tropem_misia1
18.07.10, 15:55
Film obejrzałam,przeleciałam może nie lekko, szarpana zbyt mocnymi scenami,ale posiadając zdolność wyłączania się dotarłam szczęśliwie do końca.Nie uważam tej chwili za zmarnowaną.Po tylu filmach, które zaliczyłam to rzadkość.Traktując film wybiórczo pojechałam na wątku, który mi odpowiadał.I chwyciłam się go kurczowo z nadzieją, że może nawet klęska w życiu nie jest marnacją.Nie ma co sie kłócić ,że coś jest dziełem przypadku, a coś przeznaczenia.Jak doszukiwać sie sensu w naszych upadkach, kiedy nie jesteśmy świadomi ilości kręgów na wodzie?(rzucić kamycek).Pozostaje nadzieja , a w tle chichot Pana Boga rozbawionego naszymi planami.Ten watek napisałam, bo jak zwykle po obejrzeniu filmu wylewaja sie ze mnie bulgocąc - emocje.Amen