Dodaj do ulubionych

Nauce trzeba nowej energii

03.07.09, 19:23
Czyli znowu ani słowa o konkurencyjnych płacach dla polskich naukowców.
Konkurencyjnych choćby wobec zarobków hydraulika czy kafelkarza, bo przecież
nie prezesa banku, adwokata czy notariusza.
A propos prawników. Ostatnio "Solidarność" na Uniwersytecie Toruńskim ujawniła
średnie pensje (czy zarobki?) pracowników. Przykładowo, profesorowie
"uczelniani" zarabiają od ok. 6,5 tys. zł do 11,5 tys. zł (a jak tam, koledzy,
na waszych uczelniach - bo u mnie daleko do tego). Najwięcej zarabiają
profesorowie prawa. Nie podano, którzy najmniej. Czy władze uniwersytetu
potrafią to wyjaśnić? Może akurat w tej uczelni na prawie są najwybitniejsi
naukowcy?
Obserwuj wątek
    • malikana Nauce trzeba nowej energii 03.07.09, 19:50
      co za bzdury!

      "Dlatego też propozycje ministerstwa zmierzają do tego, aby przy
      obecnym poziomie finansowania dać możliwość studiowania jak
      największej liczbie studentów..."

      Czyli nie ważna jest jakość nauki i wymagania jakie stawiane są
      podejmującym studia, ale odsetek osób studiujących. Nieważne że ok.
      40% tej nawiększej liczby studentów nie powinno podjąć wogóle
      studiów bo sie do tego nie nadaje.

      "Musimy być też solidarni z tymi, którzy odchodzą ze łzami w oczach
      po przeczytaniu wyników rekrutacji tylko dlatego, że kilka lub
      kilkanaście procent miejsc zajmują ich starsi koledzy, którzy
      podjęli studia na drugim lub trzecim kierunku, a następnie - w 30
      proc. przypadków - nawet nie kończą tych studiów."

      Ale dlaczego mamy być solidarni z osobami, które nie przeszły
      rekrutacji (czyt. ich poziom wiedzy jest za niski by rozpocząć dane
      studia), jeśli mamy tak zdolnych studentów, którzy mają 14
      fakultetów dlaczego chce Pani im taką możliwość rozwoju odebrać?? na
      poczet tych wszystkich, którzy są tak daleko w tyle że nie
      przechodzą selekcji. Przecież egzaminy dla wszystkich są takie same.
      Jeśli ktoś nie dostał się na studia i odchodzi ze łzami w oczach to
      nie dlatego że miejsce zajął mu ktoś inny, ale dlatego że czegoś mu
      brakuje i powinien może się bardziej pouczyć. A jak się dostanie na
      studia w tym momencie to będzie tylko obniżał poziom nauki i hamował
      rozwój zdolniejszych kolegów/koleżanek.
      Przy rekrutacji nie ważne jest czy dana osoba jest z Gdańska,
      Zakopanego czy malej wioski Mniszek; wazny jest jej poziom
      wiedzy. „Ponad milion studentów płaci za pierwszy kierunek” bo, albo
      mają na to pieniądze i wybierają prestiżowe prywatne uczelnie, albo
      jak już napisałam ich poziom wiedzy tylko na takich uczelniach jest
      akceptowany.

      "Pomimo dynamicznie zwiększającej się liczby doktorów liczba
      samodzielnych pracowników naukowych w ostatnich 15 latach
      praktycznie nie wzrasta.

      Wytłumaczenie może być następujące: młodzi doktorzy albo wyjeżdżają
      za granicę, albo opuszczają świat akademicki. "

      albo ci doktorzy nie mają umiejętności i predyspozycji by otrzymać
      wyższy stopień naukowy...

      Barbara Kudrycka trzeba zapamiętać tę Panią bo jej poglądy są
      bardzo niebezpieczne dla polskiego szkolnictwa.
      • profzwdrhab Czemu wyjechalem z Polski 03.07.09, 20:33
        Podanie o nostryfikację mego australijskiego dyplomu doktorskiego
        (PhD z nauk politycznych) ysłałem do owczesnego dziekana Wydziału
        Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego dnia
        22 sierpnia 2007, i do dziś nie udalo mi sie w Polsce nostryfikowac
        owegoaustralijskiego doktoratu.
        Dziekan nie chcial się ze mną spotkać, a jego sekretarka byla wobec
        mnie wręcz agresywna i insynuowala mi, że mój dyplom jest wręcz
        fałszywy albo otrzymany na podrzędnym uniwersytecie, a więc nie
        powinienem jej zawracać głowy oraz iż najprawdopodobniej nie mam
        nawet matury. Na dodatek na UW zaginęły dokumenty, które
        wysłałem tamże w listach poleconych.
        Kiedy udało mi się wreszcie spotkać z dziekanem, to był on w
        stosunku do mnie wręcz agresywny, i powiedział
        mi, iż:
        1. Będzie stawiać na moje drodze wszystkie możliwe przeszkody
        prawne, to jest:
        - Powoła specjalną komisję zajmującą się weryfikacją mego doktoratu
        i uczelni, która go nadała (jej wyniki można sobie łatwo wyobrazić,
        mimo iż Monash University w Melbourne, Australia, gdzie uzyskałem
        mój dyplom, jest o wiele wyżej notowany niż Uniwersytet Warszawski),
        - Zaząda, abym przetlumaczył mą rozprawę na język polski (aby
        utrudnić mi maksymalnie życie i przedłużyć okres mego oczekiwania na
        nostryfikację) oraz
        - Będzie ode mnie wymagac maksymalnych opłat, jakie są dozwolone
        przez przepisy regulujące nostryfikację.
        2. Jego zadaniem mója doktorat, choć wyraźnie jest z nauk
        politycznych, nie nadaje się do nostryfikacji na
        Wydziale Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, jako iż
        formalnie mam tytuł doktora filozofii.
        Zaznaczam tu, iż w krajach angielskojęzycznych stopień doktora
        filozofii (Philosophiae Doctor czyli PhD) jest najwyższym z
        możliwych do uzyskania stopniem naukowym, i upoważnia, jak polska
        habilitacja, do objęcia stanowiska pełnego profesora, a więc jest to
        stopień w pelni równorzędny z polską habilitacją. Tak też jest
        np. w Niemczech, gdzie na stanowisko 'pelnego' profesora wymaga
        się „Habilitation oder PhD”.
        Przypominam też, iż w rankingu “The Times Educational Supplement”,
        Monash University zajmuje na ogol 33-43 miejsce, zaś Uniwersytet
        Warszawski nie wchodzi nawet do pierwszej setki – zajmował on w
        roku 2006 i nastepnych miejsce ok. 326, a Monash wówczas miejsce ok.
        38.
        Stad zwinalem swe manatki, i wyjechalem na zachod Europy, gdzie na
        uniwersytecie nikt nie wymaga ode mnie nostryfikacji mego
        australijskiego doktoratu ani tez przetlumaczenia mej roprawy z
        jezyka angielskiego (mimo, iz pracuje obecnie w kraju
        nieangielskojezycznym).
        Tak wiec zamykajac sie przed swiatem, nawet UW skazuje sie na niebyt
        i marginalizacje. Bez radykalnej zmiany kadry zarzadzajacej
        polska nauka nie mamy najmniejszych sznas, aby wreszcie zaczac
        doganiac czolowke swiatowa
        . Na razie to sie cofamy, nie tylko w
        stosunku do czolowki swiatowej (USA, UK, Niemcy, Francja,
        Japonia czy Chiny), a nawet w stosunku do Rosji, ktora ma conajmniej
        jeden uniwersytet (Lomonosowa w Moskwie) w scislej swiatopwej
        czolowce...
        lech.keller@gmail.com
        • latild Re: Czemu wyjechalem z Polski 04.07.09, 17:15
          profzwdrhab napisała:
          > Zaznaczam tu, iż w krajach angielskojęzycznych stopień doktora
          > filozofii (Philosophiae Doctor czyli PhD) jest najwyższym z
          > możliwych do uzyskania stopniem naukowym, i upoważnia, jak polska
          > habilitacja, do objęcia stanowiska pełnego profesora, a więc jest to
          > stopień w pelni równorzędny z polską habilitacją. Tak też jest
          > np. w Niemczech, gdzie na stanowisko 'pelnego' profesora wymaga
          > się „Habilitation oder PhD”.

