysłało kolejne ostrzeżenie... 25.04.09, 16:01 Bo to poseł Radia Maryja, a nie PiS-u. Odpowiedz Link Zgłoś
a.k.traper A co Sobecka może załatwić w PE i z kim? 25.04.09, 22:14 Chyba że chodzi o te utęsknione "eurosrebrniki", ile trzeba zadeklarowac na RM by znaleźć się na liście? Nie widzę praktycznego uzasadnienia kandydowania tej pani podobnie jak kilku innych osób, przynajmniej jesli chodzi o interesy RP. Odpowiedz Link Zgłoś
zzbyszekz Siedem cudów braci Kaczyńskich, poczytajcie: 25.04.09, 15:05 Siedem cudów braci Kaczyńskich, poczytajcie: 1) Pierwszy cudowny przypadek w życiu Jarosława to zawrotna kariera jego ojca Rajmunda. Tuż po wojnie żołnierzy AK, rozstrzeliwano, osadzano w więzieniach, sadzano na nogach od stołka, torturowano, w najlepszym razie wykluczano z życia społecznego. Tymczasem Rajmund Kaczyński, żołnierz AK, tuż po wojnie dostaje od stalinowskiej władzy wypasiony apartament na Żoliborzu, jak na tamte czasy rzecz poza zasięgiem zwykłego obywatela, nawet szarego członka PZPR. 2) Cud drugi, żołnierz AK, mąż sanitariuszki AK, dostaje posadę wykładowcy na Politechnice Warszawskiej i oboje żyją sobie z jednej pensji jak pączki w maśle. W tym czasie gdy w Polsce rządzi Bierut, a właściwie Stalin rządzi Bierutem, posada dla Akowca na uczelni brzmi jak ponury żart, jednak rzecz miała miejsce 3) Cud trzeci, rodzą się bliźniaki i jako dzieci akowskiego małżeństwa, na początku lat 60, kiedy większość dzieci akowców opłakuje swoich rodziców, albo czeka na ich powrót z więzienia, nasze orły zabawiają się w reżimowej TV. 4) Cud czwarty. Jarosław Kaczyński jako jedyny działacz opozycji, z kręgu doradców Lecha Wałęsy nie zostaje internowany. 5) Cud piąty, Jarosław Kaczyński odmawia (tak twierdzi) podpisania lojalki i jako jedyny opozycjonista odmawiający władzy PRL zostaje zwolniony do domu, co więcej nikt go nie nęka, w okresie 1982-1989. 6) Cud szósty, Jarosław Kaczyński jako jedyny opozycjonista ma sfałszowaną teczkę i jako jedyny opozycjonista domagający się powszechnej lustracji ujawnia swoją teczkę dopiero po naciskach prasy. 7) Cud siódmy to cud zagadka. Jaki jest związek między ofiarowanym Rajmundowi Kaczyńskiemu przez PRL apartamentem na Żoliborzu, pracą w czasach stalinowskich na Politechnice Warszawskiej, karierą filmową bliźniaków i brakiem internowania Jarosława Kaczyńskiego w stanie wojennym? Odpowiedz Link Zgłoś
bronimir Re: Siedem cudów braci Kaczyńskich, poczytajcie: 25.04.09, 15:20 To słodka tajemnica awansu Kurtyki i amnezji w IPN. Odpowiedz Link Zgłoś
pukury Re: Siedem cudów braci Kaczyńskich, poczytajcie: 25.04.09, 15:27 jakie tam cuda ? tylko ktoś mało kumaty ( nie myślę o Tobie ) i nie umiejący powiązać faktów może to brać za cuda . Odpowiedz Link Zgłoś
wybolki Fakty cz 1: 25.04.09, 15:48 Otrzymali staranne wychowanie w dobrym, ciepłym domu. Teraz są odbierani jako osoby pełne uprzedzeń i wręcz chorobliwej podejrzliwości. Urodzili się na warszawskim Żoliborzu i podkreślają często publicznie, jak wielki wpływ wywarło na nich wychowanie żoliborskie: inteligenckie i patriotyczne. Ta autorekomendacja wydaje się ich przeciwnikom mocno przesadzona, zwłaszcza dzisiaj, gdy Bracia są coraz bliżej prawej politycznej ściany. Przez ogromną część inteligencji postrzegani są jako politycy alergicznie antyinteligenccy. Dla Seweryna Blumsztajna, żoliborskiego sąsiada Braci z czasów młodości, członka KOR, obecnie szefa „Gazety Stołecznej”, prawdziwa proweniencja żoliborska oznacza naturę lewicową, obywatelską i waleczną. To ludzie lewicy najmocniej, już od końca lat 60., ogłaszali swą niezgodę na komunę. Zawalali kariery uniwersyteckie, uciekali milicji, odsiadywali wyroki. Żoliborski był rdzeń Komitetu Obrony Robotników: Jacek Kuroń, Ewa Milewicz, Konrad Bieliński. Bracia, podkreśla Blumsztajn, u zarania opozycji byli mało widoczni. Dla Józefa Orła, sympatyka KOR, a potem posła Porozumienia Centrum i wiceszefa „Tygodnika Solidarność” i „Expressu Wieczornego”, żoliborskość oznacza raczej antykomunistyczną przedwojenną inteligencję z osiedli oficerskich, także tę o szlacheckim pochodzeniu, która o szkodliwości Stalina przekonała się już przed II wojną światową. Do tej grupy Józef Orzeł zalicza rodzinę Kaczyńskich. Ale też zaliczyć musi rodzinę Kuroniów. Ojciec Jacka – działacz PPS, mocno antykomunistyczny – mieszkał w tym samym, budowanym przed wojną przez WSM, bloku co dziadek Braci. Według Orła, korowcy z grupy „marcowych komandosów” to w większości zbuntowane dzieci komunistycznych działaczy, często rodem z KPP. Zasłużeni w opozycji, dla swojej dzielnicy, ale niereprezentatywni. Kiedy Bracia opowiadają o aktywnym politycznie Żoliborzu z czasów, gdy chodzili do Liceum im. Joachima Lelewela, przyznają, że tworzyło go raczej środowisko skupione wokół Seweryna Blumsztajna; zbyt czerwoni jak na gust Braci dawni walterowcy: Konrad Bieliński, Mirosław Sawicki, Andrzej Seweryn, Lejb Fogelman. „Byli związani z władzą, a zarazem nie byli” (cytaty w tekście pochodzą z książki Michała Karnowskiego i Piotra Zaremby „O dwóch takich... Alfabet braci Kaczyńskich”) – wspomina Jarosław. W ciasnym mieszkaniu Blumsztajna Bracia byli tylko kilka razy, dlatego on może ich nie pamiętać. Jarosław tłumaczy: „Ja do nich nie pasowałem. Wtedy czytałem namiętnie Romana Dmowskiego, byłem zafascynowany »Polityką polską i odbudową państwa«. Gdybym wtedy spotkał młodych narodowców, oczywiście nie jakichś głupich narodowców – związek mógłby być silniejszy”. Jadwiga Kaczyńska pamięta, że Dmowskiego podrzucił Braciom pan Osiecki, przyjaciel domu, też z dzielnicy, bardzo porządny człowiek. Ona do kwestii żoliborskiego pochodzenia ma podejście koncyliacyjne: – Był czas, gdy żywiliśmy się wszyscy w jadłodajni Marii Hłaskowej. Przychodzili różni ludzie: Krzysztof Michalski, Seweryn Blumsztajn, pewien porządny profesor o stalinowskiej jednak proweniencji, przychodziliśmy i my. To był właśnie inteligencki Żoliborz. Rodzina zza Buga Żoliborska – czy szerzej mówiąc – warszawska historia rodziny sięga jednak tylko dwóch pokoleń wstecz. Pradziadkowie Braci pochodzili z Kresów – z Odessy i Galicji. Mówili raczej po rosyjsku niż po polsku. Dziadek Jadwigi (po mieczu) był rosyjskim pułkownikiem. Wedle rodzinnej legendy w nieznanych okolicznościach został polskim generałem. Jak twierdzi Jarosław Kaczyński, „zaginął w zawierusze rewolucji październikowej, ale już w polskiej formacji. Być może na Syberii”. Także dziadek ojca po mieczu był oficerem carskiej armii, zasłużonym w wojnie turecko-rosyjskiej. Wiadomo o nim tylko, że miał majątek w okolicach Łomży i tam ożenił się z miejscową dziewczyną. Według Jarosława Kaczyńskiego, kolejne pokolenie – dziadków Braci było już jednoznaczne: polskopatriotyczne. Chociaż i w tym pokoleniu wszyscy kończyli rosyjskie szkoły. Rodzina babki ze strony ojca – Franciszki – miała spory majątek pod Odessą. Ona do Polski przyjechała po ślubie z Aleksandrem Kaczyńskim – wysoko postawionym urzędnikiem kolejowym. Najpierw osiedlili się w Grajewie pod pruską granicą. Tam urodził się ojciec Braci – Rajmund. Miał dwójkę rodzeństwa: siostrę i brata, którzy zmarli w młodości. Bardzo przeżył ich śmierć. – Później panicznie bał się o zdrowie naszych synów – wspomina Jadwiga Kaczyńska, matka Braci. W 1927 r. rodzina przeniosła się na tereny obecnej Białorusi – do Baranowicz (dziś białoruskie organizacje demokratyczne chętnie przywołują białoruską proweniencję Braci). Aleksander dostał tam posadę naczelnika ekspedycji węzła kolejowego. Franciszka zajęła się obrotem nieruchomościami. Wiodło się im nieźle: mieli dwa domy, sad, kilkanaście hektarów lasu. – W Baranowiczach mieszkał także mój stryj – Wincenty Jasiewicz. Mój stryjeczny brat Lucjan chodził do liceum z Rajmundem. Przyjaźnili się. Opowiadał mi, jakiego ma fajnego kolegę, ale ponieważ byli ode mnie starsi, niewiele mnie to wtedy obchodziło – uśmiecha się Jadwiga Kaczyńska, wówczas jeszcze Jasiewicz. Tuż przed wojną Aleksander Kaczyński dostał kierownicze stanowisko w Brześciu. Kupili tam z żoną dom, ale nie zdążyli w nim zamieszkać. Po wejściu Rosjan do Polski dziadek Braci obawiał się, że tacy jak on urzędnicy państwowi w pierwszej kolejności zostaną zesłani na Syberię. W obawie przed zsyłką uciekł wraz z rodziną do Warszawy – na Żoliborz. To jednak nie on, lecz ojciec Jadwigi – Aleksander Jasiewicz – dał początek żoliborskiej sadze rodziny. Był inżynierem, jednym z projektantów Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. Przed wojną zamieszkali z żoną Stefanią w domu, który później, w czasach PRL, za sprawą Jacka Kuronia znali chyba wszyscy działacze opozycyjni – przy ul. Mickiewicza 27. Miał własną firmę, ale lewicowe poglądy. – Ojciec był socjalistą. Takim antykomunistcznym z krwi i kości – przekonuje Jadwiga Kaczyńska. Według Jarosława, „gniewał się na żonę, gdy nuciła „Pierwszą Brygadę”. Mówił do niej: „Idź Stefcia śpiewać pod Belweder”. Bo babcia Stefania pierwsza w rodzinie pokochała Piłsudskiego. Ojciec z ciotką na barykadzie Po przyjeździe do Warszawy Rajmund Kaczyński – ojciec Braci, zaczął studia na wydziale mechanicznym Państwowej Wyższej Szkoły Budowy Maszyn im. Wawelberga, a następnie w Państwowej Wyższej Szkole Technicznej. Równocześnie jako Irka działał w konspiracji – najpierw w Związku Walki Zbrojnej, później w Armii Krajowej. 1 sierpnia 1944 r. jego pułk Baszta szturmował Tor Wyścigów Konnych na Służewcu. Został ranny w pierwszej godzinie powstania. Opatrywała go Helena Wołłowicz, pseudonim Rena, ciotka Bronisława Komorowskiego, dziś posła Platformy Obywatelskiej: – Kula trafiła w kciuk prawej ręki. Palec wisiał na kawałku skóry. Rajmund kazał mi go obciąć. Po nim nie było widać strachu – może rozemocjonowany wybuchem Powstania nie uświadamiał sobie, co się stało. Ja byłam przerażona – był pierwszym rannym, którego opatrywałam. Po szturmie pułk wycofał się do Lasów Chojnowskich. Rajmund został w Warszawie w szpitalu. Z Heleną Wołłowicz spotkał się znowu trzy tygodnie później: – Siedzieliśmy w siedzibie komendy pułku przy Puławskiej. Nagle poczułam, że musimy wyjść z kamienicy. Rajmund się ociągał. Chwilę po tym, jak wyszliśmy na podwórko – do mieszkania, w którym siedzieliśmy, wpadł pocisk. Wszyscy, którzy tam zostali, zginęli. Mimo niespra Odpowiedz Link Zgłoś
wybolki Fakty 2 25.04.09, 15:52 pl.wikipedia.org/wiki/Rajmund_Kaczy%C5%84ski pl.wikipedia.org/wiki/Lech_Kaczy%C5%84ski pl.wikipedia.org/wiki/Jaros%C5%82aw_Kaczy%C5%84ski Odpowiedz Link Zgłoś
wybolki Fakty1,1 25.04.09, 15:57 Po 1945 r. żołnierze Armii Krajowej zostali uznani za wrogów systemu. Akowska karta w życiorysie oznaczała często problemy w zawodowej karierze. Nie zważając na szykany władz, wielu byłych akowców spotykało się co roku w rocznicę wybuchu powstania. Tradycją kompanii K1 pułku Baszta, w której służył Rajmund Kaczyński, stały się także „bigosówki” na działce u Heleny Wołłowicz każdego 27 września – w rocznicę poddania Mokotowa. Basztowcy wspominają, że Rajmund Kaczyński zaczął regularnie bywać na rocznicowych imprezach dopiero po przejściu na emeryturę: – Pewnie wcześniej nie miał czasu: dzieci, i to od razu dwoje, praca na kilku etatach – domyślają się. W ostatnich latach ojciec Braci zwierzał się im czasem, jak mu przykro, że wszyscy koledzy przychodzą na spotkania z żonami, dziećmi, wnukami, a on sam. Jadwiga Kaczyńska przyznaje, że powstańcze wspomnienia po prostu ją nużyły: – Ile razy można słuchać, gdy ci sami ludzie powtarzają: a pamiętasz jak uderzaliśmy tam…, a pamiętasz jak skoczyliśmy tu…? Po spotkaniach z kolegami z powstania mąż przynosił zdjęcia – jacyś dziadkowie, stare babki i zachwycał się: „Zobacz, jak młodo wyglądają”. Im był starszy, tym większą miał potrzebę kontaktu z nimi. To była chyba jakaś tęsknota za młodością. Ja miałam swoje życie, synów. To, co działo się tu i teraz. Z przynależności do AK wziął się strach przed władzą, wojną i ostrożność Rajmunda. Jarosław tak wspominał wydarzenia 1956 r.: „Pamiętam spotkanie u cioci i wuja Tomaszewskiego na Saskiej Kępie. W pewnym momencie ktoś przybiega z informacją, że w Warszawie, czyli po drugiej stronie rzeki – zaczyna się powstanie. I mój ojciec, i wuj Staszek wyjeżdżają natychmiast, żeby sprawdzić i jednocześnie uspokajać ludzi, żeby nie było powstania”. Jadwiga Kaczyńska: – Jesteśmy kiedyś na przyjęciu, ja z mężem i siostra z mężem. I nagle Rajmund zauważa jakiegoś człowieka. Szwagier też go zauważa. Mówią jednocześnie: to jest ubek. I wychodzą z przyjęcia. Zadziwiła nas ich reakcja. Staszek Tomaszewski i Rajmund nigdy nie byli specjalnie zgodni. Nie przepadali za sobą. Jadwiga przejmuje powstańczą pałeczkę W uroczystych obchodach rocznicy powstania w 2004 r., organizowanych pod patronatem prezydenta stolicy Lecha Kaczyńskiego, to Jadwiga Kaczyńska pełniła rolę bohaterki powstańczych walk. W środkach komunikacji miejskiej rozlepiono wówczas plakaty z powstańczymi wierszami. Biuro prezydenta miasta informowało, że wyboru wierszy dokonali powstańcy warszawscy – między innymi Jadwiga Kaczyńska. Polska Agencja Prasowa podając informację o tym, że „Życie Warszawy” przyznało Jadwidze Kaczyńskiej tytuł „Człowieka Roku”, szeroko opisywało jej zasługi. Donosiło, że matka Braci „walczyła w Powstaniu Warszawskim, była sanitariuszką Szarych Szeregów, ratowała rannych powstańców”. Tymczasem jeszcze przed wybuchem wojny rodzice Jadwigi wysłali ją wraz z siostrą do rodziny matki – do Starachowic. – Ojciec Jadwigi był chory na gruźlicę, obawiał się, że i ona może się zarazić – mówi Barbara Winklowa, wieloletnia przyjaciółka Kaczyńskiej. Po wybuchu wojny rodzice dołączyli do córek. W 1941 r. Jadwiga wstąpiła do konspiracyjnego harcerstwa. Nadano jej pseudonim Bratek. Dziewczyny z zastępu Zioła, do którego należała, przygotowywane były do roli łączniczek. Jednak żeby pełnić tę funkcję, musiały mieć ukończone 16 lat. Jadwiga miała 14. Po przyspieszonym kursie medycznym skierowano ją więc do pracy w starachowickim szpitalu. Trafiali tu żołnierze ranni w akcji Burza (Jarosław mówił niedawno dziennikarzom, że matka jako sanitariuszka brała udział w tej akcji). – Zajmowałyśmy się chorymi. Czasami musiałyśmy wynosić ciała zmarłych – wspomina Jadwiga Kaczyńska. To ona stanie się dla Braci rodzinnym bohaterem wojennym. Jak wspomina Jarosław, „jej opisy wojny, konspiracji, walk, w jakich uczestniczyli jej starsi koledzy, wreszcie jej własnego zaangażowania w konspirację”, wywarły na nim ogromne wrażenie. Przyćmiły historię ojca – Bracia mówią o nim tak rzadko, że większość ludzi przekonanych jest, iż osierocił ich w dzieciństwie. W rzeczywistości zmarł w kwietniu 2005 r. Bohaterowie z Saskiej Kępy Stanisław Miedza-Tomaszewski, ów wuj (mąż Marii Jasiewiczówny, starszej siostry Jadwigi) z Saskiej Kępy, za którym nie przepadał ojciec Braci, i jego brat Jerzy Tomaszewski to także bohaterowie okupacyjni. Powstanie. Jerzy jest fotografikiem. Ranny leży w okopach i dokumentuje walki. Niezniszczone filmy zostają cudem znalezione po wojnie, zdjęcia Jerzego można dziś oglądać w warszawskim muzeum powstańczym. Kolejny z rodziny Tomaszewskich, Konrad, zostanie dyrektorem Lasów Państwowych za rządów AWS. Przed wyborami prezydenckimi w 2005 r. będzie organizatorem spotkań Lecha Kaczyńskiego z leśnikami. Mimo toczących się przeciwko niemu procesów o korupcję i fałszowanie dokumentów państwowych, otrzyma w 2005 r. posadę w ministerstwie Jana Szyszki. Będzie stanowczo zaprzeczał, że to ma jakikolwiek związek z koligacjami rodzinnymi. Wojenna historia Stanisława Tomaszewskiego jest gotowym scenariuszem na film sensacyjny. W 1943 r. Stanisław, artysta plastyk, to żołnierz Związku Walki Zbrojnej. Współpracownik Biura Informacji i Propagandy Komendy Głównej oraz pism konspiracyjnych. Jest jednym z pierwszych aresztowanych pracowników Biura. Trafia na Pawiak, chce uciec. Towarzysze broni chcą go ratować. Otrzymuje kulturę bakterii tyfusu. Ma sam zarazić się chorobą, aby spowodować przeniesienie do szpitala na oddział zakaźny. Niemcy bardzo boją się tyfusu. Potem Stanisław zgodnie z planem ma symulować atak ślepej kiszki i po pozorowanej nieudanej operacji wyjść na zewnątrz w przebraniu sanitariusza. Na stole ma zostać nieboszczyk podłożony przez organizatorów. Jerzy Janicki napisał na podstawie tej historii scenariusz do filmu fabularnego „Umarłem, by żyć”. Wyreżyserował go Stanisław Jędryka w 1984 r. Po wojnie wuj z Saskiej Kępy został wykładowcą na ASP w Warszawie. Zakochał się szaleńczo w starszej siostrze Jasiewiczównie i natychmiast ożenił. Przeżyli razem 53 lata. Tomaszewski zmarł w 2000 r. W 1960 r. to wuj Stanisław z Saskiej Kępy trafia w gazetach na ogłoszenie o naborze do filmu młodzieżowego. Wytwórnia potrzebowała nastoletnich bliźniaków. Wuj zawiadomił Jadwigę. Dla Braci udział w tym filmie będzie przełomowy, a psychologiczne skutki tego epizodu okażą się daleko poważniejsze niż podwórkowa sława Jacka i Placka. Odpowiedz Link Zgłoś
wybolki Fakty 1,2 25.04.09, 15:59 Miłość szybko rozwinięta Na razie jest 1947 r. Rajmund Kaczyński ma 25 lat, kończy wydział mechaniczny Politechniki Łódzkiej. Przyjęto go właśnie do Państwowych Zakładów Optycznych w Warszawie, a potem, jako kierownika robót, do Społecznego Przedsiębiorstwa Budowlanego. Koledzy Rajmunda są przekonani, że jego żoną zostanie Jadwiga Błońska, sympatia z czasów konspiracji. Ale podczas balu karnawałowego na Politechnice Warszawskiej Rajmund poznaje inną Jadwigę. Panna Jasiewicz ma 20 lat, studiuje polonistykę na Uniwersytecie. Jest bardzo ładna, ma ambicje naukowe i chłopca, z którym wiąże plany. Dziś Jadwiga Kaczyńska przyznaje, że znajomość z Rajmundem rozwinęła się nadzwyczaj szybko. – W 1948 r. wzięliśmy ślub. Rok później na świat przyszli chłopcy. Poród był ciężki. Nie przeraziłam się jakoś, że to od razu dwójka. Od razu bardzo te dzieci pokochałam. To przecież część mnie samej. Zawsze starałam się być blisko moich dzieci. Matkami chrzestnymi bliźniaków zostały przyjaciółki Jadwigi – także bliźniaczki. Opowiada o nich inna przyjaciółka Jadwigi od czasów polonistycznych Barbara Winkiel: – Trzymałyśmy się wtedy z Zofią i Ludmiłą Woźnickimi. Były starsze od nas o 3 lata. W czasie wojny przeszły przez getto warszawskie – ich matka była Żydówką. Cudem przeżyły. Były już wtedy bardzo zdolnymi pisarkami. Ciągnęła się za nimi trauma getta. Obie popadły w psychozy, obie popełniły samobójstwo. Ludka w 1983 r., a Zosia trzy lata później. Ich śmierć bardzo zaciążyła na moim i Jadwigi życiu. Jadwiga podkreśla, że jakiekolwiek oskarżenia jej synów o antysemityzm są w tym kontekście wykluczone. Jedność w podwójności Kiedy na świat przychodzą bliźniacy, Rajmund Kaczyński umawia się z właścicielami zrujnowanego domu przy ul. Lisa-Kuli: odbuduje im kamienicę w zamian za wynajem piętra. Najpierw na 80 m kw. zamieszkają z sublokatorami. Potem Rajmund uzyska na politechnice przydział na dodatkową powierzchnię mieszkalną. Wykupią to mieszkanie w 1981 r. Jarosław z mamą Jadwigą i ojcem Rajmundem będzie w nim mieszkał aż do końca lat 90. Później przeniosą się do bliźniaka przy ulicy Mickiewicza, ciągle na starym Żoliborzu. Rajmund pracuje przez cały czas na kilku etatach. Najpierw wykłada na tzw. Sorbonie przy Politechnice Warszawskiej. Doucza świeżych kierowników i dyrektorów z partyjnego awansu, którym brakuje wykształcenia. Na pełen etat na Wydział Inżynierii Sanitarnej PW przechodzi w 1958 r. Równocześnie dorabia w biurach projektowych. Bardziej niż naukowcem jest jednak człowiekiem czynu. Niezmiernie w zrujnowanej stolicy cenionym. Bierze udział prestiżowych warszawskich projektach. Żeby zaprojektować potrzebne instalacje w budowanej w Warszawie Ambasadzie USA, jedzie na szkolenia do Anglii i Holandii. W 1965 r. – także na kontrakt do Libii. Na takie zlecenia mogą w PRL liczyć tylko bardzo pewni ludzie. To był czas, wspominają dziś Bracia, gdy ich status materialny znacznie przewyższał przeciętną podwórkową. Gdy Rajmund pracuje, wychowaniem dzieci zajmuje się Jadwiga. Lech Kaczyński: „Zawsze byłem trochę bliżej z mamą. Ojciec całe dnie spędzał w pracy, miał mniejszy wpływ na moje życie. Później jako młodzieniec miałem pewne trudności w kontaktach z ojcem – jego wyróżniał bardzo stanowczy charakter. No i jego opiekuńczość! Ciężkie awantury o to, że chodzę bez czapki. Wtedy dostawałem szału, choć byłem dużo spokojniejszy niż dziś”. I jeszcze: „Bardzo o nas dbano – na żoliborskiej ulicy byliśmy wyśmiewani, że codziennie jesteśmy inaczej ubrani”. W 1961 r. koledzy zyskali nowy powód, by uznać, że Leszek i Jarek są inni niż oni. Zagrali wówczas w filmie „O dwóch takich, co ukradli księżyc”, który stał się kinowym przebojem (Lech Kaczyński będzie się długo bał, że ten film to szczyt jego dorobku życiowego, że już więcej w życiu nie zdziała). Jadwiga, wtedy polonistka w jednym z warszawskich liceów, zrezygnowała z pracy na pół roku i towarzyszyła dzieciom na planie. Włodzimierz Grocholski, kierownik produkcji filmu (dziś na Florydzie), wspomina, że ekipa robiła wiele, by role Jacka i Placka nie zaciążyły na życiu Braci: – Mieliśmy już doświadczenia z dziećmi grającymi w filmach – sława sprawiała, że po prostu głupiały, odbijało im. Wkładaliśmy ogromny wysiłek, żeby z Braćmi nie stało się to samo. Chcieliśmy im uświadomić, że poza filmem mają wciąż normalne obowiązki – naukę, utrzymywanie porządku wokół siebie. Ekipa nie ma jednak wpływu na to, jak po zakończeniu filmowej przygody przyjmą Bliźniaków ich rówieśnicy. A dla nich Jarek i Leszek stali się Jackiem i Plackiem. Gwiazdami, za którymi się na podwórku nie przepada, bo zazdrości im się sławy. Wiele lat później, gdy Bracia sięgną po dwa najpoważniejsze stanowiska w kraju, a psychologowie będą rozpaczliwie szukać klucza do tego bądź co bądź fenomenu, rola epizodu filmowego i jego skutków będzie rozważana bardzo szeroko. Psychologowie będą się zastanawiać: czy już wówczas zrodziło się u nich poczucie wyobcowania i przekonanie, że wszyscy są przeciwko nim? Jacek Merkel, przyjaciel Lecha z jego czasów gdańskich, współpracownik obu Braci z Kancelarii prezydenta Wałęsy, jest zdania, że fakt bliźniactwa w zrozumieniu obecnych sylwetek Braci jest nie do przecenienia. – Twierdzenie, że porozumiewają się bez słów, jest płytkie i banalne. Gdy Lecha boli ząb, trzeba borować Jarka. Gdy Jarek ma kłopoty w rządzie – Lech przerywa istotną wizytę zagraniczną. W każdym razie w 1962 r., kiedy Bracia mieli kłopoty na podwórku, zawsze się wspierali. „Nigdy nie czuliśmy się samotni” – przyznają. Co do filmu: czterdzieści lat później Lech uznał, że to udział w nim sprawił, iż zajął się polityką. Odpowiedz Link Zgłoś
wybolki Fakty1,3 25.04.09, 16:00 Mama wpływa podprogowo „Mama wpływała na nasze decyzje, ale tak, że sądziliśmy, że inicjatywa należy do nas” – mówi Lech Kaczyński. Tak było np. z przekonaniem, że trzeba robić karierę naukową, pisać doktorat (samej Jadwidze nie udało się go zrobić). „Nam to wszczepiono, ale ja to uważałem za własny pomysł. Z wieloma innymi wyborami życiowymi też tak było”. Sprawa właściwej edukacji zawsze była dla Braci nadrzędna. Lech Kaczyński podkreśla, że ich dom nie był surowy. „To był przede wszystkim dom starannego wychowania. W którym głośno się czyta ważne lektury, rozmawia z dziećmi o świecie”. Obaj zaczęli naukę w XLI Liceum im. Lelewela. Wówczas mieściło się ono na Żoliborzu. Wychowawczynią była Anna Radziwiłł. Do Lelewela chodził przez chwilę Lejb Fogelman, obecnie znany prawnik i czołowa postać Warszawy towarzyskiej: – Siedziałem w ławce z jednym z nich. Po latach Leszek mi powiedział, że to był on, więc pewnie tak było. Fogelman ze znajomości z nimi zapamiętał głównie rozmowy: – We wczesnej młodości chełpiłem się przynależnością do żydowskiego klubu młodzieży. Tam było w modzie „intelektualizować się”. I ja byłem taki snob intelektualny. Jarek i Leszek trochę mnie drażnili – bo mieli pojęcie o sprawach, o których ja nie miałem pojęcia. Moi rodzice nie byli wykształceni. Ja dużo czytałem, ale nie miał mnie kto formować. A oni byli z rodziny polskointeligenckiej. I mieli poglądy – polskie, patriotyczne. O patriotyzmie synów opowiadała żartem Jadwiga: „Oni nawet byli trochę zabawni. Codziennie po pacierzu śpiewali: »Jeszcze Polska nie zginęła«”. Marek Maldis, dziennikarz telewizyjny, to kolejny wspominany przez Braci kolega szkolny (przyjaciel dyżurny – żartuje Maldis): – Bracia często bili się w szkole. Dziś w wywiadach opowiadają, że szło o interpretację różnych wydarzeń historycznych. A to były zwykłe szkolne bójki. Chodziliśmy rok na treningi dżudo. Bardzo się do tych treningów przykładali. Bracia mylili się nauczycielom. Wykorzystywali to i odpowiadali za siebie nawzajem na lekcjach. Nauczyciele byli bezradni. Po roku się zbuntowali. – Zażądali, żeby Jarka i Leszka rozdzielić. Ja zostałem w klasie chyba z Leszkiem. Ale i tak traktowaliśmy ich jak jedność – wspomina Maldis. W X klasie Leszkowi groziła dwója z polskiego. Zdał, ale przeniesiono go do innej szkoły. Lech sugeruje, że wyrzucono go, bo jego rodzice nie dawali łapówek. Marka Maldisa też wyrzucono: – Nigdy nie słyszałem o łapówkach w Lelewelu. Wyrzucono mnie, bo byłem łobuziakiem. Jeśli chodzi o Leszka, to była sprawa ambicjonalna między dwiema polonistkami – naszą nauczycielką a mamą Braci. Ona często przygotowywała do matury dzieci znajomych. A tu syn – dwója z polskiego. Drogi Maldisa i Braci rozejdą się po Lelewelu. Bracia skończą studia prawnicze (na roku z prof. Markiem Safjanem, byłym prezesem Trybunału Konstytucyjnego), będą świadkami wydarzeń marcowych na UW, zaangażują się w działalność KOR. Ich drogi przetną się znów w Gdańsku w 1981 r. Maldis jako dziennikarz pojedzie tam na strajk. Zobaczy Lecha, który przemawia do pielęgniarek. Będzie zdumiony jego umiejętnością panowania nad tłumem. Jego polityczną energią. Silna słabością Cofnijmy się do roku 1953 r. Jadwiga Kaczyńska i Barbara Winklowa trafiają do Instytutu Badań Literackich PAN, do pracowni dokumentalistycznej prowadzonej przez prof. Jadwigę Czachowską. O ile instytut został powołany, by tchnąć w literaturę polską marksistowskiego ducha, o tyle pracownia dokumentacji pozostaje w instytucie najmniej ideologiczną wyspą. Jadwiga pracuje tam przez trzy lata. Potem odchodzi, żeby uczyć w szkole. Barbara: – Bardzo lubiła tą pracę – prowadziła kółka literackie, teatralne. Problemy ze strunami głosowymi zmusiły ją jednak do powrotu do IBL. Kiedy wróciła, jej rówieśnicy z pracowni porobili doktoraty. Jadwiga miała stopień dokumentalisty, który musieli mieć wszyscy tam zatrudnieni. – Myślę, że miała zadrę z tego powodu. Jeszcze w czasach PRL Jadwiga opracowała ponadtrzystustronicową monografię bibliograficzną Leona Kruczkowskiego, autora „Niemców”, „Kordiana i Chama”. – Kruczkowski był nawet niezłym pisarzem. Niestety, również potwornym stalinowcem. Przypuszczam, że władze instytutu podjęły decyzję o opracowaniu jego monografii w okresie, kiedy IBL znalazł się na cenzurowanym. Być może ktoś wpadł na pomysł, że taka monografia mogłaby załagodzić sprawę. Nie mam pojęcia, dlaczego jej opracowanie powierzono pani Kaczyńskiej – mówi prof. Michał Głowiński, historyk literatury, wieloletni pracownik IBL. Według anegdoty, jeden z braci Kaczyńskich opowiedział kiedyś swojemu koledze, że jego matka opracowuje monografię Kruczkowskiego. „Tego Kruczkowskiego?” – zapytał z uśmiechem kolega. Kaczyński był na niego obrażony przez wiele lat. Zatrudnieni w IBL naukowcy swoje prace badawcze prowadzili głównie w bibliotekach. Do instytutu przychodzili raczej w celach towarzyskich. Po południu całe towarzystwo przenosiło się do kawiarni przy Krakowskim Przedmieściu. Zaczynali od Dziekanki, kończyli u Fukiera. W życiu towarzyskim instytutu ojciec Braci nie uczestniczył. – Oni z Jadwigą bardzo się różnili, mieli zupełnie inne charaktery – mówi Barbara. – Widywałam go głównie na imieninach Jadwigi, nie znajdował z nami wspólnego języka, siedział z boku, zajęty rozmową z mężem jednej z koleżanek, który też był inżynierem. Julia Pitera, obecnie posłanka PO, do zespołu instytutu dołączyła na początku lat 80. Pamięta niekończące się rozmowy, spotkania domowe, konkursy na kryzysowe dania kulinarne. I Jadwigę, która darzyła ludzi niezasłużonym zaufaniem. – Kiedyś przyszła do instytutu bez dokumentów i bez portfela. Na ulicy dała się namówić na pogawędkę z Cygankami. Jest bardzo drobna i krucha, sprawiała wrażenie osoby, która bez pomocy nie da sobie rady. Trzeba przyznać, że zawsze dostawała ją od Jarka. Leszek wtedy był gdańskim doktorantem. Koniec lat 70. to początek przyjaźni Pitery i Jarosława Kaczyńskiego: – Lubiłam jego poczucie humoru i erudycję. Ufałam mu i poszłam z nim do Kancelarii prezydenta Wałęsy. W wywiadzie „Czas na zmiany” z 1995 r. Jarosław będzie chwalił Julię za profesjonalizm w przygotowywaniu raportów na podstawie tzw. białego wywiadu. Będzie jeszcze namawiał Julię, by kandydowała do parlamentu z list PiS w 2001 r. Julia odmówi, ale ich przyjaźń skończy się na dobre dopiero w 2002 r. Odpowiedz Link Zgłoś
wybolki Fakty 1,4 25.04.09, 16:02 Kuźnia kadr Jan Józef Lipski to kolejny ważny kolega Jadwigi – polonista, który pracował dla IBL. Działacz PPS, opozycjonista, założyciel KOR. Krytyk literatury, publicysta. Przychodził do pracowni, żeby palić papierosy. – Jego żona, która przez jakiś czas także pracowała w IBL, nie pozwalała mu palić. Ukrywał więc papierosy w moim biurku – wspomina Barbara Winkiel. To m.in. z powodu Lipskiego instytut był jedną z bardziej inwigilowanych przez SB instytucją. Jarosław znał więc Jana Józefa poprzez swoją matkę. Ale ukrywał przed nią początkowo, że działa już razem z nim w KOR. Jadwiga: – Później Janek wytłumaczył mu, że może się zdarzyć, iż nie wróci na noc do domu i ktoś w rodzinie powinien wiedzieć, co się z nim dzieje. Rajmund, który zawsze bardzo się o nich bał, nie wchodził w rachubę. Jarosław trafia więc w środek tego samego środowiska żoliborskiego, z którym trudno było mu się identyfikować w licealnych czasach. Lipski jest centralną postacią działalności opozycyjnej. Jarosław nie jest działaczem centralnym, ale obrotowym. Potrafi rozmawiać i z Adamem Michnikiem, i z Antonim Macierewiczem. Ci dwaj liderzy KOR, przyjaciele z czasów Marca 68, już od lat nie mogą się porozumieć. Ale im więcej czasu upływać będzie od powstania KOR, a zwłaszcza od sierpnia 1988 r., kiedy zacznie rosnąć znaczenie Jarosława, Bracia coraz bardziej dystansować się będą od Jana Józefa. Był działaczem lewicowym, patronem lewicy laickiej, Kuronia i Michnika, z którymi w 1989 r. ostatecznie rozejdą się drogi Braci. Gdy 10 lat później Jarosław zacznie zagospodarowywać prawą polityczną stronę, będzie ich uważał za szkodników porównywalnych z komunistycznymi dygnitarzami. W latach 90., już po śmierci Lipskiego, Jadwiga Kaczyńska opracuje bibliografię wszystkich jego publikacji. Maria Lipska: – Jadwiga bardzo lubiła mojego męża. Można powiedzieć, że była jego fanką. Wiedziała, że nie ma chętnych do zrobienia tej bibliografii, więc mimo złego stanu zdrowia sama wzięła się za tę pracę. Kilka lat później po Warszawie krążyć będzie jeszcze jedna anegdota. Otóż jeśli komuś marzy się wysoka urzędnicza posada, powinien najpierw postarać się o pracę w IBL i wkręcić się w krąg osób związanych z pracownią dokumentacji. Bracia pełniąc funkcje państwowe, często rekrutowali najbliższych współpracowników właśnie z tego kręgu. W czasach, gdy obaj pracowali w Kancelarii prezydenta Lecha Wałęsy, ściągnęli do niej Julię Piterę. Później – gdy Lech był szefem Najwyższej Izby Kontroli – przyjął do pracy Bożenę Opiołę, psychologa, córkę Barbary Winklowej. Pani Barbara przyznaje: – To Jadwiga powiedziała Leszkowi, że Bożena od dłuższego czasu nie może znaleźć pracy. Ostatnio została dyrektorem Biura Inicjatyw Społecznych Kancelarii Prezydenta. Jej syn 30-letni Marek Opioła jest posłem PiS. Gdy bracia Kaczyńscy potrzebowali kogoś, kto podciągnąłby ich w angielskim, matka podpowiedziała im młodszą koleżankę z pracowni dokumentacji – Joannę Zawadzką. Dziś Zawadzka pracuje w Kancelarii Prezydenta. Uśmiechnięty człowiek z lokami Jarosław czasem zaprzecza, że związany jest z bratem węzłem nierozerwalnym. Tłumaczy na przykład w „Alfabecie...”, że nie zawsze jeździł z Lechem na wakacje. Ale kiedy komentuje: „Leszek pojechał beze mnie na wakacje już w latach 70.”, wyczuwa się u Jarosława słynne, autoironiczne, ledwo w życiu publicznym widoczne poczucie humoru. Na początku lat 70. Bracia mieli już przecież ponad 20 lat! W 1971 r. Lech, świeży magister, wyprowadza się do Gdańska. Tam powstaje właśnie uniwersytet, który ściąga młodych naukowców. Lech chce się doktoryzować w dziedzinie prawa pracy. W 1978 r. broni doktoratu. Jest on zatytułowany: "Zakres swobody stron w zakresie kształtowania treści stosunku pracy" i zawiera kilka cytatów z nauk Włodzimierza Iljicza Lenina. Na przykład: "Możliwość dążenia administracji zakładu pracy do realizacji postawionych zadań kosztem naruszenia uprawnień pracowników została dostrzeżona już przez Lenina. Odegrała ona pewną rolę w kształtowaniu leninowskiej koncepcji związków zawodowych" (s. 40). Po latach cytaty te będą krążyć po Sejmie, wywołując powszechną wesołość, bo z braku jakichkolwiek związków z komunizmem Bracia uczynili swoją niedościgłą cnotę. Na Uniwersytecie Gdańskim Lech pracuje do 1997 r. z przerwą na szefowanie NIK (1992–95). Plotkuje się o jego konfliktach z przełożonymi. W 1998 r. zostaje profesorem Uniwersytetu Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Do dziś jest oficjalnie jego pracownikiem. Krzysztof i Mirka Żukowscy, bliscy przyjaciele Lecha, poznają go w 1971 r. Ze zmierzwioną czupryną, nieśmiałego. Trafiają na jeden wydział: Lech zajmie się prawem pracy, Krzysztof prawem administracyjnym, Mirka prawem międzynarodowym. (– Wbrew jego zachowawczym ocenom koleżanki sympatycznie go przyjęły). Mirka przyjaźni się z Marią Mackiewicz. Maria, dla bliskich – Marylka, jest nawet świadkiem na ślubie Żukowskich. Kiedy okaże się, że Lech i Maria są ze sobą, małżeństwa Kaczyńskich i Żukowskich będą spędzać razem nawet święta. Krzysztof Żukowski to działacz Stronnictwa Demokratycznego. Te różnice nie przeszkadzają Lechowi w wielkiej zażyłości. – Dyskutowaliśmy godzinami i mam wrażenie, że Leszek mógł w dyskusjach ze mną konfrontować swoje poglądy. Ja zresztą też. Na zdjęciach w rodzinnym albumie Żukowskich można zobaczyć przyszłego prezydenta roześmianego, w rozrywkowych pozach, duszę towarzystwa. Kiedy Lech żyje egzystencją częściowo podziemną, Żukowscy stanowią dla rodziny oparcie w codziennych pracach. Gdy jest w ciąży, wożą Marię do szpitala, bo Leszek wykonuje związkowe zadania. Gdy Leszek zostanie internowany, jeżdżą z nią do Strzebielinka. Bo do działalności podziemnej Lech, w tajemnicy przed bratem, dołącza już latem 1976 r. Zaczyna zbierać pieniądze dla represjonowanych robotników z Radomia i Ursusa. Rok później przyłącza się do KOR. Podobnie jak Jarosław, rozpoczyna współpracę z Biurem Interwencyjnym Komitetu Obrony Społecznej. Z Warszawy przywozi korowski „Biuletyn Informacyjny” i „Robotnika”. W sierpniu 1980 r. zostaje doradcą Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, jest autorem części porozumienia gdańskiego dotyczącej prawa pracy. Jesienią 1981 r. wchodzi w skład Komisji Programowej „S” i przewodniczy zespołowi do spraw stosunków z PZPR. W grudniu zostaje internowany i osadzony w Strzelinku. Jacek Merkel jest nim wtedy zachwycony: – Leszek daje osadzonym wykłady z prawa pracy. Mówi świetnie, z kapelusza. Ma w głowie porażającą bazę danych, dysponuje absolutną pamięcią, podobnie jak jego matka. Z „internatu” Jacek Merkel zapamiętał jeszcze: – Lech ciągle powtarzał, że lepszy i mądrzejszy jest jego brat Jarek. W grudniu 1981 r. Jarosław nie zostaje internowany. Kiedy w 2006 r. rozda dziennikarzom kopię swojej ubeckiej teczki, będzie można w niej przeczytać, jak wezwany w 1982 r. na UB obrusza się niezmiernie, gdy przesłuchujący zaznacza, że to jego brat znajduje się wyżej w opozycyjnej hierarchii. Na początku lat 80. Jarosław pracuje w białostockiej filii UW. ”Uczy tam ludzi naszego resortu – notuje ubek w notatce. – Jest o nich, jako o uczniach, bardzo dobrego zdania”. Odpowiedz Link Zgłoś
zat4ra No prosze. Taka Historia, tyle doswiadczen ... 25.04.09, 21:07 A wyszlo: jeden oblakany, zaklamany i zadny wladzy psychopata; a drugi - malostkowy, mlaskajacy matolek bez cienia klasy. Co za swiat ... Odpowiedz Link Zgłoś
sid_6.8 Re: Siedem cudów braci Kaczyńskich, poczytajcie: 25.04.09, 18:20 A to cud ósmy :www.polonica.net/Kim_sa_Kaczynscy.htm Odpowiedz Link Zgłoś
precz_z_preczem Re: Siedem cudów braci Kaczyńskich, poczytajcie: 25.04.09, 20:23 Sid_6.8, twoje odnośniki są dla jakichś prymitywnych antysemitów. Odpowiedz Link Zgłoś
janek344 Re: Siedem cudów braci Kaczyńskich, poczytajcie: 26.04.09, 09:14 Brawo zzbyszek.Gratuluję odwagi. Odpowiedz Link Zgłoś
mela_1 Lokalny szef PiS: Boję się, że Radio Maryja pos.. 25.04.09, 15:07 Nie tylko RM postawiło na tej partyjce krzyżyk, nie tylko... Odpowiedz Link Zgłoś
xs550 glos z prawej strony 25.04.09, 15:44 Im wiecej partii prawicowych, tym lepiej. Chodzi o to aby partioci wierzacy w kraj i w kosciol mieli szanse wybierac. Jako czlowiek prawicy chce miec wybor i nawoluje wiele partii z tej opcji do stawania w wyborach. W kupie bedzie lepiej! Odpowiedz Link Zgłoś
funny5 Re: glos z prawej strony 25.04.09, 15:51 xs550 napisał: > Im wiecej partii prawicowych, tym lepiej. Chodzi o to aby partioci wierzacy w > kraj i w kosciol mieli szanse wybierac. ------ Swietnie!Glosy sie rozloza i nikt nie wejdzie do PE PS.Od kiedy wierzy sie w kosciol a nie w Boga? Odpowiedz Link Zgłoś
bogdan331 Re: glos z prawej strony 25.04.09, 17:25 xs550 napisał: > Im wiecej partii prawicowych, tym lepiej. Chodzi o to aby partioci wierzacy w > kraj i w kosciol mieli szanse wybierac. Jako czlowiek prawicy chce miec wybor > i nawoluje wiele partii z tej opcji do stawania w wyborach. W kupie bedzie lep > iej! > Słyszałem inaczej :Bog Horror Ojczyzna! ale na to samo wychodzi.Pozdrowił;-) Odpowiedz Link Zgłoś
jonwol Sobecka powinna startować z wysp Galapagos 25.04.09, 15:47 jako niepowtarzalny dowód na prawdziwość teorii Darwina! Odpowiedz Link Zgłoś
the_rapist Albo z Ziemi Krolowej Maud 25.04.09, 15:50 Moze liczyc na poparcie miejscowych Odpowiedz Link Zgłoś
r0b0l od kiedy żydoeuro nie śmierdzą wam pisokatole? 25.04.09, 15:49 miło że katonarodowe tępaki pod wodzą oberKGBrydza i TW jara się wzajemnie wykańczają Odpowiedz Link Zgłoś
a.k.traper Śmierdzą, ale jak inni biorą. 25.04.09, 22:02 a największym wzorcem uczciwości niejaki towarzysz Rydzyk, który wbrew 7 i 10-temu przykazaniu nie zawachał sie przywłaszczyć solidarne datki, a teraz wmawiają że to Tusk stocznie zamyka. Powinien zostac publicznie wychłostany na koscielnym dziedzińcu. Odpowiedz Link Zgłoś
czarna.pati Lokalny szef PiS: Boję się, że Radio Maryja pos... 25.04.09, 16:07 Najbardziej z tego scenariusza byłaby zadowolona JudeZeitung. Odpowiedz Link Zgłoś
pogodny35-0 1%? To się panowie z PiS zdziwią 25.04.09, 16:28 Jeśli jaśniewielmożny pan Rydzyk powie głosować to od razu ta partia będzie miała kilka procent poparcia. Cóż Panie Jarosławie Kaczyński trzeba będzie się jeszcze niżej pochylić i ucałować mu pierścień. Odpowiedz Link Zgłoś
omidas Lokalny szef PiS: Boję się, że Radio Maryja pos... 25.04.09, 16:52 Czyżby następni opuszczali szeregi PiS-u? Wszystko możliwe. Być może bardziej o. Rydzykowi odpowiada partia Libertas niż PiS i bedzie sta- wiał na jej członków, choc ma też na listach PiS-u osoby z Radia Ma- ryja. Sprawa staje się ciekawa. A może i z PiS-u i z Libertasu będą startować zwolennicy i współpracownicy R.M., żeby potem zjednoczyć siły w europarlamencie w walce ze zwolennikami UE itd. itp? Odpowiedz Link Zgłoś
callisto1 Sobecka do PE? Jakiś odwet bierzemy na Europie? 25.04.09, 17:01 Może za wrzesień '39 ? Jeśli tak to jestem za! Odpowiedz Link Zgłoś
tersta Kaczyńscy to świry i podlece Niech żyje Hybert H.! 25.04.09, 17:02 Obaj bracia wyglądają jak ucharakteryzowani na...siebie samych. Można nimi straszyć. Odpowiedz Link Zgłoś
bogdan331 Ania S.wypięła sie dupą na pis!Lubi ojdyra 25.04.09, 17:19 bardziej niż bliźniaków razem z czarownicą i kotem Alikiem.Leszku i Jarku kłamczynscy razem z kotem Alikiem! Nie idźcie tą drogą! Odpowiedz Link Zgłoś
leszekes Sobecka europosłem nie będzie, bo wielkopolanie 25.04.09, 17:26 są za mądrzy, aby tego babsztyla wybrać Odpowiedz Link Zgłoś
wyksztalciunio Lokalny szef PiS: Boję się, że Radio Maryja pos... 25.04.09, 17:46 Re.czarna.pati. Szmalcownik Kobylański się kłania. Odpowiedz Link Zgłoś
flyb52 Lokalny szef PiS: Boję się, że Radio Maryja pos... 25.04.09, 17:57 Boje sie, ze Bog postawil krzyzyk na Rydzyku. Odpowiedz Link Zgłoś
marszalek_1980 spoko, spoko, zamów 5 piw... 25.04.09, 18:06 ...a elektorat radia M odzyskacie na pewno. Odpowiedz Link Zgłoś
soldadura104 Kaczynski sprzedał konstytucję Libertas ją zabloko 25.04.09, 18:43 kował. Moze lepiej połączyć w UE katolicką Polskę i katolicką bogatą Irlandie popieraną przez amerykańskich milionerów z którymi rodzimi bizmesmeni i górale z Góry Synaj PLATFORMY nie mogą się równać. Odpowiedz Link Zgłoś
angrusz1 Nie byłbym taki pewien 25.04.09, 18:57 tego procenta dla Libertasa . Także to zależy od frekwencji Odpowiedz Link Zgłoś
jactym Taki tłumok do parlamentu, przecież ona tylko 25.04.09, 20:26 Ona potrafi tylko zdrowaśki klepać, nic więcej, Odpowiedz Link Zgłoś
sw.stefan postawi,kupe na klate 25.04.09, 20:56 i tyle,będzie pisowi i piękniej i wygodniej,no i swojskie klimaty;jak w sraczu. Odpowiedz Link Zgłoś
pandora-online Pismak- Boję się, że kiedys bekniemy 25.04.09, 21:28 za klamstwa i wszystko sie wyda. Odpowiedz Link Zgłoś