Dodaj do ulubionych

Choinka - Julian Tuwim

19.12.11, 11:43
Ziemio, ziemiątko,
Nocą nad łóżkiem
Świecisz i krążysz
Różowym jabłuszkiem.
Sny wyogromniały,
Ziemio, zieminko,
Wszechświat stał w pokoju
Świąteczną choinką.
Ziemio, ziemeczko,
Dróżki gwiaździste
Po gałązkach błyskały
Mlekiem wieczystem.
Trzaskały świeczki,
Świerkowe świerszcze,
Anioł zaniemówił
Najpiękniejszym wierszem.

Julian Tuwim
(Treść gorejąca)


Czaro.smile
Obserwuj wątek
    • czaro.01 Gwiazda betlejemska 19.12.11, 11:46
      Gwiazdo Betlejemska, gwiazdo wcielonego słowa! Słowa o najsłodszym brzmieniu: Miłość.
      Gwiazdo, do której tyle lat podnosiłem z polskiej ziemi przyprószone oczy, prosząc tym spojrzeniem i bezsłownym szeptem o to, co się nawet w wierszu powiedzieć nie dało: takie było swoje, tajne i tylko miłowania godne!
      Gwiazdo, co dwa tysiące lat temu zajaśniałaś nad ziemią przodków moich, którzy dali ludzkości proroków i psalmistów, a potem dziadom moim, rodzicom i mnie samemu świeciłaś nad ziemią polską, nad jedyną i ukochaną moją ojczyzną!
      Gwiazdo kierownicza! gwiazdo przystani! gwiazdo nieśmiertelnej mocy! Mylił się Kopernik: nie dokoła słońca toczy się ziemia, ale dookoła ciebie.
      Gwiazdo smutniejsza niż inne, bo żadnej innej nie zdradzili tak haniebnie synowie naszej planety.
      Gwiazdo nad Łodzią, Warszawą, Krakowem! Gwiazdo nad każdym naszym miastem i wsią! Ile oczu rozmodlonych na tobie, gwiazdo polska! Tak, polska. I nieraz się dziwiłem, że nie ma cię na żadnym sztandarze. A wieczór wigilijny był mi najuroczystszym w roku świętem narodowym.
      Gwiazdo najmilsza! "Dziś piękność twą w całej ozdobie widzę i opisuje, bo tęsknię po Tobie!"
      Gwiazdo miłości, wiary i nadziei! Będę cię w Wilię wypatrywał na amerykańskim niebie - i ufam, że cię znajdę. I spotkają się wtedy moje oczy z oczyma braci moich i przyjaciół z umęczonych miast i wsi polskich - oraz braci i przyjaciół moich zza murów z żydowskiego getta. Bo ty jesteś także ich gwiazdą, gwiazdo Betlejem!
      A tym tajnym zgromadzeniu błagalnych spojrzeń tak oto będziemy się modlić:
      Gwiazdo przewodnia, spraw abyśmy cię już rychło oglądali! A teraz, gwiazdo miłości, stań się groźną, złowieszczą kometą Nowego Heroda, błyśnij mu w przerażone oczy straszliwym wyrokiem, miotłą stań się ognistą i zmieć z oblicza ziemi kata naszego kraju i jego krwawych pachołków. Tak nam dopomóż Bóg, tak nam dopomóż Ojczyzno - i obojga ich męka niewinna...
      Julian Tuwim



      Czaro.
      • czaro.01 Wigilia 19.12.11, 16:11

        Matce

        I zbudzili go nagle. Był to głos z daleka.
        Umarłego lat tyle któż by zbudził z Boga
        jak ze snu, by jak kropla ciążył znów ku ziemi
        i cierpieniem, co myślą żywego człowieka,
        jak ciałem okrył i sprowadził w dół?

        Już opadał. Mgła nisko. Obłok śniegu w dole.
        Od światła oderwany, w czarnoksięskim kole,
        w kole głosu wirował, aż usłyszał z bliska,
        aż go nazwała po imieniu. Śliska
        ulica w śniegu nikła. Grajek zginał piłę
        i cienki głos przeszywał i oddalał czas -
        jak w tamten wieczór śmierci. Już był u tych okien.
        Stół biały, wigilijny, posypany mrokiem
        i ona tam samotna. Płomień śniegu gasł
        od chłodu, który przyniósł, i powiew westchnienia
        zatrzepotał, i stanął znów u jej ramienia
        jak w tamten wieczór śmierci. "Mój miły - mówiła -
        oto samotność moja, łzy i tych łez siła,
        co cię do mnie prowadzi". pytał ciężko: "Co,
        co mi każe powracać w ołowiane dno,
        na samo dno milczenia, na ziemię, w popioły?"

        "0 miły, ukochany - mówiła; wspomniała: -
        Ty duch, ty nie pamiętasz o cierpieniu ciała.
        już nie ma naszych synów, Krew ich wsiąka w śnieg.
        Możeś widział ty serca ich na ulic bruku,
        możeś widział schodzących na umarły brzeg,
        a może roztrzaskaną matki siwą głowę?
        Dzisiaj przyszła godzina, zabierz serce moje,
        obroń mnie, od dotknięcia ich jakeś mnie bronił".

        Pokój spełniał się świtem. Na ulicy dzwonił
        dzwonek u małych sanek. Ciemni, trzej, schyleni,
        długo szukali w szafie. Jeden złożył dłoń
        na jej ramieniu sztywnym. Wtedy się ukosem
        obsunęła powoli; brzask jej zwilżył włosy
        i strumyk chłodnej ciszy popłynął przez skroń.
        Zamilkli. Ona była z nim, daleko, chyba
        dalej niż każda miłość. Ostry szron na szybach
        skrzył się. Ruszyli z wolna, lęk ich biały zmroził
        i czarny krzyż ze ściany jak milczenie - groził.
        Było wysoko, cicho jak w kościele.


        Krzysztof Kamil Baczyński
        9. VIII. 1942r.


        - - -
        Czaro.
        • llmirka Re: Wigilia 19.12.11, 17:24
          A podana jest gdzieś ulica
          (lecz jak tam dojść? którędy?),
          ulica zdradzonego dzieciństwa,
          ulica Wielkiej Kolędy.
          Na ulicy tej taki znajomy
          w kurzu z węgla, nie w rajskim ogrodzie,
          stoi dom jak inne domy,
          dom, w którym żeś się urodził.
          Ten sam stróż stoi przy bramie.
          Przed bramą ten sam kamień.
          Pyta stróż: "Gdzieś pan był tyle lat?"
          "Wędrowałem przez głupi świat ".
          Więc na górę szybko po schodach.
          Wchodzisz. Matka wciąż taka młoda.
          Przy niej ojciec z czarnymi wąsami.
          I dziadkowie. Wszyscy ci sami.
          I brat, co miał okarynę.
          Potem umarł na szkarlatynę.
          Właśnie ojciec kiwa na matkę,
          Że czas się dzielić opłatkiem,
          więc wszyscy podchodzą do siebie
          i serca drżą uroczyście
          jak na drzewie przy liściach liście.
          Jest cicho. Choinka płonie.
          Na szczycie cherubin fruwa.
          Na oknach pelargonie
          blask świeczek złotem zasnuwa,
          a z kąta, z ust brata, płynie
          kolęda na okarynie:
          Lulajże, Jezuniu,
          moja perełko,
          Lulajże, Jezuniu,
          me pieścidełko.

          K. I. Gałczyński
          • llmirka Re: Wigilia 19.12.11, 17:42
            Aniołowie, aniołowie biali,
            na coście to tak u żłobka czekali,
            po coście tak skrzydełkami trzepocąc
            płatki śniegu rozsypali czarną nocą?

            Czyście blaskiem drogę chcieli zmylić
            tym przeklętym, co krwią ręce zbrudzili?
            Czyście kwiaty, srebrne liście posiali
            na mogiłach tych rycerzy ze stali,
            na mogiłach tych rycerzy pochodów,
            co od bata poginęli i głodu?

            Ciemne noce, aniołowie, w naszej ziemi,
            ciemne gwiazdy i śnieg ciemny, i miłość,
            i pod tymi obłokami ciemnymi
            nasze serce w ciemność się zmieniło.

            Aniołowie, aniołowie biali,
            O! poświećcie blaskiem skrzydeł swoich,
            by do Pana trafił ten zgubiony
            i ten, co się oczu podnieść boi,
            i ten, który bez nadziei czeka,
            i ten rycerz w rozszarpanej zbroi
            by jak człowiek szedł do Boga-Człowieka,
            aniołowie, aniołowie biali.

            K. K. Baczyński


    • cieplanata Przy Choince - Barbara Lewandowska 19.12.11, 14:17
      Zapachniało
      lasem dokoła.
      Zaskrzypiały w mieszkaniu
      sprzęty.
      - Coś mi przypomina dzięcioła! -
      stęknął stół,
      aż do sęków przejęty.
      - A nam - wiatr... -
      zaskrzypiały krzesła.
      - Głośno szumiał,
      gdy się w dziupli przespał!
      Stare półki
      pamiętają ten zapach:
      - To orzechy
      w wiewiórczych łapach!
      Cicho wzdycha
      klepka przy klepce:
      - Dąb żołędziom
      znowu bajki szepcze...
      A choinka kraśniała
      wśród wspomnień.
      i szumiała:
      - Jestem piękna!
      Mówią o mnie!
      I jaśniała
      wśród tych szeptów
      i westchnień,
      i pachniała coraz mocniej,
      coraz piękniej....
    • cieplanata Wigilia w lesie - L. Staff 19.12.11, 14:26
      I drzewa mają swą wigilię...
      W najkrótszy dzień Bożego roku,
      Gdy błękitnieje śnieg o zmroku:
      W okiściach, jak olbrzymie lilie,
      Białe smereczki, sosny, jodły,
      Z zapartym tchem wsłuchane w ciszę,
      Snują zadumy jakieś mnisze
      Rozpamiętując święte modły
      Las niemy jest jak tajemnica,
      'Milczący jak oczekiwanie,
      Bo coś się dzieje, coś się stanie,
      Coś wyśni się, wyjawi lica chat
      izbom posłał las choinki,
      Któż jemu w darze dziw przyniesie
      Śnieg jeno spadł na drzewa w lesie,
      Dłoniom gałęzi w upominki.
      Las drży w napięciu i nadziei,
      Niekiedy srebrne sfruną puchy
      I polatują jak snu duchy...
      Wtem bić przestało serce kniei,
      Bo z pierwszą gwiazdą niebo rozłogów
      , A z gęstwiny, rozgarniając zieleń,
      Wynurza głowę pyszny jeleń
      Z świeczkami na rosochach rogów...
      • hardy1 Re: Wigilia w lesie - L. Staff 19.12.11, 14:48
        Śiątecznie się czyta smile
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka