kicho_nor
25.07.14, 10:10
Bo mi się widzi że jest tak.
Ale od początku
w przychodni na ławce siedzi jedenaście osób przed gabinetem pani doktor,
a pani doktor jeszcze nie ma choć już powinna.
Idzie pani doktor, jedenaście osób milknie i ogląda panią doktór.
Pani doktór odbiera siedząca defiladę i nerwowo kluczem otwiera drzwi.
Proszę!
Pani, która „ja byłam pierwsza” wchodzi do gabinetu z pewną sanktuaryjną
uniżonością. Drzwi się zamykają. Ławka już wcześniej wie, że pani która tam
weszła to zrobiło jej się słabo jak lepiła pierożki dla wnuka. Pani długo nie wychodzi,
pewnie pierożki są głównym tematem obdukcji. Ławka wie, że przyczyną zasłabnicia
pani była po stronie wnuka który lubi dużo pierożków.
Proszę!
Wchodzi pan. Pani doktór łypnęła okiem na wchodzącego i pani doktór już od progu
wie że ten pan na bunga bunga to on nie skacze.
Niech pan siada, mówi pani doktor nie odrywając wzroku od monitora.
Pan przygląda się pani doktor, taka sobie.
Pani doktor odrywa wzrok od monitora i mierzy panu ciśnienie.
Mierzenie ciśnienia najlepszym przykładem namacalnego kontaktu medycyny
z pacjentem.
Proszę!
Wchodzi pani, z wyglądu jeszcze owszem owszem ale już w wieku kiedy bije w dzwon.
Pani ta ma zachwiania na tle żołądkowo nerwicowym.
Pani doktor skupiła się na odczynie biernackiego zamiast wprost zapytać panią
czy ma chłopa albo wibrator.