Ronić po ludzku

16.10.06, 12:34
Poroniłam w 12 tygodniu. Uważam że trzeba o tym mówić i pisać o wiele
częściej niż jeden, dwa artukuły na rok. Wprowadzenie pewnych procedur w
szpitalach jest konieczne. Kobiety są pozostawiane samemu sobie. Te które są
silniejsze jakoś sobie radzą ale nie jest łatwo, wierzcie mi ten ból nigdy
nie minie. W szpitalu zostałam pozostawiona sama sobie nikt mi nie powiedział
co dzieje sie z moim ciałem nie próbował wytłumaczyć. Tylko słyszam ogólne
rozbawienie i skałdanie sobie szczesliwego Nowego Roku. W szpitalach panuje
wielka znieczulica nie wiem czy ci ludzie którzy pracuja są już tak
uodpornieni że nie widzą w pacjętach człowieka który cierpi i czeka choc na
jeden gest pomocy. Akcja rodzić po ludzku powinna byc rozszeżona by poprawić
nie tylko jakość porodów ale również uwrażliwić personel medyczny na kwestie
poronień. Dzisiaj mija 287 dni w któym mój świat sie gruntownie
przewartościował jestem osobą, która nie kryje sie z tym bólem. Chce mówić o
tym że staciłam swoje dziecko nie trzymać w sobie tego cierpienia.
    • malgozab Re: Ronić po ludzku 16.10.06, 14:58
      Poroniłam w 9 tygodniu ciąży. W szpitalu potwierdzono diagnozę mojego lekarza. -
      Niech pani idzie i zapyta swojego lekarza, czy mógłby jeszcze dziś wykonać
      zabieg? - Poszłam i grzecznie spytałam, zaczekałam w kolejce. Obudziłam się po
      wszystkim w sali, na której leżały dwie dziewczyny w zaawansowanej ciąży. Ja nie
      miałam siły, zeby iść do łazienki. Po powrocie do domu czułam się coraz gorzej -
      po trzech dniach znowu wylądowałam w szpitalu. Tym razem zamiast
      sześcioosobowego pokoju czekała na mnie komfortowa dwuosobowa sala na oddziale
      septycznym. Towarzystwo tym razem tez inne: matka z kilkudniową, nowo narodzoną
      córeczką...Dwa miesiące później zaszłam w ciążę, w kwietniu urodził się mój
      synek. Moje drugie dziecko.
      • agapa13 Re: Ronić po ludzku 17.10.06, 14:34
        Staciłam Dziecko w 12tc i miałam to szczęście w tej okropnej tragedi że
        trafiłam na pania ginekolog która była w 100% dobrze przygotowana do tego aby
        przekazać mi ta tragiczna wiadomość,wszystko zrozumiale
        wytłumaczyła,powiedziała jak bedzie wyglądał zabieg,że mam prawo płakac bo
        straciłam dziecko! do szpitala kazała stawic się następnego dnia na zabieg,była
        przy mnie i kazała przenieśc dziewczyne w ciąży z mojej sali.Potem po miesiącu
        kiedy pojawiłam sie u niej na kontrli zleciła badania(które inni ginekolodzy
        zlecaja dopiero po trzeciej stracie) i dzięki niej znalazłam przyczyne straty
        mojego Dziecka..teraz moge się leczyć i wlaczyć...a gdybym nie miała zrobionych
        tych badań działo by się tak za każdym razem gdy zachodziła bym w ciaze
        ponieważ moje schożenie powoduje nawykowe poronienia(jesli jest nie leczone)
        Od momentu straty mineło 6 miesięcy odrazu wiedziałam ze bede sie strać o
        nastepne dziecko bede walczyc bo warto!
    • mamacat niech nikt mi nie mowi 16.10.06, 18:53
      Niech nikt mi nie mowi, ze kobieta, ktora poronila nie czuje bolu tak jak
      matka, ktora traci dziecko (w jakimkolwiek wieku). Nigdy nie pronilam, nigdy
      nawet nie bylam w ciazy, ale... od wielu miesiecy probuje zajsc w ciaze, co
      miesiac z nadzieja robie test pragnac zeby byl pozytywny. I co miesiac musze
      godzic sie z rozczarowaniem. Nadzieja, pragnienie bycia matka, to takie
      wszechogarniajace uczucie... jak w koncu zajde w ciaze to beda najszczesliwsza
      kobieta na swiecie, juz od pierwszego dnia... nie od dnia narodzenia dziecka,
      od pierwszego momentu beda czula sie matka... i jesli, nie daj Boze, strace je
      podczas ciazy, to bol bedzie ogromny...dlatego nikt mnie nie przekona, ze
      kobieta w ciazy to jeszcze nie matka...
    • absurdello Przyjmijcie Panie wyrazy współczucia z powodu 16.10.06, 19:10
      utraty dzieci !!

      A swoją drogą jakie to dziwne, wydaje się tyle forsy na opracowywanie nowych
      metod zabijania (w tym zdalnych), różnych bomb, karabinów, gazów, chemikaliów,
      sporo z tych metod i środków jest pokazywane w filmach instruktażowych w TV (z
      licznymi powtórzeniami dla wolnoprzyswajających wiedzę), głosi się przy tym
      różne szczytne idee uzasadniające budowę tych różnych machin a tak podstawowa
      rzecz jak możliwość powstrzymania poronienia jakoś nie została rozwiązana ... i
      nawet sam proces ochrony człowieka i jego psychiki w tak trudnym okresie jakim
      jest okres poporodowy czy poporonieniowy jakoś też nie został rozwiązany ...
      Być może łatwość powołania nowego życia w porównaniu ze zrobieniem
      skomplikowanej machiny śmierci powoduje traktowanie tego procesu niejako per
      noga ... SMUTNE
    • venice007 Re: Ronić po ludzku 16.10.06, 20:08
      Dzisiaj sobie uświadomiłam, że moje dziecko poronione po 3-miesięcznym leżeniu
      na tzw. podtrzymaniu ciąży miałoby dzisiaj 23 lata.
      Wtedy bardzo cierpiałam, mój ból ukoił syn, który urodził się po 13 miesiącach.
      Wymazałam z pamięci to straszne zdarzenie i to, jak mnie potraktowano wtedy w
      szpitalu (łyżeczkowanie bez znieczulenia).
      Ten artykuł uświadomił mi, że to było moje dziecko, któremu należy się pamięć.
      Opłakałam je dzisiaj jeszcze raz. To było moje dziecko. Dziękuję za to
      przypomnienie.
      • kadanka Re: Ronić po ludzku 16.10.06, 21:33
        "dlatego nikt mnie nie przekona, ze
        kobieta w ciazy to jeszcze nie matka..." duzo chyba zalezy od tego, czy chce
        miec dziecko, czy nie. dla kobiety, ktora pragnie dziecka, to, co ma w brzuchu
        jest juz jej dzieckiem w momencie kiedy dowiaduje sie o ciazy. dla kobiety,
        ktora dziecka nie chce(niewazne, z jakiego powodu) nieplanowana ciaza jest
        dramatem, a rozwijajacy sie w brzuchu zarodek, plod - czyms niechcianym. pisze o
        tym z tylko jednego powodu - wielu politykow proboje Wasz bol, kobiet, ktore
        stracily swoje upragnione, wyczekiwane dzieci wykorzystywac, podpinac do swojej
        walki z prawem do aborcji. ABSOLUTNIE nie łącze tych dwoch roznych kwestii -
        oburza mnie to, ze robią to politycy.
        • kiniox Re: Ronić po ludzku 17.10.06, 10:27
          Oczywiście, wykorzystywanie cudzego nieszczęścia dla prywatnych czy
          politycznych celów jest oburzające, ale mnie bardziej oburza relatywizm
          moralny, który prezentujesz. To oburzające, że lekarz, który z powodów
          etycznych nie usunie ciąży, jednocześnie nie traktuje poronionego płodu, jak
          człowieka. Ale oburzający jest również pogląd, że dziecko chciane, to człowiek,
          a niechciane to już tylko zbitka komórek. To znaczy, że nasze osobiste
          nastawienie decyduje o tym, czy ktoś jest, czy nie jest człowiekiem? A jeśli
          umrze dorosłe dziecko, którego z jakiegoś powodu nie kochałyśmy wystarczająco,
          to tym brakiem miłości odbieramy mu człowieczeństwo? Moim zdaniem, albo
          zakładamy, że płód jest człowiekiem i wydajemy certyfikaty zgonu także
          kobietom, które poddały się aborcji i traktujemy je jak matki, które z jakiegoś
          powodu zabiły swoje dziecko, albo zakładamy, że płód to zbitka komórek i nie
          dziwimy się ludziom, którzy z poronienia we wczesnym stadium nie robią
          wielkiego halo. Osobiste nastawienie ma znaczenie dla kwestii odczuwania
          żałoby, cierpienia, poczucia osobistej tragedii, ale nie dla samej kwestii
          człowieczeństwa płodu. A co, jeśli poroni kobieta, która uważa, że we wczesnym
          stadium płód jest tylko zlepkiem komórek i nagle wszyscy dookoła zaczną ją
          traktować, jak matkę w żałobie i wmawiać jej stratę, której ona nie odbiera w
          kategoriach utraty dziecka? Bardzo współczuję wszystkim kobietom i mężczyznom,
          którzy cierpią z powodu takiej straty. Jestem ostatnią osobą, która kwestie tak
          prywatne i bolesne wyniosłaby na polityczne czy światopoglądowe sztandary. Po
          prostu poraziła mnie karkołomna ekwilibrystyka Twojego rozumowania.
          • kadanka Re: Ronić po ludzku 17.10.06, 17:32
            nikogo nie chcialam urazic. dlatego nie bede tu wyluszczac swoich pogladow nt.
            aborcji, ani dyskutowac na ten temat. po prostu sa ludzie za prawem do aborcji -
            i ja za nim jestem - i sa ludzie przeciw. akurat znajdujemy sie w Polsce po 89
            roku i moich pogladow prawo nie uwzglednia. koniec.
            zastanawia mnie na ile instynkt macierzyncki, potrzeba posiadania dziecka, jest
            biologią a na ile psychiką. oczywiscie nie ma jakiegos sztywnego podzialu
            miedzy tymi strefami. ale np. jezeli po nieudanych probach zajscia w ciaze,
            badz, co gorsza, poronieniach, dochodzi sie do wniosku, ze jest sie gotowym do
            adopcji. ze nie chodzi o ciaze, karmienia, a o potrzebe kochania drugiego
            czlowieka, opiekowania sie nim. wystarczy jakiekolwiek spojrzenie na
            jakikolwiek dom dziecka w polsce i czuje bol, wstyd. powinno sie adoptowac te
            dzieci, tworzyc rodziny zastepcze. pisze "powinno", bo sama sie boje, uciekam.
            ale czesc osob, ktore tak staraja sie o wlasne dziecko, podejmuja czasem
            decyzje o adopcji. majac wlasne dzieci, adoptuja kolejne. tworza rodziny
            zastepcze. zastanawia mnie czy to, dla Was - kobiet po poronienach nie jest
            jakas szansą? innym wyjsciem? odbiegam bardzo od tematu poronienia.. ale moze
            nie? przeciez chodzi o posiadanie i kochanie dziecka
            • kiniox Re: Ronić po ludzku 17.10.06, 18:19
              Robiłam ostatnio badanie dotyczące adopcji w Polsce (oraz innych krajach UE), a
              także adopcji międzynarodowej. Dzięci, które można adoptować, jest w Polsce
              bardzo, bardzo mało i ludzie czekają na swoją kolej latami. Większość dzieci
              przebywającyh w domach dziecka to sieroty społeczne lub dzieci, których
              sytuacja prawna jest nieuregulowana (bo rodzice je porzucili i nie zrzekli się
              praw rodzicielskich). Prawo w tym względzie jest chore, bo powinno
              automatycznie odbierać takim rodzicom prawa rodzicielskie, a nie robi tego.
              Ludzie, którzy mają fizyczą możliwość posiadania własnych dzieci, mają
              praktycznie zerowe szanse na adopcję. Owszem, zwykle nie ma problemów z adopcją
              dziecka chorego, w jakiś sposób upośledzonego, ale nie wszystkich ludzi stać na
              adopcję takiego dziecka - nie tylko psychicznie, ale również FINANSOWO, bo
              opieka nad chorym dzieckiem dużo kosztuje. Natomiast sama idea realizowania
              macierzyństwa, którego się pragnie, za pomocą innych sposobów, niż urodzenie
              własnego dziecka, jest moim zdaniem bardzo piękna. Co do mojego poprzedniego
              posta, to nie było w nim ani słowa ZA lub PRZECIW aborcji. Był to głos proszący
              o konsekwencję. Pozdrawiam.
              • piorkoska Re: Ronić po ludzku 18.10.06, 08:26
                kiniox napisała:

                Co do mojego poprzedniego
                > posta, to nie było w nim ani słowa ZA lub PRZECIW aborcji. Był to głos
                proszący
                >
                > o konsekwencję. Pozdrawiam.

                To, co napisała Kadanka jest konsekwentne.Status płodu jest bardzo trudny do
                prostego jednoznacznego określenia.Właśnie słowo "płód" jest odpowiednie.Możemy
                płód uznać za człowieka,albo za twór we własnym ciele,to kwestia decyzji.
                Sa osoby decydujące za innych - to antyaborcjoniści.
                Jak widzisz,kobieta może czuć,że płód to jej kochane dziecko - o tym wolno
                pisać, to wolno odczuwać.Może również czuć inaczej - żadnego związku
                uczuciowego z płodem, poza strachem i niechęcią.Z artykułu wynika,że to bardzo
                częste uczucie, bo niby skąd brałaby się postawa położnych, salowych, lekarzy?
                Dla nich naturalny jest brak uczuć macierzyńskich w stosunku do płodu.
                Jesli zderzą się takie dwie postawy, jak w opisywanych sytuacjach,rodzą
                cierpienie,tak samo przezywanie kobiet nieakceptujących płodu, obarczanie ich
                winą,niezrozumienie i nieakceptowanie ich uczuć .
                To dwie strony medalu.
                Teraz jeszcze o konsekwencji.Jesli uznasz że płód to pełnoprawny człowiek,to po
                pierwsze- jest to twoja decyzja co do jego statusu i jej konsekwencje przede
                wszystkim odnoszą się do ciebie i twojego zycia.Jesli uznasz, że płód to płód i
                mozna go usunąć, konsekwencje również należą do ciebie-jesli zaakceptujesz
                płód, to poronienie będzie utratą dziecka - jeśli nie,to czym innym.
                Wszyscy dobrze wiedzą o tym,że status płodu jest specyficzny, od lat, od
                wieków.Natomiast od kilkudziesięciu lat jesteśmy poddawani indoktrynacji
                poglądem jakoby sprawa była jednoznaczna.
                Artykuł pokazuje tylko, że nie była i nie jest.
                • kiniox Re: Ronić po ludzku 18.10.06, 09:14
                  Nie zgadzam się z Tobą. Jeśli dzisiaj nie chcę dziecka, to płód , który noszę
                  nie jest człowiekiem, a jeśli jutro go zachcę, to nim jest? To tylko znaczy, że
                  MOJE nastawienie do płodu się zmieniło, ale nie człowieczeństwo czy też brak
                  takowego u samego płodu. Przykro mi, tu nie chodzi o poglądy na aborcję i o to,
                  w którym momencie płód staje się człowiekiem, bo to faktycznie sprawa, która
                  jest i była niejednoznaczna. Chodzi o to, że moment, w którym ten płód staje
                  się człowiekiem (który moment by to nie był), nie jest zależny od Twojej czy
                  mojej woli. Każdy może mieć swoje poglądy na ten temat, ale twierdzenie, że
                  nasza wola ma coś z tym wspólnego jest arogancją i jest to po prostu nieprawda.
                  • piorkoska Re: Ronić po ludzku 18.10.06, 14:33
                    kiniox napisała:

                    > Nie zgadzam się z Tobą. Jeśli dzisiaj nie chcę dziecka, to płód , który noszę
                    > nie jest człowiekiem, a jeśli jutro go zachcę, to nim jest?

                    Jeśli dzisiaj jesteś przerażona ciążą i nieakceptujesz płodu,to nie akceptujesz
                    płodu - jest to płód,który chcesz usunąć, by nie rozwinęła się z niego istota
                    czująca.
                    Jeśli dziś oczekujesz dziecka,masz plany i nadzieje,pragniesz urodzić nowego
                    człowieka,to płód, bez względu na okres rozwoju płodowego jest dla ciebie juz
                    realizującym się człowiekiem.
                    • kiniox Re: Ronić po ludzku 18.10.06, 16:02
                      Cały czas mówisz o prywatnych odczuciach kobiety względem zawartości jej
                      brzucha, więc o tym chyba nie podyskutujemy, bo ja się z Twoją opinią w tym
                      względzie zgadzam. Po prostu mówimy o czymś innym, o dwóch zupełnie różnych
                      aspektach tej sprawy. Próbuję wyjaśnić, że trzeba przyjąć pewną wspólną dla
                      wszystkich (bez wzglądu na uczucia osobiste) zasadę postępowania w przypadkach
                      zakończenia ciąży w inny sposób niż urodzenie żywego dziecka. Bo jak to sobie
                      wyobrażasz? Ankieta dla każdej kobiety ciężarnej z pytaniem - czy uważasz, że
                      płód w Twoim brzuchu to już dziecko? Rzeczywistość, jaką kreujemy w swoich
                      głowach, nasze uczucia i emocje, a rzeczywistość realna i sytuacja prawna, to
                      są dwa zupełnie różne światy i to dobrze. Własnie tak powinno być, bo w
                      przeciwnym razie każdy człowiek powinien mieć swój własny kodeks i swoje własne
                      ustawy. A artykuł wspominał także o tym - o uregulowaniu prawnym pewnego
                      zjawiska. W prawie nie ma miejsca na "nie lubię, więc to płód" versus "lubię,
                      więc to dziecko". Pozdrawiam.
                      • piorkoska Re: Ronić po ludzku 18.10.06, 19:35
                        kiniox napisała:
                        Próbuję wyjaśnić, że trzeba przyjąć pewną wspólną dla
                        > wszystkich (bez wzglądu na uczucia osobiste) zasadę postępowania


                        A to dlaczego? Dlaczego uważasz,że tak fundamentalna kwestia, jak uczucia,
                        zamiary i postawy najblizszej i jedynie odpowiedzialnej osoby jak kobieta w
                        ciąży (oraz jej mąż np) maja być ignorowane ? W imię czego ma się na siłę
                        przypisywać płodowi uproszczony status?
                        Co innego decyzja w sprawie traktowania cierpiących strate dziecka, co innego
                        ignorowanie uczuć,planów,mozliwości i pragnień wszystkich obywateli.Na co ci
                        urawniłowka w tak delikatnej i skomplikowanej materii? Jakie będa jej skutki?


                        Rzeczywistość, jaką kreujemy w swoich
                        > głowach, nasze uczucia i emocje, a rzeczywistość realna i sytuacja prawna, to
                        > są dwa zupełnie różne światy i to dobrze.


                        To ty tak uważasz, a dla mnie to jest dość przerażające.


                        A artykuł wspominał także o tym - o uregulowaniu prawnym pewnego
                        > zjawiska. W prawie nie ma miejsca na "nie lubię, więc to płód" versus "lubię,
                        > więc to dziecko".



                        Jest miejsce, nawet dziwię się,że o tym nie wiesz.We wszystkich cywilizowanych
                        krajach jest na to miejsce w prawie.Inaczej wyrażone, bez tej pogardy dla
                        kobiet i ich życia.
                      • piorkoska Re: Ronić po ludzku 18.10.06, 19:48
                        kiniox napisała:

                        Próbuję wyjaśnić, że trzeba przyjąć pewną wspólną dla
                        > wszystkich (bez wzglądu na uczucia osobiste) zasadę postępowania w
                        przypadkach
                        > zakończenia ciąży w inny sposób niż urodzenie żywego dziecka.

                        Nie podoba mi się twoja postawa.Artykuł jest własnie o tym, co złego jest w
                        pomijaniu uczuć innych ludzi,w ich ranieniu.Odgórny nakaz tego nie naprawi.
                        Jak to sobie wyobrażasz?
                        Spóźnia mi się miesiączka, a po np 7 tygodniach mam bardzo obfite
                        krwawienie.Przypuszczam,że nastąpiło samoistne poronienie.Biorę podpaskę i idę
                        do lekarza by stwierdził zgon, a do ZUSu po 5000 na pogrzeb.Tak?
                        Albo tak: położne dostają nową dyrektywę:jak postępowac z kobietą w takim
                        przypadku.Na oddziale jest dziewczyna która poroniła w 12 tygodniu i radośnie
                        spieszy do domu, a tu ją się zatrzymuje, nasyła psychologa który rozumie jej
                        cierpienie itp.
                        Coś takiego ci się marzy?
                        • kiniox Re: Ronić po ludzku 18.10.06, 22:42
                          A mi się nie podoba Twoja postawa. O tym właśnie mówię kobieto, że takie
                          podejście jak Twoje może doprowadzić do tego, że będziemy chodzić z podpaską po
                          akt zgonu "bo ja uważam, że to już dziecko". Nie, nie sądzę, że uczucia ludzkie
                          nie mają znaczenia. Mają wielkie znaczenie, ale nie tam, gdzie chodzi o
                          uregulowanie ADMINISTRACYJNE fragmentu życia milionów osób (z których każda ma
                          swoje własne odmienne uczucia). Uważam natomiast, że jest wysoce niemoralnym
                          uzasadnianie czyjegoś człowieczeństwa Twoim widzimisię. To jest właśnie
                          relatywizm moralny. Co do mojego braku wiedzy w kwestii ustroju prawnego, który
                          pozostawia decyzję co do tego, kiedy zaczyna się życie, jednostce, to uświadom
                          mnie proszę. Czy jeśli tam zamieszkam i postanowię, że dziecko, które urodzę
                          zacznie być człowiekiem po dojściu do pełnoletności, to będzie w porządku? Bo
                          wiesz, może ja tak właśnie czuję... Zabawne, że będąc osobą o niezwykle
                          liberalnych poglądach (także w kwestii aborcji), prowadzę takie rozmowy.
                          Ponieważ widzę, że za każdym razem uparcie się czegoś czepiasz, życzę Ci miłego
                          wieczoru i kończę już tę bezsensowną wymianę zdań.
                          • kadanka Re: Ronić po ludzku 19.10.06, 20:39
                            "Zabawne, że będąc osobą o niezwykle
                            liberalnych poglądach (także w kwestii aborcji)", widzisz tylko 2 wyjscia(tak to
                            przynajmniej rozumiem z twoich wyp.):
                            1)przyjmujemy ze kobieta w ciazy ma prawo do usuniecia zarodka, plodu i wobec
                            tego nie jest to pelnoprawny czlowiek, wiec kobiety po poronieniu nie moga sie
                            domagac wydawania cial i "pogrzebow"
                            2) przyjmujemy, ze od momentu poczecia prawo zarodka jest rownie wazne jak
                            czlowieka, tak wiec kobieta po poronieniu moze mowic o np.8 tygodniowym dziecku,
                            robic mu pogrzeb, a kobieta, ktora chce usunac ciaze, niewazne z jakich
                            wzgledow, nie ma do tego prawa, bo to juz jest pelnoprawny czlowiek.
                            zadna z tych propozycji nie bierze pod uwage wszystkich kobiet i kazdej kobiety
                            z osobna. tego, ze zycie uklada sie bardzo roznie. ci, ktorzy chca dziecka,
                            traca ciaze, maja prawo do zalu, do taktownego traktowania przez personel
                            medyczny, takze do pochowku ciala, bo dla nich jest to dziecko. ci, ktorzy nie
                            widza/nie maja innego wyjscia jak usunac ciaze, tez powinni miec do tego prawo.
                            mam pytanie? jak w krajach, np.europy zach, gdzie aborcja jest legalna, wyglada
                            sprawa poronien? czy rodzicom wydaje sie cialo? czy moga je pochowac na cmentarzu?
                            • kiniox Re: Ronić po ludzku 19.10.06, 20:41
                              To źle rozumiesz, ale już mi się nie chce tłumaczyć.
            • magnolia1004 Re: Ronić po ludzku 18.10.06, 10:47
              Masz racię chodzi o dzielenie się miłością z innymi, tylko nie każdy ma szanse
              na adopcje, i odwagę. Do takich decyzji trzeba dojżeć i mieć wsparcie drugiego
              człowieka. Chęć posiadania swojego dziecka jest ukryta bardzo głeboko w nas
              samych dla mnie to też owoc naszej miłości ale jeżeli losy potoczą sie innaczej
              może...
              Rozumiem kobiety które są zaskoczone ciążą i dla nich poronienie jest czasem
              wybawieniem ale i tak wiem że kiedyś bedą myśleć o swoich dzieciach (chyba że
              ktoś jest pozbawiony totalnie uczuć).
              Mamy taką ogólną znieczulicę na ludzkie cierpienie każdy stara sie tylko
              swój "ogródek pielić" a wystarczyłby mały gest nawet wobec straszej sąsiadki
              którą nikt nie odwiedza by pomóc. Może warto rozejżeć sie wokół nas.
              Choć poroniłam teraz jestem inną osobą z innej perspektywy patrze na życie.
              I każde życie to cud. W tej chwili jestem bardzo szczęsliwa choć serce krwawi
              jak tule inne dzieci ale tak już jest nie ma życia usłanego różami by było
              dobrze trzeba ciężko pracować i starać sie pomagać innym.
              I nie narzekać jak większość ludzie to robi tylko wziąśc sie po prostu do
              roboty. Są dni kiedy ja potrzebuję pomocy i mam wokół bliskich ludzi z którymi
              mogę uspokoić swój ból.
              A co sie tyczy aborcji miałam chyba podobne zdanie jak ty ale najlepiej by było
              by kobiety miały wsparcie czyli jeżeli nie mogą tego dziecka wychować niech
              urodzą i oddadzą do adopcji.
              Ten temat to rzeka - tyle ludzi i tyle opini. Ale trzeba uwrażliwić nas
              samych że każdy chce przeżyć swoje cierpienie bez komentarzy z boku i widzieć
              że wszyscy jesteśmy ludźmi.
              • piorkoska Re: Ronić po ludzku 18.10.06, 14:40
                magnolia1004 napisała:

                > Ten temat to rzeka - tyle ludzi i tyle opini. Ale trzeba uwrażliwić nas
                > samych że każdy chce przeżyć swoje cierpienie bez komentarzy z boku i
                widzieć
                > że wszyscy jesteśmy ludźmi.

                Tak! I te, które przeżywają śmierć wczesnego płodu i to jest dla innych dziwne,
                i te, dla których płód jest czymś czego najbardziej na świecie pragna się
                pozbyć.
                Wszystkie potrzebują wsparcia i zrozumienia swojego cierpienia i swoich uczuć.
                Niepotrzebuja tandetnego moralizatorstwa i chamstwa.
                • kadanka Re: Ronić po ludzku 18.10.06, 18:31
                  dokladnie, a to, co czynia politycy i sypatycy lpr, radia maryja - chodzi mi o
                  manifestacje typu "pogrzeby nienarodzonych" to zenujace swinstwo.
                  wykorzystywanie realnej straty kobiet, ktore nie donosily ciazy w walce ze
                  zwolennikami prawa do aborcji. chyba tylko w naszym kraju mozna to laczyc...
                  wracajac do kiniox: debaty o tym, od kiedy mowimy o czlowieku biolodzy, lekarze
                  i inni tocza juz od dawien dawna. nie ma jednoznacznej odpowiedzi i nigdy nie
                  bedzie, bo to jest kwestia tylko i wylacznie naszej umowy. 1szy z brzegu
                  przyklad - w starozytnym rzymie zycie bylo definiowane jako okres od narodzin
                  do smierci. termin "dziecko nienarodzone, zycie nienarodzone" naprawde nie jest
                  czyms odwiecznym - jeszcze do nie dawna mowilo sie "plod". to, co kiniox,
                  postulujesz, czyli jasne rozgraniczenie w języku jest niemozliwe z prostego
                  powodu: spory o aborcje sa ciagle zywe i ciagle kwestionowane - i to jest
                  normalne. ciaza - zycie nienarodzone ok. plod majacy mniej niz 4 mce - czyli
                  bez ukladu nerwowego, zarodek, zygota, polaczone plemnik i komorka jajowa.
                  gdzie, kinox, proponujesz wprowadzic rozgraniczenie? komorka jajowa i plemnik?
                  moze to takie "polowki" zycia? jednoznaczna odpowiedz daja antyaborcjonisci.
                  ludzie! skupcie sie na wlasnych brzuchach. zainteresujcie sie tymi, co juz sie
                  urodzili wlasnie przez zakaz aborcji. dla mnie dzieci z domow dziecka czy
                  patologicznych rodzin sa bardziej warte zainteresowania niz zygota, zarode w
                  brzuchu kobiety. madrale z lpr porownali aborcje z holocaustem. na boga, jak
                  mozna porownac plod(caly czas mowie o okresie plodowym do 4.miesiaca, kiedy nie
                  ma ukladu nerwowego) z czlowiekiem. jak mozna zrownywac kilkanascie laczacych
                  sie komorek - potencję z zyjacym czlowiekiem? to juz absolutnie nie do kiniox,
                  rozpedzilam sie, bo co chwila lpr straszy zaostrzeniem ustawy.
                  wiekszosc krajow europy zach. ma bardzo liberalne prawo we wzgledzie usuwania
                  ciazy(do 4mca), a i tak odsetek aborcji pewnie nie jest duzy dzieki
                  ogolnodostepnej(tanszej!!) niz w polsce antykoncepcji. w polsce, w szkolach
                  tego tematu nie porusza sie w ogole, w kazdej malej i nie tylko miescinie jest
                  sporo panien licealistek, co gorsza, gimnazialistek, ktore urodzily dzieci. nie
                  czarujmy sie, gdyby aborcja byla legalna jak przed 1989 roku, wiekszosc
                  usunelaby swoje ciaze. nie wiemy, ile jest zabiegow nielegalnych, ale pierwsze
                  z brzegu ogloszenia w gazecie i ilosc ogloszen typu "wyolywania miesiaczek"
                  mowi samo za siebie. dlaczego antyaborcjonisci nie sa w stanie zrozumiec ze
                  chodzi o PRAWO do aborcji. nikt nikogo do niej nie zmusi. chcesz urodzic -
                  urodzisz. ale kobieta ktora zachodzi w ciaze nie majac po temu warunkow, czy po
                  prostu NIE CHCAC miec dziecka, ma prawo do decyzji. j
                  • kadanka Re: Ronić po ludzku 18.10.06, 18:57
                    jeszcze jedna rzecz. skoro wladowalam sie na forum o poronienach z tematem
                    aborcji, to jeszcze jedna wolta:) dyskutujemy kiedy i jak ustalic poczatek
                    zycia, a wlasciwie prawa płodu/ dziecka nienarodzonego. a wyobrazmy sobie taka
                    wizje -jest para roznoplciowcow A i B. A i B, jak wiekszosc par, uprawiaja
                    seks - jedna z niewielu przyjemnosci zycia doczesnego. nie stac ich na
                    antykoncepcje lub, mimo jej stosowania, dochodzi do wpadki. jak widzimy -
                    PRZYPADEK. czy przypadek ma decydowac o nowym zyciu i o calkowitej zmianie
                    zycia osob A i B? a teraz dalej; A rzuca szkole, B pije pod blokiem/nie ma
                    pracy/odchodzi od A. dziecko jest zaniedbywane, w wieku 8 lat kradnie komorki,
                    trafia do domu dziecka bo nie ma pieniedzy na jego utrzymanie/trafia do
                    poprawczaka. i tak dalej. to czarny scenariusz, ale jego realizacje naprawde
                    czesto sie widzi. wniosek chyba jest prosty - A i B nie powinni zostawc
                    rodzicami - nie w tym momencie ich zycia albo w ogole. ilu jest takich ludzi,
                    ktorzy nie powinni miec dzieci - nie tylko te matki, o ktorych trabia media, że
                    topią, wkladaja do reklamowek. przeciez to wierzcholek gory lodowej. polityka
                    tego panstwa nie daje takim ludziom szans zabezpieczenia sie przed ciaza(bo
                    antykoncepcja JEST ZA DROGA), wreszcie - w razie zajscia w ciaze, co naprawde
                    nie jest cudem, a fizjologią - nie daje prawa do usuniecia. nie wiem, czy za
                    PRLu, gdy z aborcja bylo latwiej, domy dziecka byly mniej liczne. nie wiem, gdy
                    widze dziecko maltretowane, czy dziecko-bandyte, doroslego bandyte, patologie w
                    domach dziecka, patologie w zwyklych domach...wydaje mi sie, ze gdyby nie bylo
                    zakazu aborcji wiele z tych dzieci by sie nie urodzilo
                    • ana-green Re: Ronić po ludzku 18.10.06, 19:50
                      To że antykoncepcja jest za droga to raz. Ale problem tkwi głównie w
                      nieuświadamianiu młodzieży i ignorancji ludzkiej. Nie ma wychowania seksualnego,
                      nie ma poczucia odpowiedzialności. Szestastolatka, która ma do wyboru kupić nową
                      bluzkę, a kupic tabletki antykoncepcyjne często wybierze bluzkę, bo "może nie
                      wpadnie". Znałam dziewczynę, która przez dwa lata uprawiała seks bez
                      zabezpiecznia z takim podejściem - a jak w końcu wpadła to było zdziwienie.
                      Znałam też inną, która zapytała mnie (a miała wtedy 22 lata!) czy stosunek
                      przerywany to 100% pewna "medtoda antykoncepcyjna" i czy podczas miesiaczki nie
                      mozna zajść w ciąże! A działo sie to w całkiem sporym mieście, a nie na zapadłej
                      wsi...
                  • kiniox Re: Ronić po ludzku 18.10.06, 22:54
                    Skoro tyle razy powołałaś się na moje posty, a właściwie ich fragmenty, to
                    powiem jeszcze raz - moje posty NIE były o aborcji. Jestem umiarkowaną
                    zwolenniczką wolnego wyboru, czyli najszczęśliwsza bym była, gdyby nikt przed
                    takim wyborem stawać nie musiał. Ale rozumiem, że życie to nie bajka. Jestem też
                    pełna współczucia dla wszystkich LUDZI, którzy stracili dziecko przed
                    narodzeniem. Jedyne, przeciwko czemu protestuję, to uzależnianie człowieczeństwa
                    żywej istoty od czyjegoś widzimisię. Wiem, że dyskusje nad momentem powstania
                    życia toczą się od zawsze, nie jestem aż tak ograniczona, chociaż najwyraźniej
                    niektóre spośród Was tak sądzą. Jestem za tym, aby z tych dyskusji NIGDY nie
                    rezygnować i próbować dojść do jakiegoś konsensusu, żeby uniknąć sytuacji, w
                    której "kobieta z podpaską", o której wspomniała wyżej jedna z dyskutantek, nie
                    latała po akt zgonu, a jednocześnie, aby każda ta kobieta, która chciałaby
                    pochować utracone dziecko, mogła to zrobić. I żeby wszyscy wzajemnie szanowali
                    swoje uczucia. Co do Twojego nawiązania do starożytnego Rzymu, to - cytuję -
                    "Dziecko będące w łonie matki uważano za część matki, jednakże przyjmowano
                    fikcję prawną, że już się urodziło, gdy chodziło o jego korzyści". A teraz
                    wybaczcie, ale zmęczyłam się trochę atmosferą, w której uczucia ludzkie liczą
                    się bardziej niż życie ludzkie. Pozdrawiam.
                  • gropa1 Re: Ronić po ludzku 30.10.06, 19:55
                    plod majacy mniej niz 4 mce - czyli
                    > bez ukladu nerwowego,

                    Pała z biologii.
                  • gropa1 Re: Ronić po ludzku 30.10.06, 19:58
                    plod majacy mniej niz 4 mce - czyli
                    > bez ukladu nerwowego,

                    Pała z biologii.

                    kobieta ktora zachodzi w ciaze nie majac po temu warunkow, czy po
                    >
                    > prostu NIE CHCAC miec dziecka, ma prawo do decyzji. j

                    Ma prawo - nie musi dawać d..., w tym kraju nie ma przymusu współżycia
                    seksualnego. Wtedy w ciążę nie zajdzie. Dla mnie to kończy dyskusję.
                    • turzyca Re: Ronić po ludzku 31.10.06, 13:24
                      Co z gwaltem?
    • kt_ryba Ronić po ludzku 17.10.06, 09:22
      Trudno mi sobie wyobrazić taką znieczulicę. Coś strasznego.
      Pytanie: dlaczego tak się dzieje?

      Myślę, że przynajmniej jedną z przyczyn jest współczesna mentalność odmawiająca
      nienarodzonemu dziecku praw i godności człowieka. Prosta konsekwencja: jeśli
      walcząc o prawo do aborcji nazywamy dziecko płodem i twierdzimy, że ono jeszcze
      nie jest człowiekiem, ograniczamy jego egzystencję do hasła "Mój brzuch, moja
      sprawa", nie dziwmy się, że inni tak postępują w nieco innej sytuacji.

      Trzeba coś wybrać: albo będziemy szanować dzieci nienarodzone jek pełnoprawne
      ludzkie istoty i przestaniemy walczyć o prawo do aborcji, czyli zabijania tych
      istot, albo musimy liczyć się z traktowaniem jak przedmiot dzieci, które zmarły
      przed rozwiązaniem.
      • piorkoska Re: Ronić po ludzku 18.10.06, 08:28
        kt_ryba napisał:

        > Trzeba coś wybrać: albo będziemy szanować dzieci nienarodzone jek pełnoprawne
        > ludzkie istoty i przestaniemy walczyć o prawo do aborcji, czyli zabijania
        tych
        > istot, albo musimy liczyć się z traktowaniem jak przedmiot dzieci, które
        zmarły
        >
        > przed rozwiązaniem.

        Niekoniecznie, pozostawmy decyzję, co czują do płodu kobietom.
      • ivone7 Re: Ronić po ludzku 18.10.06, 17:11
        Wybacz, jesli to co napisze Cie urazi, ale podobno zyjemy w katolickim kraju,
        gdzie wiekszosc z nas jest przeciwnikami aborcji, czyli idac prostym tropem
        myslenia wiekszosc z nas szanuje nienarodzone zycie ludzkie. Dziwi mnie tylko
        fakt, ze w takiej sytuacji gdy lekarz odmawia aborcji nawet ze wzgledow
        medycznych...ten sam lekarz/polozna nie potrafia uszanowac tego nienarodzonego
        dziecka w innej sytuacji...a kazde ludzkie zachowanie personelu medycznego
        wydaje sie nam wyjatkowe. Do tej pory mialam szczescie nie poronilam, urodzilam
        zdrowa coreczke ale moja przyjaciolke taki dramat spotkal...
    • maboo Re: Ronić po ludzku 17.10.06, 10:25
      Forum dla kobiet, ale pozwolę sobie napisać posta mimo iż jestem facetem.

      Artykuł podesłał mi żona, przeczytałem i jak zawsze w sytuacjach ogólnej
      nieporadności szpitali, lekarzy, położnych, chorej biurokracji, administracji i
      innych bzdur, które są stawiane ponad normalne ludzkie zachowanie mogące
      doprowadzić do tego, żeby przykładowo kobieta przed/w trakcie/po poronieniu nie
      leżała z matkami, których ciąża kończy się lub zakończyła pomyślnym
      rozwiązaniem, mam zapędy do siłowego rozliczania niektórych osób z tego co się
      stało.
      Dziecko, ciąża, macierzyństwo, ojcostwo to nie jest tylko "coś", więc jeśli
      osoby pracujące i szkolone w tej tematyce, czyli pielęgniarki, lekarze, położne
      nie potrafią się zachować odpowiednio do sytuacji i przynajmniej zachować
      minimum kultury polegające na tym, że jak nie wiesz jak się zachować, to staraj
      się ograniczyć swoje zachowanie, wypowiedzi, gesty, itp do minimum. Tak więc
      jeśli położna lub pielęgniarka a co gorsza lekarz, czyli osoby teoretycznie
      wykształcone i na poziomie (z góry przepraszam porządny personel szpitalny, bo
      to nie o was) nie potrafią zachować się stosownie do sytuacji a co więcej (i to
      jest niewybaczalne w żadnym kontekście) rzucają prymitywnymi tekstami do
      kobiety, o płodzie, o poronieniu to takie osoby nie powinny robić tego co
      robią. Oczywiście poteoretyzować to sobie mogę, bo jest mała szansa żeby komuś
      dobrać się do skóry w cywilizowany sposób i załatwić mu w cywilizowany sposób
      bardziej odpowiednią pracę tak aby już więcej nie szkodził. Tak jak zawsze nikt
      nic nie będzie słyszał, nie będzie świadków, matka była w szoku, itp. itd. a
      życie toczy się dalej i są upokarzane kolejne matki.

      Do rzeczy. Jak czytam o krzywdach jakie są wyrządzane o listach czarnych
      szpitali, itp. to mam ochotę założyć podziemną bojówkę od, za przeproszeniem,
      dawania w mordę, szczególnie zasłużonym. Nie jest to ani cywilizowane, ani
      kulturalne, żyjemy w środku Europy i powinno się takie rzeczy inaczej
      załatwiać, ale wtedy trafimy z jednego półświatka (medycznego) do drugiego
      (prawniczego) i będziemy dochodzić swoich zadośćuczynień przez kolejne 10 lat.
      Tak więc, nikogo nie namawiam do złego, ale jeśli przy "moim porodzie" (dziwnie
      to brzmi jak to facet pisze) będą jakieś ewidentne zaniedbania, teksty i inne
      niestosowne rzeczy, które spowodują że coś będzie nie tak z moim dzieckiem,
      samopoczuciem matki dziecka, itp. to winna osoba ma u mnie jak w banku ciąg
      dalszy sprawy, który będzie bardzo prymitywny. Proszę mnie źle nie zrozumieć i
      nie chcę zaraz wszystkich winić o to, że odpukać urodziłoby mi się martwe
      dziecko, ale gdyby mojej rodzinie żonie/dziecku zrobił ktoś świadomie krzywdę
      fizyczną/psychiczną to jako facet uważam, że mam moralne prawo wymierzyć
      sprawiedliwość w prymitywny sposób i to może zaowocuje tym, że będzie jednego
      idioty mniej w szpitalach.

      Na zakończenie dodam, że nie jestem źle nastawiony do szpitali i personelu,
      jestem dobrej myśli, ale w świetle akcji typu "Rodzić po ludzku" i innych
      działań mających znormalizować "obsługę" pacjenta w tych bardzo trudnych
      chwilach, to nie dopuszczalne jest nawet najwniejsze zaniedbanie, a tym
      bardziej ewidentne, świadome rzucanie głupimi tekstami i totalny brak
      odpowiedzialności za to co sie komuś robi w sensie psychicznym. Tak więc jakby
      co to będę takim "Olbrychskim" i nie zawacham się dać komuś w przysłowiową
      mordę, gdy coś będzie źle. Może to i prymitywne, ale gdyby potencjalni
      zagrożeni z mojej strony mieli tą świadomość to przypuszczam, żeby dużo lepiej
      zaczeli pracować.

      Kończe już, bo się zawziąłem i zaczynam się nakręcać, ale reasumując temat
      myślę, że rozwiązywanie pewnych spraw w nazwijmy to męski sposób jest czasami
      potrzebne. A takie sprawy jak dziecko, czyli coś co ma priorytet i stopień
      ważności tak wysoki, że nie da się go z niczym porównać wymagają najwyższego
      zaangażowania. Tak więc Panowie wesprzyjcie żony i zapewnijcie im
      bezpieczeństwo.

      Dodam jeszcze, że z założenia jestem pacyfistą, krzywdy nikomu nie zrobię i nie
      chciałbym tak prymityzować, ale w naprawę ważnych kwestiach typu rodzina,
      ojczyzna (nie koniecznie ta IV ;-) to trzeba iść i walczyć o... honor i godność.

      Mabooo
    • meditteraneo Re: Ronić po ludzku 17.10.06, 17:47
      Nie jestem matką, nigdy nie urodziłam dziecka...Ale to co przeraża mnie w
      artykule i opiniach kobiet o szpitalach, o lekarzach, położnych, ginekologach,
      to to, że wiele tych złych, mało delikatnych uwag skierowanych do kobiet które
      poroniły swoje dzieci pada z ust innych kobiet - lekarzy, ginekologów,
      połoznych, pielęgniarek , które przeciez też sa matkami...które teoretycznie
      powinny rozumiec, co może czuc kobieta, która kilkanaście tygodni nosiła
      dziecko pod sercem...
      • piorkoska Re: Ronić po ludzku 18.10.06, 08:43
        meditteraneo napisała:

        > Nie jestem matką, nigdy nie urodziłam dziecka...Ale to co przeraża mnie w
        > artykule i opiniach kobiet o szpitalach, o lekarzach, położnych,
        ginekologach,
        > to to, że wiele tych złych, mało delikatnych uwag skierowanych do kobiet
        które
        >
        > poroniły swoje dzieci pada z ust innych kobiet - lekarzy, ginekologów,
        > połoznych, pielęgniarek , które przeciez też sa matkami...które teoretycznie
        > powinny rozumiec, co może czuc kobieta, która kilkanaście tygodni nosiła
        > dziecko pod sercem...

        No i jeszcze raz o tym samym : słusznie napisałaś "co może".A może różnie.
        I przyszło mi do głowy jeszcze coś.To ważne,że same matki piszą,że dla nich
        kilkutygodniowy płód to może być dziecko.
        Takie rzeczy wypisują zwykle księża, młodzieńcy wszechpolscy itp i wali od ich
        tekstów manipulacją i fałszem z daleka, może dlatego mało kto traktuje to serio
        w szpitalach,w końcu pracują tam osoby które napatrzyły się na mnóstwo
        przypadków i z całą pewnością widziały takie, dla których poronienie to żadna
        tragedia.
        A więc faktycznie, może być uczucie do rowijającego się płodu, może być
        nadzieja, plany,może być ból psychiczny po stracie.
        Inna sprawa to to,że takie teksty mogą wypływac z nieco innych powodów niż
        lekceważenie.U nas w naszej kartoflandii jest to najpopularniejszy sposób
        podnoszenia na duchu- zakrzyczeć, zlekcewazyć problem itp.I to jest jeszcze
        smutniejsze.Niedawno znów słyszałam audycję w radio o jakiejs osobie
        niepełnosprawnej, która ma czasem załamania, ale zawsze ktoś
        jej "pomaga",własnie w taki sposób-weźć się w garść, nie rób
        problemów,itd.Jednym słowem - stul pysk.

        Jak juz matki poronionych dzieci mają głos i mogą mówić o swoich uczuciach i
        problemach, to może przyjdzie czas za jakieś kilkadziesiąt lat i na kobiety z
        niechcianą ciążą i ich uczuciami.
      • titta Re: Ronić po ludzku 18.10.06, 12:50
        Wiele osob pracujacych w szpitalach - lekazy, pielegniarek, jest bardzo prosta.
        Nie chodzi mi o wyksztalcenie ale o sposob myslenia. Mysle, ze wiekszosc z
        nich, mowiac o plodzie, o tym, ze nie ma za czym plakac tak po prostu to
        rozumie: na codzien spotykaja sie z kobietami, ktore bez problemu usuwaja
        ciaze. Sami, zeby zwyczajnie nie zwariowac widzac ludzkie tragedie musza
        podchodzic do sprawy mechanicznie. Rozwiazaniem problemu sa sztywne normy
        zachowan; cos co nazywa sie profesjonalizmem. Sprzedawca w sklepie nie pokaze,
        ze uwaza ze klijentka nie ma gustu i wydziwia (nawet jesli tak mysli),
        usmiechnie sie i pogratuluje wyboru. Tego tez powinno uczyc sie pielegniarki i
        lekazy. Nie kazdego stac na szczera empatie ale odpowiedniego zachowania mozna
        sie po prostu nauczyc.
    • renata.bw Ronić po ludzku 19.10.06, 01:16
      Pół roku temu poronilam w 15 tygodniu ciąży. We wrocławskim szpitalu przy ul.
      Dyrekcyjnej bez problemów wydano mi ciałka dzieci i mogłam je pochować. Kiedy
      zaczęło się poronienie przewieziono mnie na salę porodową - małą, osobną. Po
      łyżeczkowaniu pozwolono by był przy mnie mąż (mimo późnej godziny). Mieliśmy
      czas, aby w ciszy, samotnie przeżyć naszą tragedię. Potem zapytano nas, czy
      chcemy pochować nasze dzieci? Mimo bólu i żalu po stracie - kamień spadł nam z
      serca. Baliśmy się, że będziemy musieli walczyć o wydanie dzieci urodzonych w
      15 tc. Bez problemów załatwiliśmy formalności w USC. Dzieci pochował ksiądz z
      naszej parafii. Miały prawdziwy pogrzeb. Jestem wdzięczna lekarzom i księdzu,
      że umożliwili nam to pożegnanie. Wiem, że takie podejście szpitala (często i
      duchownych) to jeszcze u nas wyjątek. Mam jednak nadzieję, że szybko się to
      zmieni.
      Miesiąc temu poroniłam poraz kolejny. Trafiłam do tego samego szpitala. Lekarz
      zaproponował mi rozmowę z psychologiem (od niedawna szpital ma psychologa na
      etacie). Problemem, jak we wszystkich szpitalach pozostaje to, że kobiety,
      które tracą dziecko, trafiając na oddział, muszą leżeć z ciężarnymi. Jednak
      przyznać muszę, czytając wszystkie wypowiedzi kobiet po stracie, że przeżywałam
      swoje tragedie w "ludzkim" szpitalu.
      • piorkoska Re: Ronić po ludzku 20.10.06, 09:56
        renata.bw napisała:

        > Pół roku temu poronilam w 15 tygodniu ciąży.
        Bez problemów załatwiliśmy formalności w USC. Dzieci pochował ksiądz z
        > naszej parafii. Miały prawdziwy pogrzeb. Jestem wdzięczna lekarzom i księdzu,
        > że umożliwili nam to pożegnanie.



        Czyli przysługiwał ci zasiłek pogrzebowy, rozumiem.
        • renata.bw Re: Ronić po ludzku 23.10.06, 23:28
          Nie rozumiem, co za znaczenie ma zasiłek pogrzebowy? Czy według Ciebie to
          najważniejsza sprawa w tym, co napisałam???
          Zrobiło mi się przykro.
          Nie mogę uwierzyć, albo źle zrozumiałam Twoją wypowiedź.
        • gropa1 Re: Ronić po ludzku 30.10.06, 20:02
          Boże, jesteś tak chamską i prymitywną osobą,że aż mi cię żal.
    • ciekawa24 Re: Ronić po ludzku 19.10.06, 14:43
      witam!! to prawda,ze lekarze nie wczuwają się w uczucia matki , która traci swoje ukochane maleństwo. Dla nich to nie jest matka tylko kolejny przypadek. Mam to również za sobą!kiedy trafiłam do szpitala z nieżyjącym już 12 tyg dzidziusiem położna powiedziała do mnie " proszę się nie przejmować to będzie przecież zwykła aborcja". a podczas zabiegu nie dostałam żadnego znieczulenia. pewna siostra powiedziała do wcześniej wspomnianej położnej , że to przecież będzie bolało, a ona na to "trudno". nier maiałam siły zareagować ale tych słów nie zapomnę nigdy> Teraz jestem znowu w ciąży jestem pełna nadziei i pełna obaw. to 4 tc.za 2 tyg wizyta. bardzo chcę zobaczyć maleństwo!
      pozdrawiam wszystkie mamy po stracie i życzę im dużo siły i wiary w lepsze jutro! a szczęśliwym mamom <niech nigdy nie zapominają jakie spotkało je szczęście> POZDRAWIAM ANIA!
      • wwera14 Re: Ronić po ludzku 19.10.06, 22:20
        znów wrociłam pamiecia do czasu sprzed 14 lat , jak urodziłam w 28 tyg. swoją
        martwą córeczkę , to co przeszłam przed porodem i po , to koszmar . pytanie
        dlaczego płaczę , dlaczego tak bardzo to przeżywam to jedno z tych wspomnień i
        zdziwienie , przecież pani ma dzieci ( mam dwóch chłopców ) ale wtedy to
        dziecko było dla mnie najwazniejsze , przez rok dochodziłam do równowagi , nie
        było dnia ,żebym nie płakała , nie wyła z rozpaczy po tej stracie , , ale teraz
        moge pójśc na jej grób ,(jest pochowana razem z moją mamą i babcią ) i
        przywołać z usmiechem wspomnienia jak sie cieszyłam ,jak dowiedziałam sie ,że
        to bedzie córeczka...
    • karola742 Ronić po ludzku 20.10.06, 08:29
      W 6 tygodniu ciąży, trafiłam do szpitala z powodu krwawienia. Było ono silne.
      Robili mi kilkarkotnie usg, z którego wynikało, że serduszko nie bije. Po
      trzech dniach, kilku bilesnych badanich, zakończonych siniakami na podbrzuszu,
      usłyszałam, że " z tego nic nie będzie". Leżałam na sali z innymi kobietami w
      ciąży, które podobnie jak ja, miały jakieś problemy. Dzień, na który było
      wyznaczone "czyszczenie", tak to określił ordynator, i poprzedzająca je noc,
      były najstraszniejszymi godzinami w moim życiu. Czułam się już matką, a dzień
      ten był klęską mnie jako matki, jako kobiety. Wylałam morze łez, nie sposób
      opisać, co wtedy czułam. Na godzinę przed zabiegiem wypisałam się na własne
      życzenie, nie wierzyłam, że moja córka, bo już przypuszczałam, że to będzie
      córka, nie żyje. Na koniec napiszę, że ma prawie 5 lat i jest najcudowniejszym
      dzieckiem, moim marzeniem, moim spełnieniem. W pełni rozumiem ból matek po
      stracie tych najmniejszych.
    • a_perpetula Re: Ronić po ludzku 20.10.06, 16:46
      Mam 26 lat. Właśnie z moim partnerem podjęliśmy decyzję o zostaniu rodzicami.
      Mamy nadzieję, że będzie nam dane urodzic zdrowe dziecko. Jednak nigdy nie
      zapomnę wizyty w szpitalu, kiedy u mojej kuzynki zaczęły pojawiać się problemy.
      Leżała na oddziale "patologii ciąży". Wydawałoby się, że ludzie tam pracujący
      są przygotowani do pomocy w tragediach jakie tam mają miejsce. Mimo tego, że po
      dwóch dniach było już pewne, że jej synek nie żyje, nadal leżała na sali z
      dwoma innymi kobietami w ciąży. Nie wiedziała co dalej z nimi będzie. Dla mnie,
      osoby wtedy jeszcze nawet nie myślącej o tym, że chcę byc matką - miałam wtedy
      19lat - było porażające słuchanie serduszek dzieci tych pań leżących obok. Nie
      potrafiłam sobie wyobrazić jak może się czuć Dorota. Poród został
      przyspieszony. Ciałko Adasia, po wiegodzinnych walkach, zostało im wydane w
      słoiku! Wszyscy, łącznie z ordynatorem i dyrektorem szpitala dziwili się, po co
      w ogóle zawracać sobie "tym" głowę. Zastanawiałam się wielokrotnie, czy nikogo
      z pracowników tego oddziału, nikogo z ich rodzin nie spotkała taka tragedia? To
      może okrutne, ale być może takie doświadczenie dało by im jakieś pojęcie o tym,
      co czuje matka, ojciec i rodzina maluszka, któremu nie było dane urodzić się i
      przeżyć.
    • winka53 Ronić po ludzku 21.10.06, 00:42
      <Tak..bo Polaska chrzescijanstwem plynie..wiec jest jak jest...a lekarze-
      ginekolodzy...stoja murem..za poczetym dzieckiem...zalosne...rodzilam 30 lat
      temu....wciaz to samo...SYFFFFF....wspolczuje mlodym...i rodzacym...
    • ewamonika1 Re: projekt zmian w przepisach - protest 21.10.06, 09:00
      treść oficjalnego sprzeciwu rodziców po stracie dzieci (sprzeciw dotyczy
      kontowersyjnego projektu zmian przepisów dotyczących rejestracji dzieci
      zmarłych na skutek poronienia):
      -------

      Informacje, które pojawiły się ostatnio na temat projektowanych zmian prawa
      dotyczącego dzieci urodzonych przedwcześnie czy poronionych, zszokowały
      Organizację Rodziców po Stracie i Rodziców Chorych Dzieci „Dlaczego” oraz
      Stowarzyszenie Rodziców po Poronieniu.

      Zmiany te mają dotyczyć pogrzebów dzieci oraz ich rejestracji. Niestety, choć
      wszystkie dzieci będą otrzymywać karty zgonu w celu pochówku, to - wg projektu
      Ministerstwa Zdrowia - z rejestracji w urzędach stanu cywilnego zostaną
      wyłączone dzieci poronione/urodzone przed 22 tygodniem ciąży.

      Obecna sytuacja prawna pozwala na pochowanie i rejestrację dziecka, obojętnie
      na jakim etapie ciąży doszło do poronienia/porodu. W obowiązujących przepisach
      są m.in. stwierdzenia dotyczące granicy 22 tygodnia ciąży i tego, że wymagana
      ona jest do dokumentacji medycznej, ale nie są one podstawą zgłoszenia
      urodzenia dziecka. Mimo to, rodzice którzy chcą pochować poronione dziecko,
      nadal muszą przechodzić przez biurokratyczne piekło, a wiele szpitali nie zna
      obowiązującego prawa.

      Ministerstwo Zdrowia „przy okazji” chce zmienić definicję narodzin.
      Rejestracja dziecka w urzędach stanu cywilnego będzie możliwa tylko dla dzieci
      urodzonych po 22 tygodniu ciąży, a tym samym świadczenia (zasiłek pogrzebowy,
      urlop macierzyński, a dokładniej jego połowa) będą przysługiwać tylko rodzicom
      dzieci zmarłych po 22 tygodniu ciąży - dzieci młodsze będą chowane na koszt
      rodziców.

      I tutaj znowu pada pytanie o początki człowieczeństwa. Czy jest to 6 tydzień
      ciąży, kiedy można już usłyszeć bijące serce? A może 12 tydzień, kiedy mamy do
      czynienia z >miniaturową wersją< człowieka? W 16 tygodniu ukształtowany jest
      już wzorzec owłosienia głowy, a maluch od nadmiernego kręcenia się może się
      spocić, tak więc może wtedy? A co z dzieckiem, które urodziło się w 21 tygodniu
      ciąży? Czy to jego wina, że nie poczekało tygodnia, żeby stać się CZŁOWIEKIEM?
      Najbardziej bulwersujące jest to, że dzieje się to w okresie, kiedy u władzy są
      zdeklarowani katolicy, partie prokościelne, dla których życie powinno zaczynać
      się od poczęcia i stanowić najwyższą wartość. Jednak gdyby chodziło o aborcję,
      zdanie byłoby diametralnie inne…..

      W serwisie internetowym Ministerstwa Zdrowia znajduje się projekt nowego
      rozporządzenia, a w nim wymieniono instytucje, które dostaną ww. projekt do
      konsultacji. Niestety choć napisano, że wśród podmiotów, które dotyka
      rozporządzenie, są kobiety, które urodziły dzieci, to już w 'konsultacjach
      społecznych' nie ma żadnej organizacji rodziców, którzy doświadczyli tzw.
      przegranych narodzin. Planowane zmiany nie będą miały wpływu na prawie żadną z
      płaszczyzn wymienionych w kwestionariuszu, nie dotyczą rynku pracy, zgodności z
      prawem UE, rozwoju regionów, dotykają tylko jednego: "Projekt pozwoli na
      zapobieganie nadużyciom w zakresie wypłaty świadczeń z tytułu macierzyństwa, co
      z kolei przyniesie oszczędności w budżecie państwa. "I tak wygląda
      idea 'taniego państwa'. Wprowadzana jest ona kosztem tych, którzy głosu nie
      mają, czyli kosztem dzieci, które jeszcze się nie urodziły, a już zmarły.
      Również kosztem ich rodziców, którzy w sytuacji śmierci dziecka nie mają sił
      wykonać jakiegokolwiek ruchu, a co dopiero walczyć o przynależne im prawa.

      I nie chodzi o pieniądze - potencjalne, zaoszczędzone dla państwa, a
      nieotrzymane przez rodziców - ale o tragedię, jaka spotyka rocznie 40 000
      rodziców w Polsce. Ci ludzie stale walczą o możliwość przeżywania żałoby po
      swoim dziecku, po planach, marzeniach, nadziejach. Już teraz jest to trudne, bo
      według otoczenia nic się nie stało, dziecka nie było, więc nie ma po czym
      płakać. A za chwilę, kiedy nastąpi dehumanizacja Maleństw, które nie dożyły 22
      tygodnia ciąży, będzie to zupełnie niemożliwe. A „tanie państwo” będzie
      wydawało wciąż więcej na leczenie rodziców, którzy nie dają sobie rady z
      faktem, że ich ukochane dziecko tak naprawdę nigdy nie było CZŁOWIEKIEM.

      rodzice po stracie

      www.dlaczego.org.pl/
      www.poronienie.pl/
      • mamama28 Re: projekt zmian w przepisach - protest 21.10.06, 16:40
        Jest mi szalenie przykro,że muszę to napisać. Nie umiem sobie nawet wyobrazić,
        jak strasznym cierpieniem jest strata dziecka. Rozumiem jednak częściowo
        stanowisko ministerstwa. Wypłacanie zasiłków pogrzebowych niezależnie od wieku
        ciąży mogłoby w Polsce mieć fatalne skutki. Wiadomo: Polak potrafi. Można sobie
        wyobrazić patologiczne pary celowo zachodzące w ciążę i wywołujące poronienia
        aby podreperować swój budżet. Kompromisem byłoby wydawanie kart zgonu i ciał
        dzieci bez zbędnej biurokracji niezależnie od wieku ciąży, jednak z
        uzależnieniem wypłaty zasiłku od wieku ciąży.
        • kocia_noga Re: projekt zmian w przepisach - protest 22.10.06, 21:55
          mamama28 napisała:

          Wypłacanie zasiłków pogrzebowych niezależnie od wieku
          > ciąży mogłoby w Polsce mieć fatalne skutki
          Kompromisem byłoby wydawanie kart zgonu i ciał
          > dzieci bez zbędnej biurokracji niezależnie od wieku ciąży, jednak z
          > uzależnieniem wypłaty zasiłku od wieku ciąży.

          Zasiłek wynosi ok. 5000 PLN ( pięć tysięcy), na pochówek nadziei.
          "Becikowe", z którego z resztą juz zrezygnowano - 1000 zł(tysiąc) - na wyprawke
          dla dziecka, które wciąz będzie rosło i mnożyło swoje potrzeby.
          To chyba ja zaprotestuję, dla mnie to skandal.
    • zk75 Ronić po ludzku 22.10.06, 20:49
      niecałe 3 miesiące po stracie wczesnej ciąży, bardzo upragnionej i
      oczekiwanej,dochodzę do siebie z pomocą ludzką i boską, na szczęście same
      doświadczenia szpitalne nie były tragiczne, właściwie biorąc pod uwagę treść
      artykułu to potraktowano mnie - nas w szpitalu nienalże wzorcowo - poza
      drobnymi potknięciami, ale naprawdę do wybaczenia. nadal boli, chwilami bardzo,

      pomimo wysiłków nie mogę ustalić, w jaki sposób zdobyć książkę Izabeli Barton -
      Smoczyńskiej " odziecku, które odwróciło się na pięcie" Czy ktoś z Państwa wie
      jak do niej dotreć???
      osobiście polecam " Pożegnanie miłości" autorstwa Nancy O'Connor plus
      wyrozumiałych cierpliwych i mądrych przyjaciół Pozdrawiam zk75
      • ewamonika1 Re: Ronić po ludzku 23.10.06, 09:49
        zk75 napisała:
        >
        > pomimo wysiłków nie mogę ustalić, w jaki sposób zdobyć książkę Izabeli
        Barton -
        >
        > Smoczyńskiej " odziecku, które odwróciło się na pięcie" Czy ktoś z Państwa
        wie
        > jak do niej dotreć???

        --------
        zobacz tu:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=11916&w=50538936&v=2&s=0
        (jest to post autorki książki).

        e.
        • neti_o Re: Ronić po ludzku 23.10.06, 14:20
          www.poronienia.org/ - tu można książkę zamówić. pozdrawiam
        • julia78 Re: Ronić po ludzku 23.10.06, 16:07
          Książkę można kupić na allegro. To link do aukcji -
          www.allegro.pl/item135280199_o_dziecku_ktore_odwrocilo_sie_na_piecie.html
    • anka_berlin Ronić po ludzku 24.10.06, 00:19
      Wczoraj uslyszalam od kolezanki przerazajaca opowiesc: poronila w wieku 22 lat,
      znalazla sie w szpitalu w Bielsku-Bialej, lekarz przekonal ja, ze czyszczenie
      macicy jest calkowicie bezbolesne, wiec znieczulenie nie jest konieczne. I
      zrobil to bez znieczulenia. Jej krzyk slyszeli chyba wszyscy w calym szpitalu.
      Matka zalozyla lekarzowi sprawe w sadzie, bez skutku..to nie byla pierwsza
      sprawa przeciw temu lekarzowi. zdaje sie, ze zmienil miejsce pracy, i to
      wszystko.
      Pytanie tylko, kto temu sku..elowi dal licencje ginekologa..
    • kingam5 Ronić po ludzku 28.10.06, 16:00
      Jestem matką pięciorga dzieci, niestety dwoje straciłam, córeczkę 4 lata temu,
      synka 5 miecięcy temu.Córeczki Basi nie pochowałam , ponieważ nie byłam w
      stanie, nie miałam odwagi tego zrobić, decyzje musiałam podjąć zaraz po
      porodzie i oczyszczaniu na żywca. Synka Ignasia pochowaliśmy, nie było żadnych
      problemów formalnych. W obydwóch przypadkach przebywałam w Klinice Gin. PSK4 w
      Lublinie.Niestety, ale za każdym razem przebywałam na sali z kobietami
      w "normalnych" ciążach. Cóż , jest to bardzo duży problem, jeśli chodzi o
      oddzielenie osieroconych mam, ciągłe problemy z miejscami. Muszę przyznać, że
      opieka była w porządku, starali sie pomóc, chociaż te wspólne sale i
      sprawdzanie ktg innym mamom,sprawiało wiele bólu. Gdy tylko mogłam nie byłam na
      sali,nie mogłam znosić tych jęków, jak tym kobietom jest ciężko, że już by
      chciały urodzić i mieć z głowy "ten" ciężar. Zdaję sobie sprawę, że w
      szpitalach nadal panuje znieczulica,dla wszystkich pracowników oddziału ,strata
      dziecka to kolejny przypadek, poronienie,ale nie dla nas.Teraz przy drugiej
      stracie , były przy mnie cały czas dwie położne, bardzo starały się pomóc. Nic
      nie musiały mówić, wystarczyło , że były, że potrafiły mnie przytulić,aż
      tyle.Jednak cierpienie zostało, otoczenie milczy, boją sie o tym mówić,
      zapytać. Niestety, ale spotykamy sie z przypadkami śmieci kogoś
      dorosłego,jednak kiedy dziecko umiera przedwcześnie trzeba temat zamknąć ,
      najlepiej zapomnieć. Szkoda, że jest tak niewiele ludzi, którzy potrafią to
      zrozumieć. A nam Matkom osieroconym zostaje w sercu czarna rozpacz,już na
      zawsze.
    • aiwlys25 Re: Ronić po ludzku 02.11.06, 15:29
      Miałam 21 lat, nigdy nie byłam u ginekologa, zaszłam w ciążę, w 8 tygodniu
      zaczęłam krwawić i źle się czuć, poszłam do ginekologa, przyjął mnie, wyjął
      płód i powiedział... to jest pani płód, poroniła pani, i musi pani jechać na
      zabieg jeszcze dzisiaj, ledwo stałam na nogach, nie wiedziałam co mam robić,
      ubrałam się i wyszłam, szukałam sobie transportu do miasta oddzielonego od
      swojego miejsca zamieszkania 30 km, pojechałam na ten zabieg. Przeszłam sporo
      badań itd, w końcu doszło do zabiegu, na salę poszłam sama, nie miałam laczków,
      szłam w piżamie i butach, dostałam opieprz od sióstr pielęgniarek, że nie mam
      laczków, następnie usiadłam na tym fotelu byłam tak przerażona, że lekarz
      przeprowadzający zabieg po zbadaniu ciśnienia zarządał narkozy, miałam 60 na 40
      i cały czas spadało... Potem nic nie pamiętam, dopiero jak pielęgniarki mnie
      budziły... że mam się już obudzić, zabieg był po 16, a obudzili mnie ok 19, źle
      się czułam wszystko mnie bolało, pragnę zaznaczyć, że wiem co to jest ból i nie
      mdleję od razu, sporo wytrzymam, jestem po wypadku samochodowym i znam ból...
      ale wtedy tak bardzo mnie bolało, pielęgniarka spytała się mnie jak się czuję,
      powiedziałam, że bardzo boli, miałam łzy w oczach, które spływały mi po
      policzkach, a ona odpowiedziała, musi boleć... i dodała, jak chce się mieć
      dzieci w tak młodym wieku, trzeba wiedzieć co to ból... Nikt się nawet nie
      spytał jak czuję się psychicznie, a przeżywam to każdego roku, obecnie moje
      dziecko jakby się urodziło miałoby już 5 lat, zawsze wspominam to i mnie to
      boli, że lekarze tak bardzo obojętnie do tego podchodzą jak i pielęgniarki, już
      nie wspomnę lekarza, który pokazał mi płód...
      Obecnie boję się ciąży a dokładnie, że mogę poronić, mam 26 lat, i za rok z
      mężem będziemy planowali ciążę, ale boję się, że znowu może mnie to spotkać...
    • alicjaankieta A NKIETA Ronić po ludzku 02.01.07, 03:12
      Bardzo proszę o wypełnienie mojej ankiety dot. tematyki poruszanej w tym
      artykule. Moja krótka ankieta zawiera pytania dotyczące poronienia i
      funkcjonowania tego tematu w mediach (prasa, radio, telewizja, internet) w
      minionym roku. ANKIETA JEST ANONIMOWA. Ankieta powstała na potrzebę przedmiotu
      Metody badań medioznawczych. Badania prowadzę ja, studentka III roku
      dziennikarstwa i komunikacji społecznej Wyższej Szkoły Umiejętności Społecznych
      w Katowicach.
      webankieta.pl/survey/w37xgm2co6k
    • lulea Ronić po ludzku 09.01.07, 17:26

      Witam,
      poroniłam 2 tygodnie temu, to było nasze pierwsze Dziecko, 12 tydzień ciąży,
      okazało się, że kilka tygodni wcześniej ustała akcja serca Dzidziusia... choć
      wszystkie badania były super, żadnych problemów... w Święta Bożego Narodzenia
      zaczęło się krwawienie, trafiłam do szpitala na Czerniakowskiej w Warszawie,
      początkowo jeszcze na podtrzymanie, ale następnego dnia powiedziano nam, po
      kolejnym USG, że niestety, ale Dziecko już nie żyje...

      leżałam na oddziale patologii ciąży, większość kobiet czekała tam na, mimo
      wszystko, szczęśliwe rozwiązanie, a ja byłam na oddzielnej sali dla kobiet,
      które były przed, w trakcie i po poronieniu...

      muszę przyznać, że byłam nastawiona na najgorsze, zawsze korzystałam z prywatnej
      służby zdrowia, a tutaj trafiłam do szpitala państwowego, a wcześniej dużo się
      nasłuchałam, że tam jest strasznie, że nikt się mną nie zajmie itd... a tutaj
      zaskakująco miła niespodzianka, wszyscy lekarze, z którymi miałam kontakt, przy
      badaniach, zabiegach, obchodach, wszyscy byli bardzo mili, uprzejmi i traktowali
      pacjentki z poszanowaniem, wysłuchiwali, odpowiadali na pytania, tłumaczyli na
      czym będzie polegał zabieg, co będą robić, co może się stać, żeby się nie bać i
      nie panikować, ponadto można było porozmawiać z psychologiem...
      lekarze sami przychodzili, bez proszenia, żeby zapytać sie czy wszystko jest w
      porządku, czy nic nie boli, czy może potrzebne są jakieś leki przeciwbólowe,
      zmiana pościeli, tak samo zachowywały się pielęgniarki, położne i salowe... bez
      narzekania, głupich uwag, lekceważenia... w dzień i w nocy były gotowe pomagać i
      pomagały...

      serdecznie im dziękuję, taki personel powinien być w każdym szpitalu, na każdym
      oddziale... wtedy łatwiej jest przejść przez tak ciężkie momenty...

      samą stratę Dziecka zrozumieliśmy, pogodziliśmy się z Jego odejściem i
      postanowiliśmy żyć dalej, zrobić raz jeszcze wszystkie badania, no i oczywiście
      za jakiś czas próbować ponownie... pozdrawiam wszystkich, życze wytrwania i
      nadziei na to, że kiedyś się wszystko uda

Pełna wersja