Dodaj do ulubionych

Prawie jak Piłsudski

31.12.10, 17:55
Prawie jak Piłsudski
Cezary Michalski

Bronisław Komorowski definitywnie postanowił nie przenosić się do Pałacu Prezydenckiego, który od czasu Aleksandra Kwaśniewskiego za grube miliony wyposażano, aby Prezydent RP mógł tam pracować i sypiać. Jednak Komorowski postanowił tam jedynie pracować, podczas gdy noce spędzać będzie w Belwederze. W pierwszej chwili pomyślałem, że prezydent boi się ducha Lecha Kaczyńskiego („Ten zegar stary gdyby świat/Kuranty ciął jak z nut… Boisz się?/ Nie/ Zaażyyj taabaaki” - Moniuszko jakoś wyjątkowo do tego prezydenta pasuje). Ale przecież Bronisław Komorowski wie tak samo dobrze jak ja, że Lech Kaczyński już za życia był politykiem groźnym wyłącznie dla siebie, dla własnego politycznego obozu, a czasami dla państwa, którego był prezydentem. Dla politycznych przeciwników Lech Kaczyński był podarunkiem od losu (cyt. za Janusz Palikot), a po swojej śmierci nie mógł się aż tak bardzo zmienić, mimo wysiłków piarowców PiS-u (obecnie w PjN). Ponieważ Bronisław Komorowski też to wszystko wie, sądzę, że postanowił sypiać w Belwederze, bo po pierwsze, jeżdżąc codziennie do pracy może jeszcze skuteczniej blokować ruch uliczny w stolicy, co (po drugie i dla niego ważniejsze) upodabnia go do Piłsudskiego. Pamiętacie, jak w maju 1926 roku Piłsudski zablokował ruch uliczny na Moście Poniatowskiego, a potem na paru innych ulicach Warszawy, położonych także na osi prowadzącej do Belwederu? W tym samym czasie zaprzyjaźnieni z nim kolejarze blokowali ruch PKP (Grabarczyk też był wtedy bezradny). A Komorowski przecież zarówno w harcerstwie, jak też w opozycji demokratycznej, a wreszcie w czasie swoich licznych urzędowań w Ministerstwie Obrony Narodowej zawsze uważał się za piłsudczyka. Tyle tylko, że jako mody człowiek lubił mundurki, a jako dojrzały mundury.

Wygląda na to, że ktoś go wreszcie nadmucha i Donald Tusk będzie miał opozycję. Złożoną z prezydenta i całego tłumu „jaromirów” (jak mówi się w stolicy o coraz szerszym gronie doradców Bronisława Komorwskiego, a nazwa tej kiełkującej politycznej formacji pochodzi od imienia doradcy prezydenta d/s zagranicznych Jaromira Sokołowskiego, człowieka skądinąd sympatycznego, nawet jeśli nie rzucającego się w oczy). Zatem po jednej stronie staną Schetyna, Grabarczyk… a po drugiej „jaromiry”: Nałęcz, Koziej, w przyszłości może jeszcze Goliszewski, paru emerytowanych generałów czy nawet ekonomista Rybiński, bo ten szuka politycznego mecenasa coraz bardziej niecierpliwie. Będzie to wyglądało jak wojna armii białej i czerwonej królowej z „Alicji w Krainie czarów” (puszczonej w Święta na Kanale Plus w wersji Tima Burtona). Nie wiem, kto odegra rolę strasznego Jabberwocky, może postaci aż tak groźnej w ogóle w tej wojnie nie będzie…

Spośród „jaromirów” akurat Jan Lityński na swój los nie zasłużył, zarówno charakter, który posiada, jak też jego burzliwa i fajna biografia predysponowałaby go do funkcji naprawdę dla tego państwa ważniejszych niż bycie doradcą Bronisława Komorowskiego. Już bardziej godnym zajęciem byłoby dla niego doradzanie Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, który jednak był politykiem, potrafił nawet czasami wydawać polecenia Ungierowi czy Dukaczewskiemu, a nie wyłącznie ich słuchać. Podczas gdy już np. profesor Nałęcz na bycie „jaromirem” Komorowskiego w pełni sobie zasłużył. Jako szef komisji rywinowskiej, zamiast bronić Leszka Millera tak, jak Mirosław Sekuła bronił Donalda Tuska w komisji hazardowej (może Nałęcz by nawet za to został prezydentem Zabrza, choć Sekuła też w końcu nie został) on po prostu oddał władzę nad Polską w prezencie Rokicie i Ziobrze (to znaczy ich ówczesnym partiom), co - jak wiemy niestety dopiero z perspektywy czasu - nie było decyzją najlepszą dla resztek tego umęczonego przez tak liczne wieki państwa.

Bez wątpienia jednak Polsce (polskim mediom prywatnym, polskiemu dużemu biznesowi…wink potrzebna jest (choć bez przesady) silna opozycja dla Tuska i zrobią ją nawet z „jaromirów”. Będzie ta opozycja żądała od Tuska jednocześnie mniejszego deficytu budżetowego i jednocześnie niższych podatków od wyższych dochodów (wszystko to można osiągnąć, jeśli się tylko wrzuci program takiej opozycji do magicznej skrzynki z napisem „reforma finansów publicznych”wink. Do tego owa opozycja zażąda jeszcze od Tuska nieco obfitszych i nieco wcześniejszych emerytur mundurowych, możliwości swobodniejszego łączenia tych emerytur z etatem (bo naprawdę nie chodzi tu o zbliżające się do emerytury ekspedientki z Lidla)… Opozycja „jaromirów” będzie programowo mniej więcej tak konsekwentna jak PjN z Joanną Kluzik-Rostkowską z jednej, a Libickimi ojcem i synem z drugiej strony; partia głosująca w sposób przewidywalny: w jedną stronę Joanna Kluzik-Rostkowska, w drugą reszta partii; partia gotowa twierdzić, że Tusk „trzęsie się ze strachu przed Rosjanami”, a jednocześnie gotowa utworzyć z nim rząd.

Na ideosferze.pl, czyli w miejscu, do którego PjN odsyła wszystkich poszukujących jej spójnego programu, reklamuje się niejaki „Wojciech Zrajko: kontrrewolucjonista, konserwatysta, narodowiec, wolnorynkowiec, neosarmata, monarchista, klasyczny republikanin, panslawista, tradycjonalista”. Myślałem, że niczego gorszego niż imitacyjny neokon Polska (jest najważniejsza) już nie wyprodukuje, a jednak. Neosarmata wolnorynkowy, w dodatku panslawista, to coś, co wylazło z moich koszmarów jak potwór morski. I wymachuje licznymi mackami.

Mam jednak nadzieję, że Bronisława Komorowskiego ostatecznie nikt nie zdoła nadmuchać i prezydent-neosarmata nie ruszy ostatecznie z Belwederu na nieodległą Kancelarię Premiera. Ja na Komorowskiego głosowałem warunkowo, gdyż Tusk publicznie obiecał, że mając w Pałacu Prezydenckim Komorowskiego konstytucyjnie „wygasi” prezydenturę odbudowując w Polsce jedność władzy wykonawczej. Jeśli nie „wygasi”, będzie to prezydentura zmarnowana podwójnie. Neosarmaci wolnorynkowi będą nadal panami w tym kraju, a nam z ABR pozostanie wieczorne czytanie „Obłomowa”.

CDN...
Obserwuj wątek
    • diabollo Re: Prawie jak Piłsudski 31.12.10, 17:56
      Traf bowiem chciał, że w Polsce (która jest najważniejsza), z ABR czytamy sobie tym razem do snu „Obłomowa” Iwana Gonczarowa. Gonczarow był w połowie XIX wieku carskim urzędnikiem, pracował m.in. w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, a także w cenzurze. A ponieważ był patriotą (a nie tylko prawicowcem czy neokonserwatystą) uznał, że jedynie zapadnicki autorytaryzm pozwoli „uwolnić się od słowiańskości” jego umęczonemu przez tak liczne wieki narodowi i państwu. Pozwoli uwolnić się im od „obłomowszczyzny”, którą sportretował naprawdę genialnie. Czego najbardziej nie lubi Słowianin (nie lubi, a jednocześnie odczuwa resentyment, potajemnie zazdrości, boi się, zawiści…wink? Otóż Słowianin najbardziej nie lubi (plus wszystkie wymienione powyżej emocje) Niemca (patrz Zdzisław Krasnodębski). Dlatego Gonczarow właśnie Niemca Sztolca uczynił jedyną pozytywną postacią swojej powieści. Sztolc był jedynym człowiekiem, który próbował uchronić Obłomowa (swego przyjaciela z dzieciństwa) przed losem Wojciecha Zrajko („kontrrewolucjonista, konserwatysta, narodowiec, wolnorynkowiec, neosarmata, monarchista, klasyczny republikanin, panslawista, tradycjonalista”wink. Nie obronił, bo Obłomowa otoczyli jego „ujutni” bracia Słowianie, Tarantiew i Muchojarow, tłumacząc mu, że Rosja jest najważniejsza, i łupiąc do gołej skóry. Ot choćby taki cytacik:

      „Tak, diabli go nadali - odparł Tarantiew z wściekłością - Co za szelma z tego Niemca!

      - Jeśli zna się na rzeczy, boję się, żeby tam co złego nie wynikło. Jak się dowie, że czynsz zebrany i że to myśmy go wzięli, gotów sprawę wytoczyć.

      - Zaraz sprawę! Tchórz cię, kumie, obleciał! Nie pierwszy raz kładziemy łapę do ziemiańskiej kieszeni, umiemy ślad zatrzeć. Pogniewa się Niemiec, pokrzyczy, i tyle. Jaka tam sprawa!

      Czyżby? - powiedział Muchojarow odzyskując humor. - No, to wypijmy. Dolał rumu sobie i Tarantiewowi. - Czasem wydaje się, że żyć nie można na tym świecie, a wypije człowiek… i znów można żyć!”

      Dzisiaj takie kawałki zostaną przez posmoleńskiego Ziemkiewicza, Wildsteina, Krasnodębskiego i innych Muchojarowów (albo podszywających się pod Muchojarowa, bo Krasnodębski ewidentnie się podszywa) uznane za „antysłowiańskie stereotypy”, „postkolonialny dyskurs wykorzenionych elit” (z tym, że Ziemkiewicz nie użyje słowa „dyskurs”wink. Tymczasem Gonczarow był rosyjskim patriotą, pracującym jako lojalny urzędnik rosyjskiego państwa. I właśnie dlatego jedynym pozytywnym bohaterem swojej powieści uczynił Niemca.


      Ja „obłomowszczyznę” po Smoleńsku widziałem zarówno po prawej jak i po lewej stronie polskiej ideowej sceny. Zarówno w posmoleńskiej prawicy, jak też w reakcyjnej lewicy, a wreszcie wśród zwolenników tezy, że reakcyjna, antymodernizacyjna lewica powinna przy okazji Smoleńska obalić Tuska za pomocą Kaczyńskiego (to nie ABR sobie wymyśliła tę figurę, ta figura do 4 lipca stała na Krakowskim Przedmieściu i publikowała obficie na łamach lewicowych pism). Ja podobnie jak Gonczarow wolę Niemca od Tarantiewa czy Muchojarowa… Wolałbym oczywiście nie wybierać, ale jeśli będę miał wybierać Niemca albo Tarantiewa i Muchojarowa, to wybiorę Niemca.


      P.S. Globalni konserwatyści przegrali z globalnym gejem Eltonem Johnem, któremu za pieniądze urodziła dziecko zastępcza matka. Mimo że ostatecznie konserwatyści z Eltonem przegrali, konsekwencje ich walki i tak są fatalne. Jakiś czas temu Elton John chciał bowiem adoptować ukraińskie dziecko zarażone AIDS, które mając Eltona za ojca mogłoby przeżyć. Zamiast tego umrze jako sierota („nie oddaliśmy dziecka gejowi, bo Ukraina jest najważniejsza!”wink na AIDS w wielkim słowiańskim kraju ożywionym akurat „silną politycznością”. Ja byłem wtedy za Eltonem Johnem, podczas gdy dziś idea rodzenia specjalnie dla niego dziecka za kasę przez matkę zastępczą wydaje mi się trochę smętna i dęta. Nie każdy sposób upokarzania konserwatystów jest równie sensowny.

      www.krytykapolityczna.pl/CezaryMichalski/PrawiejakPilsudski/menuid-291.html

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka