Dodaj do ulubionych

Pytanie do pana Dr

06.03.20, 13:28
Ostatnio największą przyjemność, choć krótkotrwałą przynosi mi samookaleczanie, objadanie się słodyczami, które jadłam w takich ilościach, że stały się obrzydliwe, ale jem je mimo bólu w okolicach trzustki, bo właśnie wiem, że robię sobie krzywdę i to mi sprawia przyjemność (chcę się ukarać za beznadzieję, którą odczuwam istniejąc). Ogolnie mam nadzieję, że długo nie pożyję. Nie, nic sobie nie zrobię, bo jestem tchórzem i taka opcja nawet nie wchodzi w grę, poza tym zdaję sobie sprawę, że rodzina by cierpiała (tylko nie wiem za kim... bo ja i tak nic nie wnoszę w niczyje życie). Ale nie zrobię sobie nic, bo jestem tchórzem.
Nie uważam, zebym miała depresje. Bardzo dużo smieję się np. z glupich filmów. Mam siłę by robić rzeczy... pracować, tylko że te rzeczy nie dają mi satysfakcji, moje uczucia są przymglone. Robię wszystko, bo tak trzeba, bo trzeba wstać, trzeba na siebie zarobić, trzeba to, tamto - ale to jest piekło! Kiedyś umiałam kochać, teraz te uczucia wyzsze są jakby wyprane. Nie czuję bliskości - czegos wspolnego - jakiegoś związku z innymi ludźmi. Najbardziej wkurzające jest to, że mi nie zależy na innych ludziach, na jakichś wyższych wartościach (jakichkolwiek), na życiu. Czuję dużo zlości, nienawiść do świata, do siebie, że jestem taka beznadziejna. Mam naprawdę dosyć takiego beznadziejnego stanu. Żyję, bo żyję, ale gdyby lekarz powiedział, że zostało mi niewiele dni zycia, to byłaby najlepsza wiadomość jaka mogłaby mnie spotkac. Jestem zapisana do lekarza psychiatry za 1,5 miesiąca. Ale nie wiem po co. Leki mi nie pomogą, bo to nie choroba tylko coś mi się poprzestawiało w tej glupiej głowie.
Nie wiem po co to piszę, wybaczcie.
Czy da się zrobić cos, zebym poczuła empatię, i zaczela miec coś wspolnego z innymi ludzmi i zeby mi zaczelo zalezec na sobie i swiecie? Naprawdę próbuję i nic. Tak już pewnie bedzie zawsze. Mogę się oszukiwać, że współczuję ludziom gdy np przydarzają im się tragedie. Ale nie. Czuję się jak obrzydliwy psychopata bez uczuć.
Obserwuj wątek
    • emmi-nika Re: Pytanie do pana Dr 06.03.20, 16:44
      Jak się okaleczasz, to wizyta u psychiatry wskazana.
      A co do tej depresji.. nie zawsze jest tak, ze jest się ciagle smutnym, czasem jest to wlasnie apatia, albo brak sensu czy celu w zyciu. Tak czy owak warto zasiegnac porady.
      • topazcytryn Re: Pytanie do pana Dr 06.03.20, 22:31
        Dobrze.
        Panie Doktorze a wiec zastanawiam się z czego może to wynikac, ze na niczym mi nie zalezy? Że nic nie stanowi dla mnie jakichś wartości?
        I zastanawiam się czy da się to jakoś wypracować, zebym nabrała empatii w stosunku do innych ludzi? I co mogę zrobic aby przestać być apatyczną? :(
        • yadaxad Re: Pytanie do pana Dr 09.03.20, 21:17
          Dla mnie jest w tym inne pytanie. Dziewczyna widzi, że coś jest nie tak, zwrócił się o pomoc, do psychologa i psychiatry i ją totalnie olali. Próbuje tu i tam po forach. Czyli woła pomocy. Nie umie nazwać co jej jest, ani się opisać, ale czy jak się nie umie sama zdiagnozować, to trzeba jej ten alkoholizm radzić, by się dostała w ręce przyjaznych specjalistów.
        • ekspert.grupa_synapsis Re: Pytanie do pana Dr 10.03.20, 22:19
          Do p. topazcytryn: nie potrafię odpowiedzieć na Pani pytania, bo nie wiem jaka jest natura Pani problemów. Pisze Pani, że nie ma depresji i możliwe, że ma Pani rację, bo opis nie sugeruje tej choroby, choć zastrzegam się, że zawsze potrzebna jest wnikliwa konsultacja, której wyniki czasem zaskakują. Zakładając hipotetycznie, że nie jest to depresja, to jaki charakter mogą mieć Pani trudności? Mogą mieć charakter psychologiczny, wiążąc się z Pani typem osobowości. W takim wypadku stanowiłyby klasyczne wskazania do psychoterapii. Nadmierna impulsywność, brak akceptacji dla siebie, silne negatywne emocje wobec innych osób, zniechęcenie i uczucie pustki mogą mieć charakter psychologiczny a psychoterapia być główną drogą pomocy. Oczywiście nie rozwiąże Pani swoich problemów czytając luźne komentarze na forum. Jak zawsze potrzebna jest dobra diagnostyka czyli konsultacje psychoterapeuty i lekarza psychiatry, ustalenie sposobu pomocy i skorzystanie z niego. Nie ma takich problemów psychologicznych, których siły nie można by co najmniej osłabić na drodze psychoterapii, o ile chce się zmienić coś w sobie i swoim życiu. Nie mogę jednak, tylko na podstawie postów, wypowiadać się wiążąco, jakiej i jak długiej pomocy Pani potrzebuje. Z szacunkiem
          Stanisław Porczyk, psychiatra

          --
          Grupa Synapsis
          www.synapsis.pl
      • 2fat Re: Pytanie do pana Dr 10.03.20, 08:56
        Kiedyś było inaczej? Mam wrażenie że jak to często bywa wdrukowano Ci w procesie wychowawczym przekonanie że masz się poświęcać dla innych bo sama jak to zresztą odczuwasz nie jesteś warta nawet swojego własnego poświęcenia i w pewnym momencie zaczęłaś mieć dość. Oczywiście zmiana tak fundamentalnej postawy na życzliwą dla siebie jest trudna. Taka jest cena dyscypliny społecznej. To zażeranie się łączy karanie siebie z próbą jednak nagradzania. Takie wynagradzanie pod warunkiem ukarania.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka