Dodaj do ulubionych

Katastrofa śmigłowca w Afganistanie. Prawdopodo...

14.07.09, 10:16
Demokratyczne helikoptery same spadają? A może faktycznie nikt ich nie musi
zestrzeliwać, w końcu to pewnie amerykańska produkcja...
Zwycięska batalia w Helmadzie trwa już 2. tydzień i końca sukcesów jak na
razie nie widać.

Mam pytanie do znających się na tematach militarnych (orły, sokoły to nie do was):
jak to się dzieje, że talibowie czy tzw. al-kaida po dziś dzień nie dysponują
żadnymi urządzeniami do zestrzeliwania samolotów. Dawniej, gdy byli jeszcze
dzielnymi mudżahedinami, dysponowali stringerami. Owszem wtedy Amis dawali im
stringery za darmo, ale teraz nie mogą się sami w podobne zabawki zaopatrzyć
na czarnym rynku? Przecież takie ustrojstwa szybko zakończyłyby jedyną
US-przewagę
- spadające samoloty przy bohaterstwie i motywacji US-wojsk
lądowych zbliżonych do bohaterstwa i motywacji sławnych wojsk gruzińskich,
szybko zakończyłyby tą wojnę.

Kasy ci bojownicy mają dosyć, w końcu pod opieką US-okupanta prod. narkotyków
kwitnie jak nigdy w historii i wszystkim przynosi krociowe dochody, również i
talibom/al-kaidzie czy jak to zwał. Powoli więc wydaje się to trochę podejrzane.

Czyżby niektórzy bojownicy w Afganistanie też byli zainteresowani tylko
gonieniem króliczka, ale nie złapaniem go? Jedni gonią afgańskiego inni
amerykańskiego króliczka?
Obserwuj wątek
    • drugi-ryszard55 Katastrofa śmigłowca w Afganistanie. Prawdopodo.. 14.07.09, 11:03
      tu o nic nie trzeba pytac,wszystko jasne.Zabawne sa te ich zwycieskie
      ofenzywy,zwyciestwa i sianie demokracji.Komunisci siali propagande a ci
      beszczelnie klamia.
    • wieprzowinapozydowsku Katastrofa śmigłowca w Afganistanie. Prawdopodo... 14.07.09, 11:03
      "Wojska amerykańskie i brytyjskie wraz z oddziałami armii afgańskiej
      prowadzą obecnie w Helmandzie zakrojoną na dużą skalę ofensywę,
      której celem są bazy talibów w prowincji."


      No prosze, a talibowie tez twierdza, ze to oni prowadza ofensywe:

      "CHAMAN – Insisting that the massive American Dagger offensive is
      toothless, the Taliban have launched their own "iron net" counter
      operation."

      www.islamonline.net/servlet/Satellite?c=Article_C&cid=1246346189862&pagename=Zone-English-News/NWELayout


      ________________________________

      [2009-07-13]
      Obama orders review of alleged Afghan mass grave

      WASHINGTON (AP) — President Barack Obama has ordered his national
      security team to investigate reports that U.S. allies were
      responsible for the deaths of as many as 2,000 Taliban prisoners of
      war in Afghanistan.

      Obama told CNN in an interview that aired Sunday that if the United
      States violated international norms, he wants to know about it. He
      also says he will make a decision how to proceed after he has all
      the facts.

      Witnesses said the Taliban members surrendered to the U.S.-allied
      Northern Alliance in November 2001 and were placed in sealed cargo
      containers for a two-day trip. A State Department report said the
      prisoners were suffocated and then buried en masse, with bulldozers
      used to move the bodies.

      Northern Alliance soldiers also have said they opened fire on the
      containers.



      www.irak.pl/KowalewskiAfganskiKonwojSmierci.htm

      W listopadzie 2001 r. dwukrotnie liczniejsze wojska (w
      rzeczywistości bandy) Sojuszu Północnego obległy w Kunduzie około 15
      tysięcy bojowników talibskich, w tym kilka tysięcy zagranicznych
      ochotników z Al-Kaidy i innych organizacji radykalnego islamu
      politycznego. Regionalny watażka, Amin Dżhan, wystąpił w roli
      mediatora i 21 listopada pod okiem obecnych tam wojskowych
      amerykańskich i brytyjskich wynegocjował porozumienie: uzgodniono,
      że talibowie złożą broń i będą mogli rozejść się do domów, podczas
      gdy ochotnicy cudzoziemscy zostaną przekazani Narodom Zjednoczonym.

      Tymczasem w Waszyngtonie sekretarz obrony USA, Donald Rumsfeld,
      zaczął wywierać presję, aby rozprawić się z jeńcami.
      Oświadczył: “Byłoby godne pożałowania, gdyby w Afganistanie
      cudzoziemcy - ci z Al-Kaidy, Czeczeni i inni, którzy współpracowali
      z talibami - zostali uwolnieni i mogli udać się do innego kraju po
      to, aby popełniać tam takie same akty terrorystyczne.” W ciągu
      następnych dni potwierdził swoje stanowisko: “Oczekuję, że zostaną
      zabici lub schwytani. To ludzie, którzy zrobili straszne rzeczy.”
      Komentarz Dorana: “Rzecz w tym, że komendanci Sojuszu Północnego nie
      mogą udawać, iż nie słyszą, gdy tak wypowiada się ich główny
      sojusznik i sponsor, a poza tym raczej zgadza się z takim
      postawieniem sprawy.” Jeńcy wojenni wpadli w pułapkę. Masakra była
      nieuchronna.

      Około 470 zagranicznych islamistów zabrano z Kunduzu do Kala-i-
      Dżangi, gdzie zamknięto ich w tunelach pod jedną z ogromnych
      fortyfikacji. 25 listopada na miejsce przybyło dwóch agentów CIA po
      to, aby ich pojedynczo przesłuchać. Dodajmy, że szybko okazało się,
      iż ci agenci to zawodowi oprawcy, specjaliści od najbrudniejszej na
      świecie roboty. Jeńcy, nie chcąc iść jak barany na potworne tortury,
      wydarli Amerykanom broń, zabili Johnny “Mike’a” Spanna i swoich
      strażników afgańskich, opanowali zbrojownię i starając się za
      wszelką cenę ratować życie, przystąpili do zaciekłej walki. Na
      żądanie amerykańskich wojsk specjalnych na opanowaną przez
      zbuntowanych jeńców cytadelę dokonano morderczych uderzeń z
      powietrza, podczas gdy komandosi brytyjscy zorganizowali kontratak.
      Doran: “Po trzech dniach boju w cytadeli nie pozostał przy życiu ani
      jeden talib, co jest zdumiewające. Na koniec każdej operacji
      wojskowej należy spodziewać się, że na polu walki znajdzie się
      przynajmniej kilku - choćby ciężko rannych - pozostałych przy życiu
      żołnierzy strony pokonanej.” W tunelach odkryto natomiast 86
      ocalałych jeńców, w tym amerykańskiego członka Al-Kaidy - Johna
      Walkera Lindha. (Bunt wybuchł, gdy Spann nad nim właśnie zaczął się
      znęcać).

      “Choć wydaje się to niewiarygodne, w tym czasie nikt nie
      zainteresował się losem innych bojowników, którzy złożyli broń w
      Kunduzie”, pisze Doran. A chodziło o kilka tysięcy młodych ludzi -
      więcej niż ofiar zamachu Al-Kaidy z 11 września 2001 r.! Lecz
      zgodnie z ideologią panującą w skali światowej, tacy jak ci młodzi
      ludzie to tylko “nawóz historii” podbojów imperialistycznych. “To,
      co stało się z tymi ludźmi, na zawsze rzuci cień na wizerunek
      Sojuszu Północnego, ONZ, rządu USA i jego personelu wojskowego.
      Rzecz bowiem w tym, że w zupełnie innej, nigdy nie wymienianej w
      depeszach zachodnich, fortecy zaczęła się rzeź, w której zginęło ok.
      3 tys. jeńców. Powróćmy do Amira Dżhana, który brał udział w
      rokowaniach w sprawie kapitulacji. «Policzyłem ich osobiście - było
      ich 8 tys. Teraz pozostało jedynie 3015, przy czym liczba ta
      obejmuje nawet Pasztunów z Kunduzu, którzy nie figurowali wśród
      tych, co oddali się początkowo do niewoli. Co się stało z innymi?»
      Przynajmniej częściowo odpowiedź znajduje się pod 50 metrami piachu,
      w środku pustyni, w Daszt-i-Lejli. Rachunek jest prosty - brakuje 5
      tysięcy ludzi. Niektórzy mogli zbiec, inni się wykupili, a jeszcze
      inni zostali niewątpliwie sprzedani służbom bezpieczeństwa swoich
      własnych krajów, gdzie spotkał ich los gorszy od śmierci. Zgodnie
      jednak z pewnymi kluczowymi dla tej sprawy zeznaniami, które udało
      nam się zebrać w ciągu sześciomiesięcznego śledztwa, większość z
      nich po prostu pogrzebano pod pustynnym piaskiem.”

      Te “brakujące” tysiące jeńców wywieziono do twierdzy Kala-i-Zejni.
      Tam przyjechał po nich konwój ciężarówek z 25 stalowymi kontenerami.
      Miał zawieźć ich do więzienia w Szeberghanie. Do każdego kontenera
      wsadzono około dwustu jeńców. Ściśnięci w temperaturze ponad 30°
      Celsjusza jak sardynki w metalowych pojemnikach, do których nie
      przenikało ani powietrze, ani światło, błagali o
      litość. “Zadośćuczyniono” ich błaganiom - żołnierze Sojuszu
      Północnego ostrzelali kontenery z broni maszynowej, “aby zrobić w
      nich otwory wentylacyjne”, jak jeden z nich opowiedział
      Doranowi. “Za szczerością tego człowieka kryje się jednak wielkie
      okrucieństwo. Wiele śladów po kulach, które widzieliśmy na
      kontenerach, znajdowało się w dolnej lub środkowej części ścianek, a
      nie w górnej, gdzie rzeczywiście mogłyby one zapewnić wentylację i
      dać jeńcom szansę przeżycia.” Pewien taksówkarz widział potem ten
      konwój śmierci. Opowiedział Doranowi, że kontenery dosłownie “sikały
      krwią”.
      • wieprzowinapozydowsku Re: Katastrofa śmigłowca w Afganistanie. Prawdopo 14.07.09, 11:04
        Jeszcze linku zapomnialem:

        www.google.com/hostednews/ap/article/ALeqM5gjc2gjOKXqk3dgB6yvfHT9LRxwxgD99D47P81
    • abhaod Re: Katastrofa śmigłowca w Afganistanie. Prawdopo 14.07.09, 11:16
      eva15 napisała: > jak to się dzieje, że talibowie czy tzw. al-kaida
      po dziś dzień nie dysponują
      > żadnymi urządzeniami do zestrzeliwania samolotów

      oszołomom nikt ich nie sprzeda, trafią czasami z kałacha w jakiś
      cywilny helikopter, wygrana NATO w Talibanstanie to tylko kwestia
      czasu

      Prezydent Obama w drugim dniu wizyty zjadł śniadanie w „rosyjskim
      stylu” w towarzystwie premiera Władimira Putina.
      W okresie poprzedzającym wizytę amerykański prezydent Obama dawał do
      zrozumienia, że widzi pewną różnicę pomiędzy liberalnym prezydentem
      Miedwiediewem a Putinem, który – jak powiedział nawet w jednym z
      wywiadów – „jedną nogą tkwi w przeszłości”. Niektórzy rosyjscy
      komentatorzy zaraz na to odpowiedzieli, że najwyraźniej prezydent
      Obama tkwi jedną nogą w starych stereotypach, a sam premier w
      dosadnym, charakterystycznym stylu skomentował, że „my w Rosji nie
      mamy zwyczaju stać wraskoriaczku [okrakiem]”.
      Stojący twardo na nogach premier przyjął prezydenta USA w wyćwiczonej
      pozie – rozwalony na fotelu (nie sposób się uwolnić od wrażenia, że
      właśnie „wraskoriaczku”) z miną „możecie mi wszyscy skoczyć”. Panowie
      wymienili przed kamerami kilka uprzejmości i okrągłych formułek o
      historii stosunków amerykańsko-rosyjskich, po czym premier Putin
      wyjrzał przez okno i pokazał pięknie nakryty na tarasie stół i
      stojący obok samowar, rozpalany właśnie wielkim butem z cholewą przez
      ubranego w szkarłatną koszulę mołodca. Pozostała część rozmowy odbyła
      się już bez kamer.
      Służby prasowe stawały na rzęsach, żeby pokazać, iż rozmowa dotyczyła
      zagadnień współpracy handlowej, ale z późniejszych skąpych przecieków
      wynikało, że panowie Obama i Putin nie ograniczyli się do wymiany
      zdań o poprawce Jacksona-Vanika, hamującej wymianę towarową między
      obu państwami. Jak pisze dzisiejsza „Niezawisimaja Gazieta”, obaj
      liderzy rozmawiali o problemach strategicznych. Tymczasem wedle
      konstytucji i protokołu, kwestie strategiczne Obama powinien był
      omawiać jedynie z prezydentem, a nie z premierem; uznając realny
      układ władzy, Obama zlekceważył protokół i dał wyraz temu, że zdaje
      sobie sprawę, kto tu rządzi. „Och, pan myśli tak samo jak
      Miedwiediew” – zauważył po spotkaniu, jak gdyby komentując swoje
      wcześniejsze stwierdzenie o jednej nodze tkwiącej w przeszłości. Przy
      innej sposobności dodał jeszcze, że uważa „tandem” za działający
      efektywnie.
      Obecny podczas rozmowy na tarasie Jurij Uszakow, zaufany Putina,
      zastępca szefa aparatu rządu, wytrawny dyplomata, uchylił rąbka
      tajemnicy: tematem rozmowy była kwestia irańska. USA miały
      zadeklarować, że chcą ścisłej współpracy z Rosją w tej sprawie.
      Podobnie w kwestii północnokoreańskiego programu jądrowego. „Jeśli
      chodzi o zderzenie interesów obu krajów na obszarze postsowieckim,
      spór z powodu tarczy w Europie – to tu komentarze Uszakowa stały się
      jeszcze bardziej skąpe. Najwidoczniej żadnych konkretnych porozumień
      nie osiągnięto” – konstatuje gazeta.
      Ale liczy się przetarcie szlaków. Bokserzy mówią, że pierwsza runda
      pojedynku jest po to, aby „obwąchać” przeciwnika. Wydaje się, że
      założeniem wizyty było zrobienie remanentu, znalezienie sfer, w
      których można się dogadać (rozbrojenie, tranzyt do Afganistanu),
      zaznaczenie różnic w kwestiach, w których dogadać się (na razie) nie
      można, ale bez zadrażniania. No i ogólne ocieplenie atmosfery.
      Wracając do skąpego komunikatu o tematyce rozmów, a konkretnie do
      sprawy Iranu. Obamie zależy na włączeniu Rosji do gry o Iran. Rosja
      buduje Iranowi siłownie jądrowe, sprzedaje reaktory i paliwo, ma
      dobre stosunki z władzami, od czasu do czasu pisze się, że zamierza
      sprzedawać niebezpieczną broń, a w Radzie Bezpieczeństwa skutecznie
      blokuje rezolucje wprowadzające sankcje. Jednym słowem – wydaje się,
      że ma wpływy i możliwość prowadzenia dialogu z Teheranem. Czy i jak
      się do tego zabierze? Czy chce, a przede wszystkim – czy może wpływać
      na Iran? To może się okazać ważny test.
      A co do innych kwestii, jeszcze bardziej spornych, to raczej nie
      wystarczy buta z cholewą, by rozpalić węgielki w samowarze.
      "Cholernie mokre drzewo, pani baronowo".

      Anna Łabuszewska
    • kapitan.kirk Re: Katastrofa śmigłowca w Afganistanie. Prawdopo 14.07.09, 16:51
      eva15 napisała:

      > Demokratyczne helikoptery same spadają? A może faktycznie nikt ich
      nie musi
      > zestrzeliwać, w końcu to pewnie amerykańska produkcja...

      Hmmm, na razie to trudno powiedzieć - jak dotąd bowiem jedynie rząd
      Mołdawii ogłosił, że rozbity śmigłowiec to rosyjskiej produkcji Mi-
      26 należący do mołdawskiego przedsiębiorstwa, a ofiary to Ukraińscy
      cywile zatrudnieni przez afgański rząd (cokolwiek by miało to
      oznaczać). Rzecznicy owego rządu oraz ISAF jak na razie potwierdzają
      jedynie, że chodziło o cywilny helikopter przewożący zagranicznych
      pracowników. Pośrednio potwierdzają to naoczni świadkowie, którzy
      twierdzą, że spadający śmigłowiec był biały - a więc rzeczywiście
      najpewniej cywilny. Kłóci się to natomiast ze stwierdzeniem
      rzecznika Talibów, że ich oddziały zestrzeliły amerykańskiego
      Chinooka - śmigłowce tego typu raczej bowiem trudno z Mi-26 pomylić
      (różnią się od nich jak koń od strusia), a przy tym raczej rzadko
      latają one w cywilnych barwach. Zapewne w kolejnych godzinach coś
      się bardziej będzie wyjaśniać...

      > Mam pytanie do znających się na tematach militarnych (orły, sokoły
      to nie do was):

      Jako, że biologicznie nie zaliczam się do ptactwa, nie uznaję się
      tym samym za wykluczonego spod Twej inwokacji ;-)

      > jak to się dzieje, że talibowie czy tzw. al-kaida po dziś dzień
      nie dysponują
      > żadnymi urządzeniami do zestrzeliwania samolotów.

      Dysponują: zostało im trochę Stingerów z czasów wojny z ZSRR oraz
      przemycane z Chin i państw posowieckich wyrzutnie naramienne - różne
      generacje Strieł lub ich podróbki. Nie jest ich dużo, bo też i
      Talibów nie jest wielu... Poza tym większość strat zadają nisko
      lecącym śmigłowcom i samolotom transportowym oraz pasażerskim przy
      pomocy lekkich działek i wkmów, które w zupełności do tego celu
      wystarczają.

      > Dawniej, gdy byli jeszcze
      > dzielnymi mudżahedinami, dysponowali stringerami.

      Raczej niewielu Talibów było dawniej "dzielnymi mudżahedinami"
      (ugrupowania te kochają się między sobą trochę mniej niż przeciętne
      psy z typowymi kotami).

      > Owszem wtedy Amis dawali im
      > stringery za darmo, ale teraz nie mogą się sami w podobne zabawki
      zaopatrzyć
      > na czarnym rynku?

      Wyrzutnie rakietowe plot to nie przysłowiowe "kałachy" czy RPG -
      stopień ich zaawansowania technologicznego i dostępności jest na
      tyle odmienny, że raczej trudno mówić o jakimś ich
      rozwiniętym "czarnym rynku" (i chwała bogom...).

      > Przecież takie ustrojstwa szybko zakończyłyby jedyną
      > US-przewagę
      - spadające samoloty przy bohaterstwie i motywacji
      US-wojsk
      > lądowych zbliżonych do bohaterstwa i motywacji sławnych wojsk
      gruzińskich,
      > szybko zakończyłyby tą wojnę.

      Na polu walki raczej niewiele by to zmieniło, bo lotnictwo bojowe
      NATO stosuje zupełnie inną taktyke niż ongiś radzieckie. Tamto, nie
      dysponując nowoczesną bronią precyzyjną, latało nisko nad polem
      walki i wspierało własne wojska niejako ogniem bezpośrednim
      (zazwyczaj działkami i klasycznymi bombami lub rakietami
      niekierowanymi), narażając się non stopn na zestrzelenie. Obecnie
      samoloty NATO latają wysoko i poza zasięgiem ręcznych środków obroty
      plot, atakując z daleka pociskami kierowanymi o dużej precyzji
      rażenia. Natomiast więcej lekkich rakiet w rękach Talibów
      niewątpliwie utrudniłoby życie samolotom i śmigłowcom transportowym,
      zwłaszcza cywilnym i w pobliżu lotnisk (acz nie radykalnie, bo z
      bezpośrednich okolic lotnisk Talibowie są na ogół i tak szybko
      przepędzani).

      > Czyżby niektórzy bojownicy w Afganistanie też byli zainteresowani
      tylko
      > gonieniem króliczka, ale nie złapaniem go? Jedni gonią afgańskiego
      inni
      > amerykańskiego króliczka?

      Wynika to przede wszystkim z tzw. "ogólnej niemożności" Talibów, a
      nie z jakiegoś ich samoograniczania się. Ich siły są wielokrotnie
      mniej liczne niż ongiś mudżahedinów, a i poparcie społeczne ogólnie
      też mniejsze - z czego wynikają bezpośrednio i mniejsze możliwości
      stricte militarne.

      Pzdr
      • eva15 Re: Katastrofa śmigłowca w Afganistanie. Prawdopo 15.07.09, 20:41
        kapitan.kirk napisał:

        > Jako, że biologicznie nie zaliczam się do ptactwa, nie uznaję się
        > tym samym za wykluczonego spod Twej inwokacji ;-)

        Chodziło o przynależność intelektualną (ptasie móżdżki).

        Za wyjaśnienia dzięki, faktycznie to inna taktyka i US- samoloty latają b.
        wysoko, to utrudnia zestrzeliwanie.
        • abhaod Re: Katastrofa śmigłowca w Afganistanie. Prawdopo 15.07.09, 20:46
          forum.gazeta.pl/forum/w,902,97877004,97887746,Re_Szarza_Buzka_na_Moskwe.html
    • komarowo Usiłujesz paniać jak to się dzieje 15.07.09, 06:25
      Po 10 latach przegraliście z kretesem z obdartusami i do kacapstanu nie wróciło
      15 tys. mołodców a 30 tys. mołodców wróciło ale za to bez ruk i nóg? NATO z
      kolei ma tysiąckrotnie mniejsze straty i panuje nad sytuacją, wbrew kacapskiemu
      zaklinaniu rzeczywistości?


      Nie znajesz poczjemu zawsze wychodzicie na tępych przygłupów? Może jesteś
      odrobinę 'opuźniona', 'na prawdę'.
      Wzruszające..., choć w sumie rozumiem twoją bezradną frustrację politruka,
      stojącego wobec licznych i kompromitujących porażek swojego chlebodawcy.

      Co ciekawe - ten helikopter to najtańszy w świecie kacapski złom, wynajmowany
      przez towarzyszy z ONZ. Awaria jest równie prawdopodobna jak zestrzelenie.
      Niestety miałem wątpliwą okazję latać takimi kacap-wynalazkami dziesiątki razy i
      zawsze modliłem się, żeby następny lot był SuperCobrą czy nawet polskim Sokołem,
      byle nie rozsypującym się Mikojanem spadajanem. Zwłaszcza, że przepite ljotcziki
      uśmiechające się przymilnie do wyższego personelu, ukazując złote zuby, zawsze z
      daleka odrażająco śmierdziały człowiekiem radzieckim.

      W wolnej chwili wrzucę zdjęcie nieszczelnego baku w kabinie. Naprawa radzieckich
      ljotczików polegała na podstawieniu ... szklanki po wódce.

      No, to możesz już wracać na pobocze, może tam za sorok złoty któryś z tirowców
      posłucha twoich mądrości, przerażony twoimi physical features?
      • kapitan.kirk Re: Usiłujesz paniać jak to się dzieje 15.07.09, 07:28
        komarowo napisał:

        > Po 10 latach przegraliście z kretesem z obdartusami i do
        kacapstanu nie wróciło
        > 15 tys. mołodców a 30 tys. mołodców wróciło ale za to bez ruk i
        nóg? NATO z
        > kolei ma tysiąckrotnie mniejsze straty i panuje nad sytuacją,
        wbrew kacapskiemu
        > zaklinaniu rzeczywistości?


        No, bez przesady - straty ludzkie są "tylko" dwunastokrotnie
        mniejsze. Niższe w podobnym stopniu są też straty w sprzęcie, co
        wynika z innej specyfiki wojny i - w związku z tym - z innej
        taktyki. Rzeczywiście natomiast istotne jest to, że w ciągu 10 lat
        wojny z ZSRR, zgineło ok. miliona cywilnych Afgańczyków, a blisko 5
        milionów uciekło za granicę (głównie do Pakistanu). Obecnie, po
        osmiu latach interwencji NATO, nawet najbardziej protalibskie źródła
        podają maksymalną liczbę cywilnych ofiar na 30 tys., czyli ok. 30
        razy mniej (źródła koalicyjne mówią zgoła o ok. 10 tys.). To jest
        kwestia zupełnie zasadnicza.

        > Co ciekawe - ten helikopter to najtańszy w świecie kacapski złom,
        wynajmowany
        > przez towarzyszy z ONZ. Awaria jest równie prawdopodobna jak
        zestrzelenie.

        Też trochę przesada - akurat Mi-26 (podobnie zresztą jak większość
        konstrukcji Mila) uchodzi za wybitnie "awaryjnoodporny".

        Pozdrawiam
    • darthmaciek eva - nie "stringery" - pociski typu Stinger 15.07.09, 09:58
      a co do Twojego pytania, odpowiedz jest prosta - talibowie pozostaja
      w scislym przymierzu z Al Qaida, ktora jest uwazana za wroga przez
      prawie wszystkie panstwa swiata i zdolna doslownie do wszystkiego -
      wiec nawet ci, ktorzy po cichu zaopatruja talibow w bron (jak
      iranscy ajatollahowie i prawdopodobnie w dalszym ciagu niektorzy
      oficerowie wywiadu pakistanskiego), nie sa na tyle szaleni, zeby
      dawac tym zbrodniarzom bron, dzieki ktorej mogliby stracac samoloty
      pasazerskie... bo nigdy nie wiadomo, czy wlasnie tym samolotem nie
      posle sie zony i dzieci na wakacje...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka