wscieklyuklad
03.10.17, 19:03
A jeśli tak to jaka. Wewnętrzna, czy też o imigracyjnym charakterze?
Zachęcony odpowiedzią Ulissesa na jednym z podwórkowych wątków w polemice o dalszym rozwoju wypadków o treści:
"Nie to nie w obronie konkretnych sędziów występujemy. Jeśłi tego nie rozumiesz, WU, poprzyj reformę PiSu."
oraz relacją z wymiany korespondencji pomiędzy Zorro i znamienitą galerią "Zachęta" zakładam nowy wątek.
Czytam te wypowiedzi i kieruję swe myśli ku Romanowi Polańskiemu.
Jest rok 1961. Na ekrany polskich kin wchodzi "Nóż w wodzie".
Jak każda projekcja - i on zostanie wystawiony na ostrze krytyki.
Ta nie pozostawia na filmie suchej nitki.
Sockrytycy jednym głosem potępiają małe ideowe zaangażowanie filmu "o niczym".
Głos zabiera sam pierwszy sekretarz W. Gomułka.
Jak i specjaliści w dziedzinie, tak i on jest daleki od entuzjazmu.
Poparcie władzy - głównego protektora artystów, decydującego również o reżyserskiej karierze twórcy ma w tamtych czasach znaczenie najistotniejsze. Jeśli nie włączysz się w czołobitny nurt "sztukmistrzów" - jesteś skończony.
Polański wpada w "czarną dziurę' beznadziejności twórczej. Zdaje sobie sprawę, iż w Polsce niczego już nie osiągnie, będzie jednym z wielu, lub zmarnowanym talentem bez funduszu na kolejne ekranizacje.
Wyjeżdża do Francji...
Dalsze losy reżysera znamy dobrze. Gdyby nie cwana mamuśka, która zapędziła mu córuchnę do łoża w oczekiwaniu na rewanż w postaci wypromowania tejże na filmową gwiazdę (vide Nastka Kinsky) pewnie dziś Polański byłby na reżyserskim podium z numerem 1.
Ale jest tu przecież drugie dno.
W rok później Polański otrzymuje zaproszenie na festiwal filmowy w Wenecji, gdzie Nóż w wodzie zdobywa wilce prestiżową nagrodę Fipresci.
W 1964 r. amerykańska akademia filmowa nominuje Nóż do Oscara w kategorii najlepszy film zagraniczny. To PIERWSZY polski film, który uzyskał takie wyróżnienie.
Przegrał nie z byle kim, bo z "Osiem i pół" F. Felliniego. W tym samym roku dostaje nominację do Złotych Lwów w Wenecji oraz nagrody BAFTA.
I wreszcie - w 2009 r. a więc w czasach post socjalistycznych w plebiscycie polskich scenarzystów zostaje uznany filmem o najlepszym scenariuszu w dziejach polskiego kina.
Amerykanie zaproponowali nakręcenie remake'u w kolorze z Henrym Fondą w roli głównej.
Polański odmówił słowami: jeden dobry film już nakręciłem , nie ma powodu bym robił to po raz kolejny.
Jak widzisz Zorro, poprawność polityczna to podstawowa zasada sztuki o charakterze politycznym. Tyle, że w państwach demokratycznych ze sztuką się polemizuje a nie ją cenzuruje. Jak strasznie upadł etos artystyczny, jeśli kierownictwo Zachęty w obawie o zemstę pisonów (czystki kadrowe? brak ewentualnego finansowego wsparcia? sekowani galerii jako takiej?) trzęsie portkami przed prezentacją obrazu sprowadzonego przecież nie w celach propagandowych, lecz na aukcję!
A jaki ma to związek ze zdaniem Ulissesa tu zacytowanym?
Ano taki, że i wtedy uznawano: kto nie w pełni z nami, ten przeciwko nam.
Sądy sprzedają się same a są najważniejszą instytucją chroniącą naszą demokrację.
Przytaczam przejawy włazidupstwa propisoniego. Przytaczam przejawy tchórzliwej rezygnacji NAJWAŻNIEJSZYCH ORGANÓW SĄDOWNICTWA z jasnego wyrażania poglądów antypisonich, -A ZWŁASZCZA SPRZECIWU przeciw demolce państwa. Jedni nie mają narzędzi, inni dbają jedynie o własną dupę.
Jeśli ci, których bronimy tak łatwo sprzedają nasze zaufanie, to jawna krytyka tego nie oznacza popierania opcji przeciwnej, lecz zawód ze skuteczności protestu. Cóż z tego, że będziemy pokrzykiwać i palić świece, jeśli za dwa dni dowiemy się, iż nasze nadzieje zamieniają się w gruz dlatego, że ten czy inny przedstawiciel prawa fajda w gacie na samą myśl o zemstę Zbafcy Kosmosu i jego junty?
No dobra - kolejna propozycja, choć znów nie w cztery oczy.
Może warto omówić kolejne kroki ze środowiskiem sędziowskim?
Na demonstracjach są przecież uznane autorytety sędziowskie.
Nikt nie ocenia stopnia determinacji tego środowiska gdy w gre chodzi sprzeciw wobec demolki państwa demokratycznego. Organizacje sędziowskie nieśmiało eliminują ze swych szeregów szmaty, które zaprzedały się reżimowi. To według mnie zbyt mało. Pozostali są między młotem (relegowanie z organizacji) a kowadłem (karząca ręka zbysiaZ.)
Jeśli oni mają prawo do wahań, to niby czemu ja mam bez żadnej REFLEKSJI stawać na barykadach ze sztandarem Marianny?