Dodaj do ulubionych

Ofiary NKWD. Polska żąda śledztwa

23.07.09, 07:12
Co należy rozumieć pod określeniem: "Zwróciliśmy się do
Prokuratury"?
Polska powinna wystąpić oficjalnie do Białorusi z żądaniem ustalenia
przyczyn i okoliczności śmierci polskich obywateli w Głębokiem po
zagarnięciu tego terenu przez Sowietów w 1939 r.
Mamy też prawo żądać udziału specjalistów polskich podczas tych
badań.
Żadnej amatorszczyzny, żadnego hamletyzowania, tylko twarde
domaganie się przestrzegania reguł międzynarodowych - oczywiście na
zasadach pełnej wzajemności!
Obserwuj wątek
    • buk-humor-dziczyzna A KOGO ???????????? 23.07.09, 07:47
      A KOGO ????????????
    • buk-humor-dziczyzna poraża niesamowite zainteresowanie tymi wypocinami 23.07.09, 07:48
      poraża niesamowite zainteresowanie tymi wypocinami
      • imw co to za bełkot? 23.07.09, 07:51
        jw.
        • vaclavnewyork Re: co to za bełkot? 23.07.09, 14:58
          POsychole tak maja.
      • estetaww Re: poraża niesamowite zainteresowanie tymi wypoc 23.07.09, 09:25
        Na abnegatów lub ignorantów szkoda słów...
    • szymon.konarski Świadectwo świadków z "Karty" 23.07.09, 09:17
      W dniu 18 września Głębokie, jak całe Kresy Wschodnie, zostało zajęte przez
      Armię Czerwoną, czyli „wyzwolone od polskich okupantów”.

      W 1940 roku na terenie dawnego klasztoru bazylianów w Berezweczu koło
      Głębokiego urządzono więzienie NKWD, jedno z największych na terenach polskich
      zajętych przez Sowietów w 1939 roku.

      Więziono w nim kilka tysięcy osób, w zdecydowanej większości Polaków z
      północnej części przedwojennego województwa wileńskiego. Przeprowadzona w
      czerwcu 1941 roku w obliczu niemieckiej ofensywy pośpieszna ewakuacja
      więzienia, podczas której strażnicy bestialsko wymordowali większość więźniów,
      stała się jednym z symboli sowieckich zbrodni na Kresach.

      Wielu szczegółów na temat więzienia w Berezweczu i jego zbrodniczej ewakuacji
      dowiadujemy się z relacji świadków cytowanych przez Sławomira Kowalczyka w
      jego artykule „Berezwecz” opublikowanym w miesięczniku „Karta” (nr 3 1991).
      Tak swój pobyt w więzieniu wspomina Paweł Kożuch, który spędził tu półtora roku:

      „Cela miała dwa metry szerokości i pięć metrów długości. Trzymano nas 48 w
      pomieszczeniu, które było przeznaczone dla jednej osoby. Zamurowano jedyne
      okno, pozostawiono tylko górną szybę, przesłoniętą daszkiem, aby więzień nie
      widział błękitu nieba. Prycz czy innych urządzeń do spania nie ma. W kącie
      stoi kibel, z którego przelewają się odchody, zatruwające powietrze i tak już
      zatrute przez 48 niewolników, ściśniętych na betonie.

      Za pościel i przykrycie służy to, co mamy na sobie. Niektórym ubrania już się
      zużyły i sczepione są ośćmi rybimi, bo czasem więźniowie dostawali po kawałku
      suszonego dorsza. Ręczników lub jakichś metalowych przedmiotów w celi mieć nie
      wolno. Nie było widzeń ani korespondencji, a tym bardziej paczek – chociaż
      moja chata była oddalona od tej śmierdzącej jamy zaledwie o dziesięć kilometrów.

      Nasze życie w celi zaczynało się z rana pobudką. Dwa razy na dobę wypędzano
      nas biegiem do ustępu, w którym wolno było przebywać kilkadziesiąt sekund.
      Dostawaliśmy 400 gramów razowca na dzień, pół miski wrzątku na śniadanie, na
      obiad pół litra brudnej lury, zwanej nie wiem czemu zupą, na kolację też pół
      miski wrzątku, a o godz. 22 apel i niby-sen, ale go nigdy naprawdę nie było,
      gdyż zaraz po apelu zaczynały się przesłuchania.”

      Tak natomiast, w tej samej relacji, wyglądała ewakuacja:

      „Kiedy wszystkie katakumby zostały opróżnione, zaczęto nas w pośpiechu
      ustawiać piątkami. Świeżo aresztowanych – na przedzie kolumny, a nas na końcu.
      Plac klasztorny okazał się za ciasny, aby nas pomieścić, kazano nam iść wokół
      budynku, do bocznego wyjścia. Kiedy podchodziliśmy bliżej muru, wyraźnie widać
      było ślady świeżo kopanej ziemi. Naliczyłem osiem dużych plam. Nie miałem
      wątpliwości, że to nocna robota naszych opiekunów.”

      Co to była za „robota”, dowiadujemy się z relacji innych świadków, którzy
      weszli na teren więzienia po odejściu Sowietów. Tak wspomina Leokadia Skracaka:

      „Był dzień targowy. Rosjan już nie było, uciekali, jeszcze kurz za nimi nie
      opadł, a Niemców jeszcze nie było. Ludzie wiedzieli, ze w klasztorze w
      Berezweczu jest więzienie, więc zaraz poszli tam, i ojciec też. Za klasztorem
      w olbrzymich dołach leżała masa ciał jeszcze nie zasypanych, nie zdążyli.
      Ciała były zmasakrowane, bez nosów, inni bez uszu, oczu, palców, połamane
      kości. Ludzie weszli do klasztoru, zaczęli szukać i znaleźli świeży mur.
      Zaczęli go rozbijać. Wysypały się ciała ludzi żywcem zamurowanych. Paru
      jeszcze żyło. Zmarli po paru godzinach.”


      Ci, których wyprowadzono z więzienia, pognani zostali w stronę Witebska, a
      szlak ich pochodu, prawdziwa „droga śmierci”, również usiany był trupami.
      Wspomina Michał Bogowicz:

      „Sformowano nas w ósemki i wyprowadzono za bramę. Nadal byliśmy otoczeni
      strażą i psami. Na czoło wysunęło się kilkanaście furmanek i przednia straż.
      Grupy wysuwały się jedna za drugą, razem było ich około dwunastu. Długość
      kolumny w marszu mniej więcej 1500 metrów, kierunek północno-wschodni, w pole.
      Zaraz za bramą, jak okiem sięgnąć, zobaczyliśmy straszną, gorzką od łez
      panoramę. Dookoła nas biegli ludzie z tobołkami, paczkami, wodą do picia.
      Kobiety, dzieci, mężczyźni – każdy chciał zobaczyć swojego i wręczyć mu, co
      miał, z tego powodu powstał straszny chaos. Okropność! Straż z psami odganiała
      i nie wolno było niczego podać ani brać. Straż biła kolbami jednych i drugich.
      Słychać było straszne zawodzenie – płacz, jęki, bicie. (…)

      Poszliśmy dalej polami, lasami, w kierunku Połock-Witebsk. Za nami szły
      furmanki, nie wiem, czym obładowane; kto padł omdlały, zabierano go na
      furmankę. Umęczeni ludzie prosili więc o podwiezienie. Niedługo trwała ta
      pomoc, bowiem rozeszła się wieść, że lekarze dają śmiertelne zastrzyki, a
      żołnierze przekłuwają ludzi bagnetem. Słychać też było wystrzały. Ta wiadomość
      obiegła błyskawicznie szeregi skazańców. Od tej pory żaden nie został w tyle,
      by skorzystać z furmanki. Tych, którzy nie mogli iść, koledzy brali pod ręce i
      w ten sposób prowadzili osłabionych.

      Ciągle nie dawano nam picia ani jedzenia. Słychać wciąż jęki, kilka osób
      uciekło do lasu na odległość 50-100 metrów. W takich chwilach padało: „Łożyś!”
      nie wolno podnieść głowy. Słychać było wystrzały i gonitwy z psami po lesie,
      gdy tylko ucichły, znów szliśmy. (…)

      Dochodziliśmy do miasteczka Ułła. (…) Weszliśmy na drewniany most przez
      ogromną Dźwinę. (…) Ludność tego miasteczka krzyczała: „Towarzysze, dokąd
      prowadzicie tych bandytów, te polskie świnie. Bić ich na miejscu!”

      Popychani kolbami przeszliśmy most, osiedle, weszliśmy na brukowaną szosę.
      Znów padła komenda „Łożyś!” Wszyscy leżeli twarzami do ziemi, gdzie kto stał,
      na bruku, na poboczu. Grozili, że jeśli ktoś poruszy ręką lub nogą, czy też
      podniesie głowę, zostanie zabity na miejscu bagnetem.

      Dookoła nas trwały jakieś przygotowania – i raptem niesamowity huk jak setki
      młotów: rąbano z karabinów maszynowych. Z przodu rozległy się straszliwe
      wrzaski, między innymi słyszało się: „Bracia, strzelają do nas!”, a obok jęki,
      bicie kolbami, ludzkie głosy pomieszane z wyciem psów. (…) Ogłuszał nas
      straszliwy łoskot karabinów maszynowych, ustawionych po obu stronach drogi na
      skarpie, a grad kul siekł naszych. Brakło nam tchu, jakaś siła powietrzna
      dusiła osłabionych, nieprzytomnych współbraci, a ja nie chciałem umierać. Nie
      mogłem poruszyć ręką ni nogą. Leżałem bez czucia. Próbowałem się modlić, ale
      nie mogłem, bo taki miałem chaos w głowie (…).

      Nagle usłyszałem huk samolotów. Gdy przelatywały nad nami, ogromne ciśnienie
      zapierało dech. Zrzuciły chyba kilka bomb, bo zabrakło mi powietrza, a za
      koszulę i po szyi pociekło coś gorącego. Obok usłyszałem płacz i jęki…. Wtem
      ucichło, oprócz jęków nic nie było słychać. Dookoła same trupy! (…) Z konwoju
      ani żywej duszy, jedynie niedobitki spośród naszych biegną do lasu, oddalonego
      o trzysta metrów. Zabrałem worek z rzeczami i pobiegłem do lasu.”

      Ocenia się, ze podczas ewakuacji w samym więzieniu w Berezweczu zamordowano
      kilkaset osób, drugie tyle podczas przemarszu, a około dwóch tysięcy podczas
      ostatecznej likwidacji konwoju, co nastąpiło koło miejscowości Taklinowo nad
      Dźwiną w dniu 25 czerwca 1941 roku.

      Pomimo, że od lat nie ma już na Białorusi władzy radzieckiej, w Głębokim do
      dziś w żaden sposób nie upamiętniono tych zbrodni, a ludzie wspominają o nich
      jedynie szeptem.

      Grzegorz Rąkowski
      ”Wśród jezior i mszarów Wileńszczyzny”, Rewasz, Warszawa 2000
      • szymon.konarski Re: Świadectwo świadków z "Karty" 23.07.09, 09:34
        Dla jasności dodam, że Berezwecz to część miejscowości Głębokie.
    • rocco-siffredi kiedy GW zazada sledztwa WOlynskiego? 23.07.09, 10:09
      kiedy GW azada postawienie dzilaczy OUN, UPA przed miedzynarodowym trybunalem
      za mordy na Wolyniu i Podolu to uznam ja za gazete obiektywna.
      KGB mordowalo? wszyscy wiedza co robily te rusikie scierwa i to nas slusznie
      oburza.
      Gazety slusznie nie oburza wymordowanie 150 tysiecy cywili bo to podobno
      naruszy strategiczne partnerstwo z niepodlegla ukraina?

      pietnowanie zamordowania 300 osob w Jedwabnem nie naruszylo parterstwa (?) z
      USA i Izraelem
      • rocco-siffredi a ruskim 23.07.09, 10:15
        scierwom jeszcze przyjdzie czas zaplacic
        • kacap_z_moskwy Re: a ruskim 23.07.09, 18:45
          Pajacu, a za co maja ruskie scierwy odpowiadac? Moze scierwy to ci, co to robili, bo narodowosc miali rozna. Od zydow po polakow. Wiec uwazaj na slowa. Bo teraz proklamujesz nienawisc narodowa. A to chyba jest karane. Choc zydami ruscy nie sa, ale chyba prawo jest jedno, no nie? A zydzi tez jeszcze odpowiedza za rewolucje w 17, czy nie? Nie masz takich mysli? A czytajac takich porno debili jak ty mysle ze bardzo szkoda ze moji dziadkowie, moja babcia nie zatrzymali sie i nie dali faszystam zostac na terenach dzisiejszej Polski. Bardzo mi szkoda poleglych zolniezy, co placili zyciem za to, zebys taki pedal jak ty pisal tutaj swoje gowno.

          Przepraszam innych za brzydkie slowa.
          • konrad.ludwik02 Gdyby Sowieci wraz z zaprzyjaźnionymi ... 23.07.09, 19:34
            Gdyby Sowieci wraz z zaprzyjaźnionymi Hitlerowcami nie napadli na
            Polskę, dając początek II WŚ, nie musieliby potem, gdy Hitlerowcy
            napadli na swojego do niedawna największego przyjaciela,
            ginąć "wyzwalając" Polskę! No i po drodze, obdarować nas ustrojem
            komunistycznym, z którego sami pięćdziesiąt lat później
            zrezygnowali.
          • vaclavnewyork Re: a ruskim 23.07.09, 21:32
            Faktycznie wielka szkoda ze Twoi dziadkowie nie zostali u
            siebie.Nikt ich nigdzie nie zapraszal .Szkoda tez ze nieproszeni
            przyszli 17go wrzesnia 39.Oszczedzilibysmy pol wieku kacaposkiego
            goowna,.Wiec nie pisz bzdur i siedz cicho baranie.
    • old.european No to na Kremlu juz sie pakuja do ucieczki 23.07.09, 10:13
      • vaclavnewyork Re: No to na Kremlu juz sie pakuja do ucieczki 23.07.09, 15:00
        cwoku.pakuj sie i Ty
        • vaclavnewyork Kuda wsie Pizdjuki? 23.07.09, 21:58
          Uszli w Bacutil?Szczastliwo
    • korcia2000 Ofiary NKWD. Polska żąda śledztwa 24.07.09, 11:34
      Zbrodnie NKWD powinny być znane i badane. Dlaczego jednak, w myśl
      dość iluzorycznych politycznych interesów, nie bada się i nie
      pokazuje zbrodni UPA? Ponad 100 tys. bestialsko pomordowanych
      Polaków, w tym starców, kobiet i dzieci, czeka na sprawiedliwość.
      Kiedy prezydent Juszczenko przeprosi naród polski? Kiedy zbrodnie
      UPA zostaną osądzone? Nie przeszkadza nam, że na Ukrainie mordercom
      z UPA buduje się pomniki, nazywa się ich bohaterami narodowymi,
      urządza się obchody ku czci SS "Galizien"! Taka polityka to
      pośmiertne plucie w twarz ofiarom ukraińskich zbrodni. Rosja
      przynajmniej odcięła się oficjalnie od swoich zbrodni i Jelcyn
      przepraszał....

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka