Dodaj do ulubionych

Mydło z Prowansji

28.01.25, 14:52
3,50 Euroszmaty za 400 gramów.
Ktoś lubi takie cudeńka?
Obserwuj wątek
    • dunajec1 Re: Mydło z Prowansji 28.01.25, 18:38
      Drogo to czy raczej nie? Tam sa cztery mydelka.
    • e-zybi Re: Mydło z Prowansji 28.01.25, 18:47
      Nie używam, ale z tego co czytałem "nie zaszkodzi", delikatne i do każdej cery.
      • leziox Re: Mydło z Prowansji 28.01.25, 19:47
        Są bez zbędnych dodatków chemicznych. Od czasu, kiedy poznałem te mydła, praktycznie nie używam żadnych żeli do kąpieli a skóra po kąpieli nic a nic nie wysycha.
        Najbardziej pasuje mi lawendowe i oliwkowe, pozostałe mogą też być, ale to kwestia preferencji. No i alergicy często kupują, bo nie ma w tym ani parabenów, ani sztucznych środków barwiących.
        • ruda.replay Re: Mydło z Prowansji 28.01.25, 23:31
          Od dawna nie używam mydła, bazuję na żelach, ale lawendowe przyciągnęło moje oko smile
          • a74-7 Re: Mydło z Prowansji 29.01.25, 11:13
            Lawendowe ma ladny zapach , zawsze mozesz je wlozyc do szafy przeciw molom winksmile
            • leziox Re: Mydło z Prowansji 29.01.25, 11:48
              U mnie mole wyzdychały z głodu.
              big_grin
              • ruda.replay Re: Mydło z Prowansji 29.01.25, 13:55
                Czyli po wszystkich twarz, jak pupa niemowlęcia suspicious
                • a74-7 Re: Mydło z Prowansji 29.01.25, 13:56
                  To tez big_grin
                  • leziox Re: Mydło z Prowansji 29.01.25, 14:01
                    Ryża, w naszym młodzieńczym wieku twarz, jak pupa niemowlęcia, to raczej mokry sen.
                    A w łazience mała betoniara z łopatką. Do narzucania makijażu na ryłko.
                    big_grin
                    • ruda.replay Re: Mydło z Prowansji 29.01.25, 14:04
                      Jeszcze chwila i trzeba będzie kielnią zarzucać big_grin
                      • leziox Re: Mydło z Prowansji 29.01.25, 14:10
                        Ze tak tylko przypomnę jedno ze swych grafomanii n/t.

                        T O A L E T A

                        Jest raczej wiadomo, że każda kobieta zwlekająca się rano z wyra i czołgająca po omacku do łazienki, przy akompaniamencie głośnego obijania się o meble - posiada wdzięk strzygi cmentarnej, skrzyżowanej z papugą kakadu i koczkodanem.
                        Zanim trafi taka w kontakt włączający światło, jest już w łazience, z paroma dodatkowymi siniakami w miejscu dowolnym.
                        Jeśli teraz nie wsadzi ślicznych paluszków po omacku w kontakt, doznając kopniaka od życia już na początku toalety, to uda się jej może zapalić wreszcie światło. Potem ściąga gacie, siadając na kibel i rozpoczyna kakofonię odlewania się. Strumień moczu głośno pluszcze w kiblu. Przy niezbyt dobrze uszczelnionych dźwiękowo ścianach może być słyszalny piętro niżej lub wyżej, a już na pewno w mieszkaniu obok. Potem długo pierdzi w rozmaitych tonacjach. Dźwięki te długo potem jeszcze błąkają się po sumieniach sąsiadów, zwłaszcza tych, którzy chcieli akurat dzisiaj nieco pospać. Po wstaniu z kibla zakłada nierówno gacie i opierając się łokciami o zlew, mruczy pod nosem:
                        -O kurwa o kurwa, czemu to znowu ja…
                        Potem przeraźliwie smarcze do zlewu, raz, drugi.
                        Odchrząkuje, pluje.
                        Włącza zbyt silny strumień wody, niestety zimnej, który złośliwie moczy ją dokładnie od nosa po stopy, spływając w dół po zbyt wrażliwych rano na zimną wodę cyckach, pępku i ścieka jej smętnie z cipki, ociekając do sporej kałuży, która utworzyła się w międzyczasie na podłodze.
                        Kobieta miele najstraszliwsze przekleństwa, biorąc się za mycie paszczy.
                        Po umyciu zębów połączonym z donośnym kaszlem wywoływanym wkładaniem szczoteczki do zębów znowu zbyt głęboko w gardziel, szorowaniem języka oraz spluwaniem z rozpryskami na lustro, które zostaje zaświnione na całej powierzchni, rozpoczyna się faza regeneracji zabytku, mogąca potrwać krócej lub dłużej. Ale czasowo można to porównać z czasem odnowy Panoramy Racławickiej. Szczotkowanie włosów i rozrywanie kołtuna, trzaski wyładowań elektrycznych z plastykowej, elektryzującej całe ciało szczotki. Zaglądanie w zmrużone od blasku oślepiającej jej zaspaną gębę żarówki.
                        Oczy widoczne w powiększającym lustrze.
                        Przestrach.
                        -Kto tam jest właściwie w tym lustrze?! Skąd pani się tu wzięła?!
                        Badawcze taksowanie worów pod oczami, zmarszczek. Masowanie twarzy, oraz zdziwienie, że w ciągu nocy nie stała się jednak młodsza o 20 lat. Potem następuje głośne wklepywanie kremu przeciwko zmarszczkom, brzmiące jak klepanie sporej kobyły po zadzie. Kilo maści na celulity, której jedynym efektem jest plądrowanie portfela. Balsam do ciała. Dezodorant zabijający wszelkie mikroby, za to rzekomo bez aluminium, ale pewnie z nanocząsteczkami plutonu. Mascara. Lekko trzęsące się ręce i usiłowanie namalowania kreski, która ciągle przypomina sinusoidę a nie linię prostą. Żmijowy syk lakieru do włosów, mgła lepiącego się lakieru osiada na wszystkim.
                        Kto to potem, kurwa, będzie sprzątać…
                        Wsuwki do włosów, makeup, pomasowanie cycków. Wbicie się w stanik, zatrzaśnięcie plastykowego zamknięcia, które więzi biust do końca dnia.
                        Stwierdzenie:
                        -No kurwa, jeszcze żyję...
                        Potem jest opuszczenie łazienki, gdzie skład chemiczny atmosfery w międzyczasie przypomina skład powietrza w wojskowym laboratorium chemicznym, które przed chwilą eksplodowało. Spodnie albo spódnica.
                        No nic mi nie pasuje! Kontrolne badanie brzucha. Jak co rano kobieta stwierdza, że znowu utyła jak świnia, jedząc ciastko wieczorem.
                        Waga pokazuje 2 kilo mniej, ale kto wierzyłby temu wiecznie okłamującemu kobietę podstępnemu urządzeniu? To ich wróg, który ciągle kłamie!
                        Zresztą - waga jak zwykle na bank zepsuta.
                        Kawa.
                        Kawa.
                        Kawa.
                        Nie, nie będę nic dzisiaj jeść, czuję się gruba i ogólnie ohydna.
                        Początek depresji bo nie ma w pobliżu faceta, który mógłby temu gwałtownie zaprzeczyć.
                        -Faceci, cholera. Nigdy ich nie ma kiedy ich potrzeba!
                        172 cm wzrostu, 50 kg wagi.
                        -Nieważne. Jestem gruba!
                        Siorbanie kawy. Wredne myśli na temat facetów, którzy chcą tylko jednego. Na temat koleżanek z pracy, które są wszytkie ohydnymi sukami. Podpierdalają tylko u szefowej.
                        Ta to dopiero jest megasucz!
                        Wredne myśli na temat pracy, oraz zarobku.
                        -Niedługo na podpaski mi nie starczy. Tak się tam dorabiam!
                        Wbicie się w ubranie, szpilki. Psiknięcie w paszczę dezodorantem do ust.

                        Potem zaczyna się kolejny, miły dzień. Miejmy nadzieję, nie zakłócony dodatkowo symptomami zblizającego się właśnie pms.

                        Czy jakikolwiek horror może oddać poranną toaletę kobiety?





























                        • fornitta Re: Mydło z Prowansji 29.01.25, 16:33
                          ranyboskie big_grin solidna dawka radosnego optymizmu, nie powiem wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka