diabollo
17.07.23, 07:24
Orliński: Zwolennik szkoły frankfurckiej ujawnia jej tajne przesłanie!
DUŻY FORMAT
17.07.2023, 04:50
Wojciech Orliński
Często uczestniczę w dyskusjach na temat pojęć takich jak "ideologia woke" albo "kultura unieważniania", twierdząc, że te pojęcia nie mają znaczenia wychodzącego poza "wszystko, czego nie lubi prawica".
Spotykam wtedy czasem kontrargument typu „definicję ideologii woke można sobie sprawdzić w Wikipedii".
No to proszę sprawdzić – wynika z niej, że to pojęcie zaczerpnięte ze slangu Afroamerykanów, którzy uświadomienie sobie tego, że żyją w rasistowskim społeczeństwie, nazywali w zeszłym stuleciu „przebudzeniem". I dalej czytamy, że „konserwatyści używają tego pojęcia głównie jako obelgi".
A więc mamy dwa znaczenia. Jedno dotyczy wyłącznie Afroamerykanów, a wśród polskich prawicowych publicystów nie ma chyba ani jednego. Kiedy więc oni mówią o „ideologii woke", chodzi o drugie znaczenie.
Dla konserwatysty to po prostu obelga, nieprecyzyjna, a więc uniwersalna. Wszystko, co go wkurza, jest „woke". A więc wracamy do mojej wyjściowej definicji.
Ciekawiej robi się, gdy próbujemy się dowiedzieć, co to właściwie za „ideologia". W odpowiedzi słyszymy zazwyczaj triadę, że jest to postmodernizm, dekonstrukcja i szkoła frankfurcka.
To już są faktycznie istniejące prądy w filozofii, ale nadal to nie ma sensu o tyle, że głoszą one tezy sprzeczne ze sobą. Nie da się z nich sklecić jednej ideologii.
Najbardziej dziwi mnie w tym obecność szkoły frankfurckiej. Nie mam pojęcia, skąd prawicowa obsesja na jej punkcie – zwłaszcza polskim konserwatystom powinno się spodobać choćby to, że czołowi filozofowie tej szkoły jako pierwsi zadali pytanie o związek niemieckiej kultury z nazizmem.
Czy Hitler wydarzył się POMIMO zaawansowanej niemieckiej kultury, czy Z JEJ POWODU? To było centralne pytanie dla frankfurtczyków.
Skłaniali się ku tej drugiej odpowiedzi. Kto dziś twierdzi, że skłonność do przemocy i autorytaryzmu Niemcy „mają we krwi", nieświadomie głosi „ideologię woke".
Doświadczenie nazizmu było najważniejszym, co się wydarzyło w życiu filozofów z tej szkoły. Nie wszyscy zdążyli uciec, część zginęła (np. Walter Benjamin). Reszta próbowała zrozumieć, co się właściwie stało w Niemczech. Z przerażeniem widzieli też w USA znajome mechanizmy.
Główne dzieła tych filozofów wyszły po polsku, więc zamiast czerpać „wiedzę" z internetu, wystarczy się pofatygować do biblioteki. Osobiście polecam „Dialektykę oświecenia" Maxa Horkheimera i Theodora Adorno oraz „Mieć czy być" Ericha Fromma, najlepiej w parze z „Ucieczką od wolności" tego samego autora.
Wakacje to świetny czas na czytanie grubych książek, serdecznie zapraszam więc do wyciągania własnych wniosków z samodzielnej lektury. Gdybym miał streścić główne tezy frankfurtczyków w jednym akapicie, wyglądałby on tak:
Dwudziestowieczny kapitalizm osiągnął niewątpliwe sukcesy w produkcji dóbr materialnych i racjonalizacji procesów społecznych. Tylko że wolności od tego wcale nie przybywa, a nawet jakby wręcz ubywa.
CDN...