Dodaj do ulubionych

Usuńmy absurdy, potem informatyzujmy

10.08.09, 15:49
dobrze podsumowane
ja od lat nie mogę się nadziwić temu, że jak zmieniam adres
zameldowania lub nazwisko i numer dowodu osobistego to muszę pod
groźbą kary poinformować urząd skarbowy.Jak się człowiek chce
przemeldować to najpierw musi jechać do jednego urzędu się
wymeldować, a potem do drugiego zameldować, jakby nie można by tego
zrobić w urzędzie docelowym. Albo ta ścisła rejonizacja urzędów,
muszę jeździć wiecznie na zadupie, gdzie jestem zameldowana z
papierka i każdą pierdołę tam załatwiać, a nie tam gdzie mi wygodnie,
czyli w miejscu gdzie naprawdę mieszkam, ale z różnych względów nie
mogę lub nie chcę się zameldować
Obserwuj wątek
    • slwy Re: Usuńmy absurdy, potem informatyzujmy 11.08.09, 11:42
      przecież to jest jeszcze pozostałość z poprzedniej epoki, gdzie partia musiała
      wiedzieć, gdzie jaki obywatel się właśnie znajduje. To horror że 20 lat po tym
      czasie jeszcze tego nie zmieniono. A rząd się zajmuje pierdołami, premier z
      prezydentem się kłóci o stołek w samolocie. To jest skandal. PiS, PO, SLD już
      pokazało jak rządzą, jeżeli ludzie się nie opamiętają i nie zagłosują na kogoś
      innego (nieważne na kogo, byle nie na tych co "już byli"), to w tej dziurze, do
      cholery, nic nigdy się nie zmieni! będziemy gnić w tym grajdole do końca swoich dni!
    • manfrotto Usuńmy absurdy, potem informatyzujmy 11.08.09, 11:58
      Podsumowanie jest trafne, ale dalece niepełne. Przede wszystkim obarczanie
      urzędników odpowiedzialnością za niepowodzenia we wprowadzaniu e-administracji
      jest niekoniecznie trafne – urzędnicy przede wszystkim są wykonawcami
      przepisów i jeżeli nawet widzą ich absurdalność, to niewiele mogą na to
      poradzić. Projekty nowych aktów prawnych są rzadko konsultowane na szczeblu
      wykonawczym, zaś zgłaszane przez urzędników postulaty nowelizacji prawa są
      rzadko uwzględniane. Wielu urzędników boi się wprost napisać co sądzi o
      obowiązującym prawie, zaś przełożeni najczęściej opinie krytyczne łagodzą lub
      nie nadają im biegu z ostrożności procesowej (TKM obowiązuje).
      Problemem jest sam przebieg informatyzacji urzędów na szczeblu podstawowym tj.
      w administracji samorządowej i wojewódzkiej. Ten problem znam z własnych,
      wieloletnich doświadczeń zawodowych. Obowiązuje u nas zasada, że na
      komputeryzacji można zawsze zaoszczędzić, a komputer jest luksusowym i
      niekoniecznie potrzebnym sprzętem, zaś jego wymiana powinna nastąpić na skutek
      materialnego zużycia. W efekcie w znanej mi delegaturze urzędu wojewódzkiego
      (a delegatury są traktowane jako ubodzy krewni urzędów) pracownicy w znacznej
      części używają komputerów nabytych w połowie lat 90-tych i wielokrotnie
      reanimowanych przez informatyków, z przestarzałymi i energochłonnymi
      monitorami tradycyjnymi, zaś podstawowym nośnikiem informacji jest
      wielokrotnie używana dyskietka, bo nagrywarki CD są uznawane za zbędny luksus.
      Komputery takie są po prostu tylko maszynami do pisania. Część komputerów
      pracuje bez programów antywirusowych, bo są to jednostki zbyt słabe do
      uruchomienia legalnego, nowego oprogramowania tego typu. Temat legalności
      oprogramowania lepiej pomińmy milczeniem – rzetelne kontrole w tej materii
      mogłyby sparaliżować pracę wielu urzędów. Skaner także uchodzi za luksus, bo
      przecież dokument można skserować albo przepisać „na piechotę”. Awaria
      komputera to rozpacz, bo zakupów w trybie przetargowym dokonuje się raz w roku
      i trzeba czekać na rozstrzygnięcie przetargu. Na przetargach kupuje się
      najczęściej źle i drogo, a w dodatku za każdym razem w innej firmie, co
      zapewnia mieszankę sprzętu różnych firm i różnych typów (liczy się przede
      wszystkim cena, a nie jakość i trwałość sprzętu). Starania o zakup komputera
      poleasingowego za małe grosze uważane są za pomysły bezbożne i heretyckie
      (dwukrotnie sam kupiłem za własne pieniądze dla potrzeb delegatury komputery
      IBM na Allegro po ok. 200 zł i od kilku lat pracują one bezawaryjnie). Laptop
      jest uważany za wyróżnienie i przydzielany nie według potrzeb, ale przede
      wszystkim wedle rangi – tak jak pierwsze telefony komórkowe. W efekcie laptop
      otrzymuje nie pracownik jeżdżący na kontrole terenowe, ale kierownik lub
      dyrektor któremu wystarczyłby komputer stacjonarny.
      Kolejnym problemem jest szkolenie pracowników z zakresu obsługi komputerów.
      Sam spotykałem się z przykładami kursów, na których wbijano początkującym do
      głowy zbędną wiedzę teoretyczną o systemie dwójkowym i zasadach programowania,
      pomijając nauczenie zasad obsługi pakietu Office i posługiwania się pocztą
      elektroniczną. Część pracowników jest komputerowymi półanalfabetami, mającymi
      problemy z prostym formatowaniem tekstu. Nieźle prowadzone są tylko kursy
      obsługi programów POBYT i PESEL przez MSWiA oraz szkolenia prowadzone przez
      pracowników LEX-a.
      Autentyczną zmorą związaną z komputerami i skutecznie do nich zniechęcającą są
      wewnętrzne programy rejestracji obiegu dokumentów np. ESSiD. Ten rozbudowany i
      nieprzejrzysty program ma za zadanie rejestrowanie biegu każdej sprawy
      administracyjnej i wykonywanych w toku jej załatwiania czynności. Cel może i
      szlachetny, ale … w praktyce obsługa takiego programu i rejestracja każdego
      ruchu zajmuje więcej czasu niż merytoryczne załatwienie sprawy, ponadto tak
      naprawdę nikt danymi zawartymi w programie się nie interesuje, nie jest on
      wykorzystywany jako sposób kontroli i nie służy do niczego. Panuje
      przekonanie, że zmuszanie pracowników do mozolnej rejestracji danych to taki
      sam zabieg socjotechniczny, jak zlecanie marynarzom bez przerwy skrobania i
      malowania pokładu tylko po to, aby nie mieli zbyt dużo czasu na myślenie.
      Program taki, sensownie zbudowany, miałby sens tylko wtedy, gdy byłby
      ujednoliconym narzędziem dla całej administracji publicznej i środkiem
      kontroli jej działalności.
      Większość haseł rzucanych przez kolejne ekipy rządowe o wprowadzeniu
      możliwości załatwiania spraw przez Internet budzi rozbawienie lub przerażenie,
      odznaczają się bowiem brakiem realizmu lub kompletną nieznajomością procedury
      załatwiania takich spraw. Dobrym przykładem jest obietnica wydawania pozwoleń
      na budowę przez Internet w sytuacji, gdy obowiązujące przepisy narzucają
      obowiązek przedłożenia przez inwestora czterech egzemplarzy dokumentacji
      technicznej (częstokroć wielotomowe opracowania). Brak jest także świadomości,
      że zapewnienie dobrego funkcjonowania e-administracji wymaga odpowiedniej
      zmiany przepisów prawnych, uproszczenia procedur i rozwiązania problemu
      autoryzacji (podpisu elektronicznego). Trudno jest wymagać, aby mający już 49
      lat kodeks postępowania administracyjnego był sprawnym narzędziem w erze
      administracji elektronicznej. Równie niezbędne jest dostosowanie do nowych
      wymogów instrukcji obiegu dokumentów. Podam tylko jeden przykład – w toku
      sprawy cywilnej sąd zażądał od powoda podania w terminie 7 dni statusu
      prawnego pozwanej firmy. Informację taką uzyskałem telefonicznie od właściwego
      urzędu dzielnicowego w Warszawie, po czym wysłałem faks prosząc o przesłanie
      kopii dokumentu z rejestru działalności gospodarczej. Kopia została mi
      przesłana faksem w ostatnim dniu terminu, bowiem okazało się, że w tym
      urzędzie faks trafiał najpierw do kancelarii głównej, tam był rejestrowany i
      przesyłany do sekretariatu wydziału merytorycznego celem powtórnej rejestracji
      i dekretacji do właściwego oddziału, skąd po zadekretowaniu przez kierownika
      oddziału trafiał do pracownika – co w sumie zajęło trzy dni. Bez zmiany takich
      procedur i świadomości ludzkiej najbardziej nowoczesne środki łączności będą
      tylko dodatkowym utrudnieniem życia i interesanta, i urzędnika.
      • maruda.r Re: Usuńmy absurdy, potem informatyzujmy 21.08.09, 13:57
        manfrotto napisał:

        > Podsumowanie jest trafne, ale dalece niepełne. Przede wszystkim obarczanie
        > urzędników odpowiedzialnością za niepowodzenia we wprowadzaniu e-administracji
        > jest niekoniecznie trafne – urzędnicy przede wszystkim są wykonawcami
        > przepisów i jeżeli nawet widzą ich absurdalność, to niewiele mogą na to
        > poradzić.

        ****************************

        Pochodzący z wyboru: wójt, burmistrz i marszałek sejmiku czegoś się boją, że nie
        wnioskują o zmiany?

        Nie, znakomicie wykorzystują nadmiar biurokracji do realizacji własnych
        interesów. Gmatwanina przepisów jest im na rękę.

    • viperowiec Niech biorą przykład z eWnioski.pl 28.07.10, 13:57
      Dziś szukałem w sieci wniosku o wyrobienie karty EKUZ i trafiłem na
      nowo otwarty serwis eWnioski.pl, gdzie można formularze wypełnić w
      sieci i dopiero na koniec pobrać wypełniony już formularz PDF. Nic
      więcej nie trzeba z nim robic, tylko podpisać i zanieść do urzędu.
      Szkoda, że takiego PDF-a nie można po prostu wysłać do urzedu, ale
      wówczas każdy obywatel musiałby mieć podpis elektroniczny - co
      podobna ma być wprowadzone już z nowymi dowodami.
      Bardzo spodobała mi się forma wypełniania wniosków na eWnioski.pl,
      bo nie trzeba tam przedzierac się przez cały formularz, tylko
      program zadaje ci pytania, a ty musisz wypełnić pojawiające się
      rubryki - reszta cię nie interesuje. W efekcie kompletnie nie trzeba
      się zagłębiac w treść i zawartość wniosku. Na koniec program tworzy
      PDF-a, który wygląda jak formularz oficjalny, tylko jest już
      wypełniony. Rewelacja! Tak to powinno wyglądać we wszystkich
      urzędach. Będę kibicować serwisowi eWnioski.pl i przyglądać się jak
      się rozwijają, bo na razie mają tylko kilka wniosków w ofercie.
      Naprawdę polecam: ewnioski.pl

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka