Centralne sterowanie cenami, handlem, bankami, gospodarką - marzenie pisowskich speców od gospodarki, które usiłują realizować. PRL - wzorem. Ale... to se ne wrati!

Praw rynku nie da się anihilować, a ludzie nie będą dokonywać zakupów tam, gdzie władza każe, ani w te dni, w które władza wskaże.
"Zgodnie z założeniami podatku handlowego sklepy mają uiszczać umowny procent swoich miesięcznych obrotów, przy czym stawka miałaby być wyższa w weekendy i dni wolne ustawowo od pracy. Rodzi to spekulacje, że właściciele wprowadzą w te dni wyższe ceny produktów. (...)
Szef Komitetu Stałego Rady Ministrów, minister Henryk Kowalczyk poinformował na antenie RMF FM, że w ustawie znalazł się zapis zakazujący handlowcom podnoszenia cen. Wydaje się to szlachetne, ale jak wiadomo – papier zniesie wszystko, rzeczywistość – niekoniecznie. Zapis nie uchroni klientów sklepów, tak jak nie uchronił przed podwyżkami klientów banków. Okazuje się, że w ustawie bankowej też zakazano podnoszenia cen.
Wystarczy jednak , że handlowcy powiedzą po prostu, że podwyżki nie mają nic wspólnego z nowym podatkiem. Tak zrobiły niektóre banki. I jak widać, tyle wystarczyło."
/źródło: na:temat/