negatywista
13.05.04, 16:12
Wyżaliłem się wczoraj mojej terapeutce na temat tego wszystkiego, o czym
pisałem w wątku pt. "złośliwość umysłu" - umysł niesprawny kiedy powinien
pracować i nadmiernie sprawny, gdy powinien dać na luz; brak koncentracji,
luki pamięci i obsesyjne myśli, kiedy trzeba się skupić na robieniu czegoś
pożytecznego i pełne skupienie i zapamiętywanie podczas kartkowania glamoura
mojej mamy na kiblu. Oprócz tego nadmierne zauraczanie się osobami, które
odrzucają i obojętność wobec osób okazujących zainteresowanie, być może
chcących się zbliżyć, mitologizowanie wszystkiego, co znika za zatrzaśniętymi
drzwiami oraz niedocenianie realnych okazji i możliwości, które w
istocie "spadają z nieba".
Moja terapeutka posunęła się do tezy, że mój umysł w ten sposób świruje
ponieważ mam podświadome tendencje do karania siebie i autoagresji w postacie
nieuświadomionego dążenia do porażki. Powiedziałem, że nie rozumiem, za co
miałbym siebie karać - usłyszałem, że to funkcja głęboko zaszczepionego
fałszywie w dzieciństwie poczucia winy, co może mieć związek z rozwodem
rodziców i porzuceniem przez matkę. Fajnie, i co ja mam z tym teraz zrobić?
Czekać aż moja podświadomość osiągnie swój upragniony cel i zepchnie mnie do
najgorszego rynsztoka społecznego? Co ja mam z tym robić, jak przerwać ten
łańcuch? Czy to się w ogóle da? Gdy działam w zgodzie z pragnieniami -
marnuję czas, leżę w łóżku, słucham muzyki i się obżeram, gdy próbuję działać
na siłę wbrew sobie - reaguję nerwicowo i lęk się nasila, aż kończę waląc
łbem w podłogę. Może wy macie jakiś pomysł na wychodzenie z tego stanu...