Dodaj do ulubionych

Mega fatalność Mediqa

18.08.10, 17:23
zbiera się zbierało i wczoraj z impetem wypisalam dziecko z tej
przychodni. Zapisalam dziecko na bilans x-latka, dwa tygodnie temu,
czekam 40 min na wizyte bo bylo jakies opóżnienie , wchodzę i
okazuje się,że owszem dziecko w zeszycie jest zapisane ale nie moje.
Moje jest zamazane a na to miejsce zapisane inne. Nie będę opowiadac
co bylo pózniej bo zachowanie personelu dla mnie bylo
żenujące.Skomentowalam, podziekowalam za wspóprace i wypisałam.
Nie polecalam tego miejsca bo organizacja byla fatalna, lekarze
niezbyt dokladni, na szczescie moje dziecko czesto nie choruje, ale
po tym zajsciu jestem zdegustowana. Zasatanawiam sie nad skarga do
samego bossa ale może szkoda juz mojego czasu bo o nic juz dla
siebie nie zawalcze.
No to sie wyzalilam bo tak zwyczajnie po ludzku zrobilo mi sie
cholernie przykro.
A poszukam innej przychodni bez tego zgielku i chaosu, nadmuchanego
persenelu i z Pania doktor, ktora poświęci mojemu dziecku i mi
czasami wiecej niz 5 min, a "super przychodnie' omnijam szerokim
lukiem.
Obserwuj wątek
    • godgod Re: Mega fatalność Mediqa 18.08.10, 21:49
      Muszę Cię zmartwić. Także miałem zamiar wypisać, bo mnerwia mnie mnie w Mediq prawie wszystko , ale w innych przychodniach jest niewiele lepiej, albo są dosyć daleko ode mnie. Może za rok-dwa pojawi się jakaś konkurencja, ale straciłem już nadzieję. Jak znajdziesz jakąć fajną przychodnię, daj znać. Najlepiej chyba leczy taka starcza pani w pogotowiu. Rozpoznaje chorobę prawie bezbłędnie na pierwszy rzut oka. Co doświadczenie, to doświadczenie. I prawie bez kolejek. Niestety to pogotowie i na codzienną opiekę nie ma co liczyć.
      • mapsik Re: Mega fatalność Mediqa 19.08.10, 11:41
        godgod napisał:

        > Muszę Cię zmartwić. Także miałem zamiar wypisać, bo mnerwia mnie
        mnie w Mediq p
        > rawie wszystko , ale w innych przychodniach jest niewiele lepiej,
        albo są dosyć
        > daleko ode mnie. Może za rok-dwa pojawi się jakaś konkurencja,
        ale straciłem j
        > uż nadzieję. Jak znajdziesz jakąć fajną przychodnię, daj znać.
        Najlepiej chyba
        > leczy taka starcza pani w pogotowiu. Rozpoznaje chorobę prawie
        bezbłędnie na pi
        > erwszy rzut oka. Co doświadczenie, to doświadczenie. I prawie bez
        kolejek. Nies
        > tety to pogotowie i na codzienną opiekę nie ma co liczyć.


        ja też poproszę namiary na "normalną" przychodnię, bo Mediq
        przerosła chyba ilość pacjentów. Mało tego,że często do pediatry nie
        ma miejsc dzwoniąc rano na dany dzień, to ja do swojego POZ
        (dr.Wróblewski) czekam na zapis ok.3 tygodni, albo trzeba iść
        przynajmniej 4 godz. przed przyjmowaniem i siedzieć pod gabinetem
        jak za króla ćwieczka... Nie będę komentować tego, bo już mi brakuje
        cenzuralnych słów :-). A co do starszej pani na pogotowiu, to
        polecam jak ktoś chce mieć dziecko w szpitalu (dała taką dawkę
        antybiotyku na zapalenie ucha,że dziecko się zatruło) - też
        pozostawię bez komentarza, bo był czas że chciałam to zgłosić do
        prokuratury, ale doszłam do wniosku, że szkoda nerwów.
    • iwciab Re: Mega fatalność Mediqa 19.08.10, 12:57
      Prawda jest niestety taka, że przychodnie tak pracują a w nich na ogół tacy
      lekarze, ze z przychodni da się korzystać tylko jeśli chodzi o szczepienia i
      bilanse, jak coś się dzieje, to niestety korzystamy prywatnie bo albo trzeba
      odstać swoje albo już nie ma numerków albo jakość leczenia pozostawia wiele do
      zyczenia. Raz czy dwa do roku da się przeżyć przychodnie ale nie częściej:)
    • oz_patryk Re: Mega fatalność Mediqa 31.08.10, 21:28
      Spoko, u nich to norma, ja się dawno przeniosłem, na husarską, bo do Mediqa
      miałem strasznego pecha.
      Kilka razy zdarzyło mi się zadzwonić żeby zarezerowac wizytę u lekarza
      pierwszego kontaktu, okazuje się że nie ma miejsc. Za chwile dzwoni moja żona i
      bez problemu rezerwuje i jeszcze się pytają na którą godzinę bo są wolne miejsca.
      Kilkukrotnie zdarzyło mi się też zadzwonić, zarezerwować, przychodzę i ... nie
      ma mnie na liście
      Kilukrotnie wpadłem ledwożywy, chce wyciągnąc numerek - nie ma, ale pójdzie się
      pan spyta lekarza. pytam się - jak się wyrobie to przyjmę, i siedziałem
      zdychający kilka razy od 11-12 jak ten kołek żeby na sam koniec okazało się że
      się lekarz nie wyrobił przyjąc dwóch osób, przy czym lekarz pracujący na "I
      zmianę" kończy o 13, a następny przychodzi o 14. Po co to godzinne okienko?
      nie jednokrotnie też odbierałem wyniki za kogoś z rodziny, bo miałem po drodze,
      dwa razy za kumpla, nigdy nie byłem proszony o wylegitymowanie się, raz zostałem
      z kartą żony w ręku, raz ze swoją, bo lekarz nie był łaskaw przyjąć. nic tylko
      wynosić dane o stanie zdrowia pacjentów.
      • ak-8 Re: Mega fatalność Mediqa 06.08.11, 20:53
        Absolutnie nie polecam!!!
        Miałam w klinice operację, która trwała ponad 4 godziny. Sala pooperacyjna, na której przebywałam także kilka godzin przed operacją przeczyła wszelkim zasadom septyki. Do sali gdzie przebywali dorośli przywożono również dzieci po zabiegach. Dwójka dzieci wyjątkowo źle zniosła narkozę i potwornie płakała, krzyczała i histeryzowała. Podkreślę w tym miejscu, iż nie mam pretensji o takie zachowanie do małych pacjentów, lecz dorosłych, którzy zorganizowali nieznośne warunki w sali. Wpuszczano tam ich rodziców, którzy uspakajali swoje pociechy jak najlepiej umieli. Z drugiej strony przez te osoby trzecie mogą rozsiać się na pozostałych chorych wszelkie bakterie, wirusy i choróbska. Czysta paranoja, ale co, jak co personel medyczny powinien najlepiej wiedzieć o zachowaniu sterylności w takim miejscu. Kilka godzin spędziłam na korytarzu, bo nie mogłam dłużej słuchać dzieci i na to wszystko patrzeć. Mamy środek lata, więc dosyć wysokie temperatury a we wszystkich pomieszczeniach nie było żadnej klimatyzacji, panowała potworna duchota i nie było, czym oddychać. Dziwił mnie taki stan rzeczy, bo z zewnątrz budynek robi wrażenie nowoczesnego i dobrze wyposażonego a później takie rozczarowanie. Położono mnie do łóżka, które wyglądało na sprzęt nowej generacji, posiadało pilota i takie bajery za pomocą, których można je było odpowiednio ustawiać, ale po zagospodarowaniu okazało się zwykłym bublem. Nie można było go ustawić w takiej pozycji jak chciałam, a gdy zgłosiłam ten fakt pielęgniarce, ta łypnęła na mnie złym okiem i autorytatywnie stwierdziła, że to ja popsułam łózko. A jak można popsuć coś, co wcześniej zostało popsute. Zresztą po pewnym czasie przyszedł pan „złota rączka” i po oględzinach nie naprawił złomu gdyż podobno coś nie stykało i nie było to takie proste żeby naprawić je od ręki. Poprosiła o przeniesienie mnie na inne, już tym razem dobre łóżko.
        Lecz to, co opisałam powyżej to tylko preludium do tego, co spotkało mnie później, już po operacji. Tuż po przebudzeniu poczułam, iż mam zupełnie sztywną i zdrętwiałą operowaną rękę. Nie wiedziałam, co się dzieje, gdyż w ubiegłym roku miałam niemalże taką samą operację, tylko drugiego barku i po tamtej operacji nie było takich doznań, więc mocno się tym zaniepokoiłam. Dla niewtajemniczonych napiszę, że byłam jeszcze ciągle pod wpływem narkozy a dochodzenie do siebie trwa kilka godzin i człowiek po niej czuje się okropnie. Powiedziałam o swoim niepokoju pielęgniarce, która akurat była w pobliżu mojego łóżka. Ponieważ jeszcze w tym momencie byłam podłączona do monitora, uwolniła moją zdrową rękę od kabelków (w górnej części dłoni tkwił do końca mojego pobytu welfron, czyli duża igła) i nawet nie oglądając mojej zdrętwiałej kończyny, kazała mi tą sprawną sobie pomasować tę niedomagającą. Później ani razu nie zainteresowała się czy nastąpiła u mnie jakakolwiek poprawa. Po pewnym czasie, ponieważ było jeszcze za wcześnie, aby wstać chciałam poprosić o basen. Rozejrzałam się, dokoła żeby poszukać dzwonka, ale okazało się, że go nie ma. Dyżurka pielęgniarek jest w sporej odległości od pokoju, w którym leżałam i musiałam mocno (dla mnie był to spory wysiłek) i kilka razy krzyczeć żeby zareagowała. Przyszła niechętnie i z obrażoną miną. Na moje pytanie czy są tu dzwonki, usłyszałam – nie ma, gdyż sala jest monitorowana i ona ją obserwuje. Lecz to okazuje się niewystarczające, gdyż nie słyszała, co się na niej dzieje i że ktoś potrzebuje pomocy. Gdy basen nie był mi potrzebny i odczekawszy z dziesięć minut (bo pielęgniarka zupełnie nie zainteresowała się czy on jest mi jeszcze potrzebny czy już nie), musiałam mocno nakrzyczeć się aby zwróciła na mnie uwagę. Byłam kilka razy w szpitalu i nigdy z czymś takim się nie spotkałam. Dzwonki były w każdej sali i nawet na oddziałach gdzie pacjenci byli o wiele bardziej sprawni. W tym miejscu mam dużą pretensję do właściciela kliniki, który jest lekarzem i tym bardziej powinien wiedzieć jak wyposażyć taki obiekt. Poza tym logika i doświadczenie podpowiada, że co, jak co, ale na sali pooperacyjnej powinny być dzwonki. Ponadto, gdy za kilka dni rozmawiałam na temat standardów panujących w klinice MEDIQ ze znajomą pielęgniarką, była oburzona, że taka niedbałość i znieczulica ze strony pielęgniarki w przypadku mojej ręki, mogła się skończyć dla mnie komplikacjami a nawet kalectwem. Ta pielęgniarka na dyżur przyszła chyba odpocząć, gdyż do jego końca wykazywała zerowe zainteresowanie pacjentami. Niestety nie udało mi się ustalić jej personaliów (to tylko kwestia czasu), gdyż następnego dnia zauważyłam kolejne odstępstwo od reguł panujących w tego typu placówkach – otóż nikt tam z personelu nie nosi identyfikatorów. Teraz nie dziwię się, dlaczego. Na koniec dodam, że klinika zainkasowała ode mnie i zainkasuje z NFZ-tu za moją operację niemałe pieniądze i skandalem nazywam taką opiekę ze strony średniego personelu. W tym miejscu pomijam aspekt moralny - jak należy zajmować się tymi, co płacą a tymi, co nie płacą za usługi medyczne. Według mnie wszyscy powinni być traktowani jednakowo dobrze, lecz to temat na inny wątek a mianowicie o niewydolności naszej służby zdrowia. Nie wierzę, aby o ww. praktykach nie wiedział właściciel kliniki. Próbowałam się z nim skontaktować – bezskutecznie, ale może być pewny, że nie pozostawię tej sprawy bez echa. Jestem jego bierną postawą bardzo zniesmaczona i rozgoryczona. A w Polsce nadal pokutuje przekonanie, że można zgarnąć dobrą kasę za nic nie robienie, a nawet próbować narazić kogoś na straty fizyczne i finansowe i czuć się bezkarnym. Otóż nie, uważam, że należy przeciwstawiać się takim praktykom i wszystko zrobić, aby takie placówki zaczęły dobrze pracować albo zniknęły z rynku usług. Niech wiedzą, że jeżeli płaci się ciężkie pieniądze za ich usługi, to pacjent ma prawo wymagać odpowiedniej opieki a jeżeli tego ktoś nie przestrzega, ma prawo dochodzić zadośćuczynienia. To, co opisałam powyżej nie było snem po narkozie, ani nie jest scenariuszem do serialu „Daleko od noszy”, a jest ostrzeżeniem - tylko, że mnie nie było do śmiechu.
        • 13ko13 Re: Mega fatalność Mediqa 07.08.11, 10:48
          Ak-8 pewnie Cię to nie pocieszy, ale ja z podobną sytuacją spotkałam się w Szpitalu Bródnowskim. Na sali gdzie nie było chodzących nie było podłączonego dzwonka, a pielęgniarki dawały środek na przeczyszczenie (przed operacją) i znikały :-( Personel miał tak przyczepione identyfikatory, że nie można było odczytać, bo albo były w słabo widocznym miejscu, albo odwrócone (pacjent widział jedynie białą kartkę).
          Życzę byś mi pozostawiała sprawy bez odzewu. Pozdrawiam
        • zdebeq Re: Mega fatalność Mediqa 07.08.11, 12:37
          A czy operacja się udała? czy były jakieś powikłania oprócz przedłużonego czasu oddania stolca?
          nie chcę zajmować stanowiska w żaden sposób, ale w swoim poście nie odnosisz się w żaden sposób do jakości usługi, a jedynie do wrażeń jakie na Tobie pozostawił pobyt w pomieszczeniu.
          Czy kiedy powiedziałaś, że oczekujesz innego łóżka, to czy ten fakt olano, czy zmieniono to łóżko?

          Co do niepokoju po operacji dotyczącym drętwienia ręki to może po prostu zastosowano inny model narkozy (np znieczulenie przewodowe nerwów splotu barkowego). poza tym pielęgniarka nie może udzielać tego typu informacji bo nie jest kompetentna. Jeżeli jest konieczność, to trzeba rozmawiać z lekarzem prowadzącym albo chociażby z tym, który pełni aktualnie dyżur.
          I wenflon wcale nie jest wielką igłą tylko teflonową miękką rurką. Poza tym jego obecność po operacji powinna być raczej traktowana jako troska o zdrowie pacjenta a nie zaniedbanie.

          myślę, że powinnaś swoje uwagi zebrać do kupy w postaci oficjalnego pisma do kierownictwa.
          A mam pytanie: czemu zdecydowałaś się na operację w Mediqu? zakładam, że wcześniejsza była wykonywana gdzie indziej (i z Twojej wypowiedzi wnioskuję, że jesteś zadowolona z przebiegu).
          wielu moich znajomych miało różne zabiegi u nich i właściwie wszyscy byli zadowoleni z jakości usługi.
          Ja osobiście nie mam żadnego doświadczenia. Ale na pewno wiem, że więcej pozwów w sądzie będzie miał lekarz bardzo dobry, ale gburowaty niż całujący pacjentów w tyłek przemiły nieuk.
          Życzę powrotu do zdrowia.
          • madziulec Re: Mega fatalność Mediqa 07.08.11, 12:42
            Ja tam mialam usuwana gradowke w Mediqu.
            jedyne, co wzbudzilo moje zaniepokojenie to zdezorganizowanie (czyli umowienie stada pacjentow okulistycznych na te sama godzine - czyli pierwszy zostal przyjety od razy, ostatni po 2 godzinach, w czym nie widze zbytniego sensu, by ten ostatni byl umowony na te sama godzine, bo nie przeprowadzano zadnych procedur medycznych).
            Opieka medyczna mila, grzeczna. Wszystko mi wyjasniono.

            Przyznam, ze bywam rzadko u lekarza, zarowno ze soba jak i dzieckiem (bywamy, gdy potrzeba skierowania od lekarza POZ). Zawsze traktowano nas milo, moja lekarka POZ jest bardzo mila, kompetentna, wszystko tlumaczy i ma zawsze tyle czasu ile potrzebuje.
            Podobnie lekarka mojego dziecka (mimo, ze tak naporawde w karcie nie ma zadnych informacji o dziecku, gdyz jest leczone gdzie indziej).

            Ja jestem zadowolona.
            • godgod Re: Mega fatalność Mediqa 07.08.11, 15:38
              W przeciągu niecałego roku, w szpitalach, jako pacjent łózkowy spędziłem ponad 2 miesiące i mówię wam, że to, na co się w Mediq żalicie wywołuje u mnie tylko śmiech. Pierwszy przykład z brzegu - zarwane łóżko (z moich oględzin wynikało, że wielokrotnie spawane) - na moją prośbę o zrobienie czegoś z tym, przyniesiono wielgachną deskę i włożono mi pod materac.
    • madziulec Re: Mega fatalność Mediqa 07.08.11, 18:09
      A po co powtarzasz?
      Przeciez to jest slowo w slowo z tym:
      forum.gazeta.pl/forum/w,93,115469074,127715892,Re_Mega_fatalnosc_Mediqa.html?wv.x=2
      Czy cos nowego wnioslo zrobienie ctrl+c i ctrl+v???
      • zdebeq Re: Mega fatalność Mediqa 07.08.11, 19:18
        nie zasadom septyki, tylko aseptyki.
        :D to trochę co innego jednak.
      • godgod Re: Mega fatalność Mediqa 07.08.11, 20:09
        Mogłabyś wyjaśnić prościej o co Ci chodzi. Nie każdy jest taki bystry ja Ty?

        madziulec napisała:

        > A po co powtarzasz?
        > Przeciez to jest slowo w slowo z tym:
        > forum.gazeta.pl/forum/w,93,115469074,127715892,Re_Mega_fatalnosc_Mediqa.html?wv.x=2
        > Czy cos nowego wnioslo zrobienie ctrl+c i ctrl+v???
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka