guayazyl1
22.11.06, 22:17
pewno niektorzy liczyli na Bógwico albo chociaz bal w Sheratonie. ale i bez
tego bylo fajnie...
przy okazji naszla mnie refleksja, ze rzadko kiedy dajemy upust swojemu
zadowoleniu i potrafimy się cieszyc z drobiazgow, a juz zupelnym ewenementem
jest cieszyc się z czyjegos szczęscia lub sukcesu. najczęsciej jak juz
zabieramy glos to wylewa sie z nas zólc, oburzamy się na cos, lamentujemy,
uzalamy się.
zabraklo wczoraj parę osob chociaz wiem, ze zyją bo pisują na innym forum,a
więc wiedzą co się dzieje dookola. przykre, ze nie potrafimy wyjsc poza
wzajemne niechęci, ze bez konca lubimy rozpamiętywac przykrosci i doznane
krzywdy. byla tez sposobnosc poznac się z ludzmi z innych forow bo ich
zapraszalem...bo jestesmy wirtualna rodziną. niestety spotkanie musimy
odlozyc na kiedys...szkoda.