          Cos tu sie nie zgadza. Zrobilem doktorat w POlsce i moj stopien naukowy to
          rowniez doktor filozofii (ang. PhD). Sam stopien (nie tytul! W Polsce tytul jest
          tylko jeden - profesor)nie jest wiec problemem. Poza tym PhD, nawet uzyskany w
          krajach anglosaskich nie jest rownoznaczny z nasza habilitacja. Jednakze, z tego
          co wiem, polskie prawo umozliwia polskim pracownikom naukowym pracujacym poza
          granicami kraju na uzyskanie tytulu Profesora bez habilitacji w szczegolnych
          przypadkach, jako rodzaj zrownania roznic w systemach edukacyjnych pomiedzy
          krajami. Dotyczy to tylko i wylacznie panstw gdzie habilitacji nie ma.
          Tak wiec stopien PhD z innego kraju, nawet jesli jest on tam najwyzszym
          stopniem, nie upowaznia do objecia stanowiska profesora na polskiej uczelni.
          Mozna sie jednak ubiegac o profesure prezydencka i wtedy objac wymarzone
          profesorskie stanowisko.
          Zupelnie inna sprawa to uprzejmosc urzednikow! Tak, dziekan jest urzednikiem i
          powinien sluzyc petentowi a nie uwazac sie za wszechmogacego, jak wszyscy
          urzednicy w Polsce poczynajac od pani w okienku na poczcie a konczac na ...
          profesorach na stolkach.
          • czarnysadov Doktoranci wyzyskiwani 04.07.09, 18:19
            Uważam iż problemem naszych uczelni jest wyzysk doktorantów i doktorów... otórz ich ośiągnięcia sa przjmowane przez podstarzałych profesorów co nie motywuje do proacy naukowej. Uważam iż doktorzy powinni mieć dużo większą wolną reke w sprawie badań ...

            uważam też iz szkolnictow wyższe jest nie dofinansowane i źle zorganizowane ... uczelnie nie wyrzucają studentów gdyż mogły by stracić dotacje ...
            Studenci nie mogą wybierać przemiotów i ścieżki studiów wtakim zakresie jak na zachodzie gdyż groziło by to utratą pracy pewnym wykładowcom którzy mają niski poziom bądz ich przedmioty nie są atrakcyjne ... niestety w Polskich realiach ma się bardzo ograniczony wpływ na ścieżke studiów w prównaniu do zachodu ...
            przez co konkurencja między wykładowcami jest niższa ... i poziom jest niższy ... studia są mniej atrakcyjne...

            Co do jakości naszych studentów to informatycy wygrywają wszystkie miedzynarodowe konkursy więc są dziedziny w których rządzimy ...

            jednak struktóra większości uczelni jest przestarzała i w wielu przypadkach służy nie poziomowi kształcenia lecz wygodzie i profitom najważniejszych na niej osób ...

            • czarnysadov Re: Doktoranci wyzyskiwani 04.07.09, 18:20
              Tak na margiensie to czekam na jakiekolwiek ustawy tego rządu nie ambitne plany ... jak będzie projekt w parlamencie to pogadamy ...
            • przemek05 Re: Jakos tego wyzysku nie widze... 05.07.09, 15:30
              Zaobserwowalem inny trend: doktoranci maja malo czasu (praca
              zarobkowa), wiec promotorzy udzielaja im coraz wiekszej pomocy. Jest
              to w ich interesie, gdyz "obronieni" doktorzy sa elementem dorobku,
              ktorym trzeba sie wykazac, wystepujac o tytul, czy nawet stanowisko
              uczelnianego profesora.
              A co do wolnej reki w sprawie badan, to w moim zakladzie najwiekszym
              grantem kieruje jeden z adiunktow - sam wystapil do UE i dostal
              pieniadze. Nikomu to nie wadzi, wrecz przeciwnie, wszyscy go chwala.
              Co do "obieralnosci", to musi byc pewien kompromis - studenci moga
              wybiarac przedmioty z narzuconych klas. Nie moze byc tak, ze
              podstawy matematyki zostana pominiete lub ze informatyk nie wybierze
              przedmiotow z informatyki, a punkty ECTS uzbiera z przedmiotow
              ogolnych lub humanistycznych :-)
          • turpin Dr nauk a PhD 04.07.09, 19:45
            Obawiam się, że Twój stopień nie jest jednak równoznaczny z PhD.
            Polskie doktoraty przeważnie ledwie dorównują poziomem magisterkom z
            porządnych anglosaskich uczelni.

            Mój nadwiślański doktorat (lokalnie uznany za nader przyzwoity)
            kosztował mnie dużo mniej pracy, niż MSc na jednym z najlepszych
            uniwerków za Wielką Woda.

            Tłumaczenie polskiego 'dr nauk jakichśtam', jako 'PhD' jest dość
            powszechnie stosowaną praktyką, ale (nie tylko moim zdaniem) może
            być postrzegane, jako pewne nadużycie, zwłaszcza przez osoby nieco
            zorientowane w osobliwościach obydwu systemów.

            W odniesieniu do doktoratów medycznych była nawet swego czasu pół-
            oficjalna wykładnia ówczesnego wiceministra Niżankowskiego,
            opublikowana jako list na łamach boadajże JAMA czy NEJM, wedle
            której dr n. med. << PhD. Chodziło o tytulaturę używaną przez
            nijakiego Dr Burzyńskiego, co to z Lublina pojechał do Teksasu.
            • tlenek_wegla Re: Dr nauk a PhD 04.07.09, 21:27
              Leos mowi o doktoracie z czytania ksiazek Stanislawa Lema.
            • przemek05 Re: ...ale nie w naukach technicznych 05.07.09, 14:21
              Mialem okazje przyjrzec sie pracom doktorskim w Warszawie i w
              Paryzu - nie stwierdzam zauwazalnej roznicy poziomow. U nas, zeby
              otworzyc przewod, trzeba miec kilka publikacji, a co dopiero
              zamknac. Nie chce plotkowac, ale podobno niemieckie doktoraty maja
              kiepska opinie, i slowackie habilitacje :-)
        • zonakochajacameza Re: Czemu wyjechalem z Polski 04.07.09, 21:10
          pewnie Twoj dziekan bodrze wie co oznacza PhD w Australii! On sie
          boi ze przez Ciebie straci swoj stolek! Dostac sie do australijskiej
          uczelni na stanowisko doktoranta to trzeba miec niezle kwalifikacje!
          Moje gratulacje. Kolezanka z dyplomem dobrej holenderskiej uczelni
          trzy lata aplikowala do Melbourn na robienie doktoratu ale nie
          podolala wymaganiom. Dobrze ze wyjechales, bo Polska doceni twoj
          doktorat moze za jakies 100 lat, to bedzie za pozno.
          Z Polskim doktoratem musze niestety powtornie sie doktoryzowac zeby
          zostac w nauce na Zachodzie.
      • kontakt-gw To uczelniom trzeba nowej energii 04.07.09, 15:25
        malikana napisała:


        >

        > albo ci doktorzy nie mają umiejętności i predyspozycji by otrzymać
        > wyższy stopień naukowy...
        >

        Te 'umiejetnosci i predyspozycje' konieczne do 'bezkonfliktowego' awansu we
        wlasnym srodowisku (in-breeding) niezadawalajaco sprawdzaja sie jednak w
        konforntacji ze swiatem.
        Wystarczy sprawdzic ranking szanghajski, ranking Timesa, a takze wyrywkowo
        wybranych 'swiezych' samodzielnych z bazy OPI w bazie Web of Knoledge publikacje.

        > Barbara Kudrycka trzeba zapamiętać tę Panią bo jej poglądy są
        > bardzo niebezpieczne dla polskiego szkolnictwa.


        Uscislisjmy: Niebezpieczne nie dla polskiego szkolnictwa, lecz dla tych
        przedstawicieli korporacji i grup (niestety ciagle statystycznie zbyt licznych),
        ktore traktuja uczelnie jako prywatne folwarki.
        Dla profesorow nieobecnych
        na wykladach, dla aroganckich asystentow, ktorym szacunek dla studenta jest obcy
        i mozna tak dluzej wymieniac lub poszukac informacji w Raportach Rzecznika Praw
        Studenta PSRP.

        Oby, oby zostala "ta Pani" (juz sama forma swiadczy o kulturze osobistej
        malikana) tak zapamietana, czego Pani Minister Barbarze Kudryckiej i Polsce z
        calego serca zycze :-)

        Do minister Kudryckiej mam tylko jeden zal. Zezwolila na uruchomienie
        wykorzystania niebagatelnych pieniedzy z europejskich funduszy strukturalnych
        bez wczesniejszego wprowadzenia w zycie pakietu 5 ustaw o nauce. Podobnie z
        funduszami dla szkolnictwa wyzszego. Wtedy jednak podniosl by sie pewnie krzyk o
        niewykorzystywaniu srodkow unijnych, wiec je 'wydajemy'... :-(

        O wykorzystaniu olbrzymich srodkow dalej decyduja te same osoby co w poprzednich
        latach. Gdzie miedzynarodowi eksperci oceniajacy 'innowacyjnosc' projektow
        grantow? Gdzie system kontroli wykorzystania tych funduszy i wynikow prac?


      • adam02138 marcowi docenci 05.07.09, 01:30
        malikana napisała:

        > co za bzdury!

        >
        > Czyli nie ważna jest jakość nauki i wymagania jakie stawiane są
        > podejmującym studia, ale odsetek osób studiujących. Nieważne że
        ok.
        > 40% tej nawiększej liczby studentów nie powinno podjąć wogóle
        > studiów bo sie do tego nie nadaje.


        Masz dane na te 40%?


        >
        > Ale dlaczego mamy być solidarni z osobami, które nie przeszły
        > rekrutacji (czyt. ich poziom wiedzy jest za niski by rozpocząć
        dane
        > studia), jeśli mamy tak zdolnych studentów, którzy mają 14
        > fakultetów dlaczego chce Pani im taką możliwość rozwoju odebrać??
        na
        > poczet tych wszystkich, którzy są tak daleko w tyle że nie
        > przechodzą selekcji. Przecież egzaminy dla wszystkich są takie
        same.
        > Jeśli ktoś nie dostał się na studia i odchodzi ze łzami w oczach
        to
        > nie dlatego że miejsce zajął mu ktoś inny, ale dlatego że czegoś
        mu
        > brakuje i powinien może się bardziej pouczyć. A jak się dostanie
        na
        > studia w tym momencie to będzie tylko obniżał poziom nauki i
        hamował
        > rozwój zdolniejszych kolegów/koleżanek.

        Zaraz, to my mamy nieograniczona ilosc miejsc na studia? Cos mi sie
        wydaje ze ty tez z tych 40% co nie za bardzo z mysleniem. Sa dwa
        rodzaje selekcji, Ci najlepsi, i ci co sie nadaja. Idealnie jak Ci
        najlepsi dostaja najlepsze warunki (typu lepsze stypendium) a Ci co
        sie tylko nadaja maja szanse studiowac.

        Nie wspominam o prywatnych uczelniach, UW i UJ sa wystarczajaco
        miezerne reszta czy to panstwowa czy prywatna w kontekscie
        miedzynarodowym nie istnieje.


        > albo ci doktorzy nie mają umiejętności i predyspozycji by otrzymać
        > wyższy stopień naukowy...

        No to sie usmialem. Wszystko to ma sens przy zalozeniu ze mamy
        szkoly wyzsze, czy Instytuty na przyzwoitym poziomie. Ale trzeba byc
        wyjatkowo ograniczonym i odpornym na wiedze by tak zakladac. Przy
        naszym niskim poziomie nauki, prawie kazdy kto jest w stanie
        rozpoczac doktorat powinien go skonczyc. Chyba ze narod jest
        uposledzony umyslowo.




        > Barbara Kudrycka trzeba zapamiętać tę Panią bo jej poglądy są
        > bardzo niebezpieczne dla polskiego szkolnictwa.


        Podoba mi sie, slogan a la wczesny Gomulka. Marcowi docenci tez
        narzekali na niski poziom sluchaczy.

    • profzwdrhab Re: Nauce trzeba nowej energii 03.07.09, 20:29
      11,5 tys. zl to nie jest zla pensja w Polsce!
      • chilly Re: Nauce trzeba nowej energii 03.07.09, 22:42
        Tak, to niezła pensja. Nie znam żadnego profesora, który miałby taką. Skoro
        jednak takie zjawisko w przyrodzie występuje, to należałoby zapytać o kryteria
        przyznawania tych pensji i pensji w ogóle.
      • latild Re: Nauce trzeba nowej energii 04.07.09, 16:51
        Tak, to jest niezla pensja. Tylko gdzie ja placa? Komu? Adiunkt w Polskiej
        Akademii Nauk, tuz przed habilitacja zarabia 2200 brutto. Po co bawic sie
        (przeciez praca nie mozna tego nazwac, bo za prace ludzie dostaja pieniadze) w
        nauke i edukowac kolejne pokolenia. Niech ministerstwo samo wezmie sie do roboty
        i wyedukuje mlodziez - przyszlosc narodu! Ja pojade pracowac za granica, na
        rzecz innego kraju, ktory doceni moja wiedze i umiejetnosci.
    • camicus Nauce trzeba nowej energii 04.07.09, 09:43
      Pani minister Kudrycka sypie pomysłami jak z rękawa i jak na razie
      brak efektów, a z co poniektórych sie wycofuje, np. PAKA w IH UJ po
      pracy Zyzaka. Co ciekawe sypiąc pomysłami nigdy nie zastanawia się
      nad przyczyną pewnych zjawisk, nie stawia diagnozy. Tak jest i w tym
      tekście "Nauce potrzeba nowej energii". Szkoły prywatne,które tak
      lansuje, bardzo często nie prowadzą badań naukowych, czasami
      włączają się do programów europejskich, bo tam sa pieniadze, a one
      są brdziej sprawne organizacyjnie niż państwowe molochy. Jesli po
      tylu latach te szkoły nie dorobiły się własnej kadry, choćby ze
      stopniem doktora, to o czyms to świadczy. Choćby o tym, że nawet w
      tych prywatnych uczelniach praca dla ludzi z doktoratem nie jest
      atrakcyjna ani finansowo, ani zawodowo (perspektywa kariery), ani
      prestiżowo.
      Poza tym od liberallizacji przepisów ułatwiajacych tzw. kariere
      naukową nic nie poprawi sie w nauce, wzrasta ilość prac bylejakich,
      a wzrost przyspieszonych, samodzielnych pracowników naukowych
      powiedzmy o 50% podniesie wartośc polskiej nauki? Watpię. Przybędzie
      tylko frustratów i doprowadzi do dalszej deprecjacji stanowiska i
      tytułu profesora.
      W zarządzaniu nauką potrzebna jest zgoda i respektowanie pewnych
      norm i zasad dotyczacych oceny wyników badań, wartości naukowych
      prac, potrzebna jest solidna i uczciwa krytyka naukowa, a obecnie ...
      Jakże czesto nakolokwium habilitacyjnym, które nie zdarza się czesto
      członkowie rady wydziału nie znają pracy i osoby habilitanta, a
      dyskutują (a jakże) i oczywiscie głosują nad przyznaniem stopnia.
      A jak jest w przypadku doktoratów, jeszcze gorzej.
      Niech więc Pani Minister zacznie o wysoki poziom doktoratów.
      Wysyłanie doktorantów za granicę, dobre stypendia, osadzenie w
      środowisku, potem dobre publikacje i oczywiście pieniadze, w tym
      również pensje. Nie może być tak, że asystent po doktoracie zarabia
      na uczelni tyle ile absolwent jego kierunku na starcie (ok. 1600 -
      1800 zł na rekę), a habilitowany adiunkt tyle co absolwent kierunku
      na którym prowadzi zajęcia po kilku latach pracy.
    • jelon_p Nauce trzeba nowej energii 04.07.09, 18:24
      Pomysły nawet sensowne, tylko czy na prawdę nie dało się napisać artykułu o
      reformie szkolnictwa wyższego bez odwołania do JP2?
      • przemek05 Re: a bylo takie odwolanie? 05.07.09, 14:26
        Kiedys bez Lenina nie dalo sie niczego opublikowac. W pracach z
        energetyki mozna sie bylo podeprzec cytatem, ze "komunizm to wladza
        rad plus elektryfikacja" :-)
    • adam02138 Najpierw trzeba zbudowac nauke 04.07.09, 18:57
      W Polsce nie ma nawet jednego liczacego sie osrodka naukowego. Nie
      ma na czym budowac. UW i UJ - najlpesze polskie uczelnie na swiecie
      maja status podrzednego collegu amerykanskiego. Polska Akedemia Nauk
      to zjazd starcow. Zloze sie ze jak porownac cytowalnosc czlonkow PAN
      z innymi krajami naszej wielkosci to wypadniemy bardzo slabo.

      Dlatego nie rozumiem po co dawac wiecej swobody uczelniom? Czy te
      instytucje pokazaly ze potrafia sprostac wyzwaniom nauki i
      szkolnictwa XXI wieku? Watpie. Raczej skostniala profesura bedzie
      jeszcze bardziej bronic swoich przywilejow i izolowac nasz kraj. Bo
      tylko dzieki postepujacej izolacji beda nadal mogli nazywac siebie
      'wybitnymi' naukowcami.

      Dawanie pieniedzy uczelniom tez jest bezsensowne. Niegospodarnosc
      takich molochow jak UW jest wrecz legendarna. Administracja uczelni
      jest tak samo slaba jak ich naukowcy.

      Nie powinno sie rowniez podnosci pensji, jaka praca taka placa.
      Adiunkt owszem malo zarabia. Ale na swiecie jak masz PhD i chcesz
      byc profesorem to publikujesz i pracujesz. Pensje powinny byc
      uzaleznione od wynikow. Wieksza cytowalnosc, patenty, czy inne
      miarodajne wskazniki, wieksza pensja. Za siedzenie na tylku,
      narzekanie i wykladanie z przestarzalych notatek swego profesora
      nalezy sie jeszcze mniej niz 2100.

      Polska nauka i szkolnictwo wyzsze to nie zadne urokliwe jeziorko,
      tylko brudna kaluza udajaca ocean.

      Aby zreformowac trzeba zweryfikowac stara profesure. Wydac pieniadze
      i zlecic ich weryfikacje dorobku poza krajem. Ci co sie nie nadaja -
      na emeryture, ci na granicy dac trzy lata, reszcie podniesc pensje i
      dac warunki. Jezeli chodzi o mlodsza kadre, podac jasne warunki
      awansu oparte na dorobku naukowym - tyle i tyle miedzynarodowych
      publikacji, czy patentow, taka i taka cytowalnosc. A jak nie to
      zegnamy.
      Kazdy awans naukowy powinien byc przejzysty dla awansujacego i
      otoczenia.

      Trzeba rowniez wymienic administracje uczelni. Nie moze byc tak ze
      uczelnie nie maja menagerow. Rektor moze i byc podstarzalym
      naukowcem ktorego kariera juz minela, ale samo zarzadzanie musi byc
      robione przez fachowcow.

      Jednak opor srodowiska naukowego, sama nieudolnosc polskich wladz
      nie sklania do optymizmu. Proponowane zmiany sa kosmetyczne i beda
      dokonane polowicznie. Za kolejne 20 bedziemy lamentowac nad tym
      samym, a swiat bedzie sie posuwal dalej.

      Na szczescie mlodzi zdolni wyjada z kraju skoncza studia i beda sie
      rozwijac tam gdzie sa warunki. Dzieki temu kapital ludzki nie bedzie
      zmarnowany.

      • kpix Re: Najpierw trzeba zbudowac nauke 04.07.09, 23:16
        > Wieksza cytowalnosc, patenty, czy inne miarodajne wskazniki,
        > wieksza pensja

        To nie takie proste. Są dyscypliny, w których publikacje są robione
        seryjnie bądź eksperymenty mogą być wykonywane co 3 miesiące "na
        stole". Są zaś gałęzie, gdzie np. od wygrania w konkursie na wiązkę
        na akceleratorze do oddania publikacji mija średnio 5 lat. Wprawdzie
        wprowadzone są w punktacji czynniki korekcyjne, uwzględniające
        bycie bądź niebycie 1. autorem, czy długość listy współautorów.
        Ale czynników ze względu na "typową długość czasu" dla danej
        dyscypliny już nie ma. I wiadomo, że próba ich wprowadzenia
        doprowadziłaby do tarć grup.
        • adam02138 ocena naukowcow nie jest skomplikowana 04.07.09, 23:36
          Na swiecie jakos sie udaje oceniac i fizykow teoretycznych, i tych
          co pracuja eksperymentalnie na akceleratorze. Nawet ocenia sie tych
          ktorych konkretne badania trwaja dluzej niz 5 lat.

          Na podstawie poprzednich dokonan daje sie pewien kredyt zaufania.
          Jak podczas realizacji projektu czy po 5 latach bedzie brak wynikow
          i kiepski postep zamyka sie finansowanie projektu, i zegna sie z
          pracownikiem.

          W koncu kazdy powazniejszy miedzynarodowy grant jest monitorowany
          podczas projektu i oceniany pod koniec. Jak kazdy bedzie wiedzial ze
          ma jedna szanse by sie wykazac, bedzie sie staral.

          Wbrew pozorom wprowadzenie wyscigu szczurow nie jest takie trudne.
          Trzeba chciec.
          • kpix Re: ocena naukowcow nie jest skomplikowana 05.07.09, 09:51
            W porządku, tylko mówię że to nie jest takie proste. W Polsce
            też dokonuje się takiej oceny i od tej oceny uzależnione
            są premie finansowe, ew. można być naciskanym na efekty. Mi chodzi
            o co innego: długość "cyklu produkcyjnego" w różnych dziedzinach,
            a nawet poddziedzinach potrafi być diametralnie różna i nie jest
            to niczyja wina. Mówiąc o swoim poletku, zupełnie inny jest typowy
            czas wyklucia się pracy w poddziedzinie spektroskopii jądrowej,
            a inny w reakcjach jądrowych. Jeszcze inny jest w fizyce ciała
            stałego, a inny w fizyce cząstek elementarnych. Niekiedy wchodzi
            się w grupę projektującą duży układ doświadczalny do akceleratora,
            który będzie dopiero istniał za 5-10 lat i ceną za to jest posucha
            w publikacjach z wyników badań naukowych przez 10 lat. To niczyja
            wina: wszak ktoś to robić musi. Wówczas od lokalnej decyzji zależy,
            czy prace symulacyjne w raportach takiej kolaboracji zostaną
            dołożone do ważenia, czy odrzucone (jako niepochodzące z Listy
            Filadelfijskiej).
            Nie zamierzam wywracać idei punktowania. Stwierdzam tylko, że
            nie jest tak prosto wymierzyć to punktowanie sprawiedliwie.
            Na razie, w mojej dziedzinie to nie ma miejsca.

            Pozdrawiam
            • adam02138 Re: ocena naukowcow nie jest skomplikowana 05.07.09, 17:14
              Nic co warte robieia nie jest takie proste.

              Nie znam sie na wielu dziedzinach, wiec nie wiem jakie sa cykle. Ale
              wierze ze przy odrobinie rozsadku napewno dla kazdej dziedziny
              znajdzie sie system oceny pracy naukowcow. Nie musi byc on jednolity
              dla wszystkich. Chodzi o to by byl przejzysty, znany wszystkim i
              konsekwentnie stosowany. Innym to sie udalo, buduja akceleratory,
              etc.


              kpix napisał:

              > W porządku, tylko mówię że to nie jest takie proste. W Polsce
              > też dokonuje się takiej oceny i od tej oceny uzależnione
              > są premie finansowe, ew. można być naciskanym na efekty. Mi chodzi
              > o co innego: długość "cyklu produkcyjnego" w różnych dziedzinach,
              > a nawet poddziedzinach potrafi być diametralnie różna i nie jest
              > to niczyja wina. Mówiąc o swoim poletku, zupełnie inny jest typowy
              > czas wyklucia się pracy w poddziedzinie spektroskopii jądrowej,
              > a inny w reakcjach jądrowych. Jeszcze inny jest w fizyce ciała
              > stałego, a inny w fizyce cząstek elementarnych. Niekiedy wchodzi
              > się w grupę projektującą duży układ doświadczalny do akceleratora,
              > który będzie dopiero istniał za 5-10 lat i ceną za to jest posucha
              > w publikacjach z wyników badań naukowych przez 10 lat. To niczyja
              > wina: wszak ktoś to robić musi. Wówczas od lokalnej decyzji
              zależy,
              > czy prace symulacyjne w raportach takiej kolaboracji zostaną
              > dołożone do ważenia, czy odrzucone (jako niepochodzące z Listy
              > Filadelfijskiej).
              > Nie zamierzam wywracać idei punktowania. Stwierdzam tylko, że
              > nie jest tak prosto wymierzyć to punktowanie sprawiedliwie.
              > Na razie, w mojej dziedzinie to nie ma miejsca.
              >
              > Pozdrawiam
              • kpix Re: ocena naukowcow nie jest skomplikowana 06.07.09, 13:55
                Ależ ten system już jest, od kilku lat, i osoby, które go
                tworzyły, do bynajmniej nieinteligentnych się nie zaliczają. Tyle
                że jest zły, bo tnie po góralsku. I niekoniecznie do polepszenia
                dojdzie, bo ci, którym dziś relatywnie łatwiutko skapują publikacje,
                nie będą tacy chętni tej sytuacji zmienić.

                System powinien dla każdej poddziedziny, mówiąc gwarą zawodową,
                ustanawiać odrębny rozkład Gaussa i dla każdego Gaussa odcinać
                brzegi w tych samych proporcjach. Tymczasem system dla
                różnych Gaussów ze wszystkich poddziedzin tnie w jednym miejscu.
                Tak mówiąc obrazowo slangiem :)
                • adam02138 Re: ocena naukowcow nie jest skomplikowana 06.07.09, 19:52
                  OK, ja sie nie sprzeczam. Jezeli system ocen musi byc bardziej
                  dostrojony do niektorych dziedzin to niech bedzie. Byle by byl
                  transparentny i by za nierobstwo byly rzeczywiste konsekwencje.

                  Jezeli jak twierdzisz system ocen istnieje, to dlaczego jest tyle
                  kiepskich naukowcow? Albo kryteria sa za niskie, albo istnieje tylko
                  na papierze i nie jest wdrazany.

          • d14b0ll0s Re: ocena naukowcow nie jest skomplikowana 05.07.09, 13:50
            Poza fizykami teoretycznymi sa tez humanisci, a ocena ich dorobku naukowego nie
            moze byc dokonana przez przeliczenie liczby patentow (liczba cytowan tez nie
            jest tu tak oczywista, to czesto nie sa prace zmieniajace rzeczywistosc, a efekt
            pewnego wysilku umyslu analitycznego, zbierajacego i podsumowujacego wiedze). No
            ale komu by byli humanisci potrzebni, swiat sobie swietnie radzi nie czytajac
            Homera ani Prousta.
            • adam02138 humanisci to nie swiete krowy 05.07.09, 17:10
              Jezeli chcesz dostawac pensje za czytanie Homera czy Prousta, to ja
              jestem pierwszy ktory uwaza ze powinna byc obnizona do zera.

              Jezeli zas prowadzisz badania literaturoznawcze uzywajac metodologii
              ktora jest stosowana w twojej dziedzinie, to jezeli cos npiszesz
              sensownego to nie powinienes sie obawiac rankingow cytowalnosci.

              Na swiecie humanisci to nie swiete krowy, straznicy kultury, etc.
              tylko naukowcy jak kazdy inny i sa poddawani okresowym ocenom.


              d14b0ll0s napisał:

              > Poza fizykami teoretycznymi sa tez humanisci, a ocena ich dorobku
              naukowego nie
              > moze byc dokonana przez przeliczenie liczby patentow (liczba
              cytowan tez nie
              > jest tu tak oczywista, to czesto nie sa prace zmieniajace
              rzeczywistosc, a efek
              > t
              > pewnego wysilku umyslu analitycznego, zbierajacego i
              podsumowujacego wiedze). N
              > o
              > ale komu by byli humanisci potrzebni, swiat sobie swietnie radzi
              nie czytajac
              > Homera ani Prousta.
              • chilly Re: humanisci to nie swiete krowy 05.07.09, 19:51
                Myślę, Adamie, ze niedużo wiesz o funkcjonowaniu nauki i niemal nic o naukach
                humanistycznych. W swojej wypowiedzi zapomniałeś np. dodać, że "nie powinienes
                sie obawiac rankingow cytowalnosci" - o ile, oczywiście, publikujesz w języku
                angielskim.
                Przy okazji: w tym tygodniu czytałem w GW artykuł, w którym stwierdzono, że
                kultura (czyli humanistyka) "wytwarza" 7% dochodu państw UE - tyle co chemia.
                • adam02138 humanistyczne UFO 05.07.09, 20:24

                  chilly napisał:

                  > Myślę, Adamie, ze niedużo wiesz o funkcjonowaniu nauki i niemal
                  nic o naukach
                  > humanistycznych.

                  Lubie jak ktos do mnie pisze protekcyjnie i z gory. Nic nie wnosisz
                  do dyskusji, ale poczules sie lepiej, pokazales lepkowi jego
                  miejsce. Nasz system nauki jest wrecz stworzony dla Ciebie.

                  > W swojej wypowiedzi zapomniałeś np. dodać, że "nie powinienes
                  > sie obawiac rankingow cytowalnosci" - o ile, oczywiście,
                  > publikujesz w języku angielskim.

                  Nic nie zapomnialem. Chcesz by twoja praca byla znana na swiecie
                  publikujesz po angielsku. Chcesz by czytalo ja male grono osob pisz
                  po polsku. Tylko dlaczego podatnicy maja dotowac twoja dzialanosc
                  halupnicza skierowana sobie a muzom?

                  Na dodtaek rozumiem, ze, wedlug Ciebie, cytwalnosci nie da sie
                  mierzyc w innym jezyku niz angielski.

                  > Przy okazji: w tym tygodniu czytałem w GW artykuł, w którym
                  stwierdzono, że
                  > kultura (czyli humanistyka) "wytwarza" 7% dochodu państw UE - tyle
                  > co chemia.

                  A ja czytalem w GW o tym ze UFO istnieje. I co z tego?
    • thegreatmongo Nauce trzeba nowej energii 04.07.09, 19:37
      Brawo gazeta!!! Studiuje w prywatnej szkole za granica i to jest naprawde inna
      klasa w porownaniu z PL.

      Oprocz SGH i NLB w Nowym Saczu nie ma w PL zadnej dobrej uczelni biznesowej..
    • kamilnem Nauce trzeba nowej energii 04.07.09, 19:44
      Czytam często komentarze i podoba mi się to, że czasami mogę przeczytać
      komentarze na jakimś poziomie.
      Pozdrawiam
    • hero1119 Nauce trzeba nowej energii 04.07.09, 19:45
      Propaganda typowego dla peryferii lumpenliberlizmu!!! Artykuł, delikatnie
      mówiąc jest nierzetelny.
    • katmoso Re: Nauce trzeba nowej energii 04.07.09, 19:51
      prawie się wzruszyłam tymi łzami niedoszłych studentów. to żadna
      nowość i nie chodzi bynajmniej o to, że miejsca zajmują
      dwukierunkowcy. w czasach egzaminów wstępnych i ograniczonej
      możliwosci składania papierow (bo tylko trzy duplikaty świadectwa
      maturalnego - a jego złożenie było wymagane) takie sceny pod listą
      przyjętych byly codziennością. i maturzyści zakuwali i kalkulowali.
      jeśli chcieli dostać się na bezpłatne studia na dobrym wydziale,
      musieli pracować przez minimum rok. albo zdawać po raz kolejny i
      kolejny - np. na medycynę albo architekturę. pani minister chce, by
      każdy miał prawo do studiowania. oczywiście, ale pod warunkiem, że
      się do tego nadaje i i dzie na dany kierunek, bo go on interesuje, a
      nie dlatego, że potem ma nadzieję "trzepać kasę" ,a przez kolejne
      sesje zamierza się zręcznie prześlizgywać.
      zdolna młodzież polska słucha JPII i wypływa na szerokie wody,
      Anglia, Niemcy, Holandia - tam się udają pozostawiając za sobą
      uniwersety w kozich wólkach i wyższe szkoły lansu i bansu. a także
      te niby prestiżowe czołowe polskie uniwersytety, na ktorych
      wydziałów nie stać na porządnie wyposażoną bibliotekę, pracownię
      komputerową, a często nawet na sale wykladowe, w których dałoby się
      wysiedzieć półtorej godziny.
      dlatego studenci zagraniczni tutaj nie przyjadą. pani minister
      wyciąga pochopne wnioski z sytuacji w innych krajach naszego
      regionu. Na Węgrzech i w CZechach sytuacja jest inna. Na Węgrzech
      jest Uniwersytet Środkowo-Europejski, który z definicji ściąga
      studentów z zagranicy, a na czołowych uczelniach w Budapeszcie
      studiuje mnóstwo Węgrów z TRansylwanii (dzis Rumunia i takie mają
      obywatelstwo, więc liczą się jako zagraniczni). Praga, Brno czy
      Ołomuniec przyciągają z kolei Słowaków.
      • przemek05 Re: obcokrajowcy musza placic... 05.07.09, 14:32
        ... i to jest przyczyna ich malego zainteresowania studiami w
        Polsce. Studiujac na zachodnich uniwersytetach, z reguly dostaja
        stypendium lub mozliwosc "dorobienia" w celu uregulowania oplat.
        Niech Pani Kudrycja takie stypendia ufunduje, to zaraz zleca sie
        chetni.
    • zonakochajacameza Polska nauka do dupy za przeproszeniem 04.07.09, 19:53
      Polska nauka nie istjnieje! Dopiero kiedy wyjehalam pracowac' na
      zachodniej uczelni zrozumialam w jakim blocie siedzialam. Tutaj
      prace magisterskie sa na poziomie polskich prac habilitacyjnych. W
      ubieglym roku wyniki magisterki naszego studenta zostly wydrukowane
      w Nature. A polscy profesorowie drukuja swoje wypociny w polskich
      lub rosyjskich pisemkach ktore nikt nie czyta. Przykro to bardzo.
      • przemek05 Re: Ja mam inne obserwacje 05.07.09, 14:37
        Nasi studenci wygrywaja zagraniczne konkursy, dobrze sobie radza na
        studiach w europejskich uniwersytetach (odbywanych w ramach
        wymiany). Z rewizyta przyjezdzaja do nas studenci np. z Hiszpanii i
        zapisuja sie na przedmioty prowadzone w jezyku ang. Stwierdzam z
        cala stanowczoscia, ze poziom tych przyjezdzajacych nie jest wyzszy
        od poziomu naszych studentow. Czesto brakuje im podstaw
        teoretycznych, najwidoczniej na tych zagranicznych uczelniach
        kiepsko z dydaktyka.
        • zonakochajacameza Re: Ja mam inne obserwacje 05.07.09, 16:43
          U nas na uczelni studenci ucza sie wykonujac prace naukowe.
          Praktykum trwa krotko, prawdziwe studja zaczynaja sie kiedy student
          przychodzi pracowac do katedry. Ma obowiazek zrobienia trzech
          powaznych prac w roznych katedrach. Kiedy odbywalam praktyki w
          Polsce to profesor prowadzace zajecia dydaktyczne (na Zachodzie
          zajecia dydaktyczne prodawdza doskonale wyszkolone techicy!)nie
          pozwalal nam zlozyc reakce PCR. Enzymy dodawal sam, bo sa drogie :)
          Teraz obserwuje jak moi studenci doskonale sobie radza w pracy i juz
          po miesiacu moga samodzielnie pracowac!
          Jestem wscielka kiedy przypominam jak u nas na calkiem przyzwoitej
          uczelni prodzone byly zajecia dydaktyczne.
          • przemek05 Re: u nas tez robi sie projekty... 06.07.09, 00:27
            ...w ramach pracowni dyplomowej lub przedmiotu, ktorego czescia sa
            zajecia projektowe. Pracownie dyplomowa zalicza sie przed
            kierownikiem zakladu, tak wiec opiekun studenta nie moze tu "odwalic
            lipy", bo sam by sie skompromitowal przed swoim szefem.
            A jesli opiekun studenta ma jakis grant, to daje swojemu
            podopiecznemu jakąś część do wykonania (czasami nawet odplatnie).
        • adam02138 moze przysylaja najgorszych 05.07.09, 18:04
          Moze dostajecie tych najgorszych z Hiszpanii, bo lepsi zalapuja sie
          na wymiane do prawdziwych osrodkow akademickich?


          przemek05 napisał:

          > Nasi studenci wygrywaja zagraniczne konkursy, dobrze sobie radza
          na
          > studiach w europejskich uniwersytetach (odbywanych w ramach
          > wymiany). Z rewizyta przyjezdzaja do nas studenci np. z Hiszpanii
          i
          > zapisuja sie na przedmioty prowadzone w jezyku ang. Stwierdzam z
          > cala stanowczoscia, ze poziom tych przyjezdzajacych nie jest
          wyzszy
          > od poziomu naszych studentow. Czesto brakuje im podstaw
          > teoretycznych, najwidoczniej na tych zagranicznych uczelniach
          > kiepsko z dydaktyka.
          • przemek05 Re: trudno powiedziec... 06.07.09, 00:34
            bo to nie my rekrutujemy studentow zagranicznych przyjezdzajacych w
            ramach wymiany.
            A co do poziomu uczelni zagranicznych, to prawie codziennie dostaje
            spam, w ktorym proponuje sie uzyskanie (weryfikowalnego!) BSc, MA a
            nawet PhD "na podstawie mojego zyciowego doswiadczenia". W spamie sa
            tez nry telefomow, czy polskie? Alez skad! Amerykanskie :-)
            Tak wiec nie narzekajmy - za granica sa bardzo wybitne osrodki, ale
            tez jest dno, o ktorym nam sie nawet nie snilo.
            • adam02138 Re: trudno powiedziec... 06.07.09, 00:54
              przemek05 napisał:

              > bo to nie my rekrutujemy studentow zagranicznych przyjezdzajacych
              w
              > ramach wymiany.

              Myslisz ze jest szansa ze ci najlepsi studenci wola do Polski niz do
              innych krajow Europy zachodniej?


              > A co do poziomu uczelni zagranicznych, to prawie codziennie
              dostaje
              > spam, w ktorym proponuje sie uzyskanie (weryfikowalnego!) BSc, MA
              a
              > nawet PhD "na podstawie mojego zyciowego doswiadczenia". W spamie
              sa
              > tez nry telefomow, czy polskie? Alez skad! Amerykanskie :-)
              > Tak wiec nie narzekajmy - za granica sa bardzo wybitne osrodki,
              ale
              > tez jest dno, o ktorym nam sie nawet nie snilo.

              Nie twierdze ze w USA nie ma dna, jest i to jeszcze jakie. Problem w
              tym ze nasze czolowe uczelnie UW i UJ sa na poziomie bardzo
              kiepskiego college w USA. I dlatego powinnismy narzekac. Lepsza jest
              roznorodnosc gdzie sa i kiepskie i wysmienite osrodki, niz polski
              model gdzie skala jest od kiepski do beznadziejny.

              Mowiac szczerze jestem zaskoczony tym zeby ktos sie pocieszal ze w
              USA sa beznadziejne uczelnie, wiec nie ma co narzekac na Polske.
        • fafik_wielki Re: Ja mam inne obserwacje 08.07.09, 21:20
          odnośnie do tych mizernych studentów zagranicznych: myślę, że ich poziom nie
          tyle świadczy o tym, że studenci w tych krajach są marnie kształceni, tylko o
          tym, jak jest postrzegana Polska - po prostu tutaj (czyt. dzicz) przyjeżdżają
          tacy, co chcą się na chwilę wyrwać i wiedzą, że będzie lekko, łatwo i przyjemnie...
      • przemek05 Re: chyba chodzilo o wiecznego studenta :-) 05.07.09, 14:42
        Porownanie MS z habilitacja nie na miejscu. Do habilitacji trzeba
        miec cykl publikacji, a nie jedna, nawet wybitna (taka wystarczylaby
        na doktorat). Trzeba (w naukach techn.) wykazac sie wdrozeniami (a
        to musi potrwac). Trzeba miec umiejetnosci w przekazywaniu wiedzy
        (nabywa sie ich latami). Wiec prosze nie porownywac tego, co
        nieporownywalne...
        • zonakochajacameza Re: chyba chodzilo o wiecznego studenta :-) 05.07.09, 16:35
          o wiecznego studenta nie chodzi! Klaas Heijmans ma zaledwie 22 lata
          i ukonczyl studja w normalnym trybie, dyplom z wyroznieniem.
          Mowie o poziomie nauki.
          • przemek05 Re: Gratuluje Panu Heijmansowi 06.07.09, 00:37
            Ktos tu napisal, ze nasi informatycy wygrywaja zagraniczne
            konkursy... im tez gratuluje.
        • adam02138 Habilitacja 05.07.09, 17:20
          Jezeli tak wyglada habilitacja, to wiekszosc co ja znam co sie
          tytuluje dr hab w Polsce kupila sobie tytul na bazarze, bo nie maja
          ani nawet jendej wybitnej publikacji, zdolnosci dydaktyczne prawie
          zadne, i robia dobre wrazenie li jedynie jak sie nie odzywaja. Znam
          ich wielu w roznych dziedzinach.

          To jak z konstytucja PRL, na papierze byla jedna z najlepszych,
          gorzej z praktyka, tak habilitacja jest tylko dla wybitnych,.

          Mozna porownac MS z habilitacja (czyli praca habilitacyjna), jedno i
          drugie jest praca naukowa. Niestety zawartosc czesto przemawia na
          korzysc MS.


          przemek05 napisał:

          > Porownanie MS z habilitacja nie na miejscu. Do habilitacji trzeba
          > miec cykl publikacji, a nie jedna, nawet wybitna (taka
          wystarczylaby
          > na doktorat). Trzeba (w naukach techn.) wykazac sie wdrozeniami (a
          > to musi potrwac). Trzeba miec umiejetnosci w przekazywaniu wiedzy
          > (nabywa sie ich latami). Wiec prosze nie porownywac tego, co
          > nieporownywalne...
          • przemek05 Re: Habilitacja to nie pojedyncza publikacja 06.07.09, 00:45
            Rozprawa nie jest nawet wymagana, mozna zgromadzic cykl publikacji i
            dodac do nich cos w rodzaju przewodnika. Oceniany jest przede
            wszystkim dorobek - majacy swiadczyc o kompetencjach w uprawianej
            dziedzinie. Tak wiec jeden genialny pomysl moze byc podstawa
            doktoratu, a nie habilitacji. Obecnie dorobek ten ocenia 4
            recenzentow, z ktorych 2 to "spadochroniarze" naslani przez CK,
            czesto z konkurencyjnych osrodkow. Tak wiec "nie ma lekko".
            • adam02138 Re: Habilitacja to nie pojedyncza publikacja 06.07.09, 01:02
              Ja mowie o wymaganej publikacji ksiazkowej - ktora potcznie sie
              nazywa praca habilitacyjna, a ty mowisz o tytule, ktory owszem
              bierze pod uwage dorobek. Ten dorobek przewaznie sklada sie z
              publikacji w zeszytach UW ktore sie licza podobnie do publikacji w
              Nature...

              Mozna porownac kluczowa i wymagana do habilitacji publikacje
              ksiazkowa z MSC. Mozna nawet porownac kilka publikacji niezbednych
              do tytulu dr hab z jedna praca niezbedna do MSC. Nie jest to trudne.

              przemek05 napisał:

              > Rozprawa nie jest nawet wymagana, mozna zgromadzic cykl publikacji
              i
              > dodac do nich cos w rodzaju przewodnika. Oceniany jest przede
              > wszystkim dorobek - majacy swiadczyc o kompetencjach w uprawianej
              > dziedzinie. Tak wiec jeden genialny pomysl moze byc podstawa
              > doktoratu, a nie habilitacji. Obecnie dorobek ten ocenia 4
              > recenzentow, z ktorych 2 to "spadochroniarze" naslani przez CK,
              > czesto z konkurencyjnych osrodkow. Tak wiec "nie ma lekko".
    • ewa1-23 Nauce trzeba nowej energii 04.07.09, 20:16
      Dopóki polskie uczelnie nie odstawią od koryta profesorów z tytułami za zasługi dla komuny- nic się nie zmieni. Poza tym: co oznacza:"elitarna mniejszość studiuje do woli i to często hobbistycznie" - nie rozumiem.... I jeszcze : na czym ma polegać "solidarność"? Albo nauka, albo egalitaryzm - trzeba wybierać! Artykuł oceniam b. nisko, a perspektywa zmian wygląda przerażająco.
    • przemek05 Wykresy wprowadzaja w blad. 05.07.09, 14:48
      Po pierwsze, mala liczba stud. zagr. to nie wynik niskiego poziomu
      naszych uczelni, ale wysokie oplaty za studia i male mozliwosci
      dorobienia czy uzyskania stypendium.
      Po drugie, stala liczba habilitacji to wynik malej liczby etatow w
      ogole. Mlodzi doktorzy nie moga byc zatrudnieni na uczelni, bo Pani
      Kudrycka nie pozwala na zwiekszenie liczby etatow (nie daje na to
      pieniedzy). Doktorzy ida wiec do firm, a tam robienie habilitacji
      jest bez sensu.
      Tak wiec wykresy "bija" w Pania Kudrycka, a nie w spolecznosc
      akademicka.

      • fafik_wielki Re: Wykresy wprowadzaja w blad. 08.07.09, 21:30
        > Tak wiec wykresy "bija" w Pania Kudrycka, a nie w spolecznosc
        > akademicka.

        Jak mogą być w Kudrycką, skoro na wykresach zebrano dane od 1991 roku, a ona
        jest ministrem od 2 lat? Akurat od kiedy jest ministrem liczba doktoratów spadła
        (ale podejrzewam, że raczej Kudrycka nie ma z tym nic wspólnego). Nawiasem
        mówiąc, taki wzrost liczby doktoratów (od tych ok. 20 lat) może świadczyć także
        o obniżeniu ich poziomu, o czym głośno mówi się w społeczności akademickiej - bo
        ten wzrost nie wynika chyba tylko ze zwiększenia się liczby studiujących i
        wzrostu liczby wydziałów, które mogą przyznawać tytuł dra.
        • chilly Re: Wykresy wprowadzaja w blad. 08.07.09, 22:38
          Nastąpiła po prostu zmiana statusu doktoranta. Dziś to zwykły student (może
          lepszy, bo III stopnia). A na wielu kierunkach, zwłaszcza humanistycznych, nie
          pracuje, jak dawniej, po 16 godzin na dobę i przez 7 dni w tygodniu. On ma inne
          problemy i dlatego na uczelnie wpada jeden raz w tygodniu, gdy ma obowiązkowe
          zajęcia dydaktyczne.
    • wokal79 Potrzeba konkretnych reform... 13.07.09, 13:47
      Jest wiele problemów w polskiej nauce.

      Nie ukrywajmy, wiele osób otrzymujących dyplom z kiepskiej uczelni reprezentuje
      gorszy poziom umysłowy niż maturzyści sprzed 20/30 lat.. Kształcimy, a raczej
      szkolimy (jest różnica między osobą wyszkoloną a wykształconą) ilościowo, a nie
      jakościowo... może poza paroma dobrymi uczelniami...

      Kolejna sprawa to fundusze, aby zrobić dobry dr to trzeba mieć z czego żyć -
      mama do 30 nie będzie utrzymywała... i fachowa pomoc promotora, a ten czasami
      nie wie czego chce...

      Czy uczelnie zachęcają najlepszych do pozostania... NIE na dr idą osoby słabe,
      często uciekające przed bezrobociem... albo pasjonaci, którzy po paru latach
      bałaganu mają tego dość...

      Moim zdaniem reformy powinny iść w następującą stronę:
      - wprowadzenie stanowiska kanclerza na uczelniach państwowych, czyli menadżera,
      który zarządzałby uczelnią, obecnie wielu rektorów (notabene świetnych
      specjalistów od np. starożytności czy rozrodu żab) nie ma pojęcia o zarządzaniu
      tak dużą firmą jak uniwerek,
      - łączenia uczelni, aby nie dochodziło do paranoi, że w danym regionie są np. 3
      wydziały zarządzania, Lepiej aby to był jeden dobry,
      - zwiększeniu jakości nauki, gdyż obecnie wiele uczelni kształci gorzej niż
      szkoła średnia - mam wielu znajomych którzy maturę zdali na "3" ale dyplom w
      prywatnej szkole na "5",
      - kadencyjność pracowników naukowych wybieranych w otwartym konkursie, aby
      zwiększyć konkurencyjność,

      • chilly Re: Potrzeba konkretnych reform... 13.07.09, 15:54
        Postulaty slzne, na ogół brak jednak propozycji rozwiazań. Przykładowpo:
        "- łączenia uczelni, aby nie dochodziło do paranoi, że w danym regionie są np. 3
        wydziały zarządzania, Lepiej aby to był jeden dobry".
        Kiedy to właśnie spece od zarządzania powołali te trzy wydziały, by pracując na
        trzech etatach (w jednym, czesto niedużym mieście) brac trzy pensje równowazne
        jednej - tej, którą powinni mieć, jeśli faktycznie zajmuja sie nie tylko
        kwestiami organizacyjnymi i dydaktycznymi (z naciskiem na te pierwsze), ale też
        nauką (a właściwie - Nauką). Tylko czy zarządzanie jest nauką?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